Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach i że taka sytuacja raczej mnie nie spotka. Myliłam się.
Mam partnera, ale wczoraj świat zawirował mi w głowie.
Poznałam faceta, z Zimbabwe, który totalnie zawładnął moimi myślami i sercem. Z natury jestem dość racjonalna i nie mam wątpliwości co do zdrad, przemocy i innych tego typu tematów. Patrzę na to dość przyziemnie i racjonalnie.
Jednak tu - mam mieszane uczucia. Absolutnie nie zdradziłam swojego partnera. Nigdy bym tego nie zrobiła. Jednak przez lata związku z nim, nie czułam tego, co czułam w obecności chłopaka z Zimbabwe. Jest sportowcem. Jeździ po świecie. Dziś widziałam go najprawdopodobniej ostatni raz.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam, że nie podjęłam żadnych kroków. Ujął mnie swoim demonem w spojrzeniu, widać że to bardzo męski, wręcz dziki facet. Być może jego egzotyka mnie tak pociąga, może kolor skóry, niektórzy mogą sugerować, że sprzęt - a pewnie, dlaczego nie - wszystko jest dla ludzi
Teraz chyba będę się tym zadręczać i myśleć co by było gdyby....