Najlepsze w tym wszystkim jest: och, ach, taka jestem zajebis.a, tylu kolesi na mnie leci, a jemu ( kochasiowi) to pochlebia.
Ułomna jesteś, nie zajebis.a . I głupia jak but.
Tak opowiada o sobie matka i żona ![]()
Poczytaj raz jeszcze posty Mańka. I czytaj je wkoło, nim
czegoś nie zrozumiesz.
A, inne równe zajebis.e.... Wsadźcie sobie swoje rady w stylu nie mów mu, bo przejdzie załamanie nerwowe.
Nagle przyszedł czas na refleksje? Pffff.... Żałosne.
132 2014-11-15 00:32:12 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-15 00:33:11)
Są takie okazy - to się nazywa seksualna uległość, wtedy satysfakcja seksualna polega na tym,że się jest "brana" jak rzecz i to wzmaga podniecenie, bo daje wrażenie, że ta druga osoba "dominująca"
nie może wprost oprzeć się pożądaniu dla naszej uległej autorki.
Miałam takiego partnera- to była tragedia, bo to facet w dodatku
Zakochany w sobie jak autorka, tez sprawiał pozory skromności z początku, ale w takich tekstach jak wyżej zacytowane wychodziło, że to zakompleksiony narcyz.
Taka osoba nie nadaje się do związku, bo ona ma jedynie związek ze SOBĄ, dlatego nie może nikogo w zdrowy sposób pokochać, bo kocha głównie siebie -na dzieci, męża nie starcza miejsca.
Za to jest dużo miejsca w ci..ce - to jest jedyny rodzaj "miłości", który jest w stanie skumać i dawać, a raczej przyjmować nasza rycząca Gwiazda ![]()
133 2014-11-15 11:22:30 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-15 11:30:13)
Zero szacunku mam do czegos takiego. Wiec nie wiem gdzie to tutaj dziala? Jestem doroslym czlowiekiem i nie potrzebuje zeby ktos mnie prowadzil przez zycie.
I pokazanie przez faceta, ze to on wyznacza granice ,cele i zasady rownaloby sie temu, ze jest za slaby psychicznie zeby ze mna byc i szybko bym go zniczyla i wykonczyla - i to wcale nie naumyslnie.
Albo jest rowno , naprawde po rowno, ze po prostu idziemy obok siebie, albo ja bede rywalizowac i walczyc o wladze, a jak bede sie musiala o to dlugo szarpac to odejde.
Nie lubie jak ktos jest wycieraczka moja i nie lubie jak ktos nade mna dominuje w zaden sposob.
Jesli czulabym sie ograniczona w najmniejszym stopniu to juz kaplica
Takie metody moim zdaniem dzialaja tylko na niektore kobiety dobrze, ale wcale to nie jest zasada.
Mylisz się i opatrznie rozumiesz to co napisałem,nie chodzi o to zeby facet gnębił i rozkazywał kobiecie,tylko że facet powinien ustalac zasady i przewodzić temu partnerskiemu związkowi,co wcale nie polega to szeroko rozumiane równości.Ludzie nie są równi ,nie byli i nigdy nie będą.
Jeśli kobieta kocha,szanuje,i ufa swojemu facetowi to skąd pomysł że ten facet mógłby coś dla neij zle robic? To nie logiczne. Inicjatywa w związku to nei pozbawianie praw . Jeśli chcesz walczyć ze swoim facetem o władzę...to nie nadajesz sie do związku parterskeigo:). FAcet nie pownien walczyć o włądzę tylko od pierwszego dnia znajomości kierować sie swoimi zasadami i je do zwiazku wprowadzać..o ile nie krzywdzą one tej drugiej osoby.
Jeśli kobieta w związku ,,nosi spodnie,, to jest to uważam patologia,bo zaburza w związku indywidualne predyspozycje wynikające z natury mężczyzny i kobiety.Tak oczywiscie zdarzają sie takie hybrydy i są szczesliwe ale to niewielki odsetek potwierdzający tę regułę.
To tak jak np. kobieta pracująca w Policji - wiadomo ze sie nie nadaje ,widomo ze będzie odstawać ale lansuje sie ten model w imie zle rozumianej ,,równości,, w imię upadku morale tej służby,co widzimy nagminnie w TV czy na serwisach.
pozdrawiam
Nie Robert, rozumiem twój tok myślenia, ale nie.
Wszytko miałoby ręce i nogi, gdybyś użył innego słowa, bo to o czym piszesz zupełnie nietrafione.
Widzisz, z biegiem lat taka ' dowodzona' kobieta przestanie polegać sama na sobie, przestanie umieć samodzielnie egzystować, no bo ktoś za nią podejmował decyzje lub też miał ostatnie słowo. Mężczyzna też może się 'znudzić' takim związkiem. Będzie postrzegać swoją partnerkę jako słabą i ułomną istotę.
Może i nawet przyświecać mu będzie idea niekrzywdzenia, ale na co komu partner, za którego muszę wiecznie decydować? To męczące na długą metę.
Związek partnerski to taki, w którym ludzie idą na kompromisy względem siebie. Ale żadne takie, które wymagają jakichś wielkich poświęceń, bo jeśli się kocha i szanuje, zważa się na potrzeby partnera i nawet kompromisy są wyborami między lepszym i najlepszym, a nie lepszym i gorszym ( dla mnie).
Widzisz Robert, w dojrzałych związkach nie ma miejsca na przywódcę i dowodzonego. Tam gdzie jest szacunek i wzajemne wsparcie, tam ludziom po drodze po prostu jest. Tak zwyczajnie. I naturalnie.
135 2014-11-15 15:00:50 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-11-15 15:05:47)
NinaLafairy napisał/a:Zero szacunku mam do czegos takiego. Wiec nie wiem gdzie to tutaj dziala? Jestem doroslym czlowiekiem i nie potrzebuje zeby ktos mnie prowadzil przez zycie.
I pokazanie przez faceta, ze to on wyznacza granice ,cele i zasady rownaloby sie temu, ze jest za slaby psychicznie zeby ze mna byc i szybko bym go zniczyla i wykonczyla - i to wcale nie naumyslnie.
Albo jest rowno , naprawde po rowno, ze po prostu idziemy obok siebie, albo ja bede rywalizowac i walczyc o wladze, a jak bede sie musiala o to dlugo szarpac to odejde.
Nie lubie jak ktos jest wycieraczka moja i nie lubie jak ktos nade mna dominuje w zaden sposob.
Jesli czulabym sie ograniczona w najmniejszym stopniu to juz kaplica
Takie metody moim zdaniem dzialaja tylko na niektore kobiety dobrze, ale wcale to nie jest zasada.Mylisz się i opatrznie rozumiesz to co napisałem,nie chodzi o to zeby facet gnębił i rozkazywał kobiecie,tylko że facet powinien ustalac zasady i przewodzić temu partnerskiemu związkowi,co wcale nie polega to szeroko rozumiane równości.Ludzie nie są równi ,nie byli i nigdy nie będą.
Jeśli kobieta kocha,szanuje,i ufa swojemu facetowi to skąd pomysł że ten facet mógłby coś dla neij zle robic? To nie logiczne. Inicjatywa w związku to nei pozbawianie praw . Jeśli chcesz walczyć ze swoim facetem o władzę...to nie nadajesz sie do związku parterskeigo:). FAcet nie pownien walczyć o włądzę tylko od pierwszego dnia znajomości kierować sie swoimi zasadami i je do zwiazku wprowadzać..o ile nie krzywdzą one tej drugiej osoby.
Jeśli kobieta w związku ,,nosi spodnie,, to jest to uważam patologia,bo zaburza w związku indywidualne predyspozycje wynikające z natury mężczyzny i kobiety.Tak oczywiscie zdarzają sie takie hybrydy i są szczesliwe ale to niewielki odsetek potwierdzający tę regułę.
To tak jak np. kobieta pracująca w Policji - wiadomo ze sie nie nadaje ,widomo ze będzie odstawać ale lansuje sie ten model w imie zle rozumianej ,,równości,, w imię upadku morale tej służby,co widzimy nagminnie w TV czy na serwisach.
pozdrawiam
Związek partnerski nie polega na dominacji tylko równości. NieZnamSiebie masz rację tylko trzeba umiejętnie znaleźć taką połówkę. Ale jak już się znajdzie to taki związek przetrwa do starości.
U ciebie Robert to widzę problem przywództwa może twoja żona jest samicą alfa i ty alfa ten miks nie bardzo pasuje.
NinaLafairy napisał/a:Zero szacunku mam do czegos takiego. Wiec nie wiem gdzie to tutaj dziala? Jestem doroslym czlowiekiem i nie potrzebuje zeby ktos mnie prowadzil przez zycie.
I pokazanie przez faceta, ze to on wyznacza granice ,cele i zasady rownaloby sie temu, ze jest za slaby psychicznie zeby ze mna byc i szybko bym go zniczyla i wykonczyla - i to wcale nie naumyslnie.
Albo jest rowno , naprawde po rowno, ze po prostu idziemy obok siebie, albo ja bede rywalizowac i walczyc o wladze, a jak bede sie musiala o to dlugo szarpac to odejde.
Nie lubie jak ktos jest wycieraczka moja i nie lubie jak ktos nade mna dominuje w zaden sposob.
Jesli czulabym sie ograniczona w najmniejszym stopniu to juz kaplica
Takie metody moim zdaniem dzialaja tylko na niektore kobiety dobrze, ale wcale to nie jest zasada.Mylisz się i opatrznie rozumiesz to co napisałem,nie chodzi o to zeby facet gnębił i rozkazywał kobiecie,tylko że facet powinien ustalac zasady i przewodzić temu partnerskiemu związkowi,co wcale nie polega to szeroko rozumiane równości.Ludzie nie są równi ,nie byli i nigdy nie będą.
Jeśli kobieta kocha,szanuje,i ufa swojemu facetowi to skąd pomysł że ten facet mógłby coś dla neij zle robic? To nie logiczne. Inicjatywa w związku to nei pozbawianie praw . Jeśli chcesz walczyć ze swoim facetem o władzę...to nie nadajesz sie do związku parterskeigo:). FAcet nie pownien walczyć o włądzę tylko od pierwszego dnia znajomości kierować sie swoimi zasadami i je do zwiazku wprowadzać..o ile nie krzywdzą one tej drugiej osoby.
Jeśli kobieta w związku ,,nosi spodnie,, to jest to uważam patologia,bo zaburza w związku indywidualne predyspozycje wynikające z natury mężczyzny i kobiety.Tak oczywiscie zdarzają sie takie hybrydy i są szczesliwe ale to niewielki odsetek potwierdzający tę regułę.
To tak jak np. kobieta pracująca w Policji - wiadomo ze sie nie nadaje ,widomo ze będzie odstawać ale lansuje sie ten model w imie zle rozumianej ,,równości,, w imię upadku morale tej służby,co widzimy nagminnie w TV czy na serwisach.
pozdrawiam
Ale albo ja i on po rowno kierujemy sie swoimi zasadami i wprowadzamy je do zwiazku, albo to ja wprowadzam moje. Ty mnie nie rozumiesz - OBOJE nosimy spodnie. A przez zycie idziemy razem , ramie w ramie. A nie, ze ja ide jego droga za jego plecami, albo on moja droga za moimi.
Ja uwazam, ze facet jakiego Ty opisujesz jest slaby, wiec podszebuje kogos od siebie slabszego, a nie rownie silnego, albo silniejszego.
A ja nie lubie slabych mezczyzn, przed ktorymi mialabym udawac kogos kim nie jestem.
"Jak twoja zona sie uwolnila, jak sie dowiedziales? Musze sobie jakos pomoc. Po raz pierwszy o tym komus powiedziałam w realu nie mam komu, wstydze się tego co robie."
Z tego co wiem kochanek uwiodl ja fizycznie. Kiedy zaczela angazowac sie uczuciowo pojawil sie konflikt wartosci. Zona przezywala tez konflikty wiary co na pewno mialo duze znaczenie. Organizacyjnie wygladalo to tak, ze poniewaz mieszkali w roznych miastach do kontaktow nie dochodzilo czesto. Zona powiedziala ze to jest zle i nie chce tego kontynuowac. Kochankowi pewnie tez z jakis powodo sie odechcialo bo odleglosc oraz pewnie znudzenie, a jak mial wiele kobiet to nie bylo dla niego to cos wyjatkowego. Zona sie nie uwolnija do konca z racji tego ze to osoba z rodziny ale to ja "ja uwolnilem" ostatecznie od tego bo wlasciwie "spalilem mosty" z ta czescia rodziny. Jezeli chodzi o to jak sie dowiedzialem to mialem pewne podejrzenia (ale nie co do osoby). Byly wtedy rozne problemy i "przespalem" wiele sygnalow. Najbardziej smuci mnie to "wiele" poniewaz widze jak po wielu latach malzenstwa czlowiek stracil zupelnie czujnosc i zaangazowanie w kierunku tego co wczesniej bylo dla niego oczywiste. Kochanek jednak niszczyl nasze malzenstwo przez roznego rodzaju dzialania, co jest duzym plusem w obecnej sytuacji (nie moze tego robic, lub moze ale juz bez mocy oddzialywania na mnie czy innych, a rodzina potepila jego postepowanie). Dowiedzialem sie tez w typowy dla mnie sposob. Poniewaz zylem w klamstwie zony przez 2 lata zanim mi powiedziala to powodowalo wiele "dysonansow psychicznych" i rozbieznosc odbieranych sygnalow swiadomym i podswiadomych. Przezylem to zeby poczuc co poczula jego zona, ktora wpedzil w depresje i uzaleznienie od lekow. W koncu w snie zobaczylem cos co sie dzialo i zone spytalem tylko o osobe. Martwi mnie jeszcze cykl snow ktore mialem w tym tygodniu oraz petla sygnalow, ktore odebralem jednozancznie (taka pamiec "podswiadoma") oraz dzisiejsze zdarzenia (ciag zdarzen) ktore wskazuja na wazny oraz na niewyjasniony element ukladanki. Niestety nie mam swiadomego dostepu do tych informacji. To co dla Ciebie wazne to ze Twoje postepowanie czy uswiadomione przez Twojego meza czy nie, powoduje glownie Cierpienie Jego i dysonans psychiczny u niego (nawet jesli nie zdaje sobie z tego sprawy) i silnie wplywa na psychike oraz uklad somatyczny. Nawet jesli kiekolwiek sprawa by wyszla to porownujac, jego cierpienie i strata (wartosci, wiary, pewnych istotnych wartosci na kotrych opieral zycie) bedzie i tak obrazowo 100x silniejsze niz Twoj ew. bol po utracie kochanka. Dobrze to wiem bo bylem i z jednej i z drugiej strony. Bol utraty bliskiej osoby czyli kochanka jest ogromny ale bol cierpienia przez ukochana osobe jest 100x wiekszy. W przypadku rozstania jest glownie utrata "przyjemnosci" pewnej adrenaliny al czlowiek pozostaje czlowiekiem (moze wyzbytym zasad i sumienia bo po) natomiast cierpienie przez ukochana osobe wiaze sie z rozwaleniem swiata wartosci, zlosc, bol miesza sie z zazdroscia, itp. Nie da sie tego opisac. ZEby to wytrzymymac musialem 1 mies. pic duzo bo nie moglem wytrzymac doslownie mysli na trzezwo. Paralizowaly mnie fizycznie. Tego sie nie da porownac. Po utracie kochanki bylo przygnebienie, zal, smutek ale po tym co sie dowiedzialem 4 mies. temu trauma z tym ze obecnie te "meczace mysli" sa czesto wypierane. Wyobrazenia jak bylo, przezywanie kazdego szczegolu (a wiele poznalem), porownywanie sie do kochanka, tego co robili, itp. Okazuje sie ze kiedys zona przezywala to samo, mimo ze slowem jednym mi o tym nie powiedziala, po prostu zaakceptowala fakt rozstania sie mojego z kochanka ale podobno przezywala to samo. A wiec, a wiec jednak koszt tego "szczescia" to zniszczenie drugiej osoby. Niestety ale zdradzajacy nie zdaje sobie z tego sprawy. Ja lekki zal odczulem dopiero po paru latach kiedy zaczalem sobie juz na chlodno wyborazac rozne sytuacje. Ale i tak nie czulem w 0,1% wtedy tego co czuje teraz i co czula moja zona w odwrotnej sytuacji kiedys. Straty kochanka nie mozna sobie wyobrazic ale jest rzeczywista. Bolu zdradzonego nie mozna sobie wogole wyobrazic bo sa to dni, mysli nie do wyobrazenia.
138 2014-11-17 20:00:38 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-17 20:03:33)
NieZnamSiebie,kiciur..mylicie się ..choć to moja tylko opinia:)
Partnerstwo że to jeden z elementów.Związek musi być jak dom ,opart na solidnych fundamentach,te fundamenty to nasze zasady i wynikające z tego postępowanie...I niestety lub stety jedno z partnerów ZAWSZE ma lepsze zasady niż drugie,nie dlatego ze jest sie lepszym tylko tak po prostu, ma na to wpływ wiele czynników(wychowanie itd.).I teraz jesli ten z lepszymi zasadami nie bedzie ciapkiem i wprowadzi ich przewagę do związku...to będzie to zawsze dobry solidny związek,podkreślam jesli druga osoba je zaakceptuje i poprze. Nie chodzi tu o walkę kto wyżej bo wtedy związek nie przetrwa tylko własnie o przejęcie inicjatywy przez jednego z partnerów,dobrze rozumianej inicjatywy...bez ograniczania drugiej strony. Zbyt jednostronnie to interpretujecie w swoich postach...jako ,,wywyższanie sie,, itd. patrzycie przez pryzmat JA - ON. Popatrzcie przez pryzmat co z tego wyniesie związek.
Tak jak na budowie...musi być architekt , plan,kierownik budowy i chłopak od stania przy betoniarce - wyeliminujcie jeden z tych czynników - dom nie powstanie..
Moim zdaniem dobre zasady są jak dobre fundamenty..oczywiscie miłosć jest najważniejsza:)
To tak jak np. kobieta pracująca w Policji - wiadomo ze sie nie nadaje ,widomo ze będzie odstawać ale lansuje sie ten model w imie zle rozumianej ,,równości,, w imię upadku morale tej służby,co widzimy nagminnie w TV czy na serwisach.
pozdrawiam
To żart, prawda, Robercie? Zabawa w ciemnogród na chwilkę?
Już widzę nagłówki w Fakcie "Upadkowi morałów policji winne KOBIETY".
Bo kobieta powinna do garów, mężczyźnie dogadzać, dzieci bawić, głaskać i dbać o ognisko domowe. Jeśli przypadkiem jej osobowość lub/ i aspiracje podpowiadają jej cokolwiek innego i śmie się wyemacypować to znaczy, że niszczy ten wspaniały, iście "partnerski". Litości.
NinaLafairy napisał/a:Zero szacunku mam do czegos takiego. Wiec nie wiem gdzie to tutaj dziala? Jestem doroslym czlowiekiem i nie potrzebuje zeby ktos mnie prowadzil przez zycie.
I pokazanie przez faceta, ze to on wyznacza granice ,cele i zasady rownaloby sie temu, ze jest za slaby psychicznie zeby ze mna byc i szybko bym go zniczyla i wykonczyla - i to wcale nie naumyslnie.
Albo jest rowno , naprawde po rowno, ze po prostu idziemy obok siebie, albo ja bede rywalizowac i walczyc o wladze, a jak bede sie musiala o to dlugo szarpac to odejde.
Nie lubie jak ktos jest wycieraczka moja i nie lubie jak ktos nade mna dominuje w zaden sposob.
Jesli czulabym sie ograniczona w najmniejszym stopniu to juz kaplica
Takie metody moim zdaniem dzialaja tylko na niektore kobiety dobrze, ale wcale to nie jest zasada.Mylisz się i opatrznie rozumiesz to co napisałem,nie chodzi o to zeby facet gnębił i rozkazywał kobiecie,tylko że facet powinien ustalac zasady i przewodzić temu partnerskiemu związkowi,co wcale nie polega to szeroko rozumiane równości.Ludzie nie są równi ,nie byli i nigdy nie będą.
Jeśli kobieta kocha,szanuje,i ufa swojemu facetowi to skąd pomysł że ten facet mógłby coś dla neij zle robic? To nie logiczne. Inicjatywa w związku to nei pozbawianie praw . Jeśli chcesz walczyć ze swoim facetem o władzę...to nie nadajesz sie do związku parterskeigo:). FAcet nie pownien walczyć o włądzę tylko od pierwszego dnia znajomości kierować sie swoimi zasadami i je do zwiazku wprowadzać..o ile nie krzywdzą one tej drugiej osoby.
Jeśli kobieta w związku ,,nosi spodnie,, to jest to uważam patologia,bo zaburza w związku indywidualne predyspozycje wynikające z natury mężczyzny i kobiety.Tak oczywiscie zdarzają sie takie hybrydy i są szczesliwe ale to niewielki odsetek potwierdzający tę regułę.
To tak jak np. kobieta pracująca w Policji - wiadomo ze sie nie nadaje ,widomo ze będzie odstawać ale lansuje sie ten model w imie zle rozumianej ,,równości,, w imię upadku morale tej służby,co widzimy nagminnie w TV czy na serwisach.
pozdrawiam
Robert247 - zgadzam się z Twoim postem w całej rozciągłości.
141 2014-11-17 20:48:24 Ostatnio edytowany przez jolanka27 (2014-11-17 21:23:27)
Partnerstwo że to jeden z elementów.Związek musi być jak dom ,opart na solidnych fundamentach,te fundamenty to nasze zasady i wynikające z tego postępowanie...I niestety lub stety jedno z partnerów ZAWSZE ma lepsze zasady niż drugie,nie dlatego ze jest sie lepszym tylko tak po prostu, ma na to wpływ wiele czynników(wychowanie itd.).
Dlaczego mam wrażenie, że tym "jednym z partnerów" powinnien niewątpliwie być mężczyzna?
I teraz jesli ten z lepszymi zasadami nie bedzie ciapkiem i wprowadzi ich przewagę do związku...
Robert, sam siebie w kompleks '"ciapka" wprawiasz, wiesz o tym?
Niepokojące jest nagromadzenie słów "zawsze", "lepszy".
Zapominasz chyba, że związek dwóch osób (a nie całego zespołu budowlańców - nie zbyt trafione porównanie) jest pewną wypadkową ich wcześniejszych doświadczeń, kompromisem charakterów i nową jakością w stosunku do swojego poprzedniego życia rodzinnego. Może w poprzednich wiekach dominacja patriachatu była oczywista, ale dziś już tak nie jest i w nowoczesnym społeczeństwie (a zatem w nowoczesnych związkach, po wyemancypowaniu kobiet) narzucanie komuś zespołu "lepszych" zasad związku po prostu na dłuższą metę nie przejdzie...
Czego przykłady jak mniemam sam znasz ![]()
PS: Przepraszam za offtop!
W weekend odpoczelam od niego. Czytalam wasze posty wielokrotnie i duzo myslalam. Nawet za bardzo nie tesknilam. Dzis spotkalam go w pracy. Rozmawialismy o roznych sprawach sluzbowych. Kazda jego probe przekierowania rozmowy na sprawy prywatne sabotowalam. Ogólnie zauwazyl moj chlod i dystans. Tylko tak smutno mi było caly dzień. Taka zaloba po tym co było a czego juz bym nie chciala kontynuować. On tez się zrobil smutny widzialam ze gryzie go co mi jest ale boi sie zapytać. Wyszlam z pracy nie zegnajac sie z nim. Na razie nie mam odwagi z nim porozmawiać wiem ze on tez boi się takiej rozmowy.
A w domu jakos tak normalniej mi się teraz z mezem rozmawia. Moze jeszcze uda mi sie wszystko odbudowac. Jak bym czula pociąg do meza jak czulam do tamtego byloby cudownie. Tylko jak to zrobic?
Fajnie, że zaczyna powoli do Twojej głowy to i owo docierać, autorko ![]()
Jak bym czula pociąg do meza jak czulam do tamtego byloby cudownie. Tylko jak to zrobic?
To się może zmienić tylko w momencie kiedy przestaniesz idealizować cechy, które posiadał kochanek- które z punktu widzenia tworzenia związku są zresztą kompletnie bezwartościowe, są za to bardzo pożądane jeśli ktoś od seksu oczekuje karuzeli emocjonalnej.
Dopóki taki seks Cię kreci nie uznasz wartości, które posiada mąż.
Ale to jest cena, jaką płaci się za przekraczanie kolejnych granic w łóżku, za którąś z nich nie ma już odwrotu, bo mózg zapamiętuje to co zostało zrobione (ok. 70%) czyli emocje towarzyszące doświadczaniu czegoś bezpośrednio - im bardziej intensywne doznania, tym próg pobudliwości wyższy i trudniej poczuć coś z niższego dużo poziomu, jakim byłoby np. "mizianie" dla fanów ostrego bdsm itp.
Odpowiedz sobie sama na pytanie, na ile przekroczyłaś te granice u siebie i jak bardzo zależy Ci żeby znów umieć czerpać satysfakcję z seksu z ukochanym człowiekiem w zamian za ekwilibrystykę z "chemicznym Zorro" ![]()
144 2014-11-17 21:28:22 Ostatnio edytowany przez spanowany (2014-11-17 21:30:18)
Moim zdaniem sex ' to nie dążenie do coraz większych podniet, choć to tez fajna zabawa w poznawanie siebie, ale tez nauka jak nauczyć się jak czerpać satysfakcję z pozycji misjonarskiej chociażby. Gdzie kończy się sterowany popęd' a zaczyna się jedność. A później znowu popęd sexsualny, ciepło' wilgotno , cholera podniecilem się.
Co do policji i kobiet. Myślę ze wiele tam stanowisk tylko dla mężczyzn i tylko dla kobiet. My nawzajem się uzupełniany. Sex jest tego potwierdzeniem.
Kroteczka BRAVO jestem dumny z takiego człowieka :-)
Tak Spamowany fajnie to opisales :-). Dla mnie sex jest szalenie wazny. Dlatego pewnie tak bardzo wciągnęłam się w romans, bo sex byl nieziemski, nie tylko pelen namiętności ale tez czulosci. Taki jakby za chwilę swiat mial przestac istniec. Bylismy tylko my, niestety potem przychodzil dol bo wracala pamiec ze oprocz nas sa jeszcze nasze dzieci i wspolmalzonkowie. Szkoda ze nie umiem takiego sexu miec w małżeństwie maz na pewno by chcial.
146 2014-11-18 07:58:25 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-18 08:16:19)
Tak Spamowany fajnie to opisales :-). Dla mnie sex jest szalenie wazny. Dlatego pewnie tak bardzo wciągnęłam się w romans, bo sex byl nieziemski, nie tylko pelen namiętności ale tez czulosci. Taki jakby za chwilę swiat mial przestac istniec. Bylismy tylko my, niestety potem przychodzil dol bo wracala pamiec ze oprocz nas sa jeszcze nasze dzieci i wspolmalzonkowie. Szkoda ze nie umiem takiego sexu miec w małżeństwie maz na pewno by chcial.
Wszystko ma swoją cenę, niestety.
Dopóki nie weźmiesz się w karby i jednoznacznie zdecydujesz, że chcesz odbudować prawdziwie partnerskie więzi z mężem, nie uda Ci się wzniecić w sobie takiej namiętności lub choćby zbliżonej do tej z kochankiem.
Czas zadać sobie pytanie, czy po tym, co mu zrobiłaś, możesz być jeszcze godną miłości męża.
Nie, jako "porządnego człowieka", ostoi i ojca Twoich dzieci, ale jako mężczyzny.
Gdy, mimo wszystko, twierdząco odpowiesz sobie na to pytanie, zrobisz wszystko, by naprawić tę sferę Waszego życia.
To moje pisanie wygląda na zbiór frazesów, ale mówię to na podstawie własnych przeżyć.
Moja żona po zdradzie przemyślała to, dlaczego za mnie wyszła i kim stałem się dla niej w trakcie małżeństwa.
Uznała, że jestem jej najważniejszym mężczyzną w życiu i choć zawiodła moje zaufanie, jest warta mojej miłości.
Nigdy nie żałowałem, że jej wybaczyłem i na nowo zaufałem.
Seks nasz od tego czasu był stopniowo, coraz bardziej namiętny i bardziej spontaniczny niż wcześniej, gdy często "głowa ją bolała", albo była "zmęczona".
Te kilkanaście lat wspólnego życia były najszczęśliwszym okresem mojego życia.
Tyle, że ona sama przyznała się do zdrady...
Pozdrawiam.
Dzis jednak męka znów była. On ciagle krąży wokół, zaczepia wzrokiem i gestami. Widzi mój dystans ale to go wcale nie zniechęca. No i ten ból ze muszę to skończyć. Szkoda mi go. Ale jednak z ulgą wychodzę z pracy ze nie zmieklam, ze wytrzymalam. Dzis zapytal dlaczego jestem taka zamyslona. Miewalam juz gorsze dni gdy go olewalam ale to trwalo max jeden dzień. Jak wytrwam tydzień to sie chyba domysli. Tylko wytrwac ten tydzień jakos muszę a wtedy nie bedzie odwrotu jak porozmawiać.
Szkoda mi go.
No tak, bidulek.. Zajmij się sobą i a nie tym, że mu tak źle, bo nie ma z kim zdradzać żonki (jeszcze).
Nie potrafię tak zobojetniec na niego w jeden dzień. Jest mi bardzo bliski , przez lata byl moim przyjacielem a potem ... wiadomo.
Zaczelam się wczoraj zastanawiac czy mozna kochac dwoch mężczyzn jednocześnie.
Zalezy mi zarowno na mężu jak i na tym drugim. Chcę żeby odbywaj byli szczęśliwi. Idealnie byloby jakbym byla z mężem czula do niego mega pociąg a ten drugi bylby moim przyjacielem. Ale jest inaczej - jestem z mężem nie czuje za bardzo pociągu, a tamten drugi nie chce tylko przyjazni.
a ten drugi bylby moim przyjacielem. Ale jest inaczej - jestem z mężem nie czuje za bardzo pociągu, a tamten drugi nie chce tylko przyjazni.
wjechałaś na jednokierunkową, tu nie można cofać ani zawracać.
Nie potrafię tak zobojetniec na niego w jeden dzień. Jest mi bardzo bliski , przez lata byl moim przyjacielem a potem ... wiadomo.
Zaczelam się wczoraj zastanawiac czy mozna kochac dwoch mężczyzn jednocześnie.Zalezy mi zarowno na mężu jak i na tym drugim. Chcę żeby odbywaj byli szczęśliwi. Idealnie byloby jakbym byla z mężem czula do niego mega pociąg a ten drugi bylby moim przyjacielem. Ale jest inaczej - jestem z mężem nie czuje za bardzo pociągu, a tamten drugi nie chce tylko przyjazni.
To, że "tamten" nie chce tylko przyjaźni, to jego problem, nie uważasz?
To, czego od Ciebie oczekuje i do tej pory otrzymywał świadczy także o tym, że nie jest i raczej nigdy nie był nawet Twoim przyjacielem (brak cudzysłowu celowy).
Myślę, że to, co brałaś za przyjaźń, było konsekwentnym rozkochiwaniem Ciebie.
Że trwało to kilka lat? No i co z tego?
W międzyczasie zapewne nie odmawiał sobie "skoków w bok" z "bardziej pojętnymi" (czytaj: pozbawionymi złudzeń, co do celu podchodów) panienkami.
Teraz ważna jesteś Ty i przyszłość Twojej rodziny, a nie jego samopoczucie.
Pozdrawiam.
152 2014-11-18 23:50:26 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-18 23:51:29)
Dokładnie. "Przyjaźń" i próby nacisku, manipulacje mające na celu zaliczenie ciebie autorko - mamy chyba inne definicje tego słowa.
Swoją drogą, jesteś dość naiwna, że w ogóle patrzyłaś na te znajomość przez ten pryzmat..
właśnie nie wiem, naiwna czy wyrachowana, które określenie bardziej pasuje.
EDIT: chyba jednak to drugie, w końcu pisałaś gdzieś, że imponuje Ci to, że "on Cię chce". Grejt sakses!! ![]()
Nie potrafię tak zobojetniec na niego w jeden dzień. Jest mi bardzo bliski , przez lata byl moim przyjacielem a potem ... wiadomo.
Zaczelam się wczoraj zastanawiac czy mozna kochac dwoch mężczyzn jednocześnie.Zalezy mi zarowno na mężu jak i na tym drugim. Chcę żeby odbywaj byli szczęśliwi. Idealnie byloby jakbym byla z mężem czula do niego mega pociąg a ten drugi bylby moim przyjacielem. Ale jest inaczej - jestem z mężem nie czuje za bardzo pociągu, a tamten drugi nie chce tylko przyjazni.
myślę ze można kochać dwóch jednocześnie, twój mąż- bratnia dusza niestety tylko do którego nie czujesz pociągu, i ten drugi z którym chciałabyś przyjaźni.
Ja na twoim miejscu bym porozmawiała z kochankiem, póki jeszcze jest czas. Powiedziała co ci leży na sercu i w ogóle, może zrozumie może nie, ale jest szansa że zrozumie i zostaniecie przyjaciółmi. Tego ci życzę.
Czyli wniosek jest taki ze mezczyzna nie moze się zakochac w kobiecie tylko zawsze ale to zawsze mysli o zaliczeniu ?!
I to pisza mężczyźni? Wierzylam zawsze ze mężczyzna jest tak samo zdolny do milosci jak kobieta.
Jesli mialabym podejrzenia ze to ma być zaliczenie nigdy bym w to nie weszła , przede wszystkim nie zakochalabym sie w takim mezczyznie. Czy moglby tak mnie perfidnie oszukiwać?
Kroteczka - nie, mezczyzna moze zakochac sie w kobiecie i sa tacy ktorzy je prawidziwie kochaja. Takim przykladem jest twoj maz.
Tylko ze wtedy, tacy mezczyzni, dla nas, kobiet , czesto neistety wydaja sie nudni i wtedy jakims dziwnym trafem my, kobiety ich nie 'kochamy'.
Co jest oczywiscie wszystko kwestia podloza psychologicznego....
Bo jakbys zostala sama jak palec ani bez meza ani bez kochanka to wtedy byc poczula jak bardzo 'kochasz meza'. Wtedy to kochanek bylby ten zly - bo 'oszukal', a maz ten dobry no bo mial prawo odejsc po tym co mu zrobilas.
Tak wiec faceci tez potrafia kochac i jest ich ani mniej ani wiecej niz kobiet. Ale uwazam ze akurat faceci zonaci ktorzy maja kochanice duzo rzadziej ,zeby nie powiedziec nigdy nie 'kochaja' kochanki - bo kochanka to kochanka. sama nazwa kurna jest wymowna! O tyle kobiety ktore romansuja izdradzaja mezow, owszem ,czesciej sie zakochuja w kochanku.
Tyle w temacie.
Tyle ze moj drugi zony nie kocha. Pobrali sie bo ona byla w ciazy. Ona byla w nim zakochana i zrobila wszystko zeby on z nia byl, wiercila dziure w brzuchu zeby sie pobrali, wiem bo znam ich historie od znajomych, nie od niego. On nigdy mi nic na jej temat nie mowi. Nie narzeka na nia.
kroteczko,
Szukasz ciągle usprawiedliwień na swoje zachowanie. Ile jeszcze ich będzie?
Zapewniam Cię, że nikt stąd nie napisze Ci czegoś w stylu "dobrze robisz, niczym się nie przejmuj."
Podjęłaś decyzję, że dajesz sobie spokój z kochankiem to bądź konsekwentna..
Nie reaguj jak nastolatka na każde spojrzenie kochanka i nie szukaj następnych usprawiedliwień.
158 2014-11-19 12:58:21 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-19 13:16:07)
Czyli wniosek jest taki ze mezczyzna nie moze się zakochac w kobiecie tylko zawsze ale to zawsze mysli o zaliczeniu ?!
I to pisza mężczyźni? Wierzylam zawsze ze mężczyzna jest tak samo zdolny do milosci jak kobieta.
Jesli mialabym podejrzenia ze to ma być zaliczenie nigdy bym w to nie weszła , przede wszystkim nie zakochalabym sie w takim mezczyznie. Czy moglby tak mnie perfidnie oszukiwać?
Oczywiście, że mógł się zakochać. Wcale nie twierdzę, że nie mógł się "ustatkować" po zaangażowaniu się w związek z Tobą, bo jesteś wyjątkowa kobietą. Ale co to zmienia w Twojej sytuacji?
Nic.
Jeżeli kocha Ciebie, to nie kocha żony. Ta miłość do niej, to w takim razie tylko wyrzuty sumienia, podobnie jak Twój stosunek do męża.
Ale nie odejdzie od niej, bo jest, po pierwsze tchórzem (chociaż on nazywa to odpowiedzialnością za rodzinę), a po drugie, po co miałby odchodzić, skoro Ty nie odejdziesz od męża, z tych samych powodów zresztą.
Piszesz tutaj, bo źle się czujesz z tym, że oszukujesz męża i dzieci oraz masz udział w oszukiwaniu żony kochanka. Coś z tym trzeba zrobić.
I to jak najprędzej.
Ps. Poczytaj sobie wątek "Gabrychy" z 30 kwietnia 2011 r. w tym dziale (nie potrafię szukać linków, bo jestem zielony w Internecie, a nie wiem, czy mogę cytować takie stare wątki.).
Jaskrawy przykład "kochającego" kochanka.
Zrób to, zanim zrobisz jakieś kolejne głupstwo.
Pozdrawiam.
nie kocha zony - no popatrz... jakiz on musi byc biedny i slaby ten twoj jakze meski kochanek ze zgodzil sie, ulegl tak latwo jakiejs tam kobiecie, zmieniajac cale zycie - zeniac sie, skoro tego nei chcial. naprawde bardzo meski i silny musi byc tak i czlowiek.....
nie kocha jej powiadasz? a to z nia od lat spedza swieta, urodziny, to z nia kladzie sie kazdego wieczoru do lozka (dziwne prawda?), to z nia spedzi tegorocznego sylwestra a nie z toba, to do jej rodzicow jezdzi na obiad, to jej kolezanki zna a nie twoje, w koncu to jej slubowal milosc i wiernosc i czy ci sie to podoba czy nie, jest jej mezem a ona jego zona.
kobieto, to juz ze zdradzasz swojego meza to juz w ogole jest jakby inna sprawa. jesli ty piszesz tu koras strone z rzedu takei rzeczy - 'ale on nie kocha zony', to po prostu rece opadaja. Owszem, MASZ RACJE - on prawdopodobnie nie kocha juz swojej zony bo jej nie szanuje i ja zdradza. ALE na pewno tez nie kocha i ciebie!!!!
Powiem krótko.
Tutaj jest bez mała 119 stron z wypowiedziami, że on swojej żony na pewno nie kocha.
Że baba go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią.
Klasyka gatunku do porzygu doprawdy ...
Nic o tym nie wiesz kroteczko co on czuje / czego nie czuje do żony.
Tak naprawdę oprócz krótkich chwil uniesień nie znasz ani cząstki więcej z jego PRAWDZIWEGO życia.
kurcze... Kroteczka zostaw męża i dzieci...idź w tango z kochasiem...skoro to, że kochaś cierpi jest dla ciebie ważniejsze od cierpienia własnych dzieci i męża?brak mi słów
Każdy zdradzający nigdy nie powie, że kocha żonę/męża? skoro jest wam razem dobrze to, po co jesteście z tymi niefajnymi, niekochanymi współmałżonkami?lepiej się rozejść
Myślę, że kroteczka się boi.
Ona mogłaby rozwieść się, ale boi się, że on nie zrobiłby tego samego.
Wtedy ona zostałaby sama bez męża, rodziny i nadal na pozycji kochanki z doskoku.
Sądzę, że bilans nie jest wart tego ryzyka ...
też tak myśle, że nasza Kroteczka to taki "cykor"...gdyby na 100% była pewna że kochanek z nią będzie to niemiałaby takiego dylematu...a tu kochanek chce tylko "podupczyć" na biureczku w pracy i iść potem do domku do tej niekochanej żony
Jedziecie po niej jak po łysej kobyle. A tu trzeba powoli. Ona jest w nim zakochana (no żal dupy, ale jest) Musi zrozumieć,że nie można kochać dwóch osób naraz(No chyba że tym dwóm osobom taki układ by odpowiadał) bo kogoś się oszukuje, a jak się kogoś oszukuje to automatycznie się nie szanuje, a jak nie szanuje to nie kocha. Dlatego tak wale farmazony o "prawdzie". Ale wracając do tego powoli;) Miałaś nie myśleć o nim , co myśli , jak mu się układa z żoną, to jego życie. Jesteś nim zafascynowana, ale nie jest ci do końca dobrze-to jest sznur który ktoś ci zrzuca do twojego ciemnego dołu. Jak z niego skorzystasz?
ON cię nie kocha-jestem na 91% pewny.Nie szanuje żony, czemu miałby szanować ciebie. Poza pracą, macie jeszcze jakiś kontakt? Idź na ten cholerny urlop -ratuj siebie dziewczyno. Nie chce mi się już dłużej.Widzisz problem ,ale znowu chcesz uciekać. Ale pamiętaj, że zawsze się ucieka do tyłu. Dasz radę, Ty jesteś najważniejsza-na razie uzupełniasz jakieś braki kochanka. Pamiętaj , że ktoś już cię kocha i to na pewno nie jest kochanek.
Tak wiem ze mialam o nim nie myslec ale nie moge wywalic go ze swojej glowy siedzi tam od dawna. Wiem ze postanowilam i tego sie trzymam. Naprawdę juz trzeci dzień jestem na dystans. Niby wiem ze jest nic nie wart bo co to za człowiek ktory robi takie rzeczy ale serce mnie nie chce sluchac.
Musze oszukac to glupie serce jakos. Obrzydzam go sobie codziennie. Boze ja wiem ze to się zle skonczy maz sie dowie i bedzie cierpial , w pracy sie wyda i bedzie afera. A szmata zostane oczywiscie ja nie on. Na niego będa patrzec z uznaniem - a jednak ja zaliczyl. Tak sobie myślę i wtedy nabieram wiekszego obrzydzenia, tylko to glupie serce ...
166 2014-11-19 17:30:30 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-19 17:34:09)
tylko to glupie serce ...
Pocieszę cię i zarazem rozczaruję: cipka to nie serce ![]()
Tak wiem ze mialam o nim nie myslec ale nie moge wywalic go ze swojej glowy siedzi tam od dawna. Wiem ze postanowilam i tego sie trzymam. Naprawdę juz trzeci dzień jestem na dystans. Niby wiem ze jest nic nie wart bo co to za człowiek ktory robi takie rzeczy ale serce mnie nie chce sluchac.
Musze oszukac to glupie serce jakos. Obrzydzam go sobie codziennie. Boze ja wiem ze to się zle skonczy maz sie dowie i bedzie cierpial , w pracy sie wyda i bedzie afera. A szmata zostane oczywiscie ja nie on. Na niego będa patrzec z uznaniem - a jednak ja zaliczyl. Tak sobie myślę i wtedy nabieram wiekszego obrzydzenia, tylko to glupie serce ...
Niestety tak jest, że w takich sytuacjach choć 'wina' leży po obu stronach, to w chwili, kiedy się romans wyda, cała albo przynajmniej 90% jej spada na kobietę. To duże ryzyko taka relacja szczególnie w pracy, kiedy wszyscy się znają. kilka lat temu była nawet dość głośna afera kiedy podczas imprezy integracyjnej chyba jednego z banków ktoś 'życzliwy' sfilmował nie dwuznaczną sytuację pewnej 'pary' a potem rozpowszechnił, rozesłał na maile gdzie się tylko dało.. Nie trudno się domyślić jakie były konsekwencje (laskę wyrzucono z pracy a pan został, pomimo, że ona podobno była wolna a on żonaty i dzieciaty). Dodam, że pracowali razem.
Powinnaś mimo wszystko (zauroczenia) spróbować trzeźwo przeanalizować sytuację - rozumiem, romans fajnie, super seks, dreszczyk emocji, poczucie że ktoś Cię adoruje... Ale po 1 już sama uznałaś że zmarnowałaś życie. Na razie tylko w swojej podświadomości, bo się nie możesz uwolnić od myśli o kochanku... a w domu musisz udawać. Ale to tylko początek...
Z tego co piszesz raczej marne szanse ze pan Twoich westchnień się rozwiedzie... romansu do końca życia nie utrzymasz w tajemnicy (juz sam fakt że o nim napisałaś, świadczy że wiesz, że jesteś w ślepej uliczce). W końcu się wyda... I co wtedy? Stracisz najprawdopodobniej i męża i kochanka... oraz szacunek dzieci... współpracowników i znajomych. Naprawdę warto? Myślisz, że mąż aż tak bardzo Cię kocha albo jest aż tak głupi i wybaczy? Albo że kochankowi aż tak na Tobie zależy, że nie da by ktoś złe słowo o Tobie powiedział? Nie boisz się o pracę?
Z drugiej strony jeśli nie chcesz z tego rezygnować i czujesz, że to coś wyjątkowego... może rzeczywiście rozwiedź się i niech o się rozwiedzie i bądźcie dalej razem szczęśliwi nie raniąc współmałżonków i nie okłamując bliskich. Ja bynajmniej nie jestem za tym by być ze sobą na siłę... Ale musisz realnie ocenić swoją sytuację. A stracić możesz naprawdę dużo... za dużo.. przez taki romans w pracy...
Pamietam te historie z imprezy integracyjnej banku. To bylo glosne.
Wszystkie mnie tu straszycie ze maz i ten drugi mnie zostawia ze bede sama etc. A ja wiem ze i tak się kiedys rozwiode. Moj maz nie jest dla mnie a ja nie jestem dla niego.
Najlepszym dla mnie rozwiazaniem byloby jakbym byla sama. Poki co czuje zal do mężczyzn ze tacy są, ze nie potrafia się przyjaźnic. Wychodzi na to ze kobieta ciagle musi byc czujna nie mozna zwyczajnie sie posmiac, pogadac. Ciagle musi myśleć "aha on chcialby mnie zaliczyc" .
Ktos napisal ze swoim zachowaniem daje do zrozumienia facetom ze może tu by cos ugrali i dlatego mnie adoruja. Co za beznadzieja, kobiety otwarte wesole po prostu nie maja racji bytu. Facet oczywiscie moze taki byc a kobieta nie bo jest szmata.
169 2014-11-19 21:14:52 Ostatnio edytowany przez spanowany (2014-11-19 21:15:57)
kro, a niech sobie myślą co chcą, tylko to ty dokonałaś wyboru zgadzając się na sex. sry. Przekroczyłaś granicę -ty nie granica ciebie ;P
Dobrze by było gdybyś pobyła chociaż trochę sama, może wtedy się odnajdziesz. Ty . Bo w tym wszystkim o ciebie jest walka, dlatego tu jesteś na forum-prawda?
jeszcze jedno elle rozwala system:D
Pamietam te historie z imprezy integracyjnej banku. To bylo glosne.
Wszystkie mnie tu straszycie ze maz i ten drugi mnie zostawia ze bede sama etc. A ja wiem ze i tak się kiedys rozwiode. Moj maz nie jest dla mnie a ja nie jestem dla niego.
Najlepszym dla mnie rozwiazaniem byloby jakbym byla sama. Poki co czuje zal do mężczyzn ze tacy są, ze nie potrafia się przyjaźnic. Wychodzi na to ze kobieta ciagle musi byc czujna nie mozna zwyczajnie sie posmiac, pogadac. Ciagle musi myśleć "aha on chcialby mnie zaliczyc" .
Ktos napisal ze swoim zachowaniem daje do zrozumienia facetom ze może tu by cos ugrali i dlatego mnie adoruja. Co za beznadzieja, kobiety otwarte wesole po prostu nie maja racji bytu. Facet oczywiscie moze taki byc a kobieta nie bo jest szmata.
Może i to jest rozwiązanie.. rozwieść się póki prawda nie wyszła na jaw...
A potem rób ze swoim życiem co chcesz, moze i Twoj ukochany się rozwiedzie.. MOŻE...
A może zatęsknisz za mężem...
Z przyjacielem sie nie dupczy
172 2014-11-19 23:17:16 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-19 23:18:03)
Poki co czuje zal do mężczyzn ze tacy są, ze nie potrafia się przyjaźnic.
Powiedział kocioł do garnka. ![]()
Ty się za to potrafisz "przyjaźnić" - na biurku i pod biurkiem głównie.
Masz kobito totalnie przerzucony ośrodek odpowiedzialności na zewnątrz, na okoliczności i innych ludzi, którzy tobą biedulką miotają.
A ty taka sierotka niewinna w tym wszystkim..no chciałaś się przyjaźnić tylko, a ten pies podleciał i cię wziął był od tyłu, że tylko zdążyłas jeknąć. Olaboga <głaszcze>
Tożto kur.we.syny som, ci faceci!
Ktos napisal ze swoim zachowaniem daje do zrozumienia facetom ze może tu by cos ugrali i dlatego mnie adoruja. Co za beznadzieja, kobiety otwarte wesole po prostu nie maja racji bytu.
Hahahha. Nie myślałaś o występach w kabarecie? Na stand upach jako "Mariolka 15 lat później" nieźle byś dorobiła.
Znam mnóstwo otwartych kobiet, z którymi mężczyźni uwielbiają rozmawiać i owszem, bywa że są adorowane i zdarza się flirt, ale żaden z nich nie przekroczyłby granicy, które ONE ustalają. ONE, rozumiesz różnicę?
Dość mam jojczenia niedopchanej starej baby, która nie potrafi podjąć żadnej decyzji za siebie i wytrwać w niej chociaż kilka tygodni by przekonać się czy możliwe są jakieś zmiany, tylko wystawi to dupsko w tej pracy, a potem resztę tygodnia chodzi jak kowboj.. nie dziwota, że się myślenie wyłącza.
kroteczka
i bardzo dobrze, to bądź sama i zostaw tych wszystkich facetów s pokoju, którzy chcą mieć spokojne, ustabilizowane życie. Ja powtarzam, ze takie osoby nie powinny nigdy zakładać rodzin!
Ja jakoś zawsze umiałam postawić granice facetom, a na powodzenie nie narzekałam
.
174 2014-11-19 23:36:46 Ostatnio edytowany przez daria1968 (2014-11-19 23:46:55)
Jaki to był kryzys?
Zniszczyłaś swoje źycie bo nie jesteś źoną tamtego,czy zniszczyłaś swoje źycie bo wdałaś się w romans ?
Gdybyś była jego źoną to dziś byłabyś kobietą zdradzaną i oszukiwaną.Bo ten typ tak ma - nie ma zasad,liczą się tylko jego przyjemności .
A sprawdz go - powiedz źe jesteś w ciąźy i tak bardzo go kochasz źe chcesz urodzić jego dziecko.Marzysz aby załoźyć z nim rodzinę.
tylko to glupie serce ...
Pocieszę cię i zarazem rozczaruję: cipka to nie serce
Elle88 rozbiłaś bank !
trafiłaś w samo sedno.
Jednak często słyszymy to wmawianie sobie jak mantrę : " to serce nie cipka"
podobno kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą...
Miałam już męża, dzieci, niby bylam szczęśliwa chociaż tak naprawdę zawsze mi czegos brakowalo. Pojawił sie on inteligentny, wesoły, przystojny i niesamowicie męski. Zapatrzony we mnie choc mógł miec każdą.
Moj maz nie jest dla mnie a ja nie jestem dla niego.
Najlepszym dla mnie rozwiazaniem byloby jakbym byla sama. Poki co czuje zal do mężczyzn ze tacy są, ze nie potrafia się przyjaźnic. Wychodzi na to ze kobieta ciagle musi byc czujna nie mozna zwyczajnie sie posmiac, pogadac. Ciagle musi myśleć "aha on chcialby mnie zaliczyc" .
Ktos napisal ze swoim zachowaniem daje do zrozumienia facetom ze może tu by cos ugrali i dlatego mnie adoruja. Co za beznadzieja, kobiety otwarte wesole po prostu nie maja racji bytu. Facet oczywiscie moze taki byc a kobieta nie bo jest szmata.
no taak. Mąż to już nie facet.
Chociaż też pewnie musisz być czujna, żeby i on Cię nie zaliczył.
Zresztą, po co masz się ograniczać do męża, skoro masz takie powodzenie, tyylu facetów chce z Tobą flirtować no i nawet ON, którzy mógłby mieć każdą...
Teraz wiesz czego Ci brakowało, chociaz byłaś niby szczęśliwa - skonsumowania powodzenia.
Tylko... po co Ci były te dzieci ???
Nie, można było popuścić wodze fantazjom, wodzom zanim pojawiły się dzieci, zanim wyszłaś za mąż ??
Tak wiem ze to ja przekroczylam granice. Choc to on zaczal, ale teraz mowa o mnie.
Dlaczego zniszczyłam swoje życie? Bo pozwoliłam sobie poznac smak zakazanego. Lepiej by bylo go nie znać i umrzec w tej blogiej niewiedzy. Juz nigdy nie będe szczesliwa bo z kim bym nie byla, bedzie zle, juz najlepiej chyba samemu.
Ale postanowilam sie odciac od niego i taki mam zamiar. Moze za tydzień dwa bedzie lepiej.
Liczę ze wasze rady się sprawdza a czas będzie moim sprzymierzeńcem.
177 2014-11-20 09:00:42 Ostatnio edytowany przez slońce1 (2014-11-20 09:12:54)
Ktos napisal ze swoim zachowaniem daje do zrozumienia facetom ze może tu by cos ugrali i dlatego mnie adoruja. Co za beznadzieja, kobiety otwarte wesole po prostu nie maja racji bytu. Facet oczywiscie moze taki byc a kobieta nie bo jest szmata.
coś w tym jest, też jestem wesoła uśmiechnięta (raczej) i bardzo otwarta, nieraz ktoś odebrał moje zachowanie jako flirt, a tak nie jest.
Próbuj się odciąć jak to robisz do tej pory, ale coś mi się wydaje że ty będziesz jeszcze długo rozpamiętywać, a czas niekoniecznie będzie twoim sprzymierzeńcem, tym bardziej że ze sobą pracujecie. To nie jest takie proste.
??Dlatego pewnie tak bardzo wciągnęłam się w romans, bo sex byl nieziemski, nie tylko pelen namiętności ale tez czulosci. Taki jakby za chwilę swiat mial przestac istniec. Bylismy tylko my, niestety potem przychodzil dol bo wracala pamiec ze oprocz nas sa jeszcze nasze dzieci i wspolmalzonkowie?.? hmmmm mnie to tak zastanawia gdzie wy to robiliście skoro widywaliście się tylko w pracy?więc skoro w pracy?to pytam się gdzie ta czułość była z jego strony?że dałaś mu na biurku czy na podłodze, bo już nie wiem?
Ogarnij się kobieto?jesteś matką a zachowujesz się jak 15 - latka
179 2014-11-20 13:49:38 Ostatnio edytowany przez daria1968 (2014-11-20 13:56:16)
Tak wiem ze to ja przekroczylam granice. Choc to on zaczal, ale teraz mowa o mnie.
Dlaczego zniszczyłam swoje życie? Bo pozwoliłam sobie poznac smak zakazanego. Lepiej by bylo go nie znać i umrzec w tej blogiej niewiedzy. Juz nigdy nie będe szczesliwa bo z kim bym nie byla, bedzie zle, juz najlepiej chyba samemu.
Ale postanowilam sie odciac od niego i taki mam zamiar. Moze za tydzień dwa bedzie lepiej.
Liczę ze wasze rady się sprawdza a czas będzie moim sprzymierzeńcem.
Tak to juź jest z tym zakazanym owocem.
Myślę ,ze oboje traktujecie to jak odskocznie od rzeczywistości i dlatego to jest tak podniecające.Do tego jeszcze zyjesz fantazją o swojej wyjątkowości - bo przecieź mógł mieć kaźdą a wybrał Ciebie Tylko do czego Cię wybrał?.Dzięki temu jakaś część Ciebie bardzo tego chce ,ta najbardziej niedowartośćiowana i to ona powoduje źe źyjeś w błogim kłamstwie zz którym zaczynasz mieć juź kłopoty.
Mam pytanie - czy chociaź raz po spotkaniu z nim czułaś źe Cię wykorzystuje.?
Czy będąc na spotkaniu z Tobą otrzymał telefon i randka się skończyła bo musiał lecieć e waźnej sprawie?
Czy zdarzyło się ,źe chciałaś się z nim spotkać ale.Ci odmówił?
kroteczka: po lekturze tego co napisałaś, opisałaś jak cały czas brniesz w to g...o, sądzę, że popełniłaś błąd tytule wątku. Nie powinnaś używać czasu przeszłego ale teraźniejszego. Temat wątku powinien brzmieć "Niszczę swoje życie oraz życie najbliższych".
Nie robilismy tego w pracy "na biurku" bez przesady. Zawsze znajdzie się miejsce gdzie TO mozna zrobić jak się chce.
Czy czulam się wykorzystywana nie wiem ale po czulam się zle psychicznie. Tel nie odbieral w trakcie randek zawsze jak rozmawiamy to olewa telefony nawet wazne sluzbowe. Mam go na wylacznosc a on mnie. Szkoda ze tylko na chwilę.
Teraz walczy o mnie chodzi za mna bo widzi co się dzieje ale jestem twarda byle do weekendu. Potem będzie łatwiej.
182 2014-11-20 15:44:34 Ostatnio edytowany przez znikam (2014-11-20 15:45:20)
porozmawiaj z nim bo możesz tego kiedyś żałować że nie spróbowałaś, przynajmniej może ......... będziecie na stopie przyjacielskiej. Z dużym naciskiem na MOŻE. Teraz jest okazja później może jej nie być. Mówię z własnego doświadczenia.
Pozdrawiam
to była ironia że na "biurku"...chodziło o to że pisałaś że on tak z uczuciem do ciebie podchodził...widzisz chciałaś kochanka to dla niego zawsze byłaś chętna zwarta i gotowa...a dla męża też taka byłaś??...zaproponowałaś kiedyś mężowi wyskok do hotelu na numerek tak jak z kochankiem... też byłaby adrenalina...ale nie lepiej iść na łatwiznę i sie puścić z obcym frajerem...
w tym przypadku rozmowa nic nie da...bo on będzie jej mówił że jest taka zajeb***, a ona będzie to chłonąć jak gąbka, dalej będzie się rozpływała?no i dalej będą sobie romansować?bo tak jest fajnie
chodzi za tobą bo wie że kończy mu sie darmowe dupczenie...że znowu będzie musiał inwestować w inną laskę...zobaczysz jak szybko się pocieszy po tobie
186 2014-11-20 16:13:54 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-20 16:14:40)
chodzi za tobą bo wie że kończy mu sie darmowe dupczenie...że znowu będzie musiał inwestować w inną laskę...zobaczysz jak szybko się pocieszy po tobie
100/100
Nie pocieszy się. Sądzę, że nie będzie musiał.
187 2014-11-20 16:17:50 Ostatnio edytowany przez maga81 (2014-11-20 16:18:39)
"100/100
Nie pocieszy się. Sądzę, że nie będzie musiał."
w sumie to masz racje...Kroteczka niepozwoli mu odejść...przecież oni się tak zajeb*** kochają...
nie rozumiem kobiet ktore zdradzaja swoich mezow,i facetow ktorzy zdradzaja swoje zony,a potem wielce gadaja ze jacy oni i one nieszczesliwi. Co lepiej bzyka kochanek niz maz?to poco sie z nim hajtalas? Wtedy odpowiadal ci,a teraz ble? Pier....o szopenie,a szopen dawno nie zyje
Tak wiem ze to ja przekroczylam granice. Choc to on zaczal, ale teraz mowa o mnie.
Dlaczego zniszczyłam swoje życie? Bo pozwoliłam sobie poznac smak zakazanego. Lepiej by bylo go nie znać i umrzec w tej blogiej niewiedzy. Juz nigdy nie będe szczesliwa bo z kim bym nie byla, bedzie zle, juz najlepiej chyba samemu.
Ale postanowilam sie odciac od niego i taki mam zamiar. Moze za tydzień dwa bedzie lepiej.
Liczę ze wasze rady się sprawdza a czas będzie moim sprzymierzeńcem.
Kroteczko...
Witaj w Klubie... ja tez niestety poznałam smak, a tez wolalabym nie znac, wiem ile starcialam przez te wszytskie lata i wiem, ze z nikim juz tak nie bedzie ...
A na dodatek strasznie za nim tesknie
Koszmarne uczucie
Tesknisz za tym swoim..?
Beben69 a jak u ciebie się skonczylo?
Ja caly czas mam z nim kontakt wiec tesknie tylko weekendami i troche wieczorami. Jednak wiem ze zwiazek z nim nie da mi szczescia. Bo nie potrafię budowac na gruzach. Po prostu za pozno się spotkalismy szkoda bo mialabym z nim idealne zycie - jestesmy tak podobni do siebie ze to az przerazajace. Poza tym on jest jak moj ojciec - silny mądry wesoły.
Piszecie ze jestem jak nastolatka - ale to trwa juz od lat i nie mija. To nie jest świeże zafascynowanie ja go swietnie znam. Znam cale jego dziecinstwo opowiadal mi o swoich studiach i szalenstwach mlodosci. Wiem co lubi czego nie. Przegadalismy wiele wiele godzin pewnie z 10 godzin tygodniowo przez tyle lat. Wiele małżeństw tyle ze sobą nie rozmawia - mowie tu o jakosciowej rozmowie a nie kup to kup tamto. On tez wie ze to straszne co nas spotkalo nie sądzę ze swiadomie tego chcial. Wierze ze tu nie chodzi o seks ale o bliskość z drugim człowiekiem.
Chociaz po tych wszystkich postach zaczynam mieć wątpliwości - jesli chodzilo o zaliczenie to naprawdę sie zalamie. Tylko po co zalicza i zalicza od miesiecy moze powinien poszukac sobie świeżego mieska jak to wulgarnie nazywacie.
191 2014-11-20 18:24:37 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-20 18:25:51)
Mimo tego co napisałaś pomiędzy wierszami bije po oczach, że Ty nie chcesz tego skończyć.
Moje zdanie:
Skoro tak codziennie umierasz najuczciwiej by było gdybyś natychmiast powiedziała o tym mężowi. Potem złożyła pozew rozwodowy z orzekaniem Twojej winy. Oczywiście dzieci powinny zostać przy ojcu. Następnie proponujesz kochankowi by założył z Tobą rodzinę. To byłoby minimum uczciwości z Twojej strony. Zobaczysz wtedy jak zareaguje ten "inteligentny, wesoły, przystojny i niesamowicie męski. Zapatrzony ... choc mógł miec każdą". Jesteś na to gotowa ? Zapewne nie.
Wg mnie nie zasługujesz na ciepło domowe. Słusznie napisałaś "Miałam męża, dzieci". Miałaś.
Miałaś za dobre życie.
Twoje postępowanie mimo początkowych deklaracji jest destrukcyjne, nie dojrzałaś do roli małżonki. W Twoich wpisach nie ma prawie śladu Twojej rodziny. Bardzo im współczuję.
192 2014-11-20 18:56:43 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-11-20 18:57:10)
kroteczka nie załatwiaj tej sprawy bez wyjaśnień, bo możesz tego kiedyś żałować. Porozmawiaj z nim.
Tym bardziej że do n iego coś czujesz, a to nie przeminie tak szybko.
193 2014-11-20 18:56:53 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2014-11-20 18:58:02)
Dokładnie o tym samym pomyslalam.
Tylko on, on, on, potem długo długo nic.
Potem Kroteczka.
Ale żeby na przykład jakieś małe sloweczko o dzieciach ?
Nic. Wszyscy poza cudownym, męskim, przystojnym itd. itp. jakby wystrzeleni w kosmos.
Przeraża mnie Twój egocentryzm Kroteczko. I smuci.
Jakie to musi być smutne życie gdzie wszystkie Twoje myśli, emocje i uczucia kręcą się bezustannie koło dupy i satysfakcji.
Hehe...jak mówi przyslowie...dupa ciągnie mocniej niż para koni... Tak Kroteczka zamiast myśleć o swoich dzieciach to w głowie ciągle kochanek... Ciekawe czy on tez tak za toba teskni jak jest ze swoja rodzina?
Ja caly czas mam z nim kontakt .... jestesmy tak podobni do siebie ze to az przerazajace....on jest jak moj ojciec - silny mądry wesoły.Piszecie ze jestem jak nastolatka - ale to trwa juz od lat i nie mija. To nie jest świeże zafascynowanie ja go swietnie znam.
..to straszne co nas spotkało nie sądzę że świadomie tego chciał . Wierze ze tu nie chodzi o seks ale o bliskość z drugim człowiekiem.
A jaka jest w takim razie twoja więz z mężem, co oprócz dzieci i majątku łączy ciebie z mężem? Z jakich powodów z nim jesteś?
Co tak naprawdę myśli twój mąż o tobie, pytałaś go o to kiedykolwiek?
Gdybyś powiedziała mu o swoim romansie co mógłby tobie powiedzieć i zrobić?
Uważasz że to się nigdy nie wyda?
Bardzo jesteś "za" kochankiem", tłumaczysz jego postępowanie że on "nieświadomie tego chciał". Ty też jesteś taka "nieswiadoma"?
Jakie wartości są dla ciebie ważne, czym kierujesz się w życiu?
Dlaczego masz romans? Taak, odpowiedziałaś już, w kochanku znalazłaś swojego ojca... Twój mąż ma inny charakter, nie podziwiasz go tak bardzo jak swojego ojca i kochanka, nie szanujesz, nie jest dla ciebie nikim ważnym... liczysz się tylko ty i twoje potrzeby...