smallangel napisał/a:Tobiasz jak się sprawy u Ciebie mają?
Sorry, nie zaglądałem dawno na mój post, bo i czasu zbytnio nie mam.
Od mojego ostatniego wpisu, czyli od 1,5 miesiąca trochę się zmieniło, ale raczej w moim życiu, aniżeli w sprawach między mną a moją ex.
Podczas tego 1,5 miesiąca dużo zmieniło się też w mojej "głowie". Ale to też na pewno zasługa mojej ex, która trochę mi to ułatwiła swoim zachowanie, ale do rzeczy. Sytuacja wygląda tak, że obecnie moja była od 2 tygodni mieszka w UK i pilnuje dzieciaków swojego wujka tak jak miało być. Moja praca u tego właśnie wujka nie doszła ostatecznie do skutku, a to z powodu tego, że moja była poprosiła go, żeby mnie nie zatrudniał i on uszanował jej decyzję. Jej ciocia jednak przez którą to wszystko załatwiałem wkurzyła się na nią jak i na niego. Napisała mi, że i tak mnie tutaj ściągnie. Ale dałem sobie spokój. Wróciłem do swojej poprzedniej pracy, nie miałem czasu na myślenie i wszystko szło ok. I nagle zadzwoniła do mnie, że praca jest u drugiego wujka itp, żebym przyjeżdżał. Podszedłem do tego sceptycznie, bo pogodziłem się, że ona tam jest, ja tutaj zostałem i doszedłem do równowagi psychicznej i nie chciałem znów się sparzyć na tym, że nie pojadę. A jednak jadę
20 września mam wylot. Bilet już od 1,5 tygodnia zarezerwowany. Rzeczy pokupowane, walizka gotowa, na dniach załatwiam ubezpieczenie, kasa prawie uzbierana
Nie ma odwrotu. Chociaż czasami zastanawiam się czy warto, bo naprawdę odzyskałem tę równowagę psychiczną. Nie użalam się już, potrafię się uśmiechać, żartować. Ja już nawet za nią nie tęsknie.
Ona jest z tym Tomkiem co wspominałem wcześniej. Wielka miłość itp. Żeby było śmieszniej, kilka dni temu dowiedziałem się, że on tam do niej jedzie i załatwiła mu tam pracę. Spoko, ale teraz najlepsze... leci tego samego dnia co i ja i tym samym samolotem hahaha. A jeszcze lepsze jest to, że moja była nie ma bladego pojęcia o tym, że ja tam przylatuje
To się zdziwią
Dowiedziałem się także, że pół roku o nią walczył itp.
Szczerze. Na ten moment naprawdę odzyskałem tę psychiczną równowagę. Przez jej chamskie zachowanie po rozstaniu. Przez jej wyzwiska w moją stronę, przez to co czyniła po rozstaniu, doprowadziła do tego, że nie mam ochoty jej widzieć. Po rozstaniu było ciężko. Sami zresztą wiecie. Jeszcze 1,5 miesiąca temu kombinowałem, jak wrócić do niej itp. Nie mogłem opanować się, żeby do niej nie napisać. A teraz? Nie utrzymujemy w ogóle kontaktu. Ja nawet nie mam zamiaru go zaczynać. Przełomowym momentem było chyba to jak się dowiedziałem, że oni naprawdę razem są i ona go kocha. To spowodowało chyba w dużej mierze, że spojrzałem na nią jak na łatwą dziewczynę, którą może mieć w takim razie każdy. Którą po 2,5 miesiącach po rozstaniu ze mną i będąc z nim od 1,5 miesiąca mówi, że go kocha. Po rozstaniu ją idealizowałem, a teraz widzę jej wady, do tego niezrozumiałe chamskie, niekiedy poniżej pasa zachowanie po zerwaniu i daje radę
Nie twierdzę, że o niej nie myślę, bo tak nie jest. Ale to jest już inne myślenie. Mogę teraz z czystym sumieniem powiedzieć, że 2 miesiące temu byłem na samym dnie, rozpadłem się na kawałki, nie widziałem sensu życia, a teraz jest inaczej, jest lepiej. Pogodziłem się z tym, że nie jesteśmy razem. A to chyba także przełomowy moment, żeby się z tym pogodzić. Mnie udało się to niedawno, ale udało się
Czuje do niej wielki uraz i żal. I nie chodzi mi o samo to, że zerwała, bo miała prawo. Ale o jej zachowanie po zerwaniu. Zresztą widać, że się zmieniła. Stała się taka "co to nie ja"... a ja nigdy nie lubiłem takich dziewczyn. Ciężko pewnie do tej pory by mi było, gdyby była wobec mnie fair, była ciągle sama i gdybym utrzymywał z nią dobry kontakt. A że żadna z tych rzeczy nie mam miejsca, to trochę mi to ułatwiła
Podsumowując: 20 września wylatuje do UK. Czyli za 2 tygodnie. Na razie pracuje tam gdzie poprzednio, odkładam kasę. Pójście do pracy też bardzo mi pomogło. Odzyskałem kontakty z przyjaciółmi, które po samym zerwaniu miałem bardzo napięte. Nie sądziłem, że doczekam momentu, kiedy chociaż ten ból będzie mniejszy. Żyje teraz dla siebie i jest mi dobrze samemu. Nie zamykam się na inne dziewczyny, chociaż mam w podświadomości taki uraz. Ale przejdzie
Jestem optymistycznie nastawiony.