Oto w duuużym skrócie moja historia z "małym penisem" - przy czym MAŁY to Jego określenie.
Nigdy nie wyśmiałam pod tym kątem mojego faceta, nie obraziłam, nie wyzwałam nawet przy okazji scysji i najróżniejszych wyzwisk słyszanych pod moim adresem. Nigdy nie mówiłam, że mi nie wystarcza, a wręcz przeciwnie: uwielbiałam się z nim kochać i przez tę magiczną aurę i "chmurkę", do której mnie wynosił, robił mi jak nikt. Mówiłam wprost, że mi dobrze - nigdy nie wierzył. Od początku znajomości nieustannie drążył temat "byłych" penisów, które w sobie miałam. "15 czy 20cm? Gruby, chudy, ile w obwodzie? Jak mogłaś nie zmierzyć przez tyle lat?? Kłamiesz! Z ruchów ręki wynika, że miał ze 21!"... A on takie nic nie warte 14, 13 czy 12 - w sumie dziś już nie wiem, bo w jego mniemaniu chyba się kurczy z roku na rok ![]()
I na nic tu moja faktyczna opinia (a nie tłumaczenie), którą przytaczało mnóstwo kobiet w tym wątku: liczy się "fach", sztuka kochania, co się do takiego faceta czuje, jak on okazuje miłość w łóżku, kim dla nas jest i masa innych czynników. Wiadomym jest fakt, że przy większym jest więcej możliwości (jak i ograniczeń), ale nie o centymetry przecież w seksie chodzi! Dla mnie to akt zespolenia dwojga ludzi w miłosnym uniesieniu, coś więcej niż bezmyślne zwierzęce wtykanie. (Dodam, że mówię tu o stałych wartościowych związkach partnerskich, a nie jednorazowych numerkach w półśnie na imprezie).
W każdym razie, pierwsze lata związku minęły na zasadzie mojej (to jego opinia !!) 80% inicjatywie w tych sprawach i rozmowach od razu po - moich zapewnieniach i próbach wyluzowania klimatu, jego oskarżeniach i żalu. I tu zacytuję dwóch NA SZCZĘŚCIE Panów:
Po drugie -- nie chodzi o rozmiar penisa, ale satysfakcję z seksu. Cóż to za seks z facetem, który ma łzy w oczach z powodu rozmiaru?
Jeżeli przeleję na nią moje kompleksy to jeszcze się zacznie w nie wkręcać tak jak ja i przestanie być jej dobrze.
Kiedyś marzyłam o niespodziankach, seksownych przebierankach, urozmaiceniach... Nie kręciło go to (nigdy jak twierdzi), więc odpuściłam. Dziś on zarzuca mi całkowity brak libido, oziębłość i temperament nieboszczyka. Całe dnie spędza na wyszukiwaniu dla mnie wielkich kutasów (bo przecież ciągle jestem niezaspokojona), porównuje do rozemocjonowanych byłych kobiet, którym wyobraźnią nigdy nie dorównam. Frustracja go nie opuszcza, boję się już poruszać jakikolwiek temat, bo i tak zawsze sprowadzi się go do instynktu i małego ch..a. Nie dostrzega źródła tej sytuacji w swojej obsesji. I TO NIE W MAŁYM PENISIE (który, jak się okazuje nawet na tutejszym forum, nie jest do takowych zaliczany) TYLKO SWOJEJ FOBII !
Nie neguję oczywiście sytuacji skrajnych, jak wyjątkowo rozciągnięte po porodzie kobiety (choć ja do nich nie należę) czy jawne wyśmiewanie się z przyrodzenia. Wiem tylko jedno: fakt, jak kobieta oceni rozmiar męskiego penisa w dużej mierze zależy od niego samego - poczucia własnej wartości, umiejętności, zaangażowania i poziomu ewentualnego kompleksu.
Pozdrawiam ciepło.


