Witam. Jeszcze parę miesiecy temu nigdy bym nie przypuszczała że będę szukała porady na takim portalu....myslałam że taki problem nigdy mnie nie spotka ..a jednak .Moja corka w tym roku kończy 18 lat . 8 miesiecy temu poznała chłopaka starszego o 6lat ( kolega syna),nic nie mieliśmy zz meżem przeciwko tej znajomosci ,bo chłopak ułozony ,mądry-tylko był jeden warunek nauka .Wszystko było ok. Zawsze z córka miałam świetny kontakt - to ja wiedziałam o pierwszym pocałunku ,mnie sie wypłakiwała w ramię gdy cos było nie tak , o jej pierwszym razie .......tak wygladało to do niedawna .wszystko zaczeło sie psuc między nami gdy chłopak miał wyjechac za granice do pracy ( ten wyjazd był wcześniej planowany) ,córka zaczeła nas oszukiwać np. szła do niego i zosawała na noc ...i uważała że to normalne . Niedawno oznajmiła że wyprowadzi sie z domu bo nie może wytrzymać atmosfery która panuje ,chłopakowi opowiada niestworzone rzeczy o nas ,do mnie ma pretensje nie wiem o co ..on jej we wszystko wierzy ,bo jak stwierdził kocha córkę . próbowaliśmy rozmawiać -nic mur ,ściana ....teraz jest najgorzej ,bo on wyjechał . A córka wczoraj oznajmiła że nie bedzie czekać do 18 wyprowadzi sie wcześniej . nie wiem co dalej robic , patrzę na córke i nie poznaje mojego dziecka ,serce mi pęka z bólu i bezsilności .....co ja takiego zrobiłam ?co nie tak?
Twoja córka zaczęła kręcić i oszukiwać, gdy uznała, że nie zgodzicie się na jej nocowanie w domu chłopaka.
Rozumiem, że będąc zbuntowaną, chce żyć na własną rękę i brać odpowiedzialność za własne decyzje. Gdzie zamierza mieszkać, z czego się utrzymywać?
Tak zgadza się ,wtedy zaczęły sie problemy . Już nie potrafimy rozmawiać ,nie odzywa sie do nikogo . Próbowałam wszystkiego ,naprawdę wszystkiego ręce mi opadają .Mąż mi powiedział że jak sie wyprowadzi to już nie ma powrotu . Ja wiem że tak by nie zrobił tego , ja płaczę ,a on przezywa to w inny sposób . Najbardziej mnie boli to że tak mnie traktuje - jest bezczelna , to tak jakby mi ktoś dziecko podmienił .Pytanie ,gdzie sie wyprowadzi - do chłopaka jak on wróci , z czego bedą żyli ,nie wiem tego nie powiedziała . Jest na etapie -" nie che mi sie z toba gadać"
Cóż mogę poradzić?
Przestań rozmawiać z nią na te zapalne tematy, przestań tłumaczyć i pytać. Niech temat jej wyprowadzki przestanie istnieć. Chwila uspokojenia przyda się każdemu z was.
Każde pytanie córka traktować będzie jak atak na jej osobę, a to nie ma żadnego sensu.
To, co może pomóc, paradoksalnie, to Twoje zapewnienie o tym, że ją kochasz. Powiedziane bez żadnych warunków, proste "kocham Cię".
Powodzenia.
Tak może masz rację . Nie poruszać drażliwych tematów ...i tego tez próbowałam ...normalnie rozmawiać na neutralny temat ,ale ona jest wrogo nastawiona ,nie patrzy mi w oczy traktuje jak intruza ,potrafi powiedzieć "wyjdź z tego pokoju" Mówiłam że kocham ale spotkałam sie z ironią .Widze jak cierpi po wyjeździe chlopaka ,wiem że sa w stałym kontakcie ,chciałam ja przytulić i powiedzieć że bedzie dobrze ,ale ona mnie odpycha nie chce mnie......Wiem że łatwo sie pisze ,mówi jak mój mąż - po co tam chodzisz do jej pokoju ?po co ? co ci to daje ?.......no własnie nic .......jak zyc w takim domu pod jednym dachem z córka która cie nienawidzi ? zastanawiam się czy kiedys jeszcze będzie dobrze ....czy wrócą te fajne dni ,czy odzyskam córke ?...To tak bardzo boli , nieprzespane noce , płacz w poduszkę .....wiem to nic nie daje ,ale nie mogę się z tym pogodzić ...Gdzie popełniłam BŁĄD?
6 2012-01-09 14:22:08 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-09 14:36:52)
Czy to tak bardzo istotne, gdzie popełniłaś błąd? Mogę Cię zapewnić, że niejeden.
K a ż d y, kto wychowuje dzieci, p o p e ł n i a b ł ę d y. Żadne wychowanie nie uchroni przed buntem młodego człowieka. to taki etap, który każdy przechodzi. Im bunt przezywany jest w późniejszym wieku, tym trudniejszy do przeżycia dla... rodziców.
Przezywasz fakt wyproszenia z jej pokoju. Dlaczego? Zastanów się, co mogłaby ona powiedzieć (by nie zrobiło Ci się przykro), gdy nie chciała Twej obecności w swym pokoju?
Zapewniam Cię, że córka walczy teraz o swoją przyszłość, o umiejętność podejmowania decyzji, o umiejętność sprzeciwiania się naciskom, o to, by samodzielnie stać na własnych nogach.
Wiem, dorastanie dzieci boli. Boli zwłaszcza wtedy, gdy jest się mamą-kwoką. Odpowiedz sobie na pytanie: czy chcesz by Twoja córka była do końca życia uzależniona od Twego zdania? Czy byłoby to dla niej dobre?
Masz mądrego męża.
***
To, co robi Twoja córka, to zbieranie doświadczenia życiowego. Bezcenna nauka. Nauka podejmowania decyzji i ponoszenia konsekwencji.
***
Nie napisałam tego wszystkiego, bo tak łatwo jest pisać. Mam dwoje, bardzo dorosłych, dojrzałych i samodzielnych, dzieci.
Pytasz: gdzie zrobiłam błąd? Teraz robisz. Nie chcesz dostrzec, że Twoja córka jest już dorosła.
Faktycznie.
Umknęło mi, że córka ma 18 lat.
Macie rację że jest dorosła (jeszcze nie skończyła 18) ale to nie jest tak że ja tego nie rozumiem ,to ja tłumaczyłam mężowi jak zaczeła spotykać się z chlopakiem że to juz nie mała dziewczynka ,to ja kryłam ją gdy wracała później do domu. Rozumiałam że jest zakochana ,bo przecież ja też kiedyś byłam.Mam syna który skończył 24lata błędy jakie popełniłam wychowując go były straszne - więc gdy urodziła się córka powiedziałam sobie że nigdy tak nie postapie bedę wszystko robić aby nasze relacje były fajne .Jeśli ktoś miał by do mnie żal to tylko syn ,bo On zawsze był poszkodowany - też był bunt gdy dorastał ,ale tak nie bolało ,bo tłumaczyłam sobie że zasługuje na to ponieważ nie byłam dobrą matką dla niego - teraz mamy bardzo dobre relacje . Czy miałam pozwolić na to aby chłopak nocował u nas ?czy miałam pozwolić na nocowanie jej u niego kiedy tylko chce ? może w tym jest problem jakoś tego nie widzę ...mąż też Nie wiem jak bedzie dalej ,ja się staram z tym pogodzic przeciez nie zamkne jej w domu ....chce zamieszkać z nim to zamieszka ....mąż powiedział mi ze jak zamknie drzwi za soba to juz nie ma powrotu . A co teraz robić ,nie odzywac się ? czekać az sama przyjdzie ?
10 2012-01-09 15:56:00 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-09 15:57:26)
Poruszyłas kilka spraw. Po kolei.
1. Bunt. Każde dziecko przechodzi to na różnych etapach swojego życia. Pierwszy, bodajże w wieku ok. 2 lat. I nie jest on związany z popełnianymi przez rodziców błędami, ale faktycznie, błędy bunt ten często nasilają. Każde dziecko jest inne i każde dziecko inaczej się rozwija, i każde dziecko inaczej przez okres buntu przechodzi. Porównywanie dzieci nie ma sensu, nawet zrodzonych z jednej matki i jednego ojca.
2. Twoja córka zaczęła oszukiwać, gdy chciała nocować u chłopaka, a zdawała sobie sprawę, że na to nie wyrazisz/nie wyrazicie zgody. Nie masz co gdybać, jakie Twoje zachowanie byłoby lepsze, bo córka nie poprosiła o taką możliwość, z góry znała odpowiedź. Zresztą, czy naprawdę chodzi o nocowanie, czy też o Twoje podejrzenia współżycia? Jeśli chodzi o to drugie, to nie trzeba do tego nocowania. Każda pora jest dobra.
3. Co masz robić? Postaw się na miejscu swojej córki. Czego byś, będąc na jej miejscu, oczekiwała od swojej matki?
4. Dokonujesz samooceny: dobra matka, zła matka. Byłaś i jesteś taką matką, jaką potrafisz. Jeśli chcesz pomóc córce, pomyśl nad tym, czego jej potrzeba. Możesz też zapytać ją o to, czyli czego ona oczekuje od Ciebie.
Wielokropek odpowiedziała Ci z pozycji matki.
Ja Ci odpowiem z pozycji bardzo zbuntowanego dziecka ![]()
Kiedy ja byłam w wieku Twojej córki, co dawno temu aż tak nie było, uważałam, że wszystko mi się należy. Uważałam, że przecież cały świat na mnie czeka! Ile razy zamierzałam uciekać, wyprowadzać się, etc. Myślałam, że mama ma w obowiązku mnie karmić, utrzymywać, a ja mogę jej pyskować. Oczywiście nie wprost, ale tak się zachowywałam.
Twoja córka jest na progu dorosłości, a dziecka. Inaczej mówiąc ma dorosłe zapędy, ale dziecinne podejście. Pragnie być niezależna, jednakże robi to w zły sposób. Zamiast zysać i budować wasze zaufanie, ona je ignoruje. Jednocześnie nadal z wami rozmawia, podświadomie wiem dobrze, że ona chciałaby twojej akceptacji. Bo przecież była akceptacja chłopaka, jak ona coś złego zrobiła to była akceptacja. Widzisz problem polega na tym, że jej się zatarła pozycja matki z pozycja przyjaciółki. Ona uważa, że nie musi z tobą dyskutować. Pozwala sobie na luksus nie szanowania i lekceważenia. A jest gówniarą. Uczy się, ponoć taka dorosła. A patrzy jedynie na siebie. Nie patrzy na to ile wy jej daliście, uważa was za samo zło. A przecież czas buntu ma za sobą?
Mam propozycję.
Odwróć sytuację.
Jesteś do cholery matką!
Dlaczego ty płaczesz a ona się zachowuje jak pani na włościach?
Bądź zła. Obraź się na nią. Patrz na nią jak na intruza. Traktuj jak wroga jak ona Ciebie. Weź ją na przetrzymanie. Niech wie co znaczy zrobić sobie z rodzica wroga. Póki dziecku na to pozwalasz póty będzie to robić, a ty bedziesz cierpieć. Ponadto weź telefon do jej chłopaka, porozmawiaj z nim.
Tyle ode mnie jako od młodej.
12 2012-01-09 17:38:07 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-01-09 17:40:09)
Czy miałam pozwolić na to aby chłopak nocował u nas ?
Twoja chata, Twoja decyzja.
czy miałam pozwolić na nocowanie jej u niego kiedy tylko chce ?
Nic Ci do tego gdzie nocuje dorosła kobieta...
Mam propozycję.
Odwróć sytuację.
Jesteś do cholery matką!
Dlaczego ty płaczesz a ona się zachowuje jak pani na włościach?
Bądź zła. Obraź się na nią. Patrz na nią jak na intruza. Traktuj jak wroga jak ona Ciebie. Weź ją na przetrzymanie. Niech wie co znaczy zrobić sobie z rodzica wroga.
A w ten sposób można uzyskać dozgonną nienawiść dziecka. Mało tego, wyprowadzi się do faceta, wystąpi o alimenty od rodziców i tyle na tym wygrają.
(...)
Jesteś do cholery matką!
Dlaczego ty płaczesz a ona się zachowuje jak pani na włościach?
Bądź zła. Obraź się na nią. Patrz na nią jak na intruza. Traktuj jak wroga jak ona Ciebie. Weź ją na przetrzymanie. Niech wie co znaczy zrobić sobie z rodzica wroga. Póki dziecku na to pozwalasz póty będzie to robić, a ty bedziesz cierpieć. Ponadto weź telefon do jej chłopaka, porozmawiaj z nim.
Tyle ode mnie jako od młodej.
Ze zdziwieniem przeczytałam Twoje propozycje.
Ze zdziwieniem, bo podajesz doskonały sposób na... popsucie relacji lub nawet jej zerwanie.
Zdziwienie moje jest tym większe, że w podobny sposób zachowywała się Twoja matka, a Ty na forum wylewałaś swoje żale i szukałaś propozycji dogadania się z matką, mając nadzieję na dogadanie się z nią i zrozumienie przez nią Twych poczynań.
Nic Ci do tego gdzie nocuje dorosła kobieta...
jesli ta "dorosła" kobieta jest na utzrymaniu rodziców i nie jest w pełni samodzielna owszem uwazam że ma cos do tego.......
może uda Ci sie zaproponować córce rozmowę z zaznaczeniem że kazda z was przedstawi swoje racje bez obrazania sie fochów itp. same racje. rozmowa typu pytanie odpowiedz. jest to strasznie trudne. przeszłam to na własnej skórze. ustaliłam z rodzicami że nie ma w trakcie tej rozmowy krzyków podnoszenia głosu i umoralniania. ja przedstawiłam swoje racje oni swoje. wszyscy przespalismy się z tematem. i kazdy cos zrozumiał. popros córkę niech pomysli z czego bedą żyli, nie musi ci odpowiadać bo zacznie sie bronić. zapytaj o mieszkanie o warunki, o jego rodziców o jej dalsza nauke. jesli nie masz nic przeciwko chłopakowi zaznacz że nie przeszkadza ci ich zwiazek, ale chciałabys żeby wyciągnęła wnioski z twoich błędów.
monia67 napisał/a:Czy miałam pozwolić na to aby chłopak nocował u nas ?
Twoja chata, Twoja decyzja.
monia67 napisał/a:czy miałam pozwolić na nocowanie jej u niego kiedy tylko chce ?
Nic Ci do tego gdzie nocuje dorosła kobieta...
Imeow napisał/a:Mam propozycję.
Odwróć sytuację.
Jesteś do cholery matką!
Dlaczego ty płaczesz a ona się zachowuje jak pani na włościach?
Bądź zła. Obraź się na nią. Patrz na nią jak na intruza. Traktuj jak wroga jak ona Ciebie. Weź ją na przetrzymanie. Niech wie co znaczy zrobić sobie z rodzica wroga.A w ten sposób można uzyskać dozgonną nienawiść dziecka. Mało tego, wyprowadzi się do faceta, wystąpi o alimenty od rodziców i tyle na tym wygrają.
Kolega udziela porad a tekstu nie przeczytał z uwagą. Wyraźnie jest napisane, że córka nie skończyła jeszcze 18lat.
jesli ta "dorosła" kobieta jest na utzrymaniu rodziców i nie jest w pełni samodzielna owszem uwazam że ma cos do tego.......
Nie, wg prawa nie ma. Taka dysproporcja, wobec 18 latki rodzice mają już tylko obowiązki, praw nie ![]()
Kolega udziela porad a tekstu nie przeczytał z uwagą. Wyraźnie jest napisane, że córka nie skończyła jeszcze 18lat.
No w pierwszym poście było o 18 latce. W każdym razie, zakazy i nakazy wobec osoby dorosłej, czy takiej, która za chwilę będzie dorosła, mogą doprowadzić w miejsce, w którym autorka wątku znaleźć by się nie chciała.
Witam,mam teraz 33 lata a wieku dojrzewania nawet nie chcę wspominać ...awantury z rodzicami którzy mnie nie rozumieją a po chwili rozmowy z nimi była jedynie wojna i jeszcze większe rozgoryczenie.Kiedy jednak ciężar był nie do udżwignięcia a miłość do rodziców mieszała się z nienawiścią pisałam list:)tak właśnie do taty bo to z nim miałam najlepszy kontakt,który gdzieś przepadł.Może spróbuj napisac do córki co czujesz jak ci trudo zyć tak obok niej a nie z nią,wspomnij wasze dobre stosunki i obecną sytuację co cię boli i jak bardzo ją kochasz ona tego na pewno bardzo potrzebuje,jej samej też jest ciężko a pisać tak można ciągle ,czytać wkółko ze wzruszeniem a kłócić się przy tym nie da,myślę że ci odpisze bo łatwiej jest przelać żal na papier ,wtedy tylko płyna łzy i nikt nie krzyczy:)powodzenia
Bardzo dziękuję wszystkim .....wiele rozwiązań ...tylko które najlepsze ? ...czy traktowanie córki jak wroga coś da? myślę że nie ......zawsze uważałam że rozmowa jest najlepszym rozwiazaniem ,lecz teraz niestety nie mogę rozmawiac ,bo córka nie chce ,jestem jej największym wrogiem....może właśnie list ? , mam w głowie mętlik .....to wszytko jest dla mnie za ciężkie . Może za bardzo byłysmy sobie bliskie ? może byłam zaborcza ,a nie widziałam tego ? Wszystko tak się nagle popsuło
ciężko mi z tym naprawdę cieżko
19 2012-01-09 19:37:52 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-09 19:39:48)
monia67,
daj czasowi czas. Sobie i córce też.
Czas na ochłonięcie, zastanowienie się i na wyjście z tej sytuacji z twarzą.
Wiele miłości dałaś swej córce, to procentuje, uwierz mi. Zobacz, że macie wspólny cel. Obie chcecie jej szczęścia. Przecież Twoja córka nie chce być nieszczęśliwą, sprawiać ból.
Ona chce tylko podejmować swoje decyzje. To trudne zadanie dla matki patrzeć, jak córka jest coraz bardziej samodzielna. Wydaje Ci się, że ona Cie nie potrzebuje. Myśląc tak jesteś w błędzie. Teraz Twoja rola, jeśli chcesz mieć z nią dobre relacje, musi się zmienić. Z mam-kwoki na mamę-przyjaciółkę. Na mamę, która wierzy, która wspiera, która jest gdzieś w oddali, na wszelki wypadek.
Uciesz się, że tak wychowałaś córkę, że wyrosła na mądrą kobietę. Kobietę, która wie, na czym jej zależy, kobietę zdecydowaną, samodzielną.
Wielokropek.....czytając to co piszesz ....nie mogę powstrzymać łez ,zresztą od jakiegoś czasu nie udaje mi sie to .Bardzo Ci dziekuję . Moze faktycznie dać sobie trochę czasu aż obydwie ochłoniemy i Ona bedzie gotowa na rozmowę ? Tylko obawiam się tego że im dłużej będzie trwała taka sytuacja to później cieżko bedzie powrócic do normalności ,zresztą wydaje mi się że nigdy juz nie będzie tak jak kiedyś niestety .......muszę to wszystko ogarnąć jakoś ....i łykać te pogardliwe spojrzenia i lekceważące odpowiedzi ....ze strony córki .Ale co mam zrobić ? przecież jestem jej matką kocham ja nad zycie ....niestety nie da się ignorować i nie przejmować sie a, serce boli.....
Wszystko się zmienia i nigdy nie jest tak, jak było dwa dni temu. ![]()
Pomyśl, gdy jesteś na kogoś zła, to też potrzebujesz czasu na ochłonięcie. Możesz jej powiedzieć: "Wiem, że jesteś na mnie bardzo zła" i nic więcej. I poczekać, może nawet kilka dni na jej odpowiedź.
Powodzenia.
Mam propozycję.
Odwróć sytuację.
Jesteś do cholery matką!
Dlaczego ty płaczesz a ona się zachowuje jak pani na włościach?
Bądź zła. Obraź się na nią. Patrz na nią jak na intruza. Traktuj jak wroga jak ona Ciebie. Weź ją na przetrzymanie. Niech wie co znaczy zrobić sobie z rodzica wroga. Póki dziecku na to pozwalasz póty będzie to robić, a ty bedziesz cierpieć. Ponadto weź telefon do jej chłopaka, porozmawiaj z nim.
Tyle ode mnie jako od młodej.
Ja się zgodzę i podpiszę pod tym rękami i nogami. I nie zgadzam się z Wielokropkiem, że to najlepsza droga do popsucia relacji. Owszem, relacje zostaną popsute jeżeli monia67 odpuści i zastosuje jedynie złość, a nie będzie poważnych i spokojnych rozmów.
Powiem tak, osoba, która ma 18 lat NIE JEST osobą dorosłą z punktu widzenia mentalności. Nie różni się niczym od 16 czy 17 latka i takie gadanie, że przecież dorosła, nie interesuj się jest głupotą. Też miałam 18 lat, ale moje "dorosłe" zapędy były ukracane ścierką i rozmową. Najpierw dostawałam po łbie, a potem zostało mi wszystko ładnie wyjaśnione i wytłumaczone. Jak dziś pamiętam jak oznajmiłam rodzicom, ze jak skończe 18 lat to sama będę decydować osobie, ogarnął ich taki śmiech, że aż mi się głupio zrobiło. Paradoksalnie bardzo to wszystko pomogło. Mi w sumie przez myśl nie przeszło, żeby być chamska w stosunku do rodziców, opryskliwa itp. Kiedy mi się zdarzało baaardzo szybko zostawałam ustawiana do pionu. Moja matka jest moją przyjaciółką, ale jest przede wszystkim matką i Ty, moniu, też powinnaś nią być.
Przede wszystkim nie płacz i nie jęcz. Nastolatki to straszny gatunek i empatia w tym wieku jest zupełnie wyłączona. A jeżeli Twoja córka widzi, że osłabiła Cię swoim zachowaniem to będzie w to brnąć, bo daje jej przewagę nad Tobą.
Musisz być zdecydowana. Nie pozwól, żeby powidziała Ci "nie chce mi się z tobą gadać, wyjdź z mojego pokoju". Jeśli tak Ci powie to wyraźnie jej powiedz, że jest w Twoim domu i o ile pamiętasz nie łoży jeszcze na swoje utrzymanie i wypraszasz sobie takie zachowanie. Powiedz jej, że ostatni raz się tak zachowała, bo następnym razem nie będzie musiała mówić, że się wyprowadza tylko zostanie wywalona na zbity pysk i skończy się cyrk. Ja wiem, że to brzmi strasznie i podle i wydaje się, że po takich słowach ona wstanie i wyjdzie. Ale powiem Ci, ze szczerze wątpie
Dodam jeszcze, że spójrz na to z perspektywy zwierzęcej. Twoja córka jest dorastającym zwierzęciem i nie czuje nad sobą przywódcy stada. Sama próbuje i pokazuje ząbki, ale wierz mi, że wystarczy kilka stanowczych komend i zdzielenie ścierką przez łeb, a uspokoi się. Oczywiście po burzy powinna odbyć się spokojna, ale rzeczowa rozmowa. Będziesz musiała jej wytłumaczyć, że to, że dostanie dowód osobisty nie robi z niej dorosłej osoby. Niemniej jednak powiedz, że jeżeli tak jej spieszno do dorosłości to możesz jej to umożliwić. Z dniem osiemnastych urodzin każ jej znaleźć pracę i powiedz, że będzie łożyć na swoje utrzymanie. Powiedz, że chcesz zobaczyć czy sobie radzi, oczywiście matura i szkoła mają być przy tym bez zarzutu. Jeżeli się wykaże to dasz jej buziaka i błogosławieństwo na drogę. Uwierz mi, że bardzo szybko odechce jej się dorosłości ^^
monia tez ci powiem z perspekywy zbuntowanego dziecka...
Najgorsze co mozesz zrobic to odwrocic sie od dziecka. Najgorsze co mozesz zrobic to obrazic sie na nia za...no wlasnie za co? Za to ze chce sprobowac czegos na wlasna reke? Przeciez nie okrada sklepow i nie napada starszych osob na ulicy. Jesli cos to tylko jej stanie sie krzywda. I do tego zmierzam. Nie zapobiegniesz temu ze ona sama sie skrzywdzi na wlasne zyczenie. Nie zapobiegniesz temu ze ktos ja skrzywdzi. Ale mozesz zawsze dla niej po prostu byc. Czasem nie trzeba rozmow, dlugich tlumaczen. Wiesz co mi pomagalo lepiej niz niejedna umoralniajaca pogawedka? Ze kiedy zasnelam splakana na lozku czy kanapie babcia przyniosla mi koc i mnie nim okryla. Taki drobny gest ale swiadczy o empatii, zrozumieniu...
Trudno jest patrzec na cierpienie dziecka ale czasem jedyne co mozna to amortyzowac upadek. Nawet jesli wydaje ci sie ze corka nie jest ci wdzieczna. Coz, moze w danej chwili nie bedzie ale kiedys sie w koncu obudzi i przeanalizuje, zauwazy ze zawsze mogla na twoja troske liczyc. Wroci tam gdzie bedzie sie dobrze czula.
Nie strzelaj jej fochow, nie obrazaj sie, nie gadaj za duzo. Po prostu badz soba. Ale miej dla niej miejsce w swoim domu i sercu.
W tym temacie zgadzam sie z Wielokropkiem
Co do nocowania to mozesz o tym decydowac tylko w progach swojego domu. Poza nim juz nie.
Jesli sie nie myle wedlug prawa seks z osoba 17-letnia nie jest zakazany. Osoba 18letnia moze legalni wyjsc za maz i rodzic dzieci (poprawcie mnie jesli sie myle co do tego) wiec zabranianie corce nocowania u chlopaka efektow nie przyniesie.
Trudno jest mi jednoznacznie powiedziec co masz robic. Wiem ze odrzucenie, fochy, obrazanie, umoralniajace pogawedki, awantury w moim przypadku nie podzialaly. Owszem, nie zawsze dokonywalam najmadrzejszych wyborow ale nigdy nie prosilam nikogo o ponoszenie za mnie konsekwencji. Po prostu chcialabym miec mame ktora by mnie czasem wspierala. Ale nie chcialam zyc wedlug jej recepty. Mam nadzieje ze to ci troche pomoze ![]()
Co do nocowania to mozesz o tym decydowac tylko w progach swojego domu. Poza nim juz nie.
Jesli sie nie myle wedlug prawa seks z osoba 17-letnia nie jest zakazany. Osoba 18letnia moze legalni wyjsc za maz i rodzic dzieci (poprawcie mnie jesli sie myle co do tego) wiec zabranianie corce nocowania u chlopaka efektow nie przyniesie.
Moja mama chyba nie wiedziała, że nie może mi zabronić i zabraniała z pozytywnym skutkiem. Monia jako matka może jej zabronić nocowania u chłopaka, którego dopiero co poznała, może wymagać od niej wielu rzeczy i wcale nie jest to ograniczanie swobód obywatelskich, a standardowe wychowanie. Powtarzam jeszcze raz, osoba 18 letnia niczym nie różni się od 17 latka. To nie jest tak, że z dnia na dzień przełącza się pstryczek i koniec! Żadnego wpływu na dziecko, rodzice stają się bezradni, nie mają autorytetu, a nastolatek szaleje ile wlezie. To głupi wiek, ponieważ osoba osiemnastoletnia myśli, że jej wszystko wolno, a tak nie jeste, bo nikomu wszystkiego nie wolno.
Bycie dla szalejącej córki jest bardzo ważne, ale ważne jest również to, by pokazać jej, że od dzisiaj jej decyzje wiążą się z pewnymi konsekwencjami i odpowiedzialnością.
Moja mama chyba nie wiedziała, że nie może mi zabronić i zabraniała z pozytywnym skutkiem.
Nie wszyscy są Tobą, nie każdy położy uszy po sobie. Ta dziewczyna może np. wyprowadzić się do chłopaka, wystąpić o alimenty od rodziców (i dopóki będzie się uczyć to te alimenty będzie miała przyznane) oraz zerwać z nimi kontakt na długo, albo i na zawsze.
26 2012-01-10 12:45:57 Ostatnio edytowany przez Teo (2012-01-10 13:40:15)
Teo napisał/a:Moja mama chyba nie wiedziała, że nie może mi zabronić i zabraniała z pozytywnym skutkiem.
Nie wszyscy są Tobą, nie każdy położy uszy po sobie. Ta dziewczyna może np. wyprowadzić się do chłopaka, wystąpić o alimenty od rodziców (i dopóki będzie się uczyć to te alimenty będzie miała przyznane) oraz zerwać z nimi kontakt na długo, albo i na zawsze.
Vuk... Ty i te Twoje teorie... Nie kładłam uszu po sobie tylko wszystko było mi tłumaczone racjonalnie i z sensem.
Tak, może się zbuntować i wynieść, tak może się ubiegać o alimenty, tylko po co? Wątpię, żeby jakiś sąd przyznał zbuntowanej nastolatce alimenty od rodziców, którzy zapewniali i zapewniają jej wikt i opierunek oraz stabilizację, nie wyrzucają ją z domu, a tylko chcą egzekwować pewne zachowania. Jakby to było takie proste to każdy nastolatek tak by robił. Może zrobić awanturę i na zlość wszystkim wyprowadzić się z domu. Tylko to jest zachowanie typu: zrobię mamie na złość i złamię sobie nogę. Bzdurne i pozbawione sensu i ona dobrze o tym wie.
Sadie napisał/a:Co do nocowania to mozesz o tym decydowac tylko w progach swojego domu. Poza nim juz nie.
Jesli sie nie myle wedlug prawa seks z osoba 17-letnia nie jest zakazany. Osoba 18letnia moze legalni wyjsc za maz i rodzic dzieci (poprawcie mnie jesli sie myle co do tego) wiec zabranianie corce nocowania u chlopaka efektow nie przyniesie.Moja mama chyba nie wiedziała, że nie może mi zabronić i zabraniała z pozytywnym skutkiem. Monia jako matka może jej zabronić nocowania u chłopaka, którego dopiero co poznała, może wymagać od niej wielu rzeczy i wcale nie jest to ograniczanie swobód obywatelskich, a standardowe wychowanie. Powtarzam jeszcze raz, osoba 18 letnia niczym nie różni się od 17 latka. To nie jest tak, że z dnia na dzień przełącza się pstryczek i koniec! Żadnego wpływu na dziecko, rodzice stają się bezradni, nie mają autorytetu, a nastolatek szaleje ile wlezie. To głupi wiek, ponieważ osoba osiemnastoletnia myśli, że jej wszystko wolno, a tak nie jeste, bo nikomu wszystkiego nie wolno.
Bycie dla szalejącej córki jest bardzo ważne, ale ważne jest również to, by pokazać jej, że od dzisiaj jej decyzje wiążą się z pewnymi konsekwencjami i odpowiedzialnością.
MAsz racje. Matka moze jej zabronic, moze od niej wymagac ale corka jest juz dorosla (za chwile bedzie) i sama podejmie decyzje czy sie dostosuje do zakazow czy nie? Nie ma zadnej metody wymuszenia posluszenstwa na niej? MAtka przywiaze ja do kaloryfera? Masz racje ze jest niewielka roznica medzy 17latkiem a 18latkiem ale to juz jest wedlug prawa osoba ktora moze byc odpowiedzialna za wlasne czyny. No i dlaczego od razu szalejaca corka? Tak jak mowilam dziewczyna nie robi nic szczegolnie nagannego. Owszem cos sie podzialo w temacie komunikacji miedzy nia a rodzina ale przeciez z tego co czytam to jest zachowanie nie odbiegajace zbytnio od tego co wiekszosc z nas przeszla w pewnym wieku.
Wiesz, uważam, że gdyby matka rzeczywiście miała wpływ na córkę i autorytet to takie sceny nie miałyby miejsca. Wydaje mi się, że matka była zawsze w formie przyjaciółki, a, jak wiadomo w pewnym momencie przyjaciółkę się odstawia i traktuje na równi, bądź gorzej. Stąd wszystkie problemy. Skoro córka taaaka dorosła to podsunęłam pomysł moni co może zrobić. Niech każe jej znaleźć prace i łożyć na swoje utrzymanie w tym nie zawalać szkoły. Jak się sprawdzi znaczy, że rzeczywiście dorosła i odpowiedzialna i tylko życzyć powodzenia w dalszym życiu. Skoro jest dorosła niech zacznie być traktowana jak dorosła.
Wszystkim Wam bardzo ,bardzo dziękuję . Masz rację Teo teraz z perspektywy czasu to wydaje mi się że tak własnie było .Nie byłam matka z autorytetem ,raczej przyjaciółką i dlatego tak to boli ....że zostałam odstawiona ...,no cóż nic wiecej juz nie mogę zrobic .Moja córka wie że ja kocham ,że akceptuje to co robi ...(chodź niestety szkołe chyba zawali bo nie uczy sie wcale),ale na nic już wpływu nie mam .....Przestałam juz jęczeć ,szlochać chodź łatwe to nie jest .Nie proszę ja o rozmowy ,bo nie chce byc znowu potraktowana jak intruz ....nasze relację teraz to tg. służbowe . Powiedziałm corce że jak będzie chciała porozmawiać ...to może przyjść w każdej chwili ....I mężowi też wytłumaczyłam że gdy Ona podejmie decyzję o wyprowadzce to on nie może jej powiedzieć że nie ma po co wracać ....zrozumiał ......Jest mi ciezko ,ale wierze w to że kiedyś przyjdzie do mnie to moje zbunkowane dziecko i powie - mamo przepraszam Cię ................
Szczerze wątpię, żeby tak powiedziała. Raczej "mamo, czemu mnie nie powstrzymałaś". To jest taki okres, gdzie hormony najbardziej szaleją, a przyszłość wisi na włosku. Poddałaś się, to nie dobrze. TERAZ powinnaś ZAKOMUNIKOWAĆ, nie rozmawiać, nie prosić, tylko zakomunikować, że panna ma znaleźć pracę i brać się za naukę.
Jak można nad własnym dzieckiem nie zapanować?! Ja nie rozumiem...
31 2012-01-11 23:18:29 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-01-11 23:19:03)
Teo
z kolei ja nie pojmuję Twojego podejścia, czyli zakazów, nakazów, próby sił, pokazywania kto rządzi wobec dorosłego człowieka. Chciałabyś, żeby z Tobą tak postępowano?
Szczerze wątpię, żeby tak powiedziała. Raczej "mamo, czemu mnie nie powstrzymałaś". To jest taki okres, gdzie hormony najbardziej szaleją, a przyszłość wisi na włosku. Poddałaś się, to nie dobrze. TERAZ powinnaś ZAKOMUNIKOWAĆ, nie rozmawiać, nie prosić, tylko zakomunikować, że panna ma znaleźć pracę i brać się za naukę.
Jak można nad własnym dzieckiem nie zapanować?! Ja nie rozumiem...
Mozna. Wbrew pozorom trudniej jest nad kims zapanowac niz nie. Kazesz znalezc corce prace? Ok ale ona moze ci powiedziec cokolwiek i pracy nie znajdzie jesli chciec nie bedzie. I co ty zrobisz? JAk ja zmusisz? Zaprowadzisz na kazda rozmowe wstepna z pracodawca za kark? KAzesz jej sie uczyc a jak to na niej chcesz wymoc? Zamkniesz ja w pokoju nad ksiazk? Bedzie chciala to sie bedzie uczyla, bedzie chciala to znajdzie prace. Ale nie ma sposobu zeby kogokolwiek do tych rzeczy zmusic.
Szczerze wątpię, żeby tak powiedziała. Raczej "mamo, czemu mnie nie powstrzymałaś". To jest taki okres, gdzie hormony najbardziej szaleją, a przyszłość wisi na włosku. Poddałaś się, to nie dobrze. TERAZ powinnaś ZAKOMUNIKOWAĆ, nie rozmawiać, nie prosić, tylko zakomunikować, że panna ma znaleźć pracę i brać się za naukę.
Jak można nad własnym dzieckiem nie zapanować?! Ja nie rozumiem...
No właśnie jak można nad własnym dzieckiem nie zapanować ja też pare miesiecy temu bym tego nie zrozumiała ...jakby mi ktos powiedział ze bedę miała taki problem to bym zasmiała mu sie w twarz - nie ja , nie moja córka ...a jednak tak sie stało . Nie poddałam się ! tylko juz nie mam siły szarpac się słownie z moją córką . Dobrze wiem że decyzje które podejmie wpłyna na jej życie ,ale co ja moge ?co? zmusić ją do podjecia pracy ?( na razie chodzi do szkoły) a, że sie nie uczy to co mam ja zamknąc w pokoju ? co to da ? Nikt nie jest idealny każdy uczy sie na błedach ,ja już użyłam wszystkich argumentów - teraz stoję z boku . Prosiłam , rozmawiałam ( tz. prowadziłam monolog) i zakomunikowałam ...teraz już tylko czekam na cud ..
Wbrew pozorom cud zaden sie nie zdarzy.
Ech z tego co piszesz to w chwili obecnej wasza sytuacja wyglada tak samo jak u mnie 10 lat temu
Tak, moja mama tez uwazala ze sie nie ucze (mnie osobiscie nigdy nie interesowala wysoka srednia na swiadectwie), uwazala ze jak nocowalam u kolezanki czy kolegi to obowiazkowo calonocna orgia polaczona z libacja, tez wrozono mi przyszlosc w kryminale, kazdy wypad na weekend czy wakacje witano slowami "zobaczysz jeszcze pozalujesz" "zycie ci da kopa"itd. Coz, przykro mi ale cud sie zaden nie zdarzyl. Zdalam mature na dobra srednia (jedna troja, nie wstydze sie tego), zwyczajnie skonczylam studia inzynierskie, zwyczajnie podjelam prace, wyemigrowalam, wyszlam za maz. Przykro mi ale fakt ze nocowalam u kolegi, wyjezdzalam ze zajomymi na weekendy i nie siedzialam zakopana w ksiazkach dopoki migrena nie powalila nie zrujnowal mi zycia.
I do dzisiaj sie glowie czemu moja matka tak panikowala w takich prostych sprawach jak chlopcy, mniej czasu w ksiazkach czy chocby seks.
monia a czy bardziej niz wszystko inne nie boli cie fakt ze "stoisz z boku"? Coz, to ze corka mniej cie angazuje w swoje sprawy nie znaczy ze cie kompletnie odrzuca. Po prostu pewnymi rzeczami mozna sie dzielic a pewnymi nie i nic w tym dziwnego. Ja tez mam takie sekrety ktore zna moj przyjaciel-mezczyzna (bez podtekstow) a moj maz jest ich kompletnie nieswiadomy (nie mam na mysli zdrad ani niczego takiego)
35 2012-01-12 02:37:57 Ostatnio edytowany przez antypodystka (2012-01-12 02:45:25)
Chciałam napisać coś też ze strony dziecka.
Moja mama zawsze była moją przyjaciółką, z kolei mój Ojciec jest twardy (dzięki bogu). Nie ukrywam, ze w tym ciężkim dla mnie i dla nich okresie, perfidnie wykorzystywałam te różnicę między nimi. Szczególnie "słabość" Mamy, do tego żeby manipulować ojcem. Rodzice powinni być przede wszystkim zgodni. Kiedy wszystko było w tamtych okresie "na gorąco", ojca nienawidziłam. Kompletnie nie mogłam go znieść. Był tylko taką przeszkodą przez którą nie mogę robić czy mieć rzeczy które "mi się należą". Kocham obydwoje. Jednak po czasie większy autorytet mam w Ojcu. I to jego zdanie jest dla mnie tym które pierwsze biorę pod uwagę. Powiem szczerze, że podziwiam go za to trzeźwe podejście. Nawet w moich aktach rozpaczy, paniki, wręcz histerii on był opanowany. Wszystko traktował rzeczowo. Jak już nie wytrzymał to krzyknął, ale nigdy nie zmienił zdania. I jedno mogę powiedzieć. Uważam, że dzięki niemu mama nie pozwoliła mi na zrobienie masy absurdalnych czy głupich rzeczy. Wiadomo, że część tych nastoletnich fanaberii udało mi się zrealizować. Ale Tato nigdy nie zmieniał swojego stanowiska i musiałam jedynie męczyć się z jego urazą. To też nie było łatwe. Ale za to go szanuję, że był stanowczy.
Uważam, że mądry rodzic karze z miłości. Bo mądry rodzic już wie, co jest dobre a co złe. Jeśli dziecko ma się poparzyć- to i tak się poparzy. Jeśli szef firmy nie będzie stanowczy to firma splajtuje. Zależy co będzie dla szefa ważniejsze. Miłe pogadanki przy kawie, czy efektywna praca i korzyści. Miłość i stanowczość sobie nie przeczą i klucz do sukcesu leży gdzieś pomiędzy.
Na przyjaźń jeszcze będzie czas. Kiedy wszystko się ustabilizuje. Teraz potrzebna jest twarda ręka. W szkole też, kumpelskie stosunki z nauczycielem są fajne, bo można mieć z tego natychmiastową korzyść. Jednak po latach najbardziej docenia się tego belfra który daje najwięcej w kość. Ale nie ze zgryzoty, tylko z pasji, do swojego przedmiotu i z troski o biedne latorośle. Żeby chociaż "TO" umiały w życiu. Tacy przecież są najlepsi.
Chciałam napisać coś też ze strony dziecka.
Moja mama zawsze była moją przyjaciółką, z kolei mój Ojciec jest twardy (dzięki bogu). Nie ukrywam, ze w tym ciężkim dla mnie i dla nich okresie, perfidnie wykorzystywałam te różnicę między nimi. Szczególnie "słabość" Mamy, do tego żeby manipulować ojcem. Rodzice powinni być przede wszystkim zgodni. Kiedy wszystko było w tamtych okresie "na gorąco", ojca nienawidziłam. Kompletnie nie mogłam go znieść. Był tylko taką przeszkodą przez którą nie mogę robić czy mieć rzeczy które "mi się należą". Kocham obydwoje. Jednak po czasie większy autorytet mam w Ojcu. I to jego zdanie jest dla mnie tym które pierwsze biorę pod uwagę. Powiem szczerze, że podziwiam go za to trzeźwe podejście. Nawet w moich aktach rozpaczy, paniki, wręcz histerii on był opanowany. Wszystko traktował rzeczowo. Jak już nie wytrzymał to krzyknął, ale nigdy nie zmienił zdania. I jedno mogę powiedzieć. Uważam, że dzięki niemu mama nie pozwoliła mi na zrobienie masy absurdalnych czy głupich rzeczy. Wiadomo, że część tych nastoletnich fanaberii udało mi się zrealizować. Ale Tato nigdy nie zmieniał swojego stanowiska i musiałam jedynie męczyć się z jego urazą. To też nie było łatwe. Ale za to go szanuję, że był stanowczy.Uważam, że mądry rodzic karze z miłości. Bo mądry rodzic już wie, co jest dobre a co złe. Jeśli dziecko ma się poparzyć- to i tak się poparzy. Jeśli szef firmy nie będzie stanowczy to firma splajtuje. Zależy co będzie dla szefa ważniejsze. Miłe pogadanki przy kawie, czy efektywna praca i korzyści. Miłość i stanowczość sobie nie przeczą i klucz do sukcesu leży gdzieś pomiędzy.
Na przyjaźń jeszcze będzie czas. Kiedy wszystko się ustabilizuje. Teraz potrzebna jest twarda ręka. W szkole też, kumpelskie stosunki z nauczycielem są fajne, bo można mieć z tego natychmiastową korzyść. Jednak po latach najbardziej docenia się tego belfra który daje najwięcej w kość. Ale nie ze zgryzoty, tylko z pasji, do swojego przedmiotu i z troski o biedne latorośle. Żeby chociaż "TO" umiały w życiu. Tacy przecież są najlepsi.
Podpisuję się pod tym rękami i nogami. Trzeba być stanowczym i zdecydowanym w stosunku do "szalejącego" dziecka, ale też w ogóle do wszystkich od który pragniemy uzyskać jakiś pozytywny efekt.
Vuk Co Ty się tak tej dorosłości uczepiłeś? A jak szef "zmusza" pracownika, żeby coś zrobił? Jak się wymaga od dorosłych ludzi, żeby coś zrobili? Przecież nikt nie chce pracować! Nikt nie chce robić np dodatkowych faktur, zostawać po godzinach, dokształcać się do jakiegoś projektu. Przecież to są dorośli ludzie! No jak można zmusić i wymagać czegoś od pracownika?! Przecież on nie chce!
To samo z dziećmi. Nie chcą, ale muszą bez względu na to ile mają lat.
Wiecie co juz mam całkowity mętlik w głowie .Każdy z Was wnosi cos innego ,ale dobrze od kazdego z Was wyciagam to co mozna u mnie wprowadzić . Nie jestem juz matka która z progu woła "co tam w szkole jak matma ,poprawiłas polski ?",jak chlopak ? itd......troche z boku ...przeciez wszystkiego nie musze wiedzieć moze to dobra bedzie metoda .Zobaczymy .Sadie napisałas że cud sie nie zdarzył - a moim zdanie tak!...bo wbrew pozorom zdałas skończyłas szkołę ,zdałas maturę ...nie poszłas inna drogą tylko madrze wybrałas ...a mogło być przeciez inaczej ...ja własnie na taki cud czekam żeby moja córka mądrze wybrała .Przeciez nikt nie zabrania jej miłosci , zabawy jest młoda ....ale własnie , niech pójdzie dobra drogą - ten własnie cud ......Jak myslicie czy ta metoda jest dobra ? troche z boku ,czy znowu się zaangazowac ,pilnowac itp...
Znowu wtrącę trzy grosze.
Twoja córka jest niemal pełnoletnia. Przez te wszystkie lata wpajałaś jej różne wartości.
Najwyższa pora, by prawie pełnoletnia kobieta podejmowała swoje decyzje.
Wypowiadam się bardzo zdecydowanie, ale mam ku temu podstawy.
Podstawą jest moje doświadczenie w wychowaniu dwojga ludzi, teraz mających 26 i 27 lat. Oboje są ludźmi dojrzałymi, mimo, a może dlatego, że niemal od początku ich życia stawiałam na ich samodzielność i oczekiwałam od nich podejmowania własnych decyzji.
Kilka dni temu moja córka powiedziała, że jest wdzięczną za to, że była odpowiedzialna za swoje wybory, choć nie było to łatwe i zdarzyło jej się (choć rzadko) marzyc o podejmowaniu decyzji przeze mnie, bo wówczas odpowiedzialność też byłaby moja.
A Ty, moniu67, podejmij s w o j ą decyzję.
39 2012-01-13 03:08:24 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-01-13 03:08:54)
Co Ty się tak tej dorosłości uczepiłeś? A jak szef "zmusza" pracownika, żeby coś zrobił? Jak się wymaga od dorosłych ludzi, żeby coś zrobili? Przecież nikt nie chce pracować! Nikt nie chce robić np dodatkowych faktur, zostawać po godzinach, dokształcać się do jakiegoś projektu. Przecież to są dorośli ludzie! No jak można zmusić i wymagać czegoś od pracownika?! Przecież on nie chce!
To samo z dziećmi. Nie chcą, ale muszą bez względu na to ile mają lat.
Jeśli chcesz traktować dorosłe dzieci jak podwładnych w pracy, którzy muszą wykonywac to co im każesz, to na pewno sie nie zrozumiemy. Zresztą ja nawet podwładnych staram się traktować po partnersku.
Tylko takie pytanko, do jakiego wieku dzieci "muszą" - 20 lat, 30, 50, czy może aż do śmierci rodziców?
Teo napisał/a:Co Ty się tak tej dorosłości uczepiłeś? A jak szef "zmusza" pracownika, żeby coś zrobił? Jak się wymaga od dorosłych ludzi, żeby coś zrobili? Przecież nikt nie chce pracować! Nikt nie chce robić np dodatkowych faktur, zostawać po godzinach, dokształcać się do jakiegoś projektu. Przecież to są dorośli ludzie! No jak można zmusić i wymagać czegoś od pracownika?! Przecież on nie chce!
To samo z dziećmi. Nie chcą, ale muszą bez względu na to ile mają lat.Jeśli chcesz traktować dorosłe dzieci jak podwładnych w pracy, którzy muszą wykonywac to co im każesz, to na pewno sie nie zrozumiemy. Zresztą ja nawet podwładnych staram się traktować po partnersku.
Tylko takie pytanko, do jakiego wieku dzieci "muszą" - 20 lat, 30, 50, czy może aż do śmierci rodziców?
A do kiedy "muszą" rodzice? Czy rodzice też nie "muszą"? Dlaczego kiedy dziecko coś CHCE to rodzic ma się na to godzić? Dopóki dziecko jest utrzymywane przez rodziców, niestety MUSI robić czego rodzice wymagają. I nie uważam tego za żadną patologię.
Żeby nie było wątpliwości czym cechuje się dorosłość:
Dorosłość to proces rozwoju psychicznego, który jest usytuowany w 4 grupach postaw:
wobec siebie - cechuje je duża samoświadomość, adekwatna samoocena (gdyż zaniżona i zawyżona jest barierą) oraz koncentracja na rozwoju,
wobec innych - charakteryzują się rozumieniem innych, poczuciem solidarności z innymi, koncentracją na nich oraz szacunkiem wobec innych,
wobec świata i życia (postawa kluczowa) - znamionuje je zaangażowanie w sprawy codzienności,
orientacja proaktywna (zajmując się sprawami codziennymi musimy mieć na uwadze, czy przyniesie to pożytek w przyszłości, w bliższej lub dalszej perspektywie) oraz gotowość na ryzyko niepowodzeń,
wobec wiedzy i procesu jej zdobywania - cechuje je wiedza o problemach i sposobach ich rozwiązywania.
Prawnie w naszym kraju jesteś dorosły od 18 roku życia. Jednak dojrzewa się dłużej niestety. Kiedy dziecko nie zarabia, strzela fochy, wymusza i szantażuje emocjonalnie- nie ma podstaw do tego aby przestać je wychowywać dalej.
Wtedy nadal jest "DZIECKIEM" czyli osobą "prymitywną". I jak twierdził Freud- nie biorąc pod uwagę dziedzicznej dyspozycji, prawie nigdy nie da się takiego człowieka ucywilizować bez wychowania; wpływu rodziców [opiekunów], którzy powinni i MAJĄ PRAWO tłumić rozszalałe "ja" przez kary i zakazy.
Według Freuda rodzice to superego. Główne funkcje superego to hamowanie impulsów [dziecka], przekonywanie ego dziecka, aby cele realistyczne zastąpiło moralnymi.
ta dam.
Vuk napisał/a:Teo napisał/a:Co Ty się tak tej dorosłości uczepiłeś? A jak szef "zmusza" pracownika, żeby coś zrobił? Jak się wymaga od dorosłych ludzi, żeby coś zrobili? Przecież nikt nie chce pracować! Nikt nie chce robić np dodatkowych faktur, zostawać po godzinach, dokształcać się do jakiegoś projektu. Przecież to są dorośli ludzie! No jak można zmusić i wymagać czegoś od pracownika?! Przecież on nie chce!
To samo z dziećmi. Nie chcą, ale muszą bez względu na to ile mają lat.Jeśli chcesz traktować dorosłe dzieci jak podwładnych w pracy, którzy muszą wykonywac to co im każesz, to na pewno sie nie zrozumiemy. Zresztą ja nawet podwładnych staram się traktować po partnersku.
Tylko takie pytanko, do jakiego wieku dzieci "muszą" - 20 lat, 30, 50, czy może aż do śmierci rodziców?
A do kiedy "muszą" rodzice? Czy rodzice też nie "muszą"? Dlaczego kiedy dziecko coś CHCE to rodzic ma się na to godzić? Dopóki dziecko jest utrzymywane przez rodziców, niestety MUSI robić czego rodzice wymagają. I nie uważam tego za żadną patologię.
Żeby nie było wątpliwości czym cechuje się dorosłość:
Dorosłość to proces rozwoju psychicznego, który jest usytuowany w 4 grupach postaw:wobec siebie - cechuje je duża samoświadomość, adekwatna samoocena (gdyż zaniżona i zawyżona jest barierą) oraz koncentracja na rozwoju,
wobec innych - charakteryzują się rozumieniem innych, poczuciem solidarności z innymi, koncentracją na nich oraz szacunkiem wobec innych,
wobec świata i życia (postawa kluczowa) - znamionuje je zaangażowanie w sprawy codzienności,
orientacja proaktywna (zajmując się sprawami codziennymi musimy mieć na uwadze, czy przyniesie to pożytek w przyszłości, w bliższej lub dalszej perspektywie) oraz gotowość na ryzyko niepowodzeń,wobec wiedzy i procesu jej zdobywania - cechuje je wiedza o problemach i sposobach ich rozwiązywania.
Prawnie w naszym kraju jesteś dorosły od 18 roku życia. Jednak dojrzewa się dłużej niestety. Kiedy dziecko nie zarabia, strzela fochy, wymusza i szantażuje emocjonalnie- nie ma podstaw do tego aby przestać je wychowywać dalej.
Wtedy nadal jest "DZIECKIEM" czyli osobą "prymitywną". I jak twierdził Freud- nie biorąc pod uwagę dziedzicznej dyspozycji, prawie nigdy nie da się takiego człowieka ucywilizować bez wychowania; wpływu rodziców [opiekunów], którzy powinni i MAJĄ PRAWO tłumić rozszalałe "ja" przez kary i zakazy.
Według Freuda rodzice to superego. Główne funkcje superego to hamowanie impulsów [dziecka], przekonywanie ego dziecka, aby cele realistyczne zastąpiło moralnymi.ta dam.
Oooo zrobiło się bardzo filozoficznie ..tylko jak to ma się do zwyklego codziennego zycia ....Ja jako Superego nie widze sie w takiej roli ..heh ...no tak ....Prawda jest taka że kazdy musi znaleźć kompromis w takiej sytuacji .....Ja próbuję ,walczyc bedę do końca ...aż mi starczy sił ....... Dzięki Wszystkim za pomocne wpisy ............Napiszę kiedys ja wróci troche sytuacja do normy ! Pozdrawiam Was ....Dziekuje ...Naprawde pomogliscie MI ![]()
Oooo zrobiło się bardzo filozoficznie ..tylko jak to ma się do zwyklego codziennego zycia ....Ja jako Superego nie widze sie w takiej roli ..heh ...no tak ....Prawda jest taka że kazdy musi znaleźć kompromis w takiej sytuacji .....Ja próbuję ,walczyc bedę do końca ...aż mi starczy sił ....... Dzięki Wszystkim za pomocne wpisy ............Napiszę kiedys ja wróci troche sytuacja do normy ! Pozdrawiam Was ....Dziekuje ...Naprawde pomogliscie MI
Przepraszam, poniosło mnie. Oczywiście, masz rację. I ja wierzę w to, że córka doceni Twoją miłość i że się Wam ułoży. W końcu to Ty znasz ją najlepiej. Życzę powodzenia. Uczucia też są ważne. Ona zrozumie ![]()
Witam Was ,piszę ponieważ idzie ku lepszemu*...Nie jest idealnie ale.....Więc moje wyciszenie sie , odstanie z boku dało jakieś rezultaty .Moja zbuntowana* przychodzi sama ,zaczyna rozmowę niby pod byle jakimś pretekstem ,ale to juz coś ...juz nie huczy*o byle co ...Oczywiście nie jest poruszany temat chłopaka , szkoły .Wiem że za nim tęskni , ale nie pytam co u niego ...czekam aż sama powie ...może powie ....Nie jestem juz tak bardzo zaangażowana w jej życie ..kiedys wiedziałam wszystko teraz prawie nic ,ale muszę pozwolic jej mieć tez tajemnice ...jak będzie chciała to sama powie ...nie mogę byc ciągle w koło niej ......córka mi dorasta .....To takie dziwne ,że tego nie zauważyłam .....
Gratuluję. ![]()
Gratuluję tego, że zauważyłaś w domu kolejną dorosłą osobę. ![]()
Gratuluję tego, że dorosłaś do roli matki dorosłej córki.
Gratuluję tego, że wytrzymałaś i nie rozpoczęłaś gadki dydaktycznej.
Gratuluję Tobie udanej córki. ![]()
45 2012-01-16 00:34:48 Ostatnio edytowany przez Teo (2012-01-16 00:35:48)
O! antypodystka bardzo dobre przykłady podałaś i bardzo dobrą teorię. Właśnie o to mi chodziło, że dopóki dziecko jest dzieckiem rodzic ma pełne prawo do nakazów, zakazów i zdzielenia ścierką
monia to dobrze, że Twoja córka się uspokaja, tylko żeby to nie była cisza przed burzą i żeby nie myślała "w końcu stara dała spokój i teraz już będzie tak jak ja chcę"...
46 2012-01-18 02:05:13 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-01-18 02:09:16)
A do kiedy "muszą" rodzice? Czy rodzice też nie "muszą"?
Dzieko musi do osiągnięcia pałnoletności, czyli 18 roku życia.
Rodzic musi do momentu aż dziecko zakończy edukację, czyli ze studiami gdzieś do 25 roku życia.
To jest te 7 lat dysproporcji: rodzic nie ma już władzy rodzicielskiej, za to ma obowiązek alimentacyjny.
Dlaczego kiedy dziecko coś CHCE to rodzic ma się na to godzić? Dopóki dziecko jest utrzymywane przez rodziców, niestety MUSI robić czego rodzice wymagają. I nie uważam tego za żadną patologię.
Nie, nie musi robić. Może się wyprowadzić z domu i wystąpić do sądu o alimenty od rodziców. Tak mówi prawo ![]()
Rozważania filozoficzne sobie odpuszczę.
Teo, nie obraź się, ale dla mnie Twoje poglądy są żywcem wyrwane z XVII wieku. Tyczy się to tak stosunków kobieco-męskich jak i stosunków rodzic-dziecko.
Monia67, jak będziesz szanować dorosłość córki, to masz szansę na załatwienie tego co dla Ciebie ważne. Np. Ty nie wnikasz w jej życie z facetem, za to może Ci się uda wpływać na nią w sprawie szkoły.
47 2012-01-18 22:02:59 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-01-18 22:09:40)
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że rozmowa to najlepsza forma dojścia do ładu ze zbuntowanym i prawie-dorosłym nastolatkiem. Trzeba jednak wziąć pod uwagę kilka rzeczy:
- nastolatek często jedzie na emocjach,
- nastolatek jest "najmądrzejszy" więc będzie szedł po bandzie z argumentacją, wytykał rodzicowi KAŻDĄ niekonsekwencję (nawet tę nie związaną z tematem),
- często nastolatek podchodzi do rozwiązania problemu bardzo idealistycznie. Zero-jedynkowo.
- żeby zbuntowany nastolatek wogóle zaczął z Tobą gadać - musi Cię po pierwsze - w miarę szanować, po drugie - czuć się co najmniej jak partner w rozmowie,
- często prędzej ze zbuntowanym nastolatkiem dogada się osoba trzecia, bo rodzice już z założenia są GUPI, przeciw nim się w końcu zbuntował. No i przeciwko systemowi rzecz jasna.
- nastolatek musi czuć, że szanujesz jego poglądy, sposób bycia, generalnie jego. Czasami przejaskrawia pewne rzeczy SPECJALNIE żeby się przekonać czy dostatecznie szanujesz jego prawo do odrębności,
- należy uwzględnić prawo do prywatności. I tu jest lekki problem. Bo tak jak ja się nie zamierzam zgadzać na nocowanie jakiejś dziewczyny pod moim dachem - to nie wiem, czy kiedyś mój syn nie trafi na taką dziewczynę, której matka się na to zgodzi. Można tylko uświadomić jak fajnie zostaje się młodziukim tatusiem i płaci alimenty z własnej kieszeni. Jak się jednak zaprze - mogę tylko zacisnąć zęby. Jego rozporek - to jego rozporek.
Mam taką teorię: rodzic musi być rodzicem a nie kumplem, bratem łatą czy psiapsiółą od ploteczek o dupie maryni. Szacunek nie polega na zgadzaniu się na włażenie sobie na głowę. Moim zdaniem wychowywanie nastolatka to sztuka dyplomacji, której efektem powinno być przestrzeganie zasad ustalonych przez rodziców, a poddanych względnej dyskusji. System może nie dyktatury, ale demokracja to na pewno nie powinna być. To że ktoś jest pełnoletni nie świadczy o jego dorosłości. Mieszkanie pod jednym dachem pełnoletniego dziecka z rodzicami którzy go utrzymują - musi zachowywać pewną jasno ustaloną hierarchię w stadzie. Ten kto zdobywa pożywienie i zapewnia schronienie - ten ma najwięcej do powiedzenia.
Monia67, jak będziesz szanować dorosłość córki, to masz szansę na załatwienie tego co dla Ciebie ważne. Np. Ty nie wnikasz w jej życie z facetem, za to może Ci się uda wpływać na nią w sprawie szkoły.
Nie wydaje mi się, że to tak działa.
Vuk- jesteś wierzący? Religia katolicka też mówi, że Bóg jest Ojcem. Ojciec za dobre wynagradza, a za złe karze. A dlaczego karze? Bo kocha.
Vuk- jesteś wierzący? Religia katolicka też mówi, że Bóg jest Ojcem. Ojciec za dobre wynagradza, a za złe karze. A dlaczego karze? Bo kocha.
A Latający Potwór Spaghetti mówi co innego i moim zdaniem mądrzejszego. I zaręczam Ci, że zasady pastuchów sprzed 3000 lat nie są właściwymi zasadami dla postępowania z ludźmi w wieku XXI.
Aha, nie jestem wierzący ani w Boga/bogów, ani krasnoludki, ani ufoludki. Chociaż fantasy lubię poczytać.
Vuk napisał/a:Monia67, jak będziesz szanować dorosłość córki, to masz szansę na załatwienie tego co dla Ciebie ważne. Np. Ty nie wnikasz w jej życie z facetem, za to może Ci się uda wpływać na nią w sprawie szkoły.
Nie wydaje mi się, że to tak działa.
Vuk- jesteś wierzący? Religia katolicka też mówi, że Bóg jest Ojcem. Ojciec za dobre wynagradza, a za złe karze. A dlaczego karze? Bo kocha.
No tak, tylko ze w religii katolickiej zakładamy, że Bóg jest nieomylny i ma zawsze rację. Że jest sprawiedliwy. Tak się jednak składa, że ani ojciec ani matka zbuntowanego nastolatka żadnymi bogami nie są. Więc dyskusja na ten temat - to czysta filozoficzno-teologiczna papka. Religia katolicka w czwartym przykazaniu nakazuje "czcij ojca swego i matkę swoją". Weź to powiedz dzieciom z patologicznych rodzin, dzieciom bitym - bynajmniej nie z miłości, wreszcie dzieciom przez rodziców nie kochanym. Nie szłabym tu drogą religii, bo my jesteśmy ponoć tylko na podobieństwo i megaułomni. Tak w teorii.
Kara? Tylko co dla buntownika jest karą? Wywalenie z domu? A może tylko na to czeka żeby prysnąć jednocześnie zrzucając z barków odpowiedzialnosść. No bo w końcu starzy wyrzucili. I kogo tak naprawdę ta kara dotknie? Jeśli rodzice są kochający - to właśnie ich najbardziej. Same kłopoty. Poza tym Autorka sama dopuszcza do siebie myśl, że mogła popełnić błąd. Zgadzam się z Vukiem - drogą wzajemnych ustępstw i zdrowego odzyskania szacunku - ja Ci się nie wciskam w randkowanie, to może ugram choć szkołę - to nie jest zły pomysł.
Witam Was ..widzę że cały czas ktos cos nowego wnosi ....wszystko czytam z najwyższą uwagą ..i dochodzę do wniosku iz moja metoda ...trochę z boczku jest dobra .Inaczej jest wszystko jak problem nas nie dotyczy ,,ja tak niedawno pouczałam znajomą jak ma postępować z dzieckiem 14-letnim,wtedy wydawało mi sie że to nie możliwe żeby córka tak sie zachowywała ..przecież ja ze swoją mam taki superowski kontakt ,rozmawiaj mówiłam ,ja z moja rozmawiam ...heh aż przyszedł ten moment dla mnie nie zrozumiały - ja i moja zbuntowana wypieła sie na mnie ....zostałam wrogiem nr1 i za co? do tej pory nie wiem ....Praktyka i teoria to dwie różne sprawy ...Staram sie teraz nie włazić w jej życie czekam jak przychodzi i sama opowiada ...I własnie dowiedziałam sie dzisiaj że ma 2- pały na półrocze ...powiedziała że poprawi ...Szczerze mówiąc myślałam że będzie gorzej bo wcale się nie uczyła ( oczywiscie nie powiedziałam jej tego)...no zobaczymy jak to będzie dalej ....Pozdrawiam Was wszystkich i dziekuję ....
Tak sobie czytam...i coś wtrącę od siebie:) przeżywałam podobną sytuację, jednak w moim przypadku to ja byłam zbuntowaną wówczas nastolatką, a mojej mamie zapewniłam niejedną przepłakaną noc...
Poznałam chłopaka, kiedy miałam 18 lat, w kilka miesięcy później się wyprowadziłam do niego, byliśmy grubo ponad 2 lata razem. I żałuję dziś, że wtedy nie posłuchałam mamy, jak mówiła, że robię błąd. No, ale że człowiek podobno uczy się na błędach i teraz mogę przyznać jej rację. Mam tylko żal, że nie była konsekwentna, bo nie miała też wsparcia ze strony taty, który "obraził się" na swoją rodzinę i postanowił założyć sobie nową.
Decydowałam sama o sobie, a wpakowałam się po uszy i nie miałam pojęcia na czym polega dorosłość - rachunki, obowiązki, praca...płaciłam długo po rozstaniu raty za kredyt, który mieliśmy na wspólną przyszłość. Nie jesteśmy już razem, bo okazał się być człowiekiem nieodpowiedzialnym, nieprzygotowanym do życia i z nastawieniem, że kobieta jest od wszystkiego a on od czasu do czasu może coś dołożyć finansowo do wspólnego życia. Teraz jak patrzę na to po 10 latach to wszystko zrobiłabym inaczej, postawiłabym jakieś warunki...
Po latach rozumiem, o co mamie chodziło. Była moją przyjaciółką, mogłyśmy sobie czasem popłakać, porozmawiać, iść na zakupy...jednak pewne życiowe sytuacje miały wpływ na to, że dziś jest inną osobą niż kilka lat temu.Teraz nadal trzęsie się o mnie, pomimo, że mam prawie trzydziestkę na karku i cały czas powtarza "to dla Twojego dobra". Kiedy mówię, żeby zajęła mężem, cieszyła się że po wielu latach znów jest szczęśliwa, cały czas słyszę porównania do poprzedniego stanu rzeczy i jest mi cholernie przykro, bo mam jednak od kilku lat kogoś, kogo kocham i jest on dla mnie wspaniałym partnerem. Szkoda, że i tym razem mama posuwa się do porównań typu "bo kiedyś Ci nie wyszło" , kiedy mówię że wyprowadzę się do chłopaka, bo chcielibyśmy już być razem nie tylko kilka godzin tygodniowo i w tym roku mają zapaść poważniejsze deklaracje. Gdybym myśłała takim tokiem, to nigdy nie zdecydowałabym się na związek, bo wiecznie bałabym się że coś pójdzie nie tak?Przecież to jakiś obłęd. Czy nie mam racji?
Teraz mieszkam jeszcze sama, bo mama ma swoje życie, ale czuję że dojdzie do takiego momentu gdzie spakuję walizki i powiem do widzenia, przyjadę kiedyś w odwiedziny.
Mama nie zauważyła, kiedy dorosłam i martwię się sama o siebie, nie potrafi zrozumieć, że nie potrzebuję już opieki i trochę znam życie, wiem jakie czasem potrafi być okrutne, żeby człowiek zszedł na ziemię. Uważam, że rodzice nie powinni trzymać dzieci na smyczy, jeśli chodzi o jakieś zasady, ale powinni dać też możliwość spróbowania jak to jest posmakować dorosłego życia. Bo dzieci o tym nie myślą. Jak to ktoś wcześniej napisał - nastolatek myśli, że jest najmądrzejszy, on jest naj a wszyscy inni są be i przeciwko niemu. Bo gdzie ma zdobywać to życiowe doświadczenie, jak nie na własnych błędach?!
Uważam, że najczęstszym błędem jaki popełniają rodzice jest trzymanie dzieci pod przysłowiowym kloszem, a kiedy dzieci się buntują i chcą postawić na swoim bywa, że mogą się tą dorosłością zachłysnąć. Niestety, takie jest życie. Oj, rozpisałam się. Pozwól córce, niech zacznie decydować o sobie i nie wnikaj zbyt szczegółowo w jej życie. Sama się przed Tobą otworzy, jak poczuje, że nie jest naciskana. Moja mama ma do mnie żal, że się odcięłam, że już nie jest tak jak dawniej, że traktuję ją jak obcą...smutno mi z tym. Ale czas na własną dorosłość. Nie ma już powrotu do dzieciństwa.
Pozdrawiam.
Teo, nie obraź się, ale dla mnie Twoje poglądy są żywcem wyrwane z XVII wieku. Tyczy się to tak stosunków kobieco-męskich jak i stosunków rodzic-dziecko.
Ja wiem, że Ty byś swojemu dziecku dał wolną rękę i jakby wystąpił do sądu o alimenty, to płaciłbyś bez zająknięcia. Ja raczej nie chciałabym doprowadzić do takiej sytuacji.
Obojętność i powiedzenie dziecku w wieku 18 lat "Jesteś dorosły, rób co chcesz" jest największą krzywdą jaką można mu zrobić. Wiem to z prawie doświadczenia, bo zdarzyło się to w moim najbliższym otoczeniu. Tak powiedziała matka do 18 letniego wtedy, bardzo mi bliskiego chłopaka. Efektem tego było totalne olanie wszystkiego, podwójne niezdanie, problemy z maturą, gry komputerowe, glupie prace na 3 zmiany i po prawie 10 latach on dopiero zaczyna widzieć co się stalo i jak bardzo zmarnował życie. Prawie każdy nastolatek tak skończy jeżeli zostanie pozzostawiony sam sobie.
Witajcie .Odświeżam mojego posta ,bo chcę się trochę wygadać ...o tym co wydarzyło sie dalej w naszym życiu ..o mojej niestety dalej zbuntowanej córce ,,A więc skończyło sie na tym iż chlopak wyjechał ,nasze relacje były chlodne ale pomału zaczelismy sie dogadywać ..I niestety znowu bym..chłopak po miesiącu od wyjazdu parę dni przed walentynkami napisał że jej już nie chce ,że nie kocha że jest za młoda ..to był szok dla niej oczywiście pierwsze kroki były do mnie płacz lament ,dla mnie to nie do uwierzenia ! a co dopiero dla mojej córki .Wszyscy w domu otoczyliśmy ja ochronką naprwdę było nie wesoło chciałam pójść do psychologa ,ale ona odmówiła - rozmawiałam telefonicznie ,bo nie wiedziałam jak jej mam pomóc ,ale pani psycholog rady konkretnej nie dała ...I tak to trwało .Rózne pomysły przychodziły jej do głowy że pojedzie do niego że porozmawia i napewno się wszystko ułoży ,potem etap robienia na złość ,spotykała się z jego kolegą niby przychodził jako przyjaciel .Później etap swietnie sie bawie bez Ciebie - i ten etap niestety twa ...późne wracanie do domu ,spanie do południa kapanie i wychodzenie znów ...były chwile złe ..były dobre ,,jak myslałam że w końcu coś dotarło do niej to znowu robiła to samo ...Po następnej awanturze gdy dowiedziałam sie że znowu mnie okłamała i uciekła z lekcji ( a jest zagrożona i miała poprawiać oceny) wtedy już coś we mnie pękło postawiłam ...powiedziałam że jak wyjdzie z domu to może zabrac rzeczy i iść tam gdzie siedzi po całych dniach ,bo skoro sie nie uczy to ma isc do pracy ,bo ja jej utrzymywać nie bede..Wzięła rzeczy i poszła ,dzisiaj jest 2 dzień jak jej niema,podobno jest u kolezanki . Widzicie przegrałam na całej lini .........jestem...bezsilna ........
55 2012-05-15 20:58:44 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-05-15 20:59:29)
Przegrałaś?
To w wychowywaniu chodzi o wygraną rodziców? Na pewno?
Inaczej rozumiem cel wychowania, tutaj się nie dogadamy.
Współczuję pogorszenia kontaktów z córką.
Współczuję tego, że użyłaś takich słów do córki nie przewidując ich konsekwencji.
Reakcji Twej córki, na Twe słowa, nie dziwię się. Strzeliłaś do niej z grubej rury, prowokacyjnie. Zaszantażowałaś, spodziewając się, że córka przestraszy się Twych słów i zrejteruje. A okazało się, że córka weszła do gry, którą zaproponowałaś i rozpoczęłaś.
Rozumiem, że Twoje emocje (Twej córki prawdopodobnie też) trochę opadły. Jakie są Twoje plany?
Pytasz: gdzie zrobiłam błąd? Teraz robisz. Nie chcesz dostrzec, że Twoja córka jest już dorosła.
Bingo!
Twoja córka ma 18 lat, może to i mało. Ale wystarczająco dużo by miała prawo zostać na noc u chłopaka.
Może być też tak że przeżywa opóźniony okres buntu.
Wiadomo, to że jest dorosła to jedna sprawa. Drugą jest to że nadal mieszka i utrzymuje się z budżetu domowego a nie własnego.
Musicie dojść do kompromisu, ale nie możesz jej też wszystkiego kategorycznie zabraniać. To nie 5 latek, któremu dasz klapsa i wystraszony wykona "rozkaz"
Przegrałaś?
To w wychowywaniu chodzi o wygraną rodziców? Na pewno?
Inaczej rozumiem cel wychowania, tutaj się nie dogadamy.Współczuję pogorszenia kontaktów z córką.
Współczuję tego, że użyłaś takich słów do córki nie przewidując ich konsekwencji.
Reakcji Twej córki, na Twe słowa, nie dziwię się. Strzeliłaś do niej z grubej rury, prowokacyjnie. Zaszantażowałaś, spodziewając się, że córka przestraszy się Twych słów i zrejteruje. A okazało się, że córka weszła do gry, którą zaproponowałaś i rozpoczęłaś.Rozumiem, że Twoje emocje (Twej córki prawdopodobnie też) trochę opadły. Jakie są Twoje plany?
Wielokropek........przegrałam ,przegrałam nie w sensie wychowaniu ale w tym że nie umiałam tego załatwić inaczej . Masz rację strzeliłam z grubej rury ,ale ....moje argumenty ,rozmowy z nią przez te kilka miesięcy nic nie dały ,to taka szarpanina pomiedzy nami tym bardziej że nie mam wsparcia w mężu on już się odsunął całkowicie .Ja już nie miałam siły na to wszystko ..za dużo tego się nazbierało ...Pytasz mnie jakie mam plany ,nie mam pojęcia co robić ..nie wiem ...dzisiaj dzwoniłam do wychowawczyni ,była w szoku ...w sumie to nic konkretnego nie poradziła ....Zostałam sama z tym wszystkim ....Chciałam tylko żeby wzieła sie w garść ,szkołę która była jej wymarzona skończyła ....nie zabraniałam jej prawie niczego ...ale musiała być tez ona w porządku ,a nie była .Okłamywała ,obiecywała,że bedzie dobrze ale nigdy nie dotrzymywała słowa ..........Tak, tak nie zdając sobie sprawy rozpoczęłam tą grę ...a teraz ..no właśnie ..co teraz ?
Co teraz..... Corka wroci po kilku dniach lub tygodniach bo sobie nie poradzi.....ona musi dojrzec i przemyslec swoje postepowanie, pozwol jej na to.
Poczekaj kilka dni i napisz jej maila ze zawsze ja bedziesz kochac, rozumiesz ze w tej chwili ona bardzo cierpi ale ten stan rzeczy dla ciebie tez nie jest latwy.
Napisz tez ze jesli ona oczekuje ze bedziesz ja utrzymywac i nic w zamian nie wymagac to sie myli. Napisz ze chcesz by ukonczyla szkole i studia, ale oczywiscie do niczego jej nie mozesz zmuszac; to ona musi podjac decyzje dotyczace jej zycia. Doroslosc to nie tylko decydowanie o swoim zyciu ale takze odpowiedzialnosc za nie. Napisz ze moze wrocic do domu i wspolnie ustalicie zasady,ktore ona zobowiaze sie przestrzegac.
Corka cie nie szanuje i ty jej na to pozwalalas; nie obwiniaj sie, dobrze postapilas- twoja corka musi dojrzec. Teraz za nia nie wydzwaniaj, nie pros by wrocila do domu itp. Zacznij szanowac siebie sama - to nie twoja wina ze corka sie tak zachowuje. Dom jest twoj, ty tam ustalasz warunki i mialas prawo tak powiedziec. Ona chce cie ukarac ze jej nie pozwolilas robic co zechce, ot taki maly szantaz emocjonalny.
Wiem o czym pisze, przez wiele lat ulegalam zachciankom syna, jego szantazom, finansowalam kolejne kosztowne zachcianki. Byl blisko 30tki kiedy powiedzialam - dosc- jestes dorosly, musisz sam na siebie pracowac ( a zarobki mial juz wtedy niezle - ja mu ta prace zorganizowalam).
Obrazil sie smiertelnie, okazalo sie ze oczekiwal finansowania do 40stki... - i nie mowie tu o malych pieniadzach.
Jak mowilam ze ja nic od rodzicow nie bralam to twierdzil ze teraz sa inne czasy.
Dla mnie wtedy latwiej byloby dawac mu pieniadze i ustepowac niz emocjonalnie przechodzic przez to wszystko; natomiast wiedzialam ze jako rodzic musze mu pokazac prawdziwe wartosci - tj. praca a nie zerowanie na kims (na mnie). Ja nie mialam nawet odrobiny szacunku z jego strony - np on uwazal ze mi robi laske biorac ode mnie pieniadze, jako, ze dla mnie dawanie mu pieniedzy to czysta przyjemnosc. Rozmawiac na ten temat nigdy nie chcial, tylko wydawal rozkazy.
Teraz sie obrazil, rzadko sie oddzywa ale pracuje na siebie..... ja zaluje tylko, ze tak pozno postawilam granice i pozwolilam sie tak zle traktowac przez wiele lat.
A ja czekam az zmadrzeje; zajelam sie swoim zyciem i za nim nie gonie.
Chodź targały mną emocję - dzwonić ,nie dzwonić -spac sie nie dało,jeść też nie bo cały czas myśli przy niej ,co robi jak sobie daje radę itd....Wkroczyła moja mama -babcia gdy sie dowiedziała pojechała po zbuntowaną .Ja odmówiłam. Nie wierzyłam że argumenty babci podziałają -podziałały .Dostała niezły wycisk emocjonalny - moja mama postawiła sobie za cel wyprostowanie wnuczki .I wróciła przeziębiona ,głodna ...tak było jej tam dobrze że ho,ho - jestem ciekawa ile jeszcze by wytrzymała -gdyby babcia nie poszła po wnusię ....4 dni poza domem dla mnie to wiecznośc ,bez kontaktu ,że nie wiem co się uniej dzieje ,ale nie dzwoniłam ,nie pisałam choć mnie bardzo korciło i nie poszłam nie przyprowadziłam .Zrobiła to babcia nie wiem czy dobrze czy nie bo druga babcia stwirdziła że nich idzie jak jej że ..nawet gdyby miała na ulicy spać to niech sie nauczy.......I wróciła oczywiście znowu zbuntowana ,ale ja postawiła twarde warunki ...albo sie uczy ..albo idzie do pracy ...zero jej finansowania jesli bedzie sie obijać ...a i jeszcze ...i to chyba ja dobiło zadnej osiemnastki robić nie będę ....bo skoro ona ma wszyskich gdzieś to ja nie bedę jej robić przyjemności ..no......I zbuntowana postanowiła że chyba pojdzie w poniedziałek do szkoły ale sama jeszcze nie wie bo i tak mamtematyki nie zaliczy ,ale chyba pójdzie itd....a może do pracy no...trochę sie okresliła ..zobaczymy w poniedziałek,ale ja decyzji nie zmienię ..albo ,albo musi wybrać - Ja jej do nauki nie zmuszę ale nie pozwolę na takie zachowanie już nie . Wszyscy pracuja w tym domu ,ona pracowała*-ucząc sie -ale soro to taka cieżka praca dla niej to niech idzie do lżejszej -tylko gdzie ja znajdzie po gimnazjalnym wykształceniu ..heh człowiek uczy sie na błedach ....może się opamięta w końcu .Na pewno tak dalej być nie może .....
heh człowiek uczy sie na błedach ....może się opamięta w końcu .
Szkoda, że to "człowiek uczy się na błędach" piszesz tylko o córce, a o sobie już nie. Bo córka może się zmieni, a może kolejną wyprowadzkę z domu po prostu przygotuje lepiej i już nie wróci.
Monia wiele sie nauczyla - nie ulegla, nie dzwonila za corka, ustalila warunki pobytu pod wspolnym dachem - to jest wielka i bardzo trudna nauka i wyjdzie wszystkim na dobrze.
Ja przez wiele lat ustepowalam - dla swietego spokoju - nie chcialam chandryczenia i walki - i to wlasnie bylo zle, syn sie nauczyl ze wiele moze ze mna.
A jesli corka kolejny raz odejdzie, to niech sobie idzie - widac potrzebuje samotnosci by sie nauczyc zycia.........
monia67 napisał/a:heh człowiek uczy sie na błedach ....może się opamięta w końcu .
Szkoda, że to "człowiek uczy się na błędach" piszesz tylko o córce, a o sobie już nie. Bo córka może się zmieni, a może kolejną wyprowadzkę z domu po prostu przygotuje lepiej i już nie wróci.
Vuk ....Właśnie mój post powinnam zmienić na - Wiem gdzie popełniłam błąd ,bo teraz to wiem - za bardzo byłam zaslepiona tym iż wierzyłam mojej córce we wszystko bezgranicznie .Miała naprawde dużą bezgraniczna wolność - były jednak ustalone pewne zasady Nie powiesz mi chyba że pozwolił bys córe wracać nad ranem ,albo na inne rzeczy i co z tego że jest prawie pełnoletnia ?mieszka z nami a ja sie o nia martwie tak samo jak i o wszystkich członków rodziny ...i nie tu nic do gadania wiek ...Po prostu musi dostosowac sie do pewnych zasad A co do wyprowadzki to jak bedzie chciała życ na własna rekę to niema problemu - przecież to dorosła kobieta Vuk nie? ......skoro tak w domu jest źle?!......Mam tylko nadzieje że te rozmowy które prowadziłysmy przez kilkanaście lat gdzies u niej zostały i madrze wybierze ale to jej wybór - i jeszcze raz to napiszę człowiek uczu sie na błedach
monia67
Cóż, ja odnoszę wrażenie, że dla Ciebie najważniejsze nie jest dobro córki, ani nawet Twoje własne dobro, tylko postawienie na swoim i pokazanie kto rządzi. Tylko z każdym dniem Twoja córka robi się starsza i z każdym dniem masz w jej sprawach coraz mniej do gadania. Obym był złym prorokiem, ale wydaje mi się, że przejedziesz się na swoich dyktatorskich zapędach.
Cóż, ja odnoszę wrażenie, że dla Ciebie najważniejsze nie jest dobro córki, ani nawet Twoje własne dobro, tylko postawienie na swoim i pokazanie kto rządzi. Tylko z każdym dniem Twoja córka robi się starsza i z każdym dniem masz w jej sprawach coraz mniej do gadania. Obym był złym prorokiem, ale wydaje mi się, że przejedziesz się na swoich dyktatorskich zapędach.
Też tak uważam. Twój sposób załatwiania sprawy jest mocno przesadzony. Nie mobilizujesz córki, nie starasz się jej zrozumieć. Wyobrażasz sobie jaki to dla niej szok? Mama, dawna kumpelka doprowadza do tego, że ona jej jak dotąd ukochane dziecię musi usunąć się z domu.
Czy to nie jest tak, że grunt się pod nogami trochę Tobie zapada, bo Twoja córka pokochała faceta i to nie wy rodzice jesteście teraz najważniejsi?
Ja bym radziła poważną serię rozmów, wypracowanie kompromisu. Powinnaś na początku wesprzeć swoją zakochaną nastolatkę, a dopiero później próbować ustalać zasady i metody egzekwowania. Zresztą, co to w ogóle za pomysł, żeby do własnego dziecka stosować metody albo albo? Nie uważasz, że jest szerokie spektrum możliwości? Noi najważniejsze daj córce możliwość negocjacji warunków! Może niech ona coś zaproponuje.
Nie znam Twojej córki, ale dla większości młodych ludzi 18te urodziny są bardzo ważne. Może jednak się z tego wycofasz? Myślę, że zawód córki, to niewspółmierna kara dla jej młodzieńczych wybryków.
Vuk napisał/a:Cóż, ja odnoszę wrażenie, że dla Ciebie najważniejsze nie jest dobro córki, ani nawet Twoje własne dobro, tylko postawienie na swoim i pokazanie kto rządzi. Tylko z każdym dniem Twoja córka robi się starsza i z każdym dniem masz w jej sprawach coraz mniej do gadania. Obym był złym prorokiem, ale wydaje mi się, że przejedziesz się na swoich dyktatorskich zapędach.
Też tak uważam. Twój sposób załatwiania sprawy jest mocno przesadzony. Nie mobilizujesz córki, nie starasz się jej zrozumieć. Wyobrażasz sobie jaki to dla niej szok? Mama, dawna kumpelka doprowadza do tego, że ona jej jak dotąd ukochane dziecię musi usunąć się z domu.
Czy to nie jest tak, że grunt się pod nogami trochę Tobie zapada, bo Twoja córka pokochała faceta i to nie wy rodzice jesteście teraz najważniejsi?
Ja bym radziła poważną serię rozmów, wypracowanie kompromisu. Powinnaś na początku wesprzeć swoją zakochaną nastolatkę, a dopiero później próbować ustalać zasady i metody egzekwowania. Zresztą, co to w ogóle za pomysł, żeby do własnego dziecka stosować metody albo albo? Nie uważasz, że jest szerokie spektrum możliwości? Noi najważniejsze daj córce możliwość negocjacji warunków! Może niech ona coś zaproponuje.
Nie znam Twojej córki, ale dla większości młodych ludzi 18te urodziny są bardzo ważne. Może jednak się z tego wycofasz? Myślę, że zawód córki, to niewspółmierna kara dla jej młodzieńczych wybryków.
A ja bym proponawała poczytać moje posty od samego początku ...Vuk dyktatorskie zapędy piszesz ..no cóż jesli przestrzeganie pewnych zasad w domu uważasz za dytkatorskie zapędy to poczytaj na forum jak piszą nastolatki jakie mają w domu życie ,,nigdy nie byłam dyktatorem a wręcz przeciwnie -ale juz nie bedę o tym pisac Tylko jedno mam pytanie twoje rady pisane tutaj to doświadczenie ? czy teoria ? dorota powazną serię rozmów to mysmy przeprowadzały multum,proszę poczytaj wszystkie posty - to juz nie o faceta chodzi ....szerokie spektrum możliwości piszesz tz jakie ???? może jakis pomysł ?? bo mnie sie wszystkie wyczerpały ...A co do 18,,,,ja nie powiedziałam kategorycznie nie , to od niej zależy ...