Limeryczek numer 2, czyli z cyklu "nie mogłam się powstrzymać..."
Był rolnik, co mawiać zwykł w Limie
"Ballady rozsławią me imię!",
Lecz gdy go redaktor
Odesłał na traktor
W paszkwilów odnalazł się rymie.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Miniaturki i inne bazgroły
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Limeryczek numer 2, czyli z cyklu "nie mogłam się powstrzymać..."
Był rolnik, co mawiać zwykł w Limie
"Ballady rozsławią me imię!",
Lecz gdy go redaktor
Odesłał na traktor
W paszkwilów odnalazł się rymie.
Pewna Pani z forum Netkobiety
Zaniechała pisania niestety
Jej postać zdechła
Wena rozpierzchła
A tu publiczność chce mieć konkrety
Eileen do roboty;)
Brutalne ściągnięcie do rzeczywistości.
:D
A tak poważnie - od kiedy Iceni mi o tym przypomniała, to otwierałam worda pierdylion razy, brałam zeszyt z notatkami i... jestem jakieś 3 zdania do przodu. -.- U t k n ę ł a m.
No, w takim tempie to kolejny rozdzial bedzie o jej wnukach ![]()
![]()
Hahahahahah.
Po prostu wydaje mi się, że to, co piszę/próbuję pisać w tym rozdziale jest... nudne. Nie umiem tego napisać interesująco. xd
Eillen "Limeryczek" bardzo mi się podoba. A ten ostatni wiersz ma swój urok. Jednak bardziej by mi pasowało, gdyby podmiotem lirycznym był on, a nie ona. A jeśli to ona, to niech do diaska zaszeleści jakimiś sukniami czy zgubi chusteczkę:)
i jeszcze:
Zakończenie wyszło całkiem balladowe:) Raczej przedostatnia zwrotka wydaje mi się do przemyślenia. Zrozumiałam, że miał być kontrast: spokój - dzikość. Ha, ha, ale analizy drobiazgowej dokonałam. Musisz mi wybaczyć:) Lubię ballady romantyczne i już.
Tak, to jest krytyka, a nie KRYTYKANCTWO.
Summerka, wskazuje co jej się podoba i radzi jakie widziałaby zmiany/poprawki, ze swej strony.
Można bez drwinek, kpinek i złośliwości?
Można!
Jak się posiada dużą kulturę osobistą.
Żyworódka, ja bym tego nie nazwała krytyką samego wiersza - pod kątem poprawności, tylko hmmm... odmiennym gustem/inną opinią. Na zasadzie "dziewczyna miała różowe majtki" - "mogłaby mieć czerwone".
W tym drugim fakt, zwrotka do przemyślenia, no ale... co ja mam przemyśleć?
Generalnie rozumiem, co Summerka miała na myśli, bo rzeczywiście to bardziej pasuje do pisania o dziewczynie, w sensie, utarło się, że to dziewczyną opiekuje się facet i takie tam, ale akurat pisałam o konkretnej osobie, więc trudno. ;p To samo z szeleszczącymi sukniami, pasowałoby do klimatu, ale było o konkretnych osobach, więc ostatecznie chciałam zachować realizm. Inna rzecz, że ten wiersz w ogóle nie jest ee... specjalnie lotny. ;p
Ellen, a nazwij to jak chcesz, może być i recenzja.
Nie odniosłam się stricte do twojej twórczości, tylko do formy wypowiedzi Summerki.
Brutalne ściągnięcie do rzeczywistości.
:D
A tak poważnie - od kiedy Iceni mi o tym przypomniała, to otwierałam worda pierdylion razy, brałam zeszyt z notatkami i... jestem jakieś 3 zdania do przodu. -.- U t k n ę ł a m.
Czyżby wena miała humory?
Z taką to tylko do obory!
Niech stoi bydle przy żłobie,
dopóki nic nie podpowie.
A na poważnie? To nic na siłę. Moje "wymuszone kawałki" prędzej czy później trafiały do kosza. U mnie pisanie rodzi się w głowie, edytor, to tylko narzędzie.
Ellen, a nazwij to jak chcesz, może być i recenzja.
Nie odniosłam się stricte do twojej twórczości, tylko do formy wypowiedzi Summerki.
Miałam na myśli tylko to, że w tych opiniach chodziło o coś innego. W każdej coś innego autor chciał przekazać, więc ciężko porównywać. Summerka wyraziła swoje zdanie, co by wolała zamiast czegoś, co by jej bardziej odpowiadało. Coś takiego oczywiście mogę wziąć pod uwagę. W tamtym temacie zostały przekazane uwagi, które nie podlegają dyskusji - nie "wolałabym", tylko "tak jest poprawnie, a tak nie". To jest różnica.
Ewka, moje pewnie z kosza nawet nie wyjdą. ![]()
żyworódka napisał/a:Ellen, a nazwij to jak chcesz, może być i recenzja.
Nie odniosłam się stricte do twojej twórczości, tylko do formy wypowiedzi Summerki.Miałam na myśli tylko to, że w tych opiniach chodziło o coś innego. W każdej coś innego autor chciał przekazać, więc ciężko porównywać. Summerka wyraziła swoje zdanie, co by wolała zamiast czegoś, co by jej bardziej odpowiadało. Coś takiego oczywiście mogę wziąć pod uwagę. W tamtym temacie zostały przekazane uwagi, które nie podlegają dyskusji - nie "wolałabym", tylko "tak jest poprawnie, a tak nie". To jest różnica.
Ewka, moje pewnie z kosza nawet nie wyjdą.
A ja mam jeszcze z dwa tomy takich, które powinny tam trafić.
Gdy się nie pisze, to trudno zrozumieć, ile pracy zostało włożone w tekst. Setki pomysłów i porzuconych projektów, a wszystko dla krytyki;)
Czy ktoś wreszcie odpuści w tym bezsensownym sporze?!
Ja tu chcę sztukę tworzyć, albo chociaż sztuczkę;) Przez Was, to nawet limeryki się naumniałam pisać - xd.
Może osobny wątek dla problemu krytyki?
Upadam coraz niżej - praca domowa napisana dla młodszej kuzynki.
W tekście są skreślenia, a że tu na forum [s] [/s] nie działa, to po prostu zaznaczę słownie, co jest skreślone.
Pamiętnik człowieka myślącego
Kochany pamiętniczku? albo dear diary, jak zapewne ta durna Aśka, fanka beznadziejnego serialu o wampirach, zaczęłaby swój wpis. Nieważne. Kochany pamiętniczku, wstałem dzisiaj rano, poszedłem tam, gdzie król chodzi piechotą, zrobiłem to samo, co tenże władca, zjadłem śniadanie, uprzednio oczywiście umywszy ręce, wypiłem kawę (?synu, za dużo pijesz kawy!?) i usiadłem do tego co najmniej bezsensownego zadania. Dlaczego bezsensownego? A czy coś, co jest niczym więcej jak marnowaniem czasu, może posiadać jakikolwiek sens? Tak, to pytanie retoryczne.
No dobrze, na czym to ja skończyłem? Aha, na wizycie w WC i na tym, że usiadłem. No więc usiadłem i siedzę. Wiem, że zdania się od ?więc? nie zaczyna, ale może przez to ?no? nie będzie tak kłuło w uszy. Właściwie nie wiem nawet, co mam tutaj napisać. Swoje przemyślenia podobno. Więc (tak, znowu ?więc? ? nic nie poradzę, że właśnie w ten sposób myślę) myślę (o, i powtórzenie, jakże niefortunnie, bezpośrednie przelewanie myśli na papier jest jednak fatalne dla stylistyki), że Aśka jest idiotką. Chociaż, jeśli macie odrobinę rozumu, powinniście to wywnioskować z pierwszego zdania. O, użyłem liczby mnogiej, chyba moja megalomania (odrobina megalomanii, ODROBINA) dorwała się do głosu. Tak czy inaczej, Aśka jest stworzeniem o inteligencji mierzonej naparstkiem, o głębokości kałuży i o mniemaniu o sobie odwrotnie proporcjonalnym do rzeczonej głębokości. Innymi słowy ? jakby skoczyła z poziomu własnego ego na poziom swojego IQ, mogłaby się roztrzaskać. Tak, usłyszałem gdzieś ten tekst i przypadł mi do gustu. Nawet nie wiecie, jak jest adekwatny do tej sytuacji. Oczywiście, jako osoba obiektywna, muszę przyznać, że Aśka ma też urocze dołeczki, gdy się uśmiecha, smukła szyję, piękne oczy i duże, niesamowite? ten, no. Rozkojarzyłem się. To wina okresu dojrzewania, zdaję sobie z tego sprawę, natomiast jest to hm? irytujące ? kiedy ktoś, kim gardzisz, jednocześnie jest tak bardzo ape? No, nieważne, nie wracajmy do tego.
Chociaż właściwie dlaczego nie? W końcu to mój pamiętnik, mogę pisać o wszystkim, prawda? Nie ma więc powodu, dla którego nie miałbym wspomnieć o tym, jak pokłóciliśmy się wczoraj troszeczkę? Dobrze, dobrze, NIECO BARDZIEJ niż troszeczkę, w sumie to tak, że słyszała to cała klasa i Bóg wie ile osób jeszcze. To puste dziewczę nawet miało czelność wywrzeszczeć, że gdybym wyściubił nos z książek, to może zacząłbym mieć jakiekolwiek życie towarzyskie i szansę na szczęście. Co, oczywiście, [SKREŚLONE] było ciosem poniżej pasa, bo rzeczywiście nie mam znajomych i nie jestem szczęśliwy [/SKREŚLONE] było tekstem rzuconym bez żadnej wiedzy na temat moich prywatnych spraw (cóż, ciężko się przyznać do niektórych spraw nawet w pamiętniku). W każdym razie to nieprawda. Mam przyjaciół. Może raczej znajomych. Np. pan Stanisław. Cóż, to właściwie kolega mojego ojca, ale czasami razem gramy w szachy. I pani Marzena, która w gruncie rzeczy jest nauczycielką francuskiego z mojej szkoły językowej, ale na zakończenie roku zabrała nas do cukierni na ciasto. Nie lubię ciasta. No i dobrze, może i nie mam znajomych w moim wieku, ale większość (wszyscy?) ludzi w moim wieku jest kompletnie ograniczona. I to nie tak, że jestem nieszczęśliwy. Cóż, może nie jestem też szczęśliwy, ale bywam. Albo przynajmniej zadowolony. To prawie to samo, nawet jeśli mój słownik synonimów ma inne zdanie na ten temat. Ostatecznie nikt nie udowodnił, że lepiej jest być szczęśliwym. Przecież kiedyś umartwianie się było [SKREŚLONE] bardzo trendy, jakby powiedziała Aśka [/SKREŚLONE] popularne, a flagelanci posuwali się do samobiczowania. Ona pewnie nawet nie wie, że istnieje takie słowo, jak flagelanci.
Wracając do tematu ? niby dlaczego szczęście ma być lepsze niż jego brak? Zwłaszcza, jeśli szczęście łączy się głupotą, a nieszczęście z wiedzą. Owszem, niby każdy dąży w jakiś sposób do szczęścia, ale gdyby trzeba wybierać między skrajnym nieszczęściem i głupotą, a szczęściem i mądrością, to czy wybór nie jest oczywisty? ZAWSZE wybrałbym wiedzę. Nieważne, jakim kosztem. Bo stać się tym, czym zawsze gardziłem? Częścią bezrozumnej tłuszczy, która pewnie uwierzyłaby w Jasia przy niesłuchającej dzieweczce zamiast w szkiełko i oko? Tragedia, tyle wam powiem, tragedia. I zero jakiejkolwiek indywidualności. W końcu KAŻDY może zachowywać się, jakby po uderzeniu w głowę miał się ponieść dźwięk ?brzdęk brzdęk?, zaliczać wszystkie imprezy, pić, bo to takie cool, gdy się ma lat naście i swoje istnienie uzależniać od posiadania bezmózgiego osiłka przy boku w ramach osobistego chłopaka. Nikt nie udowodni, że to jest lepsze, niż ciągłe poszerzanie wiedzy, umiejętność swobodnego rozmawiania na każdy temat, oczytania, nawet jeśli jedynie od czasu do czasu bywa się zadowolonym. I nawet jeśli ten sporadyczny stan zadowolenia może zniszczyć jedna głupia istota kilkoma celnymi stwierdzeniami na temat mojego szczęścia. I braku życia towarzyskiego. I nudy. I coś tam o odludku. Nieważne. Nieważne, mimo że ta jedna głupia istota ma takie świetne włosy, które pachną truskawkami i spływają miękko, i? TEN PIEKIELNY OKRES DOJRZEWANIA, NIECH TO SIĘ WRESZCZIE SKOŃCZY! Tak czy siak, mimo tego uhm? komplikującego wszystko okresu naprawdę uważam, że o wiele lepiej być osobą inteligentną. Nawet jeśli oznacza to, że posiadaczka owocowej fryzury wolałaby iść na randkę z psychopatą niż ze mną. Nie żeby mnie to cokolwiek obchodziło.
Chociaż właściwie? chyba sam sobie wytrącę z ręki argument, ale ja nie chcę być głupi i szczęśliwy, bo gardzę głupotą, natomiast [SKREŚLONE] Aśka [/SKREŚLONE] ludzie mało inteligentni również patrzą na mój głód wiedzy z politowaniem. Remis? Tu jest chyba problem, bo obie strony gardzą, ale ?tamci? są szczęśliwi. Zazwyczaj. Ja nie. Zawsze. Więc? dlaczego nadal nie chciałbym być głupi i szczęśliwy? Bo nie chciałbym, poważnie, to by było straszne. Może uważam, że ja mam lepszy powód do czucia się wyżej postawionym w drodze ewolucji? Ale oni chyba też uważają ? pewnie myślą, że to ja jestem głupi, bo nie potrafię się bawić, całe życie się uczę i? nie da się ukryć, moja egzystencja na pewno nie jest pasjonująca i pełna przygód. W takim razie o co chodzi? Zakładając, że nie jest udowodnione, że lepiej być szczęśliwym, to tak samo nie istnieje potwierdzenie wyższości rozumu nad głupotą? Zwłaszcza, jeśli to drugie idzie w parze z zadowoleniem z życia, zabawą? Boże, o czym ja w ogóle myślę? Nie wiem, co ona mi zrobiła, ale to na pewno nic dobrego. Dlaczego ja w ogóle myślę o zabawie? A szczęście szczęściem, podyskutuję z nią o tym za 10 lat, jak będę miał świetną pracę, a ona będzie latać do roboty od świtu do nocy za najniższą krajową, o ile oczywiście będzie mieć szczęście i nie będzie skręcać w domu długopisów na umowie o dzieło, pusta laleczka.
Tylko? tylko że ona w tym domu pewnie będzie mieć męża. I dzieci. Rodzinę. Nawet jeśli jej facet będzie tępym osiłkiem, a jej pociechy odziedziczą inteligencję po niej, to jednak? będzie miała do kogo wracać. A ja, powiedzmy sobie szczerze, raczej nie będę miał czasu na podobne bzdury. Matura, studia, aplikacja, praca, własna kancelaria? Kogo poznam? Ja nawet nie umiem poznawać ludzi! ?Hej, mała, wiesz, co to znaczy >>koherentny<<?? Nawet dla mnie to brzmi słabo. Co prawda nie wiem jeszcze, jak bardzo by mi brakowało ludzi w domu, ale? zawsze myślałem, że będę miał rodzinę. Po prostu. Że skądś się weźmie żona (oczywiście w salonie dama, w kuchni gospodyni, a w łóżku? e? no, tego?), po jakimś czasie pojawią się dzieci magicznym sposobem. Nigdy tylko nie sądziłem, że to ja będę musiał w tym kierunku coś zrobić, może nawet się zmienić? Czy tego wymaga szczęście? Czy to szczęście jest w końcu ważniejsze niż mądrość, a ? co za tym idzie ? szacunek do samego siebie? A może jednak nie? Może jednak warto trochę odpuścić i czasami pozwolić sobie na chwilę zabawy?? Cóż, chwilę zabawy, która nie będzie grą w szachy?
A gdyby rozpatrzyć to jako czysto abstrakcyjny problem? Czy lepiej być głupim i szczęśliwym, czy mądrym i nieszczęśliwym? Podsumowując to, co do tej pory ? mądry ma swoją mądrość, głupi ma swoje szczęście. Jeden jeden. Mądry może gardzić głupotą. Głupi może gardzić hm? brakiem elastyczności? Szablonowym myśleniem? Brakiem rozrywek? Nieważne, dwa do dwóch. I? do diabła, chyba znalazłem odpowiedź i ona mi się nie podoba. Bo? mądry będzie wiedział, że nie jest szczęśliwy. Że tylko bywa zadowolony. A głupi nie będzie zdawał sobie sprawy z własnych ograniczeń, a nawet jeśli, to prawdopodobnie się nimi nie przejmie ? trzy dwa. Czy to się na tym musiało skończyć? Dlaczego nawet tutaj nie mogłem wygrać pojedynku? Trochę satysfakcji to za dużo? Ach, no tak? W końcu ja jestem ten mądry. I nieszczęśliwy.
Chciałam uczciwie skomentować ten tekst, jednak nie będę się rozpisywać, bo zrozumiałam z niego dwie sprawy.
Pierwsza to, to że Eileen wyręcza "małolaty" w pisaniu prac domowych i tym samym działa na ich szkodę. Proponuję jej za ten proceder jakieś samobiczowanie.
Druga, to należy się dobrze zastanowić, czy chce się być szczęśliwym czy mądrym. Po przemyśleniu, głębokim przemyśleniu, dochodzę do wniosku, że wybieram szczęście. Więc zaniecham dalszej analizy i wstrzymam się od głosu.
Oj tam, Ewka, małolacie nie zaszkodzi, i tak same piątki/szóstki ma. A podobno pani z WOK-u jakaś niedobra i wiesz, jaka radość, jak młoda dostała 6-kę, która... była pierwszą w całej karierze tejże niedobrej pani, która nie omieszkała o tym poinformować?
Prawie jakbym znowu do szkoły chodziła. Jedyny problem, że teraz młodą na konkursy chce wysyłać, a młoda nie wie, co odpowiadać. ![]()
Oj tam, Ewka, małolacie nie zaszkodzi, i tak same piątki/szóstki ma. A podobno pani z WOK-u jakaś niedobra i wiesz, jaka radość, jak młoda dostała 6-kę, która... była pierwszą w całej karierze tejże niedobrej pani, która nie omieszkała o tym poinformować?
Prawie jakbym znowu do szkoły chodziła. Jedyny problem, że teraz młodą na konkursy chce wysyłać, a młoda nie wie, co odpowiadać.
Na jej miejscu powiedziałabym, że mam w tym samym czasie turniej szachowy, w którym mam większe szanse.
Co to za przedmiot WOK? (Nie chce mi się guglać;)
PS
Dobrze, że wstrzymałam się od głosu, bo z szóstką niedobrej pani z WOK-u nie będę dyskutować.
Tekst, strona z pamiętnika, bardzo ciekawy. Zawiera drugie dno, co bardzo cenię. Zabawny i z przekazem. Gratuluję kuzynce szóstki. A Ty się popraw;)
Ech, możesz dyskutować, ja nie twierdzę, że ten tekst jest idealny, bo pani dała 6. On jest po prostu dobry dla często nawiedzonych pań z WOK-u (wiedza o kulturze) - przynajmniej moja taka była. Nieważne, co zrobiłeś, jak zrobiłeś, ważne, że chociaż trochę oryginalniej (znajomy dostał 6 za przyniesienie zębów mlecznych jako pracę pt. "skarb"...). Tak więc podejrzewam, że tu 6 by było, cokolwiek bym napisała, może i za "dupa dupa dupa", jakbym co któreś skreśliła - bo taka jestem oryginaaalna, och i ach, czuje sztukę i inne bzdury. ![]()
Ech, możesz dyskutować, ja nie twierdzę, że ten tekst jest idealny, bo pani dała 6. On jest po prostu dobry dla często nawiedzonych pań z WOK-u (wiedza o kulturze) - przynajmniej moja taka była. Nieważne, co zrobiłeś, jak zrobiłeś, ważne, że chociaż trochę oryginalniej (znajomy dostał 6 za przyniesienie zębów mlecznych jako pracę pt. "skarb"...). Tak więc podejrzewam, że tu 6 by było, cokolwiek bym napisała, może i za "dupa dupa dupa", jakbym co któreś skreśliła - bo taka jestem oryginaaalna, och i ach, czuje sztukę i inne bzdury.
Wiedza o kulturze? - nie kojarzę.
Bez wygłupów.
Teks jest bardzo fajny. Nie wiem, czy pani od WOK-u postawiła szóstkę za oryginalność, czy oryginalnie ukryty przekaz, ale mi się podoba.
Już uzasadniam czemu:
- aluzja do przeczulenia nauczycieli na temat rozpoczynania zdania od "więc";
- niechęć autora do formy pamiętnika;
- ciekawie oddana świadomość bohatera, że się katuje, którego Aśka nie zrozumie, a uznałaby za modne, gdyby żyła w innym czasie i modzie;
Mam tylko jedno pytanie. Bohater wymienia poranne kolejności, które przerywa myślą własną. Gdy wznawia zaczyna od słów: "Aha, na wizycie w WC i na tym, że usiadłem.", pomimo, że zakończył na śniadaniu. Czy przeskok i powrót do wypróżniania jest celowy?
Nie wiem.
To było pisane jednym ciągiem i mocno bezmyślnie, ot, "tak mi się pisało". Z tym siadaniem chodziło o siadanie do zadania domowego, a WC było przed śniadaniem, owszem, ale to zdanie tak ogólnie nawiązywało do jego czynności, które chronologicznie były wymienione wcześniej. A WC dlaczego? Przypadek, żadnej głębszej myśli. Przynajmniej teraz nie pamiętam, bo to ze 2 miesiące temu pisane. ;p
Nie wiem.
To było pisane jednym ciągiem i mocno bezmyślnie, ot, "tak mi się pisało". Z tym siadaniem chodziło o siadanie do zadania domowego, a WC było przed śniadaniem, owszem, ale to zdanie tak ogólnie nawiązywało do jego czynności, które chronologicznie były wymienione wcześniej. A WC dlaczego? Przypadek, żadnej głębszej myśli. Przynajmniej teraz nie pamiętam, bo to ze 2 miesiące temu pisane. ;p
Moim zdaniem tekst Ci się udał.
Co do WC, to miałam pewne skojarzenia, ale bałam się wspomnieć, bo ja interpretuję tylko to, co samo na mnie wlezie. Jak ktoś pisze, że mucha nie siada, to wiem, iż nie nazwał czegoś gównem.
edit:
Wybacz, za wyrażenie "udał". Ty go pięknie skomponowałaś.
Uprzedzam, nie jest dobre. Miałam na wymyślenie tego i napisanie 45 min., więc nie wystarczyło czasu na stworzenie takiego klimatu, jakiego bym sobie życzyła. Właściwie pierwsze 15 min wymyślałam w ogóle, co napisać (temat: muzyka), a potem starałam się zdążyć wybazgrać wszystko, żeby miało sens. Na klimat nie wystarczyło czasu. >.< A poprawiać nie lubię, więc leci takie.
Melodyjki Lizzie
- Co się ciekawego wydarzyło? Niech mi pan da chwilkę? o, mam. Kiedyś robiliśmy Hamleta, w wersji operowej oczywiście. Ofelię grała taka jedna, wie pan, gruba bardzo. I powiem panu ? tu zniżyła głos i spojrzała porozumiewawczo ? techniczni nie znosili jej strasznie. W jednej scenie miała skoczyć do jeziora i się utopić. Zamiast jeziora były materace, żeby się nie poobijała na deskach czy coś. A oni jej raz podstawili batut! Wyobraża pan to sobie? ? zaśmiała się perliście. ? No, niech pan pomyśli, co się działo, jak monstrualnych rozmiarów Ofelia wpada do jeziora i zamiast się utopić, podskakuje sobie jak piłeczka? Hopsa, hopsasa! Trala, tralala! Ach, to były czasy! Tyle muzyki?
- Taaak, wyobrażam to sobie ? mężczyzna uśmiechnął się z przymusem - ale właściwie miałem na myśli nieco mniej odległe czasy. Czy mogłaby pani powiedzieć, co konkretnie doprowadziło panią do tego miejsca?
- Och, wie pan? droga na szczyt nie jest łatwa. Dużo wyrzeczeń, konkurencja, ciężka praca. Bez tego nie można osiągnąć sukcesu ? odgarnęła czarne włosy za ucho i zamyśliła się. ? O, i proszę dodać, że ważne jest jeszcze wsparcie bliskich. To będzie ładnie wyglądało w druku ? uśmiechnęła się z samozadowoleniem. ? Przepraszam, czy będzie panu przeszkadzało, jeśli zapalę? ? zaczęła przetrząsać kieszenie. - Chyba zapomniałam? Ma pan może??
- Przykro mi, nie palę.
- Cóż, szkoda. W takim razie na czym skończyliśmy?
- Czy jest jakieś zdarzenie, które wpłynęło na to, że tak potoczyło się pani życie? Czy spodziewała się pani, że zajdzie pani tak daleko w tym wszystkim? To był impuls czy raczej zaplanowane działanie?
- Och, myślę, że tak pół na pół. Nie ma jednej właściwej odpowiedzi. Bo, widzi pan, impuls jest potrzebny, żeby się muzyką zainteresować. Z drugiej strony ten impuls nie wystarczy. Samo zainteresowanie czy talent ? chociaż oczywiście ważne ? nie są w stanie zrobić ze zwykłej osoby kogoś, kto jest na ustach wszystkich. Pokazywał mi pan te gazety. Wszędzie ?szok?, ?niespodziewane?, ?porażające? ? i ja się z tym zgadzam, ale właśnie po części. Jestem młoda, to fakt, jednakże sukces zawdzięczam nie tylko dobrym genom czy szczęściu. To wszystko zostało okupione ogromnym wysiłkiem i pracą właściwie od dziecka.
- Właśnie, dzieciństwo. Co może pani o nim powiedzieć?
- Cóż, tak jak wspomniałam, wszystko zaczęło się, gdy byłam mała. Jako dziecko zaczęłam śpiewać, chociaż oczywiście nie zdawałam sobie sprawy, że zajdę tak daleko. Jednak muzyka stała się częścią mojego życia bardzo szybko, już wtedy przychodziły do mnie moje melodyjki.
- Przepraszam??
- No przecież mówię. Melodyjki. Tak je zaczęłam nazywać, gdy byłam dzieckiem. Od zawsze były ze mną. Od zawsze były we mnie ? czarnowłosa kobieta uśmiechnęła się nieco drapieżnie. ? A przepraszam, dla jakiej gazety ten wywiad?
- Och, hm? można powiedzieć, że jestem wolnym strzelcem ? mężczyzna uśmiechnął się blado. ? Przepraszam, gdzie pani idzie?
- Do okna. Lubię wiedzieć, co jest za oknem, gdy przebywam w nowym miejscu. Ale proszę kontynuować ? odwróciła się z gracją i przechyliła lekko głowę.
- Dobrze więc. Jak wyglądały pani relacje z matką?
- Wyglądały? Hm... nie są złe, ale raczej... napięte. To osoba surowa w osądach, ponadto zazdroszcząca mi sukcesu, myślę, że wolałaby go dla siebie. Próbowała nawet uniemożliwić mi robienie kariery, twierdziła zawsze, że nie jestem dość dobra. Niestety, w jej przypadku stwierdzenie, że matka chce jak najlepiej dla dziecka nie było prawdą.
- Przykro mi ? powiedział delikatnie. - Przejdźmy dalej. W ciągu ostatniego miesiąca pani życie obróciło się o 180 stopni. Co spowodowało tę zmianę?
- Mam wrażenie, że krąży pan wokół jakiegoś tematu, jakby się pan wstydził zadać konkretne pytanie. Nie rozumiem. Zakładałam, że chodzi o moją hm? popularność, chociaż nie lubię tego słowa.
- Nie, to, że pani stała się rozpoznawalna, jest oczywiście w tej sytuacji zrozumiałe. Mam na myśli raczej sposób, w jaki pani ostatecznie to osiągnęła. Co stało się miesiąc temu?
- Ach, to było małe nieporozumienie. Mogłam się spodziewać, że pan to wyciągnie ? uśmiechnęła się pobłażliwie. ? Można powiedzieć, że pokłóciłam się z primadonną, ale wszystko zostało już wyjaśnione i sądzę, że topór wojenny został zakopany. Przepraszam, dlaczego to okno się nie otwiera? Moje melodyjki nie lubią zamkniętych przestrzeni ? zaśmiała się jakby wstydliwie, przepraszająco. Mężczyzna spojrzał spod półprzymkniętych powiek, jakby znudzony, ale nie poruszył się.
- Możemy kontynuować? Jeśli zechciałaby pani opisać konflikt z? primadonną, byłbym bardzo wdzięczny.
- Ale tam nie ma nic do opisywania! ? odwróciła się gwałtownie od okna i spojrzała na niego ze złością. ? Nie lubię do tego wracać. To niezbyt przyjemne wspomnienie, w końcu byłam wtedy nic nie znaczącą śpiewaczką, więc jej słowa ?nigdy nie będziesz gwiazdą? były dla mnie bolesne. Na szczęście, można powiedzieć, została upomniana, nie mogła się z tym pogodzić i przejęłam jej rolę.
- Upomniana? Przez kogo?
- Och, to wyszło jakby od dyrektora opery, zdaje się ? kobieta niespokojnie poruszyła się.
- Denerwuje się pani? Może pani usiądzie?
- Oczywiście, że się denerwuję! Specjalnie porusza pan temat, o którym nie chcę rozmawiać. Nie moglibyśmy przejść do czegoś przyjemniejszego?
- Proszę, dokończmy to. Od dyrektora opery, mówi pani? Mogłaby pani to opisać?
- Opisać to, opisać tamto? Już rozumiem, dlaczego niektórzy tak strzegą swojej prywatności. To instynkt samozachowawczy ? spojrzała na niego spod oka. ? Proszę uważać, bo to źle wpływa na moje melodyjki.
- Wróćmy do dyrektora?
- Och, uznałyśmy, że skoro musi dbać o dobro opery, to tak będzie najlepiej. Zastanawiałyśmy się nad tym i po prostu? wie pan, zawsze się mówi, że nastroje w drużynie są ważne, a jakby nie patrzeć, jesteśmy drużyną. Tak było najlepiej, chociaż oczywiście nie ujmuję jej talentu ? uśmiechnęła się smutno.
- Mówiąc w liczbie mnogiej ma pani na myśli??
- Siebie. I Katarzynę, Lukrecję i Antoninę. One zawsze są ze mną, zawsze po mojej stronie. Dobrze mieć kogoś takiego ? po chwili milczenia zaczęła bezwiednie nucić.
- Czyli nic poza tym nie wydarzyło się 14 kwietnia?
Spojrzała na niego spod oka.
- Nie, ale mam wrażenie, że już mnie pan o to pytał ? odparła z niezadowoleniem i zaczęła skubać palcami brzeg koszuli.
- Chciałbym pani coś pokazać. Udało mi się w końcu wejść w posiadanie pewnych zdjęć. Proszę spojrzeć ? popchnął w jej stronę po nieskazitelnie czystym stole odbitki. ? Mogłaby się pani do tego odnieść?
- W jakim sensie?
- Jakimkolwiek. Chciałbym? zamieścić pani komentarz.
- Proszę bardzo. To, oczywiście, nasza genialna i rzucająca opiniami na prawo i lewo primadonna ? wycedziła. ? Leży. W łóżku. Naga. Nie wiem, skąd ma pan takie zdjęcia, ale zapewne nie byłaby zachwycona z tego powodu ? dodała. ? Coś jeszcze?
- Czy wie pani, kiedy zostały zrobione te zdjęcia?
- A pan ma jakieś zaniki pamięci? ? roześmiała się głośno. ? Czy robi pan tak często zdjęcia roznegliżowanym kobietom, że po prostu ciężko się nie pogubić?
- Mówiłem, że to nie ja zrobiłem te fotografie.
- Ach, prawda. Cóż, wydaje mi się, że to mogło być jakiś miesiąc temu. Tak wtedy wyglądała, ale to już chyba po utracie roli ? powiedziała z namysłem.
- Dlaczego pani tak uważa? Coś szczególnego się wtedy działo? Co?
- Wtedy był ?Marsz Imperialny?. I ?Requiem dla snu?. I ?W grocie Króla Gór?. Nie, nie tak. ?W grocie?? było najpierw. Zawsze jest najpierw ? znowu zaczęła nucić.
- Nie rozumiem??
- Nie lubią Griega. Gwiezdnych wojen i tego drugiego też. Więc zawsze? wtedy? zawsze jest to ? powiedziała, nerwowo zaplatając palce.
- Kto nie lubi?
- Katarzyna. Lukrecja. Antonina. Zawsze, jak są niezadowolone, to jest to. Zawsze ? szepnęła.
- Hmm? proszę się przyjrzeć fotografii. Czy one miały coś z tym wspólnego?
- Tak. Mówiłam, że tak. Zawsze są przy mnie. Są we mnie. To dlatego primadonna? Nie powinna tak mówić! - zaczęła bębnić palcami po stole w rytm Marsza Imperialnego.
- Proszę się uspokoić ? rzekł kojącym głosem.
- Ja jestem spokojna. Pan je denerwuje! One tego nie lubią! ? odrzuciła głowę i zaśmiała się gardłowo. ? Niedobry ? syknęła, przewracając dziko oczami. ? Zasłużył na upomnienie. Postawimy go do kąta. Nie będzie nas wypytywał! ? zanim mężczyzna zdążył zareagować, rzuciła się do okna i zaczęła śpiewać ? We seduce the dark with pain and rapture?*
Mężczyzna westchnął ciężko. Ze stoickim spokojem zebrał swoje notatki, gazety i zdjęcia zakrwawionego ciała kobiety. Skinął na sanitariuszy i wyszedł z pomieszczenia.
*fragment "Whoever brings the night" Nightwish.
W dialogach po myślniku kontynuujemy małą literą, jeżeli wtrącenie dotyczy słów, czyli: powiedział/a, wyraził/a, odpowiedział/a. Jeśli wtrącenie dotyczy zachowania postaci, to zaczynamy je wielką literą.
[To był impuls czy raczej zaplanowane działanie?] ? Po ?czy? dałabym przecinek, bo w domyśle jest ?było?.
[Samo zainteresowanie czy talent ? chociaż oczywiście ważne ? nie są w stanie zrobić ze zwykłej osoby kogoś, kto jest na ustach wszystkich. Pokazywał mi pan te gazety. Wszędzie ?szok?, ?niespodziewane?, ?porażające? ? i ja się z tym zgadzam, ale właśnie po części. Jestem młoda, to fakt, jednakże sukces zawdzięczam nie tylko dobrym genom czy szczęściu.]? Yyy? uuu? Co to ma być?
[Nie, to, że pani stała się rozpoznawalna, jest oczywiście w tej sytuacji zrozumiałe.] ? Po ?Nie? dałabym kropkę.
Tyle pod kątem technicznym, który w moim odczuciu można by poprawić.
Zaskoczyłaś mnie puentą. Nie spodziewałam się takiego zakończenia. Uwagi pisałam w trakcie czytania i już chciałam Ci zarzucić, że tekst mnie nie rozprasza i nie odciąga mojej koncentracji od sposobu zapisania, gdy przeczytałam meritum. Po ostatnich zdaniach wybaczam Ci;)
Zrozumiałam, dlaczego opisy między dialogami są zdawkowe i mało mówią o bohaterach. Najciekawsze zostawiłaś na finał.
Tekst jest interesujący.
Czytelnikom zalecam cierpliwość, bo to ten typ, który warto doczytać do ostatniej kropki.
Tobie gratuluję wyobraźni i zazdroszczę pomysłu.
Z "technicznymi" się zgadzam. Nie rozumiem tylko tego pogrubionego.
Co tam nie tak?
W ogóle wyłapałam jeszcze jeden przecinek, ale no...
Później poprawię.
Dziękuję za uwagi.
Tak właśnie miałam nadzieję, że zajrzysz i trochę mnie nakierujesz. :>
Z "technicznymi" się zgadzam. Nie rozumiem tylko tego pogrubionego.
Co tam nie tak?
![]()
W ogóle wyłapałam jeszcze jeden przecinek, ale no...
Później poprawię.
![]()
Dziękuję za uwagi.
Tak właśnie miałam nadzieję, że zajrzysz i trochę mnie nakierujesz. :>
Ojej. Nie zadawaj mi takich trudnych pytań.
Pogrubienia powiadasz?
Podejrzewam (mogę się mylić), że formalnie nie są błędem. Dla przejrzystości tekstu zastosowałabym inne znaki interpunkcyjne niż myślniki, które stosuje w jednym, określonym celu.
Również zamiast przecinków, zastosowałabym wielokropki. W myśl zasady, pisz, jak chcesz czytać.
Osobiście wyróżniam nimi (kreskami poziomymi) dialogi. W różnych edytorach myślnik będzie "długą kreską", nie półpauzą.
Na Twoim miejscu zadbałabym o przejrzystość tekstu i komfort czytelnika i zastosowała znaki, które nie sugerują narracji, gdy bohater mówi, a podpowiadają, że to wciąż wypowiedź postaci.
Tekst jest merytorycznie fajny, techniczny całokształt też nie podchodzi pod zasady i należy go zaliczyć do tych, którym wybacza się sprawy formalne, bo jest dobry. Jednak zauważ, że jego wartość uwydatniają ostatnie wersy, a nie każdy jest tak cierpliwy, żeby doczytać do końca.
Sporo ryzykujesz, ale (już Cię lubię) wykazujesz się konsekwencją i pozostawiasz najciekawsze na rozwiązanie. Pozwalasz czytelnikowi na interpretację i druzgoczesz puentą.
Masz ten zmysł... Drzemie w Tobie pisarz...
Jeszcze trochę i zacznę Cię nienawidzić, bo będziesz się lepiej miała w słowie, niż ja;)
Ogólnie tekst jest dobry. Prosi się o korektę, kilka spraw technicznych w zapisie. Jeżeli stworzyłaś go na gorąco, to zazdroszczę.
Ty naprawdę tak piszesz naprędce?
Piszesz w pośpiechu? Nie gadaj. Nie Ty. Nie my...
Dla naszej wrażliwości van Gogh obciął ucho, że o Matejku ne wspomnę...
Pisz, fajnie Ci wychodzi...
Hoho, bo popadnę w samozachwyt. Znaczy, bardziej niż zwykle.
Jak mi wpadnie do głowy pomysł, to raczej piszę szybko, ale nie aż tak, tzn. nie ogranicza mnie czas, więc jest co chwilę przerwa na papierosa, są hektolitry kawy, żeby stężenie krwi w systemie kofeinonośnym mnie nie przygwoździło, jest kot, którego trzeba podrapać i takie tam.
No i nie takie coś - tu potrzebowałabym więcej czasu, bo właściwie to nie to, co chciałam osiągnąć. Pod względem klimatu i postaci kobiety. Teraz po prostu miałam hm... ograniczony czas do godziny 23:59 wczoraj, a usiadłam do tego jakiś kwadrans po 23:00, więc nie miałam za bardzo wyjścia.
Szybko to raczej piszę takie lekkie pierdółki, które no... nie mają jakby jednej idealnej formy, bo mało istotne, czy są np. bardziej zabawne czy mniej. No i nienawidzę poprawiać tekstów, więc najczęściej jest "zapisz" w wordzie i koniec. Albo wyszło, albo nie.
Właśnie wiem, że jeśli ktoś nie przebrnie przez początek, to pozamiatane. Generalnie planowałam to krótsze, ale jakoś tak no... właśnie za mało czasu miałam, żeby to skrócić, a przekazać to samo. Po prostu pisałam, jak leci, jakby odbębniając kolejne punkty, więc tekst raczej na tym nie zyskał.
Ten pisarz, co to we mnie drzemie, niech się lepiej w końcu obudzi. >.<
Dziękuję raz jeszcze. ![]()
Ten pisarz, co to we mnie drzemie, niech się lepiej w końcu obudzi. >.<
Ha, ha, ha.
Sam się raczej nie obudzi ![]()
Wątpliwej jakości, jako że szybciej skończyłam to dzieUo niż papierosa. ;]
"Na sportsmenkę"
Trening czyni mistrza,
A sport to przecież zdrowie,
Ćwiczyła więc gorliwie,
Wciąż powtarzając to sobie.
Jednakże dnia pewnego
Ćwiczenia przerwać musiała -
Gdy brzuch się zaokrąglił,
A ona ojca nie znała.
"Pamiętnik człowieka myślącego version 2.0"
- znaczy się, drugie zadanie domowe dla kuzynki, inspirowane tym wątkiem: http://www.netkobiety.pl/t74043.html. Przy okazji, jeżeli wykorzystałam czyjś punkt, to dziękuję (razem z małolatą - znowu dostała 6) i mam nadzieję, że nie macie mi za złe.
Drogi pamiętniczku, chcę na Marsa. Tak, dobrze słyszysz. Czytasz, znaczy, czy co ty tam z tymi moimi wypocinami robisz. Chcę na Marsa już, teraz, natychmiast i w ogóle to nieodwołalnie! Nie, cholera, nie chcę być kosmonautką. Taka przenośnia to była, wiesz, faceci z Marsa, kobiety z Wenus, takie tam… Nie, nie brakuje mi chłopa, no miejże litość! Ja po prostu mam dość kobiet. Kobiety to idiotki. Wiem coś o tym, kobietą jestem, jako przykładna kobieta psiapsióły od serducha posiadam, podstaw do wysnucia tego jakże odkrywczego wniosku mam więc aż nadto. No jak to, o co mi chodzi. No, no… no normalnie, no! Patrz, wszędzie wrzeszczą o feminizmie, parytety chcą wprowadzać, o prawa kobiet walczyć, równości kobiet i mężczyzn im brakuje, wszystkie takie uciśnione, ale – nomen omen – mężne bardzo, a… Aż się zapowietrzyłam. To znaczy, teraz nie, ale jak im to wykrzyczałam na jednym oddechu na babskim spotkaniu przy winie i plotach, to tak. Dobrze, wróćmy do rzeczy. Więc pomijając, że ŻADNA z nich nie zauważa chyba, że parytety równość wykluczają i z góry zakładają, że kobiety są gorsze i bez parytetów czegoś tam nie osiągną, to jak ich tak słucham, to dochodzę do wniosku, że to facetów trzeba bronić, nie kobiet. Albo uciec na Marsa.
Przykłady? Okej, miałam nadzieję, że o to spytasz. Proszę, oto - obożerozmawiamzzeszytemza2,49zprzecenyprzegrałamżycie – przykłady. Zróbmy sobie dekalog.
I Jeżeli kobieta nie jest na coś gotowa, to facet powinien grzecznie czekać. Jeżeli facet nie jest na coś gotowy, to jest niezdecydowanym d…
Tak, tak mi wychodzi. Nieważne, czy chodzi o ślub, seks czy kupno zmywarki. Ba! Czasami dochodzi nawet do tego, że jeśli facet JEST ZDECYDOWANY, tylko że zdecydowany NA NIE, to i tak… jest niezdecydowany. Serio. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ślub albo dziecko. Mężczyzno, wiesz, że nie chcesz bobasa? Twoja połowica powie, żebyś dorósł, przestał być dzieckiem i w końcu zdecydował, czego chcesz. Nieważne, że Ty już wiesz, że NIE chcesz. Nie rozumiem. Jak to nazwać niezdecydowaniem, to im łatwiej? Oczywiście w drugą stronę to nie działa, jeżeli kobieta stwierdzi, że nie jest gotowa na dziecko, ślub, seks, zmywarkę czy chomika, to jest to jej święte prawo, nie poganiaj jej, ty draniu, jesteś zapatrzony w siebie, zgiń, przepadnij! No i niech mi ktoś wytłumaczy, gdzie tu sens, gdzie logika… Tak, oczywiście, pytałam, ale wszystkie patrzyły na mnie jak na kosmitkę. Mars mi pisany.
II Jeżeli mężczyzna wypomina kobiecie kupno setnej torebki, to jest sknerą i nie dba o swoją ukochaną. Jeżeli mężczyzna kupi sobie grę na PC, to jest rozrzutny i nieodpowiedzialny. Wypomnij to!
Kolejna zasada, która jest dla mnie czarną magią, a dla pozostałych kobiet – czymś normalnym. Ile to razy słyszę, że tej mąż narzekał, że kupiła kolejną parę butów, na co solidarny chórek odsądzał biednego pana od czci i wiary. No bo jak mógł, wszak wieczne uzupełnianie garderoby jest nienaruszalnym prawem każdej kobiety, w konstytucji zapisanym! Dusigrosz, tyran! Ale niech tylko ten sam pan zechce kupić sobie Diablo III… ooo… się będzie działo! Tyle wydatków w domu, a ten zabawki kupuje! Dziecko mam, a nie męża! Ojoj, co za palant! Nie lubię emotek, ale nic innego nie odda mojego stanu: X_X.
III Prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 1,8 m. Każda kobieta jest piękna.
I następne. Nie będę wymieniać, ile razy sympatyczny facet został skreślony z powodu niskiego wzrostu. No bo pewnie, co to za facet. Przecież głupio się będzie przy nim na szpilkach wyglądało. To BARDZO WAŻNE kryterium wyboru faceta, wygląd w szpilkach. Okej, niech każdy wybiera, kogo chce. Tylko wiecie, jaka będzie reakcja, jak ktoś powie, że prawdziwa kobieta ma przynajmniej miseczkę C, bo przy A albo B to się maść na pryszcze stosuje, a nie stanik? Albo że kobiety są do 55 kg, bo powyżej to płetwale błękitne? No właśnie… Ale 180 cm u faceta ma być i już!
IV Jeżeli kobiecie przeszkadza coś w mężczyźnie, ten powinien się zmienić, jeśli kocha. Jeżeli facetowi przeszkadza coś w kobiecie… - nie może, jak ją kocha, to akceptuje taką, jaka jest!
Mężczyźni, wiecie, o czym często rozmawiają kobiety? 1. Jak sprawić, żeby on się zmienił. 2. Jak przekonać go, żeby kochał mnie taką, jaką jestem. 3. Jestem nieszczęśliwa, bo nie akceptuje mnie takiej, jaką jestem/bo nie chce się zmienić. I nieważne, czy chodzi o styl ubierania się, palenie, imprezowanie czy cokolwiek innego. Komentarz zbędny, nie mylę się, prawda?
V Teściowa faceta jest złem koniecznym i trzeba doprowadzić do odcięcia pępowiny. Kobieta ma święte prawo z każdym problemem latać do mamusi, żeby się wypłakać.
Najczęstszy scenariusz: młode małżeństwo wprowadza się do rodziców pana młodego i świeżo upieczona żoneczka przeżywa szok, gdy okazuje się, że teściowa nadal uważa się za panią domu. Co z tego, że dom nadal jej, powinna się dostosować do nowej pani! A ta nie chce jej słuchać ani zmieniać dotychczasowego życia. W dodatku mąż wcale nie uważa, że jego matka powinna przepisać połowę domu na nich oboje, nawet jeśli planuje przepisać część tylko na syna. Przecież żona ma prawo do rządzenia, majątku (jak widać cudzego również) i w ogóle co to za małżeństwo! Maminsynek niedojrzały… I co robi tak skrzywdzona kobieta? Daje, a jakże, popis swojej dojrzałości, jęcząc swojej mamuni w słuchawkę. Cóż to za niedobre dorosłe życie, no!
VI O intercyzie decyduje wyłącznie kobieta.
Panowie, dla własnego dobra nie poruszajcie tego tematu. Są 2 przypadki:
- facet chce intercyzy, kobieta nie – facet jest wyrachowany i nie chce zabezpieczyć kobiety, tylko zostawić ją z niczym po rozwodzie, nie kocha jej;
- kobieta chce intercyzy, facet nie – facet jest wyrachowany i nie chce pozwolić na zabezpieczenie się kobiety, planuje ją oskubać podczas rozwodu, nie kocha jej.
Oszczędźcie sobie lepiej, nigdy z tego nie wybrniecie.
VII Jeżeli facet nie ma pracy/zarabia za mało, to jest leniem i nierobem. Jeżeli kobieta nie ma pracy/zarabia za mało, to winny jest system, polskie realia, a w ogóle to kobieta nie musi pracować.
Ja wiem, że niektórym ciężko zauważyć, że czasy się zmieniły i kobieta może robić coś więcej niż tylko leżeć i pachnieć, ale to mnie zawsze zadziwia. Z jednej strony walka o równe prawa, z drugiej – przywileje mają zostać. Przecież macierzyński, wychowawczy są niezbędne, najlepiej to w ogóle szukać pracy już w ciąży, żeby tylko na profity się załapać, a potem uprawiać lament świętokrzyski, że nie chcą kobiet zatrudniać. Albo że mężowie nie chcą sami utrzymywać nieroba. Albo że cokolwiek. Bo pieniądze spadają z nieba, a w ogóle to domem też się trzeba zająć i to też jest praca… ale niech tylko ktoś nazwie kurą domową! O, nieprawda, wszystkie ambitne takie, co jedna, to bardziej, a że przy garach wygodniej, to co komu do tego. Każda mondra i wykrztaucona, tylko jakoś pracy ni ma.
VIII Nastolatce może się ciąża „przydarzyć”, nastolatka się może „potknąć” albo może jej „tak wyjść”. Nigdy nie zachodzą w ciążę, bo uprawiały seks. Chłopcy to zawsze bezmyślni dranie wykorzystujący młode dziewczyny.
To akurat z słów mamusi takiej nastolatki. Jej córka nie ponosiła absolutnie żadnej winy, po prostu tak wyszło, nie pomyślała, każdy popełnia błędy, każdemu się zdarza pomyłka, ale jakby dorwała tego małoletniego Casanovę, to ona by mu dopiero pokazała! Ależ by mu nagadała! Łoo, co to by się działo! Nie myśli taki głową, tylko… główką, a potem problemy. Drogi pamiętniczku, po pytaniu, czym w takim razie myślała jej córka, straciłam koleżankę.
IX Mężczyzna nie może spędzać zbyt dużo czasu z dziećmi z pierwszego związku, w końcu ma nową rodzinę. Kobieta ma pełne prawo mieć przy sobie swoje dzieci, w końcu… to jej dzieci!
Nie znam, przysięgam, nie znam macochy, która uważałaby inaczej. Po pierwsze, jeśli mężczyzna spędza z dziećmi więcej czasu niż wynika z ustalonych sądownie widzeń, to jest zmanipulowany przez byłą, nie ma możliwości, żeby sam tego chciał. Kobiety powinny temu zapobiegać. Po drugie, macochy nic do tych dzieci nie mają, ale nie powinny odwiedzać ojca bez zapowiedzi, być zabierane przez niego na wakacje ani dostawać od niego prezentów, w końcu płaci alimenty. Po trzecie, macochy nie będą zajmować się tymi dziećmi, w końcu one mają swoich rodziców. Po czwarte, żaden z powyższych punktów nie wyklucza tego, że facet powinien wręcz cieszyć się z tego, że dziecko kobiety z pierwszego związku mieszka z nimi, powinien zajmować się nim jak ojciec, zabierać na wakacje i uwielbiać po wszystkie czasy, w końcu to taki słodki 26-letni szkrab.
X Jeżeli mężczyzna zerwie z kobietą, to i tak nie był jej wart.
No niestety, te wszystkie przykazania kobiety wyssały z mlekiem matki (jestem odmieńcem), ochoczo wprowadzają w życie i cóż… często tak się kończy. Niespodzianka, ech… I zawsze, ale to zawsze reakcją nieodłącznego towarzystwa wzajemnej adoracji kobiet będzie: NIE BYŁ CIEBIE WART! Nieważne, że była niedbającym o siebie leniem chcącym zmusić go do małżeństwa i żyjącym na jego koszt. On po prostu nie doceniał tego skarbu, który mu się trafił! Czasami tylko pojawia się inna opcja: walczyć. Walczyć jak lew o miłość. Czyli okazywać na siłę uczucia, wystawać pod pracą, w ostateczności wydrapać wyznanie miłosne na błyszczącej karoserii jego nowiutkiego ferrari. I absolutnie nie przejmować się tym, że zostanie nazwana stalkerką. Niebieska karta i zakaz zbliżania to też zapewne mity, nie trzeba sobie nimi zawracać głowy. Aha, jeśli to kobieta rzuci faceta, a ten wyśle kwiaty z przeprosinami i raz zadzwoni, prosząc o powrót, to należy zgłosić nękanie na policji.
Na na na… więc gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym… homoseksualistą, tyle o kobietach wiem… Drogi pamiętniczku, czy istnieje słowo „szowinistka”?
Bardzo podoba mi się Wasz tekst. Domyślam się, że jest cokolwiek stary (miniony rok edukacyjny), bo o poprawkę Was nie podejrzewam.
Forma pamiętnika jest elastyczna. Trudno wytykać błędy w tekście, w którym dowolność i swoboda jest atutem.
Współczuję Waszej polonistce, która musi przełknąć styl być może wbrew przekonaniom.
Nie napiszę, że tekst mnie rozbawił, bo nie o humor, a refleksję chodzi. Przekaz jest fajny, dużo mówi i mniemam, że daje do myślenia tym, którzy się jeszcze o nie nie pokusili.
Co do formy mam zastrzeżenia.
Rozczarowałaś mnie Eileen! Masz świetny temat. Znakomicie się w nim poruszasz i widać, że masz wizję opracowania, a chowasz się za wypracowaniem kuzynki. Znając Twoje słowa opublikowane na forum i lekkość pisania, oczekiwałam czegoś więcej. Własnego zdania? Własnej, dorosłej, nie ukrytej za szkolnym zeszytem opinii? Rozprawki na potrzeby prac domowych są dobrą zabawą, ale czy ciekawsze nie byłyby własne spostrzeżenia, spisane na miarę "dorosłych" publikacji?
Tak, tekst napisałam w kwietniu. A współczucie należy się pani od WOK-u, polonistce - dla bezpieczeństwa małolaty - pisałabym bardziej ee... zachowawcze coś.
Hm, gdybym pisała to dla siebie, to może faktycznie byłoby minimalnie lepsze, chociaż nie jestem pewna. Druga rzecz to to, że gdyby nie zadanie kuzynki, to w ogóle bym tego nie napisała prawdopodobnie. A poprawianie i "od-szkolenie" tego... No nie chciało mi się, no!
Poza tym, tak się przyglądam i zastanawiam się, czy rzeczywiście dużo więcej bym z tego wyciągnęła. Chyba nie. Trochę na pewno, bo pamiętam, że miałam problem zmieścić się w limicie objętości i części nie napisałam, część wykreśliłam, ale... czy to by podniosło jakość tego tekstu? Wszystko i tak miało zostać napisane w podobnym stylu. Więc chyba jednak mnie przeceniasz. ![]()
Wygląda na to, że się nie zrozumiałyśmy ![]()
Spytam inaczej. Pomysł tematu był Twój, czy kuzynki?
Mój. Od kuzynki usłyszałam mniej więcej tyle: "Ej, napiszesz mi drugi raz ten pamiętnik człowieka myślącego?". No i podała limit. Reszta moja.
A więc zadano Ci styl (wspomniany pamiętnik) i objętość. Domniemałam, że temat był Twój. Tego tematu się właśnie czepiam, bo mogłaś go ująć w ambitniejszej formie, wciąż możesz.
Wiesz ile kobiet myśli podobnie?
Też nie wiem, ale podejrzewam, że dużo. Jeśli nie dużo, to jesteśmy przynajmniej dwie. Temat jest wart dopracowania. Chowając się za edukacyjnym zaliczeniem, ograniczasz odbiorcy poznanie siebie, ograniczasz dostęp do być może ważnych analiz i wniosków.
Czytałam, że nie należysz do gorliwych, ale wciąż mam nadzieję, iż pokusisz się o ubranie tematu we własne słowa (może być pamiętnik, ale na miarę wieku i okoliczności).
Dla zabawy i satysfakcji. Żeby pokazać, że ta forma nie jest Ci obca. W przyszłości być może dla uznanych i zawężających ramy pism bądź portali.
Wracając do tematu, który poruszyłaś, czy nie uważasz, że lepiej, ciekawiej, prezentowałby się w wersji poedukacyjnej?
Masz potencjał. Poruszasz kontrowersyjne kwestuje. Twój warsztat zapowiada dobre słowo.
Weź usiądź, pomyśl i napisz. Coś od siebie.
Jak nie chcesz i nie zamierzasz pisać, to poformuj.
*robi smutną minkę i wysila rozumek*
Ja bym to nawet napisała. Ale ja chyba nadal nie do końca rozumiem, co. xD
Przecież temat ubrałam we własne słowa... w pewnym sensie. Znaczy, no, mogę napisać to nawet w innej formie, ale... Mówisz, że na miarę wieku i okoliczności. *zagubiona* Oczywiście, nie ja byłam tą babą wypowiadającą się w (u)tforku, stworzyłam sobie zbulwersowaną neurotyczkę tak samo, jak tamtego nadętego chłopca (chociaż akurat neurotyczność to mi można przypisać). Więc... skoro na miarę wieku i okoliczności, to rozumiem, że mam pisać "normalnie". Znaczy się, że poważnie? :c
Nie rozumiem też "wersji poedukacyjnej". Poedukacyjnej yy... całego tekstu? Czyli ee... że co? xd
Kwestie kontrowersyjne. No może. Tylko kurde, jak ja to napiszę na poważnie, to to chyba będzie nudne. Nie jestem Tyszkiewicz, żeby kogokolwiek interesowały moje głębokie przemyślenia w taaakiej objętości. A ja w tym widzę, jeśli nie pamiętnik, to felieton (no dobra, to jeszcze może być zabawne, o ile uda mi się utrzymać samodyscyplinę i nie przesadzę) albo - ewentualnie - właśnie jakieś nudne coś nakreślające sytuację + komentarze.
Podsumowując, chyba nie wiem, czego ode mnie chcesz!
PS. I wybacz, że tak męczę. ![]()
Wygląda na to, że nasze wyobrażenia się mijają. Wydawało mi się, że zmotywuję Cię do innego sposobu ujęcia tematu, ale skoro uważasz, że ten, w który to zrobiłaś jest dobry, to znaczy, iż nasze gusta się rozmijają. Trudno oczekiwać, że będziesz pisać pod dyktando jednej czytelniczki;)
Zauważ, że nie skrytykowałam Twojego tekstu, a jedynie sugerowałam, że jest wart dopracowania lub innego przedstawienia. Nie przepadam za pamiętnikową formą i być może stąd moja nadgorliwość.
Podoba mi się temat, o czym już wspominałam.
Niestety nie podoba mi się fakt, że został wcześniej oceniony. Osobiście przemilczałabym tę kwestię, bo zamyka usta komentatorom. Jeżeli wykładowca ocenia pracę na szóstkę, to trudno polemizować.
Czekam na Twoje kolejne prace, na których temat mam nadzieję będę mogła się precyzyjniej wypowiedzieć.
Weeee, polemizować można. Praca była oceniana jako dzieUo 17-latki przez panią z WOK-u, więc powiedzmy, że nie jest to no... miarodajne. Bo pani z WOK-u nie wiedziała, że tekst napisało babsko 23-letnie, które "coś tam" czasem pisze dla siebie.
Zmotywować zmotywowałaś. Napisałam, że chętnie to poprawię. Po prostu nie wiem, czy chodzi Ci o samą formę - bo wcześniej napisałaś, że może zostać pamiętnik, a teraz, że nie lubisz, czy o styl i jeśli tak, to w jakim sensie. Czy że powinnam do tego podejść na poważnie, jako normalna osoba, która wypowiada swoje zdanie/rzuca spostrzeżenia w - nie wiem - artykule, felietonie, pracy badawczej (?), czy może humorystycznie, ale nie noo... nie tak, jak tutaj, w sensie, nie tworzyć sobie bohaterki, tylko pisać jako ja, ale z humorem, tyle że w natężeniu bardziej odpowiednim, czy co. Po prostu nie do końca wiem, co masz na myśli.
Dobra, może rzeczywiście lepiej zostawmy to w spokoju, bo mam wrażenie, że z każdym postem robię się coraz głupsza. xD
Wiem, że kluczę, ale to tylko dlatego, że nie jest ważne, czego ja chcę czy, co mi się podoba, najważniejsze, jak Ty to widzisz. Dla Ciebie jest dobrze, jak jest, a ja pomyślałam, że można by z tematu wyciągnąć więcej, pokusić się o poważniejszą formę. To są tylko moje odczucia, na które możesz mi odpowiedzieć: "Jak ci się nie podoba, to pisz sobie sama.";) Zwykłam mawiać, że najważniejsze jest, żeby autor wiedział, co chce przekazać, a w jaki sposób to już indywidualna sprawa. Pokusiłam się o nieudolną motywację, a teraz nie wiem jak wykręcić;) Lubię Twoje teksty, jednak ten pozostawił we mnie niedosyt. Ciekawy temat w lekkiej formie - tyle mogę powiedzieć. No i wspomniana sytuacja z wcześniejszą ocenę tekstu. Z drugiej strony, jakby nie rozważać, to trzeba dyscypliny, żeby napisać coś na mniejszą miarę.
I jeszcze sprawa formy pamiętnika - to, że ja za nią nie przepadam, nie znaczy, iż inni nie lubią.
Według mnie pierwsza osoba ogranicza narrację, zawęża przekaz o otoczeniu, zdarzenia są przedstawione z punktu widzenia jednej, konkretnej osoby i w przeciwieństwie do narracji trzecioosobowej, tekst jest uboższy. Być może się mylę, ale na chwilę obecną właśnie takie mam odczucia.
W ramach ćwiczeń postanowiłam pisać drabble. Ostrzegam, że humor(ek) niszowy, bo bez znajomości jednego z wątków na forum (w dodatku sprzed 1,5 roku chyba i już skasowanego), tekst będzie niezrozumiały. W każdym razie dyscyplina jest - 100 słów z tytułem.
Księżniczka
Nikt się tego nie spodziewał. W końcu wszystko było zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Osoby odpowiedzialne za wykonanie otrzymały dokładne wytyczne; przygotowano tabele, wykresy, kalkulacje, a jednak… Stało się.
Ludzi ogarnęła panika. Nagłówki gazet krzyczały o największej tragedii w dziejach ludzkości, upadku ideałów, zbrukaniu szlacheckiej krwi. Szukano winnych i żądano dla nich surowej kary. Nie wiadomo było, komu można ufać – sąsiad patrzył na sąsiada wilkiem, rozpadały się związki, przyjaźnie. Kwitło donosicielstwo. Ludzie bali się wychodzić z domów. Nikt już nie wierzył, że to kwestia przypadku. Szeptano nawet o sektach i zamachu stanu.
Nastały mroczne czasy. Księżniczce położyli w domu panele.
Eileen
![]()
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Miniaturki i inne bazgroły
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024