Na czym polega owa "niebylejakość" życia?
Dla jednego oznacza walkę o swoje bez oglądania się na innych, dla innego dopasowanie swoich potrzeb do możliwości. Dla innych jeszcze zwykłe, normalne życie. Bez torebek od Vittona, szusów alpejskich i podróbek amerykańskiej popkultury.
Nie powinniśmy oceniać, czy żyjemy byle jak, czy odwrotnie.
Dopóki jesteśmy zadowoleni, że jest lepiej niż było, jest dobrze. Zwłaszcza, gdy mamy wokół siebie życzliwe osoby. Choćby to sprawia, że "byle jak", nie pasuje. ![]()
131 2015-09-01 22:04:11 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-09-01 22:06:32)
132 2015-09-02 09:18:50 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-02 09:57:19)
Na czym polega owa "niebylejakość" życia?
Dla jednego oznacza walkę o swoje bez oglądania się na innych, dla innego dopasowanie swoich potrzeb do możliwości. Dla innych jeszcze zwykłe, normalne życie. Bez torebek od Vittona, szusów alpejskich i podróbek amerykańskiej popkultury.
Nie powinniśmy oceniać, czy żyjemy byle jak, czy odwrotnie.
Dopóki jesteśmy zadowoleni, że jest lepiej niż było, jest dobrze. Zwłaszcza, gdy mamy wokół siebie życzliwe osoby. Choćby to sprawia, że "byle jak", nie pasuje.
Przybij piateczke:) Madrze piszesz!
Jakbyś się wybierała w okolice południowo-wschodniej Polski, to zapraszam
Beczka piwa się znajdzie... pokojów dużo choć z ich wykończeniem różnie więc jest gdzie przekimać po całej beczce
spoko, ja stary harcerz nawet na sianie w stodole dam rade:) No patrz, jakos caly czas kojarzylam Cie bardziej ze wschodnia polnoca, jakies Podlasie, Suwalszczyzna i te klimaty. Ale Bieszczady tez piekne;)
Ooo, ja bardzo lubiłem nasze "toporki"
, bo tu chyba działa zasada, że lepiej z mądrym zgubić... Ale muszę przyznać, że nawet parę dni temu na ten temat rozmyślałem, że jednak warto było na tym forum się kiedyś zalogować, bo z paroma osobami fajnie się pisało. Akurat od razu na myśl przyszłaś mi Ty i Witchqueen.
No to teraz ja spalilam buraka:)
Ale serio, to calkiem zacne towarzystwo czasem sie zbieralo i podogryzalo sobie. Wazne, zesmy sobie przy tym glow nie poodgryzali.
Ale Bieszczady tez piekne;)
Troszkę bliżej centrum, gór nie ma ale jest ładna wyżyna, górek i dolinek sporo. Miasto jest jak Rzym ![]()
Mussuka napisał/a:Ale Bieszczady tez piekne;)
Troszkę bliżej centrum, gór nie ma ale jest ładna wyżyna, górek i dolinek sporo. Miasto jest jak Rzym
I tez wszyscy na rowerach tam pomykacie?;) Jechalam przez ten Rzym na trasie Zakopane-Suwalki, cala wschodnia Polske wtedy przejechalismy. Jesli dobrze zgadlam, to dodam, ze zadroszcze klimatow. Moj pan tez bardzo chcialby to miejsce poznac, z ekranu polubil:)
Rowerów jest sporo, a miasto w zeszłym roku uruchomiło stacje rowerowe i z tego co widać robią furorę. Bardzo modne zrobiły się też skuterki, dużo ich jeździ. Faktycznie zaczyna to przypominać klimat włoskich miast. Co prawda w Rzymie nie byłem ale w Padwie, Wenecji, Bolonii widziałem mnóstwo ludzi na rowerach i skuterach pod krawatami. U nas też już tak jeżdżą ![]()
Ja zawsze najbardziej kochałem właśnie ten kawałek Polski, a najbardziej jak wróciłem z wakacji w Grecji. Jak wreszcie zobaczyłem prawdziwą zieleń, bezkresne pola ale i wyżyny z dolinami, to pomyślałem: jejku, trzeba było polecieć aż tam na południe żeby zrozumieć jak tu jest pięknie... ![]()
Rowerów jest sporo, a miasto w zeszłym roku uruchomiło stacje rowerowe i z tego co widać robią furorę. Bardzo modne zrobiły się też skuterki, dużo ich jeździ. Faktycznie zaczyna to przypominać klimat włoskich miast. Co prawda w Rzymie nie byłem ale w Padwie, Wenecji, Bolonii widziałem mnóstwo ludzi na rowerach i skuterach pod krawatami. U nas też już tak jeżdżą
Ja zawsze najbardziej kochałem właśnie ten kawałek Polski, a najbardziej jak wróciłem z wakacji w Grecji. Jak wreszcie zobaczyłem prawdziwą zieleń, bezkresne pola ale i wyżyny z dolinami, to pomyślałem: jejku, trzeba było polecieć aż tam na południe żeby zrozumieć jak tu jest pięknie...
Snake, tak dla wyjasnienia, te rowery to byla tez moja aluzja do pewnego duchownego z tv:)) Bo z nim mi sie ten Twoj Rzym kojarzy. Dobrze trafilam?
Ja Rzym poznalam, reszty Wloch nie, marzy mi sie Toskania z tymi ogromniastymi cyprysami i kuchnia. W ogole uwielbiam kuchnie wloska, wygladalabym jak hipopotam zywiac sie tam:)
Ale masz racje, u nas jest tez przepieknie. Ostatnio wracalismy autem z poludniowej Chorwacji - cudenka, zatoczki, wyspy, winnice, blekitny Adriatyk - no trudno sie nie zachwycic. I po kolejnym dniu zatrzymalismy sie nad Wigrami - inaczej a rownie pieknie. Twoich rejonow tak dobrze nie znam, ale suwalszczyzna mnie zachwyca za kazdym razem. Zwlaszcza ta mnogosc bocianow wszedzie:)
O kurczę, to nie kojarzę tego duchownego. Rzadko oglądam tv i raczej w godzinach kiedy zamiast księży pojawiają się jakieś niekompletnie ubrane panienki. Niestety starość nie radość i ja po najdalej kwadransie od włączenia telewizora smacznie śpię.
Z krajobrazów, to ja bym się chętnie wybrał gdzieś na wschodnią Ukrainę, bo mam takie stepowo - kresowe ciągoty. Stąd też lubię literaturę wschodnich Słowian, bo ma odciśnięte piętno ludzi, którzy stojąc nie mogą ogarnąć wzrokiem horyzontu. Dlatego lubię klimaty obłędnych rycerzy, Kmiciców i tych najbardziej wrednych - lisowczyków ![]()
O kurczę, to nie kojarzę tego duchownego. Rzadko oglądam tv i raczej w godzinach kiedy zamiast księży pojawiają się jakieś niekompletnie ubrane panienki. Niestety starość nie radość i ja po najdalej kwadransie od włączenia telewizora smacznie śpię.
Heh, uwazaj, bo jak zona to czyta, to dopiero lomot bedzie wieczorem:) no chyba, ze ona z Toba te panienki oglada i inspiruje (motywuje:) sie. A ten duchowny to postac filmowa. No ok, zapytam inaczej, na ilu wzgorzach lezy Twoje miasto?:)
Z krajobrazów, to ja bym się chętnie wybrał gdzieś na wschodnią Ukrainę, bo mam takie stepowo - kresowe ciągoty. Stąd też lubię literaturę wschodnich Słowian, bo ma odciśnięte piętno ludzi, którzy stojąc nie mogą ogarnąć wzrokiem horyzontu. Dlatego lubię klimaty obłędnych rycerzy, Kmiciców i tych najbardziej wrednych - lisowczyków
Oj to spiesz sie, zanim Ci sie ta Ukraina skurczy i do innej ambasady bedziesz po wize stal. Czyli lubisz takie duze otwarte przestrzenie?:) Ja odwrotnie, im wiecej w gore tym lepiej. Niestety aktualnie tez musze sie jeno pagorkami i pojezierzami zadowolic. A gdybys nagle zapalal ochota poznac tereny bagnisto podmokle i tez malo zaludnione, to zapraszam do Laponii. Moze byc tak, ze przez caly dzien spotkasz na swojej drodze jedynie renifera albo losia:) Oraz milirad komarow.
Eileen napisał/a:Generalnie Snake zachowuje się tak jak ja, kiedy chcę "zgorszyć" jakąś starą ciotkę na spotkaniu rodzinnym i rżnę głupa, jak uroczo określa to moja mama. big_smile.
No cóż, coś w tym jest
Przyznaję bez bicia, że ile razy trafiam w życiowe okoliczności, gdzie wokół mnie jest ą i ę, bułkę przez bibułkę, to zaczyna na mnie napierać nieprzeparta potrzeba aby po posiłku głośno beknąć aby przebić ten nieznośny balonik... Mnie się nawet podoba jak Kammiś pisze, że koledzy jej chłopaka jak się spotkają, to rozmawiają o polityce i podróżach. Nawet podoba mi się, że ona być może uważa, że oni zawsze o takich "na poziomie" tematach rozmawiają. Wcale nie mam misji burzyć jej słodkiej wiary w to. Czasami warto mieć złudzenia... Poza tym jak się Kammiś wykłóca, to jakby mniej jojczy na temat swojego życia więc pewnie dostanę jakiś bonus na tamtym świecie
Mam podobnie, ale trochę inne okoliczności to wzbudzają. Najczęściej jakieś rozmowy związane z przekonaniami czy czymś takim. Z tym że u mnie raczej nie włącza się to, kiedy ktoś ma inne zdanie, tylko kiedy czepia się mojego, narzucając swoje. Albo w przypadku, kiedy ktoś swoją ideologię przedstawia nie jako "MOJA ideologia", a "WŁAŚCIWA ideologia". Z tym że wtedy moje prowokowanie jest na bazie moich prawdziwych przekonań, tyle że ee... wzmocnionych odpowiednim słownictwem. Nie mam na myśli oczywiście wulgaryzmów
, po prostu - przykładowo - na hasło "a co biedni zrobią bez zasiłków" odpowiem "co mnie to, najwyżej zdechną" zamiast jakiejś bardziej zachowawczej wersji typu "będą musieli sami zacząć się o siebie martwić, to ich sprawa".
Zapowietrzenie i wytrzeszcz oczu + satysfakcja są warte zachowywania się jak dziecko od czasu do czasu.
A z kammiś zazwyczaj się zgadzam, z tym że mamy chyba trochę inny styl bycia. Zgodność jest raczej na poziomie hm... odczuć? Poglądów? Tak czy siak, wydaje mi się, że dość dobrze rozumiem jej wypowiedzi przez to, że często mam podobnie.
A wiele osób, mam wrażenie, odpisuje tak, jakby kompletnie nie złapała przesłania (nie mówię tego o Tobie, bo Ty, jak już ustaliliśmy, prowokujesz
).
Swoją drogą, byłam dzisiaj u fryzjera. I już nie mam włosów do pasa, tylko do połowy pleców. Ale musiałam w końcu ogarnąć czuprynę... ;_;
No ok, zapytam inaczej, na ilu wzgorzach lezy Twoje miasto?:).
No jak Rzym, na siedmiu ![]()
141 2015-09-02 16:53:32 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-02 16:54:20)
Snake, Artura Żmijewskiego, chyba często widujesz ![]()
Przepraszam, ale muszę coś napisać. Otrzymałam dzisiaj komplement życia (albo hejt - zależy jak na to spojrzeć, jeszcze nie zdecydowałam): "Masz takie ładne, równe zęby, jak sztuczna szczęka normalnie!". Co najśmieszniejsze, wiem, że to była szczera pochwała, ale brzmi... XD
Mhm, a wydawało mi się, że Snake mieszka gdzie indziej, jakoś tak mi wynikało z poprzednich postów... ale pewnie coś mi się pomieszało.
Matko, jak czytam Wasze wpisy to utwierdzam się w tym, że znajomi mają rację i jestem pracoholiczką
ja nawet jak planuję że będę odpoczywać to i tak znajdę robotę sobie
albo jakieś praktyki, albo artykuł, albo remont, albo przerabianie ciuchów (uwielbiam sama przerabiać ciuchy, ostatnio robiłam tęczową bluzkę z białej
) albo cholera wie co
No nie wysiedzę, po prostu nie wysiedzę. Pewnie dlatego, że rodzice mnie nauczyli tak, a w dzieciństwie miałam każdą godzinę od rana do wieczora zaplanowaną. Teraz planuję sobie dzień tak samo, jak kiedyś robiła to za mnie matka
W tym tygodniu biję rekordy, nawet mój rozkład przespanych godzin to (na każdą dobę) 3 - 5 - 6 ![]()
Ale stopuję powoli, bo mam jakieś wrażenie, że odporność mi spada... muszę się więc wyspać.
Ale zdążyłam sporo przed deadlinem, haha! ![]()
Przepraszam, ale muszę coś napisać. Otrzymałam dzisiaj komplement życia (albo hejt - zależy jak na to spojrzeć, jeszcze nie zdecydowałam): "Masz takie ładne, równe zęby, jak sztuczna szczęka normalnie!". Co najśmieszniejsze, wiem, że to była szczera pochwała, ale brzmi... XD
Ja tak mam z cyckami.Wmawiają mi,że sztuczne:)
Też nie wiem czy to komplement:)
145 2015-09-02 19:08:08 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-09-02 19:09:11)
Gojka, haha
Pewnie komplement, ale śmiesznie brzmi. ![]()
Kammiś, nie martw się, u mnie 5-6 godzin to z tych "ale się w końcu wyśpię". ;p
146 2015-09-02 19:19:36 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-02 19:20:51)
Można też odwrócić pytanie i zapytać czy pracoholik nie żyje byle jak. Jedzenie w pośpiechu, tysiąc zajęć, brak chwil, gdy można docenić to, co się ma, brak bardzo bliskich relacji z innymi ludźmi (wszak na to trzeba mieć czas, a nawet całkiem sporo) itp. Oczywiście mówię o prawdziwych pracoholikach, a nie ludziach, którzy intensywnie pracują 8-10 h dziennie. Ilość to nie jakość.
Gojka, u mnie też tak myślą
Cslady - nie jem w pośpiechu
no i do tego ćwiczę.
Pracuję właśnie mniej więcej 10 godzin, robię sobie przerwy i pracuję intensywnie.
Chodzi o to, że ja po prostu nie mogę NIE MIEĆ ZAJĘCIA. Nie musi być ono związane z pracą czy studiami, ale muszę mieć zajęcie i najlepiej, jeśli ma ono ściśle wyznaczony cel. Nie mówię, że muszę je mieć w każdej chwili ale nie wyobrażam sobie nie mieć go np. dwa dni pod rząd.
I nie wyobrażam sobie nie mieć celów. Moim zdaniem to jest jeden z głównych wyznaczników byle jakiego życia - brak celu w życiu. Człowiek, który się nie rozwija, cofa się.
Natomiast relacje z ludźmi mam ograniczone do tych, na których mi zależy, czyli do bardzo wąskiej grupy osób. Nie czuję potrzeby "wychodzenia" do ludzi dla samego "wychodzenia".
148 2015-09-02 19:30:37 Ostatnio edytowany przez Snake (2015-09-02 19:31:51)
Snake, Artura Żmijewskiego, chyba często widujesz
To nie to miasto. Już zajarzyłem o jakiego księdza na rowerze chodzi
Ale co ciekawe z tego serialowego miasta pochodzi moja rodzina i stamtąd wyemigrowała jakieś 150 lat temu. Wciąż jest to jedno z trzech głównych skupisk w Polsce ludzi o moim nazwisku. Zresztą rzadkim bardzo i ponoć o niemieckim rodowodzie. Możliwe ale biorąc pod uwagę narodowościowe skundlenie w okolicach, to zupełnie bez znaczenia. Pradziad na pewno pod względem narodowości określał się krótko: jestem tutejszy... ![]()
Kammiś, obrazek masz za darmochę i możesz go sobie wydrukować i przyczepić do lodówki.
149 2015-09-02 20:48:24 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-09-02 20:50:25)
Diś znowu miałam siłkę, ale tylko aeroby (wiem, to moja mała obsesja
). Czy 3km w 20 minut to jakiś przyzwoity dystans? Pytam, bo nie wiem. Nigdy nie lubiłam biegać, w sumie tylko joggowałam z Misiem rano, ale nigdy tak na poważnie.
A tak w wolnym czasie to gram na pianinie Steely Dan. Kupiłam sobie zestaw jakiś prawie wszystkich ich utworów i zasuwam ten jazz pop z lat 70tych ![]()
150 2015-09-02 20:50:18 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-02 20:52:34)
Ja z początku to nawet i byłem pracoholikiem. Ale dziś zdecydowanie nie jestem. Ludzi mi brakowało, zwykłego wyjścia na piwo ze znajomymi, czy nawet po prostu wyjścia przed dom (nie u mnie, bo ja w bloku, ale np. u rodziny na wsi) i sobie po prostu siedzieć i nic nie robić. Nie myśleć nawet. I siedzieć. Najlepiej we dwójkę. I się nawet do siebie nie odzywać. Tylko po prostu tak koło siebie siedzieć. Gdzieś w tym wirze pracy jednak przychodzi moment, że chce się w końcu porozmawiać o czym innym, czasem o totalnych pierdołach. A nie tylko praca, praca, praca i... grób. Nie, to nie dla mnie jdnak.
Ostatnio nawet wyszliśmy ze znajomym (też z tych "szanowanych") przed wieżowiec gdzie kiedyś mieszkałem, usiedliśmy na ławce i wypiliśmy po piwku. Tak powspominać stare czasy. Przyjemnie było.
Ech Martainn, my lubimy siedzieć wieczorem i sobie pograć na klawiszach śpiewając nieludzko tragicznie (mój facet zupełnie nie ma słuchu, a ja, chociaż słuch i wyczucie rytmu mam, to głos jak Gienio na kacu). Jakoś to odstresowuje przed snem.
Ok, pewnie nie jestem obiektywna. Pracoholików, których znam/znałam nie określiłabym jako szczęśliwych ludzi. Głównie dlatego, że pracoholizm jest dla nich formą ucieczki od samotności, od jakichś traum z przeszłości albo jest formą dowartościowania się ("jestem super zajebisty, bo tyleeee w życiu robię"). Owszem, mają oni wąskie grupki osób, z którymi rozmawiają, ale dla mnie to nie są głębokie relacje, bo pracoholicy nigdy (albo bardzo rzadko) nie są po pracy. Nawet podczas spotkań towarzyskich mówią o pracy albo chociaż o niej myślą. Unikam takich osób, bo są dla mnie tak samo nudne jak ci sprzed telewizorów. Dlaczego? Ano dlatego, że monotematyczność jest śmiertelnie nudna. Jeśli czyjeś życie kręci się tylko i wyłącznie wokół 2-3 pasji to zgoda, na początku bardzo fajnie się słucha, ale potem ma się tego zwyczajnie dość, jeśli ta osoba nie umie mówić o niczym innym. Ja lubię ludzi z którymi da się porozmawiać o operze, teatrze, nowinkach branżowych itp., ale da się również pożartować, pomilczeć sobie w pięknych okolicznościach przyrody, zrobić coś mniej lub bardziej szalonego itp. W liceum byłam bardzo zafascynowana pewnym chłopakiem. Niedawno spotkałam go w Warszawie i poszliśmy na kawę. Fajny jest i bardzo inteligentny. Interesuje się polityką i historią. Z tych dziedzin ma ogromną wiedzę. I bardzo fajnie, na początku bardzo lubiłam go słuchać. A potem zabił wszystkie moje motyle, bo na kolejnych spotkaniach myślałam tylko o tym jak popełnić samobójstwo na 100 sposobów. Także pracoholikom i osobom opętanym na punkcie 1-2 pasji mówię stanowcze nie. Natomiast jeśli mają 1-2 pasje, ale da się z nimi pogadać też o innych, mniej poważnych rzeczach, to cud, miód, malina.
Cslady, też nie lubię pracoholików. Zwyczajnie męczy mnie jak ktoś ciągle nawija o swojej pracy. Tak jakby nic innego na świecie nie istniało. Muszę przyznać jednak, że sama czasem przeginam, bo coś mnie niesamowicie zainteresowało
Staram się jednak panować nad taką monomanią.
Cslady, też nie lubię pracoholików. Zwyczajnie męczy mnie jak ktoś ciągle nawija o swojej pracy. Tak jakby nic innego na świecie nie istniało. Muszę przyznać jednak, że sama czasem przeginam, bo coś mnie niesamowicie zainteresowało
Staram się jednak panować nad taką monomanią.
Ja też czasami przeginam i sporo moich znajomych czasami przegina, ale kluczowe jest określenie "czasami".
Natomiast jeśli tak jest na co dzień, to nuuudaaaa. Szczerze, wolałabym już posłuchać o serialach. No bo prawda jest taka, że na co dzień pracuję intelektualnie i to dość ciężko (choć zależy od dnia). Właśnie dlatego po pracy nie mam ochoty przez 3 h słuchać o tej historii albo polityce, bo taka rozmowa wymaga ode mnie kolejnego wysiłku intelektualnego. Jak tak się teraz zastanawiam, to na spotkaniach ze znajomymi przez większość czasu po prostu się śmiejemy. Z różnych rzeczy, mniej lub bardziej poważnych, mniej lub bardziej naukowych. Im późniejsza pora, tym bardziej tematy schodzą na szeroko pojęte życie i filozofowanie. No a gdybym miała słuchać po pracy kilkugodzinnego wykładu o polityce, to odpadam. Gdybym faktycznie chciała tego słuchać w takim natężeniu, to bym się zapisała na wykłady.
Jasne, jak idę na drinka to głównie chcę się wyluzować, pogadać o życiu, popsioczyć na Misia, a nie przerabiać teczkę z pracy. Niestety nie każdy tak ma ![]()
156 2015-09-02 22:55:51 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-09-02 22:59:40)
vinnga napisał/a:Ja również, chyba po raz pierwszy na tym forum, zgadzam się ze Snakem... Kammiś, to jest wątek o motywacji, ale niezupełnie w Twoim rozumieniu. To jest też wątek o przyjemnościach, o tym, co sprawia, że ludzie cieszą się życiem. A to, że Snake cieszy się majtkami żony czy piwem - no cóż, taki jego wybór, taka jego przyjemność
W sumie - czym różni się stanik Eileen od majtek żony Snake w kontekście pasji i motywacji?
Akurat w ostatnich dniach mój żywot był mało motywacyjny. Strasznie dużo "muszę" i "powinnam". I właśnie w tym czasie największą przyjemność sprawiło mi piwo z przyjaciółką. Nawet dwa razy, bo znalazłyśmy naprawdę kapitalne miejsce do spożywania tegoż napoju
Wątpię, żebym się przez to piwo jakoś rozwinęła, ale niewątpliwie mój zmęczony móżdżek przyjął je z wdzięcznością
Vinnga - moze mam takie wrazenie, bo Snake pisze w sposob dosc...prostacki. Zapewne nie zaprzeczysz. Nie pisze tak jak Ty o "piwie z przyjaciolka w kapitalnym miejscu" i o "pieknym upalnym sobotnim sloncu" jak Mussuka. Ja dzis rano tez spedzilam pol godziny leniwie - na sloncu, z kawa w reku. Ale nie uwazam tez tego za glowny punkt mojego dnia - glowny i najwazniejszy dla mnie dzis punkt dnia to artykul. Zreszta one sa dla mnie jedna z najwazniejszych rzeczy w zyciu, bo nic nie daje mi wiekszej przyjemnosci niz widok swojego nazwiska w specjalistycznym czasopismie. Nic.
Wypowiedz Eileen wydaje sie byc bardziej na poziomie. Chociaz nie zgodze sie ze wizyta u brafiterki to to samo co kupienie majtek, bo odpowiednie dobranie stanika to jest pewien element dbania o siebie. Tutaj nacisk pada na dobranie stanika a nie jego kupienie.
Lubie spedzac czas ze swoim facetem, ale nie bede tutaj pisac ze mial na d*pie nowe bokserki, bo dla mnie to ponizej pewnego poziomu... nawet ponizej poziomu zenujacego.
I wiesz, tutaj jedna dziewczyna napisala chyba (nie chce mi sie przewijac postow w telefonie), ze upiekla ciasteczka z corka. Nie da sie ukryc, ze to lepsza forma spedzenia czasu z rodzina niz odstawienie dzieci do kina na zapewne niezbyt madra bajeczke.Snake, raczej nie "opowiedzialbym ci" bo z osoba taka jak Ty nie umowilabym sie nawet na kolezenska herbatke, bo nie jestes w moim "typie" (typie charakteru) nawet na znajomego, a co dopiero na kumpla.
Po drugie - uwierz mi, ze jezeli slysze/widze ze mezczyzna w wolnym czasie glownie wyciaga sie na kanapie z piwem to jest z gory skreslony. Rowniez jako kumpel. Po prostu tak z automatu, chocby nie wiem jak cudowny nie byl w innych dziedzinach zycia. Pamietam sama jak dopiero poznawalam obecnego "lubego" i spoznilam sie na spotkanie komitetu organizacyjnego konferencji. Wbieglam na spotkanie z kawa w reku, w drzwiach na niego wpadlam, godzina 7.30, a on do mnie z tekstem: "Kawa z rana to podstawa, chociaz poranne bieganie lepiej budzi, polecam pani sprobowac". Pomyslalam dokladnie: "facet biega. So good".
Facet musi kobiecie imponowac. A to ze potrafi sie zerwac o 5.30, zeby ruszyc tylek, isc biegac i o 7 byc na wydziale imponuje o wiele bardziej niz typowy cwaniaczek na kanapie z browarkiem.Wracam do roboty
Faceci i tak często mniej uwagi zwracają na takie rzeczy, więc rzadziej piszą tak jak "kapitalnie" i inne. To znaczy piszą raczej, ale czasem w mniejszym natężeniu. A Snake ma taki styl pisania, ktoś ma inny. A widzisz tak piszesz, a wybranie fajnych majtek, ładnych to też coś
No jasne, że dla sylwetki jako bielizna najważniejszy jest stanik, ale bez sensu tak porównywać. Wiesz, nie przeczę, że to jak coś się pisze nie ma znaczenie, bo pewne znaczenie ma, ale nie uważam też, że Snake jest gorszy, bo pisze innym stylem. A kto wie może jeszcze "pochwali" się czymś przy czym i Ty będziesz zaskoczona
A trochę bez sensu z tym bieganiem czy piciem piwa, bo czy to, że ktoś czasem pije piwo na kanapie to oznacza, że na pewno robi tylko to i od razu to jest facet z tych co tylko mówi, by podać mu piwo. Nie uważasz, że to też pewien stereotyp, bo owszem tak bywa, ale nie każdy facet, który czasem napije się piwa na kanapie jest taki. Ja piwa nie lubię, alkoholu też nie za bardzo, ale naprawdę to, że ktoś czasem się napije nie oznacza, że tylko to jego rozrywka, ale rozumiem też, że czasem daje mu to przyjemność tak jak komuś innemu obejrzeniu filmu czy czegoś. Może choćby komuś smakować i czasem się napije, ale wcale nie musi być facetem ze stereotypowych wyobrażeń. Zresztą taki facet raczej nie wiedziałby tyle o historii co Snake czy polityce, bo widać, że wie dużo i interesuje się, a z takim facetem co lubiłby tylko piwo, to raczej byś o tym nie pogadała. Także ja tam wcale nie uważam, że Snake jest przez to złym towarzystwem, też ma sporo do powiedzenia i tak, ja nie widzę tu nic złego.
Wybrałam się z mamą na film ,,Żyć nie umierać''. Wiecie co ja czasem krytykuje moją mamę coś tam jej zarzucam. Ale jest naprawdę dobra matką.
Zawsze wszystko dla mnie było i jest. Ja się denerwuje ale mama traktuje mnie czasem jak dziecko. Wczoraj był 1 września. Mijamy z mamą jakąś grupkę dziewczyn. A moja mama coś takiego: Luda ty wiesz, że się nic nie zmieniłaś? ![]()
I powiem Wam zgodzę się. Wiecie, ze zawsze miałam takie samo myślenie, żeby tak życie ułożyć żeby mi było jak najlepiej jak najwygodniej. Żebym przypadkiem się nie namordowała zbyt dużo. Mama to czasem mówi (zresztą nie tylko mama) ![]()
ale ty to się ze sobą pieścisz ![]()
Wiecie co ja jak byłam w wieku tej grupki dziewczyn to sobie tak myślałam, że ja nie chce takiego nudnego głupiego prozaicznego życia. Że po szkole mąż, dzieci, jakieś obskurne mieszkano i zmartwienia. brak kasy chyba najgorszy. Dlatego nie spotykałam się z chłopakami którzy mogliby tylko to mi zaoferować bo to byle g... nie życie. Nie dla mnie. Ja bym sobie chyba w łeb strzeliła. No ale ludzie bądźmy ekonomiczni miałam taki przykład ja brałam renta po ojcu no dajmy na to na chwile obecna to by było 1000zł. Ja w domu się nie dokładałam do niczego, więc to była kasa dla mnie na moje potrzeby. I było to dużo, powiem Wam zaoszczędziłam. Zawsze modnie się ubierałam, kosmetyki, fryzjer te sprawy. Moja rówieśnica miała identyczna sytuacje i renta taka sama. I co? Zmajstrowała sobie dzieciaka z chłopakiem w jej wieku, wiadomo dwoje gołodupców.
Raz po szkole poszłam do niej po coś. Klitka, obskurna, brudno, ona przy garach dziecko w wózku płacze, nieumalowana nie ubrana. Wiecie to skutecznie zniechęciło mnie do seksu
A w sumie to i tak żaden rówieśnik nie spełnił moich kryteriów.
Powiem tak w pewnym momencie miałam okazję z której skorzystałam więc mieszkanie i oszczędności na studia i na start tez były. Także w dorosłe życie weszłam bardzo miękko. Mój eks- co jak co ale charakterami podobni on tez nie lubił jak koń pod górę tylko lecieć z górki. Więc razem było jeszcze lżej. Wiecie ja nie miałam takich rozterek za co opłacę czynsz, z kim dzieci zostawię. Więc praktycznie nie miałam potrzeby jak to się mówi bawić w dorosłość. Dojrzeć coś zmieniać. Bo po co psuć jak jest dobrze?
Snake pisze prosto, ale nie prostacko. Inteligentnie z humorem i z polotem. Niestety Kammiś raz przyznała, że jak ktoś pisze coś w temacie, którym ona się nie interesuje to mało rozumie. Z całą sympatią do Kammiś, ale Snake bierze Cię bez mydła, a Ty nawet tego nie zauważasz:)
Ludmiłaa napisał/a:Snake, Artura Żmijewskiego, chyba często widujesz
To nie to miasto. Już zajarzyłem o jakiego księdza na rowerze chodzi
No zesz, teraz to sie calkiem pogubilam. A te 7 wzgorz to niby gdzie?
160 2015-09-03 09:54:17 Ostatnio edytowany przez Snake (2015-09-03 09:54:37)
A te 7 wzgorz to niby gdzie?
Siedem historycznych w dawnych granicach miasta i bezpośrednim pobliżu:
- Wzgórze Zamkowe,
- Wzgórze Staromiejskie,
- Górka Dominikańska,
- Grodzisko,
- Białkowska Góra,
- Czwartek,
- Żmigród
Dziś wzgórz w granicach miasta jest oczywiście więcej ![]()
ale Snake bierze Cię bez mydła, a Ty nawet tego nie zauważasz:)
i o to chodzi ![]()
dlatego czytam ten wątek w ramach rozrywki ![]()
162 2015-09-03 10:50:53 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-03 10:56:50)
Mussuka napisał/a:A te 7 wzgorz to niby gdzie?
Siedem historycznych w dawnych granicach miasta i bezpośrednim pobliżu:
- Wzgórze Zamkowe,
- Wzgórze Staromiejskie,
- Górka Dominikańska,
- Grodzisko,
- Białkowska Góra,
- Czwartek,
- Żmigród
Dziś wzgórz w granicach miasta jest oczywiście więcej
Dobra, chyba znalazlam - Lublin.
A widzisz, podobno Sandomierz tez pretenduje do miana polskiego Rzymu:) I tez na 7-miu wzgorzach wiec mnie zmylilo.
PS. to do tego piwa z beczki zamawiam sobie jeszcze cebularza i koniecznie pierogi turowskie z soczewica;)
163 2015-09-03 12:32:41 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-03 12:33:37)
Hej!
Dziś byłam u lekarza. Wyjątkowo moja pani doktor ma wolne, więc czekałam do innego lekarza. I słyszałam taka rozmowę, a wie pan ja to do lekarza chodzę tylko jak muszę. A wie pani ja to z 10 la temu byłem u lekarza. CO?????????????????????????
Ja to z każdą rzeczą biegnę do lekarza. Bardzo pilnuje badań profilaktycznych. Do dentysty też chodże regularnie. Nie mam problemu z wizytami u ginekologa. I szczerze to nie wiem po co inni tak przeżywają. Ginekolog lekarz jak każdy inny. Jak chce wypróbować jakieś nowe kosmetyki lubię zasięgnąć porady dermatologa. Wiecie co jeszcze taką rozmowę miałam wiele kobiet nie mówię, że wszystkie, ale znaczna część. Po porodzie zajmuje się domem, dziećmi, zaniedbuje się. Ja bardzo zachęcam na Fitness, na wykupienie sobie pakietu fitness+siłownia+basen+masaż.
A wiecie co mi odpowiedziała pewna kobieta: że ona jest gruba, zaniedbana bo nie ma czasu na takie pierdoły i szkoda jej kasy. SZOK!!!!
Co może być ważniejsze od własnego zdrowia i wyglądu??!!!!
Hej!
Dziś byłam u lekarza. Wyjątkowo moja pani doktor ma wolne, więc czekałam do innego lekarza. I słyszałam taka rozmowę, a wie pan ja to do lekarza chodzę tylko jak muszę. A wie pani ja to z 10 la temu byłem u lekarza. CO?????????????????????????
Ja to z każdą rzeczą biegnę do lekarza. Bardzo pilnuje badań profilaktycznych. Do dentysty też chodże regularnie. Nie mam problemu z wizytami u ginekologa. I szczerze to nie wiem po co inni tak przeżywają. Ginekolog lekarz jak każdy inny. Jak chce wypróbować jakieś nowe kosmetyki lubię zasięgnąć porady dermatologa. Wiecie co jeszcze taką rozmowę miałam wiele kobiet nie mówię, że wszystkie, ale znaczna część. Po porodzie zajmuje się domem, dziećmi, zaniedbuje się. Ja bardzo zachęcam na Fitness, na wykupienie sobie pakietu fitness+siłownia+basen+masaż.
A wiecie co mi odpowiedziała pewna kobieta: że ona jest gruba, zaniedbana bo nie ma czasu na takie pierdoły i szkoda jej kasy. SZOK!!!!
Co może być ważniejsze od własnego zdrowia i wyglądu??!!!!
Dużo rzeczy.Na przykład zdrowie własnego dziecka,chorującego na raka w zaawansowanym stadium,zdrowie męża czy kogoś bliskiego z rodziny.
To jedynie odpowiedź na Twoje pytanie...
Ludmiłaa napisał/a:Hej!
Dziś byłam u lekarza. Wyjątkowo moja pani doktor ma wolne, więc czekałam do innego lekarza. I słyszałam taka rozmowę, a wie pan ja to do lekarza chodzę tylko jak muszę. A wie pani ja to z 10 la temu byłem u lekarza. CO?????????????????????????
Ja to z każdą rzeczą biegnę do lekarza. Bardzo pilnuje badań profilaktycznych. Do dentysty też chodże regularnie. Nie mam problemu z wizytami u ginekologa. I szczerze to nie wiem po co inni tak przeżywają. Ginekolog lekarz jak każdy inny. Jak chce wypróbować jakieś nowe kosmetyki lubię zasięgnąć porady dermatologa. Wiecie co jeszcze taką rozmowę miałam wiele kobiet nie mówię, że wszystkie, ale znaczna część. Po porodzie zajmuje się domem, dziećmi, zaniedbuje się. Ja bardzo zachęcam na Fitness, na wykupienie sobie pakietu fitness+siłownia+basen+masaż.
A wiecie co mi odpowiedziała pewna kobieta: że ona jest gruba, zaniedbana bo nie ma czasu na takie pierdoły i szkoda jej kasy. SZOK!!!!
Co może być ważniejsze od własnego zdrowia i wyglądu??!!!!Dużo rzeczy.Na przykład zdrowie własnego dziecka,chorującego na raka w zaawansowanym stadium,zdrowie męża czy kogoś bliskiego z rodziny.
To jedynie odpowiedź na Twoje pytanie...
Czy tez skupienie sie na innych ciekawych aspektach zycia niz tylko ksztalt wlasnego tylka badz kolor wlosow:) Sa tez, o dziwo!!, kobiety preferujace styl au naturel, bez makijazu, farb, silikonow itp. Ubieraja sie wygodnie i funkcjonalnie (odpowiednio do okazji i aury). I wcale nie sa gorsze od tych wypacykowanych, wyfiokowanych, wyperfumionych i wycwiczonych.
166 2015-09-03 12:48:17 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-03 12:50:28)
Zdrowie partnera też ważne. Dlatego dbam o siebie bo mój to chyba by się poważnie rozchorował jakby ja się zaniedbała.
Moja koleżanka opiekuje się swoja ponad 90 letnia babcią. Wiecie taka babcia to duży obowiązek zakupy, mycie, pranie, coś tam...
Ja bym się nie podjęła, bo bym nie dala rady pogodzić pracy z opieką, a mój facet chyba by wyszedł z siebie ze złości, że nie zajmuje się sobą albo nim. Tylko kimś.
Mussuka takie życie w dresach bez makijażu jest ok TYLKO POD WARUNKIEM, że to wolny wybór z własnej woli, a nie wybór z musu czy braku czasu.
167 2015-09-03 12:58:19 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-03 13:17:11)
Mussuka takie życie w dresach bez makijażu jest ok TYLKO POD WARUNKIEM, że to wolny wybór z własnej woli, a nie wybór z musu czy braku czasu.
Dla Ciebie stroj wygodny i funkcjonalny od razu kojarzy sie z dresem? Ja dresow nie mam poza tymi, w ktorych ide do lasu z psem albo na gimnastyke, ale tez nie przepadam za eleganckimi strojami. Wole dzinsy, szorty, letnie sukienki i wygodne (oraz ladne) obuwie. A maluje jedynie rzesy i usta.
Natomiast do lekarza, poza obowiazkowymi badaniami okresowymi, chodze wtedy kiedy musze. I nie czuje sie byle jak pod zadnym wzgledem;)
168 2015-09-03 13:16:34 Ostatnio edytowany przez femte (2015-09-03 13:21:52)
Moze nie bedzie za bardzo na temat. Chodzenie do lekarza a zdrowie to dwie rozne rzeczy.
Wizyta cztery lata temu, spuchniety staw lokciowy - poogladal, powiedzial ze powinnam przerwac prace. Czego zrobic nie moglam.
Od trzech lat mowie lekarzowi o objawach ktore moga swiadczyc o zespole jelita drazliwego, ale tez i o raku jelita grubego. Wiek 50+, obciazenie rodzinne (Ojciec zmarl na raka jelita) i krew w kale moga wskazywac na to drugie.
Ostatnio dostalam tabletki z magnezem.
Od lat nie mialam robionych zadnych badan, tylko dwa lata temu chyba podstawowe badania krwi - nie widzialam wynikow.
W maju wyszedl mi niedowlad rak i nog, czesciowy brak czucia, nietrzymanie moczu, wiec rtg i rezonans, czekam na neurologa (24 wrzesnia) - zmiany w kregoslupie.
Moje wizyty u lekarza, ktore zamawia sie z mniej wiecej tygodniowym wyprzedzeniem to 15 min -od razu ze mozna zajac sie tylko jedna sprawa. Wiec zajmujemy sie sprawa najwazniejsza - papierkami do komuny za ktore musze placic, ostatnio 580 kr.
Wizyty na akut (pogotowie) nic nie daja - dostaje sie np, tabletki przeciwbolowe, i kaza isc do swojego lekarza.
Zreszta jakbym sie na akut nie zglosila to bym do tej pory swojej lekarki nie przekonala ze mam cos z kregoslupem - zglosilam chwilowy paraliz po podniesieniu czegos ciezkiego w pracy.
Oczywiscie na kregoslup zadnego leczenia - dobrze ze mam swoje leki, to troche sei pdciagnelam.
169 2015-09-03 13:18:07 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-03 13:20:51)
Sa tez, o dziwo!!, kobiety preferujace styl au naturel, bez makijazu, farb, silikonow itp. Ubieraja sie wygodnie i funkcjonalnie (odpowiednio do okazji i aury). I wcale nie sa gorsze od tych wypacykowanych, wyfiokowanych, wyperfumionych i wycwiczonych.
Mnie takie kobiety podobają się dużo bardziej. Tzn. niekoniecznie w spodniach, bo wolę sukienki na kobietach, ale chodzi mi o naturalność. Jeśli kobieta dba o skórę, ma ładne włosy i cerę, to dużym grzechem byłoby farbować włosy i skrywać twarz pod makijażem. Jeśli cera nie jest idealna, to wtedy rozumiem chęć ukrycia swoich wad. Chociaż moim zdaniem lepiej zainwestować pieniądze w dbanie o skórę i włosy niż w te wszystkie kolorowe kosmetyki. Bardzo rzadko podobają mi się farbowane włosy u kobiety albo jakieś tipsy. Tipsy odstręczają mnie chyba jeszcze bardziej od nakładania różu na policzki, który wygląda komicznie. Nigdy nie rozumiałam rzekomych zalet konturowania twarzy. Brrr. Może tylko do robienia zdjęć to się sprawdza, ale na co dzień daje wygląd a la transwestyta.
O dziewczyny to bym się Wam podobała ![]()
![]()
Ja mam swój naturalny kolor włosów. Nigdy nie malowałam. Ale dziewczyny wiecie ile to pracy z takimi długimi włosami. Jak się nie maluje to i tak trzeba odzywki kłaść. Końcówki podcinać, odpowiednie szampony. Wiecie, że włosy odmładzają?
Ale przeraża mnie jak kobiety niszczą włosy tandetnymi farbami, same sobie malując niechlujnie szczoteczką do zębów włosy brrr
Co do buzi bez makijażu, ja mam skórę delikatna i bardzo wrażliwą. Więc niezbyt mogę używać fluidów i pudrów. Wiec muszę dbać o czystą gładką buzie. Dlatego te wizyty u dermatologa są mi niezbędne.
Wiecie żeby naturalnie ładnie wyglądać też trzeba nad tym popracować.
171 2015-09-03 13:35:01 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-03 13:35:23)
No pewnie, że trzeba pracować. Farby i makijaże ukrywają problemy z cerą i włosami. A jeśli ktoś lubi ładnie wyglądać naturalnie, to nie ma pod czym się ukryć. Na naturalnych włosach od razu odbija się zła dieta, brak dbałości itp. Farba i silikony ukrywają nasze niedbalstwo.
Z makijażem jest zresztą podobnie. Więcej wysiłku trzeba włożyć, by mieć idealną cerę niż w takie pomalowanie się codziennie rano. A ogólnie nakładanie podkładu, korektora, pudru, rozświetlacza, bronzera i różu jest dla mnie... niehigieniczne. Chyba, że używa się kosmetyków bardzo dobrej jakości, które dosłownie stapiają się ze skórą. Nie wiem, nie widziałam. Do tego jeszcze dochodzą ohydne plamy na kołnierzach, szalach itp. To nie jest dbałość. To jest niechlujstwo. ![]()
O dziewczyny to bym się Wam podobała
Ja mam swój naturalny kolor włosów. Nigdy nie malowałam. Ale dziewczyny wiecie ile to pracy z takimi długimi włosami. Jak się nie maluje to i tak trzeba odzywki kłaść. Końcówki podcinać, odpowiednie szampony. Wiecie, że włosy odmładzają?
Ale przeraża mnie jak kobiety niszczą włosy tandetnymi farbami, same sobie malując niechlujnie szczoteczką do zębów włosy brrr
Co do buzi bez makijażu, ja mam skórę delikatna i bardzo wrażliwą. Więc niezbyt mogę używać fluidów i pudrów. Wiec muszę dbać o czystą gładką buzie. Dlatego te wizyty u dermatologa są mi niezbędne.
Wiecie żeby naturalnie ładnie wyglądać też trzeba nad tym popracować.
Wiem,że włosy odmładzają.Dlatego ścinam się na bardzo króciutko.I farbuję:)
Nikt mi jeszcze nie dał tyle lat ile mam:)
Zaraz zaraz, wszystko jest dla ludzi:) Pisalam o kobietach, ktore taki styl lubia ale to nie znaczy, ze te, ktore sie podmaluja ladnie i dyskretnie albo pojda do fryzjera nalozyc inny odcien, to juz rozpustne lale:)
Zgadzam sie i z dermatologiem, jesli jest taka koniecznosc, i z dobrymi jakosciowo kosmetykami (byle wlasnie nie w nadmiarze tapety i nie za 5 zeta z Rossmana) i z ladnie utrzymywana fryzura w jakims ekstrawaganckim kolorze (nota bene, farby u fryzjerow teraz juz nie niszcza wlosow a odzywki stosowane w salonach sa rewelacyjne) natomiast nie uwazamm, ze jest to swiety obowiazek kazdej kobiety na tej planecie.
Swoja droga, widzialam super babke na statku w Grecji w tym roku - niska, filigranowa, sportowe szorty, wygodne sandaly i dluuugie rozpuszczone wlosy w kolorze takim jakby zmieszanym karmel z miedzia czy cos w tym stylu. Bez makijazu, leciutko tylko opalona, piegowata, bo to jakas Brytyjka byla i na oko 45+ lat. Fajnie sie prezentowala na tle tych zmazanych fluorem na ustach, z doklejonymi rzesami i ubranych w za ciasne spodenki innych pasazerek.
A ja lubię zmieniać kolor włosów. Tyle że u sprawdzonej fryzjerki, która nie zrobi mi krzywdy.
A malować lubię oczy. Ale ja ogólnie jak się nie umaluję, to wyglądam jak jakaś beza. ;_; Jestem blondynką, mam jasną karnację, rzęsy co prawda mam długie, ale niezbyt ciemne, tak samo jak brwi. I mam taki obrzydliwie łagodne spojrzenie w wersji domyślnej, w dodatku oczy dość duże i serio, bez makijażu wyglądam jak jakieś dziewczę sprzed wieków, które jest uosobieniem dobroci i łagodności. Tudzież zraniona łania. ;_; Więc może nie muszę, ale lubię podkreślić oczy, żeby nadać twarzy trochę wyrazu i nie wyglądać jak pierwsza naiwna. Zwłaszcza że charakter mam całkiem odwrotny. ![]()
Pozwólcie, Drogie Panie, a propos makijażu, że opowiem stary dowcip.
Pewna starsza pani umalowała się, zgodnie z najnowszymi trendami w odmładzaniu skóry twarzy.
Po odpowiednich zabiegach, przekonać chcial się, czy obietnice producentów kremów, podkładów i innych "odmładzaczy" odpowiadają prawdzie.
Wyszla więc na ulicę i pierwszego napotkanego mężczyznę zapytała:
- Ile dałby mi pan lat? - spodziewając się komplementu.
- Proszę nie żartować, pszepani- odparł młodzian - przecież ludzie tyle nie żyją!?
176 2015-09-03 18:08:59 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-03 18:09:21)
Ja mam taki sam kolor włosów jak księża Kate i w sumie niektórzy mówią, że trochę do niej jestem podobna z wyglądu.
A jak już mowa o Kate, słyszeliście że podobno jest 3 ciąży? Właśnie teraz o tym przeczytam. Nie wiem ile w tym prawdy. Ale chyba coś jednak jest na rzeczy. Tak sobie pomyślałam, Kate i William to co najmniej 4 dzieci powinni mieć ![]()
Pozwólcie, Drogie Panie, a propos makijażu, że opowiem stary dowcip.
Pewna starsza pani umalowała się, zgodnie z najnowszymi trendami w odmładzaniu skóry twarzy.
Po odpowiednich zabiegach, przekonać chcial się, czy obietnice producentów kremów, podkładów i innych "odmładzaczy" odpowiadają prawdzie.
Wyszla więc na ulicę i pierwszego napotkanego mężczyznę zapytała:
- Ile dałby mi pan lat? - spodziewając się komplementu.
- Proszę nie żartować, pszepani- odparł młodzian - przecież ludzie tyle nie żyją!?
![]()
Mozna miec zadbana cere ale byc blada i JEDYNIE makijazem to udoskonalisz.
Tyle w temacie.
I zgadzam sie z Ludmila, nie ma nic wazniejszego niz WLASNE ZDROWIE.
tez latam do lekarza. Jutro sie szczepie przeciw grypie. Do ginekologa co najmniej raz na rok. Raz na rok usg piersi. Raz na rok usg brzucha. Raz na rok krew.
Jak ktos nie chce zadbac o wlasne zdrowie to jest glupi.
Cslady, ja nakladam podklad, puder i bronzer bo zwyczajnie mam brzydki kolor cery. KOLOR, nie zaniedbana. Urodzilam sie blada jak trup (po 2 godzinach na biezni nie mam ANI TROCHE bardziej rozowych policzkow) z ciemniejszymi wlosami. I bez podkladu wygladam jakby mnie z trumny wyciagneli, a za solarium i slonce dziekuje (zmarszczki!!!). Mam sucha cere, dla ktorej opalanie to zabojstwo.
179 2015-09-03 19:19:42 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-03 19:21:50)
Cslady, ja nakladam podklad, puder i bronzer bo zwyczajnie mam brzydki kolor cery. KOLOR, nie zaniedbana. Urodzilam sie blada jak trup (po 2 godzinach na biezni nie mam ANI TROCHE bardziej rozowych policzkow) z ciemniejszymi wlosami. I bez podkladu wygladam jakby mnie z trumny wyciagneli, a za solarium i slonce dziekuje (zmarszczki!!!). Mam sucha cere, dla ktorej opalanie to zabojstwo.
To ja Ci zazdroszczę.
Tzn. tego, że nawet ćwicząc nie masz ani trochę różowych policzków. Chodzę na siłownię, ale po kilkunastu minutach intensywnego treningu nie widziałam kobiety, która by nie miała choć lekkiego rumieńca.
Była mojego kuzyna miała taką cerę a la Królewna Śnieżka i nie mogłam się na nią napatrzeć. Tylko ona właśnie nie malowała się specjalnie. Może rzeczywiście podkreślała delikatnie policzki, ale przy tak jasnym kolorze skóry każdy większy makijaż wygląda jak maska. Przynajmniej według mnie, bo to kwestia gustu.
Jak ktos nie chce zadbac o wlasne zdrowie to jest glupi.
Starzy ludzie ze wsi często mają taką maksymę, że do szpitala (uogólnienie dla lekarza), to się idzie umierać. Bo jak się pójdzie, to na pewno jakąś chorobę znajdą... I jest w tym dużo prawdy. Pokolenie moich dziadków dożywało spokojnie pod 90-tkę i lekarzy zazwyczaj omijali szerokim łukiem. To po prostu silni ludzie byli, za ich dzieciństwa słabe osobniki nie przeżywały okresu dzieciństwa więc ci, którzy osiągnęli wiek dorosły byli najzdrowszymi "z miotu"
Ostatnio moja mama była w szpitalu i dokoptowali jej do pokoju taką 90-tkę. Chyba pierwszy raz miała kontakt ze służbą zdrowia, a siły miała tyle... i całą rodzinką trzęsła. Ja np. mam świadomość, że do wieku 3 lat przeszedłem takie choroby, że jeszcze 20-30 lat wcześniej najpewniej bym tego nie przeżył. Niby jest to korzyść z punktu widzenia jednostki ale z punktu widzenia gatunku, to nie ma co ukrywać, tragedia ![]()
kammiś napisał/a:Cslady, ja nakladam podklad, puder i bronzer bo zwyczajnie mam brzydki kolor cery. KOLOR, nie zaniedbana. Urodzilam sie blada jak trup (po 2 godzinach na biezni nie mam ANI TROCHE bardziej rozowych policzkow) z ciemniejszymi wlosami. I bez podkladu wygladam jakby mnie z trumny wyciagneli, a za solarium i slonce dziekuje (zmarszczki!!!). Mam sucha cere, dla ktorej opalanie to zabojstwo.
To ja Ci zazdroszczę.
Tzn. tego, że nawet ćwicząc nie masz ani trochę różowych policzków. Chodzę na siłownię, ale po kilkunastu minutach intensywnego treningu nie widziałam kobiety, która by nie miała choć lekkiego rumieńca.
Była mojego kuzyna miała taką cerę a la Królewna Śnieżka i nie mogłam się na nią napatrzeć. Tylko ona właśnie nie malowała się specjalnie. Może rzeczywiście podkreślała delikatnie policzki, ale przy tak jasnym kolorze skóry każdy większy makijaż wygląda jak maska. Przynajmniej według mnie, bo to kwestia gustu.
Ja nakladam duzo w sensie rodzajow ale niewiele w sensie ilosci
podkladu daje bardzo malo, a puder mam bezbarwny - matujacy. Roz albo w kremie z rimmela albo bronzer z loreala - pasuja do mojej cery, a roz w kremie wyglada wlasnie jak naturalne zarozowione policzki.
To ze ktos naklada duzo RODZAJOW kosmetykow nie oznacza ze ma na twarzy tapete. Potrafie dac baze, podklad, roz, puder, rozswietlasz, kredke, cien, tusz, cien do brwi (i tak robie) i wygladac naturalnie bo nie daje tony, nie robie grubej krechy tylko zaraz rowno z rzesami tak ze nie widac ze to kreska a powieksza oko i cien w kolorze nude. Do tego pomadke ochronna dajaca lekki kolor. Wiec niby daje duzo roznych rodzajow kosmetykow i potrzebuje pelnej kosmetyczki ale nie wyglada to na tapete. Jak mam dlugi dzien to utrwalam wszystko wodoodpornym fixerem w niewielkiej ilosci i mam spokoj.
Nie musisz mnie przekonywać, bo to kwestia gustu. Ja bardzo lubię naturalność, więc dla kogoś stosowanie kilku kolorowych kosmetyków może nie być tapetą, a w moim odczuciu jest - dopasowanie kolorów nieistotne. Nie jestem mężczyzną, by nie zauważać takich subtelnych różnic. Gdybym miała umówić się z kobietą, to pociągałyby mnie te bardziej naturalne. Ot, cała filozofia. ![]()
Nie musisz mnie przekonywać, bo to kwestia gustu. Ja bardzo lubię naturalność, więc dla kogoś stosowanie kilku kolorowych kosmetyków może nie być tapetą, a w moim odczuciu jest - dopasowanie kolorów nieistotne. Nie jestem mężczyzną, by nie zauważać takich subtelnych różnic. Gdybym miała umówić się z kobietą, to pociągałyby mnie te bardziej naturalne. Ot, cała filozofia.
Uwierz mi, nie jestes w stanie wylapac przezroczystego pudru.
Sprobuj - fixateur poudre z vichy albo professional loose powder z max factor.
Przecież wyraźnie napisałam, że chodzi mi o połączenie KILKU kolorowych kosmetyków. Jeśli ktoś nie widzi różnicy między naturalnością, a użyciem pudru, rozświetlacza, bronzera i różu, to jest po prostu ślepy. No dobra, mężczyźni zwykle nie zauważają. Nie wiem po co usiłujesz mnie do czegoś przekonać. Nie napisałam, że to jest ogólnie brzydkie, tylko że mnie się to nie podoba.
No co tam golabki poranne? W dalszym ciagu tapeta na tapecie?:) Zastanawia mnie jak taki full rynsztunek zachowuje sie podczas cwiczen np. na silowni albo na basenie czy nawet po parunastu kilometrach jazdy rowerem w terenie gorzystym..Wiem, wiem, teraz sa takie specyfiki, co to szpachla nie zdejmiesz, ale mimo wszystko wysilek powoduje, ze skora sie poci i wiecej oddycha. Jak to sie odbywa poprzez tak szczelna powloke pozostaje tajemnica niezbadana.
Kiedys, dawno dawno temu;) bywalam regularnie w jednym z ekskluzywniejszych klubow sportowych w stolicy (firma nam karnety zafundowala w ramach utrzymania zalogi w dobrej kondycji;)). I wsrod pan bywajacych (a byly to panie o wyzszym zwykle statusie materialnym i spolecznym:)) trafialy sie takie egzemplarze w najdrozszych markowych ciuszkach i bucikach do fikania nozkami i dodatkowo w pelnym makijazu. Te ciuszki nie koniecznie wspomagaly wyniki sportowe ich wlascicielek ale chocial ladnie sie prezentowaly. Gorzej z tym full makijazem. To, co na poczatku godziny cwiczen wygladalo w miare estetycznie i ladnie, po tej godzinie moglo co slabszych na sercu o zawal przyprawic, szczegolnie jesli na takiego vampa ktos niespodziewanie zza winkla wypadl. I nie wierze, ze te panie stosowaly kosmetyki z dolnej polki. O nie, to wszystko byly Diory, Chanele, Elizabethy i co to tam jeszcze naonczas stalo tyle co srednia krajowa. Wiem, poniewaz owe niewiasty, tak dbajace o swoj image, poswiecaly nastepne pol godziny po cwiczeniach na totalna rekonstrukcje tapety.
To ja juz osobiscie wole au naturel na takie okazje wybrac sie, umyc potem twarz z potu i posmarowac dobrym kremem szybko wchlaniajacym sie.
A na rower latem jedynie krem z filtrem 50 zarzucic, zeby sie zbytnio nie zabrazowic:)
Snake - ja mam identyczny stosunek do lekarzy jak Ci Twoi ziomkowie, jak musze to pojde, jak nie, to po kiego bede im i sobie czas zabierac?:) Pierwsze slysze, ze chodzenie do lekarzy = dbanie o zdrowie:))
186 2015-09-04 09:46:10 Ostatnio edytowany przez Snake (2015-09-04 10:00:33)
To ja juz osobiscie wole au naturel na takie okazje wybrac sie, umyc potem twarz z potu i posmarowac dobrym kremem szybko wchlaniajacym sie.
Moja kobita z zadowoleniem lustruje różne młodsze od nas o kilkanaście lat dziewczynki, bo stwierdza, że ma od nich lepszą cerę. Pytam czemu, to mi odpowiada, że zanim się poznaliśmy i przez większość naszego pożycia prawie się nie malowała w sensie nakładania na siebie kolejnych warstw tego i owego. Szminka, oko i tyle. Zanim ktoś stwierdzi autorytarnie, że widać nie dbała o siebie, to stwierdzam, że jest bardzo zadbana i przykuwa oko
Moje koleżanki z pracy w wieku 25-28 lat wzdychają z podziwu, że mając 40 lat i dwójkę dzieci można tak wyglądać. Chyba zresztą trochę wzdychają z zazdrości, bo obiektywnie rzecz biorąc moja kobita wygląda lepiej niż one, a to niczego sobie dziewuszki są ![]()
Zresztą to zabawnie wygląda, bo żona kolegi ma lekko pod 50-tkę i jakby z moją żoną stanęły wśród tych dziewuszek 25-28 lat, to naprawdę górą wiekowe kobitki.
187 2015-09-04 10:48:42 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-04 10:52:05)
No co tam golabki poranne? W dalszym ciagu tapeta na tapecie?:) Zastanawia mnie jak taki full rynsztunek zachowuje sie podczas cwiczen np. na silowni albo na basenie czy nawet po parunastu kilometrach jazdy rowerem w terenie gorzystym..Wiem, wiem, teraz sa takie specyfiki, co to szpachla nie zdejmiesz, ale mimo wszystko wysilek powoduje, ze skora sie poci i wiecej oddycha. Jak to sie odbywa poprzez tak szczelna powloke pozostaje tajemnica niezbadana.
Kiedys, dawno dawno temu;) bywalam regularnie w jednym z ekskluzywniejszych klubow sportowych w stolicy (firma nam karnety zafundowala w ramach utrzymania zalogi w dobrej kondycji;)). I wsrod pan bywajacych (a byly to panie o wyzszym zwykle statusie materialnym i spolecznym:)) trafialy sie takie egzemplarze w najdrozszych markowych ciuszkach i bucikach do fikania nozkami i dodatkowo w pelnym makijazu. Te ciuszki nie koniecznie wspomagaly wyniki sportowe ich wlascicielek ale chocial ladnie sie prezentowaly. Gorzej z tym full makijazem. To, co na poczatku godziny cwiczen wygladalo w miare estetycznie i ladnie, po tej godzinie moglo co slabszych na sercu o zawal przyprawic, szczegolnie jesli na takiego vampa ktos niespodziewanie zza winkla wypadl. I nie wierze, ze te panie stosowaly kosmetyki z dolnej polki. O nie, to wszystko byly Diory, Chanele, Elizabethy i co to tam jeszcze naonczas stalo tyle co srednia krajowa. Wiem, poniewaz owe niewiasty, tak dbajace o swoj image, poswiecaly nastepne pol godziny po cwiczeniach na totalna rekonstrukcje tapety.
To ja juz osobiscie wole au naturel na takie okazje wybrac sie, umyc potem twarz z potu i posmarowac dobrym kremem szybko wchlaniajacym sie.A na rower latem jedynie krem z filtrem 50 zarzucic, zeby sie zbytnio nie zabrazowic:)
Snake - ja mam identyczny stosunek do lekarzy jak Ci Twoi ziomkowie, jak musze to pojde, jak nie, to po kiego bede im i sobie czas zabierac?:) Pierwsze slysze, ze chodzenie do lekarzy = dbanie o zdrowie:))
Idac na rower nie daje pudru, rozu, jedynie krem tonujacy i tusz do rzes. Koniec.
A moja wizyta w fitness klubie (zwykle po zajeciach na uczelni, na ktore bez makijazu nie chodze) rozpoczyna sie od zmycia makijazu, polozenia kremu tonujacego i jedynie tuszu (rzesami nie oddychasz). Koncze cwiczenia - prysznic, mycie wlosow, suszenie wlosow, balsam na cialo, ubieranie, makijaz. Wizyta w Jatomi zajmuje mi srednio 3 godziny (2 na cwiczenia).
dlatego bardzo cenie sobie Pure Jatomi, bo masz i suszarke, i prostownice, i wszystko co potrzebne.
jezeli ide z domu i potem wracam prosto do domu, to tylko krem tonujacy i tusz.
A wiek i tak robi swoje. Nie tylko jesli chodzi o skore, ale tez o wyglad ciala. Chociaz pieknie opieraja sie temu Chodakowska i Mel B.
188 2015-09-04 10:58:50 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-04 11:00:58)
Koncze cwiczenia - prysznic, mycie wlosow, suszenie wlosow, balsam na cialo, ubieranie, makijaz. Wizyta w Jatomi zajmuje mi srednio 3 godziny (2 na cwiczenia).
dlatego bardzo cenie sobie Pure Jatomi, bo masz i suszarke, i prostownice, i wszystko co potrzebne.
a ja sobie cenie dobra trenerke oraz to, ze po cwiczeniach wskakuje na rower, za 10 minut jestem w domu, lece pod prysznic, po ktorym juz niczego nie musze suszyc, prostowac, malowac tylko moge w domowej koszulce i ze schlodzonym Chardonnay w dloni zasiasc na sofie i oddac sie lenistwu przed telewizorem:)
A wiek i tak robi swoje. Nie tylko jesli chodzi o skore, ale tez o wyglad ciala.
No widzisz co Cie nieuchronnie czeka? I co wtedy, tragedia nastapi w Twoim zyciu?
kammiś napisał/a:A wiek i tak robi swoje. Nie tylko jesli chodzi o skore, ale tez o wyglad ciala.
No widzisz co Cie nieuchronnie czeka? I co wtedy, tragedia nastapi w Twoim zyciu?
Co?
Jaka tragedia? Nie robie tragedii z wieku. Podziwiam wiele kobiet i sa to dziwnym trafem glG ownie kobiety po 40stce.
Na przyklad wspolniczka ojca. Kobieta przed 60tka. Idealna.
Inteligentna, z doktoratem, bogata, dobrze ubrana, zadbana. Budzi respekt w srodowisku. To nie jest kobieta obok ktorej mozna przejsc obojetnie.
Nie mam kompleksu tego ze bede sie starzec. Wazne zeby starzec sie z klasa i dbac o siebie nadal. Wystarczy spojrzec na Beate Tyszkiewicz. I rozwijac sie.
Nie wiek jest problemem, a zaniedbanie.
Koncze cwiczenia - prysznic, mycie wlosow, suszenie wlosow, balsam na cialo, ubieranie, makijaz. Wizyta w Jatomi zajmuje mi srednio 3 godziny (2 na cwiczenia).
dlatego bardzo cenie sobie Pure Jatomi, bo masz i suszarke, i prostownice, i wszystko co potrzebne.
He, he dlatego zawsze pamiętam aby zmówić modlitwę w podzięce, że urodziłem się facetem
Rano aby wyjść do pracy ze wszystkimi ablucjami i kawą potrzebuję kwadransa. Tyle samo potrzebowałem żeby zakończyć wizytę na basenie czy siłowni. A tak, chodziło się kiedyś na siłownię
Niestety siłownia jest przeraźliwie nudna, a i ja zaczynałem nabywać nawyku chodzenia co 5 minut przed lustro aby sprawdzić czy przybyło...
Ale mam inny plan. Nad piwnicą zrobiłem sobie strop po którym mogą czołgi jeździć więc plan jest taki żeby do stropu podwiesić solidny worek treningowy. Do tego dla dzieci jakiś mniejszy stojący. Rękawice i jazda... Jak będę mógł sobie w coś bezpiecznie przyłożyć, to może przestanie nam ubywać zastawy ![]()
A wiek i tak robi swoje. Nie tylko jesli chodzi o skore, ale tez o wyglad ciala. Chociaz pieknie opieraja sie temu Chodakowska i Mel B.
Jeszcze odniose sie do tego fragmentu. Chodakowska widzialam, te cala Mel B teraz sobie wygooglowalam i napisze tak - jesli TO sa piekne kobiety, to Ty pieknych kobiet chyba nie widzialas (chyba Siara tak powiedzial:) Melanie B kiedys zwana Scary Spice - jakze trafnie:)
Rzeczywiscie pieknie sie opieraja przy pomocy skalpela:)) Tego chirurgicznego oczywiscie.
To ja ubieram zwykle oczy-zawsze tusz ,bez tego nie wyjde z domu.Czasami kreska lub cień.
Usta-czasami kolor,czasami nic,w zimę coś ochronnego .Na twarz zależy,jak jest czysto to nic a jak są wypryski,to krem BB.
Włosy zawsze pokolorowane,bo wkurzaja mnie odrosty .A siwe pasma do mnie nie przemawiają.:o
Najważniejsze abym się dobrze czuła.
kammiś napisał/a:Koncze cwiczenia - prysznic, mycie wlosow, suszenie wlosow, balsam na cialo, ubieranie, makijaz. Wizyta w Jatomi zajmuje mi srednio 3 godziny (2 na cwiczenia).
dlatego bardzo cenie sobie Pure Jatomi, bo masz i suszarke, i prostownice, i wszystko co potrzebne.He, he dlatego zawsze pamiętam aby zmówić modlitwę w podzięce, że urodziłem się facetem
Rano aby wyjść do pracy ze wszystkimi ablucjami i kawą potrzebuję kwadransa. Tyle samo potrzebowałem żeby zakończyć wizytę na basenie czy siłowni. A tak, chodziło się kiedyś na siłownię
Niestety siłownia jest przeraźliwie nudna, a i ja zaczynałem nabywać nawyku chodzenia co 5 minut przed lustro aby sprawdzić czy przybyło...
Ale mam inny plan. Nad piwnicą zrobiłem sobie strop po którym mogą czołgi jeździć więc plan jest taki żeby do stropu podwiesić solidny worek treningowy. Do tego dla dzieci jakiś mniejszy stojący. Rękawice i jazda... Jak będę mógł sobie w coś bezpiecznie przyłożyć, to może przestanie nam ubywać zastawy
Dobry pomysl. Facet sie buduje i tez mowi ze tam bedzie silownia i cardio. Ale ja sie nie chce przeprowadzac wiec nie jestem specjalnie zainteresowana tematem.
Wybaczcie, kochane Kobietki, ale już się gubię z tym określeniem "facet".
W moim odczuciu to jeden z wielu, podobny do innych, traktowanych z lekceważeniem i wręcz politowaniem.
Jak to w końcu jest? Czy tak trudno nazwać mężczyznę u swego boku tak, jak byście chciały, by inne Panie tak go odbierały? Czyżby nie zasługiwał, jeden z drugim, na określenie go partnerem?
Wybaczcie, kochane Kobietki, ale już się gubię z tym określeniem "facet".
W moim odczuciu to jeden z wielu, podobny do innych, traktowanych z lekceważeniem i wręcz politowaniem.Jak to w końcu jest? Czy tak trudno nazwać mężczyznę u swego boku tak, jak byście chciały, by inne Panie tak go odbierały? Czyżby nie zasługiwał, jeden z drugim, na określenie go partnerem?
Partner brzmi dla mnie zbyt oficjalnie, serio.
Na "chlopaka" jest...zbyt stary ![]()
No wiec jak? Narzeczony nie.
Konkubent mam mowic? ![]()