moje cudowne życie po rozwodzie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » moje cudowne życie po rozwodzie

Strony Poprzednia 1 191 192 193 194 195 232 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12,481 do 12,545 z 15,029 ]

12,481

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Witajcie!
Piegowata, ten facet na cappuccino specjalnie dla Ciebie, wypij, a rozgrzeje Cie od środka
http://cdn.photofunia.com/effects/cappuccino/examples/3gbxug_o.jpg
A dla oksytocynki pioseneczka '(...) I want you on my skin and my bones (...) smile

Już środa.

Zobacz podobne tematy :

12,482

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Z żoną mimo wszystko nigdy nie było żadnych uniesień. Wręcz przeciwnie. Początek związku to był dla mnie bardzo ciężki okres, którego wolę nie wspominać. Ostatnio na naszej wspólnej terapii terapeutka właśnie chciała, żeby jej powiedzieć o naszych początkach. To było dla mnie cholernie ciężkie.

To faktycznie smutno, bo po drodze może się gdzieś zagubić wola walki o związek. Ale miło czytać, że zdecydowałeś się na wspólną terapię. To w sumie dlaczego zdecydowaliście się na małżeństwo?

12,483

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Z żoną mimo wszystko nigdy nie było żadnych uniesień. Wręcz przeciwnie. Początek związku to był dla mnie bardzo ciężki okres, którego wolę nie wspominać. Ostatnio na naszej wspólnej terapii terapeutka właśnie chciała, żeby jej powiedzieć o naszych początkach. To było dla mnie cholernie ciężkie.

To faktycznie smutno, bo po drodze może się gdzieś zagubić wola walki o związek. Ale miło czytać, że zdecydowałeś się na wspólną terapię. To w sumie dlaczego zdecydowaliście się na małżeństwo?

Jeśli chodzi o samo małżeństwo to najbardziej na tym zależało żonie. Mieszkaliśmy już wcześniej razem 2 lata, więc dla mnie to nie miało żadnego znaczenia. Ale widziałem, że jej zależy. Potem adoptowałem jej syna i to już była moja samodzielna decyzja.

12,484 Ostatnio edytowany przez Symbi (2018-01-10 10:40:30)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Z żoną mimo wszystko nigdy nie było żadnych uniesień. Wręcz przeciwnie. Początek związku to był dla mnie bardzo ciężki okres, którego wolę nie wspominać. Ostatnio na naszej wspólnej terapii terapeutka właśnie chciała, żeby jej powiedzieć o naszych początkach. To było dla mnie cholernie ciężkie.

To faktycznie smutno, bo po drodze może się gdzieś zagubić wola walki o związek. Ale miło czytać, że zdecydowałeś się na wspólną terapię. To w sumie dlaczego zdecydowaliście się na małżeństwo?

Jeśli chodzi o samo małżeństwo to najbardziej na tym zależało żonie. Mieszkaliśmy już wcześniej razem 2 lata, więc dla mnie to nie miało żadnego znaczenia. Ale widziałem, że jej zależy. Potem adoptowałem jej syna i to już była moja samodzielna decyzja.

Ok, nie opowiadaj o szczegółach, bo Cię jeszcze ktoś zidentyfikuje. Związki z rozsądku z reguły nie dostarczają motyli. Dla satysfakcji musi być odrobina pieprzu i wanilii.

12,485

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:
Symbi napisał/a:

To faktycznie smutno, bo po drodze może się gdzieś zagubić wola walki o związek. Ale miło czytać, że zdecydowałeś się na wspólną terapię. To w sumie dlaczego zdecydowaliście się na małżeństwo?

Jeśli chodzi o samo małżeństwo to najbardziej na tym zależało żonie. Mieszkaliśmy już wcześniej razem 2 lata, więc dla mnie to nie miało żadnego znaczenia. Ale widziałem, że jej zależy. Potem adoptowałem jej syna i to już była moja samodzielna decyzja.

Ok, nie opowiadaj o szczegółach, bo Cię jeszcze ktoś zidentyfikuje. Związki z rozsądku z reguły nie dostarczają motyli. Dla satysfakcji musi być odrobina pieprzu i wanilii.

W innych wątkach pisałem bardziej szczegółowo. Zidentyfikowania się nie boję.

12,486 Ostatnio edytowany przez Symbi (2018-01-10 11:13:40)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Jeśli chodzi o samo małżeństwo to najbardziej na tym zależało żonie. Mieszkaliśmy już wcześniej razem 2 lata, więc dla mnie to nie miało żadnego znaczenia. Ale widziałem, że jej zależy. Potem adoptowałem jej syna i to już była moja samodzielna decyzja.

Ok, nie opowiadaj o szczegółach, bo Cię jeszcze ktoś zidentyfikuje. Związki z rozsądku z reguły nie dostarczają motyli. Dla satysfakcji musi być odrobina pieprzu i wanilii.

W innych wątkach pisałem bardziej szczegółowo. Zidentyfikowania się nie boję.

OK. Ja nie biegam po wszystkich tematach na forum, to nie czytałam.  W każdym razie mogę powiedzieć, że ja raz weszłam w związek z rozsądku, po dwóch tygodniach wspólnego mieszkania miałam dosyć, a jak facet wspominal o ślubie i wspólnym dziecku, to uznałam go w myślach za szalonego. Trwałam tak dwa miesiące, ale trafiłam na fajnego mężczyznę, który szczęśliwie i bezproblemowo wyprowadził się po dwóch miesiącach moich niestarań o utrzymanie związku. Podsumował na koniec, że wszystko było ok, tylko brakło mojego zaangażowania (czytaj: namiętności i pożądania). Myślę, że nie ma do mnie żalu, bo do tej pory mamy kontakt. Summa summarum w ogóle nie przeżyłam boleśnie tego rozstania, wręcz poczułam jakbym sie uwalniała.
Za to w poprzednich związkach byłam szczerze zakochana i emocjonalnie uzależniona od partnerów, było dużo hormonów (jestem zwolenniczką teorii, że miłość to gra hormonów), uniesień, miłych dla mnie momentów, więc poczucie straty po rozstaniu trwało dłużej.
Ponownie w związek z rozsądku (czy też ze strachu przed samotnością) już nie wejdę, a zakochać się nie zakochuję.
Jeśli w Twoim związku nigdy, nawet na początku nie było motyli, to rzeczywiście ominął Cię fajny etap.
EDIT: Jak oglądałam film o Wisłockiej, to się nie dziwiłam, że ona była taka zakochana w żonatym i dzieciatym kochanku i godziła się na bycie tą sekretną drugą,  bo jak ją porządnie wytarmosił na łonie natury i w hotelu, to tyle w niej hormonów było, że aż zemdlała z wrażenia, jak się dowiedziała o jego śmierci.

12,487

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

OK. Ja nie biegam po wszystkich tematach na forum, to nie czytałam.  W każdym razie mogę powiedzieć, że ja raz weszłam w związek z rozsądku, po dwóch tygodniach wspólnego mieszkania miałam dosyć, a jak facet wspominal o ślubie i wspólnym dziecku, to uznałam go w myślach za szalonego. Trwałam tak dwa miesiące, ale trafiłam na fajnego mężczyznę, który szczęśliwie i bezproblemowo wyprowadził się po dwóch miesiącach moich niestarań o utrzymanie związku. Podsumował na koniec, że wszystko było ok, tylko brakło mojego zaangażowania (czytaj: namiętności i pożądania). Myślę, że nie ma do mnie żalu, bo do tej pory mamy kontakt. Summa summarum w ogóle nie przeżyłam boleśnie tego rozstania, wręcz poczułam jakbym sie uwalniała.
Za to w poprzednich związkach byłam szczerze zakochana i emocjonalnie uzależniona od partnerów, było dużo hormonów (jestem zwolenniczką teorii, że miłość to gra hormonów), uniesień, miłych dla mnie momentów, więc poczucie straty po rozstaniu trwało dłużej.
Ponownie w związek z rozsądku (czy też ze strachu przed samotnością) już nie wejdę, a zakochać się nie zakochuję.
Jeśli w Twoim związku nigdy, nawet na początku nie było motyli, to rzeczywiście ominął Cię fajny etap.
EDIT: Jak oglądałam film o Wisłockiej, to się nie dziwiłam, że ona była taka zakochana w żonatym i dzieciatym kochanku i godziła się na bycie tą sekretną drugą,  bo jak ją porządnie wytarmosił na łonie natury i w hotelu, to tyle w niej hormonów było, że aż zemdlała z wrażenia, jak się dowiedziała o jego śmierci.

Motyli u mnie nie było, ani w tym związku, ani w ogóle nigdy przedtem. Ale nie powiedziałbym, że mój związek jest z rozsądku. Gdyby się opierać na rozsądku to należałoby się z tego wycofać od razu na początku, bo sytuacja nie była różowa.
Czasem jednak zazdroszczę tym, którzy przeżyli te cholerne "motyle", ten naturalny "haj". To musi być ciekawe.

12,488

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Piegowata, ten facet na cappuccino specjalnie dla Ciebie, wypij, a rozgrzeje Cie od środka
http://cdn.photofunia.com/effects/cappuccino/examples/3gbxug_o.jpg

Fajny! big_smile

12,489

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Motyli u mnie nie było, ani w tym związku, ani w ogóle nigdy przedtem. Ale nie powiedziałbym, że mój związek jest z rozsądku. Gdyby się opierać na rozsądku to należałoby się z tego wycofać od razu na początku, bo sytuacja nie była różowa.
Czasem jednak zazdroszczę tym, którzy przeżyli te cholerne "motyle", ten naturalny "haj". To musi być ciekawe.

Wilczysko, czy jesteś tak odpowiedzialny, że mimo braku satysfakcji w związku wciąż w nim jesteś? Nie rozumiem, po co się związałeś? Chyba nie chciałeś mieć po prostu współlokatorki? Nawet mój były mąż miał motyle i w ogóle pożądał mnie itd.

12,490 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 12:28:57)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Czasem jednak zazdroszczę tym, którzy przeżyli te cholerne "motyle", ten naturalny "haj". To musi być ciekawe.

Też tego nie znam. Wydaje mi się, że na takie przeżycia stać ludzi nieświadomych jeszcze pewnych spraw, młodych...
Ja za młodu byłam zbyt nieśmiała, zbyt obawiająca się odrzucenia, budowałam wokół siebie mur, z którym do dziś czasem trudno sobie poradzić, więc nigdy nie miałam żadnego chłopaka.
Dziś mam ten ten głupi rozsądek, że jeśli z facetem coś nie w porządku, to nie pozwalam sobie na uczucie. Nie rozumiem tego całego gadania o zaślepiającej sile uczucia i nie rozumiem kobiet zaczynających z nieodpowiednimi facetami (żonatymi, pijakami itd.).
A co do Wisłockiej, to ja zdecydowanie wolę najpierw pokochać, a dopiero w konsekwencji się tarmosić smile W odwrotnej kolejności jest jak z tym facetem, którego raz już cytowałam: "a bo jak mi stanął, to myślałem, że ją kocham".
Trudno, może niektórzy mnie tu wyśmieją, ale coraz bardziej świadomie wybieram swoją postawę.

12,491 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 12:42:26)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Wilczysko, czy jesteś tak odpowiedzialny, że mimo braku satysfakcji w związku wciąż w nim jesteś? Nie rozumiem, po co się związałeś? Chyba nie chciałeś mieć po prostu współlokatorki? Nawet mój były mąż miał motyle i w ogóle pożądał mnie itd.

Symbi, ja Wilka rozumiem. To nie jest wykalkulowana postawa, to są te wszystkie "ukryte pragnienia" w nas.
Mnie psycholog powiedziała i Ameryki mi nie odkryła, ale potwierdziła coś, do czego przed samą sobą nie honor było się przyznać: "Bo pani się bała, że zostanie samotna i zgorzkniała ze starzejącą się mamą, chciała pani mieć rodzinę, dziecko..."
Tak. Dokładnie tak.
Człowiek przez to, że pewnych rzeczy nie zaznał, czuje się upośledzony, gorszy i pragnie to zmienić. A jak jest młody i niedoświadczony, to nie wie, że bywa to prosta droga do życiowego dramatu. Prawda Wilk?
Ja z tego wyszłam. Mam poczucie, że oczyściłam swoje podwórko. Teraz mogę spokojnie opiekować się sobą.
Paradoksalnie było mi łatwiej niż Tobie, Wilku, bo mąż w pewnym momencie zaczął strasznie uprzykrzać mi życie. A ja jak przystało na klasyczną ofiarę, wciąż się łudziłam, że może da się coś naprawić. Wreszcie oddał mi bezcenną przysługę - serio! Zaczął codziennie po moim powrocie z pracy powtarzać: "A po co ty tu przyszłaś? Wypier...j!". Z ulgą, że już nie czuję żadnych wątpliwości, zrobiłam jak mi kazał.
Gdybym została z nim dłużej, chyba zabiłabym jego albo siebie.

12,492

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Motyli u mnie nie było, ani w tym związku, ani w ogóle nigdy przedtem. Ale nie powiedziałbym, że mój związek jest z rozsądku. Gdyby się opierać na rozsądku to należałoby się z tego wycofać od razu na początku, bo sytuacja nie była różowa.
Czasem jednak zazdroszczę tym, którzy przeżyli te cholerne "motyle", ten naturalny "haj". To musi być ciekawe.

Wilczysko, czy jesteś tak odpowiedzialny, że mimo braku satysfakcji w związku wciąż w nim jesteś? Nie rozumiem, po co się związałeś? Chyba nie chciałeś mieć po prostu współlokatorki? Nawet mój były mąż miał motyle i w ogóle pożądał mnie itd.

Nie mogę powiedzieć, że nie czerpałem z tego związku satysfakcji. Owszem teraz jest z tym problem, ale nie było tak od początku. Nie interesuje mnie posiadanie współlokatorki. A co do motylów, to myślę, że mam bardzo podobnie jak Piegowata. Czyli w wieku, kiedy o te motyle było najłatwiej ich nie było, bo też byłem bardzo nieśmiały w tych sprawach i poza tym nie miałem kompletnie powodzenia u dziewczyn. Z biegiem lat człowiek po prostu "kamienieje", obrasta w "skorupę". Wiele czasu upłynęło zanim sam przed sobą mogłem stwierdzić, że kocham żonę. Zresztą mam ogromny problem z odczuwaniem takich uczuć, rozpoznawaniem ich. W domu rodzinnym nikt o miłości nie mówił, nikt nikomu uczuć nie okazywał. Ja przez długi czas uważałem, że rodzice są moimi wrogami. Zwłaszcza matka.

12,493 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 13:21:26)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Motyli u mnie nie było, ani w tym związku, ani w ogóle nigdy przedtem. Ale nie powiedziałbym, że mój związek jest z rozsądku. Gdyby się opierać na rozsądku to należałoby się z tego wycofać od razu na początku, bo sytuacja nie była różowa.
Czasem jednak zazdroszczę tym, którzy przeżyli te cholerne "motyle", ten naturalny "haj". To musi być ciekawe.

Wilczysko, czy jesteś tak odpowiedzialny, że mimo braku satysfakcji w związku wciąż w nim jesteś? Nie rozumiem, po co się związałeś? Chyba nie chciałeś mieć po prostu współlokatorki? Nawet mój były mąż miał motyle i w ogóle pożądał mnie itd.

Nie mogę powiedzieć, że nie czerpałem z tego związku satysfakcji. Owszem teraz jest z tym problem, ale nie było tak od początku. Nie interesuje mnie posiadanie współlokatorki. A co do motylów, to myślę, że mam bardzo podobnie jak Piegowata. Czyli w wieku, kiedy o te motyle było najłatwiej ich nie było, bo też byłem bardzo nieśmiały w tych sprawach i poza tym nie miałem kompletnie powodzenia u dziewczyn. Z biegiem lat człowiek po prostu "kamienieje", obrasta w "skorupę". Wiele czasu upłynęło zanim sam przed sobą mogłem stwierdzić, że kocham żonę. Zresztą mam ogromny problem z odczuwaniem takich uczuć, rozpoznawaniem ich. W domu rodzinnym nikt o miłości nie mówił, nikt nikomu uczuć nie okazywał. Ja przez długi czas uważałem, że rodzice są moimi wrogami. Zwłaszcza matka.

No, właśnie, człowiek nie wie, jak ta miłość ma wyglądać. Bazuje na wyobrażeniach.
Ja miałam dobry wzorzec, bardzo pozytywnie oceniam małżeństwo rodziców, ale były inne deficyty.

Wiesz, dziwiłam się, że nie ma tych motyli, bo wcześniej, gdy zakochiwałam się platonicznie, to objawy były konkretne: łomot serca, pobudzenie, miękkie kolana:). Ale nigdy nic z tego nie wynikło, o moich uczuciach wiedziałam tylko ja. Natomiast z mężem wreszcie znajomość się rozwinęła, wreszcie zaistniała szansa na coś konkretnego. A że nie było motyli? Wmawiałam sobie i wmawiali mi inni, że miłość to nie tylko motyle, że romantyzm można między bajki włożyć.
A g...o prawda, to też musi zaistnieć.

A dziś cóż... czekam na motyle (nie muszą być szalone, ale niech trochę połaskoczą smile ), ale oprócz motyli mam jeszcze parę innych oczekiwań. A że niełatwo to wszystko połączyć, to cóż... Będzie jak Bozia da.

12,494

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Symbi, ja Wilka rozumiem. To nie jest wykalkulowana postawa, to są te wszystkie "ukryte pragnienia" w nas.
Mnie psycholog powiedziała i Ameryki mi nie odkryła, ale potwierdziła coś, do czego przed samą sobą nie honor było się przyznać: "Bo pani się bała, że zostanie samotna i zgorzkniała ze starzejącą się mamą, chciała pani mieć rodzinę, dziecko..."
Tak. Dokładnie tak.
Człowiek przez to, że pewnych rzeczy nie zaznał, czuje się upośledzony, gorszy i pragnie to zmienić. A jak jest młody i niedoświadczony, to nie wie, że bywa to prosta droga do życiowego dramatu. Prawda Wilk?
Ja z tego wyszłam. Mam poczucie, że oczyściłam swoje podwórko. Teraz mogę spokojnie opiekować się sobą.
Paradoksalnie było mi łatwiej niż Tobie, Wilku, bo mąż w pewnym momencie zaczął strasznie uprzykrzać mi życie. A ja jak przystało na klasyczną ofiarę, wciąż się łudziłam, że może da się coś naprawić. Wreszcie oddał mi bezcenną przysługę - serio! Zaczął codziennie po moim powrocie z pracy powtarzać: "A po co ty tu przyszłaś? Wypier...j!". Z ulgą, że już nie czuję żadnych wątpliwości, zrobiłam jak mi kazał.
Gdybym została z nim dłużej, chyba zabiłabym jego albo siebie.

Jest pewne podobieństwo. Może faktycznie kierował mną też strach, że dostałem od losu jedyną szansę, po tylu latach i teraz miałbym ją zmarnować. Ale ten strach walczył z innym strachem, że temu wszystkiemu nie podołam, że czemu cholera właśnie nie ma tej euforii itd. itd. Nie miałem tego z czym porównać, bo nigdy wcześniej z kimś tak blisko nie byłem. Może źle oceniłem sytuację. Związki ewoluują i nikt nie wie jak będzie za ileś tam lat. My też się zresztą zmieniamy.

12,495 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 13:16:03)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Jest pewne podobieństwo. Może faktycznie kierował mną też strach, że dostałem od losu jedyną szansę, po tylu latach i teraz miałbym ją zmarnować. Ale ten strach walczył z innym strachem, że temu wszystkiemu nie podołam, że czemu cholera właśnie nie ma tej euforii itd. itd. Nie miałem tego z czym porównać, bo nigdy wcześniej z kimś tak blisko nie byłem. Może źle oceniłem sytuację. Związki ewoluują i nikt nie wie jak będzie za ileś tam lat. My też się zresztą zmieniamy.

No, cóż... Wypijmy za błędy hmm

12,496

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:
wilczysko napisał/a:
Symbi napisał/a:

Wilczysko, czy jesteś tak odpowiedzialny, że mimo braku satysfakcji w związku wciąż w nim jesteś? Nie rozumiem, po co się związałeś? Chyba nie chciałeś mieć po prostu współlokatorki? Nawet mój były mąż miał motyle i w ogóle pożądał mnie itd.

Nie mogę powiedzieć, że nie czerpałem z tego związku satysfakcji. Owszem teraz jest z tym problem, ale nie było tak od początku. Nie interesuje mnie posiadanie współlokatorki. A co do motylów, to myślę, że mam bardzo podobnie jak Piegowata. Czyli w wieku, kiedy o te motyle było najłatwiej ich nie było, bo też byłem bardzo nieśmiały w tych sprawach i poza tym nie miałem kompletnie powodzenia u dziewczyn. Z biegiem lat człowiek po prostu "kamienieje", obrasta w "skorupę". Wiele czasu upłynęło zanim sam przed sobą mogłem stwierdzić, że kocham żonę. Zresztą mam ogromny problem z odczuwaniem takich uczuć, rozpoznawaniem ich. W domu rodzinnym nikt o miłości nie mówił, nikt nikomu uczuć nie okazywał. Ja przez długi czas uważałem, że rodzice są moimi wrogami. Zwłaszcza matka.

No, właśnie, człowiek nie wie, jak ta miłość ma wyglądać. Bazuje na wyobrażeniach.
Ja miałam dobry wzorzec, bardzo pozytywnie oceniam małżeństwo rodziców, ale były inne deficyty.

Wiesz, dziwiłam się, że nie ma tych motyli, bo wcześniej, gdy zakochiwałam się platonicznie, to objawy były konkretne: łomot serca, pobudzenie, miękkie kolana:). Ale nigdy nic z tego nie wynikło, o moich uczuciach wiedziałam tylko ja. Natomiast z mężem wreszcie znajomość się rozwinęła, wreszcie zaistniała szansa na coś konkretnego. A że nie było motyli? Wmawiałam sobie i wmawiali mi inni, że miłość to nie tylko motyle, że romantyzm można między bajki włożyć.
A g...o prawda, to też musi zaistnieć.

A dziś cóż... czekam na motyle, ale oprócz motyli mam jeszcze parę innych oczekiwań. A że niełatwo to wszystko połączyć, to cóż... Będzie jak Bozia da.

Obiektywnie rzecz ujmując "motyle" są fajne, ale faktycznie nie są niezbędne do udanego związku, a i są przeceniane. Mnóstwo ludzi tak bardzo nie potrafi żyć bez tej fazy "motyli", że kiedy związek normalnieje to dla nich jest tragedia i szukają nowych doznań z kim innym.

12,497 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 13:11:23)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Wilku, też byłam bardzo zawiedziona brakiem motyli, ale ci, którym się skarżyłam na wątpliwości, ochrzaniali mnie: on taki w ciebie wpatrzony, taki zakochany (może i był, ja już sama nie wiem), a ty wymyślasz jakieś fanaberie. Pomyślałam, że może mają rację.
Tylko nie wiedziałam dlaczego nie czułam prawdziwej radości z tego związku. Chwile owszem, to nie była wyłącznie martyrologia, ale ogólnie - po prostu go nie chciałam. A potem było coraz gorzej.
Tak się, kurde, wychodzi na słuchaniu innych zamiast siebie (z akcentem na "zamiast").

12,498 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 13:46:53)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Obiektywnie rzecz ujmując "motyle" są fajne, ale faktycznie nie są niezbędne do udanego związku, a i są przeceniane. Mnóstwo ludzi tak bardzo nie potrafi żyć bez tej fazy "motyli", że kiedy związek normalnieje to dla nich jest tragedia i szukają nowych doznań z kim innym.

Są przeceniane, ale sądzę, że jednak potrzebne, to ważny sygnał. Ale żeby miłość nie umarła wraz z motylami, muszą zaistnieć jeszcze inne wartości.
Bardzo zapamiętałam zdanie z nauk przedmałżeńskich - katolickich, więc może i tendencyjnych, ale tę akurat kwestię gorąco popieram: miłość to akt woli.

Oponentów uprzedzę: nie mylić woli z przymusem!

12,499 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 13:19:01)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Może faktycznie kierował mną też strach, że dostałem od losu jedyną szansę, po tylu latach i teraz miałbym ją zmarnować.

Ciekawa jestem, co kierowało Twoją żoną, bo z dawnych Twoich wpisów wywnioskowałam, że też niekoniecznie wielka miłość.
Jeśli jestem niedelikatna, to sorry.

12,500

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Wilku, też byłam bardzo zawiedziona brakiem motyli, ale ci, którym się skarżyłam na wątpliwości, ochrzaniali mnie: on taki w ciebie wpatrzony, taki zakochany (może i był, ja już sama nie wiem), a ty wymyślasz jakieś fanaberie. Pomyślałam, że może mają rację.
Tylko nie wiedziałam dlaczego nie czułam prawdziwej radości z tego związku. Chwile owszem, to nie była wyłącznie martyrologia, ale ogólnie - po prostu go nie chciałam. A potem było coraz gorzej.
Tak się, kurde, wychodzi na słuchaniu innych zamiast siebie (z akcentem na "zamiast").


Kiedy się tak motałem ze sobą to też jedna przyjaciółka mnie mocno wspierała i starała sprowadzić na ziemię. Przy okazji jest psychologiem smile To, że wtedy jednak nie uciekłem to w znacznej mierze także jej zasługa. A naprawdę można było uciec. To był związek z kobietą, która ma kilkuletnie dziecko, która była w trudnej sytuacji finansowej, z długami, bez pracy, mieszkająca samotnie na wsi w domu rodzinnym (reszta rodziny rozjechała się po świecie). Nic tylko wiać big_smile To było dalekie od tych wymarzonych ideałów. Wszystko wydawało mi się przerastać. Ale jednak jakoś powoli się to poukładało. I to dawało satysfakcję.

Co kierowało nią ? Ona musiałaby na to odpowiedzieć. Zawsze, nawet ostatnio na terapii mówiła, że ja byłem dla niej przeciwieństwem ojca jej syna. Że jawiłem się jako osoba odpowiedzialna, opiekuńcza itd. Cały problem polega na tym, że ona też się wychowała w domu z "zimnym chowem" i też ma ogromny problem z wyrażaniem uczuć, a nawet chyba z ich odczuwaniem. To widać choćby w jej trudnej relacji z synem. Może byłoby nam łatwiej, gdyby chociaż ona była bardziej uczuciową osobą. Zresztą ona twierdzi, że ja jestem ten "romantyczny" co mnie się trochę w głowie nie mieści, bo zawsze romantyzm sobie inaczej wyobrażałem.

12,501 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 13:43:24)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Wiesz, już to kiedyś pisałam...
Nawet jeśli Wasze małżeństwo straci rację bytu (tfu! odpukać!), to ogromną wartość widzę w zachowaniu wzajemnego szacunku, może nawet przyjaźni. Wydaje mi się, że macie na to zadatki.
Życzę najlepszych dla Was rozwiązań.

12,502

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Wilk, a swoją drogą - nie rozważylibyście terapii rodzinnej? Z synem i jego relacją z matką do przepracowania?

12,503

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Motyli u mnie nie było, ani w tym związku, ani w ogóle nigdy przedtem. Ale nie powiedziałbym, że mój związek jest z rozsądku. Gdyby się opierać na rozsądku to należałoby się z tego wycofać od razu na początku, bo sytuacja nie była różowa.
Czasem jednak zazdroszczę tym, którzy przeżyli te cholerne "motyle", ten naturalny "haj". To musi być ciekawe.

Wilczysko, czy jesteś tak odpowiedzialny, że mimo braku satysfakcji w związku wciąż w nim jesteś? Nie rozumiem, po co się związałeś? Chyba nie chciałeś mieć po prostu współlokatorki? Nawet mój były mąż miał motyle i w ogóle pożądał mnie itd.


ja tez tego nie rozumiem.
przecież mozna mieszkać ze wspollokatorami
ale nie trzeba zaraz byc z nimi w zwiazku, byc im wiernym czy adoptowac ich dzieci

to jest ciekawe smile
nie potrafie zrozumiec jak mozna sie pozbawiać przezywania takiego fajnego stanu smile
przeciez to jest niesamowita rzecz - byc zakochanym
ja obecnie jestem zakochana wiec to nie jest domena mlodych i niedoswiadczonych
po prostu uwazam ze to jest tak przyjemny stan ze szkoda mi samej sie go pozbawiac.
a jednocześnie jestem osobą, która jak dostanie palca to nie chce odgryzc calej ręki i zakopywac jej w ogródku, zeby nikt sie do niej nie dostal.
ciesze sie tym, co przezywam i wyciskam samo dobro z tego stanu.

i powiem Wam wiecej: przez ostatnie lata od września do stycznia to już ze dwa razy zdążyłam być chora. a w tym roku nic!
nawet nie macie pojecia jak seks z odpowiednia osoba wplywa na nasz organizm. czy zwykle przytualnie z kims, z kim sie jest w ZDROWEJ relacji.
wiec poki ten stan trwa to korzystam z niego do woli i wcale nie chce tej relacji przenosic na inny poziom (czytaj: wspólne mieszkanie, slub itp)

czuję się jak nastolatka jesli chodzi o odczuwanie zakochania. a z drugiej strony podejmuje dojrzale decyzje co do tego jakie mam priorytety i co z tym zakochaniem zrobic smile

12,504

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Wilk, a swoją drogą - nie rozważylibyście terapii rodzinnej? Z synem i jego relacją z matką do przepracowania?

Myślę, że taki rodzaj terapii też by się przydał. Tylko osobiście zastanawiam się na ile ona miałaby aktualnie sens w kontekście syna. Syn ma teraz 16 lat, czyli wchodzi w ten głupi wiek. I oczywiście modelowo coraz ciężej przyjmować mu do wiadomości nasz punt widzenia. Zresztą jego psyche to dla mnie wielka niewiadoma. Często zastanawiam się co mu się kotłuje pod czaszką. Posiada ogromny talent "samościemy", czyli tłumaczenia sobie wszystkiego tak, żeby czuć się z tym jak najlepiej. My się z żoną nieraz śmiejemy, że on się świetnie do polityki nadaje big_smile

12,505

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
_v_ napisał/a:
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Motyli u mnie nie było, ani w tym związku, ani w ogóle nigdy przedtem. Ale nie powiedziałbym, że mój związek jest z rozsądku. Gdyby się opierać na rozsądku to należałoby się z tego wycofać od razu na początku, bo sytuacja nie była różowa.
Czasem jednak zazdroszczę tym, którzy przeżyli te cholerne "motyle", ten naturalny "haj". To musi być ciekawe.

Wilczysko, czy jesteś tak odpowiedzialny, że mimo braku satysfakcji w związku wciąż w nim jesteś? Nie rozumiem, po co się związałeś? Chyba nie chciałeś mieć po prostu współlokatorki? Nawet mój były mąż miał motyle i w ogóle pożądał mnie itd.


ja tez tego nie rozumiem.
przecież mozna mieszkać ze wspollokatorami
ale nie trzeba zaraz byc z nimi w zwiazku, byc im wiernym czy adoptowac ich dzieci

to jest ciekawe smile
nie potrafie zrozumiec jak mozna sie pozbawiać przezywania takiego fajnego stanu smile
przeciez to jest niesamowita rzecz - byc zakochanym
ja obecnie jestem zakochana wiec to nie jest domena mlodych i niedoswiadczonych
po prostu uwazam ze to jest tak przyjemny stan ze szkoda mi samej sie go pozbawiac.
a jednocześnie jestem osobą, która jak dostanie palca to nie chce odgryzc calej ręki i zakopywac jej w ogródku, zeby nikt sie do niej nie dostal.
ciesze sie tym, co przezywam i wyciskam samo dobro z tego stanu.

i powiem Wam wiecej: przez ostatnie lata od września do stycznia to już ze dwa razy zdążyłam być chora. a w tym roku nic!
nawet nie macie pojecia jak seks z odpowiednia osoba wplywa na nasz organizm. czy zwykle przytualnie z kims, z kim sie jest w ZDROWEJ relacji.
wiec poki ten stan trwa to korzystam z niego do woli i wcale nie chce tej relacji przenosic na inny poziom (czytaj: wspólne mieszkanie, slub itp)

czuję się jak nastolatka jesli chodzi o odczuwanie zakochania. a z drugiej strony podejmuje dojrzale decyzje co do tego jakie mam priorytety i co z tym zakochaniem zrobic smile

Bo to jest cholernie ciężko zrozumieć. Nawet mnie samemu. Może to jest jakieś "emocjonalne inwalidztwo". Może coś mam we łbie spieprzone, o jeden raz za dużo dostałem piłką big_smile ? Nie wiem. A może to naprawdę wpływ dzieciństwa, młodości.

Zazdroszczę Ci V. Nie przestawaj. Swoją drogą to zawsze takie miałaś podejście do życia, czy zmieniło się w jakimś momencie ?

12,506

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Fał, super smile
Jednak nie każdy musi lubić to samo.

12,507 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 14:22:50)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Zazdroszczę Ci V.

Ja nie zazdroszczę. Fał ma swoje wybory i to jest najzupełniej w porządku, ale moja bajka i moja droga jest inna i przy niej zostanę. Obie dokonałyśmy swoich wyborów, kroczymy własną ścieżką, więc nie mam czego zazdrościć.
Wkurza mnie tylko, gdy sugeruje innym, że jej postawa jest czymś lepszym i jedynie słusznym. A nie jest ani gorsza, ani lepsza, jedynie rzadziej spotykana.

12,508

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Wilk, a swoją drogą - nie rozważylibyście terapii rodzinnej? Z synem i jego relacją z matką do przepracowania?

Myślę, że taki rodzaj terapii też by się przydał. Tylko osobiście zastanawiam się na ile ona miałaby aktualnie sens w kontekście syna.

Sens ma na pewno, pytanie tylko, czy dałby się namówić.
A ta samościema to chyba domena nie tylko nastolatków smile

Mój syn jest dla mnie ciągłym wyzwaniem, jeśli chodzi o komunikację, ale na szczęście chyba mamy dobry kontakt. Zawsze dużo z nim rozmawiałam, lubię go poznawać. W ogóle strrrrasznie go lubię smile

12,509

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Zazdroszczę Ci V.

Ja nie zazdroszczę. Fał ma swoje wybory i to jest najzupełniej w porządku, ale moja bajka i moja droga jest inna i przy niej zostanę. Obie dokonałyśmy swoich wyborów, kroczymy własną ścieżką, więc nie mam czego zazdrościć.
Wkurza mnie tylko, gdy sugeruje innym, że jej postawa jest czymś lepszym. A nie jest ani gorsza, ani lepsza, jedynie rzadziej spotykana.

Nie chodzi mi o to jak żyje, jakich wyborów dokonuje, tylko o to, że daje jej to poczucie szczęścia, spełnienia, satysfakcji. Wiadomo, że każdy jest inny i nie ma jednego, uniwersalnego sposobu na życie.

12,510

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:
_v_ napisał/a:
Symbi napisał/a:

Wilczysko, czy jesteś tak odpowiedzialny, że mimo braku satysfakcji w związku wciąż w nim jesteś? Nie rozumiem, po co się związałeś? Chyba nie chciałeś mieć po prostu współlokatorki? Nawet mój były mąż miał motyle i w ogóle pożądał mnie itd.


ja tez tego nie rozumiem.
przecież mozna mieszkać ze wspollokatorami
ale nie trzeba zaraz byc z nimi w zwiazku, byc im wiernym czy adoptowac ich dzieci

to jest ciekawe smile
nie potrafie zrozumiec jak mozna sie pozbawiać przezywania takiego fajnego stanu smile
przeciez to jest niesamowita rzecz - byc zakochanym
ja obecnie jestem zakochana wiec to nie jest domena mlodych i niedoswiadczonych
po prostu uwazam ze to jest tak przyjemny stan ze szkoda mi samej sie go pozbawiac.
a jednocześnie jestem osobą, która jak dostanie palca to nie chce odgryzc calej ręki i zakopywac jej w ogródku, zeby nikt sie do niej nie dostal.
ciesze sie tym, co przezywam i wyciskam samo dobro z tego stanu.

i powiem Wam wiecej: przez ostatnie lata od września do stycznia to już ze dwa razy zdążyłam być chora. a w tym roku nic!
nawet nie macie pojecia jak seks z odpowiednia osoba wplywa na nasz organizm. czy zwykle przytualnie z kims, z kim sie jest w ZDROWEJ relacji.
wiec poki ten stan trwa to korzystam z niego do woli i wcale nie chce tej relacji przenosic na inny poziom (czytaj: wspólne mieszkanie, slub itp)

czuję się jak nastolatka jesli chodzi o odczuwanie zakochania. a z drugiej strony podejmuje dojrzale decyzje co do tego jakie mam priorytety i co z tym zakochaniem zrobic smile

Bo to jest cholernie ciężko zrozumieć. Nawet mnie samemu. Może to jest jakieś "emocjonalne inwalidztwo". Może coś mam we łbie spieprzone, o jeden raz za dużo dostałem piłką big_smile ? Nie wiem. A może to naprawdę wpływ dzieciństwa, młodości.

Zazdroszczę Ci V. Nie przestawaj. Swoją drogą to zawsze takie miałaś podejście do życia, czy zmieniło się w jakimś momencie ?

w sumie odkąd pamiętam, choc w młodości czasem dawalam sie poniesc tym społecznym i kulturowym narzutom i np. dążyłam do zwiazku 1:1 i wspolnego mieszkania. teraz wiem, ze opcji jest duzo i mozna wybrać cokolwiek smile

Piegowata, patrząc na to jak relacje z innyi wplywaja chociażby na nasze zdrowie to coz...  wink

pamietam jak przezywalam infekcje za infekcja w toksycznym zwiazku, mimo spania zawsze bylam zmeczona, mialam problemy z zoladkiem,sercem.

a teraz nawet zwykłego przeziębienia nie mialam. i wbrew pozorom pozbycie sie sztywnych wymagani oczekiwań pomaga w cieszeniu sie zyciem. to nie znaczy, ze biore kazdego jak leci. wrecz przeciwnie. po ostatnim zwiazku selekcje robie takie ostre,ze praktycznie nikt nie zostaje wink

zresztą buddyści by właśnie powiedzieli, ze to jest najlepsze i jedyne dajace szczescie podejscie tongue
także tego big_smile

12,511

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Nie chodzi mi o to jak żyje, jakich wyborów dokonuje, tylko o to, że daje jej to poczucie szczęścia, spełnienia, satysfakcji. Wiadomo, że każdy jest inny i nie ma jednego, uniwersalnego sposobu na życie.

Wilk, tego trzeba poszukać. Fał chyba też szukała, o ile pamiętam, bo gdzieniegdzie migały mi jej starsze posty.
Każdy sam odkrywa.
Ty też możesz smile

Ja jeszcze się czasem waham, ale coraz bardziej upewniam się w swoich wyborach i przekonaniach. Nie znaczy to, że nie uznaję innych, ale moje są jakie są.

12,512

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:
wilczysko napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Wilk, a swoją drogą - nie rozważylibyście terapii rodzinnej? Z synem i jego relacją z matką do przepracowania?

Myślę, że taki rodzaj terapii też by się przydał. Tylko osobiście zastanawiam się na ile ona miałaby aktualnie sens w kontekście syna.

Sens ma na pewno, pytanie tylko, czy dałby się namówić.
A ta samościema to chyba domena nie tylko nastolatków smile

Mój syn jest dla mnie ciągłym wyzwaniem, jeśli chodzi o komunikację, ale na szczęście chyba mamy dobry kontakt. Zawsze dużo z nim rozmawiałam, lubię go poznawać. W ogóle strrrrasznie go lubię smile

Też staram się coś od młodego wyciągnąć, chociaż on jest bardzo skryty, zwłaszcza w kwestiach, które mnie ciekawią, bo o "modach" do Skyrima to mógłby rozprawiać godzinami big_smile
Myślę, że on by poszedł z nami na taką terapię i może kiedyś tak faktycznie zrobimy. Kiedyś chyba poruszyłem z nim taki temat i nie było jakiegoś odruchu na "nie". Pytanie tylko na ile potrafiłby się tam otworzyć i być szczerym przed samym sobą, bo z tym nawet dorośli mają problem.

12,513 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 14:41:14)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
_v_ napisał/a:

w sumie odkąd pamiętam, choc w młodości czasem dawalam sie poniesc tym społecznym i kulturowym narzutom i np. dążyłam do zwiazku 1:1 i wspolnego mieszkania. teraz wiem, ze opcji jest duzo i mozna wybrać cokolwiek smile

Piegowata, patrząc na to jak relacje z innyi wplywaja chociażby na nasze zdrowie to coz...  wink

pamietam jak przezywalam infekcje za infekcja w toksycznym zwiazku, mimo spania zawsze bylam zmeczona, mialam problemy z zoladkiem,sercem.

a teraz nawet zwykłego przeziębienia nie mialam. i wbrew pozorom pozbycie sie sztywnych wymagani oczekiwań pomaga w cieszeniu sie zyciem. to nie znaczy, ze biore kazdego jak leci. wrecz przeciwnie. po ostatnim zwiazku selekcje robie takie ostre,ze praktycznie nikt nie zostaje wink

zresztą buddyści by właśnie powiedzieli, ze to jest najlepsze i jedyne dajace szczescie podejscie tongue
także tego big_smile

Tak, masz rację, wybierać trzeba świadomie i z przekonaniem i szacunek dla Ciebie za to.
Ale nie każdy przestrzega norm społecznych z ciężkim sercem i pod brzemieniem przymusu.
Pewne "odgórne" normy przyjmuję jako swoje.
Na przykład nie kradnę, bo nie chcę komuś robić świństwa i tego, co mnie niemiłe.
Na przykład nie przesypiam się z różnymi facetami, bo marzy mi się jeden konkretny związek, bycie z kimś, kogo się zna i nie przestaje kochać.
Więc wybierajmy dla siebie, a ze swoich wyborów nie czyńmy sztandaru.

12,514 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-10 14:43:26)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Myślę, że taki rodzaj terapii też by się przydał. Tylko osobiście zastanawiam się na ile ona miałaby aktualnie sens w kontekście syna.

Sens ma na pewno, pytanie tylko, czy dałby się namówić.
A ta samościema to chyba domena nie tylko nastolatków smile

Mój syn jest dla mnie ciągłym wyzwaniem, jeśli chodzi o komunikację, ale na szczęście chyba mamy dobry kontakt. Zawsze dużo z nim rozmawiałam, lubię go poznawać. W ogóle strrrrasznie go lubię smile

Też staram się coś od młodego wyciągnąć, chociaż on jest bardzo skryty, zwłaszcza w kwestiach, które mnie ciekawią, bo o "modach" do Skyrima to mógłby rozprawiać godzinami big_smile
Myślę, że on by poszedł z nami na taką terapię i może kiedyś tak faktycznie zrobimy. Kiedyś chyba poruszyłem z nim taki temat i nie było jakiegoś odruchu na "nie". Pytanie tylko na ile potrafiłby się tam otworzyć i być szczerym przed samym sobą, bo z tym nawet dorośli mają problem.


Zachęcam bardzo. Jak nie spróbujecie, to się nigdy nie dowiecie, co na to wszystko młody.
Wiesz, mój syn też nie jest mocno wylewny, a do tego lubi być przekorny, ale już się nauczyłam nie naciskać, tylko czekać na stosowny moment. Na spacerze, między jedną opowieścią o Skyrimie czy Nostale ( big_smile ) niejedno mi między wierszami opowie. Od tematów lekkich można przejść do poważniejszych. Nie wiem, czy mówi mi wszystko i szanuję to, ale wydaje mi się, że nie jest źle.
Jedno wiem na pewno: trzeba uważnie i cierpliwie słuchać się nawzajem, a niejedno się usłyszy. Tego mnie wciąż uczy moje dziecko, dlatego zawsze powtarzam, że rodzice w równym stopniu wychowują swoje pociechy, co są przez nie wychowywani smile

12,515

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

To, że wtedy jednak nie uciekłem to w znacznej mierze także jej zasługa. A naprawdę można było uciec. To był związek z kobietą, która ma kilkuletnie dziecko, która była w trudnej sytuacji finansowej, z długami, bez pracy, mieszkająca samotnie na wsi w domu rodzinnym (reszta rodziny rozjechała się po świecie). Nic tylko wiać big_smile To było dalekie od tych wymarzonych ideałów. Wszystko wydawało mi się przerastać. Ale jednak jakoś powoli się to poukładało. I to dawało satysfakcję.

Musisz być bardzo odpowiedzialnym mężczyzną, podoba mi się to, jak również fakt, że nie dezerterujesz w obliczu problemów związkowych.

Piegowata'76 napisał/a:

Są przeceniane, ale sądzę, że jednak potrzebne, to ważny sygnał. Ale żeby miłość nie umarła wraz z motylami, muszą zaistnieć jeszcze inne wartości.

Podpisuję się pod tym zdaniem. Zresztą ja nigdy nie miałam takich przeżyć, żebym wielbiła ziemię, po której stąpa mój luby czy mdlała w kolanach na jego widok. Ale miałam coś takiego, że zwyczajnie cieszyłam się na spotkanie, z każdego SMSa, doceniałam jak bm skosił trawę (szczególny wyczyn, bo był alergikiem uczulonym na pyłki traw) albo to, że jak urodziłam pierwsze dziecko, to przyszedł do nas do szpitala w garniturze i pod krawatem, kupił mi jakieś durne babskie czasopisma w prezencie (na codzień był strasznym skąpcem) i pani w kiosku chwalił się, że dziecko mu się urodziło. Poza tym zwyczajnie czułam do niego pociąg seksualny. Przy kolejnym partnerze czułam się jak hinduska bogini, mimo, że wyglądałam wtedy jak ciężarna słonica. Do tej pory mam sentyment do tych wspomnień. Z innym partnerem, z którym związałam się najkrócej nie było tej magii, więc rozstanie w ogóle nie było bolesne, ot jest dzisiaj, jutro go nie ma, był, poszedł, na zdrowie.

_v_ napisał/a:

i powiem Wam wiecej: przez ostatnie lata od września do stycznia to już ze dwa razy zdążyłam być chora. a w tym roku nic!
nawet nie macie pojecia jak seks z odpowiednia osoba wplywa na nasz organizm. czy zwykle przytualnie z kims, z kim sie jest w ZDROWEJ relacji.
)

Zwłaszcza jak trzeba regularnie badać się na HPV, HCV i AIDS, znając Twoje podejście do seksu. Ale przecież wszystko w trosce o zdrowie partnera w zdrowej relacji.

Piegowata'76 napisał/a:

Ja jeszcze się czasem waham, ale coraz bardziej upewniam się w swoich wyborach i przekonaniach. Nie znaczy to, że nie uznaję innych, ale moje są jakie są.

Ja już się nie waham, kiedyś nawet napisałam tutaj posta, żeby sie upewnić w wyborze, dzisiaj dla mnie to pewnik.

Piegowata'76 napisał/a:
_v_ napisał/a:

teraz wiem, ze opcji jest duzo i mozna wybrać cokolwiek smile

Tak, masz rację, wybierać trzeba świadomie i z przekonaniem i szacunek dla Ciebie za to.
Ale nie każdy przestrzega norm społecznych z ciężkim sercem i pod brzemieniem przymusu.
Pewne "odgórne" normy przyjmuję jako swoje.
Na przykład nie kradnę, bo nie chcę komuś robić świństwa i tego, co mnie niemiłe.
Na przykład nie przesypiam się z różnymi facetami, bo marzy mi się jeden konkretny związek, bycie z kimś, kogo się zna i nie przestaje kochać.
Więc wybierajmy dla siebie, a ze swoich wyborów nie czyńmy sztandaru.

Piegowata mam jak Ty.

12,516

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Symbi, no ja sie regularnie badam.
a Ty?

sadzisz, ze staly partner,którego kochasz czy mąż  Cie niczym nie zarazi?
to sie grubo mylisz.

ludzie sie zdradzają, czesto to robia po pijaku - ile razy tu czytalam,ze panie by wolaly, zeby je mąż po pijaku zdradził niz mial stała kochankę.
serio uwazasz ze taki maz po pijaku otworzy gumkę i ja założy?
no chyba raczej nie.
a potem bedzie bez gumki bzykal żonę,bo w koncu to małżeństwo.
a potem dziewczyny piszą jak to ich ukochany je zarazil hpv czy innym badziewiem.

czy ktokolwiek tu sie przebadal, jak dowiedział się, ze mąż czy zona go zdradza?
czy ktokolwiek zapytal partnera przed pierwszym seksem czy ma aktualne badania?

jesli promil ludzi tu to zrobil, to wybacz, Symbi, ale nie ja tu jestem w grupie ryzyka wink

12,517

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Motylki w brzuchu fajna rzecz. W tym kontekście jeśli mówić o nich, to może, może w wieku 17 lat przy tzw. pierwszej miłości. Później to trudno powiedzieć, pamięć już szwankuje. Czy to znaczy, że później to już nie to, fałsz i aby dym w oczy? No nie wiem. A te motylki, to reakcja fizjologiczna, odczuwałem nieraz w sytuacjach na pewno nie miłosnych. Coś z uwalnianiem jakichś hormonów i wtedy tak miło się robi. Może mam jakieś zaburzenia ha, ha.

12,518

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dzień dobry!
Stawiam śniadanie
https://4.bp.blogspot.com/-SkhfvPpIg38/VztA4G30mtI/AAAAAAAAADY/lX5nij_yJ94QbDgJfgYKX53_gbBtk8ytACLcB/s1600/22222222222.jpg
V, na pewno jesteś bardziej zagrożona na choroby przenoszone drogą płciową niż ja.

12,519

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dzień dobry, jestem głodna jak  wilk, więc chętnie poczęstuję się pysznościami. smile

Co do miłości jednego nie można jej odmówić - czy w to w sztuce czy w życiu jest tematem numer jeden. Gorącym tematem. smile

Tematycznie smile

12,520

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Dzień dobry!
Stawiam śniadanie
https://4.bp.blogspot.com/-SkhfvPpIg38/VztA4G30mtI/AAAAAAAAADY/lX5nij_yJ94QbDgJfgYKX53_gbBtk8ytACLcB/s1600/22222222222.jpg
V, na pewno jesteś bardziej zagrożona na choroby przenoszone drogą płciową niż ja.

O !!! Takie to bym zjadł smile
Ja to zazwyczaj dużo bardziej skromnie.

12,521

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Snake napisał/a:

Motylki w brzuchu fajna rzecz. W tym kontekście jeśli mówić o nich, to może, może w wieku 17 lat przy tzw. pierwszej miłości. Później to trudno powiedzieć, pamięć już szwankuje. Czy to znaczy, że później to już nie to, fałsz i aby dym w oczy? No nie wiem. A te motylki, to reakcja fizjologiczna, odczuwałem nieraz w sytuacjach na pewno nie miłosnych. Coś z uwalnianiem jakichś hormonów i wtedy tak miło się robi. Może mam jakieś zaburzenia ha, ha.

Snake, w dzieciństwie zdarzyło mi się przelecieć samolotem. To był tzw. Antonow do rozsiewania nawozu po polach smile.
Gdy zniżał lot, czuło się w brzuchu zwariowane łaskotanie big_smile
Gdy jeździłam w dzieciństwie do dziadków samochodem z rodzicami, to w pewnym miejscu była cała seria takich górek, gdzie przy zjazdach też łaskotało - oj, jakie to było fajne! smile

12,522

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Pospałam dzisiaj do 12-ej. Och, co za rozkosz! smile

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTm9fmNoQRG5rjaMjGMfkqWPbjhZhSkSbzd_jRu8jj3RYEphVc-ZQ

12,523

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Snake, w dzieciństwie zdarzyło mi się przelecieć samolotem. To był tzw. Antonow do rozsiewania nawozu po polach smile.
Gdy zniżał lot, czuło się w brzuchu zwariowane łaskotanie big_smile
Gdy jeździłam w dzieciństwie do dziadków samochodem z rodzicami, to w pewnym miejscu była cała seria takich górek, gdzie przy zjazdach też łaskotało - oj, jakie to było fajne! smile

Zrobiłem mały przegląd i już wiem kiedy miałem przeważnie te tzw. motylki - jak mnie ktoś chwali, a jak chwali kobieta, to już całkiem, całkiem lol

12,524

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Snake napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Snake, w dzieciństwie zdarzyło mi się przelecieć samolotem. To był tzw. Antonow do rozsiewania nawozu po polach smile.
Gdy zniżał lot, czuło się w brzuchu zwariowane łaskotanie big_smile
Gdy jeździłam w dzieciństwie do dziadków samochodem z rodzicami, to w pewnym miejscu była cała seria takich górek, gdzie przy zjazdach też łaskotało - oj, jakie to było fajne! smile

Zrobiłem mały przegląd i już wiem kiedy miałem przeważnie te tzw. motylki - jak mnie ktoś chwali, a jak chwali kobieta, to już całkiem, całkiem lol

Ja miewam motylki czasem po niektórych potrawach tongue

12,525 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-11 14:51:13)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:
Snake napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Snake, w dzieciństwie zdarzyło mi się przelecieć samolotem. To był tzw. Antonow do rozsiewania nawozu po polach smile.
Gdy zniżał lot, czuło się w brzuchu zwariowane łaskotanie big_smile
Gdy jeździłam w dzieciństwie do dziadków samochodem z rodzicami, to w pewnym miejscu była cała seria takich górek, gdzie przy zjazdach też łaskotało - oj, jakie to było fajne! smile

Zrobiłem mały przegląd i już wiem kiedy miałem przeważnie te tzw. motylki - jak mnie ktoś chwali, a jak chwali kobieta, to już całkiem, całkiem lol

Ja miewam motylki czasem po niektórych potrawach tongue

Czyli jednak mamy motylki i to jakie dostępne! smile

http://www.mysli.com.pl/uploads/cites/text/85/621.jpg

12,526

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:
wilczysko napisał/a:
Snake napisał/a:

Zrobiłem mały przegląd i już wiem kiedy miałem przeważnie te tzw. motylki - jak mnie ktoś chwali, a jak chwali kobieta, to już całkiem, całkiem lol

Ja miewam motylki czasem po niektórych potrawach tongue

Czyli jednak mamy motylki. Nie jest źle smile

No w takich przypadkach może być bardzo źle big_smile

12,527

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Wilk, grunt to właściwa perspektywa smile

http://pobierak.jeja.pl/images/6/f/0/159009_ach-ta-perspektywa.jpg

12,528

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Zmykam. Dziecię marzy o naleśnikach smile

http://fifek.pl/upload/images/large/2014/05/bedziesz_chcial_nalesnika_2014-05-02_11-28-35.jpg

12,529

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

V, na pewno jesteś bardziej zagrożona na choroby przenoszone drogą płciową niż ja.

No i dlatego mozna V zazdrościć tongue big_smile

12,530 Ostatnio edytowany przez Symbi (2018-01-11 22:40:48)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

.

12,531

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Snake, w dzieciństwie zdarzyło mi się przelecieć samolotem. To był tzw. Antonow do rozsiewania nawozu po polach smile.
Gdy zniżał lot, czuło się w brzuchu zwariowane łaskotanie big_smile
Gdy jeździłam w dzieciństwie do dziadków samochodem z rodzicami, to w pewnym miejscu była cała seria takich górek, gdzie przy zjazdach też łaskotało - oj, jakie to było fajne! smile

Ja też pamiętam takie łaskotanie w żołądku i przy jeździe z górki, i na huśtawce.
Piegusku, uwielbiam Twoje poczucie humoru.

12,532

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piotr Introwertyk napisał/a:
Symbi napisał/a:

V, na pewno jesteś bardziej zagrożona na choroby przenoszone drogą płciową niż ja.

No i dlatego mozna V zazdrościć tongue big_smile

hahahaa, dobre smile
usmialam się smile

12,533 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-11 23:52:59)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Hej, hej smile Pozdrawiam wszy stkich mono- i poliseksualnych, homo, metro i hetero i pieron wie co jeszcze big_smile
Wraca mi humor. Dziś zagadaliśmy do siebie z takim jednym z mojego miasta, którego znam tylko przez internet. Już chyba z rok tak sobie gwarzymy od niechcenia. Pisałam kiedyś, że wręcz chciałam go spławić, bo obawiałam się namolnych podrywów, jednak gość się okazuje na poziomie (choć młodszy). Od pewnego czasu temat spotkania gdzieś się w tle przewijał, ale średnio byłam zainteresowana, wciąż miałam inne zajęcia i w ogóle ostatnio jakaś nierandkowa jestem. On jak widzę, niczego mi nie chce narzucać i decyzję co do spotkania zostawił mnie. Dzisiaj go więc zapytałam, co z tym piwem, czy dziś mu pasuje. Uprzedziłam: "Tylko wiedz, że ostatnio piękna nie jestem" (usterki zdrowotne). A on mi na to: "Może być dziś. I uprzedzam: ja nigdy piękny nie byłem". Chi, chi, chi! Rozbawił mnie.
Idę więc wieczorem na piwko z wirtualnym kolegą smile

P.S. A propos piękności właśnie mi się przypomniało, że okulary wiążę na nosie gumką recepturką i załamują się na wyżej wymienionym pod kątem mocno rozwartym, a bez nich czuję się totalnie rozebrana!
Ładne rzeczy yikes

12,534

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

TO Piegusku baw się dobrze!

12,535 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2018-01-11 19:12:18)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Hej, hej smile Pozdrawiam wszy stkich mono- i poliseksualnych, metro i hetero i pieron wie co jeszcze big_smile
Wraca mi humor. (...) Uprzedziłam: "Tylko wiedz, że ostatnio piękna nie jestem" (usterki zdrowotne). A on mi na to: "Może być dziś. I uprzedzam: ja nigdy piękny nie byłem". Chi, chi, chi! Rozbawił mnie.
Idę więc wieczorem na piwko z wirtualnym kolegą smile

Hej, dzięki od mono big_smile
Humor jest, piwko będzie to i zabawa dobra się szykuje, czego Ci życzę. smile

Edit:
A może idź na całość i zdejmij dziś te okulary. smile

12,536

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dziękuję. A tymczasem idę trochę pozmywać po naleśnikach.
Miłego wieczoru smile

Muzyczka dla tych, co lubią:

12,537

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Lilko, dlaczego zmieniłaś sygnaturkę i akurat na tematy o narcyzach?

12,538

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Lilka787 napisał/a:

A może idź na całość i zdejmij dziś te okulary. smile

Ha! big_smile

Witaj, Lilko, dawno nie zaglądałaś smile

12,539

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

☆☆☆Jeśli komuś sperma uszami tryska, to zazdrości☆☆☆

Potraktuje to jak komplement smile

12,540 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-12 01:40:35)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Hej, hej!
Piotrze, grunt to pozytywne myślenie... tudzież perspektywa smile

Wieczór miałam dziś bardzo towarzyski.
Pierwsze pół to spotkanie z kolegą, który okazał się... kolejnym moim sąsiadem. Mieszkamy blok w blok. Sympatyczny, normalny, w porządku. Choć mi serce mocniej nie zabiło, lubię takich normalnych ludzi. Takich... facetów z sąsiedztwa smile
Drugie pół wieczoru umilił mi kolega Warszawiak, który zawsze mnie odwiedza, gdy wpada do naszego miasta w interesach.
Aż odżyłam, a moje niedomagania z początku tygodnia poszły za góry, za lasy...
Do następnego razu. Ale o tym szaaaaa... smile

P.S. Lilka, jednak nie poszłam na całość i udałam się na spotkanie w tych niepełnosprawnych okularach big_smile
Mieliśmy się z czego pośmiać.

12,541

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Aż odżyłam, a moje niedomagania z początku tygodnia poszły za góry, za lasy...

No proszę - delikatny kontakt z pciom przeciwnom i jakie efekty !

12,542

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Co to będzie po niedelikatnym? smile

12,543

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Strach pomysleć ! 500+ ?

12,544 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-12 11:18:25)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piotr Introwertyk napisał/a:

Strach pomysleć ! 500+ ?

Hmmm...
W sumie to ja bardzo lubię dzieci... smile

A propos - nudzić się z wyżej wymienionymi nie sposób. Właśnie wpadła do domu moja pociecha i popędziła prosto do ubikacji... Znowu higienistka zwolniła go z lekcji.
Idziemy za chwilę do lekarza, coś jest na rzeczy.
Niezły ten mój urlop.
Ale i tak mnie zreanimował smile

Miłego dnia - niekoniecznie z motylami... wink

12,545 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2018-01-12 13:17:53)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Witajcie,

jakie miłe pogaduszki z rana. Ja zapraszam na szybką kawę.

https://i.wpimg.pl/O/392x330/d.wpimg.pl/2075962278--1190590099/kawa.jpg

Mam mnóstwo pracy zawodowej, a po niej staram się odpocząć i wyciszyć. Jednak zawsze zaglądam tutaj z przyjemnością. smile

Symbi napisał/a:

Lilko, dlaczego zmieniłaś sygnaturkę i akurat na tematy o narcyzach?

To efekt poszukiwań odpowiedzi na sytuację, w której się znalazłam. Uderzające jest w jakim precyzyjnym schemacie poruszają się narcyzi. Nie sposób tego w całości zrozumieć dopóki się nie doświadczy.

Miłego dnia smile

Posty [ 12,481 do 12,545 z 15,029 ]

Strony Poprzednia 1 191 192 193 194 195 232 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » moje cudowne życie po rozwodzie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024