Po pierwsze, mam pewnosc, ze jest dziewicą. Po drugie na pewno nie ma tam nikogo. Może to co pisze być dla Was naiwne, ale ja po prostu o tym WIEM. Nie łącze jej wyjazdów z wiarą... po prostu ona uważa, że jej jest "szkoda jak ona (jej mama) tam sama siedzi"... ale taka częstotliwość? jak ma się to udać wszystko w przyszłości z tak częstymi wyjazdami? Gdzie w tym wszystkim jestem ja, gdzie ta chęć bycia ze mną? Jej jest brak... to akurat widzę.
"Można być wierzącym i chcieć zachować czystość a natura jest natura i jak kto ma popęd to choćby chciał go okiełznać to on się jednak przejawia. Widzisz u niej jakieś przejawy?, ja nie, inni też." Z tym się zgodzę, to jej kilka razy naświetliłem, jednak niestety ona tego nie pojmuje. Ona twierdzi, że przejawy są, dowodem na to są te "pieszczoty", jednak chociażbym chciał to zaakceptować i jej przyznać rację, to jednak ich częstotliwość daje wiele do życzenia. Przykład z życia wzięty. Od ostatniej bliskości, mija dokładnie 10 dni. Mimo to, ona nie czuje w sobie tej potrzeby. Objawia się to zarówno tym, ze z taka częstotliwością jeździ do domu (zostawiając mnie np. na weekend) jak i tym, ze po prostu będąc ze mną potrafi tak po prostu odwrócić się na drugi bok i usnąć. Nie ma tej chemii. To jest naprawdę zauważalne... tu nie chodzi o to by działo się coś CODZIENNIE. Jednak to jak to obecnie wygląda, to wszystko mówi samo za siebie. Przychodzi załóżmy teraz czas kiedy w Niej "cudownie" budzi się ta potrzeba, po tych 10 dniach abstynencji i co? Mam skakać z radości? Nie. Po prostu z samego tego faktu nie mam na to ochoty. Przyzwyczajam się do tego, ze po prostu tego nie mam, z każdym dniem, zwłaszcza po takiej przerwie jest mi łatwiej. Tylko czy to będzie spełniony zwiazek? Chyba nie bardzo. Mogą być rożne dysproporcje, chociaż u większości na początku nie ma tego problemu, w zasadzie u nikogo, zawsze na początku relacji te potrzeby sa zrównane (kiedyś szukałem w internecie informacji, nie znalazłem żeby ktoś pisał, ze ma problem z częstotliwością na początku związku)... tutaj potrzeby sa zróżnicowane już na początku. Mało tego, trzeba zwrócić uwagę na to JAK sa zróżnicowane... ja powiedzmy miałbym chęć codziennie, dla Niej 10 dni to pestka... zobaczę gdzie nas to zaprowadzi. Przygnębiające i smutne jest to wszystko, bo ta chęć naprawdę we mnie wygasa. To wszystko staje mi sie obojętne.
Werez...
Nie przyjmuj wszystkiego na wiarę.
To są nasze domysły,ale w tej konkretnej sytuacji,są one dość prawdopodobne.
Poza tym,to dorosła kobieta i jeżeli dalej nie ma odciętej pępowiny,to szczerze mówiąc...słabo to widzę.
Nie mówiąc już o samej bliskości,bo nie sądzisz chyba,że po ślubie Ona zmieni się w demona seksu?Nie,będzie zgoła inaczej...Ty będziesz o to zabiegał,a Ona będzie się migać,mówiąc,że tylko o "to" Ci chodzi.A kończyć się to będzie śmiertelnym fochem i wyjazdem do mamusi.
Po jakimś czasie odpuścisz i pójdziesz na lewo,albo Ona ,co jest bardziej prawdopodobne...puści Ciebie kantem bez zmrużenia oka,twierdząc,że tak naprawdę to Ona Ciebie nigdy nie kochała.