Niech może on zacznie rozmowę, albo w krótkich słowach (bez żadnego roztrząsania, żeby mu nie zamącić w umyśle i nie wystraszyć go) zapytaj po prostu po co chce wrócić (nie dlaczego, ale po co), jakie ma potrzeby w tym związane i co macie razem zrobić, żeby uleczyć to wszystko, a nie udawać, że nic nigdy nie stało się. Wasze małżeństwo jest teraz chore i potrzebuje leków, bo jak nie to nie wiadomo, czy choroba sama przejdzie...raczej nie. Ty już chyba wiesz czego od życia i małżeństwa chcesz, teraz pora na niego.
Podobne tematy
Tak, poczekaj aż sam Cię o tym powiadomi.
Mam nadzieję, że Wam się uda znaleźć nić porozumienia i wszystko będzie szło już tylko ku dobremu- za co bardzo mocno trzymam kciuki ![]()
Outsiderko, jak mam nie czuć się zaskoczona odejściem męża, to chyba normalne odczucia. Nigdy nie uważałam, ze dziecko może coś scalić, wręcz przeciwnie, ze moze coś popsuc między dwojgiem ludzi. Uważam natomiast, że rodzina to dobro, którego nic, nikt nie powinien niszczyć. Teraz są po...ne czasy, gdzie wszystko wszystkim łatwo przychodzi. Czyli jest źle, nie róbmy z tym nic, zakończmy i wskoczmy w nowy związek, a jak ten drugi się nie uda to w następny i tak az poczujemy, że jesteśmy starzy i chcielibyśmy mieć kogos obok siebie na stałe, tylko ilu ludzi po drodze się zraniło, nikt na to nie patrzy.
To są zachowania małolatów, tak możemy postępować nie mając zobowiązań, zyjąc chwilą. Gdy ma się rodzinę trzeba myśleć nie tylko o sobie i swoich potrzebach. Jak zaczęło się psuc między nami, i nie widziałam nici porozumienia proponowałam nieraz terapię na którą mój mąz się nie godził. Nie twierdzę, że mnie w tym związku było super, ale wiem ze gdybyśmy spróbowali RAZEM uratowalibyśmy coś ważnego. W dzisiejszych czasach nie ma żadnych wartości, a dla mnie rodzina jest ogromną wartością.
I jeszcze jedno, jeśli chodzi o rywalizację - pewnie gdzieś w tym wszystkim jest i ona, ale nie jest najważniejsza. Jeśli nie było by innej kobiety tez bym chciała walczyć.
jako facet podpisuję się 2 rękoma. Jak się ma rodzinę - myśli się o rodzinie, a nie o swoim czubku nosa
Rozczarowana,
przeczytałam wszystkie Twoje posty od samego początku! Nie będę pisać co powinnaś zrobić w nie wiem co Ci w takiej sytuacji zrobić. Pisałaś wcześniej że nie masz możliwości wyboru, minęło trochę czasu i już tę możliwość masz. Teraz od Ciebie wszystko zależy. To Ty zgodziśz się ( bądź nie) na jego powrót.
Mówił, że nie chce z Tobą być , teraz wraca...W każdym razie życzę Ci kochana dużo siły i wiary w siebie i pisz jak wygląda Twoja sytuacja bo szczerze powiem bardzo mnie to ciekawi...mam nadzieję, że mimo tego wszystkiego uda Ci się Mu jeszcze zaufać...nie teraz, ale kiedyś...
nie rozmawiałam z nim tzn. nie zaczęłam rozmowy na temat jego powrotu. Macie rację to on mnie powinien o tym poinformować. Nie wiem ile wytrzymam ale na razie nie pytam. Jeszcze jest jedna ważna rzecz, od weekendu nocuje w domu. Codziennie wieczorem przyjeżdża i zostaje. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, a nawet się cieszę, tylko jest małe ale... rano wtaję do dziecka , jedziemy do przedszkola, do pracy, on zostaje, spi, wstaje nie wiem o której, jedzie do "swojego mieszkania" przebiera się i jedzie do pracy. Ważne jest jeszcze to, ze ukrywam go przed dzieckiem tzn., nie chcę zeby rano go widziała, nie chcę jej mieszać w głowie - raz tatus jest , raz go nie ma, mnie również cała ta sytuacja męczy....
No ale to chyba z jego kolejny krok do powrotu, jesli jesteś w stanie dać mu szanse to chyba mogę Ci pogratulowac, bo z wcześniejszych postów wywnioskowałam, że tego chcesz....Może szczera rozmowa na temat jego zachowania by pomogła, tylko, żeby znów się nie wystraszył kilku szczerych słów i nie "uciekł"....
hello, zgodnie z sugestia, przeczytałem posta...
Smutna historia, ale mam wrażenie, że Twój facet do końca nie zrozumiał co może stracić...
Jakie wartości są dla niego ważne w życiu? Gdzie się on widzi za 5 lat.....
Ja uważam, że dziecko jest najważniejszym dobrem i porzucanie rodziny dla swoich egoistycznych potrzeb jest słabe...
Nikt nie jest w związku perfekt, więc się wybacza słabości.
Sprawa jest świeża, ale musicie zdecydowanie orzec się za opcją, albo pełna walka o związek, albo niech nie miesza Tobie w głowie...
no to chyba jednak pełna walka....
wczoraj zapytałam męża co zamierza? czy to co robi ma mi dać do zrozumienia, ze chce wrócic do domu? Odpowiedział, ze tak, ze chce wrócić, ze chce zeby nam się udało i zebysmy byli szczęśliwi. Oczywiscie usłyszałam, ze oboje musimy się starać. Jednak najśmieszniejszą rzecza jaka od niego usłyszłam to to, ze moglismy wczesniej sie postarać, zawalczyć o nas to wtedy to wszystko by sie nie wydarzyło, hi, hi, hi. Nic mu nie powiedziałm, ale to on wtedy nie chciał nic ode mnie, ale on chyba tego nie pamięta.
Więc próbujemy zaczac od nowa, na razie będzie bardzo dziwnie, jakoś tak niepewnie, troche sztucznie, ale mam nadzieję, że to się zmieni, ze zaufamy sobie nawzajem. Wiem również , ze musimy pogadać poważnie, ale nie teraz, za jakiś czas.
no to chyba jednak pełna walka....
wczoraj zapytałam męża co zamierza? czy to co robi ma mi dać do zrozumienia, ze chce wrócic do domu? Odpowiedział, ze tak, ze chce wrócić, ze chce zeby nam się udało i zebysmy byli szczęśliwi. Oczywiscie usłyszałam, ze oboje musimy się starać. Jednak najśmieszniejszą rzecza jaka od niego usłyszłam to to, ze moglismy wczesniej sie postarać, zawalczyć o nas to wtedy to wszystko by sie nie wydarzyło, hi, hi, hi. Nic mu nie powiedziałm, ale to on wtedy nie chciał nic ode mnie, ale on chyba tego nie pamięta.
Więc próbujemy zaczac od nowa, na razie będzie bardzo dziwnie, jakoś tak niepewnie, troche sztucznie, ale mam nadzieję, że to się zmieni, ze zaufamy sobie nawzajem. Wiem również , ze musimy pogadać poważnie, ale nie teraz, za jakiś czas.
Świetnie! Uwierz mi, że się na prawdę ucieszyłem!
Zapomnijcie przeszłość i mu nie wypominaj. Wprowadzcie nowe zasady. Bardzo się cieszę, uda wam się...
Rozczarowana, a czy Ty jesteś pewna, że nie zdarzyła się w przeszłości sytuacja, kiedy więcej czasu poświęcałaś dziecku, niż własnemu mężowi? To może zabrzmi, jak oskarżenie, ale uwierz mi, nie mam tego na uwadze, po prostu często jest tak, że gdy na świat przychodzi maleństwo, wtedy kobieta (bo taka jej natura) przelewa całą miłość na dziecko i poświęca większość swego czasu małej istotce.... Niestety, mężczyzna ma inny mechanizm i mimo swej ojcowskiej miłości czuje się zazdrosny, odrzucony. My, kobiety nie umiemy tego za bardzo zrozumieć i robimy swoje, a facet podtula ogon i szuka pocieszenia. Dlatego macierzyństwo, jet takim poświęceniem i wymaga od kobiety by dawała z siebie więcej miłości niż zwykle.
Lewa, może i tak było, chociaz czasami to ja sie tak czułam, ze dla niego dziecko jest ważniejsze ode mnie, ale mozliwe ze on czuł to samo. Tak jak na poczatku opisałam w skrócie nasze małżeństwo, uważam, ze nie jestem święta i wiele do pieca dołozyłam, bo potrafie to zrobić, potrafię być "wredną suką" jeśli chcę. Dlatego zawsze uważam, ze jezeli cos się psuje wina leży gdzies po środku. Mam nadzieję, ze to wszystko co wydazyło sie miedzy nami przez te parę miesięcy obojgu dało do myślenia, ze oboje cos zrozumieliśmy. Mogę tu pisać tylko o sobie, wiem ze wiele muszę w sobie zmienić aby nam sie udało. To z mojej strony, z jego nie wiem. Napewno musimy porozmawiać, ale tak jak pisałm wcześniej, nie teraz. Narazie nie ufamy sobie, tego jestem pewna. Powoli musimy odbudować to zaufanie i wtedy bedziemy mogli szczerze porozmawiać i zamknąc pewne etapy w naszym zyciu. Mam nadzieję, że przyjdzie taki dzień, bo nie da sie zaczynac czegoś nowego bez zamknięcia tego starego etapu.
Co było, to było... Ważne jest to, że Wasze drogi zeszły się ponownie i w oparciu o własne doświadczenia wiecie jak dalej iść przez życie, nie popełniając tych samych błędów, bo człowiek na nich się niestety uczy.
Życzę Wam dużo szczęścia, wytrwałości i tej życiowej mądrości. By już na dobre zagościła miłość i spokój w Waszych sercach- za co mocno trzymam kciuki ![]()
Pozdrawiam serdecznie.
no to koniec walki, krótka była
wczoraj cos we mnie pękło, moje serce rozerwałao się na milion kawałeczków, nie potrafię na niego patrzec, bierze mnie obrzydzenie, że żyłam tyle lat z tak perfidnym człowiekiem.
Co sie stało?... ponieważ nie ufam i nie wierzę, do tego jeszcze to, że wypierał sie tej ku...wy od samego początku. Postanowiłam sprawdzić, upewnić się, ze mogę mu zaufać i co się stało, on nadal się z nia spotyka, wczoraj spędzili ze soba całe przedpołudnie. Powiedziałm mu o tym a on co.... z nikim się nie spotyka, nikt u niego nie był, wymyśliłam sobie. Potrafi mi kłąmać w oczy, patrzec na mnie i robic ze mnie idiotkę.
Co jest najśmiejszniejsze, a zarazem najokrutniejsze, ze po tym jak mi powiedział, ze chce wrócić i zaraz to nastapi nic w tym kierunku nie zrobił, nie przywiózł do domu nawet jednej swojej skarpetki, jak pytałam dlaczego zawsze słyszałam, ze nie ma czasu. Wczoraj natomiast, oświadczył mi ze przewozi swoje rzeczy i sie wprowadza, bo wymówił mieszkanie i nie ma gdzie mieszkać. Jak powiedziałm ze ja nie chcę, że koniec całej tej szopki która trwa juz za długo, ze nie potrafie z nim zyć, to oswiadczył tylko - trudno, bedziesz musiała sie na uczyć, bo ja sie wprowadzam i najwyżej bedziemy zyc obok siebie.
274 2012-01-18 10:11:38 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2012-01-18 10:19:31)
no to koniec walki, krótka była
wczoraj cos we mnie pękło, moje serce rozerwałao się na milion kawałeczków, nie potrafię na niego patrzec, bierze mnie obrzydzenie, że żyłam tyle lat z tak perfidnym człowiekiem.
Co sie stało?... ponieważ nie ufam i nie wierzę, do tego jeszcze to, że wypierał sie tej ku...wy od samego początku. Postanowiłam sprawdzić, upewnić się, ze mogę mu zaufać i co się stało, on nadal się z nia spotyka, wczoraj spędzili ze soba całe przedpołudnie. Powiedziałm mu o tym a on co.... z nikim się nie spotyka, nikt u niego nie był, wymyśliłam sobie. Potrafi mi kłąmać w oczy, patrzec na mnie i robic ze mnie idiotkę.
Co jest najśmiejszniejsze, a zarazem najokrutniejsze, ze po tym jak mi powiedział, ze chce wrócić i zaraz to nastapi nic w tym kierunku nie zrobił, nie przywiózł do domu nawet jednej swojej skarpetki, jak pytałam dlaczego zawsze słyszałam, ze nie ma czasu. Wczoraj natomiast, oświadczył mi ze przewozi swoje rzeczy i sie wprowadza, bo wymówił mieszkanie i nie ma gdzie mieszkać. Jak powiedziałm ze ja nie chcę, że koniec całej tej szopki która trwa juz za długo, ze nie potrafie z nim zyć, to oswiadczył tylko - trudno, bedziesz musiała sie na uczyć, bo ja sie wprowadzam i najwyżej bedziemy zyc obok siebie.
Jak dowiedziałaś się, że nadal się spotykają? Nakryłaś ich na gorącym?
Jeżeli chce się wprowadzić a mieszkanie jest wspólne to nie możesz mu zabronić, takie są fakty.
Swoją drogą to on chyba nie chce wrócić do Ciebie( a mydli Ci oczy że chodzi o uratowanie rodziny, małżeństwa), chce wrócić narazie na stare śmieci bo sytuacja życiowa w chwili obecnej go do tego zmusiła, może chodzi o finanse? A może to taka jego zagrywka przed złożeniem niespodziewanego pozwu? Piszę tak ponieważ mój gagatek też tak zrobił-wprowadził się z ponownie do domu przed złożeniem pozwu abym nie wytrąciła mu z rąk argumentu opuszczenia rodziny.
Nie udało mu się, pokrzyżowałam jego plany.
A sytuacji nie zazdroszczę, ja tu nie widzę nawet narazie optymistycznego rozwiązania, odkryłaś jego "nawrócenie", zakładam, że teraz dopiero będzie bezczelna jazda z jego strony w Twoje emocje.
Rozczarowana78 wspólczuje Ci- prawie identyczna sytuacja , tylko że ja po drugiej stronie. Pozbadz sie go , bo to tchórz , manipulator i doopek Za jakis czas wytnie podobny numer albo jeszcze gorszy. Wykorzystuje zarówno Ciebie jak i ją , klamie Was obydwie. Jest sens tracic czas i zycie z takim człowiekiem? Dla dziecka? tak naprawde to dla obojga staje sie ono w pewnym sensie i pretekstem i karta przetargową. Bylam w podobnej sytuacji. Ten "mój" wrocil do domu ze wzgledu na kase i dziecko, probowal róznych furtek. Szkoda mi jego żony , tak jak Ciebie . Jak chcesz porozmawiac o tym , co opowiadaja tej drugiej - czekam ![]()
Rudzia, pewnie ze chetnie przeczytam, tylko tamta wie, ze on ma rodzinę.
277 2012-01-18 15:09:48 Ostatnio edytowany przez rudzia 3 (2012-01-18 15:12:42)
Powiem Ci jak to wyglada z tej "drugiej" strony - możemy wieczorem spotkać sie na gg moje 26616049, chyba ze wolisz forum ![]()
wolę forum, jak możesz
279 2012-01-18 19:48:50 Ostatnio edytowany przez rudzia 3 (2012-01-18 23:02:51)
Historia jakich pewnie wiele. Rozwiodłam się 4 lata temu w spokoju i w zgodzie, bez oskarżania itp. Do tej pory wychowujemy z byłym mężem dziecko, podejmujemy wspólnie decyzje dot szkoły naszej córki , opieki nad nią itd. Nie obrażamy się, dogadujemy lepiej niż w małżeństwie. Daliśmy sobie szansę na ponowne zakochanie się w kimś innym i założenie nowej rodziny. Rok temu poznałam nazwijmy go KP. Przyjaźniłam się z jego kolegą i w ten sposób sie poznaliśmy. Czasem wspólna impreza z dzieciakami najczęście, bo jakoś sie złozyło , ze każde z nas miało dziecko i organizowaliśmy grile, spotkania dzieciaki się bawiły (same dziewczynki, kilkoro rodziców). Towarzystwo koedukacyjne, dzieliło sie mniej lub bardziej głęboko problemami życiowymi. O tym, ze w jego małżeństwie jest fatalnie wszyscy wiedzieli, ale od jakiegoś czasu było beznadziejnie. Problemy różne tak jak ludzie teraz o tym nie napisze , bo to prv. KP nie interesował mnie bliżej - zonaty facet, z dzieckiem i problemami całkowite przeciwieństwo mnie samej. Z czasem zauważyłam, że coraz częściej go spotykam w mieście, dzwoni w sprawie jakiejs tam i jakby ogólnie szukal kontaktu. Olewalam, bo choć pasowal do mnie świetnie miał jedna wade BYŁ ŻONATY . Ale jemu to nie przeszkadzało. Starałam sie ograniczyć te kontakty do minimum. Po jakis 2 m-cach wyprowadził sie z domu. Gdy pakowal rzeczy mówiąc , że odchodzi zona sie smiała. Mówilam- rozmawiaj, idzcie na terapie, macie przyjaciól niech wam pomogą; ja nie chce i nie moge sie angażować w to wszystko. Wynajał mieszkanie w bloku nade mna ( o losie )... i tak się zaczęło. Moje dziecko wyjechało na wakacje - morze , kolonie, 2 babcie z tata zagranica.... miałam 2 miesiące luzu. Rozmowy z KP - jesli ja kochasz i córke walcz, próbujcie , starajcie się zakończyły się stwierdzeniem ,że to jego życie podjął decyzje i już. Złozył pozew o rozwód , ona o alimenty, zabraniała sie widywac z dzieckiem ogólnie utrudniała mu życie w tym temacie - bo dla niej dziecko stało sie karta przetargową . Ulegał, bo kocha dziecko i mial taka wolę. Po czasie zorientowałam sie , że wchodze w gre uczucia inne niz przyjaźn z obu stron. Makabra. Co zrobić w takiej sytuacji, jak patrzec w przyszlość? Niewazne, że złozył pozew rozwodowy - wina bedzie i tak moja, bo przeciez to ta q..wa rozlozyla nogi... Dodam , że nie uprawialismy wtedy sexu . Wyjechałam na tydzień, żeby to wszystko przemysleć i zastanowić się co dalej... Rozkrecałam firme, broniłam się - a tu do zycia wpakowal mi sie gościu z problemami. Po co mi to? Decyzje podjęlismy po moim powrocie i wspólnie- zostajemy razem. Prosilam , aby nie opowiadał o mnie innym, bo sytuacja napieta , a on moze zmienic zdanie, w końcu to jego żona i dziecko. Postapił na odwrót - opowiadał w pracy, przy piwie ze znajomymi i w innych różnych sytuacjach. Ludzie przyzyczaili się , ze nie jest z zona , część zaakceptowala ten fakt, częśc nie. Nie zalezało mi na tym, chcialam, żeby wreszcie sie wyciszyło i mozna było żyć. Wtedy jego żona , ta która się smiała i olewala sytuacje odwiedziła mnie w pracy kilka razy, rzucajac wyzwiskami i całym repertuarem oszczerstw. Nie słuchała , co do niej mówiłam. Powtarzała za kazdym razem - wyrzuc go wtedy wróci do mnie - ja go kocham. Piekło. Minęły 2 miesiace , wyznaczono termin 2 rozprawy i na 2 tygodnie przed przyszła odpowiedz na pozew - zmiana z bez orzekania o winie, na jego wine z powodu kochanki.... Po dwóch dniach stwierdził , że odchodzi.... Płacił alimenty prawie tysiąc zlotych miesięcznie na 3-latke, przy wynagr 2600zł netto, oprócz tego spłacał ich kredyty jakies 2000 zł m-cznie. Powiedział, że musi sie podzielic mieszkaniem , które tak naprawde było jego a zostawił jej i dziecku i został z niczym, bez pieniedzy i bez honoru, bez dziecka , które chciał widziec codziennie. Powiedział, ze to nie tak, ze nie kocha, ale teraz nie mozemy byc razem , bo on czuje się jak smiec na utrzymaniu kobiety takiej jak ja(hm)... Przeprowadził sie z jednego domu do drugiego , z dnia na dzień. Na 4 dni przed rozwodem wycofał pozew, nie kontaktuje sie z zadnymi znajomymi odizolował się kompletnie. W pracy powiedział ,ze wrócił ze wzgledu pienądze i dziecko. Znajomi zasypywali mnie pytaniami, a wlasciwie zasypują do dzis, co sie stało. Ja nie znam odpowiedzi i wlasciwie już jej nie szukam. Kocham go , ale nie chce byc z nim , bo to tchórz i lawirant. Współczuje jego zonie, bo on tylko przyczaił się , żeby ja udobruchac , a potem zrobi co miał zrobic. Ona sie łudzi. Nawet gdybym jej to powiedziała, to i tak by mi nie uwierzyła- była"kochanka" męża , co ona moze o nim wiedzieć... to tyle . Troche chaotycznie i za mało szczegółów , tak mniej więcej to wygladało. Żałuję, ze byłam tak głupia i złamałam podstawowe zasady wg których zyłam- żonaty facet. Kiedys krytykowałam takie laski- teraz jestem jedna z nich. Mineło 1,5 miesiąca odkąd odszedł. Wspomnienia żywe , ale coraz bledsze. Żyje sie dalej....
jestem na skraju wytrzymałości psychicznej...proszę was o pomoc, radę, wsparcie.
Mąż jak pisałam wprowadził się, zrobił to po chamsku, nadal spotyka sie z ta ku..wą, nadal jest perfidny i robi ze mnie idiotkę. Ja tego nie pojmuję, nakryąłm go jak panna wychodzi z jego mieszkania, a on mi prosto w oczy mówi, ze u niego nikogo nie było, to jest jakieś chore, on jest nienormalny i chce ze mnie zrobic idiotkę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze naprawde było dobrze, oboje sie staraliśmy (przynajmniej tak mi się wydawało, bo on nadal kłamał). Cos we mnie pękło tego dnia, ból jeszcze większy niz był do tej pory, mam do niego obrzydzenie, nie mogę patrzeć, nie mogę przebywac w jego towarzystwie. I jeszcze do tego wszystkiego tydzień temu powiedzieliśmy dziecku ze tata wraca do domu, widziała jak się przytulamy, widziałam jaka jest z tego powodu szczęśliwa. I co ja mam teraz zrobić, jak ja mam jej to wszystko wytłumaczyć, że mama z tata nie chce juz być, znowu zawali się jej świat.
Mąż (nawet nazywanie go tak sprawia mi ból) stwierdził, ze on nie zamierza juz się wyprowadzic bo to jest jego dom i on chciał wrócić do rodziny, jak zapytałam kim dla niego jestem to stwierdził, ze żoną bo mi przysięgał przed Bogiem, zaczęłam się śmiać.
Jak ja mam zyc z nim pod jednym dachem, wiedząc, ze wraca od tej ku..wy.
bagno... miałaś komfortową sytuację kiedy się wyprowadził... pewnie teraz byłabyś z tego zadowolona... ale do rzeczy... wynajmij detektywa - niech zrobi gołąbeczkom kilka fajnych fotek /naprawdę koszt bardzo uzasadniony/ a następnie pozew o rozwód z jego winy i solidne alimenty na osłodę... skoro już wiesz co z niego za człowiek i jesteś pewna, że kręci na dwa fronty, a ty go nie chcesz - to śmiało bez skrupułów do dzieła... daj mu popalić i pokaż, że idiotką nie jesteś
Straszne... gdzie godność i honor ludzi? Co za pacjent? Wydaje mi się, że radykalne kroki potrzebne. wiem, że nie łatwo, u mnie podobnie lepiej powiedzieć niż zrobić.
Przykro mi, bardzo smutna histora, szczególnie gdzie parę dni temu gratulowałem...
jestem na skraju wytrzymałości psychicznej...proszę was o pomoc, radę, wsparcie.
Mąż jak pisałam wprowadził się, zrobił to po chamsku, nadal spotyka sie z ta ku..wą, nadal jest perfidny i robi ze mnie idiotkę. Ja tego nie pojmuję, nakryąłm go jak panna wychodzi z jego mieszkania, a on mi prosto w oczy mówi, ze u niego nikogo nie było, to jest jakieś chore, on jest nienormalny i chce ze mnie zrobic idiotkę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze naprawde było dobrze, oboje sie staraliśmy (przynajmniej tak mi się wydawało, bo on nadal kłamał). Cos we mnie pękło tego dnia, ból jeszcze większy niz był do tej pory, mam do niego obrzydzenie, nie mogę patrzeć, nie mogę przebywac w jego towarzystwie. I jeszcze do tego wszystkiego tydzień temu powiedzieliśmy dziecku ze tata wraca do domu, widziała jak się przytulamy, widziałam jaka jest z tego powodu szczęśliwa. I co ja mam teraz zrobić, jak ja mam jej to wszystko wytłumaczyć, że mama z tata nie chce juz być, znowu zawali się jej świat.
Mąż (nawet nazywanie go tak sprawia mi ból) stwierdził, ze on nie zamierza juz się wyprowadzic bo to jest jego dom i on chciał wrócić do rodziny, jak zapytałam kim dla niego jestem to stwierdził, ze żoną bo mi przysięgał przed Bogiem, zaczęłam się śmiać.
Jak ja mam zyc z nim pod jednym dachem, wiedząc, ze wraca od tej ku..wy.
Do tej pory będzie robił z Ciebie idiotkę dopóki będziesz na to mu pozwalała.
Wypiera się tej szmaty i będzie to robił, będzie się z nią gździł dopóki będzie widział, że latasz za nim, że Ci na nim zależy.
Sama widzisz jak on postępuje. Nie daj mu sie , bo to manipulator i gnojek. Nie szanuje Ciebie , domu i dziecka. Robi tak , jak mu wygodnie. Widzi jak Ci zalezy i wykorzystuje to. Zastanow sie na spokojnie czy naprawdę warto żyć z takim człowiekiem. Jeszcze jestes młoda , poukładasz sobie życie i zakochasz się . On nie jest wart takich emocji. Dla dziecka tez bedzie lepiej , bo to na co z czasem będzie patrzyło ..... Skoro postępuje jak ostatnia świnia , a Ty w pewnym sensie się na to zgadzasz , to będzie to robił nadal. 3maj sie
Z tym detektywem, to świetny pomysł, też Ci chciałam, to polecić, ale Tendre mnie ubiegła ![]()
To sprytni ludzie. Będziesz miała 100% dowód, że to łgarz, który usiłuje Ci wmówić, że białe, to czarne.
Lepiej stracić trochę kasy i mieć w końcu pewność, bo inaczej nigdy nie zaznasz spokoju, który jest ważniejszy od pieniędzy, a sprawa będzie się ciągnąć w nieskończoność. On będzie kwitł, a Ty będziesz marniała...
Przemyśl to dobrze ![]()
lewa4444 hihi staram się ![]()
i teraz dla odmiany Ja zgodzę się z Tobą - trzeba mieć pewność, nie dać się wodzić za nos... pokazać łobuzowi, że nie wolno grać uczuciami...
oprócz tego wytrącił jeden argument z ręki - wyprowadzka i porzucenie rodziny... nie wolno mu popuścić, bo on gra bezwzględnie
Rozczarowana, bardzo współczuję tak długotrwałego stresu. Właściwie, to co do tej pory robiłaś było nieskuteczne, ale nie jest to Twoją winą, związku jedna osoba nie naprawi, obie muszą tego chcieć i razem nad tym pracować.
Strasznym draństwem jest jego wprowadzenie się do domu. Albo to celowe, żeby wytrącić Ci argumenty z rąk i osłabić, albo totalna głupota i egoizm.
Teraz to musisz zdecydować się jaką drogę obrać, żeby zminimalizować stres i jak najszybciej wyjść z tej sytuacji.
Czy już wiesz czego Ty chcesz?
1. naprawa małżeństwa w obecnej sytuacji nie jest możliwa, bo nie zostały spełnione warunki podstawowe, mąż nie zerwał kontaktów z tą kooorwą, nie zasłużył na powrót do rodziny, nie zrobił nic, żebyś chciała z nim dłużej być
2. rozstanie jest możliwe, a co za tym idzie przygotowanie do rozwodu i rozwód - zbieraj dowody, weź detektywa, zacznij robić tylko to co jest dla Ciebie korzystne - Twój mąż nie zasługuje na szacunek i Twoją miłość; zbierzesz dowody i złożysz o rozwód.
A na codzień spróbuj go ignorować, nie odpowiadaj na pytania, nie zauważaj go. Żyjcie i zachowujcie się w domu z dzieckiem, jakby go wcale obok was nie było. Niech odczuje, że Ci na nim nie zależy, że mimo iż mieszka z Wami, nie należy do rodziny, że dla Ciebie Ty jesteś najważniejsza. Wiem, że to trudne, ale dasz radę.
Rozczarowana, zacznij być uciekającym króliczkiem, bo do tej pory ty Ty wciąż króliczka goniłaś
-
Bardzo mi przykro, ostatnio jak do Ciebie pisałam bardzo cieszyłam się z decyzji Twojego męża, ale jednak czułam, że coś jest nie tak, ja nie widziałam szczerości w zachowaniu Twojego męża, ale takiego obrotu sprawy się jednak nie spodziewałam. Moją historię znasz dobrze, bo był moment, że sporo ze sobą pisałyśmy, prawda jest taka bardzo ich kochałyśmy i dlatego tak boli. Mnie niestety cena jaką podał detektyw przeraziła, musiałam sobie poradzić inaczej i powiem szczerze mój mąż jest w wielkim szoku, bo teraz może sobie mówić co chce, a ja mam osobę, która powie o której i od kogo codziennie wychodzi. Wiem co czujesz, tym bardziej, że dał Ci nadzieję, że wszystko się ułoży i po tym co się stało jest szansa, że doceni jaką ma wspaniałą rodzinę. Niestety to ona dała przyzwolenie na jego powrót i to było misternie zaplanowane. Takie ku... wy nie mają poczucia wstydu, wyrzutów sumienia, one w ogóle mają tylko wielką ochotę na seks z naszymi mężami i sprawia im wielką przyjemność nasza przegrana. Ja już jestem pewna, że to co mój mąż ma z tą swoją kochanką to namiastka życia, życie z dnia na dzień, bez jakichkolwiek zasad, ukrywają się jak szczury, bo uważają że wtedy nikt im niczego nie udowodni. Wiesz co jest zadziwiające, że on do mnie dzwoni i pyta co słychać, a ja mu mówię, że nie mam ochoty z nim gadać i tak jest. Gardzę nim, że wybrał życie z panienką zamiast ze mną wychowywać dziecko. Wiem, że czujesz się strasznie, z emocjami nie ma co walczyć, trzeba je przeczekać, u mnie to trwało ponad rok. Mam nadzieję, że zarówno Twój jak i mój mąż zapłacą za swoje wybory. Jeśli możesz nie rozmawiaj z nim, jest zakłamanym gnojkiem, który nie liczy się nawet z uczuciami swojej córeczki. Chciałyśmy wybaczyć, ale jak nie to nie, jeszcze zobaczymy, kto miał rację. Trzymaj się, wiem , że w tej chwili nic Cię nie pocieszy, ale to trzeba przeczekać.
Wiecie... Rozumiem Wasze rozgoryczenie, że jest Wam źle, ten żal, ten ból... Z całego serca jestem z Wami, ale muszę stwierdzić jeden fakt... te "kooorwy", to być może samotne kobiety, szukające bliskości, miłości, wszystkiego czego pragnie każda kobieta. Może one po prostu, tak jak Wy mają zamydlane oczy? Może taki cwaniaczek umie skrupulatnie wykorzystać ich samotność? Może one tym samym są w ten sam sposób przez nich wykorzystywane? Wasi faceci grają im na uczuciach, być może robią z siebie kozły ofiarne, nie kochane przez żony, zaniedbane, wyrzucone z domu? Może to zwykłe kobiety, które nie mają pojęcia jak jest naprawdę? Może "koorwa", to zbyt ostre słowa? Która normalna kobieta na dłuższą metę świadomie dzieliłaby się facetem z inną kobietą?
Jeśli się mylę, to według mnie ona i on są siebie warci i raczej nie ma w tej sytuacji o kogo walczyć.
290 2012-01-21 12:02:18 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-21 12:33:29)
Ja zdania nie zmienię ponieważ ta pani pozwoliła sobie do mnie zadzwonić i powiedzieć, że miała jasność sytuacji od początku, wiedziała, że mamy dziecko i że mój mąż ma żonę, ale jej to nie przeszkadza, bo im jest dobrze. Powiedziała, że ośmieszam się walcząc o niego, bo jakoś nie widzi tej mojej klasy, o której mój mąż wspominał. Powiedziała, że są razem bardzo długo i nigdy nie dowiem się od kiedy, tylko niech mi da do myślenia to, że nie pomagał mi przy dziecku? Poza tym powiedziała, że dziwi mi się bardzo, bo po tym co ona mu pokazała i co z nią przeżył jak mogę go jeszcze chcieć. Powiedziała, że ona może mojemu mężowi kazać do mnie wrócić, ale tego nie zrobi, bo jest im bardzo dobrze w łóżku i w ogóle. Co byś sobie pomyślała o takiej pani? Kim ona jest. Ona swojemu mężowi zrobiła to nie po raz pierwszy, dlatego nie dostała już szansy, to on złożył pozew, nie ona. Skoro mój mąż jest jej połówka dlaczego to ona nie zakończyła swojego małżeństwa, tylko zapraszała go do łóżka jak jej mąż wyjeżdżał. Czy taką osobę można nazwać samotną kobietą? To jest moralne dno, które oszukuje swoich rodziców, że mój mąż był przepracowany, wykorzystany w domu, a do tego płaci kolosalne alimenty ( tak naprawdę 400 zł ). Nie broń takich tir - ówek, bo one dobrze wiedzą z kim mają do czynienia. jestem pewna, że mój mąż to zabaweczka, którą ona bawi się do momentu do kiedy jest nadzieja, że to ona zamieszka w naszym nowym domu, jak ta nadzieja pryśnie to ta wielka namiętność się skończy. To jest bezduszna ku...wa i nawet z tym się nie kryje. A co do mojego męża uważam, że jest taki jak ona, a nawet jeszcze gorszy, bo to on mnie wybrał na kobietę, z która chce iść przez życie, on bardzo chciał dziecka, a teraz jak panna rozbudziła w nim ego, że jest męski, super w łóżku i w ogóle ... to poszedł jak baran. Naszemu synkowi zawalił się świat, czasami mnie pyta dlaczego wybrałam sobie takiego męża, który mnie zostawił, wtedy łzy lecą mi same. Trudno mam nadzieję, że jeszcze tego pożałują. Ja zdania nie zmienię, może niektóre mają mydlone oczy, ta moja wiedziała na czym stoi. Szkoda, że nie możesz zobaczyć jak mój mąż wyglądał jak był ze mną, a jak wygląda teraz, przybyło mu 10 lat. jak prowadzi się takie życie to niestety zaczyna to się mieć wypisane na twarzy. jak masz ochotę przeczytaj mój watek "nie mogę się podnieść po odejściu męża". Żeby było śmieszniej on się nie przyznaje, że kogoż ma i miał. Złożył pozew bez orzekania o winie. Teraz wini mnie, ze rozpadła mu się rodzina, dla mnie to przejaw desperacji. Będę czekała na twoją odpowiedź - pa.
291 2012-01-23 12:06:01 Ostatnio edytowany przez lewa4444 (2012-01-23 12:09:47)
No w takim wypadku nie dziwię się, że kochankę męża nazywasz tak, a nie inaczej.
Postaram Wam się wytłumaczyć, skąd u mnie pytanie, czy słusznie nazywacie te kobiety "k..rwami"
Otóż... mam koleżankę, która do niedawna nie miała szczęścia w miłości, ale wydaje mi się, że duża przyczyna jej niepowodzenia leżała w niej samej- po prostu ma dziwny charakter i każdemu trudno się z nią dogadać. Faceci przychodzili i w krótkim czasie odchodzili do innych kobiet, z którymi dobrze się dogadywali. Bardzo drażniło mnie u niej to, jak nazywała je "kxrwami", a wiedziałam, że te kobiety nie odbijały jej facetów. Wiedziałam, że niektóre z tych kobiet, to porządne osoby, inteligentne, wykształcone, którym w miłości się nie wiodło. Nie miały pojęcia, że ich facet uciekł od mojej koleżanki i wybrał akurat Je. Dlatego uważam, co również głośno stwierdziłam w obecności swojej koleżanki, że niesłusznie "pluje jadem" w ich kierunku, bo to niczemu winne kobiety. Niestety, ona zdania nie zmieniła, dla niej to są wciąż "Koorwy", a ja jestem innego zdania i to nas poróżniło. Być może teraz i ja jestem w gronie tych pań ![]()
Dziękuję Wam dziwczyny, ze jesteście ze mną. Wasze wsparcie jest teraz dla mnie bezcenne. Tyle mnie ostrzegałyście, a ja naiwna byłam, boże skąd bierze się taka naiwność... Generalnie jestem silną kobieta, w pracy każdy mnie uważa za osobę która " nie da sobie w kaszę dmuchać" a ten dupek tak mnie wyrolował. Mówicie mi o detektywie, nie pisałam wczesniej o tym, bo to nie miało znaczenia, ale ja już dawno go wynajęłam. Duzo mnie to kosztowało i tak naprawdę nic konkretnego nie mam, z kazdego zdjęcia moze się przed sądem wywinąć. Mam tylko dowód na to, ze ta koorwa odwiedzała go regularnie w jego mieszkanku.
Obecnie przezywam jakis koszmar, nie czuje się swobodnie w moim mieszkaniu, muszę go mijac na każdym kroku, co sprawia mi ogromny ból, brzydzę się nim. Boje się, ze to będzie jeszcze długo trwało, nawet jak złożę pozew, to przecież jeszcze parę miesięcy. Chciałm zeby ze mną poszedł do notariusza, aby zrobić rozdzilność majatkową (zresztą sam tego kilka tygodni temu chciał) powiedział mi ze ze mną nigdzie nie pójdzie, ze nic mi nie podpisze. Jak apytałam, czy na sprawe rowodową rónież nie przyjdzie, to powiedział, ze owszem, ale powie ze nie chce rozwodu, ze nigdy go nie chiał. Czy Wy rozumiecie tego drania, bo ja swoim rozumem tego nie ogarniam.'
W weekend był dziań babci i Dziadka, postanowiłam z dzieckiem jechać do moich rodziców. Oczywiście córeczka zapytała go czy jedzie z nami a on beztrosko oświadczył, że bardzo by chciał, zszedł z nami do garażu i wsiadł do samochodu. i co ja miałam zrobić, szarpac się z nim... zapytałam tylko jak zamierza spojrzeć moim rodzicom w twarz, to stwierdził, że nie ma z tym problemu bo on nic złego nie zrobił. weekend był koszmarny. Moj ojcież (jestem z niego dumna) nie powiedział mu nic, ignorował go, a on co przesiedział cały weekend na kanapie czytająć gazetę lub oglądając telewizję.
Wczoraj przeczytałam smsa od jego "mamusi" w którym to zapewnia go że jest z nim, ze może podjął dobra decyzję, że może kiedyś będziemy szczęśliwi i ze to dobre dla dziecka - zostawiam to bez komentarza.
Jego brat o wszystkim wie i nie chce go znać. Maż oskarzył mnie, ze przeze mnie stracił brata.
Nie wiem jak sie od tego odciąć, wiem jedno moze nie na 100% ale na 90%, ze ja z nim juz nigdy nie będę. Będzie bolało strasznie, wie, ze będę cirpieć okrutnie, ale nie moge sobie pozwolić na to co ze mna robi dłużej. Już wystarczy tego goowna. Boje się tylko o dziecko. Dziasiaj rano mnie zapytałą " Mamusiu czy będziecie się jeszcze kłócic z tatusiem, odpowiedziałam ze nie, a ona na to: to dobrze a ja juz nie będę musiała płakac jak sie kłócicie" weszłam do sypialni i sie popłakałam. Jak ja jej mam to wszystko wytłumaczyc, co ja mam zrobic....teraz płacę za swoja naiwność.
Acha, jeszcze jedno chce wam napisać, bo przeczytałam w krórejś z odpowiedzi, ze te koorwy takie biedne, że są samotne i takie tam. U mnie jest inaczej, ta koorwa kogoś ma i pewnie nie chce sie z nim rozstawać, podejrzewam ze wchodzą w gre sprawy materialne albo inne-mam to gdzieś. Więc koorwie pasuje to ze on wraca do domu, bo i tak nie spotykali się w innych godzianach nic w godzianch pracy. oboje maja pracę w terenie, nie pracuja w biurach więć było i jest nadal to mozliwe. Wieczorów, weekendów ze soba nie spędzali. Wiec ten mój bezczelny typ również pewnie stwierdział, ze po co ma samotnie spędzać wieczory, weekendy, święta, jak może je spedzac z rodziną, a z koorwa nadal się spotykać tak jak do tej pory....
293 2012-01-23 12:36:25 Ostatnio edytowany przez skomplikowana (2012-01-23 12:46:54)
rozczarowana78 bardzo mi przykro... ale widze, że jestes niesamowicie silną kobietą. Brak mi słów na takich typów. Kochana znam wiele takich sytuacji.. mnie to nie spotkało ale moje znajome, jedną mąż zostawił zaraz po narodzinach wyczekiwanego dziecka, wolał byc ze starsza kobietą i wychowywać jej 2 dzieci.. bezlitosne zwierzeta. Jedna znajoma była dokładnie w takiej samej sytuacji jak Ty, dziecko kilka lat a on poszedł w tango, romans z jej koleżanką, wywaliła go z domu, spakował się i wyszedł jakby tylko na to czekał, później minęło pół roku przyszedł na klęczkach, błagac.. a wiesz czemu? karmił się wczesniej jej cierpieniem, cieszył sie ze tak cierpi, bo to niby swiadczyło ze ona go kocha, ze zawsze ma gdzie wrocic.. ale zmieniło sie wszystko, podniosła się, zaczeła o siebie dbać, stała sie niesamowicie silną kobietą.. kobietą niezalezną.. nie potrzebowała go.. wrócił na klęczkach a ona pokazała mu drzwi.. teraz ten typ leczy się na depresje.. tego sie nie spodziewał.. nawet podobna sytuacja jest z jego mamą, tak synka wspierała, mieszkanie mu kupiła, umeblowała..
Jestes wzorem do nasladowania... podnies głowe i dumnie daj mu kopa w tyłek!
Droga Rozczarowana jak sobie radzisz? Da jakoś się tak żyć. Prawda jest taka, że strasznie nam ich brakuje jak nas zostawiają, ale z takiego powrotu to chyba nie ma powodu do radości, bo mąż zrobił to niestety nie z miłości tylko powody były chyba nieco inne. Ja się zastanawiam nad mentalnością tych kobiet, przecież dopóki romans się nie wydal one godzą się na to, że mąż sypia z nią i z żoną im to zupełnie nie przeszkadza, teraz on stwarza pozory, że chce wrócić jej też to nie przeszkadza, przecież taką to nawet człowiekiem nie można nazwać. Trzymaj się, a jak Wasza córeczka, Ona to dopiero nie wie co się dzieje, tata wrócił, a tu smutek i jakieś dziwne miny. Tacy to się nawet nie zastanowią co takie dzieciątko przezywa, ważne żeby on się ustawił i jego pani była zadowolona. Mój mąż ostatnio powiedział synkowi, że on ma tatę, tylko nie będzie z nim mieszkał. Dureń skończony.
Dziewczyny... Nie wiem od czego zacząć... Walczymy, staramy się, "stajemy na rzęsach i klaszczemy uszami" ... po co? Obecnie sama jestem po tej "burzy mózgu" i nie wiedziałam co zrobilam źle? Analizowałam wszystko następująco :
Dom- zadbany, dzieci- na mojej głowie, dodatkowo pracuję i też wszyscy uważają mnie za "twardą sztukę", a w śodku- drżę, krzyczę z rozpaczy i walę jak idiotka głową w mur... popadam z skrajności w skrajność i jedyne co mam ochotę zrobić, to wbić temu debilowi paznokcie w klatę i wyrwać mu tak samo boleśnie serce, jak on zrobił to mi!!! 5 lat małżeństwa, jego kłamstw, matactw, ściem, podejrzeń o jego zdradę ( chociaż ON twierdzi, że smsy do "koleżanki" z pracy w ilości od 20- 100 w ciągu doby to tylko PRACA) i co usłyszałam?- " NIE KOCHAM CIĘ!"... - i to nawet pier***ony pal*nt nie miał odwagi powiedzieć wprost tylko przysłał mi smsem... Nie mam rodziców i jestem przerażona, bo byłam przekonana, że pomimo tego, że bywało między nami źle, to łączył nas chociaż miłość! Teściowa zarzuca mi, że to moja wina , bo : " synek nie pije, nie bije mnie , nie robi awantur, a ja miałam wieczną pretensję do niego!". Ku**a mać!!! A co miałm mu robić? Po d*pie całwać, że ten dysponuje tak naszymi pieniążkami, że obecnie jesteśmy zadłużeni na 50 kawałków? Order mu wręczyć za to, że robił co chciał, chodził dokąd chciał i z kim chciał, i w ogóle COKOLWIEK chciał? Siedzę przed kompem, czytam blogi na których MY zranione dusze błagamy o miłość, o zrozumienie, wsparcie i dochodzę do wniosku, że to nie MY jesteśmy problemem! Ale te sku***syny bez serc, mózgów i egoistycznym przekonaniem o swojej pożal się Panie Boże "wyjątkowości"!!!
Byłam gotowa na wszystko, byleby tylko zatrzymać GO przy sobie, nawet zmusić do miłości, upodlić siebie a jemu wznieść ołtarz! 5 lat wierności z mojej strony, bezgranicznej milości, która z dnia na dzień była co raz większa, a ten KRETYN nawet nie umiał uszanować tego, że urodziłam mu jego synów i praktycznie sama ich wychowuję, bo "tatusia" nigdy nie ma w domu! Ba! Tchórz nie miał odwagi mi tego powiedzieć w oczy! Wyrwał mi serce, rozerwał dusze na kawałki, zakpił i ośmieszył mnie! Czytałm wasze wypowiedzi i wiem, że mnie doskonale rozumiecie, ten ból stan "pobitego psa"... skoro teraz nie kocha to tak naprawdę NIGDY nie kochał!!! I cała operacja użalania się nad sobą przewijała się przez moje zbolałe jestestwo na nowo...
Moja siostra poradziła mi wówczas coś co nie zrozumialam od razu : " PRZESTAŃ KOCHAĆ!!!" .
I być może bym nie zrozumiał tych słów do dziś lecz w pewnym momencie, gdy wyłam do poduszki, ryczałam i traciłam zdrowe zmysły, niejaka DoDa, którą uważałam za ostatnią kret**kę, na VIVIE wypowiedziała mniej więcej takie słowa: " w związku rządzi ten, któremu mniej zależy...". To było jak grom z jasnego nieba! Rabczewską należy uznać za świętą! Obecnie jestem na etapie " catharsis". tzn.: osobne konta, fryzjer i modny image, odchudzam się, idąc nawet do głupiego sklepu ubieram się tak, że ten kretyn zgrzyta zębami z zazdrości na mój widok, nie śpię z nim, nawet nie kładę się obok niego,nie tłumaczę się i robię to co on robił dotychczas ( o ironio! w końcu miałam dobrego " mistrza"), i uczę się go NIE KOCHAĆ!!! czy jest to możliwe?! Nie, bo nie ma się co okłamywać- jesli kocha się kogoś szczerze, to nigdy nie przestaje się czuć tego... Ale można oduczyć się wyrażnia uczuć, patrzenia w jego stronę z rozmarzonym wzrokiem, powtarzania bez konca "kocham"... Można uczyć się jak stać się zimną i wyrafinowaną s*ką! Jest trudno, źle i samotnie. Powtarzam sobie, że to nie ja zawiniłam, że to nie ja powinnam była walczyć, bo nie mam sobie nic do zarzucenia! To boli, bo nieraz mam ochotę ździelić go w ten głupi łeb i porozmawiać szcerze, ale wiem , że to nie miałoby najmniejszego sensu ( ON nie potrafi być szczery! Ale za to jak pięknie kłamie... ).
Dziewczyny to nie ma sensu jeśli ONI nie doceniają największego skarbu, jaki udało im się kiedykolwiek znaleźć, nie doceniają nas... Mamy walczyć? O co? Im bardziej się staramy tym oni to mniej doceniają! Dzieci?! Dla nich ratować związek? Moi chłpcy dorosną
i będą wspominać jak to rodzice awanturowali się, przepychali, a pewnego dnia odejdą, a ja nie mam zamiaru być z DZIADEM, który nigdy mnie nie doceniał... MY KOBIETY musimy dbać o siebie bo mimo fakty, że jest równouprawnienie, to ONI nadal myślą o nas jak o zabawkach... Przykre, bolesne, prawdziwe. Z tym "piętnem" nie musimy walczyć, ale wykorzystać go na swój mądry sposób!!!
Zapytacie się czy to skutkuje? Efekt jest powolny , ale warty wysiłku. i pewnego dnia obudzicie się na rano i stwierdzicie, że role się odwróciły... Jestem w trakcie i już zaczynam widzieć efekty w postaci jego zazdrości... Tą drogą przeszła moja przyjaciółka i siostra i uwierzcie mi... Dzisiaj to ona choć nie mówi " KOCHAM" to słyszy bez przerwy to słowo...
Przepraszam za błędy, ale tak się " nakręciłam" na nowo, że... Ale powtarzam sobie tylko te słowa: NIE KOCHAM... I być może pewnego dnia tak jak moja siostra usłyszę wyznanie miłości i nie odpowiem... Taką perspektywą staram się myśleć na dzień dzisiejszy!
No tak... Uda Ci się zabić w końcu tę miłość i co dalej??
Będziesz nadal tkwić w związku bez przyszłości, czy pójdziesz dalej swoją drogą?
Wiesz, że związek bez miłości, to nie związek?
W sumie, może to jest jakaś metoda- rozkochać, zranić serce i porzucić... Tak, jak Oni postąpili z Wami.... Tylko musicie być świadome, że do tej walki trzeba być silną. Macie w sobie siłę, by to ciągnąć?
Wiem, co czujecie, bo w małżeństwie też dużo przeszłam. Przez 10 lat starałam się, to wszystko posklejać, by mój mąż w końcu docenił, to co robiłam dla naszej rodziny.
Tylko, że zbiegiem lat, doszłam do wniosku, że nie warto było, że jednak go nie kochałam, a wszystko, co robiłam, to przez wzgląd na dzieci, by chowały się w pełnej rodzinie, jak ich koledzy... Ale, co to za rodzina, gdzie nie ma miłości, tylko pogarda? Co z takiego domu wyniosą nasze dzieci?
Było mi o tyle łatwiej odejść, bo byłam już przygotowana na życie w roli samotnej matki. Miałam męża, ale byłam samotna. Sama od narodzin dzieci wszystko przy nich robiłam, mąż w niczym nie pomagał, ciągle tylko czegoś żądał i wciąż "podnosił poprzeczkę".
Z czasem mnie docenił, ale było za późno...
Ułożyłam sobie życie na nowo. Mam wspaniałego mężczyznę, spodziewamy się wspólnego dziecka i wiem, że nie będę sama, że zawsze mogę na niego liczyć. Nie jest takim egoistą, jak mój były...
Jeśli wiecie już, że nie chcecie być z Waszymi mężami, to nie traćcie czasu na walkę, bo życie jest zbyt krótkie, by je zmarnować, na kogoś, kto nie jest nawet tego wart.
Mam nadzieję, że odnajdziecie spokój ducha. Pamiętajcie tylko, że choć Wasza droga życiowa jest kręta, to jednak za każdym zakrętem jest prosta, musicie tylko wytrwale nią podążać
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę szczęścia...
298 2012-01-28 18:04:56 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-28 18:08:28)
Dziewczyny aż trudno uwierzyć, że nas jest aż tak wiele i tak wielu facetom odbija. Ja do pewnej postawy już się przyzwyczaiłam, że z nim nie rozmawiam, nie roztrząsam już go nie proszę o nic. Radzę sobie sama. Tak naprawdę widzę, że tatusiowie, którzy na swojej drodze spotkali drugą panią od początku obowiązek zajmowania się dzieckiem zrzucili na matkę. U nas mąż miał wiecznie wyjazdy, pracę na budowie i mnóstwo spraw, jak się teraz okazuje u swojej koleżanki z pracy bywał dwa razy w tygodniu, w tym czasie kiedy ona udawała szczęśliwą mężatkę. Ja czułam się bardzo samotna, nie dosyć, że non stop z dzieckiem, którego więź z ojcem była prawie żadna to jeszcze mąż wiecznie zmęczony. Ja nie mogłam zrozumieć dlaczego on nie ma ochoty ze mną być, przytulać i w ogóle, nie wiedziałam, że do seksu ma kogo innego. To narastało powoli, a decydującym momentem było to, że jej mąż zdecydował, że jej nie chce wtedy zachowanie mojego męża wobec mnie stało się bardzo obojętne. Nawet jak pytałam jakie meble kupimy do sypialni mówił " mnie się już nie spieszy żeby tam zamieszkać" - czyli w naszym nowym bardzo długo wyczekiwanym domku. Dziewczyny ja go poznałam mając 19 lat, traktował mnie jak księżniczkę, dla mnie był wzorem zaradnego, zrównoważonego faceta i co ????? Czy któraś z Was wie co się dzieje z takim 35 - letnim chłopem żeby zmarnować życie żonie i dziecku? Z zimną krwią powiedzieć - nie będę z tobą. Dla mnie to jest niepojęte. Nawet nie zasłużyłam na to minimum szacunku żaby oszczędzić mi udowadniania mu winy. Na początku mówił " ona nic dla mnie nie znaczy, teraz " ja nigdy nikogo nie miałem i nie mam". Moi teściowie kiedyś: " on miał za dobrze, za bardzo mu ufałaś", teraz:" widocznie czegoś mu brakowało skoro tak postąpił". Co się z tymi ludźmi dzieje? U nas nie ma odwrotu, muszę się bronić i za wszelką cenę udowadniać mu, że on już nie istnieje, tylko tak naprawdę to ja się czuje strasznie skrzywdzona, bo to co mogę sobie zarzucić, to być może za bardzo skupiłam się na dziecku, ale kto miał się na min skupić skoro ojca nie było prawie w domu. Powiedzcie dlaczego oni decydują się n a spotkania i seks z inną babą, skoro mają w domu żonę, która za nimi tęskni. Mój mąż kiedyś obsypywał mnie kwiatami, teraz wini mnie, że rozwaliłam rodzinę, bo chciał dać mi gwiazdkę z nieba, a ja byłam niezadowolona, fakt, że dwa lata spał z kim innym taktowanie przemilcza. Jak w związku są trzy osoby, nie dwie to w życiu nie będzie dobrze, bo facet tylko czeka jak tu nakłamać żeby spotkać się z tą drugą. Powiedzcie mi po co taki kretyn marnuje życie tylu ludziom?? Mam nadzieję, że sobie też. Ja też tak naprawdę od początku byłam samotną matką dlatego jakoś sobie radzę. Ja kochałam męża całym swoim sercem, ja nie mogłabym go zdradzić dlatego ja tego mechanizmu nie rozumiem, choć fakty do mnie już dotarły, bo rok temu nie przyjmowałam ich do wiadomości. Powraca tylko pytanie dlaczego??? Jeszcze jedno, tak mnie skutecznie odchudził, że miałam 38, a teraz wchodzę w rozmiar 34 i czasami faktycznie widzę jego wzrok, bo mogę się ubierać zupełnie inaczej, to trochę poprawia samopoczucie, tylko tak prawdę każda z nas chce się podobać komuś, nie sobie.
Nie chodzi o to aby " zabić" miłość... Bo jak napisałam, jeśli naprawdę się kocha to nigdy nie będzie się w stanie przestać kochać, miłość można zagłuszyć silniejszą miłością a tylko czas pomaga zabliźnić rany. Pisząc to co powyżej napisałam, nie miałam też na myśli bezustannej walki, ale to abyśmy nie zapomniały o sobie i pokazały tym matołom, że jeśli to ONI nie zaczną walczyć o nasze względy to nie są ich warci! Musiny im pokazać , że jesteśmy mądrzejsze i warte każdego pałaca. Fakt inny z kolei jest taki, że jeśli oni mają kogoś innego (mówię o tej "bolesnej " trzeciej..n.) to WALKA tylko wepchnie ich w ramiona tamtych... Ale nie wolno NAM przestać myśleć o sobie! Moja koleżanka z pracy poświęcała się 25 lat dla męża idioty i dzieci, które zostawiły ją teraz samą bo pozakładały swoje rodziny. Ta kobieta jest teraz po rozwodzie i powiedziała mi jedną rzecz : związek jest jak masło- im mocniej je ogrzewasz tym bardziej się rozpływa. Czyli bycie egoistą w związku nie jest złe! Zadbajmy o siebie, sprawmy, że te palanty zrozumieją , że jeśli to ONI nie zaczną dbać o NAS to stracą NAS. Fryzjer to naprawdę dobry terapeuta, a jeszcze lepszy to milczenie. Oni często prowokują nas abyśmy rzucały się na nich i okazywały , że nam zależy i w tym tkwi nasz błąd.! Brak emocji i tzw. ZIMNO emocjonalne sprawi , że to ONI zaczną myśleć i się zastanawiać co jest nie tak. Mój mąż bezustannie straszył mnie , że sie spakuje, wyprowadzi i rozwiedzie. A ja płakałam, błagałam i szczerze z nim rozmawiałam (a właściwie próbowałam do niego dotrzeć bo on tylko milczał...), i gdy przyszedł ten dzień gdy wszystko zrozumiałam, to coś pękło we mnie i już nie robię nic aby go zatrzymać. Za pierwszym razem gdy mi powiedział swoją formułkę "końca " wzdrygnęłam tylko ramionami i nie komentowałam tegoc chociaż myślałam , że odgryzę sobie język. Teraz gdy jestem już po jego dwudniowej wyprowadzce do mamusi i powrocie "dla dzieci " ... Nic mnie nie wzruszy. Te dwa dni to był dopiero koszmar, ale nie zadzwniłam do niego i nie odebrałam jego połączeń. Ba! Nawet mu nie odpisałam na jego smsy! Jedyna walka jaką toczę to sama ze sobą aby się z nim nie pogodzić , przytulić i pokazać że nadal go kocham... Chodzę na spacery z moimi chłopcami, zawsze ubieram się tak aby wyglądać pięknie, czuć się tak i aby ON to widział. Jest zazdrosny bo rzuca w moją stronę tak głupie teksty, że słysząc je sama zastanawiam się czy i ja byłam tak żałosna! Spok?j i moje opanowanie wytrąca go z równowagi, a milczenie tylko dodaje pikanterii jego wyobraźni. Małe kroki ale skuteczne, bo to już 3 miesiąc i mimo że boli jak jasna cho*** a nie poddam się aż mnie nie przeprosi. Także walczcie dziewczyny tym co macie najcenniejsze: sobą, a ich OLEWAJCIE!!! Lewa walczyłaś o NIEGO a zapomniałaś o sobie i to co poświęciłaś to 10 lat dawania i bezgranicznego kochania. Ale teraz na nowo zaczęłaś żyć i to najważniejsze! Nie wiem czy to co robię opłaci mi się, ale widzę jakie efekty są u mojej siostry. Wiem natomiast że jeśli nawet się kiedyś z nim rozejdę to przynajmniej będę miała świadomość, że nie zatraciłam siebie w tym wszystkim. A wspólnie spędzony czas z dziećmi na zabawach , zbliża mnie do nich i to moje dwa skarbki kiedyś powiedzą , że nie pamiętają kłótni w domu.
Jest mi ciężko jak nigdy dotąd, ale sił dodają mi słowa : " w związku rzadzi ten, któremu zależy mniej"...
Kaja analizowałam to nie raz " dlaczego im przestaje na nas zalezec?! " i doszlam do jednego wniosku. Faceci sa jak polująca zwierzyna: podnieca ich to co nieosiągalne, podnieca to co zdobywają i jeszcze szybciej tracą całą radość z NAS, gdy sie nami nabawią. Ale już fakt , ze jakis iny " lew z buszu " może posiąść ich " zabawkę" napawa ich lękiem. Kobieto ubierz sie tak jak nigdy dotąd( tak jakbyś szła na randkę) , umów z kumpelani w pabie i kidy ten drań wróci zmęczony do domu pokaż mu się i mówiąc tylko, że wrócisz późno , wyjdź. Taki wieczór nie od razu zdziała cuda, ale zasieje ziarno niepewności. Nie daj się sprowokować, niedzwoń i nie pisz smsów, wychodź nawet sama do kina, baw sie i nic nie wyjaśniaj. Rób to co on- w końcu masz koło siebie takiego MISTRZA !
Moją historię opisałam w innym wątku "nie mogę się podnieść po odejściu męża" , być może tutaj nie wszystko jest dość oczywiste, mój mąż wyprowadził się w dniu kiedy wydał się jego romansik z koleżanką z pracy. To było ponad rok temu. Jeszcze rano mówił do mnie kotku, a wieczorem kiedy dostałam telefon od obcego faceta, że mąż bywa od dawna u pewnej pani w domu i tam pojechałam nawet niczego mi nie wyjaśniał i został u niej tak naprawdę do dziś, z wielką ściemą, że mieszka u mamusi. Faktycznie czasami mieszka jak panienka się już zmęczy i chce od niego odpocząć wtedy on na dwa dni wpada do mamusi, zostawia pranko i wraca do kochanki czyściutki i pachnący, bo ona ma dość duże potrzeby i zbyt długo sama być nie może. Do tego tragicznego dnia byliśmy razem 14 lat, zawsze mówił, że dzięki mnie osiągnął wszystko co ma, bo potrafiłam go wspierać i czasami podpowiedzieć, że nie tędy droga. Ja uważałam, że jesteśmy dla siebie, widziałam przez ostatni rok, że coś się dzieje, zamyślony, nieobecny, coraz bardziej nerwowy, z czasem coraz częściej po piwku, nawet samochodem. To mnie przerażało, nie wiedziałam co się dzieje, a on mi mówił wytrzymaj, to się zmieni, jeszcze trochę. I się zmieniło, jak jej nie udało się już męża przekonać żeby jej wybaczył mój mąż zdecydował, że nas zostawia. Ufałam mu jak nikomu na świecie i do dziś nie mogę sobie darować, że nigdy nie sprawdziłam dokąd jedzie, że uśpił moją czujność. Dla mnie był najprzystojniejszym facetem pod słońcem i bardzo tęskniłam za nim wtedy kiedy mnie stopniowo odrzucał, dziś myślę, że odkąd zaczął z tamtą sypiać nasz seks traktował w kategorii zdrady. Dziś spotykamy się albo w sądzie, albo przy okazji jak zabiera synka, raz na miesiąc na dwie godziny. Koszmar dla mnie i dziecka. On mi mówi " tata mamusiu Cię kochał, to minie". Ja wiem, że nie minie, zatracił się w niej i teraz już nie ma dla nas odwrotu. Zresztą ja teraz już bałabym się z nim być, bo strasznie mnie skrzywdził i bardzo długo okłamywał. Kłamie nawet teraz. Dla niej walczy o rozwód bez orzekania i winie i to strasznie boli. Zawsze mówił: mi dałaś mi wspaniałe dziecko, co ja bym bez ciebie zrobił. I co ja mam myśleć w ogóle o ludziach, ona zwykła kur..., która mojemu dziecku wypisywała zaświadczenie i doskonale wiedziała o jego istnieniu, a on kim on jest ? Zostawił nas z dnia na dzień i prowadzi życie kawalera. Zabiegał o mnie przed ślubem 7 lat i jak w końcu mogliśmy być razem i cieszyć się sobą to mnie zostawił, bo podobno coś tam mu kiedyś powiedziałam, czy krzyczałam jak on był zapracowany, prawda jest taka, że ani jego czas, ani nasza kasa nie szła na budowę tylko na pannę, tylko ja wtedy o tym nie wiedziałam. Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale wierzyłam, że mąż mnie kocha, a to , że ma babę to mi przez myśl nie przeszło. Mam cudowne dziecko i w tej chwili to jest najważniejsze, ale to nie los odebrał nam szansę na fajne życie, tylko świadomie zrobił to mój jedyny facet, a tata mojego syna i to jest najgorsze.
Kaja coś mi się wydaje, że jesteś silniejsza niż ci się wydaje! MY kobiety, czerpiemy naszą siłę z miłości... Teraz masz synka i wierzę, że pewnego dnia odnajdziesz nową miłość. Nie oglądaj się na przeszłość i bądź DLA SIEBIE!!! Zakochane kobiety są zdolne do największych poświęceń, a potem gdy się okazuje, że miłość nas zaślepiła to czujemy tak ogromny ból, że wszystko inne to " pikuś" ... DZIADY to DZIADY!!! Olać ich! Głowa do góry i się zacznij bawić! Ja teraz wychodząc z domu na kawkę do kumpeli nie mówię nic, nawet piwo w pubie nie wywołuje u mnie wyrzutów sumienia ( a śmiać mi się chce jak pomyslę, ze nie tak dawno temu bałam się nawet wyjść na spacer! ) . Powiem szczerze, że nie wiem jak to długo potrwa i wogóle jak się skończy, ale wiem, że moje łzy nie popłyną już aby dac MU satysfakcję. Ratowałam co się dało , ale gdy widziałam po nim totalną olewkę i ignorancję to zrozumiałam , ze nie ma sensu. Teraz powiem szczerze , ze stroje sie z nadzieja ze ktoś inny to zauwazy... Kocham swojego meza , ale zrozumialam ze do tanga trzeba dwojga... A starą miłość można zastąpić nową. Juz to uswiadomiłam mojemu DUPKOWI ... Widze ze nasze role zamieniają się i to chyba w tym wszystkim daje mi najwiekszą satysfakcję!
Czesc chcialabym powiedziec ze ja tez rozstalam sie z mezem. Myslalam ze jestem silna i jakos sobie dam rade ale nie daje. Wracaja wspomnienia i wyrzuty sumienia
Kaja, moj maz mowil tak samo, mnie to minie. Od lipca mieszka z nia, ja zajmuje sie czworka naszych dzieci, w tym 7 tygodniowym malenstwem. Odczucia mam podobne jak ty, jestem na niego wsciekla,ze mnie oszukal - oszukal, ze jest dobrym czlowiekiem, ze nadaje sie na ojca, a wyszlo z niego zwierze
305 2012-01-30 13:13:55 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-31 00:33:10)
Przyznam szczerze droga Bet, że ścięło mnie z nóg, jak Ty sobie radzisz z tak maleńkim dzieckiem? To jest nieludzkie zostawić żonę, dzieci dla innej baby, która myśli tylko o tym żeby miała z kim spać i pokazać się w gronie swoich koleżanek. ja nie wiem co takie sobie myślą, są tak puste w środku, że nawet nie dopuszczają myśli, że ten jej kochanek, który jest na każde skinienie i nosi ja na rękach zostawił świadomie inną kobietę, z którą był związany na całe życie, której przysięgał lojalność, wsparcie, nawet wtedy jak pojawia się problemy, czy zawiśnie jakaś katastrofa, kobiecie, która urodziła mu dzieci. Te baby jedynie co potrafią to iść z naszymi mężami do łóżka najszybciej jak się da, a potem to już nie ma odwrotu, no bo przecież one tłumacza " wrócisz do tej żony i ona dopiero ci pokaże". Każdy z nich powinien zapłacić za ten wybór taką cenę jaką w tej chwili płacimy my i nasze dzieci. Wiem, że nie ma odwrotu, ale nie mogę pojąć jak ten człowiek, który był z nami tyle lat z godziny na godzinę mógł powiedzieć "nie będę już z wami". Choć bardzo się staram nie potrafię do tego nie wracać, cały czas myślę co ze mną było nie tak, że on odważył się na tak radykalny krok. Kochanka w rozmowie ze mną powiedziała "że ona może mu kazać wrócić do mnie i on dla niej to zrobi, tylko ona tego nie chce". Ma nad nim ogromną władzę. Dziewczyny ja zaczynam wątpić w swoją kobiecość, taka mala czarna tir...eczka (tak trochę wygląda i potrzeby ma podobno ogromne) zabrała mi chłopa, a on sprawia wrażenie, że to jest jego miejsce na ziemi. Teraz z nią w 4 ścianach, bez dziecka, bez tego czym do tej pory żył. On nie potrafił siedzieć bezczynnie, ciągle zajęty, cieszyło go to co razem osiągnęliśmy, teraz wczasy, panna, seks, praca i tak w kółko. Jedyne co zaprząta jego uwagę to żeby mnie spłacić i mieć dla siebie nasz nowy domek, w którym nie zdążyliśmy jeszcze zamieszkać. U nas nie było awantur, jedyne o co miałam żal to, że zostaję z synkiem non stop sama, a on wiecznie w rozjazdach, teraz już wiemy gdzie tak się spieszył. Całe moje dorosłe życie diabli wzięli, jedyny promyczek to mój synek. Wiecie co jest najgorsze, że on mnie cenił za mój rozsądek, a poszedł do rozrywkowej panienki.
Droga Joasiu wiem co czujesz, bo ja mimo wszystko też mam wyrzuty, że może gdybym w jakimś momencie postąpiła inaczej to dziś nie byłoby tego dramatu. Tylko dla mnie on był jedyny na świcie, a ja dla niego byłam tylko żoną, którą z zimną krwią zdradzał i udawał, ze nic się nie dzieje.
A co do Ciebie Żononiczyja to gratuluję pomysłu, bo u Was chyba jeszcze wiele może się zmienić skoro jesteście mimo wszystko razem. Masz rację niech patrzy i podziwia jaką ma żonę, być może zatęskni żeby się co Ciebie przytulić i stanie na rzęsach żebyś na to pozwoliła. Ja uważam, że facet jak chce to góry przeniesie. Mój mąż mi takiej szansy nie dał, dla niego przestałam się liczyć jako kobieta, powiedział mi, że ona jest dla niego bardzo delikatna i zawsze miła, jak jeszcze o niej mówił, bo teraz oczywiście twierdzi, że kochanki nigdy nie miał.
Do mnie nie dociera, że mnie może kto inny pokochać. Ja tego nie widzę, byłam zaprogramowana: ja, mój mąż, nasz synek i pewnie kiedyś jeszcze jedno dziecko, wspólne wieczory, zabawy, wczasy, wyjazdy i problemy a tu koniec!!! nic z tego zostałam ja, mój synek i same problemy. Mój mąż okazał się strasznym draniem, ale dla mnie był całym światem, nie wiem co teraz jak mój świat przestał istnieć, a ja muszę się jeszcze przed nim bronić. Takiego scenariusza nigdy nie wiedziałam w najgorszych snach, choć czasami czułam, że coś wisi nad nami, ale uważałam, że jeżeli tylko to nie jest jakaś choroba to damy radę, bo mamy siebie. Ja jestem za uczciwa do tych czasów widocznie. Dlaczego ludzie sami tak niszczą udane życie sobie i innym.
Kaju, wiem, ze jeszcze długo będziesz rozpamietywać swoje zycie, wiem, ze długo tego nie zrozumiesz. Ja tez tego nie pojmuję jak można byc tak okrutnym. Zazdroszczę Ci jednak jednej ważnej rzeczy, ze pogodziałaś się z tą sytuacją, wiesz, ze juz nie ma odwrotu. Napisałaś o władzy kochanki nad Twoim mężem, i tu sie bardzo z Tobą zgadzam, nawet Pani Psycholog mi to powiedziała, ze są takie kobiety, które potrafia od siebie uzaleznić i tak jest właśnie w przypadku naszych mężów.
Kaju ciesz się, ze spokoju, który masz, ja go nie mam na własne zyczenie.
Boze jaka ja głupia byłam, jaka naiwna, mam co chciałam, a teraz się męczę.
307 2012-01-31 14:56:43 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-31 15:11:52)
Kochana Rozczarowana jestem całym sercem z Tobą. Mogę sobie tylko wyobrazić co przeżywasz jak patrzysz na męża, który na pewno próbuje sprytnie ukrywać powody swoich wyjść sms - sy itd. Myślę, że musimy to traktować w kategorii próby na jaką nas los wystawił, trudno inaczej nie będzie i wiem, że obydwie damy radę. Wiem jak bardzo jest Ci ciężko, bo jeszcze niedawno w Twoje serce wstąpiła nadzieja i na pewno z całego serca wierzyłaś, że komu jak komu, ale Wam musi się udać, bo tak się myśli jak kogoś się bardzo kocha tak ja my swoich mężów. Mam szczerą nadzieję, że te inne modele, na które nas pozamieniali (u nas ona jest moją równolatką) nie dorastają nam do pięt, a to czym w tej chwili karmią ich ego to są mrzonki, które miną jak sprawy przybiorą trochę inny obrót. Za długo o nich walczyłyśmy i dlatego tak nas potraktowali. Ten beznadziejny stan musi minąć i minie, niestety wiem, że w tej chwili ból i poczucie żalu jest nie do wytrzymania. Trzymaj się kochana, pewnie nie raz jeszcze sobie pogadamy i będziemy się wspierać jak możemy - tworzymy tu trochę taką jedną rodzinę, niestety jest nas bardzo dużo. A jak Wasze dziecko? Ważne jest to żebyś do Niej się jak najwięcej się uśmiechała, mój synek mówi, a ja bym tak chciał żeby mama była szczęśliwa i powiedziałam sobie żeby nie wiem co dla niego będę się uśmiechać - Pa
No i jeszcze jedno na pewno nie byłaś głupia, ty byłaś i jesteś rozsądna, bo chciałaś Mu wybaczyć, a on? Szkoda gadać. Właśnie za miłość płacimy taką cenę.
ja mam zdradę żony i odejście z 3 letnim synkiem.... jestem pewien, że zdrad po drugiej stronie jest też dużo, tylko faceci nie potrafią o tym mówić głośno....
Tak samo cierpie jak wiekszość z Was, a nawet gorzej, bo dziecko zostaje przy matce...
Dlaczego kobieta, której wiele nie brakuje, decyduje się na odejście do innego faceta, który zostawia 2 dzieci?
Macieju, nie umiem Ci odpowiedzieć dlaczego tak sie dzieje. Wiem jedno, teraz są okropne czasy, gdzie ludzie zapominaja o tym co jest w życiu najważniejsze, cały czas wmawia się nam myśl tylko o sobie, bądx szczęsliwy...ok, tylko dlaczego to wszystko odbywa się kosztem bliskich osób. Wszycy co zdradzaja, zachłystuja się tymi nowymi osobami, wierzą, że one dadzą im to czego w danej chwili im brakuje. Tylko, ze to kiedyś mieli z nami, to my im dawaliśmy szczęście, ale o tym się nie pamięta.
U mnie mąż dał mi nadzieję, że moze być znowu tak jak kiedys, ja jemu napewno też. Uwierzcie mi, przez jakieś dwa tygodnie, mimo bólu, który w sobie nosiłam, cieszyłam się, że jest tak dobrze. Teraz juz nie potrafię, nie potrafie sie do niego usmiechać, byc miła, o czułości nawet nie wspomnę. Bardzo byc chciała na nowo potrafic to zrobić, zeby zobaczył jaka jestem naprawdę, ale nie potrafię. Chciałabym zeby kiedys był ze mna szczery, powiedział jak barzdo załuje, ze popełnił błąd, że jestem dla niego kims wyjątkowym i chce tylko mnie (juz mam swieczki w oczach jak to piszę), ale wiem, ze on tego nigdy nie powie, nigdy nie bedzie szczery.
W tej sytuacji pozostaje mi tylko jedno, odciecie się od niego, pomimo, że mam ogromny dylemat czy to zrobić, ale nie mam wyjścia. Oczywiscie, że od niego usłyszałam, ze on chce mieć rodzine i będzie walczył, ale to sa puste słowa, nie robi nic, czuję się przy nim jak ostatni śmieć, którym mozna się bawić. I jeszcze świadomość, ze oni się nadal spotykaja, zabija mnie od środka. Nie wiem czy juz nie lepiej byłoby tak jak u Ciebie Kaju, ze on sobie do niej odszedł i dał Ci spokój. U mnie to będzie tak trwało dopóki teraz ja nie zrobię zadnego kroku. Nie wiem jak jeszcze długo wytrzymam............................
Kaja, skąd jesteś?
Nie wiem czy wy tez tak macie, ale ja jak widze mojego meza to ledwo wytrzymuje. Nie umiem zniesc jego widoku.
On taki zadowolony, swietnie wyglada. Szczuply zadbany, cholerka ubylo mu chyba z 10 lat. Ludzie jak to dziala zwiazek z 18 lat mlodsza modelka.
A ja, ciagle przy piersi z malym, bol glowy z niewyspania, figura jeszcze tez nie ta ( chociaz wchodze juz w 36, bylo 34). I tak zostalam na lodzie. Mam wrazenie, ze to tak dziala: urodzilam 4 dzieci, teraz dziekuje biore sie za mlodsza.
Dla mnie despota, a dla niej jak " pies Pawlowa", na kazde skinienie, ciagle telefony. Melduje sie nie pozniej niz o 19 i cale weekendy. Moze sie walic, palic nic go nie interesuje. Oczywiscie za wszystko placi, wyjazdy, mieszkanie, media, meble, pralka, jedzenie, ciuszki i chyba oplaca jej zaoczne studia. Ale jej nie chodzi o pieniadze, a sie dziwi co ona w nim widzi ( moze Audi Q7 ktorym jezdzi i mega frajera - a moze wielka milosc).
Nie wazne co, wychodzi na to samo, lasce sie nie dziwie, takie zawsze sie znajda, ale na mojego meza nie chce patrzec. Tak jakby nigdy nic usmiecha sie, zartuje i spija smietanke jaki to super facet 4 dzieci a on taki wypoczety, odswiezony jak mlodzieniaszek
Jak te kochanki to robia, ze Ci faceci wszystko rzucaja, o wszystkim zapominaja i sa im tacy oddani?
Mnie zastanawia (podobnie jak i was dziewczyny) fakt, czym kierują się te kobiety, ktore mogą spać spokojnie obok "naszych" mężczyzn i nie mając najmniejszych skrupułów i wyrzutów sumienia, rozpier***ać RODZINY!!! Wytłumaczenie, że każdy ma prawo do miłości jest niedość , że śmieszne w takich przypadkach ale i nie na miejscu! Moja kumpela, z resztą jak czas pokazał kobieta z prawdziwą klasą, spotykała się przez ponad 8 miesięcy z "boskim" facetem. Była w siódmym niebie, zakochana, wpatrzona w niego , aż tu nagle w progu jej mieszkania stanęła kobieta z dwójką dzieci na rękach i z zaputaniem " czy jest tu jej ... mąż?". Nie zastanawiał się nawet przez moment, wyjaśniła sobie z jego żoną że o niczym nie miała zielonego pojęcia, poczym spakowała jego śmieci i wyje***a go ze swojego życia. Cierpiała, ale pociesza się tym, że może spojrzeć sobie w lustrze prosto w oczy. Moja mama powtarzała mi bezprzerwy, że to kobieta jest wizytówką mężczyzny, a jeśli wasi mężowie mają TAKIE "wizytówki", to zapewniam was , że nie są warci waszych łez i cierpienia... Mam nadzieję, a właściwie JESTEM tego pewna, że prędzej lub później życie tych drani zweryfikuje! Drogie panie głowy do góry i nie dajcie się smutkom! Macie tyle powodów do dumy: SIEBIE!!! Pozdrawiam was wszystkie i trzymam kciuki za was, abyście odnalazły nową i piękniejszą miłość...
Droga Rozczarowana jestem z okolic Łodzi i szczerze powiem miałam zapytać Cię o to samo w ostatnim poście. Myślę, że gdyby jakiś czas temu ktoś powiedział, że będziemy odwiedzać tego typu forum i to jeszcze w osobistej sprawie to na pewno kazałybyśmy mu się puknąć w czoło i niestety stało się. Ja uważam dokładnie tak jak Ty, nasze małżeństwa były po prostu normalne, tylko, że panom się głowach poprzewracało, no bo ta żona jak zwykle czegoś by chciała, a kochanka się cieszy, że oni po prostu są i to się liczy. Oni zaczęli małymi kroczkami się od nas oddalać, być może wtedy nawet nie planowali, że sprawy tak się potoczą, bo tego typu kobiety potrafią zapewnić, że to tylko taka rozrywka, seks bez zobowiązań, pełne zrozumienia rozmowy i każdy wraca do siebie. Tylko, że one to kontrolowały i uzależniały ich od siebie, a ci nasi "mężowie" połknęli haczyk no i było po zawodach, bez tamtej już nie da się żyć. Niestety jeden i drugi zaprezentowali szczyt głupoty. Myślę, że brakowało Ci go bardzo i czekałaś na moment, że on Ci powie co się dzieje, dlaczego jest właśnie takim nawet jakby miał szczerze przyznać " wiesz była kobieta, ale Ty jesteś najważniejsza dlatego Ci to wszystko mówię, od dziś jeśli tylko chcesz walczymy o Nas, bo warto". Ja bardzo na to czekałam zarówno wtedy kiedy byliśmy razem, a mimo wszystko zostawałam cały czas z synkiem sama, ale i wtedy kiedy już faktycznie byłam sama. Tak bardzo na Niego czekałam, wierzyłam, że usłyszę "jesteś niezwykła, uratowałaś nas". Nie doczekałam się. Myślę, że my ich też trochę przeceniamy jako ludzi. Faktycznie mój mąż jest bardzo przystojny, miałam z nim spokojne życie, byl zaradnym, pracowitym człowiekiem, tylko, że on taki był, a teraz jest tchórzem, który siedzi w czterech ścianach z panienką, a jego syn wspaniale czyta, pisze i słyszę to tylko ja, bo tatuś ma inne przyjemności. Powiem szczerze ja mu po prostu współczuję. Mnie jest bardzo ciężko, ale ja jestem na swoim miejscu, chciałam mieć dziecko i opiekuję się nim najlepiej jak potrafię, mój mąż pragnął dziecka jeszcze bardziej jak ja, a teraz je zostawił. Co on będzie robił jak już zaspokoi jej pragnienia wszelkiego rodzaju i usłyszy, że może to jednak nie to. Jak on spojrzy w lustro. Pozwolił się tej babie zniszczyć moralnie jako mąż i ojciec. Wiem, że mimo, iż Twój mąż zachowuje się w ten sposób Ty go kochasz, wszyscy mówią: daj sobie spokój, ale Ty wiesz, że On jest Twoim mężem, nie jej i taka jest prawda. Nie rozumiem do czego Twój mąż i ta kobieta zmierzają. Tak an dłuższą metę nie da się żyć. Łatwo powiedzieć żeby udawać obojętność, ale jak to zrobić jak człowieka ogrania taka rozpacz, że jak zacznie ryczeć to nie można przestać, a każde zdjęcie, rzecz przywieziona z wakacji przypomina jak mogło być fajnie gdyby nie ona. Ja wiem, że to mężowie nawalili, ale niestety dzięki niej, takiej podłej babie, która postanowiła sobie udowodnić, że uwiedzie żonatego chłopa.
Mąż Be wygląda wspaniale i to ją wkurza, wcale się nie dziwię, powiem Wam tylko, że mój mąż poza pracą czas spędza wyłącznie z damą swojego serca, a moja koleżanka nie poznała go na ulicy, go wygląda o 10 lat poważniej niż ma. Czyżby to życie tak wyczerpujące było? Zastanawiam się też dlaczego jak widzi dziecko to płacze, czyżby coś jednak było nie tak. Dla mnie uczciwość to sprawa numer jeden i od każdej z Was właśnie czuje się to samo: ból, żal, opuszczenie, ale przede wszystkim szczerość. My ich nie zdradzałyśmy, a w związku zgrzytało, bo zamiast dwojga ludzi było troje. Oni nam zarzucają, że byłyśmy wkurzone, szkoda, że żaden nie wspomni, że zamiast spać z żoną robił to z kochanką.
Wiecie co, tak sobie o tym wszystkim co się u mnie wydarzyło myslę, próbuję zrozumieć i przychodzą mi tylko takie powody do wytłumaczenia postepowania jeszczemęża:
1. chroni ta koorwę, nie przyzjane się, idzie w zaparte bo ja chroni, ona ma jakiegoś faceta i on pewnie nic nie wie.
2. mąż jest cholernym tchórzem, jeśli miałby sie przyznać wydałoby sie jakim jest perfidnym cłowiekiem (mimo, ze i tak wszyscy to widzą), musiałby spojrzeć mnie i wszystkim w twarz i powiedzieć że tak długo łgał prosto w oczy.
3. maż jest egoistą, wrócił do domu ze wzgledów finansowych, zawsze powtarzał, ze musi wynajmować mieszkanie, płacic za wynajem, dodatkowo płacić mnie, a kasa jest dla niego wazna bo daje mu status społeczny.
Co Wy o tym myslicie, może powód jest inny, a może wszystkie po trochu.
Obecnie żyje obok, on śpi na kanapie, nie rozmawiamy ze sobą, chyba, ze na temat dziecka. Nic się nie dziejś, trwam w jakims zawieszeniu, staram się żyć, nie myśleć, ale takie zycie mi nie odpowiada, to wiem na pewno. I jeszce tylko podjąć decyzję, ostateczna decyzję, to strasznie trudne ale chyba nieuniknione. Nic się nie zmieni....
Witam! Przebrnęłam przez ten wątek od początku i muszę powiedzieć że bardzo ale to bardzo Cię rozczarowana podziwiam.Jesteś silną i mądrą kobietą,moje życie jest obecnie bardzo podobne do Twojego,w sensie życia obok siebie.
"chroni ta koorwę, nie przyzjane się, idzie w zaparte bo ja chroni, ona ma jakiegoś faceta i on pewnie nic nie wie"
Myślę że tak właśnie jest:)Ja osobiście pomogłabym mu się dowiedzieć znaczy mężowi owej pani:)
Witaj, myślałam o tym, bo wtedy i moja sytuacja mogłaby sie zmienic, może mąż owej koorwy wyrzuciła by ja z domu a wtedy moj mąż poleciałby jak na skrzydłach zeby ja ratować. Jest to jakieś rozwiązanie, tylko nie mam jak tego zrobić. Wiem tylko gdzie mieszkaja, nie znam jego nr tel. I co pojawię się przed ich drzwiami, a jak otworzy mi ta koorwa. Nie wiem równiez jak ten facet wyglada.
Oj tam,oj tam:) Znasz adres,więc i nazwisko zdobyć to żadna filozofia, a jak znasz nazwisko to i nr.tel. przestaje być problemem:).Sytuacja wtedy zmieniłaby się na pewno,ja zrobiłabym to dla zwykłej satysfakcji i po to żeby z twarzy Twojego męża zdjąć ten perfidny uśmiech.
318 2012-02-02 12:30:12 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2012-02-02 13:31:25)
Witaj, myślałam o tym, bo wtedy i moja sytuacja mogłaby sie zmienic, może mąż owej koorwy wyrzuciła by ja z domu a wtedy moj mąż poleciałby jak na skrzydłach zeby ja ratować. Jest to jakieś rozwiązanie, tylko nie mam jak tego zrobić. Wiem tylko gdzie mieszkaja, nie znam jego nr tel. I co pojawię się przed ich drzwiami, a jak otworzy mi ta koorwa. Nie wiem równiez jak ten facet wyglada.
E, skoro znasz adres to jaki problem zapakować rzeczy męża i przesłać kurierem na tamten adres z adnotacją aby przygotowali łóżeczko dla nowego lokatora?
Ja bym tak zrobiła, a mina tego drugiego zapewne byłaby bezcenna;-)
To jest najgorsze, że za wszelką cenę oni chronią swoje kochanki, a nie pomyślą co przeżywają ich żony i te biedne dzieci. To niestety już są inni ludzie, to nie ci fajni faceci, w których się zakochałyśmy, a po ślubie myślałyśmy nam to dopiero będzie razem fajnie. Mąż kobiety, dla której mój mąż nas zostawił nie chciał kontaktu ze mną. On dowiedział się o wszystkim dużo wcześniej ode mnie, jakieś pół roku i już nie było zmiłuj, tylko w ten sam dzień spakował rzeczy i za miesiąc rozprawa. Ponieważ się dogadali finansowo, ona za rozwód bez orzekania o winie zażyczyła sobie tylko nowego samochodu i została w mieszkaniu mamusi, a on wziął nowy domek, dlatego on nie jest zainteresowany żeby mi pomóc. A co do tego jaką miał żonę doskonale wie, bo to nie pierwszy kochanek w jej życiu. Ale u Was sytuacja jest nieco inna dlatego warto by było tej "pani" pomóc się zdecydować czego w końcu chce, bo na dłuższą metę nie wytrzymasz tej prowizorki, choć ja wiem co przeżywasz i że najbardziej na świecie chciałabyś z Nim być. Niestety ja się przekonałam, że nadzieja nie pomaga w sytuacjach już beznadziejnych, trzeba po prostu dać sobie spokój i przestać walić głową w mur, bo skutek jest odwrotny od zamierzonego, a facet tylko patrzy i się dziwi co ta żona z siebie robi. Z nią raczej nie rozmawiaj, bo tak Ci dokopie, że nie pozbierasz się przez miesiąc, one wiedzą co powiedzieć żeby Cię bardzo zabolało, a zresztą czy ona jest warta żeby z nią rozmawiać?
Kaja, z nią nigdy się nie spotkam, nawet nie chce na nią splunąć, jest warta mojego męża - gnojka. Przeszła mi tylko przez głowę myśl o uświadomieniu jej faceta. Bo po tym wszystkim co się dzieje, wiem, że on miał sie nigdy nie dowiedzieć, tak jak ja. Tylko, że ja byłam sprytniejsza, a po drugie kobiety jednak mają intuicję. A on biedulek, zyje z koorwą pod dachem i nie jest swiadomy niczego.
Kaja, ja juz dałam sobie spokój, nie walę głową w mur, staram sie dostosować do sytuacji, która jest w obecnej chwili. Na razie wiem jedno, nie chcę zyc tak jak teraz, tego jestem pewna, a ponieważ maz nie robi nic żeby mnie zdobyc na nowo będę musiała podjąć ostateczną decyzję. Jednak jest to trudne i dlatego moje myśli o poinformowaniu drugiej strony, bo może wtedy sytuacja by się zmieniła.
Oczywiście od męza słyszałm, ze on chce rodziny i chce walczyć, ale tak jak juz tu pisałam to puste słowa, czynów nie ma żadnych, no moze tylko (zabawne, ze tak jest) zostawia ostentacyjnie telefon na wierzchu, nie ukrywa go, nie siedzi godzinami przed kompem, robi w domu wiele rzeczy, o które wczesniej musiałm prosić. Ja nie robię nic, nie gotuję obiadów (tylko dla dziecka), nie sprzątam (jak się wyprowadził, zatrudniłam sprzątaczkę raz w tygodniu), nie prasuję (tylko to co potzrebne dla mnie i dla dziecka), nie rozmawiam z nim (chyba, ze o dziecku). Jednak wolałabym to wszystko robić i miec w domu kochającego męża, no ale cóż nie mam...
trafiłam na niezły artykuł
http://zdrowie.onet.pl/psychologia/zlodziejka-mezow-macocha-i-samotna-matka,1,5013327,artykul.html
Ja doskonale Cię rozumiem i wiem, że mimo, iż przestałaś z Nim rozmawiać i tłumaczyć, że przecież wszystko można naprawić to przede wszystkim zależy Ci żebyście mimo wszystko byli razem i uratowali to co najcenniejsze. Tylko z Twojej strony to wygląda inaczej, bo on jest dla Ciebie nadal tym jedynym facetem, a on niestety na Twoje miejsce ma kogoś innego kto nieustannie o niego zabiega i nim manipuluje. Nie wiem tylko po co urządzają tą szopkę, skoro Ty o wszystkim wiesz. Koniecznie trzeba tego jej faceta uświadomić, bo w tej chwili ona ma komfortową sytuację. Tylko tak szczerze mówiąc powrót naszych mężów miałby tylko wtedy sens jeśli to oni zdecydowaliby zostawić kochankę i jednak do nas wrócić, a skoro to będzie wybór tamtej, że ona wolałaby zostać z tym swoim i dla własnego dobra zrezygnuje z Twojego męża to tak naprawdę nie bardzo jest się z czego cieszyć. Mimo wszystko uważam, że jesteś jej to winna żeby tego człowieka uświadomić jaką ma "gwiazdkę" w domu.
Ja doskonale Cię rozumiem i wiem, że mimo, iż przestałaś z Nim rozmawiać i tłumaczyć, że przecież wszystko można naprawić to przede wszystkim zależy Ci żebyście mimo wszystko byli razem i uratowali to co najcenniejsze. Tylko z Twojej strony to wygląda inaczej, bo on jest dla Ciebie nadal tym jedynym facetem, a on niestety na Twoje miejsce ma kogoś innego kto nieustannie o niego zabiega i nim manipuluje. Nie wiem tylko po co urządzają tą szopkę, skoro Ty o wszystkim wiesz. Koniecznie trzeba tego jej faceta uświadomić, bo w tej chwili ona ma komfortową sytuację. Tylko tak szczerze mówiąc powrót naszych mężów miałby tylko wtedy sens jeśli to oni zdecydowaliby zostawić kochankę i jednak do nas wrócić, a skoro to będzie wybór tamtej, że ona wolałaby zostać z tym swoim i dla własnego dobra zrezygnuje z Twojego męża to tak naprawdę nie bardzo jest się z czego cieszyć. Mimo wszystko uważam, że jesteś jej to winna żeby tego człowieka uświadomić jaką ma "gwiazdkę" w domu.
Kaju Rozczarowanej raczej chodziło o pozbycie się męża,a nie naprawianie czegokolwiek.Uświadomienie potencjalnego męża musi być koniecznie.Rozczarowana działaj,chociaż w ten sposób minimalnie sobie ulżysz.
Link który wrzuciłaś odnalazłam,przeczytałam,podoba mi się opowieść pani zdradzonej i jednocześnie zdradzającej:) Bezcenne:)
Droga rozczarowana czasami myślę czy Wasza sytuacja się zmieniła i jak sobie z tym wszystkim radzisz? Im dłużej jestem na tym forum tym bardziej tracę wiarę w ludzi. Ja nigdy wcześniej nie miałam pojęcia do czego zdolny jest facet. Jak widzę ile przypadków jest identycznych jak Twój, czy mój to po prostu nie mogę uwierzyć. Tylko gdzie w tym wszystkim sens i logika?
drogie Panie ... przeczytalem ten watek i naprawdę wam wspolczuje tego jak sie czujecie ... mnie tylko zastanawia to ze jak ma sie kobiete .. rodzine ... dzieci .. (to jest takie wspaniale) szuka sie jakiejs innej i to wszysko co budowalo sie cale zycie ... porzuca ... czasami role sie zamieniaja ... czasmi to facet prosi ... stara sie utrzymac rodzine za wszelka cene ... ci co porzucaja tez zrozumieja, ze ta inna mlodsza ... kiedys jego moze zostawic ... ze trudno sie buduje rodzine ... nikt nie jest cale zycie piekny ... a bycie z kims w klopotach ... przezywanie z nim radosci ... patrzenie jak rosna dzieci - bezcenne ...