O rany. Ale ściskacie kolana i marszczycie fredy. Jak powiada mój kolega Łysy. Chodzi mi o wiersze.
Może<>morze
jest szerokie i cholernie głębokie. W tym morzu można pływać i różniste przygody przeżywać. Tak że miejsce na parę wierszy też się znajdzie.
Pisać i tyle, kapują? Bo załatwię sobie posadę moda i wtedy zobaczycie piractwo czystej wody.
Teraz tak. Pedro. Moje zdanie jest takie.
To że ktoś na kogoś napali się, poleci. Przeskoczy iskra i takie tam bzdety to to żaden dowód miłość. Jeżeli tak się złoży że dołączy do tego coś co mamy w sobie, wynikającego z naszej osobowości itd.. Nie będę pisać bo tu kumaci są i łapią o co mi biega. No to zajebiście można powiedzieć i jest jakaś szansa że talerze latać nie będą. Przynajmniej zbyt szybko.
A sama przyjaźń jak na moje rozumienie tego pojęcia. Znajduje się bardzo blisko miłości. I ogromnie wiele klocków z jednego, pasuje do drugiego. Dlatego wyskoczyłem z tym ożenkiem. Zapewne kilka spraw musiałby się zmienić. Jednak myślę że dałoby się zaadoptować w nowej sytuacji.
Generalnie słowo miłość jest używane bezzasadnie najczęściej. Przestaje znaczyć to co powinno znaczyć. Koleś chce
no wiecie co sami doskonale i natychmiast zakochany. Chyba największa bzdura jaka może być. Tak uważam.
To samo z drugą płcią naszą śliczną. Zmiękną kolana i już zakochane tak że umierają. A po tygodniu? Jak, dalej tak samo?
I potem zaczyna się to całe gadanie że chłopy to takie i owakie a baby to jeszcze gorsze.
Echhh
Teraz tak. Wiersze. Widzę że Pirat musi być pierwszy. Nie mam nic do stracenia bo jutro może już mnie nie być.
Dodatkowo, to kiedyś już wkleiłem te słowa na tym forum ale w porywie pirackiej pasji skasowałem jak leci. Nie będę tłumaczyć co i jak. Uważam że było uzasadnione.
Czyli po raz drugi niczego nie tracę
Po trzecie to wcale nie wiersz tylko piosenka.
Idzie tak:
Przyszedłem przed czasem
na umówione miejsce
Jej ulubione miejsce, na skraju świata
wysoki klif, gdzie dalej już tylko marzenia
usiadłem na zmurszałym pniu
który ona kiedyś wybrała
czasu nie czułem
jednak
Czekałem
nie myślałem chociaż chciałem
patrzyłem ale nie widziałem
wiatru nie czułem
nic nie słyszałem
Bez niej
Nic znaczę
Poczułem gdy nadchodzi
dalej siedziałem
Bez słowa kładzie dłonie na moich ramionach
opiera podbródek
na mojej głowie
Pozwala mi usłyszeć swoje myśli
tak bez słów mówi co czuje
Wstałem i spojrzałem
Zobaczyłem
Patrzyła na mnie swoimi oczyma
Barwy kamienia która przebija się przez warstwę lodu
Wiatr pomachał do mnie jej włosami
jej oczami zobaczyłem ostatnie kwiaty na skraju świata
ogrom oceanu marzeń
którego przedtem nie widziałem
jej myślami zobaczyłem swoją duszę
Bez niej niczego nie potrafię
to jej palcami mogę dotknąć gwiazd
Jej uszy słyszą dla mnie melodię którą śpiewają
W jej oczach uśmiecha się do mnie świat
jej ustami
którymi mogę szeptać
jej piersiami mogę odetchnąć
inaczej się duszę
Z nią
Mogę wszystko
Bez niej
Nic znaczę
nawet nie płaczę.
Docelowym językiem dla tego tekstu nie jest polski. Melodia już jest. Później się zobaczy
Edit: Pogoda parszywa u mnie. Nic się nie chce, zrobiłem tylko fajny obiad. Chyba posortuję zdjęcia.
A z weselszych
to slang jaki rozwijamy w grupie znajomych nabiera rozmachu. Ponieważ są pośród nas różne nacje (z przewagą polskiej) to zaczyna się ciekawie. Idzie z rozwojem jak dystrybucja Linuksowa Ubuntu. Słowa które wkleiłem w naszym slangu pójdą:
>Go to natekop newu Jonsi circplatte.