Witam, mam problem z moim związkiem, w sumie to nie ze związkiem bo moja kobieta zerwała już kilka razy ze mną, a ja jak idiota wracam do niej bo ją na prawdę Kocham. Różnica wieku między nami to 6 lat, ja 25 ona 19. Jesteśmy/byliśmy razem 10 miesięcy. Na początku było w miarę ok, ja od samego początku dałem za dużo z siebie, nie chciałem zawalić. Ona podchodziła z dystansem, koleżanki ważniejsze, trzymała mnie raczej krótko. Na początku o niczym nie mówiłem, nie komentowałem, myślałem że może się zmieni. Niestety, było coraz gorzej, aż w końcu zacząłem jej zwracać uwagę delikatnie. Ona nie odpisywała wśród znajomych, ogólnie mało pisała, mało dzwoniła. Uważała że to początek, i dlatego tak. W pewnym momencie doszły rękoczyny z jej strony podczas kłótni, niejednokrotnie dostałem w ataku agresji w twarz lub mnie pogryzła. Ciągłe zwracanie mi uwagi. Od początku nie była ze mną fair, gdy się poznawaliśmy, powiedziała mi, że nie była nigdy w poważnym związku, ale bardzo bardzo jej na kimś zależało, była w stanie dla tego kogoś zrobić wszystko, a ten ktoś, wodził ją za nos i bawił się nią. Trwało to kilka lat a ona jak głupia szalała za nim. Zapytałem kto to. Powiedziała, nie ważne. Pomyślałem sobie, ok, skoro nie ważne, może nie chce o tym mówić. Podczas jednej z imprez, jej przyjaciółka, powiedziała mi po alkoholu że to chłopak o imieniu XYZ (chcę być anonimowy). Co się okazało, ten chłopak, to brat, dwóch z jej koleżanek do których ona od zawsze bardzo chętnie jeździła 300km od miejscowości gdzie mieszkamy, potrafiła tam siedzieć 2-3 tygodnie. Ów brat, mieszka w jednym domu z tymi siostrami. Powiedziałem jej, że dowiedziałem się o kogo chodzi, jąkając się powiedziała że nic do niego nie czuje i że dla niej to nie istotne. To był 3 miesiąc naszego związku, nie chciałem jej trzymać krótko, na smyczy, czegokolwiek zabraniać, ba mimo wszystko ufałem jej, pojechała tam na 5 dni. (Stwierdziłem, skoro nic do niego nie czuje, to na pewno i po 5ciu dniach będzie chciała wrócić i pokazać mi że jej zależy). Z 5 dni zrobiło się nagle 8 i tak z dnia na dzień byłem zbywany, że jeszcze dzień, jeszcze dzień. Praktycznie w ogóle nie mieliśmy ze sobą kontaktu, odzywała się może raz, dwa razy dziennie sms. Co się dowiedziałem, jej spotkania z koleżankami kończyły się na ciągłych wyjściach do baru, na imprezy, grille. Od kilku lat, od kiedy tam jeździła, ciągle spotkania z starszymi nowo poznanymi kolegami i to sporo starszymi, imprezy. W domu udaje anioła. Tam pokazuje swoje oblicze jeśli chodzi o zachowanie. Potem zaczęło się jeszcze więcej kłótni, jeszcze więcej niedomówień, zauważyłem że w głupotach zaczyna mnie okłamywać. Potem zaczęła się ode mnie odsuwać, emocjonalnie, fizycznie, zero przytuleń, pocałunków, unikanie wszystkiego, zawsze jakaś wymówka, wszystko na nie. I zaczęła naciśkać że chce tam sama jeździć i nie powinienem jej zabraniać. Powiedziałem jej że, widzę że od 4 miesięcy się odsunęła ode mnie pod każdym względem, ciągle się kłócimy, jest zimna, powiedziałem że nie chce żeby tam sama jeździła i nocowała z nim pod jednym dachem. Możemy tam jechać razem w odwiedziny do koleżanek, mogą one tu przyjechać do niej, nie widzę z tym problemu, ale nie chcę aby tam sama jeździła. Dlaczego? Skoro dziewczyna która mnie rzekomo kocha była nie będać z kimś w związku w stanie zrobić dla niego wszystko, szalała za nim a on ją olewał. A ja, facet który ją Kocha, wspiera, robi niespodzianki, opiekuje się nią. Chce zdrowego poważnego związku, za rok/dwa myślałem o zaręczynach, brałem ją bardzo na poważnie a ona się odsuwa co krok ode mnie i woli wyjazdy do tej miejscowości samej niż iść na kompromis. Ponadto, ciągle jakieś tajemnice i małe kłamstewka. Następnie doszło do tego że zaczęła ze mną zrywać, praktycznie po każdej kłótni zrywała (np. w ten piątek zerwała, po południu bo poszło o wyjazd do tej miejscowości),wieczorem o 22 wyszła z domu z kolezanka pić na rynek, dosiedli się do niej koledzy bawiąć się świetnie o niczym nie wiedziałem, dowiedziałem się od kolegi rano, sama by mi nie powiedziała, gdybym nie zapytał. Nawet nie pomyslala żeby przyjść się pogodzić, wolała poszaleć. Całą sobotę się nie odzywała, wieczorem wydzwaniała do mnie że mnie kocha i zebym przyejchal do niej, zaraz potem wysłała mi screeny gdzieś z przed 4 lat serduszek które była wrzuciła mi na FB (nie usunalem, nie widziałem tego), powiedziała ze jestem ch..em i że ma mnie dość.. w niedzielę z kolei znów się nie odzywała cały dzień, a potem poszła na festyn do pobliskiej miejscowości.. w poniedziałek przyjechała przepraszając mnie i mówiąc chyba to co chciałem usłyszeć (czyli że rozumie dlaczego nie chce żeby tam jeździła, zrozumiała i zebysmy wrócili do siebie), nawet przeprosiła moją mame bo jestem mimo wieku strasznie emocjonalny i kazdą taką sytuację bardzo przeżywam. Mamy czwartek, w poniedziałek wróciliśmy do siebie, dałem jej szanse, we wtorek wziąłem ją na wycieczke na rowerki wodne 100km od nas, pływaliśmy po zbiorniku wodnym. Było cudownie, mówiła że moja mam jej powiedziała że w przyszłości myślę o zaręczynach i biorę ją na poważnie. Powiedziała mi że się cieszy i chce tego. Wczoraj w środę po rozmowie z koleżanką z tej miejscowości, stwierdziła że zmieniła zdanie i będzie tam jeździć.. znów kłótnia. Dziś po raz kolejny zerwała, mamy czwartek, powiedziała że nie chce ze mną być, nie wie czy mnie kocha i że możemy zostać w dobrych relacjach (coś jakby przyjaciółmi). Gdy wyszedłem z auta (tam odbywała się rozmowa) to jechała za mną i kazała mi wsiąść do auta. Gdy powiedziałem że zerwała po raz kolejny. Po jakimś czasie odjechała. Ponadto chciałem dodać, że dla niej całe życie, wszyscy są najważniejsi, nie ważne że na 2 tygodnie mam jeden dzień wolnego kiedy możemy gdzieś wyjechać, ona "zle się czuje", kiedy o cokolowiek ją proszę, zawsze słyszę NIE, kiedy przyjedzie do niej kolezanka, zadzwoni lub kiedy przyjadą znajomi z tej miejscowosci, automatycznie czuje się rewelacyjnie, wszystko rzuca i ucieka do nich, siedzi tam calymi dniami, opala się, smieje, kiedy ja po pracy do niej przyjadę ok 20stej, ona umiera, jest spiaca, zmeczona.. Trochę to chaotyczne, ale proszę o zrozumienie, pisząc to jestem zestresowany, zdruzgotany.
Proszę o jakieś komentarze co o tym sądzicie, Pozdrawiam.