Społeczne postrzeganie chorób psychicznych - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 102 z 102 ]

66

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

rossanko, przecież wiesz (?), że wybór partnera zależy od wielu czynników.

Odwrócę pytanie. smile Czy Ty na wejściu skreślasz jakiegokolwiek człowieka?

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Wielokropek napisał/a:

rossanko, przecież wiesz (?), że wybór partnera zależy od wielu czynników.

Odwrócę pytanie. smile Czy Ty na wejściu skreślasz jakiegokolwiek człowieka?

Nie chodzi mi o inne czynniki ale o nerwice.
Jeśli chodzi o związki to na wejściu skreślony zonatych, księzy, a i pewnie skreslilabym muzulmanina ( jeśli chodzi o związek, ale nie zdarzyło się do tej pory). Także te 3 czynniki sprawiają, że te osoby skreśle od razu.
Ps. Skreśle jeszcze gwałciciela, pedofila, mordercę ale to pewnie jak resztą ludzi.

68

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Rozumiem, że poznając kogoś przeprowadzasz wywiad lekarski.



Mogę tylko teoretyzować, bo za partnerem się nie rozglądam, ale dla mnie najważniejszą sprawą było i jest to, jakim ktoś jest człowiekiem, jak traktuje innych.
I, zapewniam Cię, znam/znałam kilka par, które borykają/borykały się nie z zaburzeniami a chorobą psychiczną jednego z partnerów. Znam też takie, których związki się rozpadły. Znam takich, którzy mając wiedzę o tym, że ukochana osoba jest chora psychicznie, zdecydowali się na związek z nią.

69

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
rossanka napisał/a:

A sama nerwica lękowo depresyjne może być, czy człowiek jest na wejściu skreślony?

W pierwszym odruchu pomyślałam: No nie, to nie dla mnie, po co pchać się w związek z kimś z zaburzeniami. Ale za chwilę przyszło mi do głowy, że mój partner choruje na depresję, nerwicę i wtedy bardziej włącza mi się troska i chęć niesienia, szukania dla niego pomocy niż odrzucenie. Bo on stanowi dla mnie wartość samą w sobie. Zatem, chodzi o to, jak patrzysz na daną osobę, czy na pierwszym planie widzisz jej zaburzenia, czy to tylko tło.

70

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Wielokropek napisał/a:

Rozumiem, że poznając kogoś przeprowadzasz wywiad lekarski.



Mogę tylko teoretyzować, bo za partnerem się nie rozglądam, ale dla mnie najważniejszą sprawą było i jest to, jakim ktoś jest człowiekiem, jak traktuje innych.
I, zapewniam Cię, znam/znałam kilka par, które borykają/borykały się nie z zaburzeniami a chorobą psychiczną jednego z partnerów. Znam też takie, których związki się rozpadły. Znam takich, którzy mając wiedzę o tym, że ukochana osoba jest chora psychicznie, zdecydowali się na związek z nią.

Nie wywiad  ale załóżmy, że jest randka i kolejna randka i tak się miesiąc spotkacie i poznajcie, a partner ci mówi ,że od 30 lat ma nerwice i raczej już jej nie wyleczy, może okresowo zaleczac, brać leki, przeszedł terapię, ale to zaburzenie wraca w momentach stresu.

71 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-10-06 10:33:37)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Szczerze powiem, chociaż może spotka się to z krytyką. Po latach życia z kimś kto miał zmienne nastroje, nie chciałabym już wchodzić w taki związek.
Myślę, że jak jedna osoba jest zrównoważona- co też kosztuje wiele wysiłku niekoniecznie oznajmianego otoczeniu, to dla kogoś niezrównoważonego w jakimś aspekcie staje się opoką. Jeżeli czyjaś osobowość jest taka, że mimo zaburzeń sama możwe dla kogoś taką opoką być, to związek ma szansę. Jęsli nie, to ktoś stanie się kołem ratunkowym lub bębnem w który się wali, lub rodzicem wybaczającym wszystko.
To się nie uda po prostu.
wydaje mi się natomiast, że związek dwóch pokręconych może się udać, jeśl;i przejrzą się w sobie jak w lustrze i znajdą siłę by się wspierać, co nie jest niestety proste.
Rossanka, nerwica to szerokie pojęcie. Relacja jest plastyczna i patrzyłabym wtedy czym się objawia w  stosunku do mojej osoby. Na ile ktoś jest egocentryczny i skoncentrowany na sobie . No i byłabym ciekawa czy lubi swoją nerwicę. Newrwica a zaburzenia osobowości to niekoniecznie to samo.

72

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Ela210 napisał/a:

Szczerze powiem, chociaż może spotka się to z krytyką. Po latach życia z kimś kto miał zmienne nastroje, nie chciałabym już wchodzić w taki związek.
Myślę, że jak jedna osoba jest zrównoważona- co też kosztuje wiele wysiłku niekoniecznie oznajmianego otoczeniu, to dla kogoś niezrównoważonego w jakimś aspekcie staje się opoką. Jeżeli czyjaś osobowość jest taka, że mimo zaburzeń sama możwe dla kogoś taką opoką być, to związek ma szansę. Jęsli nie, to ktoś stanie się kołem ratunkowym lub bębnem w który się wali, lub rodzicem wybaczającym wszystko.
To się nie uda po prostu.
wydaje mi się natomiast, że związek dwóch pokręconych może się udać, jeśl;i przejrzą się w sobie jak w lustrze i znajdą siłę by się wspierać, co nie jest niestety proste.

Nie zupełnie o to pytałam. Ktos może być zdrowy psychicznie, a mieć zmienne nastroje i być wybuchowy bo taki ma charakter.
Chodzi mi osobę z zaburzeniem, która czasem musi odwiedzić psychiatrę gdy ma silny stres( np w wyniku ciężkiej choroby kogoś z rodziny, albo gdy jest świadkiem śmierci).

73

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Pisałyśmy równoczesnie, a ja edytowałam, tam chyba jest odpowiedż.
Sztywno utrwalony wybuchowy charakter na pewno na minus w porównaniu do tego, że człowiek z czymś walczy.

74

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

rossanko, powtórzę. smile
Dla mnie najważniejszym jest to, jakim ktoś jest człowiekiem, jak traktuje innych.
Wyżej napisałam o związkach znajomych, gdzie jedno z nich miało nie zaburzenia, ale chorobę psychiczną, a to - uwierz mi - jest znaczna różnica.

75

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Wielokropek napisał/a:

rossanko, powtórzę. smile
Dla mnie najważniejszym jest to, jakim ktoś jest człowiekiem, jak traktuje innych.
Wyżej napisałam o związkach znajomych, gdzie jedno z nich miało nie zaburzenia, ale chorobę psychiczną, a to - uwierz mi - jest znaczna różnica.

No dobrze, można być dobrym człowiekiem i tak dalej ale jednak nerwica, ataki nie są czymś normalnym. To nie definiuje zdrowej osoby. Albo lęki, strach przed lękiem to jest to czego nikt nie zrozumie kto tego nie miał.
Np jesteś z facetem na spacerze, a on nagle mówi, że dalej nie pójdzie bo chce wrócić do domu, bo ma lęk i musi się uspokoić. Albo odwrotnie, ktoś nagle wychodzi z domu bo mówi, że ma lęk i musi pospacerować na zewnątrz aby się uspokoić. Co wtedy robisz?

76 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-10-06 11:58:02)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
rossanka napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

rossanko, powtórzę. smile
Dla mnie najważniejszym jest to, jakim ktoś jest człowiekiem, jak traktuje innych.
Wyżej napisałam o związkach znajomych, gdzie jedno z nich miało nie zaburzenia, ale chorobę psychiczną, a to - uwierz mi - jest znaczna różnica.

No dobrze, można być dobrym człowiekiem i tak dalej ale jednak nerwica, ataki nie są czymś normalnym. To nie definiuje zdrowej osoby. Albo lęki, strach przed lękiem to jest to czego nikt nie zrozumie kto tego nie miał.
Np jesteś z facetem na spacerze, a on nagle mówi, że dalej nie pójdzie bo chce wrócić do domu, bo ma lęk i musi się uspokoić. Albo odwrotnie, ktoś nagle wychodzi z domu bo mówi, że ma lęk i musi pospacerować na zewnątrz aby się uspokoić. Co wtedy robisz?

Rossanka, ja wiem co to lęk smile I uwierz mi, nie musi zostać z Tobą na zawsze. A to, czy kogoś tym obciążasz i w jakim stopniu to też zależy od człowieka, charakteru. Ze swoimi demonami warto się mierzyć aż do pokonania smoka.
A jak Ty byś zareagowała, gdyby powiedział Ci to mężczyzna teraz poznany?

edit: Lęk często wyłazi, gdy nie możemy bezpiecznie wyrażać siebie smile

77

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

rossanko, skoro uważasz, że tylko osoba z nerwicą może zrozumieć jej podobną, to... . hmm


Wiem, co sama zrobiłam ze swoją nerwicą. Na samym jej początku spotkałam mądrego lekarza, pod wpływem jego słów nie pozwoliłam, by ona i jej objawy zapanowały nade mną. Po jakimś czasie nerwica, nie znajdując pożywki w mym sposobie myślenia, poszła sobie precz.

78

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Ela210 napisał/a:
rossanka napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

rossanko, powtórzę. smile
Dla mnie najważniejszym jest to, jakim ktoś jest człowiekiem, jak traktuje innych.
Wyżej napisałam o związkach znajomych, gdzie jedno z nich miało nie zaburzenia, ale chorobę psychiczną, a to - uwierz mi - jest znaczna różnica.

No dobrze, można być dobrym człowiekiem i tak dalej ale jednak nerwica, ataki nie są czymś normalnym. To nie definiuje zdrowej osoby. Albo lęki, strach przed lękiem to jest to czego nikt nie zrozumie kto tego nie miał.
Np jesteś z facetem na spacerze, a on nagle mówi, że dalej nie pójdzie bo chce wrócić do domu, bo ma lęk i musi się uspokoić. Albo odwrotnie, ktoś nagle wychodzi z domu bo mówi, że ma lęk i musi pospacerować na zewnątrz aby się uspokoić. Co wtedy robisz?

Rossanka, ja wiem co to lęk smile I uwierz mi, nie musi zostać z Tobą na zawsze. A to, czy kogoś tym obciążasz i w jakim stopniu to też zależy od człowieka, charakteru. Ze swoimi demonami warto się mierzyć aż do pokonania smoka.
A jak Ty byś zareagowała, gdyby powiedział Ci to mężczyzna teraz poznany?

edit: Lęk często wyłazi, gdy nie możemy bezpiecznie wyrażać siebie smile

Lęk mam od chyba przedszkola, więc wątpię by to kiedykolwiek przeszło a robiłam już niemało.
Właśnie mierzyłam się z demonami, wymyśliłam sobie w pewnym momencie, ze nie wejdę z nowy związek póki nie pokonam swoich lęków i zaburzeń. Tylko, że tak się nie stało, one nie zostały pokonane, nadal są. I teraz doszłam do konkluzji że to może był błąd. Trzeba było spróbować wejść w związek i albo osoba to zaakceptuje albo nie. Bo w takim przypadku nigdy się z nikim nie zwiąże, bo to nigdy nie zniknie.
Jakby mi mężczyzna powiedzia ze ma nerwicę, to by mi nie przeszkadzało, to nie jesty problem.

79

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Wielokropek napisał/a:

rossanko, skoro uważasz, że tylko osoba z nerwicą może zrozumieć jej podobną, to... . hmm


Wiem, co sama zrobiłam ze swoją nerwicą. Na samym jej początku spotkałam mądrego lekarza, pod wpływem jego słów nie pozwoliłam, by ona i jej objawy zapanowały nade mną. Po jakimś czasie nerwica, nie znajdując pożywki w mym sposobie myślenia, poszła sobie precz.

No widzisz. a u mnie nie poszła. Psychiatra twierdzi, że miałabym szanse na całkowite wyleczenie terapią, jakbym nerwicy dostała jako dorosła, jakbym miała np 25, lat. Ja ją miała jak się okazuje od zawsze dlatego psychiatra stwierdził, ze niestety u mnie to prawdopodobnie zostanie już do końca, z róznym nasileniem, zależy od okoliczności. Stwierdził też, że związek mógłby mi w tym pomóc, bliska osoba, która z rozumie, ustabilizowane życie, do jakiego dąże, a dopóki tego nie mam, możliwe, ze ta nerwica będzie stale krążyć.
Ja jednak wymyśliłam sobie, co napisałam powyżej, ze nie wejdę w nowy związek póki się z tym nie uporam, lata mijają, nie uporałam się z tym, w związek nie weszłam i koło się zamyka, szach mat, ze tak powiem.
Nie wiem jak to jest nie mieć tego, zawsze miałam te swoje objawy, nie ważne, czy miałam lat 6  czy 12, czy już byłam dorosła. Jedynie zmaiana taka, że po terapii zaczęłam mówic o tym dookoła (wie parę osób z mojej rodziny i kilka koleżanek). Bo tak to dusiłam w sobie już nawet 12 latka, jakoś nie ufałam rodzicom, z resztą co im miałam powiedzieć, ze mam lęki albo,że boję się spać? Powiedzieliby, że wydziwiam albo nie uwierzyli. W sumie od partnera tez się tego spodziewam, że nawet jak zaakceptuje początkowo , to potem straci cierpliwość i każe mi łykać leki, a one przecież nie są obojętne. Ja wiem, ze jak będę łykać leki to mi wszystko przejdzie, ale dopóki będę je brała. Po odstawieniu za jakiś czas wszytsko wraca.

80 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-10-06 12:34:22)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

No to nie poszła. smile
Najistotniejszym jest jednak to, co sama - przez pryzmat swej nerwicy - myślisz o innych. W psychologii nosi to nazwę projekcji.



***
Biorę leki (niemające nic wspólnego z byłą już nerwicą) od dawna i będę je brała do końca życia, gdy zaniecham leczeniai, objawy wrócą. I co? I nic.

81

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Wielokropek napisał/a:

No to nie poszła. smile
Najistotniejszym jest jednak to, co sama - przez pryzmat swej nerwicy - myślisz o innych. W psychologii nosi to nazwę projekcji.



***
Biorę leki (niemające nic wspólnego z byłą już nerwicą) od dawna i będę je brała do końca życia, gdy zaniecham leczeniai, objawy wrócą. I co? I nic.


O innych to zawsze myślałam, ze jak się dowiedzą, ze TO mam to się odwrócą, wyśmieją, a już przyszły facet to na pewno potraktuje mnie jak wariatkę.
Mówiłam o tym u psychologa, on twierdzi, że moje myślenie jest błędne, ja się z nim zasadniczo zgadzam, bo innei osobie powiedziałabym to samo, ale sama sobie nie mogę.

82

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

A Ty temu psychiatrze chętnie uwierzyłaś.. tak chętnie jak wszystkim ludziom, którzy wmawiali Ci jakieś rzeczy przez lata.
po pierwsze, nie każdy psychiatra jest psychoterapeutą, wielu to wypisywacze recept i sprawdzacze czy nie skończysz ze sobą na ich konto. Znajoma zawsze jako pierwsze dostawała to pytanie: czy ma Pani myśli samobójcze smile

Szukaj aż znajdziesz, to Twoje życie.

83

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Ela210 napisał/a:

A Ty temu psychiatrze chętnie uwierzyłaś.. tak chętnie jak wszystkim ludziom, którzy wmawiali Ci jakieś rzeczy przez lata.
po pierwsze, nie każdy psychiatra jest psychoterapeutą, wielu to wypisywacze recept i sprawdzacze czy nie skończysz ze sobą na ich konto. Znajoma zawsze jako pierwsze dostawała to pytanie: czy ma Pani myśli samobójcze smile

Szukaj aż znajdziesz, to Twoje życie.

Właśnie mnie też to dziwi. Bo przecież psychiatra zajmuje się stroną medyczną zaburzeń, a nie psychiczną. Od czasów Kartezjusza to jest rozdzielane. Chyba, że ten psychiatra był jednocześnie psychoterapeutą.

Niemniej, skoro nerwice to de facto konflikt intrapsychiczny, który jest wypierany a to konstytuuje lęk, to naturalnym wydaje się dotarcie do źródła konfliktu, żeby go sobie uświadomić i nie wypierać, ale poradzić sobie z nim w jakiś sposób. Lekarz zwalczający objawy medykamentami nie dotrze do źródeł, nie pomoże usunąć przyczyny.

84 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-10-06 13:23:05)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
MagdaLena1111 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A Ty temu psychiatrze chętnie uwierzyłaś.. tak chętnie jak wszystkim ludziom, którzy wmawiali Ci jakieś rzeczy przez lata.
po pierwsze, nie każdy psychiatra jest psychoterapeutą, wielu to wypisywacze recept i sprawdzacze czy nie skończysz ze sobą na ich konto. Znajoma zawsze jako pierwsze dostawała to pytanie: czy ma Pani myśli samobójcze smile

Szukaj aż znajdziesz, to Twoje życie.

Właśnie mnie też to dziwi. Bo przecież psychiatra zajmuje się stroną medyczną zaburzeń, a nie psychiczną. Od czasów Kartezjusza to jest rozdzielane. Chyba, że ten psychiatra był jednocześnie psychoterapeutą.

Niemniej, skoro nerwice to de facto konflikt intrapsychiczny, który jest wypierany a to konstytuuje lęk, to naturalnym wydaje się dotarcie do źródła konfliktu, żeby go sobie uświadomić i nie wypierać, ale poradzić sobie z nim w jakiś sposób. Lekarz zwalczający objawy medykamentami nie dotrze do źródeł, nie pomoże usunąć przyczyny.

Najwięcej psychiatrów - psychoterapeutów jest w szpitalach , klinikach np nerwic i prywatnie, w przychodniach to raczej rzadkość.
Moim tatą ,który chorował na schizofrenię zajmowali się też psychiatrzy psychoterapeuci to jakby wyższa szkoła jazdy.
Z tymi lekami to naprawdę temat też rzeka zależy od jednostki chorobowej w niektórych przypadkach ,nie da się przeprowadzić psychoterapii bez podania leków .

85

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
paslawek napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A Ty temu psychiatrze chętnie uwierzyłaś.. tak chętnie jak wszystkim ludziom, którzy wmawiali Ci jakieś rzeczy przez lata.
po pierwsze, nie każdy psychiatra jest psychoterapeutą, wielu to wypisywacze recept i sprawdzacze czy nie skończysz ze sobą na ich konto. Znajoma zawsze jako pierwsze dostawała to pytanie: czy ma Pani myśli samobójcze smile

Szukaj aż znajdziesz, to Twoje życie.

Właśnie mnie też to dziwi. Bo przecież psychiatra zajmuje się stroną medyczną zaburzeń, a nie psychiczną. Od czasów Kartezjusza to jest rozdzielane. Chyba, że ten psychiatra był jednocześnie psychoterapeutą.

Niemniej, skoro nerwice to de facto konflikt intrapsychiczny, który jest wypierany a to konstytuuje lęk, to naturalnym wydaje się dotarcie do źródła konfliktu, żeby go sobie uświadomić i nie wypierać, ale poradzić sobie z nim w jakiś sposób. Lekarz zwalczający objawy medykamentami nie dotrze do źródeł, nie pomoże usunąć przyczyny.

Najwięcej psychiatrów - psychoterapeutów jest w szpitalach , klinikach np nerwic i prywatnie, w przychodniach to raczej rzadkość.
Moim tatą ,który chorował na schizofrenię zajmowali się też psychiatrzy psychoterapeuci to jakby wyższa szkoła jazdy.
Z tymi lekami to naprawdę temat też rzeka zależy od jednostki chorobowej w niektórych przypadkach ,nie da się przeprowadzić psychoterapii bez podania leków .

Pewnie często i gęsto potrzebna jest współpraca lekarza od ciała i lekarza od psyche, bo te dwie sfery się przenikają, łączą, wzajemnie na siebie wpływają. Najlepiej jak jeden lekarz łączy jedno z drugim, ale jak to niemożliwe, to pewnie można połączyć współpracę ich obu.

86 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-10-06 13:40:52)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
rossanka napisał/a:

O innych to zawsze myślałam, ze jak się dowiedzą, ze TO mam to się odwrócą, wyśmieją, a już przyszły facet to na pewno potraktuje mnie jak wariatkę. (...)

"Cudowny" sposób myślenia.


(...) ja się z nim zasadniczo zgadzam, bo innei osobie powiedziałabym to samo, ale sama sobie nie mogę.

Kolejna "piękna" wolta. Albo człowiek się zgadza, albo nie zgadza. Lepiej (?!) jednak zasłonić się owym 'zasadniczo', poprzeć popularnym 'nie mogę' i dalej trwać w przekonaniu, żem jedyną szlachetną na świecie a inni to wilcy.

Mam dla Ciebie złą wiadomość. hmm
Jedyną osobą, która może zmienić myślenie rossanki jest... rossanka. Nikt inny. Może też swego myślenia nie zmieniać. Inni z takim lub innym jej myśleniem sobie poradzą. A i ona z każdego wyboru będzie miała korzyści i ponosić będzie ich koszty. Jak każdy.

87

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Ela210 napisał/a:

A Ty temu psychiatrze chętnie uwierzyłaś.. tak chętnie jak wszystkim ludziom, którzy wmawiali Ci jakieś rzeczy przez lata.
po pierwsze, nie każdy psychiatra jest psychoterapeutą, wielu to wypisywacze recept i sprawdzacze czy nie skończysz ze sobą na ich konto. Znajoma zawsze jako pierwsze dostawała to pytanie: czy ma Pani myśli samobójcze smile

Szukaj aż znajdziesz, to Twoje życie.

Nie psychiatra wyciągnał mnie naprawdę ze złego stanu. Psychoterapii nie prowadził, na terapie chodziłam równolegle do terapeuty. O tym, że może mi to nie przejść psychiatra stwierdziła po doświadczeniach z poacjentami, ze raczej jak ktoś miał TO od dzieciństwa, to miał to przez całe życie z różnym masileniem, a jak pierwsze ataki były w wieku dorosłym - to taka osoba miała dużą szansę z tego wyjść.
To była 3cia moja lekarka. Do pierwszej psychiatry chodziłam, ale jakoś nie miałam przekonania. Druga to był całkiem niewypał i dopiero trafiłam wtedy na "moją", która zawsze tak mi dobietała leki, aby było dla mnie najlepiej i jak najmniejsze dawki jak się dało. Na szczęście na mnie zwykle działała minimalna dawka tego co mi przepisała, o ile trafiła w lek.

88

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
rossanka napisał/a:

Np jesteś z facetem na spacerze, a on nagle mówi, że dalej nie pójdzie bo chce wrócić do domu, bo ma lęk i musi się uspokoić. Albo odwrotnie, ktoś nagle wychodzi z domu bo mówi, że ma lęk i musi pospacerować na zewnątrz aby się uspokoić. Co wtedy robisz?

A czym się to różni od chęci powrotu do domu, bo się jest zmęczonym? Ja nie widzę problemu. Gdyby ktoś mi powiedział, że ma lęk to zapytałabym, jak mogę mu pomóc.

Nie ma ludzi, którzy są w 100% zdrowi psychicznie. Każdy z nas ma jakieś odchyły. Jedni większe, inni mniejsze.

Ja i moja nerwica w związku funkcjonujemy całkiem spoko. Wręcz w duecie jest mi dużo lepiej niż jak jestem sama i wszystko jest na mnie. Tak to mogę częściowo wyeliminować rzeczy, które są triggerami ataków lęku, bo zrobi je za mnie mój partner. Wiem, że to nie jest najlepsza opcja, bo lepsza jest terapia i radzenie sobie z władnymi lękami, ale to tak odnośnie nerwicy i związku wink

89

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Wielokropek napisał/a:

Mam dla Ciebie złą wiadomość. hmm
Jedyną osobą, która może zmienić myślenie rossanki jest... rossanka. Nikt inny. Może też swego myślenia nie zmieniać. Inni z takim lub innym jej myśleniem sobie poradzą. A i ona z każdego wyboru będzie miała korzyści i ponosić będzie ich koszty. Jak każdy.

To też wiem i dlatego jestem teraz w punkcie, gdzie już nikt mi nie może pomóc, ani lekarz ani terapeuta tylko ja sama, ale nijak mi to nie wychodzi. Co jest już lepiej, byle stres i objawy znowu wracają. Znowu no nie mogą nic zjeść, albo mam nudności, albo ataki suchego psychosomatycznego kaszlu, albo drga mi powieka, piszczy i szumi w uszach i kręci się w głowie. sad  Plus tylko taki, że 20 lat temu wylądowałabym na ostrym dyżurze i płakała, ze umieram, a teraz to wiem, że nic mi nie będzie, to "tylko nerwica" i muszę to przeczekać. Najczęściej wtedy spaceruje, albo robię ćwiczenia oddechowe, albo sprzątam w domu. Potem przechodzi aż do nasytępnego razu. Przy partnerze to bym chyba umarła ze wstydu - tak zawsze myślałam. Moze i dlatego w te związki oprócz tego, ze mi nie wychodziły (pisałam), w jakiś sposób częściowo się na nie blokowałam.

90

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Lady Loka napisał/a:

Ja i moja nerwica w związku funkcjonujemy całkiem spoko. Wręcz w duecie jest mi dużo lepiej niż jak jestem sama i wszystko jest na mnie. Tak to mogę częściowo wyeliminować rzeczy, które są triggerami ataków lęku, bo zrobi je za mnie mój partner. Wiem, że to nie jest najlepsza opcja, bo lepsza jest terapia i radzenie sobie z władnymi lękami, ale to tak odnośnie nerwicy i związku wink

Hmm tego nie wiem. W ex związku sama (jak miałam nawrót) musiałam chodzić do psychiatry. Pamiętam, że chciałam wtedy by partner posiedział ze mną w poczekalni, a on chodził sobie do kina w tym czasie.
Jak tak wygląda związek, to ja bardzo podziękuję.

91

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Myślałam?
Już tak nie myślisz? Już się nie wstydzisz? Czy czas przeszły jest tylko figurą stylistyczną?

92

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Wielokropek napisał/a:

Myślałam?
Już tak nie myślisz? Już się nie wstydzisz? Czy czas przeszły jest tylko figurą stylistyczną?

Kiedyś tak myślałam. Teraz w jakiejś części już nie, ale w jakiejś tak. Jedna moja częsć mówi, ze przesadzam, ale druga, że mam rację bo to wstyd te zaburzenia.
I miotam się między tymi dwiema częściami. Jak był kwiecień i to zamknięcie to pomyślałam, ze wielu rzeczy np nie spróbowałam, nie mówiłam potencjalnym partnerom, bo się wstydziłam.
Owszem ryzykowałam odrzuceniem, ale w sumie co z tego? Przecież nic by się nie stało. A jak nie spróbowałam to nie  mogłam znać wyniku. (oczywiście nie mówię o tych mężczyznach, którzy byli zajęci).
Nie wiem, czy jest w tym jakiś sens.

93

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
rossanka napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A Ty temu psychiatrze chętnie uwierzyłaś.. tak chętnie jak wszystkim ludziom, którzy wmawiali Ci jakieś rzeczy przez lata.
po pierwsze, nie każdy psychiatra jest psychoterapeutą, wielu to wypisywacze recept i sprawdzacze czy nie skończysz ze sobą na ich konto. Znajoma zawsze jako pierwsze dostawała to pytanie: czy ma Pani myśli samobójcze smile

Szukaj aż znajdziesz, to Twoje życie.

Nie psychiatra wyciągnał mnie naprawdę ze złego stanu. Psychoterapii nie prowadził, na terapie chodziłam równolegle do terapeuty. O tym, że może mi to nie przejść psychiatra stwierdziła po doświadczeniach z poacjentami, ze raczej jak ktoś miał TO od dzieciństwa, to miał to przez całe życie z różnym masileniem, a jak pierwsze ataki były w wieku dorosłym - to taka osoba miała dużą szansę z tego wyjść.
To była 3cia moja lekarka. Do pierwszej psychiatry chodziłam, ale jakoś nie miałam przekonania. Druga to był całkiem niewypał i dopiero trafiłam wtedy na "moją", która zawsze tak mi dobietała leki, aby było dla mnie najlepiej i jak najmniejsze dawki jak się dało. Na szczęście na mnie zwykle działała minimalna dawka tego co mi przepisała, o ile trafiła w lek.

zobacz, trafiała w lek.. Terapię prowadził ktoś inny- ale to zdanie lekarki uznałaś za lepsze. Przecież na logikę, jak komuś się polepszyło, to już do niej nie przychodził?

94

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Ela210 napisał/a:
rossanka napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A Ty temu psychiatrze chętnie uwierzyłaś.. tak chętnie jak wszystkim ludziom, którzy wmawiali Ci jakieś rzeczy przez lata.
po pierwsze, nie każdy psychiatra jest psychoterapeutą, wielu to wypisywacze recept i sprawdzacze czy nie skończysz ze sobą na ich konto. Znajoma zawsze jako pierwsze dostawała to pytanie: czy ma Pani myśli samobójcze smile

Szukaj aż znajdziesz, to Twoje życie.

Nie psychiatra wyciągnał mnie naprawdę ze złego stanu. Psychoterapii nie prowadził, na terapie chodziłam równolegle do terapeuty. O tym, że może mi to nie przejść psychiatra stwierdziła po doświadczeniach z poacjentami, ze raczej jak ktoś miał TO od dzieciństwa, to miał to przez całe życie z różnym masileniem, a jak pierwsze ataki były w wieku dorosłym - to taka osoba miała dużą szansę z tego wyjść.
To była 3cia moja lekarka. Do pierwszej psychiatry chodziłam, ale jakoś nie miałam przekonania. Druga to był całkiem niewypał i dopiero trafiłam wtedy na "moją", która zawsze tak mi dobietała leki, aby było dla mnie najlepiej i jak najmniejsze dawki jak się dało. Na szczęście na mnie zwykle działała minimalna dawka tego co mi przepisała, o ile trafiła w lek.

zobacz, trafiała w lek.. Terapię prowadził ktoś inny- ale to zdanie lekarki uznałaś za lepsze. Przecież na logikę, jak komuś się polepszyło, to już do niej nie przychodził?

A przychodził ten, komu sie nie polepszyło - i te osoby miały to w przeważającej wiekszości od dziecka. To ma sens.
Nie wyobrażam sobie nie mieć tego.
O, mam pytanie do ludzi bez nerwicy:
załóżmy, ze macie długotrwały stres, albo nagle dzieje się coś bardzo słego, jakaś życiowa tragedia, jak reaguje Wasze ciało? Wiadomo, że jesteście smutni, zdenerwowani, albo płaczliwi, wybuchowi, ale w ciele, co czujecie?

95

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
rossanka napisał/a:
Ela210 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie psychiatra wyciągnał mnie naprawdę ze złego stanu. Psychoterapii nie prowadził, na terapie chodziłam równolegle do terapeuty. O tym, że może mi to nie przejść psychiatra stwierdziła po doświadczeniach z poacjentami, ze raczej jak ktoś miał TO od dzieciństwa, to miał to przez całe życie z różnym masileniem, a jak pierwsze ataki były w wieku dorosłym - to taka osoba miała dużą szansę z tego wyjść.
To była 3cia moja lekarka. Do pierwszej psychiatry chodziłam, ale jakoś nie miałam przekonania. Druga to był całkiem niewypał i dopiero trafiłam wtedy na "moją", która zawsze tak mi dobietała leki, aby było dla mnie najlepiej i jak najmniejsze dawki jak się dało. Na szczęście na mnie zwykle działała minimalna dawka tego co mi przepisała, o ile trafiła w lek.

zobacz, trafiała w lek.. Terapię prowadził ktoś inny- ale to zdanie lekarki uznałaś za lepsze. Przecież na logikę, jak komuś się polepszyło, to już do niej nie przychodził?

A przychodził ten, komu sie nie polepszyło - i te osoby miały to w przeważającej wiekszości od dziecka. To ma sens.
Nie wyobrażam sobie nie mieć tego.
O, mam pytanie do ludzi bez nerwicy:
załóżmy, ze macie długotrwały stres, albo nagle dzieje się coś bardzo słego, jakaś życiowa tragedia, jak reaguje Wasze ciało? Wiadomo, że jesteście smutni, zdenerwowani, albo płaczliwi, wybuchowi, ale w ciele, co czujecie?

ps. terapia była u kogo innego, skończyła sie i miałam już sobie radzić sama, bo dostałam narzędzia ale jak widać słabo idzie mi ich użycie.

96

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Czyli Pani doktor nie ubyła żadna pacjentka? to dziwne raczej.

97

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Ela210 napisał/a:

Czyli Pani doktor nie ubyła żadna pacjentka? to dziwne raczej.

Nie no ubyli, wiadomo, ktoś z tego wyszedł a ktoś nie. Jeszcze kiedy indziej przyszedł nowy pacjent. I tak dalej.
Pamiętam z poczekalni, zwykle soedziały same nerwice i depresje, ludzie po utracie bliskich, utracie pracy, rozwodach , wiem, bo czasem rozmawialiśmy.
Raz tylko była jakaś starsza babcia, z którą praktycznie nie było kontaktu, była z synem chyba.

98

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Swoją drogą, stwierdzenie: dobry lekarz. od lat do niego chodzę, to pokazuje idee współczesnej medycyny smile

99

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Ela210 napisał/a:

Swoją drogą, stwierdzenie: dobry lekarz. od lat do niego chodzę, to pokazuje idee współczesnej medycyny smile

Przecież nie cały czas. Raz na trzy lata to nie jest jakoś często. Tylko jak się wydarzy coś złego w moim życiu i psychika mi siada.

100

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Bardzo Cię, Rossanko, proszę, aby tematu nie zamieniać w wątek o charakterze osobistym. Zwracam na to uwagę również dlatego, że robisz to nie po raz pierwszy, choć jak najbardziej możesz kontynuować własny wątek, omawiając w nim wszystko, co dotyczy Twojej osoby. Oczywiście nawiązanie do osobistych przeżyć i doświadczeń jak najbardziej jest dopuszczalne, ale w określonej granicy.
Równocześnie proszę, abyś nie umieszczała swoich postów jeden pod drugim, tym bardziej, że jako Użytkowniczka z długim stażem powinnaś wiedzieć, że łamiesz w ten sposób obowiązujące na Netkobietach zasady.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka

101

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Olinka napisał/a:

Bardzo Cię, Rossanko, proszę, aby tematu nie zamieniać w wątek o charakterze osobistym. Zwracam na to uwagę również dlatego, że robisz to nie po raz pierwszy, choć jak najbardziej możesz kontynuować własny wątek, omawiając w nim wszystko, co dotyczy Twojej osoby. Oczywiście nawiązanie do osobistych przeżyć i doświadczeń jak najbardziej jest dopuszczalne, ale w określonej granicy.
Równocześnie proszę, abyś nie umieszczała swoich postów jeden pod drugim, tym bardziej, że jako Użytkowniczka z długim stażem powinnaś wiedzieć, że łamiesz w ten sposób obowiązujące na Netkobietach zasady.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka

Nie rozumiem, przecież temat dotyczy chorób psychicznych i postrzegania zaburzonych osób przez innych. Opisuje jak zawsze bałam się, że przez nerwice odrzuci mnie partner. To jest jak najbardziej w temacie.

102

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Owszem, zgodnie z tym, co zaznaczyłam, osobiste wtrącenia jak najbardziej są dopuszczane, ale tylko do momentu, kiedy cała dyskusja nie zaczyna skupiać się na Twojej osobie. Tymczasem tutaj wyraźnie wyszliśmy już poza główne, mimo wszystko dosyć ogólne, zagadnienie wątku.
Jeśli coś jeszcze pozostaje niejasne, bardzo proszę o kontakt mailowy: olina_netkobiety@wp.pl, wątek nie jest bowiem miejscem właściwym do prowadzenia tego typu wyjaśnień. 
Z pozdrowieniami, Olinka

Posty [ 66 do 102 z 102 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024