Tak, pewnie i dałby radę bez odwracania się plecami bo był bardzo spokojny - jednak wielu ma z tym problem... Reszta to sprawa indywidualna. Był zamierzony rezultat i zrobił to zgrabnie. Dziecko w roli partnera to pewna strategia wcale nie partnerka taka. Wiele tam po prostu przybliżeń i analogii ale rola rodzica jest zachowana. Jeśli chodzi o ten przywilej to dziecko powinno zrozumieć, że wcale tak 'mu się nie należy' jeśli chodzi o pewne zachowania lub rzeczy w życiu. Jeśli przywilej to powinno docenić i zachowywać się odpowiednio. Ale co tam... inny temat, który mi się tutaj skojarzył po poście Piegowatej. Zostawmy...
I tak naprawdę nikt nie wie, jakie to są zdrowe zasady
Zostawmy, zastawmy, ... dobrze Ci mówić,
ale dobra zostawmy ten konkretny przykład.
I tak każdy tu zobaczy co innego. A Ty Al, to ratownik jesteś i dobrze, w zdrowych granicach oczywiście.
Hm... zdrowe zasady ja uważam, że są, a w literaturze nazywane są zachowaniami funkcjonalnymi. Brak tych zasad to dwie szkodliwe skrajności: wychowanie bezstresowe i nadużycia.
Nie wdaję się jednak w dyskusję, bo wiem, że jak będziesz potrzebował, to sobie temat ogarniesz, albo i nie.
Powiem tylko tak nie ma rodziców idealnych. Wszyscy popełnią błędy, tylko każdy inne. A nawet może być tak, że to co uznawaliśmy za błąd nim nie było i odwrotnie - to co braliśmy za pewnik, okazało się szkodliwe. Dla mnie ważne jest, to czy się kocha dziecko i go nie krzywdzi. Reszta sama przyjdzie, czy to intuicja pomoże, czy to obserwacja i wnioski.
Ja ogólnie kieruję się zasadą - nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe. Jeśli ja wymagam szacunku, to i dziecko ma do niego prawo. Jeśli ja nie chcę żeby ktoś mnie poniżał, lekceważył, wyzywał, wyśmiewał, bił - to i dziecku tego nie czynię.
Jednak ja sama osobiście bardzo sobie cenię naukę dotyczącą wychowania - to jest u mnie na pierwszym miejscu. Nie ma dla mnie rzeczy ważniejszej niż dobro mojego dziecka. W wielu, jeśli nie we wszystkich aspektach ja nie mogę wzorować się np. na swoich rodzicach. Ja się tego muszę nauczyć - poznać i wyćwiczyć, przykład - choćby jak wprowadzić dziecko w świat seksu.
I ja to poznaję zanim mnie dziecko zapyta, ja mam być przygotowana do kolejnych etapów rozwoju mojego dziecka. I jestem. I widzisz kiedy moja córka zapytała o seks męża, to on odesłał ją do mnie. I tym samym stracił szansę na dołożenie cegiełki do swojego autorytetu, a ja się przygotowałam merytorycznie i emocjonalnie i zrobiłam to dobrze, bo się później zapytałam pani psycholog i potwierdziła.
A i tu zalecam ostrożność - wybór lektur i metod jest ważny, bo jeśli tu nie będę umiała zakwestionować nauki - to szkody będą nie do odrobienia.
Po co tak się staram? Nie chcę żeby moje dziecko przechodziło przez takie wewnętrzne piekło jak ja.
I weźmy mnie jako przykład wychowania - też ludzie z zewnątrz śmiało mogą powiedzieć, że moi rodzice dobrze mnie wychowali. Dziecko idealne - najlepsze już w przedszkolu, wzorowe w szkole, nie sprawiające żadnych problemów typowych dla nastolatków, stawiane innym za przykład. W środowisku lokalnym do dziś cieszę się sympatią i szacunkiem. Zawodowo i rodzinnie osiągnęłam sukces. Ludzie widzą mnie zawsze uśmiechnięta i zadbaną. Chętnie zagadują mnie nawet Ci których nie znam. Śmiało mogą więc gratulować moim rodzicom.
Tylko widzisz Ci ludzie nie mają pojęcia o tym jaka jest prawda o moim "wychowaniu" nie wiedzą co ja przeżywałam i jak cierpiałam. A zawsze byłam takim dobrze wychowanym dzieckiem.
Dlatego ja bym się wstrzymała co do rzeczywistej oceny wychowania w konkretnych przypadkach.
Z ciekawych rozwiązań własnych - namalowałam dla córki Jej portret z pomysłowym przedstawieniem, co należy do porannej a co do wieczornej toalety, ze wskazaniem konkretnych kosmetyków. Zawiesiłam portret w łazience. To była niespodzianka, udana.
Powiedziała: mamo chciałabym być taka ładna jak na rysunku, a ja: jak cię rysowałam to z żalem myślałam że nie umiem cię narysować tak śliczną jak jesteś. Tak właśnie myślałam.
Teraz już nie zapomina, co i kiedy używać, a ja nie muszę zrzędzić. ![]()

