Witajcie.
Opiszę wszystko w dużym skrócie. Dowiedziałam się, że niestety mój partner musi wyjechać na pół roku za granice. Jest to związane z jego pracą.
Mieliśmy nadzieję, że się mu uda jakoś przeskoczyć ten wyjazd, ale niestety. Zostaje więc sama w jego mieszkaniu ze swoim psem.
Najprawdopodobniej wyjeżdża pod koniec stycznia lub na początku lutego. Na dodatek moja mama co dwa miesiące wyjeżdża do pracy również za granice. Też wyjazd się jej szykuje jakoś na początku lutego. Zostaje więc zupełnie sama:( Tylko w moim miescie bedzie tata, z ktorym mam bardzo chłodne kontakty. Od czasu do czasu ewentualnie będę mogła się przejść do niego
Znajomych nie mam zupełnie, ale na ten temat nie będę się rozpisywać bo to na inny temat się nadaje.. Aktualnie pracuje, więc dobre i to. Do pracy mam dość daleko, zawsze odbierał mnie z niej mój partner. Autobusu brak..:( Na początku może podwozić będzie mnie mój tata jak jest kiepska pogoda i dorzuce mu na paliwo. Ale potem gdy się ociepli będę miała kawałek do przejścia.
Partner jest twardo stąpający po ziemi i raczej nie widzi, aż tak bardzo jak to przeżywam. Jest mu przykro, ale nawet jakiejś długiej rozmowy na ten temat nie podjął. Przytula mnie..Nie było mowy na temat żadnych pieniędzy, więc finansowo też będę skazana tylko na siebie. Dopóki mama nie wróci będę sama i nawet na głupi spacer nie będę miała z kim wyjść.
Szczerze mówiąc jestem załamana, nie będę ukrywać. Mama nie wie co mi poradzić. Wszytko będzie teraz na mojej głowie.
Ale najbardziej się obawiam właśnie tej samotności.. Zwłaszcza jak nadejdzie weekend.
Ja jeszcze jestem z tych co nienawidzą być sami. (sądzę, że to wynika z mojego dzieciństwa)..
Może otrzymam tu od Was troszkę wsparcia?
Ktoś może był z Was w takiej sytuacji?
Spokojnie, wyjazd na pol roku to żadna wielka sprawa.
Masz Skype, masz telefon (dzisiaj odbieranie rozmów w UE kosztuje piec groszy za minute, czyli cos kompletnie niezauważalnego), w ciągu tych sześciu miesięcy. Kiedy w początku lat dziewięćdziesiątych mój tato pracował za granica, rozmawiał z moja mama listami, a przyjeżdżał dwa razy do roku.
Spokojnie, wyjazd na pol roku to żadna wielka sprawa.
Masz Skype, masz telefon (dzisiaj odbieranie rozmów w UE kosztuje piec groszy za minute, czyli cos kompletnie niezauważalnego), w ciągu tych sześciu miesięcy. Kiedy w początku lat dziewięćdziesiątych mój tato pracował za granica, rozmawiał z moja mama listami, a przyjeżdżał dwa razy do roku.
Tak, wiem na szczęście jest teraz taki sposób komunikacji. Ale właśnie dobija mnie ta samotność mimo wszystko jaka mnie czeka. Wiem, że będę miała gorszy dzień to nawet nie będę miała co liczyć za bardzo na wysłuchanie z jego strony, bo w realu już kiepsko to wychodzi..Nienajlepszy słuchacz z niego;)
No i trochę się obawiam że przez ten czas po prostu przejdzie mu to uczucie.. wiem, może to głupie.
Partner przede wszystkim Ciebie nie zostawia, tylko życie go zmusza do wyjazdu. Sama piszesz, że nie chciał, ale innego wyjścia na dzień dzisiejszy nie ma. Nie utrudniaj mu tego, bo mimo że być może wygląda na to, że jemu to aż tak nie przeszkadza, to jest to dla niego też nowa sytuacja, a sam wyjazd i pobyt za granicą też wiąże się zapewne z wieloma pytaniami.
Kolejna sprawa - nie wiem dlaczego nie masz znajomych, kiedy tak bardzo nie lubisz być sama? Nie wyklucza to się trochę? Stawiasz wszystko na "znajomość" w związku? To właśnie są tego skutki. Raz, że nie potrafisz być sama i cieszyć się z tego, że masz czas dla siebie, na swoje zainteresowania, hobby, cokolwiek, co jest tylko Twoje. A dwa, że to zwyczajnie nie jest zdrowe tak uzależniać swojego życia/szczęścia od drugiej osoby, bo chociażby ten wyjazd pokazuje, jak kiepskie są efekty takiego przywiązania, nadmiernego przywiązania.
Rozumiem, że dla Ciebie może być to trudna sytuacja. Nie wiem jak skomentować sprawy finansowe, bo nie napisałaś jak to wygląda ogólnie w Twojej relacji. Ale kwestię samotności potraktowałabym jako szansę na skupienie się na sobie. Może wcale nie będzie tak źle, jeśli nie będziesz zakładać z góry, że sobie z tym nie poradzisz. Poza tym, warto być silną też dla Twojego partnera i na pewno przyda się to też w utrzymaniu dobrych stosunków, gdy go nie będzie. Nie ma co na siłę dokładać sobie myślenia, konfliktów czy nieporozumień.
Porozmawiaj o kwestii utrzymania mieszkania, pomyśl o inwestycji w rower/skuter na wiosnę. Sama wieczorami... masz przecież psa, pies to setki spacerów i tysiące sposobności zaczęcia jakiejś spacerowo/parkowej znajomość, lub forum dla psiarzy lub nawet tu, może ktoś znajdzie się z Twojej okolicy kto będzie miał czas na kawę...
Niewierny napisał/a:Spokojnie, wyjazd na pol roku to żadna wielka sprawa.
Masz Skype, masz telefon (dzisiaj odbieranie rozmów w UE kosztuje piec groszy za minute, czyli cos kompletnie niezauważalnego), w ciągu tych sześciu miesięcy. Kiedy w początku lat dziewięćdziesiątych mój tato pracował za granica, rozmawiał z moja mama listami, a przyjeżdżał dwa razy do roku.Tak, wiem na szczęście jest teraz taki sposób komunikacji. Ale właśnie dobija mnie ta samotność mimo wszystko jaka mnie czeka. Wiem, że będę miała gorszy dzień to nawet nie będę miała co liczyć za bardzo na wysłuchanie z jego strony, bo w realu już kiepsko to wychodzi..Nienajlepszy słuchacz z niego;)
No i trochę się obawiam że przez ten czas po prostu przejdzie mu to uczucie.. wiem, może to głupie.
Tu trochę inna sprawa z tym jest - jeśli nie jesteś pewna jego uczucia, to może być to próba. Ale z drugiej strony lepiej teraz niż później. Życie samo czasami pisze scenariusze i dobrze mu w tym nie przeszkadzać.
Partner przede wszystkim Ciebie nie zostawia, tylko życie go zmusza do wyjazdu. Sama piszesz, że nie chciał, ale innego wyjścia na dzień dzisiejszy nie ma. Nie utrudniaj mu tego, bo mimo że być może wygląda na to, że jemu to aż tak nie przeszkadza, to jest to dla niego też nowa sytuacja, a sam wyjazd i pobyt za granicą też wiąże się zapewne z wieloma pytaniami.
Kolejna sprawa - nie wiem dlaczego nie masz znajomych, kiedy tak bardzo nie lubisz być sama? Nie wyklucza to się trochę? Stawiasz wszystko na "znajomość" w związku? To właśnie są tego skutki. Raz, że nie potrafisz być sama i cieszyć się z tego, że masz czas dla siebie, na swoje zainteresowania, hobby, cokolwiek, co jest tylko Twoje. A dwa, że to zwyczajnie nie jest zdrowe tak uzależniać swojego życia/szczęścia od drugiej osoby, bo chociażby ten wyjazd pokazuje, jak kiepskie są efekty takiego przywiązania, nadmiernego przywiązania.
Rozumiem, że dla Ciebie może być to trudna sytuacja. Nie wiem jak skomentować sprawy finansowe, bo nie napisałaś jak to wygląda ogólnie w Twojej relacji. Ale kwestię samotności potraktowałabym jako szansę na skupienie się na sobie. Może wcale nie będzie tak źle, jeśli nie będziesz zakładać z góry, że sobie z tym nie poradzisz. Poza tym, warto być silną też dla Twojego partnera i na pewno przyda się to też w utrzymaniu dobrych stosunków, gdy go nie będzie. Nie ma co na siłę dokładać sobie myślenia, konfliktów czy nieporozumień.
Wiem, że nie zostawia. Taki dałam tytuł trochę faktycznie średnio trafiony.
Już raz był na takim wyjedzie bo taką ma pracę, ale to kiedyś zanim byliśmy razem, więc on liczył na to będąc w takim zawodzie.
Znajomości się posypały jeszcze przed nim. Chodziłam też do szkoły w innym mieście, a gdy ją skończyłam, to wyszło jak nietrwałe były te znajomości..Wiem właśnie, że to się ze sobą gryzie. Ironia losu dosłownie, że coś na czym zawsze tak bardzo mi zależało to tego nie mam
Jeśli chodzi o finanse, to zazwyczaj on kupował jedzenie (nie zawsze). Zarabia o wiele więcej ode mnie( ja mam minimalną). No i tak po prostu ustaliliśmy. Teraz cisza.. Oczywiście poradzę sobie, ale liczyłam na choć małe wsparcie z jego strony.
Już myślałam, co będę robić jak go nie będzie. Mam parę zainteresowań więc będę działać, ale po prostu przyjdą takie chwile i nawet nie będzie z kim słowa zamienić. To cały problem:( Bywało już tak, że wyjeżdżał gdzieś na tydzień i było ok. Mam się wtedy czym zająć. Tylko te pół roku to naprawdę długo będąc samej.
Dziękuję za odpowiedź.
8 2017-01-14 12:23:42 Ostatnio edytowany przez verdad (2017-01-14 12:25:39)
Masz prace, moze troche zmienisz swoje zycie ? Znajdziesz towarzystwo, moze na kurs prawa jazdy sie zapiszesz, zeby byc niezalezna od nikogo ?
I sadze, ze bedziecie sie widywac, on moze przyleciec, Ty byc moze tez.Chyba, ze wyjezdza na druga polkule, wtedy moze byc problem.Jak naprawde szczerze Cie kocha, to nie zapomni.
Piszesz, ze nieduzo zarabiasz, ale na jedzenie i ciuchy Ci starczy.A co z oplatami ?
(...) Może otrzymam tu od Was troszkę wsparcia? (...)
Twój partner wyjeżdża na pół roku, z tego powodu ubolewasz, bo wyobrażasz sobie ten czas jako pasmo trudności i nieszczęść, bo uważasz się za pokrzywdzoną przez los. Tymczasem nadarza Ci się wspaniała okazja do nauki samodzielnego życia, do bliskiego kontaktu z sobą samą, do nawiązania znajomości z ludźmi, na których dotąd nie zwracałaś uwagi.
Nikt nie może nawiązać więzi z innym człowiekiem, jeśli wcześniej nie nawiązał jej z samym sobą.
Porozmawiaj o kwestii utrzymania mieszkania, pomyśl o inwestycji w rower/skuter na wiosnę. Sama wieczorami... masz przecież psa, pies to setki spacerów i tysiące sposobności zaczęcia jakiejś spacerowo/parkowej znajomość, lub forum dla psiarzy lub nawet tu, może ktoś znajdzie się z Twojej okolicy kto będzie miał czas na kawę...
Właśnie wkurza mnie, że on nie podjął tych tematów. Jedynie myślał jak będę wracać z pracy. No ale siłą rzeczy jakoś będę musiała sobie z tym dać rade. Dzięki za pomysł z rowerem.
Tu trochę inna sprawa z tym jest - jeśli nie jesteś pewna jego uczucia, to może być to próba. Ale z drugiej strony lepiej teraz niż później. Życie samo czasami pisze scenariusze i dobrze mu w tym nie przeszkadzać.
Fakt, nie wierze do końca w jego uczucie.. On oczywiście mnie zapewnia, ale wiem, że jak pojedzie to dopiero będę miała chwile zwątpienia.
Może faktycznie lepiej wcześniej niż później. Na pewno byłoby mi łatwiej bez tych wątpliwości. Mówiłam już mu to wczoraj, to mi tłumaczył wszystko na spokojnie..
Masz prace, moze troche zmienisz swoje zycie ? Znajdziesz towarzystwo, moze na kurs prawa jazdy sie zapiszesz, zeby byc niezalezna od nikogo ?
I sadze, ze bedziecie sie widywac, on moze przyleciec, Ty byc moze tez.Chyba, ze wyjezdza na druga polkule, wtedy moze byc problem.Jak naprawde szczerze Cie kocha, to nie zapomni.
Piszesz, ze nieduzo zarabiasz, ale na jedzenie i ciuchy Ci starczy.A co z oplatami ?
Może i coś się zmieni, mam nadzieję. W środku czuję, że to może w pewnym sensie mi pomóc. Niestety przylecieć nie może ani on, ani ja przez ten czas. Taka praca. (wojsko). Na jedzenie i jakąś rzecz na siebie starczy. O rachunkach nie było mowy, sądzę, że bierze to na siebie.
Wiem, że nie zostawia. Taki dałam tytuł trochę faktycznie średnio trafiony.
Już raz był na takim wyjedzie bo taką ma pracę, ale to kiedyś zanim byliśmy razem, więc on liczył na to będąc w takim zawodzie.
Znajomości się posypały jeszcze przed nim. Chodziłam też do szkoły w innym mieście, a gdy ją skończyłam, to wyszło jak nietrwałe były te znajomości..Wiem właśnie, że to się ze sobą gryzie. Ironia losu dosłownie, że coś na czym zawsze tak bardzo mi zależało to tego nie mam![]()
Jeśli chodzi o finanse, to zazwyczaj on kupował jedzenie (nie zawsze). Zarabia o wiele więcej ode mnie( ja mam minimalną). No i tak po prostu ustaliliśmy. Teraz cisza.. Oczywiście poradzę sobie, ale liczyłam na choć małe wsparcie z jego strony.
Już myślałam, co będę robić jak go nie będzie. Mam parę zainteresowań więc będę działać, ale po prostu przyjdą takie chwile i nawet nie będzie z kim słowa zamienić. To cały problem:( Bywało już tak, że wyjeżdżał gdzieś na tydzień i było ok. Mam się wtedy czym zająć. Tylko te pół roku to naprawdę długo będąc samej.
Dziękuję za odpowiedź.
Masz na myśli to, że liczył na taki wyjazd? Że chciał tego wcześniej? Wiesz, Ty też wiedziałaś z kim się wiążesz w takim razie i trzeba było to brać pod uwagę. Ale znajomości to nie tylko szkoła. Jesteś z małego miasta? Możesz poznać ludzi, którzy mają podobne zainteresowania przez internet, spotkać się, gdy wyda Ci się to rozsądne. Jest dużo też kobiet, które są w podobnej sytuacji i na pewno będą wsparciem. A co z opłatami? Nie wiem, być może myśli, że jeśli go nie ma, to nie ma po co zostawiać Tobie pieniędzy? To w pewnym sensie też pokazuje w jaki sposób traktuje ten związek.
Wiem, że dla Ciebie może to być problem, ale pomyśl, ile kobiet chciałoby wiedzieć, że ich mężczyzna wróci za pół roku. Poza tym, sama mówisz, że to uczucie może lekko się wypalić, a więc tym bardziej powinnaś pomyśleć o sobie i o tym, żeby w razie czego nie było tragedii, żebyś cieszyła się sobą i tym, co sama sobie dajesz. Nie uzależniaj swojego szczęścia od innych.
14 2017-01-14 12:35:37 Ostatnio edytowany przez Neko713 (2017-01-14 12:37:50)
Neko713 napisał/a:Porozmawiaj o kwestii utrzymania mieszkania, pomyśl o inwestycji w rower/skuter na wiosnę. Sama wieczorami... masz przecież psa, pies to setki spacerów i tysiące sposobności zaczęcia jakiejś spacerowo/parkowej znajomość, lub forum dla psiarzy lub nawet tu, może ktoś znajdzie się z Twojej okolicy kto będzie miał czas na kawę...
Właśnie wkurza mnie, że on nie podjął tych tematów. Jedynie myślał jak będę wracać z pracy. No ale siłą rzeczy jakoś będę musiała sobie z tym dać rade. Dzięki za pomysł z rowerem.
A za co on płacił do tej pory, może uznał, że nadal będzie robił przelew za czynsz i było to dla niego tak naturalne i oczywiste, że nie podają tematu, jeśli do tej pory żyliście na wspólnym garnuszku to naturalne, że masz prawo zapytać jak będzie teraz, a skoro jedzie do pracy to zapewne dlatego, że finansowo bardziej się to opłaca ![]()
Zacznij rozmowę od tego, że boisz się, czy poradzisz sobie sama finansowo z utrzymaniem mieszkania, siebie i psa i zobaczysz co Ci powie...
Myślał o tym, jak będziesz wracać z pracy... czyli o to czego nie będzie mogł robić... troszczy się, głowa do góry ![]()
Masz na myśli to, że liczył na taki wyjazd? Że chciał tego wcześniej? Wiesz, Ty też wiedziałaś z kim się wiążesz w takim razie i trzeba było to brać pod uwagę. Ale znajomości to nie tylko szkoła. Jesteś z małego miasta? Możesz poznać ludzi, którzy mają podobne zainteresowania przez internet, spotkać się, gdy wyda Ci się to rozsądne. Jest dużo też kobiet, które są w podobnej sytuacji i na pewno będą wsparciem. A co z opłatami? Nie wiem, być może myśli, że jeśli go nie ma, to nie ma po co zostawiać Tobie pieniędzy? To w pewnym sensie też pokazuje w jaki sposób traktuje ten związek.
Wiem, że dla Ciebie może to być problem, ale pomyśl, ile kobiet chciałoby wiedzieć, że ich mężczyzna wróci za pół roku. Poza tym, sama mówisz, że to uczucie może lekko się wypalić, a więc tym bardziej powinnaś pomyśleć o sobie i o tym, żeby w razie czego nie było tragedii, żebyś cieszyła się sobą i tym, co sama sobie dajesz. Nie uzależniaj swojego szczęścia od innych.
W sensie kiedyś był w innej jednostce, gdzie misje były na porządku dziennym, ale przeniósł się do rodzinnego miasta, gdzie tu nigdy nie było mowy o misjach. Sam jest w szoku, że i tu do tego doszło. Sam nie chciał jechać. Na pewno opłaca mu się to finansowo. Zarobi dużo więcej.
Stwierdził, że może dać mi ze 100 zł na paliwo dla ojca, żeby chociaż przez miesiąc czy dwa, odbierał mnie z pracy. Jak wspomniałam mu, że będę musiała teraz robić obiady, zakupy to tylko potwierdził, ale nie wspomniał nic o pieniądzach. Myślał, czy może po pracy nie powinnam chodzić na obiady do jakiejś knajpki w pobliżu, no ale przecież to by mnie jeszcze drożej wyniosło.
Szczerze to czuję za małe wsparcie z jego strony i nie mam na myśli tylko tego finansowego. Chyba trochę się zawiodłam:(
Może uważa, że jak zarabiam to powinnam sobie sama teraz dać radę z jedzeniem i innymi rzeczami.. Tylko, że jak on sam jeszcze mieszkał to codziennie jeździł na obiad do mamy:( Zawsze miał ogromne wsparcie z ich strony.
16 2017-01-14 13:06:13 Ostatnio edytowany przez On-WuWuA-83 (2017-01-14 13:07:01)
W odwrotnej sytuacji forumowiczki powiedziały by aby zostawić tego faceta bo niezaradny życiowo. Zarabia minimalną krajową, nie ma prawa jazdy/samochodu ani też jakiegoś znajomego do spotkania siei pogadania. Normalnie porażka a nie mężczyzna, natomiast tutaj nic takiego nie występuje. Słabe jest to, że musisz patrzeć na faceta i myśleć jak to będzie gdy on wyjedzie (pewnie jedzie na misje?)
17 2017-01-14 13:11:06 Ostatnio edytowany przez nowejutrooo (2017-01-14 13:16:39)
W odwrotnej sytuacji forumowiczki powiedziały by aby zostawić tego faceta bo niezaradny życiowo. Zarabia minimalną krajową, nie ma prawa jazdy/samochodu ani też jakiegoś znajomego do spotkania siei pogadania. Normalnie porażka a nie mężczyzna, natomiast tutaj nic takiego nie występuje. Słabe jest to, że musisz patrzeć na faceta i myśleć jak to będzie gdy on wyjedzie (pewnie jedzie na misje?)
Mam 22 lata..Dobrze, że w tej małej mieścinie wgl znalazłam pracę.. Ciężko tu o to nawet po studiach. Nie, że muszę patrzeć, tylko logiczne że jesteśmy razem i jakieś partnerstwo musi być.
Ze znajomymi z miasta wyszło tak, że większość się odwróciła, bo zostawiłam byłego jeszcze kiedyś tam, a wszyscy po prostu wolą się z nim spotykać. Mieszka sam, można u niego robić imprezy itp.. Oni lubią sobie zajarać, czy coś grubszego wziąć, a ja nie...Za moim obecnym partnerem nie przepadają, może też z racji tego że jest starszy. Tak na misje.
Chyba nie lubisz kobiet, że z góry zakładasz, że nikt tu nie jest obiektywny.
Przeczytałem "pierdyliard" tematów i to jest utarty forumowy schemat
a nie że nie lubię kobiet
Bardziej bym się martwił o niego na tej misji aniżeli jak to będzie gdy on wyjedzie i go tu nie będzie.
Jeżeli nawet hmmm "przygarnął kropka
" tz. ciebie
to powinien "pomóc" tobie w bardziej znaczący sposób - zrobić ci to prawo jazdy, kupić jakiś samochód abyś mogła coś szybko załatwić dla siebie i jego gdzieś powozić jak potrzeba a także powinien zabierać do swoich znajomych (chyba że też nie ma ale to by była jakaś lypa)
Tak będziesz musiała być teraz bardziej samodzielna, przecież on Ci tych obiadków nie prze-teleportuje z misji....
On-WuWuA-83 lubi kobiety, tylko ma spojrzenie inne - może Ci się podobać lub nie
Twój ukochany nie wyrzuca Cię z mieszkania, nie każde zamieszkać z tatą, jedzie żeby zarobić - chociaż to trochę dziwne, co to za jednostka? przecież większość misji to teraz dobrowolne kontrakty - jeśli nie chcesz o tym pisać na forum, możesz odezwać się na priv, mój parter jest w służbach mundurowych - zawsze mogę go podpytać ![]()
W odwrotnej sytuacji forumowiczki powiedziały by aby zostawić tego faceta bo niezaradny ?)
A w innych watkach:
- chcę mieć dzieci, a on nie - w odpowiedziach przewija się "cham i egoista, który nie liczy sie z twoimi potrzebami"
- nie chcę mieć dzieci, a on chce - w odpowiedziach przewija sie "cham i egoista, który nie liczy sie z twoimi potrzebami"
Nie masz wpływu na wyjazd chłopaka i mamy, ale masz wpływ na to, czy będziesz widzieć szklankę do połowy pustą. Możesz postawić się w roli ofiary i wtedy będzie Ci źle, bez żadnych szans na zmianę, bo sobie na nią nie pozwolisz. Możesz natomiast - tak jak już zostało napisane - wykorzystać ten czas dla siebie. Poznać nowych ludzi (np. sąsiadów, innych psiarzy), odświeżyć dawne znajomości np. z podstawówki, dorobić sobie do podstawowej pensji, iść na jakiś kurs, podnieść kwalifikacje, zaangażować się w wolontariat - to tylko przykłady, bo możliwości jest naprawdę sporo. Nie będę pisać, że wtedy będzie Ci łatwo i że nie będziesz tęsknić. Jednak będzie lepiej niż wówczas, gdy skupisz się na użalaniu się nad sobą. Piszę też na podstawie własnego doświadczenia, bo dwa razy byłam w podobnym miejscu i ta samotność dała mi kopa do tego, żeby zmusić się (początkowo, bo później to wychodziło naturalnie) do zawarcia jakichś nowych znajomości, do spróbowania czegoś nowego itp. "Uwieszenie" się na chłopaku też nie jest zdrowe dla związku. Powinnaś mieć jakichś znajomych, jakiś kontakt z innymi ludźmi. To samo nie przyjdzie, zwłaszcza jeśli po pracy zaczniesz zamykać się w domu.
Polecam książki D. Carnegie: "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" oraz "Jak przestać się martwić i zacząć żyć". Czyta się lekko, łatwo i szybko, a ze względu na dużą popularność książek ebooki bez problemu znajdziesz w internecie.
Zawsze możesz też pisać tutaj z nami, poudzielać się w innych wątkach, znaleźć dla siebie jakąś kafejkę w dziale "Nasza społeczność" - to też pomaga.
Witajcie.
Opiszę wszystko w dużym skrócie. Dowiedziałam się, że niestety mój partner musi wyjechać na pół roku za granice. Jest to związane z jego pracą.
Mieliśmy nadzieję, że się mu uda jakoś przeskoczyć ten wyjazd, ale niestety. Zostaje więc sama w jego mieszkaniu ze swoim psem.
Najprawdopodobniej wyjeżdża pod koniec stycznia lub na początku lutego. Na dodatek moja mama co dwa miesiące wyjeżdża do pracy również za granice. Też wyjazd się jej szykuje jakoś na początku lutego. Zostaje więc zupełnie sama:( Tylko w moim miescie bedzie tata, z ktorym mam bardzo chłodne kontakty. Od czasu do czasu ewentualnie będę mogła się przejść do niegoZnajomych nie mam zupełnie, ale na ten temat nie będę się rozpisywać bo to na inny temat się nadaje.. Aktualnie pracuje, więc dobre i to. Do pracy mam dość daleko, zawsze odbierał mnie z niej mój partner. Autobusu brak..:( Na początku może podwozić będzie mnie mój tata jak jest kiepska pogoda i dorzuce mu na paliwo. Ale potem gdy się ociepli będę miała kawałek do przejścia.
Partner jest twardo stąpający po ziemi i raczej nie widzi, aż tak bardzo jak to przeżywam. Jest mu przykro, ale nawet jakiejś długiej rozmowy na ten temat nie podjął. Przytula mnie..Nie było mowy na temat żadnych pieniędzy, więc finansowo też będę skazana tylko na siebie. Dopóki mama nie wróci będę sama i nawet na głupi spacer nie będę miała z kim wyjść.
Szczerze mówiąc jestem załamana, nie będę ukrywać. Mama nie wie co mi poradzić. Wszytko będzie teraz na mojej głowie.
Ale najbardziej się obawiam właśnie tej samotności.. Zwłaszcza jak nadejdzie weekend.
Ja jeszcze jestem z tych co nienawidzą być sami. (sądzę, że to wynika z mojego dzieciństwa)..
Może otrzymam tu od Was troszkę wsparcia?
Ktoś może był z Was w takiej sytuacji?
Jesteś zbyt uzależniona od innych, dlatego wpadasz w panikę.
Zapisz się na kurs prawa jazdy, trochę się usamodzielnisz i poznasz ludzi.
Pobądź trochę z ojcem, a wasze stosunki się polepszą, na spacery możesz chodzić z psem - a pół roku szybko minie.
Myślę jednak, że o ile z samotnością sobie poradzisz, to już finansowo niekoniecznie - i to Cię martwi najbardziej.
Troszkę chyba jesteś uzależniona od swojego partnera. Nie za bardzo rozumiem o co Ci chodzi z obiadami. On ma za nie płacić nawet jeżeli ich nie będzie jadł? ![]()
nowejutrooo napisał/a:Witajcie.
Opiszę wszystko w dużym skrócie. Dowiedziałam się, że niestety mój partner musi wyjechać na pół roku za granice. Jest to związane z jego pracą.
Mieliśmy nadzieję, że się mu uda jakoś przeskoczyć ten wyjazd, ale niestety. Zostaje więc sama w jego mieszkaniu ze swoim psem.
Najprawdopodobniej wyjeżdża pod koniec stycznia lub na początku lutego. Na dodatek moja mama co dwa miesiące wyjeżdża do pracy również za granice. Też wyjazd się jej szykuje jakoś na początku lutego. Zostaje więc zupełnie sama:( Tylko w moim miescie bedzie tata, z ktorym mam bardzo chłodne kontakty. Od czasu do czasu ewentualnie będę mogła się przejść do niegoZnajomych nie mam zupełnie, ale na ten temat nie będę się rozpisywać bo to na inny temat się nadaje.. Aktualnie pracuje, więc dobre i to. Do pracy mam dość daleko, zawsze odbierał mnie z niej mój partner. Autobusu brak..:( Na początku może podwozić będzie mnie mój tata jak jest kiepska pogoda i dorzuce mu na paliwo. Ale potem gdy się ociepli będę miała kawałek do przejścia.
Partner jest twardo stąpający po ziemi i raczej nie widzi, aż tak bardzo jak to przeżywam. Jest mu przykro, ale nawet jakiejś długiej rozmowy na ten temat nie podjął. Przytula mnie..Nie było mowy na temat żadnych pieniędzy, więc finansowo też będę skazana tylko na siebie. Dopóki mama nie wróci będę sama i nawet na głupi spacer nie będę miała z kim wyjść.
Szczerze mówiąc jestem załamana, nie będę ukrywać. Mama nie wie co mi poradzić. Wszytko będzie teraz na mojej głowie.
Ale najbardziej się obawiam właśnie tej samotności.. Zwłaszcza jak nadejdzie weekend.
Ja jeszcze jestem z tych co nienawidzą być sami. (sądzę, że to wynika z mojego dzieciństwa)..
Może otrzymam tu od Was troszkę wsparcia?
Ktoś może był z Was w takiej sytuacji?Jesteś zbyt uzależniona od innych, dlatego wpadasz w panikę.
Zapisz się na kurs prawa jazdy, trochę się usamodzielnisz i poznasz ludzi.
Pobądź trochę z ojcem, a wasze stosunki się polepszą, na spacery możesz chodzić z psem - a pół roku szybko minie.Myślę jednak, że o ile z samotnością sobie poradzisz, to już finansowo niekoniecznie - i to Cię martwi najbardziej.
Jeśli Autorka ma najniższą krajową to po zrobieniu opłat raczej na kurs prawa jazdy ,a tym bardziej na samochód nie będzie jej stać.
Ale spacery z psem są darmowe ![]()
Przeczytałem "pierdyliard" tematów i to jest utarty forumowy schemat
a nie że nie lubię kobiet
![]()
Bardziej bym się martwił o niego na tej misji aniżeli jak to będzie gdy on wyjedzie i go tu nie będzie.
Jeżeli nawet hmmm "przygarnął kropka" tz. ciebie
to powinien "pomóc" tobie w bardziej znaczący sposób - zrobić ci to prawo jazdy, kupić jakiś samochód abyś mogła coś szybko załatwić dla siebie i jego gdzieś powozić jak potrzeba a także powinien zabierać do swoich znajomych (chyba że też nie ma ale to by była jakaś lypa)
Nie muszę się na szczęście martwić o niego, bo jedzie do kraju, gdzie wojny nie ma, będą siedzieć w jednostce tylko, ale w sumie chyba nie powinnam za dużo zdradzać
Ale o niego na pewno mogę być spokojna.
A jeśli chodzi o prawko - nigdy by mi nie dał na nie pieniędzy. A tym bardziej na auto:P Za to próbował mnie uczyć jeździć
Jego znajomi są dużo starsi, także aż tak się nie lubimy i nie znamy, żeby się spotykać bez niego. Także 'lypa'.
Nie masz wpływu na wyjazd chłopaka i mamy, ale masz wpływ na to, czy będziesz widzieć szklankę do połowy pustą. Możesz postawić się w roli ofiary i wtedy będzie Ci źle, bez żadnych szans na zmianę, bo sobie na nią nie pozwolisz. Możesz natomiast - tak jak już zostało napisane - wykorzystać ten czas dla siebie. Poznać nowych ludzi (np. sąsiadów, innych psiarzy), odświeżyć dawne znajomości np. z podstawówki, dorobić sobie do podstawowej pensji, iść na jakiś kurs, podnieść kwalifikacje, zaangażować się w wolontariat - to tylko przykłady, bo możliwości jest naprawdę sporo. Nie będę pisać, że wtedy będzie Ci łatwo i że nie będziesz tęsknić. Jednak będzie lepiej niż wówczas, gdy skupisz się na użalaniu się nad sobą. Piszę też na podstawie własnego doświadczenia, bo dwa razy byłam w podobnym miejscu i ta samotność dała mi kopa do tego, żeby zmusić się (początkowo, bo później to wychodziło naturalnie) do zawarcia jakichś nowych znajomości, do spróbowania czegoś nowego itp. "Uwieszenie" się na chłopaku też nie jest zdrowe dla związku. Powinnaś mieć jakichś znajomych, jakiś kontakt z innymi ludźmi. To samo nie przyjdzie, zwłaszcza jeśli po pracy zaczniesz zamykać się w domu.
Polecam książki D. Carnegie: "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" oraz "Jak przestać się martwić i zacząć żyć". Czyta się lekko, łatwo i szybko, a ze względu na dużą popularność książek ebooki bez problemu znajdziesz w internecie.
Zawsze możesz też pisać tutaj z nami, poudzielać się w innych wątkach, znaleźć dla siebie jakąś kafejkę w dziale "Nasza społeczność" - to też pomaga.
Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Od dłuższego czasu zastanawiałam się już nad tymi książkami i w końcu będę miała czas żeby je przeczytać.
Jesteś zbyt uzależniona od innych, dlatego wpadasz w panikę.
Zapisz się na kurs prawa jazdy, trochę się usamodzielnisz i poznasz ludzi.
Pobądź trochę z ojcem, a wasze stosunki się polepszą, na spacery możesz chodzić z psem - a pół roku szybko minie.Myślę jednak, że o ile z samotnością sobie poradzisz, to już finansowo niekoniecznie - i to Cię martwi najbardziej.
Wiem, trochę mam z tym problem..Dlatego, że gdzieś wielu ludzi 'uciekło' ode mnie. Myślałam z tym kursem, zobaczymy. Kończę pracę po 17, potem muszę w końcu trochę posiedzieć z psem bo potrzebuję bardzo dużo uwagi(taka rasa). Pieniędzy mam trochę odłożone w razie czego...
Rozmawiałam z nim na temat finansów, ale oczywiście to ja musiałam podjąć temat bo jak stwierdził - nie wpadł na to. O rachunki mam się nie martwić, stwierdził, że z jedzeniem powinnam sobie spokojnie dać radę sam, ale oczywiście w razie czego będzie mi mógł przelać jakąś kasę...hm..Aa i dodał, że zrobimy przed wyjazdem sporo zakupów, żebym też wiele rzeczy miała na zapas.
Szkoda, że sam o takich sprawach nie pomyślał. Trochę mało empatii, ale jednocześnie nie sprawia wrażenia takiego, który kompletnie nie interesuje się tym, co stanie się z Tobą, jak on wyjdzie.
Szkoda, że sam o takich sprawach nie pomyślał. Trochę mało empatii, ale jednocześnie nie sprawia wrażenia takiego, który kompletnie nie interesuje się tym, co stanie się z Tobą, jak on wyjdzie.
Eh no to sama juz nie wiem:( W weekend sam zaproponował, żeby sprawdzić dokładniej autobusy, żebym nie musiała się martwić o dojazd.
No ale właśnie stwierdził, że z zakupami sama dam sobie radę. Fakt dam, ale jezeli do tej pory moglam na niego liczyc pod tym finansowym wzgledem to to jest troche dziwne, ze ledwo gdzies wyjezdza i teraz mam sama sie o to martwic. Powtarza mi, ze wie, ze dam sobie radę bo jestem 'inteligenta, twardo stąpająca po ziemi'.. Może przesadzam teraz? Może zachowuje się jak mala dziewczynka, co musi mieć wszystko ułożone przez drugą osobę? Może ta sytuacja jest dla mnie dziwna, bo w poprzednim związku to były by już dawno miał z 500 pomysłów..
dziewczyno, czy Ty aby na pewno jesteś dorosła?
tak niesamodzielnej osoby już dawno nie spotkałam
siedzisz jak ksieżniczka i marudzisz, że obecny facet nie ma 500 pomysłów na minutę jak Ci ułatwić życie
ja się dziwię, że on z Tobą w ogóle jest - w tak młodym wieku już mu się chce niańczyć dziecko, którym jesteś?
dziewczyno, czy Ty aby na pewno jesteś dorosła?
tak niesamodzielnej osoby już dawno nie spotkałamsiedzisz jak ksieżniczka i marudzisz, że obecny facet nie ma 500 pomysłów na minutę jak Ci ułatwić życie
ja się dziwię, że on z Tobą w ogóle jest - w tak młodym wieku już mu się chce niańczyć dziecko, którym jesteś?
Po paru postach stwierdzasz, że ktoś jest niesamodzielny? Wystarczyło napisać, że przesadzam po prostu
Skąd wiesz, że siedzę jak księżniczka? Nie wiem skąd te domysły. A jemu nie marudzę, dlatego chciałam poradzić się tutaj. Tak samo nie wiesz, ile on ma lat. Jest sporo starszy ode mnie - wiek idealny na dzieci, aczkolwiek mnie niańczyć nie musi i dobrze o tym wie.
32 2017-01-16 20:07:23 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-01-16 23:23:50)
22 lata, a marudna jak przedszkolak...
Autorko, jestes DOROSLA osoba i nikt, ani Twoj facet ani mama ani tata, nie maja obowiazku organizowac Ci zycia. Ja sie dziwie, ze oni wszyscy tak wkolo Ciebie lataja, jakbys byla pieciolatka, co sobie butow zawiazac nawet nie moze. To daje niestety, albo stety, tez dobra odpowiedz dlaczego pourywaly Ci sie znajomosci: widac, oprocz najblizszej rodziny i partnera- tatusia, nikt nie ma checi nianczenia starej kobyly.
Jedyna rada jaka mam, to wziecie sie za siebie, bo z siedzenia na tylku i marudzenia, to mozna sobie tylko odlezyny zrobic. Kup rower do pracy, zrob sobie budzet na zakupy i dogadaj sie z partnerem kto za co placi. Poza tym postaraj sie zaczac jakies hobby i poszukac ludzi w necie.
22 lata, a marudna jak przedszkolak...
Autorko, jestes DOROSLA osoba i nikt, ani Twoj facet ani mama ani tata, nie maja obowiazku organizowac Ci zycia. Ja sie dziwie, ze oni wszyscy tak wkolo Ciebie lataja, jakbys byla pieciolatka, co sobie butow zawiazac nawet nie moze. To daje niestety, albo stety, tez dobra odpowiedz dlaczego pourywaly Ci sie znajomosci: widac, oprocz najblizszej rodziny i partnera- tatusia, nikt nie ma checi nianczenia starej kobyly.
Jedyna rada jaka mam, to wziecie sie za siebie, bo z siedzenia na tylku i marudzenia, to mozna sobie tylko odlezyny zrobic. Kup rower do pracy, zrob sobie budzet na zakupy i dogadaj sie z partnerem kto za co placi. Poza tym postaraj sie zaczac jakies hobby i poszukac ludzi w necie.
Po pierwsze już pisałam że mam hobby. Mam się czym zająć. Po drugie, skąd wiesz, że latają? Akurat na rodziców polegać nie mogę zbytnio, choć i tak odkąd się wyprowadziłam stosunki są lepsze. Dodam - są toksyczni. Mój ojciec potrafił bić, więc nie pisz mi tu 'tatuś'. Bardzo pochopnie oceniacie. Czemu pourywały mi się znajomości - też pisałam. A starą kobyłą to nie jestem ![]()
"Tatus" to pisalam nie o Twoim ojcu, ale o Twoim facecie, bo partnerem to ciezko go nazwac. Przeciez on Ci cale zycie musi urzadzac, jezeli perspektywa jego wyjazdu na kilka miesiecy przyprawia Cie o palpitacje serca
Ty nie piszesz, ze bedziesz tesknic (co byloby zupelnie zrozumiale), ale od razu narzekasz, ze jak sama sobie masz bez niego poradzic. No sorry, tak sie nie zachowuje dorosla osoba. Tego typu reakcja jest zarezerwowana dla dziecka ze szkoly podstawowej, ktorego rodzic nagle oswiadcza, ze wyjezdza na pol roku za praca: kto mnie do szkoly podwiezie?, kto za prad zaplaci?, kto obiad ugotuje?, kto mi zabawki kupi? Ty masz 22 lata wiec absolutnie jestes osoba zdolna do zalatwiania wlasnych spraw (przynajmniej w teorii).
"Tatus" to pisalam nie o Twoim ojcu, ale o Twoim facecie, bo partnerem to ciezko go nazwac. Przeciez on Ci cale zycie musi urzadzac, jezeli perspektywa jego wyjazdu na kilka miesiecy przyprawia Cie o palpitacje serca
Ty nie piszesz, ze bedziesz tesknic (co byloby zupelnie zrozumiale), ale od razu narzekasz, ze jak sama sobie masz bez niego poradzic. No sorry, tak sie nie zachowuje dorosla osoba. Tego typu reakcja jest zarezerwowana dla dziecka ze szkoly podstawowej, ktorego rodzic nagle oswiadcza, ze wyjezdza na pol roku za praca: kto mnie do szkoly podwiezie?, kto za prad zaplaci?, kto obiad ugotuje?, kto mi zabawki kupi? Ty masz 22 lata wiec absolutnie jestes osoba zdolna do zalatwiania wlasnych spraw (przynajmniej w teorii).
spokojnie, dam sobie rade:) po prostu chciałam się dowiedzieć zdania innych co do tych kwestii. I tak chodzi mi o tęsknotę jak najbardziej.
No ale dzięki za zainteresowanie
36 2017-02-06 16:57:21 Ostatnio edytowany przez nowejutrooo (2017-02-06 16:59:25)
trochę czasu minęło..
Właśnie mój partner wyjechał.
Pożegnanie było chyba najgorsze.
Strasznie mi ciężko..
Boję się, że zapomni o mnie..
Może wy też mieliście takie sytuację?
Z chęcią się dowiem jak to było kiedy wasza druga połówka wróciła, oraz jak wasze relacje wyglądały w trakcie wyjazdu, czy cos sie może zmieniło między wami?..
hmm moze jednak ktos cos ma do napisania?
Nowejutrooo, nie martw się na zapas. Takie rozstanie może was jeszcze bardziej zbliżyć do siebie a Ty zrób coś dla siebie w tym czasie, czym go zaskoczysz jak wróci.
Zrób jakiś kurs np. prawa jazdy. Odwiedź rodziców, powiedz o swoim pomyśle, może jakoś mogliby Ci pomóc.