Jakies przyklady takiej ''falszywej duchowosci'' - pozornie dobrej, a powodowanej szatanem? Jak to rozpoznac? Czy nie jest tak, ze wszystko poza Jezusem jest 'be'?
I na troche inny temat: czy medytacja jest dobrym srodkiem rozwoju duchowego?
Trochę szeroki temat. Podobno lepiej nauczyć się poznawać jak wyglądają prawdziwe banknoty zamiast uczyć się rozpoznawać fałszywki. Rzeczywiście wierzę, że wszystko poza Jezusem jest ?be?. Pewnie nawet chrześcijanom będę się kojarzył ze średniowiecznym ascetą który nie potrafi zbudować zdania bez wyrazu Jezus albo czegoś w tym rodzaju. No i jeszcze wygania demony z chodnika po którym chodzi a jak ktoś go nie chce słuchać to kwituje ?wylądujesz w piekle?.
Prostą zasadą o której mówił Jezus jest to, że zbawienia potrzebują wszyscy i tylko z łaski możemy być zbawieni. Nawet wielu chrześcijan wydaje się nie rozumieć tych podstawowych zasad. Głównie zwiedzenia biorą się z pychy ludzkiej, chęci dominacji i bycia lepszym nie tylko od innych ludzi ale także Boga. Szukamy podziwu i chwały ze strony innych. Nie chcemy słuchać i poświęcać się dla innych. Religie biorą swój początek w chęci przypodobania się Bogu, zarobienia na jego akceptacje.
Nie potrafimy myśleć kategoriami miłości ale raczej dominacji. Z tego bierze Się piramidalna hierarchia we wszystkich religiach łącznie z chrześcijaństwem. Tytułowanie mistrzów i duchowych przywódców. Wiara w to, że duchowe poznanie jest tylko dla niektórych ludzi. Jak Jezus powiedział ?sami nie wchodzą i innym wejść nie dają?. Budowanie swojego poczucia wartości na tym jak długo potrafię się modlić czy medytować, albo ile to ja nie wiem czy jak to jestem jaśnie oświecony. Przekonanie, że osiągnę przychylność Boga czy jakiś stopień wzrostu przez własne wysiłki jest zwiedzeniem. Zbawienie jest z łaski i należy je przyjąć przez wiarę w to co się stało na krzyżu. Rozwój duchowy osiągamy jedynie jako efekt uboczny relacji z Bogiem. Relacja z Bogiem odbywa się za Jego inicjatywą i naszą zgodą. Nie potrzeba do tego żadnych technik duchowych.
Medytacja w rozumieniu chrześcijańskim jak najbardziej jest relacją z Bogiem, czyli pośrednio wpływa na nasz rozwój duchowy. W Biblii angielskiej występuje słowo medytacja a w polskiej rozważanie. W grece to samo słowo można przetłumaczyć jako przeżuwanie (jak krowa przeżuwa). Chodzi o to, że najpierw słuchasz albo czytasz a potem rozmyślasz i pytasz Boga co by to mogło oznaczać.
Natomiast nie polecam medytacji w znaczeniu religii wschodu. Myślę, że pozbawia nas zdolności logicznego myślenia i otwiera na działanie demonów.
W chrześcijaństwie występuje modlitwa w językach, jest to dar Ducha Św. Modląc się językami uwrażliwiamy się na świat duchowy i wzrastamy w mocy Ducha Świętego.
Jeśli coś w mojej wypowiedzi jest nie zrozumiałe chętnie rozszerzę zagadnienie.