Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety" - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

Temat: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Witam Was wszystkich smile
Z tej strony Andrzej. Tak... facet na forum dla kobiet.
Podejrzewam, że mimo tego - nie jestem jedynym chłopem tutaj. wink

Nigdy nie podejrzewałem, że napiszę taki post na forum jednak - cała sytuacja mnie przerasta..
Nie mogę spać, mam bóle brzucha...

Tekst będzie dość długi - jednak bardzo dziękuje każdemu, kto go przeczyta - i coś poradzi/doradzi.
Mogą w nim być błędy, słaba składnia - starałem się pisać jak najlepiej, lecz w moim obecnym stanie jest to trudne..

Mam 28 lat. Przez 3 lata byłem w związku z kobietą. Dzisiaj - mogę powiedzieć, że "dziecinnym związku". Nie mieszkaliśmy razem, mieszkamy obok siebie - widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, wakacje, wyjazdy - było dobrze. Pokazałem Ewie wiele rzeczy, ona mi. Czuliśmy się szczęśliwi. Miałem w jej oparcie, były kłótnie - jednak ciągle ona była przy mnie.



Październik 2017
Wszystko zaczęło się w październiku.
Straciłem pracę, bez perspektyw na lepsze jutro. Doszły kolejne kłótnie z moją dziewczyna - nazwijmy ją EWĄ.
Mieliśmy dogadane wakacje, jednak ze względu na moją niepewną sytuację życiową. brakiem pomysłu na siebie.. straciłem pewność siebie... i.. zrezygnowałem z wyjazdu na wakacje.
Wybrałem najłatwiejsze wyjście: Z dnia na dzień spotkałem się z Ewą, powiedziałem, że to koniec. Że wszystko mnie przerosło, że mam tego wszystkiego dość. Załamałem się. Ona pojechała na wakacje, kontakt się urwał. Baaardzo mnie ciągnęło, żeby do niej napisać - ale nie...
Tyle ją widziałem..  (Ona wie, że mam trudny charakter i jak ja powiem coś to.. tego się trzymam)...

TAK - odreagowałem całe zło na niej. BEZ ROZMOWY, bez niczego. Po prostu - z dnia na dzień ją zostawiłem mówiąc, że odchodzę.


Listopad 2017
CISZA. Zero kontaktu. z mojej strony jak i z jej.


Grudzień 2018
Cisza. Zero kontaktu. Usunęła mnie z Facebooka - totalnie o niej zapomniałem.
Ja w między czasie - ogarnąłem się. Mam stanowisko kierownicze, kupuje mieszkanie...
Przez 2 miesiące gdy z nią nie byłem - mój świat obrócił się o 180 stopni - ku lepszemu.
Spotykałem się z kobietami, nie ukrywam - doszło do zbliżeń z jakimiś poznanymi kobietami - jednak... zaczęło mnie gryźć coś w środku. Coś - czego nie umiałem opisać.
Z końcem grudnia - zobaczyłem, że "moja" Ewa - spotyka się z kimś. No cóż - ma pełne prawo... nic mi do tego.


Styczeń 2018
W połowie stycznia - stwierdziłem, że muszę się zabrać za siebie.
TAK - poszedłem do terapeuty. Powiedziałem mu - że gryzie mnie to, w jaki sposób zakończyłem związek.. że.. ja cały czas kocham moją Ewę...
Z końcem stycznia - zadzwoniłem do niej. Spotkałem się. Przeprosiłem za wszystko, przyznałem się, że poszedłem do terapeuty, że moje życie się trochę pozmieniało... (NIE BYŁO TEMATU POWROTU DO SIEBIE). Powiedziałem, że popełniłem błąd, że ją skrzywdziłem...
Ewa to doceniła, odpowiedziała, że rozumie, że jest jej szkoda tego wszystkiego...


Luty 2018
Tutaj zaczynają się dziwne rzeczy. W lutym - "zaatakowałem". Zaproponowałem jedno, drugie, trzecie spotkanie. Zgadzała się. Jakieś piwo, jakieś kino, kawa... Podczas rozmów powiedziała mi - że nie ma chłopaka, że spotyka się z jakimś gościem (3lata młodszym ode mnie) - którego poznała gdzieś tam - tylko, że mieszka ponad 100km od niej.
Spotykają się weekendami, czasem w tygodniu. Zna jego rodziców, rodzinę bo tam spędza weekendy.

Ogólnie powiedziała mi, że nie czuje - że on mieszka tak daleko bo widują się weekendami cały czas i zdarza się, że w tygodniu on do niej przyjedzie.
Podczas kolejnego spotkania - w lutym - rzuciłem temat... że... chciałbym wiedzieć, czy ona widzi sens "naprawienia wszystkiego". Stwierdziła, że nie.. że nie chce krzywdzić swojego kolegi, że.. nie wie jakby to miało wyglądać, że go zostawi itp.

W międzyczasie - moja Ewa, była na imprezie w moim mieście - u moich znajomych.
Traf chciał - że nie miała jak wrócić w nocy - więc zapytała mnie o pomoc. Zgodziłem się.
Spotkaliśmy się - ona była trochę pijana i.... stwierdziłem, że też się napije z nią.
Posiedzieliśmy razem - i... mimo alkoholu - zbliżyliśmy się do siebie. Jakieś pocałunki, "zabawa" jednak bez seksu.
Dało to mi to do myślenia - przecież, jakby to było coś na poważnie z tamtym facetem - to nie przyszła by do mnie, nie zadzwoniła...  Co więcej - nie była AŻ tak pijana, żeby nie pamiętać nic wink
Ewa - ZAWSZE była w 100% fair wobec mnie. Nigdy nie dawała mi powodów do zazdrości - a tu nagle taka sytuacja?
Oczywiście - kolejne dni nie przynosiły nic. Zamieniła w żart - że już ze mną nie pije itp...
Tak minął luty - jeszcze kilka spotkań.


Marzec 2018
Tutaj zaczyna się całe show.
Kolejne spotkania - różnie to wychodzi, raz z mojej inicjatywy, raz z jej - jednak czuję dystans między nami - tworzony przez Ewę, co jest zrozumiałe.
Postanowiłem, że jak minęło 1,5 miesiąca od momentu w którym się spotkaliśmy 1szy raz to  "czas na konkrety".

Z początkiem marca spotkałem się z Ewa - poruszyłem wiele tematów. Powiedziałem jej chyba wszystko. Wszystko płynęło z serca. Czuję się oczyszczony... mówiłem że m.in:

- Nie wyobrażam sobie znajomości z nią - jak kolega. Chciałbym żeby się określiła, co dalej.. że tak to być nie może. Że ciągle zależy mi na niej. Że czegoś takiego nie czułem do żadnej kobiety.  Że mimo tego jaki jestem, to czas pokazał - że muszę o nią walczyć.
Dodałem również - że jak ma zamiar się mną bawić, czy ja koliduje w jej związku z "kolegą" to ma mi to powiedzieć - to zniknę. Z dnia na dzień, bo cała sytuacja jest dla mnie mega trudna, że nie śpie przez to, słabo jej bo ja... mam ją w głowie. Czuję wewnętrzną moc - żeby o nią walczyć. Wiem, że była szczęśliwa - a mi "odwaliło". Z perspektywy czasu wszystko jest już dla mnie jasne i wiem, że mógłbym z nią stworzyć szczęśliwy związek, a w perspektywie czasu - stworzyć rodzinę.
Ewa unikała odpowiedzi na to... powiedziała, że nie wie "jakby to miało wyglądać nasz powrót", że musi się zastanowić, że to nie takie proste, że potrzebuje czasu...


Kolejne spotkania - nic nowego nie przynosiły. Jak próbowałem ruszyć temat "nas", to odpowiadała - że ona wszystko wie, wszystko przyjęła do wiadomości ale.. nie wie co z tym zrobi.. że to nie jest prosta decyzja. Że mam ją nie cisnąć w tej kwestii, że mam jej normalnie dać myśleć.

Oczywiście - spotykam się z nią dalej. Średnio 2-3x w tygodniu - idziemy na jakiś spacer czy coś.
Próbuję się zbliżyć do niej - jakieś pocałunki, jednak tutaj mnie dystansuje. Niby odpycha, niby ten tego - ale... jak przychodzi do tego, że ją przytulę - pocałuje.. to nic nie mówi, tylko głową ucieka. Czuje tak - jakby robiła na siłę dystans. Przecież jakby czuła się nie komfortowo - to by powiedziała "słuchaj, nie rób czegoś takiego, nie próbuj mnie całować bo tak nie wypada bla bla bla".. Mimo tego, czuję, że sprawia jej to... przyjemność.
Ostatnio ją delikatnie masowałem w aucie, w kinie bez problemu dała się przytulić, utrzymywać jakiś kontakt fizyczny.

Teraz jest weekend świąteczny - wczoraj cały dzień ze mną spędziła, dziś go spędza z rodziną - a jutro.. pewnie jedzie do swojego "kolegi".

Podczas ostatniej rozmowy, Ewa przyznała mi że: "Rozmawiała ze swoim kolegą, że ja się odezwałem i że spotyka się ze mną czasem". Zapytałem oczywiście co z tej rozmowy wyniknęło, to odpowiedziała "Ze mój kolega stwierdził, że to jest jej decyzja, że to ona ma wybrać"..

Ewa wielokrotnie mi mówiła- że jestem w jej sercu, że nigdy nie będę dla niej obojętny.
Tu wszystko mi koliduje. Dlatego postanowiłem napisać na forum - taki temat.

W tej całej układance nic mi nie pasuje.
Dziewczyna mówi mi, że gdyby nie była "z nim", to od razu by do mnie wróciła ale teraz spędza czas z "kolegą" to.. nie wie jak to ma wyglądać wszystko. Tak jakby chciała mieć i zjeść słynne ciastko.
Byłem z nią 3 lata.. ona mnie zna.. wie, że mogę jej zapewnić wiele. Mam normalną rodzinę tylko.. w październiku.. przerosło mnie życie. Dopiero specjalista - terapeuta.. wyjaśnił mi wszystko. Ja jestem typem cżłowieka, który "trzyma" wszystko w sobie.
Ja jestem blisko jej.. mogę i chcę być zawsze koło niej. Większość spotkań - ja proponuje, dostosowuję się do niej, ponieważ forma mojej pracy - w obecnej firmie daje mi pełną dyspozycyjność smile
Kiedy pytałem jej prosto w oczy - czy jak "im" przeszkadzam, że koliduję w ich relację, a Ewa nie widzi sensu - to niech mi to powie teraz, a nie robiła nadziei - podczas kolejnych spotkań.
Jesteśmy ludźmi - mi wystarczą słowa: słuchaj - jest za późno, miałeś swój czas - daj nam spokój     albo   ok.. dajmy sobie trochę czasu i tyle..." . Zrozumiem WSZYSTKO. TO JA ZEPSUŁEM, to ja jestem winny. WIEM o tym. Wiem, że ją skrzywdziłem ale... na ten moment ja od 2 miesięcy z Ewą jestem "w kontakcie" , a od miesiąca znacznie bliższym....
Powiedziałem jej również, że nie mogę i nie wyobrażam sobie utrzymania innej relacji z nią niż podczas bycia razem. Nie mógłbym jej traktować jako "koleżanki", wiedząc, że ma kogoś gdzieś tam..

Nie wiem - ile czasu ona potrzebuje jeszcze? Boję się, że każdy dzień, każde spotkanie - powoduje, że ja się wkręcam coraz bardziej - a ona... po prostu mnie oleje.

Dlaczego ona nie była w stanie powiedzieć mi : Słuchaj, nic z tego nie będzie, miałeś szansę - nie wykorzystałeś jej ... NARA...


WIEM, że to ja ją skrzywdziłem, ale.. ja czuje... że to moja kobieta... z perspektywy czasu - było mi z nią bardzo dobrze..., jej ze mną też...

Codziennie rano wstaje - sprawdzam, czy nie wrzuciła na instagram/fb jakiś nowych zdjęć.. czy ktoś jej komentarzy nie pisze..
Z tego wszystkiego - boli mnie tak brzuch, że wylądowałem w szpitalu...


Podsumowując minęły prawie 3 tygodnie - od tego kiedy poinformowałem Ewę o moich zamiarach.
Nie mam pojęcia - ile mam czekać. Nie wiem jak z nią rozmawiać, nie wiem jaki ona ma cel w tym wszystkim...
Nie chce kolejny raz spotykać się z nią i rozmawiać "o nas"... ile można?
Ile ja mogę żyć w takiej nieświadomości? Niepewności? Strachu?

Przecież - jakby ona układała sobie życie z tym gościem, to... nie spotykałaby się ze mną, skoro wie - że ja atakuje, zbliżam się do niej.... i wie jakie mam zamiary..

Nie chcę być jej kolegą, nie chcę być jej po prostu "byłym", z którym może spędzić miło czas.

Albo wrócę do niej - albo.. urywamy kontakt ponownie. Za bardzo mnie to boli, za dużego kaca moralnego mam - wiedząc jaki błąd zrobiłem...

Ile mam czekać? Czemu ona nie potrafi się określić?
Jak mam podchodzić do niej teraz?
Ona mnie czasem zaczepia na FB, wysyła jakieś obrazki, zdjęcia...


Tak jak pisałem wyżej. Terapeuta mi dużo dał do myślenia. Zmienił we mnie "kąt widzenia" na kobiety, zauważyłem swoje błędy. Przyznałem jej się do tego...
Wiem, że każdy dzień powoduje, że ona zbliża się "do swojego kolegi" który mieszka 100km od niej, a ja oddalam się mimo, że dzielą nas... 2km...

Zrobiłbym wszystko - żeby ona odbudowała zaufanie we mnie....
W tym momencie, zmienia mi się życie - przechodzę na swoje, mógłbym teraz dać z siebie znacznie więcej - niż wcześniej. Swoje 4ry kąty, intymność.. coś czego brakowało, czegoś... co zabrakło wcześniej...
Czuje, że mimo tego wszystkiego - Ewa jest.. kobietą mojego życia...   (miałem okazję w życiu poznać wiele kobiet, a Ewa jest moją drugą kobietą, z którą bylem w związku)..


Dziękuje za przeczytanie tekstu - napisanego przez "zdesperowanego" faceta, jednak był pisany w wielkich emocjach... Nie jest to dla mnie łatwe, więc przepraszam, za literówki, błędy lub składnie smile

PS: Po przeczytaniu wyglądam na zdesperowanego faceta - kurczę, z jednej strony tak - ale z drugiej strony - to ja zepsułem, to ja muszę naprawić, to ja chce żeby było tak jak dawniej, a nawet lepiej. TAK - to ja ją skrzywdziłem ALE.... czemu ona mi daje takie znaki?? To wszystko się sobie zaprzecza i.. niszczy mi głowę sad

Zobacz podobne tematy :
Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Boi się zaufać ci ponownie. Albo naczytała się w internecie porad w stylu _ jak odchodzi i wraca to pewnie z braku laku. No i na pewno ma gdzieś.Twoja historia wskazuje jednak na coś innego.
Do mnie facet wracał dwa razy , teraz znowu odszedł , nagle poznał "wielką miłość " .
Założyłam tu wątek - walczyć czy odpuścić, przeczytaj. Jak będziesz miał chwilę.

3

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

No, jedno już wiesz - twoja wspaniała Ewa ma maleńką wadę: tendencje do zdradzania. Fakt, teraz zdradza z tobą, ale może kiedyś ciebie.

4

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Z jednej strony wyglada to na zabawe bo ma go i ma Ciebie.Sluchaj a sprobuj zainicjowac ostatnie spotkanie.Wygladaj na szczesliwego,wesolego i normalnie z nia sobie zartuj jak za dawnych lat.Wiem ze bedzie ci ciezko ale nie pokazauj ze jestes slaby.Pokaz sie jak gosc i rozmawiajac sobie z nia zadaj jej na luzie pytanie o was.Niech decyduje albo odchodzisz.Pewnie i Ciebie zaboli ale niech poczuje jak to jest zyc bez Ciebie ale uswiadom jej to.Ze zycie macie tylko jedno i jak jest okazja trzeb aja lapac bo kiedys moze byc za pozno.Powodzenia zycze.

5 Ostatnio edytowany przez Andrzey (2018-04-01 22:19:18)

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Dziękuje Wam za odpowiedzi..

Wracając do naszych relacji - to podczas każdego spotkania - czuję się jakby ona była moją dziewczyną. Głupie żarty, lekko wulgarne, śmiechy, zaczepianie. Jak się rozstajemy - przytulenie, lekki pocałunek - chociaż ona się "odsuwa i udaje że nie chce", a potem wraca czas kiedy ona się nie odzywa i testuje mnie - kiedy zadzwonie lub napisze. Jak to zrobie, bez problemu się z nią umówie, przyjadę, pogadamy...

W zeszłym tygodniu mieliśmy "ciężką" rozmowę, o wszystkim i... mówiła, ze potrzebuje czasu. Od tego razu spotkaliśmy się 2 - 3 razy, W OGÓLE NIE ruszaliśmy tematu nas...


Zadam jeszcze kilka nurtujących mnie pytań


1) Dlaczego spotyka się ze mną? Skoro ma jakiegoś "kolegę" to w jakim celu miałaby się spotykać z byłym? To ja częściej od niej wychodzę z inicjatywą ale kiedy proponuje spotkanie - w ogóle nie odmawia.


2) Uświadomiłem ją, że nie możemy być przyjaciółmi, że mnie to bardzo boli. Ona zdaje sobie z tego sprawę, ale widzę w jej oczach strach. Kiedy jest obok mnie - jest wesoła, uśmiechnięta ale trzyma dystans lekki. Jak mogę odbudować jej zaufanie? Powiedziałem jej jasno - że to był impuls, nasze rozstanie. Powiedziałem też, że nie mam czasu i ochoty marnować czasu sobie i jej, jeśli miałbym zamiar znowu od niej odejść.  Dlaczego kiedy postawiłem ją kilka dni temu przed faktem - że albo mówi mi teraz, że mam jej dać spokój, to nie była w stanie odpowiedzieć tak lub nie. Odbijała to na tym: że ona nie wie jakby miał wyglądać nasz powrót i to wszystko. Że nie chce swojemu koledze zrobić tego samego co ja zrobiłem..


3) Strasznie mnie to boli, że straciłem zaufanie w jej oczach. Wiem, że po tym co przeszedłem - stresy, ból brzucha, po wielkim kacu moralnym - że w sumie.. to było bardzo złe co zrobiłem, jej ciężko mi zaufać, ale DLACZEGO robi mi tą nadzieję, że może coś jeszcze? Przecież - jakby była zraniona tak bardzo, to nie chciałaby się spotykać i spędzać czas ze mną. Przecież ona jest świadoma tego - jakie mam intencję, że naciskam, że zbliżam się, że inicjuje - więc mając tego świadomość ona to kontynuuje, mimo że spotyka się z "kolegą". Powiedziałem ją, że bardzo ją kocham, że nie ważne jest dla mnie to co było, że to ja zepsułem, i że nigdy do tego nie wrócę. Prosiłem, żeby też mi powiedziała, czy coś czuje do mnie to odpowiedziała, że bardzo bardzo mocno kochała.. a teraz..  to nie wie nic..


4) Ostatnie nurtujące mnie pytanie to, to - czy ona przypadkiem nie gra na czas? Skoro boi mi się określić - jak ona to widzi, to może gra na czas? Może ją to w ogóle nie rusza, może już postanowiła, że nie wróci - i czeka aż się zniechęcę? Z  drugiej strony - mówi, że potrzebuje czasu, że musi to przemyśleć...
Ostatnim razy - podczas spotkania - powiedziała mi, że poinformowała swojego kolege o tym, że "ja się odezwałem, że spotyka się ze mna". Zapytałem więc - jaka była reakcja jego, to odparł, że.. to jest jej decyzja, że zrobi co uważa i że ogólnie na spokojnie to przyjął.
To wszystko jest bez sensu....
Boje się, że ona ma strach podjąć decyzję i że.. będzie chciała mnie wrzucic w ramy..."świadomego kolegi", mimo, że ona będzie miała faceta na boku..

6

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"
Andrzey napisał/a:

Boje się, że ona ma strach podjąć decyzję

Już ty się o nią nie bój, bardzo dobrze wie co robi. A robi tylko dlatego, że może.
Tamten jakiś czereśniak któremu nie przeszkadza twoja obecność i ty latający za nią jak piesek z wywieszonym jęzorem.
Toż to układ idealny, przynajmniej dla niej i dopóki może, to będzie korzystać. W międzyczasie testując tamtego czy by się nadał
i sprawdzając ciebie ile zniesiesz zanim ona łaskawie się określi czy w lewo czy w prawo. Nie licz na to, że stanie się to szybko.
Jak długo wy obaj zachowujecie się jak pryszczate szczyle i tolerujecie siebie nawzajem, tak długo ona będzie was wodzić za nos.
Serio musi być niezła, skoro dwóch dorosłych facetów pozwala jej się traktować jak szmaty.

7

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

anderstud - Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jednak - chodzi mi po głowie myśl, że ona była na tyle w szoku, że się odezwałem... że ona sama się pogubiła. Nie wiedziała, że ja się pojawię i wyskoczę z takimi informacjami.
Tak jak piszesz - ona pewnie wie co robi. Pytanie do ciebie - ile mam czekać, aż się zdecyduje? Jak mam z nią rozmawiać? Dzwonić do niej i zachowywać jakby nigdy nic i powrócić do tematu za tydzień lub dwa?
Ona od tygodnia lub półtora - jest w pełni świadoma wszystkiego i tym na czym stoi. Mimo tego - dalej się widujemy, a ponowiliśmy kontakt 2 miesiące temu.
Teraz zamierzam zrobić mała przerwę - ponieważ w ciągu ostatnich dni - miała mnie aż za dużo.

8

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Andrzey czy Ty nie rozumiesz co do Ciebie piszą po polsku? Jesteś dorosłym facetem, czy tak jak napisano powyżej młodym szczylem? Co ty panienka z okienka, co czeka aż się żołnierz pojawi? Weź się chłopie w garść i przestań żyć złudzeniami.

9

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Dziwię się i Tobie, autorze, i temu drugiemu, że oboje o sobie wiecie i pozwalacie dziewczynie na takie gierki- nieźle się pani ustawiła i najwyraźniej jej tak wygodnie.
Z początku chciałam napisać, że  jest dobrze, póki masz pracę, ale kiedy- nie daj Boże- znów powinie Ci się noga- zerwiesz i przepadniesz jak kamień w wodę? Nic dziwnego, że dziewczyna się wacha i zastanawia- ale po doczytaniu o jej ,,koledze"- nic jej nie usprawiedliwia. Żaden strach, żadne zagubienie. Ona doskonale wie, co robi.
A czekać na jej decyzję możesz bardzo długo- dopóki ,,kolega" nie kopnie jej w cztery litery (na co się nie znosi) albo ona się nie znudzi takim lawirowaniem.
Jak rozmawiać? Kiedy ona unika tematu i określenia się- porozmawiać normalnie będzie trudno.

10 Ostatnio edytowany przez Andrzey (2018-04-02 10:41:28)

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Ja wszystko rozumiem.
Tutaj mi nic nie pasuje - jakiś śmieszny kolo, który pojawił się bóg wie skąd i jeszcze 100km od niego - taka weekendowa znajomość.

Na prawdę nie wiem co robić - jestem w tym wszystkim zagubiony...
Czemu ona nie powie po prostu - daj mi spokój? Przecież to też nie jest komfortowe dla niej, kiedy spotyka się ze mną? Coś swojemu koledze musi mówić...


Ja pojawiłem się nagle - kiedy ona miala juz z nim kontakt - wbiłem i wszedłem w to wszystko z buta.
Co macie na myśli, że ona sobie to poukładała wszystko?


Balin - jakimi złudzeniami mam przestać żyć? Nie ma szans na powrót tej kobiety do mnie?
To po co to wszystko? Po co te całe gierki....
Czemu ona nie jest w stanie się określić...

11

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Jest w stanie się określić ale po co jak ma dwóch łosi adoratorów?

12

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Zapewne sprawa wygląda tak. Tamten daje jej spokój, daje sex i to wszystko, żeby czuć się bezpiecznie. Dlatego jest o nią spokojny.
Nie daje jej jednego. Emocji. Te emocje ma z Tobą, są pocałunki, dreszczyki, muskanie i takie tam. Ma w tym układzie wszystko. To po co ma to zmieniać?

13

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Autorze jestes naiwny.
Trafiłeś na interesowną kobitę, a nie na na jakąs sierotkę marysię.
Ma atencję dwóch fraj... facetów, po co ma z tego rezygnować?

14

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Nie - byłem z nią ponad 3 lata w związku, pół roku wcześniej się znaliśmy.

To ja ją skrzywdziłem - bo była szczęśliwa ze mną.
Nie wiem czy to interesowna kobieta - nigdy taka nie była. Zawsze ja byłem na 1szym  miejscu.

Zastanawia mnie - dlaczego od razu mnie nie odrzuciła. Teraz - ona czeka na mój kontakt, aż zadzwonie, zaproponuje coś.
W takiej relacji jesteśmy miesiąc, a od 2-3 tygodni ona doskonale wie - że ja chce do niej wrócić.
Ona zrzuca wine - na brak pomysłu, co zrobić, zastanawia się jakby to wyglądało.


To wszystko mnie niszczy. Wstaje rano - sprawdzam FB/instagram czy nie wrzuciła jakis nowych fotek, czy nie daje znaku jakiegoś...
Przerasta mnie to psychicznie. Pluje sobie w brodę jaki błąd zrobiłem... nie wiem co robić.
Czekać? Naciskać? Boje się, że to ją przerośnie...

Mi jest tak dobrze jak z nią jestem....
Nie wyobrażam sobie życia z inna kobietą...a ona... nie umie się określić...

Co byście zrobili na moim miejscu?

15

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"
Andrzey napisał/a:

anderstud - Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jednak - chodzi mi po głowie myśl, że ona była na tyle w szoku, że się odezwałem... że ona sama się pogubiła.

Ta, jasne. One wszystkie są zawsze pogubione... a procesor we łbie non stop zapie*dala, aż czerwony od obliczeń, co się bardziej kalkuluje big_smile
Chłopaku, nią to ty się nie przejmuj. Sobą się przejmuj. Ty chcesz do niej wrócić, ona do ciebie nie. Tak to na dziś wygląda, co byś tam sobie nie wmawiał.

Andrzey napisał/a:

Pytanie do ciebie - ile mam czekać, aż się zdecyduje? Jak mam z nią rozmawiać?
Dzwonić do niej i zachowywać jakby nigdy nic i powrócić do tematu za tydzień lub dwa?

Po pierwsze - ona się nie zdecyduje. Musi to zrobić któryś z was. Inaczej zapomnij. Po co ma rezygnować z któregoś, kiedy może mieć obu? Myśl.
Po drugie - w pozycji klęczącej nie dysponujesz niestety żadnym argumentem w jakichkolwiek negocjacjach, więc o czym chcesz z nią rozmawiać?
Po trzecie - zachowując się jak gdyby nigdy nic, tylko robisz z siebie jeszcze większego kretyna i tylko jeszcze bardziej tracisz w jej oczach.

Laski są tak wyrachowane i sprytne, że nam facetom w baniakach to się nie mieści. Zanim cokolwiek zrobisz, możesz śmiało założyć,
że ona zna każdy twój ruch, zanim ty o nim w ogóle pomyślisz. I takie tam dziecinne podchody, że niby nic, a może coś tam, ale niekoniecznie...
to wiesz, tylko pusty śmiech mogą w niej wzbudzać i nic poza tym. Pomijając aspekt moralno higieniczny (obecność w jej życiu innego samca)
jeśli naprawdę chcesz ją odzyskać, paradoksalnie musisz się przygotować na to, że stracisz ją na zawsze, postawić sprawę na ostrzu noża,
zażądać natychmiastowego określenia i zasadzić siarczystego kopa w odwłok jak tylko zacznie coś kręcić, pieprzyć że ona nie wie, że potrzebuje czasu.

Oprócz tego musisz liczyć się z tym, że nawet jeśli usłyszysz od niej co chcesz, to wcale nie oznacza, że twój rywal z dnia na dzień zniknie z jej życia,
a ona sama w pełni odda się tobie i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki od jutra będzie tak jak było dawniej, zanim ci w łeb odpaliło,
bo w te farmazony z pierwszego posta to ja akurat nie wierzę (historyjka całkiem zgrabna, tyle tylko że ja jej nie kupuję, ale luz, mniejsza z tym)
i pewnie było tak, że to ty poznałeś jakąś lafiryndę, dla której rzuciłeś tą swoją księżniczkę, po czym jak tamta cię olała, a twoja była sobie kogoś znalazła,
to nagle ci się przypomniało, że to kobieta twojego życia (stary, znam to pierdzielenie na pamięć, ale naprawdę, to nie ma w tej chwili żadnego znaczenia)
Może tak, może nie, to się jeszcze okaże. Póki co będziesz musiał być czujny, bo nawet jeśli ona zechce do ciebie wrócić, to tamtej znajomości nie zerwie.
Ona może uschnie z czasem i sama sobie umrze śmiercią naturalną, jednak na chwilę obecną proponuję trzymać się zasady - ufaj ale kontroluj   

Andrzey napisał/a:

Ona od tygodnia lub półtora - jest w pełni świadoma wszystkiego i tym na czym stoi. Mimo tego - dalej się widujemy, a ponowiliśmy kontakt 2 miesiące temu.
Teraz zamierzam zrobić mała przerwę - ponieważ w ciągu ostatnich dni - miała mnie aż za dużo.

Nie zamierzaj, tylko działaj. Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, że on nie zamierza, tylko przychodzi i bierze co chce. Rozumiesz?
Tylko tak możesz sprawić, że spośród dwóch rywalizujących samców, samica wybierze właśnie ciebie. Masz być jak Tommy Lee Jones w Ściganym,
a nie jak śnięta mimoza pełzać u stóp czekając, aż wielce jaśnie pani być może wyrazi ochotę na konwersację w temacie waszej wspólnej przyszłości.
Bierzesz za pióra, sadzasz na dupie i przedstawiasz sprawę z którą przychodzisz. Dajesz trzy sekundy na odpowiedź, po czym wstajesz i wychodzisz.
Albo za tobą wybiegnie, albo daj sobie siana i zapomnij. Umizgami i robieniem z siebie wycieraczki nic nie zwojujesz, tego możesz być akurat pewien.
Tolerując obecność innego samca w pobliżu, dałeś jej jasny znak sygnał, że jesteś słaby, a robiąc to co robisz, tylko ją utwierdzasz w tym przekonaniu.
Tak się kobiet nie zdobywa. No chyba że zadowolisz się ochłapami po tamtym jak już ona się jemu znudzi albo on jej, to wiesz, każdy żyje jak chce.
Twoje życie, twój wybór.

16 Ostatnio edytowany przez Andrzey (2018-04-02 12:55:02)

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Anderstud - bardzo dziękuje za twoje słowa.
Chyba wiszę ci flaszkę smile

Potrzebuje jeszcze twoich sugestii bo nurtuje mnie parę pytań:

- Dlaczego ona na początku kiedy się odezwałem nie odbiła mnie? Skoro bym ją skrzywdził, to raczej nie chciałaby mieć ze mną kontaktu.
- Powiedziałem jej, że nie mogę być i spotykać się z nią na stopie koleżeńskiej
- Dlaczego ona tak gra na czas? Dlaczego jak tydzień temu - powiedziałem jej w oczy "Że jeżeli koliduje w jej relacjach z kolega, to ma mi dać znać - to zniknę z jej życia". Dlaczego nie była w stanie się określic?


Co mam robić? Odpuścić kontakt? Poczekać? Czas gra na moją chyba niekorzyść, każdy dzień zbliża ją do tego swojego kolegi.
Mam dziś zaproponować jej spotkanie - i kuć żelazo póki gorące? Mam przycisnąć ją i powiedzieć, że albo w lewo albo w prawo?

Wyglądam strasznie na zdesperowanego ale - tak jak mówie - 2 miesiące z nią jestem w kontakcie, od 2-3 tygodni ona wie o moich zamariach.
Tydzień temu rozmawialiśmy "o nas" i nic z tego nie wynikneło.

Dlaczego mi nie powie "Słuchaj, jest za późno, jestem z nim szczęsliwa, miałeś szansę i tego nie wykorzystałeś"..

Totalnie tego nie rozumiem...

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Za górami, za lasami... Jest kraina, w której możesz być z kobietą autentycznie uwielbiającą Ciebie, Twoje towarzystwo, wszystko to, czym ją obdarzasz, uznającą Wasz związek za jedną z najpiękniejszych przygód życia. Wszystko wskazuje na to, że wśród kobiet zamieszkujących tę krainę nie ma Ewy. Dlaczego? Ty zawaliłeś, ona zawaliła, Ty masz jakieś wady, ona ma jakieś wady? To nie ma żadnego znaczenia. Podziękuj lepiej Ewie za wspólnie spędzony czas, przeproś za wszystkie wyrządzone krzywdy, wybacz wszystkie zrobione Ci przykrości i skup się na tym, by się dostać do tej swojej krainy.

Oczywiście możesz bawić się w jakieś gierki. Możesz wyjść z trybu pompki dla jej ego, lekko zmodyfikować zachowanie, stać się bardziej zimnym i niedostępnym, manifestować zdecydowanie męskie cechy i wyraźnie podkreślać, że w Twoim życiu pojawiają się inne kobiety. Niewykluczone, że przy słabości Twojego konkurenta uda Ci się ją odzyskać na pewien czas. Do czasu, aż ona nie poczuje, że znowu Cię zdobyła, a na horyzoncie pojawi się atrakcyjniejszy mężczyzna. Po co Ci to? Spójrz na to z perspektywy tego kolegi: czy chciałbyś, by partnerka traktowała Cię w ten sposób? Każda kwant energii wykorzystany na zastanawianie się co zrobić, by ją odzyskać, tak naprawdę przybliża Cię do tego, by wkrótce być na jego miejscu.

18 Ostatnio edytowany przez Andrzey (2018-04-02 13:48:10)

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

W takim razie dlaczego ona od razu mnie nie odrzuciła? Dlaczego robi nadzieje?

Dla mnie najważniejsza jest rozmowa, a ja nie umiem z niej tego wydobyć.
Dlaczego jak się widzimy to czujemy się tak jak za najlepszych lat, śmiejemy się, żartujemy ale zachowuje dystans. Przecież też coś swojemu koledze musi mówić co robi... (kiedy czas spędza że mną).

Mam postawić wszystko na jedną kartę?
Strasznie boję się ryzyka.. I jej utraty. Jest taj blisko, a zarazem tak daleko.
Wiem, że teraz wszystko byłoby lepsze niż wcześniej bo zrozumiałem  wiele spraw i uświadomiłem ja. Zawsze byłem z nią szczery, bo rozmawialiśmy o wszystkim.

Jak z nią spędzam czas, to jesteśmy blisko, utrzymujemy kontakt fizyczny, widzę jak na mnie zerka. To mój taki radar,  na tyle dobrze ja znam, że czuję w sobie, że jej też na mnie żalezy.
Powiedziała mi, że żałuję tego co się stało, no ale... Boi się zaufać, że nie wie jakby to miało wyglądać i ogólnie.. Potrzebuję czasu.

Jestem coraz bardziej zdesperowany, żeby zobaczyć się z nią. Postawić sprawę jasno, jak napisał kolega wyżej i - albo pójdziemy w lewo albo w prawo...
Boję się porazki.. A czuję.. Ze biała chorągiew muszę wyciągać z szafy.

Mam niesamowitego kaca moralnego,  i obawy.. Ze będę nieszczęśliwy w przyszłości i szukał kobiety podobnej do niej co mi się nie uda. Ja mam z nią taki mały świat... Którego nikt z boku nie rozumie..
A ja to wszystko zepsulem.. Przez samego siebie...

19

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Andrzey odpocznij chłopie. Zapętliłeś się i w kółko to samo piszesz. Daj se na luz. smile

20

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Balin - nie zapętliłem się, tylko cała ta sytuacja mnie przerosła psychicznie i fizycznie.

Stoję w martwym punkcie. Dziś - przed chwilą porozmawiałem z Ewą i idziemy na spacer wieczorem..
Myślę czy to już pora rzucić wszystko i wystrzelać się PONOWNIE z argumentów, oczekując decyzji tu i teraz - mając świadomość, że to może być koniec czy... pogadać o pierdołach, pojechać do domu i jutro znowu wkręcać sobie takie myśli..

Wiem, że muszę odpocząć - ale nie umiem.
Od tych nerwów i stresów... byłem w szpitalu kilka dni temu...
Nie jest to normalne i siebie nie poznaje.

21

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

TEN TYP TAK MA!
Chryste...
Nazwij ją jak chcesz.Królowa adoracji itp.

Kręci Wami dwoma do oporu.Z Ciebie zrobi ex-a który nie chce się odczepić... przed tamtym.

Nie idż na ten spacer.

22

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"
Andrzey napisał/a:

Wiem, że muszę odpocząć - ale nie umiem.
Od tych nerwów i stresów... byłem w szpitalu kilka dni temu...
Nie jest to normalne i siebie nie poznaje.

Zostaw telefon, komputer i jedź na 2 tygodnie na największe zadupie w Bieszczadach. Znajdź siekierę i porąb jakiejś starej babci drewno na następną zimę. Jak się zmęczysz zacznij używać głowy.

23

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Dlaczego tak najeżdżacie na to biedne dziewczę? Z tego co wyczytałam to Andrzeyek zakończył 3-letni związek bez wyjaśnień, bo takie miał chwilowe widzimisie. Bo sie biedny pogubił... Ale nawet wspomnieć o tym swoim pogubieniu wtedy drugiej stronie nie raczył. Bo po co? Dopiero teraz sie zrobił taki miłośnik jasnych sytuacji? Bo skoro on TERAZ tak uczciwie wszystko mówi to dlaczego ona nie mówi? Dlaczego w październiku autor tak skory do szczerej rozmowy nie był?

No tak, on się przecież pogubił. Ale się odnalazł. I Ewa powinna wysłuchać, zapomnieć o miesiącach pytań ze swojej głowy "dlaczego?". Powinna pogłaskać po główce, obiecać, że natychmiast zerwie wszystkie kontakty z osobami, które były pocieszeniem dla irracjonalnie porzuconej kobiety... Natychmiast powinna uwierzyć, że milczące zakończenie 3-letniego związku to tylko taki przypadkowy epizodzik, który zupełnie nie powinien rzutować na zaufanie i poczucie bezpieczeństwa w związku.

Tak, Ewa powinna tak zrobić. Gdyby była aniołem zesłanym z niebios, w celu ratowania Andrzeyka przed samotnością i jego własnymi problemami emocjonalnymi. Ale raczej tym aniołem nie jest.

Jeśli jest więc normalną, przecietną kobietą to zwyczajnie boi się kolejnych odchyłów Andrzeyka. Jeśli ktoś przez 3 lata czuje się bezpiecznie w zwiazku i nagle ktoś, komu się ufało, przewraca życie do góry nogami - oj, ciężko potem zaufać ponownie. Ten związek już nie będzie taki jak przedtem - i ona o tym wie. Bo już wie, że nie wiadomo, co Andrzeykowi (i kiedy) odbije. Może więc naprawdę się zastanawia czy to ma sens?

Nie znamy Ewy. Bo Ewa wcale nie musi być normalną, przeciętną kobietą. Może być na przykład mściwą wredotą. Jeśli jest więc mściwą wredotą to odezwanie sie skruszonego Andrzeyka po 2 miesiacach milczenia przyjęła satysfakcjonującym: "wiedziałam, że przypełznie". Mściwa wredota chętnie spotka się z takim pogubionym biedakiem, żeby posłuchać odpowiedzi na pytania, które tygodniami tłukły się po jej głowie. Potem wredota przyjmuje oczywistą prawdę, że on miał w czterech literach jej uczucia to ona teraz też może. I wredota robi to, co Ewa robi z Andrzeykiem.

I szczerze? Jak czytam, że dorosły facet kończy 3-letni, podobno szczęśliwy, związek bez powodu i bez wyjaśnienia, a potem oczekuje racjonalności i dojrzałości od porzuconej kobiety (bo on ZROZUMIAŁ) to mam wielką nadzieję, że Ewa zalicza się do trzeciej z opisanych przeze mnie grup...

24

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"
anderstud napisał/a:
Andrzey napisał/a:

Boje się, że ona ma strach podjąć decyzję

Już ty się o nią nie bój, bardzo dobrze wie co robi. A robi tylko dlatego, że może.
Tamten jakiś czereśniak któremu nie przeszkadza twoja obecność i ty latający za nią jak piesek z wywieszonym jęzorem.
Toż to układ idealny, przynajmniej dla niej i dopóki może, to będzie korzystać. W międzyczasie testując tamtego czy by się nadał
i sprawdzając ciebie ile zniesiesz zanim ona łaskawie się określi czy w lewo czy w prawo. Nie licz na to, że stanie się to szybko.
Jak długo wy obaj zachowujecie się jak pryszczate szczyle i tolerujecie siebie nawzajem, tak długo ona będzie was wodzić za nos.
Serio musi być niezła, skoro dwóch dorosłych facetów pozwala jej się traktować jak szmaty.


a czy aby tamten w ogóle istnieje?

25

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"
vinnga napisał/a:

Dlaczego tak najeżdżacie na to biedne dziewczę? Z tego co wyczytałam to Andrzeyek zakończył 3-letni związek bez wyjaśnień, bo takie miał chwilowe widzimisie. Bo sie biedny pogubił... Ale nawet wspomnieć o tym swoim pogubieniu wtedy drugiej stronie nie raczył. Bo po co? Dopiero teraz sie zrobił taki miłośnik jasnych sytuacji? Bo skoro on TERAZ tak uczciwie wszystko mówi to dlaczego ona nie mówi? Dlaczego w październiku autor tak skory do szczerej rozmowy nie był?

No tak, on się przecież pogubił. Ale się odnalazł. I Ewa powinna wysłuchać, zapomnieć o miesiącach pytań ze swojej głowy "dlaczego?". Powinna pogłaskać po główce, obiecać, że natychmiast zerwie wszystkie kontakty z osobami, które były pocieszeniem dla irracjonalnie porzuconej kobiety... Natychmiast powinna uwierzyć, że milczące zakończenie 3-letniego związku to tylko taki przypadkowy epizodzik, który zupełnie nie powinien rzutować na zaufanie i poczucie bezpieczeństwa w związku.

Tak, Ewa powinna tak zrobić. Gdyby była aniołem zesłanym z niebios, w celu ratowania Andrzeyka przed samotnością i jego własnymi problemami emocjonalnymi. Ale raczej tym aniołem nie jest.

Jeśli jest więc normalną, przecietną kobietą to zwyczajnie boi się kolejnych odchyłów Andrzeyka. Jeśli ktoś przez 3 lata czuje się bezpiecznie w zwiazku i nagle ktoś, komu się ufało, przewraca życie do góry nogami - oj, ciężko potem zaufać ponownie. Ten związek już nie będzie taki jak przedtem - i ona o tym wie. Bo już wie, że nie wiadomo, co Andrzeykowi (i kiedy) odbije. Może więc naprawdę się zastanawia czy to ma sens?

Nie znamy Ewy. Bo Ewa wcale nie musi być normalną, przeciętną kobietą. Może być na przykład mściwą wredotą. Jeśli jest więc mściwą wredotą to odezwanie sie skruszonego Andrzeyka po 2 miesiacach milczenia przyjęła satysfakcjonującym: "wiedziałam, że przypełznie". Mściwa wredota chętnie spotka się z takim pogubionym biedakiem, żeby posłuchać odpowiedzi na pytania, które tygodniami tłukły się po jej głowie. Potem wredota przyjmuje oczywistą prawdę, że on miał w czterech literach jej uczucia to ona teraz też może. I wredota robi to, co Ewa robi z Andrzeykiem.

I szczerze? Jak czytam, że dorosły facet kończy 3-letni, podobno szczęśliwy, związek bez powodu i bez wyjaśnienia, a potem oczekuje racjonalności i dojrzałości od porzuconej kobiety (bo on ZROZUMIAŁ) to mam wielką nadzieję, że Ewa zalicza się do trzeciej z opisanych przeze mnie grup...


dlaczego ironizujesz Andrzeja?

26 Ostatnio edytowany przez Andrzey (2018-04-02 21:03:06)

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Wcześniej miałem "ZA DOBRZE". Nie doceniałem tego co miałem. Wpadłem w codzienną rutynę.

Dlatego - postanowiłem się wybrać do terapeuty, dlatego potrzebowałem "przemyśleć", odciąć się od wszystkiego. Porozmawiałem z rodzicami, z najbliższymi osobami - ale już bez Ewy. Żałuje tego, oglądam zdjęcia wspólne, wspominam.
Dojrzałem przez te kilka miesięcy, a na pewno zrobiłem krok ku lepszemu życiu. Ewa o tym wie - bo sama zauważyła.

Tak - macie racje, ja też wiem jak się czuje Ewa. Wiem, że ją skrzywdziłem, wiem - co czuje i co czuła. Teraz ja za to samo obrywam - prowadzę wewnętrzną walkę. Obrywam za całą krzywdę jaką jej wyrządziłem. Dlatego ostatnie dni mam takie nerwowe... Każdy dzień powoduje, że mnie to przerasta...

Sama przyznała mi, że GDYBY NIE SPOTYKAŁA SIĘ Z NIM, TO BEZ SŁOWA BY DO MNIE WRÓCIŁA, a teraz nie wie co ma zrobić i jak zadecydować..


Tak - jej "kolega" jest prawdziwy, jednak nie umiała mi się określić czy są w związku czy "się kumplują". Z tego co widzę, to jest bardzo weekendowa znajomość, co więcej - na odległość. Szczególnie że w zeszłym tygodniu Ewa spędziła ze mną 5 dni na 7dnio dniowy tydzień smile

Jeżeli "EWA" jest wredotą - to dlaczego spotykamy się, zbliżamy, przecież to nie jest normalne...
To też działa w dwie strony, bo ona też musi jakoś "tłumaczyć swój" czas swojemu koledze, ona też jest kobietą i też ma uczucia i myśli o mnie - bo sama się do tego przyznała.

Mój problem polega na tym - że pomimo tych wszystkich znaków, ja nie wiem co robić. Z jednej strony zależy mi na niej, zrobię dla niej wszystko, a z drugiej - nie chce wywierać presji, cisnąć i tak dalej...

Ewa jest uczuciową kobietą i przywiązuje się emocjonalnie. Sama mi przyznała, że ta sytuacja jest dla niej ciężka. O wszystkim wie... odpocznę kilka dni i... podejmę finalną rozmowę jak to dalej będzie...

27

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"
vinnga napisał/a:

Dlaczego tak najeżdżacie na to biedne dziewczę? [...]I szczerze? Jak czytam, że dorosły facet kończy 3-letni, podobno szczęśliwy, związek bez powodu i bez wyjaśnienia, a potem oczekuje racjonalności i dojrzałości od porzuconej kobiety (bo on ZROZUMIAŁ) to mam wielką nadzieję, że Ewa zalicza się do trzeciej z opisanych przeze mnie grup...

Nie najeżdżamy wink ale o poradę prosi on, a nie ona. W obecnej sytuacji ustawia się w beznadziejnej pozycji więc ma to co z tej pozycji wynika.

28

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Andrzey, relacje są różne - tak, jak różni są ludzie. Ona nie myśli i nie postępuje tak, jak Ty byś myślał i postapił. Przyjmij to do wiadomości. Więc... wszystko jest normalne.

Nie masz pojęcia co łączy ją z tym kolegą. Być może to kolega się waha czy ją chce czy nie, więc ty jesteś w rezerwie? Ale prawdopodobnie, po babsku, zwyczajnie jest w rozterce. Bo Ty nie jesteś już wymarzonym księciem. Udowodniłeś jej, że możesz być nieobliczalny. W negatywnym znaczeniu. Dla kobiety nieobliczalny osobnik może być baardzo pociągajacy (ach, te emocje...), ale kandydat do związku z niego mizerny...

Snake, możesz mieć rację, ale nie musisz tongue Jeśli Ewa nie przegryzła w sobie żalu do Andrzeya za jego wrześniowy numer to próba stanowczego przymuszenia jej do czegokolwiek raczej skończy się wyjazdem po pocieszenie do kolegi smile

29

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"
vinnga napisał/a:

Snake, możesz mieć rację, ale nie musisz tongue Jeśli Ewa nie przegryzła w sobie żalu do Andrzeya za jego wrześniowy numer to próba stanowczego przymuszenia jej do czegokolwiek raczej skończy się wyjazdem po pocieszenie do kolegi smile

Stąd ja proponuję Bieszczady ;P

30

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"
Andrzey napisał/a:

Witam Was wszystkich smile
Z tej strony Andrzej. Tak... facet na forum dla kobiet.
Podejrzewam, że mimo tego - nie jestem jedynym chłopem tutaj. wink

Nigdy nie podejrzewałem, że napiszę taki post na forum jednak - cała sytuacja mnie przerasta..
Nie mogę spać, mam bóle brzucha...

Tekst będzie dość długi - jednak bardzo dziękuje każdemu, kto go przeczyta - i coś poradzi/doradzi.
Mogą w nim być błędy, słaba składnia - starałem się pisać jak najlepiej, lecz w moim obecnym stanie jest to trudne..

Mam 28 lat. Przez 3 lata byłem w związku z kobietą. Dzisiaj - mogę powiedzieć, że "dziecinnym związku". Nie mieszkaliśmy razem, mieszkamy obok siebie - widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, wakacje, wyjazdy - było dobrze. Pokazałem Ewie wiele rzeczy, ona mi. Czuliśmy się szczęśliwi. Miałem w jej oparcie, były kłótnie - jednak ciągle ona była przy mnie.


stara zasada: do tego trzeba dwojga
Październik 2017
Wszystko zaczęło się w październiku.
Straciłem pracę, bez perspektyw na lepsze jutro. Doszły kolejne kłótnie z moją dziewczyna - nazwijmy ją EWĄ.
Mieliśmy dogadane wakacje, jednak ze względu na moją niepewną sytuację życiową. brakiem pomysłu na siebie.. straciłem pewność siebie... i.. zrezygnowałem z wyjazdu na wakacje.
Wybrałem najłatwiejsze wyjście: Z dnia na dzień spotkałem się z Ewą, powiedziałem, że to koniec. Że wszystko mnie przerosło, że mam tego wszystkiego dość. Załamałem się. Ona pojechała na wakacje, kontakt się urwał. Baaardzo mnie ciągnęło, żeby do niej napisać - ale nie...
Tyle ją widziałem..  (Ona wie, że mam trudny charakter i jak ja powiem coś to.. tego się trzymam)...

TAK - odreagowałem całe zło na niej. BEZ ROZMOWY, bez niczego. Po prostu - z dnia na dzień ją zostawiłem mówiąc, że odchodzę.


Listopad 2017
CISZA. Zero kontaktu. z mojej strony jak i z jej.


Grudzień 2018
Cisza. Zero kontaktu. Usunęła mnie z Facebooka - totalnie o niej zapomniałem.
Ja w między czasie - ogarnąłem się. Mam stanowisko kierownicze, kupuje mieszkanie...
Przez 2 miesiące gdy z nią nie byłem - mój świat obrócił się o 180 stopni - ku lepszemu.
Spotykałem się z kobietami, nie ukrywam - doszło do zbliżeń z jakimiś poznanymi kobietami - jednak... zaczęło mnie gryźć coś w środku. Coś - czego nie umiałem opisać.
Z końcem grudnia - zobaczyłem, że "moja" Ewa - spotyka się z kimś. No cóż - ma pełne prawo... nic mi do tego.


Styczeń 2018
W połowie stycznia - stwierdziłem, że muszę się zabrać za siebie.
TAK - poszedłem do terapeuty. Powiedziałem mu - że gryzie mnie to, w jaki sposób zakończyłem związek.. że.. ja cały czas kocham moją Ewę...
Z końcem stycznia - zadzwoniłem do niej. Spotkałem się. Przeprosiłem za wszystko, przyznałem się, że poszedłem do terapeuty, że moje życie się trochę pozmieniało... (NIE BYŁO TEMATU POWROTU DO SIEBIE). Powiedziałem, że popełniłem błąd, że ją skrzywdziłem...
Ewa to doceniła, odpowiedziała, że rozumie, że jest jej szkoda tego wszystkiego...


Luty 2018
Tutaj zaczynają się dziwne rzeczy. W lutym - "zaatakowałem". Zaproponowałem jedno, drugie, trzecie spotkanie. Zgadzała się. Jakieś piwo, jakieś kino, kawa... Podczas rozmów powiedziała mi - że nie ma chłopaka, że spotyka się z jakimś gościem (3lata młodszym ode mnie) - którego poznała gdzieś tam - tylko, że mieszka ponad 100km od niej.
Spotykają się weekendami, czasem w tygodniu. Zna jego rodziców, rodzinę bo tam spędza weekendy.

Ogólnie powiedziała mi, że nie czuje - że on mieszka tak daleko bo widują się weekendami cały czas i zdarza się, że w tygodniu on do niej przyjedzie.
Podczas kolejnego spotkania - w lutym - rzuciłem temat... że... chciałbym wiedzieć, czy ona widzi sens "naprawienia wszystkiego". Stwierdziła, że nie.. że nie chce krzywdzić swojego kolegi, że.. nie wie jakby to miało wyglądać, że go zostawi itp.

W międzyczasie - moja Ewa, była na imprezie w moim mieście - u moich znajomych.
Traf chciał - że nie miała jak wrócić w nocy - więc zapytała mnie o pomoc. Zgodziłem się.
Spotkaliśmy się - ona była trochę pijana i.... stwierdziłem, że też się napije z nią.
Posiedzieliśmy razem - i... mimo alkoholu - zbliżyliśmy się do siebie. Jakieś pocałunki, "zabawa" jednak bez seksu.
Dało to mi to do myślenia - przecież, jakby to było coś na poważnie z tamtym facetem - to nie przyszła by do mnie, nie zadzwoniła...  Co więcej - nie była AŻ tak pijana, żeby nie pamiętać nic wink
Ewa - ZAWSZE była w 100% fair wobec mnie. Nigdy nie dawała mi powodów do zazdrości - a tu nagle taka sytuacja?
Oczywiście - kolejne dni nie przynosiły nic. Zamieniła w żart - że już ze mną nie pije itp...
Tak minął luty - jeszcze kilka spotkań.


Marzec 2018
Tutaj zaczyna się całe show.
Kolejne spotkania - różnie to wychodzi, raz z mojej inicjatywy, raz z jej - jednak czuję dystans między nami - tworzony przez Ewę, co jest zrozumiałe.
Postanowiłem, że jak minęło 1,5 miesiąca od momentu w którym się spotkaliśmy 1szy raz to  "czas na konkrety".

Z początkiem marca spotkałem się z Ewa - poruszyłem wiele tematów. Powiedziałem jej chyba wszystko. Wszystko płynęło z serca. Czuję się oczyszczony... mówiłem że m.in:

- Nie wyobrażam sobie znajomości z nią - jak kolega. Chciałbym żeby się określiła, co dalej.. że tak to być nie może. Że ciągle zależy mi na niej. Że czegoś takiego nie czułem do żadnej kobiety.  Że mimo tego jaki jestem, to czas pokazał - że muszę o nią walczyć.
Dodałem również - że jak ma zamiar się mną bawić, czy ja koliduje w jej związku z "kolegą" to ma mi to powiedzieć - to zniknę. Z dnia na dzień, bo cała sytuacja jest dla mnie mega trudna, że nie śpie przez to, słabo jej bo ja... mam ją w głowie. Czuję wewnętrzną moc - żeby o nią walczyć. Wiem, że była szczęśliwa - a mi "odwaliło". Z perspektywy czasu wszystko jest już dla mnie jasne i wiem, że mógłbym z nią stworzyć szczęśliwy związek, a w perspektywie czasu - stworzyć rodzinę.
Ewa unikała odpowiedzi na to... powiedziała, że nie wie "jakby to miało wyglądać nasz powrót", że musi się zastanowić, że to nie takie proste, że potrzebuje czasu...


Kolejne spotkania - nic nowego nie przynosiły. Jak próbowałem ruszyć temat "nas", to odpowiadała - że ona wszystko wie, wszystko przyjęła do wiadomości ale.. nie wie co z tym zrobi.. że to nie jest prosta decyzja. Że mam ją nie cisnąć w tej kwestii, że mam jej normalnie dać myśleć.

Oczywiście - spotykam się z nią dalej. Średnio 2-3x w tygodniu - idziemy na jakiś spacer czy coś.
Próbuję się zbliżyć do niej - jakieś pocałunki, jednak tutaj mnie dystansuje. Niby odpycha, niby ten tego - ale... jak przychodzi do tego, że ją przytulę - pocałuje.. to nic nie mówi, tylko głową ucieka. Czuje tak - jakby robiła na siłę dystans. Przecież jakby czuła się nie komfortowo - to by powiedziała "słuchaj, nie rób czegoś takiego, nie próbuj mnie całować bo tak nie wypada bla bla bla".. Mimo tego, czuję, że sprawia jej to... przyjemność.
Ostatnio ją delikatnie masowałem w aucie, w kinie bez problemu dała się przytulić, utrzymywać jakiś kontakt fizyczny.

Teraz jest weekend świąteczny - wczoraj cały dzień ze mną spędziła, dziś go spędza z rodziną - a jutro.. pewnie jedzie do swojego "kolegi".

Podczas ostatniej rozmowy, Ewa przyznała mi że: "Rozmawiała ze swoim kolegą, że ja się odezwałem i że spotyka się ze mną czasem". Zapytałem oczywiście co z tej rozmowy wyniknęło, to odpowiedziała "Ze mój kolega stwierdził, że to jest jej decyzja, że to ona ma wybrać"..

Ewa wielokrotnie mi mówiła- że jestem w jej sercu, że nigdy nie będę dla niej obojętny.
Tu wszystko mi koliduje. Dlatego postanowiłem napisać na forum - taki temat.

W tej całej układance nic mi nie pasuje.
Dziewczyna mówi mi, że gdyby nie była "z nim", to od razu by do mnie wróciła ale teraz spędza czas z "kolegą" to.. nie wie jak to ma wyglądać wszystko. Tak jakby chciała mieć i zjeść słynne ciastko.
Byłem z nią 3 lata.. ona mnie zna.. wie, że mogę jej zapewnić wiele. Mam normalną rodzinę tylko.. w październiku.. przerosło mnie życie. Dopiero specjalista - terapeuta.. wyjaśnił mi wszystko. Ja jestem typem cżłowieka, który "trzyma" wszystko w sobie.
Ja jestem blisko jej.. mogę i chcę być zawsze koło niej. Większość spotkań - ja proponuje, dostosowuję się do niej, ponieważ forma mojej pracy - w obecnej firmie daje mi pełną dyspozycyjność smile
Kiedy pytałem jej prosto w oczy - czy jak "im" przeszkadzam, że koliduję w ich relację, a Ewa nie widzi sensu - to niech mi to powie teraz, a nie robiła nadziei - podczas kolejnych spotkań.
Jesteśmy ludźmi - mi wystarczą słowa: słuchaj - jest za późno, miałeś swój czas - daj nam spokój     albo   ok.. dajmy sobie trochę czasu i tyle..." . Zrozumiem WSZYSTKO. TO JA ZEPSUŁEM, to ja jestem winny. WIEM o tym. Wiem, że ją skrzywdziłem ale... na ten moment ja od 2 miesięcy z Ewą jestem "w kontakcie" , a od miesiąca znacznie bliższym....
Powiedziałem jej również, że nie mogę i nie wyobrażam sobie utrzymania innej relacji z nią niż podczas bycia razem. Nie mógłbym jej traktować jako "koleżanki", wiedząc, że ma kogoś gdzieś tam..

Nie wiem - ile czasu ona potrzebuje jeszcze? Boję się, że każdy dzień, każde spotkanie - powoduje, że ja się wkręcam coraz bardziej - a ona... po prostu mnie oleje.

Dlaczego ona nie była w stanie powiedzieć mi : Słuchaj, nic z tego nie będzie, miałeś szansę - nie wykorzystałeś jej ... NARA...


WIEM, że to ja ją skrzywdziłem, ale.. ja czuje... że to moja kobieta... z perspektywy czasu - było mi z nią bardzo dobrze..., jej ze mną też...

Codziennie rano wstaje - sprawdzam, czy nie wrzuciła na instagram/fb jakiś nowych zdjęć.. czy ktoś jej komentarzy nie pisze..
Z tego wszystkiego - boli mnie tak brzuch, że wylądowałem w szpitalu...


Podsumowując minęły prawie 3 tygodnie - od tego kiedy poinformowałem Ewę o moich zamiarach.
Nie mam pojęcia - ile mam czekać. Nie wiem jak z nią rozmawiać, nie wiem jaki ona ma cel w tym wszystkim...
Nie chce kolejny raz spotykać się z nią i rozmawiać "o nas"... ile można?
Ile ja mogę żyć w takiej nieświadomości? Niepewności? Strachu?

Przecież - jakby ona układała sobie życie z tym gościem, to... nie spotykałaby się ze mną, skoro wie - że ja atakuje, zbliżam się do niej.... i wie jakie mam zamiary..

Nie chcę być jej kolegą, nie chcę być jej po prostu "byłym", z którym może spędzić miło czas.

Albo wrócę do niej - albo.. urywamy kontakt ponownie. Za bardzo mnie to boli, za dużego kaca moralnego mam - wiedząc jaki błąd zrobiłem...

Ile mam czekać? Czemu ona nie potrafi się określić?
Jak mam podchodzić do niej teraz?
Ona mnie czasem zaczepia na FB, wysyła jakieś obrazki, zdjęcia...


Tak jak pisałem wyżej. Terapeuta mi dużo dał do myślenia. Zmienił we mnie "kąt widzenia" na kobiety, zauważyłem swoje błędy. Przyznałem jej się do tego...
Wiem, że każdy dzień powoduje, że ona zbliża się "do swojego kolegi" który mieszka 100km od niej, a ja oddalam się mimo, że dzielą nas... 2km...

Zrobiłbym wszystko - żeby ona odbudowała zaufanie we mnie....
W tym momencie, zmienia mi się życie - przechodzę na swoje, mógłbym teraz dać z siebie znacznie więcej - niż wcześniej. Swoje 4ry kąty, intymność.. coś czego brakowało, czegoś... co zabrakło wcześniej...
Czuje, że mimo tego wszystkiego - Ewa jest.. kobietą mojego życia...   (miałem okazję w życiu poznać wiele kobiet, a Ewa jest moją drugą kobietą, z którą bylem w związku)..


Dziękuje za przeczytanie tekstu - napisanego przez "zdesperowanego" faceta, jednak był pisany w wielkich emocjach... Nie jest to dla mnie łatwe, więc przepraszam, za literówki, błędy lub składnie smile

PS: Po przeczytaniu wyglądam na zdesperowanego faceta - kurczę, z jednej strony tak - ale z drugiej strony - to ja zepsułem, to ja muszę naprawić, to ja chce żeby było tak jak dawniej, a nawet lepiej. TAK - to ja ją skrzywdziłem ALE.... czemu ona mi daje takie znaki?? To wszystko się sobie zaprzecza i.. niszczy mi głowę sad

31 Ostatnio edytowany przez Andrzey (2018-04-02 21:47:09)

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

To jest takie proste.. a takie trudne...

Dlaczego kobieta nie jest w stanie powiedzieć: "Skrzywdziłeś mnie, daj mi spokój. Spotykam się już z kimś i tyle.."
Zawsze musi być coś pod górkę... zawsze coś. Przerasta mnie to, życie jest o wiele bardziej skomplikowane sad
Ta niepewność - mnie zabija. Robi mi to dziurę w głowie. To 2 miesiące życia - w których poświęciłem się Ewie.
Plus - przede mną Bóg wie ile...


Jak ona jest przy mnie - to czuję, że wróciła, że jest obok.. ale za chwile przychodzi myśl - jesteś od 2 miesięcy w trójkącie, od miesiąca w świadomym położeniu - jak długo? Co jeśli to będzie porażka?
Na każdym spotkaniu - jest tak samo fajnie, śmiesznie... wesoło..
Przygniata mnie to, bo po powrocie do domu, wszystko wraca "do internetu i wirtuala".

Mówiłem jej - co czuję (ona mi nic od rozstania nie mówiła.. zachowała to dla siebie), powiedziałem, że mnie to boli - że to olbrzymia forma kary dla mnie i że ma mi prosto, po męsku powiedzieć - żebym odpuścił to - nie była w stanie mi tego powiedzieć w oczy. Płakała, było jej żal. Ona też się tym gniecie..
Widzę, w jej oczach, że ciągnie ją do mnie, że zależy jej na mnie....
Jakby tak nie było - to znam ją. Nie rozmawiałaby ze mną.
Ona z żadnym byłym nie miała kontaktu wcześniej. Nic, a nic. Nawet mi mówiła - że nie akceptuje tego, że jakbyśmy my się kiedyś rozstali - to na pewno byśmy nie byli w kontakcie.


Możliwe - że gra na czas, że patrzy jak się rozwinie sytuacja z jej kolegą. Nie wiem czemu - powiedziała jej o mnie? Gra na alibi? Wie, że nie możemy być przyjaciółmi...


MAM TEGO DOŚĆ sad

Czekam parę dni - i... spotkam się z nią. Dziś odpuszczam spotkanie..
Za kilka dni się złapię - i postawie wszystko na jedną kartę.

32

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Wiem że to co napisze jest szczytem debilizmu, nie musicie uświadamiać mnie ..
Mam podobną sytuację, dziewczyna rzuciła mnie po blisko 4 lata bycia razem, twierdziła że kochaal mnie i nadal kocha. Lecz z braku mojej uwagi dla niej, stopniowo się odkochała... Do tego dochodza jej znajomi którzy kręcą jej psychiką, odciągając ją ode mnie. Niestety poznała po rozstaniu :kolegę" z którym czuje się dobrze. Twierdzi ze nadal mnie kocha, lecz nie chce do tego wracać. Wahanie jej uczuć trwa prawie miesiąc, nie wie co wybrać.
Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę, w przyszłym tygodniu zaproponuję się spotkać, i się oświadcze. Jeśli coś ma kobietom wstrząsnąć to własnie to ... Niby oświadczyć się można wtedy gdy się jest szczęśliwym. Ona była szczęsliwa lecz to uczucie wygasło przez moje zlewanie jej.

33

Odp: Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"
vinnga napisał/a:

Dlaczego tak najeżdżacie na to biedne dziewczę? Z tego co wyczytałam to Andrzeyek zakończył 3-letni związek bez wyjaśnień, bo takie miał chwilowe widzimisie.

Andrzejek zachował się głupio i teraz też zachowuje się głupio. Ale to wcale nie oznacza, że panna nie zachowuje się świniowato, bo teraz zdradza aktualnego z Andrzejkiem. I wiesz, może Andrzejek zasłużył na to co ma, może i jego Ewa zasłużyła. Ale co zawinił ten bidok, który teraz z nią jest?

Andrzey
A ty wciąż pytasz: dlaczego kobieta, dlaczego kobieta, dlaczego kobieta... Jak zdarta płyta. Zapytaj siebie: dlaczego Andrzejek siedzi w krzywym układzie i dalej w niego brnie?

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Powrót do byłej kobiety/związku - "okiem kobiety"

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024