moje cudowne życie po rozwodzie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » moje cudowne życie po rozwodzie

Strony Poprzednia 1 190 191 192 193 194 232 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12,416 do 12,480 z 15,029 ]

12,416 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2018-01-05 16:32:33)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Piegusku, wiem co znaczy poważna choroba i ból. Po urodzeniu dziecka ciężko zachorowałam, nie chodziłam, ani nie poruszałam się nawet na leżąco. Moja matka nie przyszła do mnie nawet jeden raz. To mówi samo za siebie. Dziś wiem, że ludzkie czyny mówią więcej niż słowa, tylko my nie chcemy tego widzieć. Myślałam, że z tego nie wyjdę. Wiele lat chorowałam i leczyłam się na RZS. I udało się. A może to nie było to.
Myślałam o Twojej chorobie, nie znam jej. Ale tak myślę, że tu w pewien sposób zaplątane są przyczyna i skutek. Wracając dziś do domu myślałam  o tym. Doszłam do takich ogólnych wniosków. Rodzimy się wolni, ale zaraz potem stajemy się niewolnikami koncernów farmaceutycznych. W tym świecie dezinformacji bardzo mało wiemy o sobie. Koncerny tworzą nieistniejące choroby, leki które nie leczą, wstrzykują nam toksyny i podają chemię. I tak chorują nasze ciała i dusze. Nie sposób się z tej pajęczyny wyplątać. Jedno wiem, większość ludzi nie zna prawdy dlaczego i na co choruje, ani nie wie jak się wyleczyć. I o to właśnie chodzi.
Ja tego nie rozumiem, dlaczego człowiek niszczy sam siebie i naszą planetę.
Kiedyś się buntowałam, dziś wiem, że nic się nie zmieni na dobre.
Jedyna nadzieja, że tam po drugiej stronie jest lepszy świat, wolny od pychy i chciwości.

Rozumiem Twoje obawy egzystencjalne Piegowata. Są naturalne i myślę, że w zdrowych granicach. W ogóle wiele rzeczy potrafisz ogarnąć w zdrowych proporcjach. 
Tylko ta jedna wyrwa jest w Twoich seksualnych granicach, nie widzisz po prostu tego.
Ale jednocześnie potrafisz się zatrzymać i zastanowić, tak jak wtedy gdy Feniks napisała Ci o Meczowym. Poparz, że właściwie, każda z nas to widziała, nawet bardzo liberalna -v- , a Ty nie widziałaś. Mnie tu nie chodzi o Meczowego jako takiego, tylko piszę żeby pokazać Ci to zjawisko. Kiedy je poznasz, będziesz w stanie wypracować w sobie tę granicę.

Co innego język płci, tak tu bywa często wesoło, jak w tym żarcie o pierogach, który wstawiła kiedyś Symbi. big_smile

Zobacz podobne tematy :

12,417 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-05 18:33:57)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Eeee, tam, bez przesady, Lilko, z tym Meczowym. Ostatnie zajście, to z sekstelefonem, przytoczyłam wyłącznie jako anegdotę, bo jestem już na tyle zdystansowana, że mogę się jedynie w głowę na to gadanie postukać.
Przyznaję jednak, że potrafił nieźle mnie kiedyś zmylić. Udawał początkowo wielce kulturalnego i poukładanego. Ujął mnie ciepłem, bo niewątpliwie potrafi je okazać. Niegłupio też mówił, umiał słuchać itd. Dopiero potem odkrył karty, a ja się kompletnie pogubiłam i nie od razu uwierzyłam, że to w nim jest problem. Koleżanka, która nas zapoznała, też się takich akcji po nim nie spodziewała.
Dziś to już mnie nie rusza.
Co do medycyny, to jestem zwolenniczką rozsądku. Owszem, nie ma co chemii nadużywać, ale zobacz, ilu ludzi umierało kiedyś przedwcześnie, ile starych grobów dzieci można spotkać na cmentarzach. Z moich starszych koleżanek z pracy chyba większość straciła jakiegoś małego braciszka czy siostrę, w każdym razie nie jest to żaden ewenement. Ja też mam taką nigdy niepoznaną ciocię, którą pewnie dziś wyleczono by bez większego problemu.
Nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś wyszedł z RZS, ale wszystkiego o chorobach nie wiem. To "krewny" mojego Sjogrena i z tego co wiem, należy do chorób przewlekłych, leczonych jedynie objawowo.
Swoją drogą kusiło mnie kiedyś wątek o Sjogrenie założyć.

P.S. Dobrze, że wyszłaś z choroby, a postawa Twojej mamy - cóż, przykre to bardzo.
Moja koleżanka żaliła się, że jej dorosłe dzieci mają ją w nosie, też nie raczyły odwiedzić jej w szpitalu, a wcale nie była złą matką.
Ja sobie nie wyobrażam, nie widywać się z Mamą, gdy przyjeżdża. Już pod koniec stycznia ją zobaczę i nie mogę się doczekać!

12,418

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:
Piotr Introwertyk napisał/a:

http://i1.memy.pl/obrazki/6185886211_leeece_.jpg


http://i1.memy.pl/obrazki/b52c448598_no_czekam.jpg

świetny dialog big_smile

12,419

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
_v_ napisał/a:

świetny dialog big_smile

Miło mi, że Ci się podoba smile

12,420

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Eeee, tam, bez przesady, Lilko, z tym Meczowym. Ostatnie zajście, to z sekstelefonem, przytoczyłam wyłącznie jako anegdotę, bo jestem już na tyle zdystansowana, że mogę się jedynie w głowę na to gadanie postukać.
Przyznaję jednak, że potrafił nieźle mnie kiedyś zmylić. Udawał początkowo wielce kulturalnego i poukładanego. Ujął mnie ciepłem, bo niewątpliwie potrafi je okazać. Niegłupio też mówił, umiał słuchać itd. Dopiero potem odkrył karty, a ja się kompletnie pogubiłam i nie od razu uwierzyłam, że to w nim jest problem. Koleżanka, która nas zapoznała, też się takich akcji po nim nie spodziewała.
Dziś to już mnie nie rusza.
Co do medycyny, to jestem zwolenniczką rozsądku. Owszem, nie ma co chemii nadużywać, ale zobacz, ilu ludzi umierało kiedyś przedwcześnie, ile starych grobów dzieci można spotkać na cmentarzach. Z moich starszych koleżanek z pracy chyba większość straciła jakiegoś małego braciszka czy siostrę, w każdym razie nie jest to żaden ewenement. Ja też mam taką nigdy niepoznaną ciocię, którą pewnie dziś wyleczono by bez większego problemu.
Nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś wyszedł z RZS, ale wszystkiego o chorobach nie wiem. To "krewny" mojego Sjogrena i z tego co wiem, należy do chorób przewlekłych, leczonych jedynie objawowo.
Swoją drogą kusiło mnie kiedyś wątek o Sjogrenie założyć.

P.S. Dobrze, że wyszłaś z choroby, a postawa Twojej mamy - cóż, przykre to bardzo.
Moja koleżanka żaliła się, że jej dorosłe dzieci mają ją w nosie, też nie raczyły odwiedzić jej w szpitalu, a wcale nie była złą matką.
Ja sobie nie wyobrażam, nie widywać się z Mamą, gdy przyjeżdża. Już pod koniec stycznia ją zobaczę i nie mogę się doczekać!

Lekarzem nie jestem ale z pewnych wzgledow dosc mocno interesuje sie chorobami autoimmunologicznymi i tez wiem ze RZS to przewlekla choroba ktorej postep mozna powstrzymac (i to nie zawsze) ale raczej nie wyleczyc. Opisywane przez Ciebie objawy Lilko pasuja mi rowniez do SM a z tego co sie orientuje w tej chorobie zdarza sie wersja ze pacjent ma tylko jeden rzut  przez cale zycie no i czesto wlasnie sprawia klopot diagnostyczny bo moze przypominac rzs. Ale w sumie to i tak bez znaczenia smile Najwazniejsze ze udalo sie cofnac skutki choroby i czujesz sie juz dobrze. Oby tak dalej. Wierze rowniez, ze w Twoim przypadku Piegowata to tylko gorszy moment i sytuacja sie poprawi smile Ja takze mam za soba dluzszy, kilkuletni epizod chorobowy i kiedy juz zwatplilam ze to sie kiedys poprawi nagle ustapilo praktycznie calkowicie. Takze nie mozna tracic nadziei i nie ma sie co martwic na zapas. Ja wierze ze Ktos czuwa i bedzie dobrze smile

12,421 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2018-01-05 19:39:49)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Przyznaję jednak, że potrafił nieźle mnie kiedyś zmylić. Udawał początkowo wielce kulturalnego i poukładanego. Ujął mnie ciepłem, bo niewątpliwie potrafi je okazać. Niegłupio też mówił, umiał słuchać itd. Dopiero potem odkrył karty, a ja się kompletnie pogubiłam i nie od razu uwierzyłam, że to w nim jest problem. Koleżanka, która nas zapoznała, też się takich akcji po nim nie spodziewała.
Dziś to już mnie nie rusza.

Ok, rozumiem.

Piegowata'76 napisał/a:

Co do medycyny, to jestem zwolenniczką rozsądku.


I ja, ale nie o tym pisałam. Wiem, że postęp medycyny sprawił, że można wyleczyć wiele śmiertelnych niegdyś chorób, ale dziś pazerność koncernów produkuje wiele innych wcześniej nie znanych.


Piegowata'76 napisał/a:

Ja sobie nie wyobrażam, nie widywać się z Mamą, gdy przyjeżdża. Już pod koniec stycznia ją zobaczę i nie mogę się doczekać!

A zatem miłego spotkania córki z mamą życzę. smile

Dla mnie to już rozdział zamknięty, jednocześnie osiągnęłam spokój. Może to dziwne, ale nie brakuje mi matki. Może dlatego, że mam inne bliskie osoby, które mnie kochają.

12,422 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2018-01-05 19:38:30)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
feniks35 napisał/a:

em ale z pewnych wzgledow dosc mocno interesuje sie chorobami autoimmunologicznymi i tez wiem ze RZS to przewlekla choroba ktorej postep mozna powstrzymac (i to nie zawsze) ale raczej nie wyleczyc. Opisywane przez Ciebie objawy Lilko pasuja mi rowniez do SM a z tego co sie orientuje w tej chorobie zdarza sie wersja ze pacjent ma tylko jeden rzut  przez cale zycie no i czesto wlasnie sprawia klopot diagnostyczny bo moze przypominac rzs. Ale w sumie to i tak bez znaczenia smile Najwazniejsze ze udalo sie cofnac skutki choroby i czujesz sie juz dobrze. Oby tak dalej.

Dziękuję Feniks. smile

Nie chcę się tu rozpisywać co do choroby, ale miałam rozpoznanie właśnie RZS, ostry rzut, brałam wiele ciężkich leków, nie mogłam wtedy zachodzić w ciążę. Stopniowo choroba ustępowała, aż w końcu dziś nie odczuwam żadnych zmian. Dlatego myślę, że rozpoznanie było złe, bo RZS nie ustępuje.

Ja też mam nadzieję, że wszystko ostatecznie dobrze się ułoży. Ufam smile

12,423 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-05 20:09:41)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dziewczyny, w końcu się wkurzyłam i wzięłam ibuprom. Ufff, co za ulga! Cudownie gdy nic nie boli, od razu inny stosunek do życia. Sam fakt braku bólu uszczęśliwia. Nie chciałam brać tabletki wcześniej, bo boję się zbytnio do nich przyzwyczajać. Pod koniec miesiąca (wszystko pod koniec smile ) mam wyznaczoną wizytę kontrolną u reumatologa, to się dopytam.
Choruję jakieś 8 lat, ale do pewnego czasu nie odczuwałam większych dolegliwości, jedynie tę suchość w ustach.
Przypomniało mi się, co opowiadała znajoma starsza kobieta, która już od kilku lat nie żyje, a udało jej się dożyć dziewięćdziesiątki z hakiem. Za młodu coś ją dosłownie położyło, a po jakimś czasie przeszło samo. Może to gorączka reumatyczna, o której coś kiedyś czytałam?
Na RZS choruje moja najlepsza przyjaciółka. Ta choroba to po prostu cholerstwo!

12,424

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Lilka787 napisał/a:

Może dlatego, że mam inne bliskie osoby, które mnie kochają.

No i tego się trzymaj smile

12,425

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dzień dobry! Piegusku,przytulam i pocieszam, trzymaj się skarbie.

12,426 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-06 15:27:19)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Dzień dobry! Piegusku,przytulam i pocieszam, trzymaj się skarbie.

Dzięki smile
Już mi dobrze. Jeszcze pożyję, ku niezadowoleniu moich wrogów smile
Błaha rzecz mi pomogła, bo głupi ibuprom.
Te moje boleści nie były silne, lecz piekielnie dokuczliwe. Żyć mi się w takim stanie nie chciało, ale zastanawia mnie, czy tabletki "z byle powodu" to dobry pomysł, dlatego próbowałam poradzić sobie własnymi siłami.

12,427

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Pieguski, ja sama staram się rozsądnie podchodzić do leków. Brałam swego czasu antydepresanty i miałam różne nastroje, wcale nie powodowały u mnie euforii. Rok po odstawieniu miałam epizod depresyjny i znowu  lekarz zapisał mi lek na stabilizację nastroju. Brałam bardzo nieregularnie, wiecznie o nim zapominałam, aż wreszcie zdałam sobie sprawę że te nastroje zależne są ode mnie, najczęściej dopadały mnie gdy nie miałam nic do roboty. Przypomniało mi się wtedy, co mi powiedział jeden mądry człowiek, pani nie ma depresji, pani się po prostu nudzi, niech pani idzie do szkoły. Do szkoły nie poszłam, ale za każdym razem jak nadchodzi zły czas, szukam sobie zajęcia, choćby przegląd neta. Tak nieraz myślę o Rampampam że ona też jak zaczyna się nudzić i stąd te jej różne dołki.

12,428

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Z drugiej strony cały czas biorę lek na moją chorobę, nie jest to żadna uciążliwość i jakkolwiek mam kolegę, który namawia mnie na medycynę alternatywną, leku nie zamierzam na własną rękę odstawiać. Jestem przykładem tego że na lekach można normalnie funkcjonować, wcale nie zmienia się moja osobowość i nie mam żadnych skutków ubocznych

12,429

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Symbi, masz rację, że trzeba szukać sposobów i samemu sobie pomagać. Też tak postępuję, choć przyznaję: czasami tracę je z oczu.
Pisałam już, ze bliska mi osoba choruje na RZS. Poznałam przez nią inną chorą i ta chora, żeby nie zwariować, funkcjonować w miarę normalnie, zażywa psychotropy. Czasem i tak trzeba.
A co do Ram, nie chcę oceniać, ale czasami mam wrażenie, że za mało docenia swoje codzienne życie. Że wiele osób na jej miejscu byłoby całkiem zadowolonych. Ale cóż... każdy z nas jest inny.
Ja się rzadko nudzę, właściwie nigdy, bo podobnie jak Ty, zawsze sobie coś znajdę. Sporo też pracowałam nad sobą i swoim podejściem do życia. Równowagę tracę w takich stanach jak ostatnio oraz gdy brakuje mi "świeżej krwi", a więc gnuśnieję w domu, co czasami się zdarza.
Pisałam tu kiedyś, że pewna osoba radziła mi założyć sobie gruby zeszyt (nawet tak go zatytułowałam) i notować wszelkie pomysły na doła, jakie tylko przyjdą mi do głowy. Przez pewien czas prowadziłam go z zapałem, ostatnio trochę zaniedbałam, ale mam do czego wrócić i nieraz wrócę.

12,430

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Z drugiej strony cały czas biorę lek na moją chorobę, nie jest to żadna uciążliwość i jakkolwiek mam kolegę, który namawia mnie na medycynę alternatywną, leku nie zamierzam na własną rękę odstawiać. Jestem przykładem tego że na lekach można normalnie funkcjonować, wcale nie zmienia się moja osobowość i nie mam żadnych skutków ubocznych

Nie ma co popadać w skrajności. Leki też czasami są potrzebne.
Wczorajsza "interwencja farmakologiczna" okazała się bardzo skutecznym rozwiązaniem. Dziś już ani śladu po boleściach smile

12,431

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:
Symbi napisał/a:

Z drugiej strony cały czas biorę lek na moją chorobę, nie jest to żadna uciążliwość i jakkolwiek mam kolegę, który namawia mnie na medycynę alternatywną, leku nie zamierzam na własną rękę odstawiać. Jestem przykładem tego że na lekach można normalnie funkcjonować, wcale nie zmienia się moja osobowość i nie mam żadnych skutków ubocznych

Nie ma co popadać w skrajności. Leki też czasami są potrzebne.
Wczorajsza "interwencja farmakologiczna" okazała się bardzo skutecznym rozwiązaniem. Dziś już ani śladu po boleściach smile

Piegowata a Twoj reumatolog nie zalecil Ci na te stany bolowe jakis lekow na recepte? Mam kolezanke ktora cierpi na chorobę z grupy "reumatycznych" i na swoje schorzenie bierze regularnie konkretne leki przeciwzapalne i przeciwbolowe ( te w miare potrzeby) zalecone przez lekarza prowadzacego.

12,432 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-06 16:26:54)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Feniks, ja do niedawna nie miałam stanów bólowych, a jeśli już to sporadycznie i zupełnie nie wiązałam ich z chorobą. Dopiero gdzieś pod koniec wakacji skojarzyłam fakty, bo i dolegliwości nawiedzają mnie częściej.
Poza tym byłam zdania, że nie ma co się "pieścić" i unikałam faszerowania się lekami (oprócz tych, które stale zażywam od kilku miesięcy), tylko dlatego, że coś mnie tam "rozbiera". Mogłam też mieszkając bez syna pozwolić sobie na nicnierobienie przez całe popołudnie, drzemkę w biały dzień itp, a teraz nie ma tak dobrze. Boli, a trzeba dziecku dać jeść itd.

12,433

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Pieguski, a pewnie że dobrze że wzięłaś lek, w końcu dolegliwości miałaś drugi dzień. Ja nie demonizowałabym osiągnięć współczesnej medycyny, bo dzięki niej ja prowadzę normalne życie i nawet nie mam grupy inwalidzkiej a mogłabym mieć, a dwójka moich dzieci nie umarła w wieku niemowlęcym.

12,434

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Przepraszam za błędy i interpunkcję, ale pisze z telefonu

12,435

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Jestem podobnego zdania co Symbi. Piegowata tu nie chodzi o pieszczenie sie ze soba tylko Twoj komfort. Oczywiscie odpoczynek w tej chorobie jest jak najbardziej wskazany ale gdy boli dokuczliwie to chyba warto sobie ulzyc rowniez lekiem i to najlepiej nieprzypadkowym. Ja bym na Twoim miejscu poprosila lekarza zeby mi zaproponowal / zapisal jakis lek  przeciwbolowy na Twoje dolegliwosci. Zwykle one maja dlugi termin waznosci i mialabys je pod reka na te kryzysowe sytuacje:)

12,436

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Feniks, gdyby to był taki ewidentny, że tak powiem, klasyczny ból, nie miałabym wątpliwości ani skrupułów. A to było takie "pieronwieco". Ból - nieból, żle po prostu, czuje się całe ciało: ręce, nogi, plecy... niby nie boli, a boli wszystko. Dziwaczne uczucie i bardzo niekomfortowe.

12,437

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Ale może już zmieńmy temat smile

12,438 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-07 13:41:35)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dzień dobry!

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQ8PkH6FDRn9UlYxYESy_bspv6XvM7T13TmNiJ6vuiwZjhPl1wx

Melduję, że czuję się świetnie, a na dworze mimo pochmurnej aury, jest cudowne rześkie powietrze, co stwierdziłam wyskakując do sklepu po mleko do kawy smile
Wiecie, ciekawostkę stwierdziłam: korciło rano pomarudzić, a po śniadaniu przeszło jak ręka odjął smile
Robię zaraz obiad uroczo zwany kurzymi cyckami z warzywami na patelnię, szybki a smaczny. A potem może na kije wyskoczę, bo wreszcie czuję powrót chęci do życia smile

Miłego dzionka!

12,439

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dzień dobry smile
Poczęstuję się kawą zostawiając w zamian życzenia dla Was. smile

Ja robiłam wczoraj imprezę, miałam dużo pracy z tym związanej, a dziś odpoczywam.

Piegowata'76 napisał/a:
Lilka787 napisał/a:

Może dlatego, że mam inne bliskie osoby, które mnie kochają.

No i tego się trzymaj smile

Dziękuję smile

12,440

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Ja dzisiaj z synem na pizzę wyszłam, bo dziecko prosiło o to. Stwierdzam, że taka zima mi nie przeszkadza,będąc mieszkanką nizin wcale mi nie tęskno za śniegiem.

12,441 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-07 17:54:37)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Ja uwielbiam śnieżne zimy. Po pierwsze są wizualnie ładniejsze, a po drugie mamy wtedy więcej światła, co na mój nastrój wpływa bardzo korzystnie.
Przeżyję te nasze ostatnie szarobure zimy, nie mam wyjścia, ale sympatią ich nie darzę. Brzydko jest!

12,442 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-07 17:55:36)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Powiedzcie mi, kurrrde, czym różni się obrana surowa marchewka u mamy od tejże samej u taty yikes
Mój niesamowity syn twierdzi, że jest różnica i u taty marchewka dobra i lubił ją chrupać, a u mnie nie sad
Obiadem też wzgardził, sam ryż wpylił, a warzywa z cyckami nie spotkały się z aprobatą. I nie pomógł nawet szantaż, że kto nie zje, ten zmywa naczynia.
Co ja się mam z tym facetem wink

12,443

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Moi cycki z kurczaka lubią, ryż też, nawet bardziej niż ziemniaki,  ale z warzywami to ciężka sprawa, jeszcze starszemu przechodzi szpinak i brokuły i często patrząc na mnie wymownie, żebym tylko zauważyła i pochwaliła,  do obiadu nakłada sobie troszkę surówki, młodszy pomidory tylko w postaci zupy pomidorowej i sosu do spaghetti bolognese. Jest szczęśliwy jak mu odpuszczę warzywa.
Może Piegusku synek czuje, że u mamusi może bardziej pokaprysić?
A u mnie skończyła się świąteczna wyżerka wreszcie i mam nadzieję zacząć jutro dietę, chciałabym zrzucić 4 kilo, mam nadzieję, że się uda.

12,444

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Ja uwielbiam śnieżne zimy. Po pierwsze są wizualnie ładniejsze, a po drugie mamy wtedy więcej światła, co na mój nastrój wpływa bardzo korzystnie.
Przeżyję te nasze ostatnie szarobure zimy, nie mam wyjścia, ale sympatią ich nie darzę. Brzydko jest!

Pewnie, że przysypane śniegiem szare trawniki lepiej wyglądają, ale okres sypania śniegu nie jest moim ulubionym, przez konieczność odśnieżania, a i szkody, które śnieh potrafi wyrządzić rynnom czy roślinom.

12,445

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Marchewka jesli mowa o chrupania na surowo jest wyczuwalna jej rozna jakość.  Np z biedronki wybieram do chrupania tylko cienkie max 15mm srednicy. W biedrze nikt nie marudzi ze kopię w kartonie smile

12,446

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piotr Introwertyk napisał/a:

Marchewka jesli mowa o chrupania na surowo jest wyczuwalna jej rozna jakość.  Np z biedronki wybieram do chrupania tylko cienkie max 15mm srednicy. W biedrze nikt nie marudzi ze kopię w kartonie smile

Piotrze, a to ciekawe z tymi marchewkami smile Przetestuję.

12,447

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Moi cycki z kurczaka lubią, ryż też, nawet bardziej niż ziemniaki,  ale z warzywami to ciężka sprawa, jeszcze starszemu przechodzi szpinak i brokuły i często patrząc na mnie wymownie, żebym tylko zauważyła i pochwaliła,  do obiadu nakłada sobie troszkę surówki, młodszy pomidory tylko w postaci zupy pomidorowej i sosu do spaghetti bolognese. Jest szczęśliwy jak mu odpuszczę warzywa.
Może Piegusku synek czuje, że u mamusi może bardziej pokaprysić?
A u mnie skończyła się świąteczna wyżerka wreszcie i mam nadzieję zacząć jutro dietę, chciałabym zrzucić 4 kilo, mam nadzieję, że się uda.

Dzieci mają swoje smaki, sama pamiętam, jak pracowicie układałam na brzegach talerzy "wianuszki" z gotowanych, pokrojonych do zupy warzyw, których nie cierpiałam. Do dziś też nie znoszę rozgotowanych owoców z kompotu (jabłka czasami przemycam w racuchach). Myślę, że wyrośnie z grymasów. Śmieję się z tych jego grymasów, ale i czasami doznaję frustracji.
U tatusia syn właśnie zawsze mógł pogrymasić. W naszym małżeństwie to ja byłam "ta niedobra", która nie ulegała dziecku we wszystkim.
Faktem jest, że na pewno moja kuchnia różni się od tatusiowej, do której mały przywykł.

12,448 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-08 00:11:28)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Symbi, ja jako mieszkanka bloku właściwie nie doświadczam tej gorszej strony zimy, więc moje spojrzenie jest inne niż tych, którzy muszą się z nią zmagać.
Ja jeszcze dojadam resztki poświąteczne, ale już ich niewiele zostało. Trochę zamroziłam na leniwe dni, gdy nie chce się gotować.
Nie wiem, czy mi przybyło, czy ubyło kilogramów, bo szczęśliwie nie posiadam w domu wagi. W portki się mieszczę, więc nie jest źle.
Miałam w życiu krótki epizod z nadwagą, gdy skończyłam studium i siedząc w domu zajadałam różne frustracje, ale gdy poszłam do pracy, nadmiar zgubił się prawie z dnia na dzień bez żadnych starań. Do dziś mam luksus niezawracania sobie głowy wagą, a podjeść dobrych rzeczy lubię smile

12,449

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Witajcie!
Na poranny rozruch kawka. http://www.eioba.org/files/user27233/a195002/Kawa_kawka_-_co_nas_nie_zabije_small.png
Piegowata, pewnie że nie wszyscy odczuwają tak samo skutki zimy, mimo wszystko ja jednak bardzo lubię miejsce, w którym mieszkam. latem koszenie, zimą snieg. Śnieg zapowiadają w połowie tygodnia, wiec kto wie jak będzie z odśnieżaniem, na szczęście mam dwóch dorastających pomocników w domu, więc w miarę możliwości pomogą mi.
Ja też się mieszczę w portki na szczęście i ro nawet w rozmiarze 36, ale w ramach noworocznych postanowień znowu rozpoczynam walkę z fałdką na brzuchu.

12,450 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-08 14:35:54)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Ja też się mieszczę w portki na szczęście i ro nawet w rozmiarze 36, ale w ramach noworocznych postanowień znowu rozpoczynam walkę z fałdką na brzuchu.

To filigranowa kobietka jesteś. Ja jestem większa o dwa numery big_smile
Fałdki gdzieś tam zapewne jakieś by się znalazły, ale mam to w głębokim poważaniu. Przyda się zapasik na ciężkie czasy big_smile big_smile big_smile

Dzięki za kawkę.

12,451

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Onkolodzy wolą wieksze rozmiary big_smile Symbi - masz gorsze szanse jakby co !

12,452

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piotr Introwertyk napisał/a:

Onkolodzy wolą wieksze rozmiary big_smile Symbi - masz gorsze szanse jakby co !

Piotr, ty makabrysto!!! big_smile

12,453

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piotr Introwertyk napisał/a:

Onkolodzy wolą wieksze rozmiary :D Symbi - masz gorsze szanse jakby co !

Ale zawsze jakieś szanse są :)

12,454

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Za to u mnie masz duze big_smile jeszcze jak brunetka... wink

12,455

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piotr Introwertyk napisał/a:

Za to u mnie masz duze big_smile jeszcze jak brunetka... wink

Rumienię się!

12,456

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

do posłuchania na wieczór

12,457

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Rumienię się!

Jakbym Cię nie znał to moze bym uwierzyl tongue

12,458

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Jakby nie było, jest to komplement dla mnie, Piotrze.

12,459 Ostatnio edytowany przez Piotr Introwertyk (2018-01-08 22:14:11)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

A to dziwne akurat. Przeciez cala reszta malych chudych i czarnych tez jest w moim guscie wiec gdzie tu komplement?
Edit no i tez nie mamy na to wpływu na to jaki typ sie nam podoba ani jakim typem jestesmy.

Po secundo to tez nie do konca rozumiem czemu mialbym czuc sie lepiej lub gorzej jak komus sie podobam lub nie podobam. To samo z tym co mam na sobie i generalnie wygladu. Nie wzrusza mnie to zbytnio. Ale jak ktos zauwaza i ocenia to co robie to juz tak -bardzo smile czy to porownywalne jest?

12,460

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Oj Piotrze, wolałbyś żebym CI powiedziała "Spadaj z tą szansą, nie jestem zainteresowana"?
Sorki, jeśli zabrzmiało zbyt obcesowo.

12,461

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Wolalbym hmmm... chyba nie oczekiwalem niczego w zamian. Taki suchy fakt podalem do wiadomosci. Ale jesli pierwsze co ci przyszlo do glowy to "spadaj" to tak-wolalbym zdecydowanie wole jasne sytuacje big_smile

12,462

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dzień dobry!
Piegowata, śniłaś mi się dzisiaj.
Zapraszam na wirtualne śniadanko
http://bezfartuszka.pl/wp-content/uploads/2016/02/Sniadanie-do-lozka3-740x357.jpg
i piosenka na dobry dzień

12,463

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Dzień dobry!
i piosenka na dobry dzień

Jednak ta oksytocyna potrafi też fajne rzeczy zdziałać wink

12,464

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Piotrze, pewnie, że oksytocyna tak działa. Wciąga jak narkotyk. Pozwala przeżyć trud macierzyństwa, sprzyja trwałości więzi, zbliża partnerkę do partnera z każdym jej orgazmem.

12,465 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-09 13:39:11)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Skąd Wam się nagle oksytocyna wzięła? Nie nadążam... smile

Symbi, a chociaż przyjemny był ten sen? Jeśli tak, to należy częściej rozmawiać smile
Mnie wczoraj pomogłaś się zresetować, bo od pewnego czasu zmagam się z jakąś zniżką.

Nie jestem i nigdy nie byłam hipohondryczką ani przesadną marudą, a ostatnio muszę się mocno brać w garść. Czasami to tak banalne, że aż śmieszne.
Dziś rano na przykład. Przychodzę do pracy w normalnym, spoko nastroju smile A po jakimś czasie chandra bez powodu i to taka, że na płacz się zbiera. I to "coś", na co ostatnio się Wam skarżyłam. I zimno! Lodowate ręce i wszystko w czarnych barwach.
I wiecie, kurczę, napiłam się ciepłej herbaty... Jak ręką odjął!

To g...o zwane chorobą motywuje mnie do przyglądania się sobie, rozpoznawania swoich stanów i szukania rozwiązań. Ale czasem chwilę trwa, zanim znajdę, choć zwykle okazuje się to bardzo proste.

Idę sobie zrobić nowej gorącej herbaty.
A za oknem wreszcie słońce smile
Miłego dnia!

http://akademiaherbaty.pl/wp-content/uploads/2016/01/po-szalenstwach-na-stoku-herbata-gorska.jpg

12,466

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Każdy kocha inaczej, miłość miłości nierówna. Niektórzy zachowują się jak ogarnięci szałem, inni nie odczuwają tak silnego pobudzenia emocjonalnego. Skąd te różnice? Dowiedz się, jakie dokładnie zmiany zachodzą w twoim ciele pod wpływem zakochania.

Organizm każdego z nas wytwarza inne dawki hormonów miłosnych i dlatego na miłość reagujemy tak różnie. Stężenie i współpraca hormonów zmieniają się też w miarę, jak przeżywamy wzloty i upadki miłości.
Miłość: hormony i feromony

Dzięki "miłosnym hormonom" masz zaróżowione policzki, gładką cerę, błyszczące oczy i większe źrenice. Zdarza się, że spotykasz kogoś przypadkiem i już wiesz, że to ten (ta) albo żaden (żadna). Są tacy, którzy wierzą, że to feromony – bezwonne sygnały wysyłane i odbierane poza naszą świadomością. Inni twierdzą, że to szósty zmysł albo wierzą, że miłość jest darem boskim. Naukowcy natomiast wiedzą na pewno jedno – miłość – odwieczne natchnienie poetów – jest tylko grą hormonów. Stan zakochania wywołują substancje chemiczne, które działają na mózg (a nie na serce!) jak narkotyk. Dlatego dużo prawdy jest w starym powiedzeniu, że gdy budzi się miłość, zasypia rozum.
Miłość: burza w mózgu

Narodziny miłości są dla organizmu prawdziwym szokiem. Serce bije szybciej, podwyższa się ciśnienie krwi, ręce drżą i się pocą – to oznacza, że wpadliśmy sobie w oko. Teraz wszystko dzieje się z szybkością błyskawicy. Gdy między dwojgiem ludzi zaiskrzy, w ich mózgu dochodzi do chemicznej burzy. Zaczyna się produkcja pewnych neuroprzekaźników (to hormony odpowiadające za przekazywanie sygnałów między komórkami nerwowymi). Niektórych mózg nie wytwarzał wcześniej wcale, inne produkował, ale np. w mniejszej ilości. Przestrojenie hormonalne winduje nas na coraz wyższe piętro miłosnych uniesień i sprawia, że zachowujemy się jak opętani. Przyjrzyjmy się bliżej sprawcom tego zamętu.


http://www.poradnikzdrowie.pl/psycholog … 34832.html
Miłość: cały świat twój

Jesteś w stanie przenosić góry. Czujesz, że cały świat należy do ciebie. Nie dostrzegasz problemów, które jeszcze do niedawna wydawały się nie do rozwiązania. Zakochanego po uszy rozpiera szczęście, chce mu się żyć – tańczyć, śpiewać, krzyczeć z radości! Czuje się jak "na haju". Taki stan euforii zawdzięczasz fenyloetyloaminie (w skrócie PEA). Działa ona jak narkotyk, ale nie jest szkodliwa dla organizmu, a niektórzy fizjolodzy uważają jej skład za chemiczną formułę miłości. Wystarczy spojrzenie osoby, którą kochasz, dotyk, a nawet sama myśl o obiekcie uczuć, a już dostajesz nową "działkę" narkotyku. To dzięki temu możesz nie zmrużyć oka przez całą noc, a następnego dnia nie czujesz zmęczenia, nawet masz więcej sił witalnych niż zwykle.


http://www.poradnikzdrowie.pl/psycholog … 34832.html
Miłość: różowe okulary

Z czasem nie możesz od ukochanej osoby oderwać myśli. Gdy nie ma jej przy tobie, czujesz bolesną tęsknotę. Pragniecie każdą wolną chwilę spędzać razem, patrząc sobie w oczy, trzymając się za ręce i całując. To wzrost w mózgu poziomu dopaminy, hormonu spokrewnionego z amfetaminą, który sprawia, że na obiekt swoich uczuć patrzysz bezkrytycznie, a jego wady wydają ci się urocze. Odkrywacie w sobie podobieństwa, pragniecie tego samego. Chodzisz z nim na basen, mimo że nie umiesz pływać i boisz się wody. Towarzyszysz jej w zakupach, choć tego nie cierpisz. Przypływ aktywności, bezsenność, utrata apetytu, drżenie rąk, kołatanie serca, przyśpieszony oddech, ekstaza, ale także niepokój oraz strach przed utratą ukochanej osoby to również wpływ dopaminy.
Miłość: jak na rauszu

Kolejny hormon odgrywający ważną rolę w budzącej się miłości to noradrenalina. Działa podobnie jak adrenalina i jak ona jest swoistym środkiem dopingującym. Wywołuje euforię i niezwykły przypływ energii. Sprawia, że chodzisz jak na lekkim rauszu. To dzięki niej pamiętasz najdrobniejsze szczegóły zachowania kochanej osoby i wspólnie spędzonych chwil.


http://www.poradnikzdrowie.pl/psycholog … 34832.html
Od euforii do rozpaczy

Jeśli ukochana osoba regularnie do ciebie dzwoni, wysyła sms-y albo spędza z tobą dużo czasu, świat jest piękny. Ale wystarczy, że spóźni się, a w jednej chwili ogarnia cię apatia, przygnębienie, nie możesz się na niczym skoncentrować. Pogrążasz się w czarnych myślach. Może już mnie nie kocha? Zamartwiasz się, dopóki nie usłyszysz w słuchawce ukochanego głosu. Wówczas znowu ogarnia cię wielkie szczęście. Rozmaitość nastrojów oraz obsesyjne myśli na temat ukochanej osoby to wina gwałtownego spadku poziomu serotoniny w mózgu, który powoduje totalny chaos w komunikacji komórek nerwowych. Mniej serotoniny to większy niepokój. I gdy coś się nie układa, popadasz w stany depresyjne.
Spokój po burzy

Po 1,5–4 latach substancje narkotyczne przestają działać. Oznacza to koniec namiętności, koniec szaleństwa i koniec wielkiej miłości. Ci, którzy się od niej uzależnili, szukają nowego obiektu uczuć – dlatego właśnie po 2–3 latach wiele par się rozpada. Jednak większość po etapie zakochania potrafi zbudować trwały związek. Pomagają w tym endorfiny, działające podobnie do morfiny. Wywołują uczucie szczęścia, spokoju i bezpieczeństwa, wystarczy obecność partnera. Jeśli nie wzrośnie poziom endorfin, bliska osoba staje się nam obojętna. Jest też oksytocyna, dzięki której potrzebujemy czułości, bliskości i ciepła partnera. Pojawia się podczas seksu i... karmienia piersią, odpowiada za rozkosz i wzmacnia instynkt macierzyński. Jej poziom maleje, gdy żyjemy w stresie, smutku i gdy się kłócimy.
Apetyt na seks

W czasie burzy hormonalnej w mózgu produkcja hormonów płciowych – męskiego testosteronu i żeńskich estrogenów – sięga zenitu. Decydują one o tym, ile możemy dać i ile czerpać z kontaktu intymnego, dlatego w okresie największych uniesień mamy nieustanny apetyt na seks i najchętniej nie wychodzilibyśmy z łóżka. Gdy hormony wracają do równowagi, wyciszeniu ulega też szał ciał. Ale seks wciąż odgrywa w związku ważną rolę, bo cementuje bliskość. A stopień tej bliskości wpływa na jakość intymnych zbliżeń. Dlatego wiele par, które czas pierwszych uniesień mają już za sobą, nadal pała do siebie gorącym pożądaniem. Jak im się to udaje? Unikają rutyny, która jest zgubna dla związku i namiętności,


http://www.poradnikzdrowie.pl/psycholog … tml?page=1

12,467 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-01-09 14:11:13)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Symbi, wiem o tych hormonach, tylko skąd nagle Wam się wzieły w wymianie zdań? smile

Kurczę, chyba jestem stara, bo coś mi się wydaje, że już nie potrafiłabym dać się tak po prostu porwać tej całej chemii. Powiem więcej, już mi to średnio imponuje.

Z jednej strony - trochę szkoda.

12,468

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Piegusku, nie siedzę w głowie Piotra, ale myślę, że obejrzał teledysk do piosenki porannej i stąd mu się tak oksytocyna wzięła na myśli i na języku.
Jak tam dzisiaj dzień?
Ja siedzę nad jednym zadaniem od rana i nie umiem go zamknąć, w dodatku jakoś wolno mi dzisiaj komputer chodzi, czyżby go przesilenie zimowe wzięło?

12,469

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dokladnie z teledysku sie wzięła. 
Caly ten wyklad o chemicznym zagadnieniu milosci nie nastawia mnie pesymistycznie -no przeciez jestesmy organizmami biologicznymi i kazda reakcje da sie tak opisac. Milosc do dzieci bezseksową tez-cos tam sie produkuje co nas w jakis pokrecony sposob zadowala.  Co nie zmienia faktu ze to wielce mile jest i chetnie bym zażył tego czegoś.  big_smile

12,470

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Jesteś w stanie przenosić góry. Czujesz, że cały świat należy do ciebie. Nie dostrzegasz problemów, które jeszcze do niedawna wydawały się nie do rozwiązania. Zakochanego po uszy rozpiera szczęście, chce mu się żyć – tańczyć, śpiewać, krzyczeć z radości! Czuje się jak "na haju". Taki stan euforii zawdzięczasz fenyloetyloaminie (w skrócie PEA). Działa ona jak narkotyk, ale nie jest szkodliwa dla organizmu, a niektórzy fizjolodzy uważają jej skład za chemiczną formułę miłości. Wystarczy spojrzenie osoby, którą kochasz, dotyk, a nawet sama myśl o obiekcie uczuć, a już dostajesz nową "działkę" narkotyku. To dzięki temu możesz nie zmrużyć oka przez całą noc, a następnego dnia nie czujesz zmęczenia, nawet masz więcej sił witalnych niż zwykle.

Gdzie można kupić tę fenyloetyloaminę ? Może być nawet w czopkach big_smile

12,471

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Gdzie można kupić tę fenyloetyloaminę ? Może być nawet w czopkach :D

Niestety, tak dobrze nie ma :( Cała sztuka polega na tym, żeby przy powąchaniu się partnerów zaskoczyło. Czytałam, że instynkty pierwotne powodują, że kobieta w ułamku sekundy potrafi ocenić wzrokiem, czy partner nadaje się do seksu.

12,472

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Gdzie można kupić tę fenyloetyloaminę ? Może być nawet w czopkach big_smile

Niestety, tak dobrze nie ma sad Cała sztuka polega na tym, żeby przy powąchaniu się partnerów zaskoczyło. Czytałam, że instynkty pierwotne powodują, że kobieta w ułamku sekundy potrafi ocenić wzrokiem, czy partner nadaje się do seksu.

Ułamek sekundy ?!! To straszne big_smile Za mało czasu na ucieczkę.

12,473

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Wilczysko, najgorsze, że wydaje się nam, że świadomie wybieramy potencjalnych partnerów seksualnych.

12,474

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:

Wilczysko, najgorsze, że wydaje się nam, że świadomie wybieramy potencjalnych partnerów seksualnych.

Świadomie to może i tak, ale wygląda na to, że nie w pełni poczytalnie smile
W ogóle to szkoda, że nie można sobie zrobić jakiś badań tej całej biochemii mózgu, bo osobiście uważam, że mam tam coś popierdolone.

12,475

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Świadomie to może i tak, ale wygląda na to, że nie w pełni poczytalnie smile.

Fakt.

wilczysko napisał/a:

W ogóle to szkoda, że nie można sobie zrobić jakiś badań tej całej biochemii mózgu, bo osobiście uważam, że mam tam coś popierdolone.

Ja też mam coś nie teges, ale nie narzekam, przyzwyczaiłam sie, polubiłam ten stan.

12,476

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

W ogóle to szkoda, że nie można sobie zrobić jakiś badań tej całej biochemii mózgu, bo osobiście uważam, że mam tam coś popierdolone.

Ja też mam coś nie teges, ale nie narzekam, przyzwyczaiłam sie, polubiłam ten stan.

Ja mam poczucie, że pewnych emocji w życiu nie zaznałem i trochę mi szkoda. Ale też muszę się do tego przyzwyczaić. Chociaż to bardzo trudne.

12,477

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Ja mam poczucie, że pewnych emocji w życiu nie zaznałem i trochę mi szkoda. Ale też muszę się do tego przyzwyczaić. Chociaż to bardzo trudne.

Nie straciłeś tego co masz ( masz żonę), więc może tego nie doceniasz.
"Jakbym wiedziała czym jest to szczęście, co rzadko zdarza się
gdyby ból był obcy mi (...)
Czy usłyszałabym szept, jakim to miłość wyznaje się
gdybym nie znała słów złych"

12,478

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
wilczysko napisał/a:

Ja mam poczucie, że pewnych emocji w życiu nie zaznałem i trochę mi szkoda. Ale też muszę się do tego przyzwyczaić. Chociaż to bardzo trudne.

Cześć, Wilczysko smile
Twoje słowa mogłabym podpisać własnym imieniem i nazwiskiem.
Ale to ponoć podstawowa praca terapeutyczna: opłakać braki i niespełnienia, zaakceptować, że nie wszystko już nadrobimy, ale i nie wszystkiego już potrzebujemy, albo nie w taki sposób jak dawniej. A więc opłakać, sprawić temu przyzwoity pogrzeb, a potem alleluja i do przodu. Na pewno to wszystko wiesz.
Ba, pewnie że niełatwe, ale gdy sobie to i owo przetłumaczę, to jakoś mi lepiej.

12,479

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Ja mam poczucie, że pewnych emocji w życiu nie zaznałem i trochę mi szkoda. Ale też muszę się do tego przyzwyczaić. Chociaż to bardzo trudne.

Nie straciłeś tego co masz ( masz żonę), więc może tego nie doceniasz.
"Jakbym wiedziała czym jest to szczęście, co rzadko zdarza się
gdyby ból był obcy mi (...)
Czy usłyszałabym szept, jakim to miłość wyznaje się
gdybym nie znała słów złych"


Tak, to jest bardzo ważne, aby nie tracić z oczu tego, co się ma.

12,480

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Symbi napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Ja mam poczucie, że pewnych emocji w życiu nie zaznałem i trochę mi szkoda. Ale też muszę się do tego przyzwyczaić. Chociaż to bardzo trudne.

Nie straciłeś tego co masz ( masz żonę), więc może tego nie doceniasz.
"Jakbym wiedziała czym jest to szczęście, co rzadko zdarza się
gdyby ból był obcy mi (...)
Czy usłyszałabym szept, jakim to miłość wyznaje się
gdybym nie znała słów złych"

Z żoną mimo wszystko nigdy nie było żadnych uniesień. Wręcz przeciwnie. Początek związku to był dla mnie bardzo ciężki okres, którego wolę nie wspominać. Ostatnio na naszej wspólnej terapii terapeutka właśnie chciała, żeby jej powiedzieć o naszych początkach. To było dla mnie cholernie ciężkie.

Posty [ 12,416 do 12,480 z 15,029 ]

Strony Poprzednia 1 190 191 192 193 194 232 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » moje cudowne życie po rozwodzie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024