Cześć dziewczyny, szukam rady od osób, ktore przeżyły coś podobnego albo poprostu jakieś wsparcia, bo średnio radzę sobie z obecną sytuacją..
Ja i mój już były narzeczony, mamy po 23lata, znaliśmy się od gimnazjum. Byliśmy przyjaciółmi, a w ostatniej klasie przerodziło się to w coś więcej. Całe liceum świata za sobą nie widzieliśmy, mimo że każde z nas miało też swoich znajomych. To była taka pierwsza prawdziwa miłość i czuliśmy że to na zawsze. Na 2 roku studiów zaczeliśmy pracować i zamieszkaliśmy razem. Mieliśmy wspólne pasje, podróże, muzyka, rozumieliśmy się bez słow. Wspólne mieszkanie powodowało kłutnie, bo nie dbał o porzadek, obowiązki itd. Ale wydawało mi się, że dotarliśmy się, on się starał. Potem zmieniliśmy miekszanie na lepsze, to było już takie nasze gniazdko, które wspólnie urządzaliśmy itd. Potem oświadczyny, na wakacjach, plaża, romantycznie. Noi sie zesrało.. Już przed oświadczynami odnowił kontakt ze starymi znajomymi, którzy hmmm prowadza typowo studenckie życie, single, zabawa, noi narkotyki.. Spotkań z nimi było coraz więcej. Ogólnie zostawił mnie 4mies po zareczynach. Przez ostatnie 2miesiace bardzo dużo sie kłuciliśmy, on wychodził z kumplami 2-3razy w tygodniu i wracał zawsze o 2-4rano zjarany.. Nie mogłam na nim polegać, wszystko było na mojej głowie i wiedział że o to te kłutnie. Zawsze przepraszał, starał sie, obiecywał poprawę, był kochany jak zawsze, ale co z tego jak ja czułam że nie moge na niego liczyć, że jak go nie poprosze, nie przypomne to wszystko bedzie na mojej głowie. Ale byłam naiwna i trwałam w tym, za bardzo go kochałam. Czułam, że on woli sie bawić z nimi, pomimo iż zaprzeczał że tak nie jest. Ja też czasem popalałam z nim w sumie od zawsze, ale on wpadł w to totalnie, próbował nowych rzeczy, mocniejszych-byłam przeciwna mimo że chciał żebym z nim probowala. Pewnego dnia powiedział, że chce sie rozstać, bo NIE PASUJEMY DO SIEBIE, bo on musi korzystać z życia itd.. A my nie prowadzilismy nudnego zycia, duzo podrozowalismy, wychodzilismy, imprezowalismy mimo pracy i studiow. To był dla mnie szok, bo nic na to nie wskazywało, poza sprzeczkami o jego wychodzenie ktore byly już powiedzmy "normą". Nie moglam sie z tym pogodzic, wrocilam do domu rodzinnego, mialam próbe samobójczą, a on urwał ze mną kontakt juz po tygodniu, był zimny, inny, obojętny, powiedział mi w twarz, że mnie nie kocha, że był ze mną nieszcześliwy. Bolało strasznie, zwłaszcza, że poza kłutniami, jak był ze mną to okazywał mi ogrom miłości. Wszyscy mi zazdrościli takiego faceta i uważali nas za idealna pare... Nikt nie mógł uwierzyć co się z nim stało. Teraz dowiaduje się, że on prawdopodobnie jest z dziewczyną, z tamtego towarzystwa, z którą spała połowa moich znajomych, dziewczyna bez ambicji, planów, fun i narkotyki.. Spotykał sie z nią jeszcze przed rostaniem o czym nie wiedziałam. Zapytałam go o to i wyparł się wszystkiego, mimo że nasz wpólny znajomy powiedział mi wszystko. Nie moge sobie z tym poradzić
jak można przestać kogoś kochać z dnia na dzień, okłamywać go i nie mieć odwagi powiedzieć prawdy. Mam zerowe poczucie wartości, zostawiona dla takiej dziewczyny, ewidentnie on chce sie wyszaleć, ale jak mogł przekreślić 7lat, gdzie zawsze widać było jego miłość. Jak mam z tym żyć? Nie potrafie być sama, a to juz 4miesiąc. Mimo, że już odżyłam i funkcjonuję, wychodzę z ludźmi, uśmiecham się to kiedy zostaję sama wszystko wraca ![]()
Nie pozostaje Ci nic innego jak dziękować Panu Bogu, że to wyszło teraz. Przecież takie numery mógł Ci zrobić, gdybyś np. zaszła w ciąże. Tu na forum są opisy takich sytuacji. Poboli i przejdzie, w pewnym momencie zrozumiesz, że miałaś masę szczęścia. Jesteś młoda życie przed Tobą. ![]()
Mam zerowe poczucie wartości, zostawiona dla takiej dziewczyny, ewidentnie on chce sie wyszaleć, ale jak mogł przekreślić 7lat, gdzie zawsze widać było jego miłość. Jak mam z tym żyć? Nie potrafie być sama, a to juz 4miesiąc. Mimo, że już odżyłam i funkcjonuję, wychodzę z ludźmi, uśmiecham się to kiedy zostaję sama wszystko wraca
On podjął decyzję która jest dla niego dobra i musisz ją zaakceptować, nikogo siłą nie zatrzymasz. Nie masz co się przejmować i wmawiać sobie, że zostawił cię DLA TAKIEJ dziewczyny. Ty jesteś taka jaka jesteś, tamtą nazywasz puszczalską. Najwyraźniej jej nie przeszkadza taka opinia. Dzisiejsze czasy wgl. nie sprzyjają temu aby w wieku 23l podejmować decyzję o zaręczynach a tym bardziej o ślubie.
Na świecie za dużo się dzieje. Wg. mnie najpierw trzeba trochę przeżyć tego życia aby móc na spokojnie podejmować poważne decyzje. To nie lata 70-ąte czy 80-ąte że ludzie szybko łączyli się w pary często na całe życie.
Pocieszające jest to, że nie zaciążyłaś. I jeszcze jedno, jeżeli chłopak się ogarnie i będzie chciał wrócić to kategorycznie go nie przyjmuj. Bądź mocna w tym postanowieniu.
Wuwus,jakie Ty mądre rzeczy napisales
jak nie Ty
![]()
Chwalisz mnie?? Gdzie to zapisać!? ;D
![]()
(Ja zawsze mądrze pisze
)
Mam zerowe poczucie wartości, zostawiona dla takiej dziewczyny, ewidentnie on chce sie wyszaleć(
Niesłusznie, widocznie byłaś dla niego "za wysokie progi, jak na jego nogi", wymagałaś i chyba szybciej dojrzałaś. Wybrał mniej skomplikowaną, chętną, a przede wszystkim nową.
Pogódź się z tym, co Cię spotkało i dziękuj opatrzności, że teraz, a nie np. za 10 lat. Po okresie szaleństwa, być może wróci mu rozum i pożałuje swojej decyzji, ale nie piszę tego po to, żebyś czekała z nadzieją, aż mu sie odmieni.
W żadnym wypadku nie wchodź do tej samej rzeki, a zwłaszcza do TEJ.