"nowy"związek na odległość w trakcie rozwodu, ale coś się stało... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » "nowy"związek na odległość w trakcie rozwodu, ale coś się stało...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

Temat: "nowy"związek na odległość w trakcie rozwodu, ale coś się stało...

Witam,
Z góry przepraszam za obszerność tego posta.
Postanowiłam napisać ponieważ nie daję już sobie rady z tym co dzieje się wokół mnie. Zacznę może od tego, że aktualnie jestem w trakcie rozwodu i jest to ta "trudniejsza" kwestia. Związek trwał 7 lat, małżeństwo zanim go nakryłam na tym co robił tak naprawdę 4 miesiące. Nie będę rozpisywać się o tym co przeżywałam przez niego przez ostatnie miesiące, bo to nie o niego mi chodzi...
W zeszłym roku odnowił się mój kontakt z kolegą, z którym przez przypadek zaczęłam korespondować 2 lata wcześniej. Niestety wtedy kontakt się urwał z powodu jego narzeczonej, która "przeglądała" jego maile/portale i łagodnie mówiąc "naskoczyła na mnie" i zabroniła nam jakichkolwiek kontaktów. Nasze rozmowy nie miały żadnego podtekstu, były całkowicie neutralne, tym bardziej że ja również pozostawałam w związku, planowałam ślub itp. A on mieszka w UK. Nie zabiegałam o tą znajomość, gdyż dla mnie była ona raczej z kategorii tych "luźniejszych". Przyznam, że dosyć zdziwiło mnie że odezwał się do mnie w połowie zeszłego roku. Zaczęliśmy znowu rozmawiać, ale raz na jakiś czas i na gruncie wyłącznie koleżeńskim. Okazało się, że rozstał się z narzeczoną, ale mi życzył szczęścia w małżeństwie. Ponieważ ja "oszukiwałam się" do początku tego roku, trwając ze swoimi problemami małżeńskimi w milczeniu on dowiedział się o tym dopiero po tym jak wyrzuciłam męża i złożyłam pozew, zaczęliśmy trochę częściej ze sobą rozmawiać, otworzył się przede mną a z czasem ja przed nim też. Proponował nawet, że jeśli mi będzie łatwiej to mam zostawić na chwilę swoje życie i niezobowiązująco przyjechać do niego nawet na urlop by oderwać się od tego wszystkiego. Ale odmówiłam. Martwił się o mnie i starał się pocieszać w jakiś sposób. W pewnym momencie zaczęliśmy rozmawiać coraz częściej. Nie ukrywam, że bałam się tej relacji. Nie czułam się "wolna", chciałam zrobić z siebie męczennika aż do otrzymania rozwodu, więc od początku utrzymywałam dystans i nie ukrywałam swojej postawy i swoich obaw. Dodatkowo kwestia nr 2, czyli odległość. On praktycznie "nalegał", ale ja mówiłam że jak zrobimy krok do przodu to pociągnie to za sobą inne i w końcu któreś z nas będzie musiało zmienić swoje życie. Przekonywał mnie, że warto i że wie co robi i na co się pisze. Zbliżaliśmy się do siebie bardziej, zaczęły się najpierw rozmowy telefoniczne, później Skype, aż w końcu zaplanowaliśmy razem wyjazd. Rozmawialiśmy codziennie, on cały czas się o mnie starał i walczył, przyznał że mnie kocha i wręcz niecierpliwie czekał na moją deklarację uczuć. A było ciężko. Istotne jest, że to on w rozmowach czasami wybiegał myślami naprzód planując naszą wspólną przyszłość, niby to w żartach planował ze mną dzieci, mimochodem rzucił czy chciałabym nosić jego nazwisko. Takich przykładów było więcej i to w zasadzie mnie powinno było przerazić. Dodatkowo wcześniej niemal podskakiwał jak "piesek na półce" pytając czy go odwiedzę. Nagle jakiś miesiąc po naszym wspólnym wyjeździe i jego powrocie coś się zmieniło. Owszem, rozmawialiśmy nadal codziennie, ale w weekendy które poświęcaliśmy wcześniej na rozmowy na Skype jego zainteresowanie nieco "osłabło". Gdy zwróciłam delikatnie mu na to uwagę, to stwierdził że na niego naskoczyłam. Wyjaśniłam, że za nim tęsknię i jest mi trudno. W międzyczasie pokazywał mi też kilka razy swoje "zaborcze" zachowanie, np. że miło będzie jak go będę informować gdzie i z kim się spotykam, bo mnie kocha i chce wiedzieć co się ze mną dzieje, nie bardzo mu się podobają moje kontakty z kolegami nawet z pracy, pytał się też czy czasem nie chcę wrócić do męża i czy utrzymuję z nim kontakt. Może to głupie, ale nie czułam już w pewnym momencie, że jest zainteresowany moim przyjazdem. Ale jak zapytałam go wprost czy nadal tego chce odpowiedział że tak i że to przecież oczywiste...Ale dawał mi sprzeczne sygnały, więc napisałam mu wiadomość wieczorem, na drugi dzień usłyszałam znowu, że naskoczyłam na niego. I nagle po naszej normalnej rozmowie po prostu przestał się odzywać, najpierw myślałam że śpi albo się droczy ale widziałam że wiadomość wisi jako "nieodczytana" mimo że był aktywny kilkakrotnie, ale dawałam mu czas... w końcu następnego dnia napisałam mu krótką wiadomość i raz próbowałam zadzwonić, nie chciałam być nachalna. Ale znowu mnie "zignorował" i przez ok. tydzień praktycznie nie bywał na necie. Po tygodniu napisałam mu sms, w którym wyjaśniłam jak się czuję i że nie wiem o co chodzi, spytałam wprost czy chce to zakończyć i czy chodzi o jakąś inną...poprosiłam jedynie o rozmowę. W końcu odpisał mi następnego dnia, że mam rację w tym co napisałam, że nikogo nie poznał ale związek na odległość nie ma sensu... I ok, mimo tego że uznałam to za stek bzdur i marną wymówkę (tydzień wcześniej sam mi pisał, że wiedział na co się pisze) odpisałam mu, że mógł mi to wcześniej powiedzieć a nie "mamić" i zaargumentowałam mu, że to on mimo moich obaw nalegał na ten związek, ale że w porządku, że usunę się   skoro on tego właśnie chce... no i wtedy "dostałam obuchem w głowę", bo od razu odpowiedział mi że nie chce tego, że nikogo nie ma i chce utrzymywać kontakt, bo mnie kocha...Jedna wiadomość zaprzeczała drugiej, a mnie pozostawiła nadal w strefie domysłów, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Po przemyśleniu uznałam, że może chodzi mu o jakąś deklarację z mojej strony, że traktuję ten związek poważnie czy coś...więc mu krótko odpisałam, ale znowu milczał...natomiast zauważyłam że mimo tego, że do mnie się nie odzywa to śledzi tzw. "moje dni" na MSN. Ponieważ niewiele osób wie o naszej relacji, którą muszę ukrywać do czasu rozwodu nie bardzo mam z kim się podzielić swoimi rozterkami. A jego zachowanie mnie dziwi. Nigdy nie był specjalnie aktywny na FB, a w przeciągu ostatnich 2 tygodni wystawił więcej(jak na jego standardy) postów. Tydzień temu nagle napisał do mnie chwilę przed północą czy jestem, odparłam że być może. Poprosił bym weszła na Skype, z jednej strony obawiałam się tego strasznie ale z drugiej byłam ciekawa. Ciekawość wygrała, pozwoliłam mu zadzwonić. Podjął wtedy łącznie 3 próby rozmowy ze mną, żadna nie trwała nawet 5 minut. Podczas pierwszej odwrócił głowę, widziałam że wybucha płaczem, powiedział tylko że przeprasza ale nie da rady jednak ze mną rozmawiać, po chwili napisał znowu i było to samo, wyglądał na mega rozbitego i jakby mój widok sprawiał mu straszny ból. Spytał czy możemy porozmawiać następnego dnia,  ale oczywiście nie napisał ani nic...  Napisał dopiero kolejnego dnia krótko że o mnie myśli.
Z jednej strony wiem, że powinnam coś ze sobą zrobić, odpuścić... ale nie potrafię. Ta sprawa cały czas na mnie ciąży i pozostawia takie uczucie niedokończenia. Nadal nie wiem co się dzieje, jak mam to traktować i wgl...Co o tym wszystkim myśleć. "Mam wodę sodową z mózgu" i mimo moich licznych prób odwrócenia uwagi i zajmowania się czymkolwiek innym nie jestem w stanie oderwać myśli od niego...Dodatkowo przytłacza mnie ten cały rozwód. Może ktoś mnie potępi, ale nie zrobiłam tego specjalnie. Nie wiem w sumie czy potrzebuję odpowiedzi, wsparcia...ale musiałam gdzieś przelać swoje myśli.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: "nowy"związek na odległość w trakcie rozwodu, ale coś się stało...

Skończyłaś długi związek,jesteś w trakcie rozwodu. To trudne i męczące przeżycia,one osłabiają człowieka,rozbijają. Z pewnością potrzebowałaś  i potrzebujesz bliskiej osoby,wsparcia i zrozumienia. Ale myślę,że to nie jest dobry czas na nowy związek. Warto najpierw zakończyć w pełni poprzedni,dojść do siebie po nim. A zakończenie nie kończy się na oficjalnym rozwodzie. Wewnętrznie masz dojść do siebie.
Związek z tym kolegą wygląda na mocno skomplikowany. Może gdyby nie był na odległość i gdybyś nie przechodziła akurat trudnego czasu to wyglądałoby to inaczej. Może w ogóle by nie doszło do powstanie takiego związku.
Nie warto chyba w to wchodzić głębiej. Dziwnie się ten mężczyzna zachowuje,być może ma własne problemy. Ani Ty jemu tak naprawdę nie pomożesz ani on Tobie, możecie sobie tylko zaszkodzić.
Jeśli będziesz pewna,że chcesz to zakończyć to zrób to raz a porządnie. Zerwij całkowicie kontakt. Inaczej to się nie uda.

Masz problem? Chcesz pogadać? Zapytać o coś?
Napisz do mnie śmiało wiadomość prywatną!

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » "nowy"związek na odległość w trakcie rozwodu, ale coś się stało...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018