Ja może wcześniej nie byłam specjalnie rozrywkowa, bo w wieku dwudziestu kilku lat ciągle siedziałam nad książkami, a moje życie towarzyskie nie istniało. Wtedy perspektywa ciąży mnie przerażała. Nie twierdzę, że moje podejście było słuszne, bo jeśli żyje się jak pustelnik, to trudno poznać jakiegoś mężczyznę z którym ewentualnie założyłoby się rodzinę przed 30-stką. Szczęśliwy związek trafił mi się trochę jak ślepej kurze ziarno. Czasami aż mnie ciarki przechodzą, gdy pomyślę, że "zmarnowałam" tyle czasu, bo patrząc z perspektywy to był dla mnie błąd, że skupiałam się tylko i wyłącznie na nauce. Tzn. mówię tylko o sobie, bo niektórych takie skupienie właśnie uszczęśliwia. Ja wtedy sama siebie za bardzo nie znałam i niezbyt wiedziałam co jest dla mnie dobre.
Pisząc "rozrywkowa" nie miałam na myśli "imprezowiczka"
choć od imprez też nie stroniłam. Po prostu, oprócz nauki i pochłaniania książek, spędzałam każdą wolną chwilę na wszelakie rozrywki (sport, podróże, teatr, kino, bujne życie towarzyskie, etc.). Na wszystko starczało czasu. Najwyżej noce były nieprzespane, ale to wtedy mi kompletnie nie doskwierało.
Dzięki temu mogłam potem spokojnie wejść na "wyższy pułap" życia rodzinnego. Dzięki temu nie mam poczucia zmarnowanych lat, bo były ekscytujące.
Argumentacja była mniej więcej taka, że jedno lub dwoje dzieci to za mało, by czuć się w pełni nasyconym jako rodzic , gdyż kolejne dziecko to jeszcze więcej szczęścia.
Natomiast z trójką problem jest taki, że jedno z tych dzieci zawsze będzie trochę na uboczu. Być może to bzdura, ale nas była trójka i właśnie tak było, że moje rodzeństwo bardziej się ze sobą dogadywało jako dzieci.
A czwórka jest niby idealna i jak patrzę na moich znajomych, którzy mają czwórkę, to też bym tak chciała.Mój tata ma czwórkę rodzeństwa i strasznie mi się podoba, że jego rodzina jest taka ze sobą zżyta. Zresztą my - ich dzieci - też jesteśmy do siebie przywiązani i mamy wszyscy przyjacielskie relacje. Chciałabym czegoś podobnego dla moich dzieci i wnuków, żeby zawsze miały dużo osób na które mogą liczyć.
Jedno dziecko to dla mnie rzeczywiście byłoby za mało. Sama mam starszego o dwa lata brata i świetnie wspominam czas spędzony w domu rodzinnym. Nie chciałabym być jedynaczką i nie chciałam też tego u siebie w domu.
Tak jak wspomniałam wcześniej, żałuję, że nie mam troje dzieci. Czwórka też by się zmieściła ![]()
Coś jest na rzeczy z trójką dzieci. Mój brat ma troje i faktycznie bliżej trzyma się dwoje z nich. Ale wszyscy dobrze się dogadują, tylko dwójka jakby lepiej.
Uwielbiam duże rodziny. Oboje moi Rodzice mieli po czworo rodzeństwa i wszyscy (prawie wszyscy) zawsze blisko się trzymali.
