Własnie te obwinianie jest najgorsze ,a to on zdradził wiec broni sie na wszelkie sposoby.......
Podobne tematy
Znajomym, naszym wspólnym znajomym mówi ze jest sam i ze go z domu wykopałam (bez powodu). Z rodzina nie rozmawiałam, generalnie nie wiem jak, bo napewno byłam przedstawiona jako ta zła, która dobrego człowieka wyrzuciła.
Jednak swoje wiem. Generalnie z nim na ten temat nie rozmawiam, zreszta wogóle nie rozmawiamy jak przychodzi do dziecka. Czasami mam ochote posadzić go i wyciągnąc wszystko z niego, ale wiem, że mi sie to nie uda, że usłyszę zebym juz sobie odpuściła i dała spokój.
Z drugiej strony przecież nie może tak wiecznie sie ukrywać. Oni najprawdopodobniej ze soba mieszkają. Przecież to jest chore. Ciekawa jestem kiedy zacznie go to męczyć?
Uwierz mi ,ze nie zacznie go to dręczyć dopóki jest z nia ma w dupie wszystko a przede wszystkim Ciebie sory ,ze tak piszę ale mój tak sie zachowuje byle tylko sie mnie pozbyc ,pamietaj on ma wsparcie w niej a Ty jesteś sama ,słaba zrozum to , tak jak mój ex żyje jak lord a ja z dnia na dzień marnieje. Zawsze miał dobre serce ,był dobry czuły kochany a odkąd jest z nią jest innym człowiekiem poprostu skur.... poniża mnie na kazdym kroku i upokarza ale ja juz przestałam pisac do niego oraz dzwonic poprostu olałam temat i juz, wiem ze to koniec i nie zmienia nic moge tylko sie uzalać ale to bezsensu. Byłam tak głupia i naiwna ufałam bezgranicznie to teraz mam,nie reagowałam na zadne sygnały , zawsze myslałam,ze jest mądry i odpowiedzialny a tu masz .... żyłam jego życiem i zgubiło mnie to a teraz muszę walczyć z kazdym dniem ,a on sie smieje i jest szćzesliwy .... kino,obiadki,restauracje,zabawy....
kurcze Domini, u Ciebie jest to oficjalne, nie jesteście małżeństwem, wzsyscy wiedza ze on jest juz z kims innym nie z Tobą. U mnie wyglada to troche inaczej. Nie wiem czy rodzina wie, ale znajomym wciska kit. I najśmieszniejsze jest to, ze odwrócił sie od wszystkich, nie tylko ode mnie ale równiez od znajomych. Nie umie nikomu w oczy spojrzeć, mam wrażenie ze mnie również bo po spotkanich z dzieckiem zmywa sie tak szybko jakby mu torpedę w dup.. wsadzili.
135 2011-10-20 15:07:46 Ostatnio edytowany przez domini182 (2011-10-20 15:08:19)
Specjalnie się odwrócił żeby nikt nie dowiedział się ,ze ma kogos taka taktyka ,bo wie ze mogłabys to wykorzystac w sądzie. My nie bylismy małżeństwem ale mieszkalismy ze sobą 6 lat i to jak mnie potraktował z jaką agresja i pastwieniem się tylko zeby miał wolne terytorium zebym wypier...... tak chciał zeby zrobic miejsce tej suce, a za co ?? za to,ze u pomagalam ,wspierałam to jest w tym wszystkim najbardziej bolesne. w 10 dni rozpier...... 8 lat A ty się dowiedz czy kogos ma nawet go sledź
Dziewczyny, nie wiem, czy mogę Wam radzić, bo każda z Was jest inna, a ja przeżyłam swoje 3-4 lata temu. Ostatnie 3 miesiące mojego małżeństawa były koszmarne. Schudłam 12 kg (waga końcowa spadła do 44kg), spałam po 3 godziny. Próbowałam, jak mi się teraz wydaje wszystkiego: basen, siłownia, rąbanie drewna, psycholog, rodzina, przyjaciółki, literatura fachowa. Jak wyprowadził się poczułam przede wszystkim ulgę. Następnego dnia poszłam do lekarza po jakieś środki nasenne i przez 2 tygodnie codziennie jadłam BigMaca. No i gadałam na okrągło, jak katarynka wciąż o tym samym. Wyrzuciłam z siebie całą tę toksynę i powoli, powoli zaczęłam wracać do życia. Pomoc przyjaciół, psychologów, antydepresanty, ale przede wszystkim ja sama sobie pomogłam.
Teraz mam dystans i potrafię ocenić co na pewno robiłam źle: próbowałam z niego wyciągnąć prawdę a ta prawda bardzo mnie bolała, chciałam wszystko naprawić i oczekiwałam od niego tego samego, mówiłam źle o jego pociszycielce, a powinnam wychwalać bo tak była zakazanym owocem, którego bardzo pragnął. Nie myślałam o sobie, za mało o córkach, tylko ON się liczył. Nie potrafiłam postawić wyraźnej granicy i pokazywałam jak bardzo mi zależy. Tylko, że ostatnie lata były bardzo trudne, on nie był ok (gnębił młodszą córkę najbardziej, starszą i mnie nieco mniej, ale i tak po latach stałam się słabą, niedowartościowaną, beznadzieją kobietą) ja się dusiłam, nie byłam z nim szczęśliwa, i oczekiwałam od niego nie tego co mógł dać mnie i córkom. Przez ostatnie lata wypierałam prawdę, ne chciałam widzieć tej równi pochyłej po której staczała się nasza cała rodzina.
Miałam też pomysły nie z tej ziemi, ale już po rozstaniu. Kilkakrotnie wyciągałam do niego pomocną rękę bo uważałam, że on tej pomocy potrzebuje. TYlko, że zawsze wracało cierpienie. Wybrałam wariant może nie najlepszy, ale najłatwiejszy dla mnie: zero kontaktu. Na razie tak trzymam, a co będzie...życie pokarze
anna: bardzo często czytałam to forum, nim zdecydowałam się tu napisać, czytałam wiele historii i może dlatego męczyłam się tylko (moze aż) miesiąć. Bo ostatni miesiąc wspólnego mieszkania był równiez koszmarem. Ja również schudłam, nie spałam wogóle. Jak patrzyłam jak on spokojnie spi to mnie skręcało i jeszcze te oskarżenia, straszenie. Równiez przezyłam swój koszmar, niesty przezywam go nadal ale juz inaczej. Po tym jak wyrzuciłam go z domu (oczywiście nie protestował) to stałam sie ta najgorszą, bo ja go wyrzuciłam, biedaka...CZasami załuję ze to zrobiłam, ale wiem ze gdybyśmy nadal mieszkali razem zniszczył by mnie totalnie. Dzięki Wam wszystkim postanowiłam szybko działać i pewnie kiedyś będę pewna że była to słuszna decyzja, na razie tak nie jest.
Chciałabym miec taki dystans jak Ty ale wiem, ze na to trzeba czasu. Chciałabym również odciąć się od niego zupełnie ale nie mogę bo tez mamy dziecko, które strasznie za nim tęskni, więc dla niej męczę sie dalej, muszę go widywać i to sprawia mi ogromny bół. Nie pomagam mu, nie kontaktuje sie z nim, to on musi to robic jak chce się spotkac z dzieckiem, staram się pokazywać ze sobie ze wszystkim radzę i usmiecham się. Jednak to tylko pozory, bo myslę o nim w każdej chwili, płaczę w poduszkę, gadam godzinami przez telefon żeby właśnie to wszystko z siebie wyrzucić. Też jak Ty nie myslę o sobie, o dziecku tylko o nim, cały czas i mnie to zabija, powoli tracę siły. Ja staram sie nie wspominać o tej trzeciej, chociaż chciałabym poznac prawdę. Powiedziałam mu kiedys ze on sam wie co zrobił i nie muszę mu tego mówić, ze ma swoje sumienie i tego sie trzymam, chcociaz boje sie, ze przyjdzie taki dzień w którym nie wytrzymam i wyciągne z niego wszystko i wtedy mnie to zabije.
(...) boje sie, ze przyjdzie taki dzień w którym nie wytrzymam i wyciągne z niego wszystko i wtedy mnie to zabije.
Po co to chcesz zrobić?
Jesteś aż taką masochistką?
Lubisz być upokarzaną, poniżaną i lekceważoną?
nie Wielokropku, nie lubie być upokarzana i lekceważoną, ale teraz sie tak czuję. Uważam, ze zasługuje na prawdę, na wyjasnienia. Wiem, ze to nic nie zmieni w nim, a we mnie dużo, lecz jak to sie pięknie mówi "prawda nas wyzwoli", na razie zabijaja mnie pytania bez odpowiedzi.
Grunt to konsekwencja.
Czemu wierzyć? Temu?
(...) jak to sie pięknie mówi "prawda nas wyzwoli", na razie zabijaja mnie pytania bez odpowiedzi.
Czy temu?
(...)przyjdzie taki dzień w którym nie wytrzymam i wyciągne z niego wszystko i wtedy mnie to zabije.
Naprawdę musisz wiedzieć wszystko o jego zdradzie, by stanąć samodzielnie na nogach? Nie wystarczy Ci informacja, że zdradził? Głodna jesteś szczegółów?
Mogę podać ogólne informacje, poza które Twój mąż nie wyjdzie (jeśli jest rozsądnym). Przestał Cię kochać. Zostały ewentualne sentymenty. Zauroczyła go inna kobieta, poczuł "motyle w brzuchu", odzyskał radość życia.
Nie upokarzaj się bardziej.
Ale i tak, mimo rad, zrobisz jak zechcesz.
bardzo boli to co napisałaś, ale wiem ze taka jest prawda - odzyskał radość życia, a ja straciłam. Wiem, ze samo sobie przeczę i generalnie w tym momencie wszystko mnie zabija, może dlatego, ze nie moge w to uwierzyc, ze kochał mnie bezgranicznie a teraz kocha inną, nie mogę....
Może, dla swego dobra, skończysz z tą egzaltacją typu "kochał mnie bezgranicznie" i zobaczysz rzeczywistość?
Ona jakaś jest, niezależnie od Twych emocji, wyobrażeń, wiary.
i jestem z powrotem, staram się odnajdywać rzeczywistoć, staram się, ale myśli nadal krążą wokół niego, niestety....
On również nie pozwala o sobie zapomnieć, teraz nagle zapałął uczuciami do dziecka, nagle chce się interesować, jak powiedziałąm, że któregoś dnia nie może się z nią zobazyc to wręcz mnie błągał czy może przyjechać i pobyć z dzieckiem... Pokłóciłam się z nim tego dnia, zupełnie niepotrzebnie bo wiem, że już nie warto rozdrapywać ran, ale po tym wszystkim utwierdziałąm się w przekonaniu, że on nadal uważa że jestem wszystkiemu winna, że on nic nie zrobił złego, nie przyznał się do niczego ani mnie, ani nikomu, nawet swojej rodzinie. Chodzi do swojego brata i opowiada jaki to on był przeze mnie skrzywdzony.... Co Wy o tym myślicie? Czy to nie jest chore?
Skoro nie masz na niego żadnych dowodów, że Cię zdradził, bądź jest w jego życiu inna kobieta, to może faktycznie wypalił się, dotarło do niego, że nie chce tkwić dłużej w tym związku, który go dusił i przytłaczał? To troszkę dziwnie, by nikt, nic nie wiedział...? Czyżby, aż tak skrupulatnie się ukrywał?
i jestem z powrotem, staram się odnajdywać rzeczywistoć, staram się, ale myśli nadal krążą wokół niego, niestety....
On również nie pozwala o sobie zapomnieć, teraz nagle zapałął uczuciami do dziecka, nagle chce się interesować, jak powiedziałąm, że któregoś dnia nie może się z nią zobazyc to wręcz mnie błągał czy może przyjechać i pobyć z dzieckiem... Pokłóciłam się z nim tego dnia, zupełnie niepotrzebnie bo wiem, że już nie warto rozdrapywać ran, ale po tym wszystkim utwierdziałąm się w przekonaniu, że on nadal uważa że jestem wszystkiemu winna, że on nic nie zrobił złego, nie przyznał się do niczego ani mnie, ani nikomu, nawet swojej rodzinie. Chodzi do swojego brata i opowiada jaki to on był przeze mnie skrzywdzony.... Co Wy o tym myślicie? Czy to nie jest chore?
Chore, zdrowe. To tylko słowa.
Czemu zajmujesz się tymi słowami?
Czemu jemu poświęcasz swą uwagę?
Każdy przekazuje swoją prawdę, widzianą swoimi oczyma.
On też.
Ty też.
A ona gdzieś pośrodku.
obwinia sie ,bo czuje sie winny ,chce sobie teraz zjednac ludzi, a może rzeczywiscie nikogo nie ma..... musiałabys miec dowody
...sama się nad tym wszystkim zastanawiałąm, czy to prawda czy nie, wszystko wskazywałao na to że jest ta trzecia, miałam dowody, to nie tak, że sobie coś ubzdurałam.... Zaczęło się od ukrywania telefonu, mnóstwa wysyłanych smsów i maili, które od razu kasował, wychodzenie z domu, powroty późnym wieczorem lub nad ranem i jeszcze miłosny list który znalazłam. Wszystkiego się wyparł, na wszystko miał wymówkę ale gnębił, poniżał, straszył... Więc proszę dziewczyny same oceńce czy zwariowałam czy to prawda.
Mieszkamy w dużym mieście, on mieszka teraz "nie wiem gdzie" ponieważ nie chce mi podać adresu. Rodzinę ma w innym mieście. I faktem jest że nikt nic nie wie, każdemu mówi że sobie cos ubzdurałam, że jestem wariatką.
Czasami się tak czuję, jak wariatka, ale może o to muchodzi....
...sama się nad tym wszystkim zastanawiałąm, czy to prawda czy nie, wszystko wskazywałao na to że jest ta trzecia, miałam dowody, to nie tak, że sobie coś ubzdurałam.... Zaczęło się od ukrywania telefonu, mnóstwa wysyłanych smsów i maili, które od razu kasował, wychodzenie z domu, powroty późnym wieczorem lub nad ranem i jeszcze miłosny list który znalazłam. Wszystkiego się wyparł, na wszystko miał wymówkę ale gnębił, poniżał, straszył... Więc proszę dziewczyny same oceńce czy zwariowałam czy to prawda.
Mieszkamy w dużym mieście, on mieszka teraz "nie wiem gdzie" ponieważ nie chce mi podać adresu. Rodzinę ma w innym mieście. I faktem jest że nikt nic nie wie, każdemu mówi że sobie cos ubzdurałam, że jestem wariatką.
Czasami się tak czuję, jak wariatka, ale może o to muchodzi....
czyżbyś była moim klonem? a może to faceci są tak durni, że zawsze robią to tak samo, skó..ele.
Wcześniej zadawałaś pytania jak długo to potrwa. Długo, ale powolutku ten żal tkwiący w Tobie będzie słabł. NIGDY nie zapomnisz tego jak zostałaś skrzywdzona. Nie można zresetować pamięci, jak dysku komputera. Za jakiś czas to przestanie boleć. Może nawet uda Ci się wybaczyć, czego sama sobe eż życzę, bo ja jeszcze nie wybaczyłam do końca.
Wciąż (4 lata), chociaż coraz rzadziej, mam chęć wyjaśnień, zrozumienia jak do tego wszystkiego doszło. Nie interesują mnie pikantne szczegóły, ale chcę wiedzieć jakie jego potrzeby nie były zaspokajane. Sex miał 5-10 razy w tygodniu, gotuję smakowicie, sprzątałam, prałam, itd a do tego rozgrzeszałam, słuchałam, tłumaczyłam świat a ON był tym najażniejszym w całym świecie. Moje przyjaciółki zgodnie twierdzą, że byłam za dobra i to go przerosło.
Więc czasami jeszcze chcę zrozumieć o co w tym wszystkim chodziło, żeby tych samych błędów już nie popełniać...jeśli popełniałam.
Dziewczyny, wszystkie chudniemy, budzimy się 5 razy w nocy, a śpimy po 3 godziny. To też mija. Jak któraś chce się wyspać, to niestety jedynym rozwiązanie są środki nasenne. My mamy serca, a te bolą.
Na pocieszenie powiem Wam, że wszyskie jesteśmy super atrakcyjnymi kobietami. Jak już sprawy sądowe pozwolą nam normalne życie (na samym początku uważałam, żeby nie miał nic na mnie, a tak zarzucił mi zdradę 2 lata po rozstaniu), wkoło nas pojawiają się mężczyźni. Wsród nich jest wielu wartościowych, innych od ex, przy kórych znów czujemy się wspaniale i którym można i warto zaufać. Doświadczenia uczą nas ostrożności, więc i wybory są lepsze.
Chyba moja metryka powinna być da Was dobrą prognozą.
anno: z tego co napisałaś Twoja sytuacja była bardzo podobna i dlatego proszę Cie o pomoc, abym nie popełaniła błędów.
Tak jak juz pisałam nikt nie wie o tym, ze on kogoś ma, z tego co sie dwiedziałam nawet jego rodzina, więc zyje sobie w tych kłamstewku i z jednej strony cieszę się, bo wiem, ze sie pogubi, ale to juz jego problem. Z drugiej strony nie wiem czy dobrze postępuję i dlatego proszę Cię o radę.
Zaczął sie ostatnio interesować bardzo dzieckiem, stwierdził, ze chce uczestniczyć w jego zyciu. Zaczęło się to po tym jak mu wygarnęłam, że interesuje sie tylko wtedy kiedy chce i kiedy mu pasuje. Twierdzi, że chce uczestniczyć w jego życiu i nie byłoby w tym nic strasznego tylko tyle, że tym samym będzie uczestniczył w moim, a to nie wiem czy wytrzymam. Nie chcę udawać rodzinki, którą nie jesteśmy idąc np. z dzieckiem gdzieś razem. Druga sprawa jest taka, że nadal cos do niego czuję i męczę się jak jest w domu z dzieckeim. Staram się wychodzić, nie patrzeć na to, ale przeciez nie da sie codziennie z domu wieczorami wybywać, też chce odpocząć. Od 2 miesięcy straszy mnie rozwodem, jak ostatnio zapytałam czy złozył juz pozew to odpowiedział ze nie, bo nie miał czasu. Jak przychodzi do dziecka to jednego dnia jest naburmuszony, obrażony coś pod nosem burczy, kolejnego znowu zachowuje sie jakby nigdy nic normalnie (w miarę). Czasami wydaje mi się że zwariuję, ze nie dam rady na chuśtawke, którą mi funduje.
kochana Rozczarowana, ja nie wiem czy potrafię Ci poradzić, jesteśmy różne i nasi mężowie są innymy ludźmi
Mogę tylko powiedzieć co mnie pomagało najlepiej i dać uwagi c nie pomagało.
Nie bałam się mówić o wszystkim, bo forma w jakiej zakończyliśmy małażeństwo była skandaliczna. Mówiłam przyjaciółkom, ale ich rady (nie były w takiej sytuacji) były złe, co zweryfikowły wizyty u psychologa. Ich ocena sytuacji i propozycje jake mi dawały były wręcz szkodliwe.
Nie każdy jest zwolennikiem psychologów, natomiast ja uważam że potrafią prawidłowo pokierować naszymi myślami. Ty za dużo mówisz ON, a za mało JA. Dobrze pamiętam jak pod koniec godzinnego (pierwszego) spotkania z psychlogiem zapytał mnie czy mam coś do powiedzenia o sobie, bo tylko mówiłam o mężu.
Psycholog kosztuje, ale możesz umówić się na wizytę w najbliższej poradni uzależnień i współuzależnień. Jesteś uzależniona od miłości, najgorszą formą przemocy psychicznej jest zdrada, w takich poradniach są naprawdę doskonali specjaliści, a wizyty są bezpłatne. Nastaw się na to,że pierwsze spotkania z psychologiem nie bywają miłe. Prawda odkarywa też nasze słabości i błędy. Ciężko to czasami powiedzieć o samym sobie, albo usłyszeć. Ale służy to poprawie, naprawieniu, uczy prawidłowych zachowań, uczy jak rozmawiać.
Nie znam Twojego męża. Z tego co opisujesz, to albo nie jest pewny, czy dobrze zrobił, albo szykuje sobie alibi.
Nie znam też kobiety, z którą się spotyka. Jest samotną matką? Jeśli tak, to najbardziej zależy jej na finansach, jakie poprawią sytuację jej i dziecka. Nie oszukujmy się, ale mając lat więcej niż małolaty i pewne doświadczenia życiowe ...miłość jest ważna, ale łączymy ją z jeszcze innymi elementami. Dla Ciebie, dla mnie, ważna jest miłość, poczucie bezpieczeństwa, szacunek, rodzina. Niestety nie dla wszystkich.
Gdybym była na Twoim miejscu to wykonałabym kilka ruchów:
- poszła do psychologa
- poszła do adwokata
a po tych dwóch wizytach ( u psychologa może po 2-3) już miałabym chyba umiałabym zacząć rozmiawiać z nim. Rozmawiać moich potrzebach, o uczuciach.
Daję ci linka, gdzie masz listę uczuć, potrzeb www.profilak.pl/NVC_materialy/potrzeby_uczucia_marshall.doc
Acha, ważne jest żebyś nie mówiła mu co chcesz zrobić. Cokolwiek zadecydujesz, np złożysz pozew, nie uprzedzaj go. Niech to go zaskoczy i osłabi. Po cichutu zbieraj dowody. Mężczyźni żadko kiedy działają racjonalnie. A Ty możesz to wykorzystać w zależności od tego jak zadecydujesz.
Zastanów się też dlaczego chcesz ratować małżeństwo. Jeśli wiesz, że macie podstawę w miłości to ok, ale nie ratuj, żeby sobie i mu pokazać że potrafisz, czy dlatego; bo co ludzie i rodzina powiedzą. Dla dziecka też tego nie rób. W tej sytuacji myśl tylko i wyłącznie o sobie. I pozwól sobie pomarzyć.........
minęło kilka dni, sama nie wiem co się dzieje, gubię się w tym wszystkim, czasami myślę sobie, że albo ja zwariowałam albo on ma niepokolei pod kopułką.
Dziecko zachorowało, zaczął się bardzo interesować, dzwonić codziennie (nigdy wcześniej, nawet jak byliśmy razem nie interesował się tak), przychodzić codziennie, prosić ze chce się z nią zobaczyć. Siedział mi na głowie do wieczora. Ja starałm się wychodzić, ale nie codziennie. Teraz dzwoni, pisze codziennie jak się dziecko czuje, jak ja się czuje, czy sobie radzimy.
Nie wiem co ja mam z tym wszystkim zrobić, już się zaczęłam godzić z moją sytuacją, a tu.... Czy to jest normalne? Co on knuje? Trochę się obawiam. Wiem, że nie chce ze mną być, to po cholerę takie zainteresowanie. Poradzcie coś, czy powinnam mu dobitnie powiedzieć, żeby się odczepił, czy grać w jego grę - bo tak to teraz odbieram.
wszystko zależy od tego jak TY się z tym czujesz i czego TY chcesz
czy dobrze i się wydaje, że jeszcze masz nadzieję? czy tego chcesz?
już się zaczęłam godzić z moją sytuacją, jednak nadzieja....sama nie wiem na co - na to że może on jednak coś nadal czuje - bzdura, nadzieja, że za nami tęskni - bzdura, nadzieja, że moze wróci - bzdura. Już raczej w to nie wierzę, raczej.... Nie wiem czego chcę, a może wiem... chciałabym mieć wybór, mieć możliwość wyboru i decyzji, tak tego bym chciała....żebym teraz ja mogła zadecydować co dalej będzie z naszym życiem, naszym małżeństwem...
Gdybym była na Twoim miejscu to wykonałabym kilka ruchów:
- poszła do psychologa
- poszła do adwokata
a po tych dwóch wizytach ( u psychologa może po 2-3) już miałabym chyba umiałabym zacząć rozmiawiać z nim. Rozmawiać moich potrzebach, o uczuciach.
Acha, ważne jest żebyś nie mówiła mu co chcesz zrobić. Cokolwiek zadecydujesz, np złożysz pozew, nie uprzedzaj go. Niech to go zaskoczy i osłabi. Po cichutu zbieraj dowody. Mężczyźni żadko kiedy działają racjonalnie. A Ty możesz to wykorzystać w zależności od tego jak zadecydujesz.
Zastanów się też dlaczego chcesz ratować małżeństwo. Jeśli wiesz, że macie podstawę w miłości to ok, ale nie ratuj, żeby sobie i mu pokazać że potrafisz, czy dlatego; bo co ludzie i rodzina powiedzą. Dla dziecka też tego nie rób. W tej sytuacji myśl tylko i wyłącznie o sobie. I pozwól sobie pomarzyć.........
Anno, jesteś bardzo mądrą osóbką, czytam sobie Twoje słowa za każdym razem, kiedy się gubię. Bardzo Ci za to dziękuję.
Witaj Rozczarowana:)
Opiszę Ci jak ja sobie radzę w takiej samej sytuacji: mąż zdradził mnie emocjonalnie, zakochał się w pewnej młodziutkiej dziewczynie, która była dla niego twierdzą nie do zdobycia i to go tak w niej fascynowało. Tajemniczość, niedostępność oraz zakazany owoc w postaci jej osoby przyćmiły mu cały świat. Wydało się przypadkiem , przyznał się do wszystkiego i....i wyprowadziłam się z domu. od tego dnia minęły 3 miesiące. Nie jest jeszcze dobrze, ale staram się jak mogę by bolało jak najmniej. Miałam różne stany - złość, nienawisć, niezrozumienie itp., ale teraz pokazuję mu, że umiem bez niego żyć, że świetnie sobie radzę, mam malutkiego synka o którego dbam i to on powinien żałować, że nie widzi go codziennie. Ustaliłam spotkania jego z synkiem 2 razy w tygodniu po 3 godziny i tego się trzymam. Żadnych dodatkowych odwiedzin - zostawił nas, więc niech ponosi tego konsekwencje. To nie jest z mojej strony złośliwość, ale nie mogę godzić się na wszystko czego chciałby oczekiwać. Mamy dobry kontakt, rozmawiamy spokojnie, ale tylko na temat synka, bo tak chciałam i taka granicę postawiłam:)
Od pewnego czasu (tak zresztą jak u Ciebie) mąż pisze do mnie każdego dnia i wieczora życząc nam miłego dnia i dobrej nocy. Ja odpisuję na te smsy życząc tego samego. Nie wiem czy dobrze robię, ale tak czuję, nie chcę nic udawać.
JEDNAK ROBIĘ TAK DLATEGO PONIEWAŻ NIGDY Z NIM NIE BĘDĘ! nie umiałabym żyć z nim po tym wszystkim co mi powiedział.
I to właśnie daje mi siłę, powtarzanie sobie - nigdy z nim nie będę, bo nie potrafię zaufać komuś takiemu itp.
Gdybym żyła nadzieją, pewnie byłoby mi trudniej i znowu przeżyłabym rozczarowanie, a tak wiem przynajmniej, że potrafię się nieco do tego wszystkiego zdystansować i oddzielić w nim ojca, męża i po prostu człowieka.
Wiem, że jest dobrym człowiekiem, wrażliwym i pomocnym, wiem, że stara się być dobrym ojcem i wiem jak złym był dla mnie mężem.
Czasu nie cofnę, choć bardzo bym chciała. Tak jak Ty Niekochana czuję coś jeszcze do męża, ale nie wiem co...to chyba nie miłość, lecz wspomnienie cudownych chwil i lat spędzonych razem.
Pamiętaj Niekochana to oni powinni żałować, a nie my...
Pozdrawiam Cię i bądź dzielna:)
witam ciebie rozczarowana78 !
tak jak czytalas moj tekst ,to pewnie zauwazylas ze moja sytuacja(problem) jest wlasnie na odwrut.to ja chce walczyc o moja kobiete i co dziennie prosze boga zeby dala mi ostateczna szanse.ale co do twojego tematu(problemu) to musze tobie gwarantowac ze nie wszyscy faceci sie w taki sposob zachowoja.nie chce wnikac o co tak naprawde przez te wszystkie lata u was poszlo ze az tak zle ,ja wcale nie znajac osobiscie twojego faceta to powiedzialbym ze istnieja TYLKO dwie mozliwosci.1sza to ze tak naprawde on od samego poczatku ciebie prawdziwie nie kochal a 2ga ze jest(w mojich oczach) zupelnie nie doroslym facetem.osobiscie jestem tego zdania ze jezeli ktokolwiek naprawde nic nie czuje do drugiej osoby to powinien calkiem szczeze o tym porozmawiac i jezeli nie dojdzie do porozumienia odejsc.a dopiero po tym zabierac sie za inne kobiety a nie najpierw jakies afery i zdrady.wydaje mi sie ze to jest nie na miejscu.a jezeli jest to w reali tak jak to zrozumialem ze nawet waszego dziecka w tym sensie nie szanuje i jest mu mniej czy wiecej obojetne no to chyba mowi wszystko za siebie co to za czlowiek ?!
nie obraz sie ale jak ja bym byl w takiej sytuacji to chyba juz bym tego czlowieka jako partnera nie chcial.to jest tylko moje zdanie.
no chyba ze byla ewentualnie taka u was sprawa ze to ty 1sza go jakos zdradzalas ,no to by bylo wtedy co innego.
pozdrawiam i zycze tobie wszystkiego najlepszego !
Bombassa - nigdy go nie zdradziłam, ani emocjonalnie, ani fizycznie...ja jestem raczej z tych niedzisiejszych, czyli monogamistka do bólu...jednak w naszym całym związku również swoje do pieca dołozyłam i jestem tego świadoma, on równiez... Najgorsze jest to że ja umiałam się przyznać do popełnionych przez siebie błędów, on nie...wiedział również, że zdrady nie toleruję. Wiem, że podle ze mna postapił, staram się o tym nie zapominać, ale nadal go kocham, może jednak wspomnienie po nim, nie wiem, ale dażę go uczuciem i dlatego bardzo dobrze \cie rozumiem, jesli chodzi o spotkania z Twoja żona. Ja tez nie daje rady jak go widzę...
Aguszka - zazdroszczę Ci Twojej postawy i postanowienia które zrobiłaś, że już nigdy z nim nie będziesz, chciałabym umieć tak powiedzieć, zrobić, ale jeszcze nie potrafię, dlatego każdy gest który robi odradza nadzieję. Wolałabym, zeby było tak jak na poczatku, czyli zero kontaktu.
Mam mnóstwo wątpliwości. Z jednej strony chciałabym go widywać bo tęsknię, po drugie chcę aby opiekował sie dzieckiem. Z drugiej jednak strony łatwiej byłoby mi zapomniec gdyby nie było zadnego kontaktu, ale co wtedy z dzieckeim. Pogubiłam sie w tym wszystkim...
Ja tez nie daje rady jak go widzę...
Aguszka - zazdroszczę Ci Twojej postawy i postanowienia które zrobiłaś, że już nigdy z nim nie będziesz, chciałabym umieć tak powiedzieć, zrobić, ale jeszcze nie potrafię, dlatego każdy gest który robi odradza nadzieję. Wolałabym, zeby było tak jak na poczatku, czyli zero kontaktu.
Mam mnóstwo wątpliwości. Z jednej strony chciałabym go widywać bo tęsknię, po drugie chcę aby opiekował sie dzieckiem. Z drugiej jednak strony łatwiej byłoby mi zapomniec gdyby nie było zadnego kontaktu, ale co wtedy z dzieckeim. Pogubiłam sie w tym wszystkim...
Kochana Rozczarowana, kochane dziewczyny i nie tylko....
Wiecie jak to działa? Strasznie, strasznie głupio. Dziś (4 lata po rozstaniu, 3 miesiące po uprawomocnieniu się rozwodu) mogę jedyne sensowne powiedzieć to cholera, cholera, cholera!!!
Jest tak: Od końca lipca właściwe zero kontaktu, wyjątkiem był jeden jego telefon nt. córki. Potem dzwonił, ja odrzuciłam połączenie. Kilka spraw się uzbierało i od 2 tygodni kumuluję w sobie odwagę, żeby do niego zadzwonić i to omówić, zakończyć, bo to ważne. Córka spotkała się z nim 2 dni temu, dziś mi opowiadała, że u niego musi być bardzo źle, że jest w okropnej formie itd.
Czy mówiłam Wam, że on jest z kobietą, którą (i jej córkę) utrzymuje(kasa mu się definitywnie kończy) i która nie pozwala mu na kontakty z córkam. Widuje się tylko z młodszą, bo starsza mieszka daleko, zawsze jest to w godzinach pracy i w tajemnicy. Oczywiście to jego wina, że taki układ zaakceptował.
Ale dziś, po raz któryśtam, cholera, cholera, znów pojawiła się ta chęć pomocy. Znów są wspomnienia tych dobrych momentów, ciepło w sercu. Jej, jaka ja jestem głupia. Week-end spędziłam z ukochanym, dopieszczona, dowartościowana z poczuciem bezpieczeństwa i co? Znów powrót do tego co ślubowałam? Koszmar
Nie masz czego zazdrościć, bo jeszcze nie jest tak, jak chciałabym żeby było:( Marzę o tym, żeby spojrzeć na niego i poczuć obojetność, ale do tego jeszcze daleka droga.
Myślę, że nasi mężowie wiedzą, że jeszcze ich kochamy, mimo tego co nam zrobili, dlatego wysyłając smsy itp. badają granicę na jaką mogą sobie pozwolić i wykorzystują naszą dobroć wobec nich. Ale nie ze mną już te numery:) Jestem miła, bo taki mam charakter, rozmawiam z nim spokojnie, bo taka już jestem...
Zastanów się Niekochana proszę, czy gdybyś znowu była ze swoim mężem po tym wszystkim, jak wyglądałby Twój dzień?
Ja ci podpowiem, choć pewności nie mam...Włożyłabyś maskę pt. "Dobra żona", która wszystko wybacza, toleruje, nigdy się nie kłóci i nie wyraża swojego zdania, tylko po to, aby czasem ów mąż znowu nie odszedł. To błędne koło! Nie zapomnisz o tej krzywdzie, będziesz drżała o każdy dzień, czy czasem aby nie zdradza. To w efekcie prowadzi do zaborczości, nadmiernej kontroli itp. wtedy delikwent na pewno ucieknie.
Ja tak cały czas myślę, że powrót nigdy się nie uda, bo po tym wszystkim nie może się udać. Dusiłabym się w związku. w którym nie jestem sobą.
To bardzo boli, myśl, że nie można być z człowiekiem, którego się kocha. Jednak to trumf rozumu nad uczuciami. Serce mnie zawiodło, więc teraz stawiam na racjonalne myślenie:)
Trzymam za ciebie kciuki, bo dziś nie wyobrażasz sobie życia bez niego, ale jutro...kto wie.
A ja mam jeden warunek, który musiłby być spełniony przez takiego Ex czy prawieEx: leczenie.
Dużo zlego zaznałam, ale zawsze dawałam sobie i jemu nadzieję. Jego forma zakończenia nie była do zaakceptowania, stąd wina w rowodzie. Rzeczywista wina rozpadu, po mojej stronie też leżała. Każdy musi sięgnąć dna, żeby się odbić, albo utonąć. Ja dna sięgnęłąm, sądy i życie nauczyły mnie cierpliwości. Ja obie cierpliwie poczekam, aż Ex spadnie na samo dno, a to już cyba niedługo potrwa.
Moj zona zlozyla pozew o rozwod po prawie 10-ciu latach wspolnego zycia. Jakie bylo? Mysle ze nie najgorsze jak dla mnie tak i dla niej. W spadku dostalem nasza wspolna coreczke(7 lat). Moja rada to nie walcz, bo ja tak zrobilem i jest mi lzej. Znalazla sobie innego. Sa teraz na etapie wspolnych wyjazdow, kolacji, kwiatow, kina itd. itp. My bylismy na etapie codziennych obowiazkow, zaczela wkradac sie codziennosc i jej to nie odpowiadalo. Odpusc bedziesz zdrowsza.
Nie bałam się mówić o wszystkim, bo forma w jakiej zakończyliśmy małażeństwo była skandaliczna. Mówiłam przyjaciółkom, ale ich rady (nie były w takiej sytuacji) były złe, co zweryfikowły wizyty u psychologa. Ich ocena sytuacji i propozycje jake mi dawały były wręcz szkodliwe.
Nie każdy jest zwolennikiem psychologów, natomiast ja uważam że potrafią prawidłowo pokierować naszymi myślami. Ty za dużo mówisz ON, a za mało JA. Dobrze pamiętam jak pod koniec godzinnego (pierwszego) spotkania z psychlogiem zapytał mnie czy mam coś do powiedzenia o sobie, bo tylko mówiłam o mężu.
annaJo a możesz napisać co radziły Ci przyjaciółki i co to były za złe rady??? ![]()
anno, ja też jestem ciekawa co te przyjaciółki radziły. Mnie wiele osób radzi różne rzeczy, dzieki jednej z nich "poprosiłam" mojego jeszczemęża o wyprowadzkę natychmiastową i oczywiście (jak pewnie się domyslacie) czasami żałuje tej decyzji.
a wracając do mojego tematu, to w tej chili bardzo boję sie pozwu, który mogę otrzymać, boję się, ze wtedy ból osiągnie apogeum...
i jeszcze jedno kochane/ni: czy nie myslałyście kiedyś o tym, ze za Was zadecydowała druga połówka, że Wy nie miałyście na to wpływu? I z drugiej strony, czy nie chciałybyście Wy zadecydować? Dlaczego pytam, ponieważ ja tak się czuję, ze ktoś zadecydowal za mnie. Kobiety, których mężowie wracaja, maja wybór będą z nimi lub nie - ich decyzja - ja wyboru nie mam i czasami mnie to wkurza....
Nie bałam się mówić o wszystkim, bo forma w jakiej zakończyliśmy małażeństwo była skandaliczna. Mówiłam przyjaciółkom, ale ich rady (nie były w takiej sytuacji) były złe, co zweryfikowły wizyty u psychologa. Ich ocena sytuacji i propozycje jake mi dawały były wręcz szkodliwe.
Nie każdy jest zwolennikiem psychologów, natomiast ja uważam że potrafią prawidłowo pokierować naszymi myślami. Ty za dużo mówisz ON, a za mało JA. Dobrze pamiętam jak pod koniec godzinnego (pierwszego) spotkania z psychlogiem zapytał mnie czy mam coś do powiedzenia o sobie, bo tylko mówiłam o mężu.annaJo a możesz napisać co radziły Ci przyjaciółki i co to były za złe rady???
W 100, nawet 200% zgadzam się z Tobą
Dawno to było, ale jak pamiętam np. kiedyś ex spotkał się ze mną i żebrał żebyśmy się "przyjaźnili". Jego propozycja była: jesteś mądra, znasz mnie, chcę z tobą rozmawać, potrzebuję twoich rad, córki kocham, będę się z mimi widywał, mieszkał na mieście (czytaj z kochanką), a ze mną chciał się przyjaźnić. Akurat tego samego dnia widziałam się w babskim gronie i przyjaciólki zinterpretowały to: on cię kocha, za tobą tęskni, nie zrywaj kontaktu. Następnego dnia byłam u psychologa i interpretacja była zgoła inna: on szykuje sobie alibi, nie właczaj sięw to, poczeaj do sprawy na której będzi musiał się wytłumczyć. Wyszło na wersję psychologa. Z czasem okazało się, że a myślałam kategoaiami miłości, wierności, rodzin, emocji, a ex każde zdanie zaczynał od pieniędzy.
Jeszcze wcześniej namawiały mnie, żebym mu powiedziała, że wciąż możemy być razem. Przestraszył się, może i jego ukochana (straszna z niej suka) mu doradzała i nie chciał mnie widzieć na oczy przez miesiąc.
Minęly prawie 4 lata, a ja cierplwie czekam na jego dno. Nie wstydzę się przyznać i nie mam wyrzutów sumienia, że sprawy zakończyły się korzystnie dla mnie: sama się ponownie polubiłam i szanuję, córki są ze mną, JESTEM WOLNA Z JEGO WINY (nigdy nie zarząda ode mnie alientów), nie zdechłam z głodu... przytyłam 10kg, nie wyrzucił mnie ze wspólnego domu jak chciał...DOM JEST MÓJ, wiele poza tym nie mam, ale daję sobie radę, a ex ...żenada ale i współczuję mu
Jest taka książka "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy:. naprawdę polecam, tam jest kwintesencja tego czego nie powinnyśmy robić
anno, nie wiem czy chcesz wracać do swoich wspomnień, ale Twoje doświadczenia dają mi dużo, m.in. to, że staram się już nie mieć nadzieji i że to co on teraz robi to jest tylko jego gra. Napisz proszę czy Twoj ex chciał się z Tobą rozwieźć, czy złożył pozew o rozwód, czy Ty to zrobiłaś? Ja wyglądały Wasze kontakty po jego wyprowadzeniu się?
Ja obecnie cały czas zastanawiam się czy złożyć pozew, ale waham się bo przecież on tego chciał nie ja, więc dlaczego tego nie robi? On mi ostatnio powiedział, ze teraz jesteśmy jakby w separacji, bo on z nami nie miaszka, uświadomiłam mu tylko że żadnej separacji nie ma i nadal jesteśmy małżeństwem i mamy takie same obowiążki co wcześniej. Nieźle to sobie wykombinował...
anno, nie wiem czy chcesz wracać do swoich wspomnień, ale Twoje doświadczenia dają mi dużo, m.in. to, że staram się już nie mieć nadzieji i że to co on teraz robi to jest tylko jego gra. Napisz proszę czy Twoj ex chciał się z Tobą rozwieźć, czy złożył pozew o rozwód, czy Ty to zrobiłaś? Ja wyglądały Wasze kontakty po jego wyprowadzeniu się?
Ja obecnie cały czas zastanawiam się czy złożyć pozew, ale waham się bo przecież on tego chciał nie ja, więc dlaczego tego nie robi? On mi ostatnio powiedział, ze teraz jesteśmy jakby w separacji, bo on z nami nie miaszka, uświadomiłam mu tylko że żadnej separacji nie ma i nadal jesteśmy małżeństwem i mamy takie same obowiążki co wcześniej. Nieźle to sobie wykombinował...
A będziesz miała cierpliwość tego wysłuchać.....bo to długa historia? Zaraz sę przyłoże i może w jakieś skróconej formie to uchwycę.
Tego co przeżyliśmy zapomnnieć się nie da, nawet nie ma co próbować. Dla mnie ważne jest to, że wspomnienia zdażeń już nie bolą, no chyba że przypominam sobie fakty przez pryzmat mojego bólu, wspomnienia bólu nie są miłe.
Zauważyłam w sobie, że to ma dużo mniejszą intensywność...czyli chyba kiedyś nie będzie bolało wcale. O!
anno, bardzo chętnie przeczytam Twoją historię, bardzo....
Rozczarowana, zadałaś mi konkretne pytania, a ja zaraz poniżej się tu wypłaczę
Głupie to, ale mój ex złożył o rozwód ale nie chciał się rozwieść?cytuję go
Jak znam takie przypadki, to nie oczekuj że Twój mąż będzie chciał ci zrobić dobrze. W jego pokręconym umyśle Ty ponosisz winę, że on się wniósł. Ale możesz zagrać dobrą aktorską rolę i negocjować. On myśli, że jak już w waszym mieszkaniu nie mieszka, to nie musi płacić i wykonywać obowiązków. Znasz go na pewno tak potrafisz poprowadzić rozmowę, żeby wydawało mu się że on decyduje, że jest wielki, dobry wspaniały. Niech sobie nawet tak myśli, byle zrobił co ty chcesz.
Jeśli podejmiesz jakąkolwiek decyzję (myślę o alimentach czy rozwodzie) nie uprzedzaj go, poinformuj po jakimś czasie. Jeśli już nawet powiesz mu coś w stylu: chcę złożyć pozew o alimenty, musisz to zrobić, żeby zobaczył Twoją siłę i konsekwencję. I zbieraj po cichutko dowody, zawsze mogą się przydać
Jeśli masz wątpliwości, jeśli czujesz, że jest szansa dla was, musicie porozmawiać, ale za nim taką rozmowę zaczniesz MUSZISZ nauczyć się rozmawiać. Pierwsza lekcja: nigdy nie zaczynaj zdania od TY, żeby coś mu przekazać musisz zacząć zdanie od JA. (ja chcę, ja czuję, ja potrzebuję). W internecie znajdziesz listę uczuć. Poszukaj, tam są te prawdziwe uczucia i potrzeby (nie mylić z rzekomymi) i szybko zobaczysz, które twoje potrzeby nie są zaspokojone i co czujesz.
Wczoraj minęło cztery lat jak ex wyprowadził się z domu. Przypomniała mi o tym dziś córka i opowiedziała o bardzo dziwnym, nerwowym, nijakim wczorajszym telefonie do niej ojca. Czyżby on tę rocznicę tak boleśnie przeżywał?
Ale wracając do początku rozpadu. Po prawie 10 latach na intratnych stanowiskach za granicą wróciliśmy do Polski. Ja z młodszą córką rok wcześniej (starsza córka już studiowała poza domem) i od raz zaczęłam budować ?wymarzony dom?. Powrót planowaliśmy i przygotowywaliśmy 2 lata. Ex wrócił na niezłe stanowisko, z niezłą pensją. Mogliśmy pozwolić sobie na wiele, ale przede wszystkim na spokojne życie, edukację córek i rozwijanie się. Ja budowałam dom, a po skończeniu chciałam jak najszybciej iść do pracy. Dawałam sobie 2 lata. Ex chciał popracować na obecnym stanowisku i spokojnie szukać po jakimś czasie ciekawszej pracy. Po 9 miesiącach decyzję o zmianie pracy podjął nie informując mnie, ale najgorsze było to, że znów wiązało się to z jego wjazdem. Byłam przeciwko temu, bo rodzina powinna być razem, ojciec był potrzebny nastoletniej córce, a ja tęskniłam. Wyjechał i po kilku miesiącach wyrzucili go z pracy. Opinię o tym dlaczego tak się stało znam od strony pracodawcy (szefa, współpracowników), wersji ex nie znam. Potem był prawie rok nicnierobienia, bezskutecznego poszukiwania pracy (zepsuł sobie chyba opinię w środowisku nikt nie chciał z im rozmawiać), wysyłania cv, tłumaczenia. Łagodzenia itd. Psychika wysiadała, jego relacje z młodszą córką były okropne, stała krytyka, awantury, wyrzucanie z domu. Starsza nie chciała przyjeżdżać do domu. Mnie już nie wolno było się odezwać, bronić. Zaczęłam się dokształcać to zrobił i awanturę, że karierę chcę robić. Mijał dzień za dniem i było coraz gorzej a ja martwiłam się o córki i miałam tego coraz bardziej dosyć. Nawet suka się go bała. Po roku zaczął trochę dorabiać pilotując wycieczki no i na którymś wyjeździe poznał niewiele młodszą, ale dużo biedniejszą, dużo gorzej wykształconą pocieszycielkę. Standard, ani piękna, ani mądra natomiast poznała go na podstawie tego jakie kłamstwa jej opowiedział. Zresztą do tej pory ją okłamuje i chyba głownie na tym polega ich związek.
Zorientowałam się po 3 dniach, po 10 już było albo-albo, a po 2 miesiącach musiał wyprowadzić się z domu. Wyprowadzając się jeszcze uraczył mnie pięknym zdaniem: pamiętaj, kocham cię i tu wrócę, ale teraz muszę żyć inaczej. Na szczęście sam się spakował. Zaraz wyjechał na miesiąc, a po powrocie??natychmiast założył sprawę rozwodową (musiał się wcześniej przygotować i wychodzi mi, że jak mieszkał w domu, ale niemiał odwagi o tym powiedzieć ? o sprawie dowiedziałam się z korespondencji z sądu), oczyścił rachunki do zera (z moich spadkowych pieniędzy), kazał mi natychmiast wystawić dom na sprzedaż. Wszystko miało być tak jak on chce. Córka w klasie maturalnej miała depresję, potrzebowałam pieniędzy na leki, lekarza szkołę, życie. Negocjowałam, właściwie żebrałam o swoje pieniądze. Po cichu założyłam sprawę o alimenty i dostałam zabezpieczenie, ale bałam się mu o tym powiedzieć, przypomnieć?po pół roku za namową adwokata oddałam to w ręce komornika.
Obudzenie moje było jak mi obiecywał, że jak zacznę zdychać z głogu to zrobię tak jak on chce. Acha i na moje pytanie gdzie mamy mieszkać w wypadku sprzedaży domu, odpowiedź była bardzo jasna: g. mnie to obchodzi, możecie spać pod mostem.
Potem już ruszyła lawina: zażądałam zwrotu tego co przywłaszczył, w odpowiedzi na jego pozew nie zgodziłam się na rozwód, ale zażądałam jego winy i jasno przedstawiłam mój wariant wydarzeń. Jego był: rozwód, sprzedaż domu, zwróci mi kasę, mój zwróci mi kasę, rozwód, sprzedaż domu. Wyszło ma moje z tym, że pieniędzy nie oddał, bo już ich nie ma, w zamian za to dom w całości jest mój i właśnie zadecydowałam, że go sprzedam.
Przez 3,5 roku walczył ze mną i z wiatrakami, każdą sprawę przegrał, zakładał apelację i też przegrywał. Na komornika pisał skargi, zażalenia wszystkie oddalone. Donosił na policję, prokuraturę na mnie, na komornika, nawet na swojego adwokata, chyba na każdego kto był przeciw niemu, albo miał inne zdanie niż on. Mnie obarczał winą za wszytko, ze starszą córką zerwał kontakt, dla młodszej zrobił się cudownym tatusiem i nastawiał przeciwko mnie.
W sądach przedstawiał mnie jako najgorszą sukę, dziwkę, materialistkę itd. Zawsze opowiadał, jak to ja korzystam z dorobku jego życia, czyli z domu. Tak jakby dom produkował pieniądze, a nie kosztował. Alimentów jak nie chciał płacić to dlatego, że przecież córka mieszka ze mną. A jak komornik zajął mu samochód to zgłosił na policji kradzież i ma sprawę karną.
3,5 roku walczyłam z głupotą, głupotą i jeszcze raz głupotą
A jak wyglądały nasze kontakty? Koszmarnie, raz mną manipulował, dawał nadzieję innym razem poniżał. Po 4 miesiącach powiedziałam , że nie mogę się z min widywać, bo za dużo mnie to kosztuje. Przez 1,5 roku widywaliśmy się tylko w sądzie. Aż usłyszałam jak u niego źle się dzieje i wyciągnęłam rękę. I znów cierpiałam. Ostatni kontakt miałam latem, gdy przez 3 tygodnie kończyliśmy nasze sprawy. Znów osłabiło mnie to, a w oczach był strach. Za każdym razem musiałam wysłuchiwać inwektyw o adwokatach, komornikach, sędziach, znów byłam winna, bo nie dałam mu szansy, nie czekałam jak Penelopa, bo przecież jak mąż odchodzi od żony to po to, żeby do niej wrócić.
Minęło 3,5 miesiąca a ja od 3 tygodni zbieram się na odwagę, żeby zadzwonić. Muszę coś z nim załatwić i boję się tego kontaktu. Dziś córka mi klarowała bardzo mądrze, żebym oddzieliła sprawy do załatwienia od uczuć. Tylko czy ja potrafię to zrobić?
anno: przeczytała Twoją historię z zapartym tchem i cholernie Ci współczuję ale zarazem zazdroszczę, że umiałąś sobie z tym wszystkim poradzić.
Napewno masz rację pisząc "znam takie przypadki, to nie oczekuj że Twój mąż będzie chciał ci zrobić dobrze. W jego pokręconym umyśle Ty ponosisz winę, że on się wniósł" - to aktualnie przerabiam. Nie istotne było, ze przez dłuższy czas słyszaełam, ze musi się wyprowadzić, żeby odpocząć, że nie chce już ze mną być, że mnie nie kocha, że zrobi to kidy będzie chciał...jednak nie dałąm mu tej satysfakcji i uprzedziłąm nieuniknione, spakował się również sam, teraz to ja jestem ta niedobra, która wyrzuciłą z domu. Długo tego żałowałam, i pewnie jeszcze są chwile, że żałuję ale mam spokój, nie muszę patrzeć jak wychodzi wieczorami i wraca nad ranem, nie muszę wysłuchiwać wyzwisk w moim kierunku, ale oczywiście nadal tęsknię, za tym co było kiedyś...
Aktorką staram się być i chyba całkiem nieźle mi idzie, o niczym nie informuję, tylko najgorsze jeste, że ja tak nie potrafię, więc pewnie długo to nie potrwa i wybuchnę. Poprostu nie umiem żyć w kłamstiwe, to mnie wyniszcza...
Jeśli chodzi o rozmowę, to bardzo bym jej chciała, ale boję się, że usłyszę to samo co już nie jeden raz usłyszałam, ze on nic odemnie nie chce, tylko że ja chcę wyjaśnień, cały czas tego chcę i to nie daje mi spokoju. Wiem jednak że tych wyjaśnień nigdy nie usłyszę, a wręcz przeciwnie kolejne kłamstwa, wymigiwanie się...
A ja mam jeden warunek, który musiłby być spełniony przez takiego Ex czy prawieEx: leczenie.
Dużo zlego zaznałam, ale zawsze dawałam sobie i jemu nadzieję. Jego forma zakończenia nie była do zaakceptowania, stąd wina w rowodzie. Rzeczywista wina rozpadu, po mojej stronie też leżała. Każdy musi sięgnąć dna, żeby się odbić, albo utonąć. Ja dna sięgnęłąm, sądy i życie nauczyły mnie cierpliwości. Ja obie cierpliwie poczekam, aż Ex spadnie na samo dno, a to już cyba niedługo potrwa.
Witaj annaJo. Czytam Twoją historię.......i taka mi znajoma....... i taka jakich tu tysiące. Miłość, dzieci, dorabianie się i kiedy już człowiek moze powiedzieć, że najgorsze za nami, nagle coś szwankuje i jesteśmy zdziwione, zaskoczone, nie dowierzamy. Potrafią łgać, poniżać, ranić do granicy bólu. Cierpimy, chudniemy, nie śpimy, trawimy swoje poniżenie i wypluwamy złe emocje. Inna cudowna a my same zło, my to dno społeczne i moralne. Ciężko to wszystko przetrawić.
Przetrwałaś, ja też ( ja cudem). I po tym wszystkim nadal czekasz ........czekasz aż spadnie na samo dno a Ty podasz mu pomocną dłoń. Dlaczego ? Czy nie czujesz się wolna, szczęśliwa ? Wiem, ze po takich przejściach szczęście brzmi inaczej i inaczej wygląda ale jednak pewne odczucia można nazwać szczęściem.
Za czym tęsknisz, czego wypatrujesz .
Poprostu nie umiem żyć w kłamstiwe, to mnie wyniszcza...
Jeśli chodzi o rozmowę, to bardzo bym jej chciała, ale boję się, że usłyszę to samo co już nie jeden raz usłyszałam, ze on nic odemnie nie chce, tylko że ja chcę wyjaśnień, cały czas tego chcę i to nie daje mi spokoju. Wiem jednak że tych wyjaśnień nigdy nie usłyszę, a wręcz przeciwnie kolejne kłamstwa, wymigiwanie się...
Kochana Rozczarowana, chyba na tym chceniu wyjaśnień musimy poprzestać. Chcemy i już.
Nie odpowie na żadne pytanie ktoś, kto sam siebie i własnych czynów nie rozumie. Nie odpowie uczciwie, obiektywnie żaden prawiebyły czy były mąż, bo zazwyczaj facet który tak narozrabiał jest głupcem i choć w jego podświadomości jest poczucie winy czy klęski to jak taki dupek mógłby żyć z samym sobą i samoświadomością, że głupcem i dupkiem jest. Panowie najpierw sami siebie oszukują, a dalej kłamstwa zataczają kręgi jak na wodzie wrzucony kamyk.
Na pocieszenie powiem, że nie tylko on sam siebie oszukuje, nie tylko Ciebie, choc myślę że tak dobrze go znasz, że wyczuwasz każdy fałsz. Najbardziej to on oszukuje kobietę z którą się spotyka. Wcale jej nie wspólczuje bo ona ma na co zasługuje.
Pisząc o rozmowie nie myślałam o roztrząsaniu tego co się wydarzyło. Stanowczo na to za wcześnie. Natomiast jeśli będziesz miała wyraźny sygnał od niego, że chce coś ratować, wtedy możecie rozmawiać o przyszłości. Ale na to niestety będziesz musiała poczekać.
Witaj annaJo. Czytam Twoją historię.......i taka mi znajoma....... i taka jakich tu tysiące. Miłość, dzieci, dorabianie się i kiedy już człowiek moze powiedzieć, że najgorsze za nami, nagle coś szwankuje i jesteśmy zdziwione, zaskoczone, nie dowierzamy. Potrafią łgać, poniżać, ranić do granicy bólu. Cierpimy, chudniemy, nie śpimy, trawimy swoje poniżenie i wypluwamy złe emocje. Inna cudowna a my same zło, my to dno społeczne i moralne. Ciężko to wszystko przetrawić.
Przetrwałaś, ja też ( ja cudem). I po tym wszystkim nadal czekasz ........czekasz aż spadnie na samo dno a Ty podasz mu pomocną dłoń. Dlaczego ? Czy nie czujesz się wolna, szczęśliwa ? Wiem, ze po takich przejściach szczęście brzmi inaczej i inaczej wygląda ale jednak pewne odczucia można nazwać szczęściem.
Za czym tęsknisz, czego wypatrujesz .
Dzięki Zofio, dobrze mnie rozumiesz. W moim życiu "po" cuda zdażają się wciąż.
Jestem wolna, szczęśliwa, wyszłam z tego wszystkiego dzięki samej sobie i kibicowaniu córek, rodziny, przyjaciół.
Za czym ja tęsknie? Wyjaśnię to tak: prawie 4 lata walczyłam z samą sobą, żeby totalna głupota i s..stwo ex nie zabiły we mnie wspomnień tego dobrego co kiedyś było. Nie mam kontaktu z ex, bo tak chcę i tak jest dla mnie najlepiej.Jak nie mam kontaktu to siłą rzeczy pojawiają się dobre wspomnienia i jakaś tęsknota za dobrą przeszłością, naszą miłością, naszą rodziną. Najlepiej mi wtedy robi jak go zobaczę: czar pryska...z ty panem to ja już do łóżka bym nie poszła.
Dodatkowo wyjaśnię, że pomagam jak mogę i umiem ludziom. Psa i dwa koty też przygarnęłam. Świat chciałabym naprawiać, choć tak troszeczkę.
I chciałabym dla córek i wusi, żeby miały jeszcze kiedyś pożytek z tego bęcwała, a nie tak jak teraz: prawie zero kontaktu, bo nie potrafi odażnie im spojrzeć w oczy.
Głupia jestem, wiem
anno, a ja Ci powiem jedno - napewno nie jesteś głupia, a wręcz przeciwnie, uważam że jesteś bardzo mądrą kobietą, którą życie doświadczyło w podły sposób, a Ty w tym wszystkim potrafisz być nadal wspaniałym i dobrym człowiekiem...
anno, a ja Ci powiem jedno - napewno nie jesteś głupia, a wręcz przeciwnie, uważam że jesteś bardzo mądrą kobietą, którą życie doświadczyło w podły sposób, a Ty w tym wszystkim potrafisz być nadal wspaniałym i dobrym człowiekiem...
Miód na moje serce, dzięki.
Dajemy sobie radę, Ty też i oprócz mądrości, dobroci jesteśmy silne, odważne.Chociaż czasami wcale nie chce mi się być tą silną . I czasami jak właśnie ostatnio, gdy zbieram się i zbieram żeby do mojego dupka ex zadzwonić bo muszę.........zbieram się od 3 tygodni. No i gdzie ta moja odwaga i mądrość? Pop... to wszystko. I jeszcze pojawia się ta porąbana nadzieja że się cofnie czas, chyba musiałabym cofnąć o 20 lat.
Parę nocy temu miałam sen. Śniło mi się że ex został skazany na karę śmieci przez zastrzyk z trucizną. Była wielka szklana ściana, przed ścianą ja, córki, jego rodzice (exteściowa miała w sobie tyle nienawiści do całego świata), a on powoli spokojnie przeszedł przez szklane drzwi i po kilku minutach było po wszystkim.
Okropny sen, prawda?
Dzięki Zofio, dobrze mnie rozumiesz. W moim życiu "po" cuda zdażają się wciąż.
Jestem wolna, szczęśliwa, wyszłam z tego wszystkiego dzięki samej sobie i kibicowaniu córek, rodziny, przyjaciół.
Za czym ja tęsknie? Wyjaśnię to tak: prawie 4 lata walczyłam z samą sobą, żeby totalna głupota i s..stwo ex nie zabiły we mnie wspomnień tego dobrego co kiedyś było. Nie mam kontaktu z ex, bo tak chcę i tak jest dla mnie najlepiej.Jak nie mam kontaktu to siłą rzeczy pojawiają się dobre wspomnienia i jakaś tęsknota za dobrą przeszłością, naszą miłością, naszą rodziną. Najlepiej mi wtedy robi jak go zobaczę: czar pryska...z ty panem to ja już do łóżka bym nie poszła.
Dodatkowo wyjaśnię, że pomagam jak mogę i umiem ludziom. Psa i dwa koty też przygarnęłam. Świat chciałabym naprawiać, choć tak troszeczkę.
I chciałabym dla córek i wusi, żeby miały jeszcze kiedyś pożytek z tego bęcwała, a nie tak jak teraz: prawie zero kontaktu, bo nie potrafi odażnie im spojrzeć w oczy.
Głupia jestem, wiem
Wiem, ze i ja głupia jestem ![]()
Po co nam wspomnienia ? One powodują tylko tęsknotę. Tęsknię, niestety tęsknię a najchętniej zapomniałabym o nim. Ja 3 lata walczyłam o małżeństwo, swoja godność. Za tą walkę zapłaciłabym najwyższą cenę. Dziś wiem , że męża nie kocham ale te wspomnienia a i owszem. Kocham tak naprawdę iluzję - wiem. Każde spotkanie z nim sprowadza mnie na ziemie. Uczucia po takich spotkaniach mam różne : radość, bo nie jestem już z nim, smutek, bo stwierdzam, że żyję złudą, że jego dobrego nigdy nie było a wspomnienia są wyidealizowane - zawsze wspomnienia są wyidealizowane ale w moim przypadku szczególnie.
Mnie niestety dzieci nie kibicowały. Na początku starszy syn buntował się. Krzywił, stękał, dzisiaj mam w nim zrozumienie i podporę to znowu młodszy zbuntowany. Dzisiaj wiem , ze oni na swój sposób to odreagowywali. Obaj cieszą sie , ze ojca nie ma i nie chcą jego powrotu. Bardzo mi brakuje siostry (jedynej) i przyjaciółek - mieszkają za granicą. Owszem mam koleżanki ale na ich wsparcie nawet nie chcę liczyć. Nie każdy jest w stanie zrozumieć moje problemy. Często sama ich nie rozumiem. Powinnam skakać do góry z radości, że nie jesteśmy razem a taką euforię odczuwam tylko czasami........
No właśnie ta duża doza empatii, która w nas jest. Dzisiaj wiem, ze nie pomaga ona w życiu.
Ja także chciałabym, by miał on kontakt z dziećmi - ja chcę, nie on. Owszem potrafi głośno mówić: jestem dobrym ojcem ale na tym się kończy. Mnie jako matkę bardzo to boli. Odbieram to jako odrzucenie ich.
Pop... to wszystko. I jeszcze pojawia się ta porąbana nadzieja że się cofnie czas, chyba musiałabym cofnąć o 20 lat.
.......a gdyby się cofnął .............. ?
Jestem za - pop...... to wszystko.
annaJo napisał/a:Pop... to wszystko. I jeszcze pojawia się ta porąbana nadzieja że się cofnie czas, chyba musiałabym cofnąć o 20 lat.
.......a gdyby się cofnął .............. ?
Jestem za - pop...... to wszystko.
Oj Zosiu, właśnie się serdecznie roześmiałam sama z siebie. Z nas też.
Wariatki jesteśmy, na własne życznie. Do tego ratowniczki tego świata.
Wiesz, jak ex po wyprowadzce różne złe rzeczy robił, to najpierw młodsza córka chciała łyknąć za dużo tabletek, a już po miesiącu miała najlepszego ojca na świecie i najgorszą matkę. Dwa lata żyłyśmy w nienawiści. Jedyne co mgłam wtedy zrobić, to czekać cierpliwie, aż przejrzy na oczy i doczekałam się. Starsza córka musiała się nauczyć mnie szanować i doceniać, bo przez 20 lat w jej postrzeganiu byłam słaba a moje zdanie nie liczyło się. Gdzieś tam byłam na samym końcu rodzinnego łańcucha.
Ze starszą żadko która matka ma takie relacje jak teraz ja mam, a z młodszą wciąż idziemy z tym do przodu.
Chcę żeby moje wspaniałe córki miały normalnego ojca, tylko że ich nadaje się na niezłe leczenie. Na siłę nikt go na nie nie skieruje i może dlatego czekam na to jego dno, a nuż będzie chciał się odbić.
Babska moja złośliwość, może i jakieś poczucie satysfakcji pojawiły sie oczywiście. Ja daję sobie radę, mnie jest dobrze, mam wszystko co jest dla mnie ważne, a że mało kasy, trudno i już. On nie daje sobie rady zawodowo, czyli wykształcony facet nie jest w stanie na siebie zarobić, kobieta z którą jest to nie ideał, a mnie miło słyszeć głosy negatywnego zdziwienia tych, którzy mieli okazję poznać i stwierdzenia: tem świetny K ....jak on nisko upadł.
A że pojawiają się miłe wspomnienia, to też daję sobie z tym radę. Jutro może w końcu zmobilizuję się i zadzwoniędo niego i ....nałąduję akumulatory na jakiś czas.
chciałąbym kiedyś podchodzić do życia tak jak Wy, niestety nie na razie nie mogę...niestety również codziennie dowiaduję się nowych rzeczy, że ta jego panna nie jest jakąś pierwszą lepszą wywłoką tylko piękną kobietą, ależ to boli....
Niech se gada.... Akurat mózgiem teraz myśli. Hehehheh wywloka wywloka wywloka. Wiesz swoje.
I uwierzyłaś że piękna? Ja też kiedyś uwierzyłam na słowo. Dwal i trzy lata później miód płynął po moim sercu. Otóż znajomi spotkali, poznali i ocenili obiektywnie, za każdym razem tak samo: oj myśleliśmy że młoda, piękna, mądra, a ona jest starsza od ciebie i toż to prymityw i kaszalot...to nie ta klasa. Widocznie życie z moim ex tak ją zniszczyło, bo 8 lat młodsza ode mnie . Albo to ja z tego nowego szzęścia tak odmłodniłam.
Suka to też miłe określenie. I kur..szcze i dz..ka. I jeszcze jest dużo pięknych określeń
Oj Zosiu, właśnie się serdecznie roześmiałam sama z siebie. Z nas też.
Wariatki jesteśmy, na własne życznie. Do tego ratowniczki tego świata.Chcę żeby moje wspaniałe córki miały normalnego ojca, tylko że ich nadaje się na niezłe leczenie. Na siłę nikt go na nie nie skieruje i może dlatego czekam na to jego dno, a nuż będzie chciał się odbić.
Babska moja złośliwość, może i jakieś poczucie satysfakcji pojawiły sie oczywiście. Ja daję sobie radę, mnie jest dobrze, mam wszystko co jest dla mnie ważne, a że mało kasy, trudno i już. On nie daje sobie rady zawodowo, czyli wykształcony facet nie jest w stanie na siebie zarobić, kobieta z którą jest to nie ideał, a mnie miło słyszeć głosy negatywnego zdziwienia tych, którzy mieli okazję poznać i stwierdzenia: tem świetny K ....jak on nisko upadł.
A że pojawiają się miłe wspomnienia, to też daję sobie z tym radę. Jutro może w końcu zmobilizuję się i zadzwoniędo niego i ....nałąduję akumulatory na jakiś czas.
Akumulatory naładujesz złością, czy energią ? ![]()
Masz rację wariatki i ratowniczki na własne życzenie ![]()
U mnie w rodzinie dzieci były podzielone. Starszy był zawsze po stronie ojca. Ojciec zachowywał sie tak jakby tylko jedno dziecko miał. Młodszy zawsze był pomijany. Starszy dostawał komputer, młodszy nic. Starszemu kupił samochód, młodszemu nic. Młodszy był przyzwyczajony i nie narzekał. Starszego też mąż ustawiał przeciwko mnie tzn. jeśli chciał mu coś kupić a ja byłam przeciwna ale jednak razem doszliśmy do wniosku, ze nie warto kupować, bo powielimy to co juz jest w domu to zawsze mówił: chciałem Ci kupić tylko mama sie nie zgodziła( na przykład Play Station 3) . I tak było, tata ten dobry co kupuje (tylko mąż pracował) lub ten co chciał kupić. Jak rozstaliśmy się starszy "chciał przejąć rządy w domu", zastąpić głowę rodziny. Walczyłam ostro nawet kazałam mu 2 razy wyprowadzić się. Prosiłam tez męża o interwencje. Od jakiegoś czasu czuję, że jest emocjonalnie po mojej stronie. Dogadujemy sie, rozumiemy. Skończyły sie jego dziwne pretensje - jest super.
Młodszy zawsze był za mną, taki co trzyma sie spódnicy. Był realistą i widział ojca "obiecanki" i zachowania. Mąż jego wciągał w sprawy dorosłych oszukując go, kłamiąc. Młodszy nie dawał sie, potrafił głośno powiedzieć swoje zdanie, potrafił bronić mnie. Dziś z ojcem nie chce rozmawiać, są to tylko krótkie odpowiedzi. Nie bierze do głowy jego obiecanek(ostatnio obiecał mu upragnioną perkusję - we wrześniu miała być kupiona). Jeszcze przed rozstaniem był on moim przyjacielem i jakiś czas po. Teraz jest do mnie oschły i małomówny. Nagle nie umiemy ze sobą rozmawiać. Któregoś dnia wykrzyczałam mu, że dużo przeszłam i potrzebuję wsparcia a nie dołowania mnie i zaskoczyła mnie jego odpowiedź : myślisz, ze tylko ty przeszłaś........ma rację oni też na swój własny sposób muszą to przetrawić. Oni tez przeżyli kawał swojego dramatu i maja prawo na dojście do siebie. Ja zapomniałam, ze oni MAJĄ także prawo do przeżywania. Dzisiaj powolutku próbuję znaleźć porozumienie z młodszym.
Mojego małżonka nic nie jest w stanie zmienić - taki sie urodził. Z wiekiem jedynie zachowanie jego pogarsza się. Marzyłabym o tym by to była choroba, bo zawsze jest szansa na poprawę zdrowia lub całkowite wyleczenie. Gdyby był chory nie zostawiłabym go, próbowała leczyć. Z moją ogromną empatią ( juz coraz mniejszą na szczęście) walczyłabym o niego.
.....złośliwość, złość, wściekłość,śmiech, rozbawienie i żal, zwykły żal te uczucia często mi towarzyszą przy i po spotkaniach z M. Nie wiem tylko co to satysfakcja jeszcze jej nie przeżyłam. Na razie podnoszę się. Małymi krokami realizuję postanowienia. Myślę też o przyszłości. Nie jest to łatwe ponieważ 20 lat prowadziłam dom i na pytanie jakie mam doświadczenie........no i wiek nie zachęca pracodawcę. Myślę o swoim małym biznesie usługowym ale też potrzebny mi czas ......... Nie łatwo zaczynać od początku w tym wieku ( 50 lat).
Nie znam człowieka, który mówi, że ma dosyć kasy. Milionerzy nadal inwestują i pewnie im brakuje na te inwestycje.
Nie wierz ludziom w to co gadają , bo często ludzie bawią sie czyimś życiem i problemami a tak na prawdę to maja to gdzieś i Ciebie i jego. Każdy mówi tak jak mu wygodnie i oby swoje 4 litery przy tym uchronić. Nie są zainteresowani prawdą są zainteresowani swoim własnym ego. Przerobiłam to na własnej skórze szczególnie jeśli w grę wchodzą pieniądze - jakiekolwiek pieniądze. Ja,moje dzieci i to czy on uczciwie sie z nami rozstał nikogo nie interesuje. Interesują sie i oburzają jeśli ich mój małżonek w coś wkręci. Wtedy tak , wtedy słysze słowa ich oburzenia.
to, że jest piękna wiem od osób postronnych, piękna, mniej wiecej w moim wieku, elegancka kobieta.... poleciłą na takiego dupka, ale wiem, ze on umie zjednac sobie kobiety, zawsze czarował, mnie zaczrował...wku...wia mnie to totalnie, bo ja również jestem piekną kobietą, naprawdę, zgrabną, ładną, ale buduuję sobą jakiś mur, mur, który komuś komu nawet się podobam ucieknie gdzie pieprz rośnie, a on umie pięknymi słowkami zjednac sobie nie jedną osobę....
I uwierzyłaś że piękna? Ja też kiedyś uwierzyłam na słowo. Dwal i trzy lata później miód płynął po moim sercu. Otóż znajomi spotkali, poznali i ocenili obiektywnie, za każdym razem tak samo: oj myśleliśmy że młoda, piękna, mądra, a ona jest starsza od ciebie i toż to prymityw i kaszalot...to nie ta klasa. Widocznie życie z moim ex tak ją zniszczyło, bo 8 lat młodsza ode mnie . Albo to ja z tego nowego szzęścia tak odmłodniłam.
Suka to też miłe określenie. I kur..szcze i dz..ka. I jeszcze jest dużo pięknych określeń
Ja partnerkę męża znam osobiście. Młodsza o 10 lat, ładna, wykształcona - super,
jak już wymieniał to chociaż na fajną.
Ja nigdy nie użyłam obraźliwych słów na nią: początkowo mówiłam bumerang - ponieważ ciągle wracała.
Mówił, że odchodzi z pracy ( 3razy) a ona nadal była( pracowali razem) - jak bumerang, wyrzucisz a on wraca.
Potem nazywałam ją imieniem i tak jest do dzisiaj. Kiedyś było to mówione ironicznie dzisiaj już nie.
Ale zakochałam sie w określeniu pocieszycielka ( tu na forum je poznałam) to super określenie.
Każdy z nich biedny i pokrzywdzony a ona mało, ze pocieszycielka to i wybawicielka ![]()
Dzisiaj mi jej szkoda. Mąż mój pewnej nocy po kilku głębszych przyszedł
i źle o niej mówił: nie taka, inna kultura, inne zwyczaje inne wszystko.
Więcej ich dzieli jak łączy począwszy od muzyki. Mój małżonek jest kłamcą i nie uwierzyłam mu.
Potwierdzenie znalazłam u jej męża - tak lubi słuchać discopolo
a tego gatunku muzyki mój mąż nie trawi.
Chciał wrócić ale nie wyobrażam sobie tego ze względu na jego stan
i ze względu na siebie. Nie miałam satysfakcji słuchając tego jak
i słów, ze wystarczy jedno moje słowo a przyleci na skrzydłach,
że przemyślał i żałuje. Nie wiem czemu nie miałam tej cholernej satysfakcji,
która powinnam mieć ! Ja też żałuję, że jest jaki jest i nie da się tego leczyć
i nie ma szans na poprawę, na normalne życie.
Ja tego doświadczyłam, ona dopiero doświadczy - szkoda mi jej, dzisiaj mi jej szkoda.
Mówił, ze jeśli nie wrócę do niego to i tak tamten związek zakończy.
Może ona już coś złego w jego zachowaniu zauważa ?
złapałam sie dzisiaj na tym, ze czekam na kontakt od niego, nawet głupiego smsa w sprawie dziecka. Kurcze jak się tego pozbyć, jak nie czekać na te kontakty, wiem, ze ich nie będzie, ze ma mnie gdzieś. Jak poradzic sobie z myslami o nim?
złapałam sie dzisiaj na tym, ze czekam na kontakt od niego, nawet głupiego smsa w sprawie dziecka. Kurcze jak się tego pozbyć, jak nie czekać na te kontakty, wiem, ze ich nie będzie, ze ma mnie gdzieś. Jak poradzic sobie z myslami o nim?
też czekałąm kiedyś i zawsze dzwoniłam sama,czy też smsowałam. Wkurzałam się na samą siebie. Zaczęłam trenować a głos "nie dzwoń!!!", nawet napisałam sobie to nie dźwoń na kartce. Nie wiem co pomogło, może czas był najlepszym remedium, ale pomogło.
Trzymajcie kciuki, zaraz zadzwonię, wystarczy tych 3 tygodni zbierania się. Będę się smiała jak np rzuci słuchawkę.
trzymam kciuki, daj znać jak juz będziesz po rozmowie....
Ja nie piszę, nie dzwonię, zdarzyło mi się raz w konkretnej sprawie, ale zawsze mi pisał w smsach, ze mogę w tej sprawie do niego zadzwonić, ale co śmieszniejsze jak zadzwoniłam to teraz juz mi nie pisze, ze moge zadzwonic jak będe potrzebowała pomocy...hi, hi. Mam zasadę zawsze odpowiadam na smsy, odbieram telefon, lub oddzwaniam, nigdy pierwsza tego nie robie, trzymam się w tym postanowieniu juz ponad miesiąc i mam nadzieję, że wytrwam, ale nadal czekam na kontakt z jego strony...
Zadzwoniłam, było śmiesznie. Pół godziny rozgrzanego ucha, pół godziny po skończonej rozmowie zrobiłam się wściekła, już mi trochę przechodzi, ale oj jak sobie bym tu zaklęła. Jest bardzo nieszczęśliwy, nie chce mnie widzieć, bo 4 miesiące po rozwodzie to za szybko, a tak wogóle to wciąż mieszam w jego życiu i niedaję mu spokoju. Kuźwa, jak? Jak w marnym amerykańskim filmie.
Otóż 4 miesiące temu zostałam ?oskarżona? przez ex o nękanie jego partnerki. Podobno zaczęło się to prawie 2 lata roku temu, zaczęła dostawać sms-y, głuche telefony, a jego maile (ktoś znał jego hasła) były przesyłane na jej skrzynkę. Dwa lata temu ex wyjechał za pracą i mówił córkom, mnie zresztą też wspomniał, że chce zmienić swoje obecne życie, bo osoby którymi się otacza go niszczą. Wrócił, bo jej życie było zagrożone. Te sms-y o treści wyraźnie przeciwko jego ukochanej (typu żyjesz z tą trzecią, porównaj ją z żoną, nigdy nie zapomnisz o rodzinie, w której przeżyłeś 25 lat) zawsze nasilały się w okolicy spraw sądowych, czyli gdy mieliśmy kontakt. Zdarzało się jakby ktoś ich obserwował, np. kłócili się na ulicy, a za jakiś czas dostawał sms-a z komentarzem: zobacz z kim jesteś i jak wasze życie wygląda. Wysyłane były z tel. na kartę, którego nikt nie odbierał. Jak ex zarzucił mi że to ja, skierowałam go na policję, w końcu jest już ustawa o nękaniu. Ja tego nie robiłam, nie robię i robić nie będę. Jesteśmy po rozwodzie, a to wciąż podobno trwa. Na policję chyba raczej nie poszedł, podejrzewa wciąż mnie, bo oczywiście chcę się zemścić, tyko za co, że jestem wolna?
Chyba mu napiszę zaraz smsa co o tym myślę i że jak dorwę tego kto to robi to...
Temat "zasadniczy" zdominował rozmowę. Tylko mu zapowiedziałam, że uzbierało się kilka spraw o których chcę porozmawiać osobiści i g. mnie obchodzi, czy chce mniewidzieć czy nie. Jak ja będę chciała się z nim zobaczyć to mu zrobię nalot w biurze i nic mnie nie powstrzyma.
anno, wiesz co mnie przeraża, że to u Was tak długo trwa, boję się, że u mnie też to się nigdy nie skończy mimo, że to dopiero początek...no tak mamy dziecko i nic tego nie zmini, chociaż mam ochotę odciąc go od wszystkiego nawet od dziecka, jest jeszcze małe, zapomni...ale z drugiej strony wiem jak kocha tego dupka....
anno, wiesz co mnie przeraża, że to u Was tak długo trwa, boję się, że u mnie też to się nigdy nie skończy mimo, że to dopiero początek...no tak mamy dziecko i nic tego nie zmini, chociaż mam ochotę odciąc go od wszystkiego nawet od dziecka, jest jeszcze małe, zapomni...ale z drugiej strony wiem jak kocha tego dupka....
Nie wiem kiedy to się skończy. Po prostu nie wiem.
Gdyby wyjechał na księżyc byłoby ok. Jak 2 lata temu 3 miesiące był daleko, to w naszym życiu był błogi spokój. Ja czułam się bezpiecznie, córka tęskniła, ale szybko odpoczęła od jego toksyczności.
Nie wiem jak długo będę w ich życiu. Wkurza mnie to, bo gdyby był mądrzejszy, przestałby już mnie obwiniać o wszystko. On jest słąby i głupi, ale ja jednak uważam, że jego partnerka jest straszną suką. Jestem w 100% pewna, że to ona wysyła te smsy, czyta jego maile, ma przecież dostęp do jego komputera i komórki. Od początku była bardzo zazdrosna, nawet o córki i nie akceptuje jego kontaktów z nimi. Kontroluje go w pracy, po pracy w domu, jak chce odwiedzić rodziców to "kradnie czas", a z córką widuje się w tajemniecy. Chore to bardzo.
Jeśli chciałabymmu pomóc, to dla mnie samej. Gdyby był szczęśliwy, to odp. by się od nas. 4 lata jest z tą suką, a dziś była w nim zazdrośc i żal, że ja z kimś jestem. Tylko nie jetem pewna, czy żałuje że starcił nas, mnie, rodzinę, przyjaciól, czy że stracił dom i pieniądze.
wiem, ze mnie nie kocha i to boli jeszcze bardziej, ale przecież sa sytuacje, ze mozna pokochac na nowo... Błagam czy ktos miał taka sytuację, że udało udało sie wam coś zrobic, zeby mąż wrócił, żeby spróbować razem być, aby pokochał na nowo... Ja teraz dopiero zrozumiałam, że nie potrafie bez niego żyć, wiem późno, wiem że dawał mi sygnały wcześniej a ja nic z nimi nie robiłam.... chcę wierzyc że nigdy nie jest za późno, że zawsze jest jakieś wyjście, boje się tylko że jeśli dam mu czas i nic nie zrobię, to on zostanie z nią....
Pierwsza ,najważniejsza wskazówka: nic na siłę. Możesz postąpić dwojako:albo uprzeć się na niego,jeśli tego chcesz,zamienić się w chodzącego ,wyrozumiałego anioła,wykorzystać to co w Tobie lubi i zwyczajnie uwieść go na nowo. Ale nie polecam tej metody,bo może sie zdarzyć ,że tak naprawdę to tylko Ci się wydaje ,że to jest mężczyzna dla Ciebie. Piszę to ,gdyż ja walczyłam o mojego męża i wygrałam. Niestety z perspektywy czasu stwierdzam ,że to był błąd.On co prawda mnie od tej pory drugi raz nie zostawił,ale.....ja doszłam po latach do wniosku ,że nie jest mężczyzną dla mnie, niestety.To jest troche tak jak w opowieści o dżinie spełniającym życzenia..Trzeba dobrze wiedzieć czego tak naprawdę chcemy ,bo może się spełnić.Nie powinnaś więc myśleć: chcę jego i tylko jego. Powinnaś mysleć: pragnę mężczyzny ,który pokocha mnie i moje dziecko,mężczyzny odpowiedniego dla mnie,takiego dla którego ja będę odpowiednia.BYĆ MOŻE on jest tym mężczyzną....
Choć moje słowa mogą Cię w tej chwili drażnić,myślę ,że z czasem przekonasz się co tak naprawdę jest dla Ciebie najlepsze.
Życzę wszystkiego dobrego.
Ghana, chciałam zawalczyć, bardzo, bo nadal kocham go, mimo, ze jest dupkiem? Wiem, ze był innym człowiekiem i ze stać go było na wiele, teraz nie wiem na co go stać, bo wiele krzywdy mi zrobił i tak naprawdę nie wiem czego on chce. Nie raz mówił mi że nie chce ze mna być ale to są słowa, czyny czasami dla mnie niezrozumiałe mówiły jednak, że może cos się w nim jeszcze tli. Chciałabym z nim porozmawiać, ale boje się że usłyszę nadal to samo...
proszę doradźcie co mam robić. Wiem, ze mój jeszczemąż nadal spotyka się z kochanką, jednak nie wiem co mam mysleć o jego zachowaniu. Ostatnio powiedział mi, ze on też ma uczucia i ze jak widzi szczęścliwe rodziny to on wie, że juz jej nie ma. Nic więcej nie mówił, ja zreszta też. Po co on mówi takie rzeczy, po co to robi. Nie skończył tamtego chorego związku, ale zachowuje sie dziwnie.
proszę doradźcie co mam robić. Wiem, ze mój jeszczemąż nadal spotyka się z kochanką, jednak nie wiem co mam mysleć o jego zachowaniu. Ostatnio powiedział mi, ze on też ma uczucia i ze jak widzi szczęścliwe rodziny to on wie, że juz jej nie ma. Nic więcej nie mówił, ja zreszta też. Po co on mówi takie rzeczy, po co to robi. Nie skończył tamtego chorego związku, ale zachowuje sie dziwnie.
Trochę żal bidulkowi tego co traci. Trudno Ci radzić, ale masz wiele możliwości. To że kochasz jeszcze męża nie jest wystarczającym powodem, żeby z nim być. Pytanie, czy tylko mu żal, czy chciałby naprawić to co zepsuł. A jeśli on chce naprawić, to musisz zadać sobie pytanie i szczerze odpowiedzieć: czy potrafisz wybaczyć.
Zakładając, że jeszczemąż na krótkie, wyraźne pytanie odpowie TAK, musisz postawić mu wyraźne warunki powrotu. Dodatkowo, to on na ten powrót musi zasłużyć.
Rozczarowana, może zamiast myśleć i wciąż zastanawiać się "co poeta ma na myśli" zapisz sobie na kartce tezy do rozmowy, warunki itp. Przygotuj się bardzo dobrze. Nie zadawaj mu nigdy pytań dlaczego, a zadawaj po co? Sobie zresztą też.
Np: Po co chcesz wrócić do domu?
Po co chcesz naprawiać błędy?
Po co znalazłeś sobie kochankę?
Dodatkowo, jeśli będziesz chciała z nim rozmawiać, nie zaczynaj zdań od TY. Najlepszą formą wyrażania jest konstrukcja zdania: fakt-uczucie-potrzeba-prośba. Nie jest łatwo tak rozmawiać, ale jak się to przetrenuje, jest ok.
W praktyce to np może być "Związałeś się z inną kobietą, czuję się nieszczęśliwa, bo zaburzyło to moją potrzebę bezpieczeństwa w rodzinie. Nie rób tego więcej"
Takie zdanie nie ocenia go, a panowie szczególnie boją się krytyki.
Osobiście uważam, że jedyną drogą wyjścia z kłopotów jakie macie i naprawy jest pomoc specjalisty. To też może być Twój warunek.
rozmawiałam z nim wczoraj, sam zaczął te rozmowę i myślałam, ze faktycznie coś sie w nim zmieniło bo poczatek był dobry, ale niestety nadal obwinia mnie za wszystko a on sie do niczego nie przyznaje, cały czas kłamie i wymyśla kolejne historyjki, ale mimo wszystko mówi ze tęskni. Nie dam mu zadnej szansy bo jest cholernym kłamcą i krętaczem, zaplątał się w tych swoich kłamstewkach i nie wie jak z nich wybrąć ale prawdy nie powie ja to wiem....
Rozczarowana, nie daj mu się, blagam! Odczekaj to wszystko, przepłacz, przewrzeszcz, cokolwiek, ale nie daj się. Czasem warto się starać, ale to rzadkość. Teraz już to wiem. Miej szacunek sama do siebie i zacznij życie od nowa!