Szkoda, że Was nie ma.
Gdy się siedzi samej w domu, czasami brakuje takich wirtualnych pogaduszek. Zżyłam się z Wami.
Alika, Lili, wysłałam maile do Was.
12,091 2017-11-28 21:14:54
12,092 2017-11-29 17:55:30 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-11-29 17:56:59)
Hallo hallo
Jak w piosence Alana Walkera, którego muzykę lubi moja córka, a ja razem z Nią.
Przybywam jak zwykle pełna optymizmu.
Ciężko go ze mnie wykorzenić, coś jakby odrasta nawet po trudnych przeżyciach.
A więc jestem z siebie mega, ale to mega dumna, że wytrwałam miesiąc absolutnie bez forum.
Teraz wiem, że dam radę racjonalnie korzystać z tej przyjemności. Tak jak mi doradzał psycholog, ucieczka nie jest wyjściem, trzeba nauczyć się stawić czoła trudnościom. Ja czasami chowam się, kiedy tracę wiarę w człowieka, ale potem dobre uczucia znów się we mnie rodzą.
Jeśli więc macie ochotę popisać Kochani, to możemy nieco ożywić nasz cudowny zakątek. Mam ochotę na poważną dyskusję, a raczej może poznanie Waszych przemyśleń odnośnie istnienia Boga. Mam takie pytanie: Jakie przesłanki sprawiają, że wierzycie lub nie wierzycie w istnienie Boga. Czy zastanawialiście się nad tym? Ja nieustannie, ale teraz jakby więcej.
W ostatnim czasie skończyłam czytać "Potęgę podświadomości". Jestem zachwycona tą książką. Mam zakreślone najważniejsze fragmenty i będę do nich wracać. Skończyłam również obszerne opracowanie "Epidemia szczepień" Mary Holland. Snake, myślę, że ta książka była by dla Ciebie interesująca. Zagadnienie to jest tam osadzone w bardzo szerokim kontekście historyczno-społeczno-naukowym. Jestem w połowie Lenczewskiej oraz zaczęłam kolejną wspaniałą pozycję "Jak być matką dla swojej córki" Marty Pociechy. Z tej ostatniej pozycji może coś uda mi się tutaj kiedyś napisać. Kolejno na celowniku mam Księgę Mądrości.
Serdeczne całusy Moi Kochani ![]()
12,093 2017-11-29 23:03:19 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-11-29 23:09:52)
Lilka, buzi ![]()
Ciekawe to Twoje pytanie o Boga i przesłanki. Co zdecydowało, że wierzę (aczkolwiek mocno po swojemu)? Przemyślenia i... akt woli. Po prostu chcę wierzyć, mam nadzieję, że całe to nasze życie, cały ten nasz świat ma sens i porządek. Po prostu z Bogiem jest mi lepiej niż bez Niego.
Rousseau albo Voltaire - któryś z tych "żabojadów"
- powiedział kiedyś, że gdyby Bóg nie istniał, należałoby go wymyślić. Podpisuję się oburącz!
Samo pojęcie "Bóg" jest dla mnie bardzo, bardzo szerokie i dość umowne. Mnie właściwie wszytko jedno, czy pewne sprawy nazwie się zbiegiem okoliczności czy boską interwencją, czy sprawką jeszcze jakiegoś innego bóstwa. Wychodzi i tak na jedno, a jak zwał, tak zwał. Jesteśmy dziećmi jednego.
12,094 2017-11-29 23:10:52
Lila, ja mam ochotę pisać, sprawia mi to wielką przyjemność.
12,095 2017-11-29 23:47:10
Buźka Piegusko
Odpisałam na maila.
Doszłam do wniosku, że relacje z Wami są dla mnie zbyt cenne, aby z nich zrezygnować. Ten miesiąc pozwolił mi na emocjonalny reset i teraz mogę rozpocząć moją bytność tutaj bez emocjonalnego uzależnienia. Wiecie, jak tak przeglądałam niki i widziałam, jak długo niektórzy tu są i ile czasu spędzają codziennie, to zrobiło mi się smutno. Nie chciałam tak skończyć. Spróbuję wypracować sobie taki model, w którym cudowne chwile z Wami będą tylko właśnie chwilami. Dam Wam znać oczywiście, czy jest to możliwe.
Jeśli chodzi o moje przesłanki co do istnienia Boga jest ich wiele, kiedyś obszernie opisałam je w dyskusji z niejakim mrd. Z ważniejszych są przesłanki naukowe, tylko Genialny Projektant mógł zaprojektować i stworzyć istotę tak skomplikowaną jak człowiek. Na drugim biegunie są przesłanki duchowe wynikające z osobistej relacji z Bogiem.
Wiara w istnienie opieki boskiej ma też aspekt uzdrawiający psychikę, z czym spotkałam się czytając książki psychologiczne.
Trudne byłoby dla mnie życie bez wiary, że po drugiej stronie jest kontynuacja naszego istnienia. Ja wręcz nie potrafię przyjąć takich myśli. Dla mnie byt raz powołany do istnienia nie może tak po prostu przestać istnieć.
Ale kim jest ów Genialny Projektant? Czy jest Moim Katolickim Bogiem? Chciałabym Go poznać.
Dobrej nocy, a przed snem warto pomyśleć i pomarzyć o pięknych rzeczach. ![]()
12,096 2017-11-30 19:51:13
Nie bardzo rozumiem, Lilko, na czym polega Twój problem z forum, ale nie śmiem pytać.
Moja znajomość z Netkobietami zaczęła się od poszukiwania odpowiedzi na pewne nurtujące mnie kwestie. Poczytywałam z ciekawością różne fragmenty i wątki, ponieważ w ogóle uwielbiam czytać i nie sprawia mi różnicy, czy to książka, czy internet.
Do napisania pierwszego postu pchnął mnie impuls. Dostałam rzeczowe odpowiedzi i to zachęciło mnie do zadawania innych pytań. Było to dla mnie formą psychoterapii, bo kto mnie trochę poczytał, ten wie, że mam dość skomplikowane życie i nie ze wszystkim sobie radzę. Autentycznie forum pomogło mi uporządkować to i owo w mojej głowie. A że trochę przy tym odsłoniłam swój "miękki brzuszek" - no, trudno, od tego się nie umiera ![]()
No i tak wciągnęłam się w forumowe pisanie. Miałam sporo wolnego czasu, często spędzałam w domu samotne wieczory, toteż forum było i jest fajną alternatywą dla nie zawsze bujnego życia towarzyskiego
Polubiłam ten rodzaj relaksu i wymiany myśli, traktuję go jako jedną z wielu sfer mojego życia, sądzę, że ze zdrowym dystansem i nie kosztem innych spraw. A że przy okazji do kilku osób poczułam szczególną sympatię - to tylko się cieszyć ![]()
Tak, że problem z forum, konieczność "detoksu" są mi raczej obce. Chcę - piszę, nie chcę - daję sobie spokój. Ot, zwykła rzecz.
Pozdrawiam Cię serdecznie. Za maila dzięki ![]()
12,097 2017-12-01 09:46:03 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-01 09:48:00)
Witajcie Kochani przy porannej kawie, dziś nietypowo piję ją w łóżku.

Pieguskomoje doświadczenia forum są inne niż Twoje. Widać, że Ty potrafiłaś wziąć stąd to co było Ci akurat potrzebne. To jest super.
Dla mnie forum było emocjonalnym uzależnieniem tzn. wzbudzało we mnie emocje, które nie mijały wraz z zamknięciem laptopa. Po prostu za dużo myślałam o tych sprawach z forum w realnym życiu. Nie potrafiłam tego oddzielić. Wiedziałam, że kiedy mi się to uda znów wejdę w ten świat rzeczywisty, który jest o wiele lepszy. Kiedy myślałam o forum nie potrafiłam w pełni żyć. Forum wiele mi dało, ale wiele też zabrało. U mnie bilans wyjdzie na zero.
Ten miesiąc bez forum tylko potwierdził moje przypuszczenia, że prawdziwy świat daje o wiele więcej. Jednak myślę, że nie jest dobrze utracić te fajne relacje z Wami, moimi koleżankami.
Tego nie chciałam stracić. Relacje są potrzebne, są ważne.
Spotkania z psychologiem dały mi naprawdę wiele, choć wiem że to ja sama na to zapracowałam. Teraz wiem jak to działa. Nauczyłam się jak dzięki odpowiedniemu myśleniu nie wzbudzać w sobie emocji niepotrzebnie.
Spróbuję więc jeszcze raz, chcę wiedzieć czy teraz będę umieć korzystać z forum tak jak Ty Piegowata.
Oprócz tego uważam, że wiele osób tutaj ma problem z forum, staje się ono ich życiem i nie potrafią z niego zrezygnować. A kiedy nie potrafisz przestać to jesteś w nałogu. Taka jest prawda. To smutne dla mnie.
Aliczku co u Ciebie? Jak Twoja nóżka? Jak książka?
12,098 2017-12-01 10:43:40 Ostatnio edytowany przez alika40+ (2017-12-01 10:46:14)
Dzień doberek ![]()
Lili, wywołałaś mnie do tablicy wiec się melduję ![]()
U mnie wszystko ok, czas w domu tak szybko zapitala ,że nie nadążam ![]()
Troszkę się zabawiam w dekoracje , cos tam maluję, poprawiam i naciągam
![]()
Poza tą zabawą troszkę udzielam się towarzysko,(nadrabiam zaległości )
ale nie szaleję
, kolano mi nie pozwala, ale jest coraz lepiej w środę się dowiem co mi tak naprawdę jest ![]()
Piegusku, bardzo Ciebie przepraszam,postaram się dzisiaj wieczorem odpisać na maila, a tak naprawdę ja nie lubię pisać maili, jakoś tak mam
![]()
Ps.książka w trakcie czytania...
Miłego dnia życzę, wszystkim widzialnym i niewidzialnym również !!! ![]()
12,099 2017-12-01 19:15:52
Ja bardzo lubię forum, mimo iż nie rezygnuję dla niego z tzw. reala. Jeśli mam do wyboru spotkanie z Sąsiadką lub wirtualną aktywność, wybiorę pierwsze. Kiedy jednak mam czas na wirtualne pogaduchy - to z przyjemnością. "Moje cudowne" ujęło mnie ciepłem i pogodną atmosferą. Dobrze z Wami popisać - ot po prostu.
Aliko, ja pisać kocham, ale przyznam, że mam problem z systematycznością, zdarza mi się karygodnie zwlekać z odpowiedzią, staram się jednak nad tym pracować.
12,100 2017-12-02 10:18:01 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-02 10:20:28)
Witajcie przy sobotniej kawie.
Ogólnie to ja najbardziej lubię rozmawiać na żywo, potem pisać, a na końcu rozmawiać przez telefon. Po prostu na co dzień mam sporo tych telefonów zawodowych i czasami mam ich dość. Dlatego telefoniczne życzenia świąteczne zacznę składać już od przyszłego tygodnia tak żeby rozłożyły się systematycznie na cały miesiąc. Jeszcze chcę podkreślić, że lubię pogawędki telefoniczne z Ali. Jeśli nie ma się ze sobą na co dzień kontaktu, to ta forma jest lepsza niż pisanie. Bardziej zbliża i Alika mnie tego nauczyła. ![]()
Jeśli chodzi o życie towarzyskie to ja i mąż jesteśmy jak najbardziej na tak, choć ze względu na ograniczenia w wolnym czasie nie jest ono jakieś specjalnie aktywne. Ostatnio mąż spotkał starych znajomych i umówił nas z nimi na zabawę andrzejkową. Ja miałam opory, ale okazało się że niepotrzebnie, bo super się bawiliśmy, a jeszcze odnowiłam kontakt ze znajomą ze szkolnych lat. Ostatnio mąż też napomknął, że w zasadzie to my dawno nie byliśmy razem w teatrze, a tu w pracy znajomi akurat się umawiali więc i my dołączyliśmy i wybierzemy się na przedświąteczny spektakl.
Tak więc prowadzimy raczej umiarkowane, spokojne życie towarzyskie, ale to dopiero od kilku lat, bo jak córka była mniejsza to była dla nas całym światem i cały wspólny czas spędzaliśmy tylko z nią. Teraz kiedy jest starsza ma już więcej własnych spraw i własne życie towarzyskie.
Kochani zapytałam właśnie córkę jaką piosenkę wstawić na wątek i oto Jej propozycja
Ja widziałam teraz pierwszy raz i bardzo mi się podoba.
12,101 2017-12-02 18:25:18
Witam po pracowitym dniu i po nocy zarwanej na życie towarzyskie ![]()
W jednym czasie przyjechali Sąsiadka i Warszawiak, więc jakże się nie spotkać? Były długie i szczere nocne pogaduchy przy ciastkach i odrobinie piwa z sokiem. A dziś w pracy trzeba było być na ósmą i solidnie zasuwać. Takie zasuwanie jednak daje satysfakcję, czuję że zrobiłam kawał dobrej roboty i fajnie mi z tym.
Tylko teraz ogarnia mnie lenistwo, a przecież jeszcze dom czeka na łaskawe spojrzenie i odrobinę troski. Zaraz go pospiesznie ogarnę, a potem kąpanko i porządny relaks.
Lilka, zazdroszczę Ci męża, któremu chce się wychodzić z domu z własną żoną ![]()
W moim małżeństwie szybko zaczęło tego brakować, bo mąż należy do zdecydowanych introwertyków, którym w domu najlepiej, a poza tym z powodu choroby przesiadywanie poza domem go męczyło. Nie miałam do niego pretensji, ale wspólne wyjścia czy zwykłe spacery z najbliższą osobą to coś bardzo przeze mnie mile widzianego.
12,102 2017-12-03 12:21:31
Dzień dobry!Na początek kawka, serdecznie zapraszam. 
Ja sobie tradycyjnie w niedzielę gotuję rosół, wczoraj też zamarynowałam mięsko na pieczeń. Dzisiaj na obiad zaprosiłam moją mamę, więc obiad będzie bardziej uroczysty.
Co do Boga, myślę, że doświadczyłam w pewnym momentach życia jego opieki, mimo, że były dramatyczne (te momenty), wychodziłam cało z opresji. Ja i moja rodzina.
Nie wiem, czy wykazuję postawę czysto chrześcijańską - w sensie zdania, że jeśli Cię biją, nadstaw drugi policzek - bo ja odpłacam pięknym za nadobne,, ale nie mam do siebie zastrzeżeń w kwestiach moralnych. Do kościoła chodzę bardzo rzadko, ale obchodzę święta i posyłam dzieci na religię, choć starszy syn ma już swoje zdanie na ten temat (nie wierzy w Boga) i ja nie zamierzam z tym walczyć.
Ja jestem introwertykiem, czasem lubię wyjść, ale nie mam parcia by robić to codziennie, zwłaszcza, ze codziennie w pracy mam takie zamieszanie, że z miłą chęcią odpoczywam w domowych pieleszach. Najbardziej lubię spotykać się w domowych okolicznościach, kajpiane pogawędki mnie nie kręcą.
12,103 2017-12-03 13:02:17 Ostatnio edytowany przez alika40+ (2017-12-03 13:10:12)
Dzień doberek niedzielnie ![]()
Cześc Symbi
kawusia smaczna ![]()
Odkryłam w sobie inną siebie, powiem Wam,bardzo dobrze się z tym czuję ![]()
Domyślam się,że brzmi to tajemniczo hymm, moze kiedys uchylę rąbka tajemnicy ![]()
A poza tym czuję się wyśmienicie sama ze sobą, zmieniłam troszkę swoje myślenie i nastawienie do wielu spraw i jest ok ![]()
Pozdrowionka dla wszystkich widzialnych i niewidzialnych ![]()
Ps.Lili, miło mi
ale ja niczego Ciebie nie nauczyłam, sama doszłaś do takiego wniosku ![]()
Miłej niedzieli życzę ![]()
A ja tam lubię od czasu do czasu wynurzyć się z domowych pieleszy ![]()
Nutka dla Was ![]()
12,104 2017-12-03 16:48:14 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-03 16:58:40)
Witajcie
Witaj Symbi, a więc nasza paczka jest w komplecie. ![]()
Ja dopiero z perspektywy dostrzegłam, że my w zasadzie to mamy taką stałą ekipę.
Oczywiście nowe osoby są zawsze mile widziane, tak, że śmiało proszę pisać jak tylko macie ochotę.
Jeśli chodzi o mojego męża i o mnie to jest to z grubsza układ introwertyk-ekstrawertyk. Chociaż trochę nietypowy. Zresztą człowieka nie da zamknąć się w schemacie.
Mój mąż jest spokojny, raczej bez wyraźniej potrzeby nie jest zainteresowany zajmowaniem stanowiska w jakimś temacie, nie forsuje nigdy swojego zdania, nie zależy mu żeby kogoś przekonać, sam też rzadko kiedy zmienia swoje. Mimo, że nie błyszczy w towarzystwie, a raczej po prostu jest obecny, jest lubiany, w każdej grupie w jakiej się znajdzie ma dobrych znajomych, z którymi utrzymuje kontakt. No i dziewczyny go lubią, zawsze miał dużo koleżanek, ale mnie to nie obchodziło do czasu, aż nie przeczytałam o zdradach na tym forum. Z Aliką też się dobrze dogaduje.
Mimo sporej dozy nieśmiałości lubi zapraszać do nas gości i wychodzić z nami, bo nie tylko ze mną, ale i z córką. W zasadzie najczęściej wychodziliśmy we trójkę, a jak była to impreza dla dorosłych to częściej niż ja dzwonił pytać co u córki. On lubi, żeby dobre rzeczy spotkały mnie i córkę, lubi widzieć jak się cieszymy. Lubi nas obdarowywać. To sprawia mu radość. W ogóle uważa, że kasa jest po to żeby życie było przyjemne. Nawet jak by mu coś ukraść, to powie, że pewnie złodziejowi było to potrzebne i się teraz cieszy.
Ja jestem przeciwieństwem, w testach wychodzi mi ekstrawertyk. Lubię mówić o tym co myślę, a że mam kontrowersyjne poglądy to i często wdaję się w ostre dyskusje. Poza tym nigdy nie podporządkowałam się żadnej grupie, nigdy nie robiłam czegokolwiek z powodu, że inni tak robią. Po prostu nie potrafię robić rzeczy, które są dla mnie bez sensu. Co dziwne bardzo lubię przebywać w domu, gdyby nie mąż to raczej bym nie wychodziła. Wakacje, weekendowe wypady, wyjścia to głównie za namową męża. Po prostu w środku jestem nieśmiała.
Coraz częściej myślę o drugim dziecku. Mam takie wewnętrzne pragnienie, ale nie wiem czy zdążę je wychować i czy będę mieć siły na to. Chociaż teraz mamy już ustabilizowane życie, to jednak to wszystko nie zastąpi drugiego człowieka. Chciałabym, żeby los zadecydował za mnie, ale jestem zbyt dokładna żeby zaliczyć wpadkę.
To tyle z niedzielnych rozważań. Dobrze jest porozmawiać z koleżankami.
I jeszcze piękna liryczna piosenka.
PS
Odsłuchałyśmy teraz z córką Twojej muzycznej propozycji Aliko. Ona od razu rozpoznała tytuł, a ja nie znałam tego wcześniej. To powinna być sztandarowa piosenka "Potęgi podświadomości". ![]()
12,105 2017-12-03 17:07:02
Cześć, Dziewczyny.
Piękna zima u mnie, uwielbiam widok śniegu.
Ja owszem, lubię sobie w domu posiedzieć, książkę poczytać, posłuchać muzyki, pobuszować w necie, ale okazji do wyjścia nie przepuszczę. W domu zawsze zdążę pobyć, a pewnych rzeczy, przeżyć w czterech ścianach nie wysiedzę.
12,106 2017-12-03 17:16:48 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-03 17:27:07)
Lili, to ten mąż trochę do mnie podobny
Ja też nie upieram się za wszelką cenę przy swoim zdaniu, ale nie rezygnuję z niego ot, tak. Jeśli sprawa jest dla mnie ważna, albo jestem o czymś przekonana, będę swojego zdania bronić, ale nikomu nie bronię mieć innego, byle mnie go nie narzucał. Test psychologiczny swego czasu wykazał mi spory introwertyzm, a jednak lubię ludzi, uwielbiam bawić się w dobrym towarzystwie i rozmawiać do świtu. Raczej czuję się lubiana przez innych, choć na pewno nie przez wszystkich. Tymi ostatnimi jednak nie zamierzam sobie zawracać głowy. Robię swoje, idę swoją drogą i w nosie mam, czy się to komu podoba, czy nie. Wyznaję nudne, staroświeckie wartości, więc nikomu zamierzonych świństw nie robię, dobrze ludziom życzę, pomagam im, jeśli mogę i potrafię, toteż życzliwości ludzkiej mi nie brakuje.
12,107 2017-12-04 18:23:33 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-04 18:26:44)
Witam ze śnieżnej bajkowej krainy.
Piegusku, a więc Ty również wymykasz się schematom. I to jak wdzięcznie.

Żeby zbytnio nie popaść w idealizację, dodam, że mój mąż tak jak każdy z nas ma również słabe strony. Ideały bowiem są niczym innym jak produktem marketingowym, jakże szkodliwym produktem.
Symbi, myślałam o tym nadstawianiu drugiego policzka i doszłam do wniosku, że człowiek ma obowiązek przede wszystkim zadbać o siebie i swoich najbliższych, zarówno o ciało jak i o ducha. Podkładanie się silniejszym, pozwalanie na złe traktowanie kogokolwiek w naszej obecności nie prowadzi do niczego dobrego, a więc nie może się Bogu podobać. Trzeba zawsze patrzeć jaki skutek przyniesie dane działanie. Mamy na co dzień dość problemów do rozwiązania i trudów dnia codziennego. Naprawdę starając się robić tylko to co do nas należy w połączeniu z dobrymi intencjami można zbliżać się do doskonałości. Nawet modlitwa nie ma takiej mocy jak wartość dobrze przeżytego zwykłego szarego dnia. Modlitwa bez uczynku jest martwa. Nic czego nie uczynimy z dobrocią, miłością, czułością serca, skrytą szlachetną intencją, nie ma przed Bogiem wartości. Ja tak uważam.
I też myślę, że nikogo a więc i dziecka nie da się zmusić do wiary. To byłoby bez sensu. Nie po to dostaliśmy wolną wolę żeby być zmuszanym do wiary i miłości. To się wyklucza.
Trzeba samemu zapragnąć, a wtedy Bóg da odpowiedź.
A jeśli chodzi o nagłą bożą interwencję, to myślę, że jest właśnie tak jak piszesz, że kto ze szczerego serca w chwili zagrożenia zwróci się do Boga zostanie wysłuchany.
Opowiem Wam historię, która dotyczy pierwszego zdania w mojej sygnaturze.
Właśnie staraliśmy się z mężem o dziecko, czekałam na wynik testu, był pozytywny, chciałam zrobić mężowi niespodziankę, ponieważ pracował z dala od domu i wracał na niektóre weekendy. Miała być uroczysta kolacja i paczuszka z maleńkimi bucikami. Jak na filmie. Któregoś dnia zdenerwowałam się w pracy, dostałam krwawienia, przeszło mi, a potem udałam się do mojego lekarza. Powiedział, że ciąża obumarła, dostałam skierowanie na czyszczenie macicy. Przyjechałam do domu, byłam sama, jedyne co mogłam zrobić to wypowiadałam w myślach te słowa "Nie utraciłem żadnego z Tych, których mi dałeś". Tak bardzo nie chciałam, żeby mi wydarli z brzucha moje dziecko i wyrzucili do śmieci. Nie chciałam nigdy go nie poznać. Żadne inne nie będzie nim przecież. Wieczorem zadzwonił mąż. Nie potrafiłam mu o tym powiedzieć, chyba usłyszał mój smutek i domyślił się co się stało. Zwolnił się z pracy i rankiem był już w domu. Powiedział, że zabierze mnie do innego lekarza. Znaleźliśmy prywatnie kogoś kto w tym dniu przyjmował. Zrobił USG i powiedział, że dziecko żyje, słychać bicie serca. Dostałam leki hormonalne.
To było jak pierwszy raz targowałam się z Bogiem o życie mojego dziecka.
PS
Piszę na raty, a więc jutro nawiążę do Twoich słów Aliko. ![]()
12,108 2017-12-04 19:49:06 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-04 20:02:35)
Lili, przedstawiłaś poruszającą historię.
Mnie w okolicach ostatniej Wielkanocy przydarzył się ciekawy zbieg okoliczności - kto wie, może jednak tzw. palec Boży?
Bolał mnie przed świętami brzuch. Ni to wątroba, ni to jakieś "babskie" historie (ból się przemieszczał). Doszło ogólne rozbicie i gorączka, czułam się paskudnie. Wybrałam się na badania, wzięłam urlop w pracy.
Nie pamiętam już dokładnie chronologii wydarzeń, ale wyniki badań krwi okazały się mocno niepokojące. Przeraziłam się, stanęły mi przed oczami czarne nowotworowe wizje (w Sjogrenie zwiększa się zagrożenie chłoniakami). W tym stanie, gdy tabletkami obniżyłam gorączkę i poprawiłam nieco samopoczucie, zaczęłam czytać przyniesioną z biblioteki książkę ks. Kaczkowskiego. Wyczytałam zdanie, że należy przyjąć MATEMATYCZNE ZAŁOŻENIE, ŻE BÓG JEST PO NASZEJ STRONIE. I wtedy powiedziałam na głos: "Panie Boże, jeśli już mi ładujesz na plecy te wszystkie krzyże, to daj mi tyle siły, żebym je dźwignęła".
Po tych słowach poczułam stoicki spokój. A po świętach... Odebrałam powtórzone wyniki badań i co się okazało? Badania wyszły dobrze!
Jakkolwiek tego nie nazwać, może i zwykłym przypadkiem - warto było zaufać.
A co do schematów, zawsze czułam się inna niż większość, ale też bynajmniej nie idealna. Moją wadą jest brak zorganizowania, skłonność do odkładania spraw na później i ogromne, wręcz książkowe roztargnienie. Pracuję nad sobą, ale ze zmiennym szczęściem ![]()
12,109 2017-12-04 19:53:41 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-04 19:54:15)
Jeszcze o tym nadstawianiu drugiego policzka. Odczytuję to jako pewną metaforę, niedosłownie.
Czasami ludzie myślą, że nasze wybaczenie, nieszukanie odwetu to słabość, a przecież niejednokrotnie świadczy o sile i wielkoduszności.
Mnie na jakieś zemsty, odwety szkoda życia i energii, choć ani myślę przepraszać kogokolwiek, że żyję.
12,110 2017-12-05 13:05:47
Hej, czy ktoś ma ochotę na kawę i ciastko w samo południe? ![]()

12,111 2017-12-05 17:22:11
Witam ze śnieżnej bajkowej krainy.
![]()
Piegusku, a więc Ty również wymykasz się schematom. I to jak wdzięcznie.
![]()
Żeby zbytnio nie popaść w idealizację, dodam, że mój mąż tak jak każdy z nas ma również słabe strony. Ideały bowiem są niczym innym jak produktem marketingowym, jakże szkodliwym produktem.
Symbi, myślałam o tym nadstawianiu drugiego policzka i doszłam do wniosku, że człowiek ma obowiązek przede wszystkim zadbać o siebie i swoich najbliższych, zarówno o ciało jak i o ducha. Podkładanie się silniejszym, pozwalanie na złe traktowanie kogokolwiek w naszej obecności nie prowadzi do niczego dobrego, a więc nie może się Bogu podobać. Trzeba zawsze patrzeć jaki skutek przyniesie dane działanie. Mamy na co dzień dość problemów do rozwiązania i trudów dnia codziennego. Naprawdę starając się robić tylko to co do nas należy w połączeniu z dobrymi intencjami można zbliżać się do doskonałości. Nawet modlitwa nie ma takiej mocy jak wartość dobrze przeżytego zwykłego szarego dnia. Modlitwa bez uczynku jest martwa. Nic czego nie uczynimy z dobrocią, miłością, czułością serca, skrytą szlachetną intencją, nie ma przed Bogiem wartości. Ja tak uważam.
I też myślę, że nikogo a więc i dziecka nie da się zmusić do wiary. To byłoby bez sensu. Nie po to dostaliśmy wolną wolę żeby być zmuszanym do wiary i miłości. To się wyklucza.
Trzeba samemu zapragnąć, a wtedy Bóg da odpowiedź.A jeśli chodzi o nagłą bożą interwencję, to myślę, że jest właśnie tak jak piszesz, że kto ze szczerego serca w chwili zagrożenia zwróci się do Boga zostanie wysłuchany.
Opowiem Wam historię, która dotyczy pierwszego zdania w mojej sygnaturze.
Właśnie staraliśmy się z mężem o dziecko, czekałam na wynik testu, był pozytywny, chciałam zrobić mężowi niespodziankę, ponieważ pracował z dala od domu i wracał na niektóre weekendy. Miała być uroczysta kolacja i paczuszka z maleńkimi bucikami. Jak na filmie. Któregoś dnia zdenerwowałam się w pracy, dostałam krwawienia, przeszło mi, a potem udałam się do mojego lekarza. Powiedział, że ciąża obumarła, dostałam skierowanie na czyszczenie macicy. Przyjechałam do domu, byłam sama, jedyne co mogłam zrobić to wypowiadałam w myślach te słowa "Nie utraciłem żadnego z Tych, których mi dałeś". Tak bardzo nie chciałam, żeby mi wydarli z brzucha moje dziecko i wyrzucili do śmieci. Nie chciałam nigdy go nie poznać. Żadne inne nie będzie nim przecież. Wieczorem zadzwonił mąż. Nie potrafiłam mu o tym powiedzieć, chyba usłyszał mój smutek i domyślił się co się stało. Zwolnił się z pracy i rankiem był już w domu. Powiedział, że zabierze mnie do innego lekarza. Znaleźliśmy prywatnie kogoś kto w tym dniu przyjmował. Zrobił USG i powiedział, że dziecko żyje, słychać bicie serca. Dostałam leki hormonalne.To było jak pierwszy raz targowałam się z Bogiem o życie mojego dziecka.
PS
Piszę na raty, a więc jutro nawiążę do Twoich słów Aliko.
Lilko piekne swiadectwo wiary i ufnosci. Poruszylo mnie szczegolnie ze wzgledow osobistych. A swoja droga czytasz w myslach bo miałam kiedys zapytac o znaczenie dla Ciebie slow z sygnaturki ![]()
12,112 2017-12-06 10:56:33 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-06 10:58:27)
Lili, zimowa fotografia przepiękna.
Wiele razy się zastanawiałam, którą pora roku jest moją ulubioną. Za każdym razem dochodzę do wniosku, że każda nią jest, a jednak do zimy mam szczególny sentyment. Żadna z pozostałych nie wywołuje we mnie tylu wspomnień, nie nastraja tak romantycznie i sentymentalnie, a czasami też nostalgicznie.
Zima, śnieg łączą mi się we wspomnieniach z Tatą - tym z dzieciństwa, który stawiał dla swoich dzieci bałwany w ogródku i tym z mojej młodej dorosłości, który w ostatnich dniach swego życia (nikt nie wiedział, że to ostatnie), zapytał, czy idę z nim na spacer w padającym śniegu...
Ale wystarczy ględzenia ![]()
Zapraszam na zimową herbatkę:

12,113 2017-12-06 10:58:43
Witajcie, witaj Feniks. Właśnie myślałam, czy jeszcze tu zaglądasz. Fajnie, że jesteś.
Ja w myślach nie czytam, na szczęście.
Jednak w bezpośrednim kontakcie bez trudu odczytuję ludzkie emocje, doskonale wiem jak w danej sytuacji, ktoś się poczuł. Zwłaszcza w kontakcie z dziećmi, bo one nie potrafią udawać.
A mimo to w pewnych okolicznościach daję się ludziom nabrać. Mój mąż powiedział ostatnio, że widzi jak łatwo mną manipulować. A ja jeszcze się z nim o to kłóciłam.
Niestety po czasie musiałam Mu przyznać rację.
Miałam do siebie żal o to, że byłam taka ślepa, ale mój psycholog powiedział, że powinnam inaczej na to spojrzeć, że właśnie potrafiłam to dostrzec i zmienić.
Rzeczywiście "nadstawianie drugiego policzka", to przenośnia. Dzięki takiemu właśnie językowi Bóg poprzez Biblię może przemawiać do każdego indywidualnie na przestrzeni dziejów. Wspaniale oddałaś ten przekaz Piegowata. Ja też myślę, że tu chodzi o porzucenie chęci zemsty. Bo jest zasadnicza różnica między działaniem z zemsty, a działaniem w samoobronie. Zemsta to trucizna która zatruwa duszę, o wiele korzystniej jest wybaczyć z myślą, że przecież to tylko słaby człowiek, a ja sam też nie raz potrzebuję wybaczenia. Choć zdaję sobie sprawę, że są rzeczy, których nie sposób po ludzku przebaczyć. Wybaczyć nie znaczy jednak zgadzać się na dalszą krzywdę.
(...) zaczęłam czytać przyniesioną z biblioteki książkę ks. Kaczkowskiego. Wyczytałam zdanie, że należy przyjąć MATEMATYCZNE ZAŁOŻENIE, ŻE BÓG JEST PO NASZEJ STRONIE. I wtedy powiedziałam na głos: "Panie Boże, jeśli już mi ładujesz na plecy te wszystkie krzyże, to daj mi tyle siły, żebym je dźwignęła".
Po tych słowach poczułam stoicki spokój.
I to jest właśnie ten swoisty dialog z Bogiem. To pojawiające się uczucie błogiego spokoju to znak rozpoznawczy Boga.
A co do schematów, zawsze czułam się inna niż większość, ale też bynajmniej nie idealna. Moją wadą jest brak zorganizowania, skłonność do odkładania spraw na później i ogromne, wręcz książkowe roztargnienie. Pracuję nad sobą, ale ze zmiennym szczęściem
Piegusku wiesz co Ci powiem, że to nie wady, a naturalne cechy. Nie musimy każdemu swojemu zachowaniu nadawać znaczenia dodatniego lub ujemnego. Można po prostu przyjąć że takim właśnie się jest. Nie żebym sama to wymyśliła, wyczytałam w super książce, o której jeszcze Wam opowiem.
Zdaję sobie sprawę, że piszę emocjonalnie i osobiście, ale taka właśnie jestem. Cieszę się, że mam możliwość wyrażania tu własnych myśli i nie widzę w tym nic złego. Dzielenie się z innymi swoimi problemami, poglądami, doświadczeniami ma właściwości terapeutyczne i rozwijające dla każdej ze stron.
Dziś bardzo wczesnym rankiem usłyszałam tę starą piosenkę, to o mnie:
"wolność kocham i rozumiem
wolności oddać nie umiem".
12,114 2017-12-06 11:04:25 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-06 11:10:11)
Witaj Piegusku, uwielbiam taką herbatkę.
Masz takie wspaniałe wspomnienia, więzi córka- ojciec, córka- matka, są inne, a obie bezcenne.
W pewnym sensie Twój ciepły dom stał się Twoim skarbcem, mogłaś z niego czerpać, a dziś możesz wracać tam myślami.
Ja nie mam takiej możliwości, ale już nie cierpię z tego powodu. Już mi tego nie brakuje. Nikt nie ma wszystkiego.
Ja mam męża i córkę i nimi się cieszę, to jest mój skarb.
Mnie też się podoba, że mieszkam w kraju gdzie są cztery pory roku. ![]()
12,115 2017-12-06 11:25:48 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-06 12:34:24)
Zdaję sobie sprawę, że piszę emocjonalnie i osobiście
Lili, a cóż warte są rozmowy bez emocji i - że tak powiem - osobistego wkładu? Mnie takie rozmowy nie satysfakcjonują. Lubię szczerość i głębszy poziom, co przecież nie musi oznaczać dzielenia się wszystkimi szczegółami swojego życia. Takie emocjonalne rozmowy zdarzały mi się nawet z przypadkowymi osobami, gdzieś na ławce w parku. Czasami zaczynały się od zdawkowych uwag o pogodzie, dlatego nie lekceważę tzw. small talk.
Mnie z nadstawianiem drugiego policzka kojarzy się historia z własnego życia - całkiem niedawna.
Dla wielu moich znajomych nadstawianiem policzka była moja postawa wobec syna, gdy pragnął mieszkać z ojcem. Od szczerze życzliwej osoby usłyszałam, że nie mam szacunku do siebie, że powinnam walczyć o syna i doprowadzić do tego, by zamieszkał ze mną. Bolało mnie to, ale wiedziałam swoje (choć i wątpliwości mi nie brakowało) i czas to potwierdził: nie ma opcji, żeby nie obroniła się prawdziwa więź z dzieckiem, autentyczna miłość. Pobrzmiewało mi w pamięci zdanie z pedagogiki na studiach, że z miłością macierzyńską bywa różnie, ale dziecko ZAWSZE kocha matkę.
A ja do licha, kocham syna, więc jak mogłam mu to zrobić - oderwać od taty, w którego wtedy był wpatrzony? Wielu nie widziało w tym miłości, mojej siły (tak, kosztowało mnie to wiele sił), a właśnie słabość, ustępliwość i tchórzostwo (swoją drogą bałabym się walki w sądzie i krzywdy dziecka). Tylko jedna osoba okazała szacunek i uznanie dla mojej decyzji - koleżanka z liceum.
Ale niech sobie wszyscy myślą, że nastawiłam policzek. Ja wiem, co zrobiłam i dlaczego.
12,116 2017-12-06 11:59:31 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-06 14:05:17)
Witaj Piegusku, uwielbiam taką herbatkę.
![]()
Masz takie wspaniałe wspomnienia, więzi córka- ojciec, córka- matka, są inne, a obie bezcenne.
W pewnym sensie Twój ciepły dom stał się Twoim skarbcem, mogłaś z niego czerpać, a dziś możesz wracać tam myślami.Ja nie mam takiej możliwości, ale już nie cierpię z tego powodu. Już mi tego nie brakuje. Nikt nie ma wszystkiego.
Ja mam męża i córkę i nimi się cieszę, to jest mój skarb.![]()
Mnie też się podoba, że mieszkam w kraju gdzie są cztery pory roku.
Lili, chyba każdy ma z nas w życiu i braki i pełnie.
Otrzymałam od losu parę cudownych darów, ale też parę mnie ominęło. Na przykład boli mnie to, że nie zaznałam dobrego małżeństwa, związku. Byłam w jednym, nieudanym.
Chciałabym to "nadrobić", ale wiem, że takie myślenie może mnie sprowadzić na manowce, więc się pilnuję. Wystarczająco dużo osób próbowało sobie coś przez związek "kupić", z obawy, że nic ich nie spotka, nabierało się na ochłapy.
Nie zaprzeczę, poczucie niespełnienia bywa bolesne, ale gdy skupię się na czymś innym, ból przemija, a to co mam - cieszy.
Z nutką zazdrości czytałam o Twoim mężu.
A czy mogę zapytać, co Cię skłoniło do spotkań z psychologiem?
P.S. Moje relacje z rodzicami nie zawsze były sielankowe, ale Tatę wspominam bardzo, bardzo ciepło.
Z Mamą relacja trwa i jest lepsza niż kiedykolwiek, a miałyśmy czas ostrych konfliktów. Szczerze mówiąc, do dziś wolałabym z nią nie mieszkać (zbyt burzliwe i iskrzące charaktery), ale kocham ją i cenię. I wiem, że jest po mojej stronie.
12,117 2017-12-06 12:11:17 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-06 12:36:47)
...w pewnych okolicznościach daję się ludziom nabrać. Mój mąż powiedział ostatnio, że widzi jak łatwo mną manipulować. A ja jeszcze się z nim o to kłóciłam.
Niestety po czasie musiałam Mu przyznać rację.
Miałam do siebie żal o to, że byłam taka ślepa, ale mój psycholog powiedział, że powinnam inaczej na to spojrzeć, że właśnie potrafiłam to dostrzec i zmienić.
A mnie się wydawało, że jestem odporna na manipulacje i mam swoje zdanie, a jednak w pewnym momencie odkryłam swój brak pokory. Zdarzało się ulec i mnie.
Na przykład do pracy przyszłam nastawiona jak pies do jeża, przez pewną starszą panią, którą kocham jak drugą matkę, a która moich "bab" z pracy nie cierpi (to też byly starsze panie, już są na emeryturze). Przez kilka lat żywiłam do nic niechęć, widziałam je cudzymi oczami, które nie były obiektywne.
Z biegiem lat nabrałam rozumu i wyrobiłam sobie własną opinię, która z grubsza jest taka, że nikt nie jest "czarny" ani "biały" i lepiej brać ludzi takich, jakimi są.
Nawet ten "niedobry" cżłowiek potrafi zaskoczyć niespodziewanym przebłyskiem. A "dobry" miewa rysy na kryształowym, zdawałoby się, wizerunku
12,118 2017-12-06 13:07:25 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-06 13:15:04)
Piegowata ja też potrzebuję mieć takie głębsze relacje. Oczywiście trzeba czasu i wysiłku z obu stron, aby zbudować taką głęboką relację z drugą osobą. Ja po latach mam to szczęście, że mogę tak jak Wam tutaj opowiedzieć o sobie bliskiej koleżance, bez żadnych obaw. Ale też doceniam inne relacje. Tak jak mówisz, w życiu znajdujemy się w różnych dalszych i bliższych relacjach i wszystkie są potrzebne. Ja czytałam właśnie niedawno jak ważne są dla kobiet spotkanie i inne formy kontaktu we wzajemnym babskim gronie. Ja jestem otwarta na ludzi, bez problemu nawiązuję rozmowy, znajomości z napotkanymi ludźmi. Kiedy studiowałam, często podróżowałam pociągiem, wtedy miałam wiele okazji do pogawędek czy to ze studentami z Korei czy z bezdomnym na dworcu. Ja tych ludzi słuchałam z autentyczną ciekawością. Zawsze lubiłam starszych ludzi i dzieci najbardziej.
Jednak kiedy rozmawiałam z psychologiem przypomniał mi, że są ludzie którzy nie potrafią tworzyć głębszych więzi i tacy, którzy zostali ukształtowani tak, że nie odczuwają takiej potrzeby. Ja to rozumiem.
No właśnie nie da się zrobić czegoś na siłę z drugim człowiekiem. Ja tyle lat próbowałam dotrzeć do mojej matki, ale się nie udało. Nie potrafiłam tego zrozumieć, bo zbyt mało wtedy wiedziałam. To z jej powodu potrzebowałam psychologa. Ja sobie z nią poradziłam odcinając się emocjonalnie, ale wtedy zaczęła atakować moją córkę, a na to nie mogłam pozwolić. Psycholog podsunął mi kilka pomysłów jak sobie z nią radzić. Moja matka jest Potworem przez duże P. Niszczy całą rodzinę, od swojego męża, poprzez własne dzieci, aż po wnuki. Nie sposób nawet opisać tego co robi.
Na pierwszym spotkaniu psycholog kazał mi zrobić ćwiczenie, z którego wywnioskował, że moja rola w rodzinie polega na ochronie najbliższych przed matką.
Wiedząc to wszystko bałam się, że będę te zachowania przenosić na własną córkę, nawet 10% procent tych zachowań to już byłoby za dużo. Najpierw skupiłam się na rozpoznaniu niefunkcjonalnych zachowań u siebie, a były to przede wszystkim krytykowanie córki, wytykanie jej błędów, nadmierne wymagania. Potem nad tym pracowałam, żeby się oduczyć mówić tego co nie potrzeba. Dziś już potrafię. Nie myślcie, że to były jakieś poważne rzeczy, tylko ja nie widziałam tej granicy i nie byłam też konsekwentna. Pracowałyśmy obie równolegle, włączając w to psychologa dziecięcego i jego pomoc w budowaniu relacji szkolnych. No i jeszcze zachowania męża w stosunku do córki też musiały być skorygowane. Niektóre rzeczy robił źle.
Piegowata, ta sytuacja z synem musiała być dla Ciebie niewyobrażalnie ciężka. Ludzie po prostu tego nie zrozumieli, ale widzisz, Ty nie dałaś sobie wmówić głupot do głowy. Ja też uważam, że wystarczająco duże dziecko, ma prawo wybrać, z którym rodzicem chce zamieszkać. Choć serce boli.
Ja się tak zastanawiam czy potrafiłabym kochać syna, gdybym go miała. Trudno mi sobie wyobrazić jakie to jest uczucie. We śnie mam taką wizję, że tulę do siebie maleńkiego synka, oboje jesteśmy nadzy. Mam takie wrażenie, że on gdzieś czeka aż dam mu szansę się narodzić.
Tak, mój mąż jest dobrym człowiekiem, tak po prostu, lubi ludzi, lubi im pomagać. Jednak jakiś czas temu bardzo mnie skrzywdził, naprawdę bardzo, tak bardzo, że nie chciałam już żyć. Mieliśmy poważne problemy. On nie nadaje się do rozwiązywania problemów. Sama musiałam w ciągu kilku lat wykonać śmiało można rzec tytaniczną pracę. Dziś jestem dumna z siebie, a mąż jest mi wdzięczny. Ja rozumiem też, że czasami człowiek przechodzi kryzys i nie umie sobie poradzić, ale kiedy jedno niedomaga drugie musi przejąć stery. U nas jest tak, że jesteśmy dobrzy w innych dziedzinach i dlatego świetnie się uzupełniamy. Mąż wspaniale potrafi troszczyć się o mnie i o dziecko, jest dla nas dobry i kocha nas. Dał mi coś czego potrzebowałam i co pozwoliło mi przetrwać, a więc bezwarunkową miłość. A ja nie unikam problemów tylko je rozwiązuję i nigdy się nie poddaję, dlatego jestem dla niego bezpieczną bazą.
12,119 2017-12-06 13:10:34
Nawet ten "niedobry" cżłowiek potrafi zaskoczyć niespodziewanym przebłyskiem. A "dobry" miewa rysy na kryształowym, zdawałoby się, wizerunku
Otóż to. A ja jeszcze dodam, że dostrzegając ten choćby cień dobra w człowieku, może się stać, że on zapragnie zmiany na lepsze.
12,120 2017-12-06 13:28:54 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-06 14:08:41)
Tak, mój mąż jest dobrym człowiekiem, tak po prostu, lubi ludzi, lubi im pomagać. Jednak jakiś czas temu bardzo mnie skrzywdził, naprawdę bardzo, tak bardzo, że nie chciałam już żyć. Mieliśmy poważne problemy. On nie nadaje się do rozwiązywania problemów. Sama musiałam w ciągu kilku lat wykonać śmiało można rzec tytaniczną pracę. Dziś jestem dumna z siebie, a mąż jest mi wdzięczny..
No, to podziwiam Was oboje.
Czy potrafiłabym żyć z kimś, kto mnie skrzywdził?
Stanowczo rozgraniczam krzywdy wyrządzone przez impulsywność, nawet głupotę, nieuważność, błędy po prostu - oraz krzywdy wyrządzone z premedytacją, wycelowane tak, żeby zabolały jak najmocniej, po prostu złośliwości. Te drugie miały miejsce w moim małżeństwie i nigdy więcej nie chcę ich doświadczać.
12,121 2017-12-06 14:07:52 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-06 14:08:55)
Słuszne rozgraniczenie Piegowata. Mój mąż nie potrafił sobie poradzić z własnymi problemami, a to rzutowało na naszą rodzinę. Nie krzywdził mnie celowo, po prostu nie umiał sobie poradzić. Podjęłam właściwe działania i dziś jest lepiej niż kiedykolwiek. A skoro owoce są dobre to i decyzja była słuszna.
U Ciebie również.
W pierwszej kolejności należy chronić siebie i dzieci przed jakąkolwiek przemocą.
Wiem też, że nie każdy potrafi się zmienić. Są osoby tak zaburzone, że nie sposób do nich dotrzeć. Skoro nawet nieszczęścia i cierpienie nie sprawiło, że coś do nich dotrze, to już nic nie pomoże. Szkoda naszego czasu i wysiłku.
12,122 2017-12-06 14:11:22
Słuszne rozgraniczenie Piegowata. Mój mąż nie potrafił sobie poradzić z własnymi problemami, a to rzutowało na naszą rodzinę. Nie krzywdził mnie celowo, po prostu nie umiał sobie poradzić. Podjęłam właściwe działania i dziś jest lepiej niż kiedykolwiek. A skoro owoce są dobre to i decyzja była słuszna.
U Ciebie również.W pierwszej kolejności należy chronić siebie i dzieci przed jakąkolwiek przemocą.
Wiem też, że nie każdy potrafi się zmienić. Są osoby tak zaburzone, że nie sposób do nich dotrzeć. Skoro nawet nieszczęścia i cierpienie nie sprawiło, że coś do nich dotrze, to już nic nie pomoże. Szkoda naszego czasu i wysiłku.
I tu się niestety kończy empatia, a raczej ustępliwość, bo empatycznie nawet mordercy mogę współczuć. Ale lepiej z daleka.
Lilka, szacunek za mądrość i cierpliwość.
12,123 2017-12-06 14:48:27
Witam mikołajkowo ![]()
Grzeczne byłyście w tym roku ???:P Bo ja chyba nie, bo Mikołaj o mnie zapomniał , jednym słowem olał
![]()
Chwalcie się co znalazłyście pod poduszką ![]()
Lili i Piegusku, poźniej Was poczytam, bo żeście naskrobały ,że ho , ho , ho , jak mawiał Mikołaj
![]()
Miłego dnia wszystkim widzialnym i niewidzialnym życzę !!!
12,124 2017-12-06 15:56:24
Zapraszam na popołudniową kawę i małe co nieco
![]()

i

Smacznego !!!
![]()
12,125 2017-12-06 15:58:49

![]()
12,126 2017-12-06 16:41:27 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-06 16:43:08)
Hejka Aliczku
Ja wybieram espresso.
A jeśli chodzi o prezenty to dostałam duże co nieco nad ranem.
(Nie gniewajcie się, ale lubię czasami pożartować.
)
Opowiem Wam dlaczego wierzę w Świętego Mikołaja.
Kiedy nasza córka miała dwa lub trzy latka, wszyscy leżeliśmy rano w łóżku rozpakowując razem prezent dla niej, a wtedy ona spojrzała na drzwi i zapytała wskazując ręką - kim jest ten pan. Spojrzeliśmy z mężem, ale nikogo nie widzieliśmy, pytamy ją - jaki pan, a ona - ten co tam stoi, z brodą. To było niezwykłe. Pomyślałam sobie, że to prawdziwy Mikołaj przyszedł odwiedzić nasze chore dziecko. Wiem, że to dziwne, ale ja wierzę, że istnieje również świat niematerialny.
Piegusku, dziękuję.
Wyznajemy podobne wartości i dlatego dobrze się rozumiemy.
12,127 2017-12-06 16:47:56 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-06 17:06:40)
U mnie niby nie było Mikołaja, ale w ostatnich tygodniach spotkałam się ze wspaniałym przejawem szczodrości i bezinteresowności. Więc niech będzie, że miałam i ja swojego Mikołaja ![]()
U mojego synka był już wczoraj w osobie szwagra, który jest syna chrzestnym - brata mojego byłego mężusia. Ja też dorzucę swoje trzy grosze.
Zawsze wojuję z synem, że wyżera z wiaderka łyżką serek do naleśników, więc na Mikołaja obiecałam mu całe wiaderko tylko dla niego. Ładnie zapakuję, wstążką przewiążę i - jak to się mówi - gitara ![]()
12,128 2017-12-06 20:54:41
Dziewczyny, dzisiaj mam nastrój sentymentalny, dostałam mikołajkowe prezenty, mój synek wcisnął mi taką samą bajkę, jak ja jemu wciskam, że spotkał Mikołaja i ten mu dal prezent dla mnie, szczególny bo osobiście przygotowany. Oprócz tego dostałam winko hiszpańskie i kosmetyki.
Wstawiam dwie wersje piosenek pasujących do mojego samopoczucia dzisiaj, dwie wersje, bo nie mogę zdecydować która mi się bardziej podoba.
i ta bardziej zamyślona, jak ja dzisiaj
Piegusku, daj Bóg żeby Ci jeszcze dobry związek był pisany, jeśli tego pragniesz. Ja w każdym związku byłam szczęśliwa, nieraz się zastanawiałam, co było powodem tego szczęścia, czy sam związek, czy po prostu fakt, że na ogół czuję się szczęśliwa. Dlatego nie mam poczucia, że coś mnie ominęło. Dopiero teraz na chłodno widzę wady byłych partnerów, ale w sumie JAKIE TO TERAZ MA ZNACZENIE.
Lilko, ja jak napisałam do Kościoła nie chodzę ale wierzę, że coś istnieje poza ludźmi, jakaś siła wyższa, doznałam jej działania kilka lat temu, mało brakło, a nie moje dzieci nie miałyby matki, a to wszystko z rozpaczy, tak mocno ją odczuwałam. Było bardzo dramatycznie, ale szczęśliwie Bóg mnie nie opuścił, po prostu pozwolił mi dojrzeć jako człowiekowi.
Aliko, widziałam wcześniej Twoją kawkę, ale nie miałam jak z pracy podziękować za nią, po prostu się poczęstowałam ![]()
12,129 2017-12-06 21:04:52
I dziewczyny jeszcze ta piosenka w dwóch wersjach, bardzo mi się kojarzy z moim poprzednim życiem, tzn, życiem przed rozwodem, kiedy w kolejnych grudniach wracałam z licznych podróży służbowych
Teraz życie mam stacjonarne, przez to spokojne i przewidywalne, ale dzięki temu mogę być bliżej dzieci, każda sytuacja ma swoje dobre strony.
Ja w tę sobotę ubieram choinkę i pakuję pod nią pierwsze prezenty.
A wiecie co, przy takich dźwiękach to odzywa mi się sentyment do dobrych cech wszystkich moich byłych.
12,130 2017-12-06 21:07:53
A to moje odkrycie tegoroczne:
Na marginesie, już słyszałam LAST CHRISTMAS w radiu.
Znikam, dużo radości każdemu!
12,131 2017-12-06 21:09:55 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-06 21:12:19)
Ja choinkę ubieram dopiero w dzień Wigilii. Taka tradycja z dzieciństwa, niecierpliwie wyczekiwane niegdyś ukoronowanie wszystkich przedświątecznych przygotowań.
Dobranoc! Idę coś wreszcie zrobić w tej chałupie ![]()
12,132 2017-12-06 22:14:26
Symbi , skłoniłaś mnie do wspomnień jak moi synowi byli mali, tzn młodszy pamiętam był juz w pierwszej klasie podstawówki,postanowiłam im wtedy kupić na Mikołaja głosniki, mieli juz komputer stacjonarny tylko brakowało głosników.Dodam ,że moi synowie dlugo wierzyli w Mikołaja tzn do póki nie poszli do szkoły podstawowej. ![]()
Pamiętam do dziś jak młodszy bardzo się zdziwił jak po przyjsciu ze świetlicy do domu , oczywiście odbierałam go po pracy, w pokoju zastał paczkę od Mikołaja z głośnikami do komputera. Pamiętam do dziś te jego wielkie zdziwione i ucieszone oczy, widok bezcenny ![]()
Starszy niestety juz chodził do piatej klasy i był wtajemniczony...
Do dzis wspominamy jak przyjadą do domu w czasie świątecznym tamte dziecinne czasy, trudne... ale jest co wspominać ![]()
Kurcze brakuje mi tego, tak cicho i pusto jest teraz w domu...
Zdaję sobie sprawę,że taka jest kolej rzeczy, dzieci dorastają i wyfruwają z rodzinnego domu,, hymmmm ale i tak mi jakoś smutno i tęskno...
Dobrej nocy życzę ![]()
12,133 2017-12-07 11:04:08 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-07 11:13:10)
Cześć, Robaczki ![]()
Alika, pamiętam, jak mocno odczułam to, o czym piszesz, gdy mój syn poszedł do szkoły. Przemijanie, odchodzenie dzieci w świat. Piękne, bo pięknie jest widzieć swoje pociechy coraz mądrzejsze i piękniejsze, a smutne - bo coś się kończy.
Mam "tylko" jedno dziecko i raczej na zmianę sytuacji się nie zanosi, a tak bym powtórzyła te wszystkie spacery z maluszkiem, pokazywanie mu każdego kwiatka i robaczka. Tak bym poczuła maleńkie ciałko w ramionach ; póki starczało mi sił do dźwigania, zawsze usypiałam syna na rękach i śpiewałam mu wszystkie piosenki, jakie tylko znałam. Nawet dziś mój już nastolatek potrafi przed snem poprosić: "Mama, a pośpiewasz mi?" ![]()
12,134 2017-12-07 11:32:20
Dzień doberek ![]()
Tak Piegusku, właśnie o to mi chodziło,, coś się kończy coś się zaczyna '' ???? ![]()
Zazdroszczę Wam troszkę,że macie swoje dzieci w domu, kurcze własnie złapałam się na tym,że jestem jak,, kura'' ktora chciałaby swoje małe mieć pod skrzydłami ![]()
Czasem tak mam własnie, jakaś nadopiekuńczość, ale panuję nad tym, włącza mi się czerwona lampka i się resetuję ![]()
Może i dlatego podjęłam taka pracę i jest mi łatwiej jak jestem z dala od domu, chociaż często miewam doły na wyjeździe i wtedy marudzę ..
Lubię ten czas przedświąteczny, zakupy ,planowanie i nawet porządki domowe ![]()
Dobra, dosyć tych wypocin, bo cos zaczynam się rozklejać, a tego nie chcę !!!
Miłego dnia życzę ![]()
12,135 2017-12-07 13:16:10
Ja serdecznie nie cierpię tej całej roboty przed świętami. Tego myślenia, co kupić, co ugotować, tego stresu, czy się ze wszystkim wyrobię. Nienawidzę, to mi odbiera połowę radości ze skądinąd lubianych świąt.
Zdaje sobie sprawę, jakie to głupie, a jednak co roku ogarnia mnie takie lenistwo i zniechęcenie. Wolę celebrować codzienność.
Przyznam, że z mężem ta cała domowa logistyka była łatwiejsza, bo akurat w domu pracował na równi ze mną. Miało się też "opatentowaną" świąteczną rutynę, a teraz co roku wielka niewiadoma, gdzie spędzę święta, na co się przygotować. Bleeeee ![]()
12,136 2017-12-07 19:14:16
Kompletnie nie rozumiem tej swiatecznej schizy jaka dopada głównie jednak kobiety. Dla mnie wazne jest żebyśmy pospiewali koledy i inne piosenki bo koledy sie nudza posmiali sie glopoty pogadali winko wypili. Jedzenie moze byc byle jakie wystroj symboliczny a sprzatania to juz w ogole nie dostrzegam czy ktos ma czy nie zrobione. I wtedy jest super bo wszyscy wyluzowani.
12,137 2017-12-07 19:51:56
A kto tutaj pisze o schizie przedświątecznej ??? ![]()
Daleko mi do tego
![]()
12,138 2017-12-07 20:12:06
No chyba Pieguska wlasnie pisze nade mną ? Czyz nie?
12,139 2017-12-07 20:22:44
A mnie niestety trudno uwolnić się od wpływu świątecznej schizy, choć się staram.
Z jednej strony serdecznie nie znoszę tej domowej pańszczyzny, a z drugiej - w pewnym sensie czuję się do niej zmuszona, bo nie "czuję" świąt, gdy w domu nie jest ładniej niż zwykle
I ten przymus jest dla mnie uciążliwy.
Moja koleżanka z pracy co roku odsuwa meble od ścian i wyciera za nimi podłogę oraz ściany, czyści lampy i żyrandole ; ja aż tak gorliwa nie jestem, ale co roku mam poczucie, że mogłabym więcej i lepiej, że czegoś nie dopilnowałam itd.
A świąt raptem dwa dni.
12,140 2017-12-07 20:25:03 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-07 20:58:19)
No chyba Pieguska wlasnie pisze nade mną ? Czyz nie?
No, podobno każdy jakieś schizy ma ![]()
Ja wiem, że to paranoja, ale kurde, co roku sobie postanawiam, że przygotuję święta bez pośpiechu, spokojnie, starannie, a potem łapię się za głowę, że święta tuż, a ja w lesie. I wtedy pojawia się stres.
W myśl corocznych postanowień idę jutro po buraki, będę kisić prawdziwy domowy barszcz. Najlepszy!
.
I zakupy do pieczenia ciast też sobie w tym tygodniu zrobię - o!
12,141 2017-12-07 20:29:43 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-07 20:34:41)
Byłam dzisiaj na powiatowym dyktandzie, ale palma mi odbiła, zerknęłam przez ramię na dyktando sąsiadki i - durna pała! - poprawiłam "chyżo" na "hyżo" ![]()
Moja przyjaciółka skomentowała: "Ty idiotko!" ![]()
12,142 2017-12-07 20:43:13
Fakt Piotrze, właśnie Pieguska się przyznała ![]()
Piegusku
Nie rozumiem przymusu, kto Ciebie zmusza i po co ?? po co popadasz w tę paranoje, że musi być wszystko na błysk i na tip top , bo jakoś nie kumam ???
Za barszczyk masz u mnie duży plus
Na drugi raz nie zapuszczaj żurawia do sąsiadki
![]()
12,143 2017-12-07 20:48:40 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-07 20:53:22)
Alika, po tzw. całości przyznaję Ci rację.
Mnie trudno moje schizy wytłumaczyć. Tu się nakłada kilka spraw: presja wyniesiona z domu (powinnam natychmiast z nią skończyć, ale mi się nie do końca udaje) oraz własne, wspominane na poprzedniej stronie, skłonności do niezorganizowania, odkładania na potem. A że nie lubię sprzątania, to odkładam. Piękna pożywka dla frustracji.
Może w tym roku uda mi się nad schizami zapanować?
A z tym żurawiem to dla mnie jeszcze jeden dowód na to, że trzeba było mieć więcej zaufania do siebie.
Nie szkodzi, może za rok wygram, a co sobie dobrych rzeczy przy dzisiejszej okazji pojadłam, to moje ![]()
12,144 2017-12-08 14:00:52
Witajcie, witaj Piotrze.
Tyle chciałabym Wam opowiedzieć. Może wieczorem znajdę czas by odnieść się do Waszych słów.
Teraz wspomnę tylko, że u nas świąteczne oczekiwanie rozpoczął koncert kolęd. Nasza córka pierwszy raz śpiewała na scenie. To było wzruszające.
I ja dołączę ze świąteczną piosenkę. Jest piękna.
12,145 2017-12-08 21:22:08 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-08 21:27:54)
Lili, pewnie byłaś dumna i szczęśliwa ![]()
Ciekawi mnie, co chcesz nam powiedzieć.
Ja weny chwilowo nie mam, zmęczona jestem, bo chyba pogoda się zmienia.
Ciekawe, jakby to było w ramach osobistej fanaberii wybrać się kiedyś na masaż ![]()
12,146 2017-12-09 10:15:59 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-09 10:24:51)
Cześć, moi zacni ![]()
Dokładnie taki poranek jak lubię: cisza, syn jeszcze w błogim letargu, a ja popijam kawkę z zachwytem zerkając przez kuchenne okno.
Tyyyle śniegu nam napadało (to na tę zmianę pogody taka byłam po południu "padnięta") i jeszcze sypie.
Mam pytanie techniczne do Was, panowie, i nie tylko panowie: jak nie mając balkonu, zawiesić za oknem słoninkę dla sikorek?
Panowie od okien rok temu zdjęli mi zaokienną suszarkę i oznajmili, że nie wolno nic przykręcać ani przywiercać do nowych parapetów. A tę słoninkę wieszałam na sznurku właśnie na suszarce ![]()
Uwielbiam ten widok i chcę ucieszyć nim syna:

Lili, kolęda Rybotyckiej zawsze mnie wzrusza.
Herbatka z sokiem malinowym dla wszystkich i zmykam do codzienności ![]()

P.S. Robi ktoś z Was na drutach? Ja próbowałam i mam ochotę do tego wrócić.
12,147 2017-12-09 10:24:02
Dzień dobry! Witaj Piegusku! Jaki piękny widok z sikorkami na pierwszym planie.
Ja właśnie herbatkę z cynamonem piję. Śnieg u nas stopnial. W kwestiach technicznych jestem lewa, nie pomogę, ja akurat mam taras, to swego czasu wystawiałam ziarno słonecznika bezpośrednio na stół z braku odpowiedniego karmnika. Ptaszków było co niemiara.
Nie umiem się dziś zabrać do sprzątania, jakaś niemoc mnie ogarnęła. Ale jakoś się zmuszę. A w nagrodę idę wieczorem z kolegą do kina, bo dzisiaj Dzień Kina i bilety po 12 zł.
12,148 2017-12-09 10:58:18 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-09 14:00:33)
Witajcie Kochani
Za oknem białe piękno, a w sercu pokój i radość.
Jesteśmy zatem już we trzy, przy kuchennym oknie i herbacie.
Ciekawe kto jeszcze dołączy?
Tak jestem dumna z mojej córki, zawsze byłam i od niedawna coraz częściej Jej o tym mówię.
Dla mnie zawsze była najpiękniejszym i najbardziej uroczym dzieckiem na świecie. Zachwycałam się jej każdym uśmiechem.
U mnie już od początku grudnia biegają po domu trzy małe renifery.
A dziś stanie u nas choinka. Mąż wybiera co roku największą i najpiękniejszą. Zawsze wybiera najlepsze i najpiękniejsze rzeczy. Myślę, że to sprawia Mu radość. Oboje lubimy też porządek w domu (chociaż nieźli z nas bałaganiarze na co dzień
). Święta w nieposprzątanym domu nie miałyby dla nas uroku. Tylko córce bałagan nie przeszkadza, ale wiecie co zaczynam myśleć, że to dobrze, bo będzie się jej przyjemniej żyło. Na święta mąż chce mieć też najlepsze ciasta, sałatki i inne dania. Lubi dobre jedzenie. Oczywiście sam przykłada się równo ze mną i do porządków i do pieczenia i gotowania. Lubi przyrządzać potrawy. A potem lubimy błogi wypoczynek i oglądanie filmów. Z córką obowiązkowo Kevin Sam w Domu.
Co do sprzątania to ja jeszcze do niedawna byłam po prostu chora kiedy w domu był bałagan. I wbijanie sobie do głowy, że to normalne mając zwyczajne życie rodzinne i pracę zawodową nic nie pomagało. Co innego rozumieć a co innego czuć. Ja dopiero po niedawnej transformacji nauczyłam się wielu rzeczy m. in. nie denerwuje mnie bałagan.
Co do męża, to u niego w domu nie sprzątało się tak jak u mnie, ale on szybko polubił czysty dom i sam nawet motywował mnie żeby szybko wysprzątać na weekend i będzie czysto i przyjemnie. Ja od najmłodszych lat w każdą sobotę robiłam takie generalne porządki jak się robi na święta.
Mogłam zapomnieć o sobotnich programach dla dzieci i młodzieży. Tak że sprzątać to ja umiem.
Nie to jest jednak najgorsze, ale to że potem nie podoba ci się jak nie jest posprzątane idealnie. I tego musiałam się oduczyć. Teraz jak córka posprząta swój pokój, to mówię Jej że ładnie, i nie wskazuję niedociągnięć.
Co do robienia na drutach to ciocia mnie nauczyła jak byłam dziewczynką. Dała mi druty i kolorowe włóczki. Robiłam sweterki dla lalek, a potem zrobiłam dla siebie różowy sweterek. I wtedy matka mi go spaliła w piecu, a druty wyrzuciła. Byłabym mało użyteczna gdybym zamiast sprzątać robiła na drutach. Stare dzieje. Dziś już nie pamiętam jak się robiło te ściegi, ale wiem, że to lubiłam.
Dużo jeszcze bym opowiadała, ale czas nagli. Najbardziej chcę opowiedzieć o kobietach, jakie jesteśmy wspaniałe.
Nawiążę do słów Ali.
Symbi baw się dobrze.
A może i ja z mężem wyskoczę do kina. Dzięki za info.
Piegusku na masażu czułabyś się po prostu bosko. Koniecznie musisz sobie sprezentować taką przyjemność.
Ja mam to szczęście, że mój mąż lubi mnie masować i że robi to genialnie.
A tymczasem niech ta melodia przyniesie Wszystkim błogi spokój w sercu.
12,149 2017-12-09 12:03:55 Ostatnio edytowany przez alika40+ (2017-12-09 12:05:03)
Dzień doberek ![]()
Jak miło Was czytać Dziewczyny ![]()
Lili, jak zwykle post namazała,że ho, ho , szacun ![]()
Ja to skromnie, jakoś nie mam o czym pisać , śniegu nie ma, szaro buro ![]()
Dziś ogarnę kuchnie , jak mi się zechce
i finito ze sprzątaniem ![]()
W tym roku zachciało mi się choinki żywej takiej małej do 1 metra, bo jakos nie mam ochoty na sztuczną....
Piegusku, chyba się nie da powiesić bezpośrednio na oknie,jak masz plastiki ..
Jedyne wyjscie położyć na parapecie słoninkę w jakiś pojemniku czy czymś ![]()
Nic innego nie przychodzi mi do głowy...
Symbi , super wieczoru w kinie życzę i po kinie również ![]()
Należy Ci się ![]()
No to tyle mam do napisania, zapodam jeszcze kawę na drugą nóżkę
![]()
![]()
Miłego dnia !!!
12,150 2017-12-09 13:58:38 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2017-12-09 13:59:38)
Witaj Aliko
Trafiłaś z kawą w dziesiątkę, właśnie sobie parzę po turecku. Mam chwilkę oddechu po sprzątaniu łazienki. Rzeczywiście coś mam wenę do pisania. Lubię pisać, ale też i czytać.
Piegowata gratuluję Ci poprawnej polszczyzny.
Ja też się staram, zawsze sprawdzam swoje posty, ale nie pamiętam jak niektóre formy się pisze. Partykuła "by" sprawia mi problem.
Tylko filmy przestały mnie pociągać. Już mnie nie fascynuje tak jak kiedyś, świat widziany oczyma innych. Chociaż może kiedyś wrócę do filmów, ale to będzie już inna perspektywa.
Miłego dnia ![]()
12,151 2017-12-09 15:38:43
Lili, język polski był w szkole moim najukochańszym przedmiotem, a zaraz po nim rosyjski - szkoda, że na podstawówce zakończyłam edukację z tego języka. Potem jakoś zupełnie o tym nie myślałam, a teraz nie miałabym nic przeciwko takiej językowej fanaberii. Tylko jak to fanaberie, sprawa leży odłogiem i moooooże się kiedyś doczeka
W liceum miałam francuski, który też darzę sympatią oraz niemiecki, który trochę mi sprawiał kłopotów z powodu mojej niesystematyczności. Słynne: "gdyby nie 'der, die, das', byliby Niemcy z nas" ![]()
Tak więc nieźle sobie z polszczyzną radzę, ale wcale od błędów i wątpliwości nie jestem wolna. Zdarzają mi się też spontaniczne stylistyczne wpadki, gdy piszę w pośpiechu.
Uwielbiam czytać, gdy ktoś ładnie pisze, i słuchać, jak ktoś pięknie mówi. Uwielbiam sama smakować słowa, i rozkoszować się ich bogactwem. Czasami przypominam sobie jakieś dawno nie używane i przemycam do swoich pisemnych wypowiedzi. Marzy mi się pisać wiersze, ale w tym kierunku niespecjalne przejawiam zdolności. Rymowanki, jakieś bzdurki - owszem, ale metafory i kreatywne skojarzenia to już coś, co chyba trzeba mieć we krwi.
Piękne wiersze pisze moja najlepsza przyjaciółka, osoba bez wykształcenia w tym kierunku, bez znajomości polonistyki, ale obrazy, jakie tworzy, emocje, jakie przekazuje to naprawdę Coś ![]()
12,152 2017-12-09 15:51:23 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-09 15:57:26)
Kawę parzę zawsze po turecku i koniecznie z mlekiem ![]()
Lili, porządki domowe to mój kompleks z rodzinnego domu. Choć bardzo kocham moich Rodziców, uważam, że na tym punkcie mieli jakiegoś "hopla". Mama miała nas gromadkę, pracowała dużo, a lubiła zawsze wszystko mieć "perfekt!". To się odbijało na nas, dzieciach. Były awantury o nieposprzątane mieszkanie, o bałagan, który przecież dzieci robią (a my robiliśmy straszne rzeczy
), o niewywiązanie się z obowiązków. Mama, gdy się wściekła, potrafiła powywracać doniczki z kwiatkami, wyrzucić z szaf ubrania na środek pokoju i kazać to sprzątać... Pamiętam, jak w liceum wybierałam się do koleżanki, która zaprosiła do siebie całą naszą klasę i nie poszłam, bo mama zrobiła awanturę.
Dziś do porządków mam megawstręt. Wiem, że to głupie zrzucać odpowiedzialność na rodziców, powinnam mysleć za siebie, ale to we mnie "siedzi" bardzo mocno. Lubię dom "na błysk", a oczywiście diabli mnie biorą, gdy mam to robić. Na własną ręke "leczę się" z takiego myślenia. Staram się nie obciążać mojego syna, choć wymagam, by sprzątał swój pokój i nie bałaganił. Unikam złoszczenia się i krzyków.
Co dziś macie na obiad? Ja od dawna niegotowaną zupę szczawiową. Z jajkiem ![]()
Kiedyś szczaw podrzucała nam teściowa, która zbierała go co roku przy okazji pobytu na działce. Taki dziki z łąki. Część zjadało się na świeżo, w zupie, a część konserwowało w słoikach. To jedna z moich ulubionych zup. Gdy byłam dzieckiem, rodzice uprawiali szczaw ogrodowy, trochę inny od dzikiego. Ale dziki lepszy ![]()
Wczoraj zobaczyłam w Piotrusiu Panu słoiczek, więc nie mogłam go tak zostawić ![]()
Miłego popołudnia!
12,153 2017-12-09 17:40:02
Piegusku, języki to też jedne z moich ulubionych przedmiotów. Miałam wspaniałą polonistkę i chemiczkę w podstawówce. A później pod koniec szkoły średniej wybierałam między filologią polską a chemią. Chemia wygrała. A języki obce to przedmioty, których uczyłam się z największą przyjemnością.
Moja matka nie pracowała i nie pracuje, ona umie doskonale urządzić się cudzym kosztem. Jest od zarządzania, a jej głównym celem jest niszczenie ludziom życia
Zupa szczawiowa to smak z mojego dzieciństwa. Jej smak i zapach gdy wracamy ze spaceru pamiętam do dziś. Uwielbiałam ją w przedszkolu i uwielbiałam przedszkole. Przychodziłam pierwsza i wychodziłam ostatnia.
U mnie dziś goloneczka.
12,154 2017-12-09 18:07:18 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-09 18:11:38)
Lili, mimo wszystko mam sporo szczęścia, że dziś przyjaźnię się z Mamą. Jest dla mnie ważna myślę o niej ciepło, czasem z pobłażaniem, gdy zupełnie nie popieram jej niektórych opinii. Jakoś na swój sposób przeprosiła mnie między wierszami za swoje dawne zachowania, powiedziała, że nie jest z siebie dumna.
Dobrze nam zrobiło odseparowanie się, bo w jednym domu było strasznie ciężko. Dziś mam dla niej więcej tolerancji i zrozumienia, a jednak z naszymi charakterami lepiej nam osobno. Obie o tym wiemy.
Mama jest ze "starej szkoły", gdzie lanie było środkiem wychowawczym, a dzieci miały się nie sprzeciwiać (widziałaś kiedyś dziecko, które się nie sprzeciwia? Bo ja nie). Była i nadal jest energiczna, bardzo pracowita, zorganizowana. Konkretna aż zanadto, nigdy nie rozczulała się nad sobą ani nad innymi. O wiele więcej ciepła miał dla nas Tata, którego wspominam z rozrzewnieniem.
Miała mnóstwo pracy, a lubiła być we wszystkim perfekcyjna. Płaciła za to nerwowością i brakiem cierpliwości, bo temperament mamuśka ma niezgorszy ![]()
Dziś nadal uważam, że odstawiała "chore" akcje, ale myślę o tym już bez żalu, ze zrozumieniem dla siebie i dla niej.
Po latach widzę więcej. Pod skorupą ukrywa się wrażliwa osoba. Mogę z nią pofilozofować o zyciu, o poezji, pogadać prawie o wszystkim. Dojrzałyśmy obie do bliskości.
12,155 2017-12-09 18:08:31
P.S. Golonkę zawsze omijałam z daleka, wydawała mi się przerażająco tłusta, a ja tłustego mięsa nie cierpię. Aż raz spróbowałam i... to jest przepyszne!