Kiedy On odchodzi... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kiedy On odchodzi...

Strony 1 2 3 189 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 12,242 ]

1

Temat: Kiedy On odchodzi...

Witam,
czytam i czytam wątki i najbardziej chłone informacje o tym, jak się czujecie zaraz po rozstaniach. Czytam o tym potwornym bólu w piersiach, paleniu wnętrzności, braku snu, oddechu, apetytu i w ogóle chęci do zycia...o wizytach o psychologów, antydepresantach... wszystko znam...
Po 12 latach rozwiodłam się, zostałam z 2 dzieci i myślałam, że to koniec mojego zycia w związku, że czeka mnie samotność na długo, no bo kto zechce wiązac się z kobietą z dziećmi i "stał się cud"... zjawił się On, po prostu, czuły, ciepły, kochany. Po roku zamieszkał z nami, a teraz po 2 latach wyprowadza się...
2 miesiące temu urządziliśmy mieszkanie i teraz ja nienawidze tego miejsca, nienawidzę tam wracać, bo każda rzecz przypomina o tym, co sie stało...dał mi przez te 3 lata tak wiele szczęścia, usmiechu, radości...
Nie mogę znależć miejsca, nie mogę myśleć, wszelkie objawy psychosomatyczne są wyjątkowo aktywne. Czuję się, jakbym straciła dom i życie...
Pisze po to by móc nawiązać kontakt z osobami, które znajdują sie teraz w tak trudnej sytuacji emocjonalnej, które cierpią potworny ból. Szukam wsparcia, rozmowy i pocieszenia...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Kiedy On odchodzi...

czy naprawdę w całej Warszawie nikt nie przezywa tego bólu spowodowanego stratą ukochanej osoby...? sad

Nie pisz posta pod postem, użyj opcji edytuj.
moderatorka-apoteoza

3

Odp: Kiedy On odchodzi...

Hej,
ja obecnie nie przeżywam takiego bólu co Ty,ale każdy kiedyś przez coś przechodził...
Nie napisałaś z jakiego powodu tak sie stało,ile masz lat i w jakim wieku sa dzieci.
Mężczyzna odchodzi,Ty Go kochasz,nie chce się jeść,spać,czujesz rozrywający ból w sercu a przy tym tysiąc dręczących myśli,gorzkie łzy...
Ale najważniejsze jest żebyś się teraz nie poddała,wzięła się w garść i zrozumiała,że to nie koniec świata. Życie płata figle nawet tym najlepszym...
Wybij się z dna,wstań,spojrz w lustro...co bys w sobie zmieniła? Może jakaś drobnostka poprawi Ci humor,fryzjer? Nowy ciuszek? Może wyjdź ze znajomymi. Nie siedz teraz sama...jedź do rodziny.Powiedz komuś co teraz czujesz i jeśli potrzebujesz to wypłacz się... może poczujesz ulgę.
Najchętniej to bym teraz sama do Ciebie przyjechała i mocno przytuliła.

4

Odp: Kiedy On odchodzi...
sandra9011 napisał/a:

Hej,
ja obecnie nie przeżywam takiego bólu co Ty,ale każdy kiedyś przez coś przechodził...
Nie napisałaś z jakiego powodu tak sie stało,ile masz lat i w jakim wieku sa dzieci.
Mężczyzna odchodzi,Ty Go kochasz,nie chce się jeść,spać,czujesz rozrywający ból w sercu a przy tym tysiąc dręczących myśli,gorzkie łzy...
Ale najważniejsze jest żebyś się teraz nie poddała,wzięła się w garść i zrozumiała,że to nie koniec świata. Życie płata figle nawet tym najlepszym...
Wybij się z dna,wstań,spojrz w lustro...co bys w sobie zmieniła? Może jakaś drobnostka poprawi Ci humor,fryzjer? Nowy ciuszek? Może wyjdź ze znajomymi. Nie siedz teraz sama...jedź do rodziny.Powiedz komuś co teraz czujesz i jeśli potrzebujesz to wypłacz się... może poczujesz ulgę.
Najchętniej to bym teraz sama do Ciebie przyjechała i mocno przytuliła.

Ciuszek kupiony, zapisałam sie na fitnes, staram sie wychodzić, ale to za mało, a w zasadzie zmuszanie się do czegokolwiek. O łzy nie muszę sie prosić, a wręcz przeciwnie - jest ich za duzo do tego stopnia, że wstyd sie komus pokazać.
Wiem oczywiście, że nie koniec świata - wszystko wiem i co z tego...
To cierpienie mnie przerasta...

5

Odp: Kiedy On odchodzi...

tamat odejscia jest bardzo ciezki dla kazdego z nas, i pobudza on w nas ogromne emocje, sama cos o tym wiem... :(jednak moze to byc sprawa dla nas latwiejsza pod warunkiem ze zyjemy z przekonaniem iz osoby ktore odchodza trafiaja po smierci gdzies...i ze i tak z nimi sie spotkamy,  sprawdzilam ten temat doglebnie bo interesuje sie zyciem po zyciu kwestiami nadprzyrodzonymi, jeszcze nie wiem w co wierzyc ale warto miec otwarty umysl. Spieszmy sie kochac ludzi...to napewno!

6

Odp: Kiedy On odchodzi...

Odszedł wczoraj...był całym moim światem...dla niego byłam gotowa zrobić wszystko, dla niego tak wiele wycierpiałam. Zabawił się mną, mówił to co aktualnie pasowało do chwili, był egoistą, myślał tylko o tym zeby było dobrze kiedy pojawiał się problem uciekał...teraz wiem jaka głupia byłam...
Boli jak diabli, ale nie mam siły płakać, nie mam siły rozpaczać, jestem obojętna jak nigdy i tylko rozdarte serce tłucze się jak oszalałe...

7

Odp: Kiedy On odchodzi...
szydlaz napisał/a:

Odszedł wczoraj...był całym moim światem...dla niego byłam gotowa zrobić wszystko, dla niego tak wiele wycierpiałam. Zabawił się mną, mówił to co aktualnie pasowało do chwili, był egoistą, myślał tylko o tym zeby było dobrze kiedy pojawiał się problem uciekał...teraz wiem jaka głupia byłam...
Boli jak diabli, ale nie mam siły płakać, nie mam siły rozpaczać, jestem obojętna jak nigdy i tylko rozdarte serce tłucze się jak oszalałe...

Ja płacze, ciagle, za dużo, wszedzie...
i boli, tak bardzo boli...

8

Odp: Kiedy On odchodzi...

dżoja
trzymam kciuki za ciebie
to na pewno jest świeża sprawa i dlatego tak ci trudno
ale wiadomo, czas leczy rany

9

Odp: Kiedy On odchodzi...

Świeża, ciągle świeża, nie chce ostygnąć tylko pali bo bólu, a ból jest perfidny, nie do zniesienia, nie pozwala pracować, oddychać, żyć...
Byłam na pierwszej terapii "psycho" i póki co nic - jestem oporna, jak z betonu...
Gdyby była we mnie chociaż złość, może czułabym się silniejsza, bardziej skora do działania, byłby wtedy jakiś bodziec...
Mam ochotę tylko zasnąc i nie budzić się, ale snu tez nie ma, 2 godziny i koniec, chodze wycieńczona fizycznie i nic nie mogę na to poradzic sad

10

Odp: Kiedy On odchodzi...

Dżoja możemy razem przeżywać nasze rozstania,również zakończyłam 3 letni związek..ból nie do zniesienia i w najmniej spodziewanym momencie lecą łzy,a im bardziej starasz się czymś zająć myśli tym jest trudniej i jeszcze ta przerażająca myśl co dalej,mieliśmy tyle planów,a teraz...trzeba zacząć planować na nowo...tylko dla siebie...

11

Odp: Kiedy On odchodzi...

Oj dziewczyny sad
Szkoda mi was,życie bywa okrutne i pełne cierpienia:(

12

Odp: Kiedy On odchodzi...

Ja jestem pół roku "po" i o ile lato zniosłam świetnie, to chyba wraz z aurą i deprechą sezonówką dopadają mnie psie smuteczki związane z facetem.
Autorko, ja mam taki sposób - trywializuję w myślach całą tę sprawę. A, może, inaczej, nadaję jej właściwego znaczenia. Jest tyle rzeczy do zrobienia, przeczytania, zobaczenia, tyle życia przede mną - co ja się będę pierdołami zajmować? Odszedł, to odszedł; gwiazdy z nieba nie spadły na tę okoliczność...

13

Odp: Kiedy On odchodzi...
Issabell napisał/a:

Dżoja możemy razem przeżywać nasze rozstania,również zakończyłam 3 letni związek..ból nie do zniesienia i w najmniej spodziewanym momencie lecą łzy,a im bardziej starasz się czymś zająć myśli tym jest trudniej i jeszcze ta przerażająca myśl co dalej,mieliśmy tyle planów,a teraz...trzeba zacząć planować na nowo...tylko dla siebie...

Chętnie, bardzo potrzebuję osoby, która czuje to samo w tej chwili, która zrozumie.
Udało mi się zasnąć na dłużej niż 2 godz., ale pobudki są okrutne - nienawidzę się budzić, bo zanim otworzę oczy to "coś" już we mnie nie śpi... Nie da sie tego opisać w żaden sposób i tylko ktoś, kto czuje to samo zrozumie.
Bardzo dziekuję za wszystkie słowa wsparcia i otuchy - to jest potrzebne, by czuć zainteresowanie, by nie czuć choć na chwilę przerażającej pustki, wyrwanej w życiu dziury przez osobę, która odeszła.
Staram sie każdego dnia odganiać mysli - psychoterapeuta powiedziała, że trzeba stanąć obok tego i mysli odganiać, niech wszystko płynie swoim korytem, a ja mam się tylko przyglądać, ale nie powiedziała jak to osiągnąć... Nie pomogło mi to, co powiedziała...
Codziennie walczę o siebie, ale w myślach i w mojej głowie przegrywam tą walkę z walką o niego, czyli z myślami, które wwiercają mi się nieustająco w głowę, że to niemożliwe, że już nie kocha i na pewno wróci, jak tylko przemysli, to wróci...
Musze walczyć o siebie, próbuję się buntować, czuć złość, bo to pomoże ruszyć z miejsca i nic, jest cisza... i on w mojej głowie, w moim sercu, wszędzie, w każdym miejscu, w każdej rzeczy, we wszystkim co zostało naznaczone jego osobą...
Nie umiem siedzieć sama, nie chcę wracać do domu, ale i z innymi osobami nie daje rady wytrzymać - wszystko i wszyscy mnie jakoś drażnią, nie mogę znależć miejsca dla siebie.
Niech ktoś zabierze moje myśli, moje serce...nieistnieć...

14

Odp: Kiedy On odchodzi...

Odszedł wczoraj, jest mi niebywale smutno, ciężko, nie uśmiecham się.

15

Odp: Kiedy On odchodzi...

Naomi,
więc trzymajmy sie razem, rozmawiajmy, piszmy o tym, co czujemy, o każdym przezytym dniu, o cierpieniu - to pomaga.
Nie jesteś sama, a jak boli wiem doskonale, bo żyję z tym samym bólem i on póki co nie odchodzi, nie odpuszcza...

16

Odp: Kiedy On odchodzi...

Moja Droga ....jest nas wiele.....
które zostały przez swoich facetów...upokorzone,upodlone....ja schudłam w ciągu miesiąca 10 kg......ciągle natrętne myśli .......ciągle płakałam i jeszcze teraz mam napady....na niczym nie można się dużej  skupić , trzęsące się ręce......ale próbuje z tego wyjść.... wiem jedno nie można za bardzo kochać.......ale kochać z rozumem i rozsądnie......Trzymaj się...

17

Odp: Kiedy On odchodzi...

Dzoja-sadze z autopsji, ze najbardziej dobija Cie widok mieszkania, gdy do niego wracasz.

Moj pomysl-poprzestawiaj meble, pozmieniaj ozdoby w pokojach, obrazki czy co tam masz. Zmien image mieszkania na inny za pomoca tego co masz w domu. Przenies kolory z jednego do drugiego, zrob mieszanke, chocby bez ladu i skladu, ale tak, aby patrzenie nie przynosilo bolu. Jesli cos nie pasuje co siebie-miej to gdzies-wazne, abys sie lepiej czula w domu, bo to miejsce, gdzie mamy sie czuc dobrze.

Mi, po smierci ukochanej osoby zrobienie kompletnego haosu w mieszkaniu pomoglo ruszyc z miejsca, w ktorym zastyglam , pozniej zmienilam meble, ozdoby i wtedy bylo juz lzej.
Sprobuj, moze Tobie tez da to troche ulgi w cierpieniu.
Jesli masz za duzo czasu-poszukaj np hospicjum-ja tak zrobilam-tam ludzie za kazdy mily i dobry gest placa usmiechem, gwiazdami w oczach na widok odwiedzajacego, gdyz czesto sa to samotni, opuszczeni przez rodzine ludzie. Sa tam tez dzieci, spragnione zwyczajnej normalnosci, dostania balonika czy poczytania bajki.
Moze tego sprobujesz?

18

Odp: Kiedy On odchodzi...

Po rozstaniu minęły 3 miesiące. Żal pozostał, ból też. Czasami jestem silna a czasami płacze jak małe dziecko. Jest smutek, brak zaufania i wiarę w ludzi. Znalazłam siłe która podała mi rękę - ponieważ sięgnęłam samego dna - ta siła to dzieci. Schudłam 14 kilo. Byłam jak chodzący trup, nie było radości, nawet życia. Ale dla moich maluchów byłam w stanie odnaleźć światełko w tunelu. Teraz myślę że już mnie nic nie zabije!!!! Każda z nas nosi w sobie tę siłę, tylko musi ją odnaleźć. Życzę Ci powodzenia.

19

Odp: Kiedy On odchodzi...

Bullinka,
tak, najbardziej boli mnie powrot do domu i bycie w nim. Zbliżanie się do osiedla powoduje tak silny, przeszywający ból, że chce mi się wymiotować. To mieszkanie jest nowe, kupione zaledwie 3 miesiące temu...wspólnie urządzane, wspólnie zaplanowane... przygwożdza mnie to tak potwornie...
Nawet jesli je "przemebluję", to nic to nie daje, bo samo stanie przed blokiem i patrzenie na niego pali tak bardzo... powinnam raczej zmienić mieszkanie, ale to nie jest mozliwe...
Spanie samej w łóżku, które jeszcze chwile temu było nasze jest katorgą najgorszą ze wszystkich, bo jest pusto i zimno, nie ma do kogo przylgnąć, a jeszcze chwilę temu był...

20

Odp: Kiedy On odchodzi...

Dżoja, a można wiedzieć dlaczego on odszedł? Tak po prostu pewnego dnia spakował się i wyszedł?

21

Odp: Kiedy On odchodzi...

Dżoja przechodze juz to od pół roku masz moje gg 2636741 możemy sobie pogadac

22 Ostatnio edytowany przez Issabell (2011-11-08 13:53:09)

Odp: Kiedy On odchodzi...

Wiesz,ja mam tak,ze im bardziej staram się o nim nie myśleć,tym bardziej myślę,nie chcę płakać,a łzy leją się strumieniami,więc dałam sobie czas.Nie wiem jeszcze ile,ale powiem z dumą,ze już od 8 dni nie pojawiła się ani jedna łza,no dobra wczoraj się oczy zaszkliły...ale powiem szczerze,że takie pisanie i nawet "doradzanie" komuś w podobnej,albo i trudniejszej sytuacji daje sporo siły.

A co jest najgorsze.Chyba wszystkie jak tu jesteśmy doskonale zdajemy sobie sprawę jak powinnyśmy się zachowywać,podnieść głowę wysoko,uśmiechać się,kupić fajny,seksowny ciuszek,iść do fryzjera,kosmetyczki,wyjść gdzieś ze znajomymi,do kina.Zacząć normalnie żyć,ale żadna z nas tego nie potrafi.Podnosimy głowy i zastanawiamy się co on robi,czy o nas myśli,albo jakby to było gdyby teraz z nami był,kupujemy jakiś ciuszek,a przy jego wyborze kierujemy się tym co by bardziej spodobało się naszemu byłemu lubemu,zmieniając fryzurę zastanawiamy się,czy teraz bym mu się spodobała,będąc w ciekawym miejscu myślimy jak fajnie by było być tu razem,a doglądając film-on na pewno by mu się spodobał..cokolwiek byśmy dla siebie nie robiły ON zawsze będzie w naszej głowie...

23 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2011-11-08 14:24:38)

Odp: Kiedy On odchodzi...

Dzoja-wiem, ze jest nowe-moje tez bylo-mialo 7 miesiecy i kazda pierdolka byla kupiona razem...
Nie wiem czy pomoze Ci rozwalenie tego co masz w domu i ulozenie po swojemu-tak jak chcesz, ale ta praca da Ci mozliwosc odreagowania zalu, stresu. Zmeczysz sie przy tym, wyladujesz fizycznie-i o to najbardziej chodzi.
Pozniej poukladasz jak leci lub jak zechcesz. Wazne, abys cos zrobila z tym co razem storzyliscie. Cos innego-Twojego.
Wchodzac na osiedle mysl: wracam do MOJEGO domu. O wszystkich sprawach mysl "moje". Bedzie to najpierw dziwaczne, ale pozniej mysli sie uloza. NIe do razu bedzie super, ale zacznij wlasnie od czegos co masz pod reka-od TWOJEGO domu, TWOJEGO lozka. Przestaw, zmien, cokolwiek, aby bylo INACZEJ. O to chodzi wlasnie, o ta innosc.


Wlasnie znalazlam dobry post dla Ciebie. NApisala do Maszkarada:

"... Ból - podobnie jak radość, miłość, życie i cała reszta - ma to do siebie, że mija.
Nie dam Ci mądrej rady, żebyś miała nadzieję, wierzyła, czekała na dzień, kiedy wzejdzie wreszcie słońce, bla, bla... bo jak boli, to ból zasłania oczy i takie gadanie nijak nie przybliża nad do zobaczenia czegoś więcej...

Ale radę w ogóle Ci jak najbardziej dam. Po prostu żyj, funkcjonuj. Wstajemy rano, prysznic, śniadanie, do pracy, z pracy, TV, kima. I tak następnego dnia, kolejnego i kolejnego. Dzień za dniem. Całą swoją pozostałą siłę skup na tym, żeby jakoś dać radę wykonywać te prozaiczne czynności.

Któregoś dnia obudzisz się i będziesz się zastanawiać, czy ten ból był realny, czy tylko Ci się śnił. Ty tego jeszcze nie wiesz, ale gwarantuję Ci, że tak właśnie będzie"...

Widzialam tez, ze go czytalas smile

24

Odp: Kiedy On odchodzi...

Issabel:
wiem o czym piszesz, wiem jak to jest, kiedy coś sie robi, cokolwiek byle nie myśleć, a w kazdej czynności i tak jest on... znam, wiem, czuję...

Bullinka:
Cały czas mówię sobie, że wracam do mojego domu, że to mój dom i już samo słowo mój boli... jak to mój, skoro nasz...był...

Dlaczego się wyniósł, tak po prostu z dnia na dzień? - bo powiedział, że przez 3 lata robił wszystko dla mnie, a teraz chce robić coś dla siebie, realizować się, zając swoim zyciem, a nie moim i moich dzieci...
Wynajął sobie mieszkanie - nie wiadomo kiedy - zabrał z domu najważniejsze dla siebie rzeczy i tego też nie zauważyłam i zaczął znikać na 2-3 dni. Nie zniknął do końca, bo jeszcze wiele rzeczy zostało, tylko jego nie ma...
Wiem, że trzeba je spakować, oddać, odesłać, kazać by zabrał, ale ja nie potrafię tego zrobic teraz, dziś...
Nadzieja, bez sensu... choć mały kontakt, choć rozmowa - może się opamięta...
Dzwoni, pyta jak się czuję, a ja "umieram" z bólu...

25

Odp: Kiedy On odchodzi...

Mogę podac wam rękę na 12 rocznicę slubu usłyszałam już cię nie kocham,chcem odejść.Mnie tez tak boli że aż chce się wymiotować,drażni mnie wszystko nawet dzieci,jeszcze się nie wyprowadził ale dziś chyba to zrabi za 2 dwie godziny wróci z pracy i powie mi jaką podjał decyzję.Chciała bym spać i nic nie czuć ale nie mogę więc mażę już tylko zeby oszedł zamiast mnie zwodzić i dawć nadzieje żebym mogła swoje wycierpieć i jak najszybciej wyjśc z dołka co będzie cholernie trudne, idą święta,nowy rok nie wiem jak to przeżyję.

26

Odp: Kiedy On odchodzi...

Gosia,
dobrze, że napisałaś. Ja Ciebie rozumiem doskonale, wszystko co czujesz. Znam ten ból, mdłości, ścisk, bezsennośc, brak apetytu. Mnie też wszystko drażni, ludzie mnie drażnią i dzieci niesety też... Chcę sie zamknąc sama ze soba, płakac, wyc i nie moge, musze czekac az pójdą spac. Taka sytuacja jeszcze bardziej wszystko utrudnia.
Dziś wracalam do domu i rozpłakałam się w samochodzie, bo jechałam naszą drogą do domu... W domu cisza, nikt się nie smieje, nie ma wspólnego gotowania, puste łóżko, puste miejsca... nie ma go, nie ma tych rzeczy, które codziennie używał...
Bardzo cierpię...
Gosia, napisz, co było dziś po pracy, co powiedział mąż??
Też boję się świąt, sylwestra... i jeszcze ta pogoda...

27

Odp: Kiedy On odchodzi...

No dziewczyny,do świat i sylwestra macie(a może mamy,bo ja również) 1,5 miesiąca...musimy jak najlepiej wykorzystać ten czas,by święta spędzić naprawdę fajnie i przyjemnie..póki co o nich nie myślimy..po co zadawać sobie ból zawczasu,jak w święta pewnie i tak będziemy płakać..ale na razie głowy wysoko w górę i ogarniamy swoje życie!!!

Ps.sama nie wiem skąd we mnie teraz tyle siły i pozytywnego myślenia...

28

Odp: Kiedy On odchodzi...

Issabell,
dobrze, że łapiesz momenty, w których jesteś silna - to dobry sygnał i trzeba to wzmacniac.
Ja dziś przeżywam totalne rozbicie... tylko płacz, łzy, żal, ból...
Pękła mi butelka wina, a łzy dalej się leją i pytania nie opuszczają mojej głowy... dlaczego, dlaczego, dlaczego?????

Gosia, co z Twoim męzem, napisz cos do nas.

29

Odp: Kiedy On odchodzi...

Dżoja doskonale znam ten stan...ale mój mały rekord to 8 dni bez płaczu...no może wczoraj się oczka zaszkliły...ale...do tej pory przez większość czasu też płakałam...ba...nie tylko w zaciszu domowym,ale i w szkole i pracy...ale ciągle sobie powtarzam "chyba nie chcesz przez niego przepłakać całego życia?" no nie chce,wiec ciężko,bo ciężko,ale staram się nie płakać...
A Ty jeśli chcesz to pisz tu wszystko co Ci przyjdzie do głowy...wiem,ze w takiej chwili dobrze jest komuś powiedzieć co leżyy na sercu...

30 Ostatnio edytowany przez gosia28201 (2011-11-08 23:18:26)

Odp: Kiedy On odchodzi...

Jak przyszedł nie chciał rozmawiać miałam nic nie mówić ale jak zwykle nie wytrzymałam,była głosna wymiana zdan,ja dawałam mu do zrozumienia że odejdzie na własne życzenie a on mnie obrażał i robił na złć mówiąć ze znajdzie sobie inna i napewno nie wróci.jeżeli myslałam że taktyką obojętnoci i szukaniem pomocy u siostry(mojej) której nienawidzi to zmienię to się myliłam bo on jest twardy i nikogo nie potrzebuje i mi to udowodni.Myslę że mówił szczerze.W poniedziałek ma sie wyprowadzić,nie chcę ale nie będę go zatrzymywać żeby dalej cierpieć może powoli dojdę do siebie.


Czy która z was była u psychologa lub lekarza rodzinnego żeby przepisał jakies tabletki jak zacząć taką rozmowę z lekarzem?

31

Odp: Kiedy On odchodzi...

Gosia,
ja byłam u psychiatry i u psychologa - to trochę pomaga, trochę. Psychitara dała mi leki na sen i uspokojenie, ale na mnie nie działają - mam za tydzień kolejna wizytę i poprosze o coś innego, żeby nie czuć tego duszenia, bólu, mdłości w ciągu dnia. Psycholog zaleciła mi wizyty terapeutyczne i idę kolejny raz 22.11. (po pierwszym razie nic mi nie pomogło).

Nienawidzę poranków,  nienawidze wstawać, budzić się w tej pustej rzeczywistości. Zanim otworzę oczy już czuje to palenie w środku. Zwlekam sie z łóżka bez woli zycia, a moje mysli jak satelity krążą tylko wokól niego... Im więcej czasu upływa, tym wiekszy ból mnie dopada i tęskonota nie do zniesienia. Pragnę, marze, żeby był, żeby go choc tylko zobaczyć... Każdy kolejny dzień bez niego jest coraz trudniejszy. Czas nie leczy moich ran, wpadam w panikę, że go nie ma i jednoczesnym pytaniem kiedy będzie.
Mam zbolałe i skrwawione serce do granic wytrzymałosci. Nic nie odpuszcza, nie mija, nie odchodzi...

32

Odp: Kiedy On odchodzi...

ja 2 dni byłam silna i nie płakałam starałam sie nie mysleć a jak już myslałam to wmawiałam sobie że tak będzie lepiej bo jak sie opamięta to wróci i bedzie kochał bardziej a jak nie wróci to znaczy ze nawet gdyby został to by nie kochał a ja nigdy nie przestała bym cierpieć.Dzis całą noc sniły mi sie koszmary że odchodzi ze nadszedł ten felerny poniedziałek a on bez większych emocji spakował sie i wyszedł budziłam sie co chwilę  0d 4 nie zmrózyłam oka tylko siedze i wyję i wciąż sie łudzę ze nie odejdzie że jak nie będzie widział moich łez to pomyli że moze mnie stracić na zawsze i jednak zostanie.Ale za dobrze go znam jest uparty i jak raz co powie to tak będzie nawet jesli nie będzie już tak mysleć to tak zrobi żeby wszystkim pokazać że nikogo nie potrzebuje


A nie potrzebuję go tylko ja ale też nasza córka i syn

33 Ostatnio edytowany przez Dżoja (2011-11-09 09:46:21)

Odp: Kiedy On odchodzi...

Gosia,
myslę, że on nie odchodzi (zresztą nikt inny) dlatego, że raz tak powiedział... Jeśli faktycznie jest tak honorowy i powiedział, że odejdzie to znaczy, że odejdzie a w głębi duszy czuje inaczej, to wróci!
Napisz więcej, co było między Wami, czemu on taka podjął decyzję?
Jak się trzymasz w pracy...? ja fatalnie dziś...
Ostatnie moje dni, niedziela, poniedziałek były w miarę, myślalam, ze się trzymam, że udaje mi sie nad soboą panować, układać w głowie, że daje radę funkcjonować jakoś, ale wczoraj zapadłam się w czarną dziurę, otchłań i dziś nadal w tym jestem. Pali, boli, dusi, zabija...
On dzwonił do mnie w niedzielę, w poniedziałek, w sobotę i teraz sobie to uzmysławiam, że pewnie dlatego dawałam jakoś radę, bo był gdzies w miarę blisko... Wczoraj nie zadzwonił i pewnie dlatego moja panika i pytania "gdzie jesteś".
Rozumiem Twoją bezsenność, bo ja cierpie na to samo. Zasypiam 23,24 h i budze się o 3, 4 w nocy i koniec. Oczy szeroko otwarte, zimne poty, puste łóżko, ból................ Nie zasypiam potem już, leżeć nie daje rady, wstawać tez nie chcę i wtedy marze, żeby już nic nie czuc, żeby ktoś dał mi coś i zdjął ze mnie ten ciężar, który odbiera mi siłę do zycia.
On powiedział, że zawsze będzie koło mnie, że mam dzwonić jak jest źle, że przyjedzie...
W domu wielka pustka po nim, choć wiele jego rzeczy jeszcze jest...
Myśli mam oszalałe, może niech przyjeżdża, niech mam chociaż koło kogo zasypiać, choc raz w tygodniu i może w ten sposób jakoś samo to umrze we mnie gdy zobaczę, że nie jest tak jak było...
On chce ze mną mieć kontakt, wyjeżdzać, wychodzić do kina... a ja nie potrafię tego nie przyjąć, bo pragnę tego nad zycie...chcę go widzieć, chcę by był jakkolwiek... może nadejdzie taki dzień, kiedy juz nie będę chciała i zamknę te drzwi... Teraz mnie to przerasta... Psycholog powiedziała mi, że nie jestem w tej chwili absolutnie gotowa na nic, żebym dała sobie na razie spokój z usunięciem go z mojego życia i powiedziała, żebym przyjęła bierna postawę, czyli nie dzwonić, nie prosić tylko na niego przrzucic cięzar decyzji. Robię tak, ale i tak zapadam sie...
Gosia,
teraz przezywasz ciężkie chwile, nie śpisz, płaczesz, nie wiesz jak będzie - też to przeszłam miesiąc temu - to wahanie, nie wiadomo jak będzie, może dobrze jednak...
Pisz jak najwięcej, mów co czujesz, co się dzieje, będziemy rozmawiać, może będzie lepiej.
Skąd jesteś?

34 Ostatnio edytowany przez agau (2011-11-09 10:54:19)

Odp: Kiedy On odchodzi...

Najgorsze jest to, że dzieci przyzwyczają się do takiego faceta, nabiorą zaufania, a tu on ma to w du... Jeśli taki facet nie chcę tworzyć poważnego związku, rodziny, niech nie zawraca głowy kobiecie po przejściach. Czytając wasze posty wzburzyłam się, bo raz, że rozumiem, co to znaczy przejścia, a dwa, że jestem w związku i mam doładnie takie obawy, jakie wy przeżywacie losy.
Kobieta to nie maszyna do seksu, do zabawy na rok, dwa, góra trzy, to człowiek z krwi i kości, a Wam faceci to wszystko lata koło tyłka, ważne by tylko pozbzykać i nie brać za to odpowiedzialności.
Wczoraj przeczytałam pewny podręcznik psychologiczny, podobno miłość umiera po dwóch latach na rzecz szeroko pojętej intymności, której faceci nie są zdolni przetrzymać ze względu na popędy poligamiczne, niestety.
Panowie, czemu zwodzicie, czemu mówicie, że kochacie, że się jest jedyną, a potem ni z gruszki, ni z pietruszki odchodzicie? Czemu, nie stać was na szczerość intencji? Wchodząc w relacje z kobietą i dzieckiem, przemyślcie to 1000 razy, bo takie argumenty typu, "wiesz, to nie to, przerasta mnie twój dzieciak" jest nie do pomyślenia. Może napisałam od czapy, ale musiałam, takie emocje po przeczytaniu wątku, że hoho. Dziewczyny, trzymajcie się, jeśli tylko się da się trzymać. Jestem z Wami.:)

35

Odp: Kiedy On odchodzi...

Dżoja nie rób tego...staraj się unikać z nim kontaktu,bo sobie jeszcze życie utrudnisz...i tak cierpisz,a im wcześniej zdasz sobie sprawę,że nie możesz już od tak do niego dzwonić pisać itp.będzie lepiej..zobacz jak teraz jest Ci ciężko,a wyobraź sobie teraz,ze jesteście"przyjaciółmi" wychodzicie do kina,na spacer,albo coś zjeść,a pewnego dnia Twój były mówi Ci,że poznał kobietę i się w niej zakochał..i co wtedy?skoro teraz Ci tak trudno,to później będziesz miała łatwiej?powiesz mu,że się bardzo cieszysz i ze mu gratulujesz?naprawdę uważam,ze powinnaś postarać się komunikować z nim jak najmniej...

36

Odp: Kiedy On odchodzi...

Wiem Issabell, ja to wiem...
Ja jestem bierna, on dzowni...
PEwnie to moja beznadzieja, ale nie potrafię odmówić sobie odebrania telefonu, nie potrafię odebrac sobie tej głupiej nadzieii...

37

Odp: Kiedy On odchodzi...

ja nie pracuję wracam do pracy dopiero w kwietniu i mam nadzieję że już wtedy będzie lepiej bo nie dam rady pracować i tak cierpieć.Nie wiem czemu tak zrobił twierdzi że czu sie zle od dłuższego czasu ale nic nie mówił,racował a po pracy spędzał czas na komputerze az poszedł spać już od dawna nigdzie nie wychodzilimy i nic nie robilimy razem nie odwiedzalismy zajomych ani oni nas,  twierdził że mu tak dobrze.Mylałam ze wszystko tak mósi być po tylu latach razem, teraz widze że nie dostrzegłam w pore ze on sie dusi że takie monotonne życie go przerasta ale nie umie nic z tym zrobić a mi był wygodnie że nie muszę kochać sie z nim codziennie tak jak zawsze chciał,przestał ze mna spac w jednym pokoju bo sie nie wysypiał kiedy go szturchałam jak chrapał.ale po pracy normalnie sie zachowywał zartowalimy rozmawialimy choć zaczaj tematy go nie interesował.Odsunęlismy sie od siebie ale miałam nadzieje że jak skończę pod koniec wrzenia pracę i będe bardziej wypoczęta to wróci do naszej sypialni i mu to wynagrodzę,nie chciał ale mówił ze to nic takiego.Doszło do sprzeczki o głupote i jak narazie nie pogodzilimy sie a sprawy maja sie tragicznie.

38

Odp: Kiedy On odchodzi...

Gosia,
to nie wygląda kolorowo... coś się zadziało i nie tyle w waszym zyciu, co zdaje mi się, że w jego... To taki dość typowy schemat rozpadu pożycia małżeńskiego i znam to z autopsji, kiedy mój były mąż siedział na necie do nocy, a potem nagle okazało się, że poznał jakąś dziewczynę no i się zakochał...
Bardzo wtedy cierpiałam (to było z 6 lat temu), płakałam, próbowałam rozmawiać, on mówił, że sobie coś wymyśliłam, że on sie nie zakochał, że to tylko koleżanka z portalu itd. Fakty i dowody swiadczyły jednak o czymś zupełnie innym. Po 4 miesiacach usłyszałam, że musimy się rozstać, że on się wyprowadza więc zaczełam błagać, żeby został, że są dzieci i został, ale był między nami chłód i w końcu niby coś zaskoczyło. Poczułam sie lepiej, pewniej, ona zniknęła, myśalam, że będzie teraz już tylko dobrze. Na pozór wszystko wróciło, byliśmy razem, byliśmy rodziną, minęły kolejne miesiące i on znowu zaczął siedzieć na necie i znowu kogoś zapoznał. Z początku znowu ogarnęła mnie panika, ból, cierpienie aż wreszcie któregoś dnia obudziłam się rano i spojrzałam na niego i zapytałam samą siebie: kim jest ten obcy człowiek i co robi w moim łóżku? - Byłam wtedfy całkowicie oczyszczona, spokojna i wolna od cierpienia i miłości do niego... Zaczęłam wychodzić z domu, nie interesował mnie, z czasem zaczął draznić i wtedy on oszalał na moim punkcie, zaczęły sie prezenty, zabieganie itd - wszystko to, czego pragnęłam wcześniej, ale juz było za późno. Coraz bardziej mnie drażnił i zycie pod jednym dachem z kimś, kogo sie nie kocha stało się nie do zniesienia. On zaczął pić, robic mi na złość i w końcu złożył pozew i rozwiedliśmy się. Najpięknieszym wówczas dla mnie dniem było, kiedy z domu zniknęły jego rzeczy. Wszystko urządziłam po swojemu i zamknęłam ten rozdział.
Może ta moja historia coś Tobie pomoże.

39

Odp: Kiedy On odchodzi...

Oj kobiety,kobiety..nie pierwszy raz zostajemy bez faceta,a co?zachowujemy się jakbyśmy miały tego nie przeżyć.Dżoja sama widzisz,ze już kiedyś dałaś radę,też były dzieci..ja wiem,ze z każdą taką "porażką"(chyba można tak to nazwać)jest coraz gorzej i coraz mniej się wierzy w facetów-a siedząc na tym forum i czytając co inne kobiety przechodzą,to można uznać,ze wszyscy są źli,niedobrzy i zostawiają,ale kurcze musimy się trzymać.
Ja wiem jak trudno jest nie odebrać od kogoś kogo się kocha i tak naprawdę spędza cały dzień na czekaniu na telefon od niego,ale spróbuj...
A takie pytanie...czy wasze rozstanie jest takie definitywne,czy jest jeszcze jakaś szansa?

Gosia,może lepiej by było gdybyś jednak pracowała(chociaż dorywczo,albo na część etatu)wtedy łatwiej sobie czymś głowę zająć i nie myśleć o facecie.A czy chciałabyś z powrotem takiego co Cię zostawił,gdy go potrzebowałaś,zostawił dzieci,poszedł,zabawił się,a potem przypomniał o rodzinie,ciepłych obiadkach i wrócił?

40

Odp: Kiedy On odchodzi...

Issabell,
w sytuacji odnoszącej się do mojego minionego małżeństwa, to owszem było mi cholernie ciężko, ale wiesz co mi pomogło prztrwać, a potem ztego wyjść? - to , że on nie zniknął, że był blisko choc go tak naprawdę jakby nie było (wrogość, chłód), ale był!
może moja psychika jest tak pokrętna i do zapomnienia potrzebuje nie tylko czasu, ale i obecności, która mi udowadnia, że coś się skończyło i teraz jest inaczej..? takiego ciągłego utwierdzania mnie w przekonaniu, że to prawda...? Jesli jestem sama moja nadzieja osiąga zenity, a ból przerasta. Kiedy jestem sama w tym odizolowaniu mysli zalewają moją głowę i szepcza, że nic straconego...
Może to jakieś pokrętne jest, ale jakoś tak jest...
Potrzebuje czasu i w inny sposób, niż tego nalezałoby sie spodziewać... sad

41

Odp: Kiedy On odchodzi...

A moze zrob tak, ze ustal sama sobie, ze bedziesz odbierac od niego co drugie lub trzecie polaczenie.
Staraj sie patrzec na wszystko z pozycji widza. Nie daj mu przede wszystkim odczuc, ze cierpisz, ze Ci zle. Mow, ze masz nadzieje, ze wkrotce wszystko wroci do normy-bez niego. Ja wiem, ze to trudne, ale i tak musisz przyzwyczaic sie, ze nie ma was a jestes Ty. Wyplakuj sie kolezankom, nam tutaj, ale on nie powinien wiedziec jak bardzo cierpisz. Wtedy da Ci spokoj albo zacznie myslec inaczej. Teraz wie, ze zawalil Ci swiat i uwaza, ze dopoki tak jest to moze wszystko.

42

Odp: Kiedy On odchodzi...

Chciałabym, żeby ktoś kładł się ze mna do łóżka, bo boję się zasypiać, że znowu musze obudzić się w pustce, w ciemnym pokoju i w środku nocy...

43

Odp: Kiedy On odchodzi...
Dżoja napisał/a:

Chciałabym, żeby ktoś kładł się ze mna do łóżka, bo boję się zasypiać, że znowu musze obudzić się w pustce, w ciemnym pokoju i w środku nocy...

Ja śpię z moim synkiem inaczej bym zwariowala sama, przytulam sie do niego do tej mojej słodkiej kruszynki. Dobrze że choć jego mam.

44

Odp: Kiedy On odchodzi...

Moje już nie chcą spać z mamą, za duże są... sad
Zwariuję w tej pracy, oszaleję, czuję się jak w klatce. Jak wyjdę, to dokąd pójdę... do tego domu, co wszystko mnie w nim tak bardzo rani...?
nie nadaje sie do pracy, nie skupiam sie w ogóle, czas stoi w miejscu...

45

Odp: Kiedy On odchodzi...

Ja też nie chcę myśleć ale myśli same natretnie gnieżdża sie w mojej głowie. Tak bym chciała się przytulić choc na chwilkę.Ech to życie...

46 Ostatnio edytowany przez Dżoja (2011-11-09 16:41:32)

Odp: Kiedy On odchodzi...

Jestem przerażona moim stanem...
Własnie dostałam sms, że on jest w drodze do domu, do tego naszego, co teraz jest pusty...
Wychodzę z pracy za 10 minut i boję się sama nie wiem, czego...

47

Odp: Kiedy On odchodzi...

Mój to tylko do małego przychodzi żeby go zabrac do siebie a potem przywieźć ja go nie obchodzę. Nie wiem co ci powiedziec dżoja po co  on ma przyjechac/

48

Odp: Kiedy On odchodzi...

Dżoja mam nadzieję,że wszystko się ułoży i przy nim nie zaczniesz nagle płakać...daj znać jak przebiegło wasze spotkanie o ile się w ogóle zobaczycie...trzymaj sie...głowa do góry i szeroki uśmiech...a niech widzi co stracił!!!!

49

Odp: Kiedy On odchodzi...

ja dziś totalnie sie przy nim rozkleiłam wiem juz na pewno ze w poniedziałek odchodzi.Nie mogę sobie wyobrazić że już nigdy mnie nie przytuli tak jak mąż przytula żonę.Moja osoba wzbudza w nim agresje nie chce byc moim oparciem tak jak twój partner.A ja niemam nikogo ani rodziny ani przyjaciół i zostanę sama w domu w 4 scianach które razem urządzaliśmy.Nikt nie przyjdzie żeby ze mna popłakać przytulic mnie lub dać kopa w tyłek żebym sie otrząsła dlatego tak sie boje ze samej bedę przez to dłuzej przechodzić i o wiele ciężej.Jestem zrospaczona:(Pewnie bede sobie wyobrazać jaki jest szcześliwy,jak bawi sie z kumplami,jak poznaje młode dziewczyny,jak one zawracają mu głowę a on ulega bo dotąt miał tylko nudną żone a takie młode jedrne ciałko to gratka dla takiego ogiera jak on.Az robi mi sie niedobrze.

50

Odp: Kiedy On odchodzi...
gosia28201 napisał/a:

ja dziś totalnie sie przy nim rozkleiłam wiem juz na pewno ze w poniedziałek odchodzi.Nie mogę sobie wyobrazić że już nigdy mnie nie przytuli tak jak mąż przytula żonę.Moja osoba wzbudza w nim agresje nie chce byc moim oparciem tak jak twój partner.A ja niemam nikogo ani rodziny ani przyjaciół i zostanę sama w domu w 4 scianach które razem urządzaliśmy.Nikt nie przyjdzie żeby ze mna popłakać przytulic mnie lub dać kopa w tyłek żebym sie otrząsła dlatego tak sie boje ze samej bedę przez to dłuzej przechodzić i o wiele ciężej.Jestem zrospaczona:(Pewnie bede sobie wyobrazać jaki jest szcześliwy,jak bawi sie z kumplami,jak poznaje młode dziewczyny,jak one zawracają mu głowę a on ulega bo dotąt miał tylko nudną żone a takie młode jedrne ciałko to gratka dla takiego ogiera jak on.Az robi mi sie niedobrze.

Przecież jesteś młoda i pewnie też atrakcyjna potrzeba troche czasu ja też się cały czas oswajam z nową dla mnie sytuacją dziś mam doła długi weekend przede mną a ja sama no z synkiem też nie mam zabardzo gdzie wyjść. Trzymaj się dzielnie razem przez to przechodzimyy i uda się!!!!!

51 Ostatnio edytowany przez Menia67 (2011-11-09 23:55:46)

Odp: Kiedy On odchodzi...

Witam ! jestem w bardzo podobnej sytuacji . Mąż zostawił mnie po 23 latach małżeństwa. okazało sie ze ciągle mnie kłamał i oszukiwał. Nie mam siły do zycia i do pracy. Mam ochote wyc z bólu pytając w myslach dlaczego on mi to zrobił. Mamy dwoje wspaniałych dorosłych dzieci i tylko to trzyma mnie przy zyciu.To była moja wielka pierwsza MIŁOŚC inigdy nie sądziłam ze tak głupio sie zakończy. Zrozumiałabym gdyby odszedł do jednej z wielu jego kochanek ale on wcale nie chce sie wyprowadzic z domu a ja nie mam prawa go wyrzucić. Dla niego to czysta zabawa , kłamstwa, prostytutki, młode naiwne dziewczynki słuchające jego opowiesci o miłości. Potrafi byc czarujący a jednoczesnie jest chorym psychopatą. Nie moge uwierzyc ze dla nic nie znaczących kobiet zniszczył wszystko co zbudowaliśmy (mielismy wszystko dom , praca , dwa samochody , wydawałoby sie swietne zycie) . Nie zauwazyłam kiedy mu sie znudziłam ale wiem ze od dwóch lat juz mnie nie szanował , obazała i pogardzał a ja ciągle byłam coraz lepszą, starającą się zoną. I co mi z tego przyszło. Nie wiem co bedzie dalej , codziennie mijamy sie w kuchni jak dwoje obcych ludzi ..... chyba zwariuje .....   nie potrafie zamienic z nim nawet słowa , porozumiewamy sie przez maile ... jak długo jeszcze ...sama nie wiem ..M
To co czytam o was pomaga mi przetrwac... dobrze ze jestescie ;-)




Niestety nie , to jest mój nowy niedawno wybudowany dom, mieszkamy tu trzy lata i miałam nadzieje ze to on sie wyprowadzi. Złożyłam pozew o rozwód ale podział zrobie dopiero jak sie troche uspokoje. Na dzien dzisiejszy czarno to widze.

52

Odp: Kiedy On odchodzi...

Gosia wiem,ze łatwo mówić trzymaj się,ale niestety..musisz sobie z tym poradzić..tu na forum masz wiele życzliwych Ci dusz,ja chętnie sama też pomogę..rozkleiłaś się i to niestety był Twój największy problem,bo faceci tak naprawdę nie lubią łez,boją się ich i często dlatego stają się agresywni(tak ostatnio słyszałam/czytałam)..teraz już nic nie zrobisz,ale może postarasz się gdzieś wyjść w poniedziałek żeby nie być przy tym jak on się wyprowadza?

Menia,a nie masz gdzie się wyprowadzić?

53

Odp: Kiedy On odchodzi...

czy któraś z was jest z okolic koszalina?

54

Odp: Kiedy On odchodzi...

Issabell,
w sytuacji odnoszącej się do mojego minionego małżeństwa, to owszem było mi cholernie ciężko, ale wiesz co mi pomogło prztrwać, a potem ztego wyjść? - to , że on nie zniknął, że był blisko choc go tak naprawdę jakby nie było (wrogość, chłód), ale był!
może moja psychika jest tak pokrętna i do zapomnienia potrzebuje nie tylko czasu, ale i obecności, która mi udowadnia, że coś się skończyło i teraz jest inaczej..? takiego ciągłego utwierdzania mnie w przekonaniu, że to prawda...? Jesli jestem sama moja nadzieja osiąga zenity, a ból przerasta. Kiedy jestem sama w tym odizolowaniu mysli zalewają moją głowę i szepcza, że nic straconego...
Może to jakieś pokrętne jest, ale jakoś tak jest...
Potrzebuje czasu i w inny sposób, niż tego nalezałoby sie spodziewać...





Mam tak samo wydaje mi się ze jak odejdzie to bedą mną targały nadzieja że wróci bo zatęskni, na przemian ze złością że się dobrze bawi z kolegami albo jakąś nową panną.Kiedy będzie w domu to będzie mi chociaż przy zwykłych obowiązkach i dzieciach pomagał i wydaje mi się że tak będzie lepiej dzieci będą szczęśliwsze a ja będe miała do kogo gębę otworzyć, tylko nie mozemy się w tedy kłucić co napewno jest trudne ale mam zamiar iść na terapię i mam nadzieję że mi pomoze.Ale to on musi zadecydować nie ja.

55

Odp: Kiedy On odchodzi...

Gosia każda robi tak jak uważa,że dla niej będzie lepiej,ale naprawdę zastanów się czy z pozoru prostszy wybór i dla Ciebie mniej drastyczny będzie dobrym rozwiązaniem na dłuższa metę..jeśli on by miał zostać,a Ty ciągle oglądałabyś go świergoczącego do słuchawki,albo urządzał by Ci wielkie awantury(nie daj by co do rękoczynów doszło i co wtedy?
Zresztą co gdy któregoś pięknego ranka obudzisz się i już nigdy nie będziesz chciała go widzieć,a on nie będzie się chciał wyprowadzić?

56

Odp: Kiedy On odchodzi...

on nie ma kochanki nie dlatego chce odejsc nie wiem co myslec ale wiem ze potrzebuje pomocy w codziennych obowiązkach i przy opice dzieci nie moge zostać sama mysle ze nawet jesli nie bedziemy razem a on w koncu kogos znajdzie to nie bedzie chciał mnie skrzywdzić i bedzie to ukrywał, a co do utraty uczuć to uwierzcie mi ze chciała bym je stracic bo tak by było prosciej i jesli jest tak jak mówicie że przez takie coś (kidy mąż zostaje choć nie jest już męzem)przestaje sie z czasem kochac to ja chyba tak wole.Zobaczymy dzyś rano powiedział że porozmawiamy jak przyjdzie z pracy a wychodząc pocałował mnie w czoło.Policzka dotknął reką poczułam jak srasznie mu drżała niewiem czy dlatego że zmusił sie do tego pocałunku czy że było mu naprawdę żal.Wczesnij zawsze mu mówiłam że jek bedzie dla mnie miły i pokarze że mu przykro że to go tez boli że wolał by niegdy nie przestać mnie kochać to wtedy było by mi łątwiej nie musiała bym wciąz na przemian płakać  i krzyczeć, że wtedy bym sie uspokoiła i mogła normalnie funkcjonować tak jak on chce.Może dlatego sie przemógł i to zrobił nie ukrywam że dał mi znów nadzieje,to żle bo w głebi duszy wiem że już ze mną nie bedzie.Ale rozum wciąż mi podpowiada że nie takie kryzysy ludzie przechodzą i nadal sie kochają.My sie tylko znudziliśmy, nie było zdrady, rekoczynów,powaznej choroby, śmierci czy tym podobnych rzeczy przez które musisz odejsc zeby nie patrzeć na tą drugą osobę i nie cierpieć dalej.Już nie moge mysleć chce spać i nie śnić zaraz mi głowa wybuchnie.

57

Odp: Kiedy On odchodzi...
Dżoja napisał/a:

Moje już nie chcą spać z mamą, za duże są... sad
Zwariuję w tej pracy, oszaleję, czuję się jak w klatce. Jak wyjdę, to dokąd pójdę... do tego domu, co wszystko mnie w nim tak bardzo rani...?
nie nadaje sie do pracy, nie skupiam sie w ogóle, czas stoi w miejscu...

Ja czuję to samo. W moim myślach jest obecny cały czas. Czekam jak głupia na telefon, sms, e-mail. Tęsknię.

58

Odp: Kiedy On odchodzi...

Gosia,ale nie masz pewności,że on nigdy sobie nikogo nie znajdzie...a słuchaj...skoro miedzy wami jeszcze nie jest tak definitywnie,to czy nie lepiej żebyś troszkę od niego odpoczęła?może kiedy oboje troszkę odpuścicie i zajmiecie się czymś innym to zobaczycie jak się bardzo kochaliście i da się jeszcze to wszystko naprawić?

59

Odp: Kiedy On odchodzi...

Gosia,
ja doskonale wiem, jak Ci cieżko, wizja rozstania, wyprowadzki, pozostania samej w domu, w pustym domu... niech pociechą będzie to, że ja mam tak samo i Iza też tak ma - tylko my, dzieci i pustka oraz tęsknota.
Trzeba z tym walczyc, nie mozemy tak dac zjeśc sie emocjom, ktore tylko wyniszczaja. J jestem w ciaglym ataku psychosomtycznym i on nie odpuszcza, obajawy mnie wykonczaja, cialgy bol w piersiach, dusznosci, mdlosci, drzenie... marze by to sie juz skonczylo, bym obudzila sie wolna od tego wszystkiego, pusta i czysta.
Byl wczoraj, zrobil obiad, pranie niby jakby nigdy nic i rzeczywiscie nic, nic z tego... znsjomosc. Uswiadomilam sobie, ze musze isc do przodu nie ogladac sie na niego, nie czekac - bedze to bedzie, nie to nie. Mam tez swoje zycie!!! trzeba sie nim zajac, zajac soba, zyc!
Zostal do rana, obejrzelismy film wieczorem, poszlismy grzecznie spac. Dzisiaj jedzie do tego swojego mieszkania, zyje swoim zyciem i ja tez do cholery musze, bo sie wykoncze tym mysleniem. Trzeba gruba kreska odciac rzeszlosc, bo ona nie istnieje, jest teraz inna rzeczywistos i jesli sie nie ruszy z miejsca, to mozna najwyzej sie powiesic.

60

Odp: Kiedy On odchodzi...

Oj kurcze...wiesz Dżoja gdyby do mnie chłopak przyjechał,oglądalibyśmy razem jakiś film,a on by został na noc,to ja bym dzisiaj chyba normalnie nie funkcjonowała...kurcze...przecież to była namiastka tego,jak kiedyś byliście razem..kurcze gratuluję Ci bo ja chyba bym się zaryczała na amen...a rozmawialiście o was?

61

Odp: Kiedy On odchodzi...

Issabell,
nie ma nas niestety... on chce zeby bylo normalnie, w jego przekonaniu to, ze jest to niby dla mnie lepiej... ja juz sama nie wiem...
Daje sobie czas na rozne przemyslenia, tkwie w jakims dziwnym martwym punkcie. Na razie marze o tym, by spac i budzic sie w normalnym stanie. Wiem, ze moje kocham nie zniknie z dnia na dzien ale nie chce czuc strachu i paniki, ktora zabiera mi sen.
On zaraz jedzie do tmtego mieszkania, znowu pakje jakies tam swoje rzeczy... to dopiero boli...

Gosia,
pamietaj, ze ja przezywam ten samkoszmar - wyprowadzki kogos, kogo kochasz. Wiem, jak bedzie Ci ciezko sad

62

Odp: Kiedy On odchodzi...

Dzoja, jak ja sie ciesze ze zalozylas ten watek. Wiem doskonale co wszystkie czujecie, przechodze przez to samo. Dolaczam do was kobietki, jaka to ulga dla serca, ze nie jestem sama w tej rozpaczy.
Moja sytuacja troche sie rozni bo to wlasnie ja bylam powodem rozpadu mojego zwiazku.
Poczucie winy mnie po prostu dobija. Akurat tak sie stalo, ze poznalismy sie w naprawde najgorszym momencie mojego zycia. Kompletnie nie bylam soba, on zakochany po uszy, do dzis twierdzi, ze jestem miloscia jego zycia a ja...non stop krolowa dramatu, jak to mi zle, bo ta praca bla bla bla.
Jak chcecie wiecej wiedziec to wejdzcie na moj watek. I co, pewnego dnia mi oswiadczyl, ze sie wypalil, nie moze ze mna byc bo musi odnalezc siebie. W ogole w to nie wierzylam ale minelo juz 5 tygodni a on ciegle upiera sie przy swoim. Problem w tym, ze ja juz sama sie pogubilam. Ciagle do mnie dzwoni, pyta co u mnie itp. a ja nie wiem co mam z tym robic. Z jednej strony czekam na  telefon od niego a z drugiej jak odkladam sluchawke to czuje sie jeszcze gorzej. Pare dni temu zadzwonil po osmej! rano czy moze wpasc bo mu tak zle, ze musi z kims porozmawiac. Zaparzylam herbatke, poglaskalam po glowie i co, wyszedl wieczorem. A ja nie moglam sie pozbierac, zadzwonilam, powiedzialam, ze chyba bedzie lepiej jak nie bedziemy sie kontaktowac bo mnie to tak bardzo boli. Jego reakcja juz zupelnie mnie rozbila, tak plakal, ze dostal jakiegos napadu paniki. Godzine musialam go uspokajac. Twierdzi, ze on nie moze zyc bez jakiegokolwiek znaku ode mnie, ze go to zabije... wiec... dalej rozmawiamy.
Dokladnie dzis mija rok odkad zostalismy para, zamiast swietowac to przy jakiejs romantycznej kolacji to ja, DOSLOWNIE, wylewam lzy nad klawiatura. Jest mi tak ciezko ze tez nie wiem jak to przezyje.
Bylam rano u mojej lekarki, przepisala mi miesiac zwolnienia, umowilam sie z psychologiem ale nie wiem czy to wszystko pomoze na zlamane serce. Mam te same objawy co wy, kolatanie serca, nudnosci. Dwa dni temu otworzylam butelke wina i mialam nadzieje, ze jakos zasne ale co tam, tylko mnie pozniej glowa bolala a spalam moze w sumie 4 godziny.
Jak juz spie to mam takie koszmary ze budze sie jeszcze bardziej przerazona rzeczywistoscia. Raz tylko snilo mi sie, ze do mnie wrocil, bylam tak szczesliwa w tym snie...
Sciskam was kochane i miejmy nadzieje, ze jakos sie to nam wszystko pouklada.

63

Odp: Kiedy On odchodzi...

Ale kurcze..czy jemu się tak z dnia na dzień odwidziało?po prostu pomyślał,ze to koniec i tyle?przecież musiało się coś zadziać nie tak...

64

Odp: Kiedy On odchodzi...

cześć dziewczyny
dołączam do was moja sytuacja jest tak samo beznadziejna nie widzę sensu życia po rozstaniu w sobotę byłaby nasza 3 rocznica a od tyg nie jesteśmy już dla siebie
jeżeli któraś z was chciałaby pogadać n gg to zapraszam 20850013

65

Odp: Kiedy On odchodzi...

Ach to sie juz jakis czas ciagnelo, ja w ogole nie mam charakteru zeby sie z kims klocic a mu ciagle cos zarzucalam. Wszystkie moje nieszczescia to byla JEGO wina, popadlam w depresje przez moja prace, mam super odpowiedzialne stanowisko, musze panowac nad tyloma ludzmi, ze to mnie po 8-miu latach po prostu przeroslo. Wypalilam sie no i wyzywalam na nim, bo byl blisko...Jakie to smutne...Dlatego winie za to siebie, gdyby poznal mnie choc rok wczesniej poznalby zupelnie inna Fey, ta radosna i szczeslliwa a nie jeden klebek nerwow!
Spierdzielilam wszystko i teraz malo tego, ze on ode mnie odszedl to bede musiala zmienic prace a to sie wiaze ze zmiana miejsca zamieszkania itp. Mam wrazenie ze musze placic jakis dlug za te wszystkie lata powodzenia. Chociaz bywalo baaardzo ciezko to chyba nie tak jak teraz. A co tam u was kobietki bo mi sie wlasnie chusteczki skonczyly wiec kolej na papier toaletowy;-),
Sciskam

Posty [ 1 do 65 z 12,242 ]

Strony 1 2 3 189 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kiedy On odchodzi...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024