Na wstępie dziękuję wszystkim którzy tu weszli i poświęcą chociaż chwilę swojego czasu na przeczytanie tego co chce z siebie wyrzucić ... każde słowo będzie dla mnie bardzo ważne ... potrzebuje kopa albo rady cokolwiek ...
Zaczne od tego że prawie 7 lat temu w wieku 18 lat poznałam pewnego faceta starszego odemnie o 5 lat, wydawał sie bardzo dojrzały, stabilny emocjonalnie, wręcz jak dla mnie był nudny bo ja w tamtym czasie szukałam innych cech w facetach. Gdy się poznaliśmy ja kończyłam swój toksyczny związek, on mnie wspierał, wyciągał na spacery, kawę, podkochiwał sie we mnie. Mi sie to podobało, aczkolwiek nic do niego nie czułam, byłam wciąz zaangażowana emocjonalnie w związek z ex. Tak sie stało że wychodził mnie i po 8 miesiącach zostaliśmy razem, ja nadal nie wyleczyłąm sie z byłego i wciąż miałam z nim jakis kontakt, mj facet był zazdrosny o to, szpiegował mnie, sprawdzał itp. Byłam dla niego okrutna to fakt dziwię się że tak wiele zniósł ... ja bym dawno odeszła. Czas mijał aż po około 2 latach związku ja się zakochałam w nim, przywiązałam, poczułam że takiego faceta to ze świecą szukać i zaczęłam też mu to okazywać. Zbiegło sie to z jego studiami, ponieważ w wieku 26 lat stwierdził, ze czas zrealizowac swoje marzenia i zaczac studiować to co zawsze chciał a chciał zostać pilotem cywilnym. Preprowadził sie na drugi koniec Polski aż za Lublin a ja jeździłam do niego w piątek po pracy 9h autobusem w nocy po to żeby w niedzielę w nocy znowu wracać i iść prosto z drogi na 8h do pracy. Starałam się o niego, interesowałam jego sprawami o 180 stopni się zmieniłam, czułam poczucie winy za to jaka kiedys byłam i chciałam mu to zrekompensować. On od kąd się wyprowadził i zamieszkał sam, oddalił się ode mnie, zmienił, zaczął skupiać się przede wszystkim na sobie na swoich potrzebach celach, a jego głownym celem stały sie studia a potem znalezienie wymarzonej pracy. Tłumaczył, że ma dość życia w wieku już prawie 30 lat na garnuszku mamy i że chce wkoncu latać i zarabiać i to jest teraz jego głowny cel. Ja poczułam ze zeszłam gdzieś na boczny tor, że przestał byc o mnie zazdrosny, przestał się starać podchodził do tego na zasadzie jesteś to jesteś - działało chyba przyzwyczajenie.
W trakcie studiów wychodził do klubów nie mówił mi nic o tym, zaczął zabierać dziewczyny na blablacar, mówiłam mu że denerwuje mnie to i żeby chociaż opowiadał mi jak kogoś wiezie kto to itp. a nie nieodbierał telefonów gdy akurat kogoś wiezie... w sierpniu 2015 r. wyjechaliśmy razem na wakacje, dziwnie sie zachowywał był jakis obcy, czułam jakby był za jakims murem, mało się mną inetresował, przeczuwałam że coś ukrywa i gdy olewał moje pytania stwierdziłąm że sprawdzę mu telefon i przeczyłama kilka smsów. W jednym pisał do kolegi, że kilka dni temu miał awanturę ze mną ale juz ma spokój potem było coś o zabezpieczaniu sie on powiedział, że zawsze tego bardzo pilnuje bo kobiety są różne ... potem odczytałam sms do jakiejś koleżanki która poznał na blablacar w którym pisał jej ze jedzie przez jej miasto ona napisała ze nie wybiera się się nigdzie dzisiaj i nie potrzebuje przejazdu bo jest chora, on zaproponował że może kupić jej leki i podwieźć. Poczułam że kręci mi sie w głowie - gdy wyszedł z łązienki i pokazałam mu te sms, stwierdził że histeryzuje i że to nic nie znaczy. Że to zywkła koleżanka z blablacaru i nie mówił mi nic żebym się nie wkurzała. Po czym dodał, ze on chyba nie widzi sie w związku i że on chyba powinien byc sam itp. gdy zapytałam czy chce się rozstać, stwierdził że on chciałby bardziej partnerskiego lekkiego związku i że on się dusi. Po czym zaczął zachowywać sie jakby nic sie nie stało a ja ryczałam w poduszkę że musze z nim jeszcze wytrzymać te 3 dni za granicą po takich słowach ... on przez te 3 dni zachowywał sie jakby nic nie zaszło, owszem nie przytulał mnie, nie całował. ale złapał za rękę, oprowadzał mnie po zabytkach. Ja czułam sie jakby mi ktoś reset mózgu zrobił, jak w jakimś emocjonalnym horrorze gdzie ktoś robi mi pranie mózgu. Na lostnisku powiedziałam mu ze nikt tak mnie nie zranił jak on i zeby sobie to dobrze przemyślał bo ja mam dosć takiej sytuacji. On tylko spuścił wzrok i zapytał sie czy może mnie przytulić. Zaytałam jak może zachowywać się jakby nic sie nie stało ze ja tak nie potrafie ! wieczorem napisał mi sms "przepraszam za to jaki byłem i jestem".
Nie odzywał się 5 dni, po czym zadzwonił co u mnie słychać ... jak gdyby nic. Następnego dnia zadzwoniła jego mama że trafił do szpitala bo ma atak wyrostka. Pojechałam do niego, schowałam dumę w kieszeń, odwiedzałam go przez 2 tygodnie żeby czuł ze nie jest sam. Potem jakoś bez awantur pogodziliśm sie, on mnie przeprosił. Następnie kilka miesięcy było spokoju - aż znowu poczułam że się oddala odemnie i staje się obcy. Trafiłam na jego fb że dodał jakaś panienkę do znajomych 3 dni po tym jak wrócił z miasta gdzie przebazowywał samolot. Zapytala skąd ją zna bo nie mają żadnych wspolnych znajomych a dziwny zbieg okolicznosci z miastem, tym bardziej ze dziewczyna bardzo w jego typie. Zaczął mówić ze nie pamięta że to jakaś kolezanka jego znajomego itp. nie uwierzyłam, napisałam do niej. Wysłała mi wszystkie rozmowy z nim. Okazałos ie ze ją zaczepił na fb, nidgy sie nie widzieli, ze raz na jakis czas do niej pisał, pisał że nie pamieta już jak to jest sie zakochać (potem powiedział mi ze niby dawno sie we mnie zakochał i zapomniał jak to jest w tych początkowych momentach) nic jej nie wspomniał ze ma dziewczynę, proponował jej spotkanie bo mówił że akurat będzie w jej mieście. Ona się nie zgodziła bo nie był w jej typie .....
Gdy sie o tym dowiedziałam zadzwoniłam do niego i powiedziałam że ja juz wszystko wiem, że okłamał mnie, oszukiwał i że to koniec. On próbował mnie uspokoić ale rozłączyłam się. Nie oddzwonił ! milczał 3 tygodnie. W tym czasie pojechał na urodziny do swojego kolegi na impreze, napisał do tej laski ze przeprasza ją za zamieszanie i wciągniecie w nasze problemy (DO MNIE NIC NIE NAPISAŁ ANI SŁOWA) spotkał sie ze swoją koleżanką z blablacaru i opowiadał jej o swojej sytuacji a ona mu radziła aby zrobił jak czuje. Po tych 3 tygodniach gdy ja zaczełam wychodzić z dołka napisał mi sms co słychać, nie odpisałam. Po kilku dniach wysłałał życzenia bożonarodzeniowe odpisałam że dziękuję. Po killku dniach znowu telefon - czy możemy sie spotkać chce pogadać. Zgodziłam się - spotkaliśmy się on mi dał ksiązkę z zapisem po łacinie "kłotnie kochanów stają się spoiwem ich uczucia" powiedział abym w domu sobie sprawdziła co to znaczy, przyznał że czuł sie samotny gdy był na 2 koncu miasta i pisał z jakimiś dziewczynami, że byłam daleko i brakowało mu mojej obecności, ale nie posunął by się dalej ze zrozumiał jaki głupi był itp. ale nie poprosił mnie o powrót tylko ukorzył się. Wrocłam do domu i znowu wszystko mi się przypomniało znowu wszystko wróciło, cały mój spokój zburzył ...
Zadzwoniłam do niego następnego dnia to był sylwester 2015 r. i zapytałam po co ta wczorajsza rozmowa co on chciał zdziałać powiedział, że porozmawiamy jutro i żebym się nic nie martwiła. Na sylwestra wyjechal z kolegami do warszawy ja powiedziałam mu ze niby jade do koleżanki tak naprawdę byłam w domu i ryczałam ...
nie napisał mi zyczeń o 12 - niby jego kuzyn zabrał mu komórkę i powiedział nie wygłupiaj się chodź pić...
spotkaliśmy się w nowy rok 2016, napierw gadaliśmy o głupotach co u kogo, potem gdy podwoził mnie pod auto, włączył nasze piosenki z początków ... i przytulił mnie, pogodziliśm się, obiecał ze sie zmieni, ze przemyslał, ze mu na mnie zależy ... uwierzyłam dałam mu 2 szansę. Chociaż mój mózg mówił JUŻ W MIARĘ STOISZ NA NOGACH NIE ULEGAJ MU, serce wygrało ... wróciliśmy do siebie. Początkowo byłam bardzo sceptyczna, powiedziałam mu ze zaczął kręcić się wokół mnie pewien chłopak i mówię mu żeby wiedział, że nic przed nim nie ukrywam. Bardzo mu zależało, starał się, w walentynki zrobił i kolakcje przy swiecach z dwóch dań, dał bransoletke pudełko powyklejał sercami. Był taki jak na początku - uwierzłam ze nam sie uda ... z czasem zaczełam się do niego przekonywać, na nowo mu zauwfałam, wszystko wróciło do normy. On się obronił ja również i zaczełam mówić o wspolnym mieszkaniu, rodzinie że bym chciała z nim dziecko za 3 lata. On podchodził do tego bardzo sceptycznie, mówił że na wszystko przyjdzie czas, ze on musi teraz pracę znaleźć bo ma 29 lat i nie chce zyc na garnuszku mamy ze juz mu to doskwiera itp.
Skupił się bardzo na szukaniu pracy, wysłał CV do LOTU ale cisza, jego kolegów zaczeli zapraszać do niego nie dzwonili, popadł w jakies depresyjne stany, starałam mus ie pomóc, ale reagował agresją i niechęcią, uruchomiłam kontakty z moim wujkiem który się z nim spotkał wziął od niego cv i zaniósł do kadr, zaprosili do na rozmowę do LOTU - bądź co bądź w pewniem sposób dzięki mnie ... czas leciał co jakiś czas wracał temat naszego wspolnego zamieszkania, on sie denerwował ze ja ciągle o tym gadam, że on teraz musi sie na pracy skupić i zeby nie było takiej sytuacji, ze on tą prace znajdzie przeprowadzis ie do warszawy a ja zaraz za nim przyjadę bo on będzie miał wtedy cięzki okres bo szkolenie, praktyka itp. i dopiero jak on juz sobie tam wszystko poukłada to ja wtedy przyjadę. W styczniu 2017 obchodził 30 urodziny, był jakiś nie w sosie, ale starałam się, przywiozłam prezent i gdy oglądalismy zdjęcia nagle wyskoczył mi w zminimalizowanych TINDER (aplikacja randkowa) stwierdził że jakaś aktualizacja i w to kliknął. Nie chciałam robić awantury bo siedzielismy z jego rodziną przy stole ... ale miałam już po humorze. Gdy poszlismy do pokoju zrobiłam mu awanturę, że co to ma być - stwierdził, że dawno temu to ściągnął z ciekawości że nie korzysta z tego (plątał się w zeznaniach). Spaliśmy na dwóch końcach łózek - rano gdy pojechałam do pracy, ściągnełam ta aplikacje i sprawdzałam czy jest nie znalazłam go. Zadzwonił do mnie jakby nic sie nie stało i zapytał czy przyjadę do niego wieczorem i czy mi ma zostawić tort (ugłąskiwał mnie ze nikogo nie szuka, ze dawno to sciągnął i musiał prszypadkiem nacisnąć) przyjechałam do niego i kazałam mu sie zalogować przy mnie na aplikację - długo się opierał ale gdy zobaczył ze nie odpuszczę zalogował się - nie miał żadnych wiadomości ale skąd wiem może usunął?
kazałam mu odinstalować aplikację, tak zrobił. Potem spędziliśmy miły weekend razem. Wszystko było wporządku (tak mi sie wydawało) aż do ubiegłego weekendu. Pojechaliśmy razem do Gdańska, on miał poćwiczyć na symulatorze bo od środy do niedzieli jechał na węgry bo miał rozmowę w liniach lotniczych, bardzo mu na niej zależało. Chodzil podminowany mówiłam mu ze odpoczniemy i wyluzujemy się troche. Weekend musze zaliczyć do klap totalnych, zupełnie sie nie interesował, był znowu zimny i obojętny... posprzeczalismy się. w poniedziałek zadzwoniłam do niego przeprosić go jeśli byłam jakaś nie w humorze w weekend ale on jak ma jakieś stresy czy nie ma nastroju to zachowuje się wobec mnie strasznie, mam wrażenie jakby stał za murem i zeby nie izolował się ode mnie w takich momentach. swtwierdził że my nie potrafimy ze soba rozmawiać, że on się czuje ograniczony w tym związku i że on nie może mi dac tego co ja bym chciała. Zapytałam czy to koniec? odpowiedział że to nie czas i miejsce na tego typu rozmowy. Rozłączyłam się .... rzuciłam wszystko i pojechałam do niego. Zapytał co tu robię i że to niewłaściw moment na takie rozmowy, powiedziałam mu ze skoro powiedział A niech powie B i ze ja nie dam rady życ w zawieszeniu aż on wróci z węgier w niedzielę. Poszlismy do jego pokoju a on poinformował mnie, ze on nie umie być w związku, ze on najepiej czuje się sam, ze dla mnie będzie lepiej jeśli nie będziemy się spotykać, i że on chce się skupić na pracy zawodowej. Zapytałam skąd ta zmiana, ze raz jest kochany a raz mówi mi tak przykre rzeczy? i czy kogoś poznał? powiedział ze nie poznał nikogo, ale od dłuższego czasu tak czuje i ze spotykalismy sie bo ja tego chciałam.... powiedziałam mu ze go kocham i sądziłam , ze coś się w koncu zmieni w tym roku pomiedzy nami ze ze sobą zamieszkamy ze tratuje mnie tak powaznie jak ja jego. i ze siwetnie grał bo nic nie poznałam po nim, ze mu na mnie nie zależy. Ściągnęłam nasze zdjęcia ze sciany, zyczyłam mu powodzenia i wyszłam. Wyszedł za mną do samochodu powiedział "przepraszam i ze moze dajmy sobie troche czasu" powiedziałam ze ja nie mam juz czasu i po tym co mi powiedział wszystko jest juz jasne ... odjechałam a on stał na podjeżdzie i patrzył jak jadę ...
mijają 3 dni ciszy ... tak bardzo chce się od tego odciąć. Nie ufam mu co jakis czas funduje mi taką hustawkę emocjonalną. Raz mówi jedno raz drugie, mam wrazenie ze wszystko jest ok, a on nagle wyjeżdza mi z tekstem ze od dłuzszego czas nic nie czuje ....
dajcie mi kopa w tyłek ... powiedzcie coś
mam dość że co rok, pół to przechodze te jego zmiany nastroju ...
mam nadzieje ze ma chociaz troche honoru i nie odezwie sie juz do mnie - bo ja nadal go kocham i boje sie ze bym go przyjęła ...
((