Witam,
Jakiś czas temu poznałam Kogoś. Ktoś był w związku, ale w niczym mu to nie przeszkadzało, mnie początkowo też. Z czasem zaczęłam się coraz bardziej angażować, Ktoś też. Pierwszy raz poczułam "coś takiego", uzależnienie od spotkań, smsów, on też twierdził, że jest między nami coś wyjątkowego, że jest inaczej, że w tamtym związku czuje się nieszczęśliwy, niedoceniony. Po kilku miesiącach naszych spotkań okazało się, że jestem w ciąży - początkowo szok, ale później wszystko zaczęło się układać - obiecywał rozstanie (poinformował "byłą" o zdradzie, ciąży), zamieszkaliśmy razem, powoli zaczęliśmy wszystkich informować o dziecku - przez jakiś czas było jak w bajce. Było... później okazało się, że życie Ktosia obróciło się do góry nogami i musi sobie przemyśleć kilka spraw, nie odpisywał, nie odbierał telefonów, a ja w ciąży wiedząc, że nie mogę się stresować, odchodziłam od zmysłów. W końcu doszło do mojego spotkania z "byłą", która jak się okazało nic nie wiedziała o moim istnieniu, dziecku, wspólnym mieszkaniu, a dodatkowo okazało się, że też jest w ciąży... Nie zapomnę tego dnia do końca życia, czułam się jakby mi się życie zawaliło z dnia na dzień, człowiek dla którego byłam w stanie zrobić wszystko, okazał się patologicznym kłamcą, który przez cały czas żył na dwa życia. Z jednej strony czuje w sobie taką nienawiść do niego, a z drugiej cały czas mam słabość. Wybrał "byłą", wrócił do niej i postanowił z nią spróbować to wszystko jakoś ułożyć. Przez jakiś czas się nie spotykaliśmy, później musieliśmy się spotkać, żeby uzgodnić jak sobie wyobrażamy to dalej, powiedział że dla dziecka chce być "tatą". Problem w tym, że nie umiem sobie poradzić z tym, że wybrał "byłą", nie umiem się z Nim spotykać, mając świadomość tego, że po spotkaniu ze mną, będzie wracał do "byłej" i drugiego dziecka. Podczas ostatniego spotkania, przytulał mnie na pocieszenie, głaskał itp. a ja jestem nadal tak zaślepiona, że nie byłam w stanie go od siebie odepchnąć. Proszę o poradę, co robić dalej - pozwolić mu utrzymywać kontakt z dzieckiem? Boję się tego, że jeśli będę Go widywać, nigdy nie zapomnę, przy każdym spotkaniu będzie dochodziło do przytuleń, a kto wie co będzie dalej... w taki sposób nigdy nie ułożę sobie życia. z drugiej strony, myślę żeby urwać zupełnie kontakt, ale czy dziecko nie będzie miało kiedyś do mnie pretensji, że nie zna swojego "taty"? Mam straszny mętlik w głowie i nie wiem co robić z tym wszystkim dalej. Wiem, że sama sobie na to zasłużyłam, w końcu spotykałam się z zajętym facetem, ale starałam się wierzyć w to , że to co jest między nami jest "wyjątkowe", z mojej strony takie było. Nie oczekuję pochwały za to co narobiłam, proszę o poradę jak to wszystko dalej najrozsądniej rozwiązać?