witam, już nie całkiem o poranku
przeczytałam Wasze wczorajsze posty, cieszę się, że nasza 6 osobowa grupka jakos trzyma się razem, widac jest to coś co nas do siebie ciągnie
myślę, podobnie jak Marylin, że dobrze mieć taką swoją (mam nadzieję, że nie gniewacie sie za to słowo) grupę wsparcia. Też załuję, że wcześniej "na siebie nie wpadłyśmy", jednak lepiej...
Mon, martwię się Tobą, zawsze jest jakaś nadzieja, że będzie lepiej i taka diagnoza jaką usłyszałaś bardzo przygniata no i ta bezradność, bezsilność. Wiem coś o tym. Moja mama jest po operacji raka szyjki macicy i po leczeniu w Gliwicach. Od trzech lat jeździ na badania kontrolne, kolejne w poniedziałek. Teściowie nie mieli tyle szczęścia, teść zmarł na szpiczaka w wieku 55 lat, teściowa kilka lat później.
Wiem, że jesteś niesamowicie silna, juz szkasz kolejnych zajęć, starasz się pomagać innym. Chciałabym jakoś Ci pomóc w kontaktach z córką jako, że mam w podobnym wieku. Wielokrotnie się kłócimy, ja mam pretensje o różne rzeczy. Jednak potem dochodzimy do porozumienia.Właściwie to ona mówi do mnie, by powiedzieć konkretnie o co mi chodzi, bo nie może się domyslać. A jak ustalimy pewne rzeczy, to postara się wywiązać. Pisałaś, że próbujesz rozmawiać. Musisz robić to dalej, powiedzieć, że jest dorosła, przecież chciałaby żebyś tak ją traktowała, jednocześnie to Ty pracujesz i utrzymujesz dom. Może niech ona sama zaproponuje sposób w jaki może Ci pomóc. Pewnych rzeczy już teraz nie zmienisz i czasu nie cofniesz.
A jaki jest jej stosunek do dziadków?
Też mnie dziś nie boli głowa.
Chociaż tyle dobrze.