Mam do Was drodzy użykowniczki i użytkownicy portalu pytanie. Od razu zaznacze, że nie dotyczy ten problem mnie. Tzn już nie dotyczy. Co myślicie o takiej stytuacji: w związku doszło do zdrady ze strony partnera (po około 3 latach bycia razem). Teraz: czy wyobrażacie sobie sytuację gdzie dochodzi w tym związku za jakiś czas (powiedzmy rok, lub dwa) do zaręczyn i ślubu zakładając że zdradę trzyma się w tajemnicy dla dobra partnera. Czy jest to akceptowalne czy zupełnie niewybaczalne postępowanie? Pytam bo totalnie się pogubiłem w życiu, stracilem kompas moralny, nie mam już pojęcia jak w życiu się postępuje (dookoła miałem mnóstwo znajomych, którzy regularne zdradzali swoich parnerów) i czy kłamstwo jest akceptowalne jeśli ma choronić drugą osobę przed bólem. Proszę pomóżcie mi, jestem ciekawy waszego zdania.
Skąd pomysł, że dalsze życie w kłamstwie będzie dobre dla partnera? Zawsze lepsza prawda, choćby ta najgorsza. Związek musi być budowany na solidnych fundamentach, a kłamstwo jakim jest - sam pewnie wiesz.
Inna sprawa, jeżeli doszło do zdrady to być może coś w tamtym związku było nie tak? Może coś się wypaliło? Po co więc ciągnąć coś, co nie jest satysfakcjonujące? Moim zdaniem powinno być tak: coś nie gra i nie da się tego naprawić - rozstajemy się, każdy robi co chce i nie ma takich problemów. Zdrada jest niewybaczalna.
Zdradę trzyma się w tajemnicy dla dobra partnera?
Raczej dla swojego dobra, bo jakby się zdrada wydała, to mogło by sie nagle zrobić nieciekawie. Może nawet związek by się skończył.
4 2017-08-29 10:21:15 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-08-29 10:23:37)
(...) jestem ciekawy waszego zdania.
Zasłanianie się tzw. dobrem drugiej osoby (jeśli ona takiego parasola ochronnego nie chce lub nic na ten temat nie wiesz) jest pozornym chronieniem własnych czterech liter i robieniem z siebie, wbrew faktom, szlachetnego. No ale do przyznania się przed sobą samym, że postępuje się tak ze stachu i z własnej (wątpliwej, ale o gustach nie dyskutujemy) wygody, potrzeba choć trochę odwagi i decyzji o byciu uczciwym, chociaż, wobec siebie.
5 2017-08-29 11:34:28 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2017-08-29 11:58:51)
Pytam bo totalnie się pogubiłem w życiu, stracilem kompas moralny, nie mam już pojęcia jak w życiu się postępuje (dookoła miałem mnóstwo znajomych, którzy regularne zdradzali swoich parnerów) i czy kłamstwo jest akceptowalne jeśli ma choronić drugą osobę przed bólem. Proszę pomóżcie mi, jestem ciekawy waszego zdania.
Pytanie ma formę ogólna , kiedy kłamstwo jest lepsze niż prawda.
Uważam , ze chyba tylko w przypadku obrony życia lub zdrowia, natomiast prawda nie należy epatować i ja wszem i wobec rozgłaszać , tym bardziej ze często ta prawda wynika z subiektywnego odczucia.
Czasami wystarczy ograniczyć mówienie prawdy nie rozgłaszając "całej prawdy".
Odniosłeś swoje pytanie do sytuacji zdrady w związku .
Sprawy dotyczące związku dwojga osób , są ich wyłączna sprawa pomiędzy nimi.
Nic nikomu do tego co wydarzyło się pomiędzy nimi i jakie decyzje podjęli o ile nie wpływają na prywatność osób z poza związku .
Dlaczego innym chcesz mówić o Twoich sprawach z bliska Ci osoba ?
Jeżeli ktoś dopytuje się o Wasze sprawy, to po prostu przekracza Wasza prywatność .
Tak na marginesie, kwestia kontynuowania związku po zdradzie lub nawet podniesienia jego rangi to Twoja osobista decyzja za który Ty będziesz ponosił odpowiedzialność . Warto skorzystać z porad, wskazówek osób zupełnie postronnych a doświadczonych w temacie naprawy związków , zanim podejmiecie decyzje.
Przeczytałam Twoje wcześniejsze posty.
Wydaje mi się , ze miałeś / masz kłopoty z asertywnością , określeniem swoich granic i rozpoznaniem kiedy czyjeś zachowanie jest przekroczeniem Twoich praw.
Nie zastanawiałeś się nad zmiana towarzystwa w którym się obracasz ?
Dorkin, nie da sie zdrowego zwiazku budowac na klamstwach. Jezeli zdradziles, to znaczy, ze byl problem: albo z Toba, albo ze zwiazkiem. Klamstwem tego problemu nie rozwiazesz. Ot, zamieciesz pod dywan i ktoregos dnia leb znowu wystawi. I znowu zdradzisz.
Poza tym, Twojej partnerce nalezy sie moralna wolnosc wyboru, ktorego nie ma, jezeli ja oszukujesz.
7 2017-08-29 14:04:43 Ostatnio edytowany przez dorkin (2017-08-29 14:07:01)
Przeczytałam Twoje wcześniejsze posty.
Wydaje mi się , ze miałeś / masz kłopoty z asertywnością , określeniem swoich granic i rozpoznaniem kiedy czyjeś zachowanie jest przekroczeniem Twoich praw.
Nie zastanawiałeś się nad zmiana towarzystwa w którym się obracasz ?
Masz racje. Mam problemy z tym wszystkim. Wychowywałem sie bez ojca, niestety nie miałem męskiego przykladu do naśladowania więc siłą rzeczy zaczerpnąłem męski wzór z otoczenia (koledzy). Niestety jeśli chodzi o zmianę towarzystwa jest za późno - pownieniem to zrobić z 2 lata temu - dopiero teraz to widzę. Obracałem się w pośród ludzi w ktorym zdrada była tematem żarów i gratulowania sobie. Chłopaki chwalili się między sobą z kim się ostatnio przespali jednocześnie mając wieloletnie, stałe partnerki. I w końcu ja głupi, na jednej imprazie po alkoholu zrobiłem to samo co koledzy (bo przecież konsekwencji nie będzie). Oczywiście moja słaba psychika zdrady nie wyrzymała (brak snu, brak apetytu, smutek) i straciłem miłość mojego życia która była ze mną przez ponad 3 lata, wyleczyla mnie z depresji, nerwicy i sprawiła, że stałem się lepszym człowiekiem. Oddała mi całe swoje serce. Dzwoniła i pisała codziennie. Za kilka miesięcy miała się do mnie wprowadzić, chciała mieć ze mną dzieci. Koniec końców jest taki, że zostałem sam jak palec a koledzy, też już nie są zainteresowani moim towarzystem bo przestałem być wesoły i nie mam ochoty na zabawę. Jeszcze mi mówią, że głupi byłem bo się przyznałem - stąd ten cały temat bo serrio ja już zgłupiałem i nie wiem co się powinno robić a co nie.
Wiem, że pisze to ze stanowiska ofiary ale ja serrio byłem tak w nich zapatrzony, że zdradę uznałem za coś normalnego i powszechnego... Nawet na wizycie u mojego psychiatry wypowiedziałem zdanie: "no ale przecież wszyscy się zdradzają" na co lekarz zrobił wielke gały z niedowierzania. Powiedział, że nie wszyscy tylko ludzie w moim towarzystwie. Teraz z perspektywy czasu sam nie wierzę w to co ja zrobiłem i jak mogłem w ogóle mieć takie podejście. Jestem jak chorogiewka na wietrze... zero własnych zasad...
Obecnie nie mogę patrzeć na odbicie w lutrze. Zagracony, zakurzony pokój w którym tylko śpię bo wieczory spędzam na szwędaniu się po barach i kinach. Cud, że jeszcze mam się czym zająć w dzień bo mam dobrą pracę, którą swoją drogą zdobyłem dzięki wsparciu mojej kobiety, której już nie ma.
(...) Wiem, że pisze to ze stanowiska ofiary ale ja serrio byłem tak w nich zapatrzony, że zdradę uznałem za coś normalnego i powszechnego... (...)
Ofiary? Nie pomyliły Ci się, aby, role?
Przytomności życzę i używanie rozumu zgodnie z jego przeznaczeniem.
(...) Teraz z perspektywy czasu sam nie wierzę w to co ja zrobiłem i jak mogłem w ogóle mieć takie podejście. Jestem jak chorogiewka na wietrze... zero własnych zasad... (...)
Najwyższa pora byś uwierzył. Uwierzył i zrozumiał, dlaczego zasady Twoich kolegów przyjąłeś jako własne, inaczej prawdopodobnym jest "powtórka z rozrywki".
(...) Obecnie nie mogę patrzeć na odbicie w lutrze. Zagracony, zakurzony pokój w którym tylko śpię bo wieczory spędzam na szwędaniu się po barach i kinach. Cud, że jeszcze mam się czym zająć w dzień bo mam dobrą pracę, którą swoją drogą zdobyłem dzięki wsparciu mojej kobiety, której już nie ma.
Poczucie winy nikogo do niczego dobrego nie doprowadziło, szkody zaś wyrządza mnóstwo.
Moim zdaniem kiedyś się wyda.
Przyznałeś się, ponosisz konsekwencje. Jest wina- jest i kara.
Jesli przyznałeś sie sam- a nie np wydało się- dobrze zrobiłeś,bo dałeś dziewczynie prawo decyzji. Teraz cierpisz.
Wyciągnij wnioski na przyszłość.
Mam do Was drodzy użykowniczki i użytkownicy portalu pytanie. Od razu zaznacze, że nie dotyczy ten problem mnie. Tzn już nie dotyczy. Co myślicie o takiej stytuacji: w związku doszło do zdrady ze strony partnera (po około 3 latach bycia razem). Teraz: czy wyobrażacie sobie sytuację gdzie dochodzi w tym związku za jakiś czas (powiedzmy rok, lub dwa) do zaręczyn i ślubu zakładając że zdradę trzyma się w tajemnicy dla dobra partnera. Czy jest to akceptowalne czy zupełnie niewybaczalne postępowanie? Pytam bo totalnie się pogubiłem w życiu, stracilem kompas moralny, nie mam już pojęcia jak w życiu się postępuje (dookoła miałem mnóstwo znajomych, którzy regularne zdradzali swoich parnerów) i czy kłamstwo jest akceptowalne jeśli ma choronić drugą osobę przed bólem. Proszę pomóżcie mi, jestem ciekawy waszego zdania.
Jeżeli zdrada miała charakter incydentalny, tj. bez wcześniejszego planu i i bez premedytacji, wyrażającej się w nieuczciwym żerowaniu na cudzym zaufaniu, to jestem zwolenniczką tego, aby siedzieć cicho i samemu nieść ten ciężar, że potrafiło się zachować nielojalnie i nieuczciwie. Po co obdzielać bólem bliską osobą, jeśli wyciągnęło się wnioski i nie chce się powtarzać zdrady w przyszłości.
Co innego jeśli zdrada robi się stałym sposobem na życie i perfidnie żeruje się na kimś, kto ufa i wierzy w uczciwość. Wtedy najlepiej dać bliskiej osobie wybór, czy i jak wyobraża sobie życie z kimś, kto ma problem z ucziwością i lojalnością.
zakładając że zdradę trzyma się w tajemnicy dla dobra partnera..
dobre. dla dobra partnera. Jakie zgrabne, wygodne wytłumaczenie. dowcip dnia.
13 2017-08-29 19:38:45 Ostatnio edytowany przez rossanka (2017-08-29 19:38:57)
dorkin napisał/a:zakładając że zdradę trzyma się w tajemnicy dla dobra partnera..
![]()
![]()
dobre. dla dobra partnera. Jakie zgrabne, wygodne wytłumaczenie. dowcip dnia.
No co Ty, nie chciałabyś mieć tak troskliwego męża? Przecież ta tajeminca to by była z wielkiej miłości do Ciebie
![]()
14 2017-10-12 09:03:47 Ostatnio edytowany przez dorkin (2017-10-12 09:27:11)
Ok, no przyznałem się i jestem w rozsypce psychicznej. Straciłem miłość życia, naprawdę wyjątkową dziewczynę, istny anioł. Przynajmniej prosze potwierdźcie mi, że zrobiłem dobrze bo sam do końca zaczynam powątpiewać w słuszność tego wyboru. Mój kolega (koleś który obrabiał inne dziewczyny non stop pomimo, że miał związek który trwał 7 lat! i małego tego - planowal ślub i dziecko... dopóki pewnego dnia jego dziewczyna nie przyjechała i z nim nie zerwała [nie - nie wiedziała o jego zdradach] mówi, mi że jestem debilem bo się przyznałem.
Trzeba się było nie przyznawać. Jak zdradzałeś to miałeś odwagę, to też potem trzeba było tę żabę samemu strawić.
Jesteś debilem dlatego że zdradziłeś, a nie dlatego, że się przyznałeś. Serio największy problem widzisz w tym, że jej o tym powiedziałeś?
Ciesz się lepiej, że Twoja dziewczyna będzie mieć szansę bycia z kimś, kto jej nie zdradzi.
Ok, no przyznałem się i jestem w rozsypce psychicznej. Straciłem miłość życia, naprawdę wyjątkową dziewczynę, istny anioł. Przynajmniej prosze potwierdźcie mi, że zrobiłem dobrze bo sam do końca zaczynam powątpiewać w słuszność tego wyboru. Mój kolega (koleś który obrabiał inne dziewczyny non stop pomimo, że miał związek który trwał 7 lat! i małego tego - planowal ślub i dziecko... dopóki pewnego dnia jego dziewczyna nie przyjechała i z nim nie zerwała [nie - nie wiedziała o jego zdradach] mówi, mi że jestem debilem bo się przyznałem.
Podjąłeś decyzje a teraz ponosisz jej konsekwencje.
W sumie to nie rozumiem tych rozkmin. Przecież musiałeś liczyć się z tym, że twoja dziewczyna jako odrębną osoba podejmie decyzję najlepszą dla niej, a nie dla ciebie. Czy może sądziłeś, że ona doceni twoją prawdomówność i "skasuje" to twoją wcześniejszą nieuczciwość? Widocznie ona uznała, że nie rokujesz dobrze na przyszłość i nie warto budować jej z tobą.
Trzeba się było nie przyznawać. Jak zdradzałeś to miałeś odwagę, to też potem trzeba było tę żabę samemu strawić.
Prawda cala ![]()
Secondo1 napisał/a:Przeczytałam Twoje wcześniejsze posty.
Wydaje mi się , ze miałeś / masz kłopoty z asertywnością , określeniem swoich granic i rozpoznaniem kiedy czyjeś zachowanie jest przekroczeniem Twoich praw.
Nie zastanawiałeś się nad zmiana towarzystwa w którym się obracasz ?Masz racje. Mam problemy z tym wszystkim. Wychowywałem sie bez ojca, niestety nie miałem męskiego przykladu do naśladowania więc siłą rzeczy zaczerpnąłem męski wzór z otoczenia (koledzy). Niestety jeśli chodzi o zmianę towarzystwa jest za późno - pownieniem to zrobić z 2 lata temu - dopiero teraz to widzę. Obracałem się w pośród ludzi w ktorym zdrada była tematem żarów i gratulowania sobie. Chłopaki chwalili się między sobą z kim się ostatnio przespali jednocześnie mając wieloletnie, stałe partnerki. I w końcu ja głupi, na jednej imprazie po alkoholu zrobiłem to samo co koledzy (bo przecież konsekwencji nie będzie). Oczywiście moja słaba psychika zdrady nie wyrzymała (brak snu, brak apetytu, smutek) i straciłem miłość mojego życia która była ze mną przez ponad 3 lata, wyleczyla mnie z depresji, nerwicy i sprawiła, że stałem się lepszym człowiekiem. Oddała mi całe swoje serce. Dzwoniła i pisała codziennie. Za kilka miesięcy miała się do mnie wprowadzić, chciała mieć ze mną dzieci. Koniec końców jest taki, że zostałem sam jak palec a koledzy, też już nie są zainteresowani moim towarzystem bo przestałem być wesoły i nie mam ochoty na zabawę. Jeszcze mi mówią, że głupi byłem bo się przyznałem - stąd ten cały temat bo serrio ja już zgłupiałem i nie wiem co się powinno robić a co nie.
Wiem, że pisze to ze stanowiska ofiary ale ja serrio byłem tak w nich zapatrzony, że zdradę uznałem za coś normalnego i powszechnego... Nawet na wizycie u mojego psychiatry wypowiedziałem zdanie: "no ale przecież wszyscy się zdradzają" na co lekarz zrobił wielke gały z niedowierzania. Powiedział, że nie wszyscy tylko ludzie w moim towarzystwie. Teraz z perspektywy czasu sam nie wierzę w to co ja zrobiłem i jak mogłem w ogóle mieć takie podejście. Jestem jak chorogiewka na wietrze... zero własnych zasad...
Obecnie nie mogę patrzeć na odbicie w lutrze. Zagracony, zakurzony pokój w którym tylko śpię bo wieczory spędzam na szwędaniu się po barach i kinach. Cud, że jeszcze mam się czym zająć w dzień bo mam dobrą pracę, którą swoją drogą zdobyłem dzięki wsparciu mojej kobiety, której już nie ma.
Czego Twoja psycha nie wytrzymala? Obwiesciles prawde swojej kobiecie?
Ja to zawsze mam rozkminy, co lepsze i nie mam w sumie wyrobionego zdania. Bo z jednej strony, gdyby partner mnie zdradził z takich powodów jak ten, bez planów i premedytacji, bez złej intencji i planów, żeby kiedykolwiek jeszcze to zrobić, a poza tym jest dla mnie dobry, jest nam dobrze razem... No to nie wiem, chyba wolałabym żyć w nieświadomości, niż musieć znosić ciężar świadomości "zostałam zdradzona". Niech sam się z tym męczy i poniesie tego sam konsekwencje. A być może to go czegoś nauczy. Zakładając, że rzeczywiście intencji złych nie miał. Bo myślę, że fakt, że zostało się zdradzonym, mimo wszystko odbija się na psychice. Więc niech milczy i sam cierpi. Popełnił błąd, czemu ja za niego mam płacić.
Natomiast w każdej innej sytuacji, wielokrotne zdrady, zaplanowanie zdrady, długie oszukiwanie - totalnie nie do zaakceptowania, wiem, że nie byłabym z takim człowiekiem. Prawdopodobnie też, gdybym dowiedziała się o sytuacji opisanej powyżej ("przypadkowa zdrada") to już nigdy bym z tym człowiekiem nie była, jakkolwiek dobry i wspaniały i cudowny by nie był.
Jest takie przysłowie :"czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal". Tez mi sie wydaje, że jednorazowy incydent np. po alkoholu, może być okolicznością łagodzącą w stosunku do długotrwałej, ukrytej, równoległej relacji. Może masz czystsze sumienie, skoro sie przyznałes, ale za to bardziej rozwalone życie. Jak sobie po tym posprzątasz, zalezy już tylko od Ciebie.
dorkin, dobrze zrobiłeś. Sam przyznałeś, że wątpliwa moralność Twoich kolegów miała na Ciebie zły wpływ, tym bardziej nie słuchaj ich teraz kiedy Ci mówią, że jesteś głupi, bo się przyznałeś. Twoja dziewczyna miała prawo wiedzieć i sama zdecydować, co z tym zrobić. Ale skoro mówisz, że to taki anioł i tak wiele już dla Ciebie zrobiła, czy jesteś pewien, że zrezygnowała z Ciebie ostatecznie? Może to tylko szok jej kazał od Ciebie odejść, a może to jeszcze przemyśli?
Pamiętaj - jeśli idiota Ci mówi, że jesteś głupi, to niewiele znaczy. Przyznanie się to decyzja człowieka dorosłego, odpowiedzialnego. I, jak sądzę, uchroni Cię przed dalszymi złymi decyzjami.