Nie żyję byle jak! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Strony Poprzednia 1 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 781 do 845 z 972 ]

781

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Ja może wcześniej nie byłam specjalnie rozrywkowa, bo w wieku dwudziestu kilku lat ciągle siedziałam nad książkami, a moje życie towarzyskie nie istniało. Wtedy perspektywa ciąży mnie przerażała. Nie twierdzę, że moje podejście było słuszne, bo jeśli żyje się jak pustelnik, to trudno poznać jakiegoś mężczyznę z którym ewentualnie założyłoby się rodzinę przed 30-stką. Szczęśliwy związek trafił mi się trochę jak ślepej kurze ziarno. Czasami aż mnie ciarki przechodzą, gdy pomyślę, że "zmarnowałam" tyle czasu, bo patrząc z perspektywy to był dla mnie błąd, że skupiałam się tylko i wyłącznie na nauce. Tzn. mówię tylko o sobie, bo niektórych takie skupienie właśnie uszczęśliwia. Ja wtedy sama siebie za bardzo nie znałam i niezbyt wiedziałam co jest dla mnie dobre.

Pisząc "rozrywkowa" nie miałam na myśli "imprezowiczka" wink choć od imprez też nie stroniłam. Po prostu, oprócz nauki i pochłaniania książek, spędzałam każdą wolną chwilę na wszelakie rozrywki (sport, podróże, teatr, kino, bujne życie towarzyskie, etc.). Na wszystko starczało czasu. Najwyżej noce były nieprzespane, ale to wtedy mi kompletnie nie doskwierało.
Dzięki temu mogłam potem spokojnie wejść na "wyższy pułap" życia rodzinnego. Dzięki temu nie mam poczucia zmarnowanych lat, bo były ekscytujące.

cslady napisał/a:

Argumentacja była mniej więcej taka, że jedno lub dwoje dzieci to za mało, by czuć się w pełni nasyconym jako rodzic , gdyż kolejne dziecko to jeszcze więcej szczęścia.
Natomiast z trójką problem jest taki, że jedno z tych dzieci zawsze będzie trochę na uboczu. Być może to bzdura, ale nas była trójka i właśnie tak było, że moje rodzeństwo bardziej się ze sobą dogadywało jako dzieci.
A czwórka jest niby idealna i jak patrzę na moich znajomych, którzy mają czwórkę, to też bym tak chciała. big_smile Mój tata ma czwórkę rodzeństwa i strasznie mi się podoba, że jego rodzina jest taka ze sobą zżyta. Zresztą my - ich dzieci - też jesteśmy do siebie przywiązani i mamy wszyscy przyjacielskie relacje. Chciałabym czegoś podobnego dla moich dzieci i wnuków, żeby zawsze miały dużo osób na które mogą liczyć.

Jedno dziecko to dla mnie rzeczywiście byłoby za mało. Sama mam starszego o dwa lata brata i świetnie wspominam czas spędzony w domu rodzinnym. Nie chciałabym być jedynaczką i nie chciałam też tego u siebie w domu.
Tak jak wspomniałam wcześniej, żałuję, że nie mam troje dzieci. Czwórka też by się zmieściła wink
Coś jest na rzeczy z trójką dzieci. Mój brat ma troje i faktycznie bliżej trzyma się dwoje z nich. Ale wszyscy dobrze się dogadują, tylko dwójka jakby lepiej.
Uwielbiam duże rodziny. Oboje moi Rodzice mieli po czworo rodzeństwa i wszyscy (prawie wszyscy) zawsze blisko się trzymali.

Zobacz podobne tematy :

782

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:
luc napisał/a:

Ja dziś trochę żałuję, że nie mam trójki.

Właśnie, czemu mam kurna żałować! Mówię, że chcę trzy, ona na to, że z nią na pewno nie. Ja na to, że da się to obejść... lol

My oboje z mężem początkowo postanowiliśmy "poprzestać" na dwójce. Potem ja zaczęłam przebąkiwać o trzecim, ale małżonek nie bardzo chciał, więc przestałam. W końcu i jemu się odmieniło, ale wtedy ja już nie chciałam. Dwójka była w miarę odchowana i nie bardzo chciałam przechodzić okresu niemowlęctwa od nowa. Głównie z powodu nieprzespanych nocy. Resztę można spokojnie ogarnąć, ale nieprzespane noce były dla mnie okropne.

783

Odp: Nie żyję byle jak!

A mniej więcej jak długo trwa taki etap nieprzespanych nocy (wiem że to zależy)?

784

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

A mniej więcej jak długo trwa taki etap nieprzespanych nocy (wiem że to zależy)?

Właśnie - to zależy od dziecka. Córka miała kompletnie "przestawione" (chyba po nas, bo oboje jesteśmy nocnymi markami wink) pory dnia czyli w dzień spała, a w nocy... Do tego miewała ostre kolki. Młody, dzięki Bogu spał nieźle, więc zostawały tylko pobudki na nocne karmienie. W sumie najgorszy okres to kilka pierwszych miesięcy.
Z tym, że w partnerskim układzie jaki jest u mnie, obowiązki rozkładały się na nas oboje. Na zmianę dawaliśmy sobie pospać. Wyłączywszy oczywiście okres karmienia piersią wink I czas kiedy mój mąż robił doktorat, bo wtedy ja przejęłam na siebie więcej.

785 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-24 23:30:51)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Hehe, no to łapię się w Twoje kryteria, bo tak właśnie planuję za jakieś 2 lata pierwsze dziecko. Choć plany się zmieniają, więc zobaczymy. Sądzę, że sporo zależy od indywidualnej sytuacji. Ty masz takie studia, gdzie faktycznie ciężko byłoby coś godzić albo przerywać (nie twierdzę, że się nie da, bo w teorii wszystko jest możliwe). Natomiast nie wszystkie kobiety wykonują zawody, gdzie trzeba tyle się uczyć albo studiują kierunki, gdzie trudno się utrzymać. Też bym się nie zdecydowała na dziecko w wieku 18-23 lat, ale to tylko moja subiektywna perspektywa. Wtedy jeszcze byłam średnio dojrzała emocjonalnie, nie miałam partnera, no i dopiero decydowałam kim chcę być, szukałam swojej drogi. Poza tym ja jestem wbrew pozorom bardzo strachliwa jeśli chodzi o tego typu rzeczy i muszę mieć bardzo duży poziom bezpieczeństwa, by móc zdecydować się na dziecko. Inaczej ciągle bym się stresowała, a macierzyństwo by mi nie służyło. Gdybym w wieku 21-22 lat miała już powiedzmy od 5 lat stałego partnera, od rodziców dostałabym mieszkanie i wykonywałabym zawodowo pracę, która wydaje mi się stabilna i zgodna z moimi zainteresowaniami, to być może miałabym dziecko. Choć aktualnie sądzę, że nie. Tak samo z macierzyństwem koło 40-stki. Z mojej obecnej perspektywy wydaje mi się idiotyzmem, bym aż tyle czekała, skoro już mam warunki, bo więcej bym ryzykowała niż zyskiwała. Natomiast jeżeli bardzo późno poznałabym miłość swojego życia albo właśnie miała aż tak wymagającą czasowo pracę jak lekarze, to taki wiek byłby dla mnie ok. Ja ogólnie w kwestiach finansowych czy zawodowych jestem ryzykantką, ale w kwestiach osobisto-emocjonalnych wprost przeciwnie.

Właśnie dostałam maila od dalszego znajomego, który chciał, bym wyświadczyła mu przysługę, tj. wykonała bezpłatnie to, co na co dzień robię za pieniądze. Być może bym to zrobiła, ale jak przeczytałam maila, to witki mi opadły. Nie znoszę kiedy ktoś pisze do mnie wiadomości i używa skrótów "tb", "cb" itp. Dla mnie to nie tylko brak szacunku i lenistwo, ale przede wszystkim kojarzy mi się to z gimbazą umysłową albo kimś strasznie infantylnym. No jak mam brać poważnie człowieka, który tak pisze? Tzn. gdyby to był jakiś prosty, słabo wykształcony, ale miły i pomocny człowiek, to nie byłoby sprawy. No ale oczekuję czegoś więcej od osoby po studiach, która uważa się za inteligentną i chce czegoś ode mnie. Skąd ci ludzie się biorą? big_smile Nie zamierzam odpowiedzieć na maila.

Na mojej uczelni wszystko jest ciężkie jeśli chodzi o załatwianie spraw tongue
Chodzi mi o to, że większość młodych dziewczyn, które mija się na ulicy nie powinno mieć dzieci i to wręcz widać.
Ciężko dyskutować z faktem, że w wieku 20-23 lat w większości ciążą jest wynikiem wpadki, a nie DECYZJI i starania, a tak jest najczęściej u kobiet po 30stce. Poza tym kobieta po 30stce ma już zwykle więcej pieniędzy, stałego partnera, który też zarabia (nie da się ukryć, że ludzie koło 30stki zarabiają więcej niż 20latkowie), mieszkanie, wykształcenie. Może temu dziecku zaoferować cokolwiek. Rodzice którzy mają bardziej ustabilizowaną sytuację, nie tylko materialną, ale też ogólnie życiową, są w stanie zapewnić dziecku dużo więcej. A miłością - jak to mówią młode matki - dziecka się nie wykształci, nie ubierze, nie kupi pomocy rozwojowych. Większość dziewczyn koło 20stki wcale nie cieszy się, że zaszło w ciążę. 30stki już dziwnym trafem zdecydowanie częściej.
Nikt mi nie powie, że stosunek ciąż planowanych do nieplanowanych u 20latek jest taki sam jak u 30latek.
Dziwnym trafem to właśnie 30latki to matki na wyższym poziomie - są lepiej wykształcone, lepiej zarabiają, prowadzą lepszy styl życia, nie są samotnymi matkami. Częściej spotyka się dziewczynę młodziutką z brzuchem w ciąży i bez faceta. Bo ani jedno ani drugie nie myśli.

786

Odp: Nie żyję byle jak!

Trzeba tylko dziwnym trafem uwzględnić fakt, że u kobiet po 30-tce dwukrotnie maleje szansa na zajście w ciążę w odniesieniu do kobiet po 20-tce. I maleje z każdym rokiem... Uwzględniając jeszcze takie drobiazgi jak zwiększające się z wiekiem rodziców ryzyko powikłań i wad płodu oraz coraz mniejszą płodność u mężczyzn, to faktycznie jest to działanie bardzo przemyślane...
Maciej Zembaty już dawno temu świetnie to ujął w piosence:

Rozpoczniemy wspólne życie
W pokoiku wynajętym
I będziemy żyć miłością
Początkowo ze stypendium
- A jeżeli zajdziesz w ciążę
Mimo środków i prewencji?
- Trzeba będzie się rozejrzeć
Znajdą się na pewno chętni

Jak będziemy mieli małe
To czy państwo wezmą jedno?
Jak będziemy mieli małe
To czy państwo wezmą jedno?

Pójdą małe między ludzi
Dobrzy ludzie są na świecie
Gdy tymczasem my zrobimy
Dyplom na Uniwersytecie
- A jeżeli zajdziesz w ciążę
Przez pomyłkę w kalendarzu?
- Damy w prasie ogłoszenie
Kraków powstał nie od razu

Jak będziemy mieli małe
To czy państwo wezmą jedno?
Jak będziemy mieli małe
To czy państwo wezmą jedno?

Jak zaczniemy już pracować
Uzbieramy na mieszkanie
Jeden pokój z ślepą kuchnią
Żeby było jak najtaniej
- A jeżeli zajdziesz w ciążę
Mimo wszystko zajdziesz znowu?
- Trzeba będzie się zakręcić
Trzeba będzie ruszyć głową

Jak będziemy mieli małe
To czy państwo wezmą jedno?
Jak będziemy mieli małe
To czy państwo wezmą jedno?

Miną lata, aż powoli
Osiągniemy pewien standard
Pomyślimy o rodzinie
Będzie włożyć co do garnka
- A jeżeli wtedy w ciążę
Zajść nie będziesz mogła wcale?
- Przyjdą do nas młodzi ludzie
I zadadzą nam pytanie:

Jak będziemy mieli małe,
To czy państwo wezmą jedno?
Odpowiemy: - Doskonale!
Jedno małe to na pewno

787

Odp: Nie żyję byle jak!

No zwiększa się, ale co z tego? Coś za coś. Przy obecnym stanie medycyny jakoś się nie obawiam problemów z zajściem w ciążę. A jeśli chodzi o wady płodu, to znaczną część można wcześnie wykryć. Nie napisałeś niczego odkrywczego. Późne macierzyństwo ma swoje minusy, tak samo jak wczesne. Działaniem bardzo przemyślanym jest rozważenie wszystkich "za" i "przeciw" i wtedy zdecydowanie. Jeśli chodzi o 20-letnie związki i matki, to statystycznie jest duże prawdopodobieństwo, że takie związki rozpadną się po kilku latach. Wiadomo, każdy związek może się rozpaść, ale jeśli już powołujesz się na statystyki i prawdopodobieństwo, no to trzeba rozważyć i to. Ja wolę zaryzykować z tym dłuższym staraniem się o dziecko, niż decydować się na dziecko z mężczyzną, który może okazać się porażką. Akurat odpowiedni ojciec jest dla mnie na pierwszym miejscu priorytetów, gdy mówimy o ciąży. W moim odczuciu byłabym strasznie kiepską matką, jeśli wybrałabym nieodpowiedniego partnera do roli męża i ojca. Najpierw musimy pożyć ze sobą kilka lat, sprawdzić się razem, zobaczyć czy mamy mocny związek, który przetrwa kryzysy itp. A trudno się sprawdzać, gdy prowadzi się mało dorosłe, studenckie życie. Dorabianie sobie na studiach to też coś innego niż pełnowymiarowa praca, kupno mieszkania, kredyty itd. Także co kto lubi. W każdym wieku czymś się ryzykuje, zależy jakie mamy priorytety.

788

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

No zwiększa się, ale co z tego? Coś za coś. Przy obecnym stanie medycyny jakoś się nie obawiam problemów z zajściem w ciążę.

Niestety ale wiele par, które od lat starają się bezskutecznie o dziecko powiedziałoby co innego. Wiesz, to tak jakby palacz uzasadniał palenie tym, że przy dzisiejszym stanie medycyny rak mu niestraszny. My zaczęliśmy się starać o dziecko kiedy żona miała 26 czy 27 lat i nagle się okazało, że guzik dziecka jak nie było tak nie ma. Leczenie trwało i wcale nie było obojętne dla żony. A to był dość prosty przypadek. W wielu innych trwa do latami i kosztuje naprawdę nie małe pieniądze. No ale fakt, można sobie odłożyć pieniądze na to leczenie...

cslady napisał/a:

A jeśli chodzi o wady płodu, to znaczną część można wcześnie wykryć.

Czyżbym wyczuwał nutkę filozofii - jak będzie felerne, to się skasuje i zrobi nowe...?

789

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Niestety ale wiele par, które od lat starają się bezskutecznie o dziecko powiedziałoby co innego. Wiesz, to tak jakby palacz uzasadniał palenie tym, że przy dzisiejszym stanie medycyny rak mu niestraszny. My zaczęliśmy się starać o dziecko kiedy żona miała 26 czy 27 lat i nagle się okazało, że guzik dziecka jak nie było tak nie ma. Leczenie trwało i wcale nie było obojętne dla żony. A to był dość prosty przypadek. W wielu innych trwa do latami i kosztuje naprawdę nie małe pieniądze. No ale fakt, można sobie odłożyć pieniądze na to leczenie...

Tak jak mówiłam, to kwestia priorytetów. Wolę zaryzykować tym, że wcale nie będę mieć dziecka niż tym, że zrobię je sobie z nieodpowiednim człowiekiem. Jeśli ktoś ma ogromnego bzika na punkcie dzieci, to pewnie będzie wolał odwrotne szanse. Gdybym nie mogła mieć dziecka, to na pewno bym to ciężko odchorowała, ale brak dziecka nie sprawiłby, że byłabym nieszczęśliwa. Pieniądze dla mnie nie grają roli, co też uwzględniłam, gdy rozważałam wszystkie "za" i "przeciw". Wiem, że leczenie nie jest obojętne dla kobiety i to również akceptuję. Nadal jednak to dla mnie dużo lepsza perspektywa niż wczesne macierzyństwo. Zresztą wszystkie Twoje argumenty padają, gdy kobieta zwyczajnie nie jest gotowa na dziecko mając te dwadzieścia kilka lat. Procesu dojrzewania do decyzji nie przyspieszysz na zawołanie, a zrobienie sobie dziecka na zapas mimo braku gotowości byłoby ciężkim idiotyzmem.

Snake napisał/a:

Czyżbym wyczuwał nutkę filozofii - jak będzie felerne, to się skasuje i zrobi nowe...?

Moje podejście nie jest żadną tajemnicą, bo już o tym pisałam. Tak, usunęłabym ciążę, gdyby dziecko miało urodzić się niepełnosprawne umysłowo albo gdyby miało cierpieć po porodzie.

790

Odp: Nie żyję byle jak!

A w czym dziecko niepełnosprawne umysłowo jest gorsze od dziecka niesłyszącego? Moje dziecko jest niepełnosprawne umysłowo, trójka dzieci kolegi jest niesłysząca od urodzenia. Normalne dzieci.
Poza tym musiałabyś to robić nielegalnie, bo w Polsce można otrzymać w teorii zgodę na aborcję dziecka z ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniem płodu lub chorobą, która i tak jest śmiertelna. Nikt legalnie nie podjąłby się więc aborcji dziecka z całym szeregiem upośledzeń umysłowych czy np. dziecka o którym będzie wiadomo, że będzie głuche. A już za chwilę praktycznie żadna aborcja nie będzie w Polsce legalna...

791 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-25 14:10:50)

Odp: Nie żyję byle jak!

A dlaczego zakładasz, że zrobiłabym aborcję w Polsce? Przecież to żaden problem zrobić ją w kraju, gdzie jest legalna. Nie chciałoby mi się ryzykować zdrowia dla nielegalnej aborcji. Jeśli już, to zrobiłabym ją w normalnym szpitalu albo w prywatnej klinice.

Nie twierdzę, że któreś dzieci są lepsze lub gorsze. I nie miałam na myśli niesłyszenia, tylko np. zespół Downa. Nie chodzi mi o pieniądze wydawane na późniejsze leczenie, bo to nie gra roli. Nie chodzi też o mój czas, bo kochałabym swoje dziecko, a dla osób, które kocham bez wahania mogłabym rzucić pracę i się nimi zajmować. Nawet nie odbierałabym tego jako poświęcania się. Nie jestem za tym, żeby kobiety usuwały takie ciąże, żeby tym dzieciom nie pomagać itp. Sama pomagam, sama się zajmowałam. Rozumiem dlaczego ludzie mówią, że te dzieci są wyjątkowe. Co nie zmienia faktu, że nie chciałabym, by moje dziecko żyło w ten sposób. Nie uważam aborcji za grzech, ani coś niemoralnego. Nawet już średnio mnie obchodzi jakie będzie to prawo w Polsce. Jeśli większość chce całkowitego zakazu, to niech sobie ma. Jednak o swojej rodzinie i swoim ciele będę decydowała sama. Nikomu nic do tego.

792

Odp: Nie żyję byle jak!

ale wiesz cslady, ze wady genetyczne takie jak Zespol Downa mozna wykryc dopiero miedzy 11 a 14 tygodniem zycia plodu? To juz nie jest zygota, to maly czlowieczek.

Ja sama wahalam sie przy pierwszej ciazy, bo bylam sama i nie do konca pewna czy chce i czy sobie poradze. Juz nawet do odpowiedniej kliniki sie wybralam celem umowienia sie na zabieg. To byl 11-12 tydzien. W poczekalni zobaczylam taki plakat z obrazkami pokazujacymi etapy rozwoju plodu i dziecka. Spojrzalam na obrazek z 11-12 tygodnia i wyszlam z kliniki. Po drodze wstapilam na bazarek i kupilam pierwszy komplet spioszkow, kaftanikow i podobnej odziezy. Potem pokazalam mamie i powiedzialam, ze decyzja zapadla nieodwolalnie. Dzis z tej decyzji mam super 21 letniego syna:). A tak niewiele brakowalo.

Wiec usuniecie plodu 14 tygodniowego to spore wyzwanie, przynajmniej dla mnie by bylo.

793 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-25 14:39:46)

Odp: Nie żyję byle jak!

Hej!

No nie zgodzę się. Ja uważam aborcje za coś całkiem normalnego. Z czym można przejść do porządku dziennego.
Znów z wpadką nigdy bym sobie nie poradziła to by mnie zabiło.

Wiecie jak ja się panicznie bałam i boję takiej niechcianej ciąży. Sama myśl mnie przeraża. Ja w ogóle pierwszy seks to dopiero po zaręczynach, jak już myślałam o dziecku. Ale właśnie mój problem to, że nei potrafiłam w ogóle czerpać przyjemności z seksu, bo cały czas byłam spięta i przerażona, wizją wpadki. Sama myśl o tym była jak kubeł lodowatej wody. Seks nie był dla mnie przyjemnością tylko chwilą zapomnienia która Ci może zniszczyć życie.
Bardzo długo to zajęło zanim się wyleczyłam i zaczęłam czerpać jakąś przyjemność z seksu.
Cierpiałam z powodu ciąży urojonej. Myślałam i wymyślam różne opcje co by było gdyby....ewentualnie... dziś się zastanawiam po co? Aż tak się bałam...
Ale powiem Wam do seksu potrzeba odpowiedzialnego partnera, wyrozumiałego i liberalnego w tych sprawach. Ja mojego smęciłam pytaniem a co gdybyśmy wpadli: i cieszy mnie odpowiedz. Stać nas, znaczy na aborcję w jakiejś zagranicznej klinice. Cenie sobie odpowiedzialność. Oczywiście najwyższe standardy, żeby nigdy do tego nie dopuścić obowiązują.

794 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-25 14:49:44)

Odp: Nie żyję byle jak!

Mussuka, wiem, ale teraz myślę, że i tak bym usunęła. Co nie oznacza, że będę się tutaj zapierać rękami i nogami, bo mogłoby być właśnie jak u Ciebie. Teraz wydaje mi się, że wiem jakbym postąpiła, ale to wszystko weryfikuje czas. Gdybym już miała tę świadomość, że jestem w ciąży i że dziecko może być chore, to może inaczej spojrzałabym na temat, nie twierdzę że nie. Poza tym z biegiem czasu zmieniamy swoje zdanie na różne tematy (przynajmniej ja jestem jeszcze na takim etapie), więc może za te 3-4 lata nawet nie rozważałabym usunięcia ciąży.

Tak czy inaczej, nie podjęłabym tej decyzji w 5 minut. Zależy jaką wadę miałby płód, wtedy starałabym się więcej dowiedzieć o takich dzieciach, wybrałabym się w odpowiednie miejsca, zobaczyła jak to wygląda w realnym życiu i czy mój strach nie jest wyolbrzymiony. Sądzę, że dobrze jest mieć taką wiedzę przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji.

795

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Hej!

No nie zgodzę się. Ja uważam aborcje za coś całkiem normalnego. Z czym można przejść do porządku dziennego.

No wiesz, kazdy ma inna wrazliwosc, dla mnie aborcja to nie jest upieczenie kurczaka na obiad. Chociaz jej nie wykluczam, jesli jest konieczna.

Ludmiłaa napisał/a:

Znów z wpadką nigdy bym sobie nie poradziła to by mnie zabiło.

No patrz, a niektorych wzmacnia:)

Ludmiłaa napisał/a:

Wiecie jak ja się panicznie bałam i boję takiej niechcianej ciąży. Sama myśl mnie przeraża.

No u Ciebie, to juz chyba i tak juz po jablkach?:)

796

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Mussuka, wiem, ale teraz myślę, że i tak bym usunęła. Co nie oznacza, że będę się tutaj zapierać rękami i nogami, bo mogłoby być właśnie jak u Ciebie. Teraz wydaje mi się, że wiem jakbym postąpiła, ale to wszystko weryfikuje czas. Gdybym już miała tę świadomość, że jestem w ciąży i że dziecko może być chore, to może inaczej spojrzałabym na temat, nie twierdzę że nie. Poza tym z biegiem czasu zmieniamy swoje zdanie na różne tematy (przynajmniej ja jestem jeszcze na takim etapie), więc może za te 3-4 lata nawet nie rozważałabym usunięcia ciąży.

No wlasnie, dywagowac sobie a'konto mozna a co bedzie naprawde, to sie dopiero w zaistnialej sytuacji okazuje:) Obys jednak nie ,musiala miec takich dylematow:)

797 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-25 15:01:24)

Odp: Nie żyję byle jak!

Dywagacje nie są moim zdaniem niczym złym, bo pozwalają uporządkować sobie własny światopogląd. Jednak trzeba mieć też świadomość, że w podbramkowej sytuacji możemy zachować się zupełnie inaczej. Dobrze jest mieć przemyślane takie sprawy, choćby po to, by w razie czego nie być "zielonym" i nie wpaść w kompletną panikę pt. "co tu robić?". Wtedy dużo łatwiej podjąć złą decyzję. Chociaż jeśli zbyt ściśle i bezrefleksyjnie trzyma się własnych przekonań sprzed kilku lat, to też niedobrze. Osobiście mam swoje zdanie na takie tematy, ale jeśli mnie to spotka, to swój pogląd "przepuszczę" przez to realne doświadczenie i wtedy zobaczymy.

798 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-25 15:08:09)

Odp: Nie żyję byle jak!
Mussuka napisał/a:

No u Ciebie, to juz chyba i tak juz po jablkach?:)

No właśnie nie. Z jednej strony mogę czuć się kobieco, atrakcyjnie. Z drugiej wiadomo ,,to ryzyko'' ten strach gdzieś tam jest.
Ostatnio się naprawdę się zadziwiłam spotkałam znajomą ze 3 lata starsza ode mnie ma 5 dzieci. Patrzę w galerii handlowej a ona takiego dwulatka prowadzi. Pytam a to kto? A ona, ze to jej najmłodsza niespodzianka. I jaka szczęśliwa mi opowiada.....
Chociaż lekarza mi powiedział, że w moim przypadku to nawet bym nie utrzymała ciąży. Ja  jak się mam długotrwały stres to mam straszne bóle brzucha, więc u mnie nerwy są powodem wielu chorób. Lekarz to mówi pani wygląd na osobę zazwyczaj  zestresowaną.
Ale ja się przejmuje wieloma rzeczami. Ja lubię mieć stabilne uporządkowane życie. Więc każde rewolucje i niespodzianki są dla mnie niewskazane.

799 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-25 15:41:05)

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

A w czym dziecko niepełnosprawne umysłowo jest gorsze od dziecka niesłyszącego? Moje dziecko jest niepełnosprawne umysłowo, trójka dzieci kolegi jest niesłysząca od urodzenia. Normalne dzieci.
Poza tym musiałabyś to robić nielegalnie, bo w Polsce można otrzymać w teorii zgodę na aborcję dziecka z ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniem płodu lub chorobą, która i tak jest śmiertelna. Nikt legalnie nie podjąłby się więc aborcji dziecka z całym szeregiem upośledzeń umysłowych czy np. dziecka o którym będzie wiadomo, że będzie głuche. A już za chwilę praktycznie żadna aborcja nie będzie w Polsce legalna...


A paszportu i dowodu nie posiadam, 500 euro tez nie zeby udac sie do mojego ulubionego kraju - naszego zachodniego sasiada?
Wiesz ile trwa podroz do Pragi? Dzisiaj sobie jade - 5 godzin chyba. Jade w celach wypoczynkowych, ale "jakby co" to tyle samo trwaloby to w celach "zabiegowych".
Mamy Czechy, mamy Niemcy, Slowacja chyna tez, mamy Anglie, mamy wieeeeleee innych krajow. Nikt mi nie udowodni po co jade. Wsiadam w auto i jade, i wsio. A do Berlina mam blizej niz do Wawy. Do Pragi chyba podobnie. Wielkie mi halo, Snake.
Milion plakatow widzialam, Mussuka, nie ruszaja mnie. W moim rodzinnym powiecie nawet takie drastyczne wisialy wieszane przez katotalibow i robia na mnie takie samo wrazenie jak np. ciecie reki na Harrym Potterze. Tylko tyle ze nie lubie widoku krwi.

Niech sobie w Polsce uchwalaja co chca. Nie rusza mnie to. Mam blisko do Niemiec. Jakos lepsza za te sama cene. Aborcja to tylko 2 tysiace. 1/7 stypendium ministra. 3 x stypendium rektora. Nawet ja jako 22latka moglabym sobie na nia pozwolic na hopsiup, wiele moich kolezanek ktore juz pracuja rowniez, a co dopiero dorosle kobiety. I mozna trafic do lekarza Polaka. Synowa mojego lekarza jest ginekologiem, mieszka w Goerlitz i wlasnie bardzo pomaga Polkom.

Ja sama wolalabym sie nie urodzic niz meczyc cale zycie i patrzec jak inni sa szczesliwi. Nie wiem, mialabym jakas wielka wade i co? Patrzylabym jak inni studiuja, jak ida do pracy, maja sukcesy, maja facetow a ja sama gnilabym na wozku i miala powykrzywiana twarz? Dobrze wiem jaka bylabym nieszczesliwa. No ale jak ktos chce fundowac nieszczescie komus bo ma takie poglady a nie inne to pozostawiam to bez komentarza.

800 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-09-25 15:43:31)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Swoja droga ze studentow ZADNEGO inne kierunku tak bardzo nie cisna w necie jak z nas.
Chamstwo! big_smile

Bo studenci prawa zawsze podkreslaja, ze studiuja prawo, nawet gdy nikt ich o to nie pyta.

801

Odp: Nie żyję byle jak!
Fahkir napisał/a:
kammiś napisał/a:

Swoja droga ze studentow ZADNEGO inne kierunku tak bardzo nie cisna w necie jak z nas.
Chamstwo! big_smile

Bo studenci prawa zawsze podkreslaja, ze studiuja prawo, nawet gdy nikt ich o to nie pyta.

Medycyny rowniez.
Nie widze powodu zeby nie powiedziec co studiuje, jak ktos mnie pyta czym sie zajmuje.

802 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-09-25 16:03:42)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Medycyny rowniez.
Nie widze powodu zeby nie powiedziec co studiuje, jak ktos mnie pyta czym sie zajmuje.

Nie chodzi przeciez o sytuacje, kiedy ktos sie Ciebie pyta, czym sie zajmujesz/co studiujesz. Chodzi o to, ze ludzie cisna ze studentow prawa, bo oni zazwyczaj mowia co studiuja, nawet gdy nikt sie ich o to nie pyta (jak w tym kawale).

803

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

A paszportu i dowodu nie posiadam, 500 euro tez nie zeby udac sie do mojego ulubionego kraju - naszego zachodniego sasiada?

Co będziesz sobie robić za granicami naszego pięknego kraju, to mnie zwisa i powiewa. Możesz nawet znaleźć sobie kraj, gdzie jeszcze dodatkowo zmniejszysz swoje koszty przez sprzedaż resztek dziecka i łożyska amatorom spożywania takich specjałów. Naprawdę mnie to ani grzeje ani ziębi. Co najwyżej obejrzę sobie reportaż z kolejnej wyprawy tej laski co jeździ po świecie i poluje na rzadkie zwierzątka. Stać ją, to zabija to na co inni mogą się co najwyżej poślinić. Aktywność rodaków za granicą, to ich sprawa. Jedna laska po pijaku będzie latać po zagranicznym hotelu, a inna się wyskrobie. Niektórzy rodacy jeżdżą sobie za granicę tylko po to żeby mieć szansę powspominania, że strzelili sobie do Ruska. No co kto lubi.

kammiś napisał/a:

Medycyny rowniez

Jako człowiek mający zawodowo do czynienia z absolwentami prawa i medycyny muszę ci powiedzieć, że statystycznie ilość przykrych bęcwałów jest w tych grupach nadreprezentowana...

804

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Moja znajoma zaszła w ciążę na studiach, nie mając mieszkania, męża i pracy, za to mając lat 23.

No to jak ja sie urodzilem, to moj tato mial niecale 20 lat (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■).

805

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Jako człowiek mający zawodowo do czynienia z absolwentami prawa i medycyny muszę ci powiedzieć, że statystycznie ilość przykrych bęcwałów jest w tych grupach nadreprezentowana...

Cóż, statystyka jest nieubłagana. Jeżeli na jednym roku prawa bywa (na jednej uczelni) około tysiąca studentów...

806

Odp: Nie żyję byle jak!

U nas nabijano się ze studentów prawa, gdy chodzili do nas na wykłady (robili je w ramach wykładów ogólnouniwersyteckich). Od razu było widać kto jest z prawa, bo tylko studenci prawa przychodzili na zajęcia w garniturach. Kiedy po coś poszłam na ich wydział, to czułam się jakbym weszła do jakiejś korporacji. big_smile

807

Odp: Nie żyję byle jak!

Bo prawo to masówka i absolutne top 10 jeśli chodzi o brak pracy w branży. No ale to właśnie nie dziwne, bo dlatego że masówka. Osoby ogarnięte potem pracują w zawodzie, ale jest cała masa takich, które na studia poszły  bo prawo, bo prestiż.
PS. Na prawie międzynarodowym publicznym było trudniej, niż na normalnym prawie. Zresztą na stosunkach międzynarodowych też:D

808

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Bo prawo to masówka i absolutne top 10 jeśli chodzi o brak pracy w branży. No ale to właśnie nie dziwne, bo dlatego że masówka. Osoby ogarnięte potem pracują w zawodzie, ale jest cała masa takich, które na studia poszły  bo prawo, bo prestiż.

Przyznam, że z tą pracą dla "ogarniętych" studentów prawa, to chyba jednak jest różnie... Z mojej obserwacji dość jasno wynika, że problemów ze znalezieniem zatrudnienia nie mają jedynie ci z absolwentów prawa (bez względu na ogarnięcie), którzy posiadają bliższych lub dalszych krewnych w tej branży. Oczywiście, że osoby zdolne i pracowite poradzą sobie  i bez nepotyzmu, ale jest im zdecydowanie trudniej zaistnieć w zawodzie. Startu w życie zawodowe dwóch takich absolwentów, nawet nie sposób porównać...

809

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

U nas nabijano się ze studentów prawa, gdy chodzili do nas na wykłady (robili je w ramach wykładów ogólnouniwersyteckich). Od razu było widać kto jest z prawa, bo tylko studenci prawa przychodzili na zajęcia w garniturach. Kiedy po coś poszłam na ich wydział, to czułam się jakbym weszła do jakiejś korporacji. big_smile

Ja pamiętam zaparzyjaźnioną grupę chłopaków z prawa,którzy na piątym roku pytali się mnie jak się wypisuje rewers w bibliotece uniwersyteckiej:)
Miałysmy ich z koleżanką za totalnych matołów,którzy przez pięc lat ani razu nie skorzystali z czytelni i z biblioteki.
Dla mnie to niezrozumiałe,że ktoś taki może przejść sobie przez studia.

810

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Bo prawo to masówka i absolutne top 10 jeśli chodzi o brak pracy w branży. No ale to właśnie nie dziwne, bo dlatego że masówka. Osoby ogarnięte potem pracują w zawodzie, ale jest cała masa takich, które na studia poszły  bo prawo, bo prestiż.

Od jakiegoś czasu rzeczywiście prawo, to masówka. Niemniej jednak stwierdzenie, że stanowią top jeśli chodzi o brak pracy w branży nie jest uprawnione (chyba, że masz na myśli stricte zawód adwokata, sędziego, radcy, notariusza etc.). Zdecydowanie lepiej przy szukaniu pracy legitymować się dyplomem prawniczym niż np. stosunków międzynarodowych wink
W stosunku do kierunków ścisłych, prawo na pewno jest na dalszym miejscu (jeśli chodzi o pracę w branży), ale wśród kierunków humanistycznych - nie.

Martainn napisał/a:

PS. Na prawie międzynarodowym publicznym było trudniej, niż na normalnym prawie. Zresztą na stosunkach międzynarodowych też:D

Na "starych" uniwersytetach prawo międzynarodowe publiczne stanowi jeden z przedmiotów.
Nie zgodzę się, że "normalne" prawo jest łatwiejsze od prawa międzynarodowego, a już na pewno nie od stosunków międzynarodowych wink
Obecnie prawo nie jest trudnym kierunkiem (do studiowania), jednak wśród innych humanistycznych ciągle jednak wymaga więcej pracy.

811 Ostatnio edytowany przez luc (2015-09-26 12:52:47)

Odp: Nie żyję byle jak!
gojka102 napisał/a:

Ja pamiętam zaparzyjaźnioną grupę chłopaków z prawa,którzy na piątym roku pytali się mnie jak się wypisuje rewers w bibliotece uniwersyteckiej:)
Miałysmy ich z koleżanką za totalnych matołów,którzy przez pięc lat ani razu nie skorzystali z czytelni i z biblioteki.
Dla mnie to niezrozumiałe,że ktoś taki może przejść sobie przez studia.

Wydziały prawa mają z reguły własną bibliotekę (często z innymi zasadami wypożyczania książek) i studenci nie muszą korzystać z ogólnouniwersyteckiej.
Matoły mogą się zdarzać na każdym kierunku.

812 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-26 12:56:34)

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja mogę policzyć na palcach jednej ręki ile razy musiałam wypisać rewers na studiach. Chodziłam do czytelni, to fakt, ale nie wypożyczałam z niej niczego do domu, tylko robiłam sobie skany. A jeśli chodzi o standardowe wypożyczanie, to zamawiałam elektronicznie. Także nie dziwi mnie, że ktoś pierwszy raz się z tym zetknął, chociaż nieumiejętność wypełnienia to inna sprawa, bo jak dla mnie nie ma w tym żadnej filozofii - wszystko jest napisane.

813 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-26 13:04:10)

Odp: Nie żyję byle jak!

Luc ja piszę z osobistego doświadczenia studiowania tych kierunków. Prawo było najprostsze. Stosunki były trudniejsze. Na tej samej uczelni studiowane. W międzyczasie koleżanka studiowała też drugi kierunek a mianowicie filologię germańską i mówiła że jest znacznie trudniej. Ale może dlatego że ja szybko zapamiętuję to nie miałem żadnych problemów. Rankingu sobie nie wymyśliłem to nie moje zdanie a konkretne dane i odnoszą się do zawodu prawnika, radcy itd. Prawo niestety nawet przez mnisw jest uważane za kierunek mało przyszłościowy.
http://i.iplsc.com/bezrobocie-w-polsce-po-wybranych-kierunkach-studiow/0002UL1QEV66FMUF-C122-F4.jpg

814

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

chociaż nieumiejętność wypełnienia to inna sprawa, bo jak dla mnie nie ma w tym żadnej filozofii - wszystko jest napisane.

Spróbowałabyś wypożyczyć w Bibliotece Jagiellońskiej. To dopiero wyższa szkoła jazdy wink

815

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Luc ja piszę z osobistego doświadczenia studiowania tych kierunków. Prawo było najprostsze. Stosunki były trudniejsze. Na tej samej uczelni studiowane.

Martainn - nie wiem gdzie studiowałeś. Być może to specyfika uczelni wink
Stosunki międzynarodowe są przyjemnym kierunkiem, ale mało wymagającym. Dla przeciętnie inteligentnego człowieka do skończenia bez problemu.
Z przyjemnością sobie podczytywałam książki z tego kierunku od syna mojego znajomego.

Martainn napisał/a:

Rankingu sobie nie wymyśliłem to nie moje zdanie a konkretne dane i odnoszą się do zawodu prawnika, radcy itd. Prawo niestety nawet przez mnisw jest uważane za kierunek mało przyszłościowy.

Wiesz, ja do wszelakich rankingów podchodzę z dużą rezerwą, a już na pewno do rankingów ministerialnych wink
Tak jak wspomniałam - jeżeli chodzi o zawód adwokata, radcy, sędziego etc., to się zgodzę. Niewielu absolwentów prawa znajdzie się na tym rynku.

816

Odp: Nie żyję byle jak!

Tak stosunki były przyjemne ale na mojej specjalności były straszne kosy na prawie dyplomatycznym i konsularnym czy np. Prawie traktatów. Strasznie dużo poprawek.

817

Odp: Nie żyję byle jak!

Martainn wykres, który wkleiłeś świadczy właśnie o czymś przeciwnym (jeśli chodzi o kierunki humanistyczne, bo jednak nie sposób porównywać z kierunkami ścisłymi).
Dziwi mnie natomiast tak wysoka stopa bezrobocia wśród informatyków - co świadczy o małej wiarygodności tych danych.

818 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-26 13:19:00)

Odp: Nie żyję byle jak!

A mnie nie dziwi. A dlaczego? Z prostego powodu. Jest informatyka np. na wydziale matematyki na uniwerku. Ten kierunek nie daje w zasadzie niczego. Jest kierunek programowanie gdzie bezrobocie jest bardzo niskie. Właśnie znajomi programiści się śmieją że tzw. Informatycy to świetni teoretycy a firmy potrzebują programistów praktyków. Kierunek informatyka też jest  na liście mało.przyszłości owych. Programowanie nie.

819

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Tak stosunki były przyjemne ale na mojej specjalności były straszne kosy na prawie dyplomatycznym i konsularnym czy np. Prawie traktatów. Strasznie dużo poprawek.

Porównaj sobie to z ilością ciężkich egzaminów na prawie wink
Żeby nie było - nie uważam, że studiowanie prawa jest czymś trudnym. Mój syn (studiuje ścisły kierunek) spotyka się na lektoracie ze studentami prawa. Sami sobie porównują jakość kształcenia, zaangażowanie studentów, ilość koniecznej pracy. Nie ma porównania.
Dawno też ten kierunek przestał być elitarny.
Jednak patrząc pod kątem przyszłej pracy, lepsze prawo od całej masy kierunków (humanistycznych) przyjemnych acz mało perspektywicznych.

820

Odp: Nie żyję byle jak!

Ponoć Japonia ma zamiar wygasić w ogóle.studia humanistyczne.

821

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

A mnie nie dziwi. A dlaczego? Z prostego powodu. Jest informatyka np. na wydziale matematyki na uniwerku. Ten kierunek nie daje w zasadzie niczego. Jest kierunek programowanie gdzie bezrobocie jest bardzo niskie. Właśnie znajomi programiści się śmieją że tzw. Informatycy to świetni teoretycy a firmy potrzebują programistów praktyków. Kierunek informatyka też jest  na liście mało.przyszłości owych. Programowanie nie.

Na tych wydziałach informatyki gdzie studenci nie uczą się programowania, to się zgodzę. Niemniej takich wydziałów jest niewiele. Na większości (nie mam dokładnych danych) jednak programowanie jest.
Informatycy będą jeszcze długo (może zawsze dopóki świat będzie się rozwijał) wśród najbardziej pożądanych zawodów.
Nie znam ani jednego absolwenta informatyki (bez względu na to gdzie ją kończył), który miałby problem ze znalezieniem pracy.

822 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-26 13:49:23)

Odp: Nie żyję byle jak!

Są "informatycy" i "informatycy". Chociaż programiści raczej nie mówią o sobie "informatycy", bo to kojarzy się z takim panem, który naprawia komputery w szkołach. Mój partner kończył informatykę na Politechnice Warszawskiej i sam przyznał, że jego praca programisty po studiach niewiele miała wspólnego z wiedzą nabytą na studiach (a uczyli go programowania). Oczywiście studia dają jakieś podstawy, ale to nie jest coś, czego bardzo trudno nauczyć się samemu. Jest mnóstwo programistów po humanistycznych kierunkach. Jeśli ktoś idzie na informatykę, bo myśli, że tam się wszystkiego nauczy i potem będzie zarabiał 10 tys. na rękę, to jest w błędzie. To wymaga dużo praktyki i ciągłego uczenia się... samemu. Informatycy nie są pożądani, programiści tak. Też znam wielu bezrobotnych informatyków, ale problem tkwi w nich, a nie w uczelniach. Sama uczę się teraz programowania i nie jest to takie trudne jak myślałam. Tzn. wymaga dużo czasu, zwłaszcza na początku, ale to jak każdy język (ja to właśnie tak traktuję). Jeśli ktoś skończy filologię, to też za mało, by kosić mnóstwo kasy jako tłumacz. Z informatyką i programistami jest podobnie. Studia dają szansę na rozwój, ale to nie jest zawodówka i nie przygotowuje tak ściśle do wykonywania określonego zawodu.

823

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Są "informatycy" i "informatycy". Chociaż programiści raczej nie mówią o sobie "informatycy", bo to kojarzy się z takim panem, który naprawia komputery w szkołach. Mój partner kończył informatykę na Politechnice Warszawskiej i sam przyznał, że jego praca programisty po studiach niewiele miała wspólnego z wiedzą nabytą na studiach (a uczyli go programowania). Oczywiście studia dają jakieś podstawy, ale to nie jest coś, czego bardzo trudno nauczyć się samemu. Jest mnóstwo programistów po humanistycznych kierunkach. Jeśli ktoś idzie na informatykę, bo myśli, że tam się wszystkiego nauczy i potem będzie zarabiał 10 tys. na rękę, to jest w błędzie. To wymaga dużo praktyki i ciągłego uczenia się... samemu. Informatycy nie są pożądani, programiści tak. Też znam wielu bezrobotnych informatyków, ale problem tkwi w nich, a nie w uczelniach.

Oczywiście, że jest racja, że trzeba się też uczyć praktycznie, a to nie na każdej uczelni jest na dobrym poziomie. Najlepiej jak wtedy student uczy się dodatkowo sam - w praktyce.

I programiści i informatycy są pożądani.
Informatycy zajmują się np. administrowaniem sieciami komputerowymi, kwestiami związanymi z bazami danych, etc.
Dobrzy informatycy są poszukiwani w Polsce, a na świecie wręcz rozchwytywani. Ale właśnie - dobrzy.

824 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-26 14:16:28)

Odp: Nie żyję byle jak!

No tak, ja mówiąc o "informatyku" mam na myśli osobę, która po prostu skończyła sobie te studia i nie jest w niczym wyspecjalizowana. Czyli właściwie nie umie tak konkretnie niczego. Ma jedynie jakąś tam wiedzę ogólną. Bo nawet w ogłoszeniach o pracę nie widuję stanowiska "informatyk" (właśnie poza jakimiś mało ambitnymi posadami), tylko są ściśle określone specjalistyczne stanowiska oraz umiejętności, które trzeba posiadać. Dlatego właśnie sam kierunek nie jest jakiś super wyjątkowy, żeby każdy dostawał pracę. On po prostu daje spore możliwości. Tak samo kierunki humanistyczne nie są beznadziejne. Na nie idą niewłaściwi ludzie, którzy oczekują lekkich studiów i zawodu (buhahaha). A jeśli ktoś naprawdę czymś się interesuje, to nie widziałam takiej osoby na bezrobociu. Sama mogłabym sobie znaleźć pracę jako krytyk teatralny czy antropolog i to byłaby kwestia 1-2 miesięcy szukania. Może nawet mniej. Tylko mało bym zarabiała w porównaniu do tego, co robię teraz, więc dla mnie odpada na razie.

825

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

No tak, ja mówiąc o "informatyku" mam na myśli osobę, która po prostu skończyła sobie te studia i nie jest w niczym wyspecjalizowana. Czyli właściwie nie umie tak konkretnie niczego. Ma jedynie jakąś tam wiedzę ogólną.

W gruncie rzeczy, to można powiedzieć o prawie każdych studiach, a na pewno o dużej ich części.
Po prawie też w większości "wychodzą" absolwenci mający nawet czasem dużą wiedzę teoretyczną, ale z praktyką kiepsko.

826

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:

W gruncie rzeczy, to można powiedzieć o prawie każdych studiach, a na pewno o dużej ich części.
Po prawie też w większości "wychodzą" absolwenci mający nawet czasem dużą wiedzę teoretyczną, ale z praktyką kiepsko.

Tak, właśnie tak myślę o większości kierunków. Dlatego według mnie są trochę bez sensu te wszystkie statystyki z rzekomo przyszłościowymi i nieprzyszłościowymi kierunkami. Jeśli ktoś tylko tym się kieruje wybierając studia, to też nie wróżę mu świetlanej przyszłości. Lepiej "kończą" osoby, które mają pomysł na siebie i robią dużo dodatkowo, niezależnie jaki kierunek kończą.

827

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:
gojka102 napisał/a:

Ja pamiętam zaparzyjaźnioną grupę chłopaków z prawa,którzy na piątym roku pytali się mnie jak się wypisuje rewers w bibliotece uniwersyteckiej:)
Miałysmy ich z koleżanką za totalnych matołów,którzy przez pięc lat ani razu nie skorzystali z czytelni i z biblioteki.
Dla mnie to niezrozumiałe,że ktoś taki może przejść sobie przez studia.

Wydziały prawa mają z reguły własną bibliotekę (często z innymi zasadami wypożyczania książek) i studenci nie muszą korzystać z ogólnouniwersyteckiej.
Matoły mogą się zdarzać na każdym kierunku.

Na moim uniwerku kiedy studiowałam nie miał.

828

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Ja mogę policzyć na palcach jednej ręki ile razy musiałam wypisać rewers na studiach. Chodziłam do czytelni, to fakt, ale nie wypożyczałam z niej niczego do domu, tylko robiłam sobie skany. A jeśli chodzi o standardowe wypożyczanie, to zamawiałam elektronicznie. Także nie dziwi mnie, że ktoś pierwszy raz się z tym zetknął, chociaż nieumiejętność wypełnienia to inna sprawa, bo jak dla mnie nie ma w tym żadnej filozofii - wszystko jest napisane.

Ja studiowałam w czasach gdy internet raczkował a skanerów w bibliotece nie mieli:)O elektronicznym zamawianiu nikt nie słyszał:)
I piszę o prawnikach,którzy studiowali ze mną równolegle.

829

Odp: Nie żyję byle jak!
gojka102 napisał/a:

Ja studiowałam w czasach gdy internet raczkował a skanerów w bibliotece nie mieli:)O elektronicznym zamawianiu nikt nie słyszał:)
I piszę o prawnikach,którzy studiowali ze mną równolegle.

To konkluzja może być taka: kiepski uniwersytet lub tylko wydział wink
Zwłaszcza w "tamtych" czasach, bowiem na innych uniwersytetach (w tamtych czasach), studia prawnicze były ciężkie. Matoły (o ile udało im się dostać)wylatywały na pierwszym roku.

830 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2015-09-26 22:22:46)

Odp: Nie żyję byle jak!

Uniwerek chyba nie najgorszy.Wybierałam go patrząc pod kątem kierunków,które wybrałam.O tym jaki był wydział prawa nie wiedziałam bo mnie to nie obchodziło.

831

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Sama uczę się teraz programowania i nie jest to takie trudne jak myślałam. Tzn. wymaga dużo czasu, zwłaszcza na początku, ale to jak każdy język (ja to właśnie tak traktuję).

Z ciekawości - czego się uczysz teraz? z czego korzystasz ? Też działam w tym kierunku.

832 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-26 23:29:09)

Odp: Nie żyję byle jak!
De Kold napisał/a:

Z ciekawości - czego się uczysz teraz? z czego korzystasz ? Też działam w tym kierunku.

Ja raczej takich podstaw się uczę, nie mam ambicji, by zostać programistką. Zatrudniam ludzi, którzy klepią dla mnie kody, ale chcę się nauczyć podstaw po to, by lepiej rozumieć ograniczenia oraz możliwości danego projektu. Doskonalę HTMLa, CSSa, JavaScript, Pythona, no i trochę Javy zdążyłam liznąć. Do uczenia się wykorzystuję głównie strony internetowe i książki, które mam w domu. Ściągam też sobie różne ebooki. Kilka razy próbowałam kursów internetowych. Raczej trudno byłoby mi coś polecić, bo z każdego źródła biorę sobie kilka rzeczy, ale nie znalazłam niczego idealnego do nauki. No i nieoceniona jest rola mojego narzeczonego, bo to głównie on mnie tego uczy. Jego koledzy też pomagają, także zwykle wolę czerpać wiedzę od nich (lepiej mi się wtedy uczy), a książki, strony internetowe i kursy traktuję jedynie jako uzupełnienie. Oni dają mi jakieś takie bardzo łatwe rzeczy, które mogę dla nich zrobić i dzięki temu mam na czym ćwiczyć. Kiedyś widziałam fajne darmowe kursy na coursera.org, ale nie wiem czy są jeszcze dostępne. Zależy też od poziomu z którego się zaczyna. Ja szukałam raczej czegoś w stylu "Python dla zielonych" (był kurs o mniej więcej takim tytule). big_smile

833

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:

Dobrzy informatycy są poszukiwani w Polsce, a na świecie wręcz rozchwytywani. Ale właśnie - dobrzy.

a może dotyczy to wszystkich kierunków wink
zawsze ci Dobrzy znajda pracę

834 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-09-27 20:59:13)

Odp: Nie żyję byle jak!

Kamis piszesz     ,,Ja sama wolalabym sie nie urodzic niz meczyc cale zycie i patrzec jak inni sa szczesliwi. Nie wiem, mialabym jakas wielka wade i co? Patrzylabym jak inni studiuja, jak ida do pracy, maja sukcesy, maja facetow a ja sama gnilabym na wozku i miala powykrzywiana twarz? Dobrze wiem jaka bylabym nieszczesliwa. No ale jak ktos chce fundowac nieszczescie komus bo ma takie poglady a nie inne to pozostawiam to bez komentarza.,,

Przykro mi ale masz wielką wade i co  z tego? zyjesz
na szczescie nie masz i nie będziesz miec dzieci. Wydaje mi sie ze mniejszym nieszczęściem jest miec wykrzywiona twarz niz byc emocjonalna  kaleką.
Nie sądzę zeby poglądy na temat aborcji byly czyms czym mozna sie chwalic. Zaden to postęp ani nowoczesnośc.

Dopuszczam sytuacje gdy ktos usuwa ciaze gdy ma powazne powody. Mussuka ci pisala o swojej sytuacji a ty ja potraktowałas obcesowo. Snake pisal o swoim dziecku. Zastanów sie czasem czy swoimi wpisami nie obrażasz innych ludzi i to sporą grupę.
Tak robią inteligentni ludzie.

835 Ostatnio edytowany przez niki71 (2015-09-27 21:15:29)

Odp: Nie żyję byle jak!

Mariola bo zaraz wyskoczy adwokat Ludmiła i cię zjedzie  że tu piszesz coś o kammiś.
Ja tam uważam że to bardzo dobrze że niektórzy dzieci nie chcą mieć.
Inteligentni ludzie nie obrażają innych, nie wciskają innym swoich poglądów.Nie obnoszą się ze swoją pozycją,wykształceniem.I to na każdym kroku.
Żeby mieć klasę wcale nie trzeba mieć  nie wiadomo jakiego wykształcenia.Z tym się człowiek rodzi albo nie.
Tak samo z aborcją.To delikatna sprawa i każdy powinien sam to rozważyć.
No dobrze:jakby kammiś jakoś tam wpadła to weżmie to 2 tys.pojedzie ,wyskrobie się.
Ale po co o tym tu trąbić i chwalić się że  ona by to zrobiła.
To tak samo niesmaczne jak przeciwnicy aborcji wciskają komuś o nienarodzonych dzieciątkach i td.

836

Odp: Nie żyję byle jak!

mi chodzilo o to chwalenie sie aborcja
zadnego powodu do chwalenia sie tu nie ma

jesli ktos nie chce miec dzieci to tez jego sprawa
jesli ktos ma dziecko chore niepełnosprawne to zasluguje na szacunek ze daje rade,

malo mnie obchodzi co napisze Ludmila,

837

Odp: Nie żyję byle jak!

Ale niektórzy uważają że chwalenie się aborcją jest tak samo cool  jak  studia prawnicze.

838

Odp: Nie żyję byle jak!

Pijecie jakieś fajne, porządne kawy? Czy już takie gotowe, zmielone z supermarketu? Niestety (lub stety) zasmakowała mi dobra kawa z kawiarki i chyba picie jej stanie się częścią mojego porannego rytuału. Nakupowałam sobie takich opakowań po 50 g świeżo palonych ziaren i teraz będę szukać mojego ulubionego smaku. Może polecacie jakąś kawę?

839

Odp: Nie żyję byle jak!

Z mielonych dobra jest Astra łagodna dla żołądka. Można też kupić wersję w ziarnach espresso i delikatna. Dobra jest i faktycznie nie drażni żołądka. Ostatnio piję Dallmayr Prodomo i jest świetna. Łagodna i mocna zarazem. Oczywiście mielę bezpośrednio przed przygotowaniem. Ale mistrzostwem była kawa kolumbijska Juan Valdez, ale dawno jej nie widziałem w PL.

840

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja kupuje włoskie ziarniste.Moje ulubione to Lavazza Gran Aroma Bar,Pellini La Crema Del Caffe.Ekaf Gran Aroma.
Marcin spróbuj Dallmayr Ethiopia-nie umywa się do nie pro domo:)

841

Odp: Nie żyję byle jak!

Hej.
Mam pytanie. Dziewczyny, co kupujcie dla facetów na dzień chłopaka?
A Wy panowie co chcielibyście dostać?
Ja kupiłam kartę podarunkową na 200zł do sklepu Hobby4Men. Myślę, że się spodoba. Mój to często kupuje różne rzeczy tam.
Chyba dobry pomysł?! Ja nie wiem bardzo co, więc niech sobie sam wybierze.

842

Odp: Nie żyję byle jak!

Przyznam,że dla mnie dzień chłopaka jest dla...dzieci,tudzież nastolatków lub młodzieży.
Twój facet nie jest chłopakiem-jest mężczyzną.

Co prawda mój mąż jakieś tam foszki swego czasu stroił jak olałam "uroczystość" więc zwyczajowo dostaje coś bardzo bardzo symbolicznego-dobre czekoladki.
A jutro zaproszę go na kolację.Ale bardziej z tego powodu,że mam ochotę niż,że jest dzień chłopaka.
Nie przywiązuję wagi to tego dnia.

843 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-29 11:31:43)

Odp: Nie żyję byle jak!
gojka102 napisał/a:

Nie przywiązuję wagi to tego dnia.

ja ani do tego ani do dnia kobiet ani walentynek. Jedyne Dni Kogos jakie obchodze czy pamietam to Dzien Babci, Dziadka, Mamy, Taty i Dziecka:) Oraz Mikolajki.I tak tych swiat juz wystarczy. Urodziny i imieniny (te drugie tylko w przypadku rodzicow) tez swietujemy.

A z kaw najbardziej nam podpasowala Robert Paulig Espresso Originale, juz zmielona, bo ekspress mamy taki cisnieniowy na kawe zmielona. Taka kawa z rana jest jak smietana. Szczegolnie kiedy moj ukochany podaje ja z buziakiem do lozka:)

844

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Hej.
Mam pytanie. Dziewczyny, co kupujcie dla facetów na dzień chłopaka?
A Wy panowie co chcielibyście dostać?
Ja kupiłam kartę podarunkową na 200zł do sklepu Hobby4Men. Myślę, że się spodoba. Mój to często kupuje różne rzeczy tam.
Chyba dobry pomysł?! Ja nie wiem bardzo co, więc niech sobie sam wybierze.

He he takie dylematy co kupić to ma moja córka w gimnazjum smile
Sorry, że się wtrąciłam w wątek smile

845

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja też niczego nie kupuję, bo mam w domu mężczyznę, a nie chłopaka. big_smile Gdyby on tego chciał, to obchodziłabym z nim ten dzień, ale oburza się na sam pomysł. Ja coś tam zawsze dostaję na dzień kobiet, ale to głównie dlatego, że partner kupuje prezenty swojej mamie, siostrze i mojej mamie, jeśli akurat się widzimy.

Posty [ 781 do 845 z 972 ]

Strony Poprzednia 1 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024