Hej, zakończył się moj prawie 9 letni związek. Jakis tydzień temu. Byliśmy zaręczeni i mi wydawało się że wszystko jest okej. Pokłóciliśmy się i chłop po tym stwierdzi że wgl do siebie nie pasujemy ze zbyt wiele nas różni, że powinnam sobie znależć kogoś lepszego...
Później mowił też że nie chce mieszkać ze mną (mieszkalismy w moim rodzinnym domu i zaczeliśmy remont), że przytacza go ten dom i to wszystko a ja cały czas chcę coś robić- w domu albo koło domu a on woli po pracy się położyć przed telewizorem.
Nigdy nie myślałam że może to komuś tak przeszkadzać, nie jestem wielkim pracusiem ale jak jest coś do zrobienia to wolę to zrobić i leżeć przed tv 2 godziny a nie 5.
Mam 28 lat i boję się że zostanę sama. Nie wiem jak sobie poradzić z odejsciem kogoś kto był cały czas. Może ktoś przeżył coś podobnego ? Jak sobie poradzić ? Może to jednak ja zrobiłam coś nie tak a nie on nie był gotowy ? Cały czas chcę napisać albo zadzwonić..... rozmawiałam z nim raz jak przyjechał po swoje rzeczy, powiedział że na ten moment nie chce się starać ze mna to naprawić.... może to jeszcze za wcześnie, alee czy później jest szansa że wroci ?
Jeśli nie wymuszałaś małżeństwa, to albo inna kobieta, albo po prostu zauważył coś, co deklasyfikuje ciebie jako żonę.
3 2026-01-25 17:59:03 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-01-25 18:03:33)
Przez prawie 9 lat jemu nic nie przeszkadzało? Dopiero teraz odzyskał wszystkie zmysły, a przede wszystkim rozum?
Zresztą trudno konkretnie odnieść się do Twojego postu, bowiem jest on zbyt lakoniczny, ogólnikowy. Napisz coś więcej. Jak przebiegał Wasz związek? Czy wcześniej pojawiały się podobne sytuacje?
Przez prawie 9 lat jemu nic nie przeszkadzało? Dopiero teraz odzyskał wszystkie zmysły, a przede wszystkim rozum?
Zresztą trudno konkretnie odnieść się do Twojego postu, bowiem jest on zbyt lakoniczny, ogólnikowy. Napisz coś więcej. Jak przebiegał Wasz związek? Czy wcześniej pojawiały się podobne sytuacje?
Tak taka sytuacja miała miejsce już kiedyś po mniej więcej dwóch latach związku, rozstaliśmy się na kilka miesięcy. To było trochę na podobnej zasadzie ale mowił że nie nadaje się do zeiązku nie jest w stanie się wyprowadzić ze swojego rodzinnego domu i że na trochę dość wszystkiego i chce być sam. Ale minąl jakis czas i zeszliśmy się znowu. wiedziałam że różne sytuacje zyciowe moga nim zachwiać jak np utrata pracy ale zostawał cały czas. Jedyny sygnał który, terazz widzę że ignorowałam to toże mówił wcześniej że wolałby mieszkać w mieście w mieszkaniu a nie w domu na wsi. Wychodziłam z założenia że jest, zostaje, remontujemy dom, oświadczył się, to nie jest to aż tak wielki problem.
5 2026-01-25 18:45:27 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-01-25 18:58:30)
Już był temat, gdzie dom na wsi stanowił kość niezgody. Może i w tym przypadku był to jeden z powodów, lecz tym razem rozstania.
Powinnaś odpuścić. Masz dopiero 28 lat, dasz sobie radę. Lepiej być singlem niż męczyć się w kiepskim, nierokującym związku.
Już był temat, gdzie dom na wsi stanowił kość niezgody. Może i w tym przypadku był to jeden z powodów, lecz tym razem rozstania.
Powinnaś odpuścić. Masz dopiero 28 lat, dasz sobie radę. Lepiej być singlem niż męczyć się w kiepskim, nierokującym związku.
Najwieksza porażka po latach byłoby nie samo rozatanie tylko rozstanie bez zrozumienia przyczyny
7 2026-01-26 15:32:44 Ostatnio edytowany przez Samba (2026-01-26 15:34:04)
wić.... może to jeszcze za wcześnie, alee czy później jest szansa że wroci ?
Mieszkanie z cudzymi rodzicami jest nie tyle męczące, co tłumiące. Zawsze to on będzie się musiał dostosowywać pod nich, pod was (ciebie i twoich rodziców). Zawsze w CUDZYM domu. Chcecie czegoś innego od życia i cóż z tym począć, no nie da się chyba tego pogodzić.
To, że do ciebie wracał i godził się na mieszkanie z tobą nie musi też od razu oznaczać wielkiej miłości, po prostu z jednej strony przyzwyczajenie, z drugiej pewien dyskomfort bycia samemu. Tak że tak i tak i nie. Jest trochę takich par które mieszkają, nawet pobierają się bez chemii, miłości, więc niekoniecznie spodziewaj się fajerwerków. Dlaczego tyle zwlekaliście ze ślubem? Chodziło o własne mieszkanie czy po prostu nie było okazji do zawarcia ślubu?
Lida27 napisał/a:wić.... może to jeszcze za wcześnie, alee czy później jest szansa że wroci ?
Mieszkanie z cudzymi rodzicami jest nie tyle męczące, co tłumiące. Zawsze to on będzie się musiał dostosowywać pod nich, pod was (ciebie i twoich rodziców). Zawsze w CUDZYM domu. Chcecie czegoś innego od życia i cóż z tym począć, no nie da się chyba tego pogodzić.
To, że do ciebie wracał i godził się na mieszkanie z tobą nie musi też od razu oznaczać wielkiej miłości, po prostu z jednej strony przyzwyczajenie, z drugiej pewien dyskomfort bycia samemu. Tak że tak i tak i nie. Jest trochę takich par które mieszkają, nawet pobierają się bez chemii, miłości, więc niekoniecznie spodziewaj się fajerwerków. Dlaczego tyle zwlekaliście ze ślubem? Chodziło o własne mieszkanie czy po prostu nie było okazji do zawarcia ślubu?
Mieszkam tylko z mamą, dom jest już prawnie moj, także wszelkie ustalenia, decyzję i inne rzeczy podejmowałam najpierw razem z nim. No i to noe jest tak ze siedzieliśmy sobie wszyscy na głowie ;)mama ma wydzielone mieszkanie w jednej części domu z osobna kuchnia i łazienka reszta była nasza. Zresztą teraz tez wrócil do mieszkania z mama i to w malym mieszkaniu.
Ze ślubem, tak po prostu jakoś zeszło w pewnym momencie trochę ja ciągnęłam to wszystko, może chciałam żeby też wyszedł z inicjatywa od siebie chociaż w tym. Mi nie chodziło o własne mieszanie bo jak wspomniałam dom już mam a pakowanie sie w wynajem czy pójście na mieszkanie w sytuacji gdzie mam gdzie mieszkać jest dla mnie trochę bez sensu.
Nic nie było nasze, jak piszesz, tylko twoje, więc pewnie z tego powodu nie chciał inwestować w nie swoje i nie czuł się dobrze w tym domu.
Dlatego nie myśl o powrocie.
Nic nie było nasze, jak piszesz, tylko twoje, więc pewnie z tego powodu nie chciał inwestować w nie swoje i nie czuł się dobrze w tym domu.
Dlatego nie myśl o powrocie.
Hmmm a jeżeli to znowu Julka ?
![]()
11 2026-01-26 17:52:16 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2026-01-26 17:54:17)
wieka napisał/a:Nic nie było nasze, jak piszesz, tylko twoje, więc pewnie z tego powodu nie chciał inwestować w nie swoje i nie czuł się dobrze w tym domu.
Dlatego nie myśl o powrocie.Hmmm a jeżeli to znowu Julka ?
![]()
Co to będzie, co to będzie ?
Julkę widzę wszędzie !
Czy to pająk, czy to menda
Julka się po forum szwenda !
Multi, multi, Julka tworzy -
wieka oczy nam otworzy!
Dzień dobry, dziękuję i do widzenia
- już mnie w temacie nie ma
.
Nic nie było nasze, jak piszesz, tylko twoje, więc pewnie z tego powodu nie chciał inwestować w nie swoje i nie czuł się dobrze w tym domu.
Dlatego nie myśl o powrocie.
Było nasze dopóki tego chciał. Ja byłam gotowa czy przed czy po ślubie dzielić sie tym wszystkim. W czasie trwania związku mieliśmy wspolne finanse, zarówno na moje jego jaki i wspólne wydatki. Oszczędnościami tez podzieliliśmy się po zakończeniu związku. Nie jestem tak zachłanna jak może sie niektórym wydawać. ![]()
wieka napisał/a:Nic nie było nasze, jak piszesz, tylko twoje, więc pewnie z tego powodu nie chciał inwestować w nie swoje i nie czuł się dobrze w tym domu.
Dlatego nie myśl o powrocie.Było nasze dopóki tego chciał. Ja byłam gotowa czy przed czy po ślubie dzielić sie tym wszystkim. W czasie trwania związku mieliśmy wspolne finanse, zarówno na moje jego jaki i wspólne wydatki. Oszczędnościami tez podzieliliśmy się po zakończeniu związku. Nie jestem tak zachłanna jak może sie niektórym wydawać.
Co było wasze? Chyba nie zrozumiałaś.
Przecież dom jest twój.
W każdym razie jaka by nie była przyczyna musisz się pogodzić z tą sytuacją, nie chce być z tobą, trudno, nic na siłę.
14 2026-01-26 18:40:54 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-01-26 19:18:29)
Szkoda tych 9 lat. To szmat czasu, ale lepiej, że teraz tak wyszło niż miałoby to nastąpić znacznie później.
wieka napisał/a:Nic nie było nasze, jak piszesz, tylko twoje, więc pewnie z tego powodu nie chciał inwestować w nie swoje i nie czuł się dobrze w tym domu.
Dlatego nie myśl o powrocie.Było nasze dopóki tego chciał. Ja byłam gotowa czy przed czy po ślubie dzielić sie tym wszystkim. W czasie trwania związku mieliśmy wspolne finanse, zarówno na moje jego jaki i wspólne wydatki. Oszczędnościami tez podzieliliśmy się po zakończeniu związku. Nie jestem tak zachłanna jak może sie niektórym wydawać.
Tu nie chodzi o zachłanność.
Niekiedy tak to już jest i nic nie zmienisz.
16 2026-01-26 19:37:41 Ostatnio edytowany przez Samba (2026-01-26 19:38:06)
Mieszkam tylko z mamą, dom jest już prawnie moj, także wszelkie ustalenia, decyzję i inne rzeczy podejmowałam najpierw razem z nim. No i to noe jest tak ze siedzieliśmy sobie wszyscy na głowie ;)mama ma wydzielone mieszkanie w jednej części domu z osobna kuchnia i łazienka reszta była nasza. Zresztą teraz tez wrócil do mieszkania z mama i to w malym mieszkaniu.
Ze ślubem, tak po prostu jakoś zeszło w pewnym momencie trochę ja ciągnęłam to wszystko, może chciałam żeby też wyszedł z inicjatywa od siebie chociaż w tym. Mi nie chodziło o własne mieszanie bo jak wspomniałam dom już mam a pakowanie sie w wynajem czy pójście na mieszkanie w sytuacji gdzie mam gdzie mieszkać jest dla mnie trochę bez sensu.
Inaczej człowiek się czuje mając coś na (współ)własność, a inaczej gdy nie ma do mieszkania żadnych praw.
No i masz prawo uważać, że w twojej sytuacji pójście na wynajem jest bez sensu.
Piszesz, żeby "wyszedł z inicjatywą chociaż w tym", co sugeruje, że on był we wszystkim bierny. I o ile w kwestii decyzji domowych w tym konkretnym domu jest to poniekąd uzasadnione stanowisko, o tyle w kwestii waszego pożycia już niekoniecznie. No trafił się chłopak, który chyba po prostu wolał być z tobą, niż sam. Chyba, że planował coś więcej ale dopiero będąc na własnym. Rozminęliście się.
wieka napisał/a:Nic nie było nasze, jak piszesz, tylko twoje, więc pewnie z tego powodu nie chciał inwestować w nie swoje i nie czuł się dobrze w tym domu.
Dlatego nie myśl o powrocie.Było nasze dopóki tego chciał. Ja byłam gotowa czy przed czy po ślubie dzielić sie tym wszystkim. W czasie trwania związku mieliśmy wspolne finanse, zarówno na moje jego jaki i wspólne wydatki. Oszczędnościami tez podzieliliśmy się po zakończeniu związku. Nie jestem tak zachłanna jak może sie niektórym wydawać.
Nie było wasze. Było i pozostałoby twoje również i po ewentualnym ślubie. Najwyraźniej miał dość murzyniady.
Przez prawie 9 lat jemu nic nie przeszkadzało? Dopiero teraz odzyskał wszystkie zmysły, a przede wszystkim rozum?
Zresztą trudno konkretnie odnieść się do Twojego postu, bowiem jest on zbyt lakoniczny, ogólnikowy. Napisz coś więcej. Jak przebiegał Wasz związek? Czy wcześniej pojawiały się podobne sytuacje?
Musi chodzić o coś więcej. Mój tez na początku tak powiedział a potem wyszło co innego. Musiało mu sie cos nie spodobać albo zauważył cos.
Lida27 napisał/a:wieka napisał/a:Nic nie było nasze, jak piszesz, tylko twoje, więc pewnie z tego powodu nie chciał inwestować w nie swoje i nie czuł się dobrze w tym domu.
Dlatego nie myśl o powrocie.Było nasze dopóki tego chciał. Ja byłam gotowa czy przed czy po ślubie dzielić sie tym wszystkim. W czasie trwania związku mieliśmy wspolne finanse, zarówno na moje jego jaki i wspólne wydatki. Oszczędnościami tez podzieliliśmy się po zakończeniu związku. Nie jestem tak zachłanna jak może sie niektórym wydawać.
Nie było wasze. Było i pozostałoby twoje również i po ewentualnym ślubie. Najwyraźniej miał dość murzyniady.
To znaczy ze wchodząc z kimś w nieformalny zwiazek od razu przepisujecie na niego wszystko co macie ? Oczywiście ślub to pewna deklaracja i potwierdzenie, nie da się tego tak łatwo zakończyć. Mam wrażenie ze na tym forum ludzie sobie piszą i nie zastanawiają sie co.
Alessandro napisał/a:Przez prawie 9 lat jemu nic nie przeszkadzało? Dopiero teraz odzyskał wszystkie zmysły, a przede wszystkim rozum?
Zresztą trudno konkretnie odnieść się do Twojego postu, bowiem jest on zbyt lakoniczny, ogólnikowy. Napisz coś więcej. Jak przebiegał Wasz związek? Czy wcześniej pojawiały się podobne sytuacje?Musi chodzić o coś więcej. Mój tez na początku tak powiedział a potem wyszło co innego. Musiało mu sie cos nie spodobać albo zauważył cos.
Tak, sam przyznał ze chyba jeszcze nie dorósł do 0ewnych rzeczy. Pewnie to zauwazyl.
Tak, sam przyznał ze chyba jeszcze nie dorósł do 0ewnych rzeczy. Pewnie to zauwazyl.
Nie zdobył się na odwagę powiedzieć prawdy, albo mówił wcześniej, ale nie słuchałaś.
Jack Sparrow napisał/a:Lida27 napisał/a:Było nasze dopóki tego chciał. Ja byłam gotowa czy przed czy po ślubie dzielić sie tym wszystkim. W czasie trwania związku mieliśmy wspolne finanse, zarówno na moje jego jaki i wspólne wydatki. Oszczędnościami tez podzieliliśmy się po zakończeniu związku. Nie jestem tak zachłanna jak może sie niektórym wydawać.
Nie było wasze. Było i pozostałoby twoje również i po ewentualnym ślubie. Najwyraźniej miał dość murzyniady.
To znaczy ze wchodząc z kimś w nieformalny zwiazek od razu przepisujecie na niego wszystko co macie ? Oczywiście ślub to pewna deklaracja i potwierdzenie, nie da się tego tak łatwo zakończyć. Mam wrażenie ze na tym forum ludzie sobie piszą i nie zastanawiają sie co.
To jest oczywiste, w obecnych czasach nikt nie przepisuje swojego majątku nawet na męża, więc nie chodzi o to, że powinnaś cokolwiek na niego przepisać.
Dlatego najlepiej jak majątek jest wspólny czyli kupuje się razem i każdy się czuję jak u siebie.
Ja tylko się odniosłam do twojego postu, że to było wszystko nasze czyli wspólne, a przecież nie było.
Jest takich dużo sytuacji, jak twoja, że chciałoby się mieszkać w domu rodzinnym i żeby partnerzy/partnerki do nas się wprowadzili, tylko mało komu to odpowiada i właśnie jemu pewnie nie.
Jack Sparrow napisał/a:Nie było wasze. Było i pozostałoby twoje również i po ewentualnym ślubie. Najwyraźniej miał dość murzyniady.
To znaczy ze wchodząc z kimś w nieformalny zwiazek od razu przepisujecie na niego wszystko co macie ? Oczywiście ślub to pewna deklaracja i potwierdzenie, nie da się tego tak łatwo zakończyć. Mam wrażenie ze na tym forum ludzie sobie piszą i nie zastanawiają sie co.
Jak się 9 lat zapierdala nie na swoje, to w pewnym momencie człowiek ma prawo mieć dość. Tu nie chodzi o przepisywanie, ale o brak działań w kierunku wspólnego. Bo najpierw mieszkaliście w twoim domu rodzinnym, ciągle go ganiałaś do roboty wokół niego, a potem zainwestowaliście w jego remont. To nie jest zabezpieczenie wspólnej przyszłości. To jest zabezpieczenie twojego interesu.
A jak przez 9 lat nie sformalizowaliście związku i nie doczekaliście się dzieci pomimo teoretycznie zabezpieczonego lokum, to szanse na to i tak były mizerne.