Miłość na odległość to nie dla mnie. Ja nie umiałabym żyć w takim związku
67 2009-05-25 11:20:22 Ostatnio edytowany przez Bożena (2009-05-25 16:42:02)
no a moja miłosc na odległosc własnie sie rozsypała heeee dobrze ze teraz a nie za pół roku albo pózniej... moze jakos ławiej bedzie mi to zniesc... całe zycie sobie powtarzałam ze na odeległosc nie ma sensu ze sie w to nie właduje...a tu prosze...No i faktycznie nie przetrwała...bo ten człowiek z którym byłam nie ma pojęcia co znaczy Miłosc on kocha tylko sam siebie... tylko po co były te wszytskie kłamstwa:( te deklaracje w które ja juz naprawde zaczełam wierzyc...i tak z dnia na dzien sie odmieniło.. jak jeszce tydzien temu mówił o miłosci na zawsze o slubie wspólnym zyciu tak nagle doszedł do wniosku ze chyba nie dorósł i nie da rady na odległosc a na wspólne mieszkanie nie jest gotowy! heee rozumiem zebym to ja naciskała ja o tym wspominała ale to on wszytsko inicjował! to on zaczą mówic o dzieciach rodzinie...wmawiał mi ze jest pewien...a kiedy wreszcie uwierzyłam sie zje.......:(
Edycja z powodu złamania punktu 7
Bożena
widzisz Desire, nie chcę ale muszę napisać "a nie mówiłam" i nie tylko ja... ostrzegałyśmy Cię i dobrze że doszłaś do tego wniosku teraz. koleś od początku żył w innym fantastycznym świecie a Ty omamiona jego opowieściami prawie dałaś się na nie nabrać. nie był wart Ciebie, teraz musisz się otrząsnąc i życ dalej, a kolejna miłość na pewno będzie inna i dojrzalsza.
Noelle wiem wiem ze mówiłas... ale ja chciałam wierzyc ze tym razem bedzie inaczej... nie sądziłam ze tak szybko przyznam WAM rację:(:( ehh dotychczas podsumowując moje związki to wychodzi na to ze zaden nie jest mnie wart...do tego dochodzi mysl ze mam juz 22 lata! zawsze twerdziłam ze w tym wieku to juz bede planowac slub albo bede miała dziecko i rodzine...zawsze tak sobie marzyłam... a wyszło ze mam 22 lata jestem sama jak palec i chyba juz nie chce nawet myslec o jakimkolwiek osobniku płci przeciwnej!zaraz bedziecie pisały ze jestem młoda mam całe zycie przed soba zebym sobie szalała...ale mi sie juz nie chce szalec!
Czy Waszym zdaniem miłość na odległość ma sens? Jakie są zalety i wady? Czy ktoś jest w takim związku? Ja tak. Jesteśmy z innych województw ponad 500 km nas dzieli a to już 4 lata jak zostalismy parą. A 5 się znamy. Niestety ostatnio zauważyłam, że często mamy sprzeczki, nieporozumienia, dużo sms piszemy itp, jednak to nie to co w 4 oczy rozmowa. Bywa tak, że często sie nie widujemy, praca itp. ale się Bardzo kochamy, chcemy już byc razem, jak unikacie nieporozumień? Czy to możliwe?
dodam swoje piec groszy do tematu.
Dla mnie zwiazek na odleglosc nie mam sensu,jest bez szans na przetrwanie.Szczegolnie,jesli tyczy mlodych osob,mlodych malzenstw.Jesli decydujecie sie na zwiazek na odleglosc a chcecie byc razem.to czym predzej dolaczajcie do partnera.
Ja mam troche wiecej jak tutejsi forumiarze,ktorzy sie wypowiadaja.Jestem zona ,ktorej maz mieszka na stale za granica.a od 5 lat mezatka.nie mamy wspolnych dzieci.Wlasciwie ,zyc nie umierac.ale...
Sa problemy,musze rozwiazac je sama.Telefony i net niczego nie rozwiaze.Jakies chore rady meza doprowadzaja mnie nie raz do zlosci.
Ostatnio zycie splatalo mi figla,poniewaz Rodzice sie bardzo rozchorowali i musze im zapewnic opieke.Jestem sama.
Dom,ogrod na mojej glowie i jeszcze dochodzi praca.
Maz przyjezdza i dziwi sie ,ze nerwowa,ze zeszczuplalam..Jest czasem tak,ze nawet nie mam ochoty aby przyjezdzal.Drazni mnie to ,ze wtraca sie bez sensu do moich spraw ,o ktorych nie ma pojecia.
Ogolnie moje zycie spowodowalo ,ze jestem nerwowa i czasem za duzo cos powiem.
Do wspolnego zycia potrzeba partnera na codzien a nie od czasu do czasu.Trzeba miec komu sie wyplakac,wyzalic i trzeba kogos aby przytulil.
71 2009-05-25 19:29:34 Ostatnio edytowany przez Bliźniaczka22 (2009-05-25 19:30:55)
Jesli decydujecie sie na zwiazek na odleglosc a chcecie byc razem.to czym predzej dolaczajcie do partnera.
U mnie jest tak, że chcemy być razem, niestety nie mamy teraz mozliwości gdzie zamieszkać, a na kawalerke jeszcze nas nie stać (opisywałam juz naszą sytuacje
). Trzeba czekać i jakos dać radę.
I myślę, że jak sie kocha i myśli poważnie o związku takim i jest sie pewnym to to przetrwa.
związek na odległość to ogromna próba dla charakteru. doskonała metoda na poznanie samej siebie.
to ma sens ale tylko kiedy w miarę możliwości szybko się dołącza do partnera
Coś Wam opowiem,
5 lat temu poznałam kogoś, świat zawirował przed oczami! Ale dane nam było tylko kilkanaście wspólnych godzin a potem każde z nas wróciło do innego miasta. Dzieliło nas 450km! Ale ta iskra którą wtedy poczuliśmy nie pozwoliła nam o sobie zapomniec. Tysiące SMSów, mailów, telefonów, spotkania kilka razy w roku... Ale to był piękny czas poznania, oczekiwania,tęsknoty i ogromnego zaufania do siebie. Różne obowiązki i okoliczności pozwoloiły nam się połączyc dopiero po trzech latach czekania na siebie. Ale na pewno BYŁO WARTO. Nikt nie wierzył że ta miłośc ma szansę przetrwania na odległośc tyle czasu. Potem wróżyli że gdy zamieszkamy razem to się tylko sobą rozczarujemy bo real to nie to samo co jak mówili; wirtualny związek... A my po roku wzieliśmy ślub i jesteśmy najszczęśliwsi na świecie!!!
mała Ewa... Ach gratuluję!!! Aż zazdroszczę, ale pozytywnie
ciekawe ile lat nam zleci do bycia razem
jedno wiem więcej niz trzy lata już mieć będziemy
żeby ten czas tak szybciej leciał...
no ja też jestem właśnie w związku na odległość i już właściwie nie wytrzymuję. To już dwa lata.
Czy Waszym zdaniem miłość na odległość ma sens? Jakie są zalety i wady? Czy ktoś jest w takim związku? Ja tak. Jesteśmy z innych województw ponad 500 km nas dzieli a to już 4 lata jak zostalismy parą. A 5 się znamy. Niestety ostatnio zauważyłam, że często mamy sprzeczki, nieporozumienia, dużo sms piszemy itp, jednak to nie to co w 4 oczy rozmowa. Bywa tak, że często sie nie widujemy, praca itp. ale się Bardzo kochamy, chcemy już byc razem, jak unikacie nieporozumień? Czy to możliwe?
Na pewno macie rację, że taki związek jest o wiele trudniejszy. Widzę po sobie, chociaż mój związek jest "połowicznie na odległość" (mój ukochany ma służbowe kilkunastotygodniowe wyjazdy zagranicę), że o wiele łatwiej o nieporozumienie. Poza tym rzeczywiście brakuje takiego codziennego wsparcia i bliskości drugiej osoby.
Poruszałam kiedyś ten temat ze znajomym, absolwentem Akademii Morskiej. S. pływał przez kilka lat i wrócił do Polski (założył firmę budowlaną i porzucił kompletnie pływanie). Chciał już założyć rodzinę, a widział po swoich żonatych kolegach, jak trudne jest małżeństwo z marynarzem. Kobieta w takim związku uczy się żyć sama, buduje swój własny świat, dom jest często gęsto jej własnym dziełem i to ona odpowiada za życie rodzinne, wychowanie dzieci itd. Kiedy facet wraca, łatwo o kłótnie i sprzeczki, bo w wielu związkach właśnie powrót z morza to takie przemeblowanie tego, co ona sobie zbudowała. S. opowiadał mi, że wiele takich małżeństw rozpadło się, gdy facet przestał pływać i na stałe wracał do domu, okazywało się, że ona już przywykła do jednoosobowego małżeństwa, a on przyzwyczajony do samotności i odrębności też nie umiał się odnaleźć...
mon61 - dokładnie to miałam na myśli.
Co ciekawe, kiedyś myślałam, że nadaję się na partnerkę "dochodzącego" mężczyzny. Wydawało mi się, że taki układ jest wręcz idealny - nie ma rutyny, codziennych problemów jako tła relacji, jest niezależność i miejsce na samodzielność, od której jestem wprost uzależniona. Ale z wiekiem patrzy się na takie sprawy inaczej. Chciałoby się założyć rodzinę, w której dzieci będą wiedziały, jak wygląda tata, no i przestać samotnie tachać siatki z zakupami czy naprawiać cieknące krany...
I suma sumarum to wcale nie jestem pewna, czy na dłuższą metę nadaję się do takiego związku.
Witam Dziewczyny! Cieszę się, że trafiłam na to forum bo mam bardzo podobną sytuację a po przeczytaniu waszych postów wiem że nie jestem sama
Mojego Pawełka poznałam 2,5 roku temu, byłam wtedy w stałym związku, on był sam. Na początku był dla mnie hmm takim wirtualnym kumplem z którym mogłam porozmawiać o wszystkim. Nigdy nie przyszło mi do głowy że to sie tak potoczy.. Jednak wiosną ubiegłego roku okazało się, że mój ówczesny związek okazał się klapą. Po 3 latach życia w zakłamaniu dowiedziałam się o zdradzie mojego ex. Ciężko było mi się pozbierać, byliśmy zaręczeni i właśnie wtedy obecność Pawła okazała się lekiem na całe zło. Mimo że nie widzieliśmy się nigdy w rzeczywistości to dzięki jego wsparciu odżyłam na nowo. Dzwoniliśmy do siebie codziennie,odkrywaliśmy swoje charaktery i coś zaiskrzyło. wkońcu zaprosił mnie na spotkanie. Sama nie wiem jak udało mi się pokonać strach ale pojechałam do niego na drugi koniec Polski..(600 km) Dziś nie żałuję.
Zakochałam się po uszy i wiem że jemu też bardzo zależy. Bonusowo jego rodzina bardzo mnie polubiła hehe. Widzieliśmy sie dopiero 3 razy, ostatni raz w lutym
Teraz zobaczymy się dopiero w lipcu. Tęsknie potwornie ale jestem pozytywnie nastawiona co do przyszłości naszego związku. Wiem już, że nie ma sensu rozgrzebywać przeszłości i uważam, że powiedzonko "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu" nie jest do końca słuszne. Wolę poczekać na kogoś kto jest daleko ale kocha i stara się niż zdychać z kłamcą u boku. Nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki i ja nie zamierzam. Nie kombinuję, i nie szukam przygód. Wierzę, że to sie kiedyś opłaci a przetrwać czas rozłąki można się nauczyć. Tylko trzeba dbać o związek i pielęgnować go na miarę możliwości (rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa) My gadamy ze soba codziennie, chociaż te 5 minut jeśli nei ma zbytnio czasu. Nie należy też się użalać nad soba, nad osamotnieniem tylko myśleć przyszłościowo i działać w tym kierunku żeby kiedyś móc budzić się codziennie przy ukochanej osobie mmm.. 3mam kciuki za swój i wasze związki dziewczynki.
Pozdrawiam.
Astrinka, trzymaj się mocno! Ja też będę mocno trzymała kciuki za Twój związek bo swój już wygrałam i wiem ile to wymaga pracy i wytrawłości. Ale wiem że WARTO CZEKAĆ NA TO CO NAPRAWDĘ WAŻNE ! Wierzę że i Tobie się uda zrealizowc marzenia i że będziecie kiedyś już razem na zawsze
Pozdrawiam Cię gorąco.
Astrinka
gratuluję i trzymam kciuki
a ze spotkaniami masz tak samo jak ja he he, ten sam okres
Witaj siostro Bliźniaczko ![]()
Bliźniaczko zauważyłam że te terminy podobnie u nas wyglądają. :] No to możemy śmiało stwierdzić, że teraz to już z górki, czerwiec szybko przeleci ^_^ A na jak długo się spotkacie? My planujemy 4 wspólne tygodnie a do tej pory najdłużej byliśmy ze sobą przez 2. Najchetniej spędziłabym z nim całe wakacje no ale wiadomo on ma prace a ja studia i we wrześniu muszę odbyć praktyki. Nie łatwo będzie powrócić do szarej rzeczywistości ale mam nadzieję, że przez te kilka tygodni naładujemy się ogromną dawką miłości i pozytywnej energii żeby przetrwać kolejne miesiące. No a poza tym pozostają piękne wspomnienia.. ![]()
P.S a co do mojej bliźniaczej natury to faktycznie jestem bliźniakiem zodiakalnym (26.05):D
Astrinka
wow my tak samo planowalismy, ale teraz nie wiem co wyjdzie z tego
jestem w dołku opisałam to w dziale Nasza Społeczność w wątku, grupa wsparcia związków na odległość
zapraszam Cię do naszej grupy
wow to super miło mi poznać kogoś podobnego i to w dodatku laskę
choc jedna miła wiadomość dzisiejszego dnia, a ja mam jutro urodzinki... 22 myślałąm że będą piekne a będa i juz sa najgorsze jakie kiedykolwiek miałam
A ja nie wierzę w zwiąki na odległość. Przyjażń tak- ale miłośc bez dotyku nie przetrwa długo.
racja Kennedy
czasem bywa tak, ze milość na odległość jest nawet bardziej trwalsza niż ta jak są osoby blisko siebie, lub nawet mieszkają razem
byc moze tego typu zwiazki czasem sa tak silne ze przetrwaja.. ja bym nie wytrzymala. chyba umarłabym z tesknoty. dlatego podziwiam wszystkich, ktorzy trwają ![]()
Kennedy zgadzam się z tobą
Trzeba być silnym tylko ostatnio zauważam, że jak się jest juz te np 4, 5 lat na odległość to powoli zaczyna się coś już sypać, oddalać się itp ach
86 2009-07-18 22:17:17 Ostatnio edytowany przez Delicious (2009-07-18 22:23:45)
ja byłam w zwiazku na odległość ponad 2 lata i na co czekałam??? na koniec bo nic dobrego z tego nie wyszło i jeszcze na koniec usłyszałam że to moja wina.....i terapia u psychologa bo nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak musi byc , ze osoby które sie kochaja nie umieją rozmawiac i dążyc do tego celu aby byc ze soba... Więc życze powodzenia aby wam sie udało bo mnie niestety nie, chociaż bardzo kocham:(
właśnie szkoda, że nie proste, czuje sie taka samotna, przegrana i beznadziejnie, chcę się wziąść w garść a jakos mi to nie wychodzi, obecałam sobie tyle razy już że nie będę się martwić i jakieś tam babki jego koleżanki a jakos nie potrafię
wiecie gadałam z nim o tym na spotkaniu na zywo teraz no ale i tak czuje sie przegrana bo on i tak pisze do niej mimo ze mowil że nie, mowi się trudno, akurat on musi pisac do niej by sie umawiac na jakies tam oblanie sesji? pieknie czuje sie wykiwana wole sie wam tu wyzalic niz jemu bo on i tak nie rozumie mimo rozmowy
a wy mialyscie tak? że koleżanka wygrała? jak sobie z tym radziłyście?
W mojej sytuacji było tak że mój chłopak miał koleżanke która od niego była starsza i zawsze jej sie zwierzał i narzekał jak miał jakies problemy ze mna np to ze nie chce wyjechać do niego za granice i zostawić wszystkiego, rozmawiali też na temtu seksu bo na początku wszystko mi mówił ale gdy mu o powiedziałam że nie życze sobie takich rozmów gdzie tyczy sie mnie niby przestał to robic.... Ale kiedys podsłuchałam rozmowe i powiedziała że jestem młoda i głupia to wtedy przegieła bo sie za taka nie uważam, bo to ona musiała wyjechac i sprzatac by utrzymac swoje dzieci a ja takiego zycia nie chciałam , chce czegos wiecej, jestem osoba ambitna i wiem ze stac mnie na coś wiecej.... wiec jego kolezanki wiele razy mu mówiły żeby dał sobie ze mna spokój ale on ciągle ze mna był ale w koncu po dwóch latach chyba zrozumiał że jednak miały racje że to nie ma sensu zwiazek na odległość..... One mnie nie znaja i stoja po jego stronie , bo nie potrafia sie postawić w naszej sytuacji co my czujemy daleko od nich wiec sama wyciągnij wnioski..... Ale postaraj sie zaufac i rozmwiac i powiedzieć jeszcze raz że w jakiś sposób Cie to dotyka i sobie z tym nie radzisz moze w końcu zrozumie....pozdrawiam
dziekuję blubel wiesz ja juz nie raz mu mówiłam i nic, może z czasem samo jakos się wyjasni i zakuma, ja już nie mam sił mu gadać poraz który i by znów kłotnie byly i wiecie co, zauwazylam w mym przypadku, że jak koleś mowi ze laska jest brzydka itp a z nia i tak sie zadaje to trzeba uwazać, on gada ze ona taka i taka a i tak z nia sie umawia na te debilne studia spotkania
heh tacy sa faceci, mówia tak abysmy sie nie czepiały a oni mieli spokój.... Może poprostu tylko sie przyjaźnią..... A Ty ja poznałaś??
nie i nie mam zamiaru na sam widok niej mnie taka złość bierze że mam ochotę ją udusić. bo ona taka chłopciara itp. już pisałam o tym w innych wątkach
byłam dzis na dworze, robiłam porządki w domu i tak myślę o wszystkim, a do faceta tak mało już pisze niech sam teraz sie stara jestem jakoś tak smutna i zmeczona ach i to w dodatku na naszym spotkaniu i pod mym dachem pisał do niej a ja wczoraj wieczorem to zauwazlam i tak mi nic nie mowil o tym
mam wrazenie jakby robił mi na zlość
chyba tez zacznę pisać sobie z kolegami robic foty itp tak jak on, moze po tym coś zrozumie? jak tłumaczenia nic nie dają ani prośby?
Kochane, ciesze sie, ze sa na swiecie osoby, ktore tak jak i ja usychaja z milosci. Tu moge sie z Wami podzielic tym strasznym smutkiem, i lzami, ktore same kapia.
Z Nim jestem juz 8 lat. Wczesnie stalismy sie para. Mam pieska, ktorym On zawsze zajmowal sie jak swoim. Wczoraj powiedzial, ze wyjezdza do Francji, na rok. Bedzie sie tam uczyl, i zdobywal doswiadczenie w zawodzie. Martwilam sie, ze po technikum On nic nie studiuje, dlatego ciesze sie, ze wyjezdza, ale z drugiej strony... nie wiem czy potrafie przetrwac taka rozlake. Kazdy kto ma partnera i zyje z nim na odleglosc wie jakie to trudne. Tak bardzo sie boje. Choc On zapewnia, ze bardzo kocha i chce bysmy zostali malzenstwem po jego powrocie to ja boje sie, ze przez te 12 miesiecy tyle moze sie zmienic. Czy czekanie na Niego ma sens? Tak bardzo chce wierzyc, ze tak. Ze nasza milosc bedzie trwala nienaruszona, ze bedziemy jeszcze szczesliwsi kiedy On wroci. Co myslicie o tej sytuacji? Wiem, ze nie wiecie jakim on jest czlowiekiem, i ciezko ocenic czego tak naprawde jedzie szukac we Francji.. z cala pewnoscia byl mi wierny przez wszystkie lata jakie bylismy razem, zawsze troszczy sie o mnie i o psiaka.
Jest jeszcze jedna rzecz, ktora mnie nurtuje, czy po tylu latach zwiazku ( bardzo wyczekiwalam by ustalic date slubu, bo zareczeni jestesmy juz od 2,5 roku, i teraz, przed wyjazdem, on bardzo chce date ustalic )chec wyznaczenie daty slubu tuz przed rocznym wyjazdem jest raczej checia pozostawienia partnera w lepszym samopoczuciu, a pozniej i tak zrobi sie co bedzie sie chcialo, czy jednak sadzicie ze On jest szczery w tym co robi?
Jestem dosc emocjonalna osoba, dlatego uczucia, ktore sie teraz we mnie kotluja nie pozwalaja mi trzezwo myslec. Jestem zrozpoaczona, ze on chce wyjechac, ale z drugiej strony ciesze sie dla niego. Nie wyobrazam sobie byc bez niego, ale z drugiej strony, jesli znajde w sobie sily to przeczekam i bede pozniej Jego zona.. oczywiscie, istnieje ryzyko, ze nic z tego nie wyjdzie. Jesli on pozna kogos, i nawet poczatkowo odrzuci, to 1 rok to wystrczajaco duzo czasu by kogos w sobie mocno rozkochac i zdobyc jego seerce nawet jesli ten Ktos planuje slub...
Jak na to spojrzec obiektywnie? Czy mozna spojrzec na to obiektywnie, i czy powinno sie po tylu latach w zwiazku (czy wypada?)?
Moja milosc jest gleboka i mocna, nie cichnie mimo uplywajacych lat. Bardzo go kocham i szanuje. NIe wyobrazam sobie bycia bez Niego, ale czy nie sadzicie, ze On nieswiadomie probuje sie odciac od naszego zycia, wyjsc z niego tylnymi drzwiami? Pod przykrywka obiecanego slubu, wyjedzie, a ja bede czekala jak ta glupiutka dziewczyna.
Mialam wrazenie, ze kazdy rok jest coraz lepszy. Stalismy sie dorosli, samodzielni. Oboje bardzo sie zmienilismy, ale wciaz uwielbiamy razem spedzac czas i kochamy sie.
Pomozcie dziewczyny! Bo na te chwile sklaniam sie do decyzji by czekac, choc jemu w trakcie rozmowy powiedzialam, ze nie moge mu nic obiecac (zrobilam to raczej ze strachu, by moje serce nie peklo kiedys, kiedy w trakcie jakiejs rozmowy telefonicznej oznajmil by mi, ze poznal kogos i nie wraca). Czy kieruje mna strach w takim razie?
Nic juz nie wiem, tylko to ze to bardzo zabolalo i wciaz tylko chce mi sie plakac..
93 2009-07-22 19:08:19 Ostatnio edytowany przez Bliźniaczka22 (2009-07-22 19:09:21)
Myślę, że warto czekać skoro tak sie kochacie, 8 lat to duzo i skoro przez ten czas bylo wam cudnie i nie mieliście jakis milosnych klopotow to myslę ze macie to szczescie i ta rozlaka to tez was wzmocni
a co do slubu to mysle ze on chce bys byla go pewna, jak moj wyjezdzal tez za granice to mowil mi to i o zareczynach nawet zareczac sie chcial
wiec mysle ze mysli o was i o tobie powaznie, tak wnioskuje z tego co piszesz. Pozdrawiam i nie martw sie na zapas.
Witaj,
dziekuje Ci bardzo za odpowiedz. Wlasnie dlatego, ze to juz tyle lat to tak ciezko podjac jakiekolwiek kroki by zakonczyc ten zwiazek. Wczoraj bylam taka zmieszana, ze porozmawialam z psychoterapeutka, ktora mieszka na moim osiedlu.. Tak, jak Ty, mowi, zebym nie martwila sie na zapas
Doceniam wsparcie, dziekuje.
A Tobie zycze wszystkiego dobrego Blizniaczka22! Oby Twoj facet wreszcie dostrzegl, ze ma szczescie byc z Toba, zamiast pisac do innej.
Pozdrawiam!
dziękuję
może zrozumie, kto wie... i równiez zyczę Ci wszystkiego dobrego
jest teraz tak, że ja sobie jakies zajęcia wynajduje i on w wiekszości sie pierwszy do mnie odzywa mozna powiedziec że sie oddalam... może to coś da by wiedzial że jeszcze mnie nie usidlil
jak na razie skutkuje dzwoni, pisze
jak nigdy może to okaze sie skuteczne na 100 % i bedzie juz tak jak dawniej?
a jak sobie pojdzie do niej to wiadomo bedzie
co warte jego słowa.
Miłosć na odległość? Nie pochwalam... Chociaż serce nie sługa. Skoro tak oboje zdecydowaliście to powinna być to słuszna decyzja. Jak w każdym związku są kłótnie nie uniknione. Ale związkom na odległosć daje małe szanse na przetrwanie. Lepiej mieć blisko tą drugą połówkę i w każdej chwili spotkać się, przytulić i porozmawiać..
racja kennedy
no a kobiety są silne, wiecie czasem myślę, że tak naprawdę to facet to słaba płeć , przynajmniej jesli chodzi o uczucia i postanowienia
Przeniesiony post piezenica2
mam chłopaka oddalonego o 430 km ja mieszkam w krakowie on w bydgoszczy. czy jest sens ciągnąć ten związek dalej? bardzo za nim tesknie
Przeniesiony post szirina
kochana ja przez rok mieszkałam od mojego faceta oddalona o 415 km
daliśmy radę a od września się przeprowadzam do niego. jeśli oboje tego chcecie i jesteście silni to dacie radę !!!!
Przeniesiony post cindy
Różnie bywa... Ja miałam chłopaka który mieszkał 60 km ode mnie i nam nie wyszło... Facet mojej koleżanki jest w Niemczech i nie znam szczęśliwszej pary.
Ma sens jeżeli go kochasz i czujesz że to jest właśnie ten:)
A nie myśleliście o przeprowadzce??
Przeniesiony post piezenica2
na razie przeprowadzka nie wchodzi w grę. w tym roku bede zdawac mature i dalej jeszcze nie wiem. on w bydgoszczy ma stala prace a tu ciezko jest cos znaleźć
szirina gratuluje!!! mi juz idzie niestety 4 rok z mym miskiem na odległość
ale jakos dajemy radę
bardzo się cieszę i całe dnie moje myśli krążą koło tego tematu
ale cholernie się boję tego wszystkiego hehe to normalne ale jednak martwię się o wszystko pieniądze, o relacje o wszystko
najważniejsze że razem bedziecie
a jak jest sie razem to sie wszystko przetrzyma
i tak jak powiedział mi mój facet ostatnio he he " z Tobą to nawet chleb z masłem wspaniały jest "
sie uśmiałam ale miłe
hmmm a ja jeszcze nie wiadomo kiedy razem z moim zamieszkam ;/ co roku mamy nadzieję że to w tym bedzie ale jakos sie nie udaje, cięzko w tej Polsce ![]()
Na odległość zawsze jest trudniej. Bo nie można się wypłakac na ramieniu, opowiedzieć z wszystkimi emocjami ostatniego dnia itd... Poza tym telefony i internetowe komunikatory emocji nie przekażą i często rozumie się wszystko inaczej niż on/ona chcą to wyrazić... ale da się to pokonac jak się chce... A dążyć trzeba do tego, żeby "na odległosć" było na chwilę tylko, jak najkrótcej.
Hmm milosc na odległość? Owszem,mnie z moim mezem dzieliło "tylko" 1500km i jakos dalismy rade a teraz jestesmy szczesliwym małzenstwem:) Takze odległosc nie jest problemem,ale trzeba sie zastanowic czy to co sie czuje,czy to jest naprawde najglebsza milosc,czy osooba z ktora sie jest,jest ta jedyna,ta przyslowiowa polowka:) Nie powiem ,nam na poczatku bylo bardzo ciezko,ja jestem bardzo zazdrosna kobieta, i jak moj maz(wtedy jeszcze chlopak) wracal z urlopu do pracy,i to na kilka miesiecy ,naprawde wtedy bylo ciezko,ale pozniej postanowilismy razem zamieszkac i sprawdzic jak to jest,czy rzeczywiscie jestesmy dla siebie stworzeni i czy nasza milosc jest tak mocna by byc z soba na zawsze.No i milosc zwyciezyla, jestesmy juz po slubie,a wiec Tobie zycze tego samego:) pozdrawiam
Ja jestem ze Śląska, on mieszka pracuje pod Warszawą... niby nie tak daleko ale jednak. Poznaliśmy się nad morzem, gdzie obydwoje pracowaliśmy w pizzerii przez niecałe 2 miesiące. Było wspaniale, czasem zdarzały sie gorsze dni. Poznałam jego rodzinę gdyż byłam z nim na weselu siostry. Polubiłam ich, oni chyba mnie też. Ja wróciłam 2 tyg temu do siebie, a on niedawno do siebie. Dzwonimy, piszemy, teraz on ma przyjechać do mnie na wesele mojej kuzynki. I wcześniej też. Czekam. Na razie mówi że zrobi mi niespodziankę jak przyjedzie nagle.
Czasem myślę że jakoś to będzie, do przyszłych wakacji. A czasem boję się że znajdzie inną. Taką która będzie bliżej... Nie wiem kiedy będziemy się spotykać on pracuje, ja mam tu studia. Wcześniej o tym nie pomyślałam, teraz myślę i się boję jak to będzie dalej. Boję się też siebie swojego zachowania jak pójdę sama na imprezę... Zdarza mi się robić coś po % nie myśląc a potem żałować... Miałam już związek na odległość nie przetrwał, ale to były całkiem inne powody.
Póki co patrzę staram się patrzeć pozytywnie na to co przed Nami.
Związki na odległość to straszna męczarnia dla obydwu stron. Ciągła tęsknota, czarne myśli, brak drugiej połówki obok siebie sprawia że w związku pojawiają się nerwy, kłótnie a co za tym idzie - wszystko szybko może się rozpaść. Nawet najlepsze związki i najsilniejsze uczucia potrafią takiej próby nie przetrwać. Dlatego tak strasznie boję się o mój związek, na którym strasznie mi zależy, Jemu też, ale niestety musiał wyjechać za granicę.. chciałabym do niego dołączyć, ale mam tu studia, co prawda nie zależy mi na nich tak bardzo, szczerze mówiąc to są dla mnie nudne, ale jeden rok juz za mna i troche mi jednak szkoda, ale z drugiej strony, może jednak warto poświęcić sie dla miłości, co o tym myślicie?
Przeniesiony post mańka
Nie wiem czy to ma sens,jestem z chłopakiem na odległość.Jest jakieś 1200km odemnie;/
Mówi ze chce być ze mną, ze nie zdradzi mnie, ze pozamną świata nie widzi;/
Dodam że mam 23 lata i czuje się jak dziecko trochę w tej sytułacji;/
Przeniesiony post ANIELA
a jakie są perspektywy na wasze spotkanie?
znaliście się wcześniej, czy dopiero teraz?
Kiedyś zakochałam się na odległość. Dzieliło nas 250 km. Znałam go od lat przez internet, sporadycznie spotykaliśmy się gdzieś w Polsce z przyjaciółmi w grupie na imprezach kilkudniowych i zakochałam się juz na pierwszej imprezie. On też, bo było widać. On się bał, zdusił to. Wielki ból dla mnie. Znamy się tak 8 lat , lecz tylko jako kumple. Ale wspomnienia wracają, i to boli wciąż...
a moj maz wyjechal do pracy do Szwecji:( tak, wiem mozecie powiedziec ze malzenstwo to co innego.... wcale nie... Za kilka dni zaczynam 7 miesiac ciazy, a moj Skarb przyjedzie dopiero na swieta Bozego Narodzenia
tesknie strasznie, mimo iz rozmawiamy i piszemy smsy codziennie. Na poczatku balam sie ze takie rozstanie moze zagrozic naszemu zwiazkowi. On jest tam dopiero 2 tygodnie a ja juz zaczynam wariowac ;( byl przy mnie zawsze, w tych dobrych i ciezkich chwilach. Nawet jak mala kopnela pierwszy raz to on stal tuz obok. Moze przesadzam ale jestem do niego bardzo przywiazana (nie przyzwyczajona!) i wiem za w moim wypadku takie wyjazdy na dluzsza mete nie mialyby sensu. W zwiazku z tym o ile zdrowko mi pozwoli to za 4tygodnie lece do niego
i tego dnia nie moge sie doczekac!
Rany. Czytałam kiedyś takie wpisy i i nie myślałam że sama będę w takiej sytuacji. Mój luby mieszka koło Katowic, ja koło Lublina. Spotkaliśmy się kiedyś przypadkiem na szkoleniu komputerowym i jakoś od razu zostaliśmy parą. Było wiele cudnych dni a potem klops. Kontakt przez skypa i gg to było dla mnie za mało. Urwałam tą znajomość bo stwierdziłam że ja tak nie potrafię. Odpuścił na kilka m-cy ale teraz znów zaczął pisać , twierdzi, że chce być ze mną, że jakoś będziemy się spotykać . A ja po prostu nie wiem czy taki związek może się udać, a z drugiej strony my się naprawdę rozumiemy i nie chcę mieć poczucia , że coś przegapiłam.
Juz raz miałam związek na odległość który nie przetrwał. Powiedziałam sobie o nie! nigdy więcej...a jednak stało się... często zastanawiam się jak to będzie, mamy już plany na sylwestra, wybiegamy lekko w przyszłość jeśli chodzi o nas... wierze. chociaz czasem chciałabym żeby był cały czas przy mnie, nie raz na jakiś czas... ale potem taka radość kiedy się widzimy.... Życzę sobie i Jemu, i Wam żyjącym w podobnych związkach powodzenia:)
Wielkie dzięki. Fajnie mieć takie wsparcie:)
Dzięki mylenne... Wiecie bycie w związku na odleglość jest naprawde ogromną sztuką, czasem nawet małe nieporozumienie może wywołać kryzys i poważne straty a wszystko to przez to ze jest sie daleko a tak telefonicznie itp trudno jest cos wyjaśnić( fakt choc to od ludzi zależy bo niektórzy może nie sa tacy uparci itp) mi właśnie mija 3 rok jak jestem w takim związku wszystko było cudnie itp ale teraz od tego roku mamy tyle dziwnych spięc i "gorszych dni" juz czasem nie wyrabiam z tym wszystkim, kiedys na początku było jakby idealniej on wiecej się starał itp. informował mnie nawet o błahostkach a teraz jakies tajemnice kolezanki jego itp idzie zwariować nawet teraz dziś miał pretensje do mnie (tyle godzin w nocy i od południa sie do mnie nie odzywał nie odbierał tel i sms był na spotkaniu ze znajomymi i rodzina )ja sie tak marwiłam bo nigdy tak nie było ( a przed tym mowił ze teskni myśli ( to w poludnie pisał tylko i chciałby byc ze mną przed tym jego wypadem) wiec napisałam sms do jego ziomki z którą mial tam być zeby mu powiedziala by na telefon swoj luknal bo sie martwie i zrobił mi halo o to, że do niej pisze, że mu nie wierze itp. a ja jak glupia lezalam w lozku i gapilam sie na telefon i czekalam na znak od niego.
O tak zgadzam się z Tobą Bliźniaczko,że bycie w związku na odległość to wielka sztuka. Czasem właśnie szczegóły doprowadzają do bezsensownej kłotni... A potem tylko jakieś wyrzuty sumienia...
Mój też czasem ma 'godziny' ciszy, do tego problemy z telefonem tak naprawde nie wiem na ile prawdziwe a na ile nie, choć staram się wierzyć że nie okłamuje mnie. Problemem jest też to że jestem niesamowicie zazdrosna, on o tym wie i mimo jego zapewnien że nie mam o co to ja i tak jestem, tym bardziej że ostatnio wyciągnęłam od niego że jakaś koleżanka z pracy zaczęła go na piwo zapraszać itp;/
Coraz częściej wspomina żebym się przeprowadziła gdzieś bliżej... Ale jak mam studia w częstochowie, jestem przed licencjatem na 3 roku, nie mogę teraz podjąć takiego kroku. Nawet za rok po licencjacie, przeprowadzić się do obcego miasta, nie mając rodziny, znajomych kompletnie nikogo oprócz niego... Bałabym się. Nie myślę nawet jaka by była reakcja mojej rodziny i znajomych. To było by zbyt radykalne. A on by tak chciał, i chyba nie zdaje sobie z sprawy że to nie takie proste. Mówi olej studia zaczniesz znowu w warszawie... A ja tak nie potrafiłabym chyba... Tym bardziej że krótko jesteśmy razem, nie znamy się jakoś fenomenalnie, a co jeśli by nam nie wyszło... ehhh ciężka sprawa z takimi związkami.
Bliźniaczko wierz mi że bardzo dobrze rozumiem Twoje rozterki... ;]
118 2009-10-19 11:08:22 Ostatnio edytowany przez Bliźniaczka22 (2009-10-19 11:10:09)
nie mamy niestety dzieli nas ponad 500 km on ma prace studia, ja szukam moze dostane teraz cos z pup bo tak kiepsko cisza z robotą. Myślalam ze jak skoncze studium to juz razem bedziemy ale nie wyszlo, byl nawet w anglii za pracą ale tez nie wyszlo i tak czekamy... kiedys juz tu pisalam ze widzimy sie tak srednio 4, 5 razy w roku
czasem nawet tydzien lub 3 dni a jak pracy nie mielismy to nawet i 2 tygodnie
przeprosił mnie nastepnego dnia ze tak zaaregowal itp. ale tez sie dziwie czemu tak zaraz naskoczył na mnie, wiecie zdaje mi sie że wtedy jednak przylapalam go na goracym uczynku że "ciagnie go do tej kolezanki" i teraz tak reaguje bo dal sie zlapac itp że to ma zwiazek z tym teraz w listopadzie mamy sie spotkac mam nadzieje ze wypali to sobie pogadamy o tym.
Najgorsze jest właśnie to że tak sie jakoś zmienił nasz zwiazek z bólem musze stwierdzić że na gorsze
Pytanie czy pokonamy. Nie wiem, wiem jedno że już nie mam różowych okularów i dopuszczam do mysli że wszysytko może sie zdarzyć (żeby potem w razie czego mniej bolało)
dzięki Kobitki a tan z inej beczki
przydałby sie jakiś poradnik he he jak żyć w szczęsciu w związku na odlegość ![]()
119 2009-10-19 11:28:11 Ostatnio edytowany przez mylenne (2009-10-26 20:39:32)
Może i jest taki poradnik trzeba by poszukać
Na pewno przydałby się każdej z nas:p
Bardzo ważne w takich związkach jest własnie realistyczne patrzenie na tenże związek, wszystko może sie zdarzyć, może kogoś poznać a my nie mamy sposobu żeby się o tym dowiedzieć nie mamy szanse żeby walczyć itp...;/ Smutne.
Ale chyba jednak najważniejsza jest wiara, że przetrwany i doczekamy się momentu kiedy będziemy mogli być razem na 100%
/ dopisek do tego ostatniego zdania...
Mnie dziś tej wiary brakuje... Ostatnio jakoś ciężko się nam dogadać przez telefon. Wszystko przez moją praktycznie chorobliwą zazdrość, chcę ciągle wiedzieć gdzie on jest z kim, po co o ktorej będzie w domu itp, jestem zazdrosna o jakieś koleżanki z pracy których nigdy w zyciu nie widziałam, najlepiej by było gdyby siedział cały czas w domu, jak wczoraj wyszedł na jakąś imprezę z ludzmi, powiedział mi o tym a ja momentalnie zmieniam ton głosu, i już się nakręcam. Nie chce tak, nie chcę żeby myślał że mu czegoś zabraniam. Tak strasznie chcę do niego jechać, a tu kasy brak, może byłabym spokojniejsza jakbym poznała te jego koleżanki z pracy, nie chcę się czepiać o wszystko. Mimo jego zapewnień ja ciąglę jestem niespokojna. Wyszedł ostatnio temat właśnie czy ja mu ufam, ufam, z zasadą ograniczonego zaufania... Zaczynam się bać ile jeszcze wytrzymam. Tylko tak naprawde nie chcę z tego rezygnować.
Tylko jestem taka że jak coś mi zaczyna nie pasować w związku to go kończę,i boję się że przez coś głupiego zrezygnuje i z tego.
Ja zrezygnowałam odzywamy się jak ludzie ale traktujemy jak znajomi, nie jak bliskie sobie osoby. Jestem sama ale ten związek był nie realny. U mnie to była kwesta nie tylko odległości ale też a może przede wszystkim charakterów. Próbowaliśmy nie wyszło. Nawet mnie to bardzo nie boli więc może nie byłam zaangażowana tak naprawdę.
To nie znaczy , że Wam sie nie uda, trzymam za Was kciuki:)
ja żyłam w związku na odległość przez prawie 3 lata. bywało trudno ale... no wlaśnie - jeżeli naprawdę myśli się poważnie o takim związku, to ja wierze w powodzenie, bo teraz już mieszkam z moim mężczyzną i jest o wiele, wiele lepiej niż bylo wcześniej - nie musimy już tak tęsknić ![]()
anozais :)to gratuluje, super a przede mna dluga droga jeszcze ![]()
Witam dziewczynki
co u mnie hmm od 2 tygodni jesteśmy z moim S na swoim mieszkaniu. kawalerka bardzo duża z pełnym nowym wyposażeniem. Płacimy tylko 400 zł plus opłaty, jak dla nas raj tylko pracować żyć i cieszyć się wszystkim. Ale ..... no właśnie ale ......
teraz naprawdę widzę jak bardzo się różnimy i jak wiele daje do poznawania siebie wspólne mieszkanie.
oboje w tym miesiącu mieliśmy nie pełne wypłaty i praktycznie wszystko poszło na opłaty na mieszkanie, teraz żyjemy z tego co zostało i z napiwków które dostajemy w pracy. z dnia na dzień oddalamy się od siebie ciągle praca dom i siedzimy oboje przed TV kiedy jesteśmy w domu razem. próbowałam coś z tym zrobić. zorganizowałam kolacje przy świecach kiedy wrócił do domu czekałam wystrojona w kolacją, potem wspólna kąpiel w pianie, było miło ale to nie pomogło. po rozmowie z mamą dotarło do mnie że jestem ciągle smutna bo bardzo martwię się o pieniądze o opłaty i jedzenie o to czy starczy nam na prezenty w grudniu o WSZYSTKOO !! kiedy przedstawiam mu wstępny kosztorys na grudzień i mówię że będzie krucho i nie wiem co ze świętami będzie a on na to "nie martwię się o to teraz bo co mi to da tylko się zadręczać będę" dla mnie to nie zrozumiałe. czuje się wszystkim obciążona za bardzo. to ja myślę co trzeba kupić czego brakuje w domu. powiedziałam mu o tym to poczuł się że to on jest tutaj ten najgorszy. ehh a nie to miałam na celu ..... potem powiedział mi kiedy nerwy wzięły już górę "myślisz że ja o tym nie myślę nie mogę zasnąć w nocy bo myślę o tym wszystkim i kombinuje co zrobić" ale skąd mam wiedzieć że on akurat dlatego zasnąć nie może !! pytałam go "dlaczego mi nie mówisz o tym co myślisz co czujesz dlaczego tego nie robisz" na to on że po prostu nie umie.
brak mi tego całego uczucia i miłości co było kiedyś, wiem że niektóre rzeczy kończą się bezpowrotnie ale przecież coś innego zaczyna się na nowo !! chcę coś zrobić i nie wiem co. teraz on pojechał do domu do rodziców w odwiedziny i załatwić parę spraw i mamy czas aby odsapnąć od siebie na trochę. chce znów poczuć ten dreszcz i miłość co kiedyś ehh ;((
może \i wielka sztuka cierpliwości:) ja ze swoim mężczyzna byłam w związku na odległośc 3,5 roku , ale los się odwdzięczył. zaczelismy szukac mieszkania , pewnego razu adrian zabrał mnie do łodzi ogladac mieszkanie ale jak juz weszłam to całe mieszkanie bylo gotowe umeblowane czekało tylko na mnie
a w nim kwiatry i szampan
zrobił mi niespodzianke miezzkamy teraz 2 miesiace razem i nie załuje takiej decyzji . mysle ze takie zwiazki maja sens jesli tylko ludzie naprawde sie kochaja:)
Witam dziewczynki
co u mnie hmm od 2 tygodni jesteśmy z moim S na swoim mieszkaniu. kawalerka bardzo duża z pełnym nowym wyposażeniem. Płacimy tylko 400 zł plus opłaty, jak dla nas raj tylko pracować żyć i cieszyć się wszystkim. Ale ..... no właśnie ale ......
teraz naprawdę widzę jak bardzo się różnimy i jak wiele daje do poznawania siebie wspólne mieszkanie.
oboje w tym miesiącu mieliśmy nie pełne wypłaty i praktycznie wszystko poszło na opłaty na mieszkanie, teraz żyjemy z tego co zostało i z napiwków które dostajemy w pracy. z dnia na dzień oddalamy się od siebie ciągle praca dom i siedzimy oboje przed TV kiedy jesteśmy w domu razem. próbowałam coś z tym zrobić. zorganizowałam kolacje przy świecach kiedy wrócił do domu czekałam wystrojona w kolacją, potem wspólna kąpiel w pianie, było miło ale to nie pomogło. po rozmowie z mamą dotarło do mnie że jestem ciągle smutna bo bardzo martwię się o pieniądze o opłaty i jedzenie o to czy starczy nam na prezenty w grudniu o WSZYSTKOO !! kiedy przedstawiam mu wstępny kosztorys na grudzień i mówię że będzie krucho i nie wiem co ze świętami będzie a on na to "nie martwię się o to teraz bo co mi to da tylko się zadręczać będę" dla mnie to nie zrozumiałe. czuje się wszystkim obciążona za bardzo. to ja myślę co trzeba kupić czego brakuje w domu. powiedziałam mu o tym to poczuł się że to on jest tutaj ten najgorszy. ehh a nie to miałam na celu ..... potem powiedział mi kiedy nerwy wzięły już górę "myślisz że ja o tym nie myślę nie mogę zasnąć w nocy bo myślę o tym wszystkim i kombinuje co zrobić" ale skąd mam wiedzieć że on akurat dlatego zasnąć nie może !! pytałam go "dlaczego mi nie mówisz o tym co myślisz co czujesz dlaczego tego nie robisz" na to on że po prostu nie umie.
brak mi tego całego uczucia i miłości co było kiedyś, wiem że niektóre rzeczy kończą się bezpowrotnie ale przecież coś innego zaczyna się na nowo !! chcę coś zrobić i nie wiem co. teraz on pojechał do domu do rodziców w odwiedziny i załatwić parę spraw i mamy czas aby odsapnąć od siebie na trochę. chce znów poczuć ten dreszcz i miłość co kiedyś ehh ;((
Szirina, niestety, ale wspólne mieszkanie weryfikuje każdą znajomość prędzej czy później... Teraz tak naprawdę go poznasz i zobaczysz, czy dojrzał do życia z kobietą, do wzięcia odpowiedzialności za codzienne sprawy i nie zagubienia w tym poczucia łączącej Was więzi. Z kolei sama też musisz uważać na siebie - czy nie zamieniasz się w jęczącą matronę, w ciągle wymagającą i niewyrozumiałą awanturnicę - oczywiście teraz przerysowuję ten obraz, ale warto mężczyźnie w trudnych chwilach okazywać swoje wsparcie, a nie żal i frustracje.
Na pewno powinnaś się zastanowić, na ile Wasze relacje pogorszyły się z powodu problemów, a na ile poprzez niewłaściwie prowadzone rozmowy i wyrzuty. Wierz mi, że faceci są na punkcie utrzymania domu bardzo wrażliwi, więc należało się spodziewać, że jego "Nie myślę o tym na razie" można wsadzić między bajki. Jestem przekonana, że chciałby zdjąć z Was takie kłopoty i czuje się winny, że Ty też się tym zadręczasz. Pamiętaj, kochana, że my się od naszych facetów różnimy. My całe życie mając problemy czy nie dając sobie z czymś rady idziemy np. do innej kobiety i przyznajemy, że nas los ciągle kopie prosząc o poradę. Oni są raczej tacy, że próbują rozwiązać zmartwienie sami, w końcu taka jest "rola mężczyzny". Można się oczywiście uśmiechnąć, bo wszystkie wiemy, że kochając mężczyznę nie oceniamy go tak surowo pod tym kątem jak on sam osądza siebie i że jesteśmy gotowe na komunikat "Nie wiem, co robić", bo chcemy razem czemuś zaradzić. Nie ma nic złego w szczerości ze swoją kobietą i przyznania się do jakiejś "niemocy" w danej materii, ale to właśnie przed tą kobietą najtrudniej im się otworzyć.
Mężczyźni myślą o problemie w kontekście poszukiwania rozwiązań. Nie umieją prowadzić rozmów opartych jedynie na wałkowaniu w kółko kłopotu, któremu nie umieją zaradzić i postawieni w takiej sytuacji są po prostu sfrustrowani. Dlatego on odsuwa ten temat, byłby gotów znów go podjąć, gdyby wiedział, co zrobić. Jeśli chcesz mu pomóc, postaraj się w rozmowach z nim przestawić na konkretną, rzeczową wymianę pomysłów na rozwiązanie problemu. To znaczy nie mów "Nie mamy pieniędzy, idą Święta, jestem przerażona, a tu wszystko na mojej głowie, ja muszę o tym myśleć i decydować sama". Powiedz "Brakuje nam tyle i tyle, żebyśmy byli spokojni, ale gdybyśmy nie kupili w tym miesiącu tego/zrezygnowali z tamtego/wzięli więcej godzin w pracy (?)/poprosili rodziców o pomoc to damy radę". Wtedy na pewno wyjdzie z kontrargumentem, a w najgorszym przypadku przynajmniej się nie pokłócicie.
Nie poddawaj się. Wiem, że uczyć się takiego partnerstwa z kimś, z kim wcześniej nie dzieliło się codzienności jest cholernie trudne, ale warte zachodu. Kochasz tego faceta i jak odgarniesz z tej miłości całą beznadzieję dnia dzisiejszego to zobaczysz, że ta miłość wciąż tam jest. Nie zaniedbuj tych kolacji czy miłych wieczorów we dwoje, pokaż mu, że miło jest wrócić do domu, a na pewno łatwiej się dogadacie, kiedy już przyjdzie do poważnych konwersacji.
Trzymaj się! ![]()
no może i tak właśnie jest jak mówisz yvette....... jeśli chodzi o rozwiązanie kwestii finansowych.
tak bardzo się boje że okaże się że on zwyczajnie nie dorósł do bycia razem we dwoje.
mówi mi nie raz że nie umie okazywać czułości bo nikt go tego nigdy nie nauczył, ale ode mnie tego wymaga i ma pretensje nawet wtedy kiedy w nocy odwracam się do niego plecami i nie przytulę.
tyle czekaliśmy aby być razem a teraz jest po prostu nie do wytrzymania.
nie chce go stracić wiadomo ale też wiem że im dłużej pozostanę nieszczęśliwa, to mnie to zgubi.
wiem że nikt nie da mi recepty jak mam rozmawiać z własnym chłopem, ale ja też nie umiem przed nim udawać że jest wszystko ok kiedy coś mnie tak bardzo dręczy. po prostu mam taki charakter
dopiero jesteśmy na starcie i powinnam tryskać radością że jestem z moim ukochanym że mogę go przytulać każdego dnia, a teraz jest zupełnie inaczej niż marzyłam. jedno jest pewne, chyba za długo wierzyłam w bajki
Nie, nie powiedziałabym, że to wina bajek... Myślę, że oboje jesteście jednak bardzo młodzi, a rozwiązanie tej sytuacji wymaga pewnej gotowości do wyjścia ponad swoje "Już taki mam charakter". Zarówno z jego strony - przecież wie, że każda kobieta potrzebuje czułości, a tłumaczenie się przez najbliższe 50 lat, że on tego nie daje, bo coś zaszło w jego życiu przez pierwsze 20 jest bezowocne - jak i z Twojej.
Wiem, że bardzo, bardzo, bardzo chcemy gadać o tym, co nas boli z naszymi facetami. Tu się znowu muszę powtórzyć, gdzieś już to pisałam, że czasami lepiej powiedzieć o tym na Forum czy przyjaciółce, żeby napięcie z nas zeszło i nie trafiło w naszego mężczyznę. Nie musisz udawać, że wszystko gra, rozmawiajcie o problemach, jasne, ale zmieńcie sposób komunikacji. Zamiast bez sensu i rozwiązania drążyć, szukajcie wyjścia. I nie róbcie tego przez całą dobę. Jeżeli Tobie też nie daje to spać i potrzebujesz więcej rozmów, pocieszenia, wsparcia - zwróć się z tym do przyjaciół czy kogoś z rodziny, po prostu on za chwilę poczuje się przytłoczony. Nie dość, że pewnie ma poczucie, że "nie sprawdza się jako facet" to jeszcze Ty mu wiercisz dziurę w brzuchu.
Gracie w jednej drużynie. A każda drużyna potrzebuje sukcesu, żeby wierzyć dalej. Dajcie sobie ten "sukces" okazując bliskość... A może zobaczysz "światełko w tunelu" i przestaniesz czuć się nieszczęśliwa. Zawsze się zastanów, czy naprawdę wolałabyś być sama i nie martwić się o kasę, ale za to ze wszystkimi kłopotami zmierzyć się samotnie. Bo taka Cię czeka alternatywa, jeśli zamiast walczyć z losem zaczniecie walczyć ze sobą i poddawać się zniechęceniu.
Wierzę w to, że jeżeli włożycie w to wszystko maksimum wysiłku to odzyskasz szczęście, kochana. Ty też w to uwierz!
Witam dziewczynki
co u mnie hmm od 2 tygodni jesteśmy z moim S na swoim mieszkaniu. kawalerka bardzo duża z pełnym nowym wyposażeniem. Płacimy tylko 400 zł plus opłaty, jak dla nas raj tylko pracować żyć i cieszyć się wszystkim. Ale ..... no właśnie ale ......
teraz naprawdę widzę jak bardzo się różnimy i jak wiele daje do poznawania siebie wspólne mieszkanie.
oboje w tym miesiącu mieliśmy nie pełne wypłaty i praktycznie wszystko poszło na opłaty na mieszkanie, teraz żyjemy z tego co zostało i z napiwków które dostajemy w pracy. z dnia na dzień oddalamy się od siebie ciągle praca dom i siedzimy oboje przed TV kiedy jesteśmy w domu razem. próbowałam coś z tym zrobić. zorganizowałam kolacje przy świecach kiedy wrócił do domu czekałam wystrojona w kolacją, potem wspólna kąpiel w pianie, było miło ale to nie pomogło. po rozmowie z mamą dotarło do mnie że jestem ciągle smutna bo bardzo martwię się o pieniądze o opłaty i jedzenie o to czy starczy nam na prezenty w grudniu o WSZYSTKOO !! kiedy przedstawiam mu wstępny kosztorys na grudzień i mówię że będzie krucho i nie wiem co ze świętami będzie a on na to "nie martwię się o to teraz bo co mi to da tylko się zadręczać będę" dla mnie to nie zrozumiałe. czuje się wszystkim obciążona za bardzo. to ja myślę co trzeba kupić czego brakuje w domu. powiedziałam mu o tym to poczuł się że to on jest tutaj ten najgorszy. ehh a nie to miałam na celu ..... potem powiedział mi kiedy nerwy wzięły już górę "myślisz że ja o tym nie myślę nie mogę zasnąć w nocy bo myślę o tym wszystkim i kombinuje co zrobić" ale skąd mam wiedzieć że on akurat dlatego zasnąć nie może !! pytałam go "dlaczego mi nie mówisz o tym co myślisz co czujesz dlaczego tego nie robisz" na to on że po prostu nie umie.
brak mi tego całego uczucia i miłości co było kiedyś, wiem że niektóre rzeczy kończą się bezpowrotnie ale przecież coś innego zaczyna się na nowo !! chcę coś zrobić i nie wiem co. teraz on pojechał do domu do rodziców w odwiedziny i załatwić parę spraw i mamy czas aby odsapnąć od siebie na trochę. chce znów poczuć ten dreszcz i miłość co kiedyś ehh ;((
Szirina, pomimo tego, że jestem 2 lata młodsza od Ciebie, myślę, że w tej kwestii również mogę śmiało się wypowiedzieć.
Przez 3 lata widywałam się ze swoim mężczyzną tylko w weekendy; Za każdym razem gdy miał pojawić się w progu moich drzwi, czułam zastrzyk adrenaliny, przez całe wcześniejszych 5 dni sycąc się jego obrazem przywoływanym ze wspomnień ostatniego spotkania. Rok temu zamieszkaliśmy razem, do tego rzucając się od razu na głęboką wodę; wyrok padł na Irlandię (wyrok to może zbyt surowe słowo, ale de facto tak było, bo wiąże się z tym dość długa historia). Yvette ma racje pisząc, że dopiero teraz poznasz prawdziwe zalety i prawdziwe wady swojego partnera (zresztą on Twoje również). Życie we dwójkę to nie zawsze bajka, wspólne kąpiele, kolacje, zakupy. Życie we dwójkę to także wspólne rozwiązywanie problemów, gdzie czasami to "wspólne" jest, niestety, niewykonalne; pojawiają się wówczas kłótnie, płacz, dezorientacja, stres i depresja. Niestety w życiu- choć nie wiadomo jak bardzo moglibyśmy czuć się dopasowani- nie zawsze udaje nam się wyjść z opresji i kłopotów wspólnie i z uśmiechem.
Mój już teraz narzeczony, podobnie jak Twój S., nigdy nie potrafi okazać, że coś go trapi, czy czuje się bezsilny. Okazuje się, że wina tego wszystkiego również często leży po mojej stronie. Nigdy mi tego nie powiedział, ale czasami, gdy siedzę sama w domu, podliczam wszystkie ostatnie wydarzenia jakie miały miejsce w naszym domu i dochodzę do trafnych wniosków. Nieraz po prostu nie możemy wymagać od naszych partnerów zbyt wiele; nie są maszynami, ani drukarniami pieniędzy, ani dzielnymi bohaterami z filmów. Są ludźmi, mają prawo poczuć się bezsilni wobec pewnych, przerastających ich samych sytuacji. A my kobiety bywamy wymagające i surowe, czasami zupełnie bez powodu. Okazuje się, choć to dość boleśnie zabrzmi, że w większości przypadków to MY kobiety się zmieniamy, gdy przychodzi nam zamieszkać we dwójkę z partnerem. Bywamy aroganckie, wpadamy w furię bez przyczyny, wymagamy, rządzimy. A nieraz po prostu wystarczy spojrzeć na swojego ciężko harującego mężczyznę i powiedzieć mu: "dziękuję Ci za to, co dla nas robisz. Jakkolwiek by nie było, wiem, że się starałeś". To znacznie bardziej motywuje ich do wspólnego rozwiązywania danego kłopotu, niż stawianie ultimatów i zdawanie raportów ze stanu konta. To może zabrzmieć dziwnie, ale wiem z własnego doświadczenia, że mężczyźni zawsze wiedzą najlepiej, jak wygląda sytuacja w domu i w głębi duszy bardzo się martwią. Nie ma dla nich nic gorszego od porażki w postaci niezapłaconego czynszu i skazywania rodziny na głód. To sztylet wbity w sam środek ich poczucia męskości.
Myślę, że sporo rozwiązałaby tutaj rozmowa, szczera i długa, która pomogłaby Wam obojgu otworzyć się na siebie wzajemnie. Możecie wyjaśnić sobie poszczególne sprawy, usprawiedliwić swoje w danej chwili zachowanie, a potem po prostu połączyć siły. Minęły zaledwie 2 tygodnie od momentu, gdy zamieszkaliście razem, więc jeśli nie zrobicie tego teraz, potem może być jeszcze gorzej. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży ![]()
tu też przyznam racje że stajemy się wredne i bardziej wymagające. dopiero się tego wszystkiego uczę dlatego się martwię przeżywam i w ogóle. czyli mogę zapomnieć już o przeżywaniu tego dreszczu co był kiedyś ??
Miłość na odległość to koszmar... szczególnie jak widuje się raz na pół roku. Może całkowicie wyniszczyć. Z każdym dniem zabija od środka ![]()