Olinka, tylko moi lokatorzy wprowadzili się nad nasze mieszkanie (moje i mamy). I kochając się o godzinie 1-3 nad ranem budzili nas noc w noc. Ale to nie były jęki przy szczytowaniu, ona jęczała praktycznie od samego początku. Na dodatek zamiast łóżka czy kanapy mieli taki wielki, welurowy materac, który przy ruchach tak skrzypiał, że też nas budził. Bywało, że potrafili tak z pół godziny i potem za 15 min. znowu to samo. A na korytarzu, jak było słychać. Naprawdę, w całym domu dźwięki niosło.
Nawet mój chłopak, jak mu o tym mówiłam, to mi nie dowierzał, póki nie przyjechał i nie został obudzony.
Na początku bawiło nas to, ale z biegiem czasu była to dla nas katorga. Ja musiałam o 5.30 wstawać na zajęcia, mama też rano do szkoły, a tu człowiek codziennie niewyspany. Żebym to jeszcze ja się kochała i na własne życzenie była niedospana...To stary, przedwojenny budynek, który dźwięki nosi niesamowicie.
A musisz też zważyć na to,że mamy babcię z demencją, która nam robi piesze wycieczki i wędrówki nocne i musimy również do niej wstawać.
Zastanawiałyśmy się, co robić, bo naprawdę nie dość że babcia kilka razy w nocy nas budzi, to jeszcze oni.
Więc mama wzięła tą panią na delikatną rozmowę i jej wytłumaczyła, że nas budzą, ale naprawdę delikatnie. Nie tak, żeby urazić. Razem się pośmiały z tego, pogadały i dzień później kanapę sobie kupili. Jęki czasem słychać, ale nie są tak głośne. A my w nocy budzimy się tylko, żeby "odsikać" babcię lub ją zaprowadzić do łóżka.
Niech ludzie się kochają, niech uprawiają miłość, niech płodzą potomstwo (wtedy moja mama ma pracę),ale osoby trzecie nie muszą być świadkami, a raczej słuchaczami aktów miłosnych o 1-3 nad ranem (w dzień mogą wrzeszczeć, ile chcą i jak chcą:D ).
To nie było w myśl zasady "Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe."