cslady napisał/a:Ja też nie odczuwam większych emocji, gdy słyszę o wypadkach. Wszystko przez to, że media nas do tego przyzwyczaiły. Codziennie jest jakaś nowa tragedia, więc ile można o tym słuchać. Poza tym jeśli tylko się słyszy, to przynajmniej mnie nie wydaje się to jakieś namacalne i prawdziwe, dlatego nie odczuwam emocji. Chociaż oczywiście są zdarzenia, o których tylko słyszę, a które w jakiś sposób mnie ruszają, np. ta dziewczynka zabita siekierą. Nie ma tutaj reguły.
Zgadzam się. No i wtedy są suche fakty, że tyle a tyle osób zginęło, więc inaczej się na to patrzy. Jest to smutne, ale jest to takie podawane szybko, jako zwykła informacja i tak mózg to chyba odbiera, stąd taka reakcja.
Cslady, to prawda, zawsze najbardziej obawiamy się choroby bliskich. Tak ja jak mama zachorowała na raka 5 lat temu, potem leczenie, rok czy 2 lata remisji (czasem mi się miesza), no a tak to leczenie. Cały te lata stres, ale i tak wiedziałam, że wolę to i żyjącą mamę (oczywiście też dlatego, że mama chciała żyć i walczyć, więc to nie był taki mój egoizm, ale mama też bardzo chciała, cały czas walczyła, a ja też chciałam,wiadomo). No, ale cierpienie przy tak długim leczeniu jest. No, a teraz gdy jej nie ma, to jeszcze większe. Nie da się tego do niczego porównać. Cieszę się oczywiście, że mam tyle pięknych wspomnień z mamą, a smutno mi, że nie ma jej obok, tęsknię, no i cóż, choćby nieświadomie czuję emocje takie jak złość, że czasem źli ludzie żyją długo, a moja mama taka dobra tylko 47 lat.
No te emocje są normalne, zwłaszcza po tak krótkim czasie, ale to i tak boli, bo nie ma sprawiedliwości. No i żeby tak dobre osoby tak cierpiały, bo leczenie jest właśnie takie, że osłabia itp. Cały czas szkoda mi było mojej mamy i tak bardzo chciałam jej wyleczenia czy dłuższej remisji, no ale los był jednak bezlitosny. Wiesz, czasem mimo wszystko jest takie poczucie, że inni chorują, a że np u Ciebie nie, bo jak kiedyś u mnie w rodzinie nie było tak chorób, to wydawało mi się, że to jest gdzieś dalej. No, ale jednak wiadomo każdego może to spotkać, pokora dlatego jest. Dlatego człowiek dobrze jak cieszy się każdą chwilą no i sam i z bliskimi, bo oni są bardzo ważni, a potem właśnie ma człowiek wyrzuty sumienia, że np nie odwiedzał w szpitalu jak ja, bo ten ból tak przytłoczył. No dlatego dla innych to może być lekcja, by wykorzystywać każdą chwilę, a ja wiem chociaż, że teraz postąpiłabym inaczej, jeździłabym do szpitala, dzięki temu tego czasu spędzonego z mamą miałabym więcej i wiedziałabym, że byłam obok.
No, ale byłam w dzień, gdy odchodziła, to było trudne, no i późno, że dopiero wtedy byłam, a wcześniej nie jak była w szpitalu, bo właśnie tak mnie to wszystko bolało, ale jest jednak to choć mała ulga, że wtedy z nią byłam ostatniego dnia, trzymałam za rękę, wtedy trochę jednak pokazałam, że mogę się zmienić. No i tak, mama na pewno rozumiała to. Tak mi teraz choćby tata mówi i na pewno tak jest. A przez telefon tak z mamą nie gadałam też, bo ona nie miała siły dzwonić, ja nie miałam za bardzo jak doładować konta, także no nie porozmawiałam z mamą zbyt wiele, no jedynie z tydzień przed, bo wtedy byłam raz w szpitalu, potem już nie byłam oprócz dnia odchodzenia, bo nie dawałam rady psychicznie. Trochę pomaga też to, że przecież na pewno są też inne osoby, które też miały taką reakcję psychiki, że nie odwiedzały bliskich osób w szpitalu, bo było to dla nich tak ciężkie psychicznie. No jedni odwiedzają, inni nie odwiedzają, bo nie chcą, a inni nie odwiedzają, bo naprawdę im ciężko, ale kochają. Różnie jest.
Dlatego wiadomo, że nikt raczej nie oceni mnie źle, ale zrozumie, że to była reakcja obronna psychiki, że jest to zrozumiałe w tej sytuacji, że tak mogłam postąpić. No, a teraz bym naprawdę to zmieniła, bo z czasem po prostu widzi się to, że była to reakcja obronna, że teraz by się lepiej z tym poradziło, taka prawda. No, ale czasu się cofnie, mama i tak wiedziała, że ją kocham, rozumiała to na pewno, znała mnie, więc wiedziała, że to dlatego, że to dla mnie obciążające psychicznie, a ja znam mamę, nie miała do mnie na pewno żalu, po prostu rozumiała. No także tych rozmów nie było wiele, było mało, ale teraz najlepsze co mogę zrobić, to dbać o pamięć o mamie, co robię, jak będę za to w stanie żyć tak, by była dumna, by cieszyła się, że jakoś tam żyję i że dbam o rodzinę, przyjaciół.
Dobranoc.