Starosc z Narcyzem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 14 15 16 17 18 19 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 826 do 880 z 1,094 ]

826

Odp: Starosc z Narcyzem

Korcia chyba ściągnęłam Cię myślami ponieważ zastanawiałam się ostatnio co u Ciebie.Ciesze się że jest już dobrze i że odzyskałas spokoj:)i ze potrafilas się tak zdystansować.U mnie nadal kiepsko psychicznie.Moj narcyz się nie odzywa i pewnie tak zostanie.Mysle ze to inaczej ni z u Was ponieważ on nie był we mnie zakochany co podkreślał i twierdził że jest że był tylko dla zabawy że mną.Ulle tak jak pisze Korcia ja też mam nadzieję że nie dasz się już zranić i będzie dobrze:)

Zobacz podobne tematy :

827 Ostatnio edytowany przez Narcyza (2019-09-10 08:08:15)

Odp: Starosc z Narcyzem

Jestem w związku z narcyzem (on ma 50l. ja 40) i sama mam to zaburzenie.
Dogadujemy się dobrze ale obydwoje zdajemy sobie sprawę z tego kim jesteśmy i nie wiemy jak długo nasz związek potrwa.

Niestety narcyzi nigdy się nie zmieniają.
Mogą przez jakiś czas próbować ale nie są w stanie kochać tak jak zdrowi ludzie.
To zaburzenie niszczy partnera ale i nas samych, cierpimy bardzo wewnętrznie.

Piszę to po to aby zdrowe osoby zrozumiały, że bycie z taką osobą daje małe szanse powodzenia.
Trzeba zaakceptować narcystycznego partnera w całości i zdawać sobie sprawę że może on znikać, zdradzać, mieć zmienne nastroje i będzie skupiony głównie na sobie.
To przykre ale taka jest prawda.
Czy chcecie takiego związku?
Lepiej zbudować coś trwałego z normalną osobą....

828 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-09-10 09:19:50)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ale narkomanski wątek macie kobietki...:)

Narcyzo..dzięki za wpis wydaje mi się ze jest jak mówisz o takich związkach ale mająca zdrowe odruchy osoba nawet jakby tęskniła do narcyza psychicznie nie da rady wrócić choćby on stał pod progiem.
Więc trzeba mieć wiele narcyzmu w sobie by to ponownie zrobić.

Zaskakująco wielu ludzi uważa, że przeczytanie każdego słowa nie jest niezbędne do zrozumienia tekstu...

829

Odp: Starosc z Narcyzem
Ela210 napisał/a:

Ale narkomanski wątek macie kobietki...:)

Narcyzo..dzięki za wpis wydaje mi się ze jest jak mówisz o takich związkach ale mająca zdrowe odruchy osoba nawet jakby tęskniła do narcyza psychicznie nie da rady wrócić choćby on stał pod progiem.
Więc trzeba mieć wiele narcyzmu w sobie by to ponownie zrobić.

Niestety.  Może i dobrze , że trafiłam na swojego toksyka - zrozumiałam, co , gdzie i dlaczego ze mną nie tak.
Bez tej pracy i zrozumienia siebie nigdy nie byłabym w szczęśliwym związku- mam nadzieję , że to się zmieni.

830

Odp: Starosc z Narcyzem
wrobelkarolina napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Ale narkomanski wątek macie kobietki...:)

Narcyzo..dzięki za wpis wydaje mi się ze jest jak mówisz o takich związkach ale mająca zdrowe odruchy osoba nawet jakby tęskniła do narcyza psychicznie nie da rady wrócić choćby on stał pod progiem.
Więc trzeba mieć wiele narcyzmu w sobie by to ponownie zrobić.

Niestety.  Może i dobrze , że trafiłam na swojego toksyka - zrozumiałam, co , gdzie i dlaczego ze mną nie tak.
Bez tej pracy i zrozumienia siebie nigdy nie byłabym w szczęśliwym związku- mam nadzieję , że to się zmieni.

ale nie myślisz, że mogłabyś go zmienić? że masz taką "moc", że byłaś w jego życiu jedyną, wyjątkową kobietą?

Zaskakująco wielu ludzi uważa, że przeczytanie każdego słowa nie jest niezbędne do zrozumienia tekstu...

831

Odp: Starosc z Narcyzem

Narcyza nie da się zmienić, on nie patrzy zbytnio do wnętrza kobiety. Może mu imponować pod wieloma względami dlatego z nią jest ale nie ma takiej mocy by go zmienic na stałe.
Można go wyuczyć pewnych zachowań ale momentami i tak wypływa jego prawdziwa natura...

832

Odp: Starosc z Narcyzem
Ela210 napisał/a:
wrobelkarolina napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Ale narkomanski wątek macie kobietki...:)

Narcyzo..dzięki za wpis wydaje mi się ze jest jak mówisz o takich związkach ale mająca zdrowe odruchy osoba nawet jakby tęskniła do narcyza psychicznie nie da rady wrócić choćby on stał pod progiem.
Więc trzeba mieć wiele narcyzmu w sobie by to ponownie zrobić.

Niestety.  Może i dobrze , że trafiłam na swojego toksyka - zrozumiałam, co , gdzie i dlaczego ze mną nie tak.
Bez tej pracy i zrozumienia siebie nigdy nie byłabym w szczęśliwym związku- mam nadzieję , że to się zmieni.

ale nie myślisz, że mogłabyś go zmienić? że masz taką "moc", że byłaś w jego życiu jedyną, wyjątkową kobietą?

Musiałam źle się wyrazić.
Chodziło mi o KOLEJNY związek.
Bez tego co przeżyłam z narcyzem - sądzę ,że moje ukryte problemy sabotowałyby każdy związek ,a teraz  , gdy przepracuję moje problemy - mam szansę na normalny związek z normalnym mężczyzną.

Nie mam najmniejszego zamiaru zmieniać toksycznego exa ani nawet sie z nim kontaktować.

833 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-09-10 20:25:01)

Odp: Starosc z Narcyzem
Ela210 napisał/a:

Ale narkomanski wątek macie kobietki...:)

Narcyzo..dzięki za wpis wydaje mi się ze jest jak mówisz o takich związkach ale mająca zdrowe odruchy osoba nawet jakby tęskniła do narcyza psychicznie nie da rady wrócić choćby on stał pod progiem.
Więc trzeba mieć wiele narcyzmu w sobie by to ponownie zrobić.

Ela, jest dokładnie tak, jak napisałaś. Trzeba mieć wiele cech narcystycznych w sobie, by zdecydować się na świadomy powrót do narcyza. Tak właśnie jest ze mną.
Przez wiele lat kompletnie nie radziłam sobie z tym facetem, bo jak żyje nikt tak źle nigdy mnie nie traktował, a jednocześnie nie wypuszczal mnie z rąk. Istna karuzela uczuć.
Dopiero jak się wyprowadziłam, czyli od niego ucieklam, wtedy zaczęły po kolei otwierać się w mojej głowie różne klapki. Przez te ponad cztery lata niewidzenia go w ogóle przechodziłam przez różne etapy. Pisałam o tym, wiec nie będę się powtarzać. On nie odpuszczal i co jakiś czas dzwonił. Tak mu zrobiłam, że stał się jedynym inicjatorem naszych kontaktów. Nie dostawał nawet drobnych nagród po drodze w postaci jakiegoś miłego smsa od czasu do czasu. Tylko ja dostawałam uwagę od niego, więc on stał się jakby dawcą. Odwróciłam po prostu nasze role. To był długi proces i przy jego współudziale udało mi się to. Bez jego współudział do tej pory dawno byłoby pozamiatane. Tak więc im więcej tracił on, tym więcej zyskiwalam ja.
Powtórzę raz jeszcze- IM WIECEJ TRACIL ON, TYM WIECEJ ZYSKIWALAM JA
i cała sztuka polega na tym, żebym umiała ten stan utrzymać, a jestem pewna, że będę umiała.
Z takim człowiekiem nie da się po prostu dogadać i żyć na jakimś tam lewerze. Takiego człowieka da się jednak WYUCZYC określonych zachowań i nigdy nie odpuszczac mu nawet na milimetr. Dlaczego? To proste, bo gdyby sytuacja była odwrotna, on też tak by się zachował i nie miałby żadnych z tym problemów.
Jak napisałam, ja wróciłam do niego, ale wcale nie jest idealnie, bo cały czas muszę trzymać rękę na pulsie, tyle tylko że nie męczy mnie to.
Mamy pewne problemy dotyczące głównie moich uwarunkowań rodzinnych, które mam tu na miejscu. Bronię tego jak jakiegoś bastionu i nawet na centymetr nie ustąpie. On z kolei wkurza się o to na mnie, ale nie obchodzi mnie to, bo albo będzie tak, jak ja chce, albo nie będzie nic.
Ja nauczyłam się po prostu myśleć tak, jak myśli narcyz i nie mam żadnych złudzeń, że facet ten przeżył jakąś metamorfozę. Nie przeżył niczego takiego, dalej jest takim czlowiekiem, jakim był kiedyś.
Zdziwienie "jak on tak może?" i inne tego typu pytania należy głęboko schować i zapomnieć. Ich, czyli narcyzow, socjopatow czytać nelezy zupełnie inaczej.
Myślę, że już się nie nacierpie, a ponieważ on odpowiada mi pod wieloma względami, dobrze czuje się w jego towarzystwie, to postanowiłam to pociągnąć, a czas pokaże czy pozaluje tego, czy też wzbogace się dzięki tej znajomości jeszcze bardziej.
Pisałam już o tym, że wiele temu facetowi zawdzięczam, bo dzięki niemu stałam się zupełnie inna osobą i lepiej mi się żyje w każdych warunkach i w każdych okolicznościach. Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło, jednak pod warunkiem, że ktoś potrafi odwrócić rzecz na lewą stronę i przerobić ja na własną korzyść, czyli pod siebie i na własną miarę.

834

Odp: Starosc z Narcyzem

Tak Ulle, to jest sposób ale czy dasz radę żyć tak przez 10,20 lat? To wyniszcza.
Ciągłe kalkulowanie jak zagrać żeby tylko być do przodu.
A w rezultacie i tak istnieje duże ryzyko ze on dowartościuje się na boku mimo wszystko po jakimś czasie.
Gotowa jesteś na to?

835 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-09-10 21:29:38)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ja się o Twoje wyniszczenie nie boję. Bo nie zdawałam sobie sprawy, ile narcystycznych cech miał mój mąż-
Tylko że ja z natury jestem bardzo silna i nauczyłam się z tym radzić, omijając wiele rzeczy w tym i zdziwienie otoczenia no jak On może big_smile
oczywiście były super chwile i inne życiowe nagrody typu super udane dzieci, bo inaczej nie miałoby się na czym trzymać.
Tylko że ..to był błąd i jego frustracja wysadziła to wszystko w powietrze, a mnie tak naprawdę wyzwoliła, chociaż czułam wielką krzywdę na początku
Dopiero jak się wyprowadził, byłam w stanie to dostrzec, a niby bystra jestem. wink
Więc Ty Ulle dasz radę, ale on skorzysta z okazji by poświecić na innej orbicie nie szkoda czasu?
Traktuję to co robisz jako wyraz zwątpienia w miłość prawdziwą..
PS Nie wprowadzaj się na stałe do niego.

Zaskakująco wielu ludzi uważa, że przeczytanie każdego słowa nie jest niezbędne do zrozumienia tekstu...

836

Odp: Starosc z Narcyzem

Narcyzo, tak naprawdę to przecież w każdym związku gra idzie o to, kto idzie do przodu, a kto zostaje w tyle. Ci, którzy idą do przodu czują się dobrze, a ci z tyłu czują się źle i kombinują jakby tu zrobić, żeby polepszyć swoją pozycję i też chcą do przodu.
Czy jestem na to gotowa, na życie z kimś takim? Ja jestem na to gotowa, bo wiem, że dam sobie z nim radę, jednak nie wiem czy on jest gotowy na życie że mną, skoro ma że mną problemy, z którymi ewidentnie sobie nie radzi. Ja przyjmuje go takim, jakim on jest, akceptuję wszystkie jego uwarunkowania życiowe, on natomiast nie radzi sobie z zaakceptowaniem moich uwarunkowań rodzinnych i ma problem z tym, że ja nie przyznaje mu racji, a on uważa, że zawsze ma rację, a skoro tak, to znaczy, że ja problemu nie mam, natomiast on problem ma. Chodzi mi po prostu o to, że w razie czego, to on będzie się męczył, a nie ja.

837

Odp: Starosc z Narcyzem

Ech, nie o to idzie w związku pomiędzy kobietą i mężczyzną. smile

Zaskakująco wielu ludzi uważa, że przeczytanie każdego słowa nie jest niezbędne do zrozumienia tekstu...

838

Odp: Starosc z Narcyzem
Ela210 napisał/a:

Ech, nie o to idzie w związku pomiędzy kobietą i mężczyzną. smile

Ela, ja przecież o tym wiem, ale słowo się rzekł i mleko się wylalo, a zresztą z nim wszystko potrafi być tak ulotne, że kto wie, jak naprawdę to wszystko potoczy się dalej. Na razie daliśmy sobie szansę i obuecalismy sobie, że tego nie spieprzymy. Oboje podchodzimy z dystansem do wspólnego zamieszkania, bo prawda jest taka, że oboje mamy schizy na swoim punkcie. Kiedyś, gdy jeszcze mieszkaliśmy w tym samym mieście i spotykaliśmy się (związkiem ta znajomość na pewno nie była, bo jemu daleko było do związku) ja bardzo często z nim zrywalam. Mimo że milion razy tłumaczyłam mu dlaczego zrywalam, on i tak nie przyjmuje moich tłumaczeń do wiadomości i nawet teraz w tak ekstremalnej dla nas sytuacji obwinia mnie o wszystko i zwyczajnie boi się, że znowu mi odwali i z nim zerwe. Nie potrafi połączyć przyczyn że skutkami. Dlatego dąży do tego, by rozwalić moje uwarunkowania rodzinne i bytowe, jakie mam tutaj i które dają mi poczucie bezpieczeństwa oraz niezależności i tylko w taki sposób czyniąc mnie od siebie pod każdym względem zależną, mógłby mieć pewność, że znowu mu nie uciekne. To trudna sytuacja i dla niego, i dla mnie. Ja musiałabym non stop udowadniać mu, że nie jestem wielbladem i że wszystkiego, co mam tutaj zrezygnować, tylko po to, żeby on mógł poczuć się panem moim. Dla mnie coś takiego jest nie do przyjęcia, bo mogę z nim żyć, ale pewnych granic po prostu nie przekrocze. O to właśnie toczy y teraz boje. Dlatego powiedziałam mu, że owszem zamieszkam z nim, ale dopiero wtedy, gdy uznam, że będę mogła mieć i jego, i swoją rodzinę i wszystko, co osiągnęłam. Tak jak ja nie wtracam się w jego sprawy i nie próbuje dysponować jego majątkiem, tak on ma uszanować moje życie i moja rodzinę. Musiałabym upaść na głowę, żeby zrezygnować ze swojej rodziny, z mieszkania i rzucić się jak szalona w przepaść dla jakiegoś faceta. Tak więc mnie taka głupota nie grozi.
Niby więc deklaracje padły, oboje bardzo się staramy, to jednak wiemy, że dzieli nas ogromną przepaść. Czas pokaże, co dalej. Myślę, że do końca roku oboje powinniśmy zdecydować się ostatecznie. Od pomysłu, w naszym przypadku, do przemysłu droga jeszcze daleka, chociaż kto wie, bo życie potrafi zaskakiwać.

839

Odp: Starosc z Narcyzem
Magdalena2909 napisał/a:

Korcia chyba ściągnęłam Cię myślami ponieważ zastanawiałam się ostatnio co u Ciebie.Ciesze się że jest już dobrze i że odzyskałas spokoj:)i ze potrafilas się tak zdystansować.U mnie nadal kiepsko psychicznie.Moj narcyz się nie odzywa i pewnie tak zostanie.Mysle ze to inaczej ni z u Was ponieważ on nie był we mnie zakochany co podkreślał i twierdził że jest że był tylko dla zabawy że mną.Ulle tak jak pisze Korcia ja też mam nadzieję że nie dasz się już zranić i będzie dobrze:)


Magdalena jeszcze chwila i też nabierzesz dystansu. Gdybym ja mogła cofnąć czas, to te 4 lata temu po pierwszym rozstaniu w życiu bym nie wróciła. Straciłaś tylko pół roku, ale za chwile staniesz na nogi i pójdziesz dalej, bez wspomnień i zrytej psychiki przez psychola.
A prawda jest taka, że jeśli on ma zaburzenie narcystyczne to i tak z obecną mu nie wyjdzie.

840

Odp: Starosc z Narcyzem

Korciu, ale energią i świeżością powiało smile
Cieszę się, że czujesz się lepiej i że się odezwałaś.
Trzymam kciuki, oby teraz było już tylko po płaskim i z górki. Oby dobre samopoczucie Cię nie opuszczało.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

841

Odp: Starosc z Narcyzem

Korcia rzeczywiście to co napisałaś zabrzmiało bardzo optymistycznie:)chyba po prostu brakuje mi bliskości.Ciesze się że nabrałaś sily i dystansu-musze brać z Ciebie przyklad:)pozdrowionka

842

Odp: Starosc z Narcyzem

IsaBella dziękuję za te słowa :*   To forum, ten cały wątek mi pomógł zrozumieć pewne rzeczy.

Magdalena jak bedziesz miala chwile załamania- pisz. Ja to doskonale rozumiem. Wiem i wiele dziewczyn stąd co czujesz i czasem zwykłe wylanie z siebie emocji i uczuć pomaga.

843

Odp: Starosc z Narcyzem

Kochani - właśnie dostałam sms-a od "mojego" toksyka i stwierdziłam , że chyba założę temat , który ex miał bardziej *ujowe wystąpienie i mój zdobędzie pierwsze miejsce wink
Po prostu byłam z MISZCZEM smile smile smile
Krótki opis sprawy - odszedł jakoś 2-3 miesięce temu i zaręczył się z biedną dziewczyną , która biedactwo musiała się puszczać bo nie miała na narkotyki - jednym słowem była regularną prostytutką.
Dodam ,że kochałam go na zabój od 8 lat więc i go nie zdradzałam.
Teraz przytoczę wiadomość ,którą wysłał :
Hej! Zadzwoń w wolnej chwili bo mam taką prośbę. Czy możesz zrobić test na HPV bo pewna osoba upiera się ,że to ja przyniosłem .
WYOBRAŻACIE SOBIE TAKĄ BEZCZELNOŚĆ?? Najpierw mnie zatkało , potem się wściekłam ,a poźniej ucieszyłam ,ze to sms bo mam czas ochłonąć .
Odpisałam : Powiedz tej osobie ,że to ode mnie złapałeś. Mogłam się zarazić jak biegałam po mieście.
Po czym zablokowałam kolejny numer i zaczęłam się tak śmiać smile
No sami powiedzcie - czy ktoś może mnie przebić wink

844 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-16 20:33:24)

Odp: Starosc z Narcyzem

karolina Rozbiłaś bank smile Nobel, Oscar i Pulitzer w jednym smile

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

845

Odp: Starosc z Narcyzem

No muszę przyznać Wróbelku, że Twój narcyz, przebił mojego narcyza.
On go pobił na głowę!
Fszcząsające big_smile big_smile big_smile

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

846

Odp: Starosc z Narcyzem

Wróbelku jesteś Orłem smile

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

847

Odp: Starosc z Narcyzem

Karolina Twój ex naprawdę pobił wszystko. Co za palant wrrr.

848 Ostatnio edytowany przez marti_1987 (2019-09-23 19:44:21)

Odp: Starosc z Narcyzem

Witam Was Wszystkie,

ja również jestem po związku z narcyzem - niespełna 5 lat (z przerwami, 3 poważne rozstania), świadoma jego zaburzenia stałam się już prawie 2 lata temu - tzn. mówiłam mu często, że jest egoistą, że jest narcyzem, później przeczytałam kilka artykułów o narcyźmie i wręcz pokazywałam mu, myśląc, że go uzmysłowie, ale zbywał to. Bardzo go kochałam, a on mnie? - do teraz się zastanawiam, czy było też uczucie, czy tylko gra.

Wierzyć mi się nie chce, że mogą istnieć tacy ludzie, którzy faktycznie nie mają takich emocji jak my, nie mają empatii, współczucia, troski.

Ja typowa empatka, gaduła, wrażliwiec. Z zewnątrz atrakcyjna kobieta (poznałam go przed 30), wykształcona, zawsze miałam bardzo duże powodzenie. Długo przed poznaniem go nie wchodziłam w związek, bo czekałam na "tego jedynego", tzn. w każdym facecie coś mi nie odpowiadało , a to za bardzo za mną biegał, a to z wyglądu nie pasował, a to irytował czymś innym. A on? Czarujący, atrakcyjny, nagle poczułam, że to jest to! Nie narzucający się, również miał bardzo duże powodzenie, zadbany. Szybko się zakochałam. Mimo, iż u mnie o kontakt fizyczny z mężczyzną trudno (jestem wierząca, miałam niewielu partnerów), to z nim seks miał miejsce po półtorej miesiąca spotykania się. Ja czułam, że to jest miłość na całe życie, że na to czekałam tyle lat. Przepadłam. Gotowałam mu obiadki, mieliśmy nieziemski seks, on zapewniał częste wypady w ciekawe miejsca, nie dało się z nim nudzić. Pół roku eldorado, myślałam, że taka miłość się nie zdarza. Wydaje mi się, że też się zaangażował (wcześniej również nie wchodził długo w związki, a spotykał się co chwilę z inną), bo nie biegałam za nim, od zawsze starałam się być niezależna, swoje mieszkanie, swoi przyjaciele, nie miał mnie w garści.
Z czasem zaczęły się pojawiać niepokojące mnie zachowania. Np. po spotkaniu ze znajomymi zarzucał mi jak mogłam coś tam powiedzieć, po co coś mówiłam , czy nie widziałam że ktoś się krzywo na mnie spojrzał itp. Następnie zaczęłam podważać samą siebie, zastanawiałam się czy nie powiedziałam faktycznie czegoś nietaktownego, ale np. pytałam na osobności daną osobę (która się podobno krzywo spojrzała) i słyszałam, że skądże! Czym ja się przejmuję, przecież nic nietaktownego nie powiedziałam i o co mi chodzi. Także on próbował mnie wpędzać w takie poczucie winy (nie wiem?), kontrolować co mówię, bo faktycznie z czasem przy nim nie byłam swobodna w swoim zachowaniu.
To takie początki, potem pierwsze wykryte kłamstwo (których było sporo). Mówił od początku znajomości , że nie znał jakiejś kobiety, a potem nagle czytam w jego komunikatorze gdy wyszedł, jak pisze o niej z kolegą, że jest łatwa i proponowała mu związek. Ja szok, konfrontacja , na co on, że nie chciał mi mówić, że ją zna, bo co bym sobie o nim pomyślała, ona jest lekkich obyczajów, a ja dziewczyna z zasadami. Pytałam czy łączyło go coś z nią skoro pisał, że proponowała mu związek? On, że nie (do dziś nie wiem, a dziewczyna mieszka niedaleko mnie).

Z czasem dostrzegałam jego brak szacunku do mnie i okrutne zachowanie, oczywiście tylko na osobności, każdy z boku mówił, jak bardzo jest we mnie zakochany. To były niby drobne rzeczy, np. w kościele podczas ślubu znajomych zły na mnie podczas etapu przekażcie sobie znak pokoju - ja wyciągam do niego rękę, a on odwraca się w drugą stronę i podaje rękę kobiecie która siedziała po jego 2 stronie, następnie reszcie osób, na koniec odwraca się do mnie jakby nigdy nic (gdy ja cały czas stałam z wyciągniętą do niego ręką). Czułam się taka "upokorzona", gdy zaczęłam mu zwracać uwagę jak może się tak zachowywać, to on jakby nigdy nic, że o co mi chodzi, że nie zwrócił uwagi, że to pierdoła. A ja czułam, że narasta we mnie gniew i się buntuję. Gdy tylko mu coś zarzucałam, mówił do mnie lekceważąco "to znajdź sobie innego faceta" w ogóle nie wnikając o co mi chodzi i czy może faktycznie mnie zranił. Po jednym takim incydencie, gdy kochaliśmy się, następnie o coś sprzeczaliśmy i on jakby nigdy nic powiedział "to znajdź sobie innego" coś we mnie pękło i powiedziałam ok, znajdę. Było to 1 rozstanie, po ok. roku. Miałam dość, że w ogóle mnie nie słucha, jak mu coś zarzucam to nawet nie ma konstruktywnej rozmowy , tylko taki tekst.
Strasznie przeżyłam do 1 rozstanie. Schudłam prawie 10 kilo, wyglądałam jak swój cień. Szczerze, to myślałam, że jak to była taka wielka miłość, to taka moja reakcja będzie dla niego "kubłem zimnej wody" i w końcu się zastanowi ile razy próbowałam mu coś powiedzieć, żeby zaprzestał pewnych zachowań, że dotrze to do niego i przeprosi/zrozumie. Nie nastąpiło nic takiego. 0 reakcji. A ja byłam jak na głodzie narkotykowym, 3 miesiące płaczu w rękaw przyjaciółkom, problemów z jedzeniem, ale twardo nie odzywałam się do niego i próbowałam umawiać na randki (pozostały jeszcze moje nawyki z okresu niezależności). On jakby nigdy nic zadzwonił z życzeniami w dzień kobiet. Ja później sama się odezwałam pod pretekstem czy mi pomoże z większymi zakupami, spotkaliśmy się 1 raz, potem 2 i nagle pękłam, powiedziałam mu jak bardzo tęsknie, popłakałam się, wróciliśmy do siebie (dziś wiem, jaka głupia byłam!).

Szybko minął okres miesiąca miodowego i znów zaczynało się lekceważenie, wiedział, że ja go kocham tak bardzo... i że jest dla mnie ważny. Było mnóstwo kłótni, afer, gdzie próbował mną manipulować , a ja resztkami sił nie dawałam się i wynikały z tego ogromne kłótnie. Mogłabym książkę napisać! Oczywiście wśród jego znajomych opowiadał, jak to ja rozpoczęłam kłótnie i jaka jestem czepialska, nie wspominając w ogóle o motywach. Każdy prawie miał mnie za wymagającą, surową babę, a jego za biednego, wesołego chłopaka z taką zołzą.
Nie chce się rozpisywać o szczegółach, w każdym razie napiszę jak to ostatecznie wyglądało -

Ja oczekiwałam czegoś więcej, zaręczyn, planów, rodziny, mieszkaliśmy razem. Wiedział, że mi na tym zależy, ale planował kupno np. motoru, o pierścionku nie myśląc. Myślał tylko o sobie. Wiele razy mówiłam mu, że mnie rani, że jestem wierząca, że moja rodzina krzywo patrzy, miał to wszystko gdzieś. Usłyszałam też, że "nie zasłużyłam sobie na zaręczyny". Przykre to było, tym bardziej iż widziałam, jak ludzie wokół zaręczają się biorą śluby, a ja zawsze wobec niego fair, lojalna i tyle z tego. Codziennie chodził na siłownię, ja zajmowałam się domem, planował swoje wyjazdy, żył jak chciał. Ja czułam się coraz gorzej, pomijana, niekochana. Jak o tym mówiłam, to jak do ściany. Zniechęcał się i wycofywał. Stałam się zupełnie inną dziewczyną niż byłam, z niezależnej atrakcyjnej babki, stałam się zależną od niego, robiącą to, co on lubi, co jemu sprawi przyjemność. Kontrolującą, bo nie raz złapałam go na tym, że kłamał, czego nie rozumiałam. Z czasem to zaczęło wywoływać we mnie frustrację i agresję.
W końcu 1 ciąża nieplanowana , a akurat miałam w głowie plan odejścia z uwagi na 0 stabilizacji z nim - mnóstwo kłótni, syfu w trakcie. Ostatecznie straciłam 1 dziecko. Trauma. W tej traumie on zamiast ze mną być, całe dnie poza domem. Ja potrzebowałam opieki, troski, on uciekał, lekceważył. Płakałam, by został ze mną w domu, to wychodził i z agresją trzaskał drzwiami, nie rozumiejąc czego ja w ogóle wymagam. Dla mnie to wszystko było tak strasznie niezrozumiałe. W końcu jakoś miesiąc po stracie dziecka wyszedł z kolegami i nie wrócił, wylądował na imprezie w klubie (a obiecywał, że na 1 imprezę po tym wszystkim pójdziemy razem), dzwoniłam żeby wrócił już do domu w nocy, mówił że wraca i nie wracał, potem nagle 1 h nie odbierał tel., ostatecznie po 5. rano dzwonił, że dopiero wraca, bo czekał na kolegę... ja już nauczona doświadczeniem z kłamstwami patrzałam przez okno, taxi przyjechała i nie stanęła pod blokiem, a z boku bloku (?!), wyszedł z niej sam, a nie z kolegą (kolega mieszka obok) , znów czułam, że kłamie. Wszedł pijany, po narkotykach również, zapytałam czy wrócił z kolegami dla sprawdzenia jego prawdomówności - on, że tak (kłamał) , spytałam więc, czy były tam jakieś "koleżanki" , on że nie, po czym poszedł do łazienki. Wzięłam jego tel. , a w tym momencie przyszedł sms od "koleżanki" o treści "weszłam już do domu :*****  ". Wtedy dostał ode mnie 1 raz w twarz. Tego samego dnia wyprowadziłam się. Czy zrobił coś? NIC !! Ja trafiłam do lekarza z uwagi na depresję po stracie dziecka - on nic! A doskonale o tym wiedział, powiedział jedynie, że on nic nie ma sobie do zarzucenia bo tylko spotkał tą koleżankę, a nie chciał mi mówić, żeby mnie nie denerwować. Tyle. Miesiąc dochodziłam do siebie. Nie interesował się mną wcale. Po ponad miesiącu przy okazji jak przywiózł mi resztę moich rzeczy sama znów go zagadałam (ja głupia!!) jak się czuje, że może on inaczej przeżywał żałobę po stracie dziecka niż ja (tak sobie to tłumaczyłam), że może dlatego się nie rozumieliśmy, na co on twardo, że JUŻ NIE CHCE ROZMAWIAĆ. Ja w płacz, on jak maszyna nic, powiedział mi jeszcze, że odchodziłam od niego i wracałam, a koleżanka (jaka znowu nowa koleżanka?!) powiedziała mu, że kobieta chce mężczyzny jak go nie może mieć, więc on już nie ma o czym rozmawiać ze mną. Jak pojechał, byłam załamana. To znów ja wyciągnęłam rękę, ja się poniżyłam, Pan zlekceważył. Podniosłam się po tym jakiś czas później, stanęłam na nogi, zaczęłam wychodzić do ludzi, z przyjaciółmi. Moi przyjaciele go nienawidzili, widząc jak się zachowuje, on nigdy za nimi nie przepadał i nie chciał się z nimi widywać. Wtedy nagle on zaczął żałować, czego dowodziły m.in. posty wrzucane przez niego na portal społecznościowy o spieprzeniu związku itp. , bo do mnie nadal się nie odzywał ! Ostatecznie... wpadliśmy jakiś czas później na siebie i znów... zaprosił mnie na wyjazd, wyjechaliśmy razem i wróciliśmy do siebie.
2 miesiące później zaszłam w kolejną ciążę. Już w trakcie dowiedziałam się, że w czasie gdy ja przeżywałam żałobę po stracie naszego dziecka, Pan Narcyz poznał grono "koleżanek", m.in. pisał do obcych kobiet na portalu facebook. Bolało strasznie, ta świadomość, że jak ja cierpiałam, on "szukał nowej". Kłóciliśmy się, on znów , że się czepiam, że tylko tak sobie pisał z nimi. W końcu były zaręczyny ... dla mnie już żaden gest, byłam z nim w 2 ciąży. On chyba był zły, że nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jakiego oczekiwał. A ja już nie umiałam udawać, tak bardzo mnie to wszystko bolało i myślałam z kim ja tak naprawdę jestem i z kim będę miała dziecko?! Parę dni po zaręczynach telefon od nieznajomej Pani do niego... na początku odebrał i się rozłączył, w końcu wzięłam sama jego tel. i oddzwoniłam, Pani poinformowała mnie, że poznali się na imprezie (w okresie kiedy się wyprowadziłam po stracie ciąży), ale że tylko rozmawiali przez tel. i się nie spotykali. Wyparł się, powiedział, że poznał ją ponad 2 lata temu (znów kłamał, bo ten nr tel. miał niecały rok). Dla mnie tego było już za wiele. Ciąża jedna wielka nerwówka, zaczęłam bardziej mu się przyglądać, "znów czepiać" , zaczęłam mówić o ślubie mimo że wcześniej mi się nie paliło, bo pomyślałam, że to zweryfikuje , czy on w ogóle jest zaangażowany. Gdy poruszałam temat ślub wycofywał się. Doszło do tego, że zaczął ukrywać przede mną śluby znajomych (np. dowiedziałam się u jego rodziców, że za miesiąc jest świadkiem na ślubie przyjaciela- w ogóle mi o nim nie powiedział). Gdy w drodze powrotnej zapytałam dlaczego mi nie powiedział, że za miesiąc idziemy na ślub, to on bezczelnie odpowiedział, że dlatego, że jeszcze bym sama chciała ślubu! Czułam się taka upokorzona... ale byłam już z brzuchem. Z pewnej siebie dziewczyny, za którą to on biegał, stałam się nikim. Znów awantura i moje ultimatum: albo deklaracje i ślub, albo rozstanie. Powiedział mi, że woli się rozstać niż brać ślub. Moja rozpacz nie znała granic... ile ja wypłakałam w tej ciąży, to był 6 miesiąc, przeprowadziłam się do rodziców.
Każdy już krzywo patrzał z rodziny, po stracie poprzedniej ciąży trafiłam do rodziców i teraz również... coś jest nie tak. On NIC . Miesiąc NIC. Nie interesował się jak się czuje, jak ciąża. Pan obrażony. NIGDY NIE PRZEPRASZAŁ. A ja zaczynałam mieć wątpliwości, że może to znów ja za bardzo naciskałam. Po miesiącu mieliśmy jechać na 1 zakupy dla dziecka, umówiliśmy się w galerii handlowej. Po zakupach zaproponował rozmowę (wow!), żebyśmy pojechali jego autem coś zjeść i porozmawiać, poszliśmy więc do jego samochodu, wsiadam na miejsce pasażera, kładę torebkę na podłogę a tam... opakowanie po prezerwatywie! Przeżyłam szok. Ja 7 miesiąc ciąży... on zauważył, wyrzucił i mówi mi, że to nie jego. Koledze auto pożyczył, bo jego było zepsute. Chciałam zweryfikować jago wersję, poprosiłam żeby zadzwonił do kolegi i na głośniku zapytał, jak jego auto w naprawie. Nie chciał. Zagroziłam, że inaczej wychodzę z auta i tyle. Zadzwonił, nie dając na głośnik zaczął coś mówić do telefonu - cześć itp. ... o nic go nie pytał, więc wyrwałam mu telefon , a tam ... ekran startowy! Nigdzie nie dzwonił! Sam rozmawiał do siebie! Tego było znów za wiele, na środku ulicy na światłach wyszłam z auta i zapłakana w 7 miesiącu ciąży szłam na pieszo do moich rodziców 5 km ... wydzwaniał, nie odbierałam. Wtedy 1 raz napisał smsa o treści , że nie chce mnie stracić i że to naprawdę nie jego, że mi wytłumaczy. Nast. dnia odebrałam, powiedział, że to od innego kolegi, któremu pożyczył auto, ale nie mógł mi powiedzieć, bo jest on żonaty, a ja znam jego żonę i bym jej przekazała (to małżeństwo faktycznie było w separacji). Posłuchałam, ale nic więcej. Parę dni później zadzwonił do mnie ten kolega przyznając, że to było jego opakowanie po kondomie i żebym nic nie mówiła jego żonie. Posłuchałam , ale nadal nic. Zbliżał się termin ślubu naszych/jego znajomych, napisał do mnie czy idę , bo inaczej pójdzie z koleżanką! Odpisałam, że nie idę z nim na wesele, ale pójdę do kościoła. Oburzył się (jak by to wyglądało, ja ciężarna do kościoła, a on tam przyszedł z inną kobietą na ślub). Wykrzykiwał, że jak nie idę z nim na wesele, to do kościoła też mam nie przychodzić. Oczywiście, bo źle by wtedy wypadł ... a tak, to zawsze można iść z "koleżanką" i coś ściemnić. W każdym razie zrobiłam po swojemu, pojechałam do kościoła, wiedział więc był sam, ostatecznie on i znajomi namówili mnie na wesele (tam zachowywał się nagle wzorowo, grał jak najlepszy aktor, nie jak mężczyzna który dzień wcześniej się po mnie wydzierał i szantażował), wróciliśmy wspólnie rano z wesela i w ten oto sposób kolejny raz pogodziłam się z Panem Narcyzem... stwierdziłam, że dam szansę i zobaczę jak będzie do końca ciąży i po urodzeniu dziecka. O ślubie postanowiłam nie wspominać do rozwiązania. O dziwo, do końca ciąży było w miarę ok, bez większych akcji. Zaczęłam wierzyć, że możemy naprawdę stworzyć rodzinę. Oczywiście nadal codziennie jeździł na siłownie, regularnie do fryzjera itp. , pacykował się przy lustrze, lecz o ślubie rozmowy sam nie zaczynał, pasowało mu tak, jak jest. W końcu urodziłam dziecko, niby wszystko super. Następnie proza życia... czyli ja z dzieckiem w domu, Pan Narcyz do pracy, potem zjeść obiad i na siłownię, potem jechać coś załatwić, a to do kolegi wyskoczyć. Ja z dzieckiem i frustracja, ze wszystkiego zrezygnowałam dla tej "rodziny", z kariery zawodowej, z planów, a czułam, że zostałam z niczym. Mieszkaliśmy u niego. Powrócił temat: ślub. Mówiłam, że mam dość życia w takim układzie, że chce ślubu, on nic! W walentynki się o to pokłóciliśmy, ja płacz, on wyszedł z domu wieczorem na siłownię... takie walentynki, ja sama i 2 miesięczne dziecko obok.
Nie współżyliśmy, on nawet nie próbował się do mnie zbliżyć, tylko ciągła irytacja moją osobą i lekceważenie, większość dnia poza domem. Kasy nie chciał wspólnej. Więc ja jedynie zasiłek, jemu umożliwiałam pracę zostając z dzieckiem, ale jego wynagrodzenie było tylko jego. Stać go było na wszystko. Jak dziecko miało 3 miesiące wyjechał z kolegami na weekend w góry, imprezowy wypad. Ja dom, dziecko i tyle. Groziłam, że jak mamy żyć w takim układzie i tak to będzie wyglądało, to się wyprowadzę, na co on: to się wyprowadzaj, nawet już! Miałam wrażenie, że odkąd pojawiło się dziecko pozwalał sobie na coraz więcej względem mnie, już nie udawał. W końcu eskalacja - święta wielkanocne, myślałam, że spędzi je z nami, oznajmił w wielką sobotę wieczorem, że umówił się z kolegą, bo ze mną i tak nie rozmawia. Awantura. On wylał na siebie litr perfum, elegancka koszula i wyszedł jakby nigdy nic zostawiając mnie z dzieckiem. Wrócił nad ranem. Nast. dnia jakby nigdy nic spytał czy jadę z nim do jego rodziny na święta, powiedziałam, że nie. On uśmiechnięty zaczął się pakować, pytam gdzie się tak pakuje? A on że jedzie sam do rodziny, a potem w takim razie pojedzie sobie w góry... Wyjechał. Święta spędziłam sama z niespełna 4-miesięcznym dzieckiem. Wylałam morze łez, nadal nie mogłam uwierzyć, jak można być takim człowiekiem.
Po powrocie ze świąt zadzwonił do mnie, żebym mu przelała całą jego kasę, którą miałam u siebie na koncie (ok. 10 tys. leżało u mnie, na zabezpieczenie mnie i dziecka), po czym kupił sobie BMW za ok. 50 tys. zł. Bez żadnej konsultacji ze mną... choć podobno zbieraliśmy na większe mieszkanie. Wrócił zadowolony jak dziecko z nową zabawką.
Jednak tydzień później miała miejsce sytuacja, po której powiedziałam DOŚĆ. Pojechałam wraz z dzieckiem do rodziców, zapomniałam kluczy z mieszkania, a że Pan Narcyz pracował od południa, nie miałabym jak wejść do domu. Zdecydowałam, że zostanę na noc u rodziców i wrócę nast. dnia (Narcyz kończył pracę w nocy, ok. 1/2). Nast. dnia zadzwonił do nas, żebym nie wracała z dzieckiem, bo jego rozkłada choroba, nie chce zarazić dziecka. Dziwne, ale ok. Wróciłam dopiero kolejnego dnia, on jakby nigdy nic ZDROWY. Znów czułam kłamstwo. Po południu wyszedł do pracy, włączam laptopa, a tam jego konto google nie wylogował się ... coś mnie podkusiło - wchodzę w historię wyszukiwania, a tam w nocy kiedy spałam z dzieckiem u rodziców wyszukiwanie jakiegoś adresu o godz. 1.30 . Weszłam w historię lokalizacji - a tam GPS pokazuje, że pojechał w nocy pod ten adres i wyszedł z niego... 9.30 rano. A 9.50 dzwonił do nas, twierdząc, że spał w domu. Długo by pisać... skonfrontowałam się z nim po jego powrocie z pracy, spytałam czy gdzieś wychodził jak nas nie było, w oczy mi kłamał że nie! Gdy powiedziałam, że wiem, że nocował poza domem powiedział jedynie "nie chce o tym rozmawiać" i "nie chce się kłócić". Ja płacz, on nic. W końcu wyciągnęłam od niego, że noc spędził u "koleżanki", były tam podobno 2 kobiety i on (ta sama kobieta przez którą rozstaliśmy się po stracie 1 ciąży, "koleżanka" której nie poznałam przez ponad 4 lata związku). Podobno pojechał tam spożywać alkohol i "zasnął". Oznajmiłam, że jak brakuje mu takiego życia kawalerskiego, to wyprowadzamy się z dzieckiem. On 0 reakcji.

Wyprowadziłam się z dzieckiem. Łudziłam się, że zareaguje. On nic. Mija już 5 miesięcy odkąd mieszkamy u moich rodziców. Nie usłyszałam nawet przepraszam, on twierdzi, że nic nie zrobił. Dodatkowo rzucił się w wir życia towarzyskiego, skoro nie ma nas już na głowie, prawie co weekend znikał/wyjeżdżał nikt nie wie gdzie, jego rodzice też nie. Wziął urlop tacierzyński na dziecko, po czym wyjechał na nim na wczasy zagranicę z kolegą! Prosiłam, by pomógł mi przy dziecku skoro będzie miał tacierzyński, wyśmiał mnie i powiedział, że wyjeżdża. Dodatkowo było to w czasie dnia ojca... który myślałam, że spędzi z naszym dzieckiem. Miesiąc temu przypomniało mi się, że mam hasło i login do jego konta bankowego, weszłam, zobaczyłam i ... płatności za hotel 4* we Wrocławiu (gdzie w ciąży na romantyczny wyjazd zabrał mnie), płatności za pizzerie, taxi, wcześniej płatności w Ostravie, lipiec wypad do Niemiec na parę dni na mecz Bayernu, wcześniej parę dni w Kołobrzegu! (gdzie mówił, że nie może być z dzieckiem); płatności w klubach muzycznych po Polsce.

Brak mi słów. Złożyłam pozew o alimenty, chce również ustalenie kontaktów i wyrwać się z tej toksycznej relacji... On alimenty chce płacić bardzo małe mimo dużych dochodów, tyle co wydaje na 1 imprezę... Udaje w sieci idealnego ojca, dodaje zdjęcia z dzieckiem i dziecka, jak się nim zajmuje. Mam wrażenie że czaruje każdego dookoła, jakim jest świetnym ojcem i jaką ja byłam złą kobietą, na pewno też czaruje nowe kobiety... jego tel. był na mnie, powiedziałam , że widziałam billingi - jako reakcja wziął sobie nowy nr tel., nowy telefon, ma aktualnie 2 telefony, bo ze mną kontaktuje się ze starego. Sama w to nie wierze co się dzieje, jak w jakimś filmie. Czy to możliwe, że to ten sam człowiek?
Z bezczelnością mówi mi, że nie będzie płacił większych alimentów, bo może kogoś pozna a co mu wtedy z wypłaty zostanie... o rodzinę nawet nie walczył, nie zrobił nic, na rękę mu, że ma znów "wolność".

Czy któraś z Was ma sposoby na wyrwanie się z tak toksycznej relacji? Jak sobie poradziłyście? Brak kontaktu odpada, bo jest dziecko. On teraz jak przyjeżdża do dziecka, to odgrywa rolę jak oscarowy aktor, jakby był najlepszym ojcem. Jak rozmawiać z kimś takim i czy w ogóle jest sens? Czytam to forum od dłuższego czasu i stukam się w głowę, jak bardzo podobne zachowania są tutaj opisane do tego, czego doświadczałam. Oni są jak odbici od kalki. Ten mój stwarza wrażenie wesołka, dobrego , pomocnego faceta, jak bardzo różni się to od rzeczywistości...  podobno teraz on chce mnie zniszczyć (wiem to od znajomych), wszystko dlatego, że chcę godnych alimentów dla dziecka i sprawa jest w sądzie. Ja natomiast z każdym dniem odzyskuje pewność siebie i staje się tą kobietą, którą byłam kiedyś... boje się jedynie o to co będzie dalej i o dziecko.

849

Odp: Starosc z Narcyzem

Zorganizuj się tak, by jego czas z dzieckiem był czasem wolnym dla Ciebie od niego, kontakt ogranicz do minimum. Nie ma innej drogi.

Zaskakująco wielu ludzi uważa, że przeczytanie każdego słowa nie jest niezbędne do zrozumienia tekstu...

850 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-09-24 09:07:27)

Odp: Starosc z Narcyzem

Do marti_1987 :

To co opisujesz jest straszne, typ jest zerem i powinien szczeznąć za krzywdy jakie ci wyrządził ale jedna tylko rzecz nie daje mi spokoju:
Dlaczego, powiedz, skoro wiedziałaś że twój narcyz jest niestabilny, nie chce brać ślubu ma cię gdzieś i ogólnie ma wulgaryzm na twoje życie to co cię skłoniło aby w ogóle chcieć mieć z nim dziecko? Albo dlaczego dopuściłaś do nieplanowanej ciąży skoro wiedziałaś jak jest? Dlaczego nie zabezpieczaliście się? (albo raczej ty dlaczego się nie zabezpieczałaś bo on miał przecież wywalone i tak)?
Nie rozumiem dlaczego ciąże zdarzają się w takich 'związkach" no po prostu nie rozumiem dlaczego dzieci muszą potem cierpieć za głupotę rodziców.

851 Ostatnio edytowany przez marti_1987 (2019-09-24 10:13:38)

Odp: Starosc z Narcyzem

Tak jak pisze w treści wątku, on jest świetnym aktorem. Opisałam tutaj głównie te "złe sytuacje", ale wśród nich były bajkowe, gdzie twierdził, że nie może się doczekać dziecka i rodziny.

Po stracie 1 ciąży gdy się wyprowadzałam on twierdził, że miał już kupiony pierścionek zaręczynowy, że on bardzo chciał tego co ja! Tylko przez to, że się wyprowadzam to ja zniszczyłam te jego plany (więc moja wina).
Mojej siostrze powiedział skruszony, że on mnie bardzo kocha i chciałby żeby było dobrze, tylko nie potrafimy się dogadać. Wtedy oprócz znajomych nawet ona zaczęła mówić jak on mnie nie kocha i żebym przemyślała to, bo może jeszcze się porozumiemy.

Po powrocie do siebie zorganizował bajkowe zaręczyny. Jak facet kochający na zabój, ogromny bukiet róż, wszystko filmowane... gdy kilka dni później zadzwoniła do niego ta obca kobieta, a ja nie cieszyłam się już niczym, to ja byłam na zewnątrz tą okropną. On takie gesty, a ja "nie doceniam".

Gdy mu w ciąży oddałam pierścionek zaręczynowy jak się wyprowadziłam, to po powrocie do siebie zabrał mnie na bajkowy wyjazd niespodziankę do Pragi i dostałam pierścionek w pięknych okolicznościach 2 raz.
To było jak sinusoida, raz kochał, raz był zimny jak głaz, jak nie ta sama osoba.

Ile razy słyszałam, jak inne kobiety by tak chciały, jaki on przystojny i jaki ma gest, sama się zastanawiałam, że może faktycznie ja nie doceniam?!

A z dzieckiem - 1 ciąża fakt nieplanowana, ale 2 świadomie nie chciałam. Najpierw chciałam zobaczyć, czy faktycznie zrozumiał i wydoroślał, zaczęłam nową pracę w zawodzie, chciałam postawić na karierę. Wtedy nagle ciąża, ja nie brałam tabletek, a on dobrze wiedział co robi. Był bardzo zadowolony z ciąży, jeździł że mną na badania, facet do rany przyłóż. Tak to wyglądało... kto by się spodziewał.

A aktualnie, gdy jakiś czas temu zaczęłam rozmowę o dziecku i stwierdziłam przy okazji, że i tak mieliśmy zawsze inne priorytety w życiu, powiedział, że nie, że właśnie mamy takie same (czyli że nagle on chce jednak rodziny?). Tylko, że ja już nie komentuje i nie reaguje na to co mówi. Jakiś czas później zagadywał o wspólny wyjazd na basen z naszym dzieckiem, Ale zbyłam to.
Mam wrażenie, że on ciągle myślał, że to kolejna przerwa, na pół roku zniknie, a potem pojawi się jakby nigdy nic. Dlatego chce i muszę być teraz bardzo silna, żeby nie ulec już żadnym jego manipulacjom.

852

Odp: Starosc z Narcyzem

Marti,

Bardzo smutne ze poswieciłaś tyle czasu temu człowiekowi. Teraz łączy Was dziecko i już zawsze będziecie mieli kontakt.
Zadbaj o siebie. Kontakt z narcyzem bez emocji musi być, w przeciwnym razie będziesz zawsze narażona na próbę ponownego wciągnięcia do związku nawet na chwilę.
Możesz się zdziwić ale niewykluczone ze na przykład za 5 czy 10 lat on znowu może zacząć Cię zdobywać i jeśli zobaczy ze jest szansa ze ulegniesz koło zatoczy się znowu, znowu będziesz cierpieć, wiec bądź czujna...
Jak czytam Twoją historię widzę te emocje jakie on Ci dostarczał. To one uzależniają...
Jeśli chcesz się z nim dogadać dla dobra dziecka nie możesz niczego od niego wymagać, broń Boże do czegokolwiek zmuszać, doceń dobrym słowem gdy robi coś czego oczekiwałaś, nie krytykuj jezeli robi coś źle bo to przyniesie tylko odwrotny skutek.

Ja ze swoim narcyzem też często zachowujemy się jak szalenie zakochani, mamy świetny seks i potrzebujemy siebie nawzajem ALE nie wyobrażamy sobie ze sobą życia. Mnie irytuje jezeli on ma jakieś wymagania względem mnie. Ja mu daję TYLKO tyle ile sama chcę mu dać i on robi dokładnie tak samo. Zdarza się że wymaga więcej ale wtedy krótko mówię że nie tak się umawialiśmy i sprowadzam go na ziemię.
Wiem że nie jestem jedyną kobietą w jego życiu chociaż nigdy go nie pytałam (bo i tak by się pewnie nie przyznał) to doskonale to czuję. Doskonale wiem kiedy myślami jest gdzie indziej, wyczuwam jego nastroje na kilometr i on ma tak samo ze mną. Są dni kiedy o nim w ogóle nie myślę i nic do niego nie czuję. Są dni kiedy umieram z tęsknoty od samego rana i czuję nieopisany fizyczny ból dopóki się z nim nie spotkam. On ma tak samo.
To nie jest miłość...

853

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny!czy jeśli narcyz wrócił do byłej to jest ona jego miłością i będą razem?

854

Odp: Starosc z Narcyzem
Magdalena2909 napisał/a:

Dziewczyny!czy jeśli narcyz wrócił do byłej to jest ona jego miłością i będą razem?

Nie wiadomo.
Może tak, a może nie.
Takie rzeczy weryfikuje czas.
To jednak nie ma najmniejszego znaczenia dla kobiety, która wreszcie rozstała się z narcyzem.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

855 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-10-14 14:22:19)

Odp: Starosc z Narcyzem

Cześć jestem tu nowa porozstaniu z narcyzem wyssał że mnie całą energię . Właściwie to on mnie zostawił a na koniec zrobił ze mnie wariatkę (bo chciałam to ratować jeszcze wtedy nie wiedziałam że coś jest z nim mnie tak) Tresowanie mnie brakiem kontaktu jak mu się coś nie spodobało szczególnie kiedy domagałam się żeby tego nie robił. Obrażał się i znikał na kilka dni tygodni . Tak mnie wyresowal że głupia zawsze wyciągałam rękę . Byłam w szoku jak można być tak cudownym czułym po czym zachowywać się jak jesteś to jesteś jak Cię nie ma to też dobrze. Zawsze miał wypełniony dzien. Pozwalałam na wszystko ciągle gdzieś jeździł na domki nad jezioro z kolegami motory wypady non stop gdzieś i to w ostatniej chwili. Jak nie to to jechał do rodziców albo i nie .... hmmn. Byli mnóstwo momentów gdzie mówił w sobotę jadę z tym i z tym na motor, ja -ok jedz , mówię to jedz q za tydzień my coś porobimy a on - za tydzień to jest jakiś tam festival czegoś i on idzie z jakiś tam kolega . I tak w kolko. Potem kłótnia separacja karał mnie cisza za to że chciałam żeby było ok. Potem powrót sielanka on chce żebyśmy widywali się codziennie pójdziemy gdzieś i cykl od początku .

Byliśmy w regularnym związku ale razem nie mieszkaliśmy chociaż on na początku bardzo chciał cuda na kiju na początku zakochany. Szybko to minęło właściwie zawsze tak było koledzy znajomi motor praca ja chyba na szarym końcu jakby chciał ale nie chciał . Jakby chciał zawsze pokazać gdzie jest moje miejsce oczywiście udając pozory jak to on jest za mną. A kiedy próbowałam normalnie z nim rozmawiać zawsze moja wina bo się czepiam. Nigdy nie zadzwonił nie zapytał co u mnie jak się czuje może na początku kilka razy jak miał humor i próbował mi zaimponować. Kiedy ja chciałam kiedy ja dzwoniłam zlew totalny oddzwanianie po długim czasie jeśli w ogóle. Gra typu kto komu dłużej nie odpisze. Odczytywanie wiadomości i nie odpisywanie kiedy się o to czepiałam robił że mnie idiotkę że o co mi chodzi. Kłamstwa.
On we wszystkim najleoszy motor ma najlepszy nawet kiedyś tłukł mi pół godziny o tym że jego przyjaciel uwaga przyjaciel ma gorszy starszy przez pół godziny wymieniał nazwy o których nie miałam pojęcia więc nie wiem po co mi to mówił. Dbanie o wygląd,zakupy teksty Ty znasz te kasjerkę w tej galerii bo tak się do mnie uśmiechała , wzbudzanie we mnie zazdrości.
Poprzednia podobno była psychopatka bo go nękała telefonami. Ja na końcu też psychopatka i też wydzwanialam . Schemat ten sam. Teraz dwóch tyg od naszego rozstania ma już następna.

Byłam główną ale teraz wiem że były wentyle . Po rozstaniu ze mną gdzie już chciał mnie przedstawiać rodzicom po 4 miesiącach usłyszałam że on wie że będziemy rodzina.
A po kolejnych dwóch po kłótni koniec zrzucił winę na mnie że się czepiam jak próbowałam z nim normalnie rozmawiać i powiedzieć że jego zachowania nie mają nic wspólnego z normalnym związkiem i że czuje się olewana wkurzył się jeszcze bardziej. Teraz do mnie dotarło że już dwa dni po rozstaniu szukał następnej a ja myślałam że on przemysli i będzie chciał ratować (jeszcze wtedy nie wiedziałam że jest narcyzem ) przecież tak mnie kochał i tak chciał związku . Niczego nieświadoma przez miesiąc od rozstania, poprosił go czy mnie odwiedzi w szpitalu nic nawet nie odpisał nawet nie zapytał czy wszystko ok Zadzwoniłam nie odebrał (,on uważał że jak pisze wiadomość a on nie odpowiada przez 5h-8h a potem dzwonię to jestem chora. Nigdy z czymś takim się nie spotkałam a byłam w różnych związkach mogę policzyć na palcach jednej ręki kiedy odpisał czy odebrał ) odpisał mi po czasie chyba po 2 tyg że zadzwoni nie zadzwonil wtedy jeszcze czekałam. Z tej bezsilności napisałam mu jak się czuje i co mi zrobił tak naprawdę nic nie chciałam od niego tylko trochę empatii wsparcia które zresztą obiecał że będzie mnie wspierał. Odczytał i mnie zablokował na komunikatorze.  zastanawiam się jak można nawet litosci nie mieć gdzie już dla mnie nawet nie liczy się teraz nic, bo nawet nie wiem czy dożyje jak w takim momencie można kogoś tak potraktować.

Jedzil na motorze były sytuacje że dzwoniłam nie odebrał kilka razy zaczynałam się denerwować że coś się stało pisałam czy żyje bo siedzę i już się martwię . Potrafił milczeć kilka dni . Ja w tym czasie sprawdzałam wiadomości o wypadkach czy nie było jakiegoś w moim województwie. Szalałam prosiłam dzwoniłam pastwił się nade mną. Po czym po tygodniu okazywało się że żyje i funkcjonuje na moje pytanie dlaczego to robi odpowiedź była jedną bo mnie meczylas telefonami.

Potem sielanka oczywiście jak byłam dobra i mu nie wypominalam tego co robił (bo znów bym sie czepiala a on przecież chce być dla mnie dobry tylko ja wszysko psuje)

856

Odp: Starosc z Narcyzem

Tebiko, napiszę do ciebie w najbliższych dniach. Oczywiście ze spotykałas się z typowym narcyzem.

857 Ostatnio edytowany przez Tebika (2019-10-14 23:01:24)

Odp: Starosc z Narcyzem
ulle napisał/a:

Tebiko, napiszę do ciebie w najbliższych dniach. Oczywiście ze spotykałas się z typowym narcyzem.

Dzięki Ulle już się bałam że ze mną jest coś nie tak po tym pół roku jestem tak wyglupiona że już sama nie wiem gdzie jestem i gdzie byłam jakaś inna rzeczywistość .
A w kłótni poprzedzającej zerwanie zrzucił winę na mnie że to się rozpadło przez to że do niego wydzwanialam . A dzwoniłam bo znikał każda kłótnia tym się kończyła ,dzwoniłam bo chciałam dojść do porozumienia a wtedy jeszcze bardziej milczał (i nie były to jakieś telefony typu 100 połączeń najwyżej 6 tel w ciągu dnia po czym odpuszczałam i czekałam i odchodziłam od zmysłów co się dzieje.) Czy wróci czy mu przejdzie czy coś się stało może w rodzinie, bo nie dochodziło do mnie takie zachowanie przecież musiało się coś stać nikt normalny nie znika nawet po kłótni i to o błahostkę.

Bardzo pilnowałam się z telefonami i wiadomościami do niego bo opowiadał historię o swojej byłej  która nazywał psychopatka, podobno pewnego dnia dzwoniła do niego 120 razy w ciągu godziny  tak naliczył a on nie odbieral mówił że wtedy siedział a tel leżał na stole i już w pewnym momencie go to bawiło jak ten tel wibrował co chwilę .

858 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-10-15 08:28:27)

Odp: Starosc z Narcyzem
Tebika napisał/a:
ulle napisał/a:

Tebiko, napiszę do ciebie w najbliższych dniach. Oczywiście ze spotykałas się z typowym narcyzem.

Dzięki Ulle już się bałam że ze mną jest coś nie tak po tym pół roku jestem tak wyglupiona że już sama nie wiem gdzie jestem i gdzie byłam jakaś inna rzeczywistość .
A w kłótni poprzedzającej zerwanie zrzucił winę na mnie że to się rozpadło przez to że do niego wydzwanialam . A dzwoniłam bo znikał każda kłótnia tym się kończyła ,dzwoniłam bo chciałam dojść do porozumienia a wtedy jeszcze bardziej milczał (i nie były to jakieś telefony typu 100 połączeń najwyżej 6 tel w ciągu dnia po czym odpuszczałam i czekałam i odchodziłam od zmysłów co się dzieje.) Czy wróci czy mu przejdzie czy coś się stało może w rodzinie, bo nie dochodziło do mnie takie zachowanie przecież musiało się coś stać nikt normalny nie znika nawet po kłótni i to o błahostkę.

Bardzo pilnowałam się z telefonami i wiadomościami do niego bo opowiadał historię o swojej byłej  która nazywał psychopatka, podobno pewnego dnia dzwoniła do niego 120 razy w ciągu godziny  tak naliczył a on nie odbieral mówił że wtedy siedział a tel leżał na stole i już w pewnym momencie go to bawiło jak ten tel wibrował co chwilę .

W porównaniu do ciebie ja jestem weteranka w byciu z narcyzem. Też zaliczalam tego typu zachowania, czyli notoryczne jego znikanie. Ja umieralam ze strachu o niego, a on w tym czasie swietnir się bawił, o czym dowiedziałam się po latach, chociaż i tak się tego domyslalam, ale nie chciałam znowu i jak zwykle czegoś zepsuć, więc zaciskalam zeby i robiłam dobra minę do złej gry. Karanie cisza było na porządku dziennym. Też nigdy wcześniej ani nigdy później nie spotkałam się z tego rodzaju zachowaniem. To było po prostu nienormalne.
Napisałaś, zr w końcu zerwał z tobą, bo za dużo do niego wydzwanialas. No proszę jaki fajny facet, facet marzenie, można powiedzieć. Jego była była psychopatka, bo wydzwaniaja za nim, ty zapewne też pozostaniesz w jego pamięci jako psychopatka.
Ja za tym swoim nigdy nie wydzwanialam, bo strasznie przeżywałam to, ze on nie odbiera telefonów ode mnie (dość szybko nauczył mnie, ze nie lubi, gdy do niego dzwonię), ze wolałam się nie wychylac, zeby nie przeżywać tego okropnego uczucia zawodu i upokorzenia. Wolałam pisać smsy, ale rzecz jasna nie odpisywał. Znikal na krótko i na długo, jak mu tam pasowało, a potem dzwonił jak gdyby nigdy nic i zabawa trwała dalej. Na początku miałam zdrowe reakcje i domagałam się jakichkolwiek wyjaśnień, ale szybko nauczyłam się, ze nie tedy droga, bo on rzucał słuchawka i znowu milczał. Nauczyłam się, ze trzeba lapac chwilę i cieszyć się z tego, ze on w ogóle dzwoni.
Od czasu do czasu zrywalam z nim i w zależności od tego czy on wyczuł, ze tym razem zerwałam na poważne, czy tylko tak sobie jego reakcje bywały różne. Jeśli wyczuł, ze na poważne, wtedy dawał mi kilka dni na uspokojenie, a potem przypuszczał szturm miłosny w moim kierunku. Jeśli uznał, ze moje zerwanie było słabe wtedy karal mnie długim milczeniem.
To wszystko było naprawdę bardzo bardzo chore.
Teraz mam z nim tego rodzaju układ, ze niby do siebie wróciliśmy, ale w ciągu niecałych czterech miesięcy już zdążyliśmy kilka razy ostro się poklocic. On o wszystkich ludziach mówi źle i każdemu człowiekowi zarzuca złe intencje oraz cwaniactwo, oczywiście wymierzone prosto w niego, mnie też krytykuje, ja sobie na to nie pozwalam więc konflikt gotowy w pięć sekund. Na ten moment on mocno utożsamia się ze mną, więc krytykuje wszystkich moich bliskich i w ogóle nie podoba mu się nic, co teraz robię i oczywiście walcząc jak lew w mojej obronie, jak to wszyscy mnie wykorzystują próbuje wmówić mi, ze tylko on chce mojego dobra. Dokonał czegoś w rodzaju projekcji z siebie na mnie, czyli świat nie tylko jego chce zgnoic i wykorzystać, ale także i mnie. Idąc tym tokiem rozumowania ja powinnam siąść i z nienawidzić swoich bliskich, uznać ze jestem frajerka i przejść na jego falę. Mnie jest daleko do czegoś takiego, więc aktualnie znowu jesteśmy pokloceni, ale kilka dni temu napisał do mnie miłego smsa. Ja na razie nie odpisałam, bo autentycznie jestem zła na niego, więc podejrzewam, ze lada moment odezwie się znowu z jakąś atrakcyjna ofertą.
Zeby wytrzymać tego typu relacje trzeba umieć myśleć tak, jak myślą oni, a uwierz mi, idzie się tego nauczyć, bo działają bardzo schematycznie oraz przewidywanie, chociaż zanim człowiek zakuma o co w tym wszystkim chodzi może minąć dużo czasu, to taka mocno surrealistyczna znajomość, jakby rzucili cię do jakiejś innej rzeczywistości, wszystko odwrócone do góry nogami.
Istne wariactwo a nie związek.
Dobrze ze z tobą zerwał i ze juz ma jakąś kolejną. Zachowaj jednak ostrożność, bo to ze zerwał i ma teraz inna o niczym nie świadczy. Oni funkcjonują zupełnie inaczej niż normalni, więc licz się z tym, zr w każdej chwili może do ciebie zadzwonić i jeszcze będzie zdziwiony, ze masz do niego jakiś zal.
Wykorzystaj więc czas uwolnienia od niego na to, by potem gdy do ciebie zadzwoni naprawdę go pogonic.
Istnieje duże prawdopodobieństwo na to, zr zadzwoni, ponieważ ty wytrzymałas z nim dużo i może najwięcej w porównaniu do innych jego kobiet. Gdy przyjdzie do niego czas złej passy wtedy odezwie się do kobiety, która udreczyl najbardziej, bo znowu będzie chciał się poczuć Panem i władcą absolutnym.
Tak więc bądź rozwazna.

859 Ostatnio edytowany przez Tebika (2019-10-15 11:41:35)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ulle to że jestem psychopatka wg niego wiem bo nawet mi to powiedział zresztą to rozstanie to było też chore. Myślę że na koniec zrobiłam z siebie debilke a on miał satysfakcję że jeszcze za nim biegałam jak idiotka.
Wszędzie czytałam że oni wracają jak bumerangi jak gdyby nigdy nic jedni szybciej drudzy później. Ale tu raczej nie mam się czego bać bo jak on może się odezwać do kogos kto wg niego jest idiotka po co mu taka.
Teraz ma spokój i może następna omamiać już kolejna jest na tapecie (to jest tak okropne ja nawet nie jestem w stanie z facetami rozmawiać a on mnie pożegnał i za 3 dni spotyka się z kolejną naprawdę nie wiem jak można tak szybko przeskakiwać z kogoś na kogoś bez detoksu,  mentalnie zakochiwać się co miesiąc czy co kilka w innej . Miłość życia co pol roku )
Zauważyłam że oni jak widzą szanse że ktoras za nim dalej biega to nigdy nie powiedzą prosto z mostu odczep się , zwodzą nie kończą tylko furtka otwarta nic powiedziane wprost. Często po kłótni jest np blokowanie co umożliwia im np odezwanie się za dłuższy czas z argumentem no tak mnie zdenerwowała że musialem to zrobić. Ale nigdy nie zerwa do końca. Mój przy zerwaniu tym głównym mówił że za jakiś czas chce się spotkać i że mam nie myśleć nawet że mu na mnie nie zależy.

Niczego bardziej nie pragnę niż tego żeby go sprawiedliwość dopadła.
Nie ukrywam że gdyby się odezwał miałabym satysfakcję i mogła ostentacyjnie olać. Chyba ten narcyzm przeszedł na mnie.

860

Odp: Starosc z Narcyzem
Tebika napisał/a:

Ulle to że jestem psychopatka wg niego wiem bo nawet mi to powiedział zresztą to rozstanie to było też chore. Myślę że na koniec zrobiłam z siebie debilke a on miał satysfakcję że jeszcze za nim biegałam jak idiotka.
Wszędzie czytałam że oni wracają jak bumerangi jak gdyby nigdy nic jedni szybciej drudzy później. Ale tu raczej nie mam się czego bać bo jak on może się odezwać do kogos kto wg niego jest idiotka po co mu taka.
Teraz ma spokój i może następna omamiać już kolejna jest na tapecie (to jest tak okropne ja nawet nie jestem w stanie z facetami rozmawiać a on mnie pożegnał i za 3 dni spotyka się z kolejną naprawdę nie wiem jak można tak szybko przeskakiwać z kogoś na kogoś bez detoksu,  mentalnie zakochiwać się co miesiąc czy co kilka w innej . Miłość życia co pol roku )
Zauważyłam że oni jak widzą szanse że ktoras za nim dalej biega to nigdy nie powiedzą prosto z mostu odczep się , zwodzą nie kończą tylko furtka otwarta nic powiedziane wprost. Często po kłótni jest np blokowanie co umożliwia im np odezwanie się za dłuższy czas z argumentem no tak mnie zdenerwowała że musialem to zrobić. Ale nigdy nie zerwa do końca. Mój przy zerwaniu tym głównym mówił że za jakiś czas chce się spotkać i że mam nie myśleć nawet że mu na mnie nie zależy.

Niczego bardziej nie pragnę niż tego żeby go sprawiedliwość dopadła.
Nie ukrywam że gdyby się odezwał miałabym satysfakcję i mogła ostentacyjnie olać. Chyba ten narcyzm przeszedł na mnie.

Jest w tym coś, że część ich narcyzmu przechodzi na partnera/partnerkę. Ja na przykład też przeszłam przez wielka metamorfozę i już wiele razy przylapalam się na tym, że myślę tak jak narcyzi. Jest jeszcze jakaś część dawnej mnie, ale sama po sobie czuję, że myślę zupełnie inaczej niż kiedyś. Mówi się, że ciągnie swój do swojego i w moim przypadku dużo w tym prawdy. Kiedyś kompletnie nie radziłam sobie z tym facetem ani że swoimi emocjami, ani z zachowaniami, teraz nie mam z tą relacja żadnych problemów. Jestem w stanie przewidzieć każdy jego następny ruch i wiem, że w razie czego poradzę sobie z emocjami. Tak jakbym była z czegoś totalnie wyprana.
Jeśli chodzi o relacje z innymi ludźmi, to zrobiłam się bardzo ostrożna i zawsze ustawiam się w pozycji osoby, która na początku jest pasywna, rozkręcam się dopiero później, gdy nabiore pewności siebie, nawet nie zaufania, tylko właśnie pewności siebie.
Oni nie dość, że trzy dni po rozstaniu potrafią zacząć z kimś innym, oni potrafią też na zakładkę. Mają jedną główną i kilka pobocznych, ale to dotyczy tylko narcyz ów haremowych. Ten mój był haremowym i to jeszcze jakim, jego przyrodzenie widziało chyba pół województwa. Teraz już haremowym nie jest, bo zdrowie już nie to, jednak ma inne zadowolacze. Zawsze umiał zadbać o swoje interesy i przyjemności.
Nie zycz mu niczego złego, bo to bez sensu. Życie i tak wyrówna z nim rachunki, ale może minąć wiele lat. Po co więc miałabyś zatruwac sobie nim życie, gdy on przez ten czas będzie świetnie się czuł i bawił? Wiem, że łatwo jest tak mówić, bo niestety uczucie zlosci na siebie i na niego długo cię nie opuści. Po takich zwiazkach/znajomościach człowiek jest jakby rozjuszony, jakby weszła do naszej duszy jakąś zaraza, która non stop zatruwa nam życie. Nie ma końca plucia sobie w brodę.
To że on tak powiedział Ci na " pożegnanie", to naprawdę nie znaczy nic. Jeśli będzie miał ochotę na kontakt z tobą, to bez żadnych problemów odezwie się do ciebie, a ponieważ zadziała z zaskoczenia, to w pierwszej chwili zabraknie ci języka w gębie i normalnie po ludzku ucueszysz się słysząc jego głos. Potem pójdziesz jak w dym, aż do następnego razu.
Związek czy tam układ zawsze kończą oni, a nie druga strona.

861

Odp: Starosc z Narcyzem

Myślę że masz rację, z tym że napewno nie będę mu potrzebna bo jak widać ze znaleziem kolejnych ofiar nie ma problemu będzie zapewne ciągle nowa.
Nie życzę źle życzę żeby doświadczył tego samego co spowodowal u innych. To okropne uczucie kiedy olał mnie kiedy byłam chora a kilka tygodni wcześniej byliśmy jeszcze razem i miał szal ch... jak bardzo chce tylko mnie.
To jest tak ciężkie dla normalnych ludzi bo tym normalnym się to w głowie nie miesci i na koniec zostajesz z milionem pytań , ale jak? Dlaczego , o co chodzi

862 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-10-15 21:44:05)

Odp: Starosc z Narcyzem
Tebika napisał/a:

Myślę że masz rację, z tym że napewno nie będę mu potrzebna bo jak widać ze znaleziem kolejnych ofiar nie ma problemu będzie zapewne ciągle nowa.
Nie życzę źle życzę żeby doświadczył tego samego co spowodowal u innych. To okropne uczucie kiedy olał mnie kiedy byłam chora a kilka tygodni wcześniej byliśmy jeszcze razem i miał szal ch... jak bardzo chce tylko mnie.
To jest tak ciężkie dla normalnych ludzi bo tym normalnym się to w głowie nie miesci i na koniec zostajesz z milionem pytań , ale jak? Dlaczego , o co chodzi


Musisz pojąć, że to, co nie mieści się w głowie tobie, jemu mieści się bardzo dobrze i jeszcze zostaje w tej głowie mnóstwo miejsca na inne rzeczy.
Takie rozumowanie, jakie tu zaprezentowałas jest zupełnie bez sensu, bo idąc tym tokiem myślenia, ja mogłabym zapytać dlaczego jemu miałoby mieścić się w głowie twoje rozumowanie?
Ty niczego nie musisz, ale on też niczego nie musi.
Albo zaakceptujesz go takim, jakim on jest, albo raz na zawsze daj sobie z nim spokój. Przyjmij do wiadomości to, że on postępuje po swojemu i zapewne dalej tak będzie postępował, bo niby dlaczego miałby tego nie robić? Bo niektórym ludziom się to nie podoba? Ważne dla niego jest tylko to, że podoba się jemu. Zrozum to wreszcie.
Póki co rzeczywistość jest taka, że to ty siedzisz i zadreczasz się analizowaniem znajomości z nim, podczas gdy on żyje sobie swoim życiem i z całą pewnością nie zajmuje się tobą.
Dalej- napisałaś, że on na pewno nie odezwie się już do ciebie, bo uznał cię za namolna psychopatke, która wszystko zepsuła i ma wokół siebie wianuszek chętnych kobiet.
Nie gniewaj się, ale według mnie przemawia przez ciebie zwykła zazdrość i kokieteria. To ja powiem tak- a niby dlaczego on miałby już nigdy więcej nie odezwać się do ciebie, skoro wie doskonale o tym, że ciągle ci na nim zależy. Dlaczego uważasz, że on dalej nie czuje się Panem sytuacji? Czyżby nie miał podstaw do tego, by tak sądzić? On nie ma żadnego respektu przed tobą i według niego ciągle jesteś na wyciągnięcie ręki, a od przybytku głową raczej nie boli.
Ja uważam, że ciąg dalszy będzie uzależniony od tego czy dalej będzie miał dobra passę w sprawach osobistych i na ile wycenil twoje meczenie się z nim, a mimo to trwanie w tym układzie. Jeśli jesteś kobietą która według niego wytrzymała z nim najwięcej, a jemu nie będzie farcilo się kolejnymi kobietami, to on edezwie się w najmniej oczekiwanym momencie i może zrobić to nawet za rok, dwa lata albo trzy, w moim przypadku odezwał się z konkretnymi propozycjami po czterech latach z hakiem.
Dlatego dla ciebie najważniejsza sprawa powinno być to by mocno popracować nad sobą, dokonać w sobie istniej rewolucji na wypadek gdybyś znowu chciała tego faceta, to żebyś była na te zaraze porządnie zaszczepione, bo tylko wtedy dasz sobie radę z kimś takim.

863

Odp: Starosc z Narcyzem

Ulle czuje że z jego strony kontakt jest zerwany bo wiem że ma nową ofiarę . Ale tak jak piszesz zapewne to wszystko zależy od jego passy. O matko 4 lata duży tupet

864

Odp: Starosc z Narcyzem
Tebika napisał/a:

Ulle czuje że z jego strony kontakt jest zerwany bo wiem że ma nową ofiarę . Ale tak jak piszesz zapewne to wszystko zależy od jego passy. O matko 4 lata duży tupet

To chyba nie jest kwestia tylko jego tupetu. Tupet to jedno, a druga rzeczą jest, że on zawsze wyciągał rękę po to, czego chciał, bo niby dlaczego miałby z czegoś zrezygnować? Nigdy nie stał skromnie w kolejce, lecz raczej przeciwnie, a jego największą mocą było i jest to, że on w ogóle nie boi się uczucia dyskomfortu na wypadek porażki. Dla niego ważna jest walka o swoje. Nigdy nie podlizywal się nikomu że strachu przed uczuciem dyskomfortu, tylko potrafił się z nim zmierzyć. Większość ludzi boi się cierpienia i za cenę świętego spokoju, żeby tylko było dobrze nie osmiela się wychylac. Oni nie myślą w taki sposob i na tym, między innymi, polega ich siła.
Trzymaj się dziewczyno w każdej sytuacji i w każdych okolicznościach.

865

Odp: Starosc z Narcyzem

Dzięki mam nadzieję że przetrzymam ten detoks a oliwa sprawiedliwa wypłynie kiedyś.
Dziękuję Bogu że wpadłam na strony o tym zaburzeniu bo inaczej bym zwariowała. Teraz mogę chociaż zrozumieć co się ze mną działo w kontakcie z tym człowiekiem. Nadaremnie szukałam w nim empatii wcześniej myślałam że na nią nie zasługuje. Teraz wiem że on poprostu jej nie posiada raczej kieruje się swoim interesem. Dzięki Ulle

866

Odp: Starosc z Narcyzem
Tebika napisał/a:

Dzięki mam nadzieję że przetrzymam ten detoks a oliwa sprawiedliwa wypłynie kiedyś.
Dziękuję Bogu że wpadłam na strony o tym zaburzeniu bo inaczej bym zwariowała. Teraz mogę chociaż zrozumieć co się ze mną działo w kontakcie z tym człowiekiem. Nadaremnie szukałam w nim empatii wcześniej myślałam że na nią nie zasługuje. Teraz wiem że on poprostu jej nie posiada raczej kieruje się swoim interesem. Dzięki Ulle

tak, myślę, że człowiek zasługuje dokładnie na tyle ile potrafi dawać. Wtedy nie czujesz dysonansu.
Powodzenia w poszukiwaniach gdzie indziej smile

Zaskakująco wielu ludzi uważa, że przeczytanie każdego słowa nie jest niezbędne do zrozumienia tekstu...

867

Odp: Starosc z Narcyzem

Odczytałam dziś wiadomość od koleżanki N w sumie to była dziewczyna jego kolegi ale się znają, która ja też poznałam. Napisałam do niej kilka tygodni temu już po rozstaniu z N (jeszcze wtedy nie wiedziałam że jest Narcyzem niestety gdybym wiedziała bym tego napewno nie zrobila poprostu myślałam że warto się dogadać )Jeszcze wtedy chciałam ratować ten związek N się nie odzywal, więc napisałam do niej czy z nim rozmawiała może, nakreśliłam jej sytuację że chce z nim porozmawiać ze wyszłam ze szpitala itp  Dziś odczytałam po kilku tygodniach wiadomość
" że on do mnie nigdy nie wróci i bardzo dobrze bo słyszała jak uprzykrzam mu życie i że mam nie być śmieszna"
Czuje się okropnie zwodził mnie i jeszcze zrobiłam z siebie psychopatkę a ona mi pocisnela... Jestem zła na siebie czuje się jak w szkole jakby wszyscy mnie wytykali palcami. A on nawet nie miał odwagi mi powiedzieć prosto w twarz że on nie ma zamiaru miec ze mną kontaktu, zamilkł a ja niepotrzebnie do niego na koniec napisałam. Byliśmy razem a teraz widzę że nawet szacunku nie ma wobec mnie. Zrobił ze mnie psychopatkę a najgorzej że ja czuję się jak psychopatka po pół roku jestem wykończona . Uzależnił mnie od siebie a ja jak czubek chciałam to naprawiać i jak czubek szukałam kontaktu on oczywiście zwodził mnie pytał czy chce żebyśmy porozmawiali że on zadzwoni i czy tego chcę, potem cisza totalna więc chciałam normalnej rozmowy. Doprowadził tym że dostałam chyba na głowę i sama szukałam tego kontaktu to jest straszne .

868

Odp: Starosc z Narcyzem

Związek z Narcyzem uzależnia... Wiesz, że to koleś, który totalnie nie nadaje się do poważnego związku, a i tak Cię do niego ciągnie.  Ja wróciłam do narcyza, potem znowu mnie zostawił dla innej (był ze mną i z drugą w tym samym czasie, domyslilam się że jest ktoś jeszcze i naciskalam, żeby się przyznał... oczywiście tego nie zrobił, A po pewnym czasie stwierdził, że tak go męczę, że musi ode mnie odpocząć). Jakieś 2 msc później znowu zaczął się do mnie odzywać i cały czas trzymał się wersji, że to wszystko moja wina i że nikogo w tym czasie nie miał. Pisał przez kilka miesięcy, ale ja się sporo naczytalam i cały czas powtarzalam, że na pewno kogoś ma, że musi dorosnąć itd. Na razie jest cisza.

869 Ostatnio edytowany przez Pompon (2019-11-18 23:42:44)

Odp: Starosc z Narcyzem

Witam.

Piszę, bo nie daję sobie rady z własnymi emocjami, a ma to związek pewnie z tym, że ostatnio zakończyłam swój romans z - chyba - narcyzem. Pokrótce - ja - grubo po 30stce, samotnie wychowuję dziecko. On - żonaty, nieszczęśliwy, cierpiący, oszukany, z żoną będący z musu.  Początkowo byliśmy - znajomymi, kolegami, przyjaciółmi. Pomógł mi emocjonalnie przejść przez rozwód. Pocieszał, adorował, obsypywał komplementami i bzdurami (teraz to wiem) w stylu "braterstwa dusz". Wciąż zaznaczał jaka to jestem super, jacy to jesteśmy do siebie podobni, że on też się naciął na małżeństwo z obecną żoną, bo  ona tak bardzo się zmieniła po ślubie. I że tylko ja - bla bla bla. Wiem, nie powinnam. Bo zajęty itd. Tak, też zawsze uważałam, że zajęty to zajęty i poproszę o inny zestaw pytań. Niestety nie w tym przypadku. Wpadłam po same uszy. Nigdy jeszcze nie byłam tak bombardowana uczuciem, komplementami, czułością. Upijałam się tą atencją do obrzygu.

I jak to w romansach bywa (z tego co tu czytałam), po jakimś czasie zaczęłam chcieć więcej i więcej, ale jednocześnie bolało mnie strasznie, że to tylko romans, nie będziemy razem itd (nie żądałam rozwodu, nigdy. Za to on nieraz nadmieniał, że "jakbyś mi kazała wybierać - żona albo ty - to bym się zniechęcił", albo" bardzo łatwo mnie do siebie zniechęcić <groźba?> ).

W końcu - a jakże po niespełna 2 latach romans się wysypał. W sumie przyjęłam to z ulgą, kilka razy usiłowałam to przerwać, ale zawsze się romans odnawiał. W końcu on musiał podjąć konkretną decyzję. Został z żoną. I... zaproponował c.d. romansu, tylko ostrożniejszy... żona wybaczyła, on ją oskarżył winą o romans - bo się za mało o niego starała i o niego nie dbała.Żona pracuje nad związkiem, ku jego uciesze. Ja ryczę - ku jego uciesze. Ostatnio zażądał seksu - odmówiłam. I się zaczęło - fochy, nie odzywanie się ( wcześniej przez 2 lata ok 2 godzin rozmowy dziennie, przyzwyczaiłam się).Cierpię, Tęsknię. Czekam na telefon (choć z każdym dniem mniej).

Z moich obserwacji - jaki on jest - często się przechwala zarobkami, tym ze nie jest odpowiednio doceniany w pracy. Non stop podlicza ile zarobił w danym miesiącu i jak to on na wszystko w domu zapier..... Męczące było słuchanie tego przez tyle miesięcy, ale słuchałam, wzdychałam, chwaliłam. Potrafił zamówić do pracy katering dla całego biura, tylko po to, by się nim zachwycali - a jednocześnie żonę opierniczał za każdy zakup, który zrobiła dla siebie czy do domu. Ma mnósteo koleżanek. Kolegów też, ale koleżanek to wybitnie... kiedyś się wysypał, ze żona ma żal do niego o te koleżanki. Generalnie w kółko ma do niej pretensje i wypomina ile to on pieniędzy zarabia. Aż się źle słucha tych opowieści, a pewnie w domu jest jeszcze bardziej wredny - sądzę że dla mnie te opowieści są/były upiększane.
Jak romans się sypnął i dzwonił do mnie, a ja przeżywałam i płakałam, potrafił wesoło mi powiedzieć, żebym się ogarnęła i nie dramatyzowała - jak mówił było słychać jak mu się micha cieszy. Czerpał radość z tej mojej przeżywki.

Jak już mówiłam - zaproponował mi po wysypaniu się romansu - przyjaźń. Bo jestem jego "najlepszą przyjaciółką". A potem, jak wpadał do mnie kilka razy niby na kawę - próbował by doszło do zbliżenia. Ostatnio bardzo stanowczo zareagowałam - to mnie przeprosił, że już nie będzie próbował i spoko, nic się nie stało. Mnie rozwalało to - że wcześniej zdradzał, bo żona "nie chciała seksu", po wydaniu się - opowiadał jak to ona się stara, jak mu dogadza na każdym polu - a tu - i tak chce zdradzać? Szok trochę...
Do tego momentu dzwonił kiedy tylko mógł - a od tego momentu - cisza, ewentualne zdawkowe smsy albo nie odpisuje wcale. Foch, przy rozmowie - mróz.
Pytam czy to narcyz, bo moja reakcja na jego brak kontaktu wygląda jak zachowanie alkoholika w czasie remanentu w monopolowym. Natrętnie o nim myślę. Na niczym nie mogę się skupić. Płaczę i złoszczę się na przemian. Ciągle się winię ze mu odmówiłam, bo może by teraz dzwonił. Pisze to i widzę, że to co najmniej dziwne, a najpewniej chore - ale... no łaknę kontaktu z nim, choćby telefonicznego.

Ulle - masz zdaje się doktorat ze związku z narcyzem, powiedz czy to ten typ? Ja ryczę, żona ryczy, a on się napawa.
Nie mam zamiaru wchodzić ponownie w tą relację. Chodzi mi raczej o zrozumienie pewnych mechanizmów, żebym omijała takie egzemplarze z daleka - żonatych z pewnością ominę, ale sądzę, że są też na świecie wolni narcyzi. Chciałabym się nauczyć ich rozpoznawać.

Proszę o radę.

870 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-11-19 10:10:42)

Odp: Starosc z Narcyzem
Pompon napisał/a:

Witam.

Piszę, bo nie daję sobie rady z własnymi emocjami, a ma to związek pewnie z tym, że ostatnio zakończyłam swój romans z - chyba - narcyzem. Pokrótce - ja - grubo po 30stce, samotnie wychowuję dziecko. On - żonaty, nieszczęśliwy, cierpiący, oszukany, z żoną będący z musu.  Początkowo byliśmy - znajomymi, kolegami, przyjaciółmi. Pomógł mi emocjonalnie przejść przez rozwód. Pocieszał, adorował, obsypywał komplementami i bzdurami (teraz to wiem) w stylu "braterstwa dusz". Wciąż zaznaczał jaka to jestem super, jacy to jesteśmy do siebie podobni, że on też się naciął na małżeństwo z obecną żoną, bo  ona tak bardzo się zmieniła po ślubie. I że tylko ja - bla bla bla. Wiem, nie powinnam. Bo zajęty itd. Tak, też zawsze uważałam, że zajęty to zajęty i poproszę o inny zestaw pytań. Niestety nie w tym przypadku. Wpadłam po same uszy. Nigdy jeszcze nie byłam tak bombardowana uczuciem, komplementami, czułością. Upijałam się tą atencją do obrzygu.

I jak to w romansach bywa (z tego co tu czytałam), po jakimś czasie zaczęłam chcieć więcej i więcej, ale jednocześnie bolało mnie strasznie, że to tylko romans, nie będziemy razem itd (nie żądałam rozwodu, nigdy. Za to on nieraz nadmieniał, że "jakbyś mi kazała wybierać - żona albo ty - to bym się zniechęcił", albo" bardzo łatwo mnie do siebie zniechęcić <groźba?> ).

W końcu - a jakże po niespełna 2 latach romans się wysypał. W sumie przyjęłam to z ulgą, kilka razy usiłowałam to przerwać, ale zawsze się romans odnawiał. W końcu on musiał podjąć konkretną decyzję. Został z żoną. I... zaproponował c.d. romansu, tylko ostrożniejszy... żona wybaczyła, on ją oskarżył winą o romans - bo się za mało o niego starała i o niego nie dbała.Żona pracuje nad związkiem, ku jego uciesze. Ja ryczę - ku jego uciesze. Ostatnio zażądał seksu - odmówiłam. I się zaczęło - fochy, nie odzywanie się ( wcześniej przez 2 lata ok 2 godzin rozmowy dziennie, przyzwyczaiłam się).Cierpię, Tęsknię. Czekam na telefon (choć z każdym dniem mniej).

Z moich obserwacji - jaki on jest - często się przechwala zarobkami, tym ze nie jest odpowiednio doceniany w pracy. Non stop podlicza ile zarobił w danym miesiącu i jak to on na wszystko w domu zapier..... Męczące było słuchanie tego przez tyle miesięcy, ale słuchałam, wzdychałam, chwaliłam. Potrafił zamówić do pracy katering dla całego biura, tylko po to, by się nim zachwycali - a jednocześnie żonę opierniczał za każdy zakup, który zrobiła dla siebie czy do domu. Ma mnósteo koleżanek. Kolegów też, ale koleżanek to wybitnie... kiedyś się wysypał, ze żona ma żal do niego o te koleżanki. Generalnie w kółko ma do niej pretensje i wypomina ile to on pieniędzy zarabia. Aż się źle słucha tych opowieści, a pewnie w domu jest jeszcze bardziej wredny - sądzę że dla mnie te opowieści są/były upiększane.
Jak romans się sypnął i dzwonił do mnie, a ja przeżywałam i płakałam,potrafił wesoło mi powiedzieć, żebym się ogarnęła i nie dramatyzowała - jak mówił było słychać jak mu się micha cieszy. Czerpał radość z tej mojej przeżywki.

Jak już mówiłam - zaproponował mi po wysypaniu się romansu - przyjaźń. Bo jestem jego "najlepszą przyjaciółką". A potem, jak wpadał do mnie kilka razy niby na kawę - próbował by doszło do zbliżenia. Ostatnio bardzo stanowczo zareagowałam - to mnie przeprosił, że już nie będzie próbował i spoko, nic się nie stało. Mnie rozwalało to - że wcześniej zdradzał, bo żona "nie chciała seksu", po wydaniu się - opowiadał jak to ona się stara, jak mu dogadza na każdym polu - a tu - i tak chce zdradzać? Szok trochę...
Do tego momentu dzwonił kiedy tylko mógł - a od tego momentu - cisza, ewentualne zdawkowe smsy albo nie odpisuje wcale. Foch, przy rozmowie - mróz.
Pytam czy to narcyz, bo moja reakcja na jego brak kontaktu wygląda jak zachowanie alkoholika w czasie remanentu w monopolowym. Natrętnie o nim myślę. Na niczym nie mogę się skupić. Płaczę i złoszczę się na przemian. Ciągle się winię ze mu odmówiłam, bo może by teraz dzwonił. Pisze to i widzę, że to co najmniej dziwne, a najpewniej chore - ale... no łaknę kontaktu z nim, choćby telefonicznego.

Ulle - masz zdaje się doktorat ze związku z narcyzem, powiedz czy to ten typ? Ja ryczę, żona ryczy, a on się napawa.
Nie mam zamiaru wchodzić ponownie w tą relację. Chodzi mi raczej o zrozumienie pewnych mechanizmów, żebym omijała takie egzemplarze z daleka - żonatych z pewnością ominę, ale sądzę, że są też na świecie wolni narcyzi. Chciałabym się nauczyć ich rozpoznawać.

Proszę o radę.

Chciałabyś nauczyć się ich rozpoznawać?
To trudne, bo oni potrafią nabić w butelkę nawet specjalistów. Tak naprawdę to bez znaczenia czy to narcyz, czy nie, liczy się tylko to, że jest to człowiek nie do życia, a ty masz dziecko, więc czy on narcyz czy nie nie nadaje się na oczyma czy tam przyjaciela dla twojego dziecka ani na partnera dla ciebie. Ja jednak rozumiem to, że dla ciebie taka wiedza jest ważna. Też przez to przechodziłam.
Powiem tak- ktoś, kto miał albo ma osobistą, bliska relacje z narcyzem po prostu o tym wie i jeśli oczywiście ma jakąś wiedzę na temat tego zaburzenia, czyli potrafi je nazwać. Nie ma takiej możliwości, by się tego nie czuło albo nie wiedzialo. Człowiek po prostu o tym wie i wie nawet lepiej od specjalisty, który niby go zbada. Ja na samym początku też czułam, że jest coś nie tak z moim facetem, od początku widziałam jego dwie twarze, chociaż wtedy pojęcia nie miałam czym jest narcyzm. Kojarzyłam narcyzm z przesadna dbałością o siebie i tendencja do wychwalania się oraz wymadrzania, czyli uważałam takich facetów za śmiesznych, ale nigdy nie groźnych. Minęły lata tego chorego układu z narcyzem, gdy potrzebowałam pomocy i zupełnie przypadkowo trafiłam na niebieska linię. Tak byłam umordowana, z całym spektrum objawów nerwicowych (nerwice mam do dzisiaj ale panuje nad nią), że lata temu, któregoś pięknego dnia zadzwoniłam na te niebieska linie. Głupi zawsze ma szczęście, więc i ja miałam, bo trafiłam na fantastyczna kobietę, która w lot zrozumiała na czym polega mój problem i zaczęła mi tłumaczyć. Z tego wszystkiego zrozumiałam, że to narcyz i w jaki sposób powinnam teraz postępować. Też tak szybko jej nie uwierzyłam, ale nie byłam już zielona głupia gęsia. Ziarno niepewności skutecznie zasiała mi w głowie. Powiedziała mi o stronie niebieskiej linii, o istniejącej wtedy stronie uciekam do przodu i tak krok po kroku zaczęłam do pustej i skolatanej głowy nalewac oleju. Zaprocentowalo i opłaciło się, bo po kilku miesiącach ja już wiedziałam. Przestałam zadawać sobie pytania w stylu np "jak on tak mógł?", bo to bez sensu. To były początki mojego schodzenia na ziemię. Istna meczarnia.
Potem wiedziałam już na 100% i wiedziałam, że rzecz jest do zakończenia, ale byłam tak silnie uzależniona od tej znajomości, że nie pomagało nic. Zmieniłam się w oszalała penelope wierna i czekająca, non stop czekająca i to w dodatku w napięciu i niepewności. To był koszmar- myślę, że jesteś teraz właśnie na tym etapie. Powiem coś niezbyt budujacaego dla ciebie- nie wyjdziesz z tego etapu, długo nie wyjdziesz. Będziesz mordować się każdego dnia i w każdej minucie dnia, chociaż z czasem nauczysz się żyć z ciągłym cierpieniem. Dlaczego? Otóż dlatego, że jesteś silnie uzależniona od wesołego zonatego i za dużo dla niego straciłas na własne życzenie. Tego nie wybaczysz sobie nigdy, chyba że życie da ci jakąś rekompensatę za poniesione straty. Wtedy dopiero odpuscisz go sobie i to w jednym momencie. Aż będziesz zszokowana, że tak można. Dopóki jednak czujesz się poszkodowana, dopóty non stop będziesz go laknela, jak kania dzdzu.
Ja sama zorganizowałam sobie rekompensatę i na skutek kilku życiowych okoliczności, które wykorzystałam dla siebie zwyczajnie ucieklam z naszego pięknego miasta do jakiejś małej brzydkiej dziury, ale to nic, udało się, ucieklam a to co dało mi życie w tej zapyzialej dziurze było tak fascynujące i piękne, że tamto mroczne życie z pięknego miasta zaczęło mało mnie obchodzić. Dostałam jakby drugie życie. Naprawdę tak to oceniam.
Tak więc widzisz, z wychodzeniem z takich relacji jest naprawdę bardzo ciężko, bo nie pomaga nic. Ani żadna wiedzą na temat tego zaburzenia, ani zaklinanie siebie, nie pomaga nic. Tylko przeprowadzka może pomóc, bo zmęczony mózg tylko w całkiem nowych realiach może na nowo zacząć żyć.
Minęły ponad cztery lata odkąd się przeprowadziłam, ale on i tutaj mnie dopadal, bo dzwonił seriami co kilka miesięcy. Traktowałam to jednak jako folklor, bo wiedziałam, że i tak się z nim nie spotkam, więc czułam się bezpieczna. No ale cóż, przyjechał do mnie w czerwcu i od tamtej pory mamy kontakt osobisty, bo albo on przyjeżdża do mnie, albo ja do niego. Było między nami kilka spiec, ale ja nie ustepowalam, ponieważ miałam rację i na ten moment, można powiedzieć, że układa się bardzo dobrze. Może nawet uloze sobie z nim życie, ale nie jestem jeszcze tego pewna. Bo teraz jest tak, że ja cokolwiek zrobię uzależniam od swojej woli, a nie od jego życzeń. Jeśli coś robię, to tylko dlatego, że ja tak chcę, a nie odwrotnie. Jest tak, ponieważ nauczyłam się przestać bać uczucia dyskomfortu, jeśli coś pójdzie nie po mojej myśli. Przestałam się bać tego, że się nacierpie. Rozumiesz to? Mówię sobie, że jeśli będę musiała znowu się nacierpiec, to trudno. Nauczyłam się przegrywać. Tak to jest. Mam nadzieję, że dobrze Ci tłumacze. Naucz się przegrywać, ale tak naprawdę naucz się tego, a zobaczysz, że z każdym dniem będziesz coraz silniejsza i bardziej siebie pewna, a ten wesołek zacznie się z twojego życia oddalać. Przestaniesz cierpieć. Ja potrzebowałam wielu lat, by nauczyć się czegoś takiego i powiem Ci szczerze, że nauczyłam się tego poprzez cierpienie, jakiego doznałam, więc poniekąd zawdzięczam to mojemu facetowi. Wywianowal mnie on sowicie na resztę życia, bo dzięki niemu nie boję się już żyć. Nie kojarzę życia tylko z cierpieniem. Bez faceta albo z facetem można fajnie żyć. Naprawdę można, bo jest tyle innych wspaniałych rzeczy na świecie, że każda pustkę da się wypełnić.
Trzymam kciuki za ciebie.
Z tego, co napisałaś wynika, że faktycznie mogłaś naciac się na narcyza.
Idź do psychiatry i zacznij zażywać jakieś lekkie antydepresanty, one w tym początkowym okresie bardzo Ci pomogą, bo będziesz miała lepszy humor. Ja swoją gehenne przeszłam bez antydepresantow i trochę żałuję, bo może mniej bym się męczyła.

Aha, nie bój się tego, że znowu natniesz się na podlego zaburzeńca, bo ty zostałaś już zaszczepione na takich ludzi. Jesteś inteligentna, empatyczna a to wystarczy, żeby wyczuwac ich na mile. Tak więc niczego się nie bój, bo dasz radę. Jesteś zaszczepione i to zawdzięczasz temu zonatemu, czyli że nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło.

871 Ostatnio edytowany przez Pompon (2019-11-19 10:38:03)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ulle u mnie układanie sobie czegokolwiek z tym człowiekiem nie wchodzi w grę. Jak sobie przypomnę jego wyraz twarzy, jak mu odmówiłam... czułam się co najmniej nieswojo. Jakbym robiła źle, odmawiając mu. Trochę straszne. I to jak się zachowuje od tej pory... jakby mi robił straszną łaskę że sie odezwie. Dziecinne.
Czy mówiąc o tym, ze nauczyłaś się przegrywać chodzi Ci o to, że liczysz się, że w razie nie spełnienia jego życzeń facet odwróci się na pięcie i sajonara?

Mnie przeraża jego postępowanie wobec żony. I to, że tuż po odmowie zbliżenia wyciągnął telefon i pokazywał zdjęcia z udanych wakacji (ona wtedy już wiedziała o zdradzie) jak się obściskują do selfiaków.
Sadyzm czysty sadyzm. Facet wie, co do niego czuję, ale nie miał  skrupułów by mi te zdjęcia pokazywać...

Jestem w fazie - "ale jak to?" I "jak tak można?"

Jak to odczytać?

872

Odp: Starosc z Narcyzem

Przestań zastanawiać się i głowic nad tym, że jak tak można? No można i tyle, a najlepiej świadczy o tym fakt, że on robi to, na co ma ochotę i jakoś nie ma u niego refleksji, że matko święta, jak tak można. Ludzie robią różne rzeczy, często bardzo bardzo podłe i robią tak, BO MOGA. Ty byś nie mogła, a on może. Nie dziw się temu.
Jeśli w ogóle nie było mowy o tym, byś mogła ułożyć sobie z nim życie, to po co ci taki facet. Nie wiadomo, która z kolei byłaś kochanka, ale nawet jeśli pierwsza, to na pewno nie ostatnią. Ten facet rozpanoszyl się w sprawach damsko - męskich, bo życie pokazalo mu, że może sobie na to pozwolić. Żona zamiast zasadzie mu kopen w doopen została z nim i jeszcze lasi się do niego, a ty czekasz z utęsknieniem, aż Pan i władca zadzwoni. Następna kobieta też będzie tak się zachowywała, następna i następna także.

Nie ustawiaj się w kolejce do niego, bo on poza swoim wackiem nie ma niczego do zaoferowania tobie.

873

Odp: Starosc z Narcyzem
ulle napisał/a:

Przestań zastanawiać się i głowic nad tym, że jak tak można? No można i tyle, a najlepiej świadczy o tym fakt, że on robi to, na co ma ochotę i jakoś nie ma u niego refleksji, że matko święta, jak tak można. Ludzie robią różne rzeczy, często bardzo bardzo podłe i robią tak, BO MOGA. Ty byś nie mogła, a on może. Nie dziw się temu.
Jeśli w ogóle nie było mowy o tym, byś mogła ułożyć sobie z nim życie, to po co ci taki facet. Nie wiadomo, która z kolei byłaś kochanka, ale nawet jeśli pierwsza, to na pewno nie ostatnią. Ten facet rozpanoszyl się w sprawach damsko - męskich, bo życie pokazalo mu, że może sobie na to pozwolić. Żona zamiast zasadzie mu kopen w doopen została z nim i jeszcze lasi się do niego, a ty czekasz z utęsknieniem, aż Pan i władca zadzwoni. Następna kobieta też będzie tak się zachowywała, następna i następna także.

Nie ustawiaj się w kolejce do niego, bo on poza swoim wackiem nie ma niczego do zaoferowania tobie.

Wiesz, po prostu był taki moment, że bardzo pragnęłam życia z nim. Chociaż jakoś mialam cały czas takie podskórne odczucie, że coś nie gra. Jakieś fałszywe tony... sprawa mocno mnie intryguje, bo mój ex wywoływał u mnie podobne uczucia. Choć to raczej był typ - odstawic się, odpachnić, przeglądać w lustrze... odmowa czegokolwiek - foch nad fochy. Seks w ogóle nie istniał, nie był zainteresowany tą formą aktywności. Całe życie jechał na tym, ze on taki biedny i trzeba mu pomóc - wiecznie zadłużony, ale obpachniony drogimi perfumami. I ZAWSZE znajdował na swojej drodze holowniki.


Co ze mną jest nie tak,że nie zwiewam od takich osobników?


Widzę tak jakby gównianość takiej relacji, ale jeszcze muszę wziąć gówienko do ręki, obwąchać, wpakować sobie do ust i pociumkać, żeby się upewnić. Jestem momentami wściekła na siebie  a momentami się użalam nad sobą.

874 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-11-19 11:41:10)

Odp: Starosc z Narcyzem

Towarzystwo takich osobników po prostu Ci odpowiada, bo może potrzebujesz kierownika w swoim życiu albo zwyczajne życie nudzi cię i lubisz coś dziwnego i niepospolitego?Tacy ludzie naprawdę potrafią zrobić koło siebie niewiarygodnie atrakcyjna atmosferę i wiele osób może być zafascynowanych ich podejściem do życia. Mój facet np jest tak siebie pewny, że gdziekolwiek by nie wszedł, nawet do bóg wie jak bardzo luksusowych lokali czy urzędów wszędzie czuje się oraz zachowuje tak, jakby w ogóle nie był oniesmielony. Dla niego jest to normalne, że inni ludzie robią takie wspaniałe rzeczy specjalnie dla niego, po to by on był zadowolony, a zadowolić go jest bardzo ciężko, bo jakąkolwiek usterka musi być usunięta, bo to jest szczyt, żeby on musiał coś takiego znosić. Tak więc z jakiegoś powodu tacy ludzie imponuja ci i dlatego nie potrafisz eleminowac ich że swojego życia, jakby oni ubogacali twoje życie.
Ja coś takiego rozumiem, bo sama łapie się na tym, że czuję się lepsza od innych, gdy wsiadam do jego fury, a ludzie zastanawiają się kim jesteśmy razem z moim facetem. Uzupelniasz po prostu jakieś, być może nieodkryte do tej pory, jakieś swoje deficyty. Musisz być bardzo ambitna osobą i fajnie, jeśli taka jesteś, ale musisz zmienić podejście do ludzi, którymi się otaczasz, bo niestety goowno zawiniete w ładny papierek i tak pozostaje goownem.
Patrz tylko na to czy dana znajomość przynosi ci korzyści, czy nie.
Ja jeśli zacznę się męczyć z tym moim, to zakończę to, bo wiem, że gdyby sytuacja była odwrotna on zrobiłby to bez wahania i niczego by nie żałował. Najlepszym dowodem na to, że tak właśnie trzeba myslec jest ten żonaty. Spróbuj nauczyć się takiego myślenia. Będzie ci łatwiej i tacy ludzie sami od ciebie odejdą.

875 Ostatnio edytowany przez Senshi (2019-11-19 14:28:35)

Odp: Starosc z Narcyzem

Gdybyśmy miały adekwatne poczucie własnej wartości, tobyśmy z goowne się nie zadawały. Takie kobiety, pewne siebie (które szanują swoje uczucia, kochają siebie i cenią), gdy wyczują smród, uciekają.

876

Odp: Starosc z Narcyzem

Coś się zmienia... zaczął się na nowo odzywać. Dzwonić, zabiegać o spotkanie. Dlaczego? Czemu to ma służyć? I się trochę cieszę i się boję z powodu odnowionego kontaktu. Czy on mną manipuluje?

877

Odp: Starosc z Narcyzem
Pompon napisał/a:

Coś się zmienia... zaczął się na nowo odzywać. Dzwonić, zabiegać o spotkanie. Dlaczego? Czemu to ma służyć? I się trochę cieszę i się boję z powodu odnowionego kontaktu. Czy on mną manipuluje?

Tak, manipuluje.
Byłaś dla niego dobrym materiałem na seks bez zobowiązań. Szuka atencji i chce mu się seksu, więc odnawia kontakt.
On nie kocha żony. Nie kocha tez Ciebie.
Zrozum to, że narcyz jest dobry tylko do łóżka, nie na żaden związek.
Będzie udawał zakochanego, żeby dostać to czego chce i za jakiś czas zniknie żeby po przerwie znowu się pojawić i tak w nieskończoność... I tu nie chodzi o to ze z Tobą jest coś nietak, to narcyzi mają problem sami ze sobą, wiem co mówię....

878 Ostatnio edytowany przez Pompon (2019-11-24 21:43:57)

Odp: Starosc z Narcyzem
Narcyza napisał/a:
Pompon napisał/a:

Coś się zmienia... zaczął się na nowo odzywać. Dzwonić, zabiegać o spotkanie. Dlaczego? Czemu to ma służyć? I się trochę cieszę i się boję z powodu odnowionego kontaktu. Czy on mną manipuluje?

Tak, manipuluje.
Byłaś dla niego dobrym materiałem na seks bez zobowiązań. Szuka atencji i chce mu się seksu, więc odnawia kontakt.
On nie kocha żony. Nie kocha tez Ciebie.
Zrozum to, że narcyz jest dobry tylko do łóżka, nie na żaden związek.
Będzie udawał zakochanego, żeby dostać to czego chce i za jakiś czas zniknie żeby po przerwie znowu się pojawić i tak w nieskończoność... I tu nie chodzi o to ze z Tobą jest coś nietak, to narcyzi mają problem sami ze sobą, wiem co mówię....

Lubię jego towarzystwo. Jako kolega mi wystarczy - bo jak widzę, jakiekolwiek wiązanie się z nim głębsze sprawi mi emocjonalne kuku. Jak zatem wykręcić się od spotkania w wiadomym celu, ale tak by nie urazić go całkiem, żeby mieć w nim chociaż kolegę?

879

Odp: Starosc z Narcyzem
Pompon napisał/a:

Lubię jego towarzystwo. Jako kolega mi wystarczy - bo jak widzę, jakiekolwiek wiązanie się z nim głębsze sprawi mi emocjonalne kuku. Jak zatem wykręcić się od spotkania w wiadomym celu, ale tak by nie urazić go całkiem, żeby mieć w nim chociaż kolegę?

Czujesz się wyjątkowa w jego towarzystwie, pewnie uwodzi Cię subtelnie i to jest miłe. Jako kolega przestanie się tak zachowywać i może dawać dużo chłodu, wiec już nie będzie tak przyjemnie. Po co Ci taki kolega?
Żeby nie urazić go całkiem musiałabyś zacząć nim manipulować czyli po prostu udawać, ściemniać, grać, czy tego chcesz?
To i tak droga donikąd.

880 Ostatnio edytowany przez Pompon (2019-11-25 10:34:44)

Odp: Starosc z Narcyzem
Narcyza napisał/a:
Pompon napisał/a:

Lubię jego towarzystwo. Jako kolega mi wystarczy - bo jak widzę, jakiekolwiek wiązanie się z nim głębsze sprawi mi emocjonalne kuku. Jak zatem wykręcić się od spotkania w wiadomym celu, ale tak by nie urazić go całkiem, żeby mieć w nim chociaż kolegę?

Czujesz się wyjątkowa w jego towarzystwie, pewnie uwodzi Cię subtelnie i to jest miłe. Jako kolega przestanie się tak zachowywać i może dawać dużo chłodu, wiec już nie będzie tak przyjemnie. Po co Ci taki kolega?
Żeby nie urazić go całkiem musiałabyś zacząć nim manipulować czyli po prostu udawać, ściemniać, grać, czy tego chcesz?
To i tak droga donikąd.


Czyli najlepiej uciąć kontakt na zawsze? Darować sobie tę znajomość i tyle? Z jednej strony szkoda... z drugiej- może tak będzie lepiej?

Posty [ 826 do 880 z 1,094 ]

Strony Poprzednia 1 14 15 16 17 18 19 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018