Witam, coś o mnie: mam 22 lata, skończyłam studia licencjackie. Jestem raczej nie śmiałą osobą, ale z drugiej strony lubię się spotykać ze znajomymi, poznawać ludzi, ale mało jest osób przed którymi się otwieram, mówię o sobie, jestem raczej słuchaczem, czasami daję rady, jak ktoś o to poprosi, ale zazwyczaj tylko słucham o czyiś problemach i wiem, że to im pomaga, nawet jeśli ja niczego nie daję od siebie. Jestem też spokojna, miła i ciepła. Przed pójściem na studia tj. 2014 r. też miałam wiele koleżanek, zawsze rozmawiałyśmy o chłopakach, też razem imprezowałyśmy (nie jakoś bardzo, alkohol zaczęłam pić tak naprawdę od 2014 r., zaczęłam też wtedy więcej imprezować, ale zawsze wiedziałam kiedy skończyć pić, nie dało się mnie namówić i dalej się nie da na wypicie większej ilości, czasami w ogóle nie piję na imprezach, moi znajomi to akceptują), ale o żadnej dziewczynie nie pomyślałam w większy sposób niż o koleżance/przyjaciółce.
Co do chłopaków, to nigdy nie byłam w związku, z kilkoma się spotykałam (4), z niektórymi tylko pisałam, ale 2 razy byłam zauroczona. Pierwszy raz jak miałam 18 lat w chłopaku też nieśmiałym jak ja, nic nie wyszło, może z tego względy, że on się bał zrobić krok do przodu, a ja raczej jestem tego zdania, że to chłopak ma zrobić ten krok. Drugie zauroczenie było 2 lata temu, w chłopaku, którego znałam z liceum, przed tym razem pisaliśmy, ale szczerze to często tak mam, że zlewam chłopaków, ale jak się odezwał te 2 lata temu i napisał, że zawsze chciał mnie poznać i że mu się podobałam, to wtedy zaczęłam o nim myśleć, spotykaliśmy się, ale po 8 miesiącach mieliśmy „kłótnię”, potem on wyjechał za granicę, odezwał się kilka miesięcy temu, jak wrócił do pl, przez ten czas o nim zapomniałam, wszystko teraz wróciło (miesiąc temu), jak na siebie wpadliśmy na mieście i znowu ze sobą piszemy, planowaliśmy się spotkać, na razie nie wychodzi, tym razem chcę coś dać od siebie, zaangażować się bardziej. Ogólnie zmierzam do tego w tym akapicie, że zawsze oglądałam się za chłopakami, idąc ulicą, jadąc tramwajem, zawsze się za nimi oglądam, nigdy za dziewczynami.
Wracając do tematu, na studiach zaprzyjaźniłam się z 2 dziewczynami, zaczęło się bardziej od momentu, gdy musiałyśmy razem zrobić zadanie, spotkałyśmy się, napiłyśmy się razem, one otworzyły się, ja o sobie nic nie mówiłam, tak już jestem i tak z czasem zaczęłam więcej o sobie mówić, przed jedną otworzyłam się najbardziej (to już 2 semestr), jest moją najlepszą przyjaciółką, spędzałyśmy ze sobą więcej czasu, nawet bez tej 2 koleżanki (ta raczej nie przepada za tamtą, po tym jak się bardziej poznałyśmy), przed tamtą się mniej otworzyłam, ale też mnie dobrze zna, ja ją lubię, jej wady mi tak bardzo nie przeszkadzają, chociaż wiele ludzi jej za to nie lubi, jaka jest i pomimo tego, to właśnie do niej coś zaczęłam czuć, zaczęło się na 2 semestrze, wtedy zaczęłam o niej więcej myśleć, nawet mieć motyle w brzuchu. Wydaję mi się, ze to może się wziąć z tego (i teraz znowu muszę się trochę cofnąć), że ona zawsze się do mnie przytulała, a ja nigdy wcześniej się tak do nikogo nie przytulałam, do żadnej koleżanki (chyba, że czasem po pijaku, ale to krótkie przytulenie), ona potrafiła się do mnie przez całą przerwę między zajęciami przytulać, ja jej nie odrzucałam, może tego potrzebowała, tak samo na wykładach kładła głowę na moim ramieniu, nawet z tą najlepszą przyjaciółką się tak nie przytulałam... Wtedy ja to zaczęłam odwzajemniać, czasami ją za rękę złapałam, ona mnie też, a teraz co najważniejsze ona ma chłopaka, wtedy też była w związku. Zaczęłam o niej częściej myśleć, cieszyłam się jak ją widziałam, zawsze chciałam siedzieć obok niej, ona czasami jak sobie siedziałyśmy z grupką znajomych w domu, to przy wygłupianiu się, położyła się na mnie (tak z 2 razy), więc czy to zauroczenie/zakochanie się wzięło się z tego, że po prostu mnie przytulała, a mi się zaczęło to podobać, bo nigdy nie byłam w związku, nie doznałam takiej bliskości?
Później miałam nawet o niej fantazje (to w okresie 2015/ i kolejny semestr 2016), o całowaniu, o seksie, gdzie nigdy o kobiecie tak nie pomyślałam, tylko o chłopakach, tylko o nich miałam fantazje. Ale co ważne, nie miałam o niej fantazji, że chcę z nią być w związku. Wiem, że już to minęło, tak z czasem minęło, już teraz o niej nie myślę (a nawet od roku), ona też bierze za rok ślub, ale dalej się tak do mnie przytula, ja tylko od 6 miesięcy nabrałam, do niej większy dystans, ale też jej nie odrzucam, może to przez to, że się zaczęłyśmy mniej widywać, nawet z tą grupą znajomych co zawsze, bo nie było czasu (pisanie pracy lic itd.), ale 2 razy byliśmy razem na wakacjach (tydzień u koleżanki, spędzony na imprezowaniu), ja niby teraz zaczęłam myśleć o tym chłopaku, co napisałam wyżej, chociaż nie wiem czy coś z tego będzie, on chyba też sam nie wie czy chce ze mną być, ja nie umiem tego określić, bo się bardzo dobrze nie znamy, potrzebuję więcej spotkań, a nie mieszkamy blisko siebie. Co ciekawe z moją przyjaciółką też mam taką relację, że się do siebie przytulamy, złapiemy za rękę, nawet buziak na przywitanie czy pożegnanie jest czasami w usta itd., ale nigdy o niej tak nie pomyślałam, traktuję ją jak siostrę.
Teraz przechodzę dalej, bo kilka miesięcy temu zaczęłam myśleć też o innej koleżance, o tamtej już przestałam, ale napisanie o niej tutaj, było ważne. Ta z kolei jest moją korepetytorką z języka obcego, zaczęłam do niej chodzić od stycznia, bo miałam egzamin ustny, a zajęcia w żaden sposób nie pomagały mi w opanowaniu tego języka i to na poziomie B2II, miałam blokadę przed mówieniem, teraz jest super, zdałam egz. w styczniu, dalej biorę u niej korki (tym razem przez skypa). Przychodziłam do niej na godzinę czasu (czasami 2 godziny naraz, gdy nie mogłyśmy się dogadać na 2 dni w tygodniu po godzinie, ale ogólnie widziałyśmy się 2 razy w tygodniu/ czasami 3 jak chciałam nadrobić zajęcia, bo ona musiała odwołać), z początku byłam nieśmiała, ale z czasem nawiązałyśmy koleżeńską relację (ona jest tylko o rok starsza), już mówienie/czytanie zaczęło mi lepiej iść, wiadomo nie otworzyłam się przed nią jakoś dobrze, ale czasami pytała mnie o rodzinę, znajomych i wgl. i mówiłam jej o tym w obcym języku, ale no nie wie o mnie wielu rzeczy. Zaczęłam o niej myśleć, po tym jak przechodząc obok mnie dotknęła mnie w ramię, czasami złapała za rękę, jak się z czegoś śmiałyśmy (a jest piękną kobietą, piękny uśmiech, oczy, w tamtej koleżance, co pisałam wyżej lubiłam też uśmiech i oczy), czasami myślałam, że robi to celowo, żebym się wyluzowała, nie stresowała zajęciami z nią (ona studiuje psychologię) i to pomogło, bo już się nie stresowałam, lubiłam do niej przychodzić. Kiedyś raz powiedziała, że jestem jej ulubienicą (to było też jakoś po miesiącu korepetycji), też to potraktowałam jako zagrywkę, żebym się nie stresowała
I tak z czasem, sama też ją czasami złapałam za rękę, ale ogólnie trzymałam dystans, lubiłam do niej przychodzić, rozmawiać z nią, czasami po godzinie zajęć, zostawałam dłużej, żeby dopić herbatę, wtedy też sobie rozmawiałyśmy, nawet w trakcie zajęć odbiegałyśmy od tematu, żeby sobie pogadać, bo coś którejś się przypomniało, raz mnie przytuliła, życząc mi powodzenia na egzaminie, później też kilka razy u niej byłam na korkach, nawet jeśli już nie musiałam, bo zdałam egz., teraz kontynuuję korepetycję, ale to już dla zwiększenia efektów i utrzymania ich, bo się tego nie spodziewałam, że będę tak mówić. Zaczęłam o niej fantazjować, najpierw o tym, że się spotykamy poza korkami, później, że się przytulamy, trzymamy za rękę, poznajemy się bardziej, że się przed nią otwieram (i wiem, że mogłabym, bo super się z nią rozmawia), że się całujemy, a nawet ostatnio fantazjowałam o seksie z nią. Nie wiem skąd to się u mnie wzięło, już o 2 dziewczynie, tym razem o dziewczynie, która nie jest moją przyjaciółką, lubimy tylko ze sobą rozmawiać, nawet jeśli w większości to rozmowa na dany temat zajęć (ona dzień przed moim egzaminem powiedziała po zakończeniu zajęć, że mogę sobie z nią jeszcze posiedzieć (ona się pakowała, wyjeżdżała na kilka dni do domu), powiedziała, że lubi ze mną siedzieć, ja na to nie zareagowałam, tak samo jak nie zareagowałam, na to że powiedziała, że jestem jej ulubienicą, ale pamiętam wszystkie takie słowa czy te gesty, kiedy przechodziła obok i mnie dotknęła, kiedy mnie złapała za rękę, kiedy ja ją złapałam). Jest tak miłą osobą, wiem, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. I zapomniałam dodać, że ona też ma chłopaka.
Czy to znowu się zaczęło od dotyku? I dlaczego ona też na mnie tak działa, jak ta poprzednia dziewczyna, a są też inne koleżanki, z którymi się przytulam, nawet koledzy (ale oni to tylko przywitanie, pożegnanie i buziak w policzek)? Z nią jest większy dystans, a mimo tego myślę o niej, lubię ją bardzo, chciałabym się z nią nawet zaprzyjaźnić. I zaznaczam to dopiero teraz, jestem hetero, czuję to w pełni, bo z dziewczynami nie chcę być w związkach, tylko to co wyżej napisałam. Chcę mieć dzieci, zawsze chciałam, to moje największe marzenie, chcę mieć męża, chcę się zakochać w mężczyźnie, może teraz jestem tego bliska, bo tak jak pisałam, odnowiłam kontakt z tamtym chłopakiem i o nim też fantazjowałam i to nawet, że z nim jestem, ale teraz równocześnie myślę o niej. Nigdy jej tego nie powiem, tak myślę, tak samo tamtej nie powiedziałam i o tamtej już od roku nie myślę, samo przeszło, może teraz też przejdzie. Myślę, że ona też by chciała się ze mną zaprzyjaźnić, powiedziała, że lubi ze mną siedzieć, rozmawiać i mogłabym się z nią zaprzyjaźnić i wiem też, że ona będzie mi tylko siedzieć w głowie, ale nic z tym nie zrobię, bo w sumie nie chcę, niech tak zostanie. Chcę tylko wiedzieć skąd to się u mnie bierze?