Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 89 z 89 ]

66

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Po pierwsze, mam pewnosc, ze jest dziewicą. Po drugie na pewno nie ma tam nikogo. Może to co pisze być dla Was naiwne, ale ja po prostu o tym WIEM. Nie łącze jej wyjazdów z wiarą... po prostu ona uważa, że jej jest "szkoda jak ona (jej mama) tam sama siedzi"... ale taka częstotliwość? jak ma się to udać wszystko w przyszłości z tak częstymi wyjazdami? Gdzie w tym wszystkim jestem ja, gdzie ta chęć bycia ze mną? Jej jest brak... to akurat widzę.

"Można być wierzącym i chcieć zachować czystość a natura jest natura i jak kto ma popęd to choćby chciał go okiełznać to on się jednak przejawia. Widzisz u niej jakieś przejawy?, ja nie, inni też." Z tym się zgodzę, to jej kilka razy naświetliłem, jednak niestety ona tego nie pojmuje. Ona twierdzi, że przejawy są, dowodem na to są te "pieszczoty", jednak chociażbym chciał to zaakceptować i jej przyznać rację, to jednak ich częstotliwość daje wiele do życzenia. Przykład z życia wzięty. Od ostatniej bliskości, mija dokładnie 10 dni. Mimo to, ona nie czuje w sobie tej potrzeby. Objawia się to zarówno tym, ze z taka częstotliwością jeździ do domu (zostawiając mnie np. na weekend) jak i tym, ze po prostu będąc ze mną potrafi tak po prostu odwrócić się na drugi bok i usnąć. Nie ma tej chemii. To jest naprawdę zauważalne... tu nie chodzi o to by działo się coś CODZIENNIE. Jednak to jak to obecnie wygląda, to wszystko mówi samo za siebie. Przychodzi załóżmy teraz czas kiedy w Niej "cudownie" budzi się ta potrzeba, po tych 10 dniach abstynencji i co? Mam skakać z radości? Nie. Po prostu z samego tego faktu nie mam na to ochoty. Przyzwyczajam się do tego, ze po prostu tego nie mam, z każdym dniem, zwłaszcza po takiej przerwie jest mi łatwiej. Tylko czy to będzie spełniony zwiazek? Chyba nie bardzo. Mogą być rożne dysproporcje, chociaż u większości na początku nie ma tego problemu, w zasadzie u nikogo, zawsze na początku relacji te potrzeby sa zrównane (kiedyś szukałem w internecie informacji, nie znalazłem żeby ktoś pisał, ze ma problem z częstotliwością na początku związku)... tutaj potrzeby sa zróżnicowane już na początku. Mało tego, trzeba zwrócić uwagę na to JAK sa zróżnicowane... ja powiedzmy miałbym chęć codziennie, dla Niej 10 dni to pestka... zobaczę gdzie nas to zaprowadzi. Przygnębiające i smutne jest to wszystko, bo ta chęć naprawdę we mnie wygasa. To wszystko staje mi sie obojętne.

Werez...

Nie przyjmuj wszystkiego na wiarę.
To są nasze domysły,ale w tej konkretnej sytuacji,są one dość prawdopodobne.

Poza tym,to dorosła kobieta i jeżeli dalej nie ma odciętej pępowiny,to szczerze mówiąc...słabo to widzę.

Nie mówiąc już o samej bliskości,bo nie sądzisz chyba,że po ślubie Ona zmieni się w demona seksu?Nie,będzie zgoła inaczej...Ty będziesz o to zabiegał,a Ona będzie się migać,mówiąc,że tylko o "to" Ci chodzi.A kończyć się to będzie śmiertelnym fochem i wyjazdem do mamusi.
Po jakimś czasie odpuścisz i pójdziesz na lewo,albo Ona ,co jest bardziej prawdopodobne...puści Ciebie kantem bez zmrużenia oka,twierdząc,że tak naprawdę to Ona Ciebie nigdy nie kochała.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Po pierwsze, mam pewnosc, ze jest dziewicą. Po drugie na pewno nie ma tam nikogo.

No niestety muszę Cię zmartwić - to, że ona tak mówi, to nie znaczy, że tak jest.

Jesteś tak zaślepiony, że usprawiedliwiasz ją na każdym kroku. Mogłaby Cię spoliczkować, a Ty byś powiedział, że jej się ręka ześlizgnęła niechcący...
Obudź się. Marnujesz czas i najlepsze lata życia dla kobiety (jak dla mnie emocjonalnej gówniary), która Cię wykorzystuje. Twój dom to dla niej hotel.
Woli do matki jechać, niż spędzać czas z facetem, którego rzekomo kocha. Która kochająca kobieta tak robi? Ludzie, jak się kochają, to pragną seksu, pragną spędzać ze sobą jak najwięcej czasu! U Was jest kompletnie odwrotnie. Napisałam Ci wcześniej - dopóki nie pokochasz siebie i nie zaczniesz siebie szanować - to z żadną kobietą udanego związku nie stworzysz. NIE SZANUJESZ się kompletnie. Można wszystko z Tobą zrobić.

68

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Po pierwsze, mam pewnosc, ze jest dziewicą. Po drugie na pewno nie ma tam nikogo.

Nie możesz mieć takiej pewności, ale nawet gdyby...
Jakie to ma znaczenie w obliczu jej zachowania, Twoich rozterek i po prostu braku szczęścia w tym związku?
werez ściągnij ten wór pokutny i zacznij żyć, zamiast od miesięcy analizować jej zachowanie, cierpieć i zastanawiać się - dlaczego?

69

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Ja wierzę, że jest dziewicą i nie ma innego faceta. Jej zachowanie jest typowe dla oziębłej królewny.

Podsumowując:
- mieszkacie razem i nie uprawiacie seksu (jak można mieszkać razem, spać w 1 łóżku i nie uprawiać seksu? na serio nie umiem sobie tego wyobrazić nawet jak to technicznie wygląda)
- ona robi Ci awantury non stop

Powiem Ci jak będzie wyglądało Twoje małżeństwo z nią.
Seks będzie bardzo, bardzo rzadko. Może liczysz na to, że nie jest gotowa, ale jak już traficie do łózka to zamieni się w demona seksu? Tak się nie stanie. Ta laska ma bardzo niskie libido albo nie ma go wcale. Póki co może to zrzucać na "nie jestem gotowa". A skoro jest manipulantką (a jest), to w przyszłości będzie odmawiała Ci seksu (jako kara) i w ogóle będzie Ci go wydzielała. Czyli seksu będzie bardzo mało, a ona będzie nieszczęśliwa gdy do niego będzie dochodziło. Po urodzeniu dzieci seks w ogóle przestanie ją interesować. Jednak nadal będzie Cię tresowała awanturami i fochami. Po pewnym czasie będziesz miał tego tak dość, że zaczniesz rozglądać się za inną kobieta i być może zdradzisz swoją kłótliwą, oziębłą żonę. Ale gdy ona się o tym dowie, będzie Cię szantażować brakiem kontaktu z dziećmi i ogólnie zrobi rewolucję, wciągając w to wszystkich. Na koniec pewnie zabierze Ci kasę i dzieci.

Jedyną karą i nauczką dla takiej kobiety jest to, abyś od niej odszedł i nigdy nie wrócił. Ona musi tracić to, czym rządzi. Tylko to ją nauczy pokory.

70

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
madoja napisał/a:

Podsumowując:
- mieszkacie razem i nie uprawiacie seksu (jak można mieszkać razem, spać w 1 łóżku i nie uprawiać seksu? na serio nie umiem sobie tego wyobrazić nawet jak to technicznie wygląda)
- ona robi Ci awantury non stop

Problem w tym, że ona nawet nie ukrywa, że nocuje u autora ze względu na pracę, bo tak jej wygodnie, więc to "razem" jest trochę na wyrost.
Robi mu awantury, bo przecież jasno się określiła; przebywa u niego dla wygody, seksu nie chce...bo nie, wspólnych weekendów też nie, bo przecież tęskni za mamą psem i swoim pokojem, a werez wiecznie wymaga i się czepia.

71 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-19 19:36:31)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Niestety tylko kilka osób odniosło się do mojego posta, za co bardzo dziękuję. Dalej temat poszedł w stronę "zjedźmy tego faceta, jaki z niego frajer"... a ja po prostu pytałem o Wasze zdanie na temat następujących kwestii:

- Jej częste powroty do domu
- Podejście jej mamy w tej sytuacji (szantaż emocjonalny)
- Szansa na zmianę w przyszłości kiedy zamieszkamy na własną rękę

Wiem, że sytuacja w jakiej znajduję się jest absurdalna, jednak kocham ją i jeszcze próbuje ratować ten związek, chce to wszystko jakoś ułożyć.

Zatem posłuchaj werez, jeśli jesteś w stanie usłyszeć cokolwiek, co NIE potwierdza twoich przekonań.
NIKT nie ma takiej mocy, by zmienić drugiego człowieka. Twoja dziewczyna jest dorosłą osobą o ugruntowanej osobowości i może się zmienić tylko wtedy, gdy sama tego zechce.
Niepotrzebnie tutaj wierzgasz nóżkami i tupiesz ze złości, bo NIKT inny tylko TY ją wybrałeś taką, jaka jest. Taką ją pokochałeś, to taką ją teraz zaakceptuj. Wybrałeś kobietę uzależnioną od matki, niesamodzielną, nieczułą, to z taką żyj, i nie kombinuj, jak ją zmienić, aby wpasowała się w twój obraz.
Jeśli ona tobie nie odpowiada taka, jaka jest, to przestań jej ciosać kołki na głowie i "prowokować" kłótnie, ale znajdź sobie inną kobietę, która będzie dokładnie taka, jak twój ideał, albo machnij ręką na jej "drobne niedoskonałości" i zaakceptuj ją z jej zaletami i wadami.

72

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
kitkaoskara napisał/a:

Niepotrzebnie tutaj wierzgasz nóżkami i tupiesz ze złości, bo NIKT inny tylko TY ją wybrałeś taką, jaka jest. Taką ją pokochałeś, to taką ją teraz zaakceptuj. Wybrałeś kobietę uzależnioną od matki, niesamodzielną, nieczułą, to z taką żyj, i nie kombinuj, jak ją zmienić, aby wpasowała się w twój obraz.
Jeśli ona tobie nie odpowiada taka, jaka jest, to przestań jej ciosać kołki na głowie i "prowokować" kłótnie, ale znajdź sobie inną kobietę, która będzie dokładnie taka, jak twój ideał, albo machnij ręką na jej "drobne niedoskonałości" i zaakceptuj ją z jej zaletami i wadami.

Masz dużo racji, ale opisana przez autora kobieta raczej nie jest z "drobnymi niedoskonałościami". smile Dla mnie to przykład najgorszego typu kobiety, dosłownie jak z męskich koszmarów (kłótnie, terror i fochy, a zero seksu).
Jest coś między ideałem a taką babą jak dziewczyna autora.

josz napisał/a:

Problem w tym, że ona nawet nie ukrywa, że nocuje u autora ze względu na pracę, bo tak jej wygodnie, więc to "razem" jest trochę na wyrost.
Robi mu awantury, bo przecież jasno się określiła; przebywa u niego dla wygody, seksu nie chce...bo nie, wspólnych weekendów też nie, bo przecież tęskni za mamą psem i swoim pokojem, a werez wiecznie wymaga i się czepia.

A, to nie doczytałam.
To jeszcze ciekawiej. smile
Przecież ona jest IDEALNYM szablonem na starą pannę - dominująca, oziębła mamincóreczka. Aż dziwne że jednak jej się udało upolować  "jelenia" (autorze, nie chcę Cię obrazić). Jestem wręcz pełna podziwu dla niej. Jest aż tak ładna czy co?

73

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Słuchajcie, wyłączcie na chwile negatywne podejście do jej osoby, spójrzcie na nią neutralnie i wyjaśnijcie mi jedną sytuację. Tą konkretną, którą omówię. Pomijamy seks i wszystkie inne sprawy. Chodzi o nasze wspólne mieszkanie, na własną rękę i jej powroty do domu - to od 3 dni jest naszym gorącym tematem, który sprawia, że nie przesypiam nocy i bardzo źle się czuję psychicznie. Nie możemy się porozumieć. Przedstawię jak to wygląda z dwóch stron, ogólnie chodzi o to, że ona podczas gdy będziemy mieszkali SAMI planuje wracać do domu z taką samą częstotliwością jak obecnie kiedy mieszkamy z rodzicami, tzn. minimum RAZ na tydzień.

Moje spojrzenie:

- To za duża częstotliwość, nie do pogodzenia obowiązki, praca, dom i gdzie jeszcze czas dla siebie

Jej spojrzenie:

- Mama siedzi sama, więc musi ją odwiedzać, ja nie mam prawa jej tego zabraniać i ograniczać ile razy może jeździć

No i się rozmijamy. Ja tłumaczę, że jej nie ZABRANIAM tylko częstotliwość z jaką chce to robić jest niemożliwa do osiągnięcia w normalnym życiu. Tym bardziej, że mama nie mieszka w tym samym mieście i jej odwiedziny nie polegają na tym, że jedzie na 3-4 godziny i wraca... ona jedzie tam na 2 czy 3 dni, nocuje a ja co mam w takiej sytuacji robić? Siedzieć sam w czterech ścianach, samemu sobie gotować, pić piwo i grać w gry? Nie o takim domu marzyłem... jak ona chce pogodzić obowiązki ? Pracuje na zmiany (dzień, noc, wolne)... jeśli chce jeździć raz na tydzień (dzisiaj padła wersja "półtora tygodnia") to jak to nasze życie będzie wyglądało? Gdzie ja w tym wszystkim będę ? Co o tym myślicie?

W sumie mam już odpowiedzi:

Cyngli napisał/a:

Twój dom to dla niej hotel.
Woli do matki jechać, niż spędzać czas z facetem, którego rzekomo kocha. Która kochająca kobieta tak robi? Ludzie, jak się kochają, to pragną seksu, pragną spędzać ze sobą jak najwięcej czasu! U Was jest kompletnie odwrotnie. Napisałam Ci wcześniej - dopóki nie pokochasz siebie i nie zaczniesz siebie szanować - to z żadną kobietą udanego związku nie stworzysz. NIE SZANUJESZ się kompletnie. Można wszystko z Tobą zrobić.

josz napisał/a:

Robi mu awantury, bo przecież jasno się określiła; przebywa u niego dla wygody, seksu nie chce...bo nie, wspólnych weekendów też nie, bo przecież tęskni za mamą psem i swoim pokojem, a werez wiecznie wymaga i się czepia.

A od Niej i tak usłyszę, że ona ma prawo jechać do mamy, bo sama tam siedzi...

Myślę, że to jest też całkiem dobra puenta:

kitkaoskara napisał/a:

Taką ją pokochałeś, to taką ją teraz zaakceptuj. Wybrałeś kobietę uzależnioną od matki, niesamodzielną, nieczułą, to z taką żyj, i nie kombinuj, jak ją zmienić, aby wpasowała się w twój obraz.
Jeśli ona tobie nie odpowiada taka, jaka jest, to przestań jej ciosać kołki na głowie i "prowokować" kłótnie, ale znajdź sobie inną kobietę, która będzie dokładnie taka, jak twój ideał, albo machnij ręką na jej "drobne niedoskonałości" i zaakceptuj ją z jej zaletami i wadami.

74

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Ok, odpowiem neutralnie.
Jeśli chodzi o zwykłe odwiedzanie mamy, to częstotliwość może jest ciut ponad normę, ale nadal w porządku. Mama mieszka 60 km dalej, tak? Nie jest to aż tak daleko by nie wpaść raz w tygodniu na obiad. Możesz jeździć z nią. Twoich rodziców przecież też będziecie odwiedzać.
Jeśli ona przez "odwiedziny" rozumie nocowanie czy spędzanie tam kilku dni, to moim zdaniem odpada. Owszem, można sobie taki wypad zrobić raz na parę tygodni, ale co tydzień to będzie ciężko.

Tak, jej mama siedzi sama i czasami wypada ją odwiedzić, ale przecież nie jest obowiązkiem Twojej dziewczyny zapełniać swojej mamie czas. Ta pani chyba nie jest stara czy zniedołężniała, prawda? Założę się że jest całkiem młoda, mogłaby znaleźć sobie mężczyznę czy chociażby koleżanki.

75

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Hahahaha.

"Spójrzcie na nią neutralnie" big_smile A nie mówiłam?

buahahhaha

76

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

werez, my na nią patrzymy NEUTRALNIE, bo w odróżnieniu od Ciebie, NIE JESTEŚMY w niej ślepo zakochani.
Przyjmij to do wiadomości, błagam.

77

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Dalsza rozmowa z Tobą Werez nie ma sensu. Jestes męska wersja Madzi z wątku o panu radnym tylko ze ona chociaż umiała raz na jakiś czas się wkurzyć i stwierdzić "neutralnie" ze sytuacja nie wyglada ok...aż ze na krótka metę to już inna sprawa wink. Do Ciebie nie dociera nic. Widac ze nie spisz bo już bredzisz, zadajesz pytania i sam wyszukujesz odpowiedzi. Dla Ciebie wciąż problemem są tylko częste wyjazdy do mamy a nie fakt ze ta dziewczyna Cię poprostu nie kocha. Szukasz argumentów do dyskusji z nią. Adwokatem chcesz zostać czy facetem który ma kobietę z która nie musi toczyć bitew słownych? Może te cotygodniowe awantury Cię już tak uzależniły ze w jakiś chory sposób Cię to kręci co? Weź z nią ten upragniony ślub, wyskamlaj seks te pare razy żeby jakoś poczęły się wasze dzieci a potem dyskutuj dalej czy w świetle tego nadal argument ze mamusia mieszka sama oznacza ze Ty wychowujesz te dzieci sam a żonka przychodzi się za przeproszeniem tylko nażreć i oprac do waszego domu. Powodzenia ...mnie szkoda czasu na dalsze czytanie tego wątku bo w odróżnieniu od Ciebie wiem kiedy sprawa jest już przegrana wink

78

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
feniks35 napisał/a:

Dalsza rozmowa z Tobą Werez nie ma sensu. Jestes męska wersja Madzi z wątku o panu radnym tylko ze ona chociaż umiała raz na jakiś czas się wkurzyć i stwierdzić "neutralnie" ze sytuacja nie wyglada ok...aż ze na krótka metę to już inna sprawa wink. Do Ciebie nie dociera nic. Widac ze nie spisz bo już bredzisz, zadajesz pytania i sam wyszukujesz odpowiedzi. Dla Ciebie wciąż problemem są tylko częste wyjazdy do mamy a nie fakt ze ta dziewczyna Cię poprostu nie kocha. Szukasz argumentów do dyskusji z nią. Adwokatem chcesz zostać czy facetem który ma kobietę z która nie musi toczyć bitew słownych? Może te cotygodniowe awantury Cię już tak uzależniły ze w jakiś chory sposób Cię to kręci co? Weź z nią ten upragniony ślub, wyskamlaj seks te pare razy żeby jakoś poczęły się wasze dzieci a potem dyskutuj dalej czy w świetle tego nadal argument ze mamusia mieszka sama oznacza ze Ty wychowujesz te dzieci sam a żonka przychodzi się za przeproszeniem tylko nażreć i oprac do waszego domu. Powodzenia ...mnie szkoda czasu na dalsze czytanie tego wątku bo w odróżnieniu od Ciebie wiem kiedy sprawa jest już przegrana wink

BINGO!!!

79

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Dlaczego mój post, który był definicją wareza jest poniżej poziomu? Cóż za cenzura..

80

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Co ty jeszcze z nią robisz? Jak w ogóle możesz pozwolić, aby TWOI RODZICE UTRZYMYWALI OBCĄ DZIEWCZYNĘ?? Ma u ciebie darmowy nocleg, jedzenie, wodę. Tylko dlatego z tobą jest. Nie z pożądania, dlatego się nie kochacie. Poza tym ważniejsza jest mama. Spędzanie kilku dni w tygodniu z mamą nie jest normalne w tym wieku, gdy mieszka się z chłopakiem. Ona po prostu jedzie od ciebie odpocząć.

"Na pomoc rodziców też nie mamy za bardzo co liczyć, więc musimy sami uzbierać." - jak możesz tak mówić??? Przecież ONI WAS UTRZYMUJĄ! (woda to nic w porównaniu z pozostałymi opłatami)

81

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:
werez napisał/a:

Chciałbym poruszyć jeszcze jedna kwestię o jaka powstają nieustanne kłótnie. Jak wspominalem na początku, dzieli nas 60 km, ona obecnie mieszka u mnie z moimi rodzicami, w jej rodzinnej miejscowości mieszka obecnie sama mama. Przyszłość łączymy z moim miastem, gdyz tutaj oboje mamy prace, jest wieksza szansa na rozwój. Niestety mama "nie wyobraża" sobie przeprowadzki do większego miasta. No i powstaje problem - powroty mojej dziewczyny do mamy. Tu nie chodzi o to, ze ja jej zabraniam, jednak częstotliwość z jaka sie to odbywa sprawia, ze moje mieszkanie przypomina hotel robotniczy. Raz na tydzień MUSOWO jest powrót (jeśli by nie wrocila, mama stosuje szantaż emocjonalny), co więcej zdazaja sie sytuacje, ze jest to częściej, jak np. ostatnio. Poniedzialek, wtorek u mamy, sroda, czwartek praca (u mnie) i na weekend do mamy, bo wolne. Teraz znowu poniedziałek, wtorek praca i powrót na srode, czwartek, piątek... niestety nie widze tutaj checi przebywania ze mną, kazda rozmowa kończy sie klotnia, bo ja jej nie rozumiem, ze ja "ciągnie do swojego domu, do swojego psa, do swojego krzesła". Tylko, ze w zyciu chodzi o to zeby ciągnęło ja DO MNIE. Jeszcze obecnie, to pol biedy, bo mieszkamy na kupie z moimi rodzicami, jednak mówię jej otwarcie, ze jak będziemy na swoim to nie wyobrażam sobie takiej nawet tygodniowej częstotliwości powrotów na przykładowo dwa dni, bo sa obowiązki, sprzątanie, obiady, nie mówiąc juz w przyszłości o dziecku. Praktycznie nie mam jej dla siebie, bo przebywa tutaj jak oboje pracujemy, a wiadomo, ze po pracy malo czasu, poza tym po pracy człowiek jest zmęczony... po 3 miesiącach mieszkania udało mi się wywalczyć jeden weekend, ze bedziemy razem.. to cały czas słyszę ten argument, ze przeciez "bede w weekend", w tonie takim jakby to bylo zrobione dla mnie. A to właśnie nie o to w tym chodzi... ona sama powinna chciec i robić wszystko żeby tego czasu jak najwięcej ze mna spędzac, myle sie? Juz nie mam sily o to wszystko walczyć. Nie rozumiemy sie. Ona sama powinna miec świadomość z czym wiąże sie wspólne mieszkanie na własną rękę. Powinna wiedzieć, ze majac na głowie codzienne obowiązki, taka częstotliwość powrotow nie wchodzi w gre, czy zle myślę? Jak nie wie co powiedzieć to słucham, ze nie jesteśmy jezczst małżeństwem, to pytam "co w takim razie tutaj ze mna robisz? " to słyszę, ze mieszka tutaj dla pracy... mówię, a dlaczego nie jestesmy małżeństwem? A bo pieniędzy nie mamy... odpowiadam, ze na małżeństwo to MAMY pieniądze, na ślub nie (a takiego bez imprezy jak wiadomo nie chce). No i kończą sie w tym momencie jej argumenty... co o tym myślicie? Tak właśnie wygląda moje życie. Nieustanna walka, o tak oczywiste rzeczy... ja rozumiem, ze jej mama jest sama jednak powinna zrozumieć, ze córka ma 27 lat i ma prawo zacząć swoje życie, czyz nie? A sama na propozycje przeniesienia sie do nas, do większego miasta gdzie miala byc nas, pozniej wnuki, moich rodziców (a u siebie nie ma NIKOGO) reaguje słowami, ze "nie ma najmniejszego zamiaru sie przenosić"... a jest na emeryturze...

Niestety tylko kilka osób odniosło się do mojego posta, za co bardzo dziękuję. Dalej temat poszedł w stronę "zjedźmy tego faceta, jaki z niego frajer"... a ja po prostu pytałem o Wasze zdanie na temat następujących kwestii:

- Jej częste powroty do domu
- Podejście jej mamy w tej sytuacji (szantaż emocjonalny)
- Szansa na zmianę w przyszłości kiedy zamieszkamy na własną rękę

Wiem, że sytuacja w jakiej znajduję się jest absurdalna, jednak kocham ją i jeszcze próbuje ratować ten związek, chce to wszystko jakoś ułożyć.


Autorze ja Ciebie doskonale rozumiem , Twoja dziewczyna tego nie rozumie ponieważ ona żyje jak narazie w wygodnym świecie . U ciebie ma wszystko podane pod nos , rachunki opłacone , zakupy zrobione Ty sprzątasz pokój w którym RAZEM mieszkacie , ona nawet po sobie nie sprząta w jednym pokoju  a Ty wymagasz  aby w przyszłości zajęła sie całym mieszkaniem / domem ?? itd itd . U jej mamusi jest podobnie , mama wszystko prawdopodobnie robi za nią z wdzięczności ze córka przyjeżdża.

Kłócicie sie o przyszłość ( częstotliwość wyjazdów do mamy jak będzie na swoim ) tylko jakie ma to teraz znaczenie??? Skoro ślub może będzie za 2-3 lata . Jej podejście  może sie zmienić tylko gdy życie ją nauczy ze organizacyjnie tego nie można osiągnąć. Twoje przekonanywanie jej teraz nie ma sensu bo tylko zagęszcza atmosferę miedzy wami. Ona nie zdaje sobie sprawy jak naprawdę wygląda życie na własny rachunek bo wszyscy ją tego uczycie .

Ona wymaga aby Twói rodzice dołożyli sie do wesela ?? A czy ona bierze pod uwagę ze mieszka na ich rachunek ?? Może Twói rodzice właśnie ten sposób wam pomagają abyście odłożyli na wesele a nie opłacanie rachunków .

Dziwie sie Tobie ze nie wymagasz od niej chociażby pomocy w domu Twoich rodziców (np. przygotowanie posilków ) , szanuj swoją mamę.

Jak dla mnie nie pasujecie do siebie no ale to już Twój wybór czy będzie Twoją żoną i " może" matka Twoich dzieci .

82

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Życzę Ci autorze z całego serca, dla Twojego dobra, aby ta "Twoja" dziewczyna w końcu trafiła na faceta, a nie rajtuzy. I żeby ten facet ją po prostu wziął, w przenośni i dosłownie. Wtedy będziesz mógł w końcu się ogarnąć i znaleźć normalną, wartościową kobietę. Tego Ci życzę.

83

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Uważam że dalsze strzepienie sobie języka nie ma sensu. Zadajesz w kółko re same pytania i czekasz aż znajdzie się ktoś kto ci powie- tak, Werez, to normalne.
Nikt ci tu tak nie powie, bo to nienormalne.
Natomiast widać ze ty masz poważny problem ze sobą a może i, piszę poważnie,  z inteligencją. Nie kojarzysz prostych faktów,  szukasz potwierdzenia z uporem maniaka.
Werez, ja straciłam do ciebie szacunek w połowie drugiej strony, twoja dziewczyna nigdy go nie miała,  bo widziała na kogo trafia. Pewnie wybrała cie specjalnie no na takiego łosia trafić to jeden na tysiąc.
Ktoś cię wykastrowal chłopie, nie dziw się że nawet twoja luba ma cię za picz**

84

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez, a ja zacytuję fragment wypowiedzi Hellingera. Sam wyciągnij wnioski:
"Z CYKLU ODPOWIEDZI BERTA HELLINGERA NA LISTY:
"POTRZEBOWAĆ SIEBIE NAWZAJEM"
Partnerstwo i małżeństwo dochodzą do skutku, jeśli dwoje potrzebuje siebie nawzajem i jeśli w dużej mierze każde otrzymuje od drugiego to, czego potrzebuje. Z Twojego listu wnoszę, że wprawdzie kochasz swojego męża, ale go nie potrzebujesz, a to, czego potrzebujesz, czerpiesz z innych źródeł i dlatego nie ma wspólnej podstawy trwałej wzajemnej więzi. Terapia tu nie pomoże. (...)
PS. Z powodu faktów nie trzeba mieć wyrzutów sumienia."

85

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez, jest mi bardzo przykro, gdy Cię czytam. Nie rozumiesz jednej podstawowej rzeczy, czegoś, co jest w życiu najważniejsze. Byłam kiedyś w toksycznym związku, więc wiem, jak to jest. Z mężczyzną, który mnie wykorzystywał i męczył psychicznie. Po ponad roku padły słowa, z których jestem dumna i których nigdy nie zapomnę:
"Kocham cię, ale siebie kocham mocniej."
Kazałam mu odejść z mojego życia i nie wracać nigdy więcej. Nie marnować mnie, mojego czasu, moich łez.

Nikt nie będzie Cię kochać, jeśli Ty sam siebie nie kochasz.
Nikt nie będzie Cię szanować, jeśli Ty sam nie będziesz siebie szanować.

Całe życie namawiam ludzi do najlepszego, co mogą dla siebie zrobić, zwłaszcza w takim wieku, gdy wszystko przed nimi - do zdrowego egoizmu. Ale w Twoim przypadku odejście od tej dziewczyny nie będzie egoizmem, będzie po prostu zakończeniem TOKSYCZNEJ relacji, która jest oparta na dojeniu z Ciebie kasy i wszystkiego. Nie jesteś partnerem, nie jesteś ukochanym, nie jesteś przyszłym mężem, nie jesteś kimś, kogo ona szanuje. Jesteś bankomatem. Frajerem, którego złapała i doi z niego ile może.
Nie pozwól, żeby dłużej owijała sobie Ciebie wokół palca. Traktuje Cię jako bankomat, polisę i ubezpieczenie, szkoda, że to Ty płacisz za nie wysoką ratę.   Nie pozwól, żebyś kiedyś podsumował lata, które powinny być najlepsze w Twoim życiu, słowami "e, do k**wy nędzy..."...
Zasługujesz na najlepsze. Dlaczego miałabyś godzić się na cokolwiek innego?
Wybieraj świadomie.
Przestań krzywdzić siebie. Ty sobie ułożysz życie, znajdziesz kogoś wartościowego. Ona zostanie z mamusią i swoim krzesłem. Nie nadaje się do związku. Nie kocha Cię. Przejrzyj na oczy!!!

86

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez, a ja chyba wyobrażam sobie, jakimi wy ludźmi jesteście- myslę, że pochodzisz z niezbyt zamoznej rodziny, rodzice dość prosci ludzie, ale porządni ciepli, bardzo cię kochają i chcą dla ciebie, jak najlepiej. Nie wiem, jakie oni dokładnie maja zdanie na temat tej kobiety, ale skoro przyjęli ja pod swój dach, to podejrzewam, że sa za tym, byś ożenił się z ta panną, bo ona katoliczka, bo nie żadna latawica z niej itd. Twoi rodzice patrzą więc przez palce na to, co dzieje się pod ich dachem, a nawet więcej, nie tylko toleruja mieszkanie obcej osoby, ale nawet, tak jak ty, skaczą koło dziewuchy, która do niczego sie przecież nie poczuwa. Twoja matka gotuje obiady- to dość duże obciążenie dla twojej matki i na pewno też i wydatek. Zaraz wytłumaczę ci dlaczego- dość duży wydatek, bo jak się domyślam, twoja matka zawsze stara się ugotować jak najlepszy obiad, bo obca osoba w domu, to trzeba jakos się pokazać i postarać (to sa więc dodatkowe koszty), a obciążenie dlatego ponieważ gdyby nie było obcej osoby, to czasem mozna pofolgowac sobie z gotowaniem, zrobić coś taniego i na szybko- tu twoja mama musi zakasać rękawy i staje do garów. Podejrzewam, że twoja mama lubi krzątaninę w kuchni i dla niej to nie problem ugotowac obiad, ale bez przesady- wy oboje nadużywacie dobroci i poczciwości tej kobiety. Dziwię ci się  werez, że nie razi cię postawa twojej kobiety w stosunku do twojej matki- na milę widac, że baba nie szanuje ludzi i niczego nie potrafi docenić. Skoro ta kobieta ma smiałość by nie poważać nawet twoich rodziców, to pomysl, co bedzie dalej, jak będzie traktowała ciebie.
Dokładacie się do wody- ależ się wysilacie. Żal.
Twoja kobieta nie ma żadnych więzi z tobą i nie zalezy jej na twoim na jej temat zdaniu- gdyby było inaczej, to ona sama z siebie starałaby się jak najwięcej pomagac twojej mamie i pokazywać ci się od jak najlepszej strony. Jej nie stać nawet na wymycie naczyń po sobie- gdyby ta kobieta chicała błysnąć w twoich oczach, jako dobry materiał na zone, to ona wiedziałaby jak ma się zachowywac u obcych ludzi pod ich dachem (bagatela, u przyszłych swoich teściów, którzy maja oczy i rozum i widzą pewne rzeczy- aż się im dziwię, że nie zaczęli ci jeszcze otwierać oczu na tę dziewuchę), gdy mieszka za frajer.
Ty sprzątasz pokój, a baba rozrzuca ci rzeczy po pokoju- nie wiem jak wytrzymujesz cos takiego, ale ja bym sobie na coś takiego nie pozwoliła. Ta dziewucha jest po prostu niewychowana. Gdy pójdziecie na swoje, to przygotuj się na to, że bedziesz wołem roboczym, a ona do niczego nie bedzie się poczuwała albo zarośniecie brudem. Gdy urodzi się dziecko, to ona rozsiądzie się i niczym królowa w roju pszczół bedzie potrzebowała robotnic do latania wokół niej- nie mysl, że bedzie inaczej. Jeśli pasuje ci taka kobieta, to się z nią ożeń.
Ona wyjeżdzą do mamy- no wyjeżdża i będzie wyjeżdżała i co jej zrobisz? Ona ma ochotę jechac do matki, to jedzie- dlaczego ty tłumaczysz jej, że za często wyjeżdża? Czy ona sama tego nie czuje? Ona nie widzi w swoich częstych wizytach u matki niczego zagrażającego waszemu związkowi? nie boi się, że cię w końcu straci? Jak widać ona niczego się nie boi. Ciekawe dlaczego? Otóż daltego, że ona rządzi w waszym związku, a ty robisz za jej pachoła i ona doskonale o tym wie. Gdzie ona by znalazła  drugiego takiego faceta, który zniósłby zycie w celibacie leżąc w łóżku z kobietą, której pożąda i którą kocha? W zyciu nie znalazłaby drugiego takiego łosia. Werez ona robi z toba, co tylko chce i z tego, co piszesz, potrafi byc wrećz bezczelna w sposobie odpowiadania tobie. Nie wiem na co ty liczysz? Może chodzi ci o to, że ona jest dziewicą i że to da ci jakąś gwarancję, że w przyszłości nie będzie się puszczać? Czy o to tobie chodzi? Wolisz już nawet dziwaczkę niż naciąć się na latawicę? Obyś się nie pomylił w tej kwestii. Bo to jest widzisz tak- wiele już było oziębłych kobiet, ale gdy niektóre z nich trafiały na swojego ogiera, to nagle przestawały być oziębłe, nagle stawały się namiętnymi kochankami, aż same były tym faktem zdziwione. Tak więc werez, spójrz prawdzie w oczy- nie pociągasz tej panny seksualnie. Gdybys ją pociągał, jako mężczyzna, to ona nie wytrzymałaby w łóżku leząc obok ciebie, nie wytrzymałaby bez seksu.
Związek z tą panną wyjdzie ci kiedys bokiem.

87

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Jeszcze coś dopiszę- jeśli chodzi o jej matkę, to nie łudź się, że coś zmieni się na lepsze. Jej matka jest osobą samotną i nikt jej nie odwiedza. Jej jedynym oknem na świat jest jedyna córka, z która łączy ja ogromna więź emocjonalna i uczuciowa. Te dwie kobiety sa bardzo ze sobą zżyte i długo bez siebie nie mogłyby wytrzymac, bo najzwyczajniej w świecie ciągnie je do siebie. Jesli wymusisz na swoje kobiecie, by jeździła do matki np. raz w miesiącu, to po pierwsze bardzo unieszczęśliwisz swoją kobietę (w efekcie odbije się to na tobie, bo ona bedzie widziała w tobie wroga), a po drugie ściągniesz sobie na kark gniew jej matki, a ztym raczej nie wygrasz. Matka  tak bedzie obrzydzała swoje córce ciebie, że za rok dowiesz się, że jesteś istnym potworem. Matak wie przecież o tym, że córka do niej przyjeżdża i że robi to bardzo często, a przecież nic z tym nie robi. Dlaczego? Otóż daltego, że ona chce, by córka do niej przyjeżdżała, więc skoro one obie tego chcą, to czego ty człowieku pętasz się w ich zyciu? Na co liczysz?
Twoja kobieta powiedziała ci, że mieszka w domu twoich rodziców ze względu na dojazdy do pracy- i ty nie pokazałes jej drzwi wyjściowych usłyszawszy takie słowa? Nic dziwnego, że ona tobą pomiata. DAJ KURZE GRZĘDĘ, A WYŻEJ SIĘDZIE.
Zarobisz się chłopie, aż grab ci urośnie, a szacunku ani uznania i tak się nie doczekasz- jest bowiem taki gatunek ludzi, w których możesz walic bez umiaru, a oni sa jak nienajedzony wór bez dna, ciągle im mało, mało, mało i daj im jeszcze więcej i jeszcze więcej.
A posiadanie dziecka z taką kobietą, to już w ogóle kosmos.

88

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez,

Dam Ci dobrą radę jako osoba z doświadczeniem w takiej relacji jak Twoja, która paradoksalnie przetoczyła się przez małżeństwo i... "mieli być na zawsze lecz doczekali końca".
Czytaj do upadłego to, co napisała Ci wyżej Oliwia jak również podobne do Jej wypowiedzi zdania poprzedników, aż będziesz te słowa znał na pamięć.
Kopiesz się z koniem, o którego sile rażenia nie masz pojęcia i módl się na ile masz siły, byś nie usłyszał kiedyś tekstu, który brzmi "zięciów to ja mogę mieć pięcioro, ale córkę mam tylko jedną".

89

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

I co Werez? Podniosłeś głowę czy dalej się dajesz kopać?

Posty [ 66 do 89 z 89 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024