Witajcie.
Kiedy wszyscy będą szaleć ze świątecznymi przygotowaniami ja jak każdego miesiąca zatopiona będę we własnej rozpaczy bo to silniejsze ode mnie. Nie tak miało przecież być. I choć pewnie każda z nas poradzi sobie w końcu z przeciwnościami losu z jakimi przyszło jej się zmagać po śmierci męża cierpienie i tęsknota w sercu zostanie. Tak się jakoś złożyło że znam różne wdowy i te młodsze i te trochę starsze, każda w innej sytuacji życiowej, każda innaczej to przeżywała, okazywała "ułożyły sobie" jakoś życie bo żyć trzeba dalej. Dziś są już spokojne o swoją przyszłość czy przyszłość dzieci nauczyły się żyć bez kochanej osoby,ale to pytanie, pustka i ból nadal im towarzyszy. Świadomość że utraciło się w życiu coś najcenniejszego,tego się nie można wyzbyć.
Właśnie ta świadomość. że już nigdy nie będzie tak jak przedtem doprowadza mnie do rozpaczy. Nie mogę ciągle się pogodzić, z tą myślą. że już nigdy nie będzie tak jak przedtem. 22 grudnia będzie 6 miesięcy jak odszedł mój Mąż, ie ma dnia. godziny żebym o Nim nie myślała. ciągle płaczę, a teraz przed świętami to jeszcze więcej goryczy.Już nie zmienię
faktu, że Go nie ma, nie wymodlę Jego powrotu i nie obudzę się z tego snu. Czy to kiedyś minie, chyba nie, tak będzie już do końca, tylko jak ciężko żyć. udawać,że się żyje. Dzień za dniem się przesuwa, wszystko toczy się dalej tylko ja ciągle drepczę w kółko i czekam. Chciałabym. żeby już było po swiętach. może wtedy będzie trochę lepiej, za dużo wspomnień jest w z nimi związanych.Chociaż święta miną i co dalej- dalej to samo... jakoś nie widzę jeszcze promyka nadziei.Mąż na pożegnanie życzył mi żeby mi się wszystko jakoś poukładało. Boże jak mi ciężko, dlaczego ... musiał mi tego życzyć a nie np. że pojedziemy razem na wakacje. Już nie pojedziemy, skończyło się. zostały łzy...
Przytulam Was
To jest okropne... sama myśl o świętach... aż mnie coś ściska. Wszyscy będą siedzieć przy stole gadać o tym i owym, a my... będziemy tylko myśleć o jednym... o naszych kochanych mężach o tym, że już nigdy nie zasiądą razem z nami do stołu, nie złożą życzeń, nie uściskają itp
Ja też chcę uwierzyć w to że śmierć to tylko pewien etap... nawet dzisiaj przeczytałam książkę Andrzeja Sarwa "o Śmierci, Antychryście i o końcu Świata" jest tam wszystko opisane po kolei co dzieje się z duszą od chwili śmierci. "...życie ziemskie człowieka jest tylko etapem na drodze ku wieczności..."
niech ta wiara w to nam dopomoże w dalszym naszym życiu
Boję się tych świąt, składania życzeń a w pracy chyba wybuchnę płaczem.Słowa Wesołych Świąt aż przechodzą ciarki w wigilie będę słyszała je często bo pracuję w sklepie.
Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie.
kasia77 wiesz że w ten dzień kiedy się dowiedziałam że mąż nie żyje a raczej wieczór... kiedy synek spytał się gdzie tata powiedziałam mu prawdę wtedy myślałam że tak będzie dobrze bo nie uniknę tego że i tak będę musiała mu powiedzieć... i powiedziałam mu że tatusia już nie ma a jak się spytał dlaczego powiedziałam mu że jest tam w niebie gdzie teraz świeci księżyc... on zrobił taką smutną minkę że myślałam że pęknie mi serce i nie zapłakał tylko tarł oczka a nad ranem przez sen wołał "tata, tata, tata, tata" a raczej krzyczał. Na następny wieczór także się spytał gdzie tata i nadal mu mówiłam to samo i znów w nocy był niespokojny tym razem nie przez sen tylko obudził się i powiedział "ja chcę tatę" i płacz straszny. On jest jeszcze malutki i nie rozumie, a ja zrozumiałam że choć powiem mu prawdę to on i tak co wieczór będzie się pytał na nowo to samo, więc dla jego dobra żeby nie miał koszmarów żeby miał noce przespane odpowiadam na jego pytanie "za ile tata wróci" "za miesiąc" może źle robię ale jak na razie nie widzę innego wyjścia. Może mnie też potrzeba czasu żeby wstawić temu czoła... już sama nie wiem
Ja tez corce od razu powiedzialam prawde... nie mialam wyjscia, bo to Ona znalazla Go martwego w lozku z sina twarza. Ja bylam w szoku. Ona nie bardzo wiedziala z czym to zjesc. Wowczas kilka dni po wszystko wytlumaczylam jej co to jest smierc, jak serduszko bije, jak przestaje i dlaczego przestaje, jak serduszko dziala jak pompa i powoduje przeplyw krwi a krew to tlen, jedzonko ktore wszedzie sie dostaje. Potem wytlumaczylam jak ktos umiera to zamienia sie we wspanialego aniola, niewidzialnego i fruwa pomiedzy nami a niebem. A w niebie jest tak strasznie cudownie... Dziecko nie rozumie procesu smierci, nawet my nie rozumiemy, wiec trzeba wszystko wytlumaczyc w dziecinnym slowach. One nie rozumieja, ze ktos umarl i juz go nie bedzie z nami tak fizycznie. Mysle, ze dobrze zrobilas ze wszystko powiedzialas na poczatku. Ale staraj sie wytlumaczyc co to znaczy, ze ktos umiera.
Andia74
Dzięki za parę wskazówek. Wiem że dobrze zrobiłam mówiąc mu na początku prawdę ale wiem też że źle postąpiłam mówiąc mu potem że tata wróci. Zamieszałam w tej małej główce - oczywiście nieświadomie - i miało to następstwa zaczął się moczyć w nocy i nieraz w ciągu dnia. Nie chciał mnie puścić nigdzie jak musiałam jeszcze pozałatwiać sprawy gdzie nie mogłam go brać. Tak mi się wydaje że to wszystko jest następstwem tego wszystkiego. Teraz już mu mówię cały czas prawdę ale on i tak myśli że tata wróci choć mu tłumaczę to i tak dzisiaj jak ktoś zapukał do drzwi to myślał że to tata - I właśnie to jest najgorsze i najbardziej boli...
My dorośli nie umiemy tego pojąć że już kogoś tak bardzo nam bliskiego nie ma z nami (mnie samej się wydaję że mąż pojechał zagranicę do pracy) a co mówić tak malutkim dzieciom co jeszcze nie rozumieją dużo rzeczy... to jest niepojęte!!!
Witajcie!
Zaglądam prawie codzień ale nie byłam w stanie nic napisac . Czuję to samo co Wy wszystkie, zazdroszczę że w takich pieknych słowach przekazujecie swoje mysli i uczucia. Ja nie potrafię sie skupić.
Zastanawiam się jak ja przezyłam te siedem miesięcy. niewazne ile miesięcy dni godzin jest żle.Czasami ogarnia mnie taka niemoc że siedzę bezczynnie i nie mam siły się podnieśc.Ciągle wracają obrazy kiedy go widziałam przez ostatnie dni i też zastanawiam się dlaczego on mnie zostawił?
Jego rzeczy praktycznie pochowałam ale łóżka nie potrafię przygotować tylko dla mnie samej.wierzę że jest ze mną z nami.Dzieci chyba też zaczynają wierzyć w cuda wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności tez zaczynają przypisywać wszystko jego opiece.Miałam ostatnio takie wrażenie że gdybym tak do końca potrafiła uwierzyć w nadprzyrodzoną moc wszystko byłoby dobrze.Czułam w pewnym momencie taką lekkośc i radość zwariowałam?
Wiecie co zaczęłam pisać i poczułam sie trochę lepiej.
Jeszcze raz niezmiernie Ci dziękuję Andia74...
Właśnie niedawno synek znów się spytał o tatę i mu powiedziałam o tym że tata jest teraz takim aniołkiem, którego my nie widzimy ale on jest tu koło nas i pilnuje nas żeby nam się nic nie stało... i po raz pierwszy rozmawiając z nim o tym nie płakał nie smucił się tylko tak radośnie się uśmiechnął i był zadowolony że aż poczułam po raz pierwszy od niespełna dwóch tygodni jakąś ulgę... nie umiem tego określić ale po raz pierwszy i ja się tak naprawdę z głębi serca uśmiechnęłam - choć na chwilę - bo teraz mały śpi a ja dalej dręczę się pytaniami i tym co dalej? jak dalej żyć jak już nic nie będzie takie jak dawniej... tak bardzo to boli... czy kiedyś przestanie? czy zmniejszy się ten ból?
Witajcie kobietki.dlaczego? Wierzę w to że kiedyś ten ból przeminie i będzie lepiej.Wiem też z autopsji że dzieciom należy mówić prawdę bo oszukiwanie nic nie zmieni a może tylko pogorszyć,tylko trzeba zrobić to tak jak tłumaczy się dziecku inne sprawy.I tylko do momentu kiedy będą pytać i nie więcej jeśli będą chciały to nam same zadadzą kolejne pytanie.Ale i wtedy odpowiadajmy im ściśle na to pytanie.
Co do świąt to to nie będzie łatwy czas ale damy radę.Nie będą to wesołe święta ale ja jeśli ktoś składa mi życzenia to proszę go aby życzył mi spokojnych świąt i zdrowia abym mogła pracować i utrzymać siebie i córkę.A reszta przyjdzie sama.
MILEN09 to pisanie naprawdę pomaga.Można zupełnie śmiało pisać o wszystkim a na pewno nikt z nas nie będzie tego źle traktować bo my przeżywamy to samo.i każda z nas ma takie same odczucia.Każda z nas tęskni za swoim mężem i chciałaby aby wrócił.
Mnie dziś odwiedził dorosły syn Maćka.Nie utrzymywali ze sobą kontaktów z powodów rodzinnych.Ten chłopak jak zobaczył że był tak blisko ojca to aż się popłakał ( ma 28 lat) bowiem przejeżdżał obok domu ojca nawet nie wiedząc o tym.Niestety straconego czasu nie nadrobią.
Pozdrawiam was pa.
Witaj Mileno.
Nie ma znaczenia ile mineło dni. To jak się czujesz jest zupełnie zrozumiałe. Ja też tak mam niepotrafię się do niczego zabrać. Czasami czytam napisane tu posty i choć chciała bym coś napisać potrafię tylko czytać i płakać.
Masz jeszcze dzieci, które swoją wiarą cię wspieraja, a wiara potrafi czynić cuda. Ja wiem nic nie odda nam tych za którymi tęsknimy ale z wiarą jest łatwiej przejść kolejny dzień.
Jeszcze raz niezmiernie Ci dziękuję Andia74...
Właśnie niedawno synek znów się spytał o tatę i mu powiedziałam o tym że tata jest teraz takim aniołkiem, którego my nie widzimy ale on jest tu koło nas i pilnuje nas żeby nam się nic nie stało... i po raz pierwszy rozmawiając z nim o tym nie płakał nie smucił się tylko tak radośnie się uśmiechnął i był zadowolony że aż poczułam po raz pierwszy od niespełna dwóch tygodni jakąś ulgę... nie umiem tego określić ale po raz pierwszy i ja się tak naprawdę z głębi serca uśmiechnęłam - choć na chwilę - bo teraz mały śpi a ja dalej dręczę się pytaniami i tym co dalej? jak dalej żyć jak już nic nie będzie takie jak dawniej... tak bardzo to boli... czy kiedyś przestanie? czy zmniejszy się ten ból?
To sie ciesze, ze pomoglam. Zobaczysz jak twoj synek bedzie wiedzial prawde to inaczej bedzie wszystko przyjmowal, nawet beda momenty, ze bedzie w jakis sposob komunikowal sie z Ojcem. Przynajmniej ja tak mam z moja corka. Czasami sie budzi i mowi do mnie "Tata kazal Ci powiedziec, ze Cie bardzo kocha." Niby w snie, ale to jest fajne, wiesz... Mow prawde nawet najgorsza,. ale mow w dziecinnym jezyku. Ja wszystko tak wytlumaczylam dziecku, ze na lekcji, kiedy Pani zapytala jak funkcjonuje organizm ludzki w szkole, corka wszystko wiedziala i dokladnie wytlumaczyla na czym polega zycie a na czym smierc, oczywiscie z perspektywy dziecka. Corka moja teskni za Ojcem, ale ja zawsze jej odpowiadam, ze to dobrze, bo bardzo kochala swojego Ojca i to tylko swiadczy o tym. Zawsze odpowiadam, ze jak chce poczuc Tate kolo siebie, to ma zamknac oczka i bardzo o Nim myslec. To jej pomaga.
Tych wszystkich chwil bedzie mniej, ale zawsze beda i trzeba nauczyc sie z nimi zyc. Ja bardzo czesto ogladam zdjecia meza, wspominamy nasze wspolne czasy, i choc czasami mi lzy w oczach sie kreca to robimy to czesto. Mamy troche filmow video nagranych, wiec i glos i zachowanie nie do zapomnienia.
Nie drecz sie pytaniami co dalej, bo zycie to taki durny twor, ze samo sie uklada... samo idzie naprzod, czy chcesz czy nie... wazna jest pamiec... Moj maz nie zyje 15 miesiecy, a wciaz sa rzeczy ktore Nim pachna. Sa schowane w woreczki aby pachnialy jak najdluzej. Tesknota jest straszna i nikt jej nie wypelni, ale z biegiem czasu ta dziura zaczyna zarastac i zaczynamy patrzec na sprawy z innej perspektywy. Wszystko bedzie dobrze.... wszystko sie ulozy.... A co do swiat, sama nie wiem... ja goszcze Mame w domu i jakos ta pustka w domu jest wypelniona, ale to nie to samo, czuje sue samotna... w tym swiatecznym sezonie, ale mam dziecko.
Witajcie Kobietki...ja dzisiaj mam starsznego doła,nie mam siły żeby żyć, chociaż pozornie sprawiam wrażenie osoby bardzo silnej jestem miękka w środku strasznie bardzo,wręcz rozpadam się:(nie mam motywacji żeby cokolwiek robić ,największym moim marzeniem byłoby to ŻEBY BARTEK MNIE ZE SOBĄ "TAM" ZABRAŁ...Tak bardzo Go kocham,że nie wyobrażam sobie dalszego życia...wszystko mnie przerasta:(
Witajcie Kobietki...ja dzisiaj mam starsznego doła,nie mam siły żeby żyć, chociaż pozornie sprawiam wrażenie osoby bardzo silnej jestem miękka w środku strasznie bardzo,wręcz rozpadam się:(nie mam motywacji żeby cokolwiek robić ,największym moim marzeniem byłoby to ŻEBY BARTEK MNIE ZE SOBĄ "TAM" ZABRAŁ...Tak bardzo Go kocham,że nie wyobrażam sobie dalszego życia...wszystko mnie przerasta:(
nie jestes jedyna z takimi uczuciami, ale nasze zycie jeszcze sie nie skonczylo, wiec glowa do gory....
Iskierko78 to prawda jak pisze Andia74 takie uczucia jak Ty mamy chyba wszystkie.Ja cały czas pytam,dlaczego?Czy napewno był tak Panu Bogu Tam potrzebny?Przecież Widział jak On bardzo chciał żyć.I miał tak niewielkie marzenia tak jak pisałam wcześniej ,dwa dni przed śmiercią do swojej bratowej powiedzial ,że tak chociaż żeby mógl pożyć jeszcze ze dwa lub trzy lata.Taki był dumny ze swoich synów .Mamy ich bardzo dobrych .Tak strasznie pragnął doczekać chociaż jednego wnuczka.Niestety widać Bóg mial inne plany ,chociaż dla nas takie bolesne takie nie do przezycia.Napewno kiedyś nam to wytłumaczy dlaczego tak musialo być? Pozdrawiam Was wszystkie bo jak zwykle przez łzy dalej nie mogę pisać.
Witajcie Kobietki...ja dzisiaj mam starsznego doła,nie mam siły żeby żyć, chociaż pozornie sprawiam wrażenie osoby bardzo silnej jestem miękka w środku strasznie bardzo,wręcz rozpadam się:(nie mam motywacji żeby cokolwiek robić ,największym moim marzeniem byłoby to ŻEBY BARTEK MNIE ZE SOBĄ "TAM" ZABRAŁ...Tak bardzo Go kocham,że nie wyobrażam sobie dalszego życia...wszystko mnie przerasta:(
Mi dzisiaj też jest bardzo ciężko,tak strasznie tęsknię...Nie mogę się przyzwyczaić do myśli że już nie ma mojego Mariuszka.[My zostałyśmy i musimy jakoś żyć dalej ,,,]
Witajcie
Dzisiaj syn przywiózł choinkę z lasu, jak ją zobaczyłam zrobiło mi się strasznie. Jest to pierwsza choinka bez mojego męża. łzy mi się leją, znowu ból ściska serce. Tak bardzo za nim tęsknię i tak bardzo mi go brakuje. może przyjdzie do nas na święta. Też nie mogę się pogodzić z tym, że już go nie ma, że nie wróci a przecież tak podświadomie to zachowuję się tak jakby miał wrócić ale przecież cudów nie ma, Chyba pojadę na cmentarz...
Witajcie
Dzisiaj syn przywiózł choinkę z lasu, jak ją zobaczyłam zrobiło mi się strasznie. Jest to pierwsza choinka bez mojego męża. łzy mi się leją, znowu ból ściska serce. Tak bardzo za nim tęsknię i tak bardzo mi go brakuje. może przyjdzie do nas na święta. Też nie mogę się pogodzić z tym, że już go nie ma, że nie wróci a przecież tak podświadomie to zachowuję się tak jakby miał wrócić ale przecież cudów nie ma, Chyba pojadę na cmentarz...
ech... swieta, swieta i po swietach... pomodl sie za Niego, i ciesz sie swietami - moze nie dla siebie, ale dla bliskich, dla syna!
Witajcie Kobietki...ja dzisiaj mam starsznego doła,nie mam siły żeby żyć, chociaż pozornie sprawiam wrażenie osoby bardzo silnej jestem miękka w środku strasznie bardzo,wręcz rozpadam się:(nie mam motywacji żeby cokolwiek robić ,największym moim marzeniem byłoby to ŻEBY BARTEK MNIE ZE SOBĄ "TAM" ZABRAŁ...Tak bardzo Go kocham,że nie wyobrażam sobie dalszego życia...wszystko mnie przerasta:(
Ja mam to samo. Robię wszystko co trzeba czyli wstaję ubieram się dziecko ubieram jak trzeba iść coś jeszcze załatwić to idę i tak jakby nigdy nic funkcjonuje normalnie... ale to tylko tak na zewnątrz wygląda, a w środku... pustka, smutek, żal, uświadamianie sobie że już nigdy nic nie będzie tak samo jak wcześniej, że już nic nie ma sensu i najgorsze myślenie tak jak Ty: że jakby nie syn to poszłabym za nim chyba...
Chciałabym coś napisać ale jest mi tak żle że niemogę zebrać myśli. Tak mnie też syn trzyma przy życiu i daje siły by znowu wstać z łóżka i tak mija dziń za dniem, i znowu zaczął się ten tydzień, te kilka dni walki o jego życie, przegranej walki. Niepotrafię przestać o tym myśleć, każdego miesiąca przeżywam to na nowo. Byłam dziś na cmantarzu wszystko zaśnieżone i pozamarzane jak zwykle, aż się płakać chce. Tak niewiele mogę dla niego zrobić.
Kasia 77-;;Mnie dziś odwiedził dorosły syn Maćka.Nie utrzymywali ze sobą kontaktów z powodów rodzinnych.Ten chłopak jak zobaczył że był tak blisko ojca to aż się popłakał ( ma 28 lat) bowiem przejeżdżał obok domu ojca nawet nie wiedząc o tym.Niestety straconego czasu nie nadrobią.;;
Kasiu Twój Mąż na pewno jest Ci wdzięczny. że odnalazłaś jego syna i poznałaś ze sobą jego dzieci.Przecież to jest rodzeństwo . Ojca nie mają ale zyskali siebie. a i Ty patrząc na syna Męza to też jakbyś widziała część Męża.
Witaj Smutna Marysiu.
Dzięki za ciepłe słowa.Nadal nie wiem czy dobrze zrobiłam że szukałam Tomka ale czas pokaże.Wiem ze Agata moja córka cieszy się z tego że ma brata i cały czas o nim gada.Ja staram się podchodzić do tej całej sytuacji z dystansem.Najciekawsze że choć nie jest podobny do Maćka fizycznie to w genach dostał od niego bardzo wiele.Jest tak samo gadatliwy jak ojciec pali też jak smok klnie jeszcze bardziej.Zainteresowania też ma bardzo podobne.Jedynie nie lubi słodkiego a Maciej je uwielbiał.
Dlatego choć to Agata jest jakby skóra zdarta z Macieja to Tomek tez jest w jakiś sposób podobny.Ale jeszcze dużo wody upłynie zanim mnie przekona do siebie.Szkoda tylko tych straconych lat.....
A co do świąt to wczoraj bez emocji kupiłam choinkę sama musiałam ją oprawić którą ubrała córka bo ja nie miałam do tego głowy.Ale widziałam że się cieszyła więc może te święta nie będą takie złe.Choć najchętniej bym je przespała.
Także trzymajcie się ciepło kobietki w ten zimny poranek(u nas jest -13 stopni)i pamiętajcie że damy radę.
Musimy dać radę innego wyjścia nie mamy...
Nie jestem pewna jak to będzie, bo jeszcze niedawno na samą myśl o świętach niedobrze mi było, ale coś czuję że może nie będzie aż tak źle. Ja mam dni (nieraz to są godziny) takie, że myślę pozytywnie że jakoś to będzie że nasi mężowie nie chcieliby przecież żebyśmy się tak smucili na samą myśl o świętach bo przecież to święta radosne Boże Narodzenie... ale są też takie że myśli się negatywnie i co najgorsza te dni (godziny) przewyższają.
Mnie jest najgorzej jak synek wypytuje choć mu mówię prawdę, tłumaczę to on i tak jeszcze czeka myśli że tata wróci (jest mały ma niecałe 3 lata, więc widocznie nie umie jeszcze tego pojąć). Myślałam że mi serce pęknie jak szwagier zadzwonił do drzwi a on zawołał "Tata" i jak spojrzałam na jego minkę kiedy się otworzyły drzwi i zobaczył że to jednak nie tata. Później jak mu tłumaczyłam to on do mnie "a może jeszcze przyjdzie chociaż na chwileczkę..." dzisiaj jakoś jeszcze nie pytał może już coraz więcej zaczyna rozumieć
Trzymajcie się wszystkie kobitki - my wbrew pozorom jesteśmy silne i damy radę!!!
Witaj dlaczego?
Ja też mam dni kiedy wydaję się pogodzona z losem ale mam też i takie jak dziś kiedy jak to mówią "bez kija nie podchodź."Jednak mimo wszystko w jakiś sposób cieszę się z tych świąt choćby dla wolnych dni bo ostatnio jestem potwornie zmęczona a i w pracy kocioł.staram się jednak podchodzić do wszystkiego na "zimno" i bez emocji i wydaje mi się ze jest łatwiej.
Moja córka też tęskni za tatą ale zaangażowałam wujków i chrzestnego do większego zainteresowania nią i wydaje się być szczęśliwsza.Dzwoni do nich, sms-uje.Zawsze jednak pogada sobie z facetami a to dla dziewczynki w jej wieku jest teraz ważne.Pochwali się ocenami w szkole.
Bo niestety ale mama nie zastąpi taty.Spróbuj zaangażować mężczyzn ze swojej rodziny do tego aby choć trochę czasu spędzali z twoim synkiem choćby na zabawie a wtedy będzie mu łatwiej.W końcu nie zawsze trzeba oczekiwać tylko pomocy finansowej bo nieraz ta "duchowa" jest ważniejsza.
Witak kasia77
Masz rację z tym "bez kija nie podchodź..." i wiem że nie tylko my kobiety tak mamy bo dzisiaj teściu tak samo mi powiedział że tak go wszystko wkurza że najchętniej rozszarpał by kogoś...
U mnie teraz mój ojciec czyli dziadek pełni tak jakby rolę taty ponieważ mieszkam z rodzicami to jak tylko przyjdzie dziadek z pracy to nie odstępuje go na krok. Ale dziadek to jak dziadek rozpieszcza na wszystko pozwala bo taka ich rola a tata zawsze był stanowczy i takiej "męskiej ręki" brakuje.
Witam ponownie dlaczego?
Z jednej strony to ci zazdroszczę tego zamieszkania z rodzicami bo zawsze masz kogoś dorosłego do pogadania jeśli ci źle ale z drugiej strony to człowiek czasami woli być sam. Ja niestety mieszkam tylko razem z córką i czasami to aż mnie irytuje.Zwłaszcza gdy są sytuacje z którymi ona ewidentnie sobie nie radzi.choćby ostatnio przeżywała aż tak bardzo spotkanie z bratem że nie dało się z nią wytrzymać!!!
Mojej córce muszą wystarczyć tylko rozmowy albo sporadyczne spotkania z wujkami.Niestety choć ma dziadka (mój ojciec) to on niespecjalnie się nią zajmuje a i ona nie lgnie do niego. Mam nadzieję że teraz Tomek (jej brat) choć trochę zastąpi jej ojca choć mieszka od nas jakieś 50 km.
Dziś w ogóle jest jakiś ciężki dzień chyba dla wszystkich , na szczęście już się kończy więc byle do jutra!!!
Powiem Ci kasia77 że to właśnie różnie bywa z zamieszkaniem u rodziców. Jest tak jak mówisz z jednej strony dobrze bo samemu się nie siedzi można czasem do kogoś się odezwać (choć i tak nie umiem z rodzicami rozmawiać o tym co się stało i o ty co czuję). Ale czasem jak mam te gorsze dni to tylko mnie wszystko drażni i wolałabym sama posiedzieć i żeby wszyscy dali mi święty spokój!!!
Wg mnie dużą rolę teraz może właśnie odegrać u Ciebie a raczej Twojej córki jej (chyba starszy bo nie jestem pewna) brat. W pewnym stopniu może zastąpić jej tatę choć na odległość to nie będzie proste ale zawsze coś. Z tego co napisałaś to dla Niej było duże przeżycie poznanie swojego brata i na pewno się cieszy że chociaż jakaś "cząstka" - oprócz Niej pozostała na tym świecie po tacie.
Czyli jest tak jak myślałam.Ja też nie potrafię rozmawiać z rodzicami na temat śmierci Maćka i tego co teraz czuję.Czasami to jest mi nawet głupio bo jak już przyjadą do mnie to nawet nie zrobię im kawy mimo ich wyraźnych sygnałów(choćby dziś) ale miałam prawo w końcu mieć zły humor.Ale zawsze można pogadać o sprawach bieżących lub mieć pomoc w nagłych sytuacjach.
Zawsze tata na miejscu może pomóc w domowych sprawach a ja niestety muszę radzić sobie sama.Zresztą już opanowałam większość "męskich" zajęć jak skręcanie mebli wymiana butli gazowej czy prozaiczne wbicie gwoździa.Ale zawsze miło jak jest ktoś kto może nam pomóc.
Brat Agaty jest dużo od niej starszy ma 28 lat i właśnie założył rodzinę dlatego boję się żeby to nie był z jego strony słomiany zapał.Na pewno cieszy się że nie jest sama na tym świecie no bo brat to zawsze brat.Tylko nie wiem czy patrzy na to w kategorii cząstki taty.Wiadomo że ten kontakt między nimi jest i chciałabym aby się mimo wszystko utrzymał.Ale to już zależy od nich samych.Na razie póki co to gdy już go poznała to nie schodziła mu z kolan i tylko brat i brat.
Witajcie kobietki
Ja też nie umiem rozmawiać z nikim o śmierci Męża, nieraz rozmawiam z synem. ale rzadko bo on też nie bardzo może się pogodzić ze śmiercią taty. Mam rodziców, mieszkają bardzo blisko, chcą mi jakoś pomóc ale też nie wiedzą jak, zresztą ja sama też nie chcę jeszcze z nikim rozmawiać na ten temat, oczywiście oprócz moich synów.Też mam dni, że wiem że jestem trudna, zła na wszystkich, czuję się taka samotna i pokrzywdzona. Wydaje mi się, że zamkęłam się w sobie i jak na razie nie chcę tego zmieniać. Nie za bardzo przyłożyłam się do porządków świątecznych, ale co tam, po prostu nie mam sił i ochoty. Cały czas w myślach mam tylko Męża i minione dni, lata, to co było a co już się skończyło bezpowrotnie, ciągle płaczę, może to ten okres przedświąteczny. Niech się już skończy bo za bardzo boli, cały ból wraca. Pozdrawiam Was
Chyba wszystkie dokładnie to samo czujemy. Ze wszystkim ma tak samo jak Ty Smutna Marysia. Ja nie umiem rozmawiać z moja rodziną o tym co czuje, ale już zaczynam wspominać męża i mówić "bo Arek to zawsze robił tak..." Dla mnie najlepiej było wyrzucić na początku to wszystko obcym osobą najczęściej poprzez rozmowę przez gg lub naszą klasę. Dużo dla mnie to znaczyło wtedy. Teraz też czasem na wieczór włączę komputer i jak ktoś jest to pogadam a nie raz nie mam ochoty odpisywać. Tak to już jest z naszymi humorami nie wiem czy kiedyś to się unormuje...
"Nie ten mocny kto burzy lecz ten który podpiera
Nie ten co łzy wyciska lecz ten co je wyciera
Człowiekiem najszlachetniejszym w całym ludzkim tłumie
Jest ten kto oprócz łez własnych łzy cudze zrozumie."
Mi tez jednak najłatwiej tu się wypowiedzieć i wyzalic.Tez mi się wydaje że nikt mnie nie rozumie.Miałam taki tragiczny jeden miesiąc że czułam sie bardzo samotna ale teraz przyzwyczaiłam sie do tego.
Syn z synowa chcieli zamieszkać ze mną ale powiedziałam że narazie wolę być sama.Kocham bardzo wnusię ale nie potrafiłabym cały czas żyć takim "normalnym życiem".Są właśnie takie dni kiedy nie mamy sił i potrzeba takiej samotności , wyciszenia i spokoju.
Ubrałam małą choinkę ale bardziej mnie smuci niż sprawia radość.Kiedy ktoś sie zapomina i zyczy mi wesołych świąt czuję się dziwnie.Zastanawiam się po co sprzątam po co wogóle przygotowuję coś do jedzenia.Będzie na pewno smutek i płacz dlatego chcę ten czas spędzić w jak najmniejszym gronie rodzinnym.
Pozdrawiam Was wszystkie!
Witajcie kobietki.
Witaj Milen09.Ja także wolę święta spędzić w jak najmniejszym gronie.Dlatego na szczęście (lub nieszczęście jak kto woli) moja córka zachorowała na ospę i dlatego święta jesteśmy zmuszone spędzić we własnym domu.Z jednej strony mnie to cieszy ale z drugiej boję się odwiedzin wszystkich z rodziny.Ale jak to mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.Teraz mam tylko problem bo muszę ją zostawiać samą w domu gdy muszę zrobić zakupy.No i wczoraj było 6 miesięcy jak Maciej nie żyje i na cmentarzu byłam zupełnie sama ale może to i lepiej."Pogadaliśmy" sobie choć przez chwilę zapaliłam znicze i położyłam na pomniku jak zwykle na rocznicę czerwoną różę.
W czwartek jeszcze tylko zaniosę mu choineczkę z szyszek i grób będzie miał ubrany.
Co mnie tylko zadziwiło wczoraj to spokój z jakim minął mi ten dzień.Nie czułam już tego ogromnego żalu co przy poprzednich rocznicach tylko jakiś taki wewnętrzny spokój.
Trzymajcie się pa.
Ja dzisiaj mam 6 miesięcy i zaraz do niego pojadę.Jest mi bardzo smutno. staram się ale nie wiem czy mi wychodzi normalne życie.Tęż się dziwnie czuję jak mi życzą ''Wesołych świąt"" a popłakałam się jak dostałam kartki świąteczne zaadresowane tylko do mnie a nie do nas obu tak jak zawsze/ Są takie szczegóły na które teraz bardzo zwracam uwagę a kiedyś nawet tego nie widziałam nie miało to żadnego znaczenia, teraz to wszystko ma jeden pod teks ''Mój Mąż;
Ciekawe czy nasi mężowie nas obserwują. czy do nas przyjdą na święta. Powiedziałam Synowi. że chociaż raz w roku mogłoby tak być żeby Oni mogli do nas przyjść chociaż na chwilę, ale byłoby cudownie, Chyba wariuję?
Pozdrawiam Was kochane,
MILEN09 ''Nie ten mocny kto burzy lecz ten który podpiera
Nie ten co łzy wyciska lecz ten co je wyciera
Człowiekiem najszlachetniejszym w całym ludzkim tłumie
Jest ten kto oprócz łez własnych łzy cudze zrozumie."
Bardzo ładnie napisane i prawdziwie.
Witajcie
Codziennie jestem na forum ale jakoś nie wiedziałam co pisać,przez ostatnich kilka dni było lepiej a dziś znowu wstałam z płaczem w ogóle to okropny dzień[dobrze że się już kończy]
Ja wigilię spędzam w domu z dziećmi oj będzie ciężko.Córka mówi żebym upiekła sernik to tato do nas przyjdzie,MĄŻ uwielbiał sernik.
Trzymajcie się kobietki ciepło
Witajcie
U mnie dzisiaj też straszny dzień dzisiaj był a w szczególności końcówka dnia bo rano z jakimś lepszym humorem wstałam ale popołudniu... coś strasznego!!! Jest coraz gorzej... nie umiem teraz tego opisać ale nie wiem czy dam radę... ;-(
nie jestem wdową, ale córką zmarłego przed 8 miesiącami Taty.
też dziwnie się czuję gdy słyszę wesołych.. Ten kto wie winien składać spokojnych ..... .
Smutna Marysia ja także będąc u Mamy zwróciłam uwagę na zaadresowanie na pocztówkach świątecznych. Nie powiedziałam jej tego, ale pierwsza myśl , że tylko ona a nie rodzice jako małżeństwo.
Wiecie co ja juz dzisiaj płaczę.Chciałam uniknąć wigilii w pracy nie chciałam tam płakać bo wiem że dla wszystkich innych jest to radosny dzień prosiłam o wolne ale nie wiem czy dostanę.A do tego wszystkiego jestem bardzo przeziębiona już nie pamiętam kiedy byłam tak chora.
Jutro napiszę znowu coś ładnego jakby życzenia świąteczne.
Pozdrawiam do jutra!
http://www.youtube.com/watch?v=McMsyPdd … _embedded#!
kolęda dla nieobecnych
"Podaruję Ci w noc cichą, łzę płynącą prosto z serca, żal tęsknote i bezsilność , miłość moją beznadziejną
W zamian za to pomyśl o mnie gdy opłatek weżmiesz w dłonie i choć będziesz tak daleko
bliższy bedziesz niż ktokolwiek, zamknę oczy Ty się zjawisz i iskierki płonąć będą popatrz w niebo
obok gwiazdkiznajdziesz skarbie mnie na pewno"
dlaczego? dlaczego ja płakałam? piękne nie słyszałam tego.
Pozdrawiam trzymajcie się!
Nie będę Wam nic życzyć na te święta, bo wiem, że tych życzeń nie potrzebujecie, tak jak i ja. Dla nas tych świąt nie ma, tak jak i Ich.
Ale wiem jedno, że jutro w jednej chwili wszystkie będziemy myśleć o tym samym.....
Trzymajcie się Kochane-bądźmy silne Ich siłą!
Moje Drogie,
Wiem, że jest dużo osób, które stracily najbliższych, a tylko czytaja forum z różnych przyczyn, ja też jestem jedna z nich, ale dziś chcem cos dodac od siebie, musze sie wygadac przed tym okropnym dniem. W wigilie przypadnie równo 5 miesięcy od śmierci Piotra. Jak do tej pory przerabialam już alkohol, tabletki, myśli samobójcze, psychiatre, poczucie winy jeszcze mnie nie opuściło. Każda kłotnie sobie wypominam, nawet teraz jak zdarza mi się uśmiechnąć to mam poczucie winy.
Dziś jest lepszy dzień (takj je sobie kategoryzuje na lepsze i gorsze), łzy są prawie codziennie, ale one muszą byc, musimy płakac az sie skoncza, az emocja opadna, ile to bedzie trwac, u kazdej inaczej moze 1 rok a moze 10. Wiem napewno, że oni są z nami, że nie chca abysmy tak cierpialy, ja sie czasami pytam dlaczego akurat mnie to spotkalo, przeciez wszystko bylo idealinie, najpierw dorabianie się, mieszkanie zareczyny po 8 latach wspolnego zycia, mial byc slub wszystko przygotowane a tu koniec, mój świat się skończył. Czasem mówimy, że jak ocali sie jedna osobe to ocali sie caly swiat, a gdy jedenj zabraknie, caly swiat sie konczy.
Powiem Wam, że dzięki tej tragedii, ja sie zmienilam, inaczej patrze na druga osobe, to co jej mówię, czy sie uśmiechne, bo wiem, że może to być mój ostatni uśmiech lub ta osoba może widziec ostatni uśmiech w swoim zyciu. Ciesze sie z glupot, staram sie zyc dniem, doceniam milosc, zaluje ze ludzie nie potrafia jej okazywac. Ja już nie biegne ... ja staram sie chodzić po świecie spojrzej w niebo w slonce, poczuc wiatr. Piotr mi zawsze powtarzal, że wszystkie jego marzenia sie spelnily, że jest bardzo szczesliwy, ja wierze, że to doswiadczenie ma nas czegoś nauczyc, nie ukarac, a gdy sie pogodzimy (minie okres żałoby), to spotkaja nas piekne chwile. Tego Wam kobietki życzę z całego serca. A nasi mężowie będą z nami do końca naszych dni i przywitają nas jako pierwsi.
"Podaruję Ci w noc cichą, łzę płynącą prosto z serca, żal tęsknote i bezsilność , miłość moją beznadziejną
W zamian za to pomyśl o mnie gdy opłatek weżmiesz w dłonie i choć będziesz tak daleko
bliższy bedziesz niż ktokolwiek, zamknę oczy Ty się zjawisz i iskierki płonąć będą popatrz w niebo
obok gwiazdkiznajdziesz skarbie mnie na pewno"
dlaczego? dlaczego ja płakałam? piękne nie słyszałam tego.
Pozdrawiam trzymajcie się!
Pięknie napisane aż,brak słów tylko łzy do oczu cisną się same.
jutro pierwsza wigilia bez mojego męża ,mam nadzieje że będzie przymnie tak bardzo mi go brakuje.
Witajcie kobietki.
Właśnie słucham kolędy dla nieobecnych(poleconą przez dlaczego?) i stwierdzam że jest super!!!!!!!!!Ona rzeczywiście oddaje to co się czuje w tych dniach a zwłaszcza jutrzejszym.
DrugaJa ja wszystkim staram się złożyć życzenia przede wszystkim spokoju wyciszenia i zdrowia.Bo i ja oczekuję tego samego.Nie jesteśmy w stanie zmienić kolei losu ale czas płynie i nie jesteśmy w stanie go zatrzymać choć byśmy chciały.Za rok znowu będzie Boże Narodzenie ale nie wiem czy ono będzie dla nas łatwiejsze.
Będzie tak samo trudne jak i te święta.Bo już zawsze będzie ich nam brakować.I tego nie zmienimy bo nie wykreślimy ich z naszej pamięci.Zawsze będzie już ich brakować przy świątecznym stole.
Dlatego musimy spróbować z całych sił podnieść się po tym ciosie i walczyć dalej a nagrodą będzie nasze spotkanie z nimi po tamtej stronie......
Więc kobietki głowy do góry i pamiętajcie że mamy być szczęśliwe bo oni tego dla nas chcieli!!!!!!!Nie chcieli naszych łez i rozpaczy.
Więc życzę wam kobietki dużo dużo siły spokoju i zdrowia.
KASIA.
239 2010-12-24 00:28:06 Ostatnio edytowany przez Katiusza1 (2010-12-24 00:33:25)
Boże jakie to jest trudne , wszystkie wspomnienia wracają , cały koszmar od nowa . Jutro dzielić się opłatkiem z rodziną , rozdać prezenty dzieciaczkom a noc znów samotnie płakać . Podziwiam Was że tak potraficie się wspierać nawzajem , ja znów straciłam wiarę na lepszy czas. Tak strasznie chciałabym go przynajmniej jeszcze raz zobaczyć.
Kolęda piękna szczególnie na tak szczególny czas
Spokojnych Kasia
Gdy pierwsza gwiazdka na niebie zabłyśnie,
Niech aniołek Was mocno ode mnie uściśnie,
I złoży serdeczne życzenia,
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia!
Kochane trzymajcie się<
Witam Kobitki.
Ja z całych sił wierzę w to że Oni będą dzisiaj z nami to wolne miejsce będzie dla Nich. My ich nie zobaczymy ale może poczujemy może dadzą jakiś znak (pamiętam jak w pierwszą wigilię po śmierci dziadka wszyscy usłyszeli wyraźnie jak ktoś złapał za klamkę do mieszkania jakby chciał wejść po czym brat od razu poszedł otworzyć drzwi i nikogo nie było. Nikt nic nie powiedział ale każdy wiedział że to był dziadek). I tak właśnie dzisiaj będę czekała pewnie najprędzej u teściów na wigilii, a może na sam wieczór przyjdą do nas jak będziemy same w pokoju, łóżku... tak bardzo bym chciała ten ostatni raz poczuć że jest przy mnie... ;-(
Spokojnych Świąt kochane
Dzisiaj tylko łzy łzy sa pierwsze od słów.Byliśmy już na cmentarzu podzieliliśmy się opłatkiem a teraz też będziemy czekać przy wigilijnym stole na jakiś znak.
Spokojnych Swiąt!
WITAJCIE ja też dzisiaj bylam z synami u NIEGO.Dokończyliśmy sprzatanie i postawiismy choinkę.Po kolacji pojedziemy podzielić się opłatkiem.Przytulam Was wszystkie mocno,życzę aby Nasi Męzowie do nas przyszli.Błogosławieństwa Bożego i mimo wszystko szczęśliwych Swiąt Bożego Narodzenia.
Jak dalej żyć? Jak na razie staram się nie myśleć o śmierci męża, odpycham te myśli od siebie. Wiem, że kiedyś będę musiała się z tym pogodzić, ale może później będzie lepiej. Na razie muszę się trzymać ze względu na dzieci. Niestety wieczory są najgorsze. Pocieszam się myślą, że teraz jest mu lepiej, że już go nic nie boli.
Był taki kochany. Był moją największą miłością, rozumieliśmy się bez słów. Przy nim czułam się bezpiecznie. Mieliśmy się razem zestarzeć. Dlaczego?
Dziękuję Bogu za te kilka szczęśliwych lat, za dzieci które mamy. Za to że mąż zdążył zobaczyć syna przed śmiercią. Teraz może mu pomóc tylko modlitwa i pamięć.
Powiedzcie mi czy z czasem to mniej boli? Kiedy jest najgorzej np.miesiąc po czy później?
Witaj martlak27.
Trafiłaś na nasze forum bo tak jak i my straciłaś męża.Z opisu domyślam się że chorował.To tak jak mój mąż,on zmarł na raka płuc 8 miesięcy od "wyroku".Ja też długo pocieszałam się myślą że już nie cierpi że już nic go nie boli.Ale to były tylko złudzenia bo samotność ciąży mi coraz bardziej.Pytasz czy z czasem to mniej boli?To zależy od wielu spraw.U mnie na przykład minęło już albo dopiero 6 miesięcy.I nie był to łatwy czas tym bardziej że nie potrafiłam wyrzucić tego całego żalu i złości ze siebie.Mam taką naturę że duszę wszystko w sobie.I choć przed wszystkimi udaję że jest lepiej że daję sobie jakoś radę to najchętniej poszła bym za nim....Na szczęście znalazłam to forum i tu bez żadnych zahamowań pisałam o wszystkim co mnie bolało i to możesz mi wierzyć bardzo dużo mi dało.Tu czułam że mnie każdy rozumie i nie patrzy na mnie jak na kosmitę.Wieczory są ciężkie dla każdej z nas ale nie możemy się poddawać.Mamy przecież dzieci i one nas teraz bardzo potrzebują.Ale wiedz że oni są przy nas w każdym momencie i jeszcze nie raz to poczujesz.I zawsze jak z czymś nie będziesz mogła dać sobie rady to śmiało proś swego męża o pomoc a zobaczysz że to działa.Ja ostatnio jak byłam na cmentarzu to poprosiłam Maćka aby mi się przyśnił w prezencie na święta i tak się stało.A nie śni mi się zbyt często choć bardzo bym sobie tego życzyła.Ale wiem że jest obok mnie i czuwa nad nami w każdej chwili.I to mi daje siłę by kolejnego dnia wstać i iść do pracy.
Także trzymaj się i gdy będzie ci źle to napisz swoje żale na tym forum a my cię wesprzemy jak tylko będziemy umiały najlepiej.I nie wstydź się swoich myśli czy emocji bo my czujemy to samo .
Pozdrawiam cię i trzymaj się.
ciezko... choc juz tak dlugo bo prawie 15 miesiecy bez Niego, ale swieta zawsze jakies ciezkie sa. Zycze Wam odnalezienia radosci zycia - choc pewnie tej innej juz - i aby nowonarodzony Chrystus wypelnil pustke w Waszych serduszkach miloscia, ufnoscia, wiara i nadzieja.....
Witajcie
Dzisiaj jest trzy miesiące jak zostałam sama ,bez mojego ukochanego męża.
Tak bardzo tęsknię i czasami sobie myślę kiedy przestanę bo ta tęsknota tak bardzo boli.
Zostały tylko wspomnienia i żal że to się nam zdarzyło a mieliśmy tyle planów.
Dobrze że już po świętach bo najgorsze są wolne dni od pracy i ten pusty dom ta cisza .Siostra ze szwagrem pojechali ,ale życzę każdej z was takiej dobrej duszyczki bardzo mi pomaga i wspiera,cieszę się że jest ktoś taki ...
Mój mąż umarł na czerniaka 1 listopada. O tym że już nie ma szans na wyleczenie dowiedziałam się 31 października. Dzień przed śmiercią, lekarz mi powiedział że teraz to jedynie w miarę możliwości będą mu przedłużać życie. Nie przypuszczałam że został nam tylko jeden dzień. Do końca mieliśmy nadzieję że jednak z tego wyjdzie. Na początku miałam wielką chęć dołączyć do niego. Ale muszę żyć dla dzieci, on by mi tego nie wybaczył. Udaję że wszystko jest w porządku, ale w środku krzyczę z bólu. Tak chciałabym jeszcze raz móc się do niego przytulić, jeszcze raz porozmawiać. Tak bardzo mi go brakuje.
Ja też udaję że jest wszystko dobrze ,ale nie jest wieczorem idę spać z płaczem wstaję z płaczem czasami mam ochotę krzyczeć z bólu który siedzi gdzieś we mnie .Też mi brakuje rozmów wszystkiego mi brak .
Ostatnio jadąc samochodem usłyszałam piosenkę:
ANIA WYSZKONI - Wiem że jesteś tam
"Dzisiaj proszę Cię
Ten jeden raz zatrzymaj się
Ten jeden raz stań tuż obok mnie
Dziś czuję, że brak mi sił
Ten jeden raz bądź blisko mnie
Poczuć mi daj, że to wszystko ma sens
Dziś wiem, że brak mi sił"
Witajcie
Pierwsze święta bez Męża minęły, i bardzo dobrze że już koniec.Wszystko wracało, nie wiem jak to będzie dalej, czy my kiedykolwiek będziemy mniej cierpiały, czy zawsze już tak będzie , myślę, że tych wspólnie przeżytych lat nigdy nie zapomnimy i zawsze będziemy o nich myślały i tęskniły. Ja tak bardzo tęsknię za moim Mężem i nadal nie mogę pogodzić się z tym, że już nigdy go nie zobaczę, że nigdy mnie nie przytuli, że go już nie ma.Jestem zła na wszystkich i na wszystko że akurat mnie to spotkało, nie wiem co będzie dalej ale jak na razie to nie widzę nic dobrego, żadnej przyszłości, tylko smutek, łzy i żal. Fakt, że nie mogę nic z tym zrobić doprowadza mnie do szału, ta moja niemoc jest straszna do pogodzenia wiem jak dalej mam żyć, wiem że trzeba ale jak. Ta samotość mnie dobija, nikt nie zastąpi nam Męża.
Pozdrawiam Was kochane.
Witam
mam 22 lata choć to wiek w którym szczęście bije każdymi drzwiami to jednak nie u mnie...
9.10.2010r to wydawał się dzień jak kazdy dotychczas a okazał sie najgorszym dniem mojego życia
Jechaliśmy z moim mężem i 15 miesięczną córką samochodem, gdy zaś chcieliśmy przejechać przez strzeżony przejazd to uderzył w nas pociąg. Rogatki były otwarte a my wjechaliśmy na przejazd ufając że żaden pociąg nie będzie przejeżdżał gdy rogatki są otwarte...
okazało się inaczej, dróżnik nieumyślnie otworzył rogatki i pociąg uderzył w nasze auto gdy wjechaliśmy na tory
W jednej chwili wszystko runęło, choć wszystkich wzięto do szpitala to niestety mojego kochanego męża nie udało się uratować...
Mąż zmarł mając 27 lat, Bóg dał na m żyć razem za krótko stanowczo za krótko, bo dopiero niecałe 1.5 roku byliśmy małżeństwem.
Było tyle planów marzeń i nadziei a wszystko zawaliło się w jednej chwili. Będąc w szpitalu modliłam sie że to tylko koszmarny sen, że zaraz się obudzę i wszystko będzie dobrze.
Zostałam sama z małą córeczką i z jednym pytaniem na które nikt mi nie odpowie: Dlaczego akurat Nas to musiało spotkać
Tego nie mogę zrozumieć.
Byłam bardzo szczęśliwa u boku mojego męża, wszystko miałam już ułożone tak jak sobie to kiedyś wymarzyłam: wspaniały mąż, kochana córeczka i wielka Miłość.
Choć niedługo miną 3 miesiące to mi z każdym dniem jest gorzej.
Bardzo mi Go brakuje i tęsknie za Nim
chciała bym by przyszedł do mnie i mnie przytulił i pocałował i powiedział że wszystko będzie dobrze.
Jak iść dalej w przyszłość jeśli nie ma już osoby przy której każda chwila miała sens?
Katarzyno...przeżyłaś niewyobrażalny ból...pamietaj masz córeczkę, dla niej musisz być silna...
Twój maż teraz jako Anioł opiekuje się Tobą...wierzę w To..
3 miesiące...to tak nie wiele, ale mijajacy czas pozwoli Ci kiedyś obudzić się rano i móc oddychać...bo teraz przecież brak ci powietrza...On nim był.
Musisz wytrwać, kiedyś jeszcze dla ciebie ponownie zaświeci słońce...
Trzymaj się , mocno Cie przytulam.
mam nadzieję iż masz wsparcie w rodzinie i znajomych...to ważne by nie być w tej sytuacj samemu..
To rorum naprawdę też tak bardzo pomaga...
Bądz z nami...
gdy wpiszesz w google Artur Ciupak wyskoczy Ci coś w rodzaju pamiętnika po zmarłym mężu
weszłam na tą stronę przypadkiem -mój mąż oddawał krew na rzecz tego człowieka
gdy wątpie w miłość i ludzi tam znajduje pocieszenie
Są sprawy które muszą wybrzmieć i daj sobie na to przyzwolenie
Katarzyno tak mi przykro, ale dobrze że tu trafiłaś. Wszystkie tak szukałyśmy pomocy.Dla mnie najgorsze były trzeci czwarty miesiąc.Teraz nie powiem że jest dobrze ale jest różnie.Nie mogłam się odnależć w wigilię tak jak większośc.Uwierzyłam ze opiekują się nami ale ciężko pogodzić się z myślą dlaczego on dlaczego muszę przeżywać takie doświadczenie?
Pozdrawiam!
Witam
mam 22 lata choć to wiek w którym szczęście bije każdymi drzwiami to jednak nie u mnie...
9.10.2010r to wydawał się dzień jak kazdy dotychczas a okazał sie najgorszym dniem mojego życia
Jechaliśmy z moim mężem i 15 miesięczną córką samochodem, gdy zaś chcieliśmy przejechać przez strzeżony przejazd to uderzył w nas pociąg. Rogatki były otwarte a my wjechaliśmy na przejazd ufając że żaden pociąg nie będzie przejeżdżał gdy rogatki są otwarte...
okazało się inaczej, dróżnik nieumyślnie otworzył rogatki i pociąg uderzył w nasze auto gdy wjechaliśmy na tory
W jednej chwili wszystko runęło, choć wszystkich wzięto do szpitala to niestety mojego kochanego męża nie udało się uratować...
Mąż zmarł mając 27 lat, Bóg dał na m żyć razem za krótko stanowczo za krótko, bo dopiero niecałe 1.5 roku byliśmy małżeństwem.
Było tyle planów marzeń i nadziei a wszystko zawaliło się w jednej chwili. Będąc w szpitalu modliłam sie że to tylko koszmarny sen, że zaraz się obudzę i wszystko będzie dobrze.
Zostałam sama z małą córeczką i z jednym pytaniem na które nikt mi nie odpowie: Dlaczego akurat Nas to musiało spotkać
Tego nie mogę zrozumieć.
Byłam bardzo szczęśliwa u boku mojego męża, wszystko miałam już ułożone tak jak sobie to kiedyś wymarzyłam: wspaniały mąż, kochana córeczka i wielka Miłość.
Choć niedługo miną 3 miesiące to mi z każdym dniem jest gorzej.
Bardzo mi Go brakuje i tęsknie za Nim
chciała bym by przyszedł do mnie i mnie przytulił i pocałował i powiedział że wszystko będzie dobrze.
Jak iść dalej w przyszłość jeśli nie ma już osoby przy której każda chwila miała sens?
Chyba wszystkie z nas to samo czują co Ty tak przynajmniej mi się wydaje przynajmniej ja mogłabym się podpisać bezmała pod każdym Twoim słowem.
Mój mąż nie żyje 23 dni i mam te same pytania co Ty... dlaczego? Dlaczego to mnie spotkało, że za krótko nam dane było razem być tylko 3 lata i pretensje do całego świata... czemu to właśnie mnie musiało spotkać!!! Ja też zostałam z małym synkiem za miesiąc skończy 3 latka. Jest jeszcze na tyle mały że za bardzo nie rozumie tej całej sytuacji ale na tyle duży że tęskni pyta ostatnio mi powiedział "że może choć na chwilkę tata przyjdzie"... ja też bym tego chciała... oj jak bardzo ja też bym tego chciała żeby przyszedł choć na chwilkę przytulił mnie i powiedział że jest mu tam dobrze i żebym się nie martwiła bo wszystko będzie dobrze ;-(
Ten ból jest niesamowity... nie do wytłumaczenia... a tak prawdę mówiąc to ja jeszcze sobie tego nie uświadomiłam że Jego już nie ma. Mnie wciąż się wydaje że jest w pracy za granicą i że niedługo wróci
Witajcie
Pierwsze święta bez Męża minęły, i bardzo dobrze że już koniec.Wszystko wracało, nie wiem jak to będzie dalej, czy my kiedykolwiek będziemy mniej cierpiały, czy zawsze już tak będzie , myślę, że tych wspólnie przeżytych lat nigdy nie zapomnimy i zawsze będziemy o nich myślały i tęskniły. Ja tak bardzo tęsknię za moim Mężem i nadal nie mogę pogodzić się z tym, że już nigdy go nie zobaczę, że nigdy mnie nie przytuli, że go już nie ma.Jestem zła na wszystkich i na wszystko że akurat mnie to spotkało, nie wiem co będzie dalej ale jak na razie to nie widzę nic dobrego, żadnej przyszłości, tylko smutek, łzy i żal. Fakt, że nie mogę nic z tym zrobić doprowadza mnie do szału, ta moja niemoc jest straszna do pogodzenia wiem jak dalej mam żyć, wiem że trzeba ale jak. Ta samotość mnie dobija, nikt nie zastąpi nam Męża.
Pozdrawiam Was kochane.
Ja też się cieszę że już po świętach i myślę tak samo jak Ty Samotna Marysiu mnie też dobija samotność ,brak rozmów z mężem tak bardzo tęsknię za tym wszystkim .
Jak strasznie przeżywać te wszystkie dni samej 3 stycznia mój mąż miał by urodziny ...
258 2010-12-28 23:10:17 Ostatnio edytowany przez martlak27 (2010-12-28 23:18:02)
Mój mąż 6 stycznia skończyłby 29 lat, ja tak bardzo tęsknię.Codziennie gdy dzieci już zasnęły to mieliśmy czas tylko dla siebie. Mogliśmy sobie porozmawiać o wszystkim. A teraz dzieci śpią i co robić? Ostatnio znalazłam to forum. Wiem że nie jestem sama.Widzę, że każda z Was przeżywa to samo. Czasem zastanawiam się jaki sens ma ta śmierć? Dlaczego dzieci muszą wychowywać się bez taty? Dlaczego gdy spotyka się tą drugą "połówkę", swoją największą miłość to zostaje nam to odebrane? Gdyby chociaż był złym człowiekiem to może poczułabym ulgę a tak to ta pustka po nim mnie przeraża. Pomału do mnie dociera że już nigdy nie wróci.
Cząstka mnie umarła razem z nim. Zawsze byłam optymistką,wierzyłam że będzie dobrze. Teraz już nie potrafię. Raczej będę musiała spotkać się z psychologiem bo sama sobie z tym nie poradzę. Nie potrafię rozmawiać z rodziną .Duszę to w sobie. W myślach często rozmawiam z mężem, jest mi lżej myśląc że on gdziekolwiek jest to mnie słyszy.
Ja bardzo często rozmawiam z mężem w myślach a nawet szeptem ,czasami zadaję mu pytania jak mam dalej żyć bez Niego i czy tęskni tak bardzo jak ja.Wczoraj mi się śnił ,ale pytania zostały bez odpowiedzi myślę że na pewno tęskni przecież tak bardzo mnie kochał .
Ostatnio rozmawiałam z kobietą której mąż umarł Ona mówi że poczuła ulgę bo wreszcie odżyła , ale między nimi nie było miłości żyli obok siebie.W przeciwieństwie do mnie my robiliśmy wszystko razem ,
wszędzie razem chodziliśmy aż czasami byłam zła że mąż sam nie chce jechać po zakupy tylko mnie ze sobą ciągnie.Teraz mi tego brakuje...Dzisiaj mam taki tęskniący dzień aż boli ,łzy same cisną się do oczu ,Dobrze że dzieci mają ferie bo jakoś muszę się trzymać a póżniej idę do pracy i jakoś dzień zleci
Te dni wokoło świąt chyba są takie depresyjne. ja też ciągle myślę. rozmawiam z mężem w myślach. wspominam i pytam dlaczego to się skończyło. dlaczego akurat my, My bardzo dużo bawiliśmy sie z moim mężem. On wspaniale tańczył. tylko On. z nikim nie tańczyło mi się tak dobrze jak z nim. zresztą Mąż to samo mówił zawsze o mnie. ja kochałam taniec, I już nigdy nie zatańczymy razem. nawet na ślubach naszych dzieci, 5 dni przed śmiercią Mąż powiedział. do pielegiarki z paliatywnej. że ma nadzieję. że jeszcze pójdzie z żoną na balety. tak bardzo chciał i miał nadzieję. że wygra z chorobą. Teraz już nie ma nic, są dzieci ale one są już dorosłe i powolutku zaczną myśleć o swoich rodzinach, normalna kolej, Nigdy nie myślałam. że będę sama się starzeć. zawsze myślałam. że będziemy razem, nawet nie dopuszczałam myśli, że będzie inaczej, boję się przyszłości, nie wiem jak to będzie. on miał być i się mną opiekować i wspomagać mnie ,