Ja sobie sam kupiłem prezent już dzisiaj. Skrzynkę na narzędzia, bo była po okazyjnej cenie, a już mnie wkurza, że walają się po różnych pudełkach. Poza tym właśnie na fejsbuku umówiłem się na randkę. Szczyt lenistwa, ja na piętrze, ona na parterze. Jejku będę musiał wstać i się ruszyć żeby to skonsumować...
847 2015-09-29 22:10:19 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-29 22:15:05)
He he takie dylematy co kupić to ma moja córka w gimnazjum
Sorry, że się wtrąciłam w wątek
Hej, Monia!
No tylko, że kurcze jak ja byłam w wieku twojej córki, to nie było wokół mnie takiego chłopaka który by zasługiwał chociaż na całusa, że o kupowaniu prezentów nie wspomnę. Byłam dumna i niedostępna. No ale zawsze myślałam, że jak się kiedyś dojrzeję do prawdziwej miłości, zakocham się w facecie który będzie zasługiwał na moją miłość i wszystko co najlepsze to będę dla niego bardzo dobra, będę się starać, będę go kochać nawet za nas dwoje. Tylko, że widzicie taki 20 latek nie byłby w stanie spełnić kryteriów i zasłużyć na moją miłość. A w mój obecny facet, to ja nie wiem czy ja na niego zasługuję.
Ale to on zazwyczaj mi kupuje drogie prezenty. Ja mu mało kiedy. No a skoro chcemy żeby faceci kupowali nam kwiaty, pamiętali o dniu kobiet itd to i my powinnyśmy pamiętać o nich...
Tylko, taka mała sugestia umówmy się, kosmetyki, kapcie, cichy, to nie są prezenty tylko rzeczy codziennego użytku, jak jesteśmy w związku i wiemy jakich kosmetyków używa facet (bo kobieta i kosmetyki to temat nie do ogarnięcia ![]()
) Ale faceci z reguły latami używają tych samych kremów do golenia i szamponów itd. Więc jak widzę, jakich kosmetyków zaczyna mu brakować to odruchowo w kosmetycznym kupuję sobie i jemu. I nie uważam to z prezent. Tak samo jak skarpety, bokserki, klapki to jest oczywiste.
A prezent właśnie powinien być wyjątkowy, nietypowy, niecodzienny. Mój ma urodziny w okolicach świąt i imieniny też w podobnych dniach więc ma w jednym dniu 3 święta jeden prezent ![]()
Jak znajdzie czas to do kina się wybierzemy...
Ja sobie sam kupiłem prezent już dzisiaj. Skrzynkę na narzędzia, bo była po okazyjnej cenie, a już mnie wkurza, że walają się po różnych pudełkach. Poza tym właśnie na fejsbuku umówiłem się na randkę. Szczyt lenistwa, ja na piętrze, ona na parterze. Jejku będę musiał wstać i się ruszyć żeby to skonsumować...
Jezu Snake, Ty z zona fejsbukujecie pod jednym dachem? A ja myslalam, ze tylko Finowie sa tacy wirtualnie uzaleznieni i oswiadczaja sie albo informuja o zerwaniu czy pogrzebie w rodzinie smsami, na Twitterach czy innych multimediach:) Ty bijesz to na glowe:))
Snake napisał/a:Ja sobie sam kupiłem prezent już dzisiaj. Skrzynkę na narzędzia, bo była po okazyjnej cenie, a już mnie wkurza, że walają się po różnych pudełkach. Poza tym właśnie na fejsbuku umówiłem się na randkę. Szczyt lenistwa, ja na piętrze, ona na parterze. Jejku będę musiał wstać i się ruszyć żeby to skonsumować...
Jezu Snake, Ty z zona fejsbukujecie pod jednym dachem? A ja myslalam, ze tylko Finowie sa tacy wirtualnie uzaleznieni i oswiadczaja sie albo informuja o zerwaniu czy pogrzebie w rodzinie smsami, na Twitterach czy innych multimediach:) Ty bijesz to na glowe:))
Znajomi muszą wiedzieć co i o której godzinie będą uprawiać państwo snakowie w swoim łóżku:)
Mussuka napisał/a:Snake napisał/a:Ja sobie sam kupiłem prezent już dzisiaj. Skrzynkę na narzędzia, bo była po okazyjnej cenie, a już mnie wkurza, że walają się po różnych pudełkach. Poza tym właśnie na fejsbuku umówiłem się na randkę. Szczyt lenistwa, ja na piętrze, ona na parterze. Jejku będę musiał wstać i się ruszyć żeby to skonsumować...
Jezu Snake, Ty z zona fejsbukujecie pod jednym dachem? A ja myslalam, ze tylko Finowie sa tacy wirtualnie uzaleznieni i oswiadczaja sie albo informuja o zerwaniu czy pogrzebie w rodzinie smsami, na Twitterach czy innych multimediach:) Ty bijesz to na glowe:))
Znajomi muszą wiedzieć co i o której godzinie będą uprawiać państwo snakowie w swoim łóżku:)
takie terrarium na wizji:)
Nie no bez przesadyzmu
Tam można przecież czatować na privie. Trochę to wygodniejsze niż się drzeć na cały dom, szczególnie jak dzieci nie śpią - Maryyyyśkaaa, jesteś gotowa?! ![]()
Tylko muszę uważać co by nie wprowadzić do znajomych takiej kobitki, która ma identyczne imię i nazwisko jak moja żona. Skończony ten sam kierunek studiów i obie wiedzą o sobie, bo spotykały się z nieporozumieniami u tych samych lekarzy. Ta druga jest żoną pewnie jakiegoś mojego dalekiego kuzyna, bo ludzi z moim nazwiskiem jest w Polsce tak niewielu, że wszyscy to dość bliska rodzina. Kobitka nawet jest w wieku mojej żony i niebrzydka ![]()
852 2015-09-30 18:56:45 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-30 19:23:09)
A ja dziś wróciłam z facetem z wycieczki i fajnie się czuję
(poza jednym małym wyjątkiem, ale o tym później)
O aborcji nie chce mi się więcej pisać, bo widzę że temat stał się przyjemniejszy ![]()
Martain, dodam tylko, że ja CHCIAŁABYM mieć 2 trudne egzaminy w semestrze - 2, a nie 4. Bibliotekę mamy wydziałową, więc do ogólnej nie chadzam. Przeciętny student prawa nie chadza w ogóle, chyba że pisze pracę. Ja chadzam, bo piszę publikacje. Na prawie uczy się inaczej niż na filologiach czy np. historii. My mamy jeden podręcznik, ale do zakucia niemalże słowo w słowo, a nie do przeczytania.
A do mnie doszło, że jestem złą właścicielką kota. I smutno mi z tego powodu, bo to było coś dla mnie ważnego (Snake'a i Mussukę uprasza się o darowanie sobie sarkastycznych komentarzy, bo nie zamierzam na nie odpowiadać). I mam taką świadomość, że nie naprawię już tego, bo to staruszek. Uświadomiła mi to moja matka. Może faktycznie ma racje że u nich (znaczy u moich rodziców) byłoby mu lepiej. Jak wyszła to się poryczałam.
Ale co się stało z kotem? Jest chory?
854 2015-09-30 20:58:01 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-30 21:09:40)
Ale co się stało z kotem? Jest chory?
Nie, jest po prostu stary.
Chociaż dzisiaj miał chyba zaparcia.
Matka ma rację. Spieprzyłam i tyle. 2 lata temu nie wykazałam się empatią tylko egoistycznie zabrałam go ze sobą. A tam miałby duży dom z ogrodem. Wyrwałam go z jego środowiska.
Co więcej, moja matka poświęcałaby mu czas, o czym ja zapomniałam.
Im więcej czytam, tym więcej swoich zaniedbań widzę. Zawsze słuchałam weterynarza, oczywiście. Ale karmię kota najdroższymi na rynku KRÓLEWSKIMI "trocinami". Nie chcę tu robić firmie antyreklamy, ale słówko "królewskimi" podkreśliłam celowo. Matka twierdzi że kupuję sprowadzaną z Francji paszę dla kurczaków w cenie 49 zł za kilogram.
I czasu nie cofnę.
Hej!
Gdzie się podziewacie?
Chyba pracowity październik i napięty grafik co? ![]()
Rok akademicki. Chroniczny brak czasu conajmniej do grudnia.
I łapanie ostatnich promieni słońca. Bardzo ładne dni i wieczory są ostatnio.
No trzeba przyznać, ze ładne dni i wieczory są. Ale sobie postanowiłam, że w jesienne wieczory mam trochę czasu więc dobra, herbata, dobra książka. Czasem lubię wypożyczyć jakąś książkę całkiem spontanicznie. Chociaż zawsze najlepiej mi się czyta biografie i historie oparte na faktach. Ale ostatnio królują u mnie książki psychologiczne ![]()
O tak, ostatnio u mnie króluje dobra kawa i herbata. Dzień zaczynam kawą, a kończę herbatą. Zamówiłam sobie w herbaciarni różne rodzaje herbaty i co chwilę próbuję innej. Lubię też rozmowy z partnerem przy kawie lub herbacie. Ostatnio próbuje mnie przekonać, by zrobić ogród na dachu. I o ile pomysł jak dla mnie jest szalony i trochę zbędny, to pewnie go zrealizuje, bo się uparł. Choć nie wiem jak z techniczną realizacją, ale podobno u nas się da.
860 2015-10-05 18:35:59 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-10-05 18:36:26)
No ale wiesz herbata/kawa+ książka w ogrodzie na dachu to miła odmiana ![]()
Ja z moim facetem teraz często o polityce rozmawiam, w końcu wybory się zbliżają ![]()
![]()
W sumie mamy zbliżone chociaż niejednakowe poglądy.
Czasem wieczorem tez jakiś serial obejrzę w międzyczasie. Zależy co ciekawsze akurat książka czy odcinek serialu ![]()
Ej zazdroszczę Wam tej książki i łapania pogody!
Ja już w piątek kolokwium z całego semestru, więc siedzę i kuję. Mniejszy przedmiot, warto mieć z głowy, załapać dobrą ocenę i mieć piątki wolne (bo mam akurat w piątki tylko to).
No i dostałam IOS! ![]()
tylko, kurde, semestralny. Znowu będę mieć w przyszłym semestrze nerwy, a przyszły semestr jest o wiele gorszy niż ten, więc tam będzie ios bardziej potrzebny. Coś mi się zdaje, że w ogóle regulamin przewiduje tylko roczny ios, no ale już wolę się z panem prodziekanem nie kłócić, jak mi idzie na rękę.
Nasz wydział jest jaki jest, ale fajne jest to, że można zaliczyć ćwiczenia i mieć z głowy. Owszem, studenci innych wydziałów mówią, że my nie pracujemy systematycznie (owszem, żaden prowadzący tego od nas nie wymaga, mamy tylko kolokwium i egzamin na koniec, a prawda jest taka, że NIKT nie uczy się szybciej i nie powtarza tylko uczy się zaraz przed - i tyczy się to i najlepszych ze średnią prawie 5,0, i przeciętnych, i warunkowiczów). Ale to jest takie wygodne i strasznie to kocham - ten system zadaniowy - zdać to i to na liście i odhaczam
bardzo mobilizujące - im szybciej odhaczę, tym dłuższe ferie.
No widzisz kammiś masz jednak ludzkie uczucia. Tyle, że dla kota. Ale nie jesteś zupełnie ich pozbawiona jak zarzucają niektórzy ; ]
A odnośnie matki, ona zdaje się zawsze się Ciebie czepiała, i widziała braki we wszystkim. Sprawdź z weterynarzem ile w tym prawdy.
Jak nie masz czasu dla kota to może drugi kot? Wiem, że ten Twoj jest niezsocjalizowany ale może chociaż z nudów zsocjalizowałby się. Albo może jakieś spotkania z właścicielem innego kota, w celu pokazaniu Twojemu że w ogóle istnieja inne osobniki jego gatunku, bo nie wiem czy wie. A potem sprezentować mu takiego towarzysza.
cslady napisał/a:Ale co się stało z kotem? Jest chory?
Nie, jest po prostu stary.
Chociaż dzisiaj miał chyba zaparcia.Matka ma rację. Spieprzyłam i tyle. 2 lata temu nie wykazałam się empatią tylko egoistycznie zabrałam go ze sobą. A tam miałby duży dom z ogrodem. Wyrwałam go z jego środowiska.
Co więcej, moja matka poświęcałaby mu czas, o czym ja zapomniałam. .
A ja upiekłem dziś szarlotkę i jest bardzo pyszna ![]()
Za oknami jesienna aura, jesienna pogoda, jesienne wieczory i...jesienna depresja ![]()
Wczoraj humor poprawił mi mecz. Cudowne widowisko, niepowtarzalny klimat, przemiły wieczór ![]()
Ale pojawił się ktoś, kto przypomniał mi nie wiem czy dobrze czy niestety, o niewykorzystanych szansach, strachu przed podjęciem ryzyka i wyzwania.
O dawnych czasach i o dziewczynie którą byłam, jakby to ująć ,,nie w tym życiu''.
Czy Was też dopada jesienna melancholia?
865 2015-10-13 14:20:05 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-10-13 14:21:48)
Jakiś tydzień temu mnie dopadła. Choć "melancholia" to chyba było zbyt słabe słowo, bo przez kilka dni chodziłam okropnie zdołowana, zupełnie bez powodu. Brak słońca niestety dokucza. W listopadzie polecimy na kilka dni w jakieś słoneczne, gorące miejsce. Na Sylwestra chyba też wybierzemy taką opcję, choć do tej pory wolałam przytulne, zimowe klimaty gdzieś w górach. A potrzeba mi teraz dużo energii zamiast zamulania, bo udało nam się znaleźć inwestorów do projektu, który na 90% ustawi mnie już do końca życia. Kiedy wpadam w przygnębienie, to kiepsko pracuję, dlatego będę się ratować wyjazdami.
A póki co musi wystarczyć dobra dieta (przy odpowiedniej diecie mam dużo energii), dobry sen, ciepły koc i dobra herbata. No i przede wszystkim dobry seks.
No widzisz kammiś masz jednak ludzkie uczucia. Tyle, że dla kota. Ale nie jesteś zupełnie ich pozbawiona jak zarzucają niektórzy ; ]
A odnośnie matki, ona zdaje się zawsze się Ciebie czepiała, i widziała braki we wszystkim. Sprawdź z weterynarzem ile w tym prawdy.
Jak nie masz czasu dla kota to może drugi kot? Wiem, że ten Twoj jest niezsocjalizowany ale może chociaż z nudów zsocjalizowałby się. Albo może jakieś spotkania z właścicielem innego kota, w celu pokazaniu Twojemu że w ogóle istnieja inne osobniki jego gatunku, bo nie wiem czy wie. A potem sprezentować mu takiego towarzysza.
kammiś napisał/a:cslady napisał/a:Ale co się stało z kotem? Jest chory?
Nie, jest po prostu stary.
Chociaż dzisiaj miał chyba zaparcia.Matka ma rację. Spieprzyłam i tyle. 2 lata temu nie wykazałam się empatią tylko egoistycznie zabrałam go ze sobą. A tam miałby duży dom z ogrodem. Wyrwałam go z jego środowiska.
Co więcej, moja matka poświęcałaby mu czas, o czym ja zapomniałam. .
Ja sie staram z nim bawic ale on ma na to najczesciej wyje****![]()
867 2015-10-14 15:37:06 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-10-14 15:40:28)
Mówi się, że kto nie ryzykuje ten nie pije szampana......
Widziałam go, to na pewno był on. Dziś o ile dobrze liczę i pamiętam ma coś po ohoho nawet nie pamiętam, ale świetnie się trzyma, nadal jest zadbany, elegancki, ten błysk w oku.
Do rzeczy. Gdy byłam młoda, niezamężna bez żadnego ,,bagażu życia'' zaczynałam samodzielne życia, miałam dobry start. Podkochiwałam się właśnie w nim. Był starszy o całe wieki. Ale przy nim żaden mój rówieśnik nie miał cienia szansy. Szarmancki, wykształcony, zamożny, rozumiejący moje problemy. On miał zdaje się dzieci w prawie moim wieku. Ale, byliśmy przyjaciółmi. Ja nie mogłam dogadać się z rówieśnikami źle się czułam w ich towarzystwie a on nie miał kogoś kto by go rozumiał i z kim mógłby na takie tematy porozmawiać. Ja mu doradzałam w sprawach miłosnych, życiowych, byłam takim....psychologiem. A on był dla mnie jak mentor, przyjaciel, ojciec, starszy brat, kumpel, no i facet....... dla którego warto było starać głowę.
Jednak niestety głowy nie straciłam. A właściwie nie pozwoliłam sobie na to, żeby stracić.
Chociaż ja zawsze marzyłam o takim związku...nietypowym, spokojnym. Wiecie bez takiego dziadostwa, rutyny, nudy, użerania się. Nie miałam ochoty bawić się w mamusie, żonę i gosposie. Nadal nie widzę zbyt dużo radości z macierzyństwa, nie lubię dzieci, nie mam potrzeby matkowania.
Jednak tkwiło we mnie jakieś szalenie silne uczucie, że ,,muszę''. A w końcu doszłam do wniosku, ze jak będą pieniądze to będą dzieci. No a jak w pewnym momencie była okazja, pieniądze, to z ogromnym wewnętrznym rozdarciem. Nie zdobyłam się na ten związek z tym wcześniej wspomnianym panem. A poza tym to jego wina on też uważał, że powinnam wziąć ślub mieć dzieci...głupota. Ale co robić. Nie zdobyłam się żyć tak jak chciałam, tak jak lubię, tak zaszaleć totalnie, zaryzykować. Wystraszyłam się ryzyka.
Tego, że będę żałować, że nie mam dzieci, że on szybko umrze, a ja zostanę sama, że zawiodę innych. Jednym słowem było 1001 powodów dlaczego poświeciłam swoje szczęście dla dobra ogółu. No a może jednak nie byłabym szczeliwa? No wiem, w końcu to był epizod znaliśmy się krótko i do niczego nie doszło. Potem on awansował i wyjechał z kraju. W sumie skończyło się nim się zaczęło. Może szkoda, może nie..nie wiem.
Teraz to i ja uczę się być szczęśliwa w związku. Wreszcie mam wymarzonego faceta, nie wisi nade mną widmo macierzyństwa. Mam związek taki jaki prawie chcę i swoją ukochaną stabilizację.
Ale w chwilach zwątpienia to mi szkoda, że taka jestem słaba, że boje się ryzyka, czegoś nowego.
Wiecie, że miałam więcej takich ,,okazji'' ale tu nie mówię o związkach tylko ogółem o pracy, szkole, wyjazdach, życiu, żeby zaryzykować, zmienić wszystko, i wydawało się super, ale się wycofywałam bo nie dałam rady podjąć wyzywania.
Powiedzcie boicie się zmian?
Kocham zmiany.Oczywiście na lepsze ![]()
Powiedzcie boicie się zmian?
Hmm nie wiem czy się boję, mam do nich mieszany stosunek. Z jednej strony nie lubię dostosowywania się do nowych sytuacji i proces adaptacji jest dla mnie stresujący. A z drugiej strony lubię tę nowość, adrenalinę i wyzwania, gdy nie wiadomo czego się spodziewać. Po czasie bardzo mile wspominam wszystkie zmiany, gorszy jest ten okres odnajdywania się. Ostatnio mam dużo zmian w życiu zawodowym i osobistym, co mnie stresuje, choć to są zmiany na lepsze. Teraz już patrzę na to bardzo pozytywnie, ale bywały ciężkie dni ze zwątpieniem w tle. Jednak bez zmian nie byłabym szczęśliwa, bo stałabym w miejscu. Jakiś tam strach przed zmianą jest według mnie czymś bardzo zdrowym. Pytanie jak go wykorzystamy. No bo jeśli kogoś strach paraliżuje, to już nie jest ok.
Mam pytanie, bo może Wy się orientujecie. Co mogę zrobić, gdy do poprzednich właścicieli mojego mieszkania nadal przychodzi korespondencja? Sytuacja wygląda tak, że kilka miesięcy temu kupiłam mieszkanie pod wynajem i umówiłam się z właścicielami, że jeśli na początku coś tam do nich przyjdzie, to umówimy się gdzieś i zwrócę im. Tym "czymś tam" okazały się ok. 4 listy tygodniowo i tak już od kilku miesięcy. Nie chce mi się ciągle dzwonić, jeździć i umawiać, bo nie mieszkam w tym mieszkaniu i to dla mnie problem. Moi najemcy też nie będą tego robić, bo nie mają kiedy. Prosiłam już wiele razy o przekierowanie korespondencji, ale bez skutku. A jeśli miałabym wciąż zwracać listy na pocztę, to dla mnie też problem, bo nie mam czasu, żeby w godzinach pracy jeździć w tamte okolice i oddawać czyjeś listy. Mogę taką korespondencję po prostu wyrzucać?
Ja mam to samo,z tym,że do mnie przychodzą te listy ponad 6 lat po przeprowadzce:)
Są to listy do osób tu wczesniej zameldowanych.Kiedy razu pewnego nawiedził mnie komornik mając mnie za mieszkającą tu dłuzniczkę,zadzwoniłam do kobiety będącej wczesniej właścicielką.Ale ona powiedziała,że ją to nie obchodzi,że mam jej listów nie wrzucać do jej skrzynki.Kobieta mieszka na końcu mojego osiedla.
No więc listy zaczęłam po prostu wywalać...
872 2015-10-15 15:17:39 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-10-15 15:21:32)
cslady, a nie możesz tej korespondencji wrzucać do takiej dodatkowej przegródki pod tytułem "zwroty", która powinna być na końcu ostatniego rzędu przegródek skrzynki na listy ? Zaraz po ostatnim numerze mieszkania w danej klatce. U mnie coś takiego jest.
Nie w każdym domu takie coś jest.U mnie nie ma.Poza tym,tej korespondencji przychodzi po siedem,osiem listów tygodniowo,więc zawalałabym tym całą przegródkę.
Osiem listów w takiej skrytce to się raczej spokojnie zmieści
Ponadto listonosz chyba raczej regularnie ją opróżnia... ? Tak mi się przynajmniej wydaję, bo zwroty spod mojego adresu wciąż tam się mieszczą ![]()
Fajny pomysł z taką skrytką, ale u mnie chyba jej nie ma. Sprawdzę jeszcze przy najbliższej okazji, jednak nic takiego nie rzuciło mi się w oczy. Trochę nie rozumiem takich ludzi, bo na poczcie chyba istnieje możliwość przekierowania całej korespondencji na nowy adres, ale to pewnie muszą zrobić ci ludzie, a nie ja za nich.
Hej!
Wracając do tematu zmian. Nie wiem dlaczego ale mi dość trudno odnaleźć się w grupie. Lubię pracować indywidualnie z jedną osobą, lub w takim stylu, ze nie trzeba zbyt dużo się kolegować/integrować w sensie sprawy zawodowe i tyle.
Kilka lat temu. Miałam taką sytuacje.
Miałam możliwość wziąć udział w pewnym projekcie. Kwalifikowałam się do tego projektu, dawał duże szanse na szybki awans, doświadczenie, kasę, jakiś tam prestiż. Na początku byłam bardzo zadowolona, trochę ciekawa, no i wiązałam z tym wydarzeniem pewne nadzieje.
Chociaż wypierałam te myśl, bardzo się bałam i stresowałam w głębi.
Wyszło tak, że od początku było beznadziejnie, nie polubiłam się z tymi ludźmi, nie mogliśmy się dogadać, złapać wspólnego języka, na początku myślałam, ze się polepszy ale było coraz gorzej. Wyjazd integracyjny był dla mnie istnym horrorem tak źle się tam czułam. Potem było gorzej bo zaczęły się pierwsze plotki, pogaduchy, ludzie zaczęli dobierać się w ,,bandy''. Psychicznie byłam tak obciążona, ze nie mogłam skupić się na pracy.
Byłam w ogromniej pułapce bo miałam ochotę rzucić to w diabły a z drugiej strony bałam się konsekwencji bo to poniekąd było zlecenie z pracy, nie bezpośrednie ale jednak, wiec mogli mnie wylać i to dyscyplinarnie, poza tym to była umowa, więc ze strony prawnej tez bałam się konsekwencji.
Ale wpadłam w nerwowe załamanie, rano panikowałam na samą myśl, że muszę tam iść, wymioty, bóle brzucha, trzęsienie rąk.
W końcu poszłam do psychologa. Ten doszedł do wniosku, że jestem delikatnie mówiąc ,,na wykończeniu''.
Wiec poszłam do prawnika, doradziłam się w sprawie umowy, pogadałam z kim trzeba i zrezygnowałam.
Ulżyło mi chociaz na tamten moment byłam tak zestresowana, i się wszystko we mnie gotowało, że nawet nie odczułam ulgi od razu.
Projekt niedawno im się skończył, nawet w jakiejś lokalnej gazecie i na pewnej stornie internetowej było o tym głośno, Ci ludzie na zdjęciach dumni zadowoleni z sukcesu...czy było mi przykro. Może trochę, szkoda. Ale z drugiej strony nie żałuje bo nie rezygnując wykończyłabym się na amen.
Co prawda ja jestem pierwszą osobą która motywuje i goni innych do pracy i do kariery. Bo oczywiście nigdy nie zrozumiem i strasznie mnie wkurza, że można zrezygnować z kariery dla męża czy rodziny. Takiej patologicznej głupoty nie rozumiem.
Ale wtedy naturalnie można obwiniać całe życie osobę przez która musieliśmy zrezygnować. Ale co innego gdy problem tkwi w nas samych.
Mnie jedynie zawsze co niestety stopowało i ograniczało i nadal tak jest to wewnętrzny strach, wycofanie się, szybkie załamywanie.
Ja oprócz z pracy, mam pieniądze z wynajmu (nie będę wchodzić w szczegóły). I właśnie za to w dużej mierze opłacam swoje rachunki i mogę sobie pozwolić na to i tamto. Obecna praca daje mi satysfakcję, nie robię tego z musu, lubię tam chodzić.
I oczywiście ja jestem Bogu wdzięczna za to, że mam taką opcję i bezpieczeństwo.
Ale jest taka sprawa, pojawiła się taka szansa w przyszłym roku, żebym podjęła się nazwijmy... to pewnego projektu. Tylko to zupełnie inne zasady, na początku mało godzin, zupełnie inne relacje, nie będzie trzeba cały czas się użerać dużo pracy samodzielnej, więc tylko sprawy organizacyjne razem, i jakieś zebrania.
I trochę grosza wpadnie i zawsze to coś nowego.
Tylko tym razem bogatsza w błędy i doświadczenia z poprzednich niewypałów zamierzam się przygotować w sensie psychicznym. Skupić się na pracy, wyciszyć emocje, sprawdzić się jak najlepiej.
Dużo na ten temat czytam, rozmawiam z innymi.
No ale nie wiem czy są jakieś gotowe sprawdzone sposoby na podwyższenie pewności siebie.
Fajny pomysł z taką skrytką, ale u mnie chyba jej nie ma. Sprawdzę jeszcze przy najbliższej okazji, jednak nic takiego nie rzuciło mi się w oczy. Trochę nie rozumiem takich ludzi, bo na poczcie chyba istnieje możliwość przekierowania całej korespondencji na nowy adres, ale to pewnie muszą zrobić ci ludzie, a nie ja za nich.
Takie przekierowanie korespondencji chyba trochę kosztuje stąd może dawni właściciele nie bardzo mają na takie zlecenie ochotę...
Z drugiej strony sama pamiętam jak po rozwodzie i zmianie adresu zamieszkania wszędzie gdzie tylko mogłam poinformowałam o zmianie adresu do korespondencji... bywało, że w niektórych instytucjach "zmieniałam" go po kilka razy, a korespondencja nadal była wysyłana na stary adres. Szału dostawałam, bo były mąż był przekonany, że na złość mu robię... Ten cyrk z różnym nasileniem trwał z jakieś dobre 3 lata.
Już nikt tutaj nie bywa?
879 2015-11-13 18:25:02 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-11-13 18:29:02)
Już nikt tutaj nie bywa?
Ja zajrzałam dzisiaj, miałam dużo roboty - zdaję sobie kolokwia i egzaminy żeby mieć z głowy i już widzę że mój caaaaały miesiąc wolny na przełomie stycznia/lutego jest coraz bardziej realny!
Na razie poniżej 5 nie spadłam, oby tak dalej
Jestem po remoncie, aktualnie układam rzeczy bo dwa tygodnie spędziłam u rodziców (z racji remontu właśnie).
I cieszę się jak dziecko, bo w przyszłym tygodniu razem z 20 innymi osobami idziemy do więzienia na małą wycieczkę ![]()
W roku akademickim niestety pewnie będę rzadziej tu zaglądać, zwłaszcza na początku (potem zajęcia mi odpadają stopniowo w miarę zdawania
)
Teraz mnie męczy jakieś przeziębienie znowu, ale mam nadzieję, że je zwalczę sama, daję sobie czas do poniedziałku, jak nie to lekarz. Przy okazji wkurzam się już od kilku dni na wieści o tym kto ma być nowym Ministrem Sprawiedliwości ![]()
No i staram się pracować na swoim życiem, bo mam w planach zmiany, zmiany, zmiany - co najciekawsze mama mi w nich pomaga ![]()
Kammiś, a jakie zmiany? Po Twojej wypowiedzi w innym temacie domyślam się, że chodzi o wygląd. Remontowałaś całe mieszkanie czy tylko część?
Kammiś, a jakie zmiany? Po Twojej wypowiedzi w innym temacie domyślam się, że chodzi o wygląd. Remontowałaś całe mieszkanie czy tylko część?
Całe.
Chociaż zastanawiałam się, czy w ogóle jest sens wymieniać wersalki i pufy - nie lubię skórzanych (są dla takie zimne, tylko fotel przy biurku taki mam, bo wydaje mi się to zbyt mało przytulne), a kot pięknie wyciąga wszystkie nitki. On robi tak - łapie się przednimi łapami obicia i KOPIE tylnymi. Myślałam nad tymi skórzanymi, ale to dla mnie jak w jakimś biurze.... A to jest chyba życiowa pasja mojego kota, bo pamiętam, że jak miałam 11 lat i go kupiliśmy to bardzo szybko zadomowił się w nowym domu i PIERWSZE co zrobił - podszedł do wersalki i zaczął ją drapać
To jest mały wandal - jak miał jakoś rok, to w środku nocy narobił rabanu, bo zerwał półkę swoim ciężkim siedzeniem
Zasłonę razem z karniszem też wyrwał ze ściany.... ![]()
Tak, z wyglądu
Postanowiłam, że chcę się wreszcie czuć dobrze sama ze sobą i nie odpuszczę, póki nie będzie tak jak ja chcę (a mi ciężko dogodzić, więc sama sobie zafunduję ostrą przeprawę
). Dlatego wygląd, że na studiach się nie muszę poprawiać jak na razie tylko zachować constans
Konkretnie - zniszczenia włosów po nieudolnym rozjaśnianiu u fryzjerki wyszły nie zaraz po zabiegu, teraz je widać. Więc pora niestety na małe (?) cięcie. Tak do ramion. Makijaż inny. Będę zimą (jak zdam wszystko, bo nie chcę paradować z plastrem na czole) usuwać pieprzyk. I nad ubiorem trzeba popracować. Moja matka ma dobre wyczucie, więc zgłosiłam się do niej
No i chcę się wyrzeźbić jak Chodakowska ![]()
To sprawnie Ci poszło z tym remontem. Też nie przepadam za skórzanymi kanapami, ale z innych względów. Udało Ci się już dojść do takiego koloru włosów jak chciałaś? Nakładasz oleje na włosy? Słyszałam, że działają cuda ze zniszczonymi włosami.
To sprawnie Ci poszło z tym remontem. Też nie przepadam za skórzanymi kanapami, ale z innych względów. Udało Ci się już dojść do takiego koloru włosów jak chciałaś? Nakładasz oleje na włosy? Słyszałam, że działają cuda ze zniszczonymi włosami.
Nie, wróciłam do ciemnego, ale to chyba dobra decyzja.
Mam ciemne, ale nie czarne. Właśnie miałam dzisiaj farbować, bo mam już mały odrost, ale stwierdziłam, że z katarem jednak nie, więc zrobię w niedzielę lub poniedziałek (w poniedziałki nie mam zajęć). I tak tylko kot będzie mnie oglądał ![]()
Nakładam oleje
suszarka mi szkodzi, ale jak jej nie używać? Nie mam pojęcia, bo myję włosy rano.
Moje włosy są chyba popalone. Myślałam o keratynowym prostowaniu ale mam cienkie słowy a to je dodatkowo "uliże".
Myślałam o stylingu - żeby zrobić delikatne fale - ale skoro po zakręceniu wszystkich włosów na jeden papilot na czubku głowy mocno się kręcą i są jak u pudla po 2 godzinach trzymania bez użycia ciepła, to przy jakimkolwiek stylingu będę jak babcia po trwałej
Moje włosy są chyba po prostu popalone i ciężko będzie zrobić cokolwiek. Na górze gładkie, potem szorstkie w dotyku.
Zastanawiam się teraz czy bob, czy równo do ramion.
884 2015-11-14 15:24:17 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-14 15:25:33)
Czasami zazdroszczę kobietom, które mogą sobie malować albo ścinać włosy.
Mam chwile, że chciałabym jakiejś radykalnej zmiany, np. mocnego cięcia albo innego koloru. Tylko mnie inny kolor nie pasuje, a poza tym moje włosy dziwnie reagują na farby i nawet ciemna farba wychodzi bardzo, bardzo jasno, a jasne farby wychodzą białe. Próbowałam u różnych fryzjerów i stylistów na pojedynczych kosmykach lub końcówkach do ścięcia. Nigdy nie wyszło ani trochę ok.
Zresztą głupia musiałabym być, by mój kolor farbować, ale to taka wewnętrzna, nieracjonalna ochota na zmienienie czegoś w wyglądzie. A co do długości, to noszę włosy do pasa i czasami mnie kusi, by ściąć do ramion, ale mój partner uwielbia długie włosy. Oczywiście nie jest tak, że męczę się dla niego.
Jakoś szkoda by mi było tak bardzo skracać zdrowe włosy. Zresztą sama czuję się dużo bardziej seksownie w długich.
Czasami zazdroszczę kobietom, które mogą sobie malować albo ścinać włosy.
Mam chwile, że chciałabym jakiejś radykalnej zmiany, np. mocnego cięcia albo innego koloru. Tylko mnie inny kolor nie pasuje, a poza tym moje włosy dziwnie reagują na farby i nawet ciemna farba wychodzi bardzo, bardzo jasno, a jasne farby wychodzą białe. Próbowałam u różnych fryzjerów i stylistów na pojedynczych kosmykach lub końcówkach do ścięcia. Nigdy nie wyszło ani trochę ok.
Zresztą głupia musiałabym być, by mój kolor farbować, ale to taka wewnętrzna, nieracjonalna ochota na zmienienie czegoś w wyglądzie. A co do długości, to noszę włosy do pasa i czasami mnie kusi, by ściąć do ramion, ale mój partner uwielbia długie włosy. Oczywiście nie jest tak, że męczę się dla niego.
Jakoś szkoda by mi było tak bardzo skracać zdrowe włosy. Zresztą sama czuję się dużo bardziej seksownie w długich.
Tez bym chciala miec dlugie!
Ale moja babcia ma slabe wlosy, mama ma slabe wlosy, ja mam slabe wlosy... ![]()
Jaki masz kolor? Zawsze wyobrazalam sobie Ciebie w rudych wlosach ![]()
Tez bym chciala miec dlugie!
Ale moja babcia ma slabe wlosy, mama ma slabe wlosy, ja mam slabe wlosy...
Jaki masz kolor? Zawsze wyobrazalam sobie Ciebie w rudych wlosach
No właśnie rudy, choć nie taki marchewkowy. Bardziej złoty blond z rudymi refleksami. Tak od liceum sobie postanawiam, że np. za miesiąc albo dwa zetnę włosy, ale nigdy się nie odważyłam. Tzn. podobają mi się krótkie u innych kobiet, ale chyba za bardzo lubię siebie w długich. Co nie zmienia faktu, że nie beczałabym za włosami jak niektóre długowłose kobiety, które mają do kosmyków nadzwyczaj emocjonalny stosunek. ![]()
kammiś napisał/a:Tez bym chciala miec dlugie!
Ale moja babcia ma slabe wlosy, mama ma slabe wlosy, ja mam slabe wlosy...
Jaki masz kolor? Zawsze wyobrazalam sobie Ciebie w rudych wlosachNo właśnie rudy, choć nie taki marchewkowy. Bardziej złoty blond z rudymi refleksami. Tak od liceum sobie postanawiam, że np. za miesiąc albo dwa zetnę włosy, ale nigdy się nie odważyłam. Tzn. podobają mi się krótkie u innych kobiet, ale chyba za bardzo lubię siebie w długich. Co nie zmienia faktu, że nie beczałabym za włosami jak niektóre długowłose kobiety, które mają do kosmyków nadzwyczaj emocjonalny stosunek.
Ja kiedys ryczalam ale nie za samymi wlosami tylko przez ksztalt fryzury ktora mi zafundowala fryzjerka. Jak widac cieniowanie cieniowaniu nierowne ![]()
No niestety, z fryzjerkami bywa bardzo różnie. Najlepiej mieć jakąś sprawdzoną. U mnie w sumie to bez różnicy, bo przy długich włosach i podcinaniu samych końcówek niewiele można zepsuć. Ale jeśli chodzi o kosmetyczki, to chodzę tylko do sprawdzonych na makijaż. Nie maluję się na co dzień w ten sposób, by robić na oku kreski i nakładać cienie, więc jeśli czuję taką potrzebę, to idę do salonu. Po wyjściu od niektórych makijażystek wyglądałam jak tania prostytutka, a przeznaczenie makijażu było na "obiad do teściów". Mam wrażenie, że fryzjerki, kosmetyczki i wszelkie wizażystki nie pojmują czasami, że kobiety są różnie i nie wszystkim pasuje to samo. Różne są kształty twarzy, odcienie karnacji, struktury włosów itp. Jeśli klientki robi się na jedno kopyto, to jak ma wyjść dobrze?
Jest w moim mieście jedna samozwańcza wizażystka, a jej "prace" robią furorę w Internecie. Rzęsy nawet skleja ![]()
Mam wrażenie, że fryzjerki, kosmetyczki i wszelkie wizażystki nie pojmują czasami, że kobiety są różnie i nie wszystkim pasuje to samo. Różne są kształty twarzy, odcienie karnacji, struktury włosów itp. Jeśli klientki robi się na jedno kopyto, to jak ma wyjść dobrze?
Niestety owe wrażenie jest faktem
Gabinetów i salonów piękności wszelkiej maści po kokardy. Zwykłego zakładu fryzjerskiego już nie uświadczysz. Wokół jedynie "studia stylizacji fryzur"
w których proste strzyżenia "styliści" pierniczą. Kosmetyczki nie znają anatomii twarzy i maski silnie liftingujące nakładają na twarz jak popadnie, a poczucie estetyki niektórych wizażystek przyprawia o istny zawrót głowy. Owi "fachowcy" zapominają chyba, że i do tych niby prostych zawodów, również trzeba posiadać pewne predyspozycje... ![]()
cslady napisał/a:Mam wrażenie, że fryzjerki, kosmetyczki i wszelkie wizażystki nie pojmują czasami, że kobiety są różnie i nie wszystkim pasuje to samo. Różne są kształty twarzy, odcienie karnacji, struktury włosów itp. Jeśli klientki robi się na jedno kopyto, to jak ma wyjść dobrze?
Niestety owe wrażenie jest faktem
Gabinetów i salonów piękności wszelkiej maści po kokardy. Zwykłego zakładu fryzjerskiego już nie uświadczysz. Wokół jedynie "studia stylizacji fryzur"
w których proste strzyżenia "styliści" pierniczą. Kosmetyczki nie znają anatomii twarzy i maski silnie liftingujące nakładają na twarz jak popadnie, a poczucie estetyki niektórych wizażystek przyprawia o istny zawrót głowy. Owi "fachowcy" zapominają chyba, że i do tych niby prostych zawodów, również trzeba posiadać pewne predyspozycje...
Ja korzystałam z opcji makijażu przed studniówką... i chyba OSTATNI RAZ.
Wróciłam do domu, zmyłam i sama się pomalowałam. ![]()
892 2015-11-14 22:13:52 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-14 22:14:41)
Aż strach się do ślubu u kogoś malować. Chyba już muszę zacząć chodzenie po salonach kosmetycznych i wypróbowywanie, który się nadaje. ![]()
Aż strach się do ślubu u kogoś malować. Chyba już muszę zacząć chodzenie po salonach kosmetycznych i wypróbowywanie, który się nadaje.
Posprawdzaj opinie w necie ![]()
894 2015-11-14 23:33:17 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-14 23:34:16)
cslady napisał/a:Aż strach się do ślubu u kogoś malować. Chyba już muszę zacząć chodzenie po salonach kosmetycznych i wypróbowywanie, który się nadaje.
Posprawdzaj opinie w necie
A to swoją drogą. Zabiorę też tablet ze zdjęciami przykładowych makijaży, które mi się podobają i do mnie pasują. Bo jak sama tego nie wymyślę, to nie będzie dobrze. Jeśli chodzi o kosmetyczki i fryzjerki, to potężny pozytywny szok przeżyłam jedynie, gdy fryzjerka wymyśliła mi fryzurę na studniówkę. Każdy mnie potem pytał gdzie miałam robione włosy. Co zabawne, moją przyjaciółkę czesała wtedy ta sama fryzjerka i nie dość, że wyszło okropnie, to po godzinie tańczenia wszystko się rozwaliło. Ach, no i raz ładnie mnie uczesali na randkę. Mojemu facetowi kiedyś bardzo spodobał się kadr z jakiegoś filmu, gdzie aktorka ma na głowie coś takiego:

Źródło zdjęcia: Internet
łohoho! ![]()
do tego to trzeba mieć dużo włosów ![]()
Uważaj, żeby i tak nie schrzaniła sprawy - potrafią podobno zrobić zupełnie coś innego niż na zdjęciu i wciskać że to właśnie tak
Zawsze mnie to "rozwala". Ostatnio jedna dziewczyna od nas z grupy poszła do "mistrza" fryzjerstwa - dała 4 stówy i płakała. On twierdził że tak ma być, że jest idealnie i tak samo jak na zdjęciu, które pokazywała.
Ja na studniówkę miałam loki, które jednak się rozprostowały. Nie całkiem, ale zrobiły się fale, chociaż fale były fajniejsze
Ale ogólnie byłam zadowolona. Fryzjerka miała lokówkę podobnej jakości jak moja prywatna, a wyszło jej to znacznie lepiej niż mi.
Swoją drogą - kiedyś codziennie rano kręciłam włosy - pod koniec gimnazjum i na początku liceum. I o dziwo się nie zniszczyły (oczywiście odżywiałam i kręciłam na produktach chroniących przed ciepłem). A jedno rozjaśnianie (czy tam dekoloryzacja) - i koniec. Nie mogę tego fryzjerce wybaczyć, że zniszczyła mi włosy bardziej niż ja sama z koleżanką w czasach gimnazjalnej głupawki, kiedy rozjaśniałam włosy samą wodą utlenioną (3%).
Wiem że fajnie byłoby mi w takich falach, ale mój problem jest jeden - włosy mi się szybko kręcą i szybko prostują (nie wiem jak???). Mama założyła mi jednego papilota i nawinęła na niego wszystkie włosy na czubku głowy, żeby były delikatne fale. Po godzinie ściągnęła. Byłam pudlem. Po 2 godzinach - całkiem proste
Dlatego trwała czy styling (o których myślałam) - odpadają.
Niestety mam dużo włosów. Na szczęście tylko na głowie.
Wiem, że z tymi zdjęciami jest różnie. Planuję i tak kilka razy iść na wypróbowanie, by było idealnie i wtedy pozapisuję jakie kosmetyki były używane, jakie odcienie itp.
Kammiś, a jak urządziłaś mieszkanie? Kierowałaś się jakimś konkretnym stylem czy tym, co po prostu przypadnie Ci do gustu? Jaka kolorystyka?
897 2015-11-15 01:57:10 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-11-15 01:58:22)
Niestety mam dużo włosów. Na szczęście tylko na głowie.
Wiem, że z tymi zdjęciami jest różnie. Planuję i tak kilka razy iść na wypróbowanie, by było idealnie i wtedy pozapisuję jakie kosmetyki były używane, jakie odcienie itp.
Kammiś, a jak urządziłaś mieszkanie? Kierowałaś się jakimś konkretnym stylem czy tym, co po prostu przypadnie Ci do gustu? Jaka kolorystyka?
Ja nie urządzałam, zdałam się na mamę ![]()
ona i tak się na tym zna, więc zrobiła fajnie ![]()
poszła w brązy i beże, chociaż sypialnia jest w bieli i takim jasnym stonowanym fiolecie. No i będę mieć swoją "siłownię" - malutką bo malutką, ale podoba mi się
Z przyczyn niezależnych ode mnie jeszcze nie jest gotowa, ale chciałabym żeby miała jakiś mocny energetyzujący kolor albo połączenie dwóch kolorów - nie wiem czemu wpadła mi w oko jasna zieleń z różem
żeby było babsko i nowocześnie ![]()
Kiedys miałam takie bujne rude kręcone włosy
nawet fajnie. Ale co do farbowania to uzależnia
Przypomniałyście mi pewien bardzo krótki dialog pomiędzy fryzjerką, a klientką którego dawno temu byłam świadkiem.
Klientka : Proszę pani, chciałabym tak wyglądać ( tu dziewczyna pokazuje zdjęcie wycięte z gazety)
Fryzjerka : Ja też.![]()
Przypomniałyście mi pewien bardzo krótki dialog pomiędzy fryzjerką, a klientką którego dawno temu byłam świadkiem.
Klientka : Proszę pani, chciałabym tak wyglądać ( tu dziewczyna pokazuje zdjęcie wycięte z gazety)
Fryzjerka : Ja też.
Hehe o taki efekt mi nie chodzi. Raczej o pokazanie, które kolory mi pasują. Jeśli rzucę tylko nazwą koloru, to one i tak nie zrozumieją o co chodzi.
Mam koleżankę ktora farbuje sie na blond bardzo jasny a tak jej sie powykruszały włosy ze wygląda jakby miała cieniowane
ale ona i tak nie farbuje często i nie prostuje, chyba po prostu ma słabe włosy
902 2015-11-15 15:28:05 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-15 15:29:01)
Różne są włosy, ale raczej sporo kobiet przyznaje, że farby i prostowanie niszczy im włosy. Choć pielęgnacja też ma duże znaczenie, bo można używać specjalnych kosmetyków tak jak Kammiś. Ja prostowałam włosy przez połowę liceum i chociaż na pierwszy rzut oka nie wyglądały na suche i zniszczone, a nawet miały połysk, to dopiero na zdjęciach "przed", "w trakcie" i "po" widzę kolosalną różnicę. Wtedy tego nie zauważałam i nie miałam niczego do zarzucenia moim włosom. Jednak to nie były ich najlepsze lata.
fryzjerka mi mówiła ze blond właśnie najbardziej niszczy włosy i może dlatego ona takie ma. jak ja miałam blond to oczywiście poniszczyly się ale i nie mogłam ich rozczesać ![]()
A to fakt, też tak słyszałam. Ogólnie jeśli kobieta jest bardzo "zrobiona", to sama siebie niszczy. Chyba najbardziej widać po cerze, gdy nakłada się tapetę. Dobre podkłady nie robią krzywdy, ale nie każda kobieta ich używa. Kiedyś np. codziennie malowałam rzęsy i mimo stosowania odżywek, leciały jak szalone. Tzn. nie to, że miałam ich mało i krótkie, bo z boku to wyglądało ładnie i normalnie. Jednak potem zaczęłam malować henną, co u mnie wygląda w sumie jak pomalowane, bo mam jasną oprawę oczu. Tak dobrych rzęs jak teraz nie miałam nigdy. Bez żadnych specjalnych starań. No i jeszcze te wszystkie straszne tipsy odbijają się na naturalnych paznokciach. Chociaż tipsy (jakiekolwiek "robione" paznokcie) nigdy mi się nie podobały.
Co do długich włosów i ścinania, to swoje lubię za to, że można z nich zrobić mnóstwo fryzur, które wyglądają bosko. Uwielbiam wszelkiego rodzaju warkocze, a mój partner chyba ma na ich punkcie mały fetysz, tzn. lubi potem ściągać gumkę i rozplątywać kosmyki. Albo lubi, gdy mam spięte u góry włosy i rozpuszczam je stojąc tyłem do niego i kołysząc delikatnie głową. Sądzę, że to jest warte mojej niewygody przy myciu włosów. Najgorsze jest tylko to, że mnóstwo szamponu i odżywek muszę zużywać. ![]()
905 2015-11-15 16:51:59 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-11-15 16:56:58)
Np. taki revlon nie niszczy cery
sprawdzone przez babcię, sprawdzone przez matkę, teraz ja będę sprawdzać
Jest tylko jeden warunek - dobre nawilżenie przed ![]()
Wiadomo że jak ktoś chce przeznaczyć na podkład 10 zł to potem może tego długo żałować.
Włosy mam naturalnie proste jak druty
jedyne co z nimi robię to suszę - wiadomo - i po suszeniu biorę okrągłą szczotkę i modeluję, żeby się lepiej układały. Prostownicy nie posiadam ![]()
Moim zdaniem są kobiety które dobrze wyglądają bez makijażu, ale są kobiety, które się powinny malować. I nie chodzi o ukrywanie niedoskonałości, ale np. o naturalny kolor skóry niepasujący do włosów. Ja mam na przykład bladą prawie białą skórę, krótkie niewyraziste rzęsy (od dziecka), niezbyt wyraziste brwi i ciemne włosy. To wyglądać nie będzie dobrze nigdy, krem brązujący mnie uczulił a delikatniejszego już nie ma, na solarium chodzić nie zamierzam.
Jeżeli kobieta wygląda dobrze bez makijażu to super. Ale moim zdaniem głupotą jest to jeśli ktoś wygląda bez makijażu kiepsko i się nie maluje dla zasady - bo nie będzie ładny nie tylko na starość, ale też w młodości.
Ostatnio widziałam jak jedna vlogerka robiła makijaż na Oli Ciupie. Bez makijażu wyglądała dość słabo - jeśli chodzi np. o rysy twarzy. A w makijażu dobrze. Więc po co ma się oszpecać i biegać bez?
Podobnie z paznokciami - od dziecka mam słabe paznokcie, mimo że przecież jako 10latka ich nie malowałam, a brałam witaminy, wyniki miałam w normie, dostawałam nawet cynk - taka natura. Po co mam się katować ze słabymi krótkimi paznokciami skoro hybryda (nie tipsy) raz na 2 tygodnie załatwia sprawę i mam bezproblemowe piękne paznokcie? Nie widzę w tym sensu.
Moja ciotka - ta lat 68 która wygląda na 40-parę malowała się i maluje i nie zaszkodzilo jej to. Włosy też odkąd pamiętam lakieruje ![]()
no ale makijaż lekki a nie tapeta żeby szpachlą zbierać
jeśli ładnie wygląda w makijażu to ok ale codzienne nakładanie tez niszczy skóre wiadomo.
Można używać wielu kosmetyków w małych ilościach i nie wygląda to na tapetę ![]()
Praktycznie całej mojej grupy bez makijażu nie zastaniesz (mowa o części żeńskiej
)
o matko
u mnie w klasie jest 21 dziewczyn i maluje się z tego może z 10
i nie przesadzaja na szczęście z makijażem może jedna robi sobie kreski na pół powieki ![]()
o matko
u mnie w klasie jest 21 dziewczyn i maluje się z tego może z 10
i nie przesadzaja na szczęście z makijażem może jedna robi sobie kreski na pół powieki
a bo to LO ![]()
w LO też nie wszystkie się malowały.
Kreski akurat mało która robi ale rzęsy tuszują wszystkie
Bez podkładu raczej też się nie ruszają ![]()
Urok nie-ścisłego kierunku ![]()
dokładniej technikum ale nie ma znaczenia bo to srednia szkola i tak
no jakos tak u nas nie ma dużo takich tapeciar ale np. w równoległej klasie wlasnie w lo są prawie wszystkie ![]()