To obśmianie świadczy tylko i wyłącznie o poziomie kolegi i od razu bym mu to powiedziała.
Grace_west - to prawda. Oczywiście zachowałam to co powiedział dla siebie, kolega żartował, że każdy ją już miał i opowiadają sobie szczegóły seksu z tą dziewczyną... bo dziewczyna na pierwszym roku studiów ( teraz idzie na drugi) i pewnie wpadła w jakiś szał imprez i bawi się w dorosłość.
Grace_west - to prawda. Oczywiście zachowałam to co powiedział dla siebie, kolega żartował, że każdy ją już miał i opowiadają sobie szczegóły seksu z tą dziewczyną... bo dziewczyna na pierwszym roku studiów ( teraz idzie na drugi) i pewnie wpadła w jakiś szał imprez i bawi się w dorosłość.
Nie jestem przekonana czy to powód.... chociaż sama zainteresowana chyba zdaje sobie sprawę z tego, że skoro sypia z byle kim to naraża się na obgadanie.
To obśmianie świadczy tylko i wyłącznie o poziomie kolegi i od razu bym mu to powiedziała.
Powiedziałam tylko "ale z ciebie gnojek" ale chyba odebrał to jako droczenie się. Wiem, że już się z nią nie spotyka ale... dupek i tyle.
No dupek, dupek i nawet nie zrozumiał obelgi
A skoro dziewczyna sypia z kim popadnie to niestety też się musi liczyć na takie słowa...
jak rozumiecie słowa -odnośnie seksu- "szanować się"?
Czasem się słyszy od kogoś" ona się nie szanuje" ("on" ...nigdy!)
Grace_west - napisałam to kilka stron wcześniej, że moja przyjaciółka wygadała z kim kochałam się pierwszy raz. Do tej pory był to mój jedyny partner seksualny, powiedziałam kto to był tylko przyjaciółce i siostrze. A ta rozpowiedział to... po kilku dniach wszyscy wiedzieli, koledzy z naszego towarzystwa z którymi randkowałam w liceum pisali smsy " w czym on był lepszy, że się z nim przespałaś ?" były przez jakiś czas na porządku dziennym. Jak widać nawet dzięki bliskiej osobie można dostać łatkę łatwej. A co gorsza takiej, która załatwia różne rzeczy przez seks ( bo i takie rzeczy usłyszałam)...
jak rozumiecie słowa -odnośnie seksu- "szanować się"?
Czasem się słyszy od kogoś" ona się nie szanuje" ("on" ...nigdy!)
Facetom od zawsze przyzwala się na większą rozwiązłość płciową i to pewnie wszystko ma coś wspólnego z naszą historią - jak zawsze. Kiedyś usłyszałam (od mojego wieloletniego znajomego), że kobieta się nie szanuję, kiedy miała w łóżku i w ustach więcej facetów, niż on ma palców u jednej ręki, natomiast jeśli chodzi o mężczyzn to w jego wypadku facet się nie szanuję kiedy zdradza. Dla mnie zdrada to nie brak szacunku dla siebie, ale dla osoby zdradzanej, lecz to już inna kwestia. Wg. mnie kobieta nieszanująca się to taka, która idzie do łóżka z kim popadnie, która nie do końca rozumie formę seksu, ale ja oczywiście mogę się mylić. Młoda i głupia jestem ![]()
A co jeśli jej to całkowicie odpowiada? Ktoś o niej mówi "puszczalska, nie szanuje się" a ona sobie myśli o sobie "wolna, świadoma, radosna" ?
Czytałam Gosiu i muszę przyznać, że miałaś bardzo nieprzyjacielską przyjaciółkę. Ja takich tekstów usłyszałam dziesiątki mimo, iż nadal nie mam za sobą pierwszego razu. Po śmierci mojego bardzo bliskiego przyjaciela - chłopaka, odnowiłam znajomość z moim kilka lat starszym kolegą, więc przyjaciel zmarłego nazwał mnie "puszczalską szmatą" i uznał, że to ja jestem winna śmierci. W ogólniaku kiedyś usłyszałam, że obciągam na klatkach schodowych... chciałabym, żeby chociaż krztyna prawdy w tym była ![]()
A co jeśli jej to całkowicie odpowiada? Ktoś o niej mówi "puszczalska, nie szanuje się" a ona sobie myśli o sobie "wolna, świadoma, radosna" ?
Między wolną, świadomą i wyemancypowaną a puszczalską jest bardzo cieniutka granica, przynajmniej wg. mnie ![]()
Co??!! Jak można coś takiego powiedzieć do kogoś?! No chyba, że kolegę zabiłaś , ale wątpię.
Catwoman napisał/a:A co jeśli jej to całkowicie odpowiada? Ktoś o niej mówi "puszczalska, nie szanuje się" a ona sobie myśli o sobie "wolna, świadoma, radosna" ?
Między wolną, świadomą i wyemancypowaną a puszczalską jest bardzo cieniutka granica, przynajmniej wg. mnie
serio? napisz coś więcej bo zaciekawiło mnie to.
Czytałam Gosiu i muszę przyznać, że miałaś bardzo nieprzyjacielską przyjaciółkę. Ja takich tekstów usłyszałam dziesiątki mimo, iż nadal nie mam za sobą pierwszego razu. Po śmierci mojego bardzo bliskiego przyjaciela - chłopaka, odnowiłam znajomość z moim kilka lat starszym kolegą, więc przyjaciel zmarłego nazwał mnie "puszczalską szmatą" i uznał, że to ja jestem winna śmierci. W ogólniaku kiedyś usłyszałam, że obciągam na klatkach schodowych... chciałabym, żeby chociaż krztyna prawdy w tym była
Straszne i przykre... ![]()
Co??!! Jak można coś takiego powiedzieć do kogoś?! No chyba, że kolegę zabiłaś , ale wątpię.
Oczywiście, że nie zabiłam - miał nowotwór ![]()
serio? napisz coś więcej bo zaciekawiło mnie to.
Kobieta wolna, silna to kobieta, która szanuję to kim jest, owszem ma jakieś przelotne romanse, ale nie na tej zasadzie, że spotyka kogoś w klubie i kilka minut później szczytuje w kiblu, bo już dla mnie ktoś puszczalski. Oczywiście nie chcę nikogo obrażać, raz można sobie na to pozwolić, tak w ramach spróbowania czegoś nowego ![]()
A po jakim czasie taka kobieta powinna iść z kimś do łóżka (i z kim?) by nie była uznana za łatwą?
Nie nazwałabym nikogo puszczalskim już prędzej rozwiązłym... dla mnie to taka osoba dla , której jest obojętne z kim się kocha. Dla mnie seks to taki rodzaj bliskości, że się kogoś do siebie przyjmuje, to taka bliskość cielesna, że bliżej już nie da się być ( chyba, że kogoś się zje...
); rozwiązłą jest ta osoba, która zachowuje się jak zwierzę. Seks bez uczucia, nawet bez pociągu fizycznego tylko na zasadzie: chcę seksu teraz , zrobię to z każdym kto się napatoczy.
...rozwiązłość... podoba mi się to określenie ![]()
A jeśli to nie jest seks w kiblu w klubie, a zaaranżowana romantyczna noc w blasku świec i kolacją?
To już nie mnie o to pytaj, to mężczyźnie wymyślili ten sposób szufladkowania, ja tylko go na swój sposób staram się zrozumieć ![]()
Nie nazwałabym nikogo puszczalskim już prędzej rozwiązłym... dla mnie to taka osoba dla , której jest obojętne z kim się kocha. Dla mnie seks to taki rodzaj bliskości, że się kogoś do siebie przyjmuje, to taka bliskość cielesna, że bliżej już nie da się być ( chyba, że kogoś się zje... ); rozwiązłą jest ta osoba, która zachowuje się jak zwierzę. Seks bez uczucia, nawet bez pociągu fizycznego tylko na zasadzie: chcę seksu teraz , zrobię to z każdym kto się napatoczy.
Dobrze powiedziane, to mniej więcej również miałam na myśli.
...rozwiązłość... podoba mi się to określenie
A jeśli to nie jest seks w kiblu w klubie, a zaaranżowana romantyczna noc w blasku świec i kolacją?
Dla mnie tą podstawą jest jednak uczucie... już nieważne czy miłość, stan zauroczenia czy zwykłe pożądanie.. musi "coś " być a nie tylko cytując za filmem "dzień świra" tak zwana "wścieklizna macicy"
Nie wiem sama kiedy można nazwać mężczyznę rozwiązłym... jestem kobietą i jednak myślę innymi kategoriami. Ja najczęściej spotykam się z określeniem "dziwkarz" i tylko wtedy gdy mężczyzna zaraża partnerkę chorobą weneryczną lub wielokrotnie zdradza stałą dziewczynę. W odniesieniu do wolnych mężczyzn nie słyszałam takiego określenia - raczej się patrzy na takich jak na samca alfa... no nie ma równouprawnienia ![]()
No raczej nie ma.
Facetowi zawsze w tej kwestii będzie można więcej, niestety... i nic już na to nie poradzimy. Fajnie by było jakby jakiś mężczyzna się wypowiedział ![]()
Facetowi zawsze w tej kwestii będzie można więcej, niestety... i nic już na to nie poradzimy. Fajnie by było jakby jakiś mężczyzna się wypowiedział
A może właśnie dlatego kobiety postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce (i nie tylko ręce..) i poruszyć trochę tym społeczeństwem ![]()
No powinny, ale z drugiej strony to przecież nikt nam też nie każe sypiać z kim popadnie. Mnie się wydaje, że ten obraz nigdy się nie zmieni, a wręcz pogorszy, bo wystarczy spojrzeć na to, co się w gimnazjum dzieje, aż mrozi krew w żyłach.
285 2012-08-30 14:08:01 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-08-30 14:08:19)
pozwólcie że wtrące:
Jonathan Carroll ? Na pastwę aniołów
Faceci od razu chcą iść do łóżka, a potem być może zechcą z tobą pogadać. Kobiety najpierw pragną porozmawiać, a potem, ewentualnie, chcą się z kimś przespać i to cała prawda jakiej się nauczyłam. Skoro świat rządzi się tą zasadą, to w porządku, będę używać jej dla swoich celów. ![]()
Co do gimnazjum.... nie słyszę nagminnie a juz nie znam osobiście przypadków seksu w gimnazjach,. a Ty?
Co do gimnazjum.... nie słyszę nagminnie a juz nie znam osobiście przypadków seksu w gimnazjach,. a Ty?
Ja też nie znam... dużo się mówi o nastoletnich ciążach ale np. na studiach ( 140 osób) nikt nie ma dziecka, z liceum też jeszcze nikt nie ma rodziny - a mamy 21 -22 lata.
No właśnie. Aczkolwiek! jednak coś w tym jest!! Pamiętam jak kilka lat temu był dosłownie WYSYP młodocianych matek, na ulicy widziałam co najmniej kilka jednego dnia i z wyglądu nie dałabym im więcej niż 14-16 lat, zwłaszcza że często szły ze swoimi matkami, a te z kolei wyglądały dość młodo.
Moja mama zawsze wspomina , że u niej 1/4 dziewczyn z klasy nie dotrwała do końca szkoły, a u mnie? Nikt nie zaszedł w ciążę. Tak samo z tym co raz niższym wiekiem inicjacji; czasami to aż mi się nie chce wierzyć w to.
Teraz jest skuteczna antykoncepcja
Jeśli ktoś ma trochę oleju w głowie to się ustrzeże przed ciążą.
Ten wiek inicjacji.... też mi się bardzo średnio chce w to wierzyć!
Mojej przyjaciółki siostra jest na etapie gimnazjum i strasznie narzeka. Nie dość, że w klasie ma chłopaka, który już dawno powinien skończyć średnią szkołę to jakaś dziewczyna zaszła z nim w ciążę, a dodam, że Daria (bo tam na imię siostra mojej przyjaciółki) ma 15 lat. Nagminnie oczywiście o tym nie słychać, ale prawda w tym jest.
jak rozumiecie słowa -odnośnie seksu- "szanować się"?
Czasem się słyszy od kogoś" ona się nie szanuje" ("on" ...nigdy!)
Czyli "daje na lewo i prawo" komu popadnie, nie zastanowi się nad przyszłością, a potem trafi na dobrego kandydata na męża, który nie będzie jej chciał, bo "dawała na lewo i prawo". Zatem nie uszanowała sama siebie, nie uszanowała swojej "cnoty".
Na szczęście to się już zmienia, nie trzeba być dziewicą dla mężczyzny w trakcie ślubu. Kobiety chcą seksu i robią to kiedy mają ochotę. W zasadzie to dawno nie słyszałem określenia, aby ktoś siebie nie szanował.
No własnie : "Na szczęście to się już zmienia, nie trzeba być dziewicą dla mężczyzny w trakcie ślubu. Kobiety chcą seksu i robią to kiedy mają ochotę." - kiedyś to było nie do pomyślenia (ale już po tym gdy było to naturalne: ze najpierw seks potem ślub, bo taki czas też był i to długo dlugo
) więc chyba w ogóle nie warto się przejmować czy dorabiac teroii bo za jakiś czas i tak znów się wszystko zmieni.
jak rozumiecie słowa -odnośnie seksu- "szanować się"?
Czasem się słyszy od kogoś" ona się nie szanuje" ("on" ...nigdy!)
To jest ciekawe. Zawsze miałam odczucie, że "puszczalskość" nie zależy od liczby "zaliczonych" penisów, a raczej od motywacji.
Są przecież kobiety świadome swoich potrzeb i seksualności, które chcą zaspokoić. Zdają sobie sprawę z konsekwencji, zabezpieczają się, badają, mają wysoką samoocenę i zero kompleksów.
Ale są też panienki, dla których seks to sposób na dowartościowanie się, udowodnienie czegoś sobie i innym. Te nazwałabym puszczalskimi.
busiu - świetnie to rozdzieliłaś. Ja stosuję podobny podział.
Czyli "daje na lewo i prawo" komu popadnie, nie zastanowi się nad przyszłością, a potem trafi na dobrego kandydata na męża, który nie będzie jej chciał, bo "dawała na lewo i prawo". Zatem nie uszanowała sama siebie, nie uszanowała swojej "cnoty".
I tutaj rodzi się kolejne pytanie : czy rozmawiacie z nowymi partnerami o swojej przeszłości? Podałeś przykład przyszłego męża - jeśli dobrze rozumiem to z góry zakładasz, że o przeszłości się rozmawia. Ja jestem zaskoczona bo NIGDY ( podkreślam nigdy ) nie rozmawiałabym z nowym partnerem o swojej ( niebogatej ) przeszłości. Nie widzę sensu ; wyjątkiem są choroby weneryczne, żółtaczka, hiv itd. jeśli istnieje ryzyko zarażenia czymś nowego partnera.
gosia_91 - jeśli nie czujesz się na tyle pewnie i nie ufasz na tyle partnerowi, aby opowiedzieć mu bez skrępowania o swojej przeszłości to ja ci naprawdę współczuję.
Ja ze swojej przeszłości nie robię tajemnicy. To ona mnie ukształtowała i sprawiła, że jestem jaki jestem. Niektóre doświadczenia były dobre, inne wręcz fatalne. Ale są to wszystko sprawy zakończone.
gosia_91 - jeśli nie czujesz się na tyle pewnie i nie ufasz na tyle partnerowi, aby opowiedzieć mu bez skrępowania o swojej przeszłości to ja ci naprawdę współczuję.
Ja ze swojej przeszłości nie robię tajemnicy. To ona mnie ukształtowała i sprawiła, że jestem jaki jestem. Niektóre doświadczenia były dobre, inne wręcz fatalne. Ale są to wszystko sprawy zakończone.
Nie, nie to nie kwestia zaufania
jestem sama i nie spotykam się obecnie z nikim, więc ja sobie gdybam. Miałam tylko jednego partnera i to był ( jest ) wspaniały człowiek, to co nas łączyło było wyjątkowe i nie sądzę aby ktoś zrozumiał jak bardzo głęboka przyjaźń nas połączyła ( i zakochanie z mojej strony). Bez wdawania się w szczegóły opowiedziałam o naszej relacji ( przyjaciółce i siostrze).
Myślę, że gdybym powiedziała jaki S. był wspaniały i czuły ( i nie chodzi mi tylko o seks) to każdy nowy partner nabawiłby się kompleksów
No ale teraz nikogo nie szukam bo żyję jeszcze przeszłością ale pewnie za jakiś czas będę chciała ponownie z kimś się związać.
Myślę, że gdybym powiedziała jaki S. był wspaniały i czuły ( i nie chodzi mi tylko o seks) to każdy nowy partner nabawiłby się kompleksów smile
No to jesteś w błędzie. A właśnie niemówienie o tym wprost może zabić twój następny związek, bo to prędzej czy później zawsze wypłynie.
Wg. mnie powinno się z partnerem dzielić tylko tymi najważniejszymi informacjami. Można zapytać ile miał/miała partnerów seksualnych, warto też wykluczyć wszelkie choroby, ale dzielenie się tym, co się działo w łóżku to już dla mnie rzecz zbędna ![]()
Myślę, że gdybym powiedziała jaki S. był wspaniały i czuły ( i nie chodzi mi tylko o seks) to każdy nowy partner nabawiłby się kompleksów smile
No to jesteś w błędzie. A właśnie niemówienie o tym wprost może zabić twój następny związek, bo to prędzej czy później zawsze wypłynie.
A ta osławiona zazdrość o przeszłość i zastanawianie się czy aby przypadkiem poprzedni nie był lepszy?
Podam przykład mojej bliskiej kuzynki; zapoznałam ją ze swoim kolegą ze studiów . Wszystko było dobrze dopóki ta nie powiedziała, że uprawiała seks analny ze swoim poprzednim a mój kolega zerwał z nią bo to dla niego ten rodzaj miłości jest obrzydliwy i chory. Gremialne potępienie ( z obu stron) spadło na mnie bo to ja ich zapoznałam
Od kuzynki usłyszałam, że zapoznałam ją z psychopatą a od niego, że z latawicą - do takich wniosków doszli po pół roku związku a przecież ja ich sobie tylko przedstawiłam... dla mnie dowód, że nie warto wchodzić w szczegóły bo co to może wnieść do nowej relacji... ale ja sobie tylko gdybam.
301 2012-08-31 12:15:13 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-08-31 12:16:19)
grace_west - ja nie mówię tutaj o wdawaniu się w jakieś super szczegóły.
gosia_91 - i co - myślisz, ze ta sprawa nie wypłynęłaby prędzej czy później?
Może to skrzywienie mojego doświadczenia, ale to właśnie te niedopowiedziane czy omijane kwestie zabijają związek. I nie mówię tutaj o zazdrości kto lepszy, ale o tym, że po prostu brak szczerości w pewnych tematach świadczy o tym, że te tematy nie zostały zamknięte.
ja mam podobnie jak Yoghurt; nie widzę żadnego problemu w rozmowach o przeszłym zyciu seksualnym i nie wyobrażam sobie by mój partner widział- i nie widzi
Z jednej strony nie był dociekliwy, własciwie go to kompletnie nie interesowało, bo uważa, że przeszłość to przeszłość, ona nas ukształtowała i dzięki niej jesteśmy tu gdzie jesteśmy,
Z drugiej jak zdarzyło nam sie gadać o tym, to bez obciachu zupełnie.
Z jednej strony nie był dociekliwy, własciwie go to kompletnie nie interesowało, bo uważa, że przeszłość to przeszłość, ona nas ukształtowała i dzięki niej jesteśmy tu gdzie jesteśmy,
Z drugiej jak zdarzyło nam sie gadać o tym, to bez obciachu zupełnie.
O to to mi właśnie chodzi. ![]()
Pewnie, że tajemnice zabijają związek, trzeba wiedzieć co jest na tyle "żywe" i ważne, że chcemy o tym rozmawiać. Nie widzę problemu w rozmowach o takich rzeczach, ale to też nie jest dla mnie aż tak ważne (zupełnie jak u twojego męża, Cat
), żebym koniecznie musiała wszczynać takie rozmowy. Wszystko wychodzi w praniu ![]()
gosia_91 - i co - myślisz, ze ta sprawa nie wypłynęłaby prędzej czy później?
Nie mam pojęcia. Dla mnie to było dziwne, że od wielkiego uczucia przeszli do wzajemnej niechęci, ona się otworzyła a on ją odrzucił...
To może dorzucę już coś z mojego życia; mój jedyny partner wiedział, że jest moim pierwszym. Ja wiedziałam, że jest po rozwodzie i że był w kilku związkach po nim. Więcej nie potrzebowałam wiedzieć. Nie mówił mi "sypiałam z kilkoma kobietami " tylko powiedział "byłem w kilku związkach" - z racji tego, że był starszy wiedziałam, że jest doświadczony i więcej nie chciałam wiedzieć.
sam22 napisał/a:Czyli "daje na lewo i prawo" komu popadnie, nie zastanowi się nad przyszłością, a potem trafi na dobrego kandydata na męża, który nie będzie jej chciał, bo "dawała na lewo i prawo". Zatem nie uszanowała sama siebie, nie uszanowała swojej "cnoty".
I tutaj rodzi się kolejne pytanie : czy rozmawiacie z nowymi partnerami o swojej przeszłości? Podałeś przykład przyszłego męża - jeśli dobrze rozumiem to z góry zakładasz, że o przeszłości się rozmawia. Ja jestem zaskoczona bo NIGDY ( podkreślam nigdy ) nie rozmawiałabym z nowym partnerem o swojej ( niebogatej ) przeszłości. Nie widzę sensu ; wyjątkiem są choroby weneryczne, żółtaczka, hiv itd. jeśli istnieje ryzyko zarażenia czymś nowego partnera.
Moja żona nigdy mnie o to nie pytała, a ja nigdy jej nie opowiadałem. Jeśli już jakaś sprawa wyszła, to wtedy wyjaśniłem na zasadzie "to moja była, całowaliśmy się w autobusie", albo "znam ja tylko z widzenia", albo "to moja koleżanka, ale nie chodziliśmy ze sobą".
To dobra taktyka. Nie pytać, gdy się nie chce znać odpowiedzi i nie opowiadać jeśli słuchacz niekoniecznie chce usłyszeć. Jeśli ktoś wnosi do związku HIV, żółtaczkę, to zwykła uczciwość wymaga postawienia sprawy jasno. Dbamy o dobro naszego partnera i dbamy o swoje szczęście i dbamy o nasz związek.
Tak jak w seksie nie powinno się wyłącznie dążyć do orgazmu, to tak samo w związku nie trzeba dążyć do wyjaśnienia i skatalogowania przeszłości.
To dobra taktyka. Nie pytać, gdy się nie chce znać odpowiedzi i nie opowiadać jeśli słuchacz niekoniecznie chce usłyszeć.
Taktyka faktycznie dobra, ale do tego, żeby dwoje ludzi na dobrą sprawę nigdy się nie poznało. Nie pytać ze strachu przed odpowiedzią, nie opowiadać ze strachu przed brakiem zrozumienia. Fajna sprawa....ale czy można taki układ nazwać związkiem?
Może dlatego łatwo mi o tym mówić i słuchac, bo w naszym związku nie ma żadnego tabu.
Przyjęliśmy się nawzajem takimi jakimi bylismy, z całym dobrobytem inwentarza.
I wydaje mi się, że jesteśmy na tyle dojrzałymi ludźmi, że żadna prawda nas nie razi- byleby była prawdą.
To dobra taktyka. Nie pytać, gdy się nie chce znać odpowiedzi i nie opowiadać jeśli słuchacz niekoniecznie chce usłyszeć.
Taktyka faktycznie dobra, ale do tego, żeby dwoje ludzi na dobrą sprawę nigdy się nie poznało. Nie pytać ze strachu przed odpowiedzią, nie opowiadać ze strachu przed brakiem zrozumienia. Fajna sprawa....ale czy można taki układ nazwać związkiem?
Eeeeee... nieprawda. Zauważ -- pytać, gdy chce się znać odpowiedzi i opowiadać, gdy słuchacz chce słyszeć.
Na przykład bez sensu jest pytanie "Opowiedz mi o swoich partnerach seksualnych przede mną!", jeśli wiesz że potem będziesz się dołował, czy Ty jesteś lepszy albo gorszy. Albo bez sensu opowiadać o tym z własnej woli drugiej osobie, bo ona może nie mieć ochoty tego słuchać.
Jak rozumiem siedzisz w głowie swojej kobiety i wiesz kiedy ona pyta i chce znać odpowiedź, a kiedy pyta, a odpowiedzi nie chce znać? Jak rozumiem decydujesz za nią, czy też kłamiesz, bo:
a) ona przecież nie chce znać odpowiedzi
b) ty niekoniecznie chcesz odpowiedzieć
Jak rozumiem siedzisz w głowie swojej kobiety i wiesz kiedy ona pyta i chce znać odpowiedź, a kiedy pyta, a odpowiedzi nie chce znać? Jak rozumiem decydujesz za nią, czy też kłamiesz, bo:
a) ona przecież nie chce znać odpowiedzi
b) ty niekoniecznie chcesz odpowiedzieć
Ale może być też tak, że ktoś wyraźnie daje do zrozumienia, że przeszłość partnera go nie interesuje, a jednak co jakiś czas musi wysłuchać opowieści o tym kiedy i z kim partner sypiał. Oczywiście w takiej relacji zwykle występuje brak empatii, a tym samym zrozumienia dla uczuć partnera, zatem nie można powiedzieć, żeby była to relacja zdrowa, niemniej z obserwacji otoczenia wiem, że tak bywa.
Ale mam nadzieję, że mówimy tu o ....zdrowej relacji gdy ludzie sie nie zmuszą nawzajem do tego typu zwierzeń:)
Olinka ja nie mówię o uzewnętrznianiu się wręcz na siłę i wspominkach z rozmarzonym wzrokiem. Ja mówię o normalnej i zdrowej rozmowie.
Są takie sytuacje, że widać po drugiej osobie, że gdzieś myślami odpłynęła. Po prostu moje gesty, czy słowa o czymś jej przypomniały. Zdarza się przecież. Skąd mam wiedzieć jakich błędów nie popełniać, albo na co partnerka nabrała "uczulenia" przez niezdrowe podejście jej poprzedniego (lub poprzednich partnerów) ? No nie da się bez rozmowy na ten temat - na temat byłych związków. Tym bardziej, że to przecież działa w obie strony. Też mam swoje kompleksy, których nabawiłem się przez byłą. Ale to jest wina moich złych doświadczeń. Dlaczego zatem hipotetyczna (bo aktualnie jestem sam) partnerka ma myśleć, że to ona w czymś zawiniła?
Ot prosty przykład - kiedyś uwielbiałem seks oralny. I w sumie dalej uwielbiam. Ale potrzebuję trochę czasu i zrozumienia, aby się przełamać, aby móc w ten sposób dojść. A załóżmy, że trafiła mi się otwarta na te sprawy kobieta, która chciałaby mi taką przyjemność ofiarować. I co? Mam milczeć i robić dobrą minę do złej gry, mimo że jej starania przynoszą odwrotny efekt? No przecież ona od razu sobie pomyśli, że coś z nią jest nie tak, że coś robi źle. Ewentualnie, że to ja jestem jakiś dziwny. A to jedynie kwestia czasu, zaufania i otwartości. To efekt mojej przeszłości i tyle.
Podobnie dziwnie się czuje kiedy koszty kolacji/obiadu/wyjścia do kina czy coś pokrywamy po połowie. Nie jestem do tego przyzwyczajony i dziwnie się z tym czuję, bo z poprzednią partnerką nie było nawet takiej opcji, bo to ja zawsze musiałem za wszystko płacić (bo nawet jeśli sporadycznie się zgodziłem, żeby np za swój bilet do zoo zapłaciła sama, to potem przez kilka tygodni słuchałem, że za nią nie zapłaciłem). I potem przez cały czas jakby czekam w lekkim napięciu na falę krytyki. I to po mnie widać. Jak ma się zatem czuć moja hipotetyczna towarzyszka?
Dlatego kiedy pojawiają się takie kwestie, to ja wolę je wytłumaczyć za wczasu. Tym bardziej, że mam sporo różnych znajomych, a ja dość entuzjastycznie reaguję na ludzi, z którymi jestem zżyty. A popatrz na tematy na tym forum - kobietom potrafi przeszkadzać zwykły całus w policzek na powitanie....
zapoznałam ją ze swoim kolegą ze studiów . Wszystko było dobrze dopóki ta nie powiedziała, że uprawiała seks analny ze swoim poprzednim a mój kolega zerwał z nią
No i to jest właśnie zagrożenie o którym mówiłem -- jak gość czegoś nie tolerował, nie był gotów przyjąć, to po co pytał? jak ona nie była pewna, co można mu powiedzieć, to po co mówiła?
Jak rozumiem siedzisz w głowie swojej kobiety i wiesz kiedy ona pyta i chce znać odpowiedź, a kiedy pyta, a odpowiedzi nie chce znać? Jak rozumiem decydujesz za nią, czy też kłamiesz, bo:
a) ona przecież nie chce znać odpowiedzi
b) ty niekoniecznie chcesz odpowiedzieć
Nieeee... skąd. Jak pyta to mówię prawdę a nie cenzuruję. A jeśli nie chiałaby słyszeć odpowiedzi, to już sama jest sobie winna.
Ot prosty przykład - kiedyś uwielbiałem seks oralny. I w sumie dalej uwielbiam. Ale potrzebuję trochę czasu i zrozumienia, aby się przełamać, aby móc w ten sposób dojść.
A to ciekawy przykład podałeś. Ja też na początku tego nie lubiłem, bo nie dość, że kobieta znikała gdzieś tam na dole, to jeszcze było parcie, aby był orgazm. Ona chicała aby był orgazm i ja chciałem i w końcu głupio było się z tego wycofać. Ja myślałem, że ona myśli, że się mi nie podoba, a ona myślała co robi źle. A teraz jest super, bo nie ma parcia na orgazm, nie spieszy się, nie musi być nawet erekcji, więc można się oddać pieszczotom, więc i tak stanie, więc w końcu będzie orgazm.
Przyznaję, że takie problemy są trudne do obejścia. Niektórzy radzą sobie z nimi (np. mi się udało), a inni pewnie nie radzą sobie. Najtrudniej to chyba dzieci wprowadzić w te tematy -- przecież dziecko nie powie po swoim pierwszym razie, że mu nie stanął i co ma zrobić? W sumie dobrze, że są takie fora ja to, gdzie można bez obciachu pytać.
Podobnie dziwnie się czuje kiedy koszty kolacji/obiadu/wyjścia do kina czy coś pokrywamy po połowie.
Ja też wolałbym płacić, bo się z tym dobrze czuję. Ale na miejscu dziewczyny nie zgodziłbym się aby chłopak płacił, bo jest zagrożenie, że w przypadku gdyby chciała z Tobą zerwać, to pomyśli, że jest z Tobą dobrze finansowo. Innymi słowy wtedy już nie tylko miłość Was łączy. W TWOIM interesie jest, aby ona płaciła połówkę. Innym rozwiązaniem jest, abyś Ty ją wziął do kina, restauracji za 100zł, a za parę dni ona Ciebie na kawę za 30zł -- wtedy nawet jak wasze portfele nie są tak samo zasobne, to nikt nie czuje się "sponsorowany". Pamiętasz jak to było z tym grosikiem co Jezus komentował?
Z tym płaceniem to bardzo ciekawy temat, bo np. ja nie przepadam jak ktoś za mnie płaci, czuję się zupełnie niekomfortowo. Pewnie raz czy dwa może zapłacić za kino czy kolację, ale ogólnie ja za takimi sytuacjami nie przepadam. Chociaż mama zawsze mi powtarzała, że to mężczyzna zaprasza, a więc płaci ![]()
U mnie zawsze było tak, że kto zapraszał ten płacił, jak ja zapraszałam ja płaciłam a jak zapraszał już mąż to on płacił i tak było od początku
A to ciekawy przykład podałeś. Ja też na początku tego nie lubiłem,
Ale ja właśnie zawsze to uwielbiałem. Problemy (i to poważne) zacząłem mieć dopiero po związku z byłą narzeczoną. I teraz naprawdę bardzo, ale to bardzo niezręcznie i niepewnie się czuję kiedy to kobieta przejmuje inicjatywę (nie tylko w seksie oralnym).
Przyznaję, że takie problemy są trudne do obejścia.
Ja jestem w o tyle komfortowej sytuacji, że wiem co jest przyczyną moich problemów i kompleksów. A tą przyczyną są właśnie przykre doświadczenia z byłą narzeczoną. Nie mówiąc zatem o swoich poprzednich związkach wyrządziłbym krzywdę mojej ewentualnej partnerce, bo mogłaby wziąć pewne sprawy zbyt mocno do siebie.
Co do płacenia - to temat rzeka. Ja nigdy nie miałem oporów przed dzieleniem rachunków - zwłaszcza jeśli ona też pracowała. No ale ona miała i potem mi wypominała, że ona MUSIAŁA (a sama chciała i nalegała) zapłacić za siebie.
I teraz naprawdę bardzo, ale to bardzo niezręcznie i niepewnie się czuję kiedy to kobieta przejmuje inicjatywę (nie tylko w seksie oralnym).
No właśnie -- nie wiem z czego to wynikało u mnie. Nie byłem skrzywdzony przez nikogo, byłem świeży, bez doświadczenia, nieskrzywiony pornolami, ale tak to czułem -- ona znika, przejmuje kontrolę i jest jakoś dziwnie.
321 2012-09-01 00:33:13 Ostatnio edytowany przez Jaga Baba07 (2012-09-01 00:41:04)
jak rozumiecie słowa -odnośnie seksu- "szanować się"?
Czasem się słyszy od kogoś" ona się nie szanuje" ("on" ...nigdy!)
Każdy rozumie te słowa inaczej. Podam przykład- byłam świadkiem rozmowy grupy nastolatków, na oko nie mieli więcej niż 16-17 lat. Jedna z dziewczyn opowiadała o dyskotece, a raczej o tym, jak na tejże imprezie poznała chłopaka, któremu najpierw zrobiła loda, a potem uprawiali seks. Z tym, że on chciał użyć prezerwatywy, a ona nie- "Ku**a, ja nie cierpię gumek, wolę czuć skórę, a nie gumę."
Komentarze kolegów wskazywały na to, że zwykle tak wygląda każda jej dyskoteka,a ona nawet nie zwracała uwagi, że słyszy ją kilkanaście osób. Zwykła dupodaja i tyle
.
I tutaj rodzi się kolejne pytanie : czy rozmawiacie z nowymi partnerami o swojej przeszłości? Podałeś przykład przyszłego męża - jeśli dobrze rozumiem to z góry zakładasz, że o przeszłości się rozmawia. Ja jestem zaskoczona bo NIGDY ( podkreślam nigdy ) nie rozmawiałabym z nowym partnerem o swojej ( niebogatej ) przeszłości. Nie widzę sensu ; wyjątkiem są choroby weneryczne, żółtaczka, hiv itd. jeśli istnieje ryzyko zarażenia czymś nowego partnera.
Mój chłopak wiedział o mojej (także niebogatej wówczas) przeszłości i dlatego też rozumiał mnie pod tym względem. Opowiedziałam mu o pewnej przykrej sprawie i nie nalegał na seks, bo wiedział, że muszę być na to gotowa. Za to on nie chciał mi opowiadać o swoich doświadczeniach, tzn. niby miał jakąś dziewczynę, lecz w późniejszym czasie dowiedziałam się, że nie było żadnej dziewczyny. Jego mama wydała go nieświadomie, a potem kolega. Okłamał mnie, bo nie chciał wyjść na mniej doświadczonego, niż ja. Uważam, że powinno się rozmawiać o przeszłości, ale zabronione jest w porównywanie obecnego partnera do poprzednich. I nie warto też wdawać się w szczegóły.
yoghurt007 napisał/a:I teraz naprawdę bardzo, ale to bardzo niezręcznie i niepewnie się czuję kiedy to kobieta przejmuje inicjatywę (nie tylko w seksie oralnym).
No właśnie -- nie wiem z czego to wynikało u mnie. Nie byłem skrzywdzony przez nikogo, byłem świeży, bez doświadczenia, nieskrzywiony pornolami, ale tak to czułem -- ona znika, przejmuje kontrolę i jest jakoś dziwnie.
A mi się wydawało, że faceci lubią kobiety, które potrafią przejąć inicjatywę (oczywiście nie zawsze).
322 2012-09-01 01:08:48 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-01 01:12:08)
sam22 napisał/a:yoghurt007 napisał/a:I teraz naprawdę bardzo, ale to bardzo niezręcznie i niepewnie się czuję kiedy to kobieta przejmuje inicjatywę (nie tylko w seksie oralnym).
No właśnie -- nie wiem z czego to wynikało u mnie. Nie byłem skrzywdzony przez nikogo, byłem świeży, bez doświadczenia, nieskrzywiony pornolami, ale tak to czułem -- ona znika, przejmuje kontrolę i jest jakoś dziwnie.
A mi się wydawało, że faceci lubią kobiety, które potrafią przejąć inicjatywę (oczywiście nie zawsze).
Teraz bardzo lubię, bo nie stresuję się czy będzie szybko, czy wolno, a poza tym jak żona zniknie u dołu to robi tak, abym mógł dotykać jej muszelki (pupa nie przy moich stopach, tylko u góry) -- jest super.
Chyba chodzi o to, że jak facet widzi, że celem kobiety jest doprowadzenie do orgazmu, to znaczy, że facet powinien się postarać i wytrysnąć jak najszybciej. Więc się stresuje, czyli jest słabsza erekcja. Wtedy myśli, że pewnie kobieta myśli, że ona coś źle robi. Nakręca się taka dołująca spirala.
Natomiast jeśli kobieta robi to tak, że po prostu bawi się penisem, robi to jakby dla siebie, robi to dla własnej przyjemności, to wtedy spirala nakręca się w drugą stronę -- jemu się podoba, że kobieta jest taka napalona, więc jest bardziej podniecony, a kobiecie się to jeszcze bardziej podoba.
Tak to chyba działa...
sam22 napisał/a:yoghurt007 napisał/a:I teraz naprawdę bardzo, ale to bardzo niezręcznie i niepewnie się czuję kiedy to kobieta przejmuje inicjatywę (nie tylko w seksie oralnym).
No właśnie -- nie wiem z czego to wynikało u mnie. Nie byłem skrzywdzony przez nikogo, byłem świeży, bez doświadczenia, nieskrzywiony pornolami, ale tak to czułem -- ona znika, przejmuje kontrolę i jest jakoś dziwnie.
A mi się wydawało, że faceci lubią kobiety, które potrafią przejąć inicjatywę (oczywiście nie zawsze).
To nie ma nic wspólnego z tym co lubię. Tu chodzi o podejście do mnie mojej byłej narzeczonej, z którą byłem niemal 7 lat. To kawał czasu - zwłaszcza, że do 30stki jeszcze trochę mi brakuje....
Jaga Baba07 napisał/a:sam22 napisał/a:No właśnie -- nie wiem z czego to wynikało u mnie. Nie byłem skrzywdzony przez nikogo, byłem świeży, bez doświadczenia, nieskrzywiony pornolami, ale tak to czułem -- ona znika, przejmuje kontrolę i jest jakoś dziwnie.
A mi się wydawało, że faceci lubią kobiety, które potrafią przejąć inicjatywę (oczywiście nie zawsze).
Teraz bardzo lubię, bo nie stresuję się czy będzie szybko, czy wolno, a poza tym jak żona zniknie u dołu to robi tak, abym mógł dotykać jej muszelki (pupa nie przy moich stopach, tylko u góry) -- jest super.
Chyba chodzi o to, że jak facet widzi, że celem kobiety jest doprowadzenie do orgazmu, to znaczy, że facet powinien się postarać i wytrysnąć jak najszybciej. Więc się stresuje, czyli jest słabsza erekcja. Wtedy myśli, że pewnie kobieta myśli, że ona coś źle robi. Nakręca się taka dołująca spirala.
Natomiast jeśli kobieta robi to tak, że po prostu bawi się penisem, robi to jakby dla siebie, robi to dla własnej przyjemności, to wtedy spirala nakręca się w drugą stronę -- jemu się podoba, że kobieta jest taka napalona, więc jest bardziej podniecony, a kobiecie się to jeszcze bardziej podoba.
Tak to chyba działa...
sam22- masz racje i jednocześnie jej nie masz.
Faktycznie kiedy dziewczyna" robi loda" z myślą aby facet jak najszybciej skończył nie jest to aż takie miłe a w dodatku chyba większość mężczyzn szybko to rozpoznaje. Jednocześnie jeśli takie pieszczoty są wykonywane jako "sztuka dla sztuki" i dziewczyna faktycznie się dobrze bawi ale nie sprawia tym facetowi wielkiej przyjemności to zwykle po chwili traci on wzwód i obojgu jest głupio. Myslę że pieszczoty oralne ( mam na mysli i kobiety i mężczyzn) powinny jednak prowadzić do orgazmu. Oczywiście nie chodzi tylko o najszybsze doprowadzenie do wytrysku i cześć ale o to aby kobieta miała świadomość po co to robi. Że ma to partnerowi dać przyjemność. Trzeba umiejętnie dawkować ta przyjemność ale nie odrywać się co chwile i próbowac nowych rzeczy a w miarę upływu czasu koncentrować się na tym co sprawia partnerowi najwiekszą przyjemność.
Podobnie jest z oralem w druga strone. Czy kobieta będzie zadowolona kiedy juz czuje zbliżający sie orgazm a facet przerywa pieszczoty i zaczyna całować jaj uda...? Myslę że nie. Wszystko zależy od wyczucia tempa i obserwacji reakcji partnera/partnerki.
Na początku można prubować różnych pieszczot ale z biegiem czasu koncentrować się na tych które daja najwięcej przyjemności i prowadzą do odlotu.
Nie wiem czy orgazm jest w sexie najważniejszy ale to właśnie daje największą frajdę z tego całego "teatrzyku" ![]()
Jaga Baba07- strasznie nie lubie określeń - ktoś sie szanuje a ktoś inny sie nie szanuje w kontekście sexualnym. Szczególnie kiedy dotyczą sytuacji jaką przytoczyłaś. Jak dla mnie kobieta która często zmienia partnerów i nie czaka niewiadomo ile na pierwszy raz z nowo poznanym facetem to zwyczjnie kobieta która lubi sex,wyzwolona,pewna siebie,otwarta,spontaniczna. Dlaczego napisałaś że to zwykła "dupodaja" ? Co jast takiego złego w tym że jakaś dziewczyna lubi sex bez zobowiązań?
Może Ty jesteś księżniczka lub niepokalana dziewicą ale nie obrażaj przez to innych.
Nie uważam żeby facetom było przez to więcej wolno. Zasady są równe dla wszystkich- lubisz sex - masz do tego prawo i rób ze swoim ciałem co chcesz o ile nie krzywdzisz innych...