Witam,
Z racji, że często kłócę się ze swoją dziewczyną postanowiłem założyć temat i opisać kilka naszych sytuacji z życia wziętych, abyście stwierdzili czy słusznie uważam, że moja dziewczyna nie jest wobec mnie do końca w porządku. Ogólnie jestem spokojnym człowiekiem, z nikim wcześniej nie kłóciłem się tak jak z nią... uważam, że momentami przesadza, a że moje argumenty wcale do Niej nie trafiają, postanowiłem napisać i zasięgnąć zdania innych osób. Dodam, że jestem w związku 14 miesięcy, nie współżyjemy (o tym oddzielny temat), jestem bardzo za Nią i naprawdę wiele jestem w stanie zrobić dla jej szczęścia. Przedstawiam kilka sytuacji, od razu uprzedzam, że jest trochę do poczytania:
1) Jesteśmy z dwóch różnych miast. Obecnie mieszkamy razem jednak w chwili tej kłótni mieszkaliśmy osobno - ok. 60 km od siebie. Zdarzało się, że robiłem jej niespodzianki tego typu, że zwalniałem się wcześniej z pracy i ją odwiedzałem - oczywiście ona nie wiedziała wcześniej o tym. Pewnego dnia wpadłem na pomysł, że pojadę po pracy do galerii handlowej kupić jej pewien upominek na prezent. Nadmieniłem o tym jej w smsach (tak żeby trochę ją podkręcić) oczywiście nie mówiąc co zamierzam... jestem w trakcie zakupów, a przychodzi od Niej sms "to za ile będziesz?" (myślała, że tą niespodzianką jest mój przyjazd)... na co ja odpisuje, że to nie na tym polegała niespodzianka tym razem. No i rozpętało się piekło wyrzutów... ona na mnie, że to jest niepoważne, że ona się naszykowała, że mama jej obiad przygotowała, że specjalnie dla mnie myła włosy, że tak się nie robi i potem dyskusja na cały wieczór... praktycznie oberwało mi się bez powodu.
2) Pieniądze na ślub. Oboje nie pochodzimy z jakiś zamożnych rodzin. Słucham, że moich rodziców na inne rzeczy to stać (auto), a żeby dołożyć się to nie... "powinno być mi przykro, a nie powinienem ich bronić". Nie ukrywam, że obruszyły bardzo te słowa i naprawdę wywiązała się wtedy spora kłótnia, bo uważam, że nie powinna się w ten sposób zachowywać i mówić takich rzeczy. Tym bardziej, że rodzice zapewnili mi naprawdę dobre dzieciństwo, wychowali na porządnego człowieka, a teraz kiedy jestem pełnoletni i mam już 26 lat to SAM chce zadbać o swoje życie, nawet nie chciałbym brać od nich żadnych pieniędzy.
3) Przez ostatni rok, moja dziewczyna nie zarabiała za wiele, przez pewien okres była w ogóle bez pracy. Zależało mi na tym żeby trochę z Nią pojeździć po Polsce, więc jak była okazja to jeździliśmy, a to w góry, to nad morze etc. Było z 6 wyjazdów. Większość kosztów ja pokrywałem. Praktycznie przez miniony rok "inwestowałem" w związek. Przyszło Boże Narodzenie i postanowiłem kupić z tatą na pół konsolę PS4. No i stała się ona kolejnym powodem kłótni. Na samym początku, bo grając nie odpisałem przez 3 godziny (do tej pory pisaliśmy często) - powstała afera, że ona nie wie co się ze mną dzieje, że teraz konsola jest ważniejsza od Niej itd... idąc dalej. Niedawno podjęła pracę, w styczniu dostanie pierwszą pensje.. mimo to usłyszałem już słowa, że skoro ja sobie kupiłem konsolę (co ona uważa za całkowicie bezsensowny wydatek) to "żebym ja nie robił jej pretensji jak teraz zarabia i sobie kupi buty za 500 zł"... no i to mnie zabolało. Przyznam szczerze, że spodziewałem się, że w inny sposób postanowi przeznaczyć pieniądze ze swojej pierwszej pensji. Kiedy nie miała pracy, jak już wspomniałem, większą część wyjazdów, wyjść ja opłacałem. Były prezenty, upominki (od Niej też dostawałem). A ona zamiast zaproponować np. że odłoży na wyjazd mówi mi o tym, że kupi tak drogie buty...
4) Porządek. Problem, który wyszedł w chwili kiedy zamieszkaliśmy. Jestem facetem, który zawsze wie gdzie co leży, zawsze wszystko po sobie sprzątam, chowam (czy to naprawdę jest cecha, którą można uznać za wadę?). Moja dziewczyna trochę się różni pod tym względem. Np. zostawia na noc niedopitą herbatę w kubku, kosmetyki na biurku, parapecie, torbę rozrzuconą na kanapie itd. Trochę wyłamuje się to z mojego "ładu", ale związek polega na kompromisach, więc staram się na to już przymykać oko. Mieszkamy u moich rodziców, więc przeważnie zawsze sprzątam (zmywam) po każdej kolacji czy obiedzie. Któregoś dnia po przyjściu z pracy zostawiła w kuchni w niedomyty pojemnik po sałatce, ja po kolacji sprzątając swoje rzeczy widziałem ten pojemnik jednak nie umyłem go (nawet nie w celu pokazania "złości" tylko tak po prostu zostawiłem nie zastanawiając się nad tym). Po czym siedzę przy komputerze i pada pytanie "nie umyłeś mojego pojemnika?" - w tym momencie moje ciśnienie się podnosi, myślę sobie - "przecież mogłaś od razu go sama umyć, a nie zostawiać na kilka godzin" - ja bym tak zrobił, umył od razu, jednak nie chcąc prowokować kolejnej kłótni odpowiadam ze stoickim spokojem "aha, może nie umyłem"... no i zamiast zakończyć temat, mogła iść, umyć i po temacie, ale nie... padają dalej słowa "jak zmywałeś swoje to mogłeś i to umyć, ja bym tak zrobiła" i już skrzywiona mina... no i wybuchłem.
5) Święta Bożego Narodzenia. Na święta moja dziewczyna wróciła do swojej mamy. Ja zostałem u siebie ze swoimi rodzicami, nie udało się zorganizować wspólnej Wigilii. Pomyślałem sobie, że będzie jej przykro spędzić święta sam na sam z mamą (nikt ich nie odwiedza), więc postanowiłem "zaliczyć" dwie Wigilie. Posiedziałem do godziny 18 ze swoją rodziną i wieczorem, wsiadłem w samochód i pojechałem te 60 km żeby odwiedzić ją i jej mamę. Ustalone było wcześniej, że zostanę u Niej na noc (żeby nie wracać w ten sam dzień) i pojadę rano do siebie - w pierwszy dzień świąt przychodzili dziadkowie do moich rodziców i chciałem być. No i tak też się stało, jednak nie obyło się bez kłótni, bo... następnego dnia pojechałem "za szybko". Pomijam tutaj fakt, że było ustalone, że jadę zaraz po śniadaniu, a pojechałem po godzinie 13. I tak powstał problem. Pojawiły się wyrzuty, że "kiedyś to bym został tak długo jakbym tylko mógł", że powinienem zostać jeszcze dłużej skoro dziadkowie przychodzą dopiero na 16 i tak cały pierwszy dzień świąt spędzony przy kłótni. Pech chciał, że akurat przed przyjazdem do domu umówiłem się odebrać jedną grę (ona słyszała rozmowę telefoniczną) ... doszły do tego zarzuty, że śpieszy mi się do konsoli, a przecież wcale tak nie było.
6) Sytuacja jaka zdarzyła się zanim razem zamieszkaliśmy. Wracała do swojego miasta busem. Ja akurat poszedłem się wykąpać. W tym czasie ona napisała do mnie smsa "dojechałam". Byłem w łazience, telefon został w pokoju, więc po wyjściu odpisałem jej "w porządku, ciesze się, że wszystko ok" czy coś w tym stylu. I powstał mega problem. Dlaczego? Dlatego, że odpisałem chyba po 8 minutach od jej smsa... od razu było, że ja się nie interesuje tym czy ona wróciła, że ona to jak ja wracam to siedzi przy telefonie, na nic było moje tłumaczenie, że akurat byłem w łazience. Po prostu wyszedłem na zimnego drania, który się nią nie interesuje.. a przecież zawsze otaczam ją opieką, wszędzie jak tylko mogę zawożę ją autem, interesuje się czy wróciła do domu.. nieważne. Wystarczy JEDNA sytuacja i to wszystko idzie w niepamięć, pojawiają się wyrzuty i kłótnia gotowa.
Zdaje sobie sprawę, że to wszystko są tak naprawdę błahe problemy. Tym bardziej mnie to martwi, bo w przyszłości jak przyjdą dzieci, większa liczba obowiązków, może być naprawdę ciężko. Jednak i te sytuacje potrafią tak spokojnego człowieka jak ja wyprowadzić z równowagi. Czy uważacie zachowanie i postawę mojej dziewczyny za odpowiednią? To zaledwie część sytuacji jaką sobie przypomniałem. Kłótnia średnio odbywa się raz w tygodniu. Dominującym tematem jest seks, o którym zresztą rozpisałem się w oddzielnym wątku. Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca tego posta. Czekam na jakieś sugestie.