Jak wygląda miłość - pomóżcie... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak wygląda miłość - pomóżcie...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Jak wygląda miłość - pomóżcie...

Hej!
Piszę ten post, bo potrzebuję się wygadać, potrzebuję spojrzenia na moje życie uczuciowe chłodnym okiem i porad od starszych czy też bardziej doświadczonych osób. W tym roku skończę 22 lata. Pierwszego chłopaka miałam w wieku 18 lat - liealna miłość, która na początku była fajna, a później zaczęły się problemy. Jednym z nich był seks - stosunek był dla mnie bardzo bolesny, wiązał się z płaczem, nerwami, a mój partner nie bardzo wiedział, co można z tym zrobić. Nie drążąc tematu - rozstaliśmy się tzn. on podjął decyzję o rozstaniu. Bardzo to przeżyłam, bardzo płakałam, zamknęłam się w sobie, ale po czasie zrozumiałam, że nie dlatego, że straciłam miłość swojego życia, tylko byliśmy "razem"(użyłam cudzysłowa, bo to było niedojrzałe i szczeniackie, chociaż wtedy tak nie myślałam, wiadomo big_smile) 2,5 roku i bardzo się przywiązałam, była to pierwszy związek i nie wiedziałam, co dalej. Krótko po tym (miesiąc) poznałam Jego. Trochę mnie nakręciła na niego moja przyjaciółka, bo mówiła, że bardzo byśmy do siebie pasowali - jest inteligentny, można z nim na poważne rzeczy porozmawiać, rozsądny, odpowiedzialny, pewny siebie. Zanim go poznałam już się na niego nakręciłam (poprzedni partner do najmądrzejszych nie należał i była to naprawdę miła odmiana). Dużo rozmawialiśmy - potrafiłam całą noc nie spać i pisać z nim z wypiekami na twarzy. Imponował mi swoimi zainteresowaniami, dojrzałością, biła od niego taka męskość i pewnosc siebie W końcu rozmowy zeszły też i na temat seksu - taka luźna pogawedka i chociaż przyznał, ze zadnej dziewczyny nie miał pod tym względem, to zachowywał się, jakby był w stanie zapewnić kobiecie poczucie bezpieczeństwa, zrozumienie i miłość. No naprawdę wszystko było dla mnie łał. Wyjechał na pół roku na erasmusa i wrócił - zaczęliśmy być razem. Teraz juz jest po wszystkim z wielu powodow - ciagle sie klocilismy m. in. znowu seks okazal sie dramatem - mial wielkie problemy ze wzwodem (bo sie denerwowal) i chyba wszedl we mnie za czwartym razem. Pozniej sie okazalo, ze "seks nie jest taki przyjemny" i opadal mu w trakcie stosunku (chyba mial za dlugi napletek i zaslanial zoladz podczas stosunku przez co malo czul). Ja staralam sie byc wyrozumiala i nigdy zlego slowa nie powiedzialam - zawsze przytulilam, mowilam, ze bedzie dobrze. Bylo mi bardzo ciezko, bo mialam watpliwosci, czy go w ogole podniecam i chcialam, zeby ktos sie mna tez w koncu zajal sad kiedy odkryl, ze gdy przyspieszy tempo i nie jest zle to nie chcial isc do lekarza z tym napletkiem - niewazne, ze ja mowilam, ze nie chce tak szybko. Seks nie byl dla mnie nie wiadomo jaki, ale nie byl nieprzyjemny, a to dla mnie byla ogromna zmiana i liczylam na to, ze z czasem bedzie lepiej, ale przez te wszystkie sytuacje przestal mnie troche pociagac, nie mialam ochoty na zadne pieszczoty, zreszta nigdy nie czulam zadnych spazmow namietnosci, drzenia ciala itp... Nie wiem, czy ten caly zwiazek nie byl po prostu niepotrzebnym lekiem na ten pierwszy. Dawno nie czulam zadnej radosci z naszych spotkan, a raczej obowiazek. Smutno mi teraz, ale chyba znowu nie dlatego, bo stracilam mezczyzne swojego zycia, tylko bliska mi osobe - czy ja sie za bardzo przywiazuje? Powiedzcie mi prosze, jak wygladaja relacje z Wasza miloscia, co sie czuje, gdy sie trafi na TEGO. Ja caly czas mam wrazenie, ze ani pierwszy, ani drugi to nie byl TEN i ze najlepsze jeszcze przede mna, chociaz czasami lapia mnie chwile slabosci i mam wrazenie, ze wcale lepiej nie bedzie, za duzo wymagam i nie potrafie sie odnalezc w zwiazku... Jestem atrakcyjna dziewczyna, a przez to co przeszlam strasznie podupadla moja pewnosc siebie, kobiecosc. Boje sie, ze nie bede umiala juz zaufac, otworzyc sie, bo znowu bedzie tak samo i znowu mnie ktos zostawi...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...

Rzadko się tak dzieje, że w latach wczesnej młodości spotyka się tego jedynego. Owszem, zdarza się tak, ale zdecydowanie częściej trzeba trochę ,,poszukać". Jeśli nie czułaś, że któryś z nich jest tym jedynym, to żaden z nich nie był. Ale to nie jest tak,  że spotykasz kogoś pierwszy raz w życiu, patrzysz mu w oczy i już wiesz. Potrzeba czasu, żeby się poznać, pokochać . Jesteś młoda, na pewno się jeszcze zakochasz, ale nic na siłę. Poczekaj, aż ktoś Ci się naprawdę spodoba, zainteresuje Cię.

Te dwa związki dały Ci dużo doświadczeń i tak o nich myśl. To naturalne, że jest smutek po rozstaniu i świadczy to o Twojej wrażliwości i uczuciowości. Nawet, jeśli to nie byly dla Ciebie wielkie miłości, to pewnie coś do nich czułaś i dlatego przeżywasz każde rozstanie. To naturalne.

3

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...
masajka napisał/a:

Rzadko się tak dzieje, że w latach wczesnej młodości spotyka się tego jedynego. Owszem, zdarza się tak, ale zdecydowanie częściej trzeba trochę ,,poszukać". Jeśli nie czułaś, że któryś z nich jest tym jedynym, to żaden z nich nie był. Ale to nie jest tak,  że spotykasz kogoś pierwszy raz w życiu, patrzysz mu w oczy i już wiesz. Potrzeba czasu, żeby się poznać, pokochać . Jesteś młoda, na pewno się jeszcze zakochasz, ale nic na siłę. Poczekaj, aż ktoś Ci się naprawdę spodoba, zainteresuje Cię.

Te dwa związki dały Ci dużo doświadczeń i tak o nich myśl. To naturalne, że jest smutek po rozstaniu i świadczy to o Twojej wrażliwości i uczuciowości. Nawet, jeśli to nie byly dla Ciebie wielkie miłości, to pewnie coś do nich czułaś i dlatego przeżywasz każde rozstanie. To naturalne.

a właśnie ja mam wrażenie, że bardzo potrzebowałam z kimś być, bo wszyscy wokół kogoś już mają. Moje wszystkie przyjaciółki są w związkach, na studiach są dziewczyny, które są zaręczone, dlatego czuję jakby mi uczuciowe życie uciekało... Gdy myślałam o tym ostatnim, to naprawdę miałam w głowie rodzinę, chociaz nie wiem, czy sama sobie tego tam na sile nie wciskalam. Mama mi powiedziala, ze gdy mnie naprawde sieknie, to bede robila wszystko, zeby spedzac wolna chwile z ta osoba, bede sie czula przy niej dobrze pod kazdym wzgledem, ale nie wiem czy to sa bajeczki wyssane z palca mijajace sie z rzeczywistoscia, czy naprawde taka magia istnieje. dodatkowo z tym ostatnim wyszlo tak, ze powiedzial, ze "musi przemyslec swoje bledy i potrzebuje czasu dla siebie, bo ma wiele do poprawy i nie jest w stanie mi TERAZ nic zagwarantowac, bo czuje, ze TERAZ nie ma na nic sily i ze nic by z siebie OBECNIE nie dal" dla mnie te wtracenia sugeruja troche otwarta furtke, ze moze kiedys, ale ja wiem, ze nawet gdyby chcial, to nie moge w cos takiego wchodzic.

4

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...

To nie jest dobra droga: patrzeć na innych. Co z tego, że koleżanki mają chłopaków? Co z tego, że ktoś się zaręczył?
Myślę, że musisz się dobrze zastanowić, czego chcesz. Poznać siebie. Jest takie zdanie: jeśli ktoś potrafi być szczęśliwy sam ze sobą, to będzie w stanie uszczęśliwić kogoś. Najpierw trzeba się nauczyć żyć ze sobą w zgodzie, dopiero potem wchodzić w związki.

Pamiętam pewną historię z czasów kiedy byłam młodą dziewczyną. Koleżanka mojej mamy opowiadała , że jak zaczęła się spotykać z obecnym mężem, to wiedziała, że to jest TO.  Ja byłam wtedy w związku od dłuższego czasu i mnie zapytała, czy to ten jedyny. A ja ją zapytałam, skąd to się wie? Odpowiedziała, że jak spotkam , to będę wiedziała. I rzeczywiście, jak po latach spotkałam to wiedziałam. Tego się nie da wytłumaczyć, to się po prostu czuje i już.

5

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...

A czy w dobrym zwiazku zdarza sie, ze mysli sie chwilowo o innych osobach, bez zadnych emocjonalnych zdrad? Jak wyglada zazwyczaj zycie seksualne na poczatku - jest bardzo dobrze, bo nowosc, bo ekscytacja, bo namietnosc, czy to przychodzi z czasem i trzeba sie po prostu zgrac? Jestem przygnebiona tym, ze nie mam zadnego porownania i nie wiem, jak to powinno byc - po tych dwoch razach chce wyciagnac wnioski i nie wplatywac sie w cos na sile, co nie ma przyszlosci, bo "lepszy rydz niz nic". Jestem taka glupia, ze nawet gdybym byla w 100% przekonana, ze kogos nie kocham, to bym dalej trwala w zwiazku i nie wiedziala, jak to zakonczyc, a nie chce tak, musze sie wziac w garsc.

6

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...
calineczka7 napisał/a:

A czy w dobrym zwiazku zdarza sie, ze mysli sie chwilowo o innych osobach, bez zadnych emocjonalnych zdrad? Jak wyglada zazwyczaj zycie seksualne na poczatku - jest bardzo dobrze, bo nowosc, bo ekscytacja, bo namietnosc, czy to przychodzi z czasem i trzeba sie po prostu zgrac? Jestem przygnebiona tym, ze nie mam zadnego porownania i nie wiem, jak to powinno byc - po tych dwoch razach chce wyciagnac wnioski i nie wplatywac sie w cos na sile, co nie ma przyszlosci, bo "lepszy rydz niz nic". Jestem taka glupia, ze nawet gdybym byla w 100% przekonana, ze kogos nie kocham, to bym dalej trwala w zwiazku i nie wiedziala, jak to zakonczyc, a nie chce tak, musze sie wziac w garsc.

Nie ma reguł. Dużo zależy od Ciebie, równie dużo od człowieka, z którym się zwiążesz. Możecie się świetnie dogadywać, a w łóżku rozminiecie się potrzebami i możliwościami. Bywają też sytuacje odwrotne - nie ma o czym gadać, ale wiąże udany seks. Szczęśliwi mają w partneru przyjaciela i kochanka jednocześnie. Pechowi są z kimś właśnie z doskoku, desperacji - i często nie ma ani seksu, ani przyjaźni.

7

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...
calineczka7 napisał/a:

A czy w dobrym zwiazku zdarza sie, ze mysli sie chwilowo o innych osobach, bez zadnych emocjonalnych zdrad?

Tak. Zdarzają się myśli, fantazje, sny. Masz szczupłego partnera, który ci odpowiada? Myślisz jakby to było z grubasem. Jest bardzo mądry? A jakby to było z prostym, przaśnym osiłkiem? Bez jakichś nadmiernych ekscytacji, ale człowiek ma mózg od myślenia, to czasem go do tego wykorzystuje.

calineczka7 napisał/a:

Jak wyglada zazwyczaj zycie seksualne na poczatku - jest bardzo dobrze, bo nowosc, bo ekscytacja, bo namietnosc, czy to przychodzi z czasem i trzeba sie po prostu zgrac?

Myślę, że tak od razu wylecieć na orbitę, to chyba nikomu się raczej nie uda. Tylko bardzo doświadczeni partnerzy potrafią bezbłędnie rozpoznać potrzeby drugiej strony. Jak zaczynacie przygodę z erotyką, to normą jest etap poznawania partnera.

calineczka7 napisał/a:

Jestem przygnebiona tym, ze nie mam zadnego porownania i nie wiem, jak to powinno byc - po tych dwoch razach chce wyciagnac wnioski i nie wplatywac sie w cos na sile, co nie ma przyszlosci, bo "lepszy rydz niz nic". Jestem taka glupia, ze nawet gdybym byla w 100% przekonana, ze kogos nie kocham, to bym dalej trwala w zwiazku i nie wiedziala, jak to zakonczyc, a nie chce tak, musze sie wziac w garsc.

Jeśli masz być z kimś na siłę, to lepiej być samej. Nie ma sensu budowanie swojego ego na byciu z kimkolwiek. Jeśli znajdziesz mężczyznę który będzie ci odpowiadał charakterem, intelektem i urodą, to można z nim nawiązać bliższą znajomość. nb najłatwiej zrezygnować z tego ostatniego. Ale w końcu to i tak działa ta magiczna "chemia".
A jak chodzi o seks, to z zasady mężczyźni są do niego gotowi już na samą myśl o kobiecie. Za to kobieta wymaga znacznie więcej zabiegów, aby być gotowa do odbycia stosunku. Jak facet grę wstępną sprowadzi do zdjęcia ci spodni, to możesz na 99% zakładać że stosunek będzie bolesny.

8

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...

Dużo ważnych rzeczy padło powyżej, więc nie będę powtarzać. Od siebie dodam, że uważam, że nie ma czegoś takiego jak "TEN", "JEDYNY", "TA JEDYNA". Dla mnie to coś, co można włożyć między bajki. Podobnie jak miłość od pierwszego wejrzenia (to nie miłość), jak również bezkonfliktowe związki, wieczną miłość i pozostałe disneyowskie koncepty.
Nie szukaj tego jedynego, nie pytaj siebie na początku znajomości i spotykania się z kimś, czy to ten czy nie, bo to tylko tworzy presję, a poza tym, jeśli uznasz, że to nie "ten" to pogrzebiesz szanse na stworzenie czegoś fajnego, a jeśli uznasz, że to "ten" to będziesz się go kurczowo trzymać, nawet jak będzie beznadziejnie.

To co mnie zastanowiło, to że pisząc o seksie, mówisz tylko o penetracji. Było coś jeszcze, czy to jedyny element seksu? Bo być może to był problem - duże parcie na seks z penetracją, mało pieszczot, gry wstępnej. Stres jest rzeczą jak najbardziej normalną na początku związku czy w ogóle przy pierwszych razach. Fajnie jest przeżyć je z kimś, kto jest wyrozumiały i ma chęć eksperymentować i poznawać swoje ciało i ciało partnera, uczyć się, co akurat tobie sprawia przyjemność. Niby wszystko takie same, ale ludzie mają różne potrzeby, jedni lubią mocny dotyk, inni delikatne pieszczoty - to wszystko kwestia poznawania siebie. Więc tak, na orbitę trudno od razu wylecieć.

Fajnie, że zdajesz sobie sprawę z tego, że masz poczucie, że "powinnaś" być w związku. Pomyśl, czy chciałabyś być z facetem, bo on czuł, że "powinien" mieć partnerkę i w sumie jest mu wszystko jedno jaka jesteś, nie ekscytujesz go, ale lepsza taka niż żadna?

9

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...
Monoceros napisał/a:

To co mnie zastanowiło, to że pisząc o seksie, mówisz tylko o penetracji. Było coś jeszcze, czy to jedyny element seksu? Bo być może to był problem - duże parcie na seks z penetracją, mało pieszczot, gry wstępnej. Stres jest rzeczą jak najbardziej normalną na początku związku czy w ogóle przy pierwszych razach. Fajnie jest przeżyć je z kimś, kto jest wyrozumiały i ma chęć eksperymentować i poznawać swoje ciało i ciało partnera, uczyć się, co akurat tobie sprawia przyjemność. Niby wszystko takie same, ale ludzie mają różne potrzeby, jedni lubią mocny dotyk, inni delikatne pieszczoty - to wszystko kwestia poznawania siebie. Więc tak, na orbitę trudno od razu wylecieć.

Były pieszczoty - ja starałam się dawać z siebie jak najwięcej i chociaż momentami trwało to naprawdę długo i było już dla mnie męczące pod względem fizycznym, to zawsze udało się w ten sposób osiągnąć jego orgazm i wyglądał na zachwyconego. A mój? Kilka razy się zdarzyło, ale też było to robione bardzo nieudolnie. Wiem, że trzeba rozmawiać o swoich potrzebach i starałam się go poprowadzić, ale no to brzmiało komicznie jak co chwilę mówiłam wyżej, wolniej, inne ruchy itp. To trochę wyglądało tak jakbym ja leżała obok, on się patrzył, wręcz wpatrywał we mnie i machał coś tam ręką w moich majtkach. Miałam czasami wrażenie jakby nurkował ręką do jakiejś dziury w ziemii i starał się stamtąd coś wyciągnąć - zero jakichś emocji, gdy otwierałam oczy to widziałam wpatrzoną we mnie twarz, czy już dochodzę hmm A mineta? Nie było źle, ale no z czasem mnie to też nie podniecało tzn. musiałam się bardzo mocno wyluzować i myśleć o zupełnie innych rzeczach, wyobrazac sobie seks (niekoniecznie z nim, ale z nikim konkretnym). Tylko ze dla mnie to wszystko bylo za malo, po prostu nie moglam sie doczekac prawdziwego seksu, tej bliskosci, patrzenia sobie w oczy i widzenia milosci, pozadania. Aż się teraz rozpłakałam jak o tym pisałam, bo naprawdę zawsze starałam się o nim myslec, chcialam zeby mial jak najlepiej, zeby sie niczego nie bal i czul, ze moze sie przy mnie maksymalnie otworzyc. I troche chyba zapomnialam w tym wszystkim o sobie i przez ostatni miesiac zaczelam w koncu unikac takich zblizen, bo nie dawaly mi zadnej radosci. Smutno mi bylo, jak powiedzial na koncu, ze stalam sie dla niego jak siostra i zostala sympatia, chociaz dalej g pociagam. Tylko ze jak sie bardziej zastanowilam, to ja chyba nigdy nie kochalam go jako mezczyzny. Myslalam, ze bedzie mi przy nim dobrze, ze bedzie odpowiedzialny, dojrzaly, nie skrzwdzi mnie, ale to chyba nie jest wiek na takie podejscie. Pamietam, ze przy pierwszym chlopaku zdarzylo sie kilka razy, ze bylam tak podniecona, ze wystarczylo zeby mnie doslownie dotknal, no trwalo to moze 3 sekundy i ja juz mialam orgazm, cala drzalam i czulam sie niesamowicie. Wiem, ze jest to kwestia nowosci, totalnego braku doswiadczenia, ale z tym nigdy tak nie bylo - no przy pierwszych takich pieszczotach juz bylo cos nie tak, bo zadnej ekscytacji nie czulam, a raczej strach, co sobie o mnie pomysli (bo lubil duzo rzeczy krytykowac).

Monoceros napisał/a:

Fajnie, że zdajesz sobie sprawę z tego, że masz poczucie, że "powinnaś" być w związku. Pomyśl, czy chciałabyś być z facetem, bo on czuł, że "powinien" mieć partnerkę i w sumie jest mu wszystko jedno jaka jesteś, nie ekscytujesz go, ale lepsza taka niż żadna?

Jasne, ze nie, tylko do mnie takie rzeczy docieraja po ptakach. Mama mi juz dawno mowila, ze widzi jak sie zachowuje i ze nie wygladam wcale jakbym byla zakochana, ze mam sie zastanowic, bo cos jest nie tak. Ale ja to traktowalam jako psucie mojego szczescia, nie wiem dlaczego... Teraz dochodze do wniosku, ze mam po prostu straszny nawyk silnego przywiazywania sie do osoby - klapki na oczach i nie wyobrazam sobie jej stracic. Nie mysle o tym, ze to nie jest to, tylko o tym, ze lubie z nim rozmawiac, dzielic sie przemysleniami, mam w nim wsparcie, sama tez staram sie mu je dac, ale to chyba za malo. Duzo bylo takich chwil, ze czulam sie zle, ze mialam scisniety zoladek. Raz mielismy sie razem kapac i strasznie sie balam przy nim rozebrac, no az mnie ciarki przeszly, bo wtedy zobaczyl mnie w takiej pelnej okazalosci - w chwilach intymnych przeciez sie sobie nie przygladamy az tak. Myslalam, ze skoro ma problemy ze wzwodem i traci go nawet podczas stosunku, to jestem luzna albo z jakiegos powodu mu sie nie podobam. I nie przytulil mnie wtedy ani spytal, co jest nie tak, tylko zaczal okazywac swoje zniecierpliwienie i niezadowolenie, ze jak on sie czuje, ze ja robie jakies tajemnice i sie dystansuje.
Ale strasznie mi go brakuje... To mnie wlasnie boli w zwiazkach - jeden dzien i ktos przestaje istniec, jakby umarl, jakby juz go nie bylo. Czuje straszna pustke, bo byl najblizsza mi osoba, nawet jesli nie spelnial moich oczekiwan jako mezczyzna. Na swoj sposob na pewno go kochalam i pewnie dalej kocham, ale wiem, ze dobrze sie stalo. Tylko czemu mnie to tak zawsze boli sad

Strasznie mnie tez boli to, ze seks, ktory jest ponoc jedna z najwiekszych przyjemnosci w zyciu u mnie stal sie zrodlem tylu problemow. Najpierw silny bol - plakalam nawet na wizycie u ginekologa. Potem bylo pod tym wzgledem duzo lepiej, ale wyszlo jak wyszlo, co widac we wczesniejszych postach. Boje sie, ze jak kiedys spotkam naprawde fajnego faceta, to bede odstawiac cyrki pod tym wzgledem - denerwowac sie, uciekac, wstydzic. Nie wiem, czy o takich rzeczach sie powinno wczesniej powiedziec partnerowi, zeby wiedzial, ze moze nie byc na poczatku najlepiej, czy liczyc na to, ze sie nie zorientuje i jakos to bedzie.

10 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2017-03-19 11:51:16)

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...

Ale strasznie mi go brakuje... To mnie wlasnie boli w zwiazkach - jeden dzien i ktos przestaje istniec, jakby umarl, jakby juz go nie bylo. Czuje straszna pustke, bo byl najblizsza mi osoba, nawet jesli nie spelnial moich oczekiwan jako mezczyzna. Na swoj sposob na pewno go kochalam i pewnie dalej kocham, ale wiem, ze dobrze sie stalo. Tylko czemu mnie to tak zawsze boli sad

Wiesz, niczym się takie rozejście nie różni od tego, gdyby on umarł. Dla ciebie - taka jest rzeczywistość. Był, a teraz nie ma. W związku z tym to co odczuwasz jest jak najprawdziwsza żałoba, którą trzeba pozwolić sobie przeżyć. Dać sobie czas i przestrzeń na to, żeby być smutną, a nie zadręczać się myślami "czemuż ja tak po nim płacze, przecież nie był dla mnie taki dobry, powinnam się cieszyć..." - NIE. Masz prawo do tego, żeby teraz być smutna. Nie unikaj tego, nie ma sensu. Potrzebujesz tego, żeby pogodzić się z myślą, że coś się skończyło, zakończyć ten etap, powspominać, pożałować, że nie będzie nowych rzeczy, podziękować za fajne, dobre chwile i ostatecznie powiedzieć "żegnaj".

Przywiązywanie się do ludzi to nic złego, ale czy oni od razu muszą być przyjaciółmi na całe życie albo partnerami na całe życie? Można przywiązać się do kogoś, a gdy postanowi odejść, przeboleć to po swojemu, ale też zamiast zatopić się w bólu, być wdzięcznym, że przez parę chwil chcieli z nami być, było im po drodze z nami w ich wędrówce do szczęścia, że mamy z nimi parę pięknych wspomnień, których nikt nie zabierze. Pielęgnować te wspomnienia i iść dalej, samemu czy z nową osobą. Czy nie na tym polega życie?
Dużo mi dał artykuł z gazety pt. "Gdy ludzie dobrze ze sobą żyją, naczynia same się zmywają". Polecam serdecznie.

Jak pisałaś o swoich obawach, czy spełniasz oczekiwania, czy on cię nie skrytykuje - to myślę, że fakt, że on miał taki sposób bycia, że krytykował wszystko, pogarszał sprawę. No bo jak tu wyluzować z kimś, kto nigdy na żaden temat nie szczędzi ostrych słów?

Dochodzi do tego też sprawa, że z twoich słów wynika, że jemu to tak średnio zależało na twojej przyjemności. Jego orgazm spoko, miał ochotę, ale już wysilić się, żeby sprawić tobie przyjemność, nauczyć się twojego ciała, sprawić, żebyś poczuła się swobodnie na tyle, żeby mu mówić każde "szybciej", "wolniej" bez skrępowania - to już niekoniecznie. Masz rację, zapomniałaś o sobie i w tym związku postawiłaś jego ponad sobą, był dla ciebie ważniejszy niż ty. Problem w tym, że dla niego też on był ważniejszy niż ty. Więc nie dziwne, że nie czułaś się tam dobrze. To jak ten związek miał się przerodzić w coś większego? Dobrze, że masz na tyle w sobie szacunku do siebie i poczucia własnej wartości, że nie zmuszasz się już do bycia z nim, do dawania się wykorzystywać, do spełniania wszystkich jego pragnień bez spojrzenia na to, czego ty potrzebujesz.

Myślę, że ważne jest to, żebyś pamiętała, że ty też jesteś w każdym związku ważna. Twoje uczucia się liczą i masz prawo się domagać takiej samej uwagi i cierpliwości i poświęcenia, jakie ty masz wobec partnera.

11

Odp: Jak wygląda miłość - pomóżcie...
Monoceros napisał/a:

Jak pisałaś o swoich obawach, czy spełniasz oczekiwania, czy on cię nie skrytykuje - to myślę, że fakt, że on miał taki sposób bycia, że krytykował wszystko, pogarszał sprawę. No bo jak tu wyluzować z kimś, kto nigdy na żaden temat nie szczędzi ostrych słów?

Dochodzi do tego też sprawa, że z twoich słów wynika, że jemu to tak średnio zależało na twojej przyjemności. Jego orgazm spoko, miał ochotę, ale już wysilić się, żeby sprawić tobie przyjemność, nauczyć się twojego ciała, sprawić, żebyś poczuła się swobodnie na tyle, żeby mu mówić każde "szybciej", "wolniej" bez skrępowania - to już niekoniecznie. Masz rację, zapomniałaś o sobie i w tym związku postawiłaś jego ponad sobą, był dla ciebie ważniejszy niż ty. Problem w tym, że dla niego też on był ważniejszy niż ty. Więc nie dziwne, że nie czułaś się tam dobrze. To jak ten związek miał się przerodzić w coś większego? Dobrze, że masz na tyle w sobie szacunku do siebie i poczucia własnej wartości, że nie zmuszasz się już do bycia z nim, do dawania się wykorzystywać, do spełniania wszystkich jego pragnień bez spojrzenia na to, czego ty potrzebujesz.

Ale on chciał mi sprawić przyjemność, nigdy nie było tak, ze sam oczekiwal pieszczot, a z siebie nic nie dawal. Tylko ze na mnie to srednio dzialalo, nie wiem dlaczego. Piescil moje cialo, staral sie doprowadzic do orgazmu roznymi sposobami, czasami sie udawalo, ale no tak z 20% i to naprawde musialam zamknac oczy i odplynac w swoj swiat. I nie wiem, czy to ze mna bylo cos nie tak, czy po prostu nie czulam do niego jakiegos wielkiego pociagu seksualnego sad

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak wygląda miłość - pomóżcie...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024