Przemo77 napisał/a:Dla większości ludzi w tym kraju sex to zobowiązanie. Nie przyjemność tylko zobowiązanie. Jesli będziemy razem to ci się oddam albo oddam ci sie po ślubie albo skoro mnie kochasz to mi sie oddaj...
Oddaj się,daj , dałam mu itd.
Nie w kategorii zrobilismy to bo oboje chcieliśmy tylko "dac komus cos za coś".
Czy sex to zawsze dawanie komuś czegoś???
W moim świecie (piszę "moim" ze względu na ewidentną różnicę światopoglądową) seks jest dawaniem drugiej osobie czegoś. Po pierwsze w aspekcie fizyczności dzieleniem się swoim ciałem. Możliwość samego dotykania mnie, całowania uznaję za dostąpienie swoistego rodzaju zaszczytu, bowiem bliski mi mężczyzna jest moim WYBRANKIEM - słowo to jest tutaj kluczowe; "wybranek" oznacza jeden spośród milionów innych, ten "jedyny", "najważniejszy", "najukochańszy", "najmojszy" i uznaję to za ogromne wyróżnienie, którego mężczyzna winien być świadomy. "Moje ciało, moja świątynia", tak? W nawiązaniu do świątyni - po drugie więc - seks jest dla mnie zjednoczeniem o charakterze duchowym (niekoniecznie związanym z jakimkolwiek misterium religijnym). Uważam, że człowiek posiada duszę i serce, a seks jest miłosnym spojeniem kochających się ludzi, wyrazem uczuć, zaufania i przynależności. I "oczywistą oczywistością" jest dla mnie wówczas to, że seks jest deklaracją woli obojga osób - "robimy to, bo tego chcemy". Nie widzę żadnego związku takiego podejścia z prezentowaną przez Ciebie wymianą handlową: "dać komuś coś za coś". Uznaję to za jalowe, wypaczone spojrzenie na seks. I przykre.
Przemo77 napisał/a:Ja zwyczajnie napisalem że jeśli ktoś lubi sex bez uczuć, dla samej przyjemności fizycznej - to juz jego sprawa bez względu na płeć i wiek.
Jeżeli uznajesz nastolatków za osoby zdolne do podejmowania świadomych i racjonalnych decyzji w kwestii seksu, to Ci gratuluję ogromu optymizmu i wiary w młodzież
Jestem ciekawa jakie stanowisko zajmiesz, kiedy - dajmy na to - Twoja 14-letnia córka powie: "Tato, wiesz, lubię seks, ale tak się złożyło, że jestem w ciąży. Kolesia nie znam, z dyskoteki wracałam, a jako osoba świadoma swoich potrzeb, zdecydowałam się na małą przygodę". 
Przemo77 napisał/a:Nie rozumiem jak można mówić o kobiecie- łatwa, puszczalska, nie szanuje się itd a jednocześnie nie mieć uwag do mężczyzn. Jakaś podwójna moralność???
Kto Ci powiedział, że nie mam uwag w tej materii do mężczyzn?
Mam i to ogromne. W zasadzie większość reprezentantów płci "brzydkiej" uznaję za marionetki kierowane ich własnym przyrodzeniem, co w moich oczach jest smutne. Podziwiam i szanuję mężczyzn, którzy są na "Ty" z samokontrolą i zwyczajnie podnieca mnie (serio! Aż mi się mokro robi na samą myśl!
) facet z silnym charakterem!
Przemo77 napisał/a:Jestem zwolennikiem równouprawnienia w tej dziedzinie.
Ja również. Z tą jednak różnicą, że moim zdaniem tendencja powinna iść w inną stronę niż ta, którą Ty forsujesz. Kiedyś byłam zagorzałą feministką, ale kiedy spostrzegłam, że za szyldem feminizmu kryją się w większości kobiety "wyzwolone", to podziękowałam
Konkluzja jest taka, że wolałabym, ażeby zarówno kobiety jak i mężczyźni równali w "górę" - czyli ku trzymania swoich instynktów w ryzach (czego nie należy utożsamiać ani z niewolą, ani z czekaniem z seksem do nocy poślubnej
). W końcu podobno jesteśmy homo sapiens sapiens i wypadałoby czynić użytek z mózgu zamiast dawać się kierować pierwotnym instynktom, zmierzając ku zezwierzęceniu totalnemu.
Przemo77 napisał/a:Jeśli ktoś ma ochote na sex z kimś po roku znajomości ,romantycznie w sypialni przy świecach i płatkach róż to jego sprawa, jesli po 15 minutach w toalecie to też jego sprawa. Założywszy że obie rzeczy dzieją sie za pełną ,świadomą wolą i chęcią zainteresowanych.
No tak nie do końca.
Dopóki taki delikwent, który moczył się w większej ilości cipek, niż ja miałam frytek w ustach, do mnie nie startuje, to jest wszystko ok. Ale w momencie, w którym zapraszana jestem na przysłowiową kawę i szacunkowo 19/20 facetów prowadzi rozwiązłe życie seksualne, to aż się rzygać chce i zapytać "Widzisz Boże i nie grzmisz!".
Co więcej, w sytuacji, w której muszę słuchać o takich czy innych ekscesach, też to co kto robi przestaje być jego sprawą, bo sam się ze swoich przeżyć intymnych (choć coś, co staje się publiczne ciężko mi nazwać intymnym...) uzewnętrznia. Daje mi to w mojej ocenie prawo do swoich myśli - w tym: osądzania; bo czemu nie? Gdybym nie wiedziała, to bym o tym nie myślała.
Przemo77 napisał/a:Nie wiem czy w ogóle sex można rozpatrywac w kategorii moralny czy niemoralny.
Seks jako czynność samą w sobie chyba nie, ale ludzi, jako osoby mające rozum i własną wolę, które podejmują określone działania, w tym seksualne, już można ocenia w kategoriach moralności.
Jaga Baba07 napisał/a:nie rozumiemy się. Wciąż klasyfikujesz ludzi w kategoriach lepszy bo nie robi komuś loda na pierwszej randce i gorszy bo to robi. Dlaczego tak "bolą " Cie sprawy które Cię nie dotyczą?
Dotyczą. Jeśli nie bezpośrednio to pośrednio. Największym jednak problemem i bolączką jest to, że moim dzieciom przyjdzie żyć wśród takich ludzi. Zasadniczym pytaniem, które sobie stawiam jest to, do czego doprowadzą takie trendy, które w Polsce obowiązują od lat? Bo wiecie, kiedy mówimy sobie o jakichś tam Iksieńskich lachociągach, to większość powie: "Ok, ich sprawa". Ale kiedy przerzucicie to na grunt swojego podwórka, to sądzę, że już tak "wporządalu" nie będzie - kto z Was chciałby mieć córkę lachociąga?
Mówilibyście o niej wtedy, jako o kobiecie wyzwolonej, świadomej swoich pragnień, dzięki której 1/3 chłopaczków z miasta chodzi szczęśliwsza? 
Przemo77 napisał/a:Nic na to nie poradzimy i nasze widzimisię nie ma tu nic do rzeczy.
W zasadzie nasze "widzimisię" ma bardzo dużo do rzeczy. To my, nasz światopogląd i nasze postępowanie kreują rzeczywistość. To, co akceptujemy i czemu jawnie się sprzeciwiamy stanowi o normach obowiązujących w społeczeństwie. Dopóki nie zaczniemy myśleć o sobie, jako o twórcach realiów, w których przyszło nam żyć, to otoczenie - w sensie: tępa masa ludzka - będzie decydować o charakterze epoki.
Jaga Baba07 napisał/a:Nigdy nie lubiłam lalek, wolałam piłkę
Przybijam piąteczkę! 
Przemo77 napisał/a:nie rozmawiajmy o patologiach. Choć z drugiej strony po głębszym namyśle to chyba nawet nie znam kobiety która byłaby na tyle "rozwiązła" - jak to określasz ,żeby można o niej mówić w kategoriach patologii. Nie twierdze że takich nie ma tylko że akurat nie znam takiej. Po za tym co rozumiemy pod pojęciem patologii w tym temacie?
No właśnie: czym jest patologia?
Ciężki temat. Dla mnie patologią (zachowaniem o charakterze chorobotwórczym na gruncie społecznym) są współczesne tendencje w naszym kraju do seksu bez zobowiązań. Jest to czynnikiem destrukcyjnie wpływającym na relacje międzyludzkie, gdyż je spłyca, propaguje instrumentalne traktowanie człowieka, szerzy zachowania o charakterze egoistycznym, które to z kolei sprawiają, że ludzie są coraz mniej wytrwali i nieodporni na problemy, przed którymi zwyczajnie uciekają. ITD. Konsekwencje społeczne to: rozpady małżeństw, nadmiar pracy w sądownictwie, narażanie finansów publicznych na straty (bo tatuś nie płaci, płaci więc państwo; jak tatuś nie płaci, to idzie do więzienia na wakacje i też mu je fundują podatnicy), itd, itp. - buduje się piramida uzależnień.
Według tak rozumianej patologii mogę powiedzieć, że znam wiele moich rówieśniczek, które cechuje rozwiązłość. Co by nie być gołosłowną, przytoczę jeden taki kobiecy eksponat:
Pewna kobitka jest w związku z facetem, z którym oczywiście uprawia seks. Poza tym spotyka się z innym facetem (jak to się mówi...? "bez zobowiązań"), z którym również uprawia seks - praktycznie na zawołanie. On dzwoni, podjeżdża luksusowym samochodem i bałamucą się w samochodzie. Ponadto uprawia seks z innym facetem z pracy (które jest w związku). Uważa samą siebie za kobietę szanującą się, wyzwoloną seksualnie. Dla mnie jest po prostu wyuzdana, a dla Ciebie?
Przemo77 napisał/a:Ile razy trzeba się z kimś przespać czy zrobić komuś loda aby zastać uznaną za łatwą, rozwiązłą lub też "patologiczną" ?
Z jednym facetem, w związku monogamicznym, można sypiać ile dusza pragnie i ciągnąć lachę aż szczęki odpadną i w moich oczach nie jest to patologiczne
O rozwiązłości stanowi raczej częste zmienianie partnerów i notoryczne przypadkowe przygody. Na przykład - jadę na 3 dniowe szkolenie, w trakcie którego obracam każdego faceta, który reflektuje wskoczyć mi do wyrka.
MagdaEm. napisał/a:Dla mnie kimś innym jest kobieta dojrzała (emocjonalnie), która jest świadoma swoich potrzeb, jest otwarta, pewna siebie itd., a kimś innym jest nastolatka, która w kiblu robi loda za drinka, nie zabezpiecza się mimo, że nie zna partnera, z którym to robi tym samym narażając siebie i jego na niemiłe konsekwencje.
Zgodzę się. Ale dla mnie na tym samym poziomie jest kobieta dojrzała (wiekowo), co nastolatka, jeśli robi lodzika w kiblu
Wydaje mi się, że wówczas metryka nie jest aż tak istotna, ponieważ chodzi o samo zachowanie.
Olinka napisał/a:Istotnie mam dosyć liberalne podejście zarówno do spraw seksu, jak i wychowywania dzieci, niemniej wszystko do pewnego momentu i w pewnych granicach.
Taka byłam parę lat temu. Byłam naocznym świadkiem tego, co czyni liberalne wychowanie z młodym człowiekiem (wiek gimnazjalny). Mama mojej koleżanki pozwalała swojej córce na wiele, właśnie w imię liberalnych poglądów. Normą było zaproszenie na noc faceta, czy wrócenie do domu w stanie lewitacji. Jej mama uważała, że "każdy ma swoje potrzeby" i kazała swojej córce je realizować. Nie przeszkadzało jej nawet to, że ponad 20 lat starszy narkoman bałamucił jej córkę w pokoju obok, bo "córka ma swój rozum i wie co robi". Końcówki historii nie przytoczę (bo nie wiem, kto czyta to forum, a ja chcę zachować anonimowość). Jeśli tak ma wyglądać liberalne wychowanie, to wolę pozostać zatwardziała konserwatystką, a nawet ortodoksem. Nie mieści się to bowiem w ramach mojej moralności i etyczności.
Olinka napisał/a:czy wraz z Waszym dojrzewaniem bardzo zmieniły się Wasze poglądy dotyczące seksu? To że człowiek staje się bardziej otwarty i chętniej eksperymentuje, to jest dosyć oczywiste, ale czy na przykład tematy, które wcześniej budziły kompletne niezrozumienie (jako przykład podam choćby fetysze, dewiacje czy odmienności) z czasem stały się po prostu częścią olbrzymiego zagadnienia jaka mieści się pod nazwą seks? I nawet jeśli sami nie macie takich skłonności, to czy akceptujecie je u innych, rozumiecie ich istotę i przestały Was dziwić? Czy może jednak jest coś, co wykracza już poza te ramy?
Moje poglądy zmieniły się, być może ewoluowały, ale moja natura pozostała taka sama. Znaczy to tyle, że nadal jestem w duszy wrażliwą romantyczką ceniącą piękno i chociaż wcześniej byłam młodą rewolucjonistką, żądającą wolności, swobody i niezależności seksualnej dal każdego, to teraz jestem zdania, że pewne konwenanse winny w społeczeństwie obowiązywać, a ludzie bez jakiegokolwiek kagańca nie znają umiaru i zachowują się jakby z dziczy pochodzili.
Sam seks interesuje mnie oczywiście coraz bardziej. Doświadczenia o charakterze lesbijskim również mam za sobą. Jestem coraz bardziej świadoma własnej cielesności i własnych potrzeb, ale moje postępowanie ukierunkowywane jest przez przyjęte zasady. Wiem, że mojemu facetowi oddam się w całości i wiem też, że pozostanie to w czterech ścianach naszej sypialni. Stawiam na miłość i długodystansowe, konstruktywne dla obojga relacje, w których seks będzie zwieńczeniem uczuć. Seks oralny czy analny nie budzi już we mnie obrzydzenia, jest to on jedną z form bliskości.
W odniesieniu do innych - jak wyżej napisałam - chyba nic by mnie nie oburzało, jeśli mieściłoby się w ramach uczyć. Bo dlaczego miałabym krytykować jakąś parę za stosowanie zabawek erotycznych...? Tylko, jak już wspomniałam, ja jestem i będę zwolenniczką "seksu ze zobowiązaniami" o podłożu uczuciowym.
Przemo77 napisał/a:Prawo nie zabrania uprawiania sexu 16-latkom chyba...
16-latkom nie, ale za seks z 15-latką można już iść do więzienia
Jak dla mnie jest to dość dziwna granica... Ale pomijając aspekt prawny, to uważam, że 15-17 latkowie powinni zajmować się edukacją - szkolną i seksualną. A poza tym, niech mi ktoś powie, co czerpie z seksu 16-letnia dziewczynka...? -.-'
grace_west napisał/a:Oczywiście, że nie zabrania, ale z autopsji wiem, że jak się ma odrobinę oleju w głowie to niekoniecznie chce się uprawiać seks w wieku 16 lat 
Zgadzam się w 100%. 
Przemo77 napisał/a:A mnie się wydaje że całkiem sporo nastolatków (wcale niegłupich) ma buzujące libido i wielką potrzebę miłości fizycznej a nie tylko trzymania się za rączkę 
Wydaje mi się, że Tobie się wydaje
W liceum w mojej klasie, w której było 27 dziewczyn tylko jedna nie była dziewicą
Na studiach podobnie - w świat seksu koleżanki wkraczały po 20-tce 
Poza tym buzujące libido to mają panowie; panie raczej po 30-tce 
gosia_91 napisał/a:Mam jedną koleżankę, która trzyma dziewictwo dla męża... ja to szanuję ale dla mnie to dziwactwo.
Ja mam takich koleżanek kilka
Nie są to żadne rzesze, ale jednak są i wcale nie uważam tego za dziwactwo. Dla mnie jest to raczej ryzyko, bo jeśli mój mąż miałby 5cm w zwodzie, bo po tygodniu wnosiłabym o rozwód... (jak tu się kochać z 5 cm...?)
gosia_91 napisał/a:Ja nie wyobrażam sobie aby czekać ze zbliżeniami do ślubu. To jak kupowanie kota w worku.
Byłabym w stanie czekać, dla mnie to żaden problem. Jestem nieaktywna seksualnie od ponad dwóch lat i mam się świetnie
Ale jestem tego zdania, co Ty - nie kupuje się kota w worku 