Widzisz, człowiek chyba nigdy nie jest zadowolony z tego, co ma. Jak na ironię, ja czasem naprawdę wolałabym być facetem, i to z powodów bardzo podobnych do tych, dla których Ty chciałbyś być kobietą.
Kiedy wchodzę do sklepu z ubraniami, rozglądam się po dziale męskim i żałuję, że nie mogę po prostu kupić pary jeansów i jakiegoś T-shirta i już dobrze wyglądać. W dziale damskim spodnie podzielone są na kilkanaście różnych rodzajów, nie mówiąc już o doborze bluzki, która musi pasować nie tylko "w barach", ale również w biuście, talii, no i jeszcze ładnie się układać i nie "wisieć", ale też nie być zbyt obcisłą.
Przed każdą imprezą żałuję, że nie mogę po prostu użyć mydła i dezodorantu, żeby dobrze się czuć i tak wyglądać. Nakładanie porządnego makijażu, mimo że czasem może sprawić frajdę, zajmuje zwykle sporo czasu i jest pracochłonne.
Żałuję, że wymaga się ode mnie okazywania uczuć i w ogóle głębokiego odczuwania ich, podczas gdy ja czasem po prostu chciałabym wzruszyć ramionami i przespać problem, albo zwyczajnie go zapić i nie musieć wysłuchiwać niczyich pretensji, że tak nie wypada.
Żałuję, że nie mam kumpla, który, kiedy mam jakiś problem, klepnąłby mnie w plecy i powiedziałby mi: "stary, czym ty się przejmujesz, chodź - strzelimy browara i miej to wszystko w dupie". A potem napiłby się ze mną tego browara, drugiego, trzeciego, czwartego, przy czym bekalibyśmy, gadali o cyckach i śmiali się z płytkich dowcipów, a on ani razu nie zapytałby co czuję i czy chcę, żeby mnie przytulić.
I wreszcie - żałuję, że nie jestem facetem, bo gdybym była, mogłabym wyrywać laski na kasę i dobry bajer, przy czym mogłabym mieć spory mięsień piwny i skończoną zawodówkę i to nie byłoby ważne.