Jeśli lubisz zadawać kłopotliwe pytania, pewnie oczekujesz na nie jakichś odpowiedzi. Postaram się ustosunkować do Twojego poprzedniego postu.
Wszyscy tutaj pokrzywdzeni przez złych ludzi, których sami wybrali. Kolejny dowód na to, że ludzkie wybory są absurdalne i noszą znamię przypadkowości.
Ludzkie wybory są często błędne, ciężko określić że coś jest absurdalne jeśli się tego nie zna. Oczywiście to naturalne że jest przy tym dużo przypadkowości. To czy ktoś jest zły czy dobry wychodzi często po czasie. Jeśli natomiast spędziło się z kimś powiedzmy 2 lata i było wspaniale, a ostanie 2 miesiące były okropne, to ten ktoś był wspaniały czy okropny, zły czy dobry?
Zabawne, bo pozytywny wybór partnera życiowego często opiera się na wyborze błyskotki. Pamiętam pewną młodą dziewczynę, infantylną nastolatkę, która zakochała się w przystojnym chłopcu i argumentowała, że powodem była uroda i wskazanie przez niego konstelacji wielkiego wozu na wieczornym niebie. Oczywiście ludzie dojrzali tak nie postepują, mimo wszystko sądzę, że kierują się świecidełkami. Być może te świecidełka są bardziej złożonej natury. Wciąż nie sądzę by powody zadurzenia tamtej infantylnej nastolatki, z klasy średniej, mieszkającej w Warszawie, różniły się co do pierwotnej zasady z przyczynami miłości u bardziej doświadczonych i wyrafinowanych osób. W jednym z artykułów wykształcona dziennikarka stwierdza, że mężczyzna ją interesuje wtedy, gdy jest w stanie wzbudzić jej podziw. Tamta dziewczyna też czuła podziw do wiedzy astronomicznej chłopca. Co jest zwykle obiektem podziwu? Pawi ogon. Zawsze chodzi o jakiś pawi ogon, połączony z kilkoma miłymi chwilami przyjemnego seksualnego współżycia. Nienawidzę was za tą tępą łatwość.
To naturalne że ludzie interesują się kimś, za coś co podziwiają w tej osobie. Przeważnie podziwiamy tę cechę której nam brakuje w nas samych. Chcemy mieć coś co wydaje się dla nas niedostępne, to normalne. To że byłoby bezpieczniej i lepiej wypracować sobie te umiejętności i cechy samemu u siebie to już inna sprawa, tyle że niekoniecznie łatwiejsza.
Zupełnie inaczej rzecz ma się z odrzuceniem. Odrzucacie ludzi używając często pozornie logicznych argumentów. Ile razy odrzuciliście mądra, dobra osobę tylko dlatego, że brakowało podziwu, koloru, barwy, a decyzję racjonalizowaliście na przykład różnicą temperamentów? Zbyt spokojna/spokojny, raczej nie pasujemy do siebie.
Można wami sterować. Wysyłać impulsy. Rozbudzać wasz podziw tanimi, bezczelnymi sztuczkami. Uzyskiwać waszą miłość quasi-poetyckim zwrotem i zadawać wam ból obojętnością. Skąd ta fascynacja kobiet nieokiełznanymi mężczyznami, a mężczyzn tak zwanymi fatalnymi kobietami(femme fatale)? Ile czasu upłynie, zanim pojmiecie, że jesteście jak mechanizm do wydawania napojów? Wrzucić żeton odpowiedniej wielkości i wypada gazowany napój.
Tak, to prawda, często nie doceniamy tego co mamy, a pragniemy czegoś co wydaje się lepsze, tylko dlatego że jest niedostępne. Większość chce zdobyć coś niezdobytego. Dlatego powodzenie mają ci nieokiełznani faceci i fatalne kobiety.
To leży u naszych podstaw, jak myślisz czy ludzkość rozwinęłaby się do takiego poziomu jaki prezentuje obecnie bez ludzi chcących zdobyć coś niezdobytego, odkryć coś nieodkrytego?
Skoro na świecie jest tyle pokrzywdzonych, wrażliwych, mądrych osób, to jak to się dzieje, że wciąż jesteście sami?
Moim zdaniem przynajmniej część z was nie jest więcej warta niż wasi byli partnerzy, którzy pożegnali was wyżej wymienionymi bełkotliwymi zdaniami. Z pewnością z waszych ust też by padły. Tyle, że ktoś was uprzedził.
Z moich ust by takie nie padły, mam w sobie zbyt duże pokłady empatii, i to często jest duży problem dla mnie, bo staram się nie krzywdzić osób które na to nie zasługują ( niestety widzę że to raczej wada, trzeba się zmienić).
Głównym problemem większości osób jest brak pracy nad własnym szczęściem i szukanie tego szczęścia u innych. Też się do takich osób zaliczam, pracuję nad sobą, wiem że to trudne i chciałoby się mieć kogoś i oprzeć na nim swoje szczęście. Ale to do niczego nie prowadzi. Przekonałem się o tym.
Myślę że nasi byli partnerzy są więcej warci od nas, porzuconych. Pewnie dostanę baty za takie stwierdzenie, ale tak myślę. Szukaliśmy u nich szczęścia i przez pewien czas dzielili się nim z nami. Gdy nas zostawiali odłączyli nas od jego pokładów. Niektórzy odnajdą własne pokłady u siebie, a większość dalej będzie się starać eksploatować innych.
Paradoksalnie ci którzy odnajdą własne szczęście nie będą potrzebowali do szczęścia innych, ale inni będą potrzebowali ich szczęścia. To tyle, jeszcze jakieś pytania? ![]()