Ja się rozbierałam, ale na siłę przecież nikt Cię nie zmusi.
Jeśli trafisz na znajomą i źle będziesz się czuła, to zawsze możesz wyjść i kupić w Warszawie. Jednak niczego nie tracisz, gdy po prostu tam pójdziesz i się rozejrzysz. Nie rozbiera się do naga, tylko od pasa w górę. Ekspedientka wcale nie lustrowała wzrokiem mojego biustu, nie czułam się niekomfortowo.
66 2015-08-28 20:54:41 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-28 20:56:08)
One to widza na co dzien jak lekarz ![]()
Niby tak. Boże, mama mnie próbuje przekupić pójściem na zakupy później. Ostatni raz robiła to chyba z 10 lat temu. Widocznie ostatni raz takie cyrki robiłam 10 lat temu. :s W każdym razie przerażona jestem nadal, ale na razie trzymam się wersji, że pójdę.
Najwyżej ucieknę jak z przebijania uszu (ale wtedy miałam 5 lat xD).
Wielbicielu, oczywiście te wszystkie wspaniałości to tylko w Chorwacji? ![]()
Eileen, nie świruj
A nawet jakby to była mama koleżanki to co się stanie jak Twoje cycki zobaczy? Wiesz, kobiety w starszym wieku, np. takim jak moim, dość obojętnie reagują na cudzy biust. No, może co najwyżej pomyślą, że fajnie było mieć taki
Gorzej, jakby okazała się podlotkiem (
) w Twoim wieku. Chociaż...jeśli nie otworzyła swojego przybytku tydzień temu to ona już pewnie tyle cycków widziała, że jest to dla niej bardziej powszednia część ciała niż nos...
Sama nigdy nie byłam, ale moja siostra i przyjaciółka kiedyś namiętnie chodziły. I były zachwycone. Ta ich brafitterka podobno bardzo luzacko podchodziłą do biustów. Oglądała, miętosiła, przekładała - a efektem był fenomenalnie dopasowany stanik.
E tam, dziewczyny w naszym wieku tez nie przygladaja sie czyims cyckom jak dorastajacy chlopcy ![]()
Ewentualnie porownuja do swoich
Co do pozytywnego stylu zycia to dla mnie fenomenem w tym aspekcie w polskim zyciu publicznym jest Robert Biedron. To jest chyba czlowiek ktory zyje samymi pozytywami
az podziwiam ![]()
Przybyłam, przymierzyłam, kupiłam!
Pani okazała się mamą mojej znajomej, ale nigdy z nią wcześniej nie rozmawiałam - kojarzę ją tylko z widzenia z zawodów pływackich. Zapałałam do niej miłością od chwili, w której zapytała "mogę?" i bezceremonialnie wsadziła mi palce pod fiszbiny.
Uwielbiam takie osoby, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi, którzy no... wykonują jakąś usługę. Nie cierpię takich ćwierkająco-szczebioczących. Taka sama jak ona jest moja fryzjerka, która zawsze poświęca pierwsze 10 minut na zwymyślanie mnie za coś tam.
No ale... ta mi potem wsadziła jeszcze palce z tyłu pod zapięcie, potem kazała mi to sprawdzić, żebym zobaczyła różnicę. W końcu zmierzyła mnie pod biustem - 69 cm!!!, i w biuście - 108 cm, uhm... Karykaturalnie. Dała mi jakieś pierdylion staników do przymierzenia i nagle okazało się, że - uwaga! - w nich faktycznie widać, że pod biustem jestem szczupła. I cała jestem szczupła i drobna, i w ogóle hurra!
A biust magicznym sposobem opiera się grawitacji i ślicznie wystaje do przodu, nie pogrubiając mnie optycznie.
Więc mam cały kawałek szczupły - od cycków do bioder, resztę pomijamy milczeniem.
Wybrałam sobie dwa. Jeden na dole jest trochę sztywniejszy, grafitowo-różowy, a drugi... jest też z fiszbinami, ale cały z bielutkiej, cieniutkiej, przezroczystej koronki. Ostatni raz takie delikatne cudeńko miałam na sobie, jak byłam w podstawówce, później już się musiałam opancerzać. ;_; A ten mi wszystko TAK IDEALNIE trzyma. Wspominałam, że kocham brafitterki?
A później mama wybrała sobie jeden. ;p I powiem Wam, że nawet nie tak drogo, tzn. moja przyjaciółka musiała kiedyś specjalnie jeździć do Wrocławia po staniki, bo po sterydach strasznie przytyła i ona, i biust - i na nią wszystko było za 180-220 zł. A te moje były za 119 zł. <3 Wiadomo, w zwykłym sklepie będą tańsze, ale porównuję właśnie do takich, gdzie ktoś dobierze dokładnie. Więc wyznałam jej miłość dozgonną i obiecałam lajka na fejsie.
W ogóle w międzyczasie przyszła tam moja wychowawczyni z podstawówki i nauczycielka z gimnazjum. WŁAŚNIE TEGO wcześniej się bałam, ale było śmiesznie, pogadałyśmy chwilę.
Tak że tego: PRZYSIĘGAM NIE NOSIĆ BIUSTONOSZY, KTÓRYCH NIE WYBIERZE MI BRAFITTERKA.
A w ogóle to dalej było równie konsumpcyjnie, bo pojechałyśmy z mamą kupować bluzki, ona dwie, no to mi też dwie trzeba
. Jej miłość rodzicielska wyczerpała się w okolicach przecenionej o połowę skórzanej kurtki, za którą musiałam już sama zapłacić. No ale i tak planowałam kupić taką, więc skorzystałam z promocji.
A jutro jadę na wycieczkę, będę zwiedzać od rana do wieczora (albo do pójścia do kina), więc dzisiaj mogę być sobie nastawiona konsumpcyjnie. Jutro się będę odchamiać! ![]()
Wiedziałam, że Ci się spodoba. Odkąd kilka lat temu sama trafiłam do brafitterki (przyjaciółka mnie wyciągnęła), to odtąd noszę tylko takie biustonosze. No dobra, kupuję sobie bieliznę typowo do seksu, ale nie noszę jej na co dzień. Szkoda biustu na niedopasowane staniki.
Wczoraj zakończyłam dzień długą kąpielą z różnymi olejkami, a potem położyłam się do świeżo zmienionej pościeli i jakimś cudem poszłam spać o 23, co w moim świecie bardzo rzadko się zdarza. Przez to wstałam bez pomocy budzika o 7 rano i rozpoczęłam dzień od długiego spaceru z psami i kubkiem herbaty w dłoni. Wszędzie było bardzo cicho i pusto, bo widocznie ludzie nie wstają o tej porze w sobotę. Minęłam po drodze tylko dwóch psiarzy. Zabrałam ze sobą śniadanie, żeby zjeść gdzieś, gdzie nogi mnie poniosą i skończyło się na mini pikniku w parku. Spacery mnie wciągnęły (korzystam z ostatnich dni pięknej pogody), bo wróciłam do domu dopiero po 12. Czekało na mnie przytulanie i pyszna lasagne. ![]()
Dzisiaj byłam z dwoma koleżankami na spacerze w Łazienkach, pogadałyśmy sobie i poszłyśmy do kawiarni zamówić deser lodowy i kawę. Kawa była bardzo dobra. Deser też. Moja koleżanka dużo uczy się języków obcych, głównie języka angielskiego i daje z niego korepetycje, moja druga koleżanka często czyta książki i o tym opowiadała, zrobiłam im zdjęcia swoim aparatem cyfrowym jak siedziałyśmy w kawiarni i będę mieć pamiątkę. Koleżanka dała mi w prezencie kubek do picia kawy, podziękowałam jej. Później jeszcze mnie odprowadziła do przystanku autobusowego.
Wielbicielu, oczywiście te wszystkie wspaniałości to tylko w Chorwacji?
Eileen, nie świruj
A nawet jakby to była mama koleżanki to co się stanie jak Twoje cycki zobaczy? Wiesz, kobiety w starszym wieku, np. takim jak moim, dość obojętnie reagują na cudzy biust. No, może co najwyżej pomyślą, że fajnie było mieć taki
Gorzej, jakby okazała się podlotkiem (
) w Twoim wieku. Chociaż...jeśli nie otworzyła swojego przybytku tydzień temu to ona już pewnie tyle cycków widziała, że jest to dla niej bardziej powszednia część ciała niż nos...
Sama nigdy nie byłam, ale moja siostra i przyjaciółka kiedyś namiętnie chodziły. I były zachwycone. Ta ich brafitterka podobno bardzo luzacko podchodziłą do biustów. Oglądała, miętosiła, przekładała - a efektem był fenomenalnie dopasowany stanik.
Vinngo, oczywiście, tylko tam ![]()
Zawiozłem dzieci do kina, zaopatrzyłem w popcorn, napoje i do widzenia. Żonę na obiad do knajpy, a potem wytrzymałem godzinny przegląd sukienek. Za tą wybraną grzecznie zapłaciłem. W sklepie z bielizną żona odzywa się w te słowa do ekspedientek: czy macie panie takie majtki jak podobają się mojemu mężowi? No dobra, to powiedz jakie ci się podobają...
Nie wiem czy żyję byle jak.To zależy od tego jaki każdy z nas ma w sobie obraz bylejakości.
Czasem jest byle jak bo jest szybko.Dla mnie szybkie robienie czegokolwiek równa się niestety z bylejakością.
Dziś byłam na spacerze z psem w lesie,położyłam się na trawie i z godzinę oglądałam niebo.No i najważniejsze-nigdzie dziś się nie spieszyłam.
Samodzielnie pomalowałam sobie paznokcie u stóp.Leżałam,czytałam Japoński Wachlarz i dumałam.A potem razem z córką upiekłyśmy ciasteczka.
Też nie lubię szybkiego trybu życia, unikam go. Chociaż w pracy czasami trzeba myśleć szybko i szybko podejmować decyzje. Jednak jeżeli miałabym żyć szybko po pracy, to nie czułabym się szczęśliwa. Dzisiejszy dzień minął mi idealnie leniwie. Po wczorajszym bardzo towarzyskim popołudniu i wieczorze musiałam odpocząć od ludzi. Rano obudziły mnie dźwięki wiadomości, że kilka osób opublikowało nowe artykuły na stronie, którą śledzę. Byłam ciekawa, więc zamiast spać dalej, wstałam i zaczęłam czytać. Potem wciągnęły mnie czasopisma branżowe i w sumie większość dnia przeczytałam. Żałuję, że niedługo skończy się sezon na hamak. W tym roku jakoś wyjątkowo nie chcę, by lato się kończyło.
Co do życia byle jak, dodałabym jeszcze jedną rzecz. Moim zdaniem człowiek żyje byle jak, jeżeli z przeszłości zapamiętuje głównie zło i to na nim koncentruje swoją uwagę. Nie chodzi mi o jakiś wystudiowany optymizm jako alternatywę, ale o takie trzeźwe spojrzenie na życie. Kiedyś przeczytałam gdzieś sentencję na miarę Paula Coelho: "Jeśli chcesz mieć dobre życie, pamiętaj dobre rzeczy". Oczywiście wiem, że nie zawsze tak się da, ale niektórzy za bardzo skupiają się na tych negatywach z przeszłości i sami siebie unieszczęśliwiają. Nigdy nie rozumiałam dlaczego np. po zerwaniu związku koleżanki trzeba niepochlebnie wyrażać się o jej ex facecie. No wiecie, taka solidarność kobieca, jeśli facet odważy się zerwać z kobietą (a to świnia!), to nieważne z jakiego powodu to czyni, zawsze ta jedna decyzja przekreśla wszystkie dobre wspólne chwile. Potem delikwent jest już tylko Piotrusiem Panem (żeby wymienić najbardziej kulturalne określenie) albo innymi amatorskimi diagnozami. A ludzie czasami po prostu się odkochują, zwłaszcza gdy mijają motyle. Nie rozumiem takiego późniejszego demonizowania, bo to robi krzywdę tylko osobie demonizującej, a ex i tak olewa takie gadanie ciepłym moczem.
Chodzi mi też np. o to, że bardzo szybko wychwytujemy błędy innych ludzi, a dobre uczynki i miłe gesty często traktujemy jak coś, co nam się należy, więc niejednokrotnie umykają naszej uwadze. Zauważyłam, że człowiek na co dzień może się starać, ale jeśli tylko popełni jakiś błąd, to te wszystkie starania zostają przez błąd przesłonione. To tak, jakbyśmy tylko czekali na czyjeś potknięcie. Nie lubię ludzi pamiętliwych, którzy skupiają się na jakichś pierdołach i potrafią je wypominać przez kilka tygodni (ba, żeby tylko). Dla mnie to jest toksyczne i nie umiem sobie wyobrazić, by taka osoba była w życiu szczęśliwa.
Też nie lubię szybkiego trybu życia, unikam go. Chociaż w pracy czasami trzeba myśleć szybko i szybko podejmować decyzje. Jednak jeżeli miałabym żyć szybko po pracy, to nie czułabym się szczęśliwa. Dzisiejszy dzień minął mi idealnie leniwie. Po wczorajszym bardzo towarzyskim popołudniu i wieczorze musiałam odpocząć od ludzi. Rano obudziły mnie dźwięki wiadomości, że kilka osób opublikowało nowe artykuły na stronie, którą śledzę. Byłam ciekawa, więc zamiast spać dalej, wstałam i zaczęłam czytać. Potem wciągnęły mnie czasopisma branżowe i w sumie większość dnia przeczytałam. Żałuję, że niedługo skończy się sezon na hamak. W tym roku jakoś wyjątkowo nie chcę, by lato się kończyło.
Ja bardzo lubię regularny czas pracy. Stabilność. I też nie lubię robić coś szybko, no wrócić z pracy ogarniać dom męża dzieci- dla mnie lepiej nie żyć niż tak żyć. Ja sobie bardzo cenię świetny spokój. Lubię po pracy sobie leżeć najlepiej z facetem na sofie w gościnnym, i taka cisza spokój jest się do kogo przytulić. Po prostu odpoczywam wtedy.
Co do życia byle jak, dodałabym jeszcze jedną rzecz. Moim zdaniem człowiek żyje byle jak, jeżeli z przeszłości zapamiętuje głównie zło i to na nim koncentruje swoją uwagę. Nie chodzi mi o jakiś wystudiowany optymizm jako alternatywę, ale o takie trzeźwe spojrzenie na życie. Kiedyś przeczytałam gdzieś sentencję na miarę Paula Coelho: "Jeśli chcesz mieć dobre życie, pamiętaj dobre rzeczy". Oczywiście wiem, że nie zawsze tak się da, ale niektórzy za bardzo skupiają się na tych negatywach z przeszłości i sami siebie unieszczęśliwiają. Nigdy nie rozumiałam dlaczego np. po zerwaniu związku koleżanki trzeba niepochlebnie wyrażać się o jej ex facecie. No wiecie, taka solidarność kobieca, jeśli facet odważy się zerwać z kobietą (a to świnia!), to nieważne z jakiego powodu to czyni, zawsze ta jedna decyzja przekreśla wszystkie dobre wspólne chwile. Potem delikwent jest już tylko Piotrusiem Panem (żeby wymienić najbardziej kulturalne określenie) albo innymi amatorskimi diagnozami. A ludzie czasami po prostu się odkochują, zwłaszcza gdy mijają motyle. Nie rozumiem takiego późniejszego demonizowania, bo to robi krzywdę tylko osobie demonizującej, a ex i tak olewa takie gadanie ciepłym moczem.
Chodzi mi też np. o to, że bardzo szybko wychwytujemy błędy innych ludzi, a dobre uczynki i miłe gesty często traktujemy jak coś, co nam się należy, więc niejednokrotnie umykają naszej uwadze. Zauważyłam, że człowiek na co dzień może się starać, ale jeśli tylko popełni jakiś błąd, to te wszystkie starania zostają przez błąd przesłonione. To tak, jakbyśmy tylko czekali na czyjeś potknięcie. Nie lubię ludzi pamiętliwych, którzy skupiają się na jakichś pierdołach i potrafią je wypominać przez kilka tygodni (ba, żeby tylko). Dla mnie to jest toksyczne i nie umiem sobie wyobrazić, by taka osoba była w życiu szczęśliwa.
Z tymi dobrymi i złymi rzeczami to zależy od charakteru. Ja na przykład jestem osobą mściwą. Ale jak już zrobię na złość odegram się na kimś to sprawę uważam za zamknięta, no już ulżyłam sobie, dowaliłam, dopełniłam swego jestem ok. Jesteśmy kwita. A co do eks. To zależy od sytuacji. Jeżeli ktoś chce odejść to trzeba zachować się z godnością i na to pozwolić. Im szybciej tym lepiej. Trudno nie udało się. Natomiast jeżeli jedno skrzywdzi drugiego to nie wyobrażam sobie wybaczyć, zapomnieć bo wtedy to byłaby byle jakość.
Snake, wybacz, że zapytam, ale robisz w ogóle coś DLA SIEBIE? Nie mówię o wypiciu piwa i temu podobnych rzeczach. Uprawiasz jakiś sport? Czytasz? Masz jakieś hobby, zainteresowania, pasje? Bo wydaje mi się, że o tym jest ten wątek... Jakieś refleksje po całym dniu? Jakieś zmiany? Masz wrażenie, że jakoś wzbogacił Twoje życie miniony dzień, tydzień, miesiąc?
Bo niedługo będziemy pisać posty w stylu "wstałem rano i zjadłem kromkę z masłem na śniadanie", a to chyba nie o to chodzi. A tu jest mowa o tym, że życie to pasja...
Oczywiście, że różne są pasje, zainteresowania, style życia, ale piszmy właśnie o nich...
Ludmiła - też lubię wyrównywać rachunki
I te pozytywne (jak ktoś zrobi dla mnie coś dobrego, to szukam okazji, żeby również mu jakąś przysługę wyświadczyć) i te negatywne (jak ktoś zrobi CELOWO coś na złość, to niczego dobrego nie powinien się po mnie spodziewać). Ale z drugiej strony nigdy nie obrażam się, jeżeli osoba ZAUFANA i BLIŻSZA powie mi coś szczerze - np. przyjaciółka powie mi, że robię źle to, to i to i mogłabym to zmienić. Uważam, że to jest cenne, bo ja sama niektórych rzeczy mogę nie zauważać.
Ja wolałabym nie żyć niż wiedzieć, że nie mam w życiu celu albo że nic dobrego mnie w nim nie spotka. Naprawdę, wolałabym nie żyć niż mieć świadomość, że do końca życia będę chodzić do pracy, która jest niesatysfakcjonująca i której nienawidzę, a potem wracać i codziennie gotować, sprzątać, prać, prasować i wieczorem kłaść się styrana. Dla mnie to nie życie.
Dla mnie od dziecka najważniejsza była potrzeba samorealizacji i potrzeba osiągnięć - ważniejsza niż potrzeby fizjologiczne (bo np. rezygnuję z dłuższego snu, żeby napisać artykuł, ogarnąć kwestie związane z konferencją i kołem naukowym, etc.).
Ja dzisiaj - mimo weekendu - dość pracowicie. Z samego rana zrobiłam 2-godzinny trening Mel B, potem pojechałam do rodziców razem z kotem - lubi tam spacerować po ogrodzie. Tutaj się na chwilę zatrzymałam, popatrzyłam na rośliny i na piękne słońce, poczytałam książkę, jak kot mi pozwolił (bo na smyczy tam chodzi, więc jak nie siedział, to musiałam chodzić za nim). Generalnie raz w tygodniu czytam sobie bardzo motywującą książkę jednego trenera rozwoju osobistego, dziś przeczytałam 100 stron i dostałam prawdziwego mentalnego kopa
No i zarezerwowałam hotel na wyjazd do Pragi. Naszkicowałam sukienkę - generalnie coś mnie wzięło na kwiatowe wzory. Potem poczytałam inną książkę, powieść, a potem wzięłam się już do roboty - napisałam 8 stron kolejnego tekstu, dopiszę dziś jeszcze ze 2, bo czuję, że nie chce mi się spać. Skończę go w tym tygodniu, a potem już biorę się za pisanie magisterki z dwuletnim wyprzedzeniem (ale ile czasu oszczędzę, nie musząc chodzić na seminaria przez całe 2 lata....
). Mam wszystkie materiały zebrane, więc szybko pójdzie.
We wrześniu zaczynam jeszcze staż, na miesiąc, 2 dni w tygodniu. Dobrze, że mam tam "wtyki" to dużo się nauczę i będą mnie trzymać 8-10 godzin tygodniowo
Ułożyłam sobie ambitny plan na ten tydzień - dokończenie pracy, którą piszę, 40 stron magisterki (ja piszę szybko i dobrze - opinia wykładowców
), 2 dni stażu, 10 godzin ruchu (urozmaiconego - trochę Mel B, trochę roweru, trochę męki w Pure Jatomi - piszę męki, bo tam zawsze daję sobie potężny wycisk na bieżni
), 2 przerobione rozdziały z legal english, kolejna przeczytana książka (dziewiętnasta w tym roku, haha! - nie liczę podręczników, z nimi będzie ze 30, czytam je w całości, gardzę skryptami
), szkic kolejnej sukienki, nowy post na blogu i promocja bloga, mały wypad do ogrodu botanicznego i całkowicie wolna niedziela na przyjemności - zobaczę na co będę miała ochotę. I codziennie godzina relaksu. No i postanowiłam, że zrobię jakąś jedną nową fajną rzecz. Nie wiem jeszcze, jaką. Ale myślę, że to ważne, żeby odkrywać nowe rzeczy.
Jakoś wierzę, że dam radę, jak to dobrze rozplanuję
W sumie nie takie rzeczy się robiło
![]()
Także, no... trzymajcie kciuki
A ja walnę cytat trenera rozwoju osobistego, a co. Mocny, ale motywujący. Może oburzać, ale chyba o to w tym chodzi - nie jest dla wszystkich, tylko dla tych, którzy chcą robić coś z własnym życiem.
"Większość ludzi żyje z dnia na dzień. Oni wypełniają swój czas, każdy dzień jest podobny do poprzedniego: składa się z płacenia rachunków, które pojawiają się regularnie co miesiąc, oglądania telewizji, marnowania czasu na czytanie bzdurnych gazet, grania na komputerze i popadania w nałogi. Ich jedynym celem jest nażreć się i zapewnić sobie jedzenie na najbliższe tygodnie. Czy w takim cyklu życia można cokolwiek osiągnąć? Czy możesz znaleźć skarb, jeśli cały czas siedzisz w miejscu i skupiasz się tylko na podstawowych potrzebach? Czy może zdarzyło Ci się czasem, że byłeś jednym z tych ludzi?
Nie ma co się dziwić, że potem w chwili śmierci taki człowiek nie ma czego wspominać, nie ma z czego być dumnym, czuje jedynie pustkę i żal. CzyTy właśnie w taki sposób chcesz przeżyć swoje życie?"
~Krzysztof Król, "Kodeks wygranych"
Generalnie facet jest genialny. Oni nie mówi, co masz robić, on mówi jak masz robić - na maksa. On daje mentalnego kopa żebyś miał(a) mentalne jaja i nie przeżył(a) życia właśnie jak ci ludzie, o których wspomina (i wspomina często, nazywając dość brzydko - na przykład pyta czytelnika: "czy chcesz być miernotą?")
Ale naprawdę daje SOLIDNEGO KOPA.
I jest fanem planowania. Ja w sumie też, więc bardzo do mnie trafia ten człowiek.
On ma świadomość własnych sukcesów, jest dość młody i nie boi się mówić tego, co tutaj tak na forum było piętnowane. On mówi wprost "w wieku 26 lat osiągnąłem więcej niż przeciętne 100 osób łącznie w całym swoim życiu". I chłop... ma rację.
Snake, wybacz, że zapytam, ale robisz w ogóle coś DLA SIEBIE?
Fajne majtki na kuperku żony, to całkiem miła rzecz dla MNIE ![]()
Nie mówię o wypiciu piwa i temu podobnych rzeczach. Uprawiasz jakiś sport?
O kurdę, a czemu mam uważać, że przebiegnięcie dziennie paru kilometrów ma być dla mnie fajniejsze niż wypicie piwa? Bieganie męczy, a piwo przyjemnie relaksuje. Jak ktoś lubi biegać czy uprawiać inne sporty, to ja tego nie krytykuję. Jak ktoś lubi to jego sprawa. Jak nie lubi ale też to robi, to już trochę gorzej ale to też jego problem.
Czytasz?
He, he czytam. Wiem, wiem dla ciebie i pewnie twojego pokolenia czytanie, to jak uprawianie sportów ekstremalnych dlatego już parę razy raczyłaś podkreślać ile ktoś tam książek przeczytał. Ja jestem stary piernik i dla mnie czytanie jest czynnością dużo bardziej oczywistą. Nie będę więc się chwalił, że coś przeczytałem, bo musiałbym się też chwalić, że dziś zrobiłem kilka tysięcy wdechów i wydechów... Myślę jednak, że jakbym podliczył ilość przeczytanych książek, to powinnaś mnie umieścić na jakimś poczytnym miejscu obok swoich idolów ![]()
Jakieś refleksje po całym dniu?
Już wiem do której galerii przychodzą ładniejsze dziewczyny... Swoją drogą jest to dość ciekawe zjawisko.
Jakieś zmiany?
Garderoba żony się wzbogaciła, mój portfel się zubożył...
Masz wrażenie, że jakoś wzbogacił Twoje życie miniony dzień, tydzień, miesiąc?
Cóż, obiad tylko we dwoje z żoną, czy pójście z nią na zakupy, gdzie mogła sobie kupić jakiś ciuch na moje konto, a ja nie poganiałem, to jest niecodzienna przyjemność.
Eileen, powalił mnie wątek o cyckach ![]()
W sumie nigdy nie miałam problemów z nagoscią. Ale u baby od staników tez mi było głupio, nie wiem czemu.
82 2015-08-31 07:53:30 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-31 07:54:51)
K
kammiś napisał/a:Snake, wybacz, że zapytam, ale robisz w ogóle coś DLA SIEBIE?
Fajne majtki na kuperku żony, to całkiem miła rzecz dla MNIE
kammiś napisał/a:Nie mówię o wypiciu piwa i temu podobnych rzeczach. Uprawiasz jakiś sport?
O kurdę, a czemu mam uważać, że przebiegnięcie dziennie paru kilometrów ma być dla mnie fajniejsze niż wypicie piwa? Bieganie męczy, a piwo przyjemnie relaksuje. Jak ktoś lubi biegać czy uprawiać inne sporty, to ja tego nie krytykuję. Jak ktoś lubi to jego sprawa. Jak nie lubi ale też to robi, to już trochę gorzej ale to też jego problem.
kammiś napisał/a:Czytasz?
He, he czytam. Wiem, wiem dla ciebie i pewnie twojego pokolenia czytanie, to jak uprawianie sportów ekstremalnych dlatego już parę razy raczyłaś podkreślać ile ktoś tam książek przeczytał. Ja jestem stary piernik i dla mnie czytanie jest czynnością dużo bardziej oczywistą. Nie będę więc się chwalił, że coś przeczytałem, bo musiałbym się też chwalić, że dziś zrobiłem kilka tysięcy wdechów i wydechów... Myślę jednak, że jakbym podliczył ilość przeczytanych książek, to powinnaś mnie umieścić na jakimś poczytnym miejscu obok swoich idolów
kammiś napisał/a:Jakieś refleksje po całym dniu?
Już wiem do której galerii przychodzą ładniejsze dziewczyny... Swoją drogą jest to dość ciekawe zjawisko.
kammiś napisał/a:Jakieś zmiany?
Garderoba żony się wzbogaciła, mój portfel się zubożył...
kammiś napisał/a:Masz wrażenie, że jakoś wzbogacił Twoje życie miniony dzień, tydzień, miesiąc?
Cóż, obiad tylko we dwoje z żoną, czy pójście z nią na zakupy, gdzie mogła sobie kupić jakiś ciuch na moje konto, a ja nie poganiałem, to jest niecodzienna przyjemność.
Wspolczuje zycia, jesli tak wyglada kazdy Twoj dzien.... tak albo jeszcze gorzej. ![]()
To nie jest watek o tym, Snake, wybacz. Chyba Eileen nie utworzyla go z mysla o tym zeby opisywac to ze wypilo sie piwo i kupilo gacie, bo chodzilo jej o MOTYWOWANIE siebie wzajemnie. Ty nie motywujesz nijak.
Cyniczna - a mi glupiej bylo na usg niz u baby od stanikow
Moze dlatego ze baba byla calkiem opca a lekarz to moj lekarz internista, majacy specjalizacje rowniez z radiologii. I jeszcze te usg robil prywatnie po godzinach, w ciemnym pokoju (specjalnie przyciemniane, bo chyba lepiej widzi obraz czy jak) i jakos tak mi dziwnie bylo ![]()
Uciekam zrobic sobie dzis hard day
pewnie wieczorem sie pochwale ![]()
83 2015-08-31 08:16:09 Ostatnio edytowany przez Snake (2015-08-31 08:19:11)
Masz jakieś hobby, zainteresowania, pasje?
Tylko widzisz osobiste pasje czy hobby są przeważnie całkowicie nudne dla innych ludzi więc po co nimi epatować? Mnie np. od dzieciństwa pasjonowała najdoskonalsza z ludzkich sztuk, czyli sztuka wojenna. Mam wiedzę o wojnach od zarania ludzkości do dziś. Znam zasady budowy i funkcjonowania prawie każdej broni jaką wymyślił człowiek. Wiem jak i dlaczego broń ewoluowała. Na randce mógłbym ci naszkicować różnice między halabardą, glewią, spisą, szpontonem, piką, kopią, włócznią, partyzaną. Albo narysować i opisać budowę i historię miecza, rapieru, szpady, szabli, koncerza. Wytłumaczyć co to jest miecz półtoraręczny, dwuręczny, czym się różni fechtunek szpadą od szabli, dlaczego w jednych armiach królował rapier i szpada, a w innych szabla. Znam organizację i taktykę prawie każdej armii w historii ludzkości. Znam historię wielu państw, biografie królów, wodzów i dowódców. Wiem dlaczego wygrywali i przegrywali. Znam historię wszystkich ważniejszych dynastii europejskich i ich wzajemne powiązania. Mógłbym ci na randce wytłumaczyć dlaczego w czołgach sowieckiej konstrukcji i ich następcach tak często odlatuje wieża w wyniku trafienia, a dlaczego w innych nie. Mógłbym ci wyjaśnić budowę i różnice między pociskiem podkalibrowym, pełnopłaszczowym, burzącym i kumulacyjnym oraz opisać zasadę ich działania na cel. Znam zasady i historię fortyfikacji. Mógłbym ci wytłumaczyć czemu ludzie budowali wieże i czemu przestali je budować. Co to jest system wieżowo - zatokowy, a co to basteja, bastion, dzieło kleszczowe. Wiem jak zbudować fortyfikację, która byłaby zdolna obronić się przed większością ataków w każdym okresie historycznym i wiem dlaczego takie fortyfikacje występowały rzadko. Wiem dlaczego Warszawa, Kraków, Zamość, Gdańsk są rozplanowane tak, a nie inaczej. Znam budowę każdego typu załogowego statku kosmicznego jaki człowiek wysłał w kosmos i sporo z tych, których nie wysłał. Mogę ci na rzeczonej randce opisać przyczyny, przebieg i skutki każdej katastrofy w wyniku, której zginęli astronauci i kosmonauci. Ba, wytłumaczę ci jaka jest różnica między astronautą i kosmonautą
Jak się buduje chemiczne silniki rakietowe, a jak jonowe. Czemu się używa w napędach wodoru i tlenu, a czemu hydrazyny.
Tylko czy chciałabyś słuchać o tym wszystkim na randce? ![]()
A potem przychodzi do człowieka taka świadomość, że pięćsetna książka czy artykuł na ten temat nie jest wart fajnie spędzonej godziny z rodziną... i widoku tych majtek na kuperku żony. ![]()
Kammiś, nie zgodzę się z Tobą. Spędzanie czasu z żoną (lub ogólnie z rodziną) nie jest niemotywującym życiem byle jak. Pod warunkiem, że człowiek ma udany związek w którym jest szczęśliwy, bo inaczej to rzeczywiście zabijanie samotności. I nie sądzę, by dużo osób pod koniec życia myślało o przeczytanych książkach albo o skończonych fakultetach. Myśli się raczej o rodzinie i o dobrych jakościowo relacjach międzyludzkich. Wiesz, dla mnie ten cały samorozwój to rzeczywiście jest dobra zabawa i nie wyobrażam sobie, by go nie mieć, ale jeśli to życie tylko tak wygląda, to moim zdaniem też jest życiem byle jak. Oczywiście nie mówię o tak młodych osobach jak Ty czy Eileen, bo w tym wieku są inne priorytety. Jednak jeśli ktoś po 30-stce nadal żyje w ten sposób, że tylko praca, zainteresowania, praca, zainteresowania, to ja bym mu nie zazdrościła, bo moim zdaniem to takie zagłuszanie na siłę pustki w życiu. Pewnie, że nie każdy musi mieć męża i rodzinę, bo nie o to mi chodzi, tylko ogólnie o głębokie i wartościowe relacje z jakimikolwiek ludźmi. Jeśli dla Ciebie jakością jest tylko praca i hobby, to chyba coś nie tak. Moim zdaniem pisanie o rodzinie również jest na temat. To po prostu inna jakość, której Ty być może nie rozumiesz.
Ludmiłaa, to kto ogarnia Ci dom?
Mój partner regularnie próbuje przeforsować zatrudnienie gosposi, ale moim zdaniem wymyśla (przynajmniej na razie). Lubię sobie posprzątać, chociaż niekoniecznie zaraz po pracy i nie wyobrażam sobie, by jakaś obca baba kręciła mi się po domu. Chyba że ma się kogoś zaufanego. Stabilne godziny pracy to nie dla mnie, ale rozumiem ich zalety. ![]()
Ja również, chyba po raz pierwszy na tym forum, zgadzam się ze Snakem... Kammiś, to jest wątek o motywacji, ale niezupełnie w Twoim rozumieniu. To jest też wątek o przyjemnościach, o tym, co sprawia, że ludzie cieszą się życiem. A to, że Snake cieszy się majtkami żony czy piwem - no cóż, taki jego wybór, taka jego przyjemność
W sumie - czym różni się stanik Eileen od majtek żony Snake w kontekście pasji i motywacji? ![]()
Akurat w ostatnich dniach mój żywot był mało motywacyjny. Strasznie dużo "muszę" i "powinnam". I właśnie w tym czasie największą przyjemność sprawiło mi piwo z przyjaciółką. Nawet dwa razy, bo znalazłyśmy naprawdę kapitalne miejsce do spożywania tegoż napoju
Wątpię, żebym się przez to piwo jakoś rozwinęła, ale niewątpliwie mój zmęczony móżdżek przyjął je z wdzięcznością ![]()
Heh:)) A mnie tak zmotywowalo piekne i upalne sobotnie slonce, ze po porannym sniadaniu w ogrodzie, wysprzataniu tarasu, skoszeniu trawy, pozniej krotkim rejsie po jeziorze z moim kapitanem, corka i jej kolezanka, postanowilam zwyczajnie pobyczyc sie - wyciagnelam lezaczek na slonce, wrzucilam sobie pare kostek lodu do drinka, kostium na siebie i najzwyczajniej w swiecie NIC nie robilam az do popoludnia:) No troszke krzyzowek porobilam, poczytalam nowa ksiazke:)) I to byl piekny leniwy dzien:)
Ech a ja jedząc rodzinne śniadanko na tarasie zostałam na nim jeszcze dopijając starannie zaparzoną kawę i obserwując trzy jastrzębie na niebie.
Utrzymywały się w powietrzu niesione lekkim wiaterkiem bez poruszania skrzydłami.Robiły to tak synchronicznie,że zapomniałam o świecie:)
A jutro znów budzik,nieporządek,wszystko na szybko...
88 2015-08-31 11:54:07 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-31 11:54:44)
Eileen, powalił mnie wątek o cyckach
W sumie nigdy nie miałam problemów z nagoscią. Ale u baby od staników tez mi było głupio, nie wiem czemu.
Było super!
Ale to pewnie zależy od podejścia brafitterki. ^^
A ja wczoraj znowu sztolnie, tym razem Włodarz. Do tego zamek w Książu. Wyjechaliśmy przed 9:00, ale najpierw pojechaliśmy do kawiarni, którą wszyscy polecali, a żadne z nas nie było. No to już było.
Pyszne lody, kawy mrożone, wszystko. <3 Później Włodarz, Książ, spacerek na punkt widokowy i zaczęła się ta bardziej konsumpcyjna część - zakupy, obiad (bardziej kolacja, patrząc na porę
) i kino. A potem stwierdziłam, że mają mnie wysadzić 40 km wcześniej, bo zostaję u babci do wtorku. I teraz taaak mi dobrze. Wstałam rano - dzbanek kawy gotowy. Więcej mi do szczęścia nie potrzeba chyba. Tylko niestety, kot został u mamy. :c
Ech a ja jedząc rodzinne śniadanko na tarasie zostałam na nim jeszcze dopijając starannie zaparzoną kawę i obserwując trzy jastrzębie na niebie.
Utrzymywały się w powietrzu niesione lekkim wiaterkiem bez poruszania skrzydłami.Robiły to tak synchronicznie,że zapomniałam o świecie:)
A jutro znów budzik,nieporządek,wszystko na szybko...
gojka, a Ty je rozpoznalas z tak daleka, ze to jastrzebie? Ja jedynie bociana w locie poznam:))
Apropos ptaszkow na naszym jeziorku zadomowil sie jakis nowy odmieniec, kiedy siedzi na takim kole z pompa filtrujaca na srodku jeziora, to z ksztaltu przypomina mini pingwina:) Ale lata dosc daleko choc nisko nad woda. Bardzo go polubilismy kiedy plywamy tam sobie a on siedzi i jakby czekal na nas. Niestety tchorz jakis i najblizej udalo mi sie podplynac do niego na jakies 10 metrow, potem odlatuje. Szkoda, ze juz woda coraz chlodniejsza i coraz mniej kapieli tego lata zostalo.
Ja również, chyba po raz pierwszy na tym forum, zgadzam się ze Snakem... Kammiś, to jest wątek o motywacji, ale niezupełnie w Twoim rozumieniu. To jest też wątek o przyjemnościach, o tym, co sprawia, że ludzie cieszą się życiem. A to, że Snake cieszy się majtkami żony czy piwem - no cóż, taki jego wybór, taka jego przyjemność
W sumie - czym różni się stanik Eileen od majtek żony Snake w kontekście pasji i motywacji?
Akurat w ostatnich dniach mój żywot był mało motywacyjny. Strasznie dużo "muszę" i "powinnam". I właśnie w tym czasie największą przyjemność sprawiło mi piwo z przyjaciółką. Nawet dwa razy, bo znalazłyśmy naprawdę kapitalne miejsce do spożywania tegoż napoju
Wątpię, żebym się przez to piwo jakoś rozwinęła, ale niewątpliwie mój zmęczony móżdżek przyjął je z wdzięcznością
Vinnga - moze mam takie wrazenie, bo Snake pisze w sposob dosc...prostacki. Zapewne nie zaprzeczysz. Nie pisze tak jak Ty o "piwie z przyjaciolka w kapitalnym miejscu" i o "pieknym upalnym sobotnim sloncu" jak Mussuka. Ja dzis rano tez spedzilam pol godziny leniwie - na sloncu, z kawa w reku. Ale nie uwazam tez tego za glowny punkt mojego dnia - glowny i najwazniejszy dla mnie dzis punkt dnia to artykul. Zreszta one sa dla mnie jedna z najwazniejszych rzeczy w zyciu, bo nic nie daje mi wiekszej przyjemnosci niz widok swojego nazwiska w specjalistycznym czasopismie. Nic.
Wypowiedz Eileen wydaje sie byc bardziej na poziomie. Chociaz nie zgodze sie ze wizyta u brafiterki to to samo co kupienie majtek, bo odpowiednie dobranie stanika to jest pewien element dbania o siebie. Tutaj nacisk pada na dobranie stanika a nie jego kupienie.
Lubie spedzac czas ze swoim facetem, ale nie bede tutaj pisac ze mial na d*pie nowe bokserki, bo dla mnie to ponizej pewnego poziomu... nawet ponizej poziomu zenujacego.
I wiesz, tutaj jedna dziewczyna napisala chyba (nie chce mi sie przewijac postow w telefonie), ze upiekla ciasteczka z corka. Nie da sie ukryc, ze to lepsza forma spedzenia czasu z rodzina niz odstawienie dzieci do kina na zapewne niezbyt madra bajeczke.
Snake, raczej nie "opowiedzialbym ci" bo z osoba taka jak Ty nie umowilabym sie nawet na kolezenska herbatke, bo nie jestes w moim "typie" (typie charakteru) nawet na znajomego, a co dopiero na kumpla.
Po drugie - uwierz mi, ze jezeli slysze/widze ze mezczyzna w wolnym czasie glownie wyciaga sie na kanapie z piwem to jest z gory skreslony. Rowniez jako kumpel. Po prostu tak z automatu, chocby nie wiem jak cudowny nie byl w innych dziedzinach zycia. Pamietam sama jak dopiero poznawalam obecnego "lubego" i spoznilam sie na spotkanie komitetu organizacyjnego konferencji. Wbieglam na spotkanie z kawa w reku, w drzwiach na niego wpadlam, godzina 7.30, a on do mnie z tekstem: "Kawa z rana to podstawa, chociaz poranne bieganie lepiej budzi, polecam pani sprobowac". Pomyslalam dokladnie: "facet biega. So good".
Facet musi kobiecie imponowac. A to ze potrafi sie zerwac o 5.30, zeby ruszyc tylek, isc biegac i o 7 byc na wydziale imponuje o wiele bardziej niz typowy cwaniaczek na kanapie z browarkiem.
Wracam do roboty ![]()
Zgadzam się z tym imponowaniem. Zresztą nie tylko facet. Ja ogólnie hm... lubię ludzi, których mam za co podziwiać. Nie wiem dlaczego, po prostu wtedy wyjściowym uczuciem jest sympatia, a nie obojętność czy niechęć (jeśli wcześniej słyszałam coś, co mi się nie podobało). Lubię słuchać, czego ktoś dokonał, co robi itp. Nie odbieram tego, jako chwalenie się, tylko... no nie wiem. Po prostu podoba mi się to. Raz, że motywuje mnie do zrobienia czegoś więcej niż normalnie, a dwa, że po prostu ciekawiej mi się słucha takiej osoby niż "narzekacza". Albo "znudzonego". Bo znam wiele osób, które większość czasu są na etapie "nudzi mi się". Jasne, mi też się czasem nudzi (np. na pogrzebie/ślubie/komunii/innym czymś, gdzie muszę odsiedzieć swoje w ciszy
), ale nie tak, że cały czas.
Ja ogólnie hm... lubię ludzi, których mam za co podziwiać.
A za co np. podziwiasz roznych ludzi? Tak przykladowo i konkretnie.
gojka102 napisał/a:Ech a ja jedząc rodzinne śniadanko na tarasie zostałam na nim jeszcze dopijając starannie zaparzoną kawę i obserwując trzy jastrzębie na niebie.
Utrzymywały się w powietrzu niesione lekkim wiaterkiem bez poruszania skrzydłami.Robiły to tak synchronicznie,że zapomniałam o świecie:)
A jutro znów budzik,nieporządek,wszystko na szybko...gojka, a Ty je rozpoznalas z tak daleka, ze to jastrzebie? Ja jedynie bociana w locie poznam:))
Apropos ptaszkow na naszym jeziorku zadomowil sie jakis nowy odmieniec, kiedy siedzi na takim kole z pompa filtrujaca na srodku jeziora, to z ksztaltu przypomina mini pingwina:) Ale lata dosc daleko choc nisko nad woda. Bardzo go polubilismy kiedy plywamy tam sobie a on siedzi i jakby czekal na nas. Niestety tchorz jakis i najblizej udalo mi sie podplynac do niego na jakies 10 metrow, potem odlatuje. Szkoda, ze juz woda coraz chlodniejsza i coraz mniej kapieli tego lata zostalo.
Jasne,jastrzębie latają w charakterystyczny sposób,widać im było kolory skrzydeł od spodu:)
I latały nad polami,właściwie to wisiały prawie nieruchomo.
Mussuka napisał/a:gojka102 napisał/a:Ech a ja jedząc rodzinne śniadanko na tarasie zostałam na nim jeszcze dopijając starannie zaparzoną kawę i obserwując trzy jastrzębie na niebie.
Utrzymywały się w powietrzu niesione lekkim wiaterkiem bez poruszania skrzydłami.Robiły to tak synchronicznie,że zapomniałam o świecie:)
A jutro znów budzik,nieporządek,wszystko na szybko...gojka, a Ty je rozpoznalas z tak daleka, ze to jastrzebie? Ja jedynie bociana w locie poznam:))
Apropos ptaszkow na naszym jeziorku zadomowil sie jakis nowy odmieniec, kiedy siedzi na takim kole z pompa filtrujaca na srodku jeziora, to z ksztaltu przypomina mini pingwina:) Ale lata dosc daleko choc nisko nad woda. Bardzo go polubilismy kiedy plywamy tam sobie a on siedzi i jakby czekal na nas. Niestety tchorz jakis i najblizej udalo mi sie podplynac do niego na jakies 10 metrow, potem odlatuje. Szkoda, ze juz woda coraz chlodniejsza i coraz mniej kapieli tego lata zostalo.
Jasne,jastrzębie latają w charakterystyczny sposób,widać im było kolory skrzydeł od spodu:)
I latały nad polami,właściwie to wisiały prawie nieruchomo.
Moja teściowa jest wielką miłośniczką ptaków.
Ostatnio wypatrzyła dwa bąki (takie bardzo rzadko spotykane ptaki), które uwiły sobie gniazdo w naszym sadzie.
Vinnga - moze mam takie wrazenie, bo Snake pisze w sposob dosc...prostacki.
Taki drobny przywilej pewnej grupy ludzi, że mogą pisać jak chcą ale ogólnie staram się dobierać styl do odbiorcy...
Snake, raczej nie "opowiedzialbym ci" bo z osoba taka jak Ty nie umowilabym sie nawet na kolezenska herbatke, bo nie jestes w moim "typie" (typie charakteru) nawet na znajomego, a co dopiero na kumpla.[...]Pomyslalam dokladnie: "facet biega. So good".
O kurczę, to czym to się różni od pomyślunku standardowej blachary, której tekst brzmiałby zapewne: "ale facet ma zajebistą brykę, soł guuuud...."?
Czyli piszesz, że inteligentni, oczytani, wykształceni faceci cię nie interesują jeśli nie biegają i lubią sączyć piwo na kanapie? Uff, znaczy jestem bezpieczny
Teraz to już za Chiny nie wejdę na orbitrek... ale nie wiem czy nie czuć się zagrożonym faktem, że wstaję o 5.15...
Hej!
Wiecie co ja właśnie cenię i lubię takie pogadanki jak tu. I to, że każdy może tu ,,wejść'' i napisać coś, i nie jest przez to krytykowany. Strasznie nie lubię towarzystwa zaściankowego, gdzie na pokaz każdy każdemu przytakuje, a w realu wbiłby nóż w plecy. Dla mnie to obłuda.
Ja może potrafię i dowalić, ale lubię być szczera. Np ja nie komentuje na portalach społecznościowych wszystkich fotek w stylu ,,ale ładnie'' ,,ale słodko'' a w duchu myślę co za gruba d... jaka nieładna. Nie znoszę czegoś podobnego. Jak mi się coś nie podoba to tego nie komentuję, a jeżeli to ktoś bliski to mówię wprost nie obraz się ale może warto by dodać jakieś inne zdjęcia.
Co jeszcze mnie denerwuje o czym pisała cslady, że jak twoja koleżanka ma coś do chłopaka, czy kogoś to ty także musisz pluć na tę osobę no bo jak jesteś solidarny albo nie?! Według mnie takie osoby zwyczajnie mają swoje problemy, szukają sposobu na upuszczenie sowich złości i emocji i robią to jak tyko nadarzy się okazja obojętnie na kim i nawet jeżeli ich nie dotyczy sprawa, ale jest okazja komuś dowalić. No nie wiem ale ja jak osobiście nic do nikogo nie mam to wolę no na siłowni czy na ćwiczeniach odreagować niż wybić się na kimś kto mi nie jest nic winien. Bo to ich sprawy. Cóż mnie stać a nawet ma za darmo wejścia na basen siłownie i mam okazję dużo ćwiczyć. Jak rozumiem osoby które nie mają odreagowują, jak to się mówi, jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, wywalać swoje żale i frustracje na przypadkowe osoby.
Albo ja lubię być w grupie ludzi których lubię, cenię i nie boję się im podpaść. Nie lubię przytakiwać według przysłowia jak wejdziesz między wrony musisz krakać jak i one. Dla mnie to byłoby byle jakie życie. Prywatnie znam osobę dużo starszą od siebie w wieku moje mamy i ta osoba pragnie się odmłodzić Facebook te sprawy, przyjaźni się z grupą kobiet dużo młodszych i robi wszystkich żeby mieć ich akceptacje i żeby ją lubiły. Jak one kogoś obmawiają to ona tez stara się być cool i jest najgłośniejsza chociaż nawet nie zna osoby i sytuacji, no ale jak koleżanki tak mówią to tak jest. Nie wiem, ale ja żeby coś o kimś powiedzieć i wyrobić sobie zadnie robię to obiektywnie an podstawie własnych obserwacji a nie tego co kto powie. To, że jak kos kogoś nie lubi nie znaczy, że ja też muszę nie lubić.
'Who's to say
I can't do everything
Well I can try...'Nie żyję byle jak - czyli robię wszystko, żeby moje życie było wyjątkowe, bo przeciętność mnie nie zadowala! Spełniam swoje zachcianki, dążę do tego, żeby marzenia się ziściły i chwalę się bezwstydnie każdym dniem, żeby zmotywować innych.
Zarozumiała? Tak o mnie mówią. Ja po prostu jestem szczęśliwa i nie wiem, dlaczego miałabym to ukrywać!
jak to mówią po trupach do celu,czy dobrze robisz czas pokaże!
98 2015-08-31 15:02:12 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-31 15:04:51)
Eileen napisał/a:Ja ogólnie hm... lubię ludzi, których mam za co podziwiać.
A za co np. podziwiasz roznych ludzi? Tak przykladowo i konkretnie.
Och, za wiele rzeczy (zaraz napiszę konkretniej). Tylko żeby było jasne, chodziło mi o początek znajomości. To znaczy, że po prostu w momencie poznania osoby, która mi czymś zaimponowała, jestem do niej nastawiona no... nie neutralnie, a - nie wiem - przychylniej? Z większą sympatią? Natomiast to nie oznacza, że to się nie może zmienić ani że nie polubię osoby, która nie zrobiła na mnie wrażenia. Moja ukochana przyjaciółka jest osobą zupełnie różną ode mnie, nie podziwiam jej tak konkretnie za coś, natomiast świetnie się dogadujemy i naprawdę ją uwielbiam.
A za co konkretnie? To mogą być jej cechy/sposób bycia - np. determinacja, elokwencja, inteligencja, ale nie w nudnym wydaniu, a np. wykorzystanie jej w dowcipnych uwagach, umiejętne używanie ironii/sarkazmu/nawet czystej złośliwości (wobec mnie również), konkretność (nie lubię "rozlazłych" osób
), wytrwałość, "szerokie horyzonty", a mogą być to bardziej konkretne rzeczy - wykształcenie, studiowanie czegoś, co nie jest socjologią itp.
i podejście do tego wykształcenia/studiowania (czyli nie "poszłam na studia, bo tak wyszło"), nieograniczanie się do schematu praca - facet - dom, ogólne niepodporządkowywanie się czemuś/komuś czyli coś w rodzaju niezależności, osiągnięcia na polu zawodowym czy zainteresowań (czyli to może być świetne nagranie na isingu tak samo jak ukończenie jakiegoś arcytrudnego projektu w pracy), posiadanie pasji (ale PASJI, czyli nie "no, jak mi się nudzi, to gram w bilard", a "uwielbiam bilard, trenuję przez 3 dni w tygodniu i..."). No i wiele innych, ale ciężko tak nagle wymienić wszystko.
Czyli głównie za rzeczy związane z różnymi umiejętnościami właściwie. Nie jest natomiast tak, że absolutnie nie będę podziwiać kogoś, kto ma np. dzieci, nie. Tylko nie będę podziwiać za sam fakt posiadania rodziny. Ale przecież podziwiam np. baaardzo swoją mamę - nawet bardziej, niż podziwiałabym kogoś, kto całe życie był sam. Bo ona osiągnęła wiele i dalej no... nie spoczęła na laurach, mimo posiadania dzieci, w tym jednego dość mocno problematycznego (mój młodszy brat).
Eileen napisał/a:'Who's to say
I can't do everything
Well I can try...'Nie żyję byle jak - czyli robię wszystko, żeby moje życie było wyjątkowe, bo przeciętność mnie nie zadowala! Spełniam swoje zachcianki, dążę do tego, żeby marzenia się ziściły i chwalę się bezwstydnie każdym dniem, żeby zmotywować innych.
Zarozumiała? Tak o mnie mówią. Ja po prostu jestem szczęśliwa i nie wiem, dlaczego miałabym to ukrywać!
jak to mówią po trupach do celu,czy dobrze robisz czas pokaże!
Dlaczego po trupach do celu? Komu ja krzywdę robię? ![]()
Zawiozłem dzieci do kina, zaopatrzyłem w popcorn, napoje i do widzenia. Żonę na obiad do knajpy, a potem wytrzymałem godzinny przegląd sukienek. Za tą wybraną grzecznie zapłaciłem. W sklepie z bielizną żona odzywa się w te słowa do ekspedientek: czy macie panie takie majtki jak podobają się mojemu mężowi? No dobra, to powiedz jakie ci się podobają...
Snake, rozbawiłeś mnie tym
![]()
Mój to nawet się wstydzi wejść do sklepu z damska bielizną. W sumie o dobrze, bo ja tez czułabym się niezręcznie kupować intymne rzeczy z facetem.
Snake a nie spłonąłeś ze wstydu, jak żona wyskoczyła takim tekstem? ![]()
Teraz to kupuje, ale kiedyś kupić dla mnie męskie bokserki to było wyzwanie ![]()
Kupilam buty.W promocji.:)
ja zaliczyłam chirurga,troszkę bolało ale przezyłam
Dlaczego po trupach do celu? Komu ja krzywdę robię?
Nie przejmuj się babcia lubi smęcić ![]()
Snake napisał/a:Zawiozłem dzieci do kina, zaopatrzyłem w popcorn, napoje i do widzenia. Żonę na obiad do knajpy, a potem wytrzymałem godzinny przegląd sukienek. Za tą wybraną grzecznie zapłaciłem. W sklepie z bielizną żona odzywa się w te słowa do ekspedientek: czy macie panie takie majtki jak podobają się mojemu mężowi? No dobra, to powiedz jakie ci się podobają...
Snake, rozbawiłeś mnie tym
![]()
![]()
Mój to nawet się wstydzi wejść do sklepu z damska bielizną. W sumie o dobrze, bo ja tez czułabym się niezręcznie kupować intymne rzeczy z facetem.
Snake a nie spłonąłeś ze wstydu, jak żona wyskoczyła takim tekstem?
Teraz to kupuje, ale kiedyś kupić dla mnie męskie bokserki to było wyzwanie
Wstydzisz się,że nosisz bieliznę albo,że Twój facet ją nosi?
Uwierz,na sprzedawczyniach nie robi to wrażenia ![]()
103 2015-08-31 15:12:11 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-31 15:15:47)
Co jeszcze mnie denerwuje o czym pisała cslady, że jak twoja koleżanka ma coś do chłopaka, czy kogoś to ty także musisz pluć na tę osobę no bo jak jesteś solidarny albo nie?! Według mnie takie osoby zwyczajnie mają swoje problemy, szukają sposobu na upuszczenie sowich złości i emocji i robią to jak tyko nadarzy się okazja obojętnie na kim i nawet jeżeli ich nie dotyczy sprawa, ale jest okazja komuś dowalić. No nie wiem ale ja jak osobiście nic do nikogo nie mam to wolę no na siłowni czy na ćwiczeniach odreagować niż wybić się na kimś kto mi nie jest nic winien. Bo to ich sprawy. Cóż mnie stać a nawet ma za darmo wejścia na basen siłownie i mam okazję dużo ćwiczyć. Jak rozumiem osoby które nie mają odreagowują, jak to się mówi, jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, wywalać swoje żale i frustracje na przypadkowe osoby.
Albo ja lubię być w grupie ludzi których lubię, cenię i nie boję się im podpaść. Nie lubię przytakiwać według przysłowia jak wejdziesz między wrony musisz krakać jak i one. Dla mnie to byłoby byle jakie życie.
Też tak mam. W ogóle lubię przebywać wśród osób, które mówią prosto z mostu, nawet jeśli to ma być krytyka. I z którymi można pogadać na konkretny temat, nawet jeśli miałaby wywiązać się ostrzejsza dyskusja. Nie lubię takiego przytakującego towarzystwa, które za wszelką cenę nie chce nikogo urazić. I lubię, jak to działa w dwie strony - bo ja nie mam nic przeciwko, jak mi przyjaciel powie, że zrobiłam głupio albo w czymś tam wyglądam grubo. Ale on tak samo nie ma nic przeciwko, jak ja mu wprost powiem, co mi nie pasuje czy co zrobił nie tak. I właśnie takie towarzystwo lubię - gdzie każdy może każdemu powiedzieć wszystko, a nikt się o to nie obraża. Nie lubię tylko typowo chamskich odzywek, ale złośliwe - nawet z tą samą treścią - już tak. Są zabawne. ![]()
Eileen napisał/a:Dlaczego po trupach do celu? Komu ja krzywdę robię?
Nie przejmuj się babcia lubi smęcić
Ja się nie przejmuję. Po prostu jestem ciekawa, skąd podstawy do takiego stwierdzenia. ^^
Wstydzisz się,że nosisz bieliznę albo,że Twój facet ją nosi?
Uwierz,na sprzedawczyniach nie robi to wrażenia
Nie, o to chodzi. Tylko na przykład ja jak kupuję damską bieliznę to sprzedawczyni koniecznie musi być kobieta, jak facet sprzedaje to się wstydzę, np zapytać o majtki czy żeby mi szukał stanika, większy mniejszy rozmiar do przymierzalni przynosił a weź ![]()
A co męskiej bielizny z normalna to nie mam problemu. Ale majtek z napisami bym nie kupiła.
105 2015-08-31 15:47:46 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-31 15:51:15)
Co do podziwiania oraz ludzi z dziećmi... Muszę przyznać, że bardzo podziwiam rodziców, którzy w prostych słowach umieją tłumaczyć dzieciom świat. Do tego potrzeba ogromnej inteligencji, której ja chyba nie posiadam.
Kiedy spędzałam weekend z dwulatkiem i czterolatką, to moja inteligencja czuła się jak na obozie survivalowym. Co pięć minut padało jakieś mniej lub bardziej dziwne pytanie. Nie wszyscy rodzice radzą sobie z odpowiedziami, ja również średnio sobie z tym radziłam. Zwykle dziecko bardzo szybko jest uczone zasady "nie zadawaj głupich pytań". Natomiast istnieją też rodzice, którzy w prosty i jednocześnie rzeczowy sposób umieją wytłumaczyć dziecku np. zjawiska fizyczne, bez opowiadania przy tym bajek lub jakichś głupot. Umieją też tak dawkować informacje, by nie przytłaczać nimi. Ja to podziwiam. Tak samo na studiach podziwiałam wykładowców, którzy w prostych słowach umieli wyłożyć skomplikowany problem. To jest paradoksalnie o wiele trudniejsze niż uciekanie się do trudnych słów i naukowego bełkotu (nie mylić tego ze zwykłą elokwencją), który najczęściej świadczy o tym, że delikwent jest chodzącym przykładem przerostu formy nad treścią. A jest to trudniejsze dlatego, że trzeba naprawdę dobrze rozumieć dane zagadnienie, by umieć je prosto wyjaśnić. Zawiłe wyjaśnianie to żadna sztuka. Oczywiście poczucie humoru też jest bardzo mile widziane, bo wykładanie wszystkiego bardzo serio jest... nudne i na dłuższą metę uniemożliwia skupienie.
106 2015-08-31 16:49:12 Ostatnio edytowany przez Snake (2015-08-31 16:55:26)
Snake a nie spłonąłeś ze wstydu, jak żona wyskoczyła takim tekstem?
Tekst tekstem ale potem musiałem opowiedzieć paniom sprzedawczyniom jakie majtki mnie kręcą ![]()
[Snake, raczej nie "opowiedzialbym ci" bo z osoba taka jak Ty nie umowilabym sie nawet na kolezenska herbatke, bo nie jestes w moim "typie" (typie charakteru) nawet na znajomego, a co dopiero na kumpla.
Nie chciałem ci robić żadnych nadziei więc jeśli pomyślałaś, że zapraszałem cię na randkę, to przepraszam za grube nieporozumienie. To była taka figura retoryczna. Nie mógłbym cię zapraszać na randkę, bo nie interesuję się pannicami w wieku których mógłbym mieć dzieci. Na to mam jeszcze czas...
Po drugie, to forum monitoruje moja szanowna małżonka...
kammiś napisał/a:Masz jakieś hobby, zainteresowania, pasje?
Tylko widzisz osobiste pasje czy hobby są przeważnie całkowicie nudne dla innych ludzi więc po co nimi epatować? Mnie np. od dzieciństwa pasjonowała najdoskonalsza z ludzkich sztuk, czyli sztuka wojenna. Mam wiedzę o wojnach od zarania ludzkości do dziś. Znam zasady budowy i funkcjonowania prawie każdej broni jaką wymyślił człowiek. Wiem jak i dlaczego broń ewoluowała. Na randce mógłbym ci naszkicować różnice między halabardą, glewią, spisą, szpontonem, piką, kopią, włócznią, partyzaną. Albo narysować i opisać budowę i historię miecza, rapieru, szpady, szabli, koncerza. Wytłumaczyć co to jest miecz półtoraręczny, dwuręczny, czym się różni fechtunek szpadą od szabli, dlaczego w jednych armiach królował rapier i szpada, a w innych szabla. Znam organizację i taktykę prawie każdej armii w historii ludzkości. Znam historię wielu państw, biografie królów, wodzów i dowódców. Wiem dlaczego wygrywali i przegrywali. Znam historię wszystkich ważniejszych dynastii europejskich i ich wzajemne powiązania. Mógłbym ci na randce wytłumaczyć dlaczego w czołgach sowieckiej konstrukcji i ich następcach tak często odlatuje wieża w wyniku trafienia, a dlaczego w innych nie. Mógłbym ci wyjaśnić budowę i różnice między pociskiem podkalibrowym, pełnopłaszczowym, burzącym i kumulacyjnym oraz opisać zasadę ich działania na cel. Znam zasady i historię fortyfikacji. Mógłbym ci wytłumaczyć czemu ludzie budowali wieże i czemu przestali je budować. Co to jest system wieżowo - zatokowy, a co to basteja, bastion, dzieło kleszczowe. Wiem jak zbudować fortyfikację, która byłaby zdolna obronić się przed większością ataków w każdym okresie historycznym i wiem dlaczego takie fortyfikacje występowały rzadko. Wiem dlaczego Warszawa, Kraków, Zamość, Gdańsk są rozplanowane tak, a nie inaczej. Znam budowę każdego typu załogowego statku kosmicznego jaki człowiek wysłał w kosmos i sporo z tych, których nie wysłał. Mogę ci na rzeczonej randce opisać przyczyny, przebieg i skutki każdej katastrofy w wyniku, której zginęli astronauci i kosmonauci. Ba, wytłumaczę ci jaka jest różnica między astronautą i kosmonautą
Jak się buduje chemiczne silniki rakietowe, a jak jonowe. Czemu się używa w napędach wodoru i tlenu, a czemu hydrazyny.
Tylko czy chciałabyś słuchać o tym wszystkim na randce?
A potem przychodzi do człowieka taka świadomość, że pięćsetna książka czy artykuł na ten temat nie jest wart fajnie spędzonej godziny z rodziną... i widoku tych majtek na kuperku żony.
Snake, chylę przed Twoją wiedzą kapelusz z głowy
Nie zdejmę go jednak całkiem, aby nie ujawniać zakoli spowodowanych łysieniem
Mam pytanie: jak oceniasz pod względem skuteczności fortyfikacje spotykane w Chorwacji? Przykładowo mury obronne Dubrovnika.
108 2015-08-31 20:31:20 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-08-31 20:32:21)
Kammiś, nie zgodzę się z Tobą. Spędzanie czasu z żoną (lub ogólnie z rodziną) nie jest niemotywującym życiem byle jak. Pod warunkiem, że człowiek ma udany związek w którym jest szczęśliwy, bo inaczej to rzeczywiście zabijanie samotności. I nie sądzę, by dużo osób pod koniec życia myślało o przeczytanych książkach albo o skończonych fakultetach. Myśli się raczej o rodzinie i o dobrych jakościowo relacjach międzyludzkich. Wiesz, dla mnie ten cały samorozwój to rzeczywiście jest dobra zabawa i nie wyobrażam sobie, by go nie mieć, ale jeśli to życie tylko tak wygląda, to moim zdaniem też jest życiem byle jak. Oczywiście nie mówię o tak młodych osobach jak Ty czy Eileen, bo w tym wieku są inne priorytety. Jednak jeśli ktoś po 30-stce nadal żyje w ten sposób, że tylko praca, zainteresowania, praca, zainteresowania, to ja bym mu nie zazdrościła, bo moim zdaniem to takie zagłuszanie na siłę pustki w życiu. Pewnie, że nie każdy musi mieć męża i rodzinę, bo nie o to mi chodzi, tylko ogólnie o głębokie i wartościowe relacje z jakimikolwiek ludźmi. Jeśli dla Ciebie jakością jest tylko praca i hobby, to chyba coś nie tak. Moim zdaniem pisanie o rodzinie również jest na temat. To po prostu inna jakość, której Ty być może nie rozumiesz.
Ludmiłaa, to kto ogarnia Ci dom?
Mój partner regularnie próbuje przeforsować zatrudnienie gosposi, ale moim zdaniem wymyśla (przynajmniej na razie). Lubię sobie posprzątać, chociaż niekoniecznie zaraz po pracy i nie wyobrażam sobie, by jakaś obca baba kręciła mi się po domu. Chyba że ma się kogoś zaufanego. Stabilne godziny pracy to nie dla mnie, ale rozumiem ich zalety.
Zgadzam się. No i nie dzielmy wątku tak, że ta osoba może tu napisać, a ta nie, bo niby nie motywuje. Relacje rodzinne też są ważne i nawet małe rzeczy robione dla siebie. To, że ktoś pije piwo to nie znaczy, że tylko to robi, zresztą Snake to teraz wytłumaczył.
Ja nic specjalnego nie robiłam, ale ostatnio uczę się angielskiego, sama, bo nie studiuję teraz itp, ale też zawsze coś powtórzę i przyda mi się.
Zgadzam się. No i nie dzielmy wątku tak, że ta osoba może tu napisać, a ta nie, bo niby nie motywuje. Relacje rodzinne też są ważne i nawet małe rzeczy robione dla siebie. To, że ktoś pije piwo to nie znaczy, że tylko to robi, zresztą Snake to teraz wytłumaczył.
Ja nic specjalnego nie robiłam, ale ostatnio uczę się angielskiego, sama, bo nie studiuję teraz itp, ale też zawsze coś powtórzę i przyda mi się.
No ja znam ludzi, dla których picie piwa jest niemal rytuałem. I nie chodzi o sam fakt picia tego piwa, ale np. o spędzenie fajnego czasu z kumplami.
Muszę przyznać, że jedzenie i picie bardzo mnie uszczęśliwia.
Nawet takie zupełnie proste, bez porcelany i wykwintnych smaków. Dziś mój partner musiał zostać na noc w pracy, więc umówiliśmy się, że odwiedzę go po 5 rano i razem zjemy śniadanie na dachu biurowca, oglądając wschód słońca. Dla mnie to było bardzo romantyczne i wyjątkowe, pewnie nigdy tego nie zapomnę. A jedliśmy zwykłe kanapki z serem i piliśmy herbatę z cytryną z termosu. Nie wyglądałam idealnie, bo trochę zaspałam, więc wyszłam z domu artystycznie potargana, bez żadnego makijażu. A jednak w tamtej chwili pomyślałam sobie, że jestem szczęściarą i odczułam zbędność całej tej materialistycznej otoczki (ale spokojnie, nadal jestem materialistką tak w duszy).
Fajnie było patrzeć jak Warszawa budzi się do życia, jeść te proste, niezdrowe kanapki i mieć obok siebie najlepszego przyjaciela. Takiej nieplanowanej randki nie przebiją żadne wystawne kolacje ze świecami, różami, eleganckimi sukienkami i szpilkami od Prady.
110 2015-08-31 22:05:45 Ostatnio edytowany przez Snake (2015-08-31 22:22:35)
Mam pytanie: jak oceniasz pod względem skuteczności fortyfikacje spotykane w Chorwacji? Przykładowo mury obronne Dubrovnika.
Skuteczność jest miarą okresu w jakim musiały się opierać atakom. Dubrownik znam tylko z fotografii ale tak na moje oko, to nie są w dużej mierze średniowieczne fortyfikacje jak opisywane są fotografie
To jest już system bastejowy, a nawet częściowo bastionowy, a więc przełom późnego średniowiecza i renesansu. System bastejowy był już przystosowany do walki przy pomocy broni palnej. W odróżnieniu od klasycznego od starożytności przez średniowiecze systemu opartego na wieżach lub basztach oraz linii murów. Różnica polega na tym, że poprzedni system obrony ten wieżowy polegał na obronie pionowej. W skrócie pakujemy na wieżę lub basztę (to nie to samo) łuczników, wejście do niej lokujemy na poziomie I lub wyższej kondygnacji i ci łucznicy stamtąd strzelają do wszystkiego co się rusza w dole. Ten system w swej najdoskonalszej postaci nazywał się wieżowo - zatokowy, bo tak układano przebieg murów i lokalizację baszt aby każda z nich mogła flankować ogniem odcinek muru wzdłuż jego przebiegu. Tak wyglądała większość średniowiecznych murów miejskich. Fortyfikacje zamkowe miały jeszcze zazwyczaj jedną główną wieżę "ostatnią linię obrony", zwaną stołpem. Taką jest np. Mysia Wieża w Kruszwicy. Mogły to być także donżony, w których w czasie pokoju mieszkano. Natomiast to co widać w Dubrowniku czyli basteje, to już system obrony poziomej. Po prostu kiedy wprowadzono do szerszego użytku armaty, to się okazało, że bardzo trudno taką armatę ulokować na szczycie wysokiej wieży, a poza tym byłby problem ze strzelaniem w dół
Wysoka wieża jest też świetnym celem dla wrogiej artylerii. Stąd upowszechnienie artylerii zmusiło do budowy niższych baszt zwanych bastejami. Wieże praktycznie w ogóle straciły na znaczeniu. Basteja była owalna, półokrągła, wielokątna. Miała wygodny dostęp od dziedzińca po którym można było wtoczyć armaty. Bastion był udoskonaleniem bastei z lepszym prowadzeniem ognia flankującego na lico murów między bastionami. Ten odcinek nazywa się kurtyną. Takie bastiony widać w Dubrowniku od strony morza. Patrząc od morza po lewej stronie lądu są basteje, a u góry baszty. Po tym jak kształtowano i inwestowano w fortyfikacje można wysnuć wniosek, że górny odcinek, najbardziej "zacofany" był w miarę dobrze chroniony przez ukształtowanie terenu albo zbyt wielki był opór mieszczan na zmiany. Najlepiej jest chroniony od morza w pobliżu wejścia do portu, bo tam są najbardziej nowoczesne dzieła obronne umożliwiające stosowanie artylerii. Widać czego się obawiali najbardziej ![]()
Czyli podsumowując nie atakowałbym Dubrownika od morza, bo współczesne tym fortyfikacjom okręty miały po prostu zbyt słabą artylerię, a na wymianę ognia takie okręty nie bardzo mogły sobie pozwolić. Żeby poważnie uszkodzić takie fortyfikacje trzeba było dużych armat i długiego ostrzału, za to kilka celnych strzałów z twierdzy zazwyczaj poważnie uszkadzało okręt.
Na południu fajne jest to, że oni mieli pod dostatkiem kamienia więc mogli go pakować w fortyfikacje i choćby z tej racji sporo przetrwało. Moje rodzinne miasto miało do czasów XVII wieku ziemny wał otaczający je, a sam zamek był ha, ha drewniany. Trochę słabo to brzmi w porównaniu z takim Dubrownikiem... Ale mimo, że brzmi słabo swoje funkcje spełniało, bo np. Polacy nie gęsi basteje budować potrafili. Były usypane z ziemi ale swoją funkcję czyli stanowiska dla artylerii pełniły dobrze. Całe miasto było otoczone rozlewiskami rzeki i bagnami. Dziś niewielu mieszkańców tego miasta wie, że takie basteje były, a co więcej wciąż po układzie ulic i terenu widać, gdzie były. No i to jest akurat rzecz, którą sobie obiecuje od dawna, że zrobię komputerowy model tych fortyfikacji. Jak będę mniej popijał browara czyli najprędzej jakąś zimą...
Tak w ogóle w tamtych czasach najlepsi w wymyślaniu fortyfikacji byli Włosi i Holendrzy. Włosi pewnie dlatego, że dostali taki wpiernicz od Karola VIII ![]()
cslady napisał/a:Kammiś, nie zgodzę się z Tobą. Spędzanie czasu z żoną (lub ogólnie z rodziną) nie jest niemotywującym życiem byle jak. Pod warunkiem, że człowiek ma udany związek w którym jest szczęśliwy, bo inaczej to rzeczywiście zabijanie samotności. I nie sądzę, by dużo osób pod koniec życia myślało o przeczytanych książkach albo o skończonych fakultetach. Myśli się raczej o rodzinie i o dobrych jakościowo relacjach międzyludzkich. Wiesz, dla mnie ten cały samorozwój to rzeczywiście jest dobra zabawa i nie wyobrażam sobie, by go nie mieć, ale jeśli to życie tylko tak wygląda, to moim zdaniem też jest życiem byle jak. Oczywiście nie mówię o tak młodych osobach jak Ty czy Eileen, bo w tym wieku są inne priorytety. Jednak jeśli ktoś po 30-stce nadal żyje w ten sposób, że tylko praca, zainteresowania, praca, zainteresowania, to ja bym mu nie zazdrościła, bo moim zdaniem to takie zagłuszanie na siłę pustki w życiu. Pewnie, że nie każdy musi mieć męża i rodzinę, bo nie o to mi chodzi, tylko ogólnie o głębokie i wartościowe relacje z jakimikolwiek ludźmi. Jeśli dla Ciebie jakością jest tylko praca i hobby, to chyba coś nie tak. Moim zdaniem pisanie o rodzinie również jest na temat. To po prostu inna jakość, której Ty być może nie rozumiesz.
Ludmiłaa, to kto ogarnia Ci dom?
Mój partner regularnie próbuje przeforsować zatrudnienie gosposi, ale moim zdaniem wymyśla (przynajmniej na razie). Lubię sobie posprzątać, chociaż niekoniecznie zaraz po pracy i nie wyobrażam sobie, by jakaś obca baba kręciła mi się po domu. Chyba że ma się kogoś zaufanego. Stabilne godziny pracy to nie dla mnie, ale rozumiem ich zalety.
Zgadzam się. No i nie dzielmy wątku tak, że ta osoba może tu napisać, a ta nie, bo niby nie motywuje. Relacje rodzinne też są ważne i nawet małe rzeczy robione dla siebie. To, że ktoś pije piwo to nie znaczy, że tylko to robi, zresztą Snake to teraz wytłumaczył.
Ja nic specjalnego nie robiłam, ale ostatnio uczę się angielskiego, sama, bo nie studiuję teraz itp, ale też zawsze coś powtórzę i przyda mi się.
Angielski jest ważny ![]()
Truskaweczka, Cslady, mi nie chodziło o sam fakt robienia tego i tamtego. Chodziło mi generalnie o taki ton... no dość olewczy.
Bo dużo inaczej brzmi nawet opis wypicia piwa u dziewczyn a dużo inaczej u Snake'a. I jak się czyta, to mam wrażenie, że dziewczyny zwracają dużo więcej uwagi na szczegóły - na przykład na ładne niebo. Prawie każdy pije czasem piwo ale też zależy sporo od tego jak pijemy, moim zdaniem.
Dla mnie po prostu jest zupełnie czymś innym jeśli przeczytam "spędziłem świetny dzień z kobietą swojego życia" a co innego jak ktoś dość impertynencko pisze o gaciach na d*pie tej kobiety i swojego zdania nie zmienię. I nie powiecie mi, dziewczyny, że to nie jest impertynencki sposób. Mnie kojarzy się ze sposobem mówienia jednego brata babci - starego kawalera, który już nic nie może, a dużo gada.
Cslady - mój facet ma głównie pracę i zainteresowania, mamy też związek, ale przecież cały świat się koło związku nie kręci - bylibyśmy dla siebie nudni, a będzie miał już za pół roku 30 lat
I bardzo sobie cenię to, że mam faceta, to, że mam koleżankę, z którą mogę szczerze pogadać - popisać (mieszkamy daleko). To dla mnie ważne. Nie tylko praca i hobby, chociaż jestem świadoma, że teraz jest okres w którym najbardziej chcę się rozwijać i najbardziej mogę. Im więcej zrobię teraz, tym więcej z tego życia wyciągnę. Co nie znaczy że nie mogę wykonywać swoich codziennych zadań z facetem - o tyle dobrze, że mamy podobne podejście do życia i tematy do rozmowy.
Snake, nie martw się, nie odczytałam tego jako propozycję randki, nie jestem aż tak głupia, poza tym preferuję o wiele młodszych. Podkreśliłam, że nie przypadłbyś mi do gustu (charakterologicznie) jako ZNAJOMY czy KOLEGA (nie doczytałeś?).
Bo dużo inaczej brzmi nawet opis wypicia piwa u dziewczyn a dużo inaczej u Snake'a. I jak się czyta, to mam wrażenie, że dziewczyny zwracają dużo więcej uwagi na szczegóły - na przykład na ładne niebo. Prawie każdy pije czasem piwo ale też zależy sporo od tego jak pijemy, moim zdaniem.
O fak...tycznie zapomniałem, że jak piłem, to Księżyc lśnił złocistą poświatą pełni, cykady grały na swych lutniach, a nienawistny kret, choć niesłyszalny na pewno rył w pobliżu kolejny metr swojego tunelu...
a co innego jak ktoś dość impertynencko pisze o gaciach na d*pie tej kobiety i swojego zdania nie zmienię.
To miały być całkiem sympatyczne majteczki ale zwykłe gaciochy na kuperku mojej żony też by wyglądały dobrze. Na dobrym kuperku, to nawet zwykłe reformy będą się odpowiednio prezentować. Ale co, masz z tym jakiś problem? Facet nie zwraca uwagi na twój kuperek? Ogląda się za innymi kuperkami? Nie kupił ci nigdy majtasów?
Podkreśliłam, że nie przypadłbyś mi do gustu (charakterologicznie) jako ZNAJOMY czy KOLEGA (nie doczytałeś?).
Ooo, charakter jego poznasz przez internet...
Kammiś, a pokaż mi faceta, który kolorem nieba się będzie delektował?
Chyba, że Wielbiciel Lidji Bacic - jego mogłabym o to posądzać ![]()
Tak, kobiety ZWYKLE są bardziej wyczulone na niuanse - w końcu dowcipy o męskim rozróżnianiu kolorów z kosmosu się nie wzięły ![]()
Osobiście uwielbiam gapić się w niebo. Nie mogę tylko pozbyć się irytującego nawyku rozróżniania chmur. I weź tu się, człowieku, pozachwycaj chmurkowatymi obrazkami jak w głowie od razu pojawia się: "cumulus", "cirrostratus", "o, jaki śliczny cumulonimbus"
Snake - szacuneczek za te fortyfikacje
Po prostu: wow!
Cslady - Twoja randka na biurowcu to fantastyczny pomysł! I nie wątpię, że przeżycie równie fantastyczne. Tylko...jak się wyłazi na dachy biurowców w Warszawie? Są jakieś ogólnodostępne?
Nigdy się tym zagadnieniem nie interesowałam...
114 2015-09-01 08:59:43 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-01 09:13:17)
Ludmiłaa, to kto ogarnia Ci dom?
Mój partner regularnie próbuje przeforsować zatrudnienie gosposi, ale moim zdaniem wymyśla (przynajmniej na razie). Lubię sobie posprzątać, chociaż niekoniecznie zaraz po pracy i nie wyobrażam sobie, by jakaś obca baba kręciła mi się po domu. Chyba że ma się kogoś zaufanego. Stabilne godziny pracy to nie dla mnie, ale rozumiem ich zalety.
Ja sobie wszystko ogarniam. Szczerze to ja też czasem lubię sobie sama zrobić porządek. Powiem tak nawet jakby mi to ktoś robił to i tak ja musiałabym mieć czas i pilnować czy nie kradnie, czy robi tak jak ja chce znaczy po mojemu ![]()
A sama to wiem ile płynu do prania dolać, jaki program wstawić na zmywanie. Ale jest tak, że na sprzątnie poświęcam czas raz na tydzień czy dwa robię to solidnie i dokładnie. I ja i facet uwielbiamy sterylne porządki więc nie bałaganimy. Zakupy też jak robię to duże. Żeby codziennie nie latać. Mistrzem gotowania nie jestem więc nie gotuje. No ale nikt nie umie wszystkiego. Za to o każdej porze dnia i nocy staram się mieć porządek w domu.
Jesienią zawsze zaczyna się szkoła, a w knajpach zaczyna się picie= Znacie to
![]()
Wiecie nie lubię jak zaczyna się wrzesień bo kończy się lato, które w tym roku szybko zleciało. No ale nic, jesień i zima też może być ciekawe jak się je ciekawie zaplanuje. Dziś po pracy idę na film ,,Żyć nie umierać''
Snake tak całkiem po koleżeńsku powiem. Ty całkiem fajny facet jesteś, po twoich wpisach widać, że masz wiedzę na wiele tematów. Tylko te twoje niektóre żarty, i twoje niektóre słownictwo delikatnie mówiąc dżentelmen to nie jesteś. Więc z wiedzą którą posiadasz, jakbyś nabył jeszcze delikatności to po prostu byłby chłopak na medal.
Kammiś, a pokaż mi faceta, który kolorem nieba się będzie delektował?
Chyba, że Wielbiciel Lidji Bacic - jego mogłabym o to posądzać
Tak, kobiety ZWYKLE są bardziej wyczulone na niuanse - w końcu dowcipy o męskim rozróżnianiu kolorów z kosmosu się nie wzięłyOsobiście uwielbiam gapić się w niebo. Nie mogę tylko pozbyć się irytującego nawyku rozróżniania chmur. I weź tu się, człowieku, pozachwycaj chmurkowatymi obrazkami jak w głowie od razu pojawia się: "cumulus", "cirrostratus", "o, jaki śliczny cumulonimbus"
Mój kuzyn - właśnie skończył doktorat na wydziale geografii - ma to samo ![]()
Vinnga, nie chodzi mi do końca o obowiązkowe delektowanie się kolorem nieba...
Ale niestety - nawet na najbardziej pijackiej imprezie na jakiej byłam z kolegami mojego faceta (i z samym facetem) teksty były ambitniejsze niż niektóre tu z forumowych tekstów Snake'a. Po prostu nawet największy r*chacz, za przeproszeniem, ale nie wiem jak go inaczej nazwać (choć jako kolega jest świetny, kiedyś mój facet go wysłał do domu do mnie po jakieś papiery, to chłopak pomógł mi sprzątać, normalnie świetnie wysprzątał, tylko przy okazji zjadł wszystko z lodówki
) wyraża się w sposób... mniej bucowaty. Przykro mi, ale takie mam wrażenie, czytając te posty. I nie chodzi tylko o ten jeden post, chodzi mi o całokształt.
Najbardziej mnie rozśmieszyło, że jego żona rzekomo "monitoruje" to forum... jakbym ja zobaczyła, że mój własny partner rozpisuje się o moich gaciach albo tyłku, to kamień na kamieniu by w tym domu nie pozostał.
Mam wrażenie że paradoksalnie młodzi są kulturalniejsi. Mają jednak delikatniejsze żarty, zwłaszcza w damskim towarzystwie. Hamują się. Przynajmniej to zauważam porównując imprezę ze studentami, imprezę ze znajomymi faceta (przewaga mężczyzn) i imprezę polityczną, gdzie były same leśne dziadki. Idąc na imprezę ze studentami nigdy też nie miałam sytuacji, że miałam ochotę dać komuś w pysk (a byłam wtedy singielką i przyszłam sama), a na imprezie z podstarzałymi lovelasami musiałam trzymać się cały czas ojca, bo ich zachowanie było często nie do pomyślenia.
Nie wiem, ale mam znajomych - facetów, którzy prowadzą dyskusje o polityce czy podróżach. Ostatnio jak przyszli kumple faceta do niego, ale do mojego domu, to wspominali sobie wycieczkę do Algierii (byli we 3 w czasie aplikacji) i jazdę na quadach tak przez tę pustynię
i ja sama bardzo chętnie posłuchałam, jak tam było.
I takie rzeczy też mnie motywują - jeśli odnosić się do tego wątku - a nie czytanie o czyichś gaciach.
116 2015-09-01 10:23:26 Ostatnio edytowany przez Snake (2015-09-01 11:37:58)
117 2015-09-01 10:28:06 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-01 10:34:49)
vinnga napisał/a:Kammiś, a pokaż mi faceta, który kolorem nieba się będzie delektował?
Chyba, że Wielbiciel Lidji Bacic - jego mogłabym o to posądzać
Tak, kobiety ZWYKLE są bardziej wyczulone na niuanse - w końcu dowcipy o męskim rozróżnianiu kolorów z kosmosu się nie wzięłyOsobiście uwielbiam gapić się w niebo. Nie mogę tylko pozbyć się irytującego nawyku rozróżniania chmur. I weź tu się, człowieku, pozachwycaj chmurkowatymi obrazkami jak w głowie od razu pojawia się: "cumulus", "cirrostratus", "o, jaki śliczny cumulonimbus"
Mój kuzyn - właśnie skończył doktorat na wydziale geografii - ma to samo
Vinnga, nie chodzi mi do końca o obowiązkowe delektowanie się kolorem nieba...
Ale niestety - nawet na najbardziej pijackiej imprezie na jakiej byłam z kolegami mojego faceta (i z samym facetem) teksty były ambitniejsze niż niektóre tu z forumowych tekstów Snake'a. Po prostu nawet największy r*chacz, za przeproszeniem, ale nie wiem jak go inaczej nazwać (choć jako kolega jest świetny, kiedyś mój facet go wysłał do domu do mnie po jakieś papiery, to chłopak pomógł mi sprzątać, normalnie świetnie wysprzątał, tylko przy okazji zjadł wszystko z lodówki) wyraża się w sposób... mniej bucowaty. Przykro mi, ale takie mam wrażenie, czytając te posty. I nie chodzi tylko o ten jeden post, chodzi mi o całokształt.
Najbardziej mnie rozśmieszyło, że jego żona rzekomo "monitoruje" to forum... jakbym ja zobaczyła, że mój własny partner rozpisuje się o moich gaciach albo tyłku, to kamień na kamieniu by w tym domu nie pozostał.
Mam wrażenie że paradoksalnie młodzi są kulturalniejsi. Mają jednak delikatniejsze żarty, zwłaszcza w damskim towarzystwie. Hamują się. Przynajmniej to zauważam porównując imprezę ze studentami, imprezę ze znajomymi faceta (przewaga mężczyzn) i imprezę polityczną, gdzie były same leśne dziadki. Idąc na imprezę ze studentami nigdy też nie miałam sytuacji, że miałam ochotę dać komuś w pysk (a byłam wtedy singielką i przyszłam sama), a na imprezie z podstarzałymi lovelasami musiałam trzymać się cały czas ojca, bo ich zachowanie było często nie do pomyślenia.
Nie wiem, ale mam znajomych - facetów, którzy prowadzą dyskusje o polityce czy podróżach. Ostatnio jak przyszli kumple faceta do niego, ale do mojego domu, to wspominali sobie wycieczkę do Algierii (byli we 3 w czasie aplikacji) i jazdę na quadach tak przez tę pustynięi ja sama bardzo chętnie posłuchałam, jak tam było.
I takie rzeczy też mnie motywują - jeśli odnosić się do tego wątku - a nie czytanie o czyichś gaciach.
Sorry kammis, ale ja w tym Twoim wyszukanym towarzystwie umarlabym z nudow, za to w towarzystwie Snaka i jego zony pewni bym beczke piwa do dna oproznila bawiac se wysmienicie.
Wiesz co ma Snake, czego Tobie niestety bardzo brak - swietne poczucie humoru, lekkosc pisania, sztuke ironizowania i tzw. satyry oraz bardzo, moim zdaniem, wysoki iloraz inteligencji. Plus zwykle ludzkie, zeby nie pisac chlopskie;), podejscie do zycia i wielu jego aspektow. Takim ludziom zyje sie o wiele przyjemniej i przyjemniej jest tez przebywac w ich towarzystwie. Zaloze sie, ze Snake ma dosc liczne grono dobrych znajomych. I to nie tylko do wodeczki, ktora jak wiadomo, nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodzila w niewielkich ilosciach:)) Ja lubie ludzi z duzym poczuciem humoru i dystansem do siebie, ludzi, ktorzy po prostu lubia innych ludzi. Zarozumialych, samolubnych, pseudo inteligentnych i nadetych wydmuszek nie zniose w promieniu 100 km od siebie.
No i samego jezyka i sztuki wypowiedzi moglabys sie jeszcze dluuugo od Snaka uczyc. Poki co Twoj styl pisania prezentuje poziom gimnazjalny
No, to mialo byc szczerze i bez owijania, jak to Ludmila lubi - to jest.
I zeby nie bylo, adwokatem Snaka nie jestem, oboje wielokrotnie topor wojenny na siebie wyciagalismy na roznych watkach, ale wbrew temu, potrafie docenic wartosciowego "przeciwnika", nawet w wielu wzgledach nie zgadzajac sie z jego opiniami.
jak się wyłazi na dachy biurowców w Warszawie? Są jakieś ogólnodostępne?
Nigdy się tym zagadnieniem nie interesowałam...
Nie mam pojęcia czy na jakieś można wejść tak ogólnie. Kiedyś próbowałam znaleźć ogólnodostępny, ale nie mogłam (choć nie próbowałam jakoś bardzo intensywnie). Potem, kiedy partner jeszcze tutaj nie pracował, to wiem, że stróż/dozorca coś tam od niego dostali, więc nie mieli niczego przeciwko, byśmy weszli. A teraz, kiedy pracuje w nowym miejscu, to dogadał się bez problemu z osobą, która mogła nas wpuścić.
vinnga napisał/a:jak się wyłazi na dachy biurowców w Warszawie? Są jakieś ogólnodostępne?
Nigdy się tym zagadnieniem nie interesowałam...
Nie mam pojęcia czy na jakieś można wejść tak ogólnie. Kiedyś próbowałam znaleźć ogólnodostępny, ale nie mogłam (choć nie próbowałam jakoś bardzo intensywnie). Potem, kiedy partner jeszcze tutaj nie pracował, to wiem, że stróż/dozorca coś tam od niego dostali, więc nie mieli niczego przeciwko, byśmy weszli. A teraz, kiedy pracuje w nowym miejscu, to dogadał się bez problemu z osobą, która mogła nas wpuścić.
Wrazenie pewnie ciekawe, ale czy to tak do konca jest pozwolone wpuszczac obcych i to cywilow na wysokie budynki?;) Gdyby ktos nie daj Bog poszybowal to ten co oko przymknal moglby w przymknieciu sporo lat pewnie spedzic.
A jak wyglada Warszawa budzaca sie ze snu? To chyba jedyna przyjemna chwila w zyciu stolicy, bo przez reszte dnia i pol nocy Warszawa huczy, dymi, trabi i w ogole ladna nie jest:) Wy nie pamietacie, ale ja tak, ze nas kiedys ze snu budzili mleczarze roznoszacy skrzynki z butelkami mleka po blokach. Fajnie bylo, budzisz sie, oczy przecierasz, otwierasz drzwi a tam na wycieraczce swieze mleko, smietanka, kefir czy co kto sobie zazyczyl.
Wrazenie pewnie ciekawe, ale czy to tak do konca jest pozwolone wpuszczac obcych i to cywilow na wysokie budynki?;) Gdyby ktos nie daj Bog poszybowal to ten co oko przymknal moglby w przymknieciu sporo lat pewnie spedzic.
A jak wyglada Warszawa budzaca sie ze snu? To chyba jedyna przyjemna chwila w zyciu stolicy, bo przez reszte dnia i pol nocy Warszawa huczy, dymi, trabi i w ogole ladna nie jest:) Wy nie pamietacie, ale ja tak, ze nas kiedys ze snu budzili mleczarze roznoszacy skrzynki z butelkami mleka po blokach. Fajnie bylo, budzisz sie, oczy przecierasz, otwierasz drzwi a tam na wycieraczce swieze mleko, smietanka, kefir czy co kto sobie zazyczyl.
Wiem właśnie, że raczej nie powinno się wpuszczać. Dlatego trzeba było jakiegoś indywidualnego porozumienia z osobą odpowiedzialną za to. Wiadomo, że nie szliśmy tam pić czy popełniać samobójstwa, ale różni są ludzie i różne mają intencje.
Dla mnie Warszawa jest ładna nawet w ciągu dnia. Wiadomo, że pewnie nie myślą tak osoby, które stoją w korkach na drogach prowadzących do Mordoru. Kiedy tam pracowałam, to miałam o tyle fajnie, że mieszkałam 20 minut spacerkiem od Mordoru, więc nigdy nie miałam okazji zakosztować horroru dojeżdżania tam. Od znajomych słyszałam różne ciekawe opowieści. Wtedy pewnie też inaczej patrzyłabym na stolicę. Po pewnym czasie mieszkania tutaj już wiem, kiedy i gdzie przechodzić, by unikać tego huku, dymu i trąbienia.
Czasami rzeczywiście nadłożę sobie drogi, ale dzięki temu przemieszczam się w miarę spokojnie i bez nerwów. Bardzo lubię warszawskie parki, bo są piękne i zadbane. Tego mi brakowało np. w Toruniu. W ogóle stolica moim zdaniem jest bardzo zielona, a wcześniej wyobrażałam ją sobie jako betonowe miasto.
Teraz Warszawa bardzo szybko budziła się ze snu, a może nawet nie do końca spała, bo ruch był już spory mimo wczesnej pory. Wiadomo, że nie wyglądało to tak jak w dzień, ale miasto nie sprawiało wrażenia wyludnionego. Przedostatnim razem, kiedy oglądałam je rano z takiej wysokości, to była niedziela jakoś wczesną wiosną. Ulice były dosłownie puste, mimo że to praktycznie centrum miasta. Czasami przejechał jakiś zabłąkany samochód. Byłam wtedy bardzo zaskoczona takim widokiem. Aż żałowałam, że nie wzięłam aparatu, by go uwiecznić. Niestety telefon nie uchwycił uroku panoramy.
Mordor? Kurcze, ja rodowita warszawianka jewstem, ponad 20 lat tam zylam (na zielonym Zoliborzu) a o takiej dzielnicy nie slyszalam:)
No widzisz cslady, co czlowiek, to inne spojrzenie na te sama sprawe, osobe, miejsce. Ja urodzilam sie w Warszawie, spedzilam w niej cale dziecinstwo, mlodosc i czesc doroslosci i nigdy tak szczerze nie polubilam tego miasta. Dla mnie najpiekniejsze bylo lato warszawskie - bo wtedy z Warszawy wyjezdzalam:) A powroty z kolonii, obozow, odwiedzin u rodziny na wsiach odkupywalam niezla handra parodniowa. I to byla jeszcze ta malo zajezdzona i zaludniona, spokojna stolica. Teraz dwa dni maksymalnie wytrzymuje i zwiewam:) Coroczny przejazd przez Warszawe traktuje jak zlo konieczne, tak niestety trasy zwykle prowadza i nie jestem zrozpaczona, kiedy zostawiam swoje rodzinne miasto z tylu:)
Ale to nie znaczy, ze Warszawa jest okropna i do Bronxu podobna, wiem, ze sa parki (szkoda, ze takie z alejkami zamiast trawy do pogrania i posiedzenia), jest starowka, Krakowskie, Wilanow i pewnie kupa innych fajnych miejsc, ale to miejsce dla mieszczuchow a nie lasolazow jak ja:)
Picie na lonie natury jest kulturalne? Kupuje dzisiaj flaszke. Nawet jak ostane lezec to widze nie podnoszac glowy ksiezyc. Wlasciwie to zerkalam co chwila przez kilka ostatnich nocy, mial byc w maksymalnym zblizeniu do Ziemi. Normalnie swieci jak reflektor, bo u mnie nie ma oswietlenia ulicznego. To co dopiero trzy dni temu. Ale od kilku dni pochmurno.
Musze sobie zanotowac ze mam przerobic kilka lekcji z angielskiego. Zamiast plotkowac ze znajomymi na fejsie czy skypie. Zamiast filmikow po angielsku, w koncu co mi da ogladanie English Derby? Albo picie z Anglikami do rana (na lonie natury jakby co)
Jest takie powiedzenie - robota lubi glupich. Najlepiej tak sie urzadzic zeby tej roboty miec jak najmniej. To nie jest zlosliwosc. Ale lekcje jezykowe sa strasznie nudne, trzeba sie zmuszac. Najlepiej poszukac czegos co nas interesuje - sa np, filmy z podpisami po angielsku, mozna wyguglac. Albo wyklady z dziedziny ktora nas interesuje - np, neurologii. Jest duzo stron popularno-naukowych.
Jeszcze w Polsce urzadzalysmy sobie z siostra imprezy - telewizja edusat (chyba tak jakos) i wyklady np, prof. Opary. No i wino. Dodam ze filozofia nie jest zwiazana z naszym wykksztalceniem, po prostu nas to interesowalo. Ale nigdy nie nazwala bym tego "aktywnym spedzaniem czasu".
123 2015-09-01 12:24:50 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-01 12:28:20)
Chodziło mi o tzw. Mordor na Domaniewskiej, gdzie swoją siedzibę mają różne korporacje. Nie wiem od kiedy funkcjonuje takie określenie, ale dla żartu pojawiały się nawet tablice z nazwą. Bardzo lubię Tolkiena, więc podoba mi się porównanie do Mordoru.
A muszę przyznać, że korposzczury pod pewnymi względami rzeczywiście przypominają orków.
Znam rodowitych mieszkańców Warszawy, którzy uciekli ze stolicy, bo już od urodzenia im się z różnych względów nie podobała. Mnie to nie dziwi. Obiektywnie też przyznaję, że Toruń jest ładny i rozumiem zachwyty przyjezdnych, ale mnie on po prostu znudził. Gdybym urodziła się w Warszawie, to pewnie też dostrzegałabym więcej jej wad i szukałabym czegoś nowego.
Najbardziej mnie rozśmieszyło, że jego żona rzekomo "monitoruje" to forum... jakbym ja zobaczyła, że mój własny partner rozpisuje się o moich gaciach albo tyłku, to kamień na kamieniu by w tym domu nie pozostał.
No co ty nie powiesz
Pochwalenie się fajnym tyłkiem żony może ją urazić? Problem w jakie majtki taki zgrabny tyłek ubrać jest zbyt intymny żeby go poruszać na forum? Ach może i tak, na przyszłość ograniczę się tylko do informacji o jej płodności lub niepłodności. Niestety nie bardzo mogę opisać jej pierwszego kandydata na chłopaka, bo to było gdzieś w epoce kamienia łupanego i nigdy go nie widziałem.
Z intymnych szczegółów nie byle jakiego życia mogę za to napisać, że nie dawno w czasie pobytu nad jeziorem wyciągnąłem żonę nocą nad wodę i wśród szuwarów pod kocykiem z gwiazd posiadłem całkiem nagą... choć żeby być w zgodzie z prawdą, to ona mnie dosiadła ![]()
Natomiast faktem jest, że czyta i komentuje zazwyczaj krótko ale nie będę przytaczał...
Mam wrażenie że paradoksalnie młodzi są kulturalniejsi. Mają jednak delikatniejsze żarty, zwłaszcza w damskim towarzystwie. Hamują się.
Młode to i głupie. Podrosną, to się wyrobią...
A mnie tam sprzeczki kammiś i Snake'a bawią.
Kammiś tłumaczy i prowokuje, Snake udaje, że nie rozumie i też prowokuje.
Generalnie Snake zachowuje się tak jak ja, kiedy chcę "zgorszyć" jakąś starą ciotkę na spotkaniu rodzinnym i rżnę głupa, jak uroczo określa to moja mama. ![]()
126 2015-09-01 13:49:24 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-01 13:52:21)
kammiś napisał/a:Najbardziej mnie rozśmieszyło, że jego żona rzekomo "monitoruje" to forum... jakbym ja zobaczyła, że mój własny partner rozpisuje się o moich gaciach albo tyłku, to kamień na kamieniu by w tym domu nie pozostał.
No co ty nie powiesz
Pochwalenie się fajnym tyłkiem żony może ją urazić? Problem w jakie majtki taki zgrabny tyłek ubrać jest zbyt intymny żeby go poruszać na forum? Ach może i tak, na przyszłość ograniczę się tylko do informacji o jej płodności lub niepłodności. Niestety nie bardzo mogę opisać jej pierwszego kandydata na chłopaka, bo to było gdzieś w epoce kamienia łupanego i nigdy go nie widziałem.
Z intymnych szczegółów nie byle jakiego życia mogę za to napisać, że nie dawno w czasie pobytu nad jeziorem wyciągnąłem żonę nocą nad wodę i wśród szuwarów pod kocykiem z gwiazd posiadłem całkiem nagą... choć żeby być w zgodzie z prawdą, to ona mnie dosiadła
Natomiast faktem jest, że czyta i komentuje zazwyczaj krótko ale nie będę przytaczał...kammiś napisał/a:Mam wrażenie że paradoksalnie młodzi są kulturalniejsi. Mają jednak delikatniejsze żarty, zwłaszcza w damskim towarzystwie. Hamują się.
Młode to i głupie. Podrosną, to się wyrobią...
Snake, jestem powiem Ci bardzo zaskoczona, twoja żona wie o forum, wie że Snake to jej mąż i że o nią chodzi i ty tu nadal piszesz? Jako Snake?
A żona wie, że ty wiesz, że ona na tym forum też jest?
Ja na początku miałam to forum za bardziej anonimowe, ale świat jest mały. Gdyby mój facet czytał to bym się bardzo stresowała czy nie napisałam coś o czym by się zdenerwował,zasmucił, albo coś nie po jego myśli. Zresztą ja tu o nim w sumie nie pisze nic złego, bo w ogóle nigdy go nie obmawiam ani na forum ani poza forum. Albo dobrze albo wcale. Swoja drogą czasem jestem ciekawe czy co i komu on o mnie mówi. Ale wątpię, że w ogóle opowiada o mnie czy o rodzinie, bo on sobie bardzo ceni życie prywatne i w sumie nikt nic o nim nie wie.
A mnie tam sprzeczki kammiś i Snake'a bawią.
Kammiś tłumaczy i prowokuje, Snake udaje, że nie rozumie i też prowokuje.
Generalnie Snake zachowuje się tak jak ja, kiedy chcę "zgorszyć" jakąś starą ciotkę na spotkaniu rodzinnym i rżnę głupa, jak uroczo określa to moja mama.
Chociaż kammiś według mnie w tej sprawie z majtkami ma racje, to ogólnie lubię taką subtelną wymianę zdań ![]()
![]()
Snake, jestem powiem Ci bardzo zaskoczona, twoja Ĺźona wie o forum, wie Ĺźe Snake to jej mÄ Ĺź i Ĺźe o niÄ chodzi i ty tu nadal piszesz? Jako Snake?
A Ĺźona wie, Ĺźe ty wiesz, Ĺźe ona na tym forum teĹź jest?
Nie, mojej żony na forum nie ma. Wchodzi sobie na mój profil i czyta. Teoretycznie może też pisze
Muszę kiedyś sprawdzić "swoje" posty...
Muszę Ci podziękować, Eileen, za zainspirowanie mnie i podsunięcie pomysłu odnośnie do organizowania zjazdów rodzinnych w jakichś pięknych okolicznościach przyrody. Postanowiłam, że sama taki zorganizuję dla "młodzieży" z rodziny. Napisałam w cudzysłowie, bo mam 8 kuzynów, a w sumie to ja i moje rodzeństwo jesteśmy najmłodsi z całej rodziny, więc już nie taka z nas młodzież. Jeśli podoliczać żony i partnerki, to wyjdzie nas 22 osoby. To już fajna liczba, by coś sobie zorganizować. Postanowiłam, że wynajmę autobus i jakiś ośrodek wypoczynkowy w górach albo nad morzem. Może ktoś z Was zna miejsca godne polecenia? Z górami i morzem tak tylko "strzeliłam", bo liczę jednak, że uda się znaleźć jakieś mniej turystyczne miejsce.
Polecam się na przyszłość!
Hm, co do okoliczności przyrody, to chyba zależy od tego, co planujesz robić. Bo jeśli bardziej siedzieć, rozmawiać i się integrować, to chyba najfajniejsza jakaś "głusza". Nie że dosłownie, chodzi mi po prostu o jakiś pensjonat/ośrodek z domkami, w którym wystarczy wyjść na zewnątrz i już jest ładnie. Las, jezioro czy coś. A jak chcesz spędzić ten czas jakoś aktywniej, to masz większe pole do popisu - wystarczy jakiekolwiek miejsce, w którym znajdziesz coś, co można robić/zobaczyć.
U mnie będzie właśnie w lesie nad samym jeziorem, ale to głównie dlatego, że ciocia dysponuje tam ośrodkiem, który odpowiada na takie siedzenie, paplanie o historii rodziny i oglądanie zdjęć sprzed miliona lat. Bo jeżeli ktoś będzie potrzebował przerwy, to wystarczy, że wyjdzie i już może się przespacerować po lesie, wyjść na plażę czy w coś pograć (tam są jakieś korty, kajaki, kij wie co jeszcze). No a z racji tego, że to impreza na 100+ osób, to wyjdzie dużo taniej, bo ona nie będzie na nas zarabiać - pokrywamy tylko koszt jedzenia czy czegoś, nie będzie nas ścigać za noclegi czy wypożyczenie rowerów.
Bo jednak tyle osób, to jakby robić z tego imprezę "u obcych", to wyszedłby pewnie koszt małego wesela. A po co.
No i tam będzie swobodniej - bo termin został ustalony z pół roku temu i na ten weekend nie będzie tam nikogo poza nami.
Natomiast jak już robimy może nie imprezy czy zjazdy, ale wyjeżdżamy gdzieś czasem z mniejszym kawałkiem
rodziny (10-20 osób), to staramy się, żeby to był wyjazd po coś. Czyli np. część jeżdżąca na nartach jedzie w góry - bo i się spotka, i pojeździ. Część zapalonych kibiców jeździ na zawody (siatka, skoki narciarskie). Albo np. czasami dogadują się z terminami urlopów i jadą nad morze. W sensie, że wtedy to już nie jest tylko wyjazd po to, żeby się spotkać (od tego są te wszystkie komunio-ślubo-urodzino-imienino-pogrzeby xD), a spotkanie przy okazji wyjazdu dokądś tam. Więc skoro planujesz coś na 20 osób mniej więcej, to możesz pomyśleć coś w tym kierunku.
130 2015-09-01 21:12:05 Ostatnio edytowany przez Snake (2015-09-01 21:16:25)
Sorry kammis, ale ja w tym Twoim wyszukanym towarzystwie umarlabym z nudow, za to w towarzystwie Snaka i jego zony pewni bym beczke piwa do dna oproznila bawiac se wysmienicie.
Jakbyś się wybierała w okolice południowo-wschodniej Polski, to zapraszam
Beczka piwa się znajdzie... pokojów dużo choć z ich wykończeniem różnie więc jest gdzie przekimać po całej beczce ![]()
Wiesz co ma Snake, czego Tobie niestety bardzo brak[...]
No spaliłem buraka...
I zeby nie bylo, adwokatem Snaka nie jestem, oboje wielokrotnie topor wojenny na siebie wyciagalismy na roznych watkach, ale wbrew temu, potrafie docenic wartosciowego "przeciwnika", nawet w wielu wzgledach nie zgadzajac sie z jego opiniami.
Ooo, ja bardzo lubiłem nasze "toporki"
, bo tu chyba działa zasada, że lepiej z mądrym zgubić... Ale muszę przyznać, że nawet parę dni temu na ten temat rozmyślałem, że jednak warto było na tym forum się kiedyś zalogować, bo z paroma osobami fajnie się pisało. Akurat od razu na myśl przyszłaś mi Ty i Witchqueen.
Generalnie Snake zachowuje się tak jak ja, kiedy chcę "zgorszyć" jakąś starą ciotkę na spotkaniu rodzinnym i rżnę głupa, jak uroczo określa to moja mama. big_smile.
No cóż, coś w tym jest
Przyznaję bez bicia, że ile razy trafiam w życiowe okoliczności, gdzie wokół mnie jest ą i ę, bułkę przez bibułkę, to zaczyna na mnie napierać nieprzeparta potrzeba aby po posiłku głośno beknąć aby przebić ten nieznośny balonik... Mnie się nawet podoba jak Kammiś pisze, że koledzy jej chłopaka jak się spotkają, to rozmawiają o polityce i podróżach. Nawet podoba mi się, że ona być może uważa, że oni zawsze o takich "na poziomie" tematach rozmawiają. Wcale nie mam misji burzyć jej słodkiej wiary w to. Czasami warto mieć złudzenia... Poza tym jak się Kammiś wykłóca, to jakby mniej jojczy na temat swojego życia więc pewnie dostanę jakiś bonus na tamtym świecie ![]()
