Utworzyłam wcześniej już jeden temat ale był bardziej ogólny a teraz chcę się skupić nad moim ostatnim problemem...
Miesiąc temu poznałam chłopaka. Nie byłam jakoś specjalnie przekonana by się z nim spotkać ale stwierdziłam że zaryzykuję. Przyznam że wypiłam dwie lampki wina zanim wyszłam
i ogólnie atmosfera była fajna. Pod koniec nawet przytulaliśmy się a on stwierdził że poznanie mnie to najlepsze co spotkało go w 2016 roku. Jestem akurat bezrobotna, on miał wolne więc spędziliśmy razem ponad tydzień. Przedstawił mnie praktycznie wszystkim kolegom, ojcu, bratu, babci, zabierał mnie wszędzie ze sobą żebyśmy tylko spędzali razem czas. Przyznam że w pewnym momencie było to nieco uciążliwe bo jestem nieśmiałą osobą a to tutaj poszliśmy do koleżanki fryzjerki a to tutaj do znajomego małżeństwa i takie odwiedziny mnie trochę stresują ale mimo wszystko cieszyłam się że chce mnie wszystkim pokazać
. Jeździliśmy do kina, czy na kręgle, zabrał mnie nawet na wycieczkę do innego miasta a wiadomo że takie rzeczy kosztują więc naprawdę się starał. Ciągle powtarzał że fajnie się przy mnie czuje i ma nadzieje że będzie z tego coś więcej, znajomym którzy pytali czy jesteśmy razem też mówił że już prawie. Że tęskni za mną kiedy się nie widzimy. To właśnie ja raczej podchodziłam do tego tak sceptycznie, moja przyjaciółka śmiała się nawet że on jest we mnie bardziej zakochany niż ja w nim. Sama z resztą miałam takie wrażenie. Po tygodniu gdzie spędziliśmy prawie każdą wolną chwilę razem jakoś tak wyszło spontanicznie że to zrobiliśmy. Szczerze żałowałam tego na początku, miałam wrażenie że to za szybko, ale on już po wszystkim wyznał mi że zaczyna się we mnie zakochiwać. Gdyby chodziło mu tylko o seks to raczej bo sobie to darował, bo przecież osiągnął swój cel
. Zaczął też nalegać żebym poznała go ze swoimi rodzicami, ale ja nie byłam tego pewna, zwlekałam z tym strasznie. W końcu musiał wrócić do pracy więc zaczęliśmy się rzadziej spotykać. Jednak staraliśmy się ze sobą pisać. Napisał że spędził ze mną wspaniały czas i że na pewno będzie tego więcej. Przed świętami miał dwie prace więc nie mieliśmy czasu żeby się spotykać bo całe dnie miał zawalone. Raz dowiedziałam się że wieczorem kiedy miał trochę czasu pojechał spotkać się ze znajomymi. W sumie można go usprawiedliwić bo to byli znajomi zza granicy więc za często się pewnie nie widują. Mimo wszystko byłam trochę zła i on to wyczuł i cały czas wypytywał czy go jeszcze lubię i czy chcę się z nim spotykać. Ja napisałam że tak i widać było że się z tego powodu cieszy. Potem znowu nie widzieliśmy się przez kilka dni i raz napisał że ma wolny dzień i możemy spędzić go razem. Że każdą wolną chwilę stara się być ze mną i że nie chce żebym odeszła. W końcu skończyło się tak że poszliśmy z jego kolegą do kina. Nie powiem, liczyłam bardziej na jakiś wieczór we dwoje a nie koleżeński wypad i przez to trochę dziwnie się zachowywałam i mało odzywałam. To było tydzień temu. Od tamtego czasu jakby się zmienił. Nie pisał już tak słodko jak kiedyś, jedynie że nie ma czasu bo pracuje bez przerwy i że nic na to nie może poradzić. Wczoraj znowu napisał. Okazało się że pracował jak zwykle ale wieczorem znalazł czas by spotkać się z kolegą, na drugi dzień to samo. Trochę mnie to zaskoczyło bo do mnie nie napisał czy się spotkamy a nie widzieliśmy się ponad tydzień czasu. Napisałam mu że to nie idzie w dobrym kierunku a on tylko że nic nie poradzi bo ma mało czasu nawet dla siebie. Potem napisał że chciałby być ze mną ale boi się związku bo na to trzeba poświęcać czas a on ma pracę (po świętach tylko jedną) i przyjaciół i to dla niego trudne. No to wtedy się wkurzyłam, bo mógł na początku o tym wspomnieć a nie mydlić mi oczy. A on że mnie lubi i traktuje mnie poważnie tylko boi się związku... Zapytałam jak ja mam się teraz czuć a on "nie powiedziałem że tego nie chcę, tylko że to dla mnie trudne". Ale czy nie jest tak, że jak się kogoś naprawdę lubi, to zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie? Czy to nie jest po prostu szukanie wymówek? Dobra wiem że wcześniej miał trudne doświadczenia, jego dziewczyna go zdradzała, ale ja taka nie jestem i to się da wyczuć. Z resztą on sam stwierdził że jestem inna niż dziewczyny które znał. Poznanie nowej dziewczyny nie wchodzi w grę, to nie jest typ człowieka który ugania się za panienkami, raczej taki który każdą wolną chwile spędziłby z kolegami przy piwku. Myślałam też że może zwyczajnie się mną znudził, jestem małomówna i nieśmiała, gdy siedzieliśmy z jego kolegami praktycznie się nie odzywałam, może stwierdził że coś ze mną nie tak. Ale wydaje mi się że wtedy szybciej zakończyłby tą znajomość bo to się dało wyczuć na samym początku.
Nasz ostatni kontakt wyglądał tak - on napisał że lepiej nie rozmawiać o tym przez fb bo kiepsko idzie, ja napisałam że ma rację, ale dodałam jeszcze że nie wierze że dopiero teraz mi o tym wszystkim napisał i po co był wcześniej tako kochany. Na razie nie odpisał. Myślicie że powinnam o to walczyć? Że naprawdę mnie lubi ale boi się związku? To jest typ dla którego przyjaciele są bardzo ważni, do tego ma swoje pasje, może po prostu boi się że nie da rady wszystkiego pogodzić i mnie zaniedba? Naprawdę nie wiem o tym myśleć, na początku chciałam mu napisać żeby spier..., bo już miałam sytuację gdzie postanowiłam walczyć o związek i nic z tego nie wyszło, ale stwierdziłam że szkoda tego marnować... Że jeśli naprawdę się lubimy to potem mozemy żałować że nie spóbowaliśmy... No własnie, tylko czy on naprawdę mnie lubi czy jego uczucia się zmieniły? Nie potrafię tego rozgryźć...
Zawsze warto walczyć ![]()
Walczyć zawsze warto, ale chcesz się tak szarpać? Czy on jest tego wart? Poza tym uważam,że jest już jakaś panna na oku, no niestety, tak sądzę. Seks już był, może nawet na początku mu zależało i chciał związku, ale: albo już zaliczył i teraz chce być wolny i dalej buszować, albo już kogoś wypatrzył. Decyduj. Odczekaj trochę, nie kontaktuj się przez kilka, kilkanaście dni...i zobaczymy.