Żałuje, że nie umieliśmy się kochać dojrzałą i prawdziwą miłością... Poza tym, czas na załowanie, że to koniec- jeszcze nadejdzie. Lub nie. Wszystko zależy jak daleko sama z tym zostanę. Na razie mam ludzi którzy mnie wspierają. Nie umiem być samodzielna, więc uzależniłam sie od Nich. Z pewnością terapia mi pomoże to zmienić.
I powiem wam... szmat drogi za mną... a pomyśleć ze tak niedawno pisałam tutaj i byłam pewna, że nic sie nie zmieni... To dzięki wam jestem teraz... szczęśliwa. Tak... w tym swoim całym bałaganie- jestem pierwszy raz od lat- szczęśliwa.
Dziękuje...
Zazdroszczę Ci tego, bardzo...............
I tak trzymaj Merry
buziaki
Moim zdaniem powinnaś dać sobie z nim spokój .I znaleźć lepszego faceta.
Witaj kochana Merry.
Wybacz moje milczenie, ale niestety trochę na głowie miałam, więc rzadko udzielałam się na forum. Ale jak tylko byłam zaglądałam na Twój wątek aby dowiedzieć się co się dzieje. Ogólnie żałuje, że się nie odezwałam, ale widzę, że nie tylko ja jestem od dawania Ci rad - super ![]()
Jednakże jakie to byłyby odwiedziny bez mojego głosu w Twojej sprawie - marne, po prostu marne i żałosne. A na dodatek Ty również mogłabyś poczuć się zawiedziona ("No kurna odwiedziła a milczy")... Pogroziłabyś mi palcem i wtedy by się zaczęło ![]()
A więc zaczynamy ![]()
GRATULEJSZYN za to, że zwiełaś się za siebie - studia, nowi ludzie, inne momenty do przeżycia, no i terapia - godne podziwu i moich najszczerszych gratulacji.
Ale nigdy nie jest tak kolorowo w moich wypowiedziach, bo zawsze gdzieś znajdę jakieś ALE no i znalazłam ![]()
Widzieliśmy się. W sumie jak go zobaczyłam to nawet nic nie poczułam... to dziwne. No i najpierw oczywiście gadanie o głupotach a potem zapytałam go jaki ma teraz stosunek do "nas"... on powiedział, że taki jak miał i ze nadal czeka...
Po co się z nim spotykasz? Jaki to ma cel, sens w Twoim życiu? (nie piszę tu tylko o tym spotkaniu i tej wymianie zdań, ale również i o jego odwiedzinach, gdy coś zaliczał, gdy wpadli do Ciebie znajomi). Po co? Każde z Was ma własne życie, a przebywanie razem nie ma sensu. Czemu? Sama zauważ, jak się zachował przy Twoich znajomych... Prawdziwy przyjaciel umiałby trzymać fason...
Ponadto po co pytasz o Was? To powinien być dla Ciebie temat TABU, przeszłość, do której się nie wraca? Chcesz w ten sposób sprawdzić granice swojej wytrzymałości? Nie warto...
Poza tym, czas na załowanie, że to koniec- jeszcze nadejdzie. Lub nie. Wszystko zależy jak daleko sama z tym zostanę. Na razie mam ludzi którzy mnie wspierają.
Z sarkazmem zapytam -on też?? Też ma być osobą, która Cię wspiera?
Przyznaje, nie widzę największego sensu spotykania się z nim na jakiekolwiek płaszczyźnie. Twoje słowa Lepiej zostać przyjaciółmi... bo do związku się nie nadajemy... Kochana jaka przyjaźń?? Czy Ty wiesz co to w ogóle oznacza? To co jest między Tobą a nim na pewno tak nazwać nie można... Do przyjaźni na każdej płaszczyźnie trzeba dorosnąć, trzeba o nią zawalczyć jak o wszystko na tym świecie, bo nic z łaski nie przychodzi. Znajomość a i owszem, ale przyjaźń? Po tym co on Ci zrobił... Musiałby bardzo długo odpokutować i długo zdobywać Twoje zaufanie - bo ono jest wyznacznikiem każdych relacji ludzkich... Chyba, że Ty nie jesteś z nich i od razu dałaś mu kredyt zaufania itp...
monia_3103 och monia... jak dawno Cię tu nie było. Od razu jakoś żywiej
Masz racje z tym, że nie ma potrzeby abym sie z nim spotykała. I rzeczywiście nawet nie potrzebuje tego. Ja do niego nie pisze w ogóle. Ale robie mu chyba tą grzeczność i ze względu na tak długą znajomość spotkam sie z nim. Tzn od ostatniej rozmowy naturalnie sie nie widzieliśmy, ale nie mam nic przeciwko. P. poszedł kompletnie w odstawkę w moim sercu... i boje się że wiem czemu.
Teraz nie mam czasu wam tego opisać, ale możliwe ze jutro usiąde i coś wam opowiem... Wieje grozą ?... Niestety jest groźnie.
Witaj Merry.
Na początku chciałabym Cię wyściskać, a szkoda, że nie mogę, bo chętnie bym to zrobiła [zasługujesz na to], że chodzisz na terapię, że wzięłaś życie w swoje ręce.
Cieszę się bardzo, bardzo, że sobie radzisz
.
Oby tak było dalej, naprawdę tego Ci życzę z całego serducha!
Ja także uważam, że przyjaźń z Twoim eksem nie ma najmniejszego sensu, powinnaś odciąć się całkiem i nie spotykać się nawet na gruncie koleżeńskim, może Ci to mieszać w głowie, nawet jak nie zdajesz sobie z tego sprawy. A poza tym ten człowiek przez cały czas traktował Ciebie jak śmiecia, nawet przy Twoich nowych znajomych, więc po co Ci taki "przyjaciel"? Przyjaciel z niego taki jak ze mnie baletnica.
Powiało grozą? Co się dzieje? Pisz koniecznie.
Ale robie mu chyba tą grzeczność i ze względu na tak długą znajomość spotkam sie z nim.
Kurna no Merry z grzeczności to on powinien dać Ci święty spokój, biorąc pod uwagę to jak Cię traktował... Z grzeczności powinien ruszyć w głowie swój mózg wielkości groszku i uznać, że powinnaś mieć spokój,że powinnaś odpocząć.
Mówie Ci Merry takie spotkania nie są dobre, bo jemu dajesz znać, że nadal go potrzebujesz, że nadal on jest ważny w Twoim życiu, że nadal ma jakiś wpływ na Twoje życie i myślenie oraz postępowanie - dajesz mu sygnał. Gdyby mi on stanął w drzwiach powiedziałabym z grzeczności "Miło, że wpadłeś, ale w tym momencie jestem zajęta i nie mam dla Ciebie czasu" (nawet jeśli to zajęcie miałoby oznaczać założenie nowego worka do śmietnika) KONIEC TO KONIEC!!
Witaj Merry. Dawno nie pisałaś na forum. Mam nadzieję, że to oznacza, że jest wszystko OK. Pisz jak tam wizyty u psychologa, czy pomagają i jak się czujesz
.
Witajcie !
Dawno mnie tu nie było... Jakos zajęta ostatnio jestem ... ale wiele sie wydarzyło.
Miałam tylko jedną wizyte u psychologa, a nastepne spotkanie umówiła mi na "za dwa miesiące". Wiec zrezygnowałam z tej poradni i szukam jakiejś bardziej konkretnej. Już mam namiary- dzis bedę dzwonić.
Ogólnie- naprawdę uświadomiłam sobie jaki ogromny problem mam ze sobą i jak wielkie piętno wywarł na mnie związek z P.
Poznałam pewnego M. Nasza relacja szybko sie rozwijała. Praktycznie był moim lekarstwem na chorą miłość do P. Aczkolwiek (niestety) nie poczułam nic do M. On natomiast po trzech latach posuchy zakochał się- we mnie. I tak krążyliśmy przez 3 miesiące wokół siebie. W końcowym efekcie powiedziałam mu żegnaj- by go dłużej nie niszczyć.
Kim On był? DDA. Tyle, że tym razem to ja byłam w pozycji P. a On w mojej. On kochał chorobliwie a Ja w ogóle.
Strasznie go skrzywdziłam. Jednego dnia dawałam mu nadzieje, następnego wyzywałam żeby dał mi spokój. Plątałam się. W głowie miałam ogromny chaos. Oboje stwierdzilismy, że musimy sie leczyć. Ja jestem 100% syndromem DDA, On za pare lat mógłby byc taki jak ja, jesli się nie zmieni.
Szczerze ? To był bardzo dobry człowiek. Traktował mnie jak królową, był gotowy zrobic dla mnie dosłownie wszystko. Był czuły, opiekunczy, dojrzały, zaradny, wrażliwy. Miał wszystko czego pragnie kazda kobieta od mezczyzny. Przysięgam- niczego mu nie brakowało. A ja odepchnęłam go dlatego, że był za dobry i... za bardzo chciał oraz dlatego, że jestem świadoma swej "ułomności". Nie potrafiłabym pokochac dziś człowieka dobrego. Gdyby miał więcej wad niz zalet- pewnie bym sie zakochała nieszczesliwie.
Dlatego koniecznie potrzebuje terapii... Nie wyrabiam ze sobą. I potrzebuje spokoju. Żadnych facetów... Choć to równie ciezkie. Samotność mnie dobija, pomimo iż otaczają mnie ludzi. Tak bardzo chciałabym normalnie kochac
...
Kiedyś przyjdzie na to czas.
A teraz słuchawka w dłoń i jestem ciekawa czy poradnia odbierze telefon...
Witam wszystkie Dziewczyny ![]()
Też byłam w toksycznym związku - dwa lata, właściwie przez kobiety z tego portalu się "uwolniłam".
Jeszcze nie do końca, ale bardzo się staram.
Sporo czasu upłynęło od Twojego rozstania Merry, jak sobie radzisz??
Moją historię opisałam w swoim wątku...
Zastanawiam się, jak sobie radzicie. Dla mnie największym problemem jest w tej chwili to, że on chce powrotu, robi wszystko, abym wróciła i codziennie muszę walczyć z myślami i z przekonaniem, że lepiej samej niż z nim, ale nie jest łatwo, bo ja też chyba należę do grupy KKZB. Poza tym, im częściej czytam o KKZB biorę na siebie winę za rozpad tego związku i przez to czuję się słabsza. Staram się unikać kontaktu, ale mieszkaliśmy razem i jego rodzice podarowali mi "rodzinę" jakiej nigdy nie miałam, są mi bardziej bliscy, niż moi rodzice, dlatego czasem u nich goszczę - to dla mnie bardzo ważni ludzie. Przez to czasem widzę jego, choć staram się tam bywać, kiedy jego nie ma.
Gdybym mogła powiedzieć - wszystko z Tobą OK, to on jest popaprany, byłoby mi pewnie łatwiej...
Jak obronić się przed pokusą powrotu?
Zrobiłam listę warunków - znając jego, nie do spełnienia - ale wiem też, że potrafi się posunąć do wszystkiego, abyśmy byli razem...
Zrobiłam listę jego wad i złych zdarzeń jakie mi zafundował, ale nadzieja, że może jednak mnie kocha i się zmieni jest - od dwóch lat taka sama!
Gdy czytam niektóre posty mam wrażenie że niektóre schematy w związkach często się powtarzają-np.- mi tez chłopak wyselekcjonował znajomych , teraz on ma swoich , a mi tez każe odzyskac swoich. Nie mam wspólnych tematów z jego znajomymi- on sam zakończył edukacją w 2 kl. zawodówki, ja studiuje na drugim roku. Pomyśleć można by było jakież my mamy wspólne tematy? O dziwo jakoś 5 lat ze sobą ciągniemy.Ale czasami sie łapię że oprócz tv, seksu i innych jakiś mało znaczących rzeczy nic wspólnie nie robimy.. Ale może my za dużo wymagamy, czasem mówią że człowiek naogląda się filmów o szcześliwym życiu , a życie chyba nie jest takie kolorowe jak w tv. Może miłość z czasem to zwykła codzienność. Może trzeba życie brac takie jakie jest a nie wyszukiwać dziur w całym.
Ale może my za dużo wymagamy, czasem mówią że człowiek naogląda się filmów o szcześliwym życiu , a życie chyba nie jest takie kolorowe jak w tv. Może miłość z czasem to zwykła codzienność. Może trzeba życie brac takie jakie jest a nie wyszukiwać dziur w całym.
Gdyby to był wątek "Jesteśmy 10 lat po ślubie i nie chodzimy już codziennie do kina", Twój wpis miałby jakiś sens. Bo fakt, z czasem nie ma już codziennych, romantycznych randek, rozmów po świt przy kieliszku wina i smsów co 5 minut, za to są obowiązki, zmęczenie i dużo wspólnych trosk.
Ale czy możesz mi wyjaśnić, jaki, do diabła, sens miało napisanie tego, co napisałaś, w wątku dziewczyn, które doznają przemocy psychicznej, są bite, wyzywane od najgorszych, traktowane jak szmaty, a ich partnerzy mają problem z alkoholem? No jaki? Żeby przy kolejnym pobiciu zacisnęły zęby i pomyślały "nic złego się nie dzieje, nie mogę wymagać miłości i szacunku, takie jest życie, a dobrze jest tylko w filmach"?
Z wszystkiego jesteśmy w stanie się wyleczyć.
Ja ze swojej miłości do P. wyleczyłam się. Nawet jeśli miałabym okazję- nie spotkałabym się z nim. Przejrzałam na oczy, że on nie jest tym jedynym. Nawet zastanawiam sie czasami, czy go kochałam ? Myślę że nie.To było tylko uzależnienie, toksyczność, choroba. Owszem-zdrowa nie jestem. Nie umiem iść na leczenie. Wątpie czy jestem w stanie z tego wyjść. Problemy się nawarstwiają. Ale o sferę uczuciową przestałam dbać kompletnie. Na razie nie chce nic czuć. Do nikogo.
Z wszystkiego jesteśmy w stanie się wyleczyć.
Ja ze swojej miłości do P. wyleczyłam się. Nawet jeśli miałabym okazję- nie spotkałabym się z nim. Przejrzałam na oczy, że on nie jest tym jedynym. Nawet zastanawiam sie czasami, czy go kochałam ? Myślę że nie.To było tylko uzależnienie, toksyczność, choroba. Owszem-zdrowa nie jestem. Nie umiem iść na leczenie. Wątpie czy jestem w stanie z tego wyjść. Problemy się nawarstwiają. Ale o sferę uczuciową przestałam dbać kompletnie. Na razie nie chce nic czuć. Do nikogo.
Cieszę się. Ale nawet jeżeli nie chcesz jego, to nie znaczy, że Twoje problemy nagle zniknęły.
Czemu nie umiesz iść na leczenie? Kochana, wiesz, że to dla Twojego dobra. To na pewno nie jest łatwe, ale czasem konieczne.
Szczerze?
3 lata to chyba za wiele by trwać przy takim debilu.
Daj się bić dalej, tyle Ci powiem ![]()
Nie tłumacz się tylko, że pije i mu odwala.
Powiem jeszcze raz: daj się bić dalej!
Mam jakiś trudny okres ostatnio, więc znów powróciłam na forum. Po nocach śni mi się P. Budzę się rano zapłakana i przez kilka chwil dopiero dochodzę do siebie. Dziś miałam pół sen pół jawe. Czułam jakby leżał koło mnie, jakbyśmy na nowo zaczynali i byli szczęśliwi. Czułam jego ramiona, oddech i to jak mnie przytula. Czułam się bezpiecznie. Oczywiście w momencie gdy się "przebudziłam" znów byłam w niebezpieczeństwie. Nie wiem co to jest, ale wciąż czuje się niepewnie. Myślałam, że jak otocze sie tysiącem adoratorów to znikną moje problemy. Tak było na początku... teraz męczą mnie telefony, smsy. Nie jestem w stanie wejść w jakikolwiek kontakt fizyczny z innym facetem (nawet przytulić sie do kogoś). Nastąpiło u mnie jakieś "skrzywienie" i kompletne odrzucenie od facetów. I przez to zaczęłam myśleć o P.
No cóż... myślałam, że będę umiała się okłamać i stwierdzić, że już mi nie zależy, że nie boli. Nadal boli, ale tak głęboko to chowam i walcze z tym, że czuje się już zmęczona. To jest niesamowite jak człowiek potrafi schować w sobie wrażliwość i uczucia... Schować... Właściwie zabić. Ale mimo wszystko czuć ów kamień na sercu.
Nie wiem...mam mętlik w głowie. Nie umiem zebrać się na terapię. Jestem do bani w tej kwestii. Zrobiłam 50% roboty. Odeszłam i tyle. Tęsknie do beztroski...
Mam jakiś trudny okres ostatnio, więc znów powróciłam na forum. Po nocach śni mi się P. Budzę się rano zapłakana i przez kilka chwil dopiero dochodzę do siebie [...] Nie wiem co to jest, ale wciąż czuje się niepewnie.
Witaj kochana :* Wspieram Cię bo wiem, jak cięzko potrafi być w pewnych momentach. Cieszy mnie fakt, że ponownie zajrzałaś i wylałaś z siebie to co czujesz (wiem, że chociaż ociupinkę zrobiło Ci się lepiej)
Myślałam, że jak otocze sie tysiącem adoratorów to znikną moje problemy. Tak było na początku... teraz męczą mnie telefony, smsy.
Można wiedzieć o jakich telefonach/smsach mówisz... Nowych adoratorów? Kochana musisz zrozumieć, że potrzeba czasu...
Nie jestem w stanie wejść w jakikolwiek kontakt fizyczny z innym facetem (nawet przytulić sie do kogoś). Nastąpiło u mnie jakieś "skrzywienie" i kompletne odrzucenie od facetów. I przez to zaczęłam myśleć o P.
To norma, toksyczny związek sprawił, ze nie umiesz inaczej, że boisz się i jedynie co potrafisz to porównywać i cierpieć wspomnieniami do P. ale musisz działać... Wiem, że jest ciężko, ale zrozum, zę to jedyne wyjście by móc uciec od JEGO siły i osoby. Ponadto nie szukaj na siły, jeśli jest Ci ciężko spotykaj się z koleżankami a nie facetami ![]()
No cóż... myślałam, że będę umiała się okłamać i stwierdzić, że już mi nie zależy, że nie boli. Nadal boli, ale tak głęboko to chowam i walcze z tym, że czuje się już zmęczona. To jest niesamowite jak człowiek potrafi schować w sobie wrażliwość i uczucia... Schować... Właściwie zabić. Ale mimo wszystko czuć ów kamień na sercu.
Oj kochana kłamiesz!! Uczucie rany, bólu to uczucie więc nie możesz zabić w sobie uczuć... Tak Ci się tylko wydaje... Nie okłamuj siebie, przyjmij wszystko takim jakie jest - musisz...
Nie wiem...mam mętlik w głowie. Nie umiem zebrać się na terapię. Jestem do bani w tej kwestii. Zrobiłam 50% roboty. Odeszłam i tyle. Tęsknie do beztroski...
Stwierdzenie, że zrobiłaś już coś to naprawdę dużo
jestem z Ciebie bardzo dumna
tęsknisz do beztroski, bo nie chcesz jej przyjąć a szukasz powodu do zmartwień
Monia_3130 domyslam się, ze masz rację. Tyle, że obecne cierpienie rózni się nieco od poprzedniego cierpienia. Teraz tłumie je kompletnie w sobie. Nawet nie umiem z tego powodu płakać.
A dzisiaj wracałam z nim do domu. Zaoferował mi bezpłatny przejazd. Wracaliśmy i rozmawialiśmy o duperelach jak za dawnych dobrych czasów. I znów się, we mnie obudziło... obudziła właściwie... nadzieja.
Nie wiem na co... i nie wiem po co... ale chyba chce go odzyskać...
Błagam wybijcie mi to z głowy...
Nie da się wybić z głowy czegoś takiego... Sama doprowadzasz do sytuacji, w której myśli powracają... Powrót do domu, bo bezpłatny??!! Ja miałabym gdzies to i zapłaciła za bilet byle tylko nie jechać z nim!!
Przestań gadać głupoty... Chcesz go odzyskać i ponownie cierpieć i być upokarzaną... Warto?? Zauważ, ze teraz on wydaje Ci się, ze niby się zmienił, ze jest inny - to przebranie... On doskonale wie, ze spotykając Cię, zachowując się tak jak dawniej Ci się to podobało wywołuje w Tobie nadzieję. Rani Cię a sam ma MEGA radość z tego powodu...
Dziewczyny potrzebuję pomoc !!
Dziękuję, jeżeli któraś z was poświęci 5 minut i to przeczyta i postara się pomóc.....
Jestem facetem, mam 25 lat. Jestem teraz z kobietą, która tak jak wy była w toksycznym związku.
Postaram się jak najkrócej. Chcę mocno kochać i potrafię mocno kochać i zasługuję na to żeby być kochanym.
Przez 3,5 roku byłem z kobietą. Wszystko zaczęło się w liceum. Przeżyłem wspaniałe uczucie, oraz niesamowicie rozwijałem się w tym związku ( 4 razy Afryka, 4 razy morze, 3 razy góry ) . Co miesiąc każdego 19-stego obchodziliśmy miesięcznice naszego związku ( najczęściej kolację ). Lecz ta kobieta miała ojca alkoholika, który zawsze był przede mną i złego słowa nie mogłem o nim powiedzieć. Jak kończył trans to kupował jej mieszkanie, samochód, ekspres itp. a ona o wszystkim zapominała. Przez pierwsze dwa lata naszego związku odezwał się do mnie raz a do kogoś przy mnie mówił 3. os "ON" , jak by mnie tak nie było. Rozeszliśmy się w płaczu ale czułem, że tak ma być. Pozbierałem się szybko i rozpocząłem nowe życie. Nigdy nie pozwolę powiedzieć na nią złego słowa, bo przy niej dojrzewałem, uczyłem się człowieczeństwa i kompromisu. Widziałem się z nią od rozstania przez dwa lata może dwa razy przypadkowo. Jestem inżynierem, gram na pianinie,sędzią piłkarskim, prowadzę zespół muzyczny,uwielbiam podróżować i wierzę w miłość idelaną.To był wstęp o mnie żebyście mogły mi lepiej pomóc.
Do senna. Obiecałem sobie, że zwiąże się z kobietą, którą pokocham bardziej od poprzedniej. Długo czekałem ( dwa lata) i wreście poznałem ją A. Spędzaliśmy ze sobą każdy wolny czas, bardzo dużo rozmawialiśmy, bez kontaktu fizycznego. Ugotowałem jej przez 6 miesięcy i przygotowałem ponad 30 kolacji. Upiekłem jej tort na urodziny, zostawiałem o 5 rano bukiet róż pod drzwiami, byliśmy w Krakowie, w Częstochowie na jasnej górze. Wyjawialiśmy sobie najskrytsze tajemnice. Po 4 miesiącach powiedziała, że tak dłużej nie może, że musi wiedzieć czy chcę z nią być. Powiedziałem że nie....... dlaczego ?
Zapytałem się jej kiedyś czy jest rzecz, której mi jeszcze nie powiedziała, a która wpływa znacząco na jej życie i na mój podgląd na nią. Domyślałem się, że mogła być bita w poprzednim związku, bo jak zbliżałem rękę do jej policzka to cofała głowę do tyłu i zamykała w strachu oczy. Zapytałem się jej " Ale nigdy nie uderzył Cię facet" , odpowiedziała że "Nie" . Kamień spadł mi z serca ale do końca mnie nie przekonała. Nasze uczucie się do tego stopnia rozwinęło, że w nieprawdopodobnych okolicznościach 1 stycznia wyznałem jej, że się w niej zakochałem i rozpoczęła się piękna historia i znów miałem poczucie, że jesteśmy najszczęśliwiej na świecie i wcale nie miałem ochoty tego rozpowiadać innym, bo starczało mi to, że ja to wiem i ona. Już tydzień po przyszedł pierwszy kryzys. W moje urodziny, które organizowałem dla 35 osób. A. się trochę upiła i wyznała mi, że bił ją wcześniejszy chłopak. Zapytałem się, po jakim czasie od tego jak ją pobił się z nim rozstała. Powiedziała, że po kilku miesiącach ( nie wiem czy od pierwszego czy ostatniego pobicia ). Mocno cierpiałem w tygodniu, bardzo ale przezwyciężyłem to ( zawsze chciałem mieć kobieta, która się szanuję,żebym mógł ja ją nasznować.I nie chodzi o to, że ją bił , tylko,że dalej potrafiła z nim być, akceptować to ( chodziła na kurs tańca w tajemnicy przed nim bo się go bała) ). Gdy się pozbierałem, równo tydzień później, kochaliśmy się całą noc. Zasneliśmy koło 5. O 8 obudziliśmy się przytuleni i powiedziała do mnie Tomek, a ja tak nie mam na imię, jej były tak ma. Znów dostałem cios na początku naszego związku ale znów było ciężko ale się pozbierałem, choć serce krwawiło. Minęło dwa tygodnie a ona znów do mnie powiedziała Tomek. Wychowywała się bez taty, który je zostawił. Ma tragiczną matkę, która nigdy nawet jej nie przytulała i nie pamięta swojego dzieciństwa. Ma tylko mnie i tylko mi odważyła się powiedzieć o tym wszystkim. Po rozstaniu z nim jeździł za nią i wyklinał ją od kurew i szmat,a mało co nie pobił jej mamy ( popychał ).
Teraz pomoc: Dziewczyny ja nie rozumiem jak po tym jak ją bił, dołował, ograniczał, ona potrafiła trzymać ich zdjęcia w telefonie jeszcze przez 6 miesięcy po rozstaniu, już jak nasza historia trwała. I mi jeszcze mówiła, że je oglądała i je sobie zostawiła. Po drugie zapraszała mnie do swojego pokoju na wieczory a na wierzchu leżały przez 6 miesięcy prezerwatywy po tym związku. A a koniec myli moje imię z jego imieniem.
Czuję się okropnie, nie moge spać. Nie wiem czy jestem w stanie się w niej z dnia na dzień po tym wszystkim bardziej zakochiwać, czy z dnia na dzień będę się od niej oddalał. Jak bym ją zostawił, to boję się o nią. Wyjawiła mi taką rzecz, która kosztowała ją tyle emocji i odwagi i ja mam po tym ją zostawić ? Ale z drugiej strony mam sam skazywać się na cierpienie ? Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem, jak mogła trzymać w telefonie te zdjęcia i je oglądać jak chciała ze mną rozpocząć nowy związek, nowe życie. Dziewczyny zrobiłem dla niej bardzo dużo, pokazałem jej jak może wyglądać życie, przywróciłem w niej marzenia, wiarę w życie. Nie chcę tego jej zabrać ale też nie mogę zabrać szczęścia sobie. Napiszcie co o tym sądzicie. Chciałbym napisać wam wiele więcej ale wiem, że i tak to jest za długie do czytania ale może któraś z was przeczyta. Ja czytałem wasze wszystkie posty bo chcę walczyć o nią o nas!
Kimkolwiek_Huszcza
Z mojej perspektywy - kobietom trudno uwolnić się z toksycznych związkow, mnie też uderzył chłopak i odeszłam po miesiącu, ale od momentu, kiedy mnie uderzył planowałam rozstanie i to co będzie później (mieszkaliśmy razem), dojrzewałam do rozstania, bo ciężko jest zostawić kogoś kogo się kochało ileś lat. Nie oznacza to, że nie miałam szacunku do siebie.
Ktoś kto nie poradził sobie z rozstaniem, nie będzie w stanie stworzyć nowego związku, porozmawiaj z dziewczyną - niech pozbędzie się zdjęć i pamiątek po byłym, nie musi tego wyrzucać, ale niech schowa takie rzeczy na dnie szafy. Jakieś drobiazgi, które będzie traktowała za 10 lat jako pamiątki z mlodości niech zachowa, ale teraz dla niej Ty powinieneś był najważniejszy - zwracanie się do Ciebie imieniem byłego chłopaka jest nienormalne.
Porozmawiaj z nią szczerze, niech powie co do niego czuję, a co do Ciebie, niech okresli się z kim chce być. Jeśli z Tobą, nie możesz traktować takiego zachowania z jej strony.
Nie chcesz być z kimś, kto nie odszedł od partnera, przez którego został uderzony - za to Twoja dziewczyna zwraca się do Ciebie imieniem byłego - Ty to tolerujesz, chociaż Cię boli - Czy szanujesz siebie?
Ten związek będzie Ciebie kosztował troszkę zdrowia jednak jeśli podejdziesz ze szczerą miłośćią do siebie i do niej to może się udać.
Twoja dziewczyna zbyt szybko najprawdopodobniej po poprzednim związku weszła w drugi , miała nadzieje , że zapomni o tym drugim . Jeśli Twoje uczucie jest silne to zapomni.
Często kiedy facet potrafi odnaleźć się w takiej sytuacji to związek jest nie ziemski.
Tylko facet , który potrafi być w takiej sytuacji przyjacielem dla kobiety jest w stanie rozbudzić w niej zaufanie .
Jeśli jesteś gotowy na ciężką pracę ciągnij to dalej .
Jeśli jesteś z nią dla siebie , żeby uporać się ze swoimi związkowymi porażkami i oczekujesz odpuść , bo jeśli ta kobitka Ci zaufa to wtedy dopiero ją skrzywdzisz. Gdybyś nie dał rady.
Drogi kolego - toksyczne związki to zazwyczaj związki uzależniające drugą osobę. Twoja partnerka za szybko po pierwszym związku weszła w drugi, co nie pozwoliło jej ochłonąć po nim, mieć tzw "żałoby" po byłym (niektóre tak mają) i wrócić do własnej równowagi psychicznej (takie związki bardzo wpływają na psychikę drugiej osoby).
Co poradzić? Jeśli Ci na niej zależy to musisz wykazać wiele cierpliwości. Po 1 porozmawiać z nią, ale nie w sensie "tu i teraz mówisz mi wszystko", pozwól jej stawiać małe kroczki. Wrzucenie wszystkiego: własnych uczuć, własnych emocji i problemów (typu że myli Wasze imiona) oraz jej uczuć, emocji do jednego worka to nie jest dobry pomysł. Wszystko potrzebuje czasu - czyli pozwól jej powoli się otwierać, nie na siłe zdobywać informacje. Po 2 pokaż jej,że Ci na niej zalezy, że jej nie opuścisz, ale że chcesz czuć się ważniejszy niż jej były. Po 3 zacznij ją oswajać z myślą, że ON to PRZESZŁOŚĆ! Czyli usunięcie zdjęć, wyrzucenie pamiątek (może nie do śmietnika) ale do kartonu i schowanie go głęboko... Po 4 niech ona pomyśli, ze może bez niego żyć - to jest najwazniejsze...
Jeśli Ci na niej naprawdę zalezy to musisz walczyć, starać się i jej pomóc. Jak będzie trzeba to idź z nią do specjalisty (nikt nie wie czy przypadkiem taka pomoc nie jest potrzebna). Pamietaj tylko nic na siłę... Jej siła będzie się kojarzyło z tamtym, który ją uderzył... A Ty taki nie chcesz być...Powodzenia, jakby co to pisz
Merry Witam
Otwórz sie również w tym temacie.
Mam wrażenie ,że pokazujesz dwie twarze.
W tym temacie jesteś ta biedna poszkodowana , a w tamtym sama sobie katem.
Być może jedno i drugie jest prawdziwe jednak????? Odnoszę wrazenie ,że jednak to głównie Ty zabiegasz o ten związek, pasuje Ci ten układ ,bo istniejesz , bo P dobrze Ciebie zna Twoje wady i zalety i przy nim właśnie czujesz się bezpiecznie , ponieważ on właśnie trzyma Twoje tajemnice przed światem (rodziną , znajomymi) w relacjach z nim jesteś ta dobra i taki układ jest wygodny , przed nim nie musisz się ukrywać. A może to właśnie dla niego tylko jesteś ważna ? Albo tak sobie wmawiasz , aby samodzielnie zapędzić siebie w kozi róg?
Zadecyduj wreszcie czy chcesz sobie pomóc????????????????
chce zamknąć ten temat. raz na zawsze. P. jest już historią do której nie ma poco wracać. Mam inne-wazniejsze sprawy na glowie:)
Oj Merry jak to wspaniale móc przeczytać takowe słowa. Mam nadzieję, że to prawda i że P jest naprawdę przeszłością ![]()
Życzę powodzenia :**
witam Cie Merry 3 dni temu weszłam na Twój wątek i z zapartym tchem go czytałam,żałuje ze pare miesięcy temu tego forum nie znalazłam,borykałam sie z tym samym problemem co Ty w tym samym czasie ,jak czytałam co piszesz to duzo Cie rozumiałam,dlaczego juz zmykasz ten wątek??naprawde P to juz przeszłość??
Naprawdę P. to przeszłość. Uświadomiłam sobie nawet,ze to nie była miłosc tylko chora obsesja. Na razie odpoczywam od facetów. Nie potrzeba mi ich do szczęścia i db mi z tym. Nawet bardzo... wszystko się da. Nie wierzyłam w to, ale teraz jestem pewna, ze sie da...
to super a jak on to przyjął ze juz z tego nic nie bedzie?macie jeszcze ze sobą jakiś kontakt?
Ja od 2 miesięcy mieszkam u rodziców. Wyprowadziłam się od męża alkoholika... Tyrana... 8 lat znaliśmy się przed ślubem a po ślubie... Jakby diabeł w Niego wstąpił... Jak będę mieć więcej wolnego czasu to skrobnę co przeszłam... Teraz szukam pomocy u psychologów... Zaczęłam chodzić do psychoterapeuty... No i myślę nad unieważnieniem bądź rozwodem jeśli unieważnić się nie da. Po prostu mam dość!!!