Starosc z Narcyzem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 1,120 ]

66

Odp: Starosc z Narcyzem

Znaleźliśmy idealny układ dla nas. Ale chciałabym mieć poczucie, ze to coś trwałego. Nie, że za dwa miesiące czy 3 lata, to się skończy i on sobie odejdzie, a ja znów będę sama.
- Lubię mieć uporządkowane życie, stałą pracę, pewne mieszkanie i....męża. Mój maż. Czyli jestem mężatką , mam męża, nie jestem sama, nie muszę kombinować, martwić się.
- Ja nie lubię niespodzianek, niewyjaśnionych sytuacji. A ta taka jest ożeni się czy nie ożeni...
- W sprawach formalnych też by wiele ułatwiło bo tak to nie jestem żoną więc wiecie nawet mi lekarz informacji nie chciał udzielić.
- Ostatnia sprawa chciałabym wreszcie być szczęśliwa, wyjść za maż z miłości i stworzyć wreszcie takie małżeństwo i taki związek o jakim zawsze marzyłam. Udowodnić sobie i innym, że potrafię. Ślub byłby dla mnie wyjątkowy, bo to byłby ślub z miłości a nie ,,bo tak trzeba''.

A ja się zwyczajnie boję co będzie dalej...
Mam taką sytuacje narcyza w otoczeniu. Małżeństwo po prawie 30 latach. Dzieci, wspólny majątek, pozycja zawodowa. A nagle on wyjechał z kolegami na wakacje, tam poznał jakąś kobietę. Wrócił spakował walizki i wręczył żonie papiery rozwodowe. Wtedy wypomniał jej wszystko co mu isę nie podało, a dotąd milczał, że się zaniedbała, że seks mu nie odpowiadał, że on się z nią dusi, że jest nieszczęśliwy. I odszedł. Jego żona nawet nei wini tamtej kobiety, tylko obwiania siebie, że to jej wina, i nadal liczy że on jednak wróci, odwleka rozwód. A tymczasem on już nową ,,zonę'' przestawił u rodziców i znajomych. I jego rodzice to zaakceptowali, nawet nie wspominają eks synowej, dalsza rodzina i znajomi też nikt nie pyta nikt nie ma na tyle cywilnej odwagi, żeby coś powiedzieć na ten temat przy nim. Mnie przerażają takie historie.

Ludmiło, chyba jednak nie do końca wiesz, czego tak dokładnie chcesz.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Znaleźliśmy idealny układ dla nas. Ale chciałabym mieć poczucie, ze to coś trwałego. Nie, że za dwa miesiące czy 3 lata, to się skończy i on sobie odejdzie, a ja znów będę sama.
- Lubię mieć uporządkowane życie, stałą pracę, pewne mieszkanie i....męża. Mój maż. Czyli jestem mężatką , mam męża, nie jestem sama, nie muszę kombinować, martwić się.
- Ja nie lubię niespodzianek, niewyjaśnionych sytuacji. A ta taka jest ożeni się czy nie ożeni...
- W sprawach formalnych też by wiele ułatwiło bo tak to nie jestem żoną więc wiecie nawet mi lekarz informacji nie chciał udzielić.
- Ostatnia sprawa chciałabym wreszcie być szczęśliwa, wyjść za maż z miłości i stworzyć wreszcie takie małżeństwo i taki związek o jakim zawsze marzyłam. Udowodnić sobie i innym, że potrafię. Ślub byłby dla mnie wyjątkowy, bo to byłby ślub z miłości a nie ,,bo tak trzeba''.

A ja się zwyczajnie boję co będzie dalej...
Mam taką sytuacje narcyza w otoczeniu. Małżeństwo po prawie 30 latach. Dzieci, wspólny majątek, pozycja zawodowa. A nagle on wyjechał z kolegami na wakacje, tam poznał jakąś kobietę. Wrócił spakował walizki i wręczył żonie papiery rozwodowe. Wtedy wypomniał jej wszystko co mu isę nie podało, a dotąd milczał, że się zaniedbała, że seks mu nie odpowiadał, że on się z nią dusi, że jest nieszczęśliwy. I odszedł. Jego żona nawet nei wini tamtej kobiety, tylko obwiania siebie, że to jej wina, i nadal liczy że on jednak wróci, odwleka rozwód. A tymczasem on już nową ,,zonę'' przestawił u rodziców i znajomych. I jego rodzice to zaakceptowali, nawet nie wspominają eks synowej, dalsza rodzina i znajomi też nikt nie pyta nikt nie ma na tyle cywilnej odwagi, żeby coś powiedzieć na ten temat przy nim. Mnie przerażają takie historie.

Ludmiło, chyba jednak nie do końca wiesz, czego tak dokładnie chcesz.

No ale, akurat w tym poście przedstawiłam dwie różne sytuacje. Swoją, że zależy mi na ślubie.
I taką, niestety smutną, że ślub też nie daje 100% gwarancji w końcu są rozwody.
Ale po prostu uważam, że każdy ma swoja definicję szczęścia. I dla każdego udany związek i fajny facet to zupełnie co innego.

68

Odp: Starosc z Narcyzem
Ludmiłaa napisał/a:

To jest układ którego sama poniekąd jestem autorką i bardzo mi odpowiada. Długo szukałam faceta do takiego układu. Bo ja też jestem typem samotnika. Lubię czasem pobyć sama, sama decydować o tym jak urządzę mieszkanie, ile kasy na co wydaje itd.
Oliwia, Exop to, że dla Was to by było nie do zaakceptowania nie znaczy, że mnie to też nie pasuje.
Właśnie ja nie lubię zbyt rodzinnych narzucających się facetów. Naprawdę nie wytrzymałabym tego gdyby mi się facet narzucał wszystko chciał robić i decydować wspólnie. Nie potrafiłabym tak.

Co do ślubu.  Dla mnie to byłoby bardziej przeżycie wewnętrzne uczuciowe, duchowe niż praktyczne. Ale to nie jest tak, że musi być już teraz. Na przykład nie postawię sprawy tak: że ślub albo koniec. Bo wolę być z nim nawet bez ślubu niż sama znów być samotna.   

Exop napisał/a:

W tym wątku Ludmiłła rzeczywiście dość mocno się odkryła. Nie chcę już wracać do jej wpisów sprzed roku, bo i nie o to chodzi, by dezawuować jej wcześniej prezentowane poglądy na temat związków.

Ale zasadnicza sprawa. Ja ogólnie co do związków mam dość chyba jasno określone zdanie. Że najgorsza z możliwych opcji to jak kobieta daje się wrobić w rolę kury domowej sprząta, gotuje, dźwiga siaty. A ja mu już na początku zaznaczyłam że ja nie umiem gotować, że nie mogę dźwigać i nie garnęłam się specjalnie do roboty w domu żeby sobie nie myślał. Kobieta jest do kochania smile nie do harowania. Największym atutem jest tez to, ze nie ma i nie będzie u nas małych dzieci już. Więc możemy być tylko dla siebie i dużo czasu spędzać tak jak lubimy, bez nadmiaru obowiązków. Ja uważam, że nawet jeżeli tak jest że ja w jakimś stopniu się do niego dopasowuje to i tak to nie jest jakoś dla mnie wielce krzywdzące. Krzywdzące to by było jakbym ja po pracy biegła po zakupy i z siatami biegiem dymała robić obiad a on sobie wrócił i tv oglądał, nie no wtedy to by kamień na kamieniu nie pozostał. A tak to przecież poza nim dalej mam uporządkowane życie pracę, zakupy, spotkania z rodziną. Także nic tak znów nie musiałam dramatycznie zmieniać ani poświęcać.
Dramat to mają te młode matki które całymi dniami siedzą z dziećmi bez pracy, perspektyw życia towarzyskiego i nawet na porządne zakupy w galerii ich nie stać. To jest dopiero pat i dramat pod każdym względem. Wiecie nigdy na świecie nie zamieniłabym tego co mam na statecznego męża i stabilne standardowe małżeństwo.

Widocznie dałaś sobie spokój z moim wcześniejszym postem, Ludmiłło.
Pisałem tam, że lepiej nie zmieniać tego, co dobre, dla tylko hipotetycznie jednak, lepszego (owe "lepsze" to małżeństwo, oczywiście). Choćby miało to oznaczać duchowy symbol związku.
Stwierdziłem również, że oboje z partnerem jesteście do siebie podobni. I niczego z złego przecież nie miałem na myśli.
Sam żyję na kocią łapę od wielu lat. Dotąd nie mieliśmy z tym problemu, ale uznałem, że "w razie czego", muszę zapewnić mojej partnerce godziwą rentę po mnie. Więc zamierzam poprosić ją o rękę, jakkolwiek śmiesznie to brzmi po 17 latach związku. smile

69

Odp: Starosc z Narcyzem

Chcesz powiedzieć, że dla Kalejdoskopki odpowiedni byłby ,,mądry mężczyzna'' bo i zadbałby o nią i miałby dobrą opinię i ludzie byliby zadowoleni. Tylko taki jeden przerywnik, czy ona byłaby szczęśliwa? No bo skoro tacy nie są w jej typie, to by musiała się zmusić, bo inni mówią, że to dla jej dobra.
I najważniejsze, to byłoby krzywdzące dla tego ,,mądrego mężczyzny'' bo mimo jego starań, szczerej być może miłości byłby zawsze w cieniu playboya.
Kobiecie brakowałoby tamtych emocji, tamtego życia i na próżno szukałaby podobieństw.
Więc nie wiem co gorsze czy taki ,,dziwny związek''
Czy tkwienie w ,,normalny związku'' i bycie nieszczęśliwym, ale wmawianie sobie, że to właśnie jest szczęście.

Ludmiło, to co napisałaś w tym fragmencie, to według mnie czysta demagogia i naginanie argumentów pod twoje, aktualne akurat w dniu dzisiejszym, poglądy (ja już się przekonałam, że ty dość szybko zmieniasz poglądy- ciężko jest sie połapać w tym, co ty piszesz), bo gdzie i przez kogo jest napisane lub powiedziane, że bycie z poważnym i odpowiedzialnym mężczyzną, czyli z tzw. normalnym jest nudne i niesatysfakcjonujące dla kobiety. To, według ciebie, lepiej jest związać się z zaburzonym bufonem, który za nic ma los i uczucia drugiego człowieka?
O jakich emocjach ty piszesz?
Ja znam doskonale te wielkie emocje i wiem, jak czułam się, gdy facet traktował mnie z buta i pokazywał, że ja w jego zyciu zajmuję dokładnie ostatnie miejsce w szeregu. Nie zapomnę, do końca zycia nie zapomnę tych zasranych emocji. Za żadne pieniądze, za żadne skarby nie chciałabym już nigdy więcej tak  się czuć, jak wtedy.
Ty Ludmiło najwyraźniej za mało dostałaś jeszcze w kość od zycia, że ciągle podskakujesz jak pchła na grzebieniu. Pogubiłaś się dziewczyno totalnie.
Kalejdoskopko, już wcześniej pisałam ci o tym, że jest rzeczą normalną, że tęsknisz, jednak pamiętaj- to minie.
Jutro napiszę do ciebie troszkę szerzej.Dzisiaj nie mam juz czasu.
Głowa do góry.

70

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, ja też w jakimś tam sensie ciągle tęsknię za tym swoim facetem i  wiem doskonale o tym, że gdybym nie zdecydowała się na zmianę miejsca zamieszkania, dość daleko, to mój układ osobisty dalej by trwał. Ja wprawdzie nie zachowywałabym się już tak, jak dawniej, ale wątpię w to, bym miała na tyle siły, by całkowicie zrezygnować ze spotkań. Bardzo dużo zainwestowałam w tego faceta, więc pewnie ciężko byłoby mi rzucić to wszystko. Włożyłam w tę znajomość wiele lat swojego życia, wielką miłość i przede wszystkim marzenia. Facet ten  bardzo mi się podobał i pociągał mnie jako mężczyzna w sposób niesamowity, odpowiadało mi w nim wszystko, jednak co z tego, skoro on nie nadaje się do życia na co dzień, do budowania z nim związku, że nawet gdyby on też chciał poważnego związku ze mną ( a on takiego związku od samego początku nie chciał, chociaż mówił coś zupełnie innego i jak się domyślam, teraz  tym bardziej nie chce), to przecież ja nie powinnam się na to zgodzić, dla własnego dobra nie powinnam wiązać się z tym człowiekiem.
Nie musiałam się wyprowadzać, ale zrobiłam to, ponieważ doszłam do wniosku, że tak będzie dla mnie lepiej. W sprawach zawodowych niczego sobie nie polepszyłam ani nie pogorszyłam, ale względy osobiste przechyliły szalę, skorzystałam z okazji i najzwyczajniej w świecie uciekłam. Gdybym została, to wiem, że nadszedłby dzień, że ten chłop po prostu by mnie wykończył. Ja umarłabym przez tę znajomość- tak strasznie wyniszczająca mnie psychicznie była ta znajomość. To wprost nie do opisania, jak ja męczyłam sie w tym pseudo związku.
Jestem bardzo wrażliwą osobą, uczuciową i niestety zawsze wszystko biorę sobie do serca. Ten facet w sposobie bycia był bardzo urokliwy, uśmiechnięty, elokwentny i bardzo obyty, spędzałam z nim naprawdę bardzo miłe chwile. Jednak mój problem z nim polegał na czym zupełnie innym. Wykańczała mnie ta relacja nie dlatego, że on odnosił się do mnie po chamsku, lecz dlatego, że on nie traktował poważnie naszego związku,że był worem bez dna, że prowadził podwójne życie, że był w stosunku do nie zwykłą świnią. To była drogą donikąd. Uciekłam więc fizycznie i mentalnie, i dzisiaj czuję się wielką bohaterką. Średnio wyobrażam sobie, bym dalej do niego jeździła, jako nie wiadomo kto i nie wiadomo po co ani dlaczego. Czasem wyobrażam sobie, że oto nadszedł dzień, gdy umówiłam się z nim, więc szykuję się do wyjazdu, pakuję jakieś rzeczy do torby i już za chwilę mam wyruszyć- na samą myśl o czyms takim robi mi się niedobrze i taka sytuacja jest dla tak absurdalna, że aż sama z siebie się śmieję. Nigdy do czegoś takiego nie dojdzie. On był pewny, że ja tak własnie będę robiła i śmiał się, że nie minie tydzień, jak do niego przyjadę. Mówiłam mu, że tego nie zrobię, ale on bimbał sobie z moich słów. Tak bardzo był mnie pewny, tak bardzo pewny był siebie. Powiedziałam mu przed wyjazdem i potem przez telefon, gdy dzwonił, że nie będę ciągnęła takiego układu, że to nie ma przyszłości itd. że chociaż dalej są w moim sercu uczucia do niego, to jednak ja pewnej granicy już nie przekroczę, bo to i tamto. On doskonale wie, że tym razem miarka się przebrała i że ja na pewno nie ustapię. Jest więc w tej chwili tak, że albo on całkowicie ze mnie zrezygnuje (tak byłoby dla mnie najlepiej), albo za jakiś czas złamie się i wystartuje z propozycją wspólnego zycia np. z oświadczynami. Ten facet zawsze lubił stawiać na swoim i jeśli z jakiegoś powodu on uzna, że nie chce mnie sobie odpuszczać, to taka opcja jest całkiem możliwa. Teraz jest na mnie wściekły - ja nie ustępuję i nigdy tego nie zrobię, więc zobaczymy, co dalej z tego wyniknie. Oficjalnie nie jesteśmy zerwani, ale jest teraz między nami syfiaście. Ja z jednej strony tęsknię więc za nim, rozumowo skreślam tego faceta, ale w głębi serca i czuję to pod skórą, gdzieś tam tli się we mnie maleńka iskierka nadziei. Wiem, że z moje strony to kompletny debilizm, ale nie zmienia to faktu, że czegoś tam jeszcze bym ze strony tego faceta oczekiwała. Tak naprawdę to najbardziej chroni mnie odległość.  Żenada, ale piszę szczerze. Dlatego Kalejdoskopko, ja doskonale ciebie rozumiem i wiem, jak to jest. Gdy rozum mówi swoje, a głupie serce ciągle się jeszcze wyrywa na zatracenie. Trzymam kciuki za to, żeby ten twój lowelas nigdy nie przypomniał sobie o tobie i trzymam też kciuki za to, by ten mój też o mnie zapomniał. Jesli stanie się inaczej, to ja za siebie, za to, co zrobię raczej nie ręczę. Pewnie poleciałabym do niego, jak na skrzydłach, bo chociaż wiedziałabym, że robię źle, to przecież żadna siła chyba nie powstrzymałaby mnie przed tym, by do niego pobiec, jeśli on miałby mi do zaoferowania poważny związek, bo jesli dalej miałoby być takie nie wiadomo co, to ja pewno do niego nie frunę. Prędzej zdechnę niż w tym temacie mu ustąpię.
Trzymaj się twardo swojego zdania i niczego się nie bój. Jeśli ten facet będzie chciał z tobą być, to on znajdzie sposób na to, by ciebie odzyskać, a jeśli nie, to ty siedź cicho, jak mysz pod miotłą i nie rób niczego w jego kierunku.
Dzisiaj mam słabszy dzień, bo obudziłam się od rana w jakimś sentymentalnym nastroju. Mam nadzieję, że za kilka godzin znowu będę bojowniczką.

71

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, czy on kiedyś wyciągnął do Ciebie pierwszy rękę na zgodę, bez podchodów, wprost?

72

Odp: Starosc z Narcyzem

Też byłam w krótkotrwałej "relacji" z narcyzem. Ale mój szybko okazał się niezłym psycholem więc trudno tak naprawdę powiedzieć jakie dokładnie zaburzenia odegrały tu kluczową rolę. To ja przerwałam znajomość bo skala absurdalnych zachowań była już dla mnie nie do zniesienia. Za chwile z nim spędzone zapłaciłam 7 mcami nękania, wypisywania non stop chorych wiadomości i siania pomówień. Co najciekawsze, mimo że wiele osób poznało go z tej strony (również jego najbliższe otoczenie), do dziś facet z powodzeniem poszerza swój harem i miewa się całkiem dobrze. W pracy poważany za profesjonalizm. Każdy kto go nie zna i spojrzy z boku pomyślałby, że oto ma przed sobą błyskotliwego, dobrze sytuowanego dziennikarza. Przystojnego, zaradnego, z poczuciem humoru. Kulturalny. Żadnego alkoholu w rodzinie, a tata i mama to nobliwe małżeństwo. Pomyślałby, facet po prostu nie ma szczęścia - chciałby już znaleźć odpowiednią kobietę i mieć dzieci ale coś mu się nie układa. Zła narzeczona zostawiła go po 12 latach związku, bardzo boleśnie to przeżył. Teraz szuka takiej, z którą wreszcie zbuduje dom, będzie miał dla kogo pracować, żyć (jego słowa). Ten wizerunek - sądząc po jego kolejnych sukcesach zawodowych i podbojach - nadal kupuje wiele osób. Mało tego, są kobiety, które nieustannie trzyma na smyczy - wraca i "odchodzi". A one "kochają go" i "czekają". Wierzcie mi, poznałam dobrze oblicze tego człowieka i trudno mi pojąć co kieruje dziewczynami, które się łudzą, że to właśnie przy nich "zbuduje ten swój wymarzony dom i zasadzi drzewo"

73

Odp: Starosc z Narcyzem

Może więc - wracając do topiku i odpowiadając na pytanie Kalejdoskopki - tak właśnie wygląda starość z narcyzem: wieczne czekanie, utrata własnej godności, litościwe lub kpiące spojrzenia znajomych z otoczenia, brak ich komentarzy na Wasz temat .. Wieczna rywalizacja o jego uwagę z innymi kobietami. Życzę Ci żebyś uciekła jak najdalej i uodporniła się na jego syreni śpiew. Bo, o ile uważał Cię za cennego przydupasa, jeszcze zaśpiewa o miłości, z refrenem "ja się zmienię", "nie wiem co mną kierowało, "to był ostatni raz" smile

74

Odp: Starosc z Narcyzem

cb, on nigdy nie wyciągnął do mnie ręki na zgodę tak, jak zwykli robić to normalni ludzie, którzy szanuja jakieś ogólnie uznawanie zasady dobrego wychowania chociażby. To zawsze wyglądało tak, że najpierw dostawałam w najmniej oczekiwanym momencie cios poniżej pasa, naprawdę wielką chamówę z jego strony, ja w odpowiedzi uderzałam w wielkie dzwony i zrywałam z pełnym patosem i dramatyzmem, on nigdy nie odnosił się do tych moich wielce teatralnych zerwań, tylko zawsze troszkę sobie odczekał, kilka dni, kilka tygodni albo nawet miesięcy (w tym czasie obracał inne, bo oprócz mnie były też inne, o czym dowiedziałam się po koniec, gdy juz ledwo dyszałam z umordowania tą znajomoscia i sama na własną rękę zaczęłam drązyć o co chodzi z tym jego znikaniem) i potem dzwonił sobie do mnie, jako stary znajomy. Ja przez ten czas przerwy zyłam w wielkim napięciu, bo nigdy nie byłam pewna czy on jeszcze się do mnie odezwie, czy już nigdy, czy może cos m sie stało, jak zachowam się, gdy on ewentualnie się odezwie, co zrobię- no koszar za zycia, ale tak było. Z czasem nauczyłam się odruchów Pawłowa i wiedziałam, że on sie odezwie, tyle tylko że nigdy nie wiedziałam kiedy. Kilka razy zmieniałam numer swojego telefonu, ale dla niego zdobycie mojego numeru telefonu nie stanowiło żadnego problemu. Milion razy zarzekałam się, że ja już nigdy z nim i w ogóle nic, ale wystarczyło, że usłyszałam jego głos w słuchawce i juz wymiekkałam.To było opętanie i najgorsza jazda, jaka przydarzyła mi sie w zyciu. I tak to właśnie funkcjonowało. Dlatego własnie uciekłam dleko, bo czułam, że dłużej nie zniosę już tej znajomości, że ten facet, że ta znajomość zerże mnie w końcu. Nikomu nie zyczę takiej relacji, nawet najgorszemu wrogowi.
Teraz trzymam sie dzielnie, ale są takie momenty, gdy z przerażeniem stwierdzam, że troszkę wymiękkam. Wtedy biorę się w garść, jak to się mówi i znowu stawiam samą siebie do pionu. Dlatego własnie przypadek Ludmiły działa na mnie, jak błachta na byka. nie chcę skończyć tak, jak ona. Ostatniej rzeczy, jakiej bym sobie dla siebie życzyła byłoby związanie się z psycholem. Panicznie boję się chorób, a przecież ten niby mój zawsze miał i zapewne dalej ma cały harem głupich kobiet, które tylko czekają na jego gwizdnięcie.
Z jednej strony modlę się wręcz o to, by on odpuścił mnie sobie, już tak na amen, ale z drugiej strony jest mi żal tego wszystkiego.
Związki z takimi facetami są bardzo niebezpieczne i mogą prowadzić nawet do tragedii. Ja o tym wszystkim wiem i dlatego teraz bardzo sie w sobie zawzięłam. Nie ma mowy, żebym ustapiła. Niestety nie jestem jeszcze na takim etapie, żebym była siebie aż tak bardzo pewna. Jeśli przyszłoby co do czego, to nie gwarantowałabym sama za siebie. Być może oszalałabym doszczętnie i polazłabym już tak do końca na żer. Dzisiaj mam słabszy dzień.
Dziewczyny, to wszystko jest tak beznadziejne, że słów brakuje.
Za kilka godzin przejdzie mi ta chwilowa słabość- masakra. W co ja się wpierdoliłam.

75

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwia, zostawi Cię w spokoju jak swoją konsekwencją nauczysz go, że nie ma już czego u Ciebie szukać. Wtedy przyczepi się do kolejnej ofiary (albo wyciągnie jakąś z archiwum, to bardziej prawdopodobne). Jednak z Twoich postów wynika, że przez wiele lat zdążył przekonać się, że "te parę smsów zawsze na Ciebie działało". Będziesz miała pewnie trudniej - jak gadzina zorientuje się że wielokrotnie wypróbowany już, jeden ruch karateki nie działa, może być prawdziwy cyrk. Nie ma że boli - zasada zero kontaktu skutecznie dyskwalifiluje ludzi tego pokroju. Nie ma innego wyjścia dlatego radzę Ci zerwać wszelkie kontakty i definitywnie się odciąć

oliwia9195 napisał/a:

cb, on nigdy nie wyciągnął do mnie ręki na zgodę tak, jak zwykli robić to normalni ludzie, którzy szanuja jakieś ogólnie uznawanie zasady dobrego wychowania chociażby. To zawsze wyglądało tak, że najpierw dostawałam w najmniej oczekiwanym momencie cios poniżej pasa, naprawdę wielką chamówę z jego strony, ja w odpowiedzi uderzałam w wielkie dzwony i zrywałam z pełnym patosem i dramatyzmem, on nigdy nie odnosił się do tych moich wielce teatralnych zerwań, tylko zawsze troszkę sobie odczekał, kilka dni, kilka tygodni albo nawet miesięcy (w tym czasie obracał inne, bo oprócz mnie były też inne, o czym dowiedziałam się po koniec, gdy juz ledwo dyszałam z umordowania tą znajomoscia i sama na własną rękę zaczęłam drązyć o co chodzi z tym jego znikaniem) i potem dzwonił sobie do mnie, jako stary znajomy. Ja przez ten czas przerwy zyłam w wielkim napięciu, bo nigdy nie byłam pewna czy on jeszcze się do mnie odezwie, czy już nigdy, czy może cos m sie stało, jak zachowam się, gdy on ewentualnie się odezwie, co zrobię- no koszar za zycia, ale tak było. Z czasem nauczyłam się odruchów Pawłowa i wiedziałam, że on sie odezwie, tyle tylko że nigdy nie wiedziałam kiedy. Kilka razy zmieniałam numer swojego telefonu, ale dla niego zdobycie mojego numeru telefonu nie stanowiło żadnego problemu. Milion razy zarzekałam się, że ja już nigdy z nim i w ogóle nic, ale wystarczyło, że usłyszałam jego głos w słuchawce i juz wymiekkałam.To było opętanie i najgorsza jazda, jaka przydarzyła mi sie w zyciu. I tak to właśnie funkcjonowało. Dlatego własnie uciekłam dleko, bo czułam, że dłużej nie zniosę już tej znajomości, że ten facet, że ta znajomość zerże mnie w końcu. Nikomu nie zyczę takiej relacji, nawet najgorszemu wrogowi.
Teraz trzymam sie dzielnie, ale są takie momenty, gdy z przerażeniem stwierdzam, że troszkę wymiękkam. Wtedy biorę się w garść, jak to się mówi i znowu stawiam samą siebie do pionu. Dlatego własnie przypadek Ludmiły działa na mnie, jak błachta na byka. nie chcę skończyć tak, jak ona. Ostatniej rzeczy, jakiej bym sobie dla siebie życzyła byłoby związanie się z psycholem. Panicznie boję się chorób, a przecież ten niby mój zawsze miał i zapewne dalej ma cały harem głupich kobiet, które tylko czekają na jego gwizdnięcie.
Z jednej strony modlę się wręcz o to, by on odpuścił mnie sobie, już tak na amen, ale z drugiej strony jest mi żal tego wszystkiego.
Związki z takimi facetami są bardzo niebezpieczne i mogą prowadzić nawet do tragedii. Ja o tym wszystkim wiem i dlatego teraz bardzo sie w sobie zawzięłam. Nie ma mowy, żebym ustapiła. Niestety nie jestem jeszcze na takim etapie, żebym była siebie aż tak bardzo pewna. Jeśli przyszłoby co do czego, to nie gwarantowałabym sama za siebie. Być może oszalałabym doszczętnie i polazłabym już tak do końca na żer. Dzisiaj mam słabszy dzień.
Dziewczyny, to wszystko jest tak beznadziejne, że słów brakuje.
Za kilka godzin przejdzie mi ta chwilowa słabość- masakra. W co ja się wpierdoliłam.

76

Odp: Starosc z Narcyzem

Idziesz w dobrym kierunku. Osobiście miałam podobną sytuację pod względem próby zerwania kontaktu. Wymyślał najbardziej absurdalne powody, żeby się ze mną skontaktować. Teraz minęło już dużo czasu i jest coraz lepiej! Proces był długotrwały, ale była to stopniowa poprawa. W pewnym momencie przestał na mnie robić wrażenie jego głos, mimo to nadal to kontaktowanie się budziło we mnie masę różnych emocji, ale starałam się obserwować swoje reakcje i wyciągać wnioski. Przełomowy był moment, kiedy stwierdziłam, że nie będę z siebie więcej robić ofiary i wychodzę z tej relacji dręczyciel/wybawca/ofiara. Teraz jak się kontaktuje to nawet mam satysfakcję, bo np. reaguje inaczej niż wcześniej i to dodaje mi właśnie siły.

Zauważyłam, że to jest taki efekt kuli śnieżnej: możesz się staczać w kierunku bezradności > ofiary > niskiego poczucia własnej wartości lub wybrać przeciwną drogę i powiedzieć sobie, że są rzecyz na które masz obiektywnie wpływ, czyli tak jak Ty zrobiłaś, np. wyprowadziłaś się. Dodało Ci to siły. Idź w tym kierunku dalej i nawet jak on się do Ciebie odezwie, to nie wchodź w ten sam układ.
Są rzeczy na które nie ma się wpływu no i trudno. Uczucia... Emocje to co innego... Ale uczucia, co zrobisz jak nadal kochasz go? No nic. Trzeba iść do przodu. smile Dla mnie to oznacza być może samotność jeszcze kolejnych kilka lat, ale jest we mnie więcej spokoju i zadowolenia wbrew obiektywnie takiej sobie rzeczywistości. Robię co mogę, aby siebie zmieniać i moją rzeczywistość na lepsze.
Natomiast satysfakcja z niezależności, bycia sobą jest bezcenna. smile Gorsze chwile się trafiają. Może poczytaj coś co się zwykle podnosi na duchu? Ja lubię książki motywacyjne, Ty mówiłaś o Biblii... Na pewno masz swój sposób na to. Nie daj się smile

77

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, mnie w slabszych momentach pomaga ksiazka "Moje Dwie Glowy" - wracam do niej bardzo czesto, cala jest zmasakrowana od czytania i podkreslania. Otwieram w dowolnym miejscu, mam tez swoje ulubione fragmenty. Pamietasz te fragmenty o Horkruksie? Dlugo jeszcze mozemy czuc psychofaga w sobie, a ten bol po rozstaniu i decyzja porzucenia go - jest to usmiercanie narcyza w nas samych. To zabijanie go w nas samych bardzo boli, ale jest konieczne, zeby uratowac twoja osobe. I kiedy juz sie to dziadostwo wypleni, to ty bedziesz zdrowa i silniejsza. Tak jak boli borowanie, ktore jest konieczne, zeby zab byl zdrowy.
Wszystko o czym piszesz jest mi znane bardzo, widze ze rozumiesz mnie jak nikt...Wiesz, co jeszcze czuje? Jest mi go po prostu ogromnie zal i jest mi przykro, ze tak sie to potoczylo...ale chyba nie moglo potoczyc sie inaczej. Wiesz, czego sie boje w tym wszystkim, ze on kiedys dojrzeje, zrozumie swoja glupote, stwierdzi ze do tej pory zle robil, a potem da to jakiejs zupelnie nowej i swiezej kobiecie...Ona wezmie sobie to, co u niego najlepsze, a ja ktora tyle lat na to czekam i bylam z nim akceptujac tez jego wady, zostane z niczym, zero wdziecznosci. Ja, ktora rozumialam go najlepiej ze wszystkich jego kobiet i bylam jego przyjacielem (wiem, ze to prawda, bo znam wiekszosc jego kobiet oraz historie jego zwiazkow).

78 Ostatnio edytowany przez milka_a (2015-10-08 18:02:20)

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, nie smuć się ponieważ on nowej kobiecie zafunduje dokładnie to samo co Tobie smile Może tylko jego przemoc będzie wolniej eskalowała w czasie ale kulminacja nastąpi. Tempo będzie zależało od "wartości" nowej kobiety jaką on oszacuje już na początku znajomości. Jeśli będzie miała wysoką pozycję, będzie stawiała granice, będzie atrakcyjna (etc.) - będzie się po prostu dłużej maskował. Z czasem ją złamie, nabierze na czułe słówka, uzależni od siebie. A potem nowa skończy dokładnie jak Ty. Ba - nie tylko jak Ty - również jak inne jego ofiary. Bo na pewno nie jesteś jedyna - ani pierwsza ani ostatnia smile

79

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziękuję Wam dziewczyny- działa na mnie to, co piszecie. Oczywiście, że się nie dam, bo dość się już namęczyłam w tej znajomości i za dużo zrobiłam w tym kierunku, żeby zwiać z tego badziewia, by to sobie ot tak po prostu lekkomyslnie zmarnować.
Tyle tylko, ze mam chwile słabości i wtedy potrafię bardzo się nad sobą użalać. Dzisiaj mam taki dzień.
Czuję się po prostu bardzo niesprawiedliwie potraktowana. Nie jestem bowiem byle kim, żeby ktoś miał traktować mnie, jak pierwszą lepszą. wiele w życiu przeszłam i sporo sobie ciężką pracą wypracowałam. Szanowałam tego faceta i dawałam mu z siebie wszystko to, co najlepsze. Wiadomo, że popełniałam także jakies błędy, ale starałam się, jak tylko mogłam, by on był ze mnie zadowolony. Tymczasem byłam traktowana, jak jakiś gorszy gatunek kobiety- z tym poczuciem niesprawiedliwosci radzę sobie chyba najgorzej.
Podobnie jak ty Kalejdoskopko ja też czasami myślę, że dla tego faceta byłam kimś w rodzaju królika doświadczalnego i że teraz on wyciągnie wnioski ze swoich błędów, jakie popełniał w stosunku do mnie i że pozna jakaś kobietę, a ona dostanie od niego wsystko, co najlepsze i że ona nawet przez pieć sekund nie bedzie musiała o nic sie starać i mało tego- jej nawet do głowy nie przyjdzie, że ten facet potrafi być taki podły. Wiem, że takie myslenie jest kompletnie bez sensu. Opcja, by ten człowiek kiedykolwiek kogoś uszanował i docenił jest po prostu niemozliwa. Jednak nie do końca dowierzam własnym sądom, jakbym sama dla siebie nie była dosć dobrym autorytetem. Chcąc  się więc uspokoić, że temu facetowi na pewno nie uda się zbudować takiego związku, by kobieta czuła się z nim bezpiecznie rzuciłam się na czytanie odpowiednich książek- tony tego przerobiłam i ciągle mi mało. Ciągle nie mam pewności. Z jednej strony pukam się z czolo, bo przecież wiem, że ten człowiek naprawdę nie nadaje się do związku, do zycia z nim na co dzień, a z drugiej strony aż mnie zatyka, że na moim cierpieniu, na moich plecach ktoś sobie skorzysta, że przyjdzie jakaś inna i dostanie to, czego ja nie miałam, chociaż tak bardzo o to zabiegałam. I nie chodzi o to, że jestem zawistna- mnie chodzi tylko o poczucie sprawiedliwości.
Że ciągle w moim zyciu było to, że albo pojawiłam się za późno, albo za wcześnie, chociaż innym ludziom zawsze udaje się przybyć w samą porę.
Później jeszcze coś napiszę.

80 Ostatnio edytowany przez milka_a (2015-10-08 18:03:49)

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny, wiadomo, są lepsze i gorsze momenty, nie jesteśmy z kamienia. Jednak ostatecznie, chcemy czy nie, to od nas zależy jak się "z tym" czujemy - nie od tych panów. Oni? No cóż, karawana pojedzie dalej, zaakceptowanie tego faktu to krok do przodu, z czasem pojawi się pobłażliwy uśmiech (oby i wiem co mówię, sprawdziłam)

Co do Waszych obaw, Oliwia: "Podobnie jak ty Kalejdoskopko ja też czasami myślę, że dla tego faceta byłam kimś w rodzaju królika doświadczalnego i że teraz on wyciągnie wnioski ze swoich błędów, jakie popełniał w stosunku do mnie i że pozna jakaś kobietę, a ona dostanie od niego wsystko, co najlepsze i że ona nawet przez pieć sekund nie bedzie musiała o nic sie starać i mało tego- jej nawet do głowy nie przyjdzie, że ten facet potrafi być taki podły"

No cóż, jakby to powiedzieć. Nie nauczysz kreta latać. Waszymi "mężczyznami" kierują chore popędy a nie logika rozumu. Jakbyście wzięły ich życie sercowe pod lupę pewnie niejeden trup z szafy by wyleciał. Ja po kilku latach, od obcej osoby i zupełnym przypadkiem dowiedziałam się, że scenariusz w którym zagrałam główną (a może drugo, trzecioplanową rolę? kto wie..) był wcześniej dobrze przećwiczony na innych kobietach

"Zdobywał" je a potem nękał na bardzo podobnych zasadach. Jedne dłużej, inne krócej. Jeszcze inne w dalszym ciągu biorą te harce za "oznaki trudnej miłości". No i nadal trzymają uchyloną furtkę dla swojego księcia z bajki łudząc się, że to jest związek

Miałam wcześniej różne doświadczenia ale pierwszy raz spotkałam się z kimś takim, przemiał na sporą skalę. A na zewnątrz? Taki sympatyczny, taki pomocny, taki lubiany. Wolontariusz pewnej fundacji, serio smile Specjalista w swojej dziedzinie. Dziękować Bogu za niego.

A pod tym wizerunkiem niewyhamowana, niezaspokojona gadzina. Nie warto karmić tych drapiezników bo to są wory bez dna

81

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Dziękuję Wam dziewczyny- działa na mnie to, co piszecie. Oczywiście, że się nie dam, bo dość się już namęczyłam w tej znajomości i za dużo zrobiłam w tym kierunku, żeby zwiać z tego badziewia, by to sobie ot tak po prostu lekkomyslnie zmarnować.
Tyle tylko, ze mam chwile słabości i wtedy potrafię bardzo się nad sobą użalać. Dzisiaj mam taki dzień.
Czuję się po prostu bardzo niesprawiedliwie potraktowana. Nie jestem bowiem byle kim, żeby ktoś miał traktować mnie, jak pierwszą lepszą. wiele w życiu przeszłam i sporo sobie ciężką pracą wypracowałam. Szanowałam tego faceta i dawałam mu z siebie wszystko to, co najlepsze. Wiadomo, że popełniałam także jakies błędy, ale starałam się, jak tylko mogłam, by on był ze mnie zadowolony. Tymczasem byłam traktowana, jak jakiś gorszy gatunek kobiety- z tym poczuciem niesprawiedliwosci radzę sobie chyba najgorzej.
Podobnie jak ty Kalejdoskopko ja też czasami myślę, że dla tego faceta byłam kimś w rodzaju królika doświadczalnego i że teraz on wyciągnie wnioski ze swoich błędów, jakie popełniał w stosunku do mnie i że pozna jakaś kobietę, a ona dostanie od niego wsystko, co najlepsze i że ona nawet przez pieć sekund nie bedzie musiała o nic sie starać i mało tego- jej nawet do głowy nie przyjdzie, że ten facet potrafi być taki podły. Wiem, że takie myslenie jest kompletnie bez sensu. Opcja, by ten człowiek kiedykolwiek kogoś uszanował i docenił jest po prostu niemozliwa. Jednak nie do końca dowierzam własnym sądom, jakbym sama dla siebie nie była dosć dobrym autorytetem. Chcąc  się więc uspokoić, że temu facetowi na pewno nie uda się zbudować takiego związku, by kobieta czuła się z nim bezpiecznie rzuciłam się na czytanie odpowiednich książek- tony tego przerobiłam i ciągle mi mało. Ciągle nie mam pewności. Z jednej strony pukam się z czolo, bo przecież wiem, że ten człowiek naprawdę nie nadaje się do związku, do zycia z nim na co dzień, a z drugiej strony aż mnie zatyka, że na moim cierpieniu, na moich plecach ktoś sobie skorzysta, że przyjdzie jakaś inna i dostanie to, czego ja nie miałam, chociaż tak bardzo o to zabiegałam. I nie chodzi o to, że jestem zawistna- mnie chodzi tylko o poczucie sprawiedliwości.
Że ciągle w moim zyciu było to, że albo pojawiłam się za późno, albo za wcześnie, chociaż innym ludziom zawsze udaje się przybyć w samą porę.
Później jeszcze coś napiszę.

Mam dokladnie tak samo: nie mam pewnosci!! Dlatego tez szukam wszelkich wzmianek o tym, ze oni sie nie zmienia, ale nie dowierzam. Jakos tak podskornie czuje, ze takie sklasyfikowanie go nie jest do konca prawda. On jest swiadomy wielu rzeczy. Wiem, ze zazwyczaj oceniamy innych poprzez siebie i ciezko zrozumiec, ze ktos moze nie miec sumienia, nie czuc pewnych rzeczy. Robilam wiele, zeby stworzyc mu srodowisko sprzyjajace zmianie i chociaz tez popelnialam bledy, to wydaje mi sie, ze ogolnie nie mam sobie wiele do zarzucenia. Wkoncu byl ze mna dluzej niz z innymi, wiec chyba robilam wiele rzeczy dobrze. A jednak czuje sie niedoceniona, a on chyba nie zdaje sobie sprawy z tego wszystkiego. I tez czuje ogromna niesprawiedliwosc! Naprawde ciezko bedzie mi sie pogodzic z tym i chyba nigdy sie nie pogodze, jesli on bedzie z kims, kogo bedzie traktowal lepiej ode mnie. Czasem mysle, ze moze jednak moglam byc twardsza i bardziej stanowcza w stosunku do niego w niektorych kwestiach, bo kiedy zdarzalo sie, ze tak robilam, to on mnie wtedy bardziej szanowal i zachowywal sie lepiej...przez jakis czas. Z drugiej strony mysle, ze na dluzsza mete moze by go to jednak odstraszylo i wkoncu stwierdzilby ze on sie nie bedzie dostosowywal, nie wiem. Sama juz nie wiem co mam myslec! Terapeutka mi mowi, ze na niego nie ma metody...ale niektore ksiazki mowia, ze jest to mozliwe...Czasem wydaje mi sie, ze rozwiazanie jego problemu jest jakies bardzo proste i ze kiedys on po prostu dorosnie. Dlatego tez zalozylam ten watek, wlasnie z tego braku pewnosci i poczucia niesprawiedliwosci. Zeby dostac przyklady tego, ze oni sie nigdy nie zmieniaja...

82

Odp: Starosc z Narcyzem
milka_a napisał/a:

Kalejdoskopko, nie smuć się ponieważ on nowej kobiecie zafunduje dokładnie to samo co Tobie smile Może tylko jego przemoc będzie wolniej eskalowała w czasie ale kulminacja nastąpi. Tempo będzie zależało od "wartości" nowej kobiety jaką on oszacuje już na początku znajomości. Jeśli będzie miała wysoką pozycję, będzie atrakcyjna (etc.) - będzie się po prostu dłużej maskował. Z czasem ją złamie, nabierze na czułe słówka, uzależni od siebie. A potem nowa skończy dokładnie jak Ty. Ba - nie tylko jak Ty - również jak inne jego ofiary. Bo na pewno nie jesteś jedyna - ani pierwsza ani ostatnia smile


Dziekuje ci Milko...Twoje posty sa madre i pomagaja...A co sie dzieje z tym twoim narcyzem teraz? Masz jakies wiesci?

83 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-10-08 16:42:03)

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, opowiesc dla ciebie na poprawe zlego dnia dzisiaj:

Wyobraź sobie taką sytuację: zaproszono cię na przyjęcie, jednak kiedy nadchodzi dzień, w którym - o ile pamiętasz - ma się ono odbyć, uświadamiasz sobie, że nie jesteś pewna, jakiego rodzaju będzie to przyjęcie, ani o której godzinie powinnaś się na nim zjawić. No cóż, myślisz sobie, głowę masz przecież nie od parady, więc po prostu wybierzesz najlepszą opcję. Ubierasz się zatem w neutralnym, nieformalno-eleganckim stylu i zjawiasz się na przyjęciu o siódmej wieczorem. Kiedy zbliżasz się do domu gospodarza, dobiegają cię odgłosy przyjęcia: muzyka, rozmowy, śmiech, delikatny brzęk kieliszków. Myślisz sobie: „To będzie świetna impreza". Wchodząc po schodach na ganek, czujesz kuszące aromaty wydostające się z domu i raz jeszcze mówisz sobie: „To będzie znakomite przyjęcie". Dzwonisz do drzwi i pojawia się gospodarz z zagadkowym, enigmatycznym uśmiechem na twarzy... odziany w smoking. - Spóźniłaś się - mówi. - Przepraszam, ale nie powiedziałeś mi, o której godzinie zaczyna się przyjęcie. - Myślałem, że sama się domyślisz. - Jeszcze raz przepraszam. Ale teraz już jestem - próbujesz przywołać na twarz pewny siebie uśmiech, niestety raczej bez powodzenia. Gospodarz mierzy cię od stóp do głów. - Może i tak, ale nie jesteś odpowiednio ubrana. Spoglądasz na swój elegancki, choć niezbyt formalny strój, a potem na jego czarny krawat i oficjalne ubranie. - To prawda. Ale mieszkam niedaleko, mogę po prostu wrócić i szybko się przebrać. Nawet się nie obejrzysz, a już będę z powrotem. Nie minie nawet godzina. W myślach rozpaczliwie przeglądasz swoją garderobę, szukając w niej czegoś wystarczająco formalnego, i zastanawiasz się, ile czasu zajmie ci wyprasowanie nowej kreacji. Dodajesz do tego czas przejazdu, zastanawiasz się, co będziesz musiała zrobić z włosami, żeby fryzura pasowała do wybranego stroju, oraz jak szybko zmienić makijaż. Nadal jednak wydaje ci się, że to będzie wspaniałe przyjęcie. Twój gospodarz kręci głową. - Ale wtedy będziesz naprawdę spóźniona. Będzie już po kolacji, a ja tak liczyłem, że usiądziesz tuż przy mnie przy pierwszym stole. Serce zamiera ci w piersi. Jedna jedyna szansa, a tyją zmarnowałaś! W myślach wypowiadasz kilka niepochlebnych opinii o sobie, swoich zdolnościach, inteligencji i możliwościach, jednak głośno obiecujesz: - Naprawdę, będę z powrotem za czterdzieści pięć minut. Będę wyglądać doskonale. Nie możesz zaczekać? To tylko czterdzieści pięć minut. Nie masz pojęcia, w jaki sposób zdołasz wrócić tak szybko, ale tak bardzo chcesz zostać honorowym gościem. Twój gospodarz raz jeszcze kręci głową. - Hmm..., sam nie wiem. Ale co ze sobą przyniesiesz? Mówiłem ci kiedyś, jak bardzo lubię te niezwykłe, dziewiętnastowarstwowe ciasteczka, które pieczesz. Miałem nadzieję, że przyniesiesz po jednym dla każdego z gości. Za jego plecami wciąż słyszysz śmiechy i muzykę, czujesz zapachy egzotycznych potraw i widzisz szampana w kieliszkach. Nadal uważasz, że to najwspanialsze przyjęcie spośród wszystkich, na których kiedykolwiek byłaś, i wciąż chcesz być honorowym gościem. - Może uda mi się wrócić na deser... Ilu jest gości?

Oto jak odczuwa się emocjonalnie niedostępny związek. Nigdy nie jesteś dość dobry, żeby dostać się na przyjęcie. Dajesz się zwieść wyraźnym - choć często pośrednim i niewypowiedzianym - sygnałom, że coś jest tylko odrobinę nie w porządku. Kryje się za tym obietnica, że jeśli to naprawisz, zostaniesz honorowym gościem i zdobędziesz główną nagrodę: miłość. Ale kiedy naprawisz to, co było nie w porządku za pierwszym razem, znajdzie się coś innego, co także jest trochę nie tak jak trzeba. Kiedy i to naprawisz, pojawi się kolejny, równie drobny problem. Twój gospodarz wcale nie zamierza uczynić ciebie - ani nikogo innego - gościem honorowym. Twój gospodarz nie potrafi uczynić cię gościem honorowym ani nawet otworzyć drzwi, żeby cię wpuścić do środka. Twój gospodarz cierpi na niedostępność emocjonalną, czyli na niezdolność do wyciągnięcia ręki i zbudowania uczuciowej więzi z inną osobą. Szczególnie niepokojące i bolesne jest to, że ostatecznie nabierasz przekonania, iż jest to w jakiś sposób twoja wina, a więc to ty musisz to naprawić przez osiągnięcie doskonałości. Jeśli „błąd" nie zostanie naprawiony, będzie to oznaczać, że nie jesteś wystarczająco doskonały. Pozwól mi powiedzieć ci wyraźnie po raz pierwszy to, co powtórzę jeszcze wiele razy: NIE ZEPSULAS TEGO…NIE MUSISZ TEGO NAPRAWIAC!

Pewnego dnia, po spędzeniu niezliczonych godzin na ganku czy na rozpaczliwych próbach stania się wystarczająco doskonałym, by twój łaskawy gospodarz zechciał wpuścić cię do swego domu, przez przypadek udaje ci się zajrzeć do środka, kiedy on nieuważnie uchyla na chwilę drzwi. Odkrywasz, że muzyka dobiega z taśmy magnetofonowej, rozmowa -z telewizora, a ludzie, których wcześniej widziałeś, to tylko wycięte z kartonu figury. Okazuje się też, że jedzenie to najzwyklejszy gulasz podany w glinianym garnku. To tylko rzut oka, ale kiedy już zauważysz, iż całe to przyjęcie jest jedną wielką grą pozorów - mam nadzieję, że ta książka pomoże ci odwrócić się i odejść. A właściwie mam nadzieję na coś więcej: że, przede wszystkim, nigdy nie znajdziesz się pod tymi drzwiami. Mam nadzieję, że zamiast pójść na to przyjęcie, być może spędzisz wieczór w domu, z interesującą książką, i poczekasz, aż wydarzy się coś dobrego! Pamiętaj, że zasługujesz nie tylko na to, aby zaproszono cię na przyjęcie, ale także na to, by stać się gościem honorowym! (Bryn Collins - Emocjonalna niedostepnosc)

84 Ostatnio edytowany przez milka_a (2015-10-08 23:11:55)

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, odkąd postanowiłam, że to koniec znajomości nie interesowałam się losem faceta. Jak mówiłam, on nie specjalnie to zaakceptował i miałam trochę kłopotów. Przypominał o sobie poprzez wspólnych znajomych, "przypadkowe" spotkania, liczne telefony (nie odbierałam więc z czasem przerzucił się na SMSy o różnych treściach, prośby i groźby - wysyłane także z tłumu)

Zmieniłam w końcu numer, przestałam bywać w miejscach w których mogłam go spotkać. Zrezygnowałam z relacji i znajomych, którzy mnie z nim zbyt mocno wiązali. Nigdy nie skomentowałam żadnej plotki, nigdy nie poskarżyłam się i nie opowiadałam o nim, nie odpowiedziałam na żadną prowokację, na żadne pytanie ze strony otoczenia

Wyjątek - dwie najbliższe osoby, które nie zawiodły

Poza kilkoma razami - nie odpisywałam. Nawet się go nie bałam - a wymuszał zainteresowanie powołując się głównie na swój dramatyczny stan zdrowia (wymyślanie ataków, szpitali, stanów depresyjnych, bóg wie czego jeszcze). Poskutkowało, odczepił się w końcu

Dawni "wspólni znajomi" nadal utrzymują z nim dobre kontakty. Wszystko pod kołderką, za dużo wspólnych interesów ich łączy. Zresztą nie wiem czy wiedza z kim naprawdę mają do czynienia. Oni też swego czasu aranżowali wspólne spotkania i "zarekomendowali mnie" jako przeładną i przeciekawą dziewczynę, w sam raz dla niego. Tak się poznaliśmy - dostał dobry cynk to przyatakował smile

Teraz ponoć jest wielce zakochany, wreszcie znalazł te jedyną i ona u niego pomieszkuje - tak donieśli swego czasu "życzliwi". Pnie się dalej po szczeblach kariery, wysokie stanowisko w prestiżowej firmie. Tymczasem ja nie wierzę w ten sielski obrazek. Poznałam go aż nadto dobrze. Spotkaliśmy się niedawno po dłuuugim czasie, w metrze. Nie witałam się, nawet nie utrzymywałam kontaktu wzrokowego. Musiałam wytrzymać tylko to niewyhamowane, napalone spojrzenie...w którym była pretensja i zachęta jednocześnie. Aż przyjaciółka, z którą wtedy byłam poczuła się nieswojo jako świadek tego "psychoflirtu". Trudno to wprost opisać

Pytasz mnie co u niego - no akurat to dość łatwo przewidzieć. Ja tu sobie siedzę z ciepłą herbatką, świeczka lawendowa się pali, muzyczka. Miło, trochę pracy, trochę czytania. Gadka na forum byle tylko odwlec małe sprzątanko smile

A tam, za szybą, gdzieś po mieście on lata z penisem i na lekkim rauszu (zapomniałam dodać, że to "kulturalny alkoholik z klasą"). Wali w ten telefon, pizga te swoje wyznania z opcją "Wyślij do wszystkich". Może któraś z rezerwowych dziś otworzy mu drzwi i nie tylko.. To dla takiego zawsze potwierdzenie kalekiej samooceny. Trudno w to uwierzyć ale tacy ludzie naprawdę istnieją ..

Co najsmutniejsze, ktoś pewnie czeka z obiadem i cierpi - jeszcze nie wie o tym jak bardzo... I tym kimś jest niestety jego nowa ukochana.

Bogu dzięki to nie jestem ja .. smile









Kalejdoskopka napisał/a:
milka_a napisał/a:

Kalejdoskopko, nie smuć się ponieważ on nowej kobiecie zafunduje dokładnie to samo co Tobie smile Może tylko jego przemoc będzie wolniej eskalowała w czasie ale kulminacja nastąpi. Tempo będzie zależało od "wartości" nowej kobiety jaką on oszacuje już na początku znajomości. Jeśli będzie miała wysoką pozycję, będzie atrakcyjna (etc.) - będzie się po prostu dłużej maskował. Z czasem ją złamie, nabierze na czułe słówka, uzależni od siebie. A potem nowa skończy dokładnie jak Ty. Ba - nie tylko jak Ty - również jak inne jego ofiary. Bo na pewno nie jesteś jedyna - ani pierwsza ani ostatnia smile


Dziekuje ci Milko...Twoje posty sa madre i pomagaja...A co sie dzieje z tym twoim narcyzem teraz? Masz jakies wiesci?

85

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, bardzo pouczająca opowieść i mocno daje do myslenia. Też przeczytałam tony literatury na temat niedostępności emocjonalnej, tylko co z tego, skoro mnie i tak wydaje się, że problem z jego niedostępnością występował tylko w odniesieniu do mnie, ze gdy zjawi się inna kobieta, to on nagle nie będzie miał żadnego problemu. Ileż to razy słyszy się historie, jak to jakiś facet był z kobietą wiele lat i niby ją kochał, było mu z nią dobrze, ale jakoś lata mijały, a jemu daleko było do np.małżeństwa (bardziej chodzi mi tu o taki pełny związek, w którym wystepuje prawdziwa bliskość, już nawet nie chodzi o ten świstek z urzędu), a tymczasem coś się wydarzyło i związek skończył się. Wkrótce potem facet poznał inną i praktycznie od razu zdecydował się na poważny związek z tą drugą. Skoro więc możliwe są takie historie, to dlaczego niemożliwością miałoby być to, że narcyzowi nagle objawi się jakaś kobieta, dla której on zechce być dobry?
Takie myśli często mnie dręczą i chociaż wiem, że taka sytuacja w odniesieniu do narcyza ze zdiagnozowaną osobowością nieprawidłową i na dodatek także bordera jest po prostu niemożliwa, to przecież ręki nie dałabym sobie za to uciąć. Dlatego właśnie zafascynowałam się przypowieściami salomonowymi, bo tam można wyczytać pewne rzeczy wprost i chociaż w Biblii nie używa się języka naukowego, to przecież życiowa mądrość tam zawarta jest po prostu bezsporna i niepodważalna. Działają też na mnie przysłowia ludowe, różne związki frazeologiczne, a nawet bajki i fraszki- no można powiedzieć, że w różnych źródłach szukam odpowiedzi na te nurtujące mnie pytania. Książkę Mai Moje dwie głowy znam prawie na pamięć- cudownie, że ta dziewczyna wpadła na pomysł, by napisać tę książkę, kawał dobrej roboty, bo u nas w kraju jest naprawdę cieniutko z wiedzą na temat różnych zaburzeń. Powinni uczyć takich rzeczy w szkole- mniej byłoby matek polek, cierpiętnic i męczennic.
Jest jednak coś, co bardzo mnie cieszy. Otóż ja nie mogłabym już być z tym facetem bez względu na to, jak on by mnie traktował. Kiedyś nawet z tym miałam problem i patrząc na mnie można byłoby zadawać sobie pytanie "co jeszcze ma ten facet zrobić, żeby ta kobieta w końcu dała sobie z nim spokój w sensie spotykania się z nim, dawania mu doopy i sprzątania w jego chałupie przy okazji seks randki?"No bata na mnie nie było. Nie było mozliwości, żeby można było mnie zniechęcić albo obrazić. Tak byłam opętana pragnieniem bycia z tym konkretnie facetem, że autentycznie pozwoliłam, by on wszedł mi na głowę i na nią nasrał. Przez całe swoje zycie nikt nigdy aż tak mnie nie stłamsił. przez całe zycie nie znałam nikogo, kto tak bardzo lubiłby poniżać mnie i pomiatać mną. Wystarczyło, że w czasie spotkania robiłam na nim wrażenie mocno z siebie zadowolonej, że cieszyłam się z czegoś, że byłam za bardzo swobodna, wyluzowana, no nie wiem jak to wytłumaczyć- w każdym razie zawsze, gdy tak było widziałam, jak jemu chodzi gula ze złości, robił sie nerwowy i niespokojny, patrzył na mnie podejrzanie, jakby obserwował, a potem zawsze dowalał mi takim tekstem, że ja zapominałam języka w gębie albo robił mi jakieś świństwo. Minęły całe lata, zanim zorientowałam się, że coś jest pod tym względem na rzeczy. W życiu nie spotkałam takiego człowieka i
nigdy nie zapomnę tej znajomości- coś potwornego.
tak więc teraz przynajmniej z tego się cieszę, że doszłam już wreszcie do takiej granicy, że prędzej zdechnę niż ją przekroczę. Nawet gdybym do końca zycia miała zostać sama i w zyciu miałabym nie mieć faceta (myślę także o seksie), to i tak nie ustapię i nawet o milimetr ja już się nie cofnę. Nie wrócę do tego układu. Albo ktoś będzie mnie szanował, poważał i traktował poważnie, albo niech idzie sobie swoją drogą i szuka tej, jego zdaniem,  dla siebie odpowiedniej.
To dla mnie duży postęp, że wreszcie dojrzałam do takiego myslenia, ale by poczuć się jeszcze bardziej bezpieczną zdecydowałam się na zmianę miejsca zamieszkania. Chwała Bogu, że trafiła mi sie taka okazja, bo ręczyć za siebie, to ja niestety tak do końca jeszcze nie mogę.

86

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, moja kochana,
chylę czoła przed Tobą i Twoja decyzją.
Jeśli pozwolisz, napiszę jeszcze pare słów od siebie, tylko muszę
sie uspokoić po przeczytaniu Twojego ostatniego posta...

87

Odp: Starosc z Narcyzem

Napisz Dorulko- musimy nawzajem wspierać się, bo jesli nie, to te czuby zerżą nas zywcem.

88

Odp: Starosc z Narcyzem

Po 15 latach związku, a 10 w małzeństwie z tym... nie wiem, jak go nazwać...mam dość.
Gdzie, ja, na Boga, miałam oczy???
Na początku jeszcze przepraszał, były róże i obietnice poprawy, jeszcze sie maskował, jeszcze nie było tragicznie,
starał się, dopóki byłam niezależna i mogłam miec każdego (no, prawie

89

Odp: Starosc z Narcyzem

Po 15 latach związku, a 10 w małzeństwie z tym... nie wiem, jak go nazwać...mam dość.
Gdzie, ja, na Boga, miałam oczy???
Na początku jeszcze przepraszał, były róże i obietnice poprawy, jeszcze sie maskował, jeszcze nie było tragicznie,
starał się, dopóki byłam niezależna i mogłam miec każdego (no, prawie

90

Odp: Starosc z Narcyzem

Po 15 latach związku, a 10 w małzeństwie z tym... nie wiem, jak go nazwać...MAM DOŚĆ!!!
Gdzie, ja, na Boga, miałam oczy???
Na początku jeszcze przepraszał, były róże i obietnice poprawy, jeszcze sie maskował, jeszcze nie było tragicznie,
starał się, dopóki byłam niezależna i mogłam miec każdego (no, prawie

91

Odp: Starosc z Narcyzem

Po 15 latach związku, a 10 w małzeństwie z tym... nie wiem, jak go nazwać...MAM DOŚĆ!!!
Gdzie, ja, na Boga, miałam oczy???
Na początku jeszcze przepraszał, były róże i obietnice poprawy, jeszcze sie maskował, jeszcze nie było tragicznie,
starał się, dopóki byłam niezależna i mogłam miec każdego (no, prawie

92

Odp: Starosc z Narcyzem

Przepraszam za te kopie, to nie moja wina, postaram sie wkleić całego posta

93 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-10-08 22:33:28)

Odp: Starosc z Narcyzem

...

94 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-10-08 22:34:08)

Odp: Starosc z Narcyzem

...

95

Odp: Starosc z Narcyzem

Po 15 latach związku, a 10 w małzeństwie z tym... nie wiem, jak go nazwać...mam dość.
Gdzie, ja, na Boga, miałam oczy???
Na początku jeszcze przepraszał, były róże i obietnice poprawy, jeszcze sie maskował, jeszcze nie było tragicznie,
starał się, dopóki byłam niezależna i mogłam miec każdego (no, prawie

96 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-10-08 22:36:15)

Odp: Starosc z Narcyzem

...

97

Odp: Starosc z Narcyzem

No, nic z tego, moze jutro sie uda

98 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-10-08 22:32:32)

Odp: Starosc z Narcyzem

I

99 Ostatnio edytowany przez milka_a (2015-10-08 22:37:11)

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny, dziś na wszystko co przeszłam patrzę "z lotu ptaka". Jednak jeszcze do teraz czasem zastanawia mnie fakt, jakiego rodzaju jest to algorytm w przyrodzie. Tego typu mężczyźni za każdym razem działają dokładnie tak samo - jakbyście wszystkie pisały o jednej i tej samej osobie. To bardzo smutne, a najbardziej to, że jedna się uwolni ale znów kolejna wpada w tę pajęczynę. Ktoś z czasem przestaje cierpieć aby cierpiał ktoś, co za ironia losu. A gadzina syta ... Mówię Wam, jest tylko jedna metoda, całkowity DELETE. I niestety modły o kolejną ofiarę, wybaczenie sobie, odrobienie bolesnej lekcji.

100

Odp: Starosc z Narcyzem

.Po 15 latach związku, a 10 w małzeństwie z tym... nie wiem, jak go nazwać...mam dość.
Gdzie, ja, na Boga, miałam oczy???
Na początku jeszcze przepraszał, były róże i obietnice poprawy, jeszcze sie maskował, jeszcze nie było tragicznie,
starał się, dopóki byłam niezależna i mogłam miec każdego (no, prawie

101

Odp: Starosc z Narcyzem

Dorulko przeczytała sobie twoje dwa wątki, więc spokojnie. Jutro zapewne pogadamy bo faktycznie mocno pokiereszowal cie ten bydlak.
To prawda- oni są jak klony ( też gdzieś wyczytalam to porównanie trafne). Skąd się tacy ludzie biorą to pojęcia nie mam.  Kto rodzi takie dziwadla gdzie to się wychowuje?
Tragedia.
Chyba już mi przeszła ta dzisiejsza słabość i w znacznej części Wam to zawdzięczam. Ciekawe w jakim nastroju obufze się jutro. Tymczasem dobranoc.

102 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-10-08 23:03:32)

Odp: Starosc z Narcyzem

No, ostatnia próba.
Milką, masz racje, nie ma sensu sie licytować, bo oni wszyscy sa tacy sami.
Chorzy na umyśle psychopaci.
Moze dobrze, ze moj post zniknął w otchłani wszechświata, widocznie tak musiało byc.

Oni sa gorsi niż choroba, gorsi niż zaraza.
Plenią sie jak chwasty.

Trzeba ich wdeptać w ziemię.
Bez litości.
Z terrorystami sie nie niegocjuje.
Dobranoc.

103 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-10-10 14:16:57)

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Też przeczytałam tony literatury na temat niedostępności emocjonalnej, tylko co z tego, skoro mnie i tak wydaje się, że problem z jego niedostępnością występował tylko w odniesieniu do mnie, ze gdy zjawi się inna kobieta, to on nagle nie będzie miał żadnego problemu. Ileż to razy słyszy się historie, jak to jakiś facet był z kobietą wiele lat i niby ją kochał, było mu z nią dobrze, ale jakoś lata mijały, a jemu daleko było do np.małżeństwa (bardziej chodzi mi tu o taki pełny związek, w którym wystepuje prawdziwa bliskość, już nawet nie chodzi o ten świstek z urzędu), a tymczasem coś się wydarzyło i związek skończył się. Wkrótce potem facet poznał inną i praktycznie od razu zdecydował się na poważny związek z tą drugą. Skoro więc możliwe są takie historie, to dlaczego niemożliwością miałoby być to, że narcyzowi nagle objawi się jakaś kobieta, dla której on zechce być dobry?
Takie myśli często mnie dręczą i chociaż wiem, że taka sytuacja w odniesieniu do narcyza ze zdiagnozowaną osobowością nieprawidłową i na dodatek także bordera jest po prostu niemożliwa, to przecież ręki nie dałabym sobie za to uciąć.


Ja juz nie moge, tak bardzo mnie dreczy wlasnie to, o czym piszesz, ze nagle znajdzie sobie kogos, kto za darmo dostanie od niego najlepsze rzeczy! I szacunek i milosc. Chcialabym dodwodu na to, ze on nigdy nie znajdzie kogos takiego! Czytajac np. Kocham Narcyza okazalo sie, ze zachowywalam sie prawie calkiem tak jak tam jest zalecane (oczywiscie sa sfery, ktorych nie da sie zmienic). No i co z tego? I tak zostawil mnie praktycznie z dnia na dzien! Juz nie wiem co mam robic, tak bardzo tesknie. Mam ochote sie do niego odezwac...wkurza mnie to, ze on sie nie odzywa. Dziewczyny pomozcie.

104

Odp: Starosc z Narcyzem

Wiesz co...? nie czytałem tych wypowiedzi a ten post tak wpadł mi przypadkiem. Narcyzm co to jest i czy faktycznie ktoś może tak mówić o innym ?
Ktoś jak sobie poświęci trochę czasu to poczyta jakie bzdury pisałem a narcyzm no to już piszę. 
Dawno , dawno temu gdy mówiłem jeszcze czas na poznanie kogoś - to narcyzm
potem gdy gdzieś tam się pisało no to kobiety mówiły - stary kawaler to musi być narcyzem i nawet niektóra kończyła słowami kawaler to takiego nie chcą
Teraz gdy już po 50-tce to ja niby narcyz bo nie chce kobiet , które na starość szukają opieki i niby ja jestem narcyzem bo nie chcę tym , króry zaopiekuje się ich dziećmi lub tym , który poda tę przysłowiową szklankę wody.

105

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

Ja juz nie moge, tak bardzo mnie dreczy wlasnie to, o czym piszesz, ze nagle znajdzie sobie kogos, kto za darmo dostanie od niego najlepsze rzeczy! I szacunek i milosc. Chcialabym dodwodu na to, ze on nigdy nie znajdzie kogos takiego! Czytajac np. Kocham Narcyza okazalo sie, ze zachowywalam sie prawie calkiem tak jak tam jest zalecane (oczywiscie sa sfery, ktorych nie da sie zmienic). No i co z tego? I tak zostawil mnie praktycznie z dnia na dzien! Juz nie wiem co mam robic, tak bardzo tesknie. Mam ochote sie do niego odezwac...wkurza mnie to, ze on sie nie odzywa. Dziewczyny pomozcie.

Kalejdoskopko, rozwiązanie jest proste teoretycznie i trudne praktycznie: zacznij myśleć o sobie nie o nim. Jeśli się nie uda, to zacznij jeszcze raz. I jeszcze. Aż do skutku smile
Kochana, Ty ciągle myślałaś, co tu zrobić, żeby go zadowolić, a prawda jest taka, że jak on ma niską samoocenę, to nic go nie zadowoli.
Pomyśl, jak zadowolić siebie.
Chodzi o to, że próbowałaś go zadowlić i szukałaś akceptacji w jego oczach oraz momentu w którym zasłużysz na miłość. To jednak nigdy nie nastąpi. Ty już na nią zasługujesz, a zaakceptować musisz siebie sama. Łatwiej jest siebie zaakceptować i polubić swoje niedoskonałe życie, gdy walczysz. Gdy się poddajesz, przekazujesz "władzę" w inne ręce, stajesz się coraz bardziej bezradna i podatna na krytykę, spragniona akceptacji/miłości. No już najlepiej ze strony niedostępnego emocjonalnie, bo to daje gwarancję, że pełnej akceptacji nigdy nie będzie.

Wymądrzam się, ale dobrze rozumiem Twoje odczucia, dręczyły mnie podobne myśli. I przestały smile

106

Odp: Starosc z Narcyzem
PiotrrtoiP napisał/a:

Wiesz co...? nie czytałem tych wypowiedzi a ten post tak wpadł mi przypadkiem. Narcyzm co to jest i czy faktycznie ktoś może tak mówić o innym ?
Ktoś jak sobie poświęci trochę czasu to poczyta jakie bzdury pisałem a narcyzm no to już piszę. 
Dawno , dawno temu gdy mówiłem jeszcze czas na poznanie kogoś - to narcyzm
potem gdy gdzieś tam się pisało no to kobiety mówiły - stary kawaler to musi być narcyzem i nawet niektóra kończyła słowami kawaler to takiego nie chcą
Teraz gdy już po 50-tce to ja niby narcyz bo nie chce kobiet , które na starość szukają opieki i niby ja jestem narcyzem bo nie chcę tym , króry zaopiekuje się ich dziećmi lub tym , który poda tę przysłowiową szklankę wody.

Dwa razy to czytałam nie wiem, o czym Ty piszesz.

107

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopu!
Jaki szacunek?
Jaka miłość?
Jestem drugą żoną takiego osobnika, nie wnikalam, dlaczego poprzednie malzenstwo sie rozpadlo (o, ja głupia ),
dlaczego dziewczyna, którą tak podobno bardzo kochał ( hahaha) uciekła, gdzie pieprz rośnie.
Jestem kolejną ofiarą jego popapranego, chorego umysłu, i nie wierzę w jakiekolwiek zmiany traktowania partnera, tego, czy kolejnego, bo oni już tacy są i nic i nikt tego nie zmieni.
Straszni, okrutni ludzie.
Ja już teraz ślę kondolencje przyszłej partnerce mojego jeszcze męża, o ile jakaś chętna ekstremalnych
wrażeń w ogóle się znajdzie.

108 Ostatnio edytowany przez PiotrrtoiP (2015-10-10 17:21:22)

Odp: Starosc z Narcyzem

cb.  Pisałem - u każdego można patrzeć inaczej na tzw narcyzm.  Ja nie jestem narcyzem a to , że jakaś dama nazwała mnie narcyzem bo nie chciałem jej . Rozumiesz to ?  należy pojąć co to narcyzm .
Edytuję.  oliwia napisała i to coś wystarczy.  Dlaczego nowo poznana kobieta wzbudza u kogoś jakieś uczucia i nagle ten sam osobnik nie jest już narcyzem a kimś zakochanym w drugiej osobie.  Tu zadajcie sobie pytanie dlaczego facet nie jest dla was kochankiem a jest dla innej.
Na innych grupach można poczytać w czym problem.  Czy wiecie , że kobieta po porodzie staje się niedostępna a facet szuka innej miłości i nawet aby jej nie zdradzić szuka bliskości u faceta bo mówią to nie zdrada.  Zastanówcie się nad słowami a czynami Waszymi.

109

Odp: Starosc z Narcyzem
PiotrrtoiP napisał/a:

cb.  Pisałem - u każdego można patrzeć inaczej na tzw narcyzm.  Ja nie jestem narcyzem a to , że jakaś dama nazwała mnie narcyzem bo nie chciałem jej . Rozumiesz to ?  należy pojąć co to narcyzm .

Dotknęło Cię jednak, że użyła takiego określenia.

110

Odp: Starosc z Narcyzem

cb.  jak ktoś się obraża , że nie chcesz wychowywać cudzych dzieciaków to to jest narcyzm??????

111

Odp: Starosc z Narcyzem
PiotrrtoiP napisał/a:

cb.  jak ktoś się obraża , że nie chcesz wychowywać cudzych dzieciaków to to jest narcyzm??????

Nie wiem, mam za mało danych.
Jak chcesz wiedzieć, to przeczytaj jakąś książkę na ten temat i może to Ci naświetli problem.

112

Odp: Starosc z Narcyzem

aha tzn jestem narcyzem bo nie interesowała mnie stara baba z  dzieciakami bym zarabiał na nie bo jakiś fagas ich zostawił.  No dzięki

113

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, nie odzywaj się do tego faceta, bo dużo na tym stracisz. On, według twojego wywiadu, jest aktualnie bez przydziału (no nie ma nikogo), więc prawdopodobnie będzie mu bardzo na rękę, jeśli się odezwiesz. On chętnie z tego skorzysta, chociaż ja na twoim miejscu, liczyłabym się jeszcze z taką opcją, że on i tak zrobi ci wielką łaskę. Może to polegać np. na tym, że ty do niego napiszesz, a on albo wcale ci nie odpisze, albo bedzie z tym zwlekał.
Sama siebie skażesz na czekanie w napięciu- to nie jest ci teraz potrzebne. Ten facet to stary wyjadacz i on doskonale wie, jak to zrobić, żeby kobieta sama się na niego nakręciła. To zasada długiej smyczy- i dłuższa, tym bardziej skuteczna. Tylko ci prostoduszni i naiwni faceci myslą, że na kobiety działa krótka smycz- nic podobnego. Mam nadzieję, że łapiesz o co mi chodzi.
Słuchaj więc dalej- on specjalnie potrzyma cię w niepewności albo w ogóle ciebie oleje. Nie funduj sobie takiego syfu- nie tędy do takiego typola. Musisz wziąć go posługując się jego własną bronią, ale musisz też liczyć się z tym, że on do tej pory naprawdę ma cię gdzieś. W takim wypadku powiesz sobie- trudno i będziesz zyła dalej. Na tym chłopie twój świat nie zaczyna się i nie kończy- z czasem i ty będziesz miała gdzieś tego faceta. Jeśli jednak jest tak, że on faktycznie wróciłby do ciebie, to siedź cicho, jak mysz pod miotłą i załatw go jego własną bronią. Jest całkiem możliwe, że i jemu szkoda waszej znajomości, ale to  nie dlatego, że on ciebie kochał, lecz dlatego, że ty wytrzymałaś z nim najdłużej i zniosłaś najwięcej. Gdzieś tam wyczytałam, że border mysli sobie tak " z tą ja sobie będę, bo ona kocha mnie najbardziej, nikt do tej pory nie kochał mnie aż tak", border nie wybiera kobiety pod kątem tego, że to on ją kocha (border naprawdę nie potrafi kochać, ponieważ on boi się zaangażowania), lecz często dlatego, że ktoś mimo jego świństw dalej chce z nim być. Bo to nie jest tak, że zaburzony facet jest matołkiem i że on nie wie, jak należy traktować kobietę, by utrzymać ją przy sobie. Zapewniam cię, że on doskonale wie, jak trzeba zachowywać się w związku. Jednak jego filozofia polega na tym, że w związku trzeba postępować tak, by coraz bardziej kogos stłamsić- chodzi o to przekraczanie granic. Jesli zaburzonemu i zdemoralizowanemu facetowi uda się wdeptać kobietę w ziemię (normalny nie bedzie miał takich potrzeb, ale my nie piszemy tu o normalnym), to z jednej strony ma on wielką radochę, ale z drugiej strony czuje taki wielki niedosyt i natychmiast zaczyna postrzegać taka kobietę, jako ciężka frajerkę. Dlaczego? Już ci to wytłumaczę i zrobię to najprościej jak tylko mi sie uda. Kalejdoskopko, taki facet mysli tak- "skoro ona odpuściła mi taką chamówę i włos mi z głowy za to nie spadł, to ja zrobe jej jeszcze gorsze świństwo i zobaczę, co ona zrobi albo inaczej ci to wytłumaczę. Wpuściłaś do domu złodzieja, a on ciebie okradł, jednak ty wielkodusznie wybaczyłaś złodziejowi. Złodziej podrapał się po łbie, bo nadziwić się tobie nie mógł- on nie wybaczyłby komuś czego takiego. Dziwi się złodziej i myśli "ja ciebie okradłem, a ty mi wybaczyłaś, a skoro tak, to ja przyjdę do ciebie znowu i ukradnę ci więcej, jesli ty i wtedy mi wybaczysz, to na koniec ja ukradnę ci wszystko i puszczę cię z torbami"- rozumiesz Kalejdoskopko o co mi chodzi? Musisz być troszkę sprytniejsza i nauczyć sie myśleć tak, jak złodziej. Skoro chcesz osiągnąć coś jeszcze z tym facetem, to musisz posługiwać się jego bronią, bo tylko tak do niego dotrzesz pod warunkiem oczywiście, że on w ogóle jest tobą zainteresowany, bo jesli nie, to na nic zdadzą się jakiekolwiek twoje sztuczki. Nie odzywaj się do niego, chocbyś miała paść z tej tęsknoty.
na razie przerywam- potem jeszcze napiszę.

114

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, musisz pojąć, że nie możesz oceniać tego faceta swoją miarą- swoją miarą możesz oceniać tylko takich ludzi, którzy myślą podobnie, jak ty. Gdy masz do czynienia z wycwanionym starym wyjadaczem, na dodatek zepsutym i rozwydrzonym np. przez kasę, kobiety albo władzę itp. narcyzem, to sorry, ale swoje naiwne myslenie schowaj sobie do kieszeni i zapomnij o zasadach, jakie obowiązują wśród większości ludzi, czyli tzw. normalnych. Taki facet nie doceni tego, że jednak się do niego odezwałaś, on nie będzie myślał w ten sposób, że "ojej, ależ to wspaniała kobieta, jak mogłem być taki głupi, jakie to szczęście, że ona odezwała się do mnie, od tej pory bedę ją szanował, poważał i w życiu nie skrzywdzę itd. itd."nic podobnego nie będzie miało miejsca. Taki chłop będzie miał cię za jeszcze gorszą frajerkę niż do tej o tobie myślał. To, że on teraz milczy, a ty jesteś pewna, że byle kim dla niego nie byłaś (mam na mysli porozumienie duchowe, że on wiedział,iż rozumiesz go lepiej niż inne- tak moja droga, on doskonale o tym wie, ja ciebie o tym zapewniam, no chyba że jest tępy, jak tabaka w rogu, ale raczej nie sądzę, by tak było), to znaczy, że on w jakiś sposób jednak liczy się z tobą, że czuje coś w rodzaju respektu (na jego miarę, rzecz jasna), a to bardzo dobrze wróży. Jesli więc odezwiesz się do niego po tym, co on ci zrobił, to wszystko schrzanisz. Nawet jeśli do siebie wrócicie, to on będzie lekcewazył cię jeszcze bardziej. Narcyza i bordera zarazem w życiu nie nauczysz szacunku do siebie, ale możesz sprawić, by mniej sobie z tobą pogrywał. Przerzuć kamyk do jego ogródka i obserwuj- najwyżej on nigdy się nie odezwie. Za jakiś czas Bogu bedziesz za to dziękowała, bo takiemu facetowi na stare lata należą się baty od losu, a nie kochająca i uczciwa kobieta. Ale skoro miałoby być coś między wami w przyszłości, to musisz zacisnąć mocno zęby i nawet na centymetr teraz nie ustąpić. To facet, który dzisiaj jest pod 60-tkę, więc kto wie, może będziesz miała jeszcze z niego jakąś pociechę, oczywiście na miarę narcyza. Wytrzymaj troszeczkę.
Z takimi ludźmi "rozmawia się"na zasadzie kija i marchewki. O ideałach zapomnij, bo wyjdziesz na frajerkę bez rozumu i godnosci.
A najlepiej byłoby, gdybyś raz na zawsze zapomniała o tymfacecie, ale ja wiem, że na razie nie jest to mozliwe, więc daję ci takie oto praktyczne rady.
Mam nadzieję, że bedziesz sprytna.
A ty Piotrze pojęcia nie masz o czym my tu piszemy.

115 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-10-10 21:33:11)

Odp: Starosc z Narcyzem

TDziewczyny kochane,
moze oni i czują jakiś respekt, wykazują niekiedy ludzkie odruchy, ale z czasem jest tego coraz
mniej i coraz rzadziej sie to zdarza.
Niekiedy jest to aż szokujące: on mi pomógł zanieść pranie?, on mi kupił bułki do pracy???
Zdziwienie i niedowierzanie: o co chodzi? Czyżby sie zmienił??? Hahaha. Złudne nadzieje.
Po prostu wszystko u takiego osobnika ma swoją metkę z ceną.
Nie robi tego dlatego, ze o o nas dba, nic z tych rzeczy, kolego.
Robi to, bo ma w tym interes.
Buduje sobie swoje absurdalne alibi.
Na zarzut: dlaczego nie zadzwoniłeś, ze będziesz pozniej, czekałam, on odpowiada: a kto ci kupuje bułki do pracy???
Kabaret to mało.
To tylko zwykli popaprańcy, od których trzeba sie trzymać z daleka.
Od wszystkich Piotrów rowniez.

116

Odp: Starosc z Narcyzem

Dorulko, najlepiej jest wiać od takich facetów, bo związki z nimi zawsze są dramatyczne, chwiejne, no beznadziejne po prostu, nawet dla specyficznej kobiety o nie wiadomo jakiej to artystycznej duszy albo nie wiadomo jakiej to empatycznej czy lubiącej ciekawostki. Nie ma po prostu sensu męczyć się w takich związkach, bo to droga donikąd.
Należy też jak ognia unikać kobieciarzy, a co dopiero kobieciarzy narcyzów- tacy to już w ogóle są do odrzutu. Kobieciarz włazi przecież na wszystko, co rozłozy się przed nim i jako tako mu sie spodoba. To może być prostytutka, może być latawica, która zdejmie majty nawet w knajpianym kiblu, może być tirówka- pełno jest przecież tego dziadostwa i to na każdym kroku. Potem taki łajdus idzie do swojej kobiety, tej niby na stałe i zaraża ją róznymi świństwami. Są takie choroby, że nawet gdyby łajdus wyparzył sobie swojego uja, to i tak nie zmyje z siebie niektórych chorób. Jemu nic nie będzie (nie tylko choroby ginekologiczne przenoszone są drogą płciową), ale jego kobieta zapłaci wysoką cenę za łajdactwo swojego, pożal się boże, faceta.
dobranoc dziewczyny.

117

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwione, to nie tak do końca wyglada.
Moj maz nigdy mnie nie zdradził, nie jest kobieciarzem, nie zarazi mnie niczym, wiec to zupełnie inna liga.
Nawet po mojej operacji nigdy nie dał mi odczuć, za jestem mniej atrakcyjna, albo mniej kobieca.
Ale czasami wolałabym, zeby mnie zdradził fizycznie, niż emocjonalnie i mentalnie.

Dobranoc.

118

Odp: Starosc z Narcyzem

CB, Oliwio, Dorulko - dziekuje.

Kolejny raz wytrzymalam kryzys...dziekuje wam. Nie odezwalam sie i nie mam zamiaru. Gdybym to zrobila, to znowu on dyktowalby warunki. Na dreczace mnie pytanie w sprawie tego, co pisalas wczesniej, Oliwio - o tym , ze sa takie historie, ze ten facet moze nagle zakochac sie w kims i dac jej wszystko , co najlepsze...itd. - mysle, ze mam juz odpowiedz. Moja terapeutka napisala mi: "On nie moze dac tego, czego nie ma - nikomu, a to na co go stac to juz pokazal". Wedlug niej tez, po zdiagnozowaniu go jako narcyza + borderline, powiedziala mi kiedys, ze on musialby po pierwsze chciec cos zmienic, ale musialby miec tez swiadomosc, co jest z nim nie tak - a mysle, ze zupelnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co z nim jest nie tak - wie, ze robi syf dookola, ale jednak bardzo w tym bladzi. Po drugie terapia bylaby dluga (3-4 lata) i dla niego bolesna - watpie, zeby w tym wytrwal. Po trzecie, nawet przy najlepszych checiach i ukonczonej terapii, jego zdolnosci nawiazania bliskosci moglyby przeskoczyc zaledwie o kilka stopni np. z 2 do 4 (w skali od 1-10) - wiec nigdy nie bedzie to zbyt bliskie normalnosci. Pamietam, jak opowiadal mi o swojej pierwszej zonie, o tym ze bardzo ja skrzywdzil, ze ja zostawil, ze do tej pory bardzo ja szanuje i lubi itd. Zapytalam go, dlaczego wiec nie wrocil do niej ?  (bo byla taka mozliwosc, poniewaz kobieta, dla ktorej ja zostawil, bardzo szybko zostawila jego!). A on na to powiedzial, ze nie chcial jej drugi raz robic takiej krzywdy...Powinna mi sie byla juz wtedy zapalic lapmka! Powinnam byla go zapytac: dlaczego mialby robic drugi raz to samo! No wiec, on wie ze taki jest. Ktos z jego rodziny powiedzial mi takze, ze gwarantuje mi, ze on sie nigdy nie zmieni. Ktos inny powiedzial mi tez, ze w jego wieku to juz chyba wogole byloby trudno, zeby chcial cos zmienic, skoro 60 lat zyl w taki wlasnie sposob. Moze tobie Oliwio tez pomoze to troche w tych podskornych obawach o to, ze oni moga byc nagle szczesliwi z kims innym. Jestem przekonana, ze jednak nie...

119

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Dorulko, najlepiej jest wiać od takich facetów, bo związki z nimi zawsze są dramatyczne, chwiejne, no beznadziejne po prostu, nawet dla specyficznej kobiety o nie wiadomo jakiej to artystycznej duszy albo nie wiadomo jakiej to empatycznej czy lubiącej ciekawostki. Nie ma po prostu sensu męczyć się w takich związkach, bo to droga donikąd.
Należy też jak ognia unikać kobieciarzy, a co dopiero kobieciarzy narcyzów- tacy to już w ogóle są do odrzutu. Kobieciarz włazi przecież na wszystko, co rozłozy się przed nim i jako tako mu sie spodoba. To może być prostytutka, może być latawica, która zdejmie majty nawet w knajpianym kiblu, może być tirówka- pełno jest przecież tego dziadostwa i to na każdym kroku. Potem taki łajdus idzie do swojej kobiety, tej niby na stałe i zaraża ją róznymi świństwami. Są takie choroby, że nawet gdyby łajdus wyparzył sobie swojego uja, to i tak nie zmyje z siebie niektórych chorób. Jemu nic nie będzie (nie tylko choroby ginekologiczne przenoszone są drogą płciową), ale jego kobieta zapłaci wysoką cenę za łajdactwo swojego, pożal się boże, faceta.
dobranoc dziewczyny.


A u mnie to wlasnie dokladnie tak, mysle, ze nie przepuscilby zadnej. Planuje wlasnie isc sie zbadac.

120

Odp: Starosc z Narcyzem
Dorula napisał/a:

Oliwione, to nie tak do końca wyglada.
Moj maz nigdy mnie nie zdradził, nie jest kobieciarzem, nie zarazi mnie niczym, wiec to zupełnie inna liga.
Nawet po mojej operacji nigdy nie dał mi odczuć, za jestem mniej atrakcyjna, albo mniej kobieca.
Ale czasami wolałabym, zeby mnie zdradził fizycznie, niż emocjonalnie i mentalnie.

Dobranoc.


Napisz cos wiecej Dorulko...jak to tylko emocjonalnie i mentalnie? Moj tez mnie zdradzil emocjonalnie i mentalnie, ale zawsze kryla sie tez za tym zdrada fizyczna, albo przynajmniej taki zamiar...

121 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-10-10 23:05:27)

Odp: Starosc z Narcyzem

Alez, kochanie, oni nie maja byc szczęśliwi, oni maja być zadowoleni, a to wielka różnica.
Dobra samopoczucie to podstawa ich egzystencji, bez względu na to, jak sie czuje najbliższa, teoretycznie ofkors, osoba.
Ich motto życiowe to: moja partnerka jest dla mnie nikim, kimkolwiek by nie była.
Amen.

122

Odp: Starosc z Narcyzem

Moj maz nie jest zainteresowany innymi kobietami.
Jestem tylko ja.
Wiem to na 100000 procent.
I co z tego?
Moje ciało jest mu bardzo drogie.
Ale moja artystyczna dusze ma w poważaniu.
Co lepsze?
Nie mam pojęcia, wiem tylko, ze już nie moge tego zdzierżyć.
Pozdrawiam.
Trzymaj sie.

123

Odp: Starosc z Narcyzem

Dorulko, sorry, chyba niechcący zrobilam ci przykrość pisząc o tych chorobach, jednak uwierz mi ja miałam na myśli narvyzo- bordera Kalejdoskopki. A ten raczej sobie nie żałował różnych kobiet. Tak więc nie gniewaj się. Ten twój to przemocowy cham, ale nie każdy z nich lata po mieście z wywalonym na wierzch penisem znaczna ich część to robi ale nie wszyscy.
Należy zostawiać brznadziejnych facetów.

124 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-10-10 23:58:27)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ja wiem, chciałam tylko powiedzieć, ze nie każdy taki .... jest kobieciarzem, nie dla każdego
takiego dupka to ma znaczenie, bo trzeba sie wysilic, bo reputacja, bo jednak co swoja kobieta, to swoja.
A moze sie mylę?
Moze moj mąż mnie zdradza i moj rozwod będzie latwiejszy?
Płonne nadzieje...
Codziennie słyszę : a moze jakiś seks?
Jak ulegnę, to za chwile żałuję,  bo pozniej jest tylko gorzej i gorzej...
O co tu chodzi???

Wiem, o co.
Ale to chyba wszyscy wiemy...

125

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, w całym tym naszym nieszczęściu my obie mamy jednak troszkę szczęścia, bo  narcyzo- border na pewno nie uszczesliwi żadnej kobiety. On na początku znajomości z jakąś kobietą od razu ocenia jej wartość rynkową. Jeśli w jego mniemaniu dana kobieta to wyższa półka wtedy on ugnie się przed nią jak scyzoryk. Rozkocha tę kobieta i wtedy zacznie stosować wobec niej przemoc, albo będzie to zdrada,albo olewanie jej albo tlamszenie sabotowanie związki, no przemoc różnej maści. On prędzej czy później będzie to robił.
Ją pisząc wtedy o przypadku że facet był z kimś długo i nie mógł się zdecydować itd.  nie myslalam konkretnie o narcyzach, lecz o normalnych facetach, o zwykłych życiowych sytuacjach. Sama znam przypadek że facet był z kobietą ponad osiem lat, wszyscy łącznie z nim uważali że to jest nie wiadomo jaki to związek. Tylko do ślubu jakoś się temu facetowi nie spieszylo. Coś tam się stało i związek skończył się. Wkrótce potem facet poznał dziewczynę z która ożenił się po kilku miesiącach i do dzisiaj jest z nią i są bardzo dobrym malzenstwem. Ten facet nie jest jednak żadnym narcyzem ani innym czubem- tak po prostu ułożył o mu się życie. Jego była narzeczona nie wyszła z ich związku okaleczona poturbowana bo tam były zupełnie inne klimaty niż te dotyczące zaburzonych facetów. Tak więc my obie kalejdoskopko raczej możemy być spokojne.
Wspaniale że nie zadzwoniłas do niego- bardzo byś tego żałowała.
Ma razie

126

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopu, po Ci ktoś taki?
Chcesz wyglądać, tak jak ja?
Opamiętaj sie, dziewczyno!
Tylko praca trzyma mnie przy życiu,
cieszę się, ze jadę na montaż wystawy, a nie z mężem na grań canarie.
Bo to Cię czeka, kochana!
Wstyd i hańba z kimś takim sie pokazywać.
Głowa do góry i do przodu, a nie łeb w dół ze wstydu za dupka, który wstydu noe ma.

Jeszcze raz dobranoc

127

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopu, po Ci ktoś taki?
Chcesz wyglądać, tak jak ja?
Opamiętaj sie, dziewczyno!
Tylko praca trzyma mnie przy życiu,
cieszę się, ze jadę na montaż wystawy, a nie z mężem na grań canarie.
Bo to Cię czeka, kochana!
Wstyd i hańba z kimś takim sie pokazywać.
Głowa do góry i do przodu, a nie łeb w dół ze wstydu za dupka, który wstydu noe ma.

Jeszcze raz dobranoc

128

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopu, po Ci ktoś taki?
Chcesz wyglądać, tak jak ja?
Opamiętaj sie, dziewczyno!
Tylko praca trzyma mnie przy życiu,
cieszę się, ze jadę na montaż wystawy, a nie z mężem na grań canarie.
Bo to Cię czeka, kochana!
Wstyd i hańba z kimś takim sie pokazywać.
Głowa do góry i do przodu, a nie łeb w dół ze wstydu za dupka, który wstydu noe ma.

Jeszcze raz dobranoc

129

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopu, po Ci ktoś taki?
Chcesz wyglądać, tak jak ja?
Opamiętaj sie, dziewczyno!
Tylko praca trzyma mnie przy życiu,
cieszę się, ze jadę na montaż wystawy, a nie z mężem na grań canarie.
Bo to Cię czeka, kochana!
Wstyd i hańba z kimś takim sie pokazywać.
Głowa do góry i do przodu, a nie łeb w dół ze wstydu za dupka, który wstydu noe ma.

Jeszcze raz dobranoc

130

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopu, po Ci ktoś taki?
Chcesz wyglądać, tak jak ja?
Opamiętaj sie, dziewczyno!
Tylko praca trzyma mnie przy życiu,
cieszę się, ze jadę na montaż wystawy, a nie z mężem na grań canarie.
Bo to Cię czeka, kochana!
Wstyd i hańba z kimś takim sie pokazywać.
Głowa do góry i do przodu, a nie łeb w dół ze wstydu za dupka, który wstydu noe ma.

Jeszcze raz dobranoc

Posty [ 66 do 130 z 1,120 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024