Hej wszystkim, chcę poprosić Was o radę, bo mija kolejny dzień a ja nie wiem co mam ze sobą zrobić. Czuję się jak gówno w proszku ..
Jestem ze swoim M. już dwa lata, są lepsze i gorsze chwile, ostatnio tylko gorsze .. jest bardzo zazdrosny, nie pozwala mi nigdzie wychodzić, a że jestem duszą towarzystwa i nie potrafię siedzieć w domu tak jak on, oszukuję go i wychodzę .. wiem, że to jest bardzo nie w porządku, ale na takich spotkaniach ze znajomymi nie dzieję się nic złego, pogadanka przy alkoholu czasem bez i do domu. Bardzo potrzebuje kontaktu z nimi i muszę wychodzić, a M. zabiłby mnie gdyby się dowiedział, że wychodzę, a wśród tego towarzystwa znajdują się mężczyźni, w tym chłopak w którym kocham się już o najmłodszych lat .. (zawsze nieszczęśliwie). K. był jednak w związku z dziewczyną, 5 lat, mięli się już zaręczać, więc uporałam się ze swoją nieszczęśliwą miłością i żyłam dalej.
Niestety, stety, prawie pół roku temu K. zerwał z nią po tym jak ta dziewczyna okrutnie go potraktowała. K. studiuje zaocznie w innym mieście i rzadko się widujemy, więc za bardzo mi to nie przeszkadzało, w tym sensie, że nie miałam z nim za dużo do czynienia i moje uczucia do niego nieodżyły.
Do tego weekendu. Mój M. był w szkole w piątek sobotę i niedziele, więc od czwartku do niedzieli cały czas spędzałam czas ze znajomymi. W sobotę alkohol zaszumiał trochę bardziej niż powinien, więc gdy wracaliśmy samochodem z imprezy głowa mi opadła (pech, że na jego ramię). Nie z robił z tym nic, wręcz przeciwnie. Złapał mnie za rękę i trzymał za kolano. Później przenieśliśmy się do jego mieszkania i tam każdy kończył imprezę i trunki które miał, a K. mnie przytulił a, gdy myślał że śpię, głaskał mnie po twarzy. Ogarnęłam się i poprosiłam go, żeby poszedł do swojego pokoju spać a on "a pójdziesz ze mną?". Strasznie spanikowałam (i niewątpliwie miałam wielką ochotę tam iść) ale wstałam, ubrałam się i wyszłam do domu.
Na drugi dzień (w niedziele) K. napisał do mnie, pytał jak się czuję, i dlaczego nie napisałam jak doszłam do domu. Ani słowa o zaistniałej sytuacji.. wieczorem zapytał się mnie, czy pojadę z nim i z jego znajomymi do kina, bo mają jeden wolny bilet. Zgodziłam się, myślałam, że porozmawia ze mną. Tak się jednak nie stało. Ja prowadziłam auto (każdy był jeszcze "wczorajszy" i po piwie) więc, gdy przyjechaliśmy na parking pod dom, oddałam mu kluczyki i chciałam iść do domu. K. zapytał się czy odprowadzić mnie do domu. Nie zgodziłam się, czułam, że robi to z grzeczności, poszłam sama. W domu napisałam mu że już jestem i wywiązała się dziwna konwersacja:
JA:"jestem już w domu"
K:"dziękuję
"
JA:"za co"
K:"za kino
"
JA:"nie bardzo rozumiem..dobranoc"
K:":) miłej nocy
"
Co ja mam o tym wszystkim myśleć? Boję się, że moje uczucia wróciły.. Nie wiem co myśleć o tym kinie, czy dziękował mi za to, że byłam kierowcą bo nikt nie mógł??? czy, że pojechałam tam z nim. . w poniedziałek już nic do mnie nie napisał, a ja czuję się cholernie nieszczęśliwa i cały czas chce mi się płakać ..