Ja też mam problem. Moja historia wygląda tak: Wyszłam za mąż z miłości, ale mimo, że przed ślubem było całkiem dobrze, po ślubie mąż bardzo się zmienił. Nie umieliśmy się dogadać, nasze plany się mijały, on uciekał od rozmów. Zdecydowaliśmy razem pójść na kolejne studia. Tam poznaliśmy nowych znajomych. Po pewnym czasie zakochałam się w jednym z naszych kolegów. W małżeństwie było coraz gorzej, a potem mimo moich chęci nie udało się tego zmienić. Odeszłam od męża. Zamieszkałam blisko uczelni. Nadal widywałam męża na studiach, kolegę również. Z biegiem czasu coraz bardziej zżyłam się z tym kolegą. Zaczęliśmy się widywać także poza szkołą. Trochę czasu upłynęło i się spełniło moje marzenie - chłopak jak się okazało też był we mnie zakochany. Szybko się rozwiodłam. On obiecał wspólne życie. Długi okres było dobrze, poza tym że on nie chciał, żeby w szkole się dowiedzieli inni ludzie, mój mąż, ani jego mama. Zdarzało nam się wcześniej jeszcze z mężem bywać u niego w domu. Poznałam jego przyjaciół. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Jednak bolało mnie, że mój chłopak wciąż robi z naszego związku tak olbrzymią tajemnicę, poza tym z moim byłym mężem rozmawiał jak gdyby nigdy nic i tamten o niczym nie miał pojęcia. Mój chłopak był i jest bardzo poważnie chory, ale świadomie zdecydowałam się na ten związek. Na początku on bał się związać, żeby nie obarczać mnie swoimi problemami zdrowotnymi. Jeździłam do szpitala, kiedy musiał po raz kolejny tam trafić na badania. Pomieszkiwał u mnie, wychodziliśmy wspólnie, wspieraliśmy się. Wszyscy widzieli, że dobrze nam razem. Potem wszystko się zmieniło. Najpierw zaczęło się pogarszać w mojej pracy. Powoli nie było mnie stać już na mieszkanie, następnie straciłam pracę, potem mojemu chłopak też zaczął mieć problemy w pracy. Moi znajomi i rodzina mieli pretensje, że ja nie przywożę swojego chłopaka do nich, żeby go poznali. On do tego nie dążył za bardzo. Pewnego dnia po rozmowie z rodziną wygarnęłam mojemu chłopakowi jak mi teraz ciężko, że mógłby mi bardziej pomóc, pojechać ze mną do rodziny, żeby przekonali się do niego. Jakoś się dogadaliśmy, ale kilka dni później zostawił mnie z problemami, długami i złamanym sercem. Znalazłam pracę, przeniosłam się. Nadal spotykam się ze znajomymi, dużo wychodzę, staram się jakoś żyć, ale nie potrafię. Czuję straszną pustkę w sercu. Nie potrafię zapomnieć, co noc mam koszmary. Nie daje sobie rady. Nie wiem, czy jemu przestało naprawdę zależeć, jak utrzymywał w kilku rozmowach, czy może jednak zrozumiał, że nie jest dobrym partnerem i z jego zdrowiem jest coraz gorzej. Martwię się też jego zdrowiem i chciałabym przy nim być. Bardzo mi go brakuje. Nie umiem z tym żyć. Wszyscy mówią, że się ułoży wszystko, ale jakoś nie czuję ulgi. Nie wiem co myśleć, co robić.
((