Wątków o zdradzie jest całe mnóstwo; mają niemiły, a czasem wręcz tragiczny wydźwięk. A wszystko przez to, że w końcu osoba zdradzana się o zdradzie dowiedziała.
A gdyby jednak do tego nie doszło?
Czy wg Was, potajemna zdrada, która raczej nigdy nie wyjdzie na jaw, tak samo szkodzi związkowi? Jeśli tak - dlaczego? Jeśli nie....- dlaczego?
catwoman - mnie się wydaje, że ja rozumiem Twoją funkcję na forum. w końcu waszym zadaniem, jako redaktorów, jest podsuwanie tematów i sprawianie, by się forum kręciło..
ale tak oczywiste prowokacje.. słabe są...
sama nazwa.. potajemna zdrada...
zdrada to zdrada, tajemna, potajemna, jawna, ukryta, odkryta, zaślepiona, świadoma -zdrada to zdrada
I JUŻ
Wątków o zdradzie jest całe mnóstwo; [...] Jeśli tak - dlaczego? Jeśli nie....- dlaczego?
Teoretyzowanie tu nic nie daje. Nie można rozpatrywać zjawisk bez konkretnego kontekstu osobistego. Nie da się tu ułożyć uzasadnień i wyznaczyć reguł, bo nie ma dwóch takich samych sytuacji.
Błąd tkwi już w samym tytule wątku: co to znaczy potajemna? Przynajmniej dla dwóch osób to nie jest żadna tajemnica, ale fakt. Taka wiedza o fakcie zawsze się jakoś manifestuje i ma wpływ na zachowanie. Da się uczynić tajemnicą ten fakt, ale nie da się ukryć wpływu i zmiany. Często się wtedy pytamy "Co się stało, że On/Ona się tak zachowują, że tak się zmieniło ich zachowanie?" I to jest pierwszy ślad.... trop...
A właśnie, że się da. Temat jest tekstem, który wiele razy słyszałam z ust znajomych mężczyzn - oczywiście zdradzających.
Ich żony jak żyły w błogiej nieświadomości, tak żyją - i teoretycznie: nikomu się krzywda nie dzieje.
Ci co są w wolnych związkach wciąż zdradzają i im wcale to nie szkodzi, a przynajmniej tak twierdzą.
Wierność i zdrada to są bardzo skomplikowane zagadnienia... z jednej strony chcemy mieć bezpieczeństwo i stabilizację, mieć kogoś na pewno, wiedzieć, że nie odejdzie, że jesteśmy jedynymi i dla niej/niego najważniejsi, a z drugiej strony wydaje się, że romans na boku albo jednorazowy seks niczemu nie szkodzi. Z trzeciej strony gdyby nasza żona/mąż mieli romans, to stracilibyśmy poczucie bezpieczeństwa, wyłączności, bycia jedynymi.
Z moich obserwacji wynika, że jeśli kobieta sama wdała się w romans, to jest w stanie przebaczyć romans męża. Ta żona i ten mąż mogą się kochać, i dalej żyć razem być może bardziej stabilnie niż w czasie, gdy myśleli, że są sobie wierni -- po prostu znają drugą stronę medalu. Znam te historie bardzo blisko.
Chyba nie znajdziemy tutaj prostych odpowiedzi.
Romans brzmi już zobowiązująco - a co z jednorazowymi skokami w bok? Mężczyźni, o których tu wspomniałam nie mieli romansu, oni od czasu do czasu sypiali ( i raczej nadal to robią) z różnymi kobietami.
zdrada to zdrada, tajemna, potajemna, jawna, ukryta, odkryta, zaślepiona, świadoma -zdrada to zdrada
Ot i!
Zdrada to zawsze jest świadome krzywdzenie. I jako takie nie może pozostać bez wpływu na całość relacji.
Nawet zdrada, ktora nigdy na jaw nie wyjdzie, podkopuje zwiazek, bo pytanie podstawowe jest : dlaczego ktos ma potrzebe zdradzania partnera? Jezeli komus w malzenstwie zle, to powinien zaczac od rozwiazania problemow jakie ma ze soba albo z malzonka, a nie zastepczo innym w majty wskakiwac. Zdrada jest po prostu brakiem szacunku do drugiej osoby.
Romans brzmi już zobowiązująco - a co z jednorazowymi skokami w bok? Mężczyźni, o których tu wspomniałam nie mieli romansu, oni od czasu do czasu sypiali ( i raczej nadal to robią) z różnymi kobietami.
No to pewnie niczemu nie szkodzi... on zadowolony, żona zadowolona... byle choroby nie przyniósł do domu. Zresztą jednym z takich był mąż Wisłockiej.
mąż Wisłockiej.
Zły przykład. To małżeństwo ani nie było szczęśliwe, ani dobrze się nie skończyło dla Pani W.
... Zdrada jest po prostu brakiem szacunku do drugiej osoby.
A gdy do tego w tajemnicy - zwykłym oszustwem. Nie znam nikogo, kto chciałby być oszukanym.
Wiec twierdzenie, że TO nikomu NIE SZKODZI to zwyczajna HIPOKRYZJA (i beznadziejnie głupie tłumaczenie)
Nie wiem co to może znaczyć potajemna zdrada. Wcześniej czy później zdrada wychodzi na jaw.
Albo się dowiadujemy od osób trzecich albo jeśli partner ma coś takiego jak sumienie to wcześniej czy później by się przyznał.
Jeśli jedno zdradza to znaczy że po prostu druga osoba nie daje mu tego czego potrzebuje.
Ja również kiedyś zostałam zdradzona, chłopak myślał że nigdy się nie dowiem bo szansę na to że się dowiem były małe.
Myślał że mu ujdzie płazem a tu po 3miesiącach się o tym "przypadkiem dowiedziałam"
Catwoman - nie rozumiem Twoje toku myślenia. Byłabyś pewnie zadowolona z takiego skoku w bok bo Twoje zachcianki ktoś spełni
A druga osoba głęboko wierzy w Twoją wierność, dalej ślepo patrzy w Ciebie jak w obrazek i robi dla Ciebie wszystko.
Jestem ciekawa czy zdawałabyś sobie sprawę ze jeśli partner by się o tym dowiedział to zacząłby się Tobą zwyczajnie brzydzić.
Ale to nie ważne bo ważne jest to że Twoje egoistyczne widzimisię zostaną spełnione.
End_aluzja napisał/a:zdrada to zdrada, tajemna, potajemna, jawna, ukryta, odkryta, zaślepiona, świadoma -zdrada to zdrada
Ot i!
Zdrada to zawsze jest świadome krzywdzenie. I jako takie nie może pozostać bez wpływu na całość relacji.
No, nie może pozostać bez wpływu. W wielu wątkach można przeczytać, że to relacje poprawia (mąż milszy, stara się, kupuje kwiaty nieoczekiwanie).
Wcale jednak nie jest wszystko jedno, czy to uda się utrzymać w tajemnicy, czy też nie.
14 2013-07-22 15:28:41 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-07-22 15:29:58)
A właśnie, że się da. Temat jest tekstem, który wiele razy słyszałam z ust znajomych mężczyzn - oczywiście zdradzających.
Ich żony jak żyły w błogiej nieświadomości, tak żyją - i teoretycznie: nikomu się krzywda nie dzieje.
catwoman
uwierzę ci tylko w przypadku, jesli każdą z tych zon twoich znajomych meżów zapytałaś:
czy mąż cię zdradza?
czy kiedykolwiek podejrzewałaś, że mąż cię zdradza?
czy ufasz, że twój mąż nigdy cię nie zdradził?
jesli KAŻDA z nich odpowie:
alez nie, oczywiście, nigdy przez myśl mi nie przeszło, naprawde nie zaniepokoiły mnie jego wyłączone telefony i rachunki z hotelu... i tak dalej
wtedy ci uwierzę, że one są szczęsliwe i żyją w błogiej nieświadomości...
to takie wygodne myślenie - mężów, którzy zdradzają..
i kochanek, które przecież mają prawo do szczęscia, a rodzina nie wie, to się jej nie rani...
i jeszcze jedno -= jak na to nie patrzeć, to w czasie jak bzykał gościu koleżankę mógł zapewnić orgazm żonce.. więcej by skorzystała, prawda???
a poza tym - być może częśc z nich wie o zdradzie - ale nic nie mówi, bo nie ma siły odejśc od męża. albo mozliwości finansowych
i udają głupie i nieświadome - bo lepiej, żeby osoby o takich poglądach, jakie opisałaś - sądziły, że one [po proostu błogie są, nieświadome i naiwne
niż głupie, żałosne i godne litości ofiary...
No, nie może pozostać bez wpływu. W wielu wątkach można przeczytać, że to relacje poprawia (mąż milszy, stara się, kupuje kwiaty nieoczekiwanie).
Nie wiem czy się mam śmiać, czy też płakać z takiej "poprawy" relacji. Poprawą jest praca nad przyczynami wcześniejszego pogorszenia, ale zagłuszenie własnych wyrzutów sumienia.
Ja jestem np.osoba która brzydzi się tymi co zdradzają...Jeśli jest się w związku to powinno się kochać ta jedną osobę i jej dotrzymać wierności.Gdybym miała skakać w bok poza plecami faceta to po co on miałby mi być potrzebny.?3ba mieć swoją wartość w życiu a nie być pomiatanym i wykorzystywanym.Jeśli ktoś chce skakać i korzystać z życia to śmiało ale żeby nie dotyczyło to mnie ani osoby która kocha szalenie.
No, nie może pozostać bez wpływu. W wielu wątkach można przeczytać, że to relacje poprawia (mąż milszy, stara się, kupuje kwiaty nieoczekiwanie).
Nie wiem czy się mam śmiać, czy też płakać z takiej "poprawy" relacji. Poprawą jest praca nad przyczynami wcześniejszego pogorszenia, ale zagłuszenie własnych wyrzutów sumienia.
Przepraszam yoghurt007, o jakich Ty wyrzutach sumienia piszesz. Jak kto w kilka lat zmienia kilka razy partnerki, to ma jakieś wyrzuty sumienia.
To jest tylko problem elektryczny: można zastosować połączenie równoległe albo szeregowe. W każdym przypadku mamy do czynienia z prawami tylko i wyłącznie fizyki ciał niestałych.
Wiesz, tak na dobrą sprawę to rozpatrując wątek zdrady warto się pochylić nad motywami. Bo w mojej ocenie nie można postawić znaku równości pomiędzy:
1) Celowym szukaniem przygód na boku dla zabawy
2) Zaspokojeniem podstawowych potrzeb po wypaleniu się a ciągłym trwaniu w toksycznym związku
Owszem - zdrada zawsze była, jest i będzie zła. Niemniej jednak podobnie jak nie każdy pijący jest alkoholikiem, tak samo nie każdy zdradzający będzie z definicji "złem wcielonym tego świata".
Przepraszam yoghurt007, o jakich Ty wyrzutach sumienia piszesz. Jak kto w kilka lat zmienia kilka razy partnerki, to ma jakieś wyrzuty sumienia.
To jest tylko problem elektryczny: można zastosować połączenie równoległe albo szeregowe. W każdym przypadku mamy do czynienia z prawami tylko i wyłącznie fizyki ciał niestałych.
Pierdu, pierdu. Tylko socjopaci nie mają wyrzutów sumienia. A pisanie, że wszyscy zdradzający są socjopatami będzie jawnym nadużyciem. A przy okazji będzie niepoważne i śmieszne.
Mężczyźni, o których mowa zdradzają bo.... "tacy są mężczyźni" - jak to mówią.
W tych związkach nie ma jakichś patologicznych tragedii; ot on wychodzi z domu, idzie do pracy, po pracy się z kimś spotyka, żonie przynosi kwiaty i szafa gra ![]()
Animus napisał/a:Przepraszam yoghurt007, o jakich Ty wyrzutach sumienia piszesz. Jak kto w kilka lat zmienia kilka razy partnerki, to ma jakieś wyrzuty sumienia.
To jest tylko problem elektryczny: można zastosować połączenie równoległe albo szeregowe. W każdym przypadku mamy do czynienia z prawami tylko i wyłącznie fizyki ciał niestałych.
Pierdu, pierdu. Tylko socjopaci nie mają wyrzutów sumienia.
Ale żeby mieć wyrzuty sumienia, muszę uważać, że to, co robię, jest złe (przy jednoczesnej ochocie/potrzebie/konieczności/przymusie robienia tego mimo wszystko dalej). Wiele osób uważa, że dopóki dba o rodzinę (przynosi pieniądze do domu, gotuje, pierze, sprząta, wychowuje dzieci i dba o ich edukację), to może poszukać zapomnienia w objęciach kochanki/kochanka i dopóki żona/mąż się nie dowie, to NIC ZŁEGO się nie stało.
Mężczyźni, o których mowa zdradzają bo.... "tacy są mężczyźni" - jak to mówią.
W tych związkach nie ma jakichś patologicznych tragedii; ot on wychodzi z domu, idzie do pracy, po pracy się z kimś spotyka, żonie przynosi kwiaty i szafa gra
do czasu pewnie....
nie wiem catwoman.
samo załóżenie - tacy są faceci jest ok, jesli ich partnerki się na to zgadzają
jesli nie - to szafa nie gra
kiedy mój mąż mnie zdradził i powiedział, że nie sądził, że mnie to dotknie i tak to odbiorę
powiedziałąm, to powinienes mnie poinformować, że masz związek ma teraz taki charakter i bzykamy sobie niezobowiązująco na boku - jeslki takie są zasady, to obowiązują w dwie strony
rozumiem, że ciebie tez by nie dotknęło i nie dotyczyło, gdybym się raz na jakiś czas z kimś pobzykała??
jeśli tak, to powinieneś mi to powiedziec, ZANIM bzyknałes koleżankę - bo zmarnowałam dużo czasu i dużo okazji...
yoghurt007 napisał/a:Animus napisał/a:Przepraszam yoghurt007, o jakich Ty wyrzutach sumienia piszesz. Jak kto w kilka lat zmienia kilka razy partnerki, to ma jakieś wyrzuty sumienia.
To jest tylko problem elektryczny: można zastosować połączenie równoległe albo szeregowe. W każdym przypadku mamy do czynienia z prawami tylko i wyłącznie fizyki ciał niestałych.
Pierdu, pierdu. Tylko socjopaci nie mają wyrzutów sumienia.
Ale żeby mieć wyrzuty sumienia, muszę uważać, że to, co robię, jest złe (przy jednoczesnej ochocie/potrzebie/konieczności/przymusie robienia tego mimo wszystko dalej). Wiele osób uważa, że dopóki dba o rodzinę (przynosi pieniądze do domu, gotuje, pierze, sprząta, wychowuje dzieci i dba o ich edukację), to może poszukać zapomnienia w objęciach kochanki/kochanka i dopóki żona/mąż się nie dowie, to NIC ZŁEGO się nie stało.
pod warunkiem, że mąż/żona uważają tak samo....
dopóki nie wiem, niech robi co chce, tylko się z tym dobrze kryje...
i jesli on/ ona nie wpadnie w szal, gdy małzonek/małżonka zafundują mu/jej taką samą moralność.. wtedy jest ok
Czy wg Was, potajemna zdrada, która raczej nigdy nie wyjdzie na jaw, tak samo szkodzi związkowi? Jeśli tak - dlaczego? Jeśli nie....- dlaczego?
Ktoś kto zdradza wnosi do związku smród, który się będzie ciągnął do końca jego trwania.
Jeśli osoba zdradzająca, ma za nic honor i nie ma potrzeby czy odwagi, żeby się do zdrady przyznać, będzie się w tym smrodzie sama podduszać. Chyba, że mówimy o jakimś patologicznym przypadku małżeństwa na papierze, ale bez wspólnej sypialni, życia.
Jeśli osoba zdradzająca ma potrzebę podzielenia się, ale brakuje jej odwagi, skutek będzie taki sam.
Tak czy siak związek ucierpi.
Ale żeby mieć wyrzuty sumienia, muszę uważać, że to, co robię, jest złe (przy jednoczesnej ochocie/potrzebie/konieczności/przymusie robienia tego mimo wszystko dalej). Wiele osób uważa, że dopóki dba o rodzinę (przynosi pieniądze do domu, gotuje, pierze, sprząta, wychowuje dzieci i dba o ich edukację), to może poszukać zapomnienia w objęciach kochanki/kochanka i dopóki żona/mąż się nie dowie, to NIC ZŁEGO się nie stało.
To jest jedynie mechanizm wyparcia. Gdyby faktycznie takie osoby tak uważały, to właśnie nie stosowały by kłamstw i wymówek przed żoną/mężem, aby spotkać się z kimś trzecim na seks.
Ktoś kto zdradza wnosi do związku smród, który się będzie ciągnął do końca jego trwania. ... będzie się w tym smrodzie sama podduszać. Chyba, że mówimy o jakimś patologicznym przypadku małżeństwa na papierze, ale bez wspólnej sypialni, życia.
Nie zgadzam się z tą teorią. Tak jak Catwoman rozmawiała z facetami, to ja rozmawiałem z kobietami. Znam kilka małżeństw, gdzie są takie tajne zdrady, a wspólna sypialnia, normalne życie, urodziny, weekendy, wakacje, dzieci, praca na oko funkcjonują normalnie.
No właśnie, "na oko".....
Yoghurt, swieta prawda.
Zdrada= brak szacunku+ oszustwo+ egoizm+tchorzostwo. Trzeba faktycznie byc jakims psychopatycznym osobnikiem, zeby to nawet na osobe zdradzajacego nie wplynelo. Juz nie mowiac o tym, ze jest to niesamowita krzywda dla zwiazku, w ktorym albo powinno sie rozwiazac problemy, albo go uczciwie zakonczyc.
No właśnie, "na oko".....
Widocznie niektórym to wystarcza jako argument ![]()
(...) zwiazku, w ktorym albo powinno sie rozwiazac problemy, albo go uczciwie zakonczyc.
Nie tak łatwo zakończyć. Co z dziećmi, co z wspólnymi kredytami? Jeśli jestem mężczyzną, którego żona po urodzeniu dziecka uznała, że jestem potrzebny już tylko jako bankomat, to co, mam się rozwieść i uzyskać łaskawe prawo widywania ukochanego synka raz na dwa tygodnie?
Dla jasności: nie prezentuję w tej chwili moich własnych poglądów ani doświadczeń, gram tylko adwokata diabła ![]()
31 2013-07-22 17:47:37 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-07-22 17:47:46)
adlernewman napisał/a:(...) zwiazku, w ktorym albo powinno sie rozwiazac problemy, albo go uczciwie zakonczyc.
Nie tak łatwo zakończyć. Co z dziećmi, co z wspólnymi kredytami? Jeśli jestem mężczyzną, którego żona po urodzeniu dziecka uznała, że jestem potrzebny już tylko jako bankomat, to co, mam się rozwieść i uzyskać łaskawe prawo widywania ukochanego synka raz na dwa tygodnie?
Dla jasności: nie prezentuję w tej chwili moich własnych poglądów ani doświadczeń, gram tylko adwokata diabła
Czyli lepiej bzykac na boku?
Lepiej widywac dziecko raz na dwa tygodnie, ale z czystym sumieniem patrzec na siebie w lustrze.
Nie wiem jakim typem czlowieka trzeba byc, zeby uznac potajemna zdrade za nieszkodliwa...w glowie mi sie to nie miesci.
moniaCo a ja to rozumiem. Nie popieram, ale rozumiem; człowiek znajduje sobie taki sposób na życie, po prostu. Wszystko można sobie wytłumaczyć, a "Czego oczy nie widzą....". Tak to funkcjonuje:
małżeństwo jest fajne, jest wesoło podczas wspólnych weekendów, żona zadowolona z życia, dzieci rosną w siłę, a facet od czasu do czasy bzyka na boku; zwykle to jakaś kobieta, która akurat napaliła się na niego, która przyjechała służbowo tylko na 1-2 dni, nic wielkiego; wraca do domu, on wraca do domu i życie toczy się nadal.
Nie takie rzeczy ludzie robią. Problem w tym, że jest naprawdę wiele takich małżeństw. Ludzie poszli przed ołtarz z powodu wpadki, nieumiejętności odmówienia itp. A potem klops, bo dwoje ludzi żyje obok siebie, ale nie ze sobą. I w takich wypadkach nawet nie ma co mówić o zdradzie, bo każde z nich wie, że drugie używa sobie na boku i daje na to cichą zgodę. Jedno nic nie mówi, drugie o nic nie pyta, ale oboje wiedzą co jest grane. A czas leci dalej i pozory są tworzone - przed sobą, przed partnerem, dzieckiem, rodziną, znajomymi...
Nie takie rzeczy ludzie robią. Problem w tym, że jest naprawdę wiele takich małżeństw. Ludzie poszli przed ołtarz z powodu wpadki, nieumiejętności odmówienia itp. A potem klops, bo dwoje ludzi żyje obok siebie, ale nie ze sobą. I w takich wypadkach nawet nie ma co mówić o zdradzie, bo każde z nich wie, że drugie używa sobie na boku i daje na to cichą zgodę. Jedno nic nie mówi, drugie o nic nie pyta, ale oboje wiedzą co jest grane. A czas leci dalej i pozory są tworzone - przed sobą, przed partnerem, dzieckiem, rodziną, znajomymi...
No coz...trzeba miec odwage wziac zycie w swoje rece prawda?
Ale niektorzy wola zyc dla kredytu, pozorow, bo co rodzina powie...
moniaCo a ja to rozumiem. Nie popieram, ale rozumiem; człowiek znajduje sobie taki sposób na życie, po prostu. Wszystko można sobie wytłumaczyć, a "Czego oczy nie widzą....". Tak to funkcjonuje:
małżeństwo jest fajne, jest wesoło podczas wspólnych weekendów, żona zadowolona z życia, dzieci rosną w siłę, a facet od czasu do czasy bzyka na boku; zwykle to jakaś kobieta, która akurat napaliła się na niego, która przyjechała służbowo tylko na 1-2 dni, nic wielkiego; wraca do domu, on wraca do domu i życie toczy się nadal.
no coz...moze dlatego, ze jestem zdradzona zona....nie moge tego zrozumiec, ani tym bardziej poprzec!
Wszystko można sobie wytłumaczyć, a "Czego oczy nie widzą....".
Gorzej, jak jakieś inne oczy zobaczą...
Życie płata figle, wystarczy odrobina nieuwagi, zbieg okoliczności i ktoś doniesie o schadzkach.
Ja tam nie dałabym przyzwolenia i zrozumienie na narażenie dzieci na taką sytuację.
Przecież jak ktoś regularnie skacze w bok, to zwiększa prawdopodobieństwo, że w końcu się to wyda.
Poprzeć ja też nie popieram i również uważam, że takie skakanie w bok jest brakiem szacunku dla drugiej osoby a także dla związku i oznaką tchórzostwa, ale obserwuję jak to funkcjonuje.
Wtedy jest sie hipokryta , bo nic nie stoji na przeszkodzie zeby byc singlem i wziasc odpowiedzialonsc za swoje zycie . ., a nie grac i udawac wzorowego malzonka to zawsze wyjdzie .Natomiast w zwiazku gdzie bylo ok czyli normlane zycie itd itd , i zdarzyl sie skok w bok w delegaqcji badz w inych warunkach sprzyjajacych . Wtedy sie nie mowi drugiemu tylko zyje z tym i pilnuje sie na przyszlosc.
Czyli lepiej bzykac na boku?
Lepiej widywac dziecko raz na dwa tygodnie, ale z czystym sumieniem patrzec na siebie w lustrze.
Nie wiem jakim typem czlowieka trzeba byc, zeby uznac potajemna zdrade za nieszkodliwa...w glowie mi sie to nie miesci.
Serio? Wolałabyś móc widywać WŁASNE DZIECKO raz na dwa tygodnie? Wiadomo, zdrada to nic dobrego, ale gdybym była mężczyzną, który nieszczęśliwie/głupio poślubił kobietę o poglądach, jakie opisałam, i gdyby do "wyboru" było: a) pozostać w domu, w którym mam chociaż dziecko, skoro dla żony i tak nie istnieję, i czasem poszukać seksu/bliskości/ciepła/rozmowy na boku, b) rozwieść się i stracić do tego wszystkiego jeszcze dziecko, to jako ten mężczyzna ani bym myślała o rozwodzie. Niezależnie od tego, czy bym miała wyrzuty, czy nie, i co bym tam widziała w lustrze. Stracić dziecko tylko po to, by czuć się sam dla siebie ach, jakże kryształowym człowiekiem? Frajerstwo trochę...
40 2013-07-22 18:12:14 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-07-22 18:14:47)
Frajerstwo frajerstwem...
Pytanie, gdzie zwykla uczciwosc....
A poza tym .....widzialy galy co braly.
Moze lepiej nad zwiazkiem popracowac a nie isc na lewizne i myslec sobie. jaki to ja jestem wspanialy bo bzykam na boku, ale mimo wszystko jestem zajebistym ojcem.
Tchorz a nie frajer!
Pierdu, pierdu.
To jest argument nie do zbicia. W dodatku ten wywód o socjopatii... bardzo pasuje do argumentu "pierdu pierdu".
Jeśli dobrze kojarzę, argumenty "pierdu pierdu" zależą od diety !!!
Dodam opowieść, którą ostatnio usłyszałem. On od dwudziestu lat za granicą. Ona w kraju z piątka dzieci. On pracuje i wysyła pieniądze. Ona wie od dawna, że on ma kochankę. Dzieci dorosły i wyjechały do ojca. On musiał zmienić tryb życia. Codziennie wychodzi wieczorem po pracy i wraca późno. Pomógł dzieciom znaleźć pracę. Wysyła pieniądze na pozostałe dzieci i na budowę domu w kraju. Ona czuje się zwolniona z zobowiązań wobec niego, więc poszukuje od wielu lat "faceta" dla siebie, ze skutkiem negatywnym. Ona proponowała rozwód, ale On nie jest zainteresowany. On wie także, o jej poczynaniach.
Sytuacja z gruntu nieuczciwa. Zastosujmy więc zaproponowane przez Catwoman kryterium uczciwości: niech się uczciwie rozwiodą, bo po co taka fikcja. Fikcja?
Zadanie matematyczne dla dobrych matematyków: motywacja do zarabiania pieniędzy na pięcioro dzieci, budowę domu, utrzymanie domu, wyżywienie, ubranie, energię, opłaty, śmieci, mieszkanie za granicą, pomoc kochance wynosi x.000 złotych. To jest opłata za nieuczciwość. Ile otrzyma ta sama Żona z tytułu alimentów po wniesieniu pozwu rozwodowego przy obecnej opieszałości i skuteczności sądów w Polsce?
Oblicz według wzoru: x.000 złotych minus lub plus x.000 złotych.
Ciągle w różnych postach nie ma świadomości motywacji, realiów prawnych i życiowych.
..... ale nadal chciałabym zapytać:
Czy skoki w bok zmieniają w jakiś sposób osobę niewierną?
..... ale nadal chciałabym zapytać:
Czy skoki w bok zmieniają w jakiś sposób osobę niewierną?
Którą Osobę niewierną? Statystyczną?
Frajerstwo frajerstwem...
Pytanie, gdzie zwykla uczciwosc....
A poza tym .....widzialy galy co braly.
Moze lepiej nad zwiazkiem popracowac a nie isc na lewizne i myslec sobie. jaki to ja jestem wspanialy bo bzykam na boku, ale mimo wszystko jestem zajebistym ojcem.
Tchorz a nie frajer!
Ano jasne - są związki, nad którymi wystarczy popracować, bo żona zaganiana, umęczona, sama ze wszystkimi obowiązkami. Można ją odciążyć, zabrać gdzieś, załatwić opiekunkę do dzieci, dać żonie kwiaty, zacząć prawić komplementy i namiętność wróci (w dużym uproszczeniu).
Ale spójrzmy na to z innej strony. Tak tu najeżdżamy na facetów, że tacy i owacy (w sumie nic dziwnego, bo to forum kobiece), ale czy naprawdę zawsze widziały gały co brały? Ile jest kobiet o zerowym popędzie seksualnym, którym mężczyzna jest potrzebny tylko do spłodzenia wymarzonego dziecka, przynoszenia do domu kasy i zamknięcia gęby rodzinie/sąsiadom, że stara panna? Oczywiście przed ślubem nigdy się do tego nie przyznają, bo wiedzą, że wtedy do ślubu nie dojdzie. Co ma zrobić oszukany w ten sposób mężczyzna? Dać sobie jeszcze odebrać dziecko w imię jakiejś tam uczciwości? I nie chodzi o myślenie "jestem zajebistym ojcem", tylko o chęć bycia przy dziecku, które się kocha nad życie, 24h na dobę, a nie w jakieś tam wyżebrane weekendy.
Dodam opowieść, którą ostatnio usłyszałem. On od dwudziestu lat za granicą. Ona w kraju z piątka dzieci. On pracuje i wysyła pieniądze. Ona wie od dawna, że on ma kochankę. Dzieci dorosły i wyjechały do ojca. On musiał zmienić tryb życia. Codziennie wychodzi wieczorem po pracy i wraca późno. Pomógł dzieciom znaleźć pracę. Wysyła pieniądze na pozostałe dzieci i na budowę domu w kraju. Ona czuje się zwolniona z zobowiązań wobec niego, więc poszukuje od wielu lat "faceta" dla siebie, ze skutkiem negatywnym. Ona proponowała rozwód, ale On nie jest zainteresowany. On wie także, o jej poczynaniach.
Sytuacja z gruntu nieuczciwa. Zastosujmy więc zaproponowane przez Catwoman kryterium uczciwości: niech się uczciwie rozwiodą, bo po co taka fikcja. Fikcja?
Zadanie matematyczne dla dobrych matematyków: motywacja do zarabiania pieniędzy na pięcioro dzieci, budowę domu, utrzymanie domu, wyżywienie, ubranie, energię, opłaty, śmieci, mieszkanie za granicą, pomoc kochance wynosi x.000 złotych. To jest opłata za nieuczciwość. Ile otrzyma ta sama Żona z tytułu alimentów po wniesieniu pozwu rozwodowego przy obecnej opieszałości i skuteczności sądów w Polsce?
I co w związku z tym? Zdradzajmy, bo są szanse, że będziemy "lepsi" ? Równie dobrze można powiedzieć, że facet postawił z pieniędzy zasłonę dymną. Masz ojca wiecznie nieobecnego, którego "najbliższa" rodzina w zasadzie nie zna. Kiepski wzór do naśladowania przez dzieci. Alimenty i zdrowy emocjonalnie związek z innym partnerem - choćby dużo biedniejszym - to jednak właściwsze wzorce. Pieniądze i brak czasu dla rodziny mają gorszy wpływ na kształtowanie się osobowości dzieci niż jakiekolwiek inne patologie.
Cat - jak zdrada wpływa na zdradzającego? Tak samo jak używka na uzależnionego (choć nie skrajnie). Daje dreszczyk emocji w trakcie i wyrzuty (w różnej formie) sumienia później. W dodatku tak długo, jak dzieje się to bezkarnie, tak też takie działania utwierdzają zdradzającego w niewinności. A więc w pewnym sensie i do pewno stopnia dochodzi do zaburzenia rozróżnienia tego co dobre, a tego co złe.
"Przed ślubem ona myślała, że on się zmieni, a po ślubie on się nie zmienił. Przed ślubem on myślał, że ona się nie zmieni, a po ślubie ona się zmieniła." <<<<<--- to zaprzeczenie "widziały gały...".
Zgadzam się BabaOsiadła i Catwoman w 100%.
47 2013-07-22 19:32:01 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-07-22 20:14:11)
"Przed ślubem ona myślała, że on się zmieni, a po ślubie on się nie zmienił. Przed ślubem on myślał, że ona się nie zmieni, a po ślubie ona się zmieniła." <<<<<--- to zaprzeczenie "widziały gały...".
Zgadzam się BabaOsiadła i Catwoman w 100%.
No to lajdaczmy sie na potęgę! Brawo!
Ciekawe, czy taki relatywizm moralny przekazujecie swoim dzieciom?
Aha!
A jesli chodzi o kwestie rzekomej milosci ojcowskiej i checi przebywania z potomstwem 24 h.
Powiem z doswiadczenia, ze kiedy facet poczuje w gaciach miete do innej panienki, to mu sie ta wielka ojcowska milosc oslabia i to znacznie.
Moj byly maz, jak jeszcze bylismy malzenstwem szalal za nasza corka jak wariat. Spedzal z nia kazda chwile. Odbieral z przedszkola, szkoly.
Nie wyobrazal sobie zycia bez niej na codzien. Ba! Nawet glosno wyrazal poglady, jakim to trzeba byc gnojkiem, zeby dla jakiegos romansu tak krzywdzic swoje dzieci, porzucac rodzine i byc niedzielnym tatusiem.
I co?
I teraz wystarczy mu jak wpadnie do dziecka raz, dwa razy w tygodniu na godzinke, dwie. I co ktorys weekend zabierze do siebie, bo nawet nie co drugi. Nie mielismy zadnych sadownych ustalen co do widzenia sie z dzieckiem. Nie raz mowilam, zeby ja czesciej odwiedzal, czy zabieral gdzies....ale argumenty rozne, ze praca, ze jego pani, ze to, ze tamto...
Znam nawet taki przypadek, ze ojciec zapomnial w ogole ze potomstwo posiada i ani je widuje, ani lozy na nie jakiekolwiek pieniadze.
Takze argument o milosci ojcowskiej zdecydowanie nietrafiony.
Moim zdaniem stosowany tylko po to, zeby zagluszyc wyrzuty sumienia a sobie zapewnic dymanko na boku a cieple obiadki i uprane gacie w domu!
p.s
przepraszam za brak polskich znakow
"Szkodzi" jako wywołuje negatywny skutek.
Odrzucając jałowe moralizatorstwo w hipotetycznej sytuacji, nieujawniona zdrada może mieć zerowe lub dodatnie następstwa dla zainteresowanej grupy.
N4VV - kocopoły opowiadasz. Przez analogię można to przełożyć na wszystkie inne występki jak kradzież (bo ja bardziej potrzebuję, bo on nie używał) czy zabójstwo (bo jednego szkodnika mniej).
Tez musze powiedziec ze znam takich mezczyzn.
Zonaci po dwadziescia kilka lat, wspolne zycie kwitnie, wspolne zainteresowania sa....a panowie i tak sobie posidaja przygodne kobiety.
Na poczatku stawiaja sprawe jasno ze to tylko dla seksu i jesli taka pani sie na to godzi to ida razem do lozka. Uczuciowych komplikacji nie chca.
Rano ona wraca gdzies tam, on wraca do zony i jest gitara. Zony nie wiedza, pani sie nie upomina bo sprawa jasno byla postawiona....i tak sie im zycie toczy.
Zero wiekszych problemow, zero patologii....
DZialaja tak od lat...
Catwomen a TY masz partnera?
N4VV - kocopoły opowiadasz. Przez analogię można to przełożyć na wszystkie inne występki jak kradzież (bo ja bardziej potrzebuję, bo on nie używał) czy zabójstwo (bo jednego szkodnika mniej).
Naucz się czytać ze zrozumieniem.
kenobi napisał/a:"Przed ślubem ona myślała, że on się zmieni, a po ślubie on się nie zmienił. Przed ślubem on myślał, że ona się nie zmieni, a po ślubie ona się zmieniła." <<<<<--- to zaprzeczenie "widziały gały...". .
A jesli chodzi o kwestie rzekomej milosci ojcowskiej i checi przebywania z potomstwem 24 h.
Powiem z doswiadczenia, ze kiedy facet poczuje w gaciach miete do innej panienki, to mu sie ta wielka ojcowska milosc oslabia i to znacznie.
Moj byly maz, jak jeszcze bylismy malzenstwem szalal za nasza corka jak wariat. Spedzal z nia kazda chwile. Odbieral z przedszkola, szkoly.
Nie wyobrazal sobie zycia bez niej na codzien. Ba! Nawet glosno wyrazal poglady, jakim to trzeba byc gnojkiem, zeby dla jakiegos romansu tak krzywdzic swoje dzieci, porzucac rodzine i byc niedzielnym tatusiem.
I co?
I teraz wystarczy mu jak wpadnie do dziecka raz, dwa razy w tygodniu na godzinke, dwie. I co ktorys weekend zabierze do siebie, bo nawet nie co drugi. Nie mielismy zadnych sadownych ustalen co do widzenia sie z dzieckiem. Nie raz mowilam, zeby ja czesciej odwiedzal, czy zabieral gdzies....ale argumenty rozne, ze praca, ze jego pani, ze to, ze tamto...Znam nawet taki przypadek, ze ojciec zapomnial w ogole ze potomstwo posiada i ani je widuje, ani lozy na nie jakiekolwiek pieniadze.
Takze argument o milosci ojcowskiej zdecydowanie nietrafiony.
Moim zdaniem stosowany tylko po to, zeby zagluszyc wyrzuty sumienia a sobie zapewnic dymanko na boku a cieple obiadki i uprane gacie w domu!
MoniaCo, piękny opis typowych poglądów poranionej. Nawet przez moment nie pomyślisz, że Twój Były przenosił uczucia na Córkę zarówno przed, jak i po rozwodzie. Tyle, że przed rozwodem były to pozytywne uczucia, a po rozwodzie były juz negatywne.
CO do łajdaczenia się, to niektóre Żonki są tak cnotliwe, że za łajdaczenie się uważają bliskość i ciepło ze swoim Mężulkiem. Na wyniki nie trzeba długo czekać, zwłaszcza gdy mężczyzna nie miętę nosi w gaciach, a co innego.
Kobiety wiedzą już, że bity w dzieciństwie bije, ale jakby nie wiedziały jeszcze, że odtrącony odtrąca, niekochany nie kocha, wykluczony wyklucza. To jest dopiero pełne znaczenie wzajemności. Nie jesteśmy pod tym względem różni - Kobiety i Mężczyźni.
Dawno temu przekazywano ustnie a potem zapisano zdanie: "Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę". Czasami wiadomo, kiedy zaczęła się burza, a nie wiadomo, kto i kiedy posiał wiatr.
CO do łajdaczenia się, to niektóre Żonki są tak cnotliwe, że za łajdaczenie się uważają bliskość i ciepło ze swoim Mężulkiem. Na wyniki nie trzeba długo czekać, zwłaszcza gdy mężczyzna nie miętę nosi w gaciach, a co innego.
Aha, czyli jeśli żona nie ma ochoty na jakąś obejrzaną przez faceta na filmie porno ekstrawagancję, to trzeba:
a) zmuszać ją. Jak się wystraszy albo znudzi to może ulegnie;
b) skoczyć sobie w r amiona kochanki i posmarkać jej w cyca z głośnym szlochem: "Bo.. bo... chlip chlip... nie chciała połknąć... Boże, z kim ja się ożeniłem, moje życie nie ma sensu, buuu! Buuu!".
Bo z tego, co piszesz, zdrada jest uzasadniona, jeśli żona nie zmusza się do czegoś, czego nie ma ochoty robić, szczególnie w tak delikatnej dziedzinie życia, jaką jest seks. I mężczyzna ma wtedy prawo czuć się jak ofiara, no bo skoro żona nie zgodziła się na trójkącik z tą ładną Mariolką z siódmego piętra, to jest to wystarczający powód, by ze sterczącym przyrodzeniem do tej Mariolki w podskokach biec. Ale jeśli za to żonka uznałaby, że mąż w łóżku to pierdoła i znalazła sobie kochanka, to olaboga, koniec świata! Dla mnie osobiście jest to jedna z najbardziej bzdurnych prób usprawiedliwienia zdrady. Zdrada ZAWSZE jest dobrowolnym, celowym i świadomym krzywdzeniem drugiej osoby. Nie zdradza się przez przypadek ani tym bardziej z przymusu. Jeżeli w łóżku małżonkom się z jakiegoś powodu nie układa, to dąży się do naprawy tego stanu rzeczy, z tym, że naprawa ta nie oznacza sprawienia za wszelką cenę, by żona zgodziła się na trójkąt z Mariolą, tylko dążenie do takiego stanu rzeczy, by współżycie było satysfakcjonujące dla obu stron i odbywało się w ich poszanowaniu.
55 2013-07-23 09:20:05 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-07-23 09:27:14)
CO do łajdaczenia się, to niektóre Żonki są tak cnotliwe, że za łajdaczenie się uważają bliskość i ciepło ze swoim Mężulkiem. Na wyniki nie trzeba długo czekać, zwłaszcza gdy mężczyzna nie miętę nosi w gaciach, a co innego.
Aha, czyli jeśli żona nie ma ochoty na jakąś obejrzaną przez faceta na filmie porno ekstrawagancję, to trzeba:
a) zmuszać ją. Jak się wystraszy albo znudzi to może ulegnie;
b) skoczyć sobie w r amiona kochanki i posmarkać jej w cyca z głośnym szlochem: "Bo.. bo... chlip chlip... nie chciała połknąć... Boże, z kim ja się ożeniłem, moje życie nie ma sensu, buuu! Buuu!".Bo z tego, co piszesz, zdrada jest uzasadniona, jeśli żona nie zmusza się do czegoś, czego nie ma ochoty robić, szczególnie w tak delikatnej dziedzinie życia, jaką jest seks. I mężczyzna ma wtedy prawo czuć się jak ofiara, no bo skoro żona nie zgodziła się na trójkącik z tą ładną Mariolką z siódmego piętra, to jest to wystarczający powód, by ze sterczącym przyrodzeniem do tej Mariolki w podskokach biec. Ale jeśli za to żonka uznałaby, że mąż w łóżku to pierdoła i znalazła sobie kochanka, to olaboga, koniec świata! Dla mnie osobiście jest to jedna z najbardziej bzdurnych prób usprawiedliwienia zdrady. Zdrada ZAWSZE jest dobrowolnym, celowym i świadomym krzywdzeniem drugiej osoby. Nie zdradza się przez przypadek ani tym bardziej z przymusu. Jeżeli w łóżku małżonkom się z jakiegoś powodu nie układa, to dąży się do naprawy tego stanu rzeczy, z tym, że naprawa ta nie oznacza sprawienia za wszelką cenę, by żona zgodziła się na trójkąt z Mariolą, tylko dążenie do takiego stanu rzeczy, by współżycie było satysfakcjonujące dla obu stron i odbywało się w ich poszanowaniu.
Interesujące. Kobieta potrafi wzbogacić logikę. Nigdy bym nie pomyślał, że z mojego tekstu można wysnuć wnioski o potrzebie gwałtu i usprawiedliwieniu zdrady. W bliskości i cieple zapewne był gwałt, a usprawiedliwienie zdrady w potencji.
Nie o tym aby mówi kodeks?
Art. 23. Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli.
I dalej art 27 i 30 !
Chcę pokornie zwrócić uwagę, że już Kant zauważył, iż potencja nie oznacza bycia w akcie. Zapewne nawet praktycznemu rozumowi i innym władzom sądzenia nie śniło się o tym, co wyśniło się AlphaWolf. Jakby to inaczej ująć? Petitio principi? Nieuzasadniona ekstrapolacja ód i ud?
Animus, chłopie, zejdź na ziemię, bo przez gadanie głupot ubranych w ładne słówka nie robisz się mądrzejszy ani bardziej błyskotliwy. Z Twojej wypowiedzi jasno wynikało, że mężczyzna zdradza, jeśli kobieta nie chce spełnić jego fantazji. A moim zdaniem powinien raczej zastanowić się, czy za 10 minut seksu z kimś innym naprawdę warto rozwalać kilka/naście/dziesiąt lat małżeństwa.
57 2013-07-23 09:30:24 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-07-23 09:48:53)
Animus, chłopie, zejdź na ziemię, bo przez gadanie głupot ubranych w ładne słówka nie robisz się mądrzejszy ani bardziej błyskotliwy. Z Twojej wypowiedzi jasno wynikało, że mężczyzna zdradza, jeśli kobieta nie chce spełnić jego fantazji.
Jestem widocznie mało błyskotliwy, bo dla mnie jasno nie wynika. Gdyby dla Ciebie jasno wynikało, to byś nie zaciemniała obrazu chłopem, zejściem na ziemię, ekstrawagancją, tylko byś po prostu zacytowała.
Jasne dla mnie jest - co napisałem wyżej - że w pojęciu ciepła i bliskości nie ma gwałtu, oglądania pornoli i szukania tam wzorów.
A moim zdaniem powinien raczej zastanowić się, czy za 10 minut seksu z kimś innym naprawdę warto rozwalać kilka/naście/dziesiąt lat małżeństwa.
A czy to zdanie, nie jest aby przykładem dyskryminacji Kobiet. Bo to tylko On się ma zastanawiać. A Ona to się nie może zastanowić, czy aby warto rozwalać kilka/naście/dziesiąt lat małżeństwa za dziesięć minut odmowy.
Kto tu buja szuja ruja w obłokach?
Facepalm. Krążysz, krążysz, ale tylko coraz bardziej oddalasz się od sedna.
Nie ma znaczenia, co było przyczyną stworzenia w głowie mężczyzny określonej fantazji. Chodzi o to, że skoro żona odmówiła jej spełnienia, on poszedł ją zdradzić.
Catwomen a TY masz partnera?
Mam.
Facepalm. Krążysz, krążysz, ale tylko coraz bardziej oddalasz się od sedna.
Nie ma znaczenia, co było przyczyną stworzenia w głowie mężczyzny określonej fantazji. Chodzi o to, że skoro żona odmówiła jej spełnienia, on poszedł ją zdradzić.
A ja troche rozumiem Animusa. Co w przypadku, gdy z tej naprawde kochanej zony, ktorej w zyciu nie planowal zdradzac po nastu latach zostaje roztyty jak balon kocmoluch, ktory juz ani przytulic sie nie zechce ani milego slowa nie powie ani nie usmiechnie tylko zrzedzi, terkocze jak stara pralka a do lozka kladzie sie w papilotach, poliesterowej koszuli wielkosci namiotu dla 4-osobowej rodziny i z ambitnym pisemkiem badz harlequinem, potem zadem odwraca, poczyta i zacznie chrapac? A na sugestie badz zaczepki meza odburknie, ze glowa ja boli i co on sobie wyobraza, jak ona taka sterana po calym dniu i tratatata jeszcze pare minut zanim zamknie jadaczke i zasnie?
Jesliby te sytuacje odwrocic to ja pierwsza pomyslalabym o jakims zastepstwie - najlepiej na stale ale jak nie na stale to chociaz z doskoku.
61 2013-07-23 09:44:38 Ostatnio edytowany przez AlphaWolf (2013-07-23 09:46:39)
Ja niedawno zapoznałam się ze starymi wynikami badań z lat bodajże 60 czy 70 XX wieku, w których badacz pytał rodziców dojrzewających dzieci, czy chcieliby, by ci zachowywali wstrzemięźliwość seksualną. Okazało się, że rodzice córek bardzo gorąco sobie tego życzyli, natomiast rodzice chłopców nie byli do tego przekonani i tylko w niewielkim stopniu pragnęli, by ich synowie poczekali z seksem do osiągnięcia dojrzałości. Może więc może w tym tkwi problem. Moim zdaniem istnieje duże społeczne przyzwolenie na zdrady mężczyzn, więc czują się oni poniekąd usprawiedliwieni, w myśl zasady, że ponoć "wszyscy to robią".
A ja troche rozumiem Animusa. Co w przypadku, gdy z tej naprawde kochanej zony, ktorej w zyciu nie planowal zdradzac po nastu latach zostaje roztyty jak balon kocmoluch, ktory juz ani przytulic sie nie zechce ani milego slowa nie powie ani nie usmiechnie tylko zrzedzi, terkocze jak stara pralka a do lozka kladzie sie w papilotach, poliesterowej koszuli wielkosci namiotu dla 4-osobowej rodziny i z ambitnym pisemkiem badz harlequinem, potem zadem odwraca, poczyta i zacznie chrapac? A na sugestie badz zaczepki meza odburknie, ze glowa ja boli i co on sobie wyobraza, jak ona taka sterana po calym dniu i tratatata jeszcze pare minut zanim zamknie jadaczke i zasnie?
Tylko, że kobieta nie zmienia się w ten sposób z dnia na dzień. Już wcześniej musiał zaistnieć czynnik, który doprowadził do tego typu zmian i od początku należało nad nim pracować.
moniaCo napisał/a:kenobi napisał/a:"Przed ślubem ona myślała, że on się zmieni, a po ślubie on się nie zmienił. Przed ślubem on myślał, że ona się nie zmieni, a po ślubie ona się zmieniła." <<<<<--- to zaprzeczenie "widziały gały...". .
A jesli chodzi o kwestie rzekomej milosci ojcowskiej i checi przebywania z potomstwem 24 h.
Powiem z doswiadczenia, ze kiedy facet poczuje w gaciach miete do innej panienki, to mu sie ta wielka ojcowska milosc oslabia i to znacznie.
Moj byly maz, jak jeszcze bylismy malzenstwem szalal za nasza corka jak wariat. Spedzal z nia kazda chwile. Odbieral z przedszkola, szkoly.
Nie wyobrazal sobie zycia bez niej na codzien. Ba! Nawet glosno wyrazal poglady, jakim to trzeba byc gnojkiem, zeby dla jakiegos romansu tak krzywdzic swoje dzieci, porzucac rodzine i byc niedzielnym tatusiem.
I co?
I teraz wystarczy mu jak wpadnie do dziecka raz, dwa razy w tygodniu na godzinke, dwie. I co ktorys weekend zabierze do siebie, bo nawet nie co drugi. Nie mielismy zadnych sadownych ustalen co do widzenia sie z dzieckiem. Nie raz mowilam, zeby ja czesciej odwiedzal, czy zabieral gdzies....ale argumenty rozne, ze praca, ze jego pani, ze to, ze tamto...Znam nawet taki przypadek, ze ojciec zapomnial w ogole ze potomstwo posiada i ani je widuje, ani lozy na nie jakiekolwiek pieniadze.
Takze argument o milosci ojcowskiej zdecydowanie nietrafiony.
Moim zdaniem stosowany tylko po to, zeby zagluszyc wyrzuty sumienia a sobie zapewnic dymanko na boku a cieple obiadki i uprane gacie w domu!MoniaCo, piękny opis typowych poglądów poranionej. Nawet przez moment nie pomyślisz, że Twój Były przenosił uczucia na Córkę zarówno przed, jak i po rozwodzie. Tyle, że przed rozwodem były to pozytywne uczucia, a po rozwodzie były juz negatywne.
CO do łajdaczenia się, to niektóre Żonki są tak cnotliwe, że za łajdaczenie się uważają bliskość i ciepło ze swoim Mężulkiem. Na wyniki nie trzeba długo czekać, zwłaszcza gdy mężczyzna nie miętę nosi w gaciach, a co innego.
Kobiety wiedzą już, że bity w dzieciństwie bije, ale jakby nie wiedziały jeszcze, że odtrącony odtrąca, niekochany nie kocha, wykluczony wyklucza. To jest dopiero pełne znaczenie wzajemności. Nie jesteśmy pod tym względem różni - Kobiety i Mężczyźni.
Dawno temu przekazywano ustnie a potem zapisano zdanie: "Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę". Czasami wiadomo, kiedy zaczęła się burza, a nie wiadomo, kto i kiedy posiał wiatr.
Ze niby co?
Poglady osoby poranionej?
To są suche fakty!
A tekstu o negatywnych uczuciach do dziecka juz zupelnie nie rozumiem!
To jak? Nagle po rozwodzie przestal kochac swoje dziecko??
To one jest winne czemus?
To jak tu sie ma do tego teoria o wielkiej ojcowskiej milosci?
63 2013-07-23 09:51:23 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-07-23 09:59:21)
Facepalm. Krążysz, krążysz, ale tylko coraz bardziej oddalasz się od sedna.
Nie ma znaczenia, co było przyczyną stworzenia w głowie mężczyzny określonej fantazji. Chodzi o to, że skoro żona odmówiła jej spełnienia, on poszedł ją zdradzić.
Ma znaczenie. Poszedł zdradzić, ale nie zgwałcił, co sugerowałaś wcześniej.
Zgodnie z łacińską maksymą: volenti non fit iniura - chcącemu nie dzieje się krzywda. A jak ktoś nie chce, to mu idzie jak po grudzie, ale i odwrotnie: volenti nihil difficile - dla chcącego nic trudnego. Zapewne dla kogoś, kto nie chce, to wszystko, czego nie chce, a wywołuje, jest łajdactwem
Bez usprawiedliwiania zdrady widać, że różnica pomiędzy nią a gwałtem polega na tym, że nie poszkodowany nie zawsze jest świadom szkody i nie zawsze może dokonac obdukcji tej szkody. I tak to się kręci.
Obawiam się, że przeciwnicy usprawiedliwiania zdrady swoim sprzeciwem tylko chcą usprawiedliwić niektóre przyczyny zdrady.
A moim zdaniem powinien raczej zastanowić się, czy za 10 minut seksu z kimś innym naprawdę warto rozwalać kilka/naście/dziesiąt lat małżeństwa.
A czy to zdanie, nie jest aby przykładem dyskryminacji Kobiet. Bo to tylko On się ma zastanawiać. A Ona to się nie może zastanowić, czy aby warto rozwalać kilka/naście/dziesiąt lat małżeństwa za dziesięć minut odmowy.
I kwestia następna. Czy aby Twoje motto nie jest rodzajem diagnozy tego miejsca, które Cię szczególnie boli? Czy ten bolący jedne ząbek nie odbiera Ci całego apetytu i nie nakazuje narzekać na wszystkie zęby, niezależnie, czy są zdrowe, czy chore?
A czy to zdanie, nie jest aby przykładem dyskryminacji Kobiet. Bo to tylko On się ma zastanawiać. A Ona to się nie może zastanowić, czy aby warto rozwalać kilka/naście/dziesiąt lat małżeństwa za dziesięć minut odmowy.
Ja wyznaję zasadę, że w związku nie może być miejsca na zmuszanie drugiej strony do czegokolwiek, wywierania presji, gróźb, dawania do zrozumienia: "Jak tego nie zrobisz, to cię zostawię". Jest dobrowolność. I to dotyczy obydwu stron. Dlatego nie dopuszczam nawet do myśli sytuacji, w której jedna osoba robi coś wbrew sobie tylko dlatego, że druga zagroziła, że jak tego nie dostanie, to może odejść. Bo prędzej czy później i tak negatywnie odbija się to na związku. Wyznaję raczej zasadę dobrowolności, zrozumienia i zwyczajnego szacunku. I nie ma tutaj rozróżnienia na płeć.
Czy aby Twoje motto nie jest rodzajem diagnozy tego miejsca, które Cię szczególnie boli? Czy ten bolący jedne ząbek nie odbiera Ci całego apetytu i nie nakazuje narzekać na wszystkie zęby, niezależnie, czy są zdrowe, czy chore?
Nie.
65 2013-07-23 10:07:41 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-07-23 11:23:41)
Ja wyznaję zasadę, że w związku nie może być miejsca na zmuszanie drugiej strony do czegokolwiek, wywierania presji, gróźb, dawania do zrozumienia: "Jak tego nie zrobisz, to cię zostawię". Jest dobrowolność.
Nigdzie czegoś takiego jak zmuszanie, wywieranie presji, groźby nie zalecałem. Nie wiem, co rozumiesz pod pojęciem "dawanie do zrozumienia" bo tu dość szeroka woda, od aluzji, przez sugestię do dawania dobrego przykładu. Dalej piszesz o szantażu.
Ja także nie uznaję przymusu. W poście poprzednim powołałem się na dwie maksymy łacińskie, które o woli właśnie mówią.
Dotykamy tu kwestii bardzo subiektywnych i bardzo delikatnych. Wszelkie generalizacje uznaję za zbyt ryzykowne i chybione.
Dawałem temu wyraz już w pierwszym poście w tym wątku. Czułem, że zrobi się zbyt teoretycznie. Znacznie łatwiej dojść do porozumienia, kiedy się rozmawia o konkretnym przypadku. Wtedy można zapytać "Jak Ty się z tym czujesz?" i domysły się rozwiewają jak poranna mgła.
A ja troche rozumiem Animusa. Co w przypadku, gdy z tej naprawde kochanej zony, ktorej w zyciu nie planowal zdradzac po nastu latach zostaje roztyty jak balon kocmoluch, ktory juz ani przytulic sie nie zechce ani milego slowa nie powie ani nie usmiechnie tylko zrzedzi, terkocze jak stara pralka a do lozka kladzie sie w papilotach, poliesterowej koszuli wielkosci namiotu dla 4-osobowej rodziny i z ambitnym pisemkiem badz harlequinem, potem zadem odwraca, poczyta i zacznie chrapac? A na sugestie badz zaczepki meza odburknie, ze glowa ja boli i co on sobie wyobraza, jak ona taka sterana po calym dniu i tratatata jeszcze pare minut zanim zamknie jadaczke i zasnie?
Dziękuję, Mussuka, za wolę rozumienia. W opisanej przez Ciebie sytuacji to jest pół biedy (mamy tu do czynienia z tak zwanym Babiszonem, na widok którego opadają nie tylko ręce, jak zwykł mawiać pewien wykładowca matematyki). Wtedy Mężczyzna mówi sobie: "widziały gały co brały, a jak nie widziały, to niech teraz cierpią gały".
Cała bieda jest dopiero wtedy, gdy Żoneczka pachnąca, podobająca się, piękna, czarująca, wypełniona od brzegu do brzegu seksapilem, chodzący afrodyzjaczek, a do tego chęci do współpracy brak nawet na poziomie styku dwóch ciał. I co wtedy? Klops. Lodowa góra. Ślizgawka z perspektywą zimnej kąpieli pod lodowcem. Tortury psychiczne i fizyczne. Łamanie kołem przyjaźni platonicznej. On Jej zawsze TAK, a Ona Jemu zawsze wbrew. I nawet jak się odwraca tyłem w pościeli, to nie jest to propozycja, ale antyteza cielesności.
Bo Mężczyznom to zawsze seks w głowie. O, tak zawsze w głowie... i nie zawsze poza głową. Wyrzut to wielki, gdy się próbuje wydostać seks poza płeć mózgu i próbuje pozyskać płeć innego mózgu, w którym seksu brak.