Optyk wstawił, więc mogę szybciej i bez takiego wysiłku pisać.
Tak sobie myślę, że od czasu do czasu każda z nas narzeka na swojego faceta. Faceci inaczej patrzą na świat, nie dostrzegają pewnych rzeczy a do innych nie przykładją wagi.
Mnie też to się zdarzało. Potrafi mnie tak zdołować, że czuję taką złość i autentyczną nienawiść do niego, że natychmiast chcę go porzucić i wyprowadzić się z domu, ale... realia życia. Gdzie pójść, za co żyć, co z dziećmi itd. Przechodzimy więc do dalszego zycia -tego samego co dawniej i znów jakoś jest aż do następnego razu.
Teraz mój jest bardzo nerwowy. Dawno o tym nie wspominałam, ale ciągle jeszcze nie wiemy co z jego pracą. Czyli naszą przyszłością. Wczoraj miało być już wiadomo, a tu sobie ktoś nie miał czasu i znowu przełozono sprawę na poniedziałek, wtorek. Ja przez to nie sypiam, a mój chłop -twardziel cierpi, choć udaje bohatera. Podobnie jak mąż Maji też jest chory i mimo antybiotyku nie może się wyleczyć. Odpornośc mu spadła, psychiczna kondycja jest strasznie ważna.
Mon, Ty mieszkasz w domu razem z rodzicami -oni na dole, Wy na górze. Nie wiem czy dobrze pamietam. Jak tata znosi remont? Jak długo będzie jeszcze "Twój"? Czy mama jest w szpitalu, w ktorym Ty pracujesz czy w innym? Czy po przetoczeniu krwi jest silniejsza?
Marylin nie przejmuj sie tak tymi badaniami, najważniejsze to we wszystkim zachować umiar. W pracy z łopatą też!!!
Zauważyłam, że najczęściej znikają dziewczyny na "K". Niektóre już długo nie daja znaku życia, albo wpadają na trochę. Jedna już w dalekim świecie. Obiecałam Korze, że nie bedę się już naprzykrzać, ale co poradzę jak mi ich brakuje.
W dodatku gdzieś zniknęła Ala.
Nie wywołuję Was, ale ...może wpadniecie choć na chwilę?
Ciekawe kto napisze 2000 posta?